ruda2460
03.04.10, 18:12
Dzisiaj w Wielką Sobotę. Wróciłam z kościoła, ze święcenia a on do
mnie że tyle czasu mnie nie było, bo święcenie to jest 10 min.
Owszem wyszłam wcześniej bo pomyliły mi się godziny ale wiedział że
odprawia się później, bo mu napisałam esa. I po powrocie pytam go
czy zrobił dziecku jedzenie, bo siedział przy kompie on na to a
gdzie ja jestem? To ja, że nie umie się przez godzinę zająć
dzieckiem. To on do mnie spier... to go trzasłam w szyję a on
odwrócił się i walnął mnie w twarz... Nie gadam z nim. I mam
spaprane kolejne święta i raczej całe życie. On do teraz nawet mnie
nie przeprosił. Musiałam to z siebie wyrzucić. Nie szukam żadnych
rad.