Mąż mnie uderzył...

03.04.10, 18:12
Dzisiaj w Wielką Sobotę. Wróciłam z kościoła, ze święcenia a on do
mnie że tyle czasu mnie nie było, bo święcenie to jest 10 min.
Owszem wyszłam wcześniej bo pomyliły mi się godziny ale wiedział że
odprawia się później, bo mu napisałam esa. I po powrocie pytam go
czy zrobił dziecku jedzenie, bo siedział przy kompie on na to a
gdzie ja jestem? To ja, że nie umie się przez godzinę zająć
dzieckiem. To on do mnie spier... to go trzasłam w szyję a on
odwrócił się i walnął mnie w twarz... Nie gadam z nim. I mam
spaprane kolejne święta i raczej całe życie. On do teraz nawet mnie
nie przeprosił. Musiałam to z siebie wyrzucić. Nie szukam żadnych
rad.
    • nick_ze_hej Re: Mąż mnie uderzył... 03.04.10, 18:42
      Tytuł powinien brzmieć "Pobiliśmy się z mężem";)
    • enith Re: Mąż mnie uderzył... 03.04.10, 19:49
      Ile ty masz lat, Ruda2460, że nie wiesz, że przemoc rodzi przemoc? To TY uderzyłaś męża pierwsza, on poszedł za ciosem i ci oddał. Dziwisz się? Bo ja ani trochę. Życie i święta masz spraprane na własne życzenie, bo jak się nie umie nad sobą panować (dotyczy to męża i ciebie), to się idzie na terapię, zamiast przy dziecku okładać się pięściami.
    • ruda2460 Re: Mąż mnie uderzył... 03.04.10, 20:14
      Czyli rozumiem że miałam grzecznie stać przy mężu wysłuchać
      przekleństw i powiedzieć "Kochanie nie mów tak brzydko do mnie i
      przy dzieciach, oczywiście masz rację" i pogładzić po głowie.
      • p_wolf Re: Mąż mnie uderzył... 03.04.10, 20:34
        Źle rozumiesz, mogłaś na przykład wyjść.
        A czy Ty przeprosiłaś męża za to że jako pierwsza go uderzyłaś?
        Mąż zrobił źle oddając Ci, ale rozmowę rękami zaczęłaś Ty.
      • enith Re: Mąż mnie uderzył... 03.04.10, 20:49
        Żałosna jesteś. Mąż się do ciebie brzydko odezwał, a ty zamiast wyjść, walisz mu z pięści. Często, gdy brakuje ci argumentów, bijesz męża?
      • gemmi18 Re: Mąż mnie uderzył... 03.04.10, 20:50
        Nie, mogłaś powiedzieć 'To przykre, że tak się do mnie zwracasz' i
        wyjść, dlaczego odrazu przesadzasz w drugą stronę? Czyli twierdzisz
        dalej, że Twoje zachowanie było słuszne. Ty zaczęłaś tę przepychankę
        fizyczną, a mogłaś po prostu skończyć na słownej, pokazując tym
        samym, że prezentujesz wyższy poziom. A podnosząc rękę na męża
        poniżyłas siebie samą. I nie usprawiedliwiam męża, opisuję mechanizm
        działania - przemoc rodzi przemoc, jak napisała już jedna
        forumowiczka.
      • marzeka1 Re: Mąż mnie uderzył... 03.04.10, 22:13
        "Czyli rozumiem że miałam grzecznie stać przy mężu wysłuchać
        przekleństw i powiedzieć "Kochanie nie mów tak brzydko do mnie i
        przy dzieciach, oczywiście masz rację" i pogładzić po głowie. "-

        popadasz z drugą skrajność i grasz teraz biedną sierotkę. Skoro masz męża chama,
        który tak się do ciebie odzywa, to zamiast go lać, wyjdź, mówiąc, że nie ma
        prawa tak się do ciebie odzywać, szczególnie przy dzieciach. Przemoc rodzi przemoc.
    • azerus Re: Mąż mnie uderzył... 03.04.10, 20:44
      taaa, jescze wmówcie kobiecie ze sama sobie jest winna a właściwie to zasłużyła...
      "nosz" normalnie rece opadają
      • enith Re: Mąż mnie uderzył... 03.04.10, 20:53
        A przeczytałaś wątek czy piszesz tak sobie, a muzom? Dali sobie z mężem po ryjach i są kwita. A kto wie, może w końcu zrozumieją, że żyją w patologii i zwrócą się o pomoc do terapeuty?
      • p_wolf Re: Mąż mnie uderzył... 03.04.10, 21:02
        Nikt nie zasługuje na to, aby bić go w twarz, ale to autorka pierwsza
        zastosowała przemoc fizyczną.
        Wyobraź sobie sytuacje, gdy to mąż w trakcie awantury uderza żonę, a ona w
        odpowiedzi trzaska go w twarz. Biedny pan, niewinny? Nie sądzę, i te same
        standardy należy zastosować wobec pani.
        W trakcie dyskusji, nawet bardzo emocjonalnej nie podnosi się na współmałżonka
        ręki, koniec kropka. Mąż zrobił źle, powinien przeprosić, autorka zrobiła
        jeszcze gorzej, bo to ona przeniosła spór na poziom rękoczynów i też przeprosić
        powinna. Jako pierwsza.
    • rumpa Re: Mąż mnie uderzył... 03.04.10, 22:35
      sorry nie wytrzymałam
      para patologicznych (...) - OBOJE
      tylko dziecka szkoda :(((

      mamunia i tatus daja dobre wzorce

      swoją drogą JAK potwornie ograniczonym czlowiekiem o mentalności
      kalego trzeba być, żeby się jeszcze uważać za biedną ofiarę ????

      dziecko też tak tłuczesz?
      do lustra koleżanko popatrz i przestań przynosić wstyd rudym
      • azerus Re: Mąż mnie uderzył... 04.04.10, 11:59
        taaa, przeczytałam wątek bardzo dokładnie, i wszystkie odpowiedzi też...
        ale w przeciwienstwie co do niektórych nie czuje sie moralnie upoważniona by
        jeszcze opluwać tą kobietę.
        wszyscy jesteście tacy doskonali taaa, to huzia na nią, nahajem po gołych
        plecach, szkoda że ją do krwi nie skatował prawda, a co! zasłuzyła! na taczke i
        wrzucić do gnoju! no nie żałujcie sobie..
        żałosne ludziki...
        • kajda28 Azerus 04.04.10, 12:18
          Azerus zamiast krytykować wypowiedzi innych może napisz co ty
          myślisz o tej sytuacji.

          Nigdy nie uderzyłam żadnego z moich partnerów i tego samego wymagam
          od nich. Jak mnie ktoś obraża słownie, najpierw proszę aby przestał
          to robić, a jak nie skutkuje to wychodzę- gdy nie mogę bo są dzieci
          wzywam policję (autentycznie tak zrobiłam). Jak dalej nie skutkuje
          to odchodzę, nie umiałabym i nie chce żyć z kimś kto mnie nie
          szanuje.
        • p_wolf Re: Mąż mnie uderzył... 04.04.10, 13:53
          @azerus - gdzie konkretnie widzisz "opluwanie"? Kilka osób w tym temacie oceniło
          negatywnie zachowanie autorki polegające na uderzeniu partnera w reakcji na jego
          słowa. Czy Ty uważasz takie zachowanie za uzasadnione?
          Jeśli tak, to napisz wszystkim jakie słowa/zachowania uważasz za wystarczający
          powód by jeden z partnerów podniósł na drugiego rękę?
          • azerus Re: Mąż mnie uderzył... 04.04.10, 14:35
            żadne słowa, nigdy nie uderzyłam nikogo bliskiego w złosci, nikt mnie nie
            uderzył i nie wyobrażam sobie takiej sytuacji.
            ale nie widze powodu by mieszać z błotem tę kobiete, została wystarczajaco
            "ukarana" przez swojego męża...
            jesteśmy dorosli, ale nie zawsze tak się zachowujemy. Czasami postepujemy jak
            dzieci, niestety, emocjonalnie i bez zastanowienia. Jak dziecko ciebie uderzy
            albo ugryzie, to też mu oddacie?. Super by było gdyby kazdy z nas potrafił sie w
            każdej styuacji zachowac tak jak trzeba, ale życie wszystko weryfikuje.
            Kobieta zrobiła błąd, mozna jej to wytłumaczyc jakoś normalnie.
            Ja na przykład się dziwię jej mężowi (w jednym z komentarzy ktoś stwierdził że
            sie nie dziwi" ze jej oddał - damski bokser i tyle.
            A komentarz: "żałosna jesteś" to baaardzo budujacy, bardzo, i taki ludzki
            nieprawdaż, pełen jadu...
            "Dali sobie z mężem po ryjach i są kwita" o też tez jest super!
            i o takimi opowiedziami byłam zdegustowana
            • ruda2460 Re: Mąż mnie uderzył... 04.04.10, 15:27
              Przeczytałam wszystko i wasze wypowiedzi dały mi trochę do myślenia.
              I myślę tak sobie że ogólnie są tak przyjęte wzorce, że jak facet
              sobie urządza słowną wymianę zdań podpierając się wulgarnymi
              epitetami to jest ok, (jakoś nikt nie podwarzył tego że mówi tak w
              towarzystwie dziecka). Dziecko nie widziało mojej reakcji, co też
              ktoś tam napisał, więc nie było świadkiem "przemocy". Jedynie
              słyszało co się mówi. Ja swoją drogą nie stałam nad mężem słuchając
              go tylko byłam w drugim pokoju i reagowałam na to co mówił (miałam
              udawać że nic nie słyszę czy pouczać dorosłego faceta że przy
              dzieciach się tak nie mówi?) powiedziałam mu żeby się tak nie odzywał
              (klął przy kompie bo coś mu nie wychodziło i nomem omen przy
              dziecku), bo są święta, a on wtedy do mnie "i co z tego, to nie
              słuchaj" i było to co wcześniej napisałam. I nie było to pobicie
              tylko "szturchnięcie" go z tyłu w szyję.
              • delecta Re: Mąż mnie uderzył... 04.04.10, 15:42
                Ja jestem raczej spokojna, ale jakby mi chłop powiedział spier.....,
                to nie wiem, czy przed spier..leniem nie wyrżnęłąbym go w dziób. Nie
                dziwię się, że kobietę szlag trafił. Sama musi popychać do
                kościółka, oczywiście z samodzielnie przygotowaną święconką i myślę,
                ze całe Święta były na jej głowie. A pacan leniwy wgapia sie w
                monitor i nawet o dzieciaku nie pomyśli.
                No już zaczyna mi się ciśnienie podnosić, chociaż sprawa mnie nie
                dotyczy.
                Odnoszę wrażenie, ze nie pierwszy raz taka sytuacja miała miejsce
                (tzn. lenistwo i chamstwo tego pana), więc nie dziwię się reakcji
                pani.
              • kajda28 Re: Mąż mnie uderzył... 04.04.10, 15:49
                Ruda cokolwiek by wtedy nie było, to nie można tego zostawić bez
                żadnej reakcji. Ale tu już tylko TY decydujesz jak będzie wyglądało
                Twoje życie, nikt inny. Nikt nie ma prawa Cię obrażać.
                Co do klęcia przy dzieciach to wystarczy go poprawiać że nie można
                tak mówić, to i dzieci nie nauczą się kląć (nawet jak na niego nie
                będzie to skutkować). Mój sklęty eks nauczył się nie kląć, mi jak
                się czasami wymknie to mnie dzieciaki poprawiają.
                • ruda2460 Re: Mąż mnie uderzył... 04.04.10, 16:02
                  kajda28 napisała:

                  > Co do klęcia przy dzieciach to wystarczy go poprawiać że nie
                  można
                  > tak mówić,

                  Za każdym razem go poprawiam, bo często klnie, a on na to że jest
                  dorosły będzie mówił jak chce, i nie jestem jego cenzorem. Jak mówię
                  że dzieci słuchają on na to "no to co"...
                  • kajda28 Re: Mąż mnie uderzył... 04.04.10, 17:05
                    > Za każdym razem go poprawiam, bo często klnie, a on na to że jest
                    > dorosły będzie mówił jak chce, i nie jestem jego cenzorem. Jak
                    mówię
                    > że dzieci słuchają on na to "no to co"...

                    To jak zaczną kląć do niego to mu powiedz aby się nie dziwił ani nie
                    obruszał bo to przecież on ich tego nauczył.
                    Mam podobny problem z moim nowym partnerem. Mam nadzieję że w końcu
                    przestanie, że mu się znudzi ciągłe słuchanie ode mnie aby nie klął
                    z dzieciakami.
              • rumpa Re: Mąż mnie uderzył... 04.04.10, 16:09
                miałam
                > pouczać dorosłego faceta że przy
                > dzieciach się tak nie mówi?

                nie pouczać, wymagać i tyle
                mnie zresztą barwna mowa nie przeszkadza ale to inna sprawa
                a jak facet zaczyna kląć i widze że ma problem, to sie normalnie
                pytam, co nawala, bo bardziej mnie rusza że mu coś nie wychodzi

                i co z tego, to nie
                > słuchaj"
                to w końcu to czy "spierdalaj"?

                I nie było to pobicie
                > tylko "szturchnięcie" go z tyłu w szyję.

                a on cie tylko poklepał po buzi :)))

                powinnaś wiedzieć że do konia nie podchodzi się od tyłu, bo nawet
                największy pieszczoch może sprzedać kopa.

                Polecam kursy komunikacyjne dla małżeństw

              • p_wolf Re: Mąż mnie uderzył... 04.04.10, 17:40
                > Przeczytałam wszystko i wasze wypowiedzi dały mi trochę do myślenia.
                > I myślę tak sobie że ogólnie są tak przyjęte wzorce, że jak facet
                > sobie urządza słowną wymianę zdań podpierając się wulgarnymi
                > epitetami to jest ok,

                Nikt nie urządza sobie wymiany zdań.
                Znakomicie Ci idzie ocenianie zachowania męża, które jak wszyscy w tym temacie
                przyznali, było złe. A co myślisz o swoim zachowaniu? Zastanowiłaś się nad nim
                choć ułamek sekundy?
                Zastanawiające jest to, że opisując zjawisko charakterystycznie wymazujesz z
                niego swój udział (vide nazwa topiku czy urządził sobie wymianę zdań).
                Zapewne sam też wziął z Tobą ślub, i sam spłodził dziecko które musi dorastać w
                takich warunkach, prawda?


                > jesteśmy dorosli, ale nie zawsze tak się zachowujemy. Czasami
                > postepujemy jak
                > dzieci, niestety, emocjonalnie i bez zastanowienia. Jak dziecko
                > ciebie uderzy
                > albo ugryzie, to też mu oddacie?. Super by było gdyby kazdy z nas > potrafił sie w
                > każdej styuacji zachowac tak jak trzeba, ale życie wszystko
                > weryfikuje.
                > Kobieta zrobiła błąd, mozna jej to wytłumaczyc jakoś normalnie.
                > Ja na przykład się dziwię jej mężowi

                W rozbudowany sposób tłumaczysz zachowanie pani, która uderzyła pierwsza,
                natomiast panu który oddał się dziwisz i nazywasz go damskim bokserem.
                Relatywizujesz sytuację opierając się na płci uczestników zdarzenia.
                Czy w odwrotnej sytuacji (pierwszy uderza mąż, żona oddaje) tłumaczyłabyś
                zachowanie mężczyzny i potępiała kobietę?
            • kajda28 Re: Mąż mnie uderzył... 04.04.10, 15:42
              Obydwoje źle się zachowali, ona gorzej bo ona zaczeła. Bronisz ją
              tylko dlatego że jest kobietą. Gdyby facet pierwszy uderzył a zamian
              za to żona zadała by mu cios nożem nie przyszłoby Ci do głowy że jak
              zaczął to ma czego chciał? Tu jest podobnie, facet też człowiek też
              ma prawo czuć się zagrożony, bronić się.
              Dlaczego uważasz że żona ma prawo bezkarnie uderzyć męża? Ona nie
              jest dzieckiem i powinna wiedzieć że nie można nikogo bić.
              Na innym forum była podobna historia, i większość głosów była za tym
              że kobieta źle postąpiła pierwsza uderzając. Najgorszą z możliwych
              rzeczy byłoby powiedzieć takiej kobiecie że jest ofiarą, że jest
              biedna , pokrzywdzona- to byłoby przywzolenie dla niej na następne
              takie "akcje".
            • rumpa Re: Mąż mnie uderzył... 04.04.10, 16:18
              Kobieta zrobiła błąd, mozna jej to wytłumaczyc jakoś normalnie.

              ciekawe jak...
              pani jest pozbawiona raczej daru autorefleksji, zaczęła burdę i
              jeszcze się rzuca...
              ONA BYŁA AGRESOREM, ONA ZACZĘŁA

              Ja na przykład się dziwię jej mężowi

              a ja się dziwię obojgu,ale mężowi o te 10% mniej, w końcu dostał w
              łeb, nie?


              ale nie widze powodu by mieszać z błotem tę kobiete
              oberwała nie za błąd, tylko samozachwyt, belkę w oku i tak dalej
    • enith Re: Mąż mnie uderzył... 04.04.10, 19:49
      Wszystkim paniom, które głaszczą autorkę wątku po głowie i wmawiają, że to ona jest ofiarą, a jej mąż damskim bokserem, napiszę jedno: wyświadczacie dziewczynie niedźwiedzią przysługę. Swoimi postami utwierdzacie ją w przekonaniu, że miała prawo uderzyć męża, że odpowiedzią na brzydkie słowo i krzywe spojrzenie jest pięść. Brawo, tak trzymać. Uspokojona waszymi słowami dziewczyna nie zdobędzie się na chwilę refleksji nad SWOIM zachowaniem, natomiast zmiany zachowania wymagać będzie od męża, tyle, że ta droga doprowadzi ją donikąd. To od siebie dziewczyna powinna w pierwszej kolejności zacząć zmiany, ale pouczona tu przez mądre panie nie zrobi tego i będzie tkwić w tej patologii, jaką jest jej małżeństwo. Przesrane życie będą mieć w tej rodzinie wszyscy, żrący się rodzice i dziecko, które na to wszystko patrzy i się uczy. Dlatego ja nie zgadzam się na głaskanie rudej po głowie, rudą trzeba potrząsnąć i zmusić do refleksji. Ruda musi zacząć się zastanawiać "w jaki sposób znaleźlismy sie z mężem w takim miejscu?" "Dlaczego w kłótni z mężem, zamiast zastosować asertywną alternatywę, uderzam go?" "Jak przerwać tą samonakręcającą się spiralę przemocy?" Nad tym powinna zastanowić się ruda, ale pewnie tego nie zrobi, bo najłatwiej wytknąć błąd komuś innemu, jednocześnie ignorując swój (istotny!) wkład w obecną trudną sytuację.
      • ruda2460 Re: Mąż mnie uderzył... 04.04.10, 20:25
        Chylę czoła i kajam się przed mężem, bo przecież dzięki niemu mogę
        popracować nad swoim nagannym zachowaniem. To nic że zwyzywał mnie i
        kazał spier... w końcu miał powód, zdenerwował się, a że ja za długo
        byłam w kościele...

        enith napisała:
        >Dlaczego w kłótni z mężem(...)uderzam go

        To nie była kłótnia, tylko monolog męża, pewnie, nie powinnam go
        nawet dotykać, nie mówiąc już o szturchnięciu, powinnam wysłuchać
        jego przekleństw i jak większość kobiet w takiej sytuacji wrócić do
        swoich spraw. Wogóle chodzić koło niego na paluszkach żeby znowu się
        przypadkiem nie zdenerwował.
        • marzeka1 Re: Mąż mnie uderzył... 04.04.10, 20:41
          Ruda, ty dalej nic nie rozumiesz! Zachowanie męża jest naganne, jest pospolitym
          chamem i prymitywem (no ale z kimś taki się związałaś), gryząca ironia w żaden
          sposób nie zmieni twojej sytaucji, że masz męża, który tak się do ciebie odzywa,
          rzuca mięsem jakbyś nie miała uczuć i nie liczy się, że dzieci to słyszą. Na
          dodatek zarobiłaś z liścia za to, że go uderzyłaś...Pytanie: co ty z tym zrobisz?

          I dalej nie doczytałaś tego, co pisze ci wiele kobiet: ty nie masz wysłuchać
          jego przekleństw, a w końcu adekwatnie zareagować, tzn. postawić sprawę, że NIE
          BĘDZIESZ tolerować takiego braku szacunku... tyle że nie wyegzekwujesz tego,
          lejąc chama...
          • p_wolf Re: Mąż mnie uderzył... 04.04.10, 21:00
            @ruda - popadasz ze skrajności w skrajność, to paskudna cecha. Jeżeli dla Ciebie
            naturalną reakcją na wyzwiska jest podnieść na niego rękę, to prezentujesz
            całkiem podobny do męża typ człowieka.
            Tylko dziecka żal, że ma przerąbane nie tylko obecne święta, ale i całe dzieciństwo.
          • kajda28 Re: Mąż mnie uderzył... 04.04.10, 21:14

            > Ruda, ty dalej nic nie rozumiesz! Zachowanie męża jest naganne,
            jest pospolitym
            > chamem i prymitywem (no ale z kimś taki się związałaś), gryząca
            ironia w żaden
            > sposób nie zmieni twojej sytaucji, że masz męża, który tak się do
            ciebie odzywa
            > ,
            > rzuca mięsem jakbyś nie miała uczuć i nie liczy się, że dzieci to
            słyszą. Na
            > dodatek zarobiłaś z liścia za to, że go uderzyłaś...Pytanie: co ty
            z tym zrobis
            > z?
            >
            > I dalej nie doczytałaś tego, co pisze ci wiele kobiet: ty nie masz
            wysłuchać
            > jego przekleństw, a w końcu adekwatnie zareagować, tzn. postawić
            sprawę, że NIE
            > BĘDZIESZ tolerować takiego braku szacunku... tyle że nie
            wyegzekwujesz tego,
            > lejąc chama...

            Podpisuję się pod tym dziesięcioma paluszkami- bo tyloma stukam w
            klawiaturę.
            Jeżeli same nie będziemy siebie szanować nikt tego nie będzie robił,
            i trzeba egzekwować szacunek dla siebie samej. Czasami nie jest to
            łatwe ani przyjemne, ale naprawdę warto!!!
          • ruda2460 Re: Mąż mnie uderzył... 04.04.10, 21:23
            marzeka1 napisała:

            > a w końcu adekwatnie zareagować, tzn. postawić sprawę, że NIE
            > BĘDZIESZ tolerować takiego braku szacunku...

            Czyli tylko oświadczyć i wyjść z pokoju jak wiele osób radzi? Czy
            zamknąć buzię i udawać ze nic nie słyszę i się nie odzywać do niego
            • marzeka1 Re: Mąż mnie uderzył... 04.04.10, 22:24
              Ależ absolutnie nie masz udawać,że nie słyszysz, jak cham do ciebie mówi!!! Masz
              wyjść, powiedziawszy, że sobie nie życzysz, że jest prostakiem,że nie chcesz, by
              dzieci słyszały takie chamskie teksty i wtedy PRZESTAĆ SIĘ ODZYWAĆ.Najgorsze to
              udawać, że pada deszcz, gdy plują, nie- takie odzywki są ze strony męża
              niedopuszczalne, ale ty musisz się nauczyć innej reakcji niż lanie go, bo się
              wkurzyłaś.
              Naprawdę warto zawalczyć o szacunek dla siebie, to takie przykre, jak czasem się
              widzi, na jakie zachowania wobec siebie pozwalają sobie ludzie, a mając dzieci,
              pamiętaj, że one mimowolnie uczą się takich zachowań od was.
              • rumpa Re: Mąż mnie uderzył... 05.04.10, 10:44
                ale ona taka sama przecież
                podziwiam Was, dziewczyny, przecież oni się dobrali jak w korcu maku
                jedyna różnica jest taka że ona jest prawdopodobnie słabsza
                fizycznie
                piszę prawdopodobnie, bo obok mam takie urocze małżeństwo, ona 100kg
                żywej wagi, wyższa o głowę, a on chudzina 50 kg... jak się baba
                zamachnie to facecik leci pięknym łukiem i oddać w japę nie ma
                szansy

                pewnie dlatego babus nie szlocha na forum :))) że pobita zostala
                • marzeka1 Re: Mąż mnie uderzył... 05.04.10, 11:22
                  "ale ona taka sama przecież "- a może trzeba pokazać, że można i trzeba inaczej,
                  by dziecko nie uczyło się złych nawyków w relacjach z ludźmi?
                  • rumpa Re: Mąż mnie uderzył... 05.04.10, 22:51
                    toteż dlatego podziwiam
                    trochę straciłam wiarę w ludzi
                  • fajnalutowamama Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 10:34
                    wiesz czego sie dziecko nauczy?? tego, żę tatuś wyzywał, pomiatał matką, a matka
                    wychodziła, udawała, że nie słyszy i rzucała głupie hasła w stylu "ja sobie nie
                    życzę..."
                    czyli nauczy się tego, że facetowi wolno bluzgać na rodzinę, a kobiecie wolno
                    tylko udawać że nie słyszy
                    • bul.war Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 13:38
                      Nie, dziecko powinno się nauczyć, że jeśli "tatuś" jest chamski to
                      za karę siedzi w domu, ono idzie z mamą na fajny spacer, a nie
                      wszyscy siedzą naburczeni w oddzielnych pokojach, bo "tatuś" ma
                      humor do d... Przy okazji dziecko dowiaduje się, że jeśli ktoś jest
                      chamski to inni nie lubią przebywać w jego towarzystwie.
            • kajda28 Re: Mąż mnie uderzył... 05.04.10, 00:28
              Pierwsze kroki zaraz po wyjściu z domu powinnaś skierować do
              dzielnicowego, i poprosić go aby porozmawiał z Twoim mężem i
              wyjaśnił mu że na obrażanie słowne też są pragrafy. On nie może cię
              obrażać, ale też w drugą stronę- to chyba jasne. Więc jeżeli do tej
              pory obydwoje się wyzywaliście- nawet jeżeli to on zaczynał,
              powinnaś z nim pogadać i powiedzieć że ty nie chcesz aby tak
              wyglądał Twój dom rodzinny, i więcej na to nie pozwolisz. I trzymać
              się tego twardo, żadnej przemocy słownej. Jeżeli nie poskutkuje to
              już tylko od ciebie zależy jak będzie wyglądać Twoje życie. Czy
              będziesz chciała to zmienić czy tak Ci mimo wszystko będzie
              wygodniej- dużo kobiet wybiera tą drugą wersję.
              • a.g.g.a W pełni zgadzam się z "azerus" i "delecta" 05.04.10, 21:42
                Większość skupiła się,no nie ukrywajmy,na opluwaniu kobiety,bo
                przyłożyła mężowi..
                A raczej powinno się skupić,jak dalej,na poradzeniu jej jak radzić
                sobie z mężem chamem i prostakiem oraz jej własnymi
                nagromadzonymi,negatywnymi emocjami,którym wcale się nie dziwię.
                Jak słusznie zauważyła delecta,to pewnie nie pierwszy raz,kiedy pan
                rozsiadł się przed kompem zostawiając kobietę samą ze wszystkim i
                jeszcze "płacąc" jej wyzwiskami.Chyba sama bym takiemu przywaliła..
                Trzeba zdecydować czy dalej żyć z takim burakiem,czy próbować
                ratować małżeństwo czy odejść dla dobra swojego i dziecka..
                • deodyma Re: W pełni zgadzam się z "azerus" i "delecta" 06.04.10, 12:07

                  > Trzeba zdecydować czy dalej żyć z takim burakiem,czy próbować
                  > ratować małżeństwo czy odejść dla dobra swojego i dziecka..




                  ratowac w tym wypadku to juz chyba nie ma czego...
            • fajnalutowamama Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 13:03
              ruda2460 napisał:

              > marzeka1 napisała:
              >
              > > a w końcu adekwatnie zareagować, tzn. postawić sprawę, że NIE
              > > BĘDZIESZ tolerować takiego braku szacunku...
              >
              > Czyli tylko oświadczyć i wyjść z pokoju jak wiele osób radzi? Czy
              > zamknąć buzię i udawać ze nic nie słyszę i się nie odzywać do niego
              >

              to, że nie będziesz reagować, zaczniesz schodzić mu z oczu w czasie kłótni albo
              gdy będzie miał fazę na wyzwiska to nie sprawi, że on się zmieni
              reaguj, jeśli masz dość takiego życia - po pierwsze idż na policję, tam Ci
              powiedzą co dalej
        • premeda Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 10:36
          Zaistniałej sytuacji winni jesteście oboje, ty bo tkwisz w związku z
          chamskim mężem i mąż, dlaczego on to już sama wiesz. Gdyby do mnie
          facet kiedykolwiek powiedział sp...j, to akurat ten rozkaz bym
          wykonała pakując siebie lub jego, w zależności czyje byłoby
          mieszkanie itd. Zastanów się nad związkiem i jeśli dojdziesz do
          wniosku, że jest do kitu to zacznij działać ale to musisz być TY. My
          możemy napisać, że mąż powinien się zmienić ale co to da?
          Czarodziejskie fluidy nie wylecą z komputera i chłopa ci nie
          zmienią!
          • couiza Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 14:03
            >Gdyby do mnie
            > facet kiedykolwiek powiedział sp...j, to akurat ten rozkaz bym
            > wykonała pakując siebie lub jego, w zależności czyje byłoby
            > mieszkanie itd.

            Dokladnie tak zrobilam. Raz jeden to uslyszalam i nastepnego dnia juz mnie nie
            bylo. A chlopak zastal w domu karteczke z napisem, ze "spier...liam". Dodam, ze
            byla to pierwsza taka sytuacja, niczym nie uzasadniona, ale dla mnie byla
            ostatnia dopuszczalna.

            Oczywiscie jak autorka watku ma dziecko to nie spakuje sie od razu i nie
            wyniesie, ale to powinno dac do myslenia.
    • kasiaadasia22 Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 09:28
      Zgoda buduje..niezgoda rujnuje.
      Przeproście się. Szkoda życia na kłótnie. Wiem, ze nie łatwo nie
      jest ale ktoś musi wykonać pierwszy krok. Jeśli kochasz męża to
      pogadajcie. Ty byłaś zmęczona, on wkurzył się na komputer i oboje
      byliście nerwowi. Nie chcę Cię pouczać ale szczera rozmowa jest tu
      środkiem zaradczym. Oboje przecież chcecie być szczęśliwi, dążycie
      do tego samego...to jest wasz wspólny cel. Powiedz mu, ze chcesz aby
      było miło i zapytaj czy też tego chce. Jesli powie tak, to nie
      będzie mógł się wycoafać i bardziej się będzie starał.
      Jeśłi nie pomaga Ci w domu to nie zaczynaj się kłócić tylko powiedz,
      że potrzebujesz jego pomocy. Pytaj jasno: kochanie wyrzucisz śmieci?
      Kochanie dasz dziecku jeść? Głupio będzie mu odmówić jeśli zapytasz
      bo jesli mu skażesz coś zrobić to niestety faceci mają swoją dumę i
      zrobi to niechętnie lub wcale.
      U mnie rozmowa się sprawdza. Jesli ja zaczynam się denerwować lub
      sobie przeklnę to mąż mnie upomina i mówi: Kasiu, przeciez chcemy
      żeby w naszym domu było ciepło i rodzinnie. Zaprzeczyć nie mogę i
      złość mija.
      U nas to działa.
      • fajnalutowamama Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 13:00
        no nie ma to jak wsparcie w kobietach:)

        spierdal...j do żony??? bo zapytała czy się dzieckiem zajął?
        zasłużył sobie na strzał w zęby
        • ruda2460 Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 14:44
          Kurcze rozgorzała ostra dyskusja, a to dobrze. Ja akurat uważam że
          JA nie zasłużyłam na to co mówił mój mąż i w jaki sposób się do mnie
          odzywał, tylko dlatego że coś mu nie pasiło (bo zupa była za
          słona...). Dlatego zachowałam się jak się zachowałam. Może nie
          powinnam, ale nie należę do tych co jak ktoś ich opluwa to mówią że
          pada i się chowają. Z drugiej strony nie jestem też męską bokserką
          (mój mąż przerasta mnie o głowę), tylko jego zachowanie i
          lekceważący stosunek do mnie po prostu mnie wkurzył. Niektóre z Was
          mnie rozumieją. I dzięki za to.
          • deodyma Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 15:47
            ruda a co sie stalo, ze maz stal sie taki?
            zawsze taki byl?
          • rosowna Re: Mąż mnie uderzył... 09.04.10, 16:18
            witam Cie serdecznie Ruda2460.Nie słuchaj tych
            komentarzy,najwyraźniej życie im sie dobrze układa i nie wiedza tak
            naprawde co Ty musisz znosić,wiem cos o tym bo sama żyłam w związku
            toksycznym,ja nie udeżyłam męża ale dostałam od niego,a to że go nie
            udeżyłam to dlatego ze nie miałam odwagi,ty ją poprostu miałas,wiem
            jak to jest wysłuchiwać obelg itp.rzeczy,to wszystko jest przykre a
            my jesteśmy bezsilne,On dorosły facet żeby nie zajał sie dzieckiem
            przez chwile,o tym też cos wiem bo mój mąż najdłużej z dzieckiem sam
            został na 5 minut,długa historia w karzdym badz razie jestem z Toba
            NIE DAJ SIE!!
            • ruda2460 Re: Mąż mnie uderzył... 09.04.10, 17:11
              Jest kilka osób za mną. Dzięki za wsparcie. Bywa różnie. Dzisiaj np.
              mój mąż poszedł sobie na imprezę pożegnalną i wcześniej mówiłam mu
              że wolałabym jakby nie szedł i został z nami, bo nie musiał iść, ale
              powiedział że chce iść i nie jest moim niewolnikiem i nie będę mu
              mówić czy ma iść czy nie. Wcześniej jak ja chciałam iść na imprezę
              to nie życzył sobie, i nie szłam. Jaka ja jestem głupia.
        • 3-mamuska Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 14:48
          Dla mnie dziwne,bylas w kosciele swiecic jajka sama?
          Przyszals i od razy sprawdzasz faceta czy jesc dal,a on ulomny czy czy
          jak?musisz jak mamusia sprawdzic czy malolat dal dziecku jesc.
          Do tego jak ci tak powiedzial, to mowi sie nie mow tak i tyle a nie wali sie w
          "leb".
          Czy jak maz wraca z pracy to robi ci,przesluchanie,czy karmilas
          dziecko,przewinelas,czy wypralas ciuchy.No polskie baby sie nigdy nie
          naucza,traktowac faceta jak doroslego.
          Mam kolezanke,ktora pyta swojego 34-letniego meza czy umyl rece jak wraca z
          toalety,przy gosciach,no ja bym jej chyba tez powiedziala spier..j.
          Po pierwsze nie dziw sie ze ci odwinal,bo nawet za glupie slowa nikogo sie nie
          szturcha i nie popycha.Znikasz na x czasu i wpadasz i od razu pretensje,trzeba
          ,bylo sie czegos czepic no bo jak on smial przy kompie siedziec.
          Mysle tez ze to wcale nie bylo powodem calej sytlacju,bo normalnie po jednym nie
          porozumieniu nie mowi sie takich slow ,a i reki sie nie podnosi.
          Oboje jestescie winny i tyle.Ty nie sznujesz jego,on nie szanuje ciebie.
          Ja nie bronie jego ani ciebie,zle sytlacje i tyle ,wymaga rozmowy i ustalenia
          pewnych zasad.
          Ale ja to odbieram tak,ty chcesz drygowac w domu,traktujesz faceta jak malego
          chlpczyka,co trzeba pouczac i opieprzac na kazdym kroku.Facet na swoja godnosc,i
          sie stawia,chora .
          Ja nie nawidze jak ktos sie spoznia,albo sie zapowiadza,lub wychodzi na chwile i
          dlugo go nie ma.A moze maz sie zestresowal,moze nie mogl sobie poradzic z
          dzieckiem bo dlugo plakalo.
          Jak moje dzieciaki byly na piersi to moj maz tez sie bal z nimi zostawac,bo
          tylko mama mogla dac cyca(co nie oznacza ze nie zostawal z nimi,ale zawsze mial
          stresa)zreszta ja tez sie stresuje jak zostaje z innym dzieckiem,a no jest male
          i nie wiadono czemu placze.
          • deodyma Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 15:52

            3-mamuska napisała:

            > Dla mnie dziwne,bylas w kosciele swiecic jajka sama?
            > Przyszals i od razy sprawdzasz faceta czy jesc dal,a on ulomny czy
            czy
            > jak?musisz jak mamusia sprawdzic czy malolat dal dziecku jesc.




            a To co mamuska taka zdziwiona jestes?
            sama znam prypadki, gdzie chlopy, ktorzy maja ok 40-stki, maja tak
            narabane we lbie, ze ich partnerki boja sie dzieci zostawiac z nimi
            w domu.
            on przez ten czas np nie przebierze dzieciaka, jesc tez nie da, bo
            po bo?
            zjac dzieciakiem tez sie nie zajmie, tylko dzieciak sam sobie a on
            nosem przy komputerze siedzi.
            [ewnie zapytasz, gdzie one mialy oczy, ale to wszystko wylazi w
            praniu.
            przed slubem ludzie ze soba nie mieszkaja a gdy juz zakladaja
            rodziny, wychodzi szydlo z worka.
          • deodyma Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 16:02
            zapomnialam dodac, ze to nie jest tak, ze kobiety te traktuja swoich
            chlopow, jak ulomow, czy male dzieci, ale oni sami zachowuja sie,
            jakby byli ulomami, albo niedojdami.
            on sam z siebie nie zrobi nic i jak ona nawet go o cos poprosi,
            udaje gluchego i nie ma sily, zeby w czymkolwiek jej pomogl czy
            zrobil cos sam z siebie.
            on nie chce i juz.
        • deodyma Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 15:46

          fajnalutowamama napisała:

          > no nie ma to jak wsparcie w kobietach:)
          >
          > spierdal...j do żony??? bo zapytała czy się dzieckiem zajął?
          > zasłużył sobie na strzał w zęby




          bo te "wspierajace " ja kobiety najprawdopodobniej maja podobna
          sytuacje w domu i dlatego tak bardzo stoja murem za mezem autorki
          watku:D
          • enith Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 18:23
            Deodymo, z całym szacunkiem... jak nie masz nic do powiedzenia, to zamilcz. Nie wiecz NIC o sytuacji domowej wypowiadających się tu osób, z wyjątkiem autorki wątku, więc nie dopowiadaj sobie historii czy też nie zmyślaj na swój własny użytek, to raz. Dwa, ŻADNA osoba wypowiadająca się w tym wątku nie wsparła męża, jak to usilnie próbujesz przedstawić. Wszystkie co do jednej zgodziły się, że mąż to burak i cham. Niestety, to nie jego zachowanie oceniamy, bo nie on zaczął wątek. Jakby mąż tu napisał "wyzwałem żonę, ona mnie uderzyła, ja jej oddałem" to bym mu napisała "rozumu, zbyłeś? żonę opluwasz, w bitki się wdajesz?", ale to nie on napisał i nie jemu dajemy tu rady, nie jego oceniamy. Bo co z tego, jak ja napisze rudej, ze jej mąż to świnia? No co? Jakie to ma znaczenie, ze jej tu 10 czy 20 osób napisze, że ma męża brutala? Zmieni się jej sytuacja? Nie! Zmieni się jej mąż w anioła, bo mu panie z netu paluszkiem pogroziły? Nie! Więc po co strzępić język na pisanie o tym, jaki to fe jest mąż, co? Ona to wie tylko, że NIC z tym nie robi, a jak robi, to źle! Naprawdę tak, jak autorka wątku uważasz, że żona ma prawo walnąć męża, bo ten źle się do niej odniósł? A mężowi dajesz prawo do bicia żony, kiedy coś mu się nie podoba, czy tylko żona może bić, co?
            A do autorki wątku: z takim nastawieniem i przekonaniem, że możesz podnosić na meża rękę, połóż, kolokwialnie pisząc, laskę na tym małżeństwie. Ono nie przetrwa, a ty się walnie do tego przyczynisz. Nie jesteś, jak piszesz, typem osoby, która wybacza zniewagi, a jak plują, to mówi, że deszcz pada. Bardzo dobrze, rozwiedź się w takim razie i daj mężowi, sobie i dziecku szanse na normalną przyszłość. Bo o czymś takim, jak przeproszenie się nawzajem, czy (o zgrozo!) terapia nie ma oczywiście mowy, prawda? Bo ty nie masz sobie nic do zarzucenia.
            Z całą szczerością życzę ci powodzenia w życiu i małżeństwie, a przyda ci się, w to nie wątpię.
            • deodyma Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 18:51
              jest takie powiedzenie "uderz w stol a nozyce sie odezwa".
              cos w tym jest:D
              • enith Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 18:58
                No jest...

                A konstruktywne uwagi masz? Czy zajmujesz sobie czas pisząc nie na temat?
                Nie odpowiedziałaś też na moje pytanie.
                • deodyma Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 19:15
                  akurat pisaniem na temat bym tego nie nazwala a dlaczego?
                  znam w realu kilka rodzin, gdzie zdarzaja sie podobne sytuacje, jak
                  w rodzinie autorki watku i akurat te panie od innych kobiet wsparcia
                  zadnego nie dostaja.
                  a dlaczego?
                  bo tamte maja podobnych partnerow i jedyne, co potrafia doradzic,
                  albo powiedziec, ze one powinny dobrze ze swoimi chlopami zyc, badz
                  zle robia i chlop ma prawo oddac, ublizyc itd, itp...
                  zycie moja droga, zycie.
                  ale jak to sie pieknie mowi "jak sobie poscielesz, tak sie wyspisz":)
                  • ruda2460 Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 19:44
                    Znowu sobie zasłużę na wasze baty, a co. Nie roszczę sobie prawa do
                    bicia męża, ale na miłość boską to nie było bicie tylko
                    szturchnięcie... On natomiast oddał mi w twarz. Ale też nie miał
                    prawa tak do mnie się odezwać tylko dlatego, że zwróciłam mu uwagę
                    że przeklina bo od tego się zaczęło. Ja do niego że ma tak nie mówić
                    a on do mnie to nie słuchaj, ja znowu jak mam nie słuchać jak jestem
                    w domu a ty się wydzierasz? to on spier...j i reszta. I nie
                    czepiałam się jak to napisała jedna z autorek wcześniejszego odpisu
                    o to czy się zajął dzieckiem. Po prostu spytałam czy dał dziecku pić
                    bo po 1 nie było mnie ponad godzinę, a po 2 nie widziałam butelki z
                    herbatą. Więc nie było to wypominanie że gra na kompie a nie zajmuje
                    się dzieckiem. A w sumie jak został z dzieckiem to chyba jego
                    obowiązkiem jest opieka nad nim??? I co z tego że byłam sama w
                    kościele? To też coś nienormalnego? Mój mąż nie chciał ze mną iść,
                    dlatego poszłam sama.
                    A co do jego ogólnie zachowania to zwykle się tak odzywa, w sensie
                    przeklinania, i jak zwracam mu uwagę to właśnie słyszę że się
                    czepiam, że nie jestem jego cenzorem i on będzie mówił jak chce a to
                    że nie podoba mi się to to MOJA sprawa. Takie jest jego podejście.
                    • deodyma Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 19:50
                      i takie jest podejscie wielu partnerow/mezow do kobiet, niestety.
                      akurat te kobiety, ktore znam i maja podobne problemy do Twojego, na
                      zadna pomoc ani wsparcie ze strony innych kobiet nie maja co liczyc.
                      jedna z moich kolezanek uslyszala od siostry i matki, ze ona powinna
                      dobrze ze swoim mezem zyc, bo gdzie ona pojdzie i takie rozne bla
                      bla bla a gdy maz potrafil strzelic ja w twarz albo zwyzywac od
                      roznych, slyszala, ze to jej wina, bo ona go do tego prowokuje i
                      powinna sie z nim dogadac.
                      jej siostra sama zyje z alkoholikiem a matje zdradzal ojciec.

                      takich przykladow moglabym przytoczyc wiecej.
                  • enith Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 19:45
                    > a dlaczego?
                    > bo tamte maja podobnych partnerow i jedyne, co potrafia doradzic,
                    > albo powiedziec, ze one powinny dobrze ze swoimi chlopami zyc, badz
                    > zle robia i chlop ma prawo oddac, ublizyc itd, itp...

                    Ta uwaga to do mnie? Ja wszakże też pisałam autorce, że mąż miał prawo jej oddać po tym, jak ona pierwsza skoczyła nań z pięścią. Nie wiem natomiast na jakiej podstawie wysnuwasz wniosek, że dotyczy to także mojego małżeństwa? To, że znasz kilka par z podobnym problemem nie oznacza automatycznie, że w moim dzieje się tak, jak w małżeństwie rudej. I czytaj uważniej: nigdzie nie radziłam rudej uległości czy chodzenia wokół pana męża na paluszkach, by go, broń boże, nie rozdrażnić. Radziłam ASERTYWNĄ alternatywę w postaci niewdawania się z mężem w pyskówki, które kończą się rękoczynami. Że o terapii nie wspomnę.
                    > ale jak to sie pieknie mowi "jak sobie poscielesz, tak sie wyspisz":)
                    A tu się zgadzam w stu procentach. Ruda jak sobie pościeliła, tak ma.
                    • deodyma Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 19:55
                      enith, jak na moj gost za bardzo sie denerwujesz. jesli problem Cie
                      nie dotyczy, Twoje malzenstwo jest doskonale, to czemu sie wkurzasz?
                      dobrze Ci sie zyje? ok i to sie chwali.
                      co do terapii, nie sadze, zeby w wypadku meza rudej to w ogole
                      przeszlo.
                      tacy ludzie sie nie zmianiaja. w tym wypadku tylko rozwod wchodzi w
                      gre, bo to malzenstwo nie ma najmniejszego sensu i tyle.
                      ja znam kilka rodzin z podobnym problemem, maz rowniez i wierz mi,
                      ci ludzie nigdy sie nie zmienia, bo tego po prostu nie chca.
                      • verdana Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 20:09
                        Czytam, cczytam i oczom nie wierzę. Cos bardzo niedobrego stało sie
                        z definicja "przemocy". Nie jest tak, ze kto pierwwszy uderzy - ten
                        zaczął. Uprzedam lojalnie, ze jeśli facet ocezwie się do
                        mnie "spierdalaj:" to dostanie natychmiast po pordzie i nie bedę
                        czula się osoba winną, tylko osoba, która nie pozwala na przemoc
                        wobec siebie. Rady typu "wycofaj się", "wyjdź z domu" to nei jest
                        walka z przemocą - to przyzwolenia na to, by można bylo żonę bez
                        konsekwencji wyzywać za to, ze ośmieliła się nie być w domu o
                        wzynaczonej porze. Tu jest tylko jedna osoba, która stosuje przemoc -
                        mąż i jedna broniąca się ofiara - zona.
                        Obrona - nawet przed agrsja slowną- obrona, nawet polegająca na
                        uderzeniu osoby od siebie silniejszej NIE JEST PRZEMOCĄ.
                        Uważam, ze maż oberwał zasadnie, natomiast jego zachowanie
                        uniemożliwia kontynuowanie związku - i to nawert nie uderzenie, ale
                        uniemożliwienia normalnego życia, powrotu kiedy się chce, nie
                        zajmowanie się dzieckiem.
                        • enith Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 20:39
                          > Czytam, cczytam i oczom nie wierzę.

                          Verdano, ja również oczom nie wierzę. Nie wierzę, że nikt inny, ale właśnie TY napisałaś, że > Obrona - nawet przed agrsja slowną- obrona, nawet polegająca na
                          > uderzeniu osoby od siebie silniejszej NIE JEST PRZEMOCĄ.
                          Uderzenie kogokolwiek jest ZAWSZE przemocą, niezależnie od okoliczności, niezależnie od tego, kto jest silniejszy, a kto słabszy. Jakimi kryteriami sie kierujesz decydując kto jest silniejszy, a kto słabszy? Co z wyżej przytoczoną sytuacją, gdzie 100-kilogramowa żona rzuca swoim ważącym o połowę mniej mężem, jak szmacianą lalką? Kto tu jest słabszy i tym samym upoważniony przez ciebie do BICIA współmałżonka? Jakimi kryteriami kierujesz sie decydując, kiedy zwykłą pyskówka zamienia się w słowną agresję i upoważnia do fizycznej agresji wobec takiej osoby?
                          > Rady typu "wycofaj się", "wyjdź z domu" to nei jest
                          > walka z przemocą...
                          Rozumiem, że uderzenie męża to jest, twoim zdaniem, walka z przemocą? A oddanie żone tą samą monetą nazwiesz samoobroną czy też biciem żony? Tu nie musisz odpowiadać, to akurat pytanie było retoryczne, odpowiedź znam.
                      • enith Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 20:19
                        > enith, jak na moj gost za bardzo sie denerwujesz.

                        Deodyma, no proszę cię... Nie przypisuj mi uczuć i emocji w oparciu o tekst pisany, bo źle ci to wychodzi. Skupmy sie na rudej i jej pokichanym małżeństwie.
                        > co do terapii, nie sadze, zeby w wypadku meza rudej to w ogole przeszlo.
                        Nie znasz męża rudej, więc nie jesteś uprawniona do tego, by pisać, co przejdzie, a co nie. To raz. Na terapię ruda może i powinna się wybrać sama, choćby po to, by pewne sprawy sobie poukładać w głowie. To dwa. Trzy, rozwód to ostateczność, a ruda nie jest chyba głupia na tyle, by nie wiedzieć, że taka opcja zawsze istnieje. Nie uważasz, że gdyby ruda położyła krzyż na swoim małżeństwie, to nie pisałaby tu na forum, tylko skrupulatnie wypełniała papiery rozwodowe?
                        Mąż rudej jest, jaki jest. Ruda nie może wymagać, że mąż na jej pstryknięcie palców się zmieni, jeśli sama nie przyzna, że także popełniła błędy, że jest na równi z mężem współodpowiedzialna za obecną sytuację. A jest, co do tego nie mam wątpliwości po jej postach, próbach wybielenia siebie, oczernienia męża i spektakularnym wręcz spychaniu na niego odpowiedzialności za ich nieudane małżeństwo. Jak długo ta sytuacja będzie trwać zależy od tej dziewczyny, piłka jest w tej chwili na jej polu. Pytanie pozostaje: co ONA z tym zrobi, poza dramatycznymi wpisami na forum?
                        • verdana Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 20:43
                          Tak, uderzenie osoby, ktora jest od nas silniejsza (to samo dotyczy
                          żony zapaśniczki rzucającej się na męża) w obronie przed wyzwiskami,
                          zelżeniem czy obrazą nie jest przemocą. Rozumiem zatem, zę sprawcą
                          przemocy jest dziewczyna, ktora da w twarz koledze na wyrazona
                          wulgarnie propozycję seksu? On, biedaczysko,. bedzie pokrzywdzony,
                          ponieważ ona powinna powiedzieć "Tak się nie mówi", al;bo odejść,
                          pozostawiając go w przekonaniu, ze na pewno za cos takiego w mordę
                          nie dostanie...
                          Cóż, chcecie być obrazane - Wasza wola.
                          • ruda2460 Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 20:54
                            Oberwał, bo mu się należało. Nie jestem jak już pisałam typem osoby
                            która pozowli sobie na wyzwiska. A co z nim? Czy on odpowiadając mi
                            uderzając w twarz zastosował przemoc? Czy też był to odruch... albo
                            próba obrony?
                            • kajda28 Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 21:03
                              Oberwał, bo mu się należało. Nie jestem jak już pisałam typem osoby
                              > która pozowli sobie na wyzwiska.

                              Niestety ale jestes taką osobą. Jeżeli się z tym nie zgadzasz to
                              napisz co zrobiłaś aby więcej nie powtórzyły się wyzwiska pod Twoim
                              adresem?
                              • enith Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 21:16
                                Kajdo28, jak to co? On "szturchnęła męża w szyję". Ale ale, co to się stało? Czy małżonek pokajał się i przeprosił za swe wstrętne słowa? Nie, mąż żonie oddał, ale w twarz. To dopiero niespodzianka.
                                I wszystko zostaje po staremu, tylko dziecka żal :/
                              • deodyma Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 09:29

                                > Niestety ale jestes taką osobą. Jeżeli się z tym nie zgadzasz to
                                > napisz co zrobiłaś aby więcej nie powtórzyły się wyzwiska pod
                                Twoim
                                > adresem?




                                kajda, to moze poradz rudej, co ma robic z najprawdopodobniej
                                niereformowalnym mezem:)
                                bo widzisz, znam podobne przypadki w realu i ci mezczyzni zmienic
                                sie nie zmienia, z lapami do swoich partnerek skacza a gdy one klada
                                uszy po sobie i sie wycofuja (tego nie zrobila ruda), pan i wladca
                                jest przekonany o swojej sile oraz slusznosci swoich racji i pozwala
                                sobie na coraz wiecej.
                                jedna z moich kolezanek jest 12 lat po slubie i opowiadala, ze jej
                                maz jeszcze kiedys sie hamowal, bo wiedzial, ze ona na wyzwisko
                                zareaguje, krzyknie, wrzasnie a czasami rzuci mu miesem w odpowiedzi.
                                jednak ona posluchala takich rad, jakie otrzymuje tu na forum i co
                                sie stalo?
                                dzis boi sie wracac do swojego wlasnego domu bo nie wie, co odbije
                                mezowi a wsparcia od kobiet w swojej rodzinie nie ma zadnego.
                                • kajda28 Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 15:01
                                  kajda, to moze poradz rudej, co ma robic z najprawdopodobniej
                                  > niereformowalnym mezem:)
                                  > bo widzisz, znam podobne przypadki w realu i ci mezczyzni zmienic
                                  > sie nie zmienia, z lapami do swoich partnerek skacza a gdy one
                                  klada
                                  > uszy po sobie i sie wycofuja (tego nie zrobila ruda), pan i wladca
                                  > jest przekonany o swojej sile oraz slusznosci swoich racji i
                                  pozwala
                                  > sobie na coraz wiecej.


                                  Ale ja już jej napisałam:


                                  Pierwsze kroki zaraz po wyjściu z domu powinnaś skierować do
                                  dzielnicowego, i poprosić go aby porozmawiał z Twoim mężem i
                                  wyjaśnił mu że na obrażanie słowne też są pragrafy. On nie może cię
                                  obrażać, ale też w drugą stronę- to chyba jasne. Więc jeżeli do tej
                                  pory obydwoje się wyzywaliście- nawet jeżeli to on zaczynał,
                                  powinnaś z nim pogadać i powiedzieć że ty nie chcesz aby tak
                                  wyglądał Twój dom rodzinny, i więcej na to nie pozwolisz. I trzymać
                                  się tego twardo, żadnej przemocy słownej. Jeżeli nie poskutkuje to
                                  już tylko od ciebie zależy jak będzie wyglądać Twoje życie. Czy
                                  będziesz chciała to zmienić czy tak Ci mimo wszystko będzie
                                  wygodniej- dużo kobiet wybiera tą drugą wersję.


                                  Przynajmniej ja tak zrobiłam, i nigdy nie żałowałam że odeszłam od
                                  mojego męża z dwójką małych dzieci. Każdy musi walczyć o swoje
                                  szczęście, nikt za niego tego nie zrobi.
                            • 3-mamuska Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 23:09
                              ruda2460 napisał:
                              > Oberwał, bo mu się należało. Nie jestem jak już pisałam typem osoby
                              > która pozowli sobie na wyzwiska.
                              Ty w tej rodzinie jestes najwiekszym agresorem,tak myslalm jak czytalam
                              wczesniejsze twoje wpisy.
                              Co to znaczy ze mu sie nalezalo!!!gdybys ty mu tak powiedzila tez by ci sie
                              nalezalo co?
                              Czy on odpowiadając mi
                              > uderzając w twarz zastosował przemoc? Czy też był to odruch... albo
                              > próba obrony?
                              Mozliwe ze zareagowal odruchowo,moze zrobil to zanim pomyslal.
                              Pewnie nie uderzyl by cie, gdybys slowie odpowiedziala na jego slowa,
                              boze wiesz mieszasz sie troche,piszesz ze dziecku mial dac jesc, a tu chodzi
                              jednak o herbatke,boze umarlo by dziecko jakby godzine nie pilo herbaty.
                              No tak bo kto tu zadzi,Ja sobie nie pozwole,lepiej isc na noze, bo Ja sobie nie
                              pozwole,tak do siebie mowic.
                              Za slowa nikt nie ma prawa podniesc reki.Trzeba bylo mu tez tak powiedziec i tyle.
                              Lepiej sie uspokoic i porozmawic ze soba spokojnie.
                              Moja siostra zawsze mowi ze granice sie przesowaja,najpierw cos sie mowi, potem
                              szturcha a potem bije,i tych przekroczonych granic w relacjach nie da sie cofnac
                              do tego co bylo.Daltego rodziny z przemoca zyja jak zyja i dla nich to
                              normalne,a inny ludzi mysla ze jak mozna tak zyc.
                              Wyscie wszystkie granice przekroczylyscie za jednym zamachem.
                              Wiem ze bylo ci przykro ze on nie mial prawa tak do ciebie mowic,ale to co ty
                              zrobilas do niczego madrego nie doprowadzilo,a wrecz pogorszylo sytlacje.
                              Jestes dorosla i nie powinnas brac tego w kategori ja sobie nie pozwole,ale co
                              zrobic, zeby bylo lepiej,a nie gorzej,(i nie mowie o tym zeby sobie zgadac na
                              agresje slowna)
                              Jak ktos na ulicy mowi do ciebie spierdalaj (inna baba,czy malolat)co robisz
                              podchodzisz i bijesz/szturchasz,czy klocisz sie z ta osoba?czy odchodzisz?
                              Odpowiedz tak szczerze,co bys zrobila?
                              bo widzisz mysle zebys sie albo klocila albo odeszla,a to ze maz tak powiedzial
                              dalo ci prawo do podniesienaia,reki?tylko dlatego ze to twoj maz?
                              Popatrz obiektywnie.
                              Albo twoje dziecko w przedszkolu mowi do innego dziecka jestes glupi, a inne
                              dziecko bach w leb kamieniem.Co bys wtedy zrobila?
                              Powiedzialbys dziecku ze ci sie nalezalo bo mowiles brzydkie slowo,no litosci!
                          • enith Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 21:11
                            > zelżeniem czy obrazą nie jest przemocą. Rozumiem zatem, zę sprawcą
                            > przemocy jest dziewczyna, ktora da w twarz koledze na wyrazona
                            > wulgarnie propozycję seksu?

                            Ależ dlaczego rzeczona dziewczyna ma się ograniczać do liścia w twarz? Dlaczego nie pięścią, a jeszcze lepiej np. nożem w brzuch za wulgarną propozycję seksu?
                            Verdano, system, który ty proponujesz, a być może i wyznajesz jest niejasny i niebezpieczny, bo pozostawia całkowitą właściwie dowolność w ocenianiu, kto kogo, czym i w jakich okolicznościach. Bo prawda jest taka, że gdy emocje kipią i zaczynają puszczać nerwy, leje się krew. I wtedy nie jest ważne, kto zaczął i dlaczego, kto kogo i czym. Wtedy to mamy tragedię, której można było uniknąć, gdyby choć jedno z małżonków, zamiast nakręcać spiralę przemocy, przerwało ją. Ty uważasz, że w takiej sytuacji wyjście z pokoju to zgoda na dalsze obrażanie. Twoje prawo tak myśleć. A moim prawem jest myśleć, że jeśli ja wyjdę zanim padną ostre słowa, a być może i uderzenia, to po ochłonięciu i przemyśleniu pewnych spraw większe będę mieć szanse, by usiąść z mężem przy jednym stole, wyjaśnić sobie pewne sprawy i spróbować znaleźć jakieś wyjście z sytuacji. Szanse z pewnością większe, niż wtedy, gdy opluwam meża, mąż mnie, a na koniec dajemy sobie po buzi i nie mam tu na myśli pocałunku. Co, twoim zdaniem, ugrała ruda swoim postępowaniem? Kolejne schrzanione święta, swoje, dziecka i męża. Żal, złość i ciche dni. Doprawdy, świetnie się sprawdza twoja metoda.
                            Czekam na wypowiedź pani Agnieszki, jeśli ona napisze, że słabsza fizycznie żona może z bezsilności bić męża, przeproszę i poprę tu wszystkie panie, w tym autorkę wątku, które myślą podobnie.
                            • a.g.g.a Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 21:53
                              Jak wcześniej napisałam,rozumiem autorkę wątku,ale dodam,że nie
                              popieram tego co zrobiła..
                              Jej mąż NIE MIAŁ ŻADNEGO prawa jej oddawać,nie musiał tego
                              zrobić,nie jest wcale usprawiedliwiony.Nie jest też usprawiedliwiona
                              ruda, która uderzyła/szturchnęła męźa,bo był to objaw bezsilności. A
                              najgorsze,że świadkiem tych rozgrywek jest dziecko..to ono jest tu
                              prawdziwą ofiarą,nie ruda,a na pewno ofiarą nie jest mąż.
                              Nie jest tez prawdą,że ruda "tak sobie pościeliła",choc pewnie,jak
                              zawsze wina leży pośrodku..
                              Pewne jest że mąż nie szanuje autorki wątku,prawdopodonie jej nie
                              kocha i się z nią nie liczy.Tylko ruda wie jak wygląda ich
                              sytuacja,czy mąż zawsze taki był,czy się zmienił i co wpłynęło na ta
                              przemianę..
                              I tak naprawdę ruda tylko wie,czy terapia obojga ma sens,czy ona
                              tego chce a przede wszystkim czy chce tego mąż ?
                              Ruda,rozumiem że przywaliłaś mężowi,sama bym to zrobiła,ale nie
                              tłumacz się,bo nie jest to zdrowa/normalna sytuacja.Zrób cos z tym
                              dla siebie i dla dzieciaka.Pozdrawiam:)
                          • p_wolf Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 22:02
                            @verdana - dlaczego a'priori zakładasz, że ona jest słabszą ofiarą silnego męża
                            agresora? Znasz relację tylko jednej strony.

                            Poza tym nie ma równości między agresją werbalną, a biciem. Mówienie że
                            "należało mu się" jest dokładnie z tej samej parafii, co opowieści mężów którzy
                            chwalą się, że pasem "przywrócił żonę do pionu", bo mu pyskowała i obraziła
                            matkę. Ludzie którzy zaatakowani słownie przechodzą automatycznie do rękoczynów
                            to prymitywy, bez względu na płeć czy siłę.
                            • 3-mamuska Re: Mąż mnie uderzył... 06.04.10, 22:20
                              p_wolf napisał:
                              Ludzie którzy zaatakowani słownie przechodzą automatycznie do rękoczynów
                              to prymitywy, bez względu na płeć czy siłę.
                              Dokladnie,obrazliwe slowa to tez przemoc.
                              Moje zdanie jest jednak takie ze za zadne slowa nikt nie ma prawa podniesc
                              reki,na drugiego czlowieka.
                              Dokladnie,jak kilku malolatow skopie na smierc drugiego,bo ten powiedzial do
                              jednego z kumpil spierdalaj.
                          • kajda28 Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 00:13
                            > Tak, uderzenie osoby, ktora jest od nas silniejsza (to samo
                            dotyczy
                            > żony zapaśniczki rzucającej się na męża) w obronie przed
                            wyzwiskami,
                            > zelżeniem czy obrazą nie jest przemocą. Rozumiem zatem, zę sprawcą
                            > przemocy jest dziewczyna, ktora da w twarz koledze na wyrazona
                            > wulgarnie propozycję seksu? On, biedaczysko,. bedzie pokrzywdzony,
                            > ponieważ ona powinna powiedzieć "Tak się nie mówi", al;bo odejść,
                            > pozostawiając go w przekonaniu, ze na pewno za cos takiego w mordę
                            > nie dostanie...
                            > Cóż, chcecie być obrazane - Wasza wola.


                            Tylko że taka kobieta nie ma już styczności z owym panem, unika go,
                            nie rozmawia itp. A tu ona oczekuje przeprosin, czeka na nie, ona
                            żyje dalej z nim, dzień później byli razem u rodziny i pewnie
                            udawali że wszystko jest OK. Nie ma żadnych skutków ich awantury,
                            trochę cichych dni i tyle. Każde z nich jest przekonane że zrobiło
                            tak jak powinno, i pewnie będzie się to powtarzać, bo nie wiedzą że
                            tak nie można.
                            To są dwa różne wydarzenia.

                            Miałam podobną sytuację, nie uderzyłam faceta który w sposób chamski
                            się do mnie zachowywał , bo wiedziałam że napewno mi odda- poza tym
                            jeszcze nigdy nikogo nie uderzyłam, nie mam takiego zwyczaju. Po
                            prostu stwierdziłam że ktoś taki nie może mnie obrazić, nie jest on
                            dla mnie żadnym autorytetem a po prostu zwykłym chamem - więc
                            dlaczego mam się liczyć z jego zdaniem. Wszystko trwało 5 min, i po
                            dziś się nie powtórzyło a było to ok 10 lat temu.Z kolegi zrobił
                            się nieznajomym dla mnie człowiekiem, którego mijam bez mruknięcia
                            okiem na ulicy. Gdybym go uderzyła nie skończyłoby się tak szybko i
                            bezboleśnie.
                            Pamiętam jeszcze jeden przypadek jak jakiś całkiem nieznajomy facet
                            robił mi nieprzyzwoite uwagi, najgrzeczniej jak umiałam powiedziałam
                            mu "Proszę się ode mnie odp........". Poskutkowało, nawet chyba
                            jeszcze przeprosił. Czasami słowa mają siłę sprawczą.

                        • deodyma Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 09:22
                          th, nie wiem co ruda z tym zrobi.
                          napisala tu po to, zeby sie wyzalic, wyrzucic to z siebie, nie porad.
                          przypuszczam, ze wiedziala, jak zareaguje wiekszosc kobiet, ktore
                          wypowiadaja sie na tym watku.
                          zostala skrytykowana i tyle a mysle, ze nieslusznie bo nikt normalny
                          na jej miejscy by nie wytrzymal odzywek jej meza.
                          kobiety, ktore lubia robic z siebie ofiary, owszem.
                          • deodyma Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 09:23
                            zzarlo mi nick-enith, mialo byc na poczatku:D
                            wybacz, ale zbyt emocjonalnie do tego podchodzisz.
    • klaudia231190 Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 00:43
      Facet, który podnosi rękę na kobietę jest równy dnu, a raczej równy z mułem pod
      dnem. Zastanów się czy zasłużyłaś na to by ktoś pozwalał sobie Cię uderzyć, dla
      mnie nie ma nic gorszego i uważam że NIKT NIE POWINIEN BYĆ NA TYLE SŁABY BY NIE
      MÓC ODEJŚĆ OD DAMSKIEGO BOKSERA!
      • kochamkotyijuz Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 06:22
        akcja - reakcja.Ja to widze tak.
        Ona wrocila z kosciola i pierwsze co to blykawiczna kontrola( w
        koncu nie bylo jej az godzine a nie 10 min jak zakladala).
        Przeleciala po mieszkaniu i wszydtko gra, ale na widok siedzacego
        przy kompie meza z zasady juz cisnienie jej podskoczylo.Stanela wiec
        w progu i w odpowiednim tonie "jedynie" spytala czy chociaz dal
        dziecku herbatke.Dla mnie to ewidentna zaczepka.Krotkie zimne
        pytanie za ktorym krylo sie upomnienie,pouczenie i pretensja (ja
        latam sama po kosciolach a ty w domu nic,dzieckiem nawet sie zajac
        nie umiesz,tylko komputer sie liczy,jestes nic niewartym czlowiekiem
        i leniem w dodatku itp).Na to on poniewaz zna zone i TEN ton
        zareagowal na zakamuflowany atak slowna agresja.I tu przypuszczam
        poniewaz nie pierwszy raz pojawila sie taka sytuacja puscily mu
        nerwy i wyzwal zone (moze mocno a moze wcale nie za tak)na co ona
        dalej z nauczycielskim upomnieniem ,ze nie bedzie tak do niej mowil
        wiec ja skwiltowal zeby spier....dalala.No coz nie ladnie ale
        przeciez wszystkim nam sie czasem zdarzy nie ladnie zachowac. Na co
        ona dumna, zniewazona podeszla i "pstryknela meza w ucho" jak kiedys
        pan na w- fie niesfornego ucznia.I tu nastapil wybuch ktory
        zakonczyl sie niespodziewanym lisciem dla zony.Zrobila z meza
        smiecia i chama no wiec on" w obronie siebie" jej przywalil na co
        ona zdebiala bo wielekorotnie balansowala na krawedzi i maz sie
        kontrolowal a tu prosze taki szok.Pantoflarz smie fikac??

        Teraz Ruda zali sie bo maz straszny i ja wiem ,ze ona tak uwaza
        czuje sie niewinna i pokrzywdzona, to jest poprostu taki typ
        czlowieka.
        Moglabym uwazac jak verdana ze to ona (zona) jest tu ta poszkodowana
        ale dlaczego mysle na odwrot?Otoz zaden post nie sklonil autorki
        watku do jakiejkolwiek refjeksji,do analizy skutkow zaistnialej
        sytuacji.Idzie w zaparte ,ze maz cham i 100% winowajca.Ona go
        szturchnela bo sobie zasluzyl -nawet na chwile nie zastanowila
        sie ,ze moze jednak nie miala racji i zle postapila.Taka postawa
        mowi sama za siebie z jakim charakterkiem mamy tutaj do
        czynienia.Wszycy wiemy,ze ofiara przemocy za wszystko wini SIEBIE a
        tutaj mamy aroganta ktory belki we wlasnym oku nie widzi.
        A jesli chodzi o powod samotnego wypadu Rudej do kosciola
        nasuwaja mi sie dwa scenariusze : )
        1.maz od poczatku malzenstwa nie chodzil do kosciola wiec sprawa
        byla jasna i meza winic za nic nie moza.
        2.Rudej nie chcialo sie szykowac dziecka (czy dzieci),sama szybko
        skoczy bedzie zalatwione i meza za to winic rowniez nie mozna.

        Ruda napisala smsa ,ze sie spozni ale ile to nie napisala.Moglo to
        byc np 15 lub 20 min wiec maz siedzial przy kompie i czekal az
        wroci.Przedluzylo sie do godziny ups nie zauwazyl .Dziecko
        szczesliwe bez herbatki przezylo.Mysle ,ze inne nastawnienie mialby
        maz gdyby wiedzial ze Rudej nie bedzie godzine lub wiecej niz ze
        zaraz wraca tak jakby wyszla po cukier do sasiadki.Uwazam ,ze jaki
        kolwiek text podwazajacy kompetencje jego jako ojca i opiekuna
        swojego dziecka bylo jawna zaczepka.Gdyby Ruda przyszla do domu z
        usmiechem sa swieta wlasnie wraca z Bozego domu,pokrzatala sie
        troche po domu (nie jak inspektor na kontroli)i spytala meza
        KOCHANIE CZY DALES DZIECKU HERBATKE BO WLASNIE ZASTANAWIAM SIE CZY
        PRZYGOTOWAC CZY NIE to ta cala akcja mialaby w ogole miejsce???
        • marianka_marianka kochamkotyijuz 07.04.10, 09:01
          Dobrze napisane.
          Dlatego okoliczności zdarzenia zawsze będą miały duże znaczenie.

          Dla niektórych z nas przekroczeniem granicy jest zarówno wulgarne i agresywne zwracanie się do siebie, jak i przemoc.

          Dlatego też niektóre Panie piszą u usprawiedliwionym "pstryknięciu" żony.

          Po prostu, gdyby ich mąż kiedykolwiek powiedział do nich "spier......" to mógłby się liczyć z tym, że na takie dictum dostanie z liścia.

          U mnie jest tak, że to ja wychodzę kiedy robi się gorąco.
          Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy wyzywamy się mężem od najróżniejszych,a potem dajemy sobie po razie i idziemy spać...
        • filetta Według mnie też to tak wyglądało 07.04.10, 10:12
          Może zgadzam się z KOCHAMKOTYIJUŻ dlatego, że prezentowałam i czasem
          jeszcze prezentuję podobną do rudej postawę. Według mnie
          agresogenną. Trzeba sobie i jemu powiedziec: "ja sobie nie pozwolę",
          ale radzić sobie z tym problemem innymi metodami - pokojowymi. Wtedy
          jest szansa na wyjście z tego błędnego koła wzajemnych pretensji,
          oskarżeń, zdenerwowania, ostrych słów i rękoczynów. Ktoś powinien
          powiedzieć stop, nie wprowadzac rodziny w nerwowy stan lub przerywac
          bieg bardzo przykrych zdarzeń.
          Mi na szczęście nigdy nie przyszło do głowy uderzyć męża, ale często
          uważałam sie za ta pokrzywdzoną. Czy tak było naprawdę? Zazwyczaj
          tak. Tylko że równie pokrzywdzony (jesli nie bardziej) bywa mój mąż.
          • fajnalutowamama Re: Według mnie też to tak wyglądało 07.04.10, 10:30
            filetta napisała:

            > Może zgadzam się z KOCHAMKOTYIJUŻ dlatego, że prezentowałam i czasem
            > jeszcze prezentuję podobną do rudej postawę. Według mnie
            > agresogenną. Trzeba sobie i jemu powiedziec: "ja sobie nie pozwolę",
            > ale radzić sobie z tym problemem innymi metodami - pokojowymi.

            Zaraz pęknę ze śmiechu, o naiwności! Wy uważacie(te broniące chłopa, bo
            mężczyzna ma jakiś poziom)że zwrot do męża co do Was spierdal...j mówi " ja
            sobie nie pozwolę...", "ja sobie nie życzę..." coś da??????
            hahaha wiecie co to da? to, że będzie pozwalał sobie na jeszcze więcej! kobiety
            muszą się bronić, no na litość boską, gdzie my żyjemy co to za zaściankowe myślenie
            • kochamkotyijuz Re: Według mnie też to tak wyglądało 07.04.10, 11:49
              pekaj ze smiechu jesli ci to w czyms pomoze.

              Nikt tu nie broni faceta a sklada ukladanke w calosc.Nie jestem
              zwolennimkiem przemocy w zwiazku jesli o to ci chodzi iwcale nie
              uwazam ze maz postapil slusznie,ale nie bede Rudej glaskac po
              glowie.Znam typ kobiet ktore zawsze wiedza najlepiej i postepuja
              najlepiej i zawsze maja racje.
              Ruda nie napisala nic ,ze maz wiecznie przesiaduje przy kompie
              ni ,ze w ogole w domu nie pomaga i przy dziecku nic nie robi.wybacz
              ale do klotni potrzeba dwoje i w tej sytuacji nikt nie jest bez winy
              i to tylko chcialam przekazac.
              Mam podobny przyklad w rodzinie i wiem jak wszechwiedzaca zawsze
              nienagannie postepujaca zona mamuska moze uprzykrzyc zycie drugiemu.
              a ty sie smiej -na zdrowie
            • deodyma Re: Według mnie też to tak wyglądało 07.04.10, 12:01

              fajnalutowamama napisała:



              Zaraz pęknę ze śmiechu, o naiwności! Wy uważacie(te broniące
              chłopa, bo
              > mężczyzna ma jakiś poziom)że zwrot do męża co do Was spierdal...j
              mówi " ja
              > sobie nie pozwolę...", "ja sobie nie życzę..." coś da??????
              > hahaha wiecie co to da? to, że będzie pozwalał sobie na jeszcze
              więcej! kobiety
              > muszą się bronić, no na litość boską, gdzie my żyjemy co to za
              zaściankowe myśl
              > enie






              zgadzam sie.
              widze, ze watek budzi wiele emocji i coraz bardziej mnie zastanawia,
              kim sa kobiety, ktore tak bronia meza rudej:D
              • kajda28 Re: Według mnie też to tak wyglądało 07.04.10, 12:32
                > fajnalutowamama napisała:
                >
                >
                >
                > Zaraz pęknę ze śmiechu, o naiwności! Wy uważacie(te broniące
                > chłopa, bo
                > > mężczyzna ma jakiś poziom)że zwrot do męża co do Was
                spierdal...j
                > mówi " ja
                > > sobie nie pozwolę...", "ja sobie nie życzę..." coś da??????
                > > hahaha wiecie co to da? to, że będzie pozwalał sobie na jeszcze
                > więcej! kobiety
                > > muszą się bronić, no na litość boską, gdzie my żyjemy co to za
                > zaściankowe myśl
                > > enie


                Od czegoś trzeba zacząć. A wg. mnie najlepiej zacząć od mówienia co
                czuję i czego chce a nie od krzyków czy fizycznej agresji. Naprawdę
                jest dużo możliwości zamiast bicia czy nawet zwykłego palnięcia- i
                są one bardziej skuteczne.


                > zgadzam sie.
                > widze, ze watek budzi wiele emocji i coraz bardziej mnie
                zastanawia,
                > kim sa kobiety, ktore tak bronia meza rudej:D

                Jestem rozwódką, mój eks mąż to choleryk, w młodości normalny
                huligan. Nigdy mnie nie uderzył, raz chciał- skończyło się sprawą w
                sądzie - teraz odsiaduje za to wyrok. Obiecałam sobie że nigdy nie
                będę z kimś kogo się będę bała i dotrzymuje słowa.Do tej pory z eks
                mężem mamy wzajemny szacunek do siebie. Może dlatego że żadne z nas
                nie dało sobą pomiatać. Dlaczego nie linczuję męża rudej? ( nie
                bronię go) Bo uważam że Ruda źle postąpiła i tylko tyle. To ona tu
                pisze, pewnie on to zdarzenie widział całkiem inaczej. Może naczytał
                się o przemocy domowej w której to kobieta leję faceta a ten aby nie
                zostać okrzykniętym damskim bokserem i awykłym chamem daje się bić.
                Może dlatego jej oddał, tylko po to aby to więcej się nie zdarzyło,
                aby nie dać jej przyzwolenia na bicie i szturchanie go?

                Pytanie do Rudej:
                Co zrobiłaś aby więcej to się nie wydarzyło?
                • filetta Re: Według mnie też to tak wyglądało 07.04.10, 13:01
                  Nikt tu nie broni nikogo - ani faceta, ani kobiety. Oboje ponosza
                  winę za to, co się stało i oboje są w tej sytuacji pokrzywdzeni. Ale
                  nie o to chodzi. Chodzi o to, że bohaterka tego wątku widzi tylko
                  jedną stronę medalu i pomimo wielu "uświadamiających" ją wypowiedzi
                  dalej widzi tylko tę jedną.
                  Skłamałam niechcąco pisząc poprzedniego posta. Duzo się zastanawiam
                  się dzisiaj nad tym tematem i przypomniało mi się, ze jednak
                  uderzyłam swojego męża - dwukrotnie. Raz w kłótni waliłam w niego
                  pięściami ze złości i bezsilności. Drugi raz klepnełam go dość mocno
                  przez ramię na spacerze, gdy bezczelnie w miejscu publicznym wkładał
                  mi rękę pod sukienkę. Nigdy mi nie oddał. Zachował zimną krew, ja
                  nie. Jestem więc w lepszej sytuacji niz ruda, nie oberwę od męża.
                  Ale co byłoby gdybym nie zaczęła sobie zdawać sprawy z mojej agresji
                  słownej i fizycznej? Być może kiedys bym od chłopa jednak oberwała.
              • 3-mamuska deodyma 07.04.10, 13:05
                deodyma napisała:> zgadzam sie.
                > widze, ze watek budzi wiele emocji i coraz bardziej mnie zastanawia,
                > kim sa kobiety, ktore tak bronia meza rudej:D
                >
                A ja sie zastanawiam,jaka kobieta jest ruda,ze za slowa leci z lapami do
                ludzi.Ciekawe co by zrobila,gdyby ktos na ulicy jej tak powiedzial(inna kobita
                czy jakis dzieciak)tez by z rekami do nich poleciala?
                Nie chwale zachowania meza,bo to chamstwo takie odzywki,ale juz pisalam,ze
                mysle, ze nie to bylo przyczyna,tylko postawa JA SOBIE NIE POZWOLE.
                Strach sie na ruda krzywo popatrzyc, bo mozna w sklepie/na ulicy oberwac w lep.
                Mi chodzi o to ze mogla do niego tez cos powiedziec ,wrzasnac czy tez powiedziec
                to TY SPIE..AJ,a nie leciec z lapami.
                Bo za glupia herbatke,maja swieta jakie maja,bylo to potrzebne?
                A i nie widze zeby bylo lepiej bedzie tylko gorzej,bo postawa w zwiasku ja sobie
                nie pozwlole co widzac u niego(bo jej oddal) i u niej,do niczego nie prowadzi.
                Teraz kazda glupia odzywka, moze konczyc sie biciem w plecy czy twarz,a potem do
                regularnej bitwy w domu.
            • p_wolf Re: Według mnie też to tak wyglądało 07.04.10, 12:59
              > Zaraz pęknę ze śmiechu, o naiwności! Wy uważacie(te broniące chłopa, bo
              > mężczyzna ma jakiś poziom)że zwrot do męża co do Was spierdal...j mówi " ja
              > sobie nie pozwolę...", "ja sobie nie życzę..." coś da??????
              > hahaha wiecie co to da? to, że będzie pozwalał sobie na jeszcze więcej! kobiety
              > muszą się bronić, no na litość boską, gdzie my żyjemy co to za zaściankowe myśl
              > enie

              Więc twoim zdaniem jak sobie pan i pani dadzą po buzi to jest nie-zaściankowe? A
              może bicie i szturchanie "coś da" w kwestii wulgarnych odzywek?


              > Obrona - nawet przed agrsja slowną- obrona, nawet polegająca na
              > uderzeniu osoby od siebie silniejszej NIE JEST PRZEMOCĄ.

              Bombowe zdanie ;P
              U mnie w okolicy łysi młodzieńcy pod nocnym czasem "bronią się" według twojej
              zasady.


              Któraś koleżanka pisała, że każdy normalny w zdenerwowaniu po usłyszeniu
              spierd... nie wytrzyma, i rzuci się z łapami. Nie posiadam się z radości, że
              wokół mnie nie ma takich normalnych.

              To nie jest kwestia hardości, ani stawiania się mężowi, wręcz przeciwnie. To
              jest pokazanie mu, że bicie jest dla niej akceptowalnym, normalnym
              językiem sporu. On tym językiem będzie tym chętniej w przyszłości
              przemawiał. Granice stawia się na zupełnie innym etapie, i w zupełnie inny sposób.

              Niektórzy tutaj postrzegają tą dyskusje wyjątkowo zero-jedynkowo, czarno-biało;
              jeżeli nie głaskasz rudej po głowie, to znaczy że gloryfikujesz męża, że jesteś
              "po jego stronie". Nie, on zachował się źle, skandalicznie i nie tu nie ma o
              czym debatować. To nie ma nic wspólnego z oceną jej zachowania, również złego.

              Mam wrażenie, że ruda też ma zadatki na przemocowca. Nie chodzi nawet o to, że
              to ona męża uderzyła pierwsza, bardziej rzuca się w oczy jej absolutna
              bezrefleksyjność względem swojego zachowania, oraz sposób wypowiadania się.
              "Oberwał, bo mu się należało" - bicie, naruszanie nietykalności osobistej to
              deptanie godności, nikomu się nie należy.

              Bo chwastowi się należało, bo suce się należało, bo gówniarzowi
              się należało -
              gdyby istniał hymn wszystkich przemocowców świata, to właśnie od takich słów by
              się zaczynał.




              • filetta Re: Według mnie też to tak wyglądało 07.04.10, 14:22
                p_wolf napisał:

                >> Bo chwastowi się należało, bo suce się należało, bo
                gówniarzowi
                > się należało -
                > gdyby istniał hymn wszystkich przemocowców świata, to właśnie od
                takich słów by
                > się zaczynał.
                >
                Tez kiedys tak uważałam, że dostał opier..., bo sie należało. Ale
                prawda jest inna - nikomu nic takiego jak brak szacunku, naruszanie
                nietykalności i deptanie godności osobistej się nie nalezy. Bez
                wzgledu na okoliczności.

                Trudno teraz dociec, kto w domu rudej nakręca tę spiralę wzajemnej
                agresji. Jednak lepiej byłoby, gdyby ruda się z niej "wykręciła".
                Bez przemocy również mozna rozwiązywać problemy przemocy. Chyba
                nawet trzeba. To jedyna droga do sukcesu.
              • marianka_marianka Re: Według mnie też to tak wyglądało 07.04.10, 15:05
                p_wolf napisał:
                To nie jest kwestia hardości, ani stawiania się mężowi, wręcz przeciwnie. To
                jest pokazanie mu, że bicie jest dla niej akceptowalnym, normalnym
                językiem sporu. On tym językiem będzie tym chętniej w przyszłości
                przemawiał. Granice stawia się na zupełnie innym etapie, i w zupełnie inny sposób.


                Właśnie tak!

                Przecież granice wyznacza się wcześniej.
                Gdzieś słyszałam, że z zaskoczenia bez naszej winy, możemy oberwać tylko raz. Każdy następny jest już za naszą akceptacją.

                Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy mój mąż podnosi na mnie rękę. Oczywiście w drugą stronę tak samo. Dla mnie osobiście to byłby koniec mojego małżeństwa i poczucie totalnej klęski.
                --
                Gość:teddy bear: Odkryłem, że moja żona zwraca się do kolegi z pracy per "misiaczku". Dodam że mnie tak już od dawna nie nazywa... Moim zdaniem to co najmniej "dziwne"... Co o tym sądzicie? Odpowiedz by fragles: Pewnie już się dobrał do miodu, a ty nie możesz być misiaczkiem bo jesteś jelonkiem.
            • sebalda Re: Do Verdany 07.04.10, 13:56
              Bardzo Cię lubię, Verdano.
              • verdana Re: Do Verdany 07.04.10, 14:46
                Miło mi:)
                ja też Cię lubie i to nie za ten wpis:)
                A teraz idę się pochlastać. Ale jako socjolog jestem zadowolona -
                przynajmniej wiem, skąd sie biorą bite i poniżane kobiety.
        • 3-mamuska Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 12:47
          kochamkotyijuz napisała:

          > akcja - reakcja.Ja to widze tak........
          Dokladnie, ja tez to tak widze.
          > KOCHANIE CZY DALES DZIECKU HERBATKE BO WLASNIE ZASTANAWIAM SIE CZY
          > PRZYGOTOWAC CZY NIE to ta cala akcja mialaby w ogole miejsce???
          I tez tak mysle ,a jej cisnienie sie podnioslo, bo jak on smial siedziec przy
          kompie,no i trzeba bylo sie czepic.
          • fajnalutowamama Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 13:36
            Dziecko nie widziało mojej reakcji, co też
            ktoś tam napisał, więc nie było świadkiem "przemocy". Jedynie
            słyszało co się mówi. Ja swoją drogą nie stałam nad mężem słuchając
            go tylko byłam w drugim pokoju i reagowałam na to co mówił (miałam
            udawać że nic nie słyszę czy pouczać dorosłego faceta że przy
            dzieciach się tak nie mówi?) powiedziałam mu żeby się tak nie odzywał
            (klął przy kompie bo coś mu nie wychodziło i nomem omen przy
            dziecku), bo są święta, a on wtedy do mnie "i co z tego, to nie
            słuchaj" i było to co wcześniej napisałam. I nie było to pobicie
            tylko "szturchnięcie" go z tyłu w szyję.

            proponuję wszystkim przeczytać tekst wyżej, napisany przez autorkę wątku i
            jeszcze raz zastanowić się czy ona rzeczywiście nie miała czasem racji
            • p_wolf Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 13:43
              > powiedziałam mu żeby się tak nie odzywał
              > (klął przy kompie bo coś mu nie wychodziło i nomem omen przy
              > dziecku), bo są święta,

              Poolska, mieszkam w Polsce... ;P
              • sebalda Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 14:53
                Najlepsza rada dla kobiety poniewieranej słownie przez partnera: powiedz mu, że
                sobie tego nie życzysz. Obśmiałam się jak norka:)
                Ruda nie miała pretensji do męża, że siedzial przed kompem, to on zaczął od
                pretensji, że zostawiła go AŻ na godzinę z dzieckiem, że się spóźniła. Ona
                chyba jednak jest dość mocno od niego uzależniona, skoro mu wysyłała smsa z
                informacją, że sprawa sie przedłuzyła. Ale i to nie wystarczyło, on wyjechał z
                pretensją. W odpowiedzi na tę pretensję ona zapytała o nakarmienie dziecka,
                faktycznie bardzo mu tym dokuczyla, w pełni tym pytaniem zasluzyła na słowa,
                jakimi to podsumowal.
                Kobieta jest najprawdopodobniej od dawna nieszanowana i wyzywana w domu. Jej
                reakcja była nieodpowiednia o tyle, że naraziła ją na niebezpieczeństwo ze
                strony nieokrzesanego męża i dała mu argument do końca życia, że ona go biła, a
                on przecież nic nie zrobił.
                Ruda, możesz być pewna, że przy każdej okazji on Ci to będzie wypominał i
                wytrącał Ci tym wypominaniem wszelkie argumenty. Kobieta rzadko podnosi rękę na
                mężczyznę z błahego powodu, sprowokowana, bo zupa była za słona. To akt
                całkowitej bezsilności, kumulacji wielu aktów obrażania i poniżania, samoobrony
                przed wrogoscią i agresją słowną. Nie pochwalam tego, ale też nie rzucę
                kamieniem w tak zdesperowaną kobietę.
                • kajda28 Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 15:04
                  > Ruda nie miała pretensji do męża, że siedzial przed kompem, to on
                  zaczął od
                  > pretensji, że zostawiła go AŻ na godzinę z dzieckiem, że się
                  spóźniła. Ona
                  > chyba jednak jest dość mocno od niego uzależniona, skoro mu
                  wysyłała smsa z
                  > informacją, że sprawa sie przedłuzyła. Ale i to nie wystarczyło,
                  on wyjechał z
                  > pretensją. W odpowiedzi na tę pretensję ona zapytała o nakarmienie
                  dziecka,
                  > faktycznie bardzo mu tym dokuczyla, w pełni tym pytaniem zasluzyła
                  na słowa,
                  > jakimi to podsumowal.

                  Rozumiem że tam byłaś i wszystko widziałaś.

                  Ja mimo wszystko uczę mojego syna że jak kogoś uderzy niech się nie
                  zdziwi że ten ktoś mu odda, że na zaczepki słowne nie może reagować
                  siłą fizyczną i jak ktoś go uderzy to ma prawo oddać- ale wtedy nie
                  może się poskarżyć.
                • p_wolf Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 15:13
                  > Kobieta rzadko podnosi rękę na
                  > mężczyznę z błahego powodu, sprowokowana, bo zupa była za słona. To akt
                  > całkowitej bezsilności, kumulacji wielu aktów obrażania i poniżania, samoobrony
                  > przed wrogoscią i agresją słowną.

                  O schemacie, wylatuj nad poziomy.
                  Masz gotowe szufladki, wzór który widziałaś raz czy nawet wiele razy, i teraz
                  podstawiasz go za każdym razem do każdej sytuacji niejednoznacznej.
                  Jeżeli przemoc fizyczna pochodzi od kobiety to: była doprowadzona do
                  ostateczności, zaszczuta, w końcu nie wytrzymała
                  Jeżeli przemoc fizyczna pochodzi od mężczyzny to: był bydlakiem, damskim
                  bokserem, zdemoralizowanym uległością partnerki.

                  Nie sądzisz Sebaldo, że to tanie i płytkie?
                  • sebalda Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 15:34
                    Użyłam słowa: rzadko.
                    Jest coś takiego jak statystyka i to wlaśnie statystycznie mężczyna jest
                    bardziej sklonny do niekontrolowanej agresji niż kobieta. Wybacz, ale jak często
                    słyszy się o przemocy domowej w wykonaniu kobiet, a jak często w wykonaniu
                    mężczyzn? Nie twierdzę, że kobiety nie sa agresywne, ale zdarza sie to jednak
                    nieporównywalnie rzadziej. A może się mylę?
                    Czym innym jest bicie się dwojga równorzędnych wagowo i siłowo partnerów, czym
                    innym jednak policzek wymierzony mężczyźnie, który obrazil kobietę w sposób do
                    szczętu obrzydliwy i niewybaczalny. Ja nie usprawiedliwiam bicia, ja próbuję
                    rozumieć, co normalną, w miarę spokojna kobietę może popchnąć do aż takiej
                    ostateczności. O tym mądrzej pisała Verdana.
                    Czy żonę agresywnego, bijącego ją i dzieci do nieprzytomności męża alkoholika
                    też potępimy, gdy wreszcie nie wytrzyma i go uderzy? Jest taka scena w książce
                    Kinga, gdzie kobieta, ktorej mąż taki właśnie był, a na dodatek gwałcił córkę,
                    ktoregoś wieczoru chwyciła cukiernicę i z calej siły walnęła go nią w ucho.
                    Nikt, kto czytał tę książkę, z pewnością jej nie potępił, a wręcz przeciwnie,
                    poczuł satysfakcję, czytając tę scenę (Dolores Claiborne). Odwet za krzywdy
                    czasami jest aktem sprawiedliwości.
                    • kajda28 Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 16:07
                      > Czy żonę agresywnego, bijącego ją i dzieci do nieprzytomności męża
                      alkoholika
                      > też potępimy, gdy wreszcie nie wytrzyma i go uderzy?

                      Jest jedna różnica tu on pierwszy uderzył, w sytuacji którą omawiamy
                      to kobieta pierwsza użyła siły fizycznej.

                      Czy naprawdę uważasz że w takiej rodzinie jak opisałaś winny jest
                      tylko facet? Wg. mnie też winna jest kobieta bo przeważnie nie robi
                      nic aby temu zapobiec. Wręcz przeciwnie broni i chroni swojego męża
                      w imię chorej miłości czy dobra dziecka. "Bo on nie jest taki zły"-
                      najczęsciej wypowiadane słowa bitych i poniżanych kobiet.
                      • sebalda Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 16:36
                        > Jest jedna różnica tu on pierwszy uderzył, w sytuacji którą omawiamy
                        > to kobieta pierwsza użyła siły fizycznej.

                        Zatem pytanie do autorki wątku: Ruda, czy mąż pierwszy raz powiedzial do Ciebie:
                        Spie..dalaj? Coś mi mówi, ze nie pierwszy. Ale może się mylę.
                        Wiele kobiet jest w taki czy inny sposob ubezwłasnowolnionych, my tutaj
                        najczęściej jesteśmy wyksztalcone, pracujące, mieszkamy w dużym mieście, mamy
                        wsparcie rodzicow i rodziny. Ale ile jest kobiet w skrajnie rożnej sytuacji. Nie
                        godzę się na takie stawianie sprawy: kobieta jest winna patologicznej sytuacji w
                        rodzinie, bo nic nie robi, by jej zapobiec. To trochę tak, jakby powiedzieć, że
                        ofiara gwaltu jest sobie winna, bo miala kusą spódniczke i odslonięty pępek,
                        sama się prosila. Uważam, że nie mamy prawa potępiać czy krytykować poniżanych i
                        bitych kobiet, bo nie wiemy jak bardzo one czasami moga byc bezradne.
                        • kajda28 Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 23:11
                          Ale ile jest kobiet w skrajnie rożnej sytuacji. Ni
                          > e
                          > godzę się na takie stawianie sprawy: kobieta jest winna
                          patologicznej sytuacji
                          > w
                          > rodzinie, bo nic nie robi, by jej zapobiec.
                          Uważam, że nie mamy prawa potępiać czy krytykować poniżanych
                          > i
                          > bitych kobiet, bo nie wiemy jak bardzo one czasami moga byc
                          bezradne.


                          NIe jest winna, jest współwinna. Bo w takich sytuacjach niewinne
                          jest tylko dziecko. Dorośli są odpowiedzialni za swoje decyzje i
                          czyny. Zawsze jest jakieś wyjście, czasami dużo trudniejsze od tego
                          aby zostać w domu z agresorem. Dodatkowo duża większość rozwodników
                          uważa że rozwód jest przeżyciem porównywalnym do śmierci bliskiej
                          nam osoby- i pewnie strach przed tym uczuciem powoduje że większość
                          kobiet nie widzi innej alternatywy jak użalać się nad sobą i żyć w
                          patologicznym domu.
                    • p_wolf Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 16:39
                      > Jest coś takiego jak statystyka i to wlaśnie statystycznie mężczyna jest
                      > bardziej sklonny do niekontrolowanej agresji niż kobieta.

                      Nie znam takich statystyk. Jak zmierzyć agresję? Która aresja jest kontrolowana,
                      a która już niekontrolowana? Kto robił takie badania? Jaką metodą?
                      Owszem, częściej biją mężczyźni. Czy to jest powód, by dokonać transpozycji tej
                      prawidłowości na każdy pojedynczy przypadek?


                      > Wybacz, ale jak częst
                      > o
                      > słyszy się o przemocy domowej w wykonaniu kobiet, a jak często w wykonaniu
                      > mężczyzn?
                      ;))) Świadomie lub nie, świetnie to sformułowałaś. O przemocy kobiet wobec
                      partnerów nie słyszy się wcale, co nie znaczy że ona nie ma miejsca. Mężczyźni
                      takich przypadków nie zgłaszają, nie mówią o nich nikomu. Wyrośliśmy w takiej
                      kulturze a nie innej, ona ma swoje ciemne strony nie tylko względem kobiet.


                      > Czym innym jest bicie się dwojga równorzędnych wagowo i siłowo
                      > partnerów,
                      Siła i waga nie muszą implikować pozycji agresora czy ofiary. Choćby w relacji
                      rodzic - dorosłe dziecko agresorem może być strona słaba i schorowana, a ofiarą
                      zdrowa i silna.


                      > Odwet za krzywdy
                      > czasami jest aktem sprawiedliwości.
                      Zapuszczasz się na grząski grunt ;) Sprawiedliwość nie jest symetryczną
                      dystrybucją krzywdy i cierpienia.
                      Trochę zbaczamy z tematu :)
                    • 3-mamuska sebalda nie znasz kobiet co potrafia. 07.04.10, 18:25
                      sebalda napisała: > rozumieć, co normalną, w miarę spokojna kobietę może
                      popchnąć do aż takiej
                      > ostatecznośc
                      Jestes pewna ze ona jest SPOKOJNA?

                      Ona,opisala ze ona spytala o to czy dal jesc a on zeby spie..a.A potem pisze ze
                      on sie wsciekal o cos ,bo mu na komputerze nie szlo,a ona nie klinj.
                      Wiec stracila na wiarygodnosci.
                      Pozatym nie pisz o przemocy ze jest wykorzystywana i tak dalej,bo gdyby tak,
                      bylo to nie zwrocilaby mu uwage zeby nie klnal,gdyby byla zdominowana to by z
                      dzieckiem go nie zostawila,gdyby sie go bala nigdy by reki nie podniosla.
                      Co innego gwaltu a co innego do klotnia.
                      Jest taka scena w książce
                      > Kinga, gdzie kobieta, ktorej mąż taki właśnie był, a na dodatek gwałcił córkę,
                      > ktoregoś wieczoru chwyciła cukiernicę i z calej siły walnęła go nią w ucho.
                      A co do przemocy to jest tak ze czesto mezczyzni sie nie przyznaja,bo wstyd,a i
                      tez jest opinia ze to facet zawsze winny,a kobiety to bezbronne,tak samo jak w
                      wieksosci przypadkow dzieci zostaja z matka a nie z ojcem.
                      > Jest coś takiego jak statystyka i to wlaśnie statystycznie mężczyna jest
                      > bardziej sklonny do niekontrolowanej agresji niż kobieta. Wybacz, ale jak częst
                      > o
                      > słyszy się o przemocy domowej w wykonaniu kobiet, a jak często w wykonaniu
                      > mężczyzn?
                      A i wiem to z dzieciencych lat,widzialam moja mame w akcji,i rzeczywiscie w
                      koncu tato jej walna,ale nie wazne ze ona chwile wczesniej dzgnela go nozem w
                      brzuch i pociela mu dlon,przy dzieciach,a 3 godziny wczesnij darla sie jak wariatka.
                      Mam tez kolo siebie kolezanke,a wlasciwie znajoma,i widzialam co ona potrafi
                      zrobic zeby faceta zadreczac(miedzy innymi dzwonila do niego do pracy i mowila
                      ze wlasnie wysza z domu i zostawila kilku tygodniowa corke sama,wiesz mi zrobila
                      to,rozpowiadala ,ze obcial jej wlosy z zazdrosci ze ma otarcia na plecach bo ja
                      bil(kilka dni wczesnie mowila ze na zadrapania od sexu na dywanie w
                      salonie)Zajmowalam sie ta mala 6 miesiecy i wiem co sie dzialao,nawet facet
                      dorobil mi klucz,bo powtarzaly sie akcje z zostawianiem malej(jak nie dostala
                      czego chciala),mieszkalam ulice dalej i moglam byc w kilka minut.
                      A kiedys do mnie z rekami skoczyla i z wrzaskiem,gdy znowu zadzonila ze zostawia
                      mala,i wychodzi.wiec on dzwoni do mnie zebym poszla a on juz wsiada w auto i jak
                      najszybciej dojedzie do domu,wiec poszlam,malo nie drzwiami nie zabila.Gdy on
                      dojechal do domu chcial zebym weszla z nim do srodka(chcial ubrac mala i zawiesc
                      nas do mnie do domu,a po pracy by ja odebral)
                      Ona w drzwiach stanela wiec on jo zlapal za ramiona i delikatnie przestawil,a
                      ona za telefon i na policje ze ja bije,starsza corka w krzyk nie bij mamy,wiec
                      zaczela zucac kubkami podsluchem dla malej,czym popadlo,policja podjechala,i go
                      zabrali,a w domu zostaly policjantki.
                      Po wyslauchaniu,mojej wersji,faceta wyposcili.
                      Kurcze szkoda mi go bylo jak diabli,bo wyrachowana suka z niej byla,tylko kasa
                      sie liczyla,bizyteria z cerytyfikatem na jej paniennskie nazwisko,samochod tez
                      nowy z salonu.
                      Od jego smierci minely lata,a ona wciaz szuka nastepnego nadzianego,i kazdemu po
                      jakims czasie urzadza dzikie awantury.(a i chawali sie tym ze taka madra i umie
                      facetami rzadzic)
                      Tylko ze on byl na tyle glupi ze sie z nia ozenil,a inni po pozaniu jej blizej
                      uciekaja.(a ozenil sie z nia szybko, bo by ja deportowali)
            • filetta Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 14:39
              fajnalutowamama napisała:

              > Dziecko nie widziało mojej reakcji, co też
              > ktoś tam napisał, więc nie było świadkiem "przemocy". Jedynie
              > słyszało co się mówi.

              Tak więc dochodzimy do wniosku, że świadkiem jest tylko ten, kto
              widzi. Ten kto słyszy, juz nie. O ile dobrze pamiętam, dzieci bardzo
              duzo przyswajają własnie słuchając mimowolnie, kiedy nam się wydaje,
              że sa skupione na tym, co robią.

              Ja swoją drogą nie stałam nad mężem słuchając
              > go tylko byłam w drugim pokoju i reagowałam na to co mówił (miałam
              > udawać że nic nie słyszę czy pouczać dorosłego faceta że przy
              > dzieciach się tak nie mówi?)powiedziałam mu żeby się tak nie
              odzywał
              > (klął przy kompie bo coś mu nie wychodziło i nomem omen przy
              > dziecku), bo są święta, a on wtedy do mnie "i co z tego, to nie
              > słuchaj" i było to co wcześniej napisałam.

              Dlaczego nalezy reagowac w każdej sytuacji na to, co mówi druga
              połówka? Nawet wtedy, gdy nie zwraca się do nas? Czy to nie jest
              uczenie kogoś, jak ma się zachowywac? Czy to nie jest
              właśnie "pouczanie dorosłego faceta, że przy dzieciach tak się nie
              mówi"? Według mnie wystarczyło powiedziec, że nie zyczę sobie (lub
              nie chcę), by nasze dziecko słuchało i uczyło się takich słów.
              Trochę dziwne jest stwierdzenie, że nie ma kląć, bo są święta, czyli
              przed i po to już wolno?


              I nie było to pobicie
              > tylko "szturchnięcie" go z tyłu w szyję.
              >

              To nie było tylko szturchnięcie, to było szturchnięcie, a to już
              jest naruszenie cielesności drugiej osoby.
              • ruda2460 Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 21:15
                filetta napisała:

                > Dlaczego nalezy reagowac w każdej sytuacji na to, co mówi druga
                > połówka? Nawet wtedy, gdy nie zwraca się do nas? Czy to nie jest
                > uczenie kogoś, jak ma się zachowywac? Czy to nie jest
                > właśnie "pouczanie dorosłego faceta, że przy dzieciach tak się nie
                > mówi"? Według mnie wystarczyło powiedziec, że nie zyczę sobie (lub
                > nie chcę), by nasze dziecko słuchało i uczyło się takich słów.
                > Trochę dziwne jest stwierdzenie, że nie ma kląć, bo są święta,
                czyli
                > przed i po to już wolno?

                A dlaczego mam nie reagować? Tylko dlatego że nie mówi do mnie? Jak
                to ktoś napisał przemoc słowna to też przemoc i dziecko wszystko
                slyszy to tez ktoś napisał, więc ja nie chcę by moje dziecko
                przyswajało takie słowa, tylko dlatego że mój mąż ma "gorsze"
                chwile. Owszem jak mu się wymsknie raz czy dwa, ale jak wali już
                mięsem bez opamiętania, to bez przesady... Są jakieś granice i nie
                widzę w tym nic niestosownego by mu nie zwrócić uwagi. Przed i po
                świętach też sobie pozwala (też mu zwracam uwagę)ale właśnie z racji
                tego że są święta, a chciałabym żeby w domu było powiedzmy miło
                choćby tylko z powodu tych świąt, stąd moje słowne uwagi.
                Tak, dyskusja zrobiła się ostra i trochę już wykraczacie poza obszar
                poruszony w temacie. Nie jestem jakąś masochistką ani nie leję męża
                jak mam na to ochotę. Wtedy sytuacja chyba wymknęła się spod
                kontroli i mojej i jego, teraz tak myślę, po kilku dniach i po
                waszych refleksjach.
                I poza tym jeśli jakaś obca osoba tak się do mnie zwraca albo mi
                ubliża, co akurat nie zdarzyło się to zupełnie nie reaguję albo
                odpowiadam tak samo, ale nie dlatego że nie rusza mnie to ale
                dlatego że jest to obca osoba a nie najbliższa, która nomen
                omen nie powinna tak mówić do partnera. Jak widać wy macie inne
                zdanie.
                • p_wolf Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 22:38
                  > A dlaczego mam nie reagować?
                  Masz reagować, tylko dlaczego rękoma?


                  > Przed i po
                  > świętach też sobie pozwala (też mu zwracam uwagę)ale właśnie z racji
                  > tego że są święta, a chciałabym żeby w domu było powiedzmy miło
                  > choćby tylko z powodu tych świąt,
                  Było bardzo miło, nie? Ot, istota polskich świąt, na pokaz zamieść syf pod dywan.


                  > I poza tym jeśli jakaś obca osoba tak się do mnie zwraca albo mi
                  > ubliża, co akurat nie zdarzyło się to zupełnie nie reaguję albo
                  > odpowiadam tak samo, ale nie dlatego że nie rusza mnie to ale
                  > dlatego że jest to obca osoba a nie najbliższa, która nomen
                  > omen nie powinna tak mówić do partnera. Jak widać wy macie inne
                  > zdanie.
                  Czyli rękoczyny stosujesz tylko wobec najbliższych? W sumie nic wyjątkowego.
                • kajda28 Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 23:14
                  która nomen
                  > omen nie powinna tak mówić do partnera. Jak widać wy macie inne
                  > zdanie.

                  Ruda ty jesteś niereformowalna, i w dodatku nie umiesz czytać ze
                  zrozumieniem. Pokaż mi jedno zdanie gdzie ktoś napisał że mąż ma
                  prawo Cię wyzywać.
            • 3-mamuska fajnalutowamama 07.04.10, 14:42
              Ja swoją drogą nie stałam nad mężem słuchając
              > go tylko byłam w drugim pokoju i reagowałam na to co mówił (miałam
              > udawać że nic nie słyszę czy pouczać dorosłego faceta że przy
              > dzieciach się tak nie mówi?) powiedziałam mu żeby się tak nie odzywał
              > (klął przy kompie bo coś mu nie wychodziło i nomem omen przy
              > dziecku), bo są święta, a on wtedy do mnie "i co z tego, to nie
              > słuchaj" i było to co wcześniej napisałam
              Czyli on jednak nie do niej zaczal przeklinac,tylko jej czepialstwo AZ z
              drugiego pokoju,-
              i reagowałam na to co mówił (miałam
              > udawać że nic nie słyszę czy pouczać dorosłego faceta że przy
              > dzieciach się tak nie mówi?)
              no wlasnie skoro reagowala to jednak pouczala,zeby tak nie mowil,bo sa swieta,no
              smiechu warte,caly rok nic nie mowi ,tylko bo sa swieta.Mysle ze to nie pierwszy
              raz facet tak mowi,no bo to nie ma tak ze jednego dnia nagle zaczyna klnac,a
              pani wrocila z kosciola i chciala go nawracac,az tak ze szturcha go po lbie.
              Ja tez nie lubie przeklinania przy dzieciach,ale oststnio na ulicy moje dziecko
              uslyszalo brzydkie slowo i pytalo co to znaczy.
              Pozatym jesli ktos ma nerwa,to sie nie dolewa oliwy do ognia.
              > proponuję wszystkim przeczytać tekst wyżej, napisany przez autorkę wątku i
              > jeszcze raz zastanowić się czy ona rzeczywiście nie miała czasem racji
              RACJE niby gdzie? miala? ze podniosla reke,bo facet nie sluchal,no jak gowniarz
              moze mamusi nie sluchac,przylac mu i tyle.Dziecko tez tak bedzie traktowac,jak
              zacznie jej nie sluchac,szturchac i popychac?
              Moze napiszmy w jakich wypadkach mozna druga osobe pchnac/szturchnac:-czy jesli
              ktos w sklepie krzywo popatrzy,lub cos glupiego powie
              -czy jesli ktos wpadnie na ciebie w autodusie czy sklepie,to mozna szturchnac?
              -czy jak sasiadka przychodzi z jaks pretensja to tez mamy prawo szturchnac?
              -czy jak chlopak zaczepia na dyskotece drugiego slowie ,to maja prawo go szturchnac?
              > Dziecko nie widziało mojej reakcji, co też
              > ktoś tam napisał, więc nie było świadkiem "przemocy".> (klął przy kompie bo
              coś mu nie wychodziło i nomem omen przy
              > dziecku),
              To znaczy ze dziecko bylo przy ojcu,niedaleko komutera,skoro slyszalo ze
              klnal,to jak nie widzialo przemocy?
              NIE BRONIE JEGO<ale tez mysle z e wina lezy po srodku i tyle,prawda jest to ze
              teraz,gdzy granica przemocy fizycznej zostala przekroczona(przez pania)czyli
              pozwala na przemoc fizyczna,wiec teraz niech sie nie dziwi ze on bexzie mogl jej
              uzywac.
              A kwestia jest jedna ze to nie polepszylo ich sytlacji,teraz potrzeba terapi
              albo chodz szczerej rozmowy i przeprosin z odu stron,jednak dopoki autorka
              uwaza,ze mezowi sie nalezalo.to nie ma o czy mowic i tyle.

              fajnalutowamama gdyby tobie sie kiedys wyrwalo do meza brzydkie slowo,i by cie
              uderzyl, bo ON nie pozwoli sobie na takie slownictwo wzgledem siebie,to tez bys
              uwazala ze mial racje,bo ty do niego przeklinalas?
            • kajda28 Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 14:43
              ale też napisała:

              > Oberwał, bo mu się należało

              Z takim podejściem na pewno u niej w rodzinie nie będzie nigdy
              spokoju i harmonii.
    • anina-1 Re: Mąż mnie uderzył... 07.04.10, 20:08
      Najbardziej podoba mi się ostatnie 2 zdania Rudej : "Musiałam to z siebie wyrzucić. Nie szukam żadnych rad. " a tu proszę, 104 posty ;)
      • kochamkotyijuz Re: Mąż mnie uderzył... 08.04.10, 02:51
        Ruda nie potrzebuje rady bo sama wie najlepiej co i jak i kto tu ma
        racje.Tak tylko chciala wyrzucic z siebie jakie to zycie jest
        niesprawiedliwe.Teraz pisze po przemysleniach ,ze w sumie CHYBA nie
        tylko jej mezowi, ale rowniez i jej cala ta sytuacja wymknela sie
        spod kontroli,CHYBA.Pewnie zmiekla jej rura bo troche czasu minelo i
        moze dawno sie pogodzila z mezem i temat nierozwiazany rozszedl sie
        po kosciach.Zreszta swieta trzeba sie postarac bo co rodzina
        powie.Nieudanie zwiazki to nie nam.
        Wobec tego ja mam pytanie.Co chcesz z ta ewidentna przemoca meza
        wobec siebie zrobic?Podejrzewam ,ze jestes jedna z tych co to
        pierwsze krzycza "gdyby moj maz mnie uderzyl to walizki za
        drzwi","gdyby wyzwal ,zdradzil to rozwod na bank" a potem
        przychodzi co do czego i zmienia sie punkt myslenia od punktu
        siedzenia.
        Skoro lecimy po statystykach to powiem ci ,ze skoro uderzyl raz to
        uderzy i nastepny.Wiec co? Rozwod ,separacja przemysalas co zrobisz?
        No bo przeciez chyba nie pozwolisz sobie na to, zeby dobic do
        ststystyk pani socjolog i zdecydowac sie na zycie z przemocowcem?
    • rosapulchra-0 Re: Mąż mnie uderzył... 10.04.10, 04:49
      ja swojego też całkiem niedawno pobiłam po twarzy, ale nie oddał mi, z tym, że u
      nas to całkiem inna sprawa..
      • a.g.g.a Re: Mąż mnie uderzył... 11.04.10, 13:23
        Ruda,dwa razy wypowiedziałam się co myślę na temat waszej sytuacji.
        Reasumując,oboje jesteście winni,mąż nie ma prawa tak się Ciebie
        odzywać,Ty nie masz prawa go bić(tłumacząc,że mu się należało
        usprawiedliwiasz siebie,a niesłusznie).
        Odnoszę wrażenie,że nie masz sobie nic do zarzucenia a masz,macie
        oboje z mężem.Pamiętaj,że świadkiem waszego zachowania jest dziecko
        i to ono czuje się winne,bo dzieci tak reagują na kłótnie rodziców.
        Rozumiem,że jesteś bezsilna.
        Obowiązkowa jest szczera,SPOKOJNA rozmowa na temat waszego
        zachowania,tego co wam sie nie podoba,co chcecie zmienić.Takie
        określenie zasad i granic,wzajemny szacunek i nauczenie się
        reagowania BEZ AGRESJI to PODSTAWA.Może warto zwrócić się po pomoc
        terapeuty? A gdy mąż Cie wyzywa nie pozostaje Ci nic innego,jak
        powiedzieć,że takie słowa cię ranią i niszczą wasze małżeństwo i
        wyjście do innego pomieszczenia,ewentualnie stopery do uszu i nie
        reagowanie na ewentualne ataki męża.
        Bo podejmowanie kłótni i wyzwisk nakręci spiralę agresji.
        OBOJE MUSICIE ZROZUMIEĆ BŁĘDY W WASZYM MYŚLENIU I ZACHOWANIU i
        jeśli jest taka gotowość z waszej strony zacząć w końcu ciężką pracę
        nad sobą.
        Drugie wyjście to rozwód,ale w nastepnym,ewentualnym związku
        będziecie powielać obecne swoje zachowania i historia się powtórzy.
        Trzecie wyjście to nawalać sie po mordzie i przeklinać aż do
        usranej śmierci pięknie sie przy tym usprawiedliwiając,bo tak też
        można ......tylko dziecka żal..
Inne wątki na temat:
Pełna wersja