tracę powoli dziecko

05.04.10, 15:03
witajcie. szukam pomocy bo nie wiem co robić. po wieloletnim, nieformalnym
zwiazku, remoncie domu, w który włozyłam sporo kasy mój "luby" oswiadczył, że
mam się wynieść bo on chce sobie poszukać innej i najpierw musi "posprzątać
śmieci". Grozi eksmisją. Nie było łatwo to przełknąć, przez lata nie zdawałam
sobie sprawy jaki z niego "typ" - tak się kamuflował wyciągając ze mnie kase
na remont. Głupia byłam i naiwna to fakt. Niestety mieszkam z nim nadal bo po
prostu nie mam dokąd pójść, swoje stare mieszkanie oddałam kiedy
przeprowadzałam się do tego domu. Rodziców nie mam. On to oczywiście
wykorzystuje na maxa, znieważa mnie, robi ze mnie posługaczkę, nie pomaga w
pracach domowych, zero szacunku itd. Pewnie wiecie na co stać faceta w takiej
sytuacji. Mamy dziesięcioletnią córkę. Prawie sie nią nie zajmował. Teraz
nagle nastapił jakiś niby przypływ ojcowskich uczuć. Mała cała oczarowana
tatusiem. Mnie już nie zauważa, traktuje jak powietrze i zło konieczne no bo
mama każe się uczyć, nie pozwala siedzieć całymi dniami przed komputerem, tv
itd, każe jeść coś innego poza słodyczami. Nie mówiąc już o tym, że pewnie się
domyslacie jaki jest mój stan ducha. Ciężko o uśmiech, radość i spontaniczną
zabawę gdy nie ma poczucia bezpieczeństwa i nikogo do kogo można się zwrócić o
pomoc. Zarabiam niewiele, dorabiam jeszcze i staram sie zorganizować sobie
jakiś kąt do mieszkania - to wszystko pochłania mnóstwo czasu, którego ostatno
mniej mam dla córki. Tu tatuś, ciągle wygłupiający się, pozwalający na
wszystko i z kasą jest na wygranej pozycji. Z tego związku z nim juz dawno
zrezygnowałam i prawie przebolałam to jak mnie załatwił ale nie chcę stracić
dziecka. Wygląda na to, że własnie tak się dzieje. Co robić. Pomóżcie. Facet
obdarł mnie już ze wszystkiego a teraz odbiera ostatnie co pozostało i co
najważniejsze. Jest twardy, zimny i wyrachowany. Ja nie wiem jak sie bronić.
Za dużo we mnie emocji. Boję się, że on skutecznie postara się o eksmisję a
mała oświadczy, że woli zostać z tatusiem. Chetnie sie wyprowadze od tego ....
ale wtedy gdy sobie już wszystko poukładam i z dzieckiem. Tylko, że nie mam
mozliwości zapewnić jej takich warunków jak ojciec.
    • kajda28 Re: tracę powoli dziecko 05.04.10, 15:18
      Masz meldunek w tym mieszkaniu?
      Not forever , to nie tak. Dostać eksmisję nie jest tak łatwo.
      Nagrywaj jego odzywki do ciebie, idź na policję-. On nie ma prawa
      Cię z tamtąd wyrzucić, ani uprzykrzać Ci tam mieszkanie. I musisz mu
      o tym powiedzieć- najlepiej jakby z nim pogadał dzielnicowy- oni
      przeważnie lubią takie rozmowy. Musisz poszukać prawnej pomocy dla
      siebie, bo jestem pewna że gdybyś się z tamtąd wyprowadzała to on
      musiałby oddać Ci część pieniędzy jaką włożyłaś w budowę tego domu-
      to zależy co i jak mogłabyś udowodnić, mogą być nawet świdkowie, nie
      muszą być dokumenty.
      Nie daj sobie w mówić że nic Ci się nie należy, zacznij walczyć. Co
      do dziecka, najlepiej jakbyś poszła do Opieki Społecznej i tam
      poszukała wsparcia.
      Co masz na myśli że nie pomaga w pracach domowych? Bo mam nadzieję
      że nie gotujesz mu ani nie pierzesz, a jeżeli tak to dlaczego?
      Musisz mu pokazać że nie jest wszechwładny, bo taka jest prawda.
      Zacznij już jutro od pójścia do dzielnicowego i OPS, opowiedz im
      swoją sytuację i zapytaj co możesz zrobić i jak oni mogą Ci pomóc.
      Życzę dużo siły, determinacji i spokoju ducha:)
    • not_forever Re: tracę powoli dziecko 05.04.10, 16:31
      dziękuję kajda. Mam meldunek i mam też część rachunków. Niestety brałam je na
      moje dawne mieszkanie i rozliczałam w skarbówce ale juz ponad 5 lat temu. Wtedy
      dobrze zarabiałam i tak mi pasowało.
      Tylko nie wiem czy mi nie zarzuci przestepstwa skarbowego. Wiele z tych
      materiałów wylądowało przecież w tym domu a nie w mieszkaniu.

      Ale masz rację, że trzeba walczyć. Już okres kładzenia uszu mam za sobą i nic z
      tego dobrego nie wyniknęło. Tylko ze mieszkam na wsi i np. pojście do
      dzielnicowego nie jest takie proste. Wstyd opowiadać o takich problemach innym.
      O własnej głupocie choć jestem wykształcona i dorosła. Tylko zbyt ufna. Tu
      panuje przekonanie, że kobieta ma zajmować sie domem a facet jest od
      ważniejszych rzeczy. a jak coś nie tak to widać sama sobie winna. Średniowiecze.
      A poza tym przecież to porzadny człowiek, nie pije , nie bije.... Przemoc
      psychiczna - a kto o tym słyszał? Na zewnatzr nikt nie przypuszczałby, jaki
      jest. Lata praktyki w kamuflażu i manipulacjach. No i wybiera własciwe momenty -
      jak mała nie słyszy , w samochodzie itp.

      Pranie , gotowanie... Sprzatam bo gdy nie sprzatałam to zaczął sobie robić
      zdjęcia jaki to ze mnie flejtuch pewnie w ramach dokumentacji dowodowej do
      eksmisji. postanowiłam mu nie ułatwiać choć mnie skreca ze złości. Powiedział,
      że jesli nie bedę prała i gotowała to mi powyrzuca z domu moją lodówkę i
      pralkę. A jak nie piore za często to tak dopycha do pralki, że ta chce sie
      rozlecieć. I co wy na to. Nie jest łatwo poruszać się w tym wariatkowie. W ogóle
      te moje rzeczy, z których nie korzysta mu przeszkadzją.

      Nauczyłam się troche juz z tyn zyć choć nie jest mi łatwo ale strasznie martwi
      mnie postatawa córki. Tego sie nie spodziewałam, że sie ode mnie odwróci. Nie
      wiem jak reagować. Przeraża mnie czasem kiedy widzę jak jest malo wrażliwa na
      innych, jaka potrafi być twarda, jak sie potrafi odnosić do innych. Przykład
      idzie z góry, geny? Mogę zachowywać się tak jak on ale co z niej wyrośnie? Nie
      jestem zwolenniczką rygoru, przesadnej dyscypliny ale myslę, że jakies zasady w
      domu powinny być. Jakieś normy którymi bedzie sie kierowała. A nie wygodnictwo,
      samowola, egoizm, żadnych obowiazków i szacunku dla innych.
      • kajda28 Re: tracę powoli dziecko 05.04.10, 17:59
        > Pranie , gotowanie... Sprzatam bo gdy nie sprzatałam to zaczął
        sobie robić
        > zdjęcia jaki to ze mnie flejtuch pewnie w ramach dokumentacji
        dowodowej do
        > eksmisji. postanowiłam mu nie ułatwiać choć mnie skreca ze złości.
        Powiedział,
        > że jesli nie bedę prała i gotowała to mi powyrzuca z domu moją
        lodówkę i
        > pralkę. A jak nie piore za często to tak dopycha do pralki, że ta
        chce sie
        > rozlecieć. I co wy na to. Nie jest łatwo poruszać się w tym
        wariatkowie. W ogól
        > e
        > te moje rzeczy, z których nie korzysta mu przeszkadzją.


        Wiesz co najbardziej mnie zdziwiło na sprawie karnej mojego
        ówczesnego jeszcze męża, to jak bardzo się oburzyła sędzina na wieść
        że on powyrzucał swoje rzeczy ze swojej szafki bo tam był bałagan,
        pierwsze pytanie było co zrobił potem, i on już wiedział o co chodzi
        więc skulił ogon i powiedział że poukładał je z powrotem. Nawet jako
        żona nie masz obowiązku sprzątania po nim, możesz za to iść na
        policję i powiedzieć że specjalnie popsuł Ci pralkę.
        Jak będziesz miała porządek u siebie to nikt Cię nie posądzi że
        zaniedbujesz mieszkanie.
        Rozumiem Twój wstyd oraz trudną sytuację mieszkania na wsi, ale
        musisz coś robić. Oni są po to aby reagować na każdą Twoją skargę,
        jeżeli tego nie zrobią dzwoń na Komendę w najblizszym mieście
        powiatowym\wojewódzkim- tam gdzie podlegają. Im dłużej będziesz
        zwlekać tym większy będzie Twój wstyd a jego pewność siebie i będzie
        coraz gorzej :(
        Not forever czeka Cię bardzo trudna walka, przyszykuj się na
        najgorsze, miej zawsze tel przy sobie, załuż sobie zamek do swojego
        pokoju.
        Nie martw się o to że ci zarzuci przestępstwo skarbowe, jakby co to
        mu powiedz że on też jest winien bo wiedział o wszystkim , i jak ty
        za to odpowiesz to i on też, bo też czerpał z tego korzyści.

        Musisz zacząć coś zmieniać, dla siebie i dla córki aby wyniosła
        prawidłowe wzorce z domu.
      • morekac Re: tracę powoli dziecko 05.04.10, 23:06
        Przedawnienie w skarbówce wynosi 5lat - w praktyce trzeba liczyc 6.

        >Przeraża mnie czasem kiedy widzę jak jest malo wrażliwa na
        > innych, jaka potrafi być twarda, jak sie potrafi odnosić do
        innych. Przykład
        > idzie z góry, geny?
        To nie geny ani przykład brany z ojca -to tylko to, że pozwalałaś
        sobą pomiatać.
    • czarne_wino Re: tracę powoli dziecko 05.04.10, 16:45
      w kontakatach z dzieckiem chodzi o wiz emocjonalna czy materialna?
      bo wydaje mi sie,ze to drugie. ja mam syna i mimo,ze ojciec byl
      zawsze bardziej lagodny i sypal kasa to w sytuacjach "podbramkowych"
      syn jest za mna. jestem matka surowa , ale sprawiedliwa. kiedy
      trzeba bylo to ganilam, a kiedy syn potrzebowal wsparcia bylam przy
      nim. bez podlizywania i przekupstwa.bo chyba o to chodzi w
      rodzicielstwie,nie? teraz syn jest dorosly. dzieci sa dobrymi
      obserwatorami i sedziami.moze ona widziala ,jak traktujesz jej ojca
      i nie ze wszystkim sie zgadzala? moze kiedy trzeba bylo stanc po jej
      stronie trzymalas strone jej ojca i odczula to jako
      niesprawiedliwosc? popelnilas w zyciu serie zlych decyzji i teraz
      przyszedl czas rozliczen. po pierwsze - trzeba bylo zyc w zwiazku
      legalnym,teraz polowa domu bylaby twoja, po drugie - trzeba bylo
      uczciwa w stosunku do corki - teraz mialabys przyjaciolke.
      • czarne_wino poprawka 05.04.10, 16:47
        oczywiscie mialam na mysli wiez emocjonalna, to przez ten
        netbook,male to to, a i wzrok juz nie ten.
        czarne_wino napisała:

        > w kontakatach z dzieckiem chodzi o wiez emocjonalna czy
        materialna?
        >
      • drugikoniecswiata Re: tracę powoli dziecko 05.04.10, 20:44
        Skąd wniosek o nieuczciwości w stosunku do córki i przeświadczenie o tym, że
        wolny związek jest błędem życiowym? Decyzja jak każda inna, rodzi określone
        konsekwencje.

        To, że dziesięciolatka zachłyśnięta tatą, który po latach niezwracania na nią
        uwagi postanowił ją dostrzec - mnie specjalnie nie dziwi, zwłaszcza, jeśli do
        tego dochodzi brak wymagań. To, że zaczyna być krnąbrna, ostra - również nie.
        Dzieci rosną, pokazują pazurki, a ona dodatkowo musi poradzić sobie z
        trzęsieniem ziemi we własnym domu. Jeszcze raz napiszę: moim zdaniem pomieszane
        role i płaszczyzny. Odrobinę empatii dla dziecka, któremu wali się świat.
      • not_forever Re: tracę powoli dziecko 05.04.10, 20:49
        dziękuje czarne wino za ten wyrok. Łatwo ci przyszło. wszystko to moja wina.
        jasne. twoim zdaniem ja popieram wieź materialną i dlatego martwię sie o moje
        relacje z córką? własnie o to chodzi, że dotąd byłysmy przyjaciólkami, była
        silna więź a teraz to się sypie a ja nie wiem dlaczego i jak zaradzić. Piszesz ,
        że nie byłam uczciwa wobec córki - jak możesz tak mnie osądzać? Nigdy jej nie
        okłamałam. nigdy się nie podlizywałam, zawsze mówiłam otwarcie co myslę i jak
        moim zdaniem powinna postepować. Tłumaczyłam. Wyznaczałam granice. Tylko, że jej
        nie zawsze to było na rękę. wiadomo - ględzenie! tata się podlizuje - jest ok.
        wiesz jak to boli kiedy widzisz takie manipulacje i jestes bezradna? zawsze
        stałam po jej stronie, mnie mogłam trzymać strony ojca bo takiej strony po
        prostu nie było. Stał z boku i nie angażował się. Bał się, że podpadnie córci a
        po mojej przecież opowiedzieć się nie mógł. jak traktowałam jej ojca ? Wcale nie
        traktowałam bo go unikam i chyba nawet boję czasami. Trudno chyba żebym w mojej
        sytuacji jeszcze sie do niego usmiechała i była milutka. Nie sądzisz? Chyba, że
        ty tak potrafisz ale ja nie. To on mnie traktuje - ŹLE.

        Popełniałam błędy? Pewniw, wszyscy je popełniamy. On tez widać popełnił błąd
        wiążąc się za mną tylko dlaczego ja mam ponosić wszystkie konsekwencje? Bo on
        był wyrachowany a ja zakochana. Znasz to przysłowie ze miłość jest ślepa? Teraz
        dopiero widzę, choć z perspektywy widzę, że oznaki bywały wczesniej, że to taki
        człowiek co innych nie szanuje i wykorzystuje. Trzeba było żyć w związku!
        Pewnie! tylko, że on nie chciał ślubu. Powiesz trzeba było go zostawić . Racja!
        tylko że pojawiło się dziecko i miałam je pozbawic ojca? Wtedy nie było jeszcze
        tak źle. Pokazał swoje oblicze dopiero kiedy przeprowadziłam się do tego domu i
        zostałam bez mieszkania. Wcześniej , kiedy mieszkaliśmy u mnie jakoś nie było mu
        tak źle, żeby się miał wyprowadzać. Chyba po prostu myslał, że jeśli będę od
        niego zależna to pozwolę zrobić ze sobą co będzie chciał. Ale ja niestety nie
        jestem z takich. Ale ten związek to już przeszłość. Poradźcie jak postępować z
        córke żeby jej nie stracić. Ona ma 10 lat. Nie rozumie jeszcze wszystkiego.
        Wiele pewnie mylnie interpretuje.

        Wczoraj była Wielkanoc. Przygotowałam śniadanie, prażyłam jeszcze migdały na
        patelni do paschy a oni weszli do kuchni, zaczęli jeść beze mnie, bez słowa. Nie
        zaczekali tej chwili. Jakbym była powietrzem. Poryczałam się potem. Czy
        ktokolwiek zasługuje na takie traktowanie?
      • bracialwieserce czarne wino 05.04.10, 21:15
        Wzięłabyś na wstrzymanie legalny związek! Tez mi coś, jak widać większość na tym
        forum jest w legalnych kijowych związkach i co? Nie bierzesz pod uwagę, że
        któraś ze stron mogła nie chcieć brać ślubu i co kijem zagonisz?! Sama napisała
        założycielka wątku, że on nie chciał. I bez podtekstów, że się ona komukolwiek
        podlizywała -strasznie życzeniowo piszesz - skąd wiesz jak było? Ty chyba winnaś
        pisać sf literaturę!
    • anina-1 Re: tracę powoli dziecko 05.04.10, 20:06
      Najlepiej go nagrywać i oskarżyć na policji o znęcanie się psychiczne.
    • drugikoniecswiata Re: tracę powoli dziecko 05.04.10, 20:37
      Dziesięcioletnie dziecko nie może być stroną w konflikcie między rodzicami i
      oczekiwanie od niego, że stanie po którejkolwiek ze stron to jakaś masakra. Ani
      nie jest w stanie obiektywnie ocenić sytuacji (niektórzy nie dorastają do tego
      etapu przez całe życie, a ona ma dopiero 10 lat), ani nie czuje się w niej
      bezpiecznie. To nie ona ma cię wspierać, to ty masz wspierać ją. I razem z exem
      zapewnić jej bezpieczeństwo i opiekę.

      Wciąganie małej w ten konflikt jest największym świństwem, jakie możesz jej
      zrobić. Rozumiem potrzebę wsparcia, ale poszukaj go gdzie indziej: u
      przyjaciółki, rodziny, terapeuty... Nie u dziesięciolatki. Ponieważ w sprawie
      opieki nad dzieckiem i tak się będziecie musieli porozumieć - może wchodziłaby w
      grę mediacja?
      • not_forever Re: tracę powoli dziecko 05.04.10, 21:00
        masz rację oczywiście. Staram się jej w to nie wciągać. Ale ona patrzy i pewnie
        po swojemu ocenia. Jak myslisz co widzi? Gderającą, zdołowaną, zmęczona matkę i
        fajnego, usmiechnietego , zartującego ojca. Łatwy wybór. Czy ona rozumie
        dlaczego mama taka jest? Obawiam się, że za chwilę mi powie , że ona się ojcu
        nie dziwi. Bo nie wie, że to przez niego i jego nowe pomysły na życie mama jest
        teraz taka. I nie ma czasu i cierpliwości takiej jak chciałaby mieć bo nerwy w
        strzepach i obowiązków huk. Tatus ma czas na relax. Bo co robić po pracy jak nie
        lenic się przed tv kiedy służąca (czyli ja) ma na głowie cały dom. Co ja mam w
        tej sytuacji robić? Tłumaczyć czy lepiej nie?
        • eastern-strix Re: tracę powoli dziecko 06.04.10, 03:34
          idz na terapie dla ofiar przemocy, byle szybko. ten twoj koles to niezly dran.

          mala sama kiedys zobaczy,jaki jest. podejrzewam,ze on to robi zeby zyskac
          sprzymierzenca na wypadek sprawy w sadzie.

          idz z corka do kina albo na spacer, na zakupy. po prostu ubierzcie sie i
          idzcie a tata niech sprzata albo zrobi obiad. nie licz na to,ze bez twojej
          interwencji cokolwiek sie zmieni.
        • drugikoniecswiata Re: tracę powoli dziecko 06.04.10, 23:50
          Tłumaczyć jak dorosłemu - nie, bo to dziesięciolatka i nie może stać się twoją
          powierniczką. Nazwać to, co się dzieje: jest konflikt, który sprawia, że między
          wami atmosfera napięta, a ty zmęczona. Może wizyta u psychologa dziecięcego
          pomogłaby ci ułożyć w sobie jakąś spójną strategię działania? Bo powinnaś być
          spójna.

          Nie powinnaś wciągać małej w rozgrywkę między wami, a oczekując, że stanie po
          twojej stronie - to właśnie robisz. Niezależnie od tego, po czyjej stronie
          stanie, jest zagubiona i będzie to tylko wyrazem jej zagubienia. Decyzje co do
          jej wychowania powinniście podjąć wy, nie ona.
    • demonsbaby powoli 06.04.10, 11:33
      1. KRiO nie tylko reguluje sparwy rozwodowe. Poniekąd pozostawanie
      we wspólnym majątku bez jego legalizacji również podlega
      uregulowaniu w prawie, ale zdaje się cywilnym. Nie jestem
      prawnikiem, nie mniej odysłam Ciebie na
      forum prawne
      gdzie uzyskasz rzeczową poradę i możliwe
      rozwiązania oraz pod rozwagę ewentualne pułapki.
      2. Owszem Sąd kieruje się dobrem dziecka. W sytuacji - gdy oddałas
      majątek tytułem naprawienia budżetu swojego partnera - nie oznacza
      to, że on teraz - w sytuacji rozstania - nie jest zobowiązany
      prawnie zwrócić Ci tą część majątku. Innymi słowy - o to się nie
      martw. Każdy Sąd tutaj orzeknie na twoją korzyść (musisz mieć tylko
      dowody).
      3. Nie obawiaj się eksmisji - jako, że jesteś prawnym opiekunem
      dziecka nieletniego. Nie dotyczy Ciebie zatem eksmisja z racji
      sprawowania opieki nad nieletnim, a konstytucja w tym państwie
      dzieci otacza ochroną - co oznacza, nie podlegają dziłaniom m.in jak
      eksmisja.
      4. Rzadko się zdarza, żeby mimo wszystko powierzyć opiekę dziecka
      ojcu ze względu na więzi emocjonalne, jakie rozkwitły od jakiegoś
      czasu. Nieletni i małoletni ma prawo zeznawać w sądzie pod kuratelą
      psychologa - nie mniej unikaj takich konfrontacji. Nie obawiaj się
      również ewentualnego "pozbawienia praw rodzicielskich"
      lub "powierzenia opieki rodzicielskiej ojcu" - to są głównie
      przypadki przy patologiach w rodzinie.
      5. Wszelkie zniewagi kierowane pod twoim adresem, próby użycia
      przemocy fizycznej - kieruj na niebieską linię. Zgłoś się do
      fundacji regionalnych w zakresie pomocy ofiarom przestępstw w
      rodzinie - bo taką własnie zostałaś - ofiarą przemocy psychicznej.
      Uzyskasztam nie tylko pomoc psychologiczną, ale również prawną.
      6. Zacznij stawać na obu nogach i trzymaj się w wysprostowanej
      postawie przed Tobą walkę, która możesz stoczyć zwycięsko. Nie
      załamuj się.
      • demonsbaby Re: powoli 06.04.10, 11:46
        p.s Kierując się po pomoc do konkrwetnej organizacji, opisz sytuację
        córki. Z pewnością z czasem i tak będzie wymagać pomocy
        psychologicznej. Bez dwóch zdań związałaś się z manippulatorem
        (zmanipulował Ciebie celem wyzysku) - teraz manipuluje dzieckiem,
        żeby trzymać Ciebie w garści w sytuacji "podskakiwania". Facet
        ewidentnie Ciebie kontoluje. Obie musicie tego unikać w innym razie
        i ty i wasza córka z czasem dojrzejecie do tego w jakiej pułapce
        żyjecie, ile tam jest toksyn, a w ostateczności się sama przekonasz
        jak bardzo może zniszczyć twoje dziecko.
    • anina-1 Tak mi się przypomniało. 06.04.10, 11:41
      Znam odwrotna sytuacje. Kiedyś przyszedł do nas mężczyzna się żalić, że jego kobieta, mieszka u niego z własnym dzieckiem, zameldowana, a on chce się z nią rozstać. To również był nieformalny związek, a mieszkanie należało tylko do niego. Mimo próśb ona nie chciała się wyprowadzić. Potem zaczęły się kłótnie, w których ona z niego robiła najgorszego. Zdesperowany nie wiedział co ma zrobić aby się w końcu wyprowadziła z jego własnego mieszkania oddał sprawę do sądu o eksmisję i miała się wyprowadzić, a gmina zapewnić mieszkanie socjalne. Ale jak wiadomo gmina nie miała, tak więc ona mimo wyroku nadal u niego mieszka. Mężczyzna popadł w depresję, nie wytrzymał napięcia i sam się wyprowadził, zostawiając jej swoje własne mieszkanie. Strasznie nam było jego żal.
      Jaki morał z tego?
      Warto spojrzeć również na drugą stronę. Może chce się z tobą rozstać,poukładać życie na nowo, a ty mu nie dajesz możliwości?
      Powiedz mu aby oddał ci pieniądze, które w ten dom włożyłaś, wówczas dobierz kredytu o ile nie masz odłożonych swoich pieniędzy i kup własne mieszkanie. Po co siedzieć na głowie komuś kto tego nie chce? Może dlatego stał się agresywny i stąd jego dziwne pomysły?
      Nie piszesz nic na temat tego, że masz zamiar go opuścić i poukładać sobie życie bez niego. Dom jakby nie było jest jego, więc raczej go nie zostawi.
      • verdana Re: Tak mi się przypomniało. 07.04.10, 14:56
        Przykro mi, ze to piszę, ale ja przemyślałabym jednak swoje kontakty
        z córką. Rozumiem konieczność wychowywania i stawiania granic, ale
        to, co opisujesz nie wyglada zachęcajaco. Mowienie dziecku zawsze
        tego, co się mysli, zawsze wskazywanie jak się powinno postępować,
        gderanie - to dobre metody, by stracic z doroastającym dzieckiem
        kontakt, nawet jeśli w domu nie ma mowy o rozwodzie.
        • not_forever Re: Tak mi się przypomniało. 07.04.10, 16:10
          Dziękuję wam za te wszystkie opinie. Mam co przemysleć bo sporo w nich racji i
          wskazówek. Jestem bardzo wdzieczna. Wiem , że musze walczyć o siebie i starm sie
          to robić. Okres depresji i płaczu częsciowo mam juz za soba choć jeszcze czasami
          mi wraca. To nie jest tak, że ja mu siedze na głowie a on biedny bo chce sobie
          poukładać na nowo życie. To potrafiłabym zrozumieć. Na temat zwrotu kosztów i
          wyprowadzki rozmowa już była bo masochistką nie jestem i nie chcę żyć w
          trujących układach. Dowiedziałam się, że to się przedawniło, zużyło bo przecież
          mieszkam w tym domu od paru lat. Nic mi się zatem nie należy bo czynszu też nie
          płacę (?!!!). Oczywiście fakt, że on zużywa moje meble, sprzęty... nie ma
          znaczenia. Opisana w któryms z wątków sytuacja to nie taka sama jak moja. Kiedy
          dzis patrzę na zimno wstecz to widze, że on się do tego szykował od paru lat.

          Verdana, twoja wypowiedź dała mi do myslenia. Pewnie masz rację. Tylko jak np
          walczyć z niekończącym się ogladaniem tv, komputerem, gnuśnoscią i niechecia do
          sprzątania. Nie wiem jak sobie inaczej z tym radzić. Nie zwracać uwagi? nabierze
          idiotycznych nawyków, prawie już nabrała. Co radzisz?
          • verdana Re: Tak mi się przypomniało. 07.04.10, 19:28
            Cóż, jej pokój to jej pokój. Odpuść codzinne sprzatanie, wyznacz
            jeden dzień na wyrzucenia odpadów organicznych. Wymagaj tylko nie
            śmiecenia w pozostałej części, a i to raczej nie w fiormie "Znowu
            nie sprżatnęłąś..", tylko "Odnieś do pokoju zabawkę, o ile możesz to
            w przeciagu tygodnia":)
            Na telewizję i komuter ja w pewnym momencie dałam kartki. Tzn. na
            kartce wypisałam półgodzinne kupony, po kazdym wykorzystaniu -
            obejrzeniu czy grze - odcinałam odpowiednie kwadraciki. W ten sposób
            dziecko samo sobie regulowało - jednego dnia ogladało trzy godziny,
            a drugiego wcale. Dziala tylko pod warunkiem, ze "przydział" nie
            jest zbyt skąpy.
            Gnusność w tym wieku jest fizjologiczna. Mozna spróbować proponować
            atrakcyjne (czyli nieedukacyjne i niewychowawcze czasem) zajęcia -
            spacer z pójsciem na lody np.
            Przedwe wszystkim radzę - znacznie więcej dystansu i poczucia
            humoru, znacznie mniej marudzenia i pozwolenie na podejmowanie
            decyzji - np. w co się ubrać, jak powinien wygladać pokoj, czy
            lekcje odrabia się od razu po przyjsciu ze szkoły, czy potem itd.
            Warto - między nami - zacząć powoli odpuszczać to, co nie jest
            najistotniejsze, bo dziecko w tym wieku nie podporzadkuje się już
            wielu zakazom. Musi być ich jak najmniej, za to egzekwowalne.
      • mgla_jedwabna Re: Tak mi się przypomniało. 08.04.10, 02:35
        "Może chce się z tobą rozstać,poukładać
        > życie na nowo, a ty mu nie dajesz możliwości?"

        Zwykle zachowuję spokój odpowiadając na forum, ale tu go straciłam. A weź ty sie Anina-1 rozpędź i walnij głowa w ścianę, a jak nie pomoże to jeszcze raz, i tak do skutku. Facet jest sprawcą przemocy, oszukał kobietę na grubą kasę, traktuje ją jak śmiecia, demoralizuje dziecko, a ty piszesz, że on tak w dobrych intencjach?

        "Powiedz mu aby oddał ci pieniądze(...) i kup własne mieszkanie."

        A on, dobry misio, zaraz jej odda i to z procentem. A drugi dobry misio, czyli bank, da samotnej matce kredyt na mieszkanie. Twoje pomysły byłyby smieszne, gdyby nie były żałosne.
        • kochamkotyijuz Re: Tak mi się przypomniało. 08.04.10, 03:50
          Ja tez pasjami uwielbiam rady w stylu wez kredyt i kup sobie wlasne
          mieszkanie zamiast mieszkac u kogos kto cie nie chce.W jakim swiecie
          anino ty zyjesz?Czy naprawde wydaje ci ze kupno mieszkania to
          pstrykniecie paluszkami, odrobina dobrej woli, sprytu i zalatwione?
          Takie rady o doope roztrzasc, chyba ,ze chcesz dobic autorke
          watku?
        • anina-1 Re: Tak mi się przypomniało. 08.04.10, 11:12
          mgla_jedwabna napisała:

          Anina-1 rozpędź i walnij głowa w ścianę, a jak nie pomoże to jeszcze raz, i tak do skutku.

          Jeżeli jest to twoja rada i sposób na rozwiązywanie swoich problemów to dziękuje, ale raczej nie skorzystam. Raczej poradzę ci wizytę u psychiatry.

          kochamkotyijuz napisała:

          > Ja tez pasjami uwielbiam rady w stylu wez kredyt i kup sobie wlasne
          > mieszkanie zamiast mieszkac u kogos kto cie nie chce.W jakim swiecie
          > anino ty zyjesz?Czy naprawde wydaje ci ze kupno mieszkania to
          > pstrykniecie paluszkami, odrobina dobrej woli, sprytu i zalatwione?
          > Takie rady o doope roztrzasc, chyba ,ze chcesz dobic autorke
          > watku?


          Nie wysłuchaliście obu stron, a wydajecie wyrok. Myślę, że z ust jej partnera usłyszelibyśmy zupełnie coś innego. Wiem również do czego są zdolne kobiety, jak robić z siebie ofiarę aby wyzyskać od kogoś dom lub mieszkanie. Absolutnie nie twierdze, że autorka jest właśnie taką osobą, po prostu proszę spojrzeć na punkt widzenia mężczyzny, u którego mieszka kobieta, z którą nie chce być. Może nie przewidywał tego, że się rozejdą, a może nie ma z czego teraz oddać jej pieniędzy? Prościej sie mówi: niech ci odda pieniądze, nić weź sobie kredyt? Nie sądzę....

          Żyję w realnym świcie i uważam, że skoro autorka wątku dołożyła tak dużo pieniędzy aby wyremontować dom w przeciągu 2 lat to wnioskuje, że nie mało zarabia i stać na kredyt. Ktoś kto mało zarabia nie miałby z czego dokładać do remontu domu. Z postu wynika, że tych pieniędzy było dużo, więc czemu wychodzicie z założenia, że jest biedna?


          not_forever napisała:
          "swoje stare mieszkanie oddałam kiedy
          przeprowadzałam się do tego domu."

          yyyyyyy..... komu oddałaś swoje mieszkanie?

          Jak można siedzieć komuś w domu skoro właściciel tego nie chce? Czego teraz można od niego oczekiwać? Że się on wyprowadzi? Skoro not_forever ma rachunki to należy założyć sprawę do sądu o to aby oddał pieniądze włożone w dom i nic innego się nie da zrobić. Nic tu nie da teraz siedzenie komuś na głowie i rozpaczanie. Można przecież zwyczajnie wynająć mieszkanie i się wyprowadzić. Po co sobie nawzajem uprzykrzać życie? To nie jest niczyja winna, że oddałaś swoje mieszkanie (nie wiedzieć komu i czemu), wsadzać pieniądze w remont czyjegoś domu, a później płakać, że zostało się na lodzie. Niestety za głupotę się płaci i radzę, aby zacząć od nowa układać sobie życie i bardziej być czujnym i przewidującym w życiu. Brnięcie dalej w takim układzie będzie tylko wszystko pogarszało.
          Trzeba wziąć się w garść i zacząć wszystko od początku.

          • mgla_jedwabna Re: Tak mi się przypomniało. 09.04.10, 01:07
            "Jeżeli jest to twoja rada i sposób na rozwiązywanie swoich problemów"

            Nie, jest to metafora wyrażająca moją opinię o proponowanych przez ciebie pseudo-rozwiązaniach.

            twoje podejście generalnie można streścić tak: autorka wątku jest sama sobie winna, że się w taką sytuację wpakowała. Powinna teraz uciekać z podkulonym ogonem, swój majątek (pieniądze włożone w remont domu będącego własnością sprawcy przemocy) pozostawiając sprawcy przemocy.

            Jeśli ten facet "nie przewidywał tego, że się rozejdą, a może nie ma z czego teraz oddać jej pieniędzy" to niech weźmie kredyt, żeby ją spłacić. Skoro samotnej matce bez mieszkania ma być tak łatwo wziąć kredyt, to właścicielowi domu jeszcze łatwiej, prawda?

            Poza tym wzrusza mnie twoje zrozumienie dla faceta, który nie był pewny, czy chce sobie układać życie z autorką wątku, ale był pewny, że chce brać od niej pieniądze na remont domu. Teraz wygodnie mieszka mu się w wyremontowanym domku, tylko sponsorka tych remontów mu przeszkadza, najlepiej, żeby zeszła mu z oczu, tylko się narzuca.

            "skoro autorka wątku dołożyła tak dużo pieniędzy aby wyremontować dom w przeciągu 2 lat to wnioskuje, że nie mało zarabia i
            stać na kredyt.". I ty twierdzisz, że żyjesz w realnym świecie? Skoro wydaje ci się, że sytuacja finansowa:

            a) kobiety mieszkającej w domu partnera i wspólnie z nim utrzymującej dziecko
            b)kobiety zmuszonej płacić za wynajem/spłacać kredyt hipoteczny i utrzymującej samotnie córkę (wysokość oraz ściągalność alimentów w Polsce jest śmiechu warta)

            jest taka sama?

            Poza tym oprócz "wersji obu stron" są fakty: przemoc słowna i ekonomiczna. Z ust drugiej strony usłyszelibyśmy zapewne coś w rodzaju bełkotu o bałaganie w szafkach.
          • mgla_jedwabna Re: Tak mi się przypomniało. 09.04.10, 01:14
            Zresztą przeczytaj sobie uważnie jedno zdanie z pierwszego posta:

            "Zarabiam niewiele, dorabiam jeszcze i staram sie zorganizować sobie
            jakiś kąt do mieszkania"

            Twoje naskakiwanie na autorkę watku, że nachalnie siedzi facetowi na głowie, a mogłaby wziąć kredyt przy swoich rzekomo wysokich zarobkach, zasługuje tylko na jeden komentarz: ten mój wczorajszy, po którym wysłałaś mnie do psychiatry.

            Chyba w zamian powinnam cię wysłać na kurs czytania ze zrozumieniem. Nauczyliby cię nie przepuszczania całych linijek przy czytaniu, a może nawet znaczenia słowa "metafora".
          • demonsbaby punkt widzenia 09.04.10, 07:50
            anina-1 napisała:

            > Jak można siedzieć komuś w domu skoro właściciel tego nie chce?

            I doszłaś do meritum ... PYTANIE ZASADNICZE: Jaki właściciel??? Na
            moje oko to WSPÓŁWŁAŚCICIEL O IDENTYCZNYCH PRAWACH DO NIERUCHOMOŚCI
            co autorka wątku. Tyle, że tytuł własności "wspolności" nie jest
            rozpatrywany wg KRiO - kiedy jest mowa o współwłasności małżeńskiej.
            Każda umowa (nawet ustna)w prawie cywilnym jest wiążąca - wystarczy
            mieć na to dowody w spotaci zeznań świadków oraz ewentualnych
            dokumentów wiążących. Współwłaścicielem może być zatem partner
            życiowy formalnie nie pozostający w związku małżeńskim, ale
            traktowany jako "wspólnik".

            Dlaczego zatem to kobieta ma być skazana na niedogodności związane z
            nabyciem nowej nieruchomości. Ptrzede wszystkim - każdy sąd cywilny -
            przychyli się do jej powództwa, mając na uwadze dobro dziecka
            nieletniego, znajdującego się pod opieką autorki wątku.

            Prawne wyjścia są dwa:
            1. Pozostanie w nieruchomości pana ojca i spłata w orzeczonej kwocie
            przez sąd - pana ojca dziecka, za wniesiony wkład za nabycie /
            budowę nieruchomości;
            2. Wyprowadzka pod warunkiem uzyskania orzeczonej kwoty, należnej za
            wkład wniesiony do nabycia / budowy nieruchomości
            • anina-1 Re: punkt widzenia 09.04.10, 09:03
              demonsbaby napisała:
              > I doszłaś do meritum ... PYTANIE ZASADNICZE: Jaki właściciel??? Na
              > moje oko to WSPÓŁWŁAŚCICIEL O IDENTYCZNYCH PRAWACH DO NIERUCHOMOŚCI
              > co autorka wątku. Tyle, że tytuł własności "wspolności" nie jest
              > rozpatrywany wg KRiO - kiedy jest mowa o współwłasności małżeńskiej.
              > Każda umowa (nawet ustna)w prawie cywilnym jest wiążąca - wystarczy
              > mieć na to dowody w spotaci zeznań świadków oraz ewentualnych
              > dokumentów wiążących. Współwłaścicielem może być zatem partner
              > życiowy formalnie nie pozostający w związku małżeńskim, ale
              > traktowany jako "wspólnik".
              >
              > Dlaczego zatem to kobieta ma być skazana na niedogodności związane z
              > nabyciem nowej nieruchomości. Ptrzede wszystkim - każdy sąd cywilny -
              > przychyli się do jej powództwa, mając na uwadze dobro dziecka
              > nieletniego, znajdującego się pod opieką autorki wątku.
              >
              > Prawne wyjścia są dwa:
              > 1. Pozostanie w nieruchomości pana ojca i spłata w orzeczonej kwocie
              > przez sąd - pana ojca dziecka, za wniesiony wkład za nabycie /
              > budowę nieruchomości;
              > 2. Wyprowadzka pod warunkiem uzyskania orzeczonej kwoty, należnej za
              > wkład wniesiony do nabycia / budowy nieruchomości

              Jaki współwłaściciel? Jaka umowa ustna? Bo się ktoś wprowadził do czyjegoś domu i dodał do remontu ze swojej niskiej pensji to jest już współwłaścicielem? Uważasz, że mężczyzna powinien spłacić jej połowę własności własnego domu? To ja powinnam być już współwłaścicielką 3 mieszkań bo remontowałam wynajęte za swoje pieniądze. Jeśli nie znasz się w temacie to nie wypisuj bzdur.

              Uważam nadal, że właścicielka powinna poszukać mieszkania do wynajęcia, wyprowadzić się z synem, tym samym udowodnić (w razie sprawy o przyznanie dziecka), że jest w stanie wychowywać go sama. Założyć sprawę o alimenty i o odzyskanie pieniędzy włożonych w dom. Przecież tak żyje tysiące kobiet w Polsce. Nie ma innego sposobu.



              • laura_fairlie Re: punkt widzenia 09.04.10, 09:07
                Poza tym - jeśli chodzi o nieruchomości - umowa musi być notarialna,
                pod pozorem nieważności.
              • demonsbaby Re: punkt widzenia 09.04.10, 09:23
                anina-1 napisała:
                Uwa
                > żasz, że mężczyzna powinien spłacić jej połowę własności własnego
                domu?

                Uważam, że patrz punkt 1 i 2 wcześniejszej wypowiedzi "dokonać
                spłaty kwoty orzeczonej" - tzn. "orzeczonej przez sąd właściwy
                prawomocnym wyrokiem". Do bytu materialnego i zaistnienia
                nieruchomości - też się kobieta dokładała, plus wkład wniesiony w
                ewnetualną opiekę i prace na rzecz partnera / domu. Co akurat
                reguluje KRiO (a nie wiem jakie jest odzwierciedlenie w KC)
                jako "pracę" - innymi słowy "bycie gosposią domową".
                • not_forever Re: punkt widzenia 09.04.10, 16:14
                  rozpętała się dyskusja więc napiszę jak to wygląda i wyglądało. szczerze bo
                  przecież na forum nie ma potrzeby zmyslac bo i po co?
                  kiedyś dobrze zarabiałam więc było z czego dokładać do remontu. On raczej
                  zarabiał mniej, czasem był bez pracy pomiędzy jedna a drugą bo jakoś nigdzie na
                  dłużej zahaczyć sie nie mógł. Potem zaszłam w ciążę, wzięłam urlop wychowawczy
                  bo do pracy wrócić nie mogłam (w miedzyczasie zmienił się zarząd, zwolnienia
                  itd). Postanowiliśmy, że zostanę z dzieckiem, a ponieważ wyprowadzka o 100 km
                  dalej była planowana więc nie szukałam już pracy na miejscu tylko po
                  wychowawczym przeniosłam się do innego miasta i znalazłam nową pracę. Niestety
                  to niezbyt duże miasto i ciężko tu o przyzwoite zarobki i w ogóle o miejsce
                  pracy tez trudno. Nie ma w czym wybierać. Pracuję więc za pensję sporo poniżej
                  średniej krajowej i muszę się na to godzić. Dlatego staram sie jeszcze dorabiać.
                  O kredycie moge zapomnieć. Czasy i praca niepewne więc nawet bałabym się go
                  brać. Dlatego zależy mi na odzyskaniu pieniędzy włożonych w remont. W czasie
                  wychowawczego też nie było tak, że żylismy tylko z jego dochodów. Miałam
                  oszczędności (z których ,o głupoto!, sporo poszło na dom i auto) i zasiłek. Po
                  wychowawczym ja się przeniosłam a on został na moim mieszkaniu bo znalazł pracę
                  na miejscu i nie chciał z niej rezygnować. Podejrzewam, nie całkiem
                  bezpodstawnie, że wtedy startował do jakiejś panienki. Ale z pracy go wylali.
                  Przeprowadził się do nas. Swoje mieszkanie komunalne musiałam w tym czasie zdać
                  bo miesięczne koszty utrzymania rosły a wynająć go nie mogłam. Przemeldowałam
                  się na stałe i zaczęło być coraz gorzej. On w tym czasie dostał też nową pracę,
                  w budżetówce więc stabilną , zaczął coraz lepiej zarabiać. To go jakby umocniło.
                  Kiedy sam nie radził sobie w życiu byłam ubezpieczeniem, podporą, byłam
                  potrzebna i jakoś nie uciekał (a miał przecież dokąd). Raczej nie słyszałam, że
                  chce odchodzić choć nie okazywał mi też za wiele uczuć. ale kiedy stanął na
                  własne nogi szybko przekonałam się z kim mam do czynienia. Ja sie nie
                  zmieniłam. On zawsze był introwertykiem więc jego bark okazywania uczuć tym
                  własnie sobie tłumaczyłam. Już potem też nie pałałam może wielkim uczuciem ale
                  przecież mieliśmy współne dziecko, dom, kawał zycia razem za sobą (kilkanaście
                  lat) do głowy mi nie przychodziło , żeby to niweczyć. Ale jemu tak. Mówią, żę
                  facetom po 40-tce odbija i jak widać w moim przypadku się sprawdziło.
                  Przepraszam wszystkich panów , których to nie dotyczy ale taka jest obiegowa
                  opinia, potwierdza nawet moja "teściowa" :)Nie chce dalej tak żyć. Na szczęście
                  Bozia kilka klepek mi zostawiła i mam jeszcze trochę odłożonych pieniędzy.
                  Niestety za mało. Gdybym była sama poradziłabym sobie jakoś ale dziecka nie
                  zostawię. Potrzebuje odzyskać te pieniądze głównie po to by móc normalnie życ z
                  dzieckiem.
                  • mgla_jedwabna Re: punkt widzenia 09.04.10, 22:19
                    Pewnie już sama rozważałaś tę kwestię, ale zapytam: skoro miałaś mieszkanie komunalne, czy nie dałoby się spróbować załatwić takiego jeszcze raz? Wiem, że to b. trudne, że czeka się latami itd., ale może długofalowo się opłaci? Jako samotna matka miałabyś pewnie jakieś dodatkowe "punkty", przez jakiś czas mieszkała w wynajętym (chyba łatwiej przez czas oczekiwania niż "na zawsze"?).

                    Wszystkich chcących naskoczyć w tonie "na jakim ty świecie żyjesz, komuna się skończyła, mieszkań nie rozdają" uprzedzam: wiem, że mieszkanie komunalne itp. uzyskać jest bardzo ciężko, że jest to prawie niemożliwe. Ale tutaj mamy sytuację, w której "prawie" robi dużą, ale to bardzo dużą różnicę.
              • mgla_jedwabna Re: punkt widzenia 09.04.10, 22:09
                "właścicielka powinna poszukać mieszkania do wynajęcia, wyprowadzić się z synem, tym samym udowodnić (w razie sprawy o przyznanie dziecka), że
                jest w stanie wychowywać go sama"

                Teraz padłam. JAutorka wątku ma córkę, a nie syna. Wiem, że nijak się to ma do meritum sprawy, ale jeśli umykają ci takie wiadomości, to co jeszcze ci umknęło w tekście wyjściowym?

                "Jaki współwłaściciel? Jaka umowa ustna? Bo się ktoś wprowadził do czyjegoś domu
                > i dodał do remontu ze swojej niskiej pensji to jest już współwłaścicielem?"

                Jeśli wprowadziła się tam jako partnerka , matka dziecka tego pana itd. to możemy uznać to za umowę ustną, dorozumianą. Przecież nie pojawiła się tam znienacka bez słowa przedtem?

                Jeśli autorka wątku poniosła koszty remontu domu, ma prawo do takiego % wartości domu, jaki odpowiada jej wkładowi w ten dom. Ostatecznie remonty podnoszą wartosć domu, prawda? Nikt tu nie mówił o połowie, więc nie masz racji pisząc

                "Uważasz, że mężczyzna powinien spłacić jej połowę własności własnego domu?"

                Powinien jej oddać jej tyle, ile wydała na remonty. Prawdopodobnie nie zostałby w samych skarpetkach po tej spłacie, wiec możesz go nie bronić tak zajadle.

                Jeśli chodzi o twoją sytuację w wynajętych mieszkaniach, prawdopodobnie sprawa była uregulowana, zanim poniosłaś koszty remontów. Jeśli miałaś umowę najmu, znalazł się w niej zapewne zapis mówiący o tym, kto pokrywa koszty napraw itd. Wiedziałaś na czym stoisz. Jeśli nawet nie było umowy, prawdopodobnie omówiłaś kwestię z właścicielem mieszkania przed remontem. Jeśli powiedział ci, że ewentualne renowacje itd. robisz na własny koszt, zawsze mogłas się wycofać, wiedząc, że nie będziesz mieszkać tam do śmierci. Autorka wątku, traktowana przez faceta jako partnerka życiowa oraz matka wspólnego dziecka, takiej wiedzy NIE MIAŁA.

                "Przecież tak żyje tysiące kobiet w Polsce"

                Tysiące kobiet w Polsce jest ofiarami przemocy domowej, trudni się prostytucją, nadużywa alkoholu i narkotyków... To, ze inni tak robią, nie znaczy, że tak trzeba, prawda?

                "udowodnić (w razie sprawy o przyznanie dziecka), że jest w stanie wychowywać go sama"

                A to dlaczego? Dziecko ma oboje rodziców, facet ma taki sam psi obowiazek je wychowywać jak kobieta. Jego udział w wychowaniu nie może się ograniczać do łaskawego rzucenia kilku stówek na miesiąc.

                Sama wcześniej pisałam o trudnościach czekajacych samotną matkę. Różnica polega na tym, że ja pisałam o tym, jak często jest, choć nie poiwinno, ty piszesz, jak być powinno.

                Jeśli autorka wątku da sobie radę wychowując dziecko sama, czapki z głów. Ale ona nie musi nikomu UDOWADNIAĆ, że jest do tego zdolna.

                W proponowanej przez ciebie strategii szwankuje jeden szczegół: chcesz, żeby pani wyprowadziła się natychmiast, a następnie, prawdopodobnie przez długie lata, procesowała się o zwrot kosztów remontu oraz alimenty, w międzyczasie ze swej niskiej (to już zauważyłaś) pensji utrzymując córkę i płacąc za wynajem mieszkania.

                To teraz powiedz: z czego ona ma życ w międzyczasie?
                • not_forever Re: punkt widzenia 12.04.10, 16:09
                  Dzięki mgiełko za słowa obrony. Życie mnie już nauczyło, że często dużo łatwiej,
                  nawet samemu , mysleć co by się zrobiło w danej sytuacji niż potem zrobić to w
                  rzeczywistości jeśli sytuacja jest niesprzyjająca. ja tez nigdy nie myslałam, że
                  będę się godziła na Zycie z człowiekiem , który nie nie chce, na złe traktowanie
                  i że mnie to w ogóle może spotkać. A jednak. Nigdy nie myslałam, że ja -silna ,
                  samodzielna kobieta -tak się zmienię, bedę szukała pomocy i nie będę wiedziała
                  jak rozwiązać sytuację, w której się znalazłam. To trzeba przeżyć. Sami siebie
                  nie znamy. Na szczęście udaje mi się już wyrwać z tej bezsilności i depresji,
                  zaczynam walczyć. I o dziwo przychodzi mi to coraz łatwiej. Dziękuję wam za
                  rady, skorzystam. I mam nadzieję, że dla mnie też jeszcze zaświeci słońce. Choć
                  łatwo nie będzie, poddawać się nie mogę bo zrozumiałam, że to droga donikąd.
                  Poszukam prawnika i spróbuje odebrać co moje.
                  • mgla_jedwabna Re: punkt widzenia 12.04.10, 23:44
                    Trzymaj się ciepło. Ściskam mocno.
Pełna wersja