marlusia82
20.04.10, 09:06
Nie daję już psychicznie rady... Jestem mężatką od 4 lat, jesteśmy razem 11
(licealna miłość). W sumie do tej pory było ok, ale po narodzinach syna chyba
dotarło do mnie z jakim facetem mam do czynienia. Mąż jest informatykiem,
skończył różne kursy, ma certyfikaty (słono to wszystko kosztowało), biegle
zna angielski i co z tego? Przez ostatni rok nie mógł znaleźć pracy (przez
całą ciążę żyłam w stresie, musiałam iść na zwolnienie - dostawałam średnią
więc więcej niż np. bez premii, żeby wystarczyło na opłaty typu spłata
kredytu), a on tylko mówił, że roboty nie ma bo kryzys... Od 3 mieś. pracuje
za nędzne grosze... Miała to być praca na chwilę, póki nie znajdzie lepszej.
jednak on wcale nie zamierza tej lepszej szukać, bo mówi że w tej może się
rozwijać. Rozwój rozwojem, ale za coś trzeba żyć!!! Ja w czerwcu powinnam
wrócić do pracy, ale jak nie dostanę premii, to całość podstawy pójdzie na
niańkę, a takiego szkraba nie puszczę do żłobka (zresztą w Warszawie prywatny
kosztuje z 1200zł, a do panstwowego się nie dostanie). W Warszawie jesteśmy
sami - cała rodzina i przyjaciele zostali w Siedlcach albo z Warszawy wrócili
do Siedlec (zresztą pomysł i sama przeprowadzka do stolicy była przez męża
wymuszona, bo nie chciało mu się dojeżdżać). Ostatnio, kiedy dostałam migreny
(a zdarzają się dość często) nawet nie miałam kogo poprosić o pomoc przy
małym, mąż musiał się zwalniać z pracy. Ale ile tak można?! W Siedlcach mamy
znajomości, mój ojciec jest dyrektorem dużej firmy - zawsze jakaś praca by się
znalazła i za podobną kasę, którą zarabia teraz (2500-3000zł). Chciałabym się
przeprowadzić do Siedlec, ale on nawet nie chce o tym słyszeć.Czuję się
samotna, cały dzień nie mam do kogo buzi otworzyć (prócz dziecka), jak wróci
mąż to dla niego liczy się komputer i gra sieciowa. Prawie już nie rozmawiamy,
oprócz kłótni. On mówi, że jestem materialistką, ale jak nie patrzeć na kasę,
skoro od czerwca zostanie nam na życie ok. 400zł,a tu małe dziecko i pies
alergik? Co słyszę od męża?! Że jakoś to będzie (czyli podbieranie pieniędzy z
oszczędności dopóki nie wrócę do pracy) albo żebym coś wymyśliła. Jak zwykle!
Dochodzę do wniosku, że mam męża nieudacznika i lenia, typ Piotrusia Pana i
egoistę, który nie umie zadbać o rodzinę. Pomijam już fakt, że nic niczego nie
mogę kupić do domu, bo wszystko jest niepotrzebne (a on przymierza się do
kupna nowego laptopa - bynajmniej nie do pracy...). Mam ochotę spakować rzeczy
i wyjechać do Siedlec, bo tutaj jak wyjdę i trzasnę drzwiami to i tak będę
musiała wrócić (bo niby gdzie pójdę). Mam już wszystkiego dość. Nachodzą mnie
myśli o rozwodzie...