Dodaj do ulubionych

Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ksiądz

22.04.10, 11:57
Mam syna 14 l. Wychowuję sama.
Dziś rano, po zwyczajowej, codziennej awanturze, dotyczącej pobudki i
szykowania się syna (l.14) do szkoły o godzinie 8.05 (lekcje na 8.00)
zaistniał w moim domu następujący dialog:
Ja: " każdy dzień mojego życia zaczyna się od rana od wku....nia i
poczucia
porażki oraz depresji i doła na dużą część dnia przez ciebie
"
Syn: "to może się niepotrzebnie urodziłem ?"
po chwili syn dodaje : "mój też"
Ja: " no właśnie, jakieś nieporozumienie to wszystko"
..............
Jest to przerażające dlatego, że to nie zwykła kłótnia , sprzeczka w złości.
Tu nic nie było powiedziane w złości. Mam przed sobą czarną otchłań
bezradności, bo ten dialog opierał się samej prawdzie.
Tak faktycznie zaczyna się każdy mój dzień. Nie mogę chodzić do pracy innej,
aniżeli ta, pozwalająca mi na wychodzenie z domu PO niemal siłowym wyrzuceniu
syna z domu do szkoły. W innym przypadku, nie mam wątpliwości, że syn żadnej
szkoły nie skończy z powodu... nie uczęszczania po prostu. Musze zadowolić się
marnie płatnymi ochłapami pracy z "pańskiego stołu", żeby syn w ogóle
uczęszczał do szkoły. Codzienna porażka bierze się stąd, że praktycznie nigdy
nie udaje mi się wyprawić syna na czas. Spóźnienia i nieobecności na 1-szej
lekcji są w 9 na 10 przypadków. Opór "materiału" nie do przewalczenia dla
mnie. Nie spotkałam się również nigdy z żadną taką "eureką", żeby się to
komukolwiek innemu udało, kto to być może inaczej, lepiej robi. Najwyżej
jeszcze gorzej. Owszem znam radę jedyną skuteczną. Wziąć kija i nawalać kilka
razy dziennie. To działa bez pudła i tylko to. Ale to nie dla mnie
rozwiązanie, ja się nie nadaję. Urodzić dziecko,żeby potem grać rolę kata? To
ja mam gdzieś rodzenie dzieci, wychowywanie i całe życie rodzinne jak to
miałoby tak wyglądać i na tym polegać. Nie dla mnie (z tym kijem).

Każda moja mowa, prośba, polecenie, to jak grochem o ścianę. Zawsze już tak
było. NIC , co powiem, nie będzie wykonane. Dziś już straciłam nadzieję, już z
góry wiem, że każde moje słowo, to tylko zbędny wysiłek z mojej strony. Syn
nie sprząta swoich rzeczy, nawet naczyń nie odnosi, nawet brudnych ciuchów do
kosza nie wrzuca. Muszę sama czasem sprzątnąć po nim, żeby mi się robaki w
mieszkaniu nie zalęgły z jego pokoju. Jak mu nie zrobię jeść, to nie zje 3 dni
(sprawdzone).
Oczywiście, skoro nawet wokół siebie nic nie robi, to tym bardziej mnie w
niczym nie pomaga. Zupełnie nie wzrusza go widok, kiedy nieraz pot mi
dosłownie spływa po tyłku z wysiłku, zmęczenia. Stoicko sie przygląda i nie
pomoże nawet jak poproszę. Milion wymówek i "zaraz" i "potem" itp. Ledwo
starcza mi sił i fizycznych i jeszcze bardziej psychicznych na odgrywanie
żandarma (dosłownie jemu nad głową)w kwestii odrabiania codziennych lekcji do
szkoły. To są zawsze te 2-3 godziny wyjęte z mojego życiorysu, kiedy muszę się
wyłącznie tym zajmować, inaczej nie będzie zrobione dokładnie nic, pomimo, ze
synkowi namierzyli ok 150 IQ.

Moje prognozy na przyszłość są czarne. Myślę, ze w końcu wyrzucą go ze szkoły
za lekceważenie obowiązków. Myślę, że nie skończy żadnej szkoły średniej,
pomimo dobrego przykładu w mojej osobie :studia na bdb. Myślę, że na moją
starość nie poda mi szklanki wody.

Znam fenomen myślenia projekcyjnego, samospełniające się proroctwo itp. Jednak
taki ogrom suchych, twardych, niezaprzeczalnych faktów, obserwacji z dnia
codziennego MUSI doprowadzić do takiej, a nie innej prognozy. Statystyki można
naginać i różnie interpretować, ale na Boga - w jakiś granicach tylko. Żebym
się , zatem nie wiem jak pozytywnie nastawiała (co by mi się to spełniło), to
każdego dnia otrzymuję kolejne "dane wsadowe", że spełnić to mi się może
jedynie czarna rozpacz.

Chociaż rzadko chodzę do kościoła, to jednak czuję, że tym razem powinnam o
tym wszystkim porozmawiać z psychologiem, ale księdzem. Czuję, że to ma jakiś
związek z wiarą. Po prostu czuję.
Nie chcę żałować, że mam dziecko. Nie chcę, żeby moje dziecko sądziło, że
niepotrzebnie się urodziło, bo będzie nieszczęśliwe. Ja jako matka -
nieszczęśliwa, syn jako dziecko - nieszczęśliwy. Źle to wszystko jest.
Może psycholog - ksiądz pokaże mi na to wszystko jakieś inne swiatło, inne
spojrzenie, spostrzeżenia, żebym uzyskała jakąś nadzieję na sens tego mojego
"krzyża", lub żebym nie postrzegała mojego osobistego macierzyństwa jako
wyłącznie i zawsze "krzyż" i żebym dostrzegała jakiekolwiek pozytywne strony,
momenty, możliwości, czego obecnie dzień w dzień nie widzę, a jedynie same
negatywy.
Czy zna ktoś takiego psychologa - duszpasterza w Warszawie i może dać namiar?
Obserwuj wątek
      • malwa200 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 13:03
        u mnie było identycznie!kropka w kropkę. w końcu przestał chodzić do
        szkoły, przeniósł się do wieczorówki do której tez w ogóle nie
        chodzi. nic nie robi, wszystko olewa i kradnie mi pieniądze. czekam
        tylko na jedno:żeby gdzieś wyjechał z dala ode mnie. choć to mój syn-
        zaczynam go zwyczajnie nienawidzieć
    • smut-na Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 13:26
      Basieńko, nawet nie wiesz jak bardzo Cię rozumiem! Ja właśnie resztkami sił
      dowlekam mojego syna do finiszu - za dwa tygodnie matura. Potem zrobi ze swoim
      życiem co będzie chciał. Nie pomogli psycholodzy, zmiana szkoły, rozmowy. Nic.
      Totalna olewka, jak mawia młodzież. Nie pracuję, aby on chodził do szkoły,
      reszta dokładnie jak u Ciebie. Na szczęście już koniec! Jeśli zda maturę, będzie
      to moja satysfakcja i moja nagroda za te wszystkie ciężkie lata. Tym cięższe, bo
      go kocham i serce mi się kraje gdy widzę jak marnuje swoje zdolności,
      zaprzepaszcza możliwości. Ale cóż nie przeżyję przecież jego życia za niego. Jak
      sobie pościele tak się wyśpi. Ja zrobiłam co było w mojej mocy.
        • verdana Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 15:03
          Mój syn robil jedno - wstawał. Nawet do szkoły chodził regularnie. I
          w domu czasem pomógł, sympatyczny był - nie powiem. Tylko na tym się
          konczylo. Nie miał ani jednego zeszytu, nie odrabiał żadnych lekcji,
          nie był dobry z żadnego przedmiotu - cóż, do pewnego czasu bardzo
          słaby tez nie byl, tak w okolicach trójeczki. Potem zawalił pierwszy
          semestr pierwszej licealnej - musiałam go przenieść do prywatnego
          liceum zawodowego. To był pewien wstrżas, aczkolwiek nie taki, zeby
          zaczął się uczyć na czwórki. IQ-145.
          Obecnie jest na studiach oktoranckich, na ktore nie było latwo się
          dostać, prowadzi zajecia na wyższej uczelni.
          Mój ojciec oblał maturę. Jest prorektorem.
          Nie wiem, czy to Was pocieszy, ale nie wszystko jeszcze stracone.
          Rozumiem totalna bezradność, ja tez tak miałam. Ale czasem - nie
          zawsze niestety - bywa jak widać happy end.
          • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 15:38
            Jeśli dziecko dostaje taki komunikat na dzień dobry od osoby, która przynajmniej
            teoretycznie powinna być mu najbliższa: "każdy dzień mojego życia zaczyna się od
            rana od wku....nia i poczucia
            porażki oraz depresji i doła na dużą część dnia przez ciebie", jak można
            oczekiwać od niego, że będzie posłuszny, chętny, współpracujący. W tym wieku
            jeszcze nie działa myślenie: to moje życie i ja musze się starać teraz
            zapracować na lepszą przyszlość, to dla takich dzieciaków czysta abstrakcja. Ja
            wiem, że samej jest ciężko wychowac dziecko, zwlaszcza chłopca, ale nie
            wyobrażam sobie, jak matka może tak mówić do dziecka. Dajesz mu komunikat, że
            jest dla Ciebie wyłącznie ciężaram i marnuje Ci życie, dla kogo on ma zatem się
            starać? Czy zdajesz sobie sprawę, że te słowa, choćby były prawdą, moga
            strasznie ranić? Gdzieś popełniłaś jakiś błąd, że młody jest taki niechętny,
            teraz zbierasz tego żniwo, ale takimi stwierdzeniami sytuacji z pewnością nie
            naprawisz.
            Ja wiem, że wielu osobom moje rady, typu: okaż mu miłość i wsparcie, wydają się
            czasami kuriozalne w wypadku skrajnie nieposłusznych dzieci, ale ja bym jednak
            walczyła właśnie miłością, może jestem naiwna. Próbowałaś go kiedyś, mimo
            wszystko za coś pochwalić? Nie wierzę, że był taki od zawsze. Mówienie dziecku,
            że jest do niczego, że jest ciężarem, że niczego nie umie i niczego mu się nie
            chce, z pewnością mu nie pomoże. Skoro mi mowią, że jestem leniwy, to pewnie
            faktycznie jestem, więc po co się starać? Czy syn ma jakies zainteresowania?
            Pewnie nie, bo zainteresowania rodzice powinni jednak dziecku początkowo
            wskazać, dać kilka do wyboru, pomóc, potem wspierać w ich realizacji. Samym
            wymaganiem bez próby pomocy wiele się nie wskóra. Dziecko trzeba ożywić,
            wesprzeć, pobudzić, a nie tylko wymagać, karcić, dolować opinią nic niewartego.
            Trochę empatii. Sama jak byłaś traktowana w domu? Może podobnie, dobrze Ci z tym
            było? A może inaczej, zatem powinnaś pamiętać, co lubiłaś, a czego nie? Przemyśl to.
            Zaznaczam, że teoretyzuję, bo sama mam zupełnie inne dzieci, ale to nie
            przychodzi chyba samo. Jedne rodzą się lepsze, drugie gorsze? Czy to jednak my
            mamy decydujący wpływ na to, jakie są? Jestem za tym drugim.
    • drugikoniecswiata Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 15:29
      ks. Krzysztof Wędrychowicz
      www.pcts.pl/arts/Terapeuci-a4-4.html
      ...ale jeśli spodziewasz się, że w trakcie konsultacji terapeutycznej terapeuta
      naświetli ci coś z perspektywy wiary, to jesteś w błędzie. Dobry terapeuta na
      czas sesji zawiesza swoje poglądy na kołku i pomaga ci szukać rozwiązania
      zgodnego z twoimi wartościami.
    • p_wolf Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 15:35
      > Może psycholog - ksiądz pokaże mi na to wszystko jakieś inne swiatło, inne
      > spojrzenie, spostrzeżenia, żebym uzyskała jakąś nadzieję na sens tego mojego
      > "krzyża", lub żebym nie postrzegała mojego osobistego macierzyństwa jako
      > wyłącznie i zawsze "krzyż" i żebym dostrzegała jakiekolwiek pozytywne strony,


      Może zamiast odwoływać się do sił nadprzyrodzonych zrobisz rachunek sumienia i zastanowisz się skąd się wzięło zachowanie syna? Dlaczego syn nie ma ojca? Jakie dzieciństwo mu zapewniłaś?

      Zabawa w wypychanie siłą do szkoły jest arcy-kretyńska, to jak zabawa z alkoholikiem w chowanie gorzały po szafkach. Może niech latorośl poczuje odrobinę odpowiedzialności za swoje życie, myślałaś o ośrodku szkolno-wychowawczym z internatem, choćby na rok?

      I przestań postrzegać wyrzucenie ze szkoły za najgorsze co może się stać, są ludzie którzy nie takie problemy mieli w tym wieku. Zaocznie liceum czy studia można zrobić zawsze potem, dużo ważniejsze jest by syn zrozumiał, że uczy się dla siebie.
      Stojąc nad nim codziennie, kontrolując każdą prace domową zdejmujesz z niego całkowicie odpowiedzialność za skutki tego co on robi. Pomyśl nad tym, co zrobić, aby syn zaczął odczuwać związek tego co robi ze swoim życiem, i nie mam tu na myśli bicia kijem za każde spóźnienie.


      > Jak mu nie zrobię jeść, to nie zje 3 dni
      > (sprawdzone).


      Jasne, jak nie zrobisz mężusiowi/synkowi kanapeczek to umrze z głodu bidula. Stara śpiewka, podręcznikowa.
      Moim skromnym zdaniem Ty też masz poważny problem psychiczny ze sobą.

      • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 15:50
        "Opór "materiału" nie do przewalczenia dla
        mnie. Nie spotkałam się również nigdy z żadną taką "eureką", żeby się to
        komukolwiek innemu udało, kto to być może inaczej, lepiej robi. Najwyżej jeszcze
        gorzej. Owszem znam radę jedyną skuteczną. Wziąć kija i nawalać kilka razy
        dziennie. To działa bez pudła i tylko to"

        Piszesz tak chaotycznie, że nie wiem, czy dobrze rozumiem. Twierdzisz, że tylko
        biciem można dziecko zmusić do chodzenia do szkoły i uczenia się? Nie ma, Twoim
        zdaniem, innych sposobów? Jesteś zatem w wielkim błędzie. Są dzieci, które
        chodzą do szkoły chętnie i z entuzjazmem, tylko trzeba im pokazać pozytywne
        strony nauki, spotkań z kolegami, rozwijania zainteresowań, w wychowanie trzeba
        włożyć odrobinę wysiłku, a nie tylko nakazów i zakazów, krytyki na każdym kroku,
        negatywnych komentarzy i przekazów. Co to za poglądy rodem ze średniowiecza, że
        do dziecka trzeba tylko z kijem? To jest chore i baaaardzo smutne.

        • verdana Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 15:55
          O ile zrozumiałam, przykład z kijem był negatywny.
          I nie zgodzę się - wiem, czym jest bezradność rodzica, wobec
          dziecka , które nie ma ochoty się uczyć. Kazdy ma masę dobrych rad,
          psychologowie przescigają się w pomysłach, szkoda jednak, ze na
          niektóre dzieci to nie działa. I nie rodzice sa temu winni (to
          znaczy czasami oczywiscie są, ale zdecydowanie nie zawsze). Nie masz
          pojecia, ile wysiłku można włożyć w dziecko, które nie chce się
          uczyć - naprawde nie działaja zachęty, groxby, a zainteresowania
          takie dziecko może sobie mieć, nawet bardzo szerokie - tyle, ze
          kompletnie ze szkołą niezwiązane.
          Jedno, czego rzecxywiście nie wolno robić, to mowienie dziecku, ze
          jest klęską naszego życia.
          • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 16:10
            Verdano, może masz rację, każdy myśli, mając na uwadze przykłady ze swojego
            życia. Ja mam chyba nienormalne dzieci chodzące do nienormalnej szkoły, bo
            chodzą tam nie tylko chętnie, ale młodsze dziecko (14 lat)wręcz z entuzjazmem.
            Fakt, szkoła jest przyjazna dzieciom, fakt, ma wyjątkowo fajnych kolegów, ale
            ten entuzjazm chyba jednak wynika tez częściowo z naszego nastawienia, z
            pozytywnych komunikatów, z faktu ciągłego chwalenia za osiągnięcia. Na to składa
            się wiele czynników. Ale my, rodzice, jednak mamy ogromny wklad w kształtowaniu
            postaw dzieci. Jestem wielką zwolenniczką pozytywnych komunikatów. Dziecku
            należy mówić: jak się będziesz dobrze uczył, to dostaniesz sie do dobrego
            gimnazjum, a nie: jak się nie będziesz uczył, to się nie dostaniesz do dobrego
            gimnazjum. To dokladnie to samo, ale inaczej wyrażone daje większą mobilizację,
            tak uważam. Tak robię z dziecmi i to dziala. Od najmłodszych lat biorę je na
            pochwaly i one to łykają:)
            • smut-na Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 16:38
              Selbedo, z całym szacunkiem dla Twoich metod, gdyby to było tak proste, to nie
              byłoby problemów z dziećmi... Gdybym ja się opierała tylko na praktyce
              wychowawczej z moim starszym synem, też bym pewnie pisała, że to wina metod ,
              podejścia, relacji itd. Mam dwoje dzieci i całkiem skrajne doświadczenia. Wybacz
              ale wypowiadasz się z pozycji osoby nie mającej żadnej praktyki z tego typu
              postawą dziecka, więc nie feruj wyroków. Możliwe, że przy kolejnych
              wychowywanych dzieciach, swoje skądinąd słuszne metody mogłabyś sobie jedynie w
              buty włożyć i bić głową w mur z bezsilności.
              • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 16:53
                Bardzo niewykluczone, że masz rację. Nie znam tego problemu z autopsji, ale
                nadal twierdzę, że nie ma dzieci zlych od urodzenia. Czym sobie tłumaczycie zle
                postawy i zachowania wlasnych dzieci? Ich przyrodzoną naturą? Sa skłonności
                uwarunkowane genetycznie, np. alkoholizm, ale nawet one nie determinują
                przyszlego uzależnienia w 100%. Nie ma genu bycia zlym dzieckiem i zlym
                czlowiekiem. Czasami nasze rodzicielskie porażki wynikają z uwarunkowań
                środowiskowych, czyli tzw. złego towarzystwa, w jakie wpada dziecko, ale i na to
                pośrednio mamy wpływ, śmiem twierdzić, że dziecko z dobrymi wzorcami w domu nie
                bedzie szło ślepo za "złym towarzystwem". Nie jestem psychologiem, mówię o
                własnych spostrzeżeniach, wyłącznie. Może zatem się mylę.
                • smut-na Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 17:01
                  śmiem twierdzić, że dziecko z dobrymi wzorcami w domu nie
                  > bedzie szło ślepo za "złym towarzystwem". Nie jestem psychologiem, mówię o
                  > własnych spostrzeżeniach, wyłącznie. Może zatem się mylę.


                  A jednak przecież bywa często inaczej. Bo złe kusi innością, nowością,
                  nieznanym. I w drugą stronę też się zdarza. Z patologii wychodzą wartościowi
                  ludzie. Bo chcą czegoś lepszego niż zaznali w rodzinnym domu. Nie piją, dążą do
                  zdobycia wiedzy, zawodu, aby wyrwać się ze swojego środowiska.
              • miacasa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 17:21
                Możliwe, że przy kolejnych
                > wychowywanych dzieciach, swoje skądinąd słuszne metody mogłabyś sobie jedynie w
                > buty włożyć i bić głową w mur z bezsilności.

                są dzieci, na które NIC z typowych metod wychowawczych NIE DZIAŁA, mam jedno
                dziecko z Zespołem Aspergera a drugie "normalne", gdybym nie miała tego drugiego
                też żyłabym w przekonaniu, że macierzyństwo to udręka, bezcelowa orka, że życie
                z dzieckiem to zapadanie się w czarną dziurę itp

                Autorko wątku, Twój syn może mieć nie zdiagnozowane zaburzenia, spróbuj go
                zdiagnozować przez zespół specjalistów (psychiatra, psycholog dziecięcy i
                pedagog). Kiedy dowiesz się z czym masz do czynienia to będzie Ci łatwiej się z
                tym zmierzyć a na swoje dziecko spojrzysz zupełnie inaczej. Moje dziecko też
                jest wyjątkowo inteligentne ale w życiu społecznym to KATASTROFA, którą
                usiłujemy ogarnąć przy pomocy zajęć terapeutycznych. My diagnozowaliśmy córkę w
                Scolarze, wygoogluj sobie informacje na temat różnych warszawskich poradni
                diagnozujących dzieci.
            • verdana Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 19:19
              Ja mam dwoje dzieci, z ktorych jedno było entuzjastą szkoły, a
              drugie chodzi bez oporów. I najstarszeo, którego zmusić do nauki nie
              można było - mimo, ze czytał całe dnie i wiedze "nieszkoną" miał
              dużą. Dopiero, gdy zaczął się uczyć rzecz, które go zainteresowały,
              ze slabego ucznia zamienił się w przeciętnego, z przeciętnego - w
              dobrego studenta (a studia wybrał w wieku 11 lat), a wreszcie zdał
              egzamin konkursowy na studia doktoranckie. Ani mojej winy w
              nieumiejętności zmuszenia go do nauki nie było (trochę pewnie tak,
              ale nie za dużo), ani zasługi, ze nagle zaczął się uczyć.
              Dziecko, ktore się nie uczy nie reaguje na komunikaty dotyczace
              odległej przyszłosci, zresztą mało dzieci naprawde zastanawia się,
              ze to co dzis robi, wpłynie na jego losy za pięć lat. To samo
              dotyczy dorosłych, dojrzałych ludzi, którzy mimo zachęt np,. nie
              odkladają na emeryturę...
              A pochwały - trzeba by jeszcze to samo wytłumaczyć nauczycielom w
              szkole, a to własnie nauczyciele zniechęcili mego syna do wysiłku.
          • asia_i_p Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 17:14
            A nie lepiej w takim przypadku odpuścić?
            Zawali rok jeden czy drugi, ale w końcu znajdzie jakąś swoją drogę.
            Niekoniecznie u każdego musi być szkoła-studia-praca, może być
            szkoła-praca-studia i często wtedy są to studia bardziej
            przemyślane, lepiej dobrane do zainteresowań.
            Inna rzecz, że jak tu odpuścić czternastolatkowi przy obowiązku
            szkolnym . . . Zaczynam myśleć, że prawo nakazujące naukę do końca
            gimnazjum lub do osiemnastki i zakazujące pracy poniżej szesnastu
            lat ma też swoje złe strony. Część dzieciaków nabiera przekonania,
            że szkoła to wyłącznie fanaberia dorosłych i w zasadzie robią łaskę,
            że tam chodzą. Odkąd nauka stała się obowiązkiem, jakoś przestała
            być przywilejem.
    • twojabogini Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 17:23
      Jak wychowywać dziecko i nie oszaleć? - Kevin Leman

      Kup sobie ta książeczkę. I przeczytaj.
      Twój wysiłek jest na nic. Dpóki bedziesz wokól niego skakac, nic nie
      zmienisz.

      Zrób synowi testy na narkotyki z moczu.Często takie nie chcenie
      wynika z uzywek. Jak cos wykryjesz - zażadaj kategorycznie aby
      zgłosił się na terapię. Uprzedz go, ze jesli odmówi zgłosisz sprawę
      w szkole i na policji. jełsi odmówi - nie wykócaj się tylko to zrób.

      Po drugie - co się stanie jak syn zawali jedną klasę? co się stanie
      jak jego pokój nie będzie sprzatniety? Bie pozmywał, nie uprał, nie
      zrobił koło siebie? Zanies wszystkie rzeczy do jego pokoju. Nic nie
      mówiąc.
      Przestan gledzic, gadac, budzic go, mówic mu co ma robic - jak 14
      latek doskonale o tym wie.
      Wstań jutro i po prostu wyjdz do pracy, nawet nie wchodząc do jego
      pokoju, wróc, wynies do jego pokoju wszystko co w międzyczasie
      pobrudzi, przygotuj posiłek dla siebie i idz posiedziec w kawiarni,
      zeby powstrzymac sie od gledzenie, pytanie gdzie był itp. wróc umyj
      się idx spac. Powiedz mu ładnie co najwyzej dobranoc.
      Żadnego kieszonkowego, zadnych nowych ubrań, w lodóce jedzenie,
      przybory do mycie w łazience.
      A ty zajmij się sobą bo jestes na granicy depresji i zamiast się tym
      zając to wczepiasz się w syna, gadasz, gadasz, i nic nie
      egzekwujesz, on ma dosc tak samo jak ty.
      • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 21:40
        Dzięki serdeczne za wszystkie opinie. Niektóre dodały mi otuchy, jak np ta o
        wykładowcy, który wcześniej miał niewąskie problemy.
        Ktoś wspominał o internacie. Tak, moja mama (a babcia syna) już od co najmniej 2
        lat radzi mi to bezwzględnie, twierdząc, ze inaczej się wykończę. Innej rady ona
        nie ma, gdyż nie zna tego typu postaw i co z takim fantem robić. Ja byłam jako
        dziecko raz, ze posłuszna, a dwa, to kochałam mamę bardzo i starałam się jej
        pomóc, wręcz podlizać. Chwaliła mnie b. często i miała za co. Np. posprzątałam
        całe mieszkanie po szkole, żeby miała miłą niespodziankę jak przyjdzie z pracy.
        Ona tez robiła mi niespodzianki. Było (i nadal jest) dokładnie tak, jak powinno
        być. Wiadomo, czasem jakaś sprzeczka, okres buntu też był niezbyt łagodny, ale
        przejściowy. U mojego syna jest tak, że ma on diametralnie inne usposobienie ,
        aniżeli ja kiedykolwiek miałam lub mam. Ma takie usposobienie, którego NIGDY i u
        NIKOGO nie zaobserwował. To w kwestii ew. złych przykładów, których zwyczajnie
        brak. Nadto, usposobienie to jest wyraziste od (nie będę przesadzać, że od
        zawsze) kiedy ukończył 2 lata. To był czas, kiedy zaczęłam z płaczem biegać po
        psychologach w tej sprawie. Problemem było moje podejrzenie o poważną chorobę
        psychiczną, wykluczającą interakcje ze mną. Myślałam o autyźmie. Ale nic takiego
        nie stwierdzono. Potem było podejrzenie głuchoty i również badania. Również nic
        nie wykazały. Rzecz w tym, że syn nie wykonał NIGDY ŻADNEGO mojego polecenia.
        100% ignorancji, nigdy nawet głowy w moją stronę nie odwrócił i robił dalej
        dokładnie to, co akurat sam chciał. Jakby chciał mi powiedzieć" pocałuj mnie w
        "d...", to nawet powyższe byłoby zbytnią dla niego fatygą. Nic takiego nie
        mówił, tylko NIE REAGOWAŁ na mnie i już. Ani nakazy, ani zakazy. Potem nastała
        szkoła podstawowa i wiadomo, mieli z nim kłopoty i też miał w "d..." ich
        (nauczycieli) nakazy i zakazy. Więc posłali do psychologa, psychiatry. Psycholog
        właśnie wtedy pomierzył mu te wybitne IQ, i stwierdził lata wyprzedzenia
        intelektualnego wobec rówieśników i lata opóźnienia rozwoju emocjonalnego. Nic
        ta wiedza nie przyniosła. Potem inny psycholog (właściwie zespół) prowadził
        obserwacje w interakcjach ze mną (lustro weneckie itp). Nie stwierdzono z mojej
        strony poważniejszych błędów wychowawczych i relacje ok. Wobec tego, żadnej rady
        na ulepszenie nie dostałam, bo wszystko robiłam +/- prawidłowo. Było skierowanie
        do psychiatry z podejrzeniem ADHD. Lecz to był konował i debil , a nie lekarz.
        Przeczytał dokumentacje, na dzieciaka nawet nie spojrzał i wystawił oficjalną
        diagnozę ADHD z przykrością zauważając jednocześnie, że aktualnie nie ma w
        mieście żadnych terapii ADHD. Więc sobie mogłam tę diagnozę w buty wsadzić i
        tyle. Zresztą ja przed wizytą u psychiatry przeczytałam chyba wszystkie dostępne
        na rynku pozycje nt ADHD i byłam świetnie zorientowana, co do skomplikowanych i
        pracochłonnych ŚCISŁYCH PROCEDUR diagnozowania ADHD, z których ani jedna nie
        została przez psychiatrę dochowana. Lecz ,jaka to różnica, skoro i tak nie było
        terapii. Szkoda tylko, że trafiłam na takiego konowała, bo może inny, co nie
        skończył studiów na 3= faktycznie znalazłby jakieś faktyczne powody, a co za tym
        idzie, jakieś rady. A tak zostałam znów bez niczego. Odtąd do psychiatrów
        zaufania nie mam wcale.Zarówno psycholog (jeden, drugi), jak i zwykły szkolny
        pedagog zadali sobie znacznie więcej trudu, aby dzieciakowi pomóc, tylko, że jak
        sami przyznali nie byli dla przypadku mojego syna wystarczająco kompetentni i
        nie umieli poradzić.
        Ja mam takie podejrzenie (tylko podejrzenie), że zasadniczą rolę mogą tu
        odgrywać geny. Ktoś pytał, czemu syn się wychowuje bez ojca. Otóż musiałam się z
        nim rozstać z uwagi na jego socjopatyczną osobowość. Jak na rasowego socjopatę
        przystało, ojciec jego interesuje się wyłącznie zaspokajaniem swoich osobistych,
        doraźnych potrzeb, chętnie (ew obojętnie) krzywdząc innych ludzi w celu
        zaspokojenia tychże swoich nawet błahych potrzeb.Pojecie SUMIENIA, ani empatii
        jest mu zupełnie nieznane, tak samo jak SKRUPUŁY wobec kogokolwiek. Dlatego
        oczywistym jest, że ojciec ten ma swoje dziecko "w głębokim poważaniu" , to, czy
        w ogóle żyje, czy choruje, czy ma co jeść, jak wygląda. Tylko płacenie alimentów
        jest dla niego mocno niepożądane, więc kombinuje jak zrobić, żeby nie płacić -
        to tyle, co go wiąże z dzieckiem. Więc oni się nie znają.
        Trudno mi jednak nie dostrzegać pewnych analogii, jak np. całkowita obojętność
        syna wobec mojego niekiedy bardzo widocznego zmęczenia i brak woli do
        jakiejkolwiek mi pomocy, aby matce troszkę ulżyć. Za to jest wola do
        realizowania swoich hobby (które bawią) w tym samym czasie. Również brak pamięci
        o moich urodzinach, imieninach, święcie, równocześnie z natarczywym (i długo
        zawczasu) upominaniem się o korzyści i prezenty z okazji własnych urodzin i
        świąt. Niejednokrotnie jego bliscy koledzy otwarcie krytykowali go (przy mnie)
        za takie całkowicie zimne i obojętne wobec mnie postępowanie i tylko żądania.
        Widać - było to wręcz rażące i widać również, że bynajmniej nie jest to normalny
        sposób myślenia, postępowania nastolatków, skoro najbliżsi koledzy go wprost
        krytykowali.
        Co do towarzystwa w jakim się syn obraca, to nie mam żadnych zastrzeżeń.
        Dzieciaki z normalnych, dobrych domów. Zastrzeżenia mam do mojego syna, nie do
        jego towarzystwa (tym razem jest odwrotnie niż zazwyczaj bywa)

        Syn narkotyków nie bierze. Jego nie chcenie nie jest niczym nowym. Tylko nasza
        sytuacja się zmieniła. Przedtem miałam pracę, która wykonywałam głównie w domu
        przy komputerze. Mogłam więcej czasu poświęcić na pilnowanie syna jak żandarm.
        Mój czas (i nerwy) = były czerwone paski w szkole. Teraz pracuję na zewnątrz.
        Późno przychodzę. A synowi nigdy nie wystarczało i nadal nie wystarcza, ze mu
        POWIEM np przez telefon, ze ma np lekcje odrobić. Musze osobiście i fizycznie
        nad nim stać i jeszcze pasem grozić, żeby wykonał. A, że od jakiegoś czasu
        więcej mnie w domu nie ma, niż jestem, to .. hulaj dusza. Matki nie ma w domu
        (dużo), to natychmiast jest równia pochyła w dół i zagrożenie nie zdaniem do
        następnej klasy i to już na początku gimnazjum.
        Spróbuję zastosować kilka rad od twojaboginiKupie i przeczytam książkę.
        Co do nie budzenia, to jedno odpada zupełnie. Jestem prawnie odpowiedzialna za
        syna, a jest obowiązek szkolny. Jak nie będzie chodził , to szkoła zgłosi do
        Sądu Rodzinnego i go zabiorą do Domu Dziecka. A nie będzie chodził. Byłam czas
        temu w szpitalu 10 dni. W tym czasie zamieszkała ciotka opiekować się synem. Syn
        pełne 10 dni nie poszedł do szkoły. Nie miała mocy sprawczej, bo go wysłać bodaj
        na 3 cią lekcje. Wcale nie chodził. Poradziłabym jej wziąć pasa do ręki i
        natłuc, to by 100% pomogło. Ale nie wiedziałam o tym, bo mnie nie chciała
        denerwować w szpitalu po operacji i nie powiedziała. Dowiedziałam się po
        powrocie. Oraz, że praktycznie nic nie jadł przez te 10 dni, tylko sobie czasem
        z barłogu wylazł kupić chipsy w sklepiku obok.
        Zastanawiam się, jak on pójdzie do pracy (załóżmy, ze nie będzie chciał się
        uczyć). Przecież z takim podejściem do obowiązków wywalą go natychmiast z każdej
        pracy.
        Obecnie szkoła z internatem, to byłoby najlepsze dla niego, jak i dla mnie. Lecz
        głównie dla niego. Ścisła dyscyplina itp.
        Lecz to temat już dawno przebadany. W Polsce nie ma internatów dla dzieci jak
        on, takich, które wymagają b. mocnego przypilnowania, dyscypliny, ale poza tym
        nie są szczególnie spaczone. W Polsce są jedynie 2 rodzaje internatów. 1- dla
        orłów ze średnią min 4,5 i w żadnym wypadku nie sprawiających kłopotów
        wychowawczych, bo inaczej wylatują i kropka. Szkoły do tego elitarne, dla
        zdolnych, grzecznych i pracowitych, nie - to wypad. 2- dla sprawiających
        trudności wychowawcze. Tylko, że tam się chłopak może całkiem zmarnować, tam idą
        młodociani wyrokowcy z lżejszymi wyrokami, ale jednak. Więc dwie skrajności.
        Syn nie pali, nie pije, nie przeklina nawet, nie bierze,
        • verdana Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 21:54
          Zlituj się.
          Przejęłaś obowiazki syna, tyo Ty jestes odpowiedzilna za jego
          szkołe, do ktorej zresztą skutecznie go zniechęciłaś pilnujac go jak
          żandarm. Chciałas czerwonych pasków? To masz skutki. Takie
          pilniowanie, ciężka atmosfera w domu, grozenie pasem - to prawie
          pewność, ze dziecko uwolnione od strachu i nacisku matki zbuntuje
          się natychmiast. W dodatku nie widzisz swojej winy w tym co się
          dzieje, a rzuca sie ona w oczy. Widzisz w synu nie swojego syna, a
          swojego męża- psychopatę. najpierw go straszyłas i nadzorowałaś,
          teraz mowisz mu, ze zmarnował Ci życie.
          Przestaje się dziwić jego zachowaniu, to forma samoobrony - po co
          się starac dla kogos, kto Cię nie docenia, dla ktorego waznijszy
          jest dziecko-uczeń niż dziecko-syn. Mysle, ze on moze nie reagować
          na Twoje polecenia m.in. dlatego, ze go straszyłaś. I chyba biłas -
          jesli tak, to teraz zbiwerasz tego owoce. Bić już nie mozesz, bo syn
          jest silniejszy, a na nic innego już nie zareaguje - zdążylaś
          stracic autorytet.
          Psycholog jest koniecznie potrzebny i to zaraz. Ale psycholog
          rodzinny, psycholog dla Was obojga, a przede wszystkim dla Ciebie.
          Nie syn bowiem jest tu jedynym winowajcą i relacja miedzy Wami nie
          uklada sie źle jedynie z jego winy.
          A internaty są - przy niektorych szkołach zakonnych.
        • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 11:26
          aspergera sprawdzałas?

          i jesli jest socjopata to powinno w testach wyjść

          skoro od drugiego roku życia...
          ja wiem że oficjalna wersja jest taka że wszystkie dzieci sa ok...
          ale jednak, jak przeczytałam artykuł o 8 latce która utopiła swoje
          dwuletnie rodzeństwo... jeszcze gdyby dajmy na to zastrzeliła, z
          daleka, z zaskoczenia ale ona utopiła, działanie bardzo
          bezposrednie, olanie strachu i płaczu...

          bardzo Ci współczuję
          bezsilność jest straszna
            • triss_merigold6 A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 12:52
              A ja tej udręczonej kobiecie współczuję i życzę jej, żeby znalazła
              pomoc dla siebie.
              Problem w tym, że niektórych nie interesuje nic w miare
              konstruktywnego, a edukacja do 18 jest obowiązkowa. Małolata po
              podstawówce nie przyjmą do żadnej pracy więc kobieta ma pewnie
              czarna wizję utrzymywania go przez wiele lat o ile nie doprowadzi go
              przynajmniej do końca gimnazjum. 14-letni bachor, z całym
              szacunkiem, nie jest w stanie przewidywać długofalnowych skutków
              swoich czynów, to zbyt abstrakcyjne.
              Kobieta jest sama, absolutnie sama, jedyna odpowiedzialna za życie,
              zdrowie, utrzymanie i edukację dziecka, nie dziwię się, że czuje się
              kompletnie bezradna.
              Przykłady super bystrych dzieci, które się nie uczyły, a odniosły
              sukces są nie na miejscu, bo tu z opisu prób diagnozowania dziecka
              wynika, że ono ma dysfunkcje emocjonalne. Od zawsze. Bywają bachory
              socjopaci, a potem socjopatyczni dorośli. No qrde bywają i starania
              można o kant d... potłuc.
                • nat.wroclaw Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 13:28
                  p_wolf napisał:

                  > Problem w tym, że z postów autorki (..)

                  No i? Dobrze Ci jak postrugasz sierżanta na forum? Jebać, jebac i sie nie bać?

                  Mnie kobity zal i bede trzymac kciuki, zeby stanęla na nogi (sama ze sobą przede
                  wszystkim). Zostala sama z problemem. Od 12 lat państwo ma ją w pompie,
                  specjalisci rozkładają ręce. W UK dla takich dzieciaków SĄ obozy, szkoły,
                  ośrodki. Nazywa się to social rehabilitation through adventure. W Polsce? Tak,
                  jak napisała sama Baśka - jakaś oferta jest, ale dla wyrokowców.

                  Choć sprawdziłabym te szkoły przyzakonne, jak radziła Verdana.
                  • verdana Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 13:34
                    Mnie było zal, bardzo.
                    Do momentu, gdy zorientowałam się, ze uwaza bicie za metodę
                    wychowawczą i że przez pare lat stała nad dzieckiem, aby miało
                    czerwony pasek.
                    Nie jestem przekonana do tego, czy dziecko jest socjopatą. Raczej
                    obawiam się,z e autorka widzi w dziecku ojca, najpierw wychowywała
                    go siłą, a teraz wprost odrzuca go i w oczy mowi, ze lepiej jej by
                    było bez niego.
                    Dziecko jest już zaburzone, na pewno - ale nie szukałabym tu
                    wrodzonych przyczyn, a przynajmniej nie tylko. To juz nawet nie sa
                    banalne błędy wychowawcze, ktore popełnia kazdy, tylko jakiś
                    koszmar.
                    • nat.wroclaw Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 13:59
                      Nikt nie twierdzi, ze mama cacy. Zwłaszcza ten pas i te czerwone, nomen omen,
                      paski na swiadectwie. Przegiecia są. I mozna by je w punktach wypisac. Nie dla:

                      - bicia
                      - robienia ZA syna (sprzatanie, pranie, zmywanie, posiłki)
                      - dla podporządkowania zycia matki wyjściom do szkoły
                      - skupiania na przejściu do nastepnej klasy
                      - stania z batem nad chłopakiem zeby robił lekcje
                      - gderania, czepiania sie, przejmowania odpowiedzialnosci za zycie syna przez mame
                      - nieograniczonego kieszonkowego, nieograniczonego dostepu do komputera i TV.
                      (nie wiem czy tak jest, ale Baśka pisała, ze szedł sobie kupować chipsy, czyli
                      pieniadze miał).

                      Tak dla psychicznego staniecia na nogi OSOBIŚCIE przez mamę - także ona do
                      terapeuty, sensownego i z pomyslunkiem zyciowym, bez czary mary i tiu tiu tiu
                      "ja ci teraz ustawie z laleczek twoja rodzine, a ty na nich nakrzycz"

                      Nie mam pojecia jak prawnie wyglada odpuszczenie zmuszania chodzenia do szkoly?
                      Moze jaki prawnik rodzinny by poradzil? czy w Polsce dla dzieci, ktore po prostu
                      nie lubia szkoly i juz (nikogo nie okradly, nie kopnely pieska, nie pokazaly
                      jezyka) sa wylacznie wyroki i osrodki szkolno-wychowawcze? Sa jeszcze
                      Mlodziezowe Osrodki Socjoterapii .. tylko ze tam trzeba CHCIEC pojsc na
                      spotkania, zajecia. Cos mi mowi watroba, ze synek moze niekoniecznie.

                      Imho:

                      1) Sensowna konsultacja mamy z psychologiem i prawnikiem, moze szczeraz rozmowa
                      w szkole jeszcze raz?

                      2) Przemyslenie nowych zasad do wprowadzenia w domu

                      3) Spokojna, normalna rozmowa z synem. A przy braku checi do dialogu -
                      przynajmniej zakomunikowanie mu _w tonie informacyjnym_, nie zrzędliwo-zjebowym
                      o postanowieniach mamy.

                      4) SPOKOJNE egzekwowanie nowych zasad.

                      PS. Nie mam pojecia jak z ta szkolą.. ale stac z batem i budzic na siłe NIE
                      WOLNO. Nie bedze klasyfikowany pewnie. Trudno. Moze cos drgnie?

                      Ps.2 Poszukac nowej pracy zgdnej z kwalifikacjami i aspiracjami.

                      Ps.3 Mielismy w szkole chłopaka, który sie nie mył. Towarzysko był spalony, a
                      mielismy wlasnie po 13-14 lat. Niech sie nie myje. Grupa rowiesnicza w prostych
                      żolnierskich sowach w stylu: "Capisz cwelu" da mu do zrozumienia, że warto
                      czasem zrobic la bado.


                  • p_wolf Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 13:45
                    > Zostala sama z problemem. Od 12 lat państwo ma ją w pompie,
                    > specjalisci rozkładają ręce.


                    Za wychowanie dziecka odpowiedzialni są rodzice, a nie państwo.
                    Mnie kobity nie żal kompletnie, bo papra życie nie tylko sobie, ale też dziecku, które nie jest niczemu winne.
                    Zwalanie winy na dziecko, na geny czy na ufoludki za to, że rodzic poniósł klęskę wychowawczą jest wstrętne.
                    Do tego autorka ciągle opowiada o tym, że wszystko byłoby wspaniale gdyby miała siły więcej kija i dyscypliny stosować.
                    Kogo tu wypada bardziej żałować?
                    • nat.wroclaw Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 14:06
                      > Za wychowanie dziecka odpowiedzialni są rodzice, a nie państwo.

                      W przeciwienstwie do wielu innych krajów, Polska nie ma pomysłu jak wesprzec
                      rodzicow, których 2-letnie dziecko nie nawiazuje z nimi kontaktu i tak mu
                      zostaje, mimo braku zdiagnozowanej choroby.

                      >> Zwalanie winy na dziecko, na geny czy na ufoludki

                      Cytat z wpisu autorki: ............. ??

                      > Do tego autorka ciągle opowiada o tym, że wszystko byłoby wspaniale
                      gdyby miała siły więcej kija i dyscypliny stosować.

                      Cytat z wpisu autorki: ............. ??

                      p_wolf, idź siku, przemyj twarz i przeczytaj jeszcze raz ten wątek, bo ci
                      ewidentnie siadło czytanie ze zrozumieniem.
                      • p_wolf Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 14:26
                        > Cytat z wpisu autorki: ............. ??

                        Ja mam takie podejrzenie (tylko podejrzenie), że zasadniczą rolę mogą tu
                        odgrywać geny.


                        Mogłam więcej czasu poświęcić na pilnowanie syna jak żandarm.
                        Mój czas (i nerwy) = były czerwone paski w szkole.



                        @nat.wroclaw - dlaczego atakujesz mnie ad personam? Te uwagi o robieniu siku;
                        sprawia Ci radochę pisanie czegoś takiego?
                        Paradoksalnie z większością tego co napisałaś w tym temacie się zgadzam, z
                        wyłączeniem ściągania z matki odpowiedzialności za sytuację, co moim zdaniem robisz.
                        • nat.wroclaw Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 14:44
                          1.

                          Podany cytat o genach nie upoważnia nawet przy sporej skłonności demagogii do
                          interpretacji, ze:

                          "wstretny rodzic poniósł porazkę wychowawczą i teraz zwala winę na dziecko, na
                          geny czy na ufoludki"

                          2.
                          [i]Mogłam więcej czasu poświęcić na pilnowanie syna jak żandarm.

                          Dżizas, czytaj to zdanie w _kontekście_. Autorka napisała post na 3 ekrany, post
                          kobiety, która jest u kresu i przerasta ja bezradność odczuwana nie od miesiaca,
                          ale 12 lat, tak? Szczerze sie przy tym konfrontuje z wlasnymi emocjami, nie
                          wybiela sie tu na forum, ale pisze jak jest.

                          Przyklady o biciu sa przykladem negatywny, Dajacym do zrozumienia, ze probowala
                          bezskutecznie wszystkiego (pewnie prosba, grozba, cudem) i tylko pas jej pozostał.

                          Sama czasem w odniesienie do mojej corki - nieusłuchanej - mowie "no jeszcze
                          chyba tylko wtłuc jej mogę" co nie oznacza, ze uwazam bicie za antidotum na
                          problemy z dziecmi. Po prostu bywa i tak, ze NIE MA sie pomysłu co dalej.

                          >>> @nat.wroclaw - dlaczego atakujesz mnie ad personam?

                          Bo durnowato się nakrecasz i jedziesz po autorce wątku jak po łysej kobyle,
                          zamiast odnieść się merytorycznie do jej sytuacji - dowalasz jej złosliwie po rzyci.
                          • p_wolf Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 15:36
                            > Podany cytat o genach nie upoważnia nawet przy sporej skłonności demagogii do
                            > interpretacji, ze:
                            >
                            > "wstretny rodzic poniósł porazkę wychowawczą i teraz zwala winę na dziecko, na
                            > geny czy na ufoludki"


                            Skłonność do demagogii upoważnia do jakiejkolwiek interpretacji?
                            Powyższy cytat jest wisienką na torcie, autorka wątku potrafi napisać esej na 3 ekrany, bierze pod uwagę wszystko, ale literalnie nigdzie nie widzi swojej winy, nawet jednego nieśmiałego przypuszczenia, że sama zrobiła cokolwiek źle.
                            Uważam, że człowiek z minimalną dozą trzeźwego spojrzenia powinien choćby brać pod uwagę związek przyczynowo-skutkowy swoich metod wychowawczych z zachowaniem dziecka.

                            > Przyklady o biciu sa przykladem negatywny,
                            Chyba nie do końca, poza tym całościowy kontekst wypowiedzi brzmi: byłam żandarmem - było świetnie, nie mam siły być żandarmem - zrobiło się źle. To jest chore podejście do problemu, wręcz jedno z jego źródeł.


                            > Bo durnowato się nakrecasz i jedziesz po autorce wątku jak po łysej kobyle,
                            > zamiast odnieść się merytorycznie


                            Kto w tym temacie jako pierwszy zaproponował konkretne rozwiązania (ośrodek z internatem)? O poziom merytoryczny moich wpisów się nie martw, jest wystarczający.
                            Krytykuje autorkę tematu dokładnie tak, jak moim zdaniem na to zasługuje. To ona jest źródłem problemu i tak długo jak sobie tego nie uświadomi nie będzie w stanie pomóc ani sobie, ani synowi.
                            • nat.wroclaw Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 15:50
                              >>Autorka wątku potrafi napisać esej na 3 ekrany, bierze pod uwagę wszystko, ale
                              literalnie nigdzie nie widzi swojej winy, nawet jednego nieśmiałego
                              przypuszczenia, że sama zrobiła cokolwiek źle.

                              Tego nie wiemy, wiemy, ze tego nie napisała, ale nie wiemy _co myśli_. Także
                              taki sąd jest nadużyciem.

                              >>Uważam, że człowiek z minimalną dozą trzeźwego spojrzenia powinien choćby brać
                              pod uwagę związek przyczynowo-skutkowy swoich metod wychowawczych z zachowaniem
                              dziecka.

                              Pełna zgoda.

                              >>Chyba nie do końca, poza tym całościowy kontekst wypowiedzi brzmi: byłam
                              żandarmem - było świetnie, nie mam siły być żandarmem - zrobiło się źle.

                              Gdy mały miał 2 lata i juz wtedy traktował mame jak powietrze, a ona szukała
                              pomocy wszedzie, gdzie mogła to raczej nie byla zandarmem.

                              Zgadzam się jednak, i juz o tym pisałam wyżej, że metodom przemocowym - basta.
                • triss_merigold6 Re: A ja tej kobiecie współczuję 23.04.10, 13:30
                  Może odpuścić ale to ONA, a nie syn poniesie konsekwencje. Istnieje
                  obowiązek szkolny. Bachor nie będzie uczęszczał - sąd rodzinny i
                  ośrodek szkolno-wychowawczy dla małoletnich zagrożonych
                  demoralizacją lub zdemoralizowanych, prawdopodobieństwo wyjścia n
                  prostą wówczas nikłe (moja kuzynka w branży pracuje i ma wieloletnie
                  obserwacje co do szans).
                  Do pracy małolat nie pójdzie - za młody i ten obowiązek szkolny.
                  Nie upierałabym się przy dysfunkcyjności matki, bo znam skrajnie
                  różne od siebie rodzeństwa, dorosłych już ludzi, wychowywanych przez
                  bardzo w porządku rodziców. Znałam autentycznego socjopatę,
                  kompletnie obojętnego na cudze emocje (własne potrafił pięknie
                  zagrać), jego rodzony brat - harcerz społecznik z powołania.
              • tully.makker tris, mylisz sie 23.04.10, 13:58
                Obowiazkowa edukacja konczy sie na poziomie gimnazjum,a 16-latek
                moze juz podjac prace zawodowa.
                jesli dziecko jest emocjonalnie dysfuncjonalne, albo w jakis sposob
                uposledzone, to trzeba przeprowadzic diagnostyke, a nastepnie
                rozwazac rozwiazania dostosowane do konkretnego problemu.
                • nat.wroclaw Re: tris, mylisz sie 23.04.10, 14:11
                  tully.makker napisała:

                  >>> jesli dziecko jest emocjonalnie dysfuncjonalne, albo w jakis sposob
                  > uposledzone, to trzeba przeprowadzic diagnostyke, a nastepnie
                  > rozwazac rozwiazania dostosowane do konkretnego problemu.


                  Basienka4:

                  Nadto, usposobienie to jest wyraziste od (nie będę przesadzać, że od
                  zawsze) kiedy ukończył 2 lata. To był czas, kiedy zaczęłam z płaczem biegać po
                  psychologach w tej sprawie. Problemem było moje podejrzenie o poważną chorobę
                  psychiczną, wykluczającą interakcje ze mną. Myślałam o autyźmie. Ale nic takiego
                  nie stwierdzono. Potem było podejrzenie głuchoty i również badania. Również nic
                  nie wykazały. Rzecz w tym, że syn nie wykonał NIGDY ŻADNEGO mojego polecenia.
                  100% ignorancji, nigdy nawet głowy w moją stronę nie odwrócił i robił dalej
                  dokładnie to, co akurat sam chciał. Jakby chciał mi powiedzieć" pocałuj mnie w
                  "d...", to nawet powyższe byłoby zbytnią dla niego fatygą. Nic takiego nie
                  mówił, tylko NIE REAGOWAŁ na mnie i już. Ani nakazy, ani zakazy. Potem nastała
                  szkoła podstawowa i wiadomo, mieli z nim kłopoty i też miał w "d..." ich
                  (nauczycieli) nakazy i zakazy. Więc posłali do psychologa, psychiatry. Psycholog
                  właśnie wtedy pomierzył mu te wybitne IQ, i stwierdził lata wyprzedzenia
                  intelektualnego wobec rówieśników i lata opóźnienia rozwoju emocjonalnego. Nic
                  ta wiedza nie przyniosła. Potem inny psycholog (właściwie zespół) prowadził
                  obserwacje w interakcjach ze mną (lustro weneckie itp). Nie stwierdzono z mojej
                  strony poważniejszych błędów wychowawczych i relacje ok. Wobec tego, żadnej rady
                  na ulepszenie nie dostałam, bo wszystko robiłam +/- prawidłowo.
                  • tully.makker Re: tris, mylisz sie 23.04.10, 15:25
                    Ale diagnozy nie ma, prawda? Jedna nieudana wizyta, i co? I nic?
                    ADHD leczy sie farmakologicznie, a oprzynajmniej zmniejsza objawy,
                    pozwalajac na normalne funkcjonowanie. Oczywiscie jest dosc jasne,
                    ze dzieciak nie ma ADHD, predzej ZA.
                    Ale do licha ciezkiego, trzeba sie tym zajac. A nie chodzic do
                    ksiadza, bo ksiadz cudow nie uczyni.
                    • nat.wroclaw Re: tris, mylisz sie 23.04.10, 15:41
                      Tyle, że to się działo, jak rozumiem z chronologii wydarzeń pare lat temu. A od
                      ściany specjalistów autorka odbila sie juz 12 lat wstecz.

                      I troche ja rozumiem, bo mialam podobne doswiadczenia z corka. Do konca normalne
                      jej zachowania nie były, bieganina o specjalistach i w sumie kazdy bezradnie
                      rozkladal rece, bo dziecku nic nie jest. Taki typ. I ciagle słysze: spokojnie,
                      wyorsnie z tego.

                      Moze matka tez tak slyszala, zwlaszcza, ze nic konkretnego w sensie klinicznym
                      nikt sie tam nie doszukal. I tak przepychajac go z klasy do klasy ciagle byc
                      moze miala nadzieje, ze chlopak wyrosnie, zmadrzeje, a jemu sie to utrwalalo.

                      ZA diagnozuje sie stosunkowo konkretnie. Byc moze to, co prezentuje ten chlopak
                      to zbior objawow z pogranicza Całościowych Zaburzeń Rozwoju - podobne do ZA, ale
                      jednek nie ZA. Byc moze.. nie wiem.

                      Tylko ile mozna biegać po psychologach i psychiatrach, którzy mówią: "dziecko
                      jest zdrowe"??

                      Ksiadz, czy nie ksiadz, psycholog-terapeuta, wrozka, czy tajski masazysta - to
                      ma byc pomoc dla MAMY, nie dla syna.
                      Życzę jej bardzo, zeby znalazła sensowne wsparcie i pokierowanie co dalej.
                      • tully.makker Re: tris, mylisz sie 25.04.10, 19:26
                        A od
                        > ściany specjalistów autorka odbila sie juz 12 lat wstecz.
                        >
                        > I troche ja rozumiem, bo mialam podobne doswiadczenia z corka. Do konca normaln
                        > e
                        > jej zachowania nie były, bieganina o specjalistach i w sumie kazdy bezradnie
                        > rozkladal rece, bo dziecku nic nie jest. Taki typ. I ciagle słysze: spokojnie,
                        > wyorsnie z tego.

                        Podobnie bylo z cgorobami mojego starszaka - ale ja sie nie poddawalam, az
                        znalazlam takeigo lekarza, ktory go nie faszerowal 2 razy w miesiacu antybiotykami.
                  • sebalda Re: jestem ciekawa 23.04.10, 15:53
                    Dopiero teraz przeczytałam tę całą historię, od konca 2 roku dziecka. I
                    rzeczywiście rzucilo to nieco inne światło na calą sprawę. Nie wiem, na ile
                    takie socjologiczne obciążenia moga być dziedziczne, ale myślę, że w
                    odpowiednich warunkach, przy odpowiednim postępowaniu i leczeniu, większość tego
                    typu problemów można opanować.
                    Spróbuj może dostać się do Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie na
                    Sobieskiego. Tam pracują naprawdę dobrzy specjaliści, zadzwoń, dowiedz się, jak
                    można się zapisać na wizytę. Młody chyba rzeczywiście jest zaburzony, ale może
                    nie jest za późno na dzialanie:
                    www.ipin.edu.pl/wordpress/o-nas/.
                    Napisałaś: "tylko NIE REAGOWAŁ na mnie i już. Ani nakazy, ani zakazy". Ciągle
                    piszesz o tych nakazach i zakazach. Czy jak syn był taki malutki, jak zaczęły
                    się z nim problemy, próbowałaś do niego dotrzeć inaczej niz przez te nakazy i
                    zakazy? Czy go przytulałaś, zapewnialaś o miłości, próbowałaś dotrzeć do jego
                    pozytywnych emocji? Czy możesz z całym przekonaniem powiedzieć, że nie patrzyłaś
                    na niego przez pryzmat jego ojca i dlatego szybko się poddałaś w trudnej próbie
                    dotarcia do jego uczuć, a nie tylko nauczyć go obowiązków? Juz nie oceniam,
                    jedynie pytam.

                    Gdybyś chciala skorzystać z rady wizyty na Sobieskiego, ale mialabyś problemy z
                    dostaniem się tam, napisz do mnie na priva.
            • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 11:40
              Śpieszę wyjaśnić sprawę czerwonych pasków. Mnie na tym zupełnie nie zależało
              (choć oczywiście jest miło). Tu zupełnie o co innego chodziło. Mianowicie o to,
              żeby syn W OGÓLE jakkolwiek przygotowywał się do szkoły, odrabiał zadane lekcje
              i choć przeczytał jakiś temat przed klasówką. Wydaje mi się, że to "program
              minimum" obowiązujący jednak każdego ucznia. W końcu szkoła, to nie plac zabaw,
              tam są obowiązki do wypełnienia, zresztą, sprawiedliwie te same dla wszystkich
              dzieci w Polsce. Z pewnością mój syn nie podlegał tu żadnej dyskryminacji z
              powodu moich działań. Nigdy nie pomagałam w lekcjach. Chodziło po prosu o to,
              aby syn USIEDZIAŁ PRZY BIURKU zajmując się zadanymi lekcjami, tak długo, jak
              długo nie będzie wszystko odhaczone, co było zadane (wszystkim zresztą). Syn,
              bowiem odchodził od biurka (żeby zająć się czymś innym) dosłownie co 5 minut. Wg
              moich obserwacji, nie z niechęci do nauki (bo mu to łatwo przychodziło i miał
              sukcesy), lecz z ulegania pokusom zajmowania się o wiele ciekawszymi (wg niego)
              sprawami.
              Wiele osób zapomina, jak widzę, ze syn ma te swoje 150 IQ. Słuchajcie, to jest
              naprawdę bardzo dużo! W praktyce przekłada się to w ten sposób, że syn przeczyta
              temat 1 raz i jeśli to zrobi, to potem wszystko pamięta, wszystko wie i dostaje
              5. Podczas kiedy większość przeciętnie uzdolnionych dzieci musi poświęcić na ten
              sam efekt 2-3 razy więcej czasu i pracy. Stąd się wzięły te czerwone paski, że W
              OGÓLE siedział cokolwiek przy lekcjach.
              Zatem od początku były jedynie 2 skrajne możliwości (i nic pomiędzy): albo nie
              pilnuję syna, żeby odrobił lekcje i wówczas on nie robi NIC ABSOLUTNIE i nie
              zdaje już od pierwszych klas, albo pilnuję syna żeby dorabiał i wówczas zdaje
              normalnie, a, ze ma 150 IQ, to jako POCHODNA, efekt uboczny - zdaje z czerwonym
              paskiem.

              I właśnie przedtem była ta ostatnia wersja, a obecnie ta pierwsza, gdyż ja z
              uwagi na pracę już nie pilnuję syna i efekty są natychmiast widoczne w postaci
              wielu zagrożeń i nie wiadomo, czy zda.
              • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 11:50
                wiesz to ja nie rozumiem
                ja mamIQ 132 czyli znacznie mniejsze i przez cale lata nie
                odrabiałam prac domowych, bo nie miałam takiej potrzeby. Moja matka
                gdy próbowała mnie pilnowac, została od razu w pierwszej klasie
                zgnojona przez ciotkę, która kazał jej sie natychmiast odpalantować.
                W rezultacie lekcji ustnych nie odrabiałam w ogóle, bo wystarczało
                mi to co na lekcji, a pisemne robiłam na przerwach.
                Z twojego opisu wnioskuję że bez tych prac domowych , na samych
                lekcjach, niezdawanie w ogóle mu nie groziło !!!
                Co ty na to?
          • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 14:03
            Byłam kilka razy w Domu Dziecka w odwiedzinach. Wg mnie, to straszne miejsce. Na
            własne oczy widziałam FALĘ. Wszechobecną. Starsi biją młodszych, młodsi jeszcze
            młodszych. To na porządku dziennym, praktycznie non stop. Wychowawcy NIE REAGUJĄ
            na to. Wiele dzieci zachowuje się jak zwierzęta. Myślę, że wiele tez ma poważne
            problemy psychiczne, co widać. Przypuszczam, ze TAM jest TYLE problemów i
            dysfunkcji, taki ogrom, że wychowawcy sobie z tym zupełnie nie radzą. Np nie
            reagują na falę, która się dzieje na ich oczach. Patrzą tylko na tyle, żeby się
            dzieciaki nie pozabijały. Moim zdaniem to jest dla dzieci piekło na ziemi. To
            widziałam. Dzieci brudne, niemal obdarte, ubrane w najtańsze plastiki, które i
            tak sobie nawzajem kradną, meble więcej niż skromne.A to wszystko za 2450 zł
            miesięcznie. Tyle kosztuje pobyt dziecka w DD. Płaci budżet państwa (jeśli
            rodziców nie ma), lub płacą rodzice, którym odebrano dziecko sądownie i
            umieszczono w DD (np za nie wypełnianie obowiązku szkolnego).
            Nawet nie skomentuję powyższego.
        • mgla_jedwabna Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 24.04.10, 00:56
          "W Polsce są jedynie 2 rodzaje internatów. 1- dla
          > orłów ze średnią min 4,5 i w żadnym wypadku nie sprawiających kłopotów
          > wychowawczych, bo inaczej wylatują i kropka. Szkoły do tego elitarne, dla
          > zdolnych, grzecznych i pracowitych, nie - to wypad. "

          To akurat jest g.. prawda. Tego rodzaju internaty istnieją przy katolickich, prywatnych szkołach. A to oznacza, że najpierw robimy sobie PR, jak to u nas tylko orły i niewiniątka się uczą, bo inaczej wylatują, a potem, jak juz rodzice dziecko zapiszą, to może jechać na średniej 2,1 bo płaci. Jesi chodzi o zachowanie, to wychowawcy w takim miejscu będą zatruwać życie ogólnie grzecznym osobnikom o głupoty, żeby pokazać, kto tu rządzi, ale na te naprawdę problematyczne nie znajdą sposobu. groźba wyrzucenia nie działa oczywiście z powodów finansowych.

          Osobiście chodziłam do prywatnej katolickiej szkoły w Warszawie, gdzie juz przy egzaminach wstępnych było ćwierkanie o wysokim poziomie i tłumie chętnych, a potem miałam w klasie wiele osób, które egzaminy wstępne napisały np. na 2+ i 3. Jestem z wyżu demograficznego, w tym samym roku, żeby się dostac do któregoś z państwowych renomowanych liceów w Wwie, trzeba było mieć przynajmniej dwie piątki z egzaminu wstępnego.

          Tylko, że nie radzę wysyłać dziecka z problemami do takiej szkoły. Tam z trudem wytrzymałby dorosły o nerwach jak postronki, co dopiero nastolatek z problemami. Twój syn prawdopodobnie po miesiącu uciekłby z tej szkoły i naprawde marnie skończył.

          Naprawdę dobrze radzę - poszukaj dobrego psychiatry/psychologa. Nie kościelnego i nie szkolnego. Syn powinien mieć możliwość porozmawiania z terapeutą bez ciebie oraz absolutną gwarancję dyskrecji (to oczywiście standard w praktyce psychoterapeutycznej, ale on naprawde powinien wiedzieć, że nic z tego co powie, nie wycieknie do ciebie).

          A i widzę jeszcze jedno: żal do syna, że jest podobny do ojca. Zupełnie tak, jakby to była jego wina. On sobie ojca nie wybierał, to ty mu go wybrałaś.
    • monica188 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 19:32
      Gdyby ktoś budził mnie takimi słowami też miała bym dość wszystkiego. Może
      trzeba dać synowi czas aby sam zrozumiał jakie popełnia błędy-na siłę nic nie
      zdziałasz. Miłością więcej zyskasz niż nienawiścią.. Spróbuj zacząć dzień
      słowami: "Cześć kochanie. Znów zaspałeś do szkoły.Nie ładnie! Wstawaj zobacz
      jaki piękny dziś dzień w sam raz żeby dostać dziś piątkę" W takiej sytuacji aż
      głupio będzie mu nie wstać. Jak nie wstanie to trudno.. Może następny dzień się uda.

      Zastanawiałaś się dlaczego syn nie chce chodzić do szkoły? Może ma jakiś problem
      i zwyczajnie nie może sobie z nim poradzić, nie ma z kim o tym porozmawiać..

      3 dni nie zje? A próbowałaś tydzień? Dwa? Jak to się mówi z głodu się jeszcze
      nikt nie zesrał. to już duży chłopak-musi nauczyć się samodzielności. Większą
      krzywdę zrobisz mu robiąc jedzenie niż nie robiąc..

      Ciuchów bym nie prała-tylko te które są w koszu. Jak nie będzie miał się w co
      ubrać wsadzi te ciuchy do kosza. Małymi krokami ale się nauczy..
      • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 20:11
        Autorka wątku to skrajna pesymistka: praca to "ochłapy z pańskiego stołu(?)
        oczywiście z winy syna, ktorego jej się nigdy nie udaje wyslać do szkoły o
        czasie, macierzyństwo to krzyż, przyszłość czarna, wszystko na nie. Jak mając
        tak nastawioną matkę ten dzieciak może mieć chęci do czegokolwiek.
        A co do odpowiedzialności, zamiłowania do porządku i obowiązkowości u 14-latka,
        to akurat uważam, że wszystko jest w normie:) Mój też z trudem zauważa, że
        chodzi w tej samej bluzie już drugi tydzień, nie jest w stanie utrzymać porządku
        w pokoju dłużej niż dwa dni, a je, jak są wspólne posiłki (wtedy naprawdę
        potrafi zjeść), ale jak ma sam sobie zrobić, to nagle nie jest głodny. A zrobić
        sobie umie, jak jest przyciśnięty, albo jak ma dobry dzień, to nawet umie
        ugotować obiad, ale to takie miłe, jak mama zrobi kanapki. A jak nie zrobi, to
        zje suchą bułkę, tak najwygodniej:)
        Monica188 daje dobre rady, malymi kroczkami zmuszać chłopca do tego, żeby trochę
        się ruszył i zaczął coś robić wokół siebie.
        • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 22:59
          sebalda napisała:

          > Autorka wątku to skrajna pesymistka: praca to "ochłapy z pańskiego stołu(?)
          > oczywiście z winy syna, ktorego jej się nigdy nie udaje wyslać do szkoły o
          > czasie, macierzyństwo to krzyż, przyszłość czarna, wszystko na nie. Jak mając
          > tak nastawioną matkę ten dzieciak może mieć chęci do czegokolwiek.

          Owszem ochłapy. Bo jestem świadoma tego, ze mam naprawdę niezłe wykształcenie,
          do tego różne kursy, certyfikaty itd. A muszę pracować za gówniane pieniądze w
          kompletnie nie mojej branży, na podrzędnym stanowisku, tylko dlatego, ze TA
          PRACA zaczyna się o 10.00 rano ! Żadne inne kryterium !
          I jeszcze to, że pracować muszę tam, gdzie mnie zatrudnią (od 10.00!!!) nie na
          jakieś zlecenie, tylko normalnie, etatowo, bo musze miec pełne ubezpieczenie dla
          siebie i dla dziecka przecież i bez żadnych przerw, bo jestem JEDYNYM żywicielem
          rodziny i gówniane pieniądze jakie są , takie są, ale muszą być ZAWSZE i
          ubezpieczenie musi być zawsze, bez przerw, tu nie ma manewru na żadne
          eksperymenty. A fakty są takie , że 90 % firm zaczyna prace od 8.00 (ew
          wcześniej) wiesz? I te 90 % firm mnie zwyczajnie nie przyjmie, wiesz?
          A ojciec dziecka alimentów nie płaci,bo nie chce i dostaję grosze z funduszu. A
          jak przyjdę do domu, to tez nie mogę nic dorobić (np tłumaczeniami, bo języków
          też znam kilka i co z tego), bo muszę jak żandarm nad dzieciakiem stać te
          godziny, bo mi dzieciak inaczej żadnej szkoły nie skończy, bo taki oporny. A
          posprzątać, wyprać i wyprasować, to potem tez mi nikt nie pomoże, a już na pewno
          nie syn.
          Jakbym była po zawodówce nic nie mówiącej, to bym nie miała żalu do nikogo, że
          mam marną pracę, ale za to od 10.00. Ale tak nie jest, więc niby do kogo mam
          mieć żal, że nie mogę wyjść z domu o takiej porze jak inni do pracy? Co, lub kto
          jest tego powodem ? Ja?

          Jak możesz pisać, ze MNIE się nie udaje wysłać syna do szkoły na czas? Przecież
          pisałam, że codziennie rano jest karczemna awantura. Ale ona nie jest od razu.
          Najpierw budzę normalnie 1 godzinę przed wyjściem Potem ok 4 razy budzę również
          normalnie, co 5 minut. Potem już krzyczę. Potem krzyczę o pośpiech, kiedy syn
          jest w łazience i się "myje". Tam sobie siedzi z 1/2 godz, często wychodząc
          śmierdzący, przepocony i z brudnymi zębami. Wówczas jest karczemna awantura z
          mojej strony. Potem pospieszam o ubranie się i już jest ok 8.00 wiadomo, ze znów
          nie zdąży i wówczas dostaję deprechę i doła. Tak jest każdego dnia. Jak myślisz,
          czy zatem powinnam chodzić przez ta poranna godzinę za nim i walić go kijem w
          odstępach, co 3 minuty, czy jak?
          Jestem wręcz pewna, że wówczas spóźnień nie byłoby wcale. Ale ja moją deprechę i
          tak bym miała, tylko z innego powodu, mianowicie z powodu odgrywania roli kata,
          do czego utalentowana nie jestem z natury.

          Co zaś do chęci się tyczy, to dzieciak ma je w nadmiarze, np. do udzielania się
          towarzysko i różnych takich. Byle nie miało związku ze szkołą i nauką w ogóle.
          • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 10:22
            Basieńko4, napisałaś w pierwszym poście dokladnie tak: "Codzienna porażka bierze
            się stąd, że praktycznie nigdy nie udaje mi się wyprawić syna na czas". Ja to
            jedynie powtórzyłam, więc nie złość się, że tak napisałam.
            Mieszkasz w Warszawie, trudno mi uwierzyć, że jest tu tylko jeden pracodawca,
            który idzie na rękę i pozwala pracować od 10. Są firmy, ktore mają ruchomy czas
            pracy, jeśli masz takie świetne wykształcenie i kwalifikacje, to powinno się
            udać. Ja uważam, że obwiniasz syna o wszystkie swoje nieszczęścia. Jak on może
            się z tym czuć? Pomyślałaś o tym?
            O której syn chodzi spać? Siedzi przed kompem do drugiej w nocy? Nie dziwię się,
            że potem nie jest w stanie wstać na 8. Odciąć od komputera w nocy i zaganiać
            spać wcześniej, może to pomoże. Zmienić stosunek do syna, przestać go o wszystko
            obwiniać, dać mu jakieś pozytywne przekazy. Zachwycić się jego wysokim IQ,
            rozmawiać, a nie ciągle karcić i narzekać, sama nie wiem.
            • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 11:10
              anusia29 napisała:

              > Jakby mnie ktoś tak traktował, to chyba tez bym nie miała ochoty na
              > nic. A już na pewno na wspólpracę. Piszesz, że BYŁABYŚ katem????
              > Nieeeeee, ty nim juz jesteś. I masz tego efekty.

              Mam podobne skojarzenie. Wieczne obarczanie młodego człowieka winą bardzo
              niszczy mu psychikę, jest rodzajem agresji emocjonalnej, nie tylko kijem
              wyrządza się krzywdę. Komunikat, jaki dostaje ten chłopak jest tak negatywny, że
              nie wydaje mi się, żeby skończenie szkoły w czymkolwiek mu pomogło. Odbudowanie
              wiary w siebie jest znacznie trudniejsze. Basieńka4 skupia się tylko na tym,
              żeby syn skończył szkołę, a równolegle wyrządza mu krzywdę zaniedbaniem
              wszystkich innych sfer jego życia. Jest wyłącznie nadzorcą, a to nie tędy droga.
              Gdzieś coś nie wyszlo w życiu i trzeba znaleźć sobie winowajcę. Biedne dziecko.
          • tully.makker Czytam i szczeka mi opada 23.04.10, 14:12
            Mam podobne problemy poranne ze swoim starszym synem - on po prostu
            nie mzoe sie rano obudzic i wstac. Jest typem sowy i taki byl od
            wczesnego dziecinstwa. I co, mam sie z tego powodu pochlastac, albo
            rzucic prace? Ktora nawiasem mowiac zaczynam o 9.00 i spokojnie
            jestesm w stanie do niej zdazyc, odstawiajac jeszcze mlodszego do
            przedskola po drodze.

            Pokaz mi, ktory 14 latek zajmie sie robieniem lekcji, bo mama kazala
            przez telefon? Ja takiego nie znam. Piszesz, ze syn nigdy nie
            wykonal twojego poelcenia - wybacz, ale pozwole soebie stwierdzic,
            ze to zupelnie niemozliwe. Juz by nie zyl. Mam wrazenie, ze lubisz
            robic z siebie cierpietnice - nie mozesz uzyskac pomocy syna - to
            nie rob sama. Proste. Jestes zmeczona - odpocznij. Twoje zycie kreci
            sie wokol syna - to naprawde nie jest zdrowe, ani nie pomoze go
            wychowac.
            • triss_merigold6 To nie jest zabawne 23.04.10, 15:42
              To nie jest zabawne.
              Brat mojej przyjaciółki - znam go od 10. roku życia - omal nie
              został niedopuszczony do matury, ponieważ nie chodził na pierwsze
              lekcje. Nie wstawał po prostu, był łaskaw pojawiać się w szkole po
              10. Rodzice pracowali od 8 więc budzili go rano, a on robił co
              chciał. Maturę zdał, dostał sie na dzienne SGH - nie zaliczył nawet
              pierwszego semestru, ponieważ NIE WSTAWAŁ i NIE CHODZIŁ. Zdrowy jak
              koń. Ok, nie studiuje to do pracy - praca znakomita, zgodna z
              zainteresowaniami i nieźle płatna w dodatku nie na rano. I tak sie
              spóźniał, był dobrze zapowiadającym się programistą więc go trzymali
              do czasu. Kolejna praca - nie przedłużona umowa za notoryczne
              spóźnienia. Kolejna. Następną sam rzucił.
              W wieku 30 lat chłopię wpadło na pomysł, że zamieszka z powrotem z
              rodzicami, a swoje mieszkanie wynajmie, żeby mieć za co żyć.
              Przytomnie rodzice się nie zgodzili. I tak bystry, tylko po maturze
              facet, z czystego lenistwa wegetuje sobie na fuchach i dorywczej
              sprzedaży na allegro. Zero stabilizacji.
              Rodzice normalni, pracujący, siostra kompletnie inna, zero alkoholu,
              przemocy, dysfunkcji. Po prostu leserski leń.
              • tully.makker Re: To nie jest zabawne 23.04.10, 19:50
                Tris, ja nie wykluczam, ze moj syn tez wyrosnie na leserskiego lenia. Zywie
                nadzieje, ze jednak nie, bo mam przyklad jego ojca, ktory mial podobne problemy
                ze wstawaniem i wynikajace z nichh problemy w szkole, a jednak daje soebie rade
                w zyciu, jak pisalam, lepiej niz niezle.
                Tym niemniej, jesli tak sie stanie, to co, mam sie pochlastac? Zrezygnowac z
                pracy? Utrzymywac go do konca zycia? Nic z tych rzeczy. Daje mu wedke, ale nie
                mam wplywu na to, czy z niej skorzysta. macuierzynstwo jest dla mnie wazne, daje
                moim dzieciom z siebie wszystko, ale moje zycie nie kreci sie wylacznie wokol
                dzieci.
              • mgla_jedwabna Re: To nie jest zabawne 26.04.10, 00:36
                Jak widać po porach moich postów, ja też do skowronków nie należę. Studia jakoś udało mi się skończyć, z wynikiem bardzo dobrym , a kierunek niełatwy, aczkolwiek notorycznie się spóźniałam (ale tak po 15-20min, wiec obecności miałam zaliczone) i głowa mi się kiwała na porannych zajęciach. W tej chwili pracuję popołudniami oraz w domu roiąc tłumaczenia na umowy o dzieło. Zarabiam więcej niż dostawałabym na etacie, zajmuję się też ambitniejszą tematyką. Więc jednak mozna odnieść sukces.

                Kiedy chodziłam do szkoły moja niechęć do wstawania była zamaskowaną niechecią wobec chodzenia do szkoły w ogóle. Zamaskowaną, ponieważ u mnie w domu NIE DO POMYŚLENIA było, że miałabym nie pójść do szkoły. No to nie myślałam, tylko rano moja głowa ważyła 200kg a przescieradło działało jak magnes na opiłki żelaza. Powodów, żeby nie znosić szkoły miałam mnóstwo: zaczynając od nudy (zdolnym dzieciom naprawdę nudzi się w szkole), poprzez prześladowanie przez rówieśników w podstawówce (m.in. z powodów pozaszkolnych, sytuacji rodzinnej - mała miejscowość, wiec wszyscy wiedzieli), na głupocie nauczycieli (liceum) kończąc.

                Studia za to były fascynujące, poziom ambitny, więc chodziłam chętnie, aczkolwiek złe nawyki jeszcze się objawiały i rano naprawdę cieżko było wstac, a wieczorem - pójsć spać. Zaganianie do łóżka na siłę, które ktoś tu sugerował, nic nie daje, bo zagoniona sowa i tak nie zaśnie. Nie da sie zasnać na komendę.
            • basienka.4 Re: Czytam i szczeka mi opada 25.04.10, 14:15
              tully.makker napisała:

              Piszesz, ze syn nigdy nie
              > wykonal twojego poelcenia - wybacz, ale pozwole soebie stwierdzic,
              > ze to zupelnie niemozliwe. Juz by nie zyl.

              A jednak. I dlatego przez długie lata chodził po ulicy na smyczy przyczepionej
              do szelek, nie tylko wtedy, kiedy uczył się chodzić. Inaczej faktycznie już by
              nie żył.

          • mgla_jedwabna Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 00:23
            Przyjrzyj się swoim "muszę" z całego posta. Żadne z nich nie jest prawdziwe.

            Wszystkie "muszę" to nie przymus tylko konsekwencje własnego wyboru. Więc nie "muszę" tylko "zdecydowałam, że"

            Proszę - znalazłam wszystkie zdania z "muszę" i zamieniłam na "postanowiłam". Przeczytaj jeszcze raz i obejrzyj swoją sytuację z tego punktu widzenia.

            "A postanowiłam pracować za gówniane pieniądze w kompletnie nie mojej branży, na podrzędnym stanowisku, tylko dlatego, ze TA
            PRACA zaczyna się o 10.00 rano ! Żadne inne kryterium !"

            "pracować postanowiłam tam, gdzie mnie zatrudnią (od 10.00!!!) nie na
            jakieś zlecenie, tylko normalnie, etatowo, bo postanowiłam miec pełne ubezpieczenie dla siebie i dla dziecka przecież i bez żadnych przerw"

            "gówniane pieniądze jakie są , takie są, ale postanowiłam, że będą ZAWSZE i ubezpieczenie (postanowiłam, że) będzie zawsze, bez przerw, tu nie ma manewru na żadne eksperymenty"

            "postanowiłam jak żandarm nad dzieciakiem stać te godziny"

            "A posprzątać, wyprać i wyprasować" też "muszę", tak? Kazał ci ktoś pod karą śmierci?

            Masz odpowiedź na pytanie:

            "niby do kogo mam mieć żal, że nie mogę wyjść z domu o takiej porze jak inni do pracy? Co, lub kto jest tego powodem ? Ja?"
    • czarne_wino Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 21:02
      jakim jezykiem mowisz do syna - takim ci odpowiada. mam syna, 20
      lat, mozna powiedziec,ze wychowywalam go sama, bo mialam wiekszy
      wplyw na jego wychowanie, mimo,ze mam meza, bo maz go psul bardziej
      niz byl autorytetem.
      wczoraj mnie zadziwil,bo byl zbulwersowany slownictwem 6-7
      latkow.czyli,moje zwracanie uwagi na jezyk, moj sposob rozmawiania z
      synem nie poszedl na marne.mimo,ze syn bierze przyklad z ojca. a
      ojciec czesto jest wulgarny.

      moja rada dla ciebie - wiecej spokoju,kultury. ja duzo z synem nie
      rozmawiam (on nie lubi),ale jesli juz nam sie trafi chwila "we
      dwoje" to staram sie rozmawiac o waznych rzeczach, nie pierdolach.
    • tully.makker Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 21:19
      Ale ten ksiadz, to jest potrzebny tobie, czy synowi? BO niezaleznie od
      zachowania syna, zty tez zachowujesz sie skandalicznie. O ile jeszcze mozna
      uzasadnic mowienie takich podlych slow najblizszej osobie w gniewie, gdy nie
      panujemy nad soba, o tyle mowienie tego na zimno jest zwyczajnie chore.

      I zeby nie bylo, ze nie wiem, o czym mowa. Moj prawie 18-letni suyn ma
      notoryczne p[roblemy z wstawaniem rano do szkoly. Dizs tez spoznil sie, i to
      pwoaznie, bo szkole zaczyna o 8.15, a o tej porze wlasnie zwlekal sie z lozka.
      Po kilku moich monitach i przypomnieniach.

      Ja wiem, ze jego ojciec mial identyczne problemy w wieku szkolnym i obnizone
      oceny ze sprawowania, ale skonczyl trudne studia, zrobil MBA i jest koszacym
      ciezka kase bizmesmenem, czlowiekiem, ktoremu niewatpliwie powiodlo sie w zyciu
      pod wzgledem intelektualnym i zawodowym.

      Proces wychowywania dziecka - niestety, zwlaszcza chlopca, to ciezka orka. Ale
      na kazdym kroku, wychowujac, trzeba tez dziecko kochac i wspierac.

      Wiec porozmawiaj z tym ksiedzem, moze on otworzy ci oczy.
      • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 22.04.10, 22:14
        tully.makker"Ale ten ksiadz, to jest potrzebny tobie, czy synowi? BO
        niezaleznie od
        zachowania syna, zty tez zachowujesz sie skandalicznie. O ile jeszcze mozna
        uzasadnic mowienie takich podlych slow najblizszej osobie w gniewie, gdy nie
        panujemy nad soba, o tyle mowienie tego na zimno jest zwyczajnie chore. "

        Tak i to właśnie skłoniło mnie do napisania postu. Całkowicie się z tobą
        zgadzam. Jest chore i ja to wiem. W tym rzecz, ze jestem juz taka chora na
        duszy, ze takie coś potrafiłam powiedzieć - nie w kłótni i co najgorsze właśnie
        TO pomyśleć. I właśnie dlatego widzę, że stanowczo wymagam pomocy, bo jest
        bardzo źle. Ksiądz - psycholog ma być oczywiście dla mnie.
        Dziękuję, że ponownie kierujesz mnie jednak do tego księdza, lecz ja właśnie w
        tym celu sama napisałam w nadziei na jakiś konkretny namiar w Warszawie. lecz
        nie chodzi o księdza takiego zwykłego od spowiedzi, lecz o księdza, który ma
        wykształcenie również psychologiczne i w ogóle praktyczne doświadczenie w pracy
        dot problemów rodzinnych. Wielu księży ma dodatkowe fakultety prócz teologii i
        zajmują się praktycznie różnymi sprawami, nie tylko kazaniami w kościele. O
        takiego, mądrego mi chodzi. Może akurat ktoś słyszał.
          • nat.wroclaw Panie Agnieszko, ale NIC ad rem?? NIC o problemie? 25.04.10, 00:51
            mam nadzieję, że jeszcze wróci Pani do tego wątku z dłuższym komentarzem -
            merytorycznie o problemie.

            Nałozyły się w nim co najmniej 3 obszary: psychologiczny, prawny i
            psychiatryczny. W co najmniej dwóch jest Pani ekspertem (o ile dobrze pamiętam..
            jest Pani prawnikiem, tak?).

            Jesli tylko czas Pani pozwoli, bardzo prosze o skomentowanie opisanej przez
            autorkę sytuacji. Jestem pewna, ze nie tylko ja z uwagą poznam Pani zdanie na
            ten temat.

            Pozdrawiam.
          • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 16:36
            Widzę, ze wiele osób skupiło się na tym porannym wstawaniu. Owszem to jest dla
            mnie najbardziej uciążliwe. Wolałabym 4 godziny fizycznie przepracować, aniżeli
            taką poranną awanturę mieć. To mnie wykańcza emocjonalnie. Ale to nie wyczerpuje
            niestety całości. Bo, oto jest weekend, jak każdy i oto powtarzam synowi właśnie
            8-my raz, żeby posprzątał swój pokój. Zaczęłam 4 godziny temu. Zaraz muszę iść z
            pasem do jego pokoju. Może nie użyję (prawdopodobnie), ale muszę mieć. Z góry
            chce mi się rzygać na tę czynność.
            Czy mam odpuścić, niech ma bałagan? Już próbowałam. Skutek taki, że do pokoju
            syna nie dało się drzwi otworzyć. Cała powierzchnia była zawalona różnymi
            rzeczami na podłodze, ze nie dały się uchylić 15 cm. Nie wiem jak on tam
            wchodził. Chyba na siłę, jak ja wreszcie. I co ? Stada mrówek biegających po
            pokoju i zajadających resztki pożywienia z różnych talerzy oczywiście nie
            odniesionych do kuchni.
            Czyli, co ? Mam czekać na karaluchy?
            Ktoś napisał w stylu: cierpiętnica skrzywdzona najpierw przez faceta, potem syna
            itp...
            To błędne założenie. Ja nie jestem typem od krzywdzenia przez faceta. Wcale nie
            pisałam, ze jego ojciec mnie skrzywdził. Ot, psychol był i tyle. Kiedy tylko się
            w tym zorientowałam, to pogoniłam na 3 wiatry i po kłopocie. W tym rzecz
            właśnie. W tym leży kwintesencja mojego subiektywnego, osobistego
            DOŁA, że w obliczu wszystkich tych kłopotów, pomimo wielokrotnych,
            nieskutecznych prób ZROBIENIA CZEGOŚ, to ja nic więcej nie mogę zrobić (tak mi
            się obecnie wydaje w każdym razie)jak
            tylko trwać w tym krzyżu. Dlatego właśnie pomyślałam o księdzu. Zdaje się, że
            księża są kompetentni do wyjaśnienia człowiekowi sensu jego krzyża. Do tego
            wiara jest potrzebna.
            Bo przecież, tu nie o mojego faceta chodzi, lecz o moje dziecko. TAKIEGO faceta
            posłałabym wielkim kopniakiem na sam księżyc już lata temu i ani bym się raz nie
            obejrzała i żadnego księdza o rade nie pytała. Proste, szybkie i skuteczne
            rozwiązanie. Facet, to człek OBCY i albo
            pasujemy do siebie i obydwoje jesteśmy co najmniej zadowoleni z przebywania
            razem, albo nie pasujemy i wtedy się rozstajemy i po kłopocie.
            Z rodzonym dzieckiem to jest diametralnie i absolutnie inna sytuacja. Rozwód z
            dzieckiem? To nie egzystuje. Jasne, można się ew dzieciaka na różne sposoby
            jakoś pozbyć ze swojego życia, ale nie wtedy, kiedy się tego dzieciaka kocha i
            chce dla niego jak najlepiej i jest się jemu życzliwym, a nie obojętnym. Ja nie
            jestem obojętna na losy mojego syna i jego nieszczęście, byłoby również moim
            nieszczęściem, tak to odczuwam, nic nie poradzę, bo to nie jest obcy człowiek.
            Ktoś napisał, ze nawet, jeśli syn odziedziczył pewne negatywne cechy po ojcu, to
            przecież sam ojca sobie nie wybierał. To prawda. Wybrałam ja. Wybrałam źle. Tylko,
            że w momencie wyboru zwyczajnie o tym nie wiedziałam, bo byłam perfidnie,
            planowo, i bardzo zmyślnie oszukiwana. Ja wybrałam INNEGO ojca dla
            mojego dziecka, aniżeli się następnie okazało. Nie ma zatem winy syna, ale też i
            moja jest mocno ograniczona z powodu braku świadomości o stanie rzeczy w
            momencie podejmowania decyzji. W prawie nazywa się to : "działaniem pod wpływem
            błędu" i skutkuje w razie zaskarżenia sądowym unieważnieniem różnych umów ,
            kontraktów , dokumentów. Ale to w prawie cywilnym. W prawie rodzinnym nie ma
            czegoś takiego, ani w praktycznym życiu rodzinnym. Tu się nic nie da unieważnić
            i jakoś trzeba sobie radzić z tym, co jest. Lepiej lub gorzej. Ja gorzej.
            Ktoś pytał o pozytywne rzeczy dot syna, że nie wymieniam. Taaak. Z 10 lat temu
            byłaby to cała strona A4, przed kilku laty może połowa takiej strony, a dziś?
            Coś spróbuję:
            1. Ogromna łatwość w nawiązywaniu kontaktów.
            2. Twórczy umysł, wyobraźnia
            3. Talent manualny (umiejętności typu złota rączka)
            4. Nie pamiętliwy
            5. Ciekawość świata (nadal jeszcze jest, choć już mniejsza, aniżeli kiedyś)
            6. Nie przeklina, nie ćpa, nie pije, nie pali, nie bije nikogo, nie kradnie, nie
            obmawia, potrafi się wstawić za kimś wbrew otoczeniu - choć w mniejszym stopniu
            niż kiedyś.
            7. Stara się używać własnego rozumu do budowania własnych opinii. Ta
            "autonomiczność" ma swoje dobre, jak i złe strony, bo nie słucha dobrych rad od
            nikogo, ale złych też nie.

            Proszę, nawet 7 udało mi się uskładać, nie 5.
            • rumpa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 17:05
              Nie napisałaś jaki był to obóz z którego go nie wywalili i dlaczego
              zmuszałas go do nauki, skoro z taka inteligencją na pewno by zdał.
              Jak pisałam ja mam 134 i w tym wieku nikt mnie nad książkami nie
              widział.Tyż mialam świadectwa z paskiem.
              Po drugie, wiesz ja jestem bałaganiara, tragiczna, u mnie jest tak
              jak u twojego syna. Starali sie mnie porządku nauczyć, nikomu nie
              wyszło. Mnie samą bałagan męczy ale ale nie jestem w stanie sama z
              siebie zrobić porządku. Raz na jakiś czas mi się przelewa i wtedy
              posprzatam, no i mam dzieci, ale gdybym dzieci nie miała, nie
              ruszyłabym palcem w bucie. Uwielbiam czytać i łatwo nawiązuję
              kontakty :))) ale sprzatać nie będę i już - nudzi mnie to, nie
              istnieje w moim wszechświecie, tak jak inne osoby automatycznie
              podniosą syfa i wyrzucą do smietnika, tak ja przejdę a jak mi będzie
              przeszkadzał to przekopię w drugi kąt. Automatycznie, nie poświęcę
              temu w momencie dziania się ani sekundy uwagi.
              moja babcia jest taka sama, przemęczyla się całe życie znosząc
              upokorzenia, ja osobiście uważam że żaden porządek nie jest wart
              takiego traktowania drugiego człowieka i co właściwie sobie ci
              porządniccy myslą i dlaczego uważają się za lepszych.
              Geniusz matemaatyczny co ostatnio rozwiązął jakąs tam zagadkę, tyż
              żyje w syfie. Był taki spec od filmów, słynny z bajzlu. Nie nauczysz
              go porządku. Zastanów się czy warto iść z tym pasem.
              Wydaje mi się że bardzo dobrze wiesz co i jak powinno być zrobione.
              Tymczasem to wcale nie musi być tak, jak ty uważasz. W dodatku syn,
              oprócz tego że ewidentnie "inny" doskonale wie że jest od ciebie
              inteligentniejszy. Nie wygrasz z nim, bo próbujesz nauczyć stonogę
              latać. W dodatku występujesz z pozycji , sorry, pantofelka.

              a propos wstawania - wylałaś mu kiedyś na głowę kubek zimnej wody?
              Co zrobił? Dalej spał? W tym bajorze?
              zamęczysz się
              ja na Twoim miejscu zrobiłabym jeszcze parę testów
              psychologicznych,znalazła SOBIE dobrego psychoterapeutę, poszła do
              pracy i olała jego wstawanie. Zapowiadając źe jeśli oleje naukę,
              wyląduje w internacie. I dotrzymała słowa.
              Poleciałabym oczywiście po kompie, forsie i spotkaniach z kumplami,
              ale on musi wiedzieć że go do tego internatu wyslesz.
              I jeszcze jedno - może on się po prostu nudzi w tej szkole. Nauka w
              trybie indywidualnym z podkładką od psychiatry o młodym geniuszu?
              Czy chodzi o to żeby do szkoły chodził, czy żeby ją skończył?
              Wiesz , ja na studiach byłam w stanie przyswoić materiał z książki
              300 stronicowej, napakowanej faktami, w ciągu niecałych dwu dni, bez
              zarywania nocy i mieszcząc jeszcze randkę. Zdawałam na piatkę.Uwierz
              mi że na wykłady nie chodziłam, bo po co?
            • p_wolf Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 17:53
              > Czy mam odpuścić, niech ma bałagan? Już próbowałam. Skutek taki, że do pokoju
              > syna nie dało się drzwi otworzyć. Cała powierzchnia była zawalona różnymi
              > rzeczami na podłodze, ze nie dały się uchylić 15 cm. Nie wiem jak on tam
              > wchodził. Chyba na siłę, jak ja wreszcie. I co ? Stada mrówek biegających po
              > pokoju i zajadających resztki pożywienia z różnych talerzy oczywiście nie
              > odniesionych do kuchni.
              > Czyli, co ? Mam czekać na karaluchy?



              Dokładnie TAK! Co z tego, że nie możesz drzwi otworzyć? A po grzyba wogóle tam wchodzisz?
              Każdy zdrowy psychicznie człowiek któremu matka z pasem kazałaby sprzątać nienawidziłby tego i uchylałby się kiedy tylko może.

              Masa osób już to napisało, ja powtórzę: niszczysz życie swoje i syna. Odpuść, nim jest jeszcze szansa że wyrośnie z niego ktoś normalny. Ustal proste zasady (np. "nie byłeś w szkole = nie ma internetu") i przestań mu truć.
              Nie chce się uczyć? Świetnie, zawali klasę. Poczuje skutki takiego działania (kiblowanie dla inteligentnego dzieciaka jest upokarzające). Nie chce jeść? Super, zrozumie na czym polega cierpienie głodu. Nie chce się myć? Jeszcze lepiej, koledzy i koleżanki szybko i bez skrupułów mu uświadomią dlaczego powinien to robić.
              Chcesz zniszczyć synowi życie? Dalej rób to co robisz.


              > pomimo wielokrotnych,
              > nieskutecznych prób ZROBIENIA CZEGOŚ, to ja nic więcej nie mogę zrobić (tak mi
              > się obecnie wydaje w każdym razie)jak
              > tylko trwać w tym krzyżu.


              ... i jeszcze opowieści o niemowlęciu odpychającym matkę rączkami.
              Lecz się na głowę kobieto, i ratuj syna umieszczając go GDZIEKOLWIEK byle z dala od Ciebie :/
              • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 18:22
                p_wolf napisał:


                > ... i jeszcze opowieści o niemowlęciu odpychającym matkę rączkami.
                > Lecz się na głowę kobieto, i ratuj syna umieszczając go GDZIEKOLWIEK byle z dal
                > a od Ciebie :/


                Z zainteresowaniem czytałam twój post. Aż do powyższego momentu. I tu się
                wszystko, co piszesz na raz zrobiło niewiarygodne dla mnie, gdyż dostrzegam tu
                muśnięcie fanatyzmu.
                Jak mam rozumieć te słowa ? Czy tak, że nie dajesz temu wiary ?
                A, jeśli tak, to na jakiej podstawie, tak bardzo i absolutnie nie dajesz temu
                wiary, taka tu przebija pewność, ze to jakieś wyssane z palca brednie, że aż mi
                się każesz leczyć na rozum? NA JAKIEJ PODSTAWIE ?
                Bo TY osobiście sądzisz, że coś takiego jest niemożliwe ?
                Bo TY nie miałeś/aś z czymś takim nigdy styczności, nigdy o czymś takim nie
                słyszałeś/aś ? Czy to z kolei jest dowodem na NIEISTNIENIE danego zjawiska?
                Trochę skromności by się przydało. Jest mnóstwo rzeczy na tym świecie, z którymi
                nie miałeś/aś styczności i o których nie słyszałeś/aś, a pomimo to istnieją. Oj,
                więcej niż mnóstwo.
                • p_wolf Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 18:54
                  > A, jeśli tak, to na jakiej podstawie, tak bardzo i absolutnie nie dajesz temu
                  > wiary, taka tu przebija pewność, ze to jakieś wyssane z palca brednie, że aż mi
                  > się każesz leczyć na rozum? NA JAKIEJ PODSTAWIE ?

                  Dlatego, że maleńkie dziecko odpychające każdą czułość matki, czy patrzące na nią z nienawiścią w oczach (to akurat nie w twoim przypadku) jest podręcznikowym przykładem projekcji mózgu matki.
                  To jest istniejące zjawisko, spotykane, opisane. W przeciwieństwie do dwulatków nienawidzących matek.

                  W momencie gdy sama tworzysz określoną sytuację, a następnie piszesz o konieczności pogodzenia się z niesieniem krzyża, to owszem, uważam że masz ciężkie problemy psychiczne. Oszukana przez ojca, ukrzyżowana przez syna, zmuszona do pracy za grosze, mająca wyłącznie dobre intencje - kurcze, santo subito dosłownie :/

                  Myślę, że Ty nie chcesz żadnych rad, żadnych pomysłów ani konkretów, Ty chcesz usłyszeć jakiego to wyrodnego masz synka, i jaka biedna jesteś w tej toksycznej sytuacji.
                  A prawda jest taka, że odpowiedzialność za stworzenie toksycznej rodziny ponoszą dorośli, a nie dzieci.
                  • nat.wroclaw p_wolf sadzisz takie farmazony, że żałość bierze 25.04.10, 19:17
                    Po pierwsze z tuptającą z podniecenia nóżką dowalasz autorce wątku z pozycji
                    kogo? Boga? Co Ty wiesz o tym, czego ona chce, co mysli i co czuje?

                    >>Dlatego, że maleńkie dziecko odpychające każdą czułość matki jest
                    podręcznikowym przykładem projekcji mózgu matki.

                    Ta wypowiedz jednak Cie pogrąża zupełnie. Tyle wiesz o dzieciach i o mozliwych
                    problemach z nimi, co mój niedorozwinięty kot o Pascalu.

                    Bezmyslnej i prymitywnej agresji udawało się uniknąć na tym forum do czasu
                    pojawienia sie twoich kołtuńskich i nienawistnych wpisów.
                    • p_wolf Re: p_wolf sadzisz takie farmazony, że żałość bie 25.04.10, 22:41
                      > Bezmyslnej i prymitywnej agresji udawało się uniknąć na tym forum do czasu
                      > pojawienia sie twoich kołtuńskich i nienawistnych wpisów.


                      Kołtuńskich..? ;p Wiesz co to określenie znaczy?



                      > Ta wypowiedz jednak Cie pogrąża zupełnie.

                      Zdanie zakończone kropką nie stanowi jeszcze argumentu. Dlaczego mnie pogrąża? W
                      jaki sposób?
                      Przypadki gdy matka odbiera zachowanie dziecka (nawet noworodka) jako agresywne
                      względem siebie są dość szeroko opisane w literaturze fachowej. I nie, nie jest
                      to problem z dzieckiem, tylko z głową matki.

                      Nie, nie czuje współczucia ani przesadnej empatii w stosunku do autorki wątku,
                      bo jestem w stanie sobie wyobrazić życie jej dziecka. Patologiczny dom w którym
                      są codzienne awantury to zawsze wina dorosłych, nigdy dzieci. Nie wierze we
                      współwinne gwałcone dzieci które prowokowały, nie wierze we współwinne katowane
                      dzieci które były nieposłuszne, nie wierze też w dzieci skażone genetycznie z
                      którymi jedyną formą komunikacji jest straszenie pasem. I nic nie poradzę na
                      swój sceptycyzm.
                      Ja wierze, że autorka jest teraz bezradna, w depresji, zdołowana. Wiem, że
                      wychowanie dziecka z adhd czy aspergerem jest czymś tak potwornie ciężkim, czego
                      większość z nas nie jest w stanie nawet sobie wyobrazić. Nie mniej można nawet
                      takiemu dziecko stworzyć szczęśliwy dom, i to bez czarów i angielskich systemów
                      pomocy. Można, co było tysiące razy do wykazania.
                      To co mnie najbardziej razi w autorce to banalnie łatwa dystrybucja
                      odpowiedzialności. Winny jest ojciec dziecka, bo oszukał, winny jest syn, bo nie
                      słucha, winne jest państwo, bo nie pomogło, istnieje tylko jedna niewinna - ja
                      sama, przecież chciałam dobrze.
                      Kobieta która zrobi dziecko z byle kim, zapewnia mu dom pełen awantur oraz
                      psychoz, i ma jeszcze czelność pierd*lić o jakiejś "szklance wody na starość"
                      jest doprawdy... sama sobie odpowiedz kim.




                      > Nie wiemy, jakie byly zrodla odpychania matki - czy owa ciekawosc > swiata,
                      > potrzeba autonomii, czy jakies zaburzenia.


                      Nie wiemy nawet, czy odpychanie było realne czy urojone. Pewną poszlaką jest to,
                      w jaki sposób autorka opisuje rzeczywistość (od 8 rano świetna praca, ale od 10
                      gówniana przy zamieszkaniu w Warszawie, syn umrze z głodu jak mu nie zrobi jeść,
                      et cetera).



                      > Gdy czytam jej bardzo szczere opisy tego, co robila, co robi
                      > (doprowadzona na
                      > skraj bezradności)

                      Błąd. "Doprowadzona" może być tylko przez osoby trzecie. Ona "doprowadziła się".

                      • basienka.4 Re: p_wolf sadzisz takie farmazony, że żałość bie 26.04.10, 00:22
                        p_wolf napisał:
                        ............ co napisał p_wolf ? napisał ZAWSZE to, NIGDY tamto itp. język
                        konfliktu. Język srali mądrali, co to tak, czy siak wie lepiej.
                        Wie lepiej ode mnie, co ja myślę. Taki mądrala! Fakty z mojego życia też zna
                        lepiej.
                        Oczywiście wszelka dyskusja z takim mądralą jest zbędna, ponieważ mądrali można
                        wyłącznie posłuchać, co ma mądrego do powiedzenia. Ulica jednokierunkowa.
                        No, to już posłuchałam. Dalsze rzygowiny i pomyje proszę sobie p_wolfie wylewać
                        na kogoś innego z własnego pobliża. Opinia ugruntowana ? No, to z Bogiem,
                        zapraszam teraz do innych wątków.
                        Tutaj twoja "pomoc" już niepotrzebna, wszyscy są już zapewne pod wrażeniem
                        twojej nieskończonej mądrości życiowej, arcy bogatego doświadczenia jak i wiedzy
                        merytorycznej. Powiedziałeś , co wiedziałeś i wystarczy, idź głosić swoje SŁOWO
                        gdzie indziej.
                      • mgla_jedwabna Re: p_wolf sadzisz takie farmazony, że żałość bie 26.04.10, 00:56
                        P_Wolf, naświetliłaś mi chyba niechcący ważną kwestię:


                        "To co mnie najbardziej razi w autorce to banalnie łatwa dystrybucja
                        odpowiedzialności. Winny jest ojciec dziecka, bo oszukał, winny jest syn, bo nie słucha, winne jest państwo, bo nie pomogło, istnieje tylko jedna niewinna - ja sama, przecież chciałam dobrze."

                        Syn prezentuje dokładnie taką samą postawę. Nie musi myśleć o niczym:
                        - nie musi sam siebie gonic do lekcji, bo zrobi to mama
                        - nie musi sam się budzić, bo zrobi to mama
                        - nie musi sam sie "gonić" do mycia, bo zrobi to mama
                        - nie musi sprzątać, bo zrobi to mama
                        - nie musi patrzeć, czy pora juz zmienic bluzę, bo zrobi to mama
                        - nie musi myśleć, co się stanie, jak nie pójdzie do szkoły, bo mama myśli za niego i to za dużo

                        W tej rodzinie występuje chorobliwy rozjazd poczucia odpowiedzialności. Mama odpowiedzialna za wstawanie syna do szkoły, a syn odpowiedzialny za to, że mama ma kiepską pracę.

                        Ktos musi przerwać to błędne koło, i niestety musi to zrobić Basieńka4 jako jedyna dorosła w tym układzie. Ale Basieńka4 wolała trzymać dziecko na smyczy niż nauczyć, że się nie biega koło ruchliwej ulicy. Teraz woli robić dzieciakowi jeść niż pozwolić, żeby się przegłodził i wyciągnął wnioski.

                        Basieńka4, skoro jednak widzisz jakieś cechy pozytywne u syna, to przeczytaj je sobie 10 razy na głos, potem powiedz synowi za co go cenisz, a potem powiedz, że martwią cie rozmaite objawy u tak zdolnego skądinąd młodego człowieka i może potrzebuje on pomocy? I spróbuj wysłać go do psychologa. Tylko niech to nie będzie rozmowa z zarzutami o te objawy, a potraktowanie sprawy możliwie obiektywnie: powiedz, że gdyby np. syn znajomych zachowywał się podobnie, też byś im to poradziła. Powiedz synowi, że go kochasz i się o niego martwisz. Trochę tak, jakby miał 4 lata, a nie 14. Po ciągłych zakazach, nakazach i awanturach będzie pod wrażeniem, gwarantuję.

                        Być może nie będzie ci chciał okazac wzruszenia i ukryje je pod maską "pyskowania", zamknięcia się w swoim pokoju itd. N?ie dawaj za wygraną.
                  • tully.makker Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 19:34
                    Dlatego, że maleńkie dziecko odpychające każdą czułość matki, czy patrzące na n
                    > ią z nienawiścią w oczach (to akurat nie w twoim przypadku) jest podręcznikowym
                    > przykładem projekcji mózgu matki.

                    Nie masz racji. Sa dzieci, ktore od niemowlectwa nie lubia przytulania i
                    czulosci i sie z nich wykrecaja. Jedne prrzez caly czas - to niejednokrotnie
                    pierwszy trop naprowadzajacy na slad roznorakich zaburzen. Inne, jak np moje
                    mlodsze dziecko, lubia sie przytulac, ale wtedy, kiedy ONE maja nastroj. Moj
                    4-latek gdzy chce przytulic gdy nie jest w nastroju krzyczy Dusze sie! A
                    jednak kiedy jest spiacy, zmeczony to staje sie niezwyklym pieszczochem.

                    Nie wiemy, jakie byly zrodla odpychania matki - czy owa ciekawosc swiata,
                    potrzeba autonomii, czy jakies zaburzenia. Czy odpychanie wystepowalo ciagle,
                    czy bywaly chwile zgody na fizyczny kontakt.
            • tully.makker Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 19:22
              oto jest weekend, jak każdy i oto powtarzam synowi właśni
              > e
              > 8-my raz, żeby posprzątał swój pokój. Zaczęłam 4 godziny temu. Zaraz muszę iść
              > z
              > pasem do jego pokoju. Może nie użyję (prawdopodobnie), ale muszę mieć.

              mam nastoletniego syna i nastoletnia pasierbice. Wiekszosc rzeczy trzeba
              sdzieciakow powtarzac wlasnie owe 15 razy, a i wtedy nie ma gwarancji, ze
              zrobia, jesli sie nie powtorzy 16. Z dziewczynka troche lepiej, bo matka ja
              ostro tresuje, ale tez daleko do idealu.

              To oczwiscie jest irytujace. I oczwiscie wydane polecenia trzeba wyegzekwowac -
              konsekwencja to rzxecz zasadnicza. Ale to nie powod, zeby dostawac
              szalu.Straszyc pasem? oszalalas? Wiesz, ze twoj syn wkrotce bedzie duzo wiekszy
              od ciebie i zwyczajnie ci odda?
      • sebalda Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 11:14
        Triss kiedyś napisała bardzo mądrą i prawdziwą rzecz, pozwolę sobie to
        zacytować, to zachowalam to jako złota myśl:
        "To takie charakterystyczne dla ludzi, którzy absolutnie nic w życiu
        nie osiągnęli, nie są spełnieni, nie są usatysfakcjonowani i
        odczuwają nieustającą frustrację z powodu zerowego wpływu na
        otoczenie. W momencie gdy pojawia się dziecko, zyskują namiastkę
        władzy i odbija im palma".

        Tutaj mamy klasyczny przykład takiego stanu. Przepraszam za brutalność.
        Myślalam, że to domena sfrustrowanych facetów, ale widzę, ze nie tylko:(
        • p_wolf Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 11:57
          > Ja mam takie podejrzenie (tylko podejrzenie), że zasadniczą rolę mogą tu
          > odgrywać geny.


          Ja mam takie podejrzenie, że prędzej zaczniesz zrzucać winę na cokolwiek, geny, szatana, telekinetyczny wpływ męża czy krasnoludki niż zauważysz faktyczne źródło problemów.
          A tym źródłem jesteś Ty.
          Samotna, skrzywdzona przez faceta matka plus syn jedynak, który staje się centrum jej wszechświata - nawet nie wiesz, jak banalny jest to motyw.
          Twoje opowieści o tym, że masz świetne wykształcenie i masę certyfikatów, ale zarabiasz grosze bo musisz pracować od 10 sugerują, że zaczynasz tracić kontakt z rzeczywistością.

          Oboje z synem potrzebujecie pomocy psychologicznej ale na chwile obecną potrzebujecie przede wszystkim się rozstać, choćby na krótki czas. Zdarza Ci się choćby 5 minut w ciągu dnia, gdy nie myślisz obsesyjnie o synu? Czy wstał, czy się nie spóźni, czy odrabia lekcje, czy się myje w łazience, czy zjadł. Masz psychozę, niszczysz życie swoje i syna.
          Poczytaj spokojnie co wyżej napisały inne userki i ratuj swoją rodzinę. Zaczynając od pracy nad sobą.
          • zosia543 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 12:05
            Wydaje mi sie ze za duzo krzyczysz gadasz i wymygasz.Mam trzy corki w tym dwie dorastajece wychowuje je sama od 6 lat i wiem jedno ze krzykiem nakazami nic nie zdzialam.Oczywiscie nie mowie ze nie krzycze i nie truje oczywiscie ale wszystko ma swoje granice,i przedewszyskim okazywanie milosci dzieciom przytulanie rozmowy mysle ze sa jak najbardziej wskazane.Zawsze mowie do corek ze to jeszcze moj czas na czulosci bo lada dzien bede mialy chlopcow,sympatie i matka juz pojdzie w odstawke.Uwazam ze powinnas wyluzowac dac sobie spokoj z kontrola isc do pracy normalnej myslec o sobie,a syna kontrolowac i doradzac pomagac wspierac ale madrze.Jestes obsesyjna matka i kazdy normalny czlowiek nie tylko nastolatek reagowalby ignorancja ja napewno tez nie reagowalabym na takie zachowanie jak ty stosujesz.
            • blusia-1 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 16:22
              Basienka przyznala sie do slabosci , a przemadrzale baby nawyzywaly ja od katow .
              Czy nie rozumiecie ,ze ona katem wcale nie chce byc ?ze to bezradnosc z niej kata robi?
              Czy jestescie do cholery psychologami , zeby tak z gory diagnozowac i oceniac ?
              Ona doskonale wie , ze takie zachowanie jest chore i po prostu prosi o pomoc. Jezeli nie macie podobnych doswiadczen , to lepiej sie nie odzywajcie .

              Basienko , mysle , ze moze rzeczywiscie powinnas zajac sie bardziej soba , Lacznie ze znalezieniem innej pracy , tak aby nawet isc do niej na wczesniejsza godzine . Niech chlopiec nauczy sie byc za siebie odpowiedzialnym , a chocby mialo to oznaczac zawalenie roku.
              Zrob ten eksperyment. I oczywiscie zycze Ci znalezienia dobrego specjalisty . Ja niestety nie jestem z Warszawy . Trzymaj sie.
              • ratyzbona Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 16:54
                Rodzic którzy tak zachowuje się wobec dziecka i przyznaje się do bezradności nie
                powinien czuć się rozgrzeszony. Posty basieńki wskazują że choć wie że nie
                powinna zachowywać się tak jak się zachowuje to zamiast popracować nad sobą chce
                zmienić syna. Dla mnie ktoś kto pisze że jego dziecko od momentu kiedy skończyło
                2 lata ma koszmarny charakter potrzebuje pomocy zdecydowanie bardziej niż sam
                młody człowiek. Z opisanej tutaj historii wynika że na chłopaka matka krzyczy
                właściwie cały dzień i właściwie od zawsze i właściwie o wszystko - kiedyś z
                większym teraz z mniejszym skutkiem ( nic dziwnego gdyby ktoś na mnie krzyczał
                od podstawówki do przez siedem lat bym się też uodporniła). Nie wykluczam że syn
                autorki postu jest leniwy i mu się nie chce ale ma 14 lat i zasługuje na trochę
                lepsze życie niż ciągły krzyk i awantury - i nie chodzi o to żeby skończył
                dobrze szkołę ale o to że nikt nie zasługuje na takie życie. Serio moim zdaniem
                prawdziwej pomocy potrzebuje matka.
                • blusia-1 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 17:37
                  ..hmm..dopiero przeczytalam post Basienki z 22ego -21.40 . moze to zmienia caly obraz sytuacji . dziecko jest trudne od malutkiego...
                  i nie wiemy zreszta jak wychowywala je przedtem . pisze , ze psycholodzy nie mieli zastrzezen w tej kwestii .
                  nie zmienia jednak to faktu , ze niektore opinie sa zbyt malo delikatne . nie tedy droga .
                • miacasa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 18:12
                  Dla mnie ktoś kto pisze że jego dziecko od momentu kiedy skończył
                  > o
                  > 2 lata ma koszmarny charakter potrzebuje pomocy zdecydowanie bardziej niż sam
                  > młody człowiek.

                  ależ są różne rodzaje zaburzeń rozwoju, dziecko zaburzone najczęściej zachowuje
                  się w sposób dziwaczny, nie akceptowany, trudny

                  Mam dziecko z rysem autystycznym (Zespół Aspergera) i niestety na tle
                  neurotypowych dzieci wypada koszmarnie, przez otoczenie jest odbierane jako
                  wredne, złośliwe, uparte, krnąbrne, dziwaczne i nieposłuszne. Syn Autorki był
                  diagnozowany w kierunku autyzmu ale kilkanaście lat temu niewielu specjalistów
                  miało doświadczenie w diagnozowaniu tego typu zaburzeń. Moim zdaniem powinna
                  wrócić do tematu.
                    • stoprocent Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 23.04.10, 22:58
                      Przede wszystkim wyrazy współczucia - musisz się czuć naprawdę
                      tragicznie, całkowita bezsilność i to poczucie, że jestes za
                      wszystko odpowiedzialna...
                      Kiedyś - niestety nie pamiętam, w jakiej telewizji - była seria
                      programów w stylu "Superniani", ale traktowała o nastolatkach.
                      Generalne zasady były mniej więcej takie:
                      1. Rodzic/rodzice ustalają dla dziecka jakieś obowiązki typu
                      chodzenie do szkoły,wracanie o wyznaczonej porze itd.
                      2. Za nieprzestrzeganie powyższych ustalany jest katalog
                      konsekwencji. Chociaż de facto najczęściej nie są to naturalne
                      konsekwencje,lecz jednak kary. Mają one jednak charakter odbierania
                      przywilejów np.kieszonkowego, komputera, prawa do chodzenia na
                      imprezy - w zależności od tego, na czym takiemu młodemu człowiekowi
                      najbardziej zależy.
                      3. Powyższe jest KONSEKWENTNIE wdrażane w zycie.
                      4. Obowiązuje zakaz ględzenia, trucia, biadolenia, wrzasków itp.
                      itd.
                      5. Rodzice w przyjemny sposób spędzają czasz dziekiem - tak jak ono
                      lubi.
                      Spróbowałabym wdrożyć w tej sytuacji.
                      Nasuwa mi się też jeden wniosek. Otóż piszesz, że musisz się nim
                      zajmowac i go przymuszać, bo inaczej sąd i dom dziecka itd. Może
                      warto to uświadomić synowi? Może perspektywa opuszczenia domu i
                      utraty przywilejów trochę na niego zadziała. Wymaga to oczywiście
                      żelaznych nerwów, ale sądzę, że może pomóc.
                      Chodzi mi mianowicie o taką sytuację:
                      Mówisz (nie krzyczysz, nie ględzisz) coś w ten deseń:
                      "Synu, codziennie staję na uszach, żebys poszedł do szkoły, bo
                      obowiązek szkolny itd i jak nie będziesz chodził, to wywoła takie i
                      takie konsekwencje, a mnie zależy, żeby tak nie było, więc się
                      staram. Ale nie mam już siły, nie dam rady dalej itd. i wiem, że ty
                      też się możesz starać. Więc od dzisiaj budzę cię rano o tej i o tej,
                      daje 15 minut na wstanie, budzę ponownie i twoja sprawa co dalej
                      zrobisz.To może byćdla ciebie trudne,więc jak ci sie uda to (tu
                      propozycja nagrody - najlepiej nie kasa, a fajne spędzenie czasu
                      wspólnie, nawet, gdyby to znaczyło, że macie razem skoczyc na
                      bungee)"
                      Najbardziej parawdopodobne, że nie zrobi nic i nie będzie chodził do
                      szkoły. I wówczas te konsekwencje się zaczną i on to zobaczy, co w
                      świecie, gdzie przed wszelkimi konsekwencjami jego działań chroniła
                      go matka, może być niezłym szokiem...
                      Może wizja nagrody go zmotywuje - sądzę, że może dobrze byoby
                      najpierw dac małą nagrodę za mały sukces np. bez twojego dozoru
                      poszedł do szkoły na 3.lekcję, ale poszedł - za to mała nagroda i
                      komunikat, jaką ci to sprawiło ulgę.
                      Kurde, jasne, że ryzykowne; jasne, że może stracić rok, ale do
                      cholery - w tym stanie, jaki jest,może stracić całe życie.
                      We wdrożeniu planu psychoterapia dla Ciebie na pewno pomocna będzie.
                      I duzo siły życzę.

                    • basienka.4 Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 13:45
                      Tak. Robiłam to, kiedy mi się udawało. W "przelocie". Syn nie chciał być
                      przytulany, ani całowany. Będąc jeszcze niemowlęciem odpychał mnie (moje
                      przytulanie) jak mógł, tj będąc na moich rękach odpychał się rączkami. Potem,
                      jako bardziej mobilny po prostu wyrywał się i uciekał. Niespecjalnie się wówczas
                      tym przejmowałam, chociaż wydawało mi się to b. dziwne w szczególności wobec
                      powszechnych opinii, jakie to dla dziecka ważne na całe życie, aby było
                      przytulane, okazywanie miłości itp. Dla mojego syna nie było to ważne
                      (najwyraźniej), a wręcz tego nie chciał. Był ciekaw świata, matczyne przytulanki
                      bardzo wyraźnie odbierał jako mocno upierdliwe i przeszkadzające mu w jakiś
                      ciekawych zajęciach lub obserwacjach. Ogólnie można by rzec, że w pierwszych 2
                      latach życia, odpędzał mnie jak upierdliwą muchę.

                      Później było wiele takich sytuacji, które wskazywały na jego CAŁKOWITĄ i
                      ABSOLUTNĄ PEWNOŚĆ mojej miłości. Ta jego pewność była tak bezkresna, że niekiedy
                      się zastanawiałam, czy nie jest większa od mojej własnej i skąd się bierze aż taka.

                      W ogóle, to co synowi rankiem powiedziałam (pierwszy post) to jest APOGEUM.
                      Faktem jest, że to wszystko, moje myśli, odczucia, to był PROCES postępujący.
                      Najpierw, kiedy syn miał kilka lat ( nie pamiętam, może 4-5)nauczyłam się kląć.
                      Jeszcze nie do syna, ani nie przy synu, ale z powodu syna. Nerwy, bezsilność.
                      Potem, jak miał 6 l i więcej klęłam już przy synu, ale nie na niego. Rzucałam
                      "mięsem", żeby się jakoś wyładować, to tak jako alternatywa do spędzenia "miłych
                      dni" w psychiatryku z załamaniem nerwowym. Rzucanie mięsem wydało mi się
                      mniejszym złem. Następnie wraz z kolejnymi latami zaczęłam kląć już bezpośrednio
                      do syna. Im mocy w moich akumulatorach ubywało, tym agresja słowna była
                      wyraźniejsza.
                      Podałam tu przykład niecenzuralnego słownictwa, gdyż moim zdaniem dobrze
                      odzwierciedla proces zwieńczony tym porannym apogeum.
                      Chodzi o to, że jak żyję nigdy wcześniej nie przeklinałam i strasznie mnie
                      raziło wulgarne słownictwo. Zawsze, daleko uciekałam od ludzi używających
                      "mięsa". Nigdy nie miałam i nadal nie mam żadnego kontaktu z ludźmi rzucającymi
                      mięsem. Obecnie to ja sama często rzucam mięsem, już w różnych sytuacjach, tak
                      jakby zasoby mojej życiowej cierpliwości się wyczerpały i już.

                      Owszem, kiedyś jeden raz było mi dane podładować akumulatorki. Zazwyczaj syna
                      wyrzucali z wakacyjnych wyjazdów, bo się nie dostosowywał do grupy (zajęć) i
                      mieli kłopot. Z czasem przestałam go posyłać, tym bardziej, że kategorycznie
                      odmawiał, to wiedziałam, ze znów go będę odbierać przed czasem, więc tylko
                      kłopot i pieniądze pójdą w błoto. Ale jeden raz (jedyny) nie wyrzucili go. Był
                      na jaki obozie całe 3 tygodnie. Najpierw resetowałam przez 3 dni, nie mogąc
                      uwierzyć. Po 3 dniach zaczęłam działać. Różne rzeczy. Myślałam, że powyrywam
                      drzewa z korzeniami. Jak tytan ! Siły niespożyte. Zrobiłam robotę zaległą od
                      wielu lat, pracowałam po 12-13 godzin dziennie cała szczęśliwa w pełnym poczuciu
                      PRODUKTYWNEGO zmęczenia. Ale to było tylko jeden raz.
                      • tully.makker robisz te straszne rzeczy od 10 lat 25.04.10, 19:43
                        Najpierw, kiedy syn miał kilka lat ( nie pamiętam, może 4-5)nauczyłam się kląć.
                        Jeszcze nie do syna, ani nie przy synu, ale z powodu syna. Nerwy, bezsilność.
                        Potem, jak miał 6 l i więcej klęłam już przy synu, ale nie na niego. Rzucałam
                        "mięsem", żeby się jakoś wyładować, to tak jako alternatywa do spędzenia "miłych
                        dni" w psychiatryku z załamaniem nerwowym. Rzucanie mięsem wydało mi się
                        mniejszym złem. Następnie wraz z kolejnymi latami zaczęłam kląć już bezpośrednio
                        do syna. Im mocy w moich akumulatorach ubywało, tym agresja słowna była
                        wyraźniejsza.

                        Dlaczego nie szukasz pomocy dla siebie? Nie zdajesz siobie sprawy,ze masz taki
                        obowiazek, bo twoje zachowania nie sa normalne i krzywdza najblizsza ci osobe?

                        Ja wiem, ze dzieci bywaja roznie - sporo przeszlam, i wychowawczo, i zdrowotnie
                        ze starszym synem, ktorego wychowuje sama. Mlodszy ma najpewniej ADHD - za maly
                        jeszcze na diagnoze i przyprawia nas wszystkich czasami o palpitacje serca. I
                        pewnie bedzie jeszce czesciej.

                        I z tej perspektywy widze, ze ty masz kobieto obsesje. Zyjesz tylko o tym, co
                        twoj syn robi albo nie robi. nawet przy zwyklym dziecku mozna by sie wykonczyc,
                        a coz dopiero przy takim sprawiajacym wiecej problemow...
                        • nat.wroclaw Re: robisz te straszne rzeczy od 10 lat 25.04.10, 20:18
                          Kurcze.. no ja też mam nadzieję, że autorka jakos pozbiera te nasze pomysły i
                          domysły do kupy i je sensownie przesortuje w głowie.

                          Gdy czytam jej bardzo szczere opisy tego, co robila, co robi (doprowadzona na
                          skraj bezradności) to włos jeży mi się na głowie, z drugiej strony pisze na tyle
                          przytomnie, że mam nadzieję, że dostrzeże (albo już dostrzega) ciag
                          przyczynowo-skutkowy swoich działań wobec syna (i siebie samej (!)) oraz jego
                          obecnych postaw i zachowań.
                      • miacasa Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 25.04.10, 22:14
                        Syn nie chciał być
                        > przytulany, ani całowany. Będąc jeszcze niemowlęciem odpychał mnie (moje
                        > przytulanie) jak mógł, tj będąc na moich rękach odpychał się rączkami. Potem,
                        > jako bardziej mobilny po prostu wyrywał się i uciekał.

                        wiesz, że jest to bardzo charakterystyczne zachowanie dla dzieci z zaburzeniami
                        integracji sensorycznej ale też dla autystyków?
                        poczytaj o Zespole Aspergera, zobaczysz tam swoje dziecko i udręczoną siebie -
                        matkę dziecka zaburzonego, nie wrednego socjopaty ale kogoś kto inaczej odbiera
                        świat
    • mgla_jedwabna Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 24.04.10, 00:36
      Zachowanie twojego syna może świadczyć o depresji. Niechęć do wstawania do szkoły moze być nieuświadomioną niechęcią do szkoły w ogóle, do przebywania wśród ludzi, do wysiłku związanego z życiem codziennym. Do tego dodajmy brak higieny, chęci do nauki również po południu/ wieczorem, ogólne "zamknięcie" na świat. Bardzo niepokojący jest brak chęci do jedzenia. To nie jest zdrowy objaw. Nawet bardzo małe dziecko będzie szukało samo jedzenia po pewnym czasie, jeśli rodzicie mu nie dadzą.

      syn najwyraźniej potrzebuje psychologa. Tylko nie księdza. Nie można być jednocześnie księdzem i terapeutą. To się wzajemnie wyklucza.

      Przeczytaj więcej na ten temat tutaj: forum.gazeta.pl/forum/w,529,96585289,96607134,Re_co_robic_.html

      Tamten wątek dotyczy co prawda przemocy domowej, ale argumenty przeciwko "kościelnej psychologii" pozostają te same.

      Poza tym rzuca się w oczy w tym układzie brak dorosłego faceta. Ksiądz miałby wtypełnić ten brak, tak? Dlaczego to akurat ma być ksiądz?

      A tak po ludzku: czy twój syn ma w życiu jakieś powody do radości? Czy ma jakieś zainteresowania, pasje itd? Czy nie ma powodu, żeby czuć się gorszym od rówieśników? Chodzi mi o powody, które będą ważne dla niego, nawet jeśli dla ciebie to głupoty. Czy problemy z nauką nie wzięły się z wcześniejszych zaniedbań, takich, za które nie on jest odpowiedzialny? Czy syn nie jest w szkole prześladowany przez rówieśników lub któregoś z nauczycieli?

      Odpuść sobie poranne awantury. Też tak miałam, przez całe lata budził mnie jazgot mamy. Efekt był odwrotny do zamierzonego, ogarniał mnie strach przed całym nadchodzącym dniem i niewiara, ze poradzę sobie z czymkolwiek, skoro już na starcie coś zawaliłam.

      Poza tym obarczasz swoje dziecko odpowiedzialnością za swój stan psychiczny. Czy ty czasem nie traktujesz go jak dorosłego partnera? Od kiedy to on ma w swoim zachowaniu brać pod uwagę to, jaki wpływ będzie ono miało na twoje samopoczucie? Przecież ty nawet uważasz syna za winnego faktu, że masz taką a nie inną pracę!

      Widzę dziwne pomieszanie traktowania jak dorosłego (kwestie emocjonalne) z traktowaniem jak małe dziecko. 14 latka nie wyprawia się do szkoły, sam wychodzi.

      "Każda moja mowa, prośba, polecenie, to jak grochem o ścianę. Zawsze już tak
      > było. NIC , co powiem, nie będzie wykonane. Dziś już straciłam nadzieję, już z
      > góry wiem, że każde moje słowo, to tylko zbędny wysiłek z mojej strony. "

      Uogólniaj tak dlaej,. to prosta droga do zamknięcia komunikacji w ogóle.

      "Myślę, że na moją
      > starość nie poda mi szklanki wody."

      Dziecko ma swoje życie, które niekoniecznie musi polegać na obsługiwaniu rodziców. Poza tym wytłumacz mi jak brak osiągnieć naukowych miałby się przełożyć na brak opieki na starość?

      Poza tym ciekwawa jestem, jak wyglądała kwestia pomocy syna w czynnościach domowych kiedy był młodszy. Z twojego posta wyłania się podejście "jak JA nie zrobię, to nic nie będzie załatwione". teraz nagle się spodziewasz, że syn weźmie na siebie odpowiedzialność. Dlaczego miałby to robić, skoro najprawdopodobniej dotąd żył w przekonaniu, wpojonym przez ciebie, że to ty jesteś za wszystko odpowiedzialna i bez ciebie wszystko się zawali.


      Twój post jest bardzo długi i nie ma w nim ANI JEDNEJ pozytywnej rzeczy o synu. Nawet informacja o IQ służy pokazaniu, że nie ma żadnego usprawiedliwienia dla jego nieuctwa. Nawet IQ 150 świadczy na jego niekorzyść. Jest za to dużo negatywnych uogólnień.

      Podejrzewam, że podobną postawę wykazujesz wobec syna. On wie, że uważasz go za kogoś takiego, jakiego tutaj odmalowałaś. Zrób sobie taki mały test: znajdź 5 pozytywnych rzeczy w swoim synu. I nie zaprawiaj ich gorzkim kontekstem "to tylko dowodzi, że jest gorzej, niz jakby tych pozytywnych cech nie było" (tak jak w przypadku wysokości IQ).

      Wiesz co? Jakby mnie ktoś, zwłaszcza własna matka, w wieku lat 14 uważał za taką beznadziejną osobę, a do tego obwiniał o swój stan psychiczny i sytuację zawodową, to też dostałabym depresji, a po skończeniu 18 lat uciekła jak najdalej.
      • marianka_marianka Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 24.04.10, 10:15
        mgla_jedwabna napisała:
        > Zachowanie twojego syna może świadczyć o depresji. Niechęć do wstawania do szkoły moze być nieuświadomioną niechęcią do szkoły w ogóle, do przebywania wśród ludzi, do wysiłku związanego z życiem codziennym.


        Mylisz się albo niedokładnie czytasz.
        Autorka wyraźnie podkreśla, że:

        całkowita obojętność syna wobec mojego niekiedy bardzo widocznego zmęczenia i brak woli do jakiejkolwiek mi pomocy, aby matce troszkę ulżyć. Za to jest wola do realizowania swoich hobby (które bawią) w tym samym czasie.


        To wszystko co pisze Autorka o synu budzi moje przerażenie. Co to jest za dziecko?
        Potrafi myśleć i walczyć o swoje - ok - niech walczy, a Ty wprowadź wreszcie nowy plan w życie. Taki, w którym nie będziesz nad nim stać 24 h/dobę.
        Pogódź się z tym, że zawali rok. To długo, więc powinien w tym czasie zauważyć na czym polega przestrzeganie zasad.
        Za niewykonanie poleceń - koniec z internetem, hobby, kolegami.
        Skontaktuj się z ludźmi, którzy mają podobny problem, na pewno tacy istnieją i pomogą Ci sensownie opracować plan działania.
        Uprzedziłabym syna, że w momencie kiedy Ty odpuścisz, to zajmie się nim Państwo, czyli jakś odpowiednia placówka opiekuńcza.
        • mgla_jedwabna Re: Wychowywanie -koszmar, potrzebny psycholog-ks 26.04.10, 01:11
          Napisałam "może".

          Ucieczka w sen, niedbanie o higienę osobistą/ higienę otoczenia, niezaspokajanie podstawowych potrzeb życiowych (niejedzenie) mogą być objawami depresji. Całkowita obojętnosć na inne osoby też może swiadczyć o problemach - jak ma się problemy ze sobą, to wysiada empatia, czyli zauważanie problemów innych osób.

          Wikipedia to może nie jest fachowe źródło, ale i ja nie jestem fachowcem.

          pl.wikipedia.org/wiki/Zaburzenia_depresyjne
          Dla mnie zgadza się zwłaszcza:

          "objawy motywacyjne: problemy z mobilizacją do wszelkiego działania, które może przyjąć wręcz formę spowolnienia psychoruchowego; trudności z podejmowaniem decyzji;"

          Nie zdziwiłabym się, gdyby się okazało, że w pierwszej kolejności szwankuje zdolnosć do podejmowania decyzji o czynnościach nieprzyjemnych, np. pomocy mamie. Stoi potem taki jak ta kukła i nc go nie rusza, a otoczenie wkurza się na "egoistę".