lezisa
24.04.10, 14:58
Witam
mam 34 lata od 9 lat jestem mężatką. niestety nie tworzymy z mężem
fajnej rodziny a relacje między nami sa nieprawidłowe choć na pozór
wszystko wydaje się normalne. Chodzi o to, iż dla mojego męża jestem
tylko jakimś dodatkiem, który posłużył mu do urodzenia dzieci i
udawania że ma (mąż) rodzinę.zawsze najważniejszą osobą dla niego
była jego matka ,a moje relacje z mężem i teściową od początku były
pełne konfliktów.niestety częściowo także z mojej winy. chciałabym
mieć dobre stosunki z teściami ale potrzebuję też trochę
prywatności.problem w tym że teściowa jest dość specyficzna tzn.
uważa że powinna decydować o wszystkim w naszym życiu, do tego jesli
nie chce zrobić tego co sobie życzy obraża się i wytwarza sie
konflikt ponieważ nagaduje wtedy na mnie do męża a on mi robi
awantury po rozmowach z nią choć przed ową rozmową nie widział nic
złego w moim zachowaniu lub uważał dana sprawę za niewielki
przewinienie. mam dość życia pod dyktando teściowej, obecnie jest
tak że o każdej decyzji jaka podejmujemy mąż pyta się teściowej i
musi uzyskać jej aprobatę aby wcielić ją w życie i uważa że powinnam
być posłuszna jego mamie i wcielać jej pomysły w życie, żeby sie nie
narazić. Nie chciałabym żeby on nie miał z nią w ogóle kontaktu,
ponieważ uwazam, że matka powinna być dla każdego kimś ważnym i
należy rodziców szanować ,chętnie też wysłucham ich rad, ale pod
warunkiem, że to nie będzie nacisk aby się do tej rady
dostosować.Jednak uważam tez,iz w jak się jest dorosłym i zakłada
rodzinę to ma się prawo do podejmowania własnych decyzji,oczywiście
trzeba się liczyc tez z innymi ale nie za wszelką cenę. czuję się
jak w klatce zwłaszcza ze teście ppomagaja nam finansowo i dzięki
temu żyjemy na troche wyzszym poziomie niz bez tej pomocy, ja
obecnie jestem na zasiłku wychowawczym a mąż niewiele zarabia więc
nasza syt. fin. nie jest najlepsza, jestem im wdzięczna za pomoc ale
dręczy mnie ze nie jest ona bezinteresowna ,czy w zamian muszę robić
wszystko czego żądają i niemieć własnego zdania ani prawa do
decydowania o swoich i wspólnych z mężem sprawach (w tym i o
dzieciach). Mój mąż potrzebuje do życia tylko mamusi i jest z nią
najszczęsliwszy ja nie jestem mu do niczego potrzebna , on nie ma
potrzeby przebywania np tylko ze mna i z dziecmi zawsze i wszędzie
jeździmy z tesciami.nie mamy chwil dla siebie.czuję się jak w
pułapce. oczywiście nie chciałabym popadać w skrajności i np żeby w
ogóle nie utrzymywać kontaktu z nimi ale mieć chwilę oddechu.czuję
się niechciana, niekochana i niepotrzebna a z każdym konfliktem ten
stan sie pogłębia .czy powinnam sie udać do psychiatry?