Romans - ile to może potrwać?

27.04.10, 17:51
Moja żona ma romans. Przeszliśmy już kilka faz tego dramatu -
najpierw był mój wielki ból, później przeżywałem bunt i miałem ochotę
zakończyć nasz związek, później uspokoiłem się i starałem się ułożyć
nasz związek od nowa, a teraz to sam nie wiem jaka jest faza tego
dramatu... żona początkowo bardzo żałowała i zerwała kontakty z tym
facetem; ale po jednej ze scen jaką jej urządziłem znów wznowiła
kontakty, ale na bardzo krótko; niestety w ostatnich dniach znów się
przyznała do sporadycznych kontaktów z nim. I co gorsze żona wyznała
mi, że ona mnie nie kocha już, a swoje uczucia ulokowała w nim. Ja
nie jestem w stanie się z tym pogodzić. Mimo wszystko chciałbym dalej
z nią żyć - nadal ją kocham!
Wydaje mi się, że romans ten jest tylko zauroczeniem i fascynacją
mojej żony tamtym gościem... Szczególnie, że ta pierwsza część
romansu trwała krótko - około 3 tygodni, doszło do jednego spotkania,
a później było kilka telefonów, no i smsy... wydawałoby się
błahostka?!

Jak myślicie czy to jest tylko fascynacja czy jest to coś więcej? jak
można pomóc żonie dokonać właściwego wyboru? czy jest sens walki za
wszelką cenę - jaki związek można zbudować po takiej traumie?

Może jeszcze dodam, że naprawdę byliśmy fajnym małżeństwem, może
trochę wpadliśmy w rutynę życia, dużo oboje pracowaliśmy, itp. Ale
każdą wolną chwilę spędzaliśmy razem, dużo podróżowaliśmy...
wydawałoby się idylla...
    • lidka03 Re: Romans - ile to może potrwać? 27.04.10, 19:42
      Witam, trudno odpowiedziec jednoznacznie na Twoje pytanie, gdyż tak na prawdę to Twoja żona powinna sobie odpowiedzieć na pytanie czego tak na prawdę chce.Niestety Ty w żaden sposób nie możesz wpłynąć na jej zachowanie, nawet jeśli tego bys bardzo chciał. Starając się za wszelką cenę przekonać ja do podjecia oczekiwanej przez Ciebie decyzji, osiągniesz odwrotny efekt. Ona poczuje się osaczona, moze wzbudzisz w niej poczucie winy, a to nie o to chodzi, żeby chciała być z Tobą z poczucia winy i czy no nie wiem obowiązku...
      Mówię to z własnego doświadczenia i z perspektywy kobiety. Romans, fascynacja, jak zwał tak zwał, zawsze zmienia nasze patrzenie na świat.To jest cos nowego, ciekawego i porywającego, a cóż życie małżeńskie może wydawać się w tej perspektywie takie nudne... Wiem jednak, że niezwykle złudne jest takie postrzeganie sytuacji, ale upraszczając tak właśnie jest.
      Może warto zastanowić się, co było nie tak w Waszym małżeństwie, czego Twojej żonie zabrakło, skoro zaczęła szukać czegoś innego poza małżeństwem. Czy kiedykolwiek o tym rozmawialiście??
      No i jeszcze jedno, jeśli Twoja żona Cię nie kocha to czy chcesz być z taką kobietą, czy Twoja miłość do niej Ci wystarczy??
      mimo wszystko życzę powodzenia i takiego rozwiązania, które przyniesie spokój i szczęście.
      pozdrawiam
    • tiana77 Re: Romans - ile to może potrwać? 27.04.10, 20:45
      Ja mam podobny problem ale z drugiej strony, bo od strony męża. Też
      sobie romansuje z inną kobietą. Rozmowy trwające po pół godziny
      stosy sms'ów. I chyba to nie dla mnie. Ja o tym wiem. On się
      wypiera, bo przecież za rękę go nie złapałam. Ta kobieta też ma
      męża, dzieci i twierdzi że nic go z nim nie łączy. A ja nie potrafię
      patrzeć na męża jak na mojego faceta, który zawsze mi mówił ze to ja
      jestem i zawsze będę dla niego najważniejsza. Już nie jestem. I
      uważam że nie warto tego ciągnąć, bo po co udawać? Nawet jeśli nic
      ich nie łączy to utrzymują ze sobą na bieżąco kontakt, nie rozumiem
      jak on mi to mógł zrobić.
    • enith Re: Romans - ile to może potrwać? 27.04.10, 21:15
      Na twoim miejscu poważnie potraktowałabym słowa żony o wygaśnięciu do ciebie uczuć i w oparciu o tę wiedzę podejmowała dalsze kroki. Żona, wygląda na to, kontynuuje romans, otwarcie przyznaje, że ciebie już nie kocha, za to "coś" czuje do kochanka. Domyślam się też, że w tej chwili nie robi nic w kierunku poprawy sytuacji w waszym małżeństwie. A ty, niezależnie od tego, jak bardzo kochasz żonę, jak bardzo chcesz z nią być, nie uciągniesz tego wózka - waszego małżeństwa - samodzielnie. Pytasz, jak pomóc żonie podjąć decyzję. Cóż, chyba tylko rozmową, która uświadomi jej, że albo zrywa wszelkie kontakty z kochankiem i natychmiast udajecie się na terapię małżeńską, albo kulturalnie rozwodzicie się i każde idzie w swoją stronę. Innego wyjścia nie ma, a w sytuacji, w której teraz tkwicie - ty wciąż kochający, a żona doprawiająca ci rogi bez mgrugniecia okiem - przecież nie będziecie tkwić wiecznie, bo marnujecie tylko czas i nerwy.
      P. S. Żona niepewna uczuć powiedziałaby raczej "nie wiem, co do ciebie czuję". Słowa "nie kocham cię już", zwłaszcza wypowiedziane spokojnie i w sytuacji, gdy żona prowadzi związek pozamałżeński, raczej nie pozostawiają złudzeń. Nie licz na to, że żona nagle ponownie się w tobie zakocha, nawet jeśli zakończy ten nieszczęsny romans. A ty odpowiedz sobie na pytanie, czy potrafisz być z kobietą, która nie odwzajemnia twoich uczuć.
    • allija Re: Romans - ile to może potrwać? 28.04.10, 01:23
      Jeśli nie macie dzieci to ja bym sobie darowała ten związek. Z wielu
      powodów.
      Żona okazała się nielojalna ale to już wiesz.
      Jak dla mnie jest też jeszcze mocno niedojrzała. Romans który trudno
      nawet nazwać romansem bo z tego co piszesz to właściwie nic sie nie
      wydarzyło. Trwało ledwie 3 tyg i doszło do jednego spotkania, druga
      częśc romansu byla jeszcze krótsza wg twoich słów, no i nie wiem, może w
      ogóle się nie spotkali? I z tego powodu przestała cię kochać? No to
      wygląda na zachowanie rozkapryszonego dziecka a nie mężatki. Czy ona w
      ogóle cię kochała?
      osobiście to ja wyprowadziłabym się, na jakis czas przynajmniej, niech
      ona zdecyduje się czego chce, kogo kocha i z kim chce być. Takie
      radykalne posunięcie z twojej strony, brak ochronnego parasola, który
      nad nia roztaczasz, uzmysłowi jej może że to nie przelewki, że jej
      decyzje teraz muszą być ostateczne i nie może bawić się twoimi
      uczuciami.
      A jeśli stwierdzi że to nie z tobą chce być to nie ma czego żałować.
      • serendepity Re: Romans - ile to może potrwać? 28.04.10, 15:09
        Jak maz zdradza to maz ma sie wyprowadzic, jak zona zdradza to tez maz ma sie
        wyprowadzic? Moze lepiej zaproponowac zonie wyprowadzke do kochanka i rozwod? To
        powinno ja otrzezwic albo podejmie decyzje i faktycznie wyprowadzi sie.
      • rogacz30 Re: Romans - ile to może potrwać? 28.04.10, 16:13
        Kilka słów wyjaśnień:
        - mamy dzieci,
        - oboje próbujemy naprawiać nasz związek i rozmawiamy od początku;
        próbowaliśmy również terapii. Niestety nasze oczekiwania trochę się
        rozmijały. W pierwszym etapie naprawy naszego małżeństwa zawiodłem
        raczej ja - skupiłem się głównie na swoim bólu, oczekiwałem zbyt
        dużo, itd.;
        - jestem świadom, że czegoś zabrakło w naszym małżeństwie (nic nie
        dzieje się przypadkowo) i to romans w pewnym stopniu jest moją winą;
        przespałem moment gdy żona miała gorszy okres w życiu, gdy
        potrzebowała potwierdzenia, że ją kocham, może i radykalnych działań
        (tuż przed rozpoczęciem romansu, byliśmy bliscy podjęcia szalonych
        decyzji życiowych, i chyba ja wówczas trochę się wycofałem);
        - jeszcze raz napiszę - byliśmy super małżeństwem i oboje byliśmy
        zakochanie w sobie do szaleństwa;
        - nie rozumiem w tym wszystkim nadal jednego - co skłoniło żonę do
        tego romansu, dlaczego straciła jakąś autokontrolę nad swoimi
        emocjami?! tak jakby nagle rzeczywiście stała się niedojrzała
        emocjonalnie;
        - to nie jest tak, że żona każdego dnia powtarza mi, że mnie nie
        kocha (chociaż niestety dwa razy te słowa usłyszałem); ona uważa po
        prostu, że gdzieś te uczucie zagubiła, że sama nie wie co się z nią
        dzieje... i co ważne powtarza: "to stało się samo, ja nie chciałam
        tego"; nadal wierzę, że kocha mnie (nie wierzę w to, że nagle możemy
        przestać kogoś kochać); to wszystko ją przytłoczyło, jest pogubiona
        emocjonalnie; mam nadzieję, że nowy związek to tylko fascynacja -
        niestety bardzo silna i intensywna;
        - zdaję sobie sprawę, że rozpadające się małżeństwo nie jest warte
        walki o nie za wszelką cenę, ale myślę że w naszym przypadku do tego
        stwierdzenia jest jeszcze długa droga; w przyszłości gdy dojdę do
        wniosku, że nie ma o co walczyć zakończę je, ale teraz wydaje mi się,
        że mimo wszystko nie wolno mi się poddać.

        Wierzę że ma to wszystko sens i uda nam się poskładać naszą rodzinę.
        I odnajdziemy tą zagubioną miłość!
        • allija Re: Romans - ile to może potrwać? 28.04.10, 22:52
          > Kilka słów wyjaśnień:
          > - mamy dzieci,


          jeśli są dzieci to trzba zrobić wszystko żeby rodzinę uratować. Sama
          jestem dzieckiem z rozwiedzionego związku, widzę też rozwiedzione
          koleżanki z dziećmi. Dla dzieci to dramat teraz i fatalne konsekwencje w
          przyszłości. Uważam, że dzieci są wartością nadrzędną i jeśli jest sie
          odpowiedzialnym za ich los to trzeba podejmować odpowiedzialne decyzje,
          także w tej sytuacji. Każdą decyzję odnośnie związku trzeba podejmować
          przez pryzmat wspólnych dzieci albowiem to wy powołaliście je do życia,
          nie odwrotnie. One mają prawo do rodziny i bezpiecznego domu.
          • demonsbaby zaraz zaraz 17.05.10, 10:13
            allija napisała:


            > jeśli są dzieci to trzba zrobić wszystko żeby rodzinę uratować. Sama
            > jestem dzieckiem z rozwiedzionego związku, widzę też rozwiedzione
            > koleżanki z dziećmi. Dla dzieci to dramat teraz i fatalne konsekwencje w
            > przyszłości. Uważam, że dzieci są wartością nadrzędną i jeśli jest sie
            > odpowiedzialnym za ich los to trzeba podejmować odpowiedzialne decyzje,
            > także w tej sytuacji. Każdą decyzję odnośnie związku trzeba podejmować
            > przez pryzmat wspólnych dzieci albowiem to wy powołaliście je do życia,
            > nie odwrotnie. One mają prawo do rodziny i bezpiecznego domu.

            Rozwód to nie patologia dla dzieci ze związku, ale patologią jest ciągnięcie
            chorego układu. Jedno i drugie owszem jest krzywdzące, przy czym to drugie
            wyrządza o niebo większą krzywdę niż rozwód rodziców. Nie chciałabym uczyć
            mojego dziecka akceptacji chorych układów w rodzinie. Innymi słowy nauczyłabym
            go w takim przypadku (gdybym była zdradzaną matką), że brak lojalności jest
            akceptowalny, brak szacunku jest akceptowalny, własne frustracje i bierna
            obserwacja przez dziecko - jest normalna. Wychowałabym wówczas większą sierotę
            emocjonalną i możliwe, że wzór "tatusia", niż miałabym zmierzyć się z
            konsekwencjami decyzji zakończenia chorego układu.
    • deodyma Re: Romans - ile to może potrwać? 28.04.10, 09:46
      znam przypadek, gdzie romans obojga trwa ponad 12 lat.
      on zonaty, ma syna, zona o romansie wie, co jakis czas robi
      karczemne awantury, ale tamci sa ze soba nadal.
      pani romansujaca z zonkosiem, jest kobieta po 30-stce, samotna,
      pracuje u niego, ma mieszkanko, gdzie on przychodzi, zeby od
      jazgoczacej zonki odpoczac.
      i tak juz jest od lat.
      • nat.wroclaw Re: Romans - ile to może potrwać? 28.04.10, 09:55
        > znam przypadek, gdzie romans obojga trwa ponad 12 lat.

        > pani romansujaca z zonkosiem, jest kobieta po 30-stce

        To zaczęła ledwo po maturze, o tempores!!
        • deodyma Re: Romans - ile to może potrwać? 28.04.10, 10:14
          po maturze to raczej nie biorac pod uwage to, ze babka ma dzis 36
          lat.
          • nat.wroclaw Re: Romans - ile to może potrwać? 28.04.10, 15:32
            to juz jej bliżej do "pod czterdziestkę" niz "po trzydziestce" :-)

            Tak czy owak, pan zaczął z nia figle, gdy byla jeszcze studentką siusiumajtką.

            Echhh...
    • yvonnerusell Re: Romans - ile to może potrwać? 28.04.10, 23:24
      "Czas potrzebny do zagojenia ran powstałych wskutek zdrady jest zwykle wprost
      proporcjonalny do tego, jak długo trwał błąd" - tak napisał John Gray i jest to
      prawda.Sama przeszłam ostatnio prze to co Ty. Romans mojego męża trwał ok 3
      miesięcy i faktycznie wprost proporcjonalnie ok trzech miesięcy z tego
      wychodził.I mogę powiedzieć, że jest już prawie dobrze:) W Twoim przypadku
      romans żony był krótki a Ty jesteś mądrym facetem i daję głowę, że się dość
      szybko dogadacie a małżeństwo będzie silniejsze:)
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Romans - ile to może potrwać? 02.05.10, 21:51
      z tego co Pan napisał nie wynika, że walczy Pan ( jeśli to jest dobre określenie
      ) za wszelką cenę. Raczej, że ratuje Pan czy też pracuje Pan nad Waszym
      związkiem. Zdrada, choć trudna do przeżycia i rodząca wiele uczuć, nie
      koniecznie oznacza końca związku, a tym bardziej małżeństwa. Zdrada zdarza w
      związku dwojga ludzi. Ważne jest to co dzieje się potem. Na ile istnieje wola
      zerwania romansu i pracy nad trwałością związku. Na ile urazy powstały w
      związku, nie przeważą jego istnienia.
      Jeśli żona chce współpracy z Panem, trzeba to podchwytywać.
      Ważnym jest, jeśli Pan podejmuje decyzje o pozostaniu w związku i żona podejmuje
      podobną , aby w trakcie wychodzenia z kryzysy temat zdrady, winy, pokuty,
      podejrzliwość, nie były tematem przewodnim Waszych rozmów i ustaleń oraz
      narzędziem do wzajemnego obustronnego karania się za tę zdradę. Jeśli jest Pan
      decyzja, że chce Pan zostać i żona na taką decyzję się godzi, to ustawiczne
      przypominanie, nie dawanie usnąć się temu bolesnemu uczuciu , nie sprzyja
      naprawie. Jeśli tak jest lub ma być na przyszłość, pierwotna decyzja przestaje
      być aktualna . I proszę o tym pamiętać, aby uniknąć rozczarowań. Agnieszka
      Iwaszkiewicz
      • rogacz30 Re: Romans - ile to może potrwać? 15.05.10, 22:56
        No właśnie, problem w tym, że żona nie podjęła jeszcze decyzji czy
        chce ratować nasz związek... Co gorsze nie zakończyła definitywnie
        romansu, ale nie kontynuuje go ("zawiesiła" go?!). Nasz związek tkwi
        również w zawieszeniu = oczekiwaniu na jej decyzję... Zdaję sobie
        sprawę, że jest to chora sytuacja, ale ja postanowiłem ratować nasze
        małżeństwo. I dlatego uważam, że warto pozostać w takiej sytuacji
        nawet przez dłuższy czas. Największym problemem, z którym nie mogę
        sobie poradzić jest moja podejrzliwość. Niestety czasami wydaje mi
        się, że uzasadniona. Zresztą po tym co się wydarzyło nic mnie nie
        zdziwi...
        • demonsbaby Re: Romans - ile to może potrwać? 17.05.10, 10:18
          bardzo wygodne życie w trójkącie serwuje sobie twoja osobista zona ... przykre
          to, ale jeśli ktoś nie dojrzał lubi nie potrafi podjąć decyzji, decyzję
          podejmuje się za tego "kogoś". Sam się zniszczysz niebawem, bo staniesz się
          zgorzkniałym facetem, zamkniętym w swoim światku, tyt. wyczekiwania na ukochaną,
          która nie wykazuje chęci bycia z tobą ... po co to ciągnąć? Dla dzieci? Sądzisz,
          że wyrządzacie im mniej krzywdy? Na pewno są świadkami waszych zachowań,
          domyślają się bądź przeczuwają, że jest coś między wami nie tak ... przyjdzie
          wam potem dużo pracy nad ich problemami emocjonalnymi. Postaw sprawę jasno: wóz
          albo przewóz i na każdy wybór miej opracowany "plan dalszego działania".
          • rogacz30 Re: Romans - ile to może potrwać? 17.05.10, 18:00
            To nie jest do końca tak z tym "trójkątem", bo żona "zawiesiła"
            romans i w chwili obecnej nie kontynuuje go. Oczywiście emocjonalnie
            pewnie w nim tkwi, ale ja mam nadzieję że w końcu otrząśnie się z
            tego chwilowego(?!) zauroczenia... Uważam, że warto jest dać czas
            żonie na decyzję. Poza tym cały czas staram się przekonywać, że nasz
            związkek ma głębokie podstawy i staram się walczyć o jej zagubioną
            miłość.
            Natomiast jeśli dowiem się, że tkwię w jakimś trójkącie (czyli romans
            znów odżyje) lub uznam że nasz związek jest toksyczny dla dzieci i
            nie ma szans na jego ratowanie, to zakończę go w jednej chwili.
            Natomiast nie wydaje mi się aby w tym momencie stawianie sprawy: "wóz
            albo przewóz" było najlepsze. Szczególnie, że zdaję sobie sprawę, że
            ten romans nie zrodził się z fanaberii żony, tylko brakowało jej
            czegoś w naszym małżeństwie...
            • demonsbaby Re: Romans - ile to może potrwać? 17.05.10, 18:36
              bardzo dojrzale. Jeżeli jednak, żona nie wykazuje chęci to stoisz na przegranej
              pozycji. Rozumiem, że wszelkie metody konwencjonalne, stosowane przez Ciebie
              dały w łeb? A przypadkiem nie robisz jej wymówek, czy scen zazdrości? Skoro
              wybaczyłeś romans i chcesz z żoną dalej żyć musisz zapomnieć i o przeszłości i
              walczyć ze swoimi podejrzeniami, ucząc się tym samym jej ufać (ale już w sposób
              kontrolowany bez jej wiedzy).
              Skoro dorosłeś do tego, że romans był powodem czegoś, co zaniedbałeś w stosunku
              do żony, to teraz to nadrabiaj z naddatkiem. Może się udać, ale chęci są
              potrzebne z obu stron ...
            • kag73 Re: Romans - ile to może potrwać? 18.05.10, 16:35
              A czy zona potrafi sprecyzowac czego jej brakowalo w malzenstwie?
              Pytales o to?
              To wazna kwestia, bo od zmian tej sytuacji mozna zaczac, jezeli w
              ogole.
            • malwa200 Re: Romans - ile to może potrwać? 20.05.10, 11:03
              mam nadzieję, że Twoja żona będzie na tyle mądra, że nadal będzie
              romansować, ponieważ z podobną ciotą jak Ty, trudno szanować takiego
              męża,który nie ma za grosz honoru. nie oczekuj szacunku skoro sam
              Siebie masz za nic. i słusznie, Twoja postawa kojarzy mi się z jedną
              wielką rozmemłaną ciotą. chyba najsłabsza bab miałaby więcj jaj od
              Ciebie. przepraszam za szczerość ale czytając Twoje wpisy cisnienie
              mocno wzrasta. A Twojej żonie życzę szczęścia przy boku normalnego
              silnego i ambitnego faceta
              • rosapulchra-0 Re: Romans - ile to może potrwać? 21.05.10, 08:51
                malwa200 napisała:

                > mam nadzieję, że Twoja żona będzie na tyle mądra, że nadal będzie
                > romansować, ponieważ z podobną ciotą jak Ty, trudno szanować takiego
                > męża,który nie ma za grosz honoru. nie oczekuj szacunku skoro sam
                > Siebie masz za nic. i słusznie, Twoja postawa kojarzy mi się z jedną
                > wielką rozmemłaną ciotą. chyba najsłabsza bab miałaby więcj jaj od
                > Ciebie. przepraszam za szczerość ale czytając Twoje wpisy cisnienie
                > mocno wzrasta. A Twojej żonie życzę szczęścia przy boku normalnego
                > silnego i ambitnego faceta

                forma twojej wypowiedzi jest po prostu obraźliwa, chamska i nie do przyjęcia,
                mało nic nie wnosi do dyskusji. Dlaczego nazywasz tego faceta ciotą? Dlaczego w
                ogóle używasz w jego kierunku inwektyw? Odrobinę kultury by ci się przydało.
                Jest duża różnica między "jesteś głupia" a "postąpiłaś głupio", choć w twoim
                przypadku mam wątpliwości :>
              • demonsbaby Re: Romans - ile to może potrwać? 21.05.10, 10:32
                malwa200 napisała:

                > mam nadzieję, że Twoja żona będzie na tyle mądra, że nadal będzie
                > romansować, ponieważ z podobną ciotą jak Ty, trudno szanować takiego
                > męża,który nie ma za grosz honoru.

                Skoro to są wartości, którymi się hołubisz, to przynajmniej zostawiłaś swój znak
                autorski pt. "lubię się puszczać". W innym razie doczytałabym komentarz zamiast
                "żona będzie na tyle mądra, że nadal będzie romansować" twierdzenie: "żona
                będzie na tyle mądra, że odejdzie", szanując się jako kobieta ... ale
                najwyraźniej masz z tym problem. Trudno więc od kogoś kto nie ma szacunku dla
                siebie oczekiwać szacunku do innych.
                • malwa200 Re: Romans - ile to może potrwać? 24.05.10, 09:56
                  właśnie o to chodzi, ze facet nie ma jaj. a forma w jakiej napisałam
                  swiadczy o moim stosunku do ludzi, którym brakuje własnej godności i
                  honoru. i nie proszę nikogo o ocenę mojej wypowiedzi. forum jest
                  publiczne i mam prawo wyrazić swoje zdanie, jak wszyscy. nie musi
                  sie podobać
                  • malwa200 Re: Romans - ile to może potrwać? 24.05.10, 10:01
                    Wsadzilabym dume w kieszen gdyby partnerka kajala sie u
                    stop,zalowala zdrady,blagala o przebaczenie.
                    W tym przypadku inie rozchodzi sie o urazona dume ,ale o brak
                    szacunku do siebie.
                    that is all....
                    teraz rozumiesz?
                    nie zamierzam głaskać po głowie jak ktoś oczywistych rzeczy nie
                    rozumie. uważam, ze żebranie o uczucie, bycie z kimś na siłe jest
                    bardzo poniżajace i trudno o szacunek w takim przypadku. jeśli ktos
                    świadomie pozwala robić z siebie rogacza to w nagrodę będzie kolejne
                    zdrady zonki zaliczał. i w takim układzie wcale mu nie współczuję
                  • rosapulchra-0 Re: Romans - ile to może potrwać? 24.05.10, 10:21
                    malwa200 napisała:

                    > właśnie o to chodzi, ze facet nie ma jaj. a forma w jakiej napisałam
                    > swiadczy o moim stosunku do ludzi, którym brakuje własnej godności i
                    > honoru. i nie proszę nikogo o ocenę mojej wypowiedzi. forum jest
                    > publiczne i mam prawo wyrazić swoje zdanie, jak wszyscy. nie musi
                    > sie podobać



                    masz prawo się wypowiedzieć, jak każdy z nas, ale nie masz prawa obrażać! a to
                    właśnie zrobiłaś.
                    • malwa200 Re: Romans - ile to może potrwać? 24.05.10, 11:58
                      moze mnie poniosło ale jak sie czyta takie rzeczy i widzi do jakiego
                      stopnia człowiek potrafi swiadomie dawać się upodlić-to poprostu
                      cisnienie skacze. zreszta nadal uwazam tak jak napisałam wcześniej.
                      bo jak nazwać faceta dajacego się tak nabijać w butelkę? no JAK?
                      • rosapulchra-0 Re: Romans - ile to może potrwać? 24.05.10, 12:16
                        a wzięłaś pod uwagę, że istnieje coś takiego jak miłość?
                        • malwa200 Re: Romans - ile to może potrwać? 25.05.10, 08:52
                          owszem ale nie powinna ona przesłaniać własnej godności. mam jednak
                          wrażenie, ze tu nie tyle o miłosć chodzi, ile o brak czeogoś, co się
                          u faceta nazywa "jajami"
                          • marc.el Re: Romans - ile to może potrwać? 25.05.10, 10:10
                            malwa200 napisała:

                            > owszem ale nie powinna ona przesłaniać własnej godności. mam jednak
                            > wrażenie, ze tu nie tyle o miłosć chodzi, ile o brak czeogoś, co się
                            > u faceta nazywa "jajami"
                            hmm raczej źle pojęta miłość, wynoszenie kobiety na piedestał księżniczki, błędy
                            wychowawcze rodziców, egoizm żony
    • tylkotroche Re: Romans - ile to może potrwać? 17.05.10, 14:34
      jak można pomóc żonie dokonać właściwego wyboru?

      A niby jaki to jest "właściwy" wybór?
      Kto ustala co dla Twojej zony jest "właściwe"?
      A niby dlaczego masz jej pomagać w wyborach. Jak rozumiem ma 18 lat
      skończone, może sama decydować.. Co zrobi to jej decyzja i już.
    • arieta Re: Romans - ile to może potrwać? 19.05.10, 20:09
      Hej rogacz, mam znakomite materialy na temat zdrady. Obszerne
      opracowanie. W jezyku angielskim, jesli jestes zainteresowany.
      Skontaktuj sie mailowo:)
    • pi-ne Re: Romans - ile to może potrwać? 20.05.10, 01:18
      Cholernie trudno radzic w takiej sytuacji, bo stawka jest wysoka,
      ale... Jako kobieta ktora wpakowala sie w romans powiem, ze:

      1) na poczatku czlowiek glupieje i faktycznie do bliskiej osoby
      czuje sie chlod i zniecierpliwienie

      2) zaluje ze maz sie bardziej nie postawil, np. mowiac: to sie
      rozejdzmy i sprawdz czego chcesz.

      3) zamiast tego przeczekiwal... nie moglam sie zaangazowac na 100%
      ani tu ani tam, wszystko sie ciagnelo ponad poltora roku, i nasze
      malzenstwo tego nie przetrwalo

      4) dzis do tamtego faceta nic nie czuej, a meza kocham nadal i on
      mnie ale nie potrafimy juz byc razem. Gorzej, nauczylismy sie juz
      NIE patrzec na siebie z tym bezpieczenstwem, zaufaniem i czuloscia
      ktore kiedys bylo nam dane. pozostaje poczucie bledu i madrosc po
      faktach. wtedy to bylo nie do unikniecia bo oboje nie wiedzielismy
      jak do tego podejsc.

      a trzeba bylo: rozejsc sie od razu, zatesknic, przerazic ile mamy do
      stracenia, i wrocic do siebie.
      • marc.el Re: Romans - ile to może potrwać? 20.05.10, 10:07
        pi-ne napisała:

        [..]
        > a trzeba bylo: rozejsc sie od razu, zatesknic, przerazic ile mamy do
        > stracenia, i wrocic do siebie.

        Czasami juz nie można wrócić ....
        można zrozumieć, przerazić się ...
        ale druga strona nie będzie w stanie juz zaufać, wchodzi tutaj ego.
        Sa faceci którzy chcą byc pierwsi ...
        są faceci którzy chcą byc ostatni .... ;-P ... nie ważne czy miała 1 czy 10
        facetów ..... ważne , że ze mną nie ma więcej ...
        Nie można wejść do tej samej wody dwa razy ...
        Ale ja to dziwny jestem....
        • kochamkotyijuz Re: Romans - ile to może potrwać? 21.05.10, 04:41
          Ty walczysz.Walczysz o nia.Pozornie ustepujac,czekajac az ja
          dopadniesz kiedy wybierze ciebie,kiedy wroci.Wtedy pojedziesz po
          niej jak po lysej kobyle to pewne....bo normalny szanujacy sie facet
          nie pozwoliby sobie na takie traktowanie.Najpierw bedzie euforia ,ze
          wrocila a potem szarzyzna wkroczy i zacznie sie pranie mozgu i
          wypominanie.
          Pozwol jej robic co chce.Czlowieku zrozum ,ze jesli cie nie kocha to
          po jakims czasie znowu ktos sie pojawi.
          Badz mezczyna i miej odobine dumy.Kobiety ( w ogole ludzie) tak
          maja, ze dopoki nie straca czegos to tego nie doceniaja.
          • rosapulchra-0 Re: Romans - ile to może potrwać? 21.05.10, 08:54
            kochamkotyijuz napisała:

            > Ty walczysz.Walczysz o nia.Pozornie ustepujac,czekajac az ja
            > dopadniesz kiedy wybierze ciebie,kiedy wroci.Wtedy pojedziesz po
            > niej jak po lysej kobyle to pewne....bo normalny szanujacy sie facet
            > nie pozwoliby sobie na takie traktowanie.Najpierw bedzie euforia ,ze
            > wrocila a potem szarzyzna wkroczy i zacznie sie pranie mozgu i
            > wypominanie.
            > Pozwol jej robic co chce.Czlowieku zrozum ,ze jesli cie nie kocha to
            > po jakims czasie znowu ktos sie pojawi.
            > Badz mezczyna i miej odobine dumy.Kobiety ( w ogole ludzie) tak
            > maja, ze dopoki nie straca czegos to tego nie doceniaja.

            o tak! najlepszymi radami są czarne scenariusze, brawo!
          • marc.el Re: Romans - ile to może potrwać? 21.05.10, 09:49
            kochamkotyijuz napisała:

            > Ty walczysz.Walczysz o nia.Pozornie ustepujac,czekajac az ja
            > dopadniesz kiedy wybierze ciebie,kiedy wroci.Wtedy pojedziesz po
            > niej jak po lysej kobyle to pewne....bo normalny szanujacy sie facet
            > nie pozwoliby sobie na takie traktowanie.Najpierw bedzie euforia ,ze
            > wrocila a potem szarzyzna wkroczy i zacznie sie pranie mozgu i
            > wypominanie.

            eeeee tego noo .. to chyba do autora wątku?? nooo chyba, że coś wiesz o mojej
            żonie ;-P

            A na serio, to każdy jest ciut inny. Jeden pewnie poczeka i będzie sie mścił, a
            drugi spróbuje wybaczyć ....
            Myslę , ze to zalezy od tego czy facet bardziej kocha samego siebie, czy kocha
            ich jako całość

            > Pozwol jej robic co chce.Czlowieku zrozum ,ze jesli cie nie kocha to
            > po jakims czasie znowu ktos sie pojawi.
            > Badz mezczyna i miej odobine dumy.Kobiety ( w ogole ludzie) tak
            > maja, ze dopoki nie straca czegos to tego nie doceniaja.
            Czasami duma jest potrzebna, czasami trzeba dumę wsadzić sobie w kieszeń.
            Nie wiemy czy jak ona pójdzie z tamtym w "tango" to autor wątku będzie mógł ją
            jeszcze przyjąć .. zostaje urażone ego i obrzydzenie ...
            Trudna decyzja .... co robić?/
            • kochamkotyijuz Re: Romans - ile to może potrwać? 21.05.10, 15:19
              Wsadzilabym dume w kieszen gdyby partnerka kajala sie u
              stop,zalowala zdrady,blagala o przebaczenie.
              W tym przypadku inie rozchodzi sie o urazona dume ,ale o brak
              szacunku do siebie.
              that is all....
              • rosapulchra-0 Re: Romans - ile to może potrwać? 21.05.10, 15:37
                kochamkotyijuz napisała:

                > Wsadzilabym dume w kieszen gdyby partnerka kajala sie u
                > stop,zalowala zdrady,blagala o przebaczenie.
                > W tym przypadku inie rozchodzi sie o urazona dume ,ale o brak
                > szacunku do siebie.
                > that is all....

                teoria na forum to jedno, życie to całkiem inna bajka..
                that's all..
                • kochamkotyijuz Re: Romans - ile to może potrwać? 21.05.10, 16:32
                  no to wiem wiem....
                  dlatego profilaktycznie doradzam ,ze lepiej byc twardym niz mietkim..
Pełna wersja