Relacje mama-córka

17.05.10, 13:40
Nie potrafię rozmawiac z mamą.Mieszkam,40km od niej,więc rozmawiamy
telefonicznie i każda nasza rozmowa kończy się kłótnią.A raczej moim,żalem do
niej,że nie chce do mnie przyjechac.Mam 3 dzieci i potrzebuje jej.Nie
potrzebuje,żeby mi dzieci bawiła,ale,żeby przynajmniej ze mną pobyła.W sobotę
mój mąż zemdlał(ale już jest ok),więc proszę aby przyjechała,a ona mi mówi,że
ja nie pracuję więc nie potrzebuje pomocy.Czy was by szlak nie trafił?
Już tyle razy sobie obiecałam,że więcej ja też nie będę się nią przejmowac,ale
nie potrafię.Może to nie odcięta pępowina?
    • rosapulchra-0 Re: Relacje mama-córka 17.05.10, 16:21
      3zosia-2009 napisała:

      > Nie potrafię rozmawiac z mamą.Mieszkam,40km od niej,więc rozmawiamy
      > telefonicznie i każda nasza rozmowa kończy się kłótnią.A raczej moim,żalem do
      > niej,że nie chce do mnie przyjechac.Mam 3 dzieci i potrzebuje jej.Nie
      > potrzebuje,żeby mi dzieci bawiła,ale,żeby przynajmniej ze mną pobyła.W sobotę
      > mój mąż zemdlał(ale już jest ok),więc proszę aby przyjechała,a ona mi mówi,że
      > ja nie pracuję więc nie potrzebuje pomocy.Czy was by szlak nie trafił?
      > Już tyle razy sobie obiecałam,że więcej ja też nie będę się nią przejmowac,ale
      > nie potrafię.Może to nie odcięta pępowina?

      Wydaje mi się, że musi być jakiś konkretny powód niechęci przyjazdu Twojej mamy
      do Ciebie. Może go znasz, ale odpychasz go od siebie, a może szczera rozmowa z
      mamą w tym kierunku byłaby jakimś rozwiązaniem?
    • 3zosia-2009 Re: Relacje mama-córka 17.05.10, 17:21
      Powód,a raczej powodów było by sporo,ale czy to powód,żeby nie przyjechac.
      Mojego męża nie ma całe dnie,więc pierwszy rozwiązany.
      Co jest najgorsze,to to,że ona jak dzwoni i odbierze córka(10l.)to ją
      okłamuje,ze przyjedzie,a potem szuka wymówki.To jest straszne.
      • rosapulchra-0 Re: Relacje mama-córka 17.05.10, 17:46
        A Ty nie możesz kiedyś się z dziećmi wybrać do mamy? Może taka wizyta pomoże?
    • leni6 Re: Relacje mama-córka 17.05.10, 19:42
      Zdecyduj się czy chcesz z mama pobyć czy chcesz jej pomocy. Jak pobyć to
      kiepskim pomysłem jest proponowanie przyjazdu jak mąż zemdlał akurat. Może
      pojedz kiedyś do mamy albo umówcie się gdzieś na mieście i pokaż jej, że możecie
      razem miło spędzić czas. Być może jej przyjazdy do ciebie kojarzą się z pomocą a
      nie przyjemnością.
      • tully.makker Re: Relacje mama-córka 17.05.10, 20:44
        Matka 3 dzieci na pewno ma mnostwo czasu na wloczenie sie po miescie.
        • mozambique Re: Relacje mama-córka 18.05.10, 00:11
          i dlatego wlasnie POWINNA wykroic godzine w miesiącu aby spokojnie
          spotakc sie z matką i z NIĄ spędzic czas, nie w atmosferez kwęków,
          ryków i ciaganai za nogi w wykonaniu kazdego z dzieci

          no chyba ze matka jest potrzeban autorce jako darmowa pomoc domowa i
          niańka do dzieci
          • tully.makker Re: Relacje mama-córka 18.05.10, 10:02
            i dlatego wlasnie POWINNA wykroic godzine w miesiącu aby spokojnie
            > spotakc sie z matką i z NIĄ spędzic czas, nie w atmosferez kwęków,
            > ryków i ciaganai za nogi w wykonaniu kazdego z dzieci

            A dziecmi w tym czasie zajmie sie? tata pracujacy zapewne na 2
            etaty, by utrzymac rodzine?
          • rosapulchra-0 Re: Relacje mama-córka 18.05.10, 12:32
            mozambique napisała:

            > i dlatego wlasnie POWINNA wykroic godzine w miesiącu aby spokojnie
            > spotakc sie z matką i z NIĄ spędzic czas, nie w atmosferez kwęków,
            > ryków i ciaganai za nogi w wykonaniu kazdego z dzieci
            >
            > no chyba ze matka jest potrzeban autorce jako darmowa pomoc domowa i
            > niańka do dzieci

            Urodziłam troje dzieci rok po roku, między najstarszą a najmłodszą nawet nie ma
            pełnych trzech lat różnicy wieku, doskonale pamiętam, że czasu nie miałam na
            nic, a dodam, że cały czas pracowałam, nie miałam ani jednego dnia urlopu
            macierzyńskiego, zaś z moją matką, która mieszkała ulicę obok widywałam się
            tylko wtedy, gdy ona czegoś potrzebowała i wcale nie było to często, sama w
            mieszkaniu mojej maci nie byłam chyba z dziesięć lat, bo po prostu nie było mi
            po drodze i miałam zbyt dużo zajęć domowo - pracowych, żeby wykroić sobie
            godzinę. Dlatego uważam, że lepszym by było rozwiązaniem dla autorki posta, żeby
            z dziećmi się kiedyś u swojej mamy pojawiła.
    • 3zosia-2009 Re: Relacje mama-córka 18.05.10, 19:19
      Ja do mamy jeżdżę i to często.Można powiedziec,że jestem,częściej niż ona u
      mnie.Ale ona ma dziwny charakter,i uważa,że jej matka nie pomagała to czemu ona
      ma mi pomagac.Przyjeżdzac,też nie przyjeżdżała więc,ona też nie musi.Nie pracuje
      więc nie musi zemną byc.
    • malinka2710 Re: Relacje mama-córka 18.05.10, 20:16
      rozumiem doskonale autorke watku.
      moja mama tez rzadko przyjezdza do mnie, a jak przyjedzie to potem mi wypomina,
      ze takie paliwo drogie-ma do mnie 20 km i samochod maly na gaz. kiedy chce jej
      dac pieniadze na przejazd, to znowu tata sie obraza, ze chce dawac kase. teraz
      jestem w ciazy, po szpitalu, mam lezec i nie wstawac. moja mam stwierdzila, ze
      jej nikt nie pomagal a w dodatku ciaza to moja decyzja, wiec ona nie musi pomagac.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Relacje mama-córka 19.05.10, 23:07
      Skoro taka sytuacja trwa już długo, najwyraźniej mama Pani nie ma potrzeby
      kontaktu z Panią , z wnukami czy całą rodziną. Wydaje mi się, że należy to
      przyjąć,mimo, że kłóci się to ze stereotypem, że rodzice uwielbiają i pragną
      kontaktu ze swoimi dziećmi, nawet tymi dorosłymi.
      Rozumiem, że może być Pani smutno. I warto ten smutek lub inne uczucia dopuścić
      do siebie. Nie ma Pani wpływu na zachowanie mamy, ale może Pani przeżywać
      rozmaite uczucia wobec jej decyzji i zachowań. Może Pani o nich mówić mamie (
      bez założenia, że jak Pani o tym powie, mama się zmieni ) lub innym bliskim osobom.
      Warto też wierzyć, ze zachowania mamy mogą nie mieć nic wspólnego z Panią.
      Dlatego nie musi się Pani nią przejmować. Wystarczy, że Pani ją zaakceptuje,
      taką jaką jest. Jeśli Pani potrzebuje kontaktu z nią proszę do niej jeździć,
      tak jak to Pani robi do tej pory..
      Jeśli w czyimś zachowaniu nie ma odzwierciedlanie naszych własnych zachowań czy
      wartości, to nie oznacza, że to zachowanie jest godne potępienia. Ono jest po
      prostu inne. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • hugu Obłuda, kłamstwa, wykręty... 23.05.10, 12:26
        A co zrobić, kiedy matka zachowuje się obłudnie?... Moja matka głosi
        do mnie i męża oraz na całą okolicę, a zwłaszcza wobec swojej
        rodziny, jak to kocha moją córkę, jak to w każdej chwili gotowa jest
        mi przy niej pomagać, ba, wręcz dla niej "krwi by sobie utoczyła"
        itd itp, a kiedy dzwonię i próbuję umówić się na konkretny dzień na
        popilnowanie dziecka, matka rozłącza się pod hasłem: "Na razie, bo
        mam garnek na gazie!", albo "Pa! Sąsiad idzie z jakąś paczką!"
        Przypomina mi to sytuację z własnego dzieciństwa, kiedy to matka też
        tak publicznie reklamowała swoją miłość i gotowość poświęcenia się
        dla nas - dzieci, a tak naprawdę raczej nas olewała.
        Nie wiem, jak postępować z tak lawirującym człowiekiem w sytuacji,
        kiedy naprawdę od czasu do czasu bardzo przydałoby mi się zastępstwo
        przy małym dziecku. Teoretycznie mam podobno wszelką pomoc
        zapewnioną. W praktyce odkąd córka się urodziła, a jest to pół roku,
        ani razu matka nie była w stanie z nią posiedzieć.
        Teraz chcę zrobić prawo jazdy i bardzo bym potrzebowała krótkich
        zastępstw, naprawdę rzadko, ale chodziłoby o to, żeby nie ciągnąć w
        nieskończoność tego kursu. Gdyby matka dotrzymała słowa o chęci
        pomocy i zachowywała się w kontakcie ze mną normalnie, z szacunkiem,
        byłoby to przecież dobre i dla niej, bo odwdzięczyłabym się jej
        podwożeniem czasem w różne miejsca.
        Ale jest jak zwykle: Kiedy dzwonię i próbuję się umówić, ona
        przerywa rozmowę z banalnych powodów, upokarza mnie każąc napraszać
        się, cały czas jednocześnie twierdząc, że przecież jest gotowa dla
        nas "krwi utoczyć". Wymiękam przy takim czymś, bo po prostu nie
        potrafię się zachowywać nachalnie. Jeśli matka przerywa umawianie
        się ze mną i załatwianie poważnych dla mnie spraw, bo ma na
        pierwszym planie problem rangi psa latającego po ulicy, to ja jej
        mówię: Rozumiem, Nie, to nie! I staram się inaczej układać sprawy,
        już nie licząc na nią. Wtedy ona się obraża, że jej pomoc jest
        odrzucana i jeszcze wrabia mnie w poczucie winy, że "pozbawiam
        dziecko babci".
        Mojej siostrze matka przez wiele lat permanentnie wychowywała
        dzieci, bo siostra nie przejmuje się lekceważeniem ze strony matki,
        lecz, jak ma taką potrzebę, nie pyta matki o zdanie, nie próbuje się
        umawiać, tylko stawia ją wobec faktów dokonanych: Masz się zająć i
        koniec! Chyba matka lubi być źle traktowana, bo darzy szacunkiem
        takie zachowanie i dostosowuje się, a cywilizowane, partnerskie
        formy współistnienia uważa chyba za frajerstwo.
        Nie wiem, co mam robić w tej sytuacji, bo nie umiem podchodzić do
        ludzi tak autorytarnie. Prawdopodobnie damy sobie z mężem radę sami,
        ale skoro tak, to kiedy w przyszłości matka zadzwoni z prośbą o
        podwiezienie do lekarza czy gdziekolwiek, bedę przerywać rozmowę i
        wykręcać się głupotami - i mieć potem mega wyrzuty. Z drugiej
        strony, jeśli bym jej usługiwała w sytuacji, kiedy ona ewidentnie mi
        nie chce pomóc, czułabym się też jak jakiś głupek.
        Najgorsze jest to, że mało trzeba, aby było dobrze. Trochę szacunku
        i poważnego traktowania z jej strony - i miałaby ode mnie pomoc w
        swoich potrzebach. Ale jej styl bycia (i mój też, to jakaś straszna
        niezgodność charakterów!) rozwala nasze więzi i komplikuje życie! da
        się coś z tym zrobić?...
        • morekac Re: Obłuda, kłamstwa, wykręty... 23.05.10, 23:16
          Kiedy dzwonię i próbuję się umówić, ona
          > przerywa rozmowę z banalnych powodów, upokarza mnie każąc
          napraszać
          > się, cały czas jednocześnie twierdząc, że przecież jest gotowa dla
          > nas "krwi utoczyć".
          Dzwonisz do mamy i mówisz: Potrzebuję, żebyś się zajęła małą tego i
          tego dnia, o tej godzinie.
          - Czekaj, kochanie, pies lata po ulicy.
          - Rozumiem,,że nie zamierzasz zająć się wnuczką w tym terminie?
          - No wiesz, zajęłabym się, ale pies lata po ulicy.
          - W takim razie: nie zajmiesz się i poszukam sobie innej opiekunki.
          Nie napraszaj się, i tak to nic nie daje, i nie dawaj się wciągać w
          bezproduktywne dyskusje.

          Jak ci wyjedzie kiedykolwiek z tekstem, że nie korzystasz ze
          szczodrze oferowanej pomocy i najmujesz jakieś obce baby,
          przypomnij, że dzwoniłaś do niej w tej sprawie, ale coś jej nie
          pasowało (ostatecznie to była jej decyzja) i znalazłaś inne
          rozwiązanie.

          >to kiedy w przyszłości matka zadzwoni z prośbą o
          > podwiezienie do lekarza czy gdziekolwiek,
          Najpierw zrób to prawo jazdy. A mamie powiedz- bez wykrętów - że nie
          masz ochoty jej podwozić, bo ona ani razu nie siedziała z dzieckiem,
          kiedy robiłaś prawo jazdy.

          Ale tak ogólnie to się nie przejmuj tym, co mówi do rodziny.
    • ylunia78 Re: Relacje mama-córka 10.06.10, 13:53
      to ci współczuję
      Ja z moją mamą mam wspaniały kontakt....Też mieszkam daleko...zależy co znaczy
      daleko w sumie...Bo to ok100km.Ale jeżdżę co week do domu.Ona napewno by do mnie
      też jeździła,ale ma...zazdrosnego męża,co jest innym tematem.Mój "tatuś"jest po
      prostu o mnie zazdrosny i tyle.Ale mam to w pompie!Liczą się dla mnie relacje z
      mamą.Dzisiaj mam 30 lat za chwilę urodzę drugie dziecko,mąż pracuje ja tam
      jakieś pieniądze też mam,a moja mamusia pomaga mi jak może,choć jej o to nie
      proszę.Kupuje mi proszki do prania,jedzenie,ciuchy,bo mamy podobny gust.A ile
      kasy da jak nie widzę?!Od 10lat nie mieszkam w domu a ona wciąż mi pomaga.
      Kocham ją niesamowicie mocno i cieszę się,że mam z nią taki kontakt.A
      porozmawiać z nią mogę dosłownie o wszystkim.
      Muszę do niej zadzwonić....:)
      paaa
Pełna wersja