lolciaolcia
27.05.10, 09:28
Witam. Postanowilam poradzic sie na tym forum, bo juz nie wiem co
mam robic. Po krotce opisze o co chodzi..
Pod koniec lutego moja mama miala zawal serca. I o dziwo wiem czym
byl spowodowany, wiem,ze to wina mojego ojca. Jest alkoholikiem,malo
tego gdy przychodzi z pracy pijany awanturuje sie, wyzywa wszystkich
po kolei. Kazdy pretekst jest dla niego powodem do klotni. Np
wczoraj, mama wieczorem czekala na niego z obiadem, on przyszedl
(niedopity) i zaczal na nia krzyczec,ze obiadu nie ma, ta mu
pokazuje,ze stoi przed nim. Wyzwal ja tak,ze na pewno slyszeli
sasiadzi.Pozniej wyszedl do knajpy i wrocil pijany w nocy,dzis-
godzina 9 rano,on znowu pije.. To juz trwa odkad pamietam, moze z
10,12 lat. Zawsze ja tak traktowal,mama byla za slaba zeby od niego
odejsc,poza tym nie mialaby gdzie,nie mialaby za co sie
utrzymac,zarabia marne grosze.Nasz dom sklada sie z parteru i
pietra,ja mieszkam na gorze z mezem i synem, cisniemy sie w malym
pokoju,mama z tata na dole. Nie umiem patrzec jak mama przez ojca
cierpi,placze,wykancza sie.Wrocila niedawno z sanatorium,z tego co
mi wiadomo,miala spotkania z psychlogiem na miejscu ale nie chciala
sie otworzyc, spotkania byly grupowe,wiec pewnie dlatego. Cale zycie
czulam, ze wkoncu dojdzie do tragedii,ze w tym domu stanie sie cos
strasznego. W lutym,kilka dni przed zawalem mamy,ojciec niezle dal
nam popalic..Pil 2 tygodnie,szedl spac,wstal poszedl dlaej pic i tak
3 razy na dobe,specjalnie wzial sobie wolne,dziwi mnie,ze go jeszcze
nie zwolini,bo robi tak czesto. Kiedy przychodzi tydzien,ze ojciec
sie nie upija tylko przykladowo wypije na dzien 1 piwo, jest
wspanialym czlowiekiem,ale kiedy zaczyna sie tydzien slabosci, nie
umiem na niego patrzec. ROzmowy juz nie pomagaja,probowalam
wiellokrotnie,mama z reszta tez. Za kazdym razem obiecuje poprawe,i
tak to trwa kilkanascie lat. Boje sie,ze mama znowu bedzie miala
zawal,jezeli jej sie cos stanie....Nie wiem co robic,ojciec nie
zgodzi sie na poradnie..Gdy jest pijany, robi sie taki
agresywny..Tyle razy byla u nas policja,tyle razy wyladowal na izbie
wytrzezwien,tyle razy mama probowala od niego odejsc-ale nie ma
gdzie, poza nami nie ma nikogo. Chcielismy z mezem i mama wynajac
mieszkanie,ale nas po prostu nie stac,ceny sa takie
wygorowane.Ojciec nie ma juz nawet ani jednego prawdziwego
kumpla,wszyscy sie od niego odwrocili,zaden nie chce zadawac sie
z "psycholem", ostatnio nawet bil sie dwa dni z rzedu z 2 kumplami z
knajpy,wiecie,kumplami od wodki,bo tacy mu pozostali. Nie ukrywam,ze
moja mama przez tego czlowieka ma za soba 3 proby samobojcze,na
szczescie,zadna z niepowodzeniem! Bylo to kilka lat temu, chyba
teraz nie mysli o takich rzeczach,chyba...
Tak sie boje o nia. Nie wiem co mam robic, zapewniam ja o mojej
milosci,ze moze na mnie liczyc itd, ale wydaje mi sie,ze to nie
wystarczy.Patrze na mojego ojca z taka nienawiscia. Az serce mnie
boli gdy przychodzi moment,ze trzezwieje,jest taki dobry,mily,po
prostu kochany,inny czlowiek. Wtedy sie dogadujemy. Ale teraz ma
tydzien picia,unikam go jak moge, do kuchni schodze,gdy wiem,ze nie
bede go mijac. Najchetniej oddalabym tego czlowieka na jakies
przymusowe leczenie.. Co robic? Nie mam juz pomyslow i chyba zaczyna
brakowac mi sil..