fela_25
27.05.10, 13:46
postanowiłam napisać, bo już sama sobie nie radzę. chodzi o kontakty mojego męża z jego rodziną. doprowadzają mnie do szału, zarówno telefony, jak i spotkania. rozumiem, że to jego rodzina i że nie mogę mu zabraniać kontaktów, ale dlaczego tak bardzo mnie to boli, kiedy on się z nimi kontaktuje? nie ukrywam, że mam święty spokój, jak on się z nimi nie kontaktuje, zapominam o wszystkich problemach i one po prostu znikają. w momencie jakiegokolwiek kontaktu męża z nimi (lub ich z mężem) zaczyna między nami zgrzytać i wybucha w końcu trwająca długie dni, tygodnie wściekłość płynąca od niego i ode mnie. faktem jest, że do pewnego incydentu miałam do rodziny męża przyjazne i rodzinne nastawienie, ale po pewnej sytuacji, o której nie napiszę, dodam, że nie dotyczyła mojej osoby, ale osoby męża, nie mogę znieść jego rodziny. w pewien sposób oszukali go, a na koniec, żeby się wybielić zaczęli odkrecać kota ogonem i zwalać winę na mojego męża. mąż i ja wiemy o tym i zdajemy sobie sprawę, jednak ja nie mogę znieść, że ci ludzie, po tym co zrobili mają jeszcze czelność udawać, że nic się nie stało. co więcej mieszkamy z dala od swoich rodzin, ale oni cały czas są 'obecni' przez te kontakty i swoje mądrości i swoje problemy, którymi obarczają męża na odległość wywołując w nim często poczucie winy.
efekt kontaktów męża ze swoją rodziną to nasze jedyne nieporozumienia i kłótnie. rozmawiałam z mężem nie raz na ten temat, że doprowadza mnie to do szału, że może jakoś zaradzimy razem, może on mi pomoże jakoś, ale on wydaje się mówić tylko to, co ja chcę słyszeć.