izza.p
27.05.10, 19:03
Mieszkamy razem, zdani tylko na siebie.Jesteśmy naście lat ze sobą. Problemem
zawsze były częste wyjścia męża na piwo, do kolegów, coś załatwić. Gdy było
małe dziecko uważałam, że tak musi być, ale lata minęły i nic się nie
zmieniło. Ja siedzę sama w domu a on ma wychodne. Razem jako rodzina nie
spędzamy ze sobą czasu, nie jeździmy na wakacje, nie wychodzimy wieczorem,
nawet nie oglądamy telewizji wspólnie, w święta pracuje albo musi do kolegi
wpaść i tak się ciągnie.W towarzystwie potrafił przyczepić się do kolegów
(nawet jak byli z żonami) a ja sama z dzieckiem. Zaczęło mi to od paru lat
przeszkadzać, tłumaczyłam mu, że czuję się samotna, że musimy choć raz w
miesiącu razem wychodzić, że ja też go potrzebuję. Na nic to się zdało, doszło
do tego, że ja miałam urlop a on musiał co wieczór wychodzić ( w ciągu dnia
też go nie było). Poczułam się urażona, że nawet moje błagania, prośby, płacz
na niego nie działają. Postanowiłam żyć swoim życiem, o nic się nie upominać.
Do kolejnej niedzieli, kiedy wyszedł, nie odbierał telefonów, wrócił po paru
godzinach i stwierdził, że nikt nie ma prawa go kontrolować ( facet po 30).
Rok wcześniej powiedział mi, że nie mam prawa wiedzieć gdzie wychodzi i z kim
się spotyka. Dodam, że niewielu znam jego znajomych.I postanowiłam wyjechać na
wycieczkę pracowniczą. Obraził się bardzo, stwierdził, że go zdradziłam (tylko
po to pojechałam. Znalazł powód. Od tego czasu prawie 2 miesiące trwa między
nami przepychanka. Tyle razy mi obiecywał, że będzie inaczej, że nie potrafię
mu zaufać. Chciałam, żeby zrozumiał jak źle się czuję ciągle będąc sama a
chyba rozwaliłam małżeństwo. Nic do niego nie dotarło, raz nie wrócił na noc,
śpimy osobno. Mam do niego żal, że wydaje kasę na kolegów, picie a nie starcza
nam na życie ( pracuję dodatkowo. Założyła osobne konto. Nie mówi, gdzie idzie.
Teraz myślę, że mogłam to załatwić inaczej, ale tyle razy rozmawiałam i nic,
wynajdywał sobie do towarzystwa nawet 20 latków, aby uciec z domu. Czuję się
beznadziejnie. Lepiej być samemu niż z kimś, kto nie chce być z Tobą.
Czy ktoś miał podobną sytuację i czy można wyjść z tego kryzysu zwycięsko. Czy
facet w końcu dojrzeje. Jedyna dobra strona tego to, że jak na mnie jest zły
to z dzieckiem zaczął spędzać czas.
Pani psycholog, czy dobrze zrobiłam stawiając ultimatum, my czy koledzy.
W jaki sposób mogę postępować z takim mężczyzną.
Czy po prostu, aż tak daleko się oddaliliśmy od siebie, że już koniec.