Czy słusznie postępuję?

27.05.10, 19:03
Mieszkamy razem, zdani tylko na siebie.Jesteśmy naście lat ze sobą. Problemem
zawsze były częste wyjścia męża na piwo, do kolegów, coś załatwić. Gdy było
małe dziecko uważałam, że tak musi być, ale lata minęły i nic się nie
zmieniło. Ja siedzę sama w domu a on ma wychodne. Razem jako rodzina nie
spędzamy ze sobą czasu, nie jeździmy na wakacje, nie wychodzimy wieczorem,
nawet nie oglądamy telewizji wspólnie, w święta pracuje albo musi do kolegi
wpaść i tak się ciągnie.W towarzystwie potrafił przyczepić się do kolegów
(nawet jak byli z żonami) a ja sama z dzieckiem. Zaczęło mi to od paru lat
przeszkadzać, tłumaczyłam mu, że czuję się samotna, że musimy choć raz w
miesiącu razem wychodzić, że ja też go potrzebuję. Na nic to się zdało, doszło
do tego, że ja miałam urlop a on musiał co wieczór wychodzić ( w ciągu dnia
też go nie było). Poczułam się urażona, że nawet moje błagania, prośby, płacz
na niego nie działają. Postanowiłam żyć swoim życiem, o nic się nie upominać.
Do kolejnej niedzieli, kiedy wyszedł, nie odbierał telefonów, wrócił po paru
godzinach i stwierdził, że nikt nie ma prawa go kontrolować ( facet po 30).
Rok wcześniej powiedział mi, że nie mam prawa wiedzieć gdzie wychodzi i z kim
się spotyka. Dodam, że niewielu znam jego znajomych.I postanowiłam wyjechać na
wycieczkę pracowniczą. Obraził się bardzo, stwierdził, że go zdradziłam (tylko
po to pojechałam. Znalazł powód. Od tego czasu prawie 2 miesiące trwa między
nami przepychanka. Tyle razy mi obiecywał, że będzie inaczej, że nie potrafię
mu zaufać. Chciałam, żeby zrozumiał jak źle się czuję ciągle będąc sama a
chyba rozwaliłam małżeństwo. Nic do niego nie dotarło, raz nie wrócił na noc,
śpimy osobno. Mam do niego żal, że wydaje kasę na kolegów, picie a nie starcza
nam na życie ( pracuję dodatkowo. Założyła osobne konto. Nie mówi, gdzie idzie.
Teraz myślę, że mogłam to załatwić inaczej, ale tyle razy rozmawiałam i nic,
wynajdywał sobie do towarzystwa nawet 20 latków, aby uciec z domu. Czuję się
beznadziejnie. Lepiej być samemu niż z kimś, kto nie chce być z Tobą.
Czy ktoś miał podobną sytuację i czy można wyjść z tego kryzysu zwycięsko. Czy
facet w końcu dojrzeje. Jedyna dobra strona tego to, że jak na mnie jest zły
to z dzieckiem zaczął spędzać czas.
Pani psycholog, czy dobrze zrobiłam stawiając ultimatum, my czy koledzy.
W jaki sposób mogę postępować z takim mężczyzną.
Czy po prostu, aż tak daleko się oddaliliśmy od siebie, że już koniec.
    • krzysztof-lis Re: Czy słusznie postępuję? 27.05.10, 20:05
      > Czy facet w końcu dojrzeje.

      To źle zadane pytanie. On po prostu taki jest i bardziej dojrzały (cokolwiek
      miałoby to znaczyć) nie będzie.
      • radola1 Re: Czy słusznie postępuję? 27.05.10, 20:35
        Zrobiłaś dobrze, bardzo dobrze. Jedyny błąd to, że o parę ładnych
        lat za późno. Przegieciem z jego strony było podejrzewanie cię o
        zdradę. Może tu jest pies pogrzebany? Wierzysz mu w tej materi???
        • bracialwieserce Re: Czy słusznie postępuję? 27.05.10, 20:44
          Właśnie być może sam to "zrobił" - wszak nie znasz kolegów/nie wiesz co robi.
          Być może sam zdradzając uznał, że to będzie dobry pretekst do rozstania jak
          strzeli focha - już piszesz, że rozbiłaś małżeństwo!
          Sorry ale jak można rozbić coś co ma miejsce tylko na papierze!?
    • marzeka1 Re: Czy słusznie postępuję? 27.05.10, 20:56
      Rozwaliłaś małżeństwo, bo pojechałaś na wycieczkę, a szanowny pan-
      mąż papierowy uważa, że się puściłaś???? Dla mnie takie postawienie
      sprawy przez męża, który jest nim tylko z nazwy, bo nie z pełnionej
      roli, świadczy, że pewnie równo cię zdradzał na boku, a teraz
      podejrzewa o to samo.
      Aha, męża nie zmienisz, możesz tylko zmienić swoje podejście do
      sprawy i zobaczyć, jak beznadziejny typ trafił ci się na męża.
      • rosapulchra-0 Re: Czy słusznie postępuję? 27.05.10, 21:51
        marzeka1 napisała:

        > Rozwaliłaś małżeństwo, bo pojechałaś na wycieczkę, a szanowny pan-
        > mąż papierowy uważa, że się puściłaś???? Dla mnie takie postawienie
        > sprawy przez męża, który jest nim tylko z nazwy, bo nie z pełnionej
        > roli, świadczy, że pewnie równo cię zdradzał na boku, a teraz
        > podejrzewa o to samo.
        > Aha, męża nie zmienisz, możesz tylko zmienić swoje podejście do
        > sprawy i zobaczyć, jak beznadziejny typ trafił ci się na męża.

        bracialwieserce napisała:

        Właśnie być może sam to "zrobił" - wszak nie znasz kolegów/nie wiesz co robi.
        Być może sam zdradzając uznał, że to będzie dobry pretekst do rozstania jak
        strzeli focha - już piszesz, że rozbiłaś małżeństwo!
        Sorry ale jak można rozbić coś co ma miejsce tylko na papierze!?

        Ależ wy na tym forum potraficie zagalopowywać.. Na podstawie jednego postu już
        wiecie, że on na pewno zdradzał autorkę postu, że jest bydlakiem, pijakiem i
        złodziejem, bo każdy pijak to złodziej! tak? ;)

        Droga autorko posta, trzymaj się swojego ultimatum, zrobiłaś dobrze i bądź
        twarda, nie miętka.
        • marzeka1 Re: Czy słusznie postępuję? 27.05.10, 22:17
          "Ależ wy na tym forum potraficie zagalopowywać."- wiesz, zdarza mi
          się jeździć na wycieczki z pracy, ale nigdy nie usłyszałam od męża,
          że wtedy na pewno go zdradziłam. Podobnie jak nie przemawia do mnie
          wersja faceta, który jest mężem i ojcem, a zachowuje się jak
          singiel, a dodatek oczekuje, że nikt nie będzie go ograniczał.
          • marianka_marianka Re: Czy słusznie postępuję? 27.05.10, 22:33
            marzeka1 napisała:
            wiesz, zdarza mi się jeździć na wycieczki z pracy, ale nigdy nie usłyszałam od męża, że wtedy na pewno go zdradziłam. Podobnie jak nie przemawia do mnie wersja faceta, który jest mężem i ojcem, a zachowuje się jak singiel, a dodatek oczekuje, że nikt nie będzie go ograniczał.

            Dokładnie.

            Jak czytam o takich "dojrzałych" mężach i ojcach, to nóż mi się w kieszeni otwiera.

            Autorko droga, normalny facet będzie chciał pójść na piwo z kolegami. To nic złego. Będzie również chciał spędzać proporcjonalnie czas ze swoją żoną i dzieckiem. Czasem nawet kosztem kolegów. Ba, nawet się zdarzy, że zostanie z dzieckiem i pozwoli żonie się "poszlajać". I po powrocie nie wyzwie jej od k....

            Z takimi jak Twój mąż trzeba twardo. Prosiłaś, błagałaś i co? Nic.
            I tak jesteś samotna, z tą różnicą że jeszcze ciężej Ci finansowo.
            • bracialwieserce Re: Czy słusznie postępuję? 27.05.10, 22:38
              Finansowo jak finansowo - a co ze spokojem ducha?
        • bracialwieserce rosapulchra 27.05.10, 22:36
          Wiem, że tu kiedyś już pani psycholog pisała o nadinterpretacji/kliszach etc.
          więc wygodnie Ci w to wierzyć etc.
          Nikt nie piszę, Twój mąż Cię zdradza kobieto!
          Jeżeli jednak po latach życia w kijowym związku, pani wyjeżdża a pan wyskakuje,
          że to zdrada {jak by mu zależało i raptem sobie coś uświadomił} to a} -sam może
          mieć nieczyste sumienie i swoje grzechy przerzucać na nią i jeszcze pojawia się
          chęć zgnojenia -cóż niektórzy ludzie tak mają
          b} próbuje się wykręcić z "układu" właśnie w ten sposób, że focha strzeli a ona
          zatańczy jak należy - w sumie wygodna rzecz, nie?
          Pisząc na forum tak nie inaczej, nie podając rozmaitych faktów człowiek pisze to
          co sądzi i na Boga nie wciskajmy każdemu, że radzi dajmy na to z własnych
          doświadczeń bo zaraz i to się wydarzy,
          Autorka wątku może się trzymać lub nie to raczej na niedużo się już zda.
          Facetowi nie bardzo zależy i to niestety od dawna!
          Z czasem ponieważ nie trafił na opór a na podkulenie ogona taka postawa mu się
          utrwaliła i przynosi rezultaty - robi co chce. Autorka czeka na rozwój wypadków
          - świetnie lubi Becketta i będzie czekała na Godota.
          Jej ultimatum niedługo się skończy - przecież już tyle czasu dawała sobie po
          łbie jeździć - nie trafiło jeszcze, że on nie "dojrzeje" i chodzi nie tylko o to
          skoro "jeszcze" się liczy i łudzi, że może.....mu się odwróci i się nawróci.
          A Ty Roasapulchro sama się nie zapętlaj - doprawdy nie analizujemy tu różnych
          konfiguracji Twej sprawy - z całym szacunkiem dla Ciebie.
          • marc.el Re: rosapulchra 28.05.10, 13:54
            a kiepska samooceana to co??
            najbardziej zazdrośni bywaja z bylejaka samooceną.

            Ale to cos co ich łączy jest dziwne ..
    • izza.p Re: Czy słusznie postępuję? 27.05.10, 21:42
      Niestety zdaje sobie sprawę, że nigdy między nami nie było dobrze. Był czas że
      było ok, wychodziliśmy rozmawialiśmy ale potem okazało się, że ma wątpliwości.
      Jestem taka wspaniała a on nie wie czy chce ze mną być. Skończyło się szybko.
      Ma kilka spraw na sumieniu, co do jego uczciwości zawsze nie byłam pewna,
      telefon zawsze w kieszeni, kiedyś prezerwatywy, których nie używamy, sygnały od
      panienki na komórkę. Znalazłam też maila, z prośbą, aby nie odchodził. Podobno
      wysłany był przez pomyłkę do wszystkich jej znajomych??? Zawsze jakoś to
      wytłumaczył, ale wiem, że jestem naiwna.
      Wiem też, że się nie wyprowadzi, nie ma gdzie. Sama też nie mam gdzie się
      podziać, więc czekam na rozwój wydarzeń.
      • marzeka1 Re: Czy słusznie postępuję? 27.05.10, 21:47
        Czyli zamiast podjąć jakieś sensowne działania, czekasz aż "coś się
        samo zadzieje"??? tylko że w tym wszystkim tkwi też dziecko i siła
        rzeczy uczy się, jak wyglądają niewłaściwe relacje w rodzinie.
      • bracialwieserce Re: Czy słusznie postępuję? 27.05.10, 21:52
        Wynajmujecie/na kogo jest mieszkanie? Może warto miast ratować - pytanie co?
        zastanowić się jak/co możesz zrobić aby być samodzielną i znów szczęśliwą osobą?
        Oczywiście z dzieckiem.Gadałaś z mamą/przyjaciółka? Masz jakieś wsparcie/pomoc?
      • premeda Re: Czy słusznie postępuję? 28.05.10, 09:17
        Mój brat tez nosił po kieszeniach prezerwatywy, a ja kupywałam jego
        dziewczynie tabletki, pół roku temu się wydało, że ma 2-letnie
        dziecko z inną. Naprawdę łykasz te wszystkie wpadki jak gęś kluski?
        Odpowiedz sobie po co żyjesz? Czy musisz być tak bardzo bezwolna,
        żeby codzienność się kształtowała bez Twojego udziału? Będziesz tak
        tkwić wieki i inni będą deydować za Ciebie?
      • marc.el Re: Czy słusznie postępuję? 28.05.10, 13:58
        pochodzisz z rozbitej rodziny?? z domu dziecka??
        Kurcze masz bardzo dziwne spojrzenie na związki ......
        Co takiego sie kiedys zdarzyło w Twoim życiu, że boisz sie zostac bez faceta??
        Facio cie bajeruje na maksa.
        Ma wikt i opierunek, jest kawalerem, ma "niepotrzebne" prezerwatywy, a i bzyknie
        sobie w domku ... cóz więcej mu potrzeba??
    • izza.p Re: Czy słusznie postępuję? 28.05.10, 16:03
      Od dawna wiem, że tak żyć nie chce i nie ukrywałam tego przed swoim mężem. Wiem,
      że nasz związek jest chory i cierpi na tym dziecko.
      Piszę bo wiem, że muszę wytrwać w swoich działaniach. Założyłam konto,
      zapowiedziałam, "mojemu", że jak dobrowolnie nie będzie płacił na dom i dziecko
      to założę sprawę o alimenty.
      Sęk w tym, że on nie chce się wyprowadzić. Sama mu stworzyłam to niebo i nie tak
      prosto zrezygnować z tego. Wiem, że jego zachowanie było i jest konsekwencją
      mojego, za dużo mu pozwoliłam (ufałam) na początku związku.
      Wiem, że dam sobie radę bez niego, nie chcę jednak rezygnować ze wspólnego na
      kredyt mieszkania.
      Pisałam, że czekam na rozwój wydarzeń, myśląc o tym co ja zrobię i jak on na to
      zareaguje.
    • tautschinsky Re: Czy słusznie postępuję? 29.05.10, 17:59
      Z tego co piszesz to musisz okropnie nudzić swojego partnera skoro TAK ROZPACZLIWIE szuka innego towarzystwa, byle nie być z tobą sam na sam :-)

      Poza tym najwyraźniej jest on o wiele bardziej od ciebie towarzyski - potrzebuje kontaktu z innymi ludźmi. Po prostu nie dobraliście się. Dotąd jakoś na to się godziłaś, dzisiaj mówisz temu dość. Ultimatum? Ty albo wszyscy inni? :-) Wolne żarty. Skończy się to rozpadem waszego związku. Na początku, jeśli poczuje, że nie żartujesz i możesz naprawdę odejść będzie starał się zadowalać twoją wizję życia razem. Ale długo nie wytrzyma - będzie się dusił przebywając z tobą. Dodatkowo będzie narastała w nim złość na to, że go niewolisz. Będzie dochodziło do spięć. Trzaśnie raz drzwiami, drugi i wybędzie. I albo pójdziesz w swoje żądania konsekwentnie dalej - rozejście, albo będziesz się godziła na te jego wyjścia.
      • triss_merigold6 Re: Czy słusznie postępuję? 29.05.10, 18:25
        Tego kwiatu jest pół światu, niech pan trzaśnie drzwiami i da jej święty spokój.
        • black_tangens Re: Czy słusznie postępuję? 29.05.10, 19:05
          triss_merigold6 napisała:

          > Tego kwiatu jest pół światu, niech pan trzaśnie drzwiami i da jej święty
          spokój

          > .

          Podpisuję się też pod tym co napisała "triss_merigold6"
        • tautschinsky Re: Czy słusznie postępuję? 29.05.10, 20:10
          triss_merigold6 napisała:

          > Tego kwiatu jest pół światu, niech pan trzaśnie drzwiami i da jej święty spokój




          Raczej niech ona to zrobi, bo póki co
          chwyta się jak pijany płotu :-)
          Od początku w tym związku było jak jest
          teraz i jeśli pani ma już dość niech
          biedaczka nie męczy się. Niech poszuka
          sobie jakiego domatora, co z kapci nie będzie
          wyskakiwał :-)
      • kar01cia Re: Czy słusznie postępuję? 31.05.10, 22:16
        niesamowite jest to podejście do związku - kobieta siedzi w domu z
        dzieckiem, w tej sytuacji jako jedyna je wychowuje, zajmuje się domem
        i jeszcze ma być bardziej rorywkowa bo "nudzi", a facet poproszony o
        współudział w życiu tego domu jest niesłusznie "zniewolony",
        "zduszony" i należy zgodzić się na jego wyjścia, bo inaczej trzaśnie
        drzwiami i wybędzie.
        Pieprznięty jest ten kraj z jego rozdziałem obowiązków w
        małżeństwie... Moje babcie i moja mama tak też miały, ja sobie nie
        dam
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czy słusznie postępuję? 04.06.10, 01:19
      Pani mąż realizuje pewien model związki. Myślę, że nawet się nie zastanawia jak
      taki model nazwać oraz jakie on ma konsekwencje dla Pani. Ba, myślę, że go to
      nawet nie interesuje, a obecne Pani dopominania się o zmianę wydają mu się z
      kosmosu.
      Ponieważ Wasze oczekiwania są tak rozbieżne, a modele związku, zarówno te
      realizowane i jak i te hipotetyczne , tak różne na pewno oddaliły Was od
      siebie. Nie myślę o tym w kategoriach kryzysu. To raczej tak skonstruowana
      relacja. Mąż nie chce przyjąć ograniczeń płynących ze związku ale też nie zważa
      na Pani potrzeby, nie słucha tego co Pani ma do powiedzenia. Pewnie trudno go
      będzie zmienić.
      Ultimatum jest dobre , ale nie wiem czy poskutkuje, bo jest nagłą i radykalną
      reakcją. Do tej pory byłą Pani miękka. Tu trzeba raczej pracy oddolnej nad
      zmianą jakości związku. Ale musi istnieć do tego motywacja męża, a o nią chyba
      będzie najtrudnie. Jeśli Pani jest gotowa na takie przeuczenie męża, warto
      próbować z pamięcią, że to trwa długo. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • demonsbaby tyle lat 04.06.10, 07:35
      akceptowałaś ten stan i facet nie widzi problemu, który widzisz ty, a naście lat
      siedziałaś cicho.
      Nie widzę tego związku na nowych zasadach, ponieważ nigdy nie byłaś partnerem na
      równych prawach.
      Zarzucanie tobie "puszczania" na wyjazdach integracyjnych jest co najmniej
      śmieszne, jeśli nie idiotyczne. Należało facetowi powiedzieć, że ty się tak
      czujesz (zdradzana) od nastu lat, odkąd ma ciebie głęboko w dupie.
      Szukasz czegoś, czego akurat twój facet tobie nie da, ponieważ naście lat nie
      musiał, a ja nie wierzę w szczere radykalne zmiany twojego męża, nie dlatego, że
      "ludzie się nie zmieniają", ale dlatego, że konkretnie twój mąż nie poniósł i
      nie ponosi żadnych konsekwencji swojego postępowania wobec ciebie / was jako
      rodziny.

      Relacje w waszej rodzinie, które opisujesz, nie są normalne. Dziecko
      czerpie chore wzorce, a dla potrzeb prawidłowego rozwoju emocjonalnego musi
      rozumieć jakim tworem społecznym jest rodzina, czyli zachowanie wspólnoty i
      jedności. Tego też nie ma w twoim związku. Niektórzy rodzice rozumiejąc potrzeby
      dziecka / dzieci są na tyle dojrzali, że podejmują decyzje o rozwodzie właśnie
      po to, żeby nie uczyć potomstwa chorych / zaburzonych relacji, często tworząc o
      wiele lepsze relacje z potomstwem już po rozwodzie. I takie podejście również
      jest ciężko wypracować, ale bywa zbawienne w skutkach niż "bycie ze sobą na
      siłę" lub cierpienie w związku dla "dobra dzieci".

      Musisz przemyśleć, czego sama oczekujesz od osoby winnej odgrywać rolę twojego
      partnera i ojca dziecka. Zapewniać lub pomagać zapewnić pewien harmonijny tryb
      życia rodzinnego, okazywać troskę, stanowić wsparcie, mieć przede wszystkim
      szacunek dla drugiej osoby (czego w twoim związku nie ma).
      Nie jest normalne, że jako żona nie masz prawa wiedzieć z kim i dokąd idzie twój
      mąż. Wypady samodzielne przy zaufaniu małżonków są naturalne, co też nie
      oznacza, że odbywają się częściej niż wspólne. Wspólne wyjazdy, urlopy, spacery,
      radość przebywania we własnym towarzystwie - tego brakuje nie tylko tobie, ale i
      waszemu dziecku. Jeśli już zobaczyłaś co się dzieje, to dalej odpowiedz sobie na
      pytanie, dlaczego chcesz sobie zarzucać "rozbicie małżeństwa"? Tu nigdy nie było
      żadnego małżeństwa, tylko chory, jednostronny układ.
      Facet przez twoje łzy, przytakiwanie głową, pozwalanie na tłamszenie NIC NIE
      ZROZUMIE. Skoro i tak dla niego nie istniejecie, to po co przy nim tkwisz?
      Jesteś sprzątaczką, praczką, kucharką i od czasu do czasu wygodną kochanką? A w
      zamian uzyskujesz co? plucie w twarz i pytania czy pada deszcz?
      Daj mu się zastanowić czego chce. Jak znikniesz z dzieckiem z jego życia, to
      wtedy się okaże czy jest zdolny do radykalnych zmian i rozumie czym jest rodzina.
    • izza.p Re: Czy słusznie postępuję? 04.06.10, 17:30
      Bardzo dziękuję za odpowiedź. Każda rada jest dla mnie cenna. W naszych
      relacjach niewiele się zmieniło, emocje ucichły. Wychodzi. Przepuścił kasę z
      podatku, nawet mi o niej nie powiedział. Każda rozmowa kończy się tym, że mu nie
      zależy na mnie i nie chce się strać, pracować nad związkiem. Do terapeuty też
      nie ma ochoty iść. Straszy, że kogoś sobie znajdzie.
      A dla mnie jest tak samo, przyzwyczaiłam się do tego że sama organizuję sobie
      czas i dziecku.
      Moje maleństwo, przejawia destrukcyjne cechy taty np tata powiedział, że jak
      ktoś kogoś bardzo zdenerwuje to można go uderzyć.Mówił to szturchając mnie za
      rękę. Sporo czasu zajęło mi tłumaczenie, że tak nie można.
      Boi się o mnie. Rozmawiałam z mężem ,że ze względu na dziecko, muszą nasze
      relacje ulec zmianie, abo powinniśmy się rozstać. Starał się tydzień.
      Nie wiem, na czym miałyby polegać te oddolne starania. Zawsze walczyłam, żeby
      było dobrze, ale do tego trzeba dwóch osób. Ja nie widzę, nas w razem i chyba
      zawsze tak było. Wiem, że na niego miała dobry wpływ brat, który wychodził z
      rodziną. Niestety wyjechał.
      Dziękuję za wsparcie. Nie zamierzam się tym razem, tak łatwo poddać.
      • demonsbaby Re: Czy słusznie postępuję? 04.06.10, 17:49
        ty zacznij walczyć o siebie, lepiej. Jeżeli dobrze zrozumiałam, że twój ojciec
        zaczyna przejawiać troskę o Ciebie, to wcale mu się nie dziwię. Kobieto, Tobie
        potrzebny jest spokój i odpoczynek. Jak na razie tkwisz w przepychankach,
        chaosie i żyjesz bo żyjesz. Za chwilę szlag trafi twoje zdrowie, doprowadzisz
        się sama na skraj rozpaczy i niebawem ziemia Ciebie wyleczy ... Możesz myśleć,
        że to za daleko idący scenariusz, ale ja takie widziałam w rzeczywistości.
        Zamęczyła się kobieta dla męża, hulaki, qrwiszona, zostawiła mu dwójkę dzieci,
        po tym jak sama konała na onkologii odseparowana od dzieci. Bo nie miała czasu
        zająć się własnymi problemami, skoro sen z powiek spędzał jej mąż... ale co tam
        długo kwiaty na grobie nie więdły, a tatuś oddał dwójeczkę synków do domu
        dziecka, bo nowej kobiecie solą w oku były. Taki rodzinny tatuś był ...
        Obudź się kobieto!
    • izza.p Re: Czy słusznie postępuję? 18.06.10, 17:51
      Minęło trochę czasu od ostatniej mojej wypowiedzi. Okazało się, że zamiast ze
      mną się porozumieć "mój" znalazł sobie już kogoś. darmowy seks już ma. Bardzo
      szybko, może dlatego ze mną nie chciał wychodzić, bo już wtedy coś ukrywał. Nie
      wiem on nigdy nic nie mówi, zawsze czysty jak łza. Oczywiście nie ma o czym ze
      mną gadać, bo go zdradziłam na wyjeździe. Najgorsze że już dziecku powiedział,
      że ma nową dziewczynę i mama go nie obchodzi. Nie wyprowadza się z domu, za nic
      nie chce płacić, bo mu na życie nie wystarczy. Będę musiała złożyć pozew o
      rozwód i alimenty. Nigdy nie spodziewałam się że okaże się aż
      takim........Smutne ,że po tylu latach on tak rozwiązuje spory między nami.
      • burza4 Re: Czy słusznie postępuję? 18.06.10, 18:22
        Przykre - ale ty od dawna już byłaś sama, tylko nie chciałaś tego przyznać. To
        nie jest materiał ani na partnera, ani na ojca.

        Dobra rada - zacznij od alimentów, można je uzyskać i bez rozwodu (połączenie
        tych spraw wydłuży postępowanie).
Pełna wersja