Czy mi się wydaje?

29.05.10, 21:14
Witam. Zdecydowałam ,że napiszę bo już nie daję sobie rady.Może wasze świeże spojrzenie mi pomoże. Mam męża od 9 lat i dwójkę synów(8 lat i 6 lat). Mąż nie pije, nie bije, nie chodzi na imprezy z kolegami.Ale czuje że nie interesuje się mną jako osobą.Nie interesuje go co mam do powiedzenia, a jak wydaje mi się że słucha to póżniej wychodzi, że nie pamięta o czym była rozmowa. Nie są to rozmowy o zakupach, tylko np. o ustaleniach planu następnego dnia( kto odbiera dzieci od niani itp.).Nie czuję się przy nim ani bezpieczna, ani kochana. Nasze wspólne wyjścia ze znajomymi parami do pubu, kończą się tak że mąż gdzieś znika a ja zostaje sama.Albo ustalamy coś np mąż ma przypilnować fachowca który wstawia okno, po skończonej pracy okazuje się ,że fachowiec ledwo trzyma się na nogach bo jest tak pijany, pianka montażowa wszędzie, a mąż na to " przecież nie jestem jego ojcem".Było całe mnóstwo rozmów które ja zaczynałam i poprawa na chwile. Mam wrażenie że albo on nie wie o co mi chodzi, albo zwyczajnie ma to gdzieś. Po ostatniej rozmowie dałam mu do przeczytania książkę" Męższczyżni są z marsa, kobiety z wenus",bo może faktycznie nie rozumie o co mi chodzi a w tej książce jest wszystko jak chłop krowie. Powiedziałam, że jest dla mnie naprawdę ważne żeby to przeczytał. Obiecał,że przeczyta. Minął prawie rok, przeczytał jeden rozdział. Do niczego go nie zmuszam,chce żeby sam podjął decyzje. No i chyba podjął.Tylko cały czas twierdzi że mnie kocha, że mu zależy, że się stara. Nie licząc krótkich przebłysków nic takiego nie zauważyłam. Wytłumaczcie mi proszę o co mu chodzi.Jak to wszystko mam rozumieć? Od dłuższego czasu w naszym domu jest cisza( nie ciche dni), wymieniamy się tylko informacjami do obsługi domu. Szkoda mi dzieci bardzo, ale nie potrafię się przemóc na nic więcej. O rozwodzie myślę już od dwóch lat ale ciągle liczę sama już nie wiem na co,chyba na to że go nagłe olśnienie dopadnie i będzie dobrze.Może ja za dużo wymagam? Może to tak już jest w związkach?
    • krzysztof-lis Re: Czy mi się wydaje? 29.05.10, 22:51
      > Ale czuje że nie interesuje się mną jako osobą.Nie interesuje go co
      > mam do powiedzenia, a jak wydaje mi się że słucha to póżniej
      > wychodzi, że nie pamięta o czym była rozmowa.

      No to może jest najwyższa pora zastanowić się, czy przypadkiem rzeczywiście nie
      jesteś dla niego, jako osoba, nudna i mało interesująca?

      > Do niczego go nie zmuszam,chce żeby sam podjął decyzje.

      I to jest Twój błąd. Bo jeśli chcesz, żeby on coś zrobił, to musisz mu to WPROST
      powiedzieć. A nie czekać, aż się sam domyśli, albo jakieś aluzje mu serwować. Ma
      być powiedziane WPROST, najlepiej jeszcze z terminem wykonania.

      > Może ja za dużo wymagam?

      Może i tak. Bo tak czytam drugi raz Twoją wypowiedź i nie znalazłem w niej
      miejsca, w którym napisałabyś, że interesuje Cię, co Twój mąż na to. Tylko Ty
      coś chcesz, Ty masz jakieś oczekiwania, Tobie się jego zachowanie nie podoba.

      Może wypadałoby porozmawiać, ale tak naprawdę porozmawiać, aby dowiedzieć się,
      co on myśli o sprawie?
      • jedyny.diana Re: Czy mi się wydaje? 29.05.10, 23:48
        Właśnie dlatego napisałam, żeby go zrozumieć.Co nie jest łatwe bo on na to
        wszystko mówi, że jest szczęśliwy i nie ma żadnego problemu.Żeby choć raz
        powiedział, że coś mu we mnie nie pasuje,choćby to że go nudze. Przez 9 lat nie
        usłyszałam od niego ani jednej uwagi co do mojego charakteru.Żadnej krytyki.To
        jest taki schemat, po rozmowie mąż mówi że się poprawi i jest przez 2 tygodnie
        lepiej, potem o mnie zapomina, aż się znowu przypomnę. Tylko ja mam już dość
        proszenia się o miłość. To poniżające.Wielokrotnie go męczyłam żeby szczerze mi
        powiedział co myśli o mnie, związku, ale on odpowiada niezmiennie że według
        niego wszystko jest ok,że jeśli mi coś nie gra to on się poprawi.I tak to się
        toczy od początku. Przy książce dostał termin pół roku, minął rok.Nie wyobrażam
        sobie zmuszać go do bliskości skoro on tego wyrażnie nie chce. Tylko dlaczego
        mówi że kocha skoro wychodzi że to nieprawda?
        • verdana Re: Czy mi się wydaje? 30.05.10, 13:32
          Są ludzie, ktorzy nienawidzą rozmów tzw "poważnych" - o związku, o
          uczuciach. Nie musi to zalezeć od plci, ale od charakteru. Nie ma
          mowy, abym ja właczyła sie czynnie w taka rozmowę, trudno.
          Z Twojego postu wynika jedno - nie masz zamiaru zaakceptować pewnych
          zachowań męża, ktore leżą w jego chcarakterze, a Tobie nie
          odpowiadają. Niezaleznie od tego, czy masz rację , czy nie wyszłas
          za takiego, a nie innego faceta. Nie zmienisz go na zupelnie kogo
          innego, wyglaszając kazania, dając do przeczytania książki.
          Czym innym jest wymaganie, aby mąż wziął odpowiedzialność za część
          domowych obowiązkow, a czym innym - by stał sie od jutra zupełnie
          innym męzczyzna, niż jest.
          I Twój mąż prawdopodobnie naprawdę Cię kocha, tylko kocha inaczej,
          niz Ty sobie wymarzyłaś.
          • triss_merigold6 Re: Czy mi się wydaje? 30.05.10, 16:02
            Tak kocha ją jako matkę dzieciom i zaradną gospodynię organizatorkę życia
            domowego. Jak szafkę pod telewizor - potrzebna jest, ale żeby się zachwycać to
            bez przesady.
            • verdana Re: Czy mi się wydaje? 30.05.10, 16:17
              Nie. Po prostu kazde z nich ma inne oczekiwania co do małżeństwa.
              • jedyny.diana Re: Czy mi się wydaje? 30.05.10, 18:15
                Dla mnie słowa "kocham" są w tym momencie puste i bez znaczenia. Najgorsze jest
                to ,że ja wiem że on potrafi pokazać że mnie kocha, tymi drobnymi gestami. Ale ,
                no właśnie, nie chce? Czy nie potrafi robić tego na stałe?Ja czuję że on nie
                chce. I z jakiegoś powodu nie chce się do tego przyznać. Co on o tym myśli nie
                wiem, wiele razy go o to pytałam na spokojnie. Odpowiedż "nie wiem, nie myślałem
                o tym".Rozmawiam z nim na spokojnie, już nie budzi to we mnie złości, jest mi
                tylko przerażliwie smutno.
                • tully.makker Re: Czy mi się wydaje? 30.05.10, 19:17
                  A moze maz czuje sie zbyt pewnie? Zajmij sie bardziej soba, swoimi
                  sprawami niz nim, i zobacz co bedzie.
                  • jedyny.diana Re: Czy mi się wydaje? 30.05.10, 20:55
                    tully.makker napisała:

                    > A moze maz czuje sie zbyt pewnie? Zajmij sie bardziej soba, swoimi
                    > sprawami niz nim, i zobacz co bedzie.
                    Już to robię od kilku miesięcy, ale nie działa. Mąż albo zachowuje się jakby nic
                    się nie stało, albo schemat dwa dni super a potem tak jak było.Bez żadnej
                    reakcji typu "co z tobą ostatnio". Raczej jego zachowanie się wtedy pogłębia. M
                    wraca z pracy, zje obiad lub nie i zasypia, budzi się ok 21. Już nawet nie
                    pamiętam kiedy był jakiś seks, M siedzi do póżna jak się kładzie to ja już śpie.
                    Próbowałam kilka razy siedzieć razem z nim, ale ok 2 już nie dałam rady. Jak
                    powiem wprost chodż na seks, to niby idzie, ale mam wrażenie że jest to
                    wymuszona reakcja.Do zainteresowaniem dziećmi też musiałam go długo namawiać. I
                    osiągnęłam tyle, że mniej się na nich złości jak coś chcą. Ale nie zapyta jak w
                    szkole, nie mówiąc już o spojrzeniu w dzienniczek czy przypilnowaniu przy
                    lekcjach.Jak nie powiem, to sam inicjatywy nie wykaże.
                    • a.nancy Re: Czy mi się wydaje? 30.05.10, 22:46
                      > Próbowałam kilka razy siedzieć razem z nim, ale ok 2 już nie dałam rady.

                      i co robilas, tak sobie siedzialas?

                      Jak
                      > powiem wprost chodż na seks, to niby idzie, ale mam wrażenie że jest to
                      > wymuszona reakcja.

                      jakby i ktos powiedzial "chodz na seks", to bym miala niewymuszona reakcje w
                      postaci zabicia go smiechem.
                    • annb Re: Czy mi się wydaje? 30.05.10, 22:48
                      zapytam wprost-jakie Twoje potrzeby zaspokaja związek z tym panem-tutaj slowo
                      "meblem" byłoby bardziej odpowiednie, ale nie chcę urazic.
                    • tully.makker Re: Czy mi się wydaje? 31.05.10, 09:28
                      Już to robię od kilku miesięcy, ale nie działa. Mąż albo zachowuje
                      się jakby ni
                      > c
                      > się nie stało, albo schemat dwa dni super a potem tak jak było.

                      No i dobrze, Ty trob swoje, bedziesz przynajmniej maila jakies
                      towarzystwo i zainteresowania, a maz - coz ocknie sie pewnego dnia
                      sam.
    • a.nancy Re: Czy mi się wydaje? 30.05.10, 22:49
      > Po ostatniej rozmowie dałam mu do przeczytania książkę" Męższczyżni są z marsa
      > , kobiety z wenus",bo może faktycznie nie rozumie o co mi chodzi a w tej książc
      > e jest wszystko jak chłop krowie. Powiedziałam, że jest dla mnie naprawdę ważne
      > żeby to przeczytał. Obiecał,że przeczyta. Minął prawie rok, przeczytał jeden
      rozdział.

      moze dla niego nie jest "jak chlop krowie". ja tez nie dalam rady wiecej niz
      jeden rozdzial, dla mnie ta ksiazka to jakis kosmos, nie widze zwiazku z
      rzeczywistoscia.
      • verdana Re: Czy mi się wydaje? 30.05.10, 23:00
        No, dla mnie też.
        Problem w tym, ze ja tu widzę strasznie niedopasowaną pare - panią,
        ktora lubi sobie pogadac o milosci, rozwazać swoje uczucia, wiedze
        czerpie z popularnych poradników i uwaza, zę tak ma być i w życiu.
        I faceta, ktory nie ma potrzeby rozmawiania na temat uczuc, a więcej
        nawet - takie rozmowy go denerwują, poradniki sa nie do
        przelknięcia, a zona, ktora chce wyznań miłosnych - staje sie
        uciążliwa. Trudno znaleźć zloty srodek. Być moze facet przestał
        rozmawiac, bo nie ma ochoty na rozmowy znowu o tym, co jest źle.
        Ale ruszyć tyłek i zacząć cos w domu robić powinien. Pytanie - czy
        zawsze nic nie robil, czy teraz przestał?
        • jedyny.diana Re: Czy mi się wydaje? 31.05.10, 14:02
          Chodzi mi o zwykłe " jak minął dzień" a nie pogawędki o miłości. Chodzi mi o
          zwykłe zainteresowanie a nie analizowanie i rozbijanie na czynniki pierwsze
          mojego samopoczucia i uczuć. Nie jestem natrętna i jakoś nie wyobrażam sobie
          codziennego przypominania o sobie. Mam dość mówienia do pleców. Czasem nawet mąż
          zapyta i w połowie jednego mojego zdania wychodzi. Po chwili wraca i zajmuje
          się czym innym. Zupełnie jakby mnie lekceważył.I doskonale rozumiem, że może
          mieć inne zdanie na temat książki, ale po to ma buzie żeby o tym powiedzieć. A
          tak na moje pytanie dlaczego nie czyta słyszę "bo nie mam teraz czasu" lub "już
          czytam" i biegiem do książki leci. Chodzi mi o głupie wsparcie, ja do męża " nie
          starczy nam kasy na rate za dom" a on " ja tego domu nie chciałem".
          • verdana Re: Czy mi się wydaje? 31.05.10, 14:16
            A może własnie w tym ostatnim zdaniu kryje się cały problem?
            • jedyny.diana Re: Czy mi się wydaje? 31.05.10, 15:02
              Do niczego go nie zmuszałam. Nie kazałam mu jeżdzić ze mną i oglądać domy,
              załatwiać kredyt i podpisać dokumenty.Słowa nie powiedział,że mu cała sprawa nie
              leży.Wydawało mi się, że działamy wspólnie jak doskonały zespół. Ta cała
              sytuacja jest beznadziejna.Nie oczekuje, że będę żyła jak w harlekinie, ale nie
              może być tak jak teraz, ja i okazuje się obcy facet.
          • notting_hill Re: Czy mi się wydaje? 31.05.10, 17:30
            No, proza życia... Chyba wielu facetów tak ma i nie widzą problemu
            oraz zachodzą w głowę o co tej starej może chodzić? Przecież wszystko
            jest ok. Tylko, że kryzys wieku średniego polega między innymi na
            tym, że najpierw się taki jeden z drugim nie stara, "bo po co?", a
            potem nagle odkrywa, najczęściej z pomocą innej pani, że można
            inaczej. "Bo żona go nie rozumie i wcale ze sobą nie śpią", że
            zacytuję klasykę. Smutne i nieinspirujące, niestety.

            Nie wiem, może zamiast się gryźć w sobie i wycofywać (bo to na
            dłuższą metę prowadzi do obcości i rozpadu oraz miejsca dla tej
            przysłowiowej obcej), zastosuj terapię gumy od majtek :). Raz bądź
            miła i słodka (ale nie absorbująca!), chwal za różne drobne rzeczy w
            domu, ot tak mimochodem, a potem raptem się oddal do swoich spraw
            (broń boże nie w sensie focha), bo coś innego Cię pochłonęło. I
            poobserwuj, co się będzie działo.
            Nie masz wpływu na jego zachowanie, masz wpływ na swoje, więc zmień
            coś w swoim zachowaniu, jeśli Ci coś przeszkadza w całym układzie.
            Nie znaczy to, że się masz bardziej starać, broń boże. Ale wiadomo
            nie od dziś, że na psy i dzieci działają podobne rzeczy, z biegiem
            czasu zaczynam się przychylać do poglądu, że na facetów też :). A
            więc pochwała za pozytywne rzeczy, wycofanie akceptacji za negatywne.
            Po prostu raz go pochwal tak sobie za coś banalnego albo podziękuj za
            coś oczywistego. Tak ot, bez żadnego specjalnego nacisku. Może akurat
            zadziała. Co masz w końcu do stracenia, nie?

            A to, że facet wychodzi w środku Twojego zdania- no, owszem, to
            wkurzające jest, ale nie on jeden. Po postu przypomniało mu się coś,
            a że nie ma umiejętności robienia kilku rzeczy na raz, to sobie
            poszedł i nawet nie zauważył, że Cię zlekceważył.
            Zdaje mi się, że czytałaś tę książkę o Wenus i Marsie, ale cały czas
            myślałaś jak to zrobić, żeby to on się zmienił. No, to może zacznij
            od drugiej strony...

            A ta wymiana zdań na temat raty za dom to jest po prostu klasyka. On
            usłyszał: jesteś fujara, nie umiesz zarobić nawet na spłatę domu,
            więc się broni atakując. Spróbuj go łagodnie przekonać, że nie masz
            mu tego za złe, tylko że to jest Wasz wspólny problem. W książce
            zresztą jest to wyraźnie podkreślone- kobiety mówią, żeby
            "odczarować" problem, a faceci, żeby zakomunikować go. Więc w jego
            mniemaniu Ty oskarżasz go o brak kasy. A sama piszesz, że chcesz
            tylko wsparcia.
            • jedyny.diana Re: Czy mi się wydaje? 31.05.10, 19:40
              Rady z książki stosuje od ok roku.Z małymi wpadkami. I faktycznie widać, że męża
              samopoczucie się poprawiło. Chciałabym, żebyśmy spotkali się pośrodku. Trochę
              ja, trochę on.Ale on nie czyta, a mnie nie chce słuchać jak mu mówie że go nie
              oskarżam tylko chce pocieszenia. Tzn jak powiem przytul mnie to przytuli, ale
              ile można się prosić. To nie działa tak, że powiem kilka razy i on pamięta,
              muszę się prosić za każdym razem, dosłownie. I na końcu czuję się jak żebrak.

              A to, że facet wychodzi w środku Twojego zdania- no, owszem, to
              > wkurzające jest, ale nie on jeden. Po postu przypomniało mu się coś,
              > a że nie ma umiejętności robienia kilku rzeczy na raz, to sobie
              > poszedł i nawet nie zauważył, że Cię zlekceważył.

              Jasne że to wiem, ale z reguły jak się wraca to się mówi przepraszam lub ciągnie
              się temat dalej. A nie zadaje pytanie po czym nie słucha się odpowiedzi. Poza
              tym prosiłam męża żeby tak nie robił, że czuje się zlekceważona i co może
              powiedzieć jak mu się coś przypomni. Ale bez efektu, no przecież nie będę mu o
              tym truła za każdym razem. Takich sytuacji jest mnóstwo i dlatego chciałam, żeby
              przeczytał książkę.Jasne ,że nie od razu byłoby super, ale zawsze była jakaś
              nadzieja na zrozumienie siebie nawzajem. Dawałam z siebie 100 % ale teraz mam
              dość, i już nastąpiło emocjonalne wycofanie. Nie zasłużyłam sobie na to. Nie
              chce tak przeżyć
              życia.
              • burana45 Re: Czy mi się wydaje? 31.05.10, 22:46
                a ja z tej calej opowiesci wysnuwam jeden wniosek - TWÓJ MĄZ CIE
                UNIKA! Tak ,unika cie, unika kontaktu z towwoja osobą, unika rozmów
                z tobą, unika pzrebywania w jednym pomieszceniu , unika łożka z tobą
                ( scena z siedzeniem do 2 w nocy jest znamienna).

                a dlaczego ? - moze sama juz sobie odpowiedzialas - na jakei tematy
                rozmawiacie ? zakupy? plan nastepnego dnia? jakies remonty domowe?
                raty za ta chałupe ? to jedyne co macie sobei do zakomunikowania ?
                zadne inne tematy nie istnieją ? nie rozmawiacie o filmach ,
                ksiazkach, polityce, o artykule w gazecie o ciekawej stronie w
                necie ? całkiem nic ?
                Moze sie znudził ? a moze sie ciebie boi ?


                Wiesz co - widze z opisów ze ty nie dawałas za duzo tylko za duzo
                kontrolowałas , z tego opisu rysuje mi sie obraz pani przedszkolanki
                i przetraszonego Jasia ze starszaków .
                Pani tupnie nogą - Jas cichutko sie bawi, Pani kaze jesć - Jaś je,
                Pani kaze sie bawic - Jas sie bawi, Pani kaze isc na seks - Jas z
                westchneineim idzie ciągnąc nogami , Pani zachcialo sie kupic dom -
                Jas nie osmieli sie krzyknąc ze nie chce do zasmarkanej śmierci
                tyrać na zapłatę horrendalnych rat,Pani chce rozmawiac o związku z
                Jasiem - a o czym do cholery Jas moze rozmawiac z Panią??????

                do tego Pani teraz uwierzyla w idiotyczne poradniki i kaze je
                JAsiowii przeczytać, Jasio ma termin i bedzie z tego odpytany a moze
                i przeegzaminowany .JAsio wie ze te poradniki nadaja sie akurat do
                umieszcenia na gwozdziu w kibelku ale boi sie powiedziec to PAni.

                CZekaj JAsiu - niedlugo PAni odkryje inny poradnik , taki o zołzach,
                bo juz kolezanki PAni go kupily , przeczytałay i wiedza jak z
                potulnego JAsia Pani ma zrobic dyszącego żądzą i śliniacego sie na
                widok Pani JAsia- wtedy sie Jasiu nie pozbierasz !,
              • premeda Re: Czy mi się wydaje? 01.06.10, 09:34
                Przeczytałam cały wątek i mi bardziej rysuje się obraz pana z jakimś
                poważniejszym deficytem, więc takie doraźne metody chyba niewiele
                dadzą. Jak mąż się zachowuje w relacjach z innymi osobami, w pracy,
                z rodziną?
                • jedyny.diana Re: Czy mi się wydaje? 01.06.10, 11:22
                  Przy znajomych nie zauważyłam niczego odbiegającego od normy. Zdarzają się
                  jednak dziwne sytuacje jak np. wpadli znajomi na kawę, pan gość poszedł do
                  łazienki a mój rozebrał się przy znajomej do majtek i się przebiera( zawsze się
                  przebiera po pracy, tak akurat czasowo wypadło,ale mamy kilka pokoi w domu). Co
                  do rodziny to zależy, jak ktoś przyjedzie do nas to potrafi się wyłączyć i
                  oglądać telewizor ( nic konkretnego, zwyczajne skakanie po kanałach).Komentarz
                  gości typu "jak ci przeszkadzamy to pojedziemy" nie pomagają. M odpowie że nie
                  przeszkadzają i dalej ogląda. To rodzina z jego strony, z mojej się nie liczy bo
                  mamie przeszkadza wszystko. Albo jest nad wyraz gościnny dla obcych. Była u nas
                  pani od ubezpieczeń pytała jak od nas gdzieś tam dojechać, M wytłumaczył, pani
                  pojęła i podziękowała. M wziął się do drukowania mapy, pani grzecznie
                  powiedziała że dziękuje ale już wie i nie ma potrzeby, M jakby głuchy 30 minut
                  ją męczył z mapą i kolejnymi tłumaczeniami. Słyszał ją na pewno, zrozumiał po
                  prostu nie przyjął do wiadomości. Wydaje mi się że to jest na zasadzie jak w
                  samochodzie. Od zawsze prosiłam M ,żeby nie jężdził tak szybko ze mną bo się
                  boje. Nigdy nie powiedział "nie bo cokolwiek", w ogóle nigdy nic nie
                  powiedział, ani też nie zwalniał. Dopiero niedawno się doprosiłam i powiedział,
                  że nie zwalnia bo nie ma takiej potrzeby, bo nic na drodze się nie dzieje żeby
                  musiał zwalniać. I zapewne uznał też, że pani od ubezpieczeń jednak nie
                  zrozumiała. On po prostu nie słucha co się do niego mówi, uznaje cudze zdanie za
                  nieważne bez zapytania, rozmowy, czy czegokolwiek. Ktoś mu mówi potrzebuje/nie
                  potrzebuje a on nie reaguje. Zaznacze ,że problemów ze słuchem nie ma.
                  • bracialwieserce Re: Czy mi się wydaje? 01.06.10, 11:35
                    Dziwne to wszystko! Może pani Agnieszka się wypowie?
                    • triss_merigold6 Re: Czy mi się wydaje? 01.06.10, 12:25
                      Ja bym zapytała czy deficyty uwagi dotyczą tylko kobiet.
                      • bracialwieserce Re: Czy mi się wydaje? 01.06.10, 12:56
                        A może on jest chory? Ogólny stan zdrowia ok? Już sama nie wiem, dziwne to trochę.
                  • premeda Re: Czy mi się wydaje? 01.06.10, 13:49
                    O tu już pani Agnieszka by się przydała, bo to chyba jednak głębsza
                    sprawa. Tak sobie myślę, czy może mózg męża nie nadąża z
                    przetwarzaniem tego co słyszy? Czy to jakieś inne licho. Nawet jeśli
                    jest tak jak pyta triss i dotyczy to tylko kobiet, to dziwne bardzo
                    to jest.
                    • verdana Re: Czy mi się wydaje? 01.06.10, 14:06
                      Jeśli zawsze taki był, stawiam na ZA. A jeśli to cos nowego, to
                      niepokojace.
                      • jedyny.diana Re: Czy mi się wydaje? 01.06.10, 14:44
                        Tak mi się teraz przypomniało , że w dniu ślubu było coś podobnego.
                        Podjechaliśmy pod urząd i mówie żeby nie zostawił mnie samej, M mówi dobrze po
                        czym wysiada i podchodzi do kolegów zostawiając mnie w tym samochodzie. Być
                        może tak było zawsze, tylko ja ciągle go sobie tłumaczyłam (na pewno to nie
                        specjalnie, na pewno nie chciał, nie to miał na myśli itp. ). Wydawało mi się że
                        z czasem to wszystko się wypracuje.Dotrzemy się jak to się mówi. Nie uważam,
                        żebym wymagała nadmiernej uwagi, nie oczekuję trzymania za rękę non stop. Chodzi
                        mi tylko o oczywiste zainteresowanie które ma miejsce w rodzinie. Co to jest ZA?
                        • verdana Re: Czy mi się wydaje? 01.06.10, 14:54
                          Zespół Aspergera - cos w rodzaju lekkiej formy autyzmu.
                        • tully.makker Re: Czy mi się wydaje? 01.06.10, 17:04
                          Tez bym stawiala na jakis problem ze soba.

                          Pytanie, czy ty chcesz sie meczyc z jego problemem.
                          • jedyny.diana Re: Czy mi się wydaje? 01.06.10, 20:37
                            ZA odpada. Ma kilka zainteresowań, nie ma problemów z mową, potrafi pokazać
                            emocje. Jak już pisałam, M potrafi być super mężem ,najdłużej dwa miesiące,potem
                            przestaje. Na początku to nawet nie jest problem dla mnie, bo może coś go
                            gnębi i potrzebuje trochę samotności. W rezultacie jednak wychodzi że jak się
                            nie upomnę to tak będzie na stałe. M wie na pewno że chciałabym tak zawsze,
                            rozmawialiśmy o tym nie raz w dobrym okresie (chwale go wtedy, wyrażnie mówię ze
                            właśnie o to mi chodzi).Widać ,że też sprawia mu to radość. A potem nagle jak
                            nożem odciął. To jest straszne, przez te dwa miesiące zaczynam mu znowu ufać,
                            wierzyć że się wszystko ułoży, po czym znowu dostaję po głowie i sercu. Dlatego
                            nie wierze już w jego miłość do mnie. Ktoś kto kocha nie bawi się uczuciami
                            partnera.
    • asia_i_p Re: Czy mi się wydaje? 01.06.10, 21:24
      A nie możesz mu tej książki opowiedzieć, jeśli sama czytałaś? Mój mąż nie trawi
      tego ani żadnych innych poradników amerykańskich, bo go odrzuca język, ale
      chętnie słucha, jak mu opowiadać.
      • jedyny.diana Re: Czy mi się wydaje? 01.06.10, 22:25
        To już też próbowałam, nawet wtrącił kilka śmiesznych komentarzy. I pomogło na
        tyle, że mam góra dwa miesiące raju a potem odwrót. Już bardziej wprost nie da
        się mówić. Był już moment,że nie dałam rady. Chciałam, żeby się wyprowadził.
        Najpierw mówił, że nie ma takiej opcji bo nic złego nie zrobił. Jak już
        dotarło,że to nie przelewki to płakał, obiecał poprawę, przepraszał, prosił o
        szanse. Mówił,że już wszystko rozumie. I faktycznie na początku wszystko ok. Ja
        też dawałam z siebie więcej. Trwało to kilka tygodni i zaczęło się znowu
        przesiadywanie do póżna, brak zainteresowania. Zachowywał się jakby znowu mnie
        unikał. Cały czas hamują mnie dzieci, tylko dlatego mam wątpliwości zostać czy
        odejść.
        • verdana Re: Czy mi się wydaje? 01.06.10, 23:18
          A moze on po prostu nie przepada za ciągłym przytulaniem,
          okazywaniem czulosci, moze znaleźć coś po środku - żeby miał czas
          tyklko dla siebie, gdzie nikt mu nie przeszkadza, nie domaga się
          rozmowy, przytulenia, zmiany? Bo wyglada na to, ze facet się stara,
          ale nie potrafi zyć na zasadzie "papuzek-nierozłączek", potrzebuje
          więcej być sam. I stara sie przez dwa miesiace działac na twoich
          zasadach - ale Ty nie starasz się chyba w ogóle działac na jego -
          uwazasz, ze powinien zachowywać się zawsze zgodnie z Twoimi
          potrzebami i oczekiwaniami. A tak się nie da, niestety.
          • jedyny.diana Re: Czy mi się wydaje? 02.06.10, 08:40
            verdana napisała:

            > A moze on po prostu nie przepada za ciągłym przytulaniem,
            > okazywaniem czulosci
            No proszę cię, gdzie napisałam, że właśnie o to mi chodzi?
            Chciałabym, żeby to wyglądało mniej więcej tak: Jak wychodzi do pracy daje mi
            buzi. Jak wraca z pracy też.Przy obiedzie rozmowa na różne tematy niekoniecznie
            o domu, wystarczy jak minął dzień. Nie jestem gadułą i jak nie wydarzyło
            się nic ciekawego to moja odpowiedż trwa mniej niż minute.Jak mam coś do
            zrobienia w pracy i się tym stresuję byłoby miło gdyby zapytał jak mi poszło.
            Potem każdy ma własne zajęcia. Fajnie by było jakby ze trzy razy w tygodniu
            szedł spać razem ze mną. Chciałabym jeszcze, żeby zapytał dzieci jak było w
            szkole/ u niani co parę dni, sprawdził dzienniczek starszego raz w tygodniu.Brał
            czynny udział w wychowywaniu dzieci. Wszystkie punkty podlegają negocjacji gdyby
            wolał inaczej, on o tym wie ale nie negocjuje. Naprawdę wymagam za dużo?
            • verdana Re: Czy mi się wydaje? 02.06.10, 13:39
              Czyli masz rozpisany scenariusz dla męża, ktoremu on ma sie
              podporządkować. O określonej godzinie pocałunek, rozmowa przy
              obiedzie na tematy oderwane, albo opowieść o tym, jak minął dzień,
              potem czas wolny, trzy razy w tygodniu seks. Wyznaczone godziny dla
              dzieci, raz w tygodniu sprawdzenie co w szkole u dziecka.
              To nie jest plan, ktory może podklegać "negocjacjom" - bo
              sprowadzasz tu męża (niezaleznie od tego, kiedy będzie czas wolny,
              czy o czym będzie rozmowa przy obiedzie) do kogoś, kto ma realizować
              twoją wizję "szczęśliwego małżeństwa. Ja bym sie w takim małżenstwie
              udusiła - nie mam zamiaru codziennie opowiadać co robilam w pracy,
              ani całować męża na powitanie, ani rozmawiać przy obiedzie (bo nie
              czekam na obiad na męża). To ani lepiej, ani gorzej - inaczej. Być
              może Twój mąż także wyobraża sobie swój dzień kompletnie inaczej,
              ale Ty tego nie akceptujesz - ma robic okreslone rzeczy tak, jak Ty
              chcesz. Mąż próbuje i nie daje rady, bo to jest wymuszone.
              Owszem, rzeczywiście problemem jest brak zainteresowania dziećmi -
              ale czy mąż może robić z dziećmi dokładnie to, na co ma ochotę, czy
              musi też podporzadkować sie Twojej wizji wychowania?
              • jedyny.diana Re: Czy mi się wydaje? 02.06.10, 17:42
                Zaczynasz mnie irytować. Umiesz czytać ze zrozumieniem? Negocjacjom właśnie
                znaczy że on może chcieć inaczej.I może masz racje, może on chce inaczej. Tylko
                skąd mam o tym wiedzieć, M nie rozmawia ze mną na tematy czego on chce. Nie mam
                możliwości się tego dowiedzieć, no chyba że zacznę czytać w myślach. Ja chętnie
                się zgodzę na inaczej, ale na model który jemu najbardziej pasuje ( z obserwacji
                mi tak wychodzi, wieloletniej), czyli zero buzi, zero przytulenia,zero
                minimalnej bliskości, zero zainteresowania, zero wsparcia, to się nie zgadzam.
                Dla mnie taki model to jak obcy sobie ludzie którym wisi co dzieje się z partnerem.
                • verdana Re: Czy mi się wydaje? 02.06.10, 18:02
                  Ależ to Ty nie rozumiesz - on moze chcieć inaczej w okreslonych
                  przez Ciebie ramach. W których pewne elementy musza sie znaleźć, być
                  może tylko w innej kolejnosci czy czestotliwosci. A sam fakt
                  wymyslenia takiego planu i wyjscie od niego w negocjacjach świadczy
                  o tym, ze masz ścisle okreslony obraz funkcjonowania Waszego
                  małżenstwa, do ktorego mąż najwyraźniej nie umie się dostosować.
                  Byc może to "zero" jest jakims wynikiem próby naginania się męża co
                  pewien czas do Twojego wyobrazenia małżenstwa.
                  Owszem, ja w moim małżenstwie tez być moze chciałabym cos zmienić,
                  tyle, ze ja widzę zmiany tylko jako zmiany obu stron - a Ty ani razu
                  nie zastanowilaś się, co męża może w Tobie denerwować, co on być
                  moze chciałby zmienić.
                  Czyli - jego model małżenstwa ma prawo Ci nie odpowiadać - to
                  rozumiem. Tylko Twój modek moze nie odpowiadać jemu - i nie jest
                  powiedziane, ze to on ma obowiązek się dostosować. Być moze
                  małżenstwo jest nie do uratowania przy tak rozbieznych poglądach,
                  ale ratowanie go zmianą nastawienia jednej strony - a do tego w
                  sumie się to sprowadza - jest skazane na niepowodzenie.
                  Radziłabym terapię małżeńską.
                  • kobieta_z_polnocy Re: Czy mi się wydaje? 12.06.10, 10:58
                    Verdana, czy ty w ogóle czytasz to, co autorka pisze? Bo na razie zdajesz się
                    ignorować każde jej słowa i bronić własnej, nie wiadomo skąd wziętej, tezy.
                    Mąż autorki całkowicie ją i dzieci ignoruje. Żyje sobie we własnym świecie, nie
                    interesują go inni ludzie, nie słucha,kiedy do niego mówią i nie potrafi zdobyć
                    się chociaż na odrobinę wysiłku, by sprawić przyjemność swoim najbliższym,
                    wesprzeć ich bądź choćby wykazać odrobinę zainteresowania ich sprawami. Traktuje
                    otaczające go osoby jak chodzące meble bądź nieabsorbujące zwierzaki domowe -
                    fajnie, że jesteście, ale nie wchodźcie mi w drogę. Nic dziwnego, że autorka ma
                    dość.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czy mi się wydaje? 09.06.10, 09:42
      Małżeństwa bywaja różne i każdy ma w tym swoje doświadczenie. Tym
      niemniej małżeństwo powinno dla partnerów źródłem różnych
      satysfakcji. To, że w małżeństwie nie ma przemocy, alkoholizmu i
      zdrady to powinien być standart, ważny, ale nie przesądzający i
      często nie wystarczający dla uznania małżeństwa za udane.
      Dlatego w moim odczuciu, upominanie się o zaspokajanie innych
      potrzeb takich jak zainteresowanie, inicjatywa, wzajemność, itp
      przez któregokolwiek z małżonków powinno być brane pod uwagę. To są
      tak zwane miękkie potrzeby, ale niesłychanie istotne.Oczywiście
      ważny jest sposób formułowania oczekiwań oraz ważne jest
      uwzględnienie możliwości partnera do ich zaspokajania.
      Jeśli wybrałyśmy na parntera milczacego, wycofanego samotnika,
      bo nas pociagał swoją tajemniczością, nie ma co liczyć, że w
      małżeństwie nagle się ożywi inetrpersonalnie.
      Ale warto podejmować próby komunikacji, można liczyć na zmianę z
      uwzględnienim tego co napisałam wyżej.
      Zawsze jest niebezpieczeństwo, że druga strona poczuje się naciskana
      czy zmuszana. Trzeba to uwzględnić, ale nie powinno to być czymś
      powstrzymującym. Raczej znakiem i zachętą do negocjacji.
      Dlatego rozumiem próby podejmowane przez autorkę wątku. To, że są
      one różnorodne ( rozmowa, umowa, ważna dla niej ksiązka,wycofanie,
      nawet kłótnia w tej sprawie ) świadczy właśnie o uwzględnianiu
      możliwości męża i próbie wysyłania komunikatów z róznych źródeł.
      Jakoś przecież trzeba mówić o sobie o tym co kogo boli i czego się
      w różnych sprawach oczekuje, bez natychmiastowego zarzutu, że się
      zawłaszcza przestrzeń małżeńską. Małżeństwo powinno stać się
      terenem swobodnej wymiany i dialogu.
      Osobnym problemem jest zaspokajanie tych oczekiwiań i realizowanie
      próśb.
      Dziewięć lat w związku to wystarczający okres aby się przekonać jak
      on funkcjonuje, co w nim jest możliwe a co nie. Jeśli, mimo
      podejmowanych prób, nie ma poczucia choćby minimalnej satysfakcji w
      obszarach wspólnego bycia, kiedy narasta frustracja, kiedy wytraca
      się nadzieja na możliwość zmiany siebie i partnera, to myśl o
      rozstaniu jest uzasadniona.
      Na wszelki wypadek nadmienię tutaj, że w tym co piszę nie chodzi mi
      o traktowanie małżeństwa jako instytucji do zaspokajnia wszystkich
      potrzeb ani też propagowania go jako tworu idealnego.
      Dla autorki wątku nadzieją mogą być krótkie okresy, w których mąż
      stara się odpowiadać na jej potrzeby.
      Do niej należeć będzie ocena na ile to jest już satysfakcjonujące.
      Oczywiście w takiej sytucji, przed podjęciem radykalnej decyzji,
      należy objąć refleksją także i swoje zachowanie.
      Ale wobec trwającego zniechęcenia nawet taka decyzja da się
      obronić. Agnieszka Iwaszkiewicz

      • jedyny.diana Re: Czy mi się wydaje? 14.06.10, 14:29
        Bardzo dziękuję za dwie ostatnie wypowiedzi.Trochę zrozumienia podniosło mnie na
        duchu. Niedawno mąż zainicjował rozmowę, doszliśmy do porozumienia.Sam fakt że
        sam chciał porozmawiać napawa mnie optymizmem.Może nie wszystko stracone.
        • sebalda Re: Czy mi się wydaje? 14.06.10, 15:15
          Ja nigdy nie lubilam poradnikow, szczególnie amerykańskich, nastawionych na
          optymizm i asertywność. Dopiero tutaj tak długo zachęcano mnie i namawiano do
          przeczytania takiej pozycji, że się skusiłam. I doznałam olśnienia. Dziś z
          koleżanką zastanawiałyśmy się, czy to jest rzeczywiście poradnik. Ona wymyśliła
          nazwę: uzmysłownik i tak właśnie jest:)
          Agresja słowna wcale nie musi przybierać formy krzyków i wyzwisk, czasami jest
          to własnie takie permanentne lekceważenie drugiej osoby, przerywanie jej,
          udawanie, że nie wie się, o co tej drugiej osobie chodzi, wmawianie jej, że jest
          przewrażliwiona i wiele, wiele podobnych akcji. Polecam Ci szczerze i gorąco
          książkę: Toksyczne słowa, agresja słowna w związkach Patircii Evans. Tak często
          ją teraz tutaj propaguję, że zaraz mnie ktoś pogoni, ale mi ta książka
          niesamowicie rozjaśniła w głowie. Przeczytaj, naprawdę warto.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja