Co robię źle? Poradźcie....

01.06.10, 19:07
A ja Wam powiem, że poznać kogoś "normalnego" to cholerny problem. I dodam
jeszcze, że niektórzy mężczyźni swoim zachowaniem sami prowokują kobiety do
określonych zachowań, ba, mało tego, sami wyrabiają w kobietach pewne reakcje
(to do tych, którzy mówią, że kobiety idą tylko na kasę, są wygodne, leniwe,
itp, itd). Jako przykład podam Wam moją osobę. A raczej dwóch mężczyzn, z
którymi byłam i rozstałam się, skrajnie różnych od siebie. Na początek napiszę
kilka słów o sobie, by Wam dobrze "naświetlić" sytuację, w której się obecnie
znajduję.
Jestem 30-letnią kobietą, po rozwodzie, samotnie wychowującą 6-letnią córkę.
Uważam się za osobę atrakcyjną, dość dobrze ubraną. Nie pale i nie piję.
Skończyłam studia i jestem niezależna finansowo, znam biegle 3 języki obce.
Uwielbiam muzykę (przede wszystkim) i książki. A teraz o mężczyznach....
Pierwszy z nich to mój były mąż....przed ślubem byliśmy razem przeszło 5 lat,
był moją wielką miłością, to dla niego poświęciłam spory kawał życia, gdy inni
imprezowali ja zostawałam w domu i czekałam na niego, to on był moim pierwszym
facetem w łóżku. I.....to od niego usłyszałam (po ślubie) po raz pierwszy że
"kobiety nie mają mózgów", to on mnie po raz pierwszy uderzył, po koniec
małżeństwa doszło do tego,że zabraniał mi kupować cokolwiek do ubrania (kupuje
się wtedy, gdy się podrze), mimo że zarabiałam więcej od niego, kazał mi
wpisywać do specjalnego zeszytu wszystko, co każdego dnia kupię.Dodam jeszcze,
że jego strach o pieniądze był wówczas całkowicie bezpodstawny, gdyż jeszcze
przed ślubem byłam finansowo niezależna, pracowałam i studiowała, co niejako
wyrabia w człowieku ogromną samodyscyplinę finansową.Wyrachowany, obliczony co
do grosza. Już w momencie, gdy dawał mi pierścionek zaręczynowy, powiedział
żartem "następny będzie za 10 lat". Szkoda tylko że byłam na tyle naiwna, że
nie zapaliło mi się czerwone światełko. Pewnego dnia postanowiłam odejść.
Spakowałam kilka najważniejszych rzeczy i wyjechałam wraz z córeczką (była
jeszcze malutka, nic z tego nie pamięta).
Od czasu rozwodu upłynęło trochę czasu ...i przez znajomą poznałam Jego. Był
skrajnie różny od mojego byłego męża. Kawaler, równolatek,
romantyk....chodząca miłość i dobroć, dla którego kasa w ogóle nie miała
znaczenia, wręcz przeciwnie, potrafił wydać na coś dla mnie czy dla mojej
córeczki spore sumki, przy czym sam zachowywał wielką skromność. Po kilku
miesiącach znajomości, regularnego spotykania się wprowadził się do mnie. Było
wspaniale między nami ...przez 3 lata. Powoli zaczęła mnie drażnić jego
beztroska finansowa, to ja musiałam się martwić, by rachunki były opłacone,
byśmy mogli żyć na pewnym poziomie, pracowałam na 2 etaty, brałam każde
nadgodziny, wszystkie możliwe dodatkowe zlecenia, starałam się by moi ukochani
czyli córka i narzeczony (bo wyznaczyliśmy sobie datę ślubu) mieli dobrze,
byśmy byli szczęśliwi, i ...brnęłam w coraz gorszą frustrację, podczas gdy on
przynosił najniższą krajową, po wypłacie potrafił jeszcze przyjść do domu z
zabawką dla córki i kwiatami dla mnie. "Na dobicie" mówił jeszcze: przecież
jesteś zdolna, ambitna, możesz czuć się spełniona. Znajomość zakończyłam z
własnej inicjatywy, po sprzeczce, w której powiedział, że nie będzie dokładał
ani grosza do mieszkania, w którym wspólnie mieszkaliśmy (mieszkanie jest na
mnie, on był zameldowany tymczasowo, a na stałe był zameldowany u rodziców w
stolicy).
i podsumowując....powiedzcie, co ja robię źle, że już od dłuższego czasu
pozostaję samotna? Czy Wy, mężczyźni, lubicie milutkie idiotki, które tylko
podstawią Wam pod noc jedzonko i o nic nie pytają? Bo ja raczej zaliczam się
do takich, z którymi można pogadać, i odnoszę wrażenie, że...wielu mężczyzn
się mnie po prostu boi. Tylko nie wiem dlaczego. Znam się na wielu "męskich"
rzeczach: remontowanie mieszkań, komputer, muzyka (ta ostra, najbardziej
ekstremalna), uwielbiam samochody terenowe, mam wiele marzeń, których nie
spełniam, bo po prostu...nie mam z kim. Przyznaję, nie jestem dobrym
"materiałem" na kurę domową, (gotuję od czasu do czasu, w weekendy,w tygodniu
córcia je w przedszkolu, a ja na mieście), ale czy to musi koniecznie oznaczać
samotność? i jeszcze jedno...bardzo, bardzo kocham swoją córkę, i jeśli
kiedykolwiek spotkam mężczyznę, którego obdarzę miłością, to córka nadal
pozostanie dla mnie priorytetem i niedopuszczalne jest, by mój partner dziecko
tylko "akceptował". Chciałabym, aby to było coś o wiele głębszego, niż zwykłe
stwierdzenie, że "dziecko mu nie przeszkadza". Mam nadzieję, że ktoś mi
doradzi co powinnam zrobić, bo powiem Wam że jakiś czas temu zupełnie
straciłam ochotę na jakiekolwiek "poszukiwania" mężczyzny. Jak powinnam
postępować, by jednocześnie być sobą, czyli być atrakcyjna, zadbana, seksowna,
mieć swoje zainteresowania, kontynuować dotychczasowe hobby, i jednocześnie
nie dać się zepchnąć do pozycji "kury domowej", bo z tego co widzę, to
mężczyznom tylko o kogoś takiego chodzi....
    • krzysztof-lis Re: Co robię źle? Poradźcie.... 01.06.10, 19:18
      > i podsumowując....powiedzcie, co ja robię źle, że już od dłuższego
      > czasu pozostaję samotna?

      Źle wybierasz partnerów.

      Wybierasz to może za dużo powiedziane, skoro do tej pory robiłaś to dwa
      razy...

      > Czy Wy, mężczyźni, lubicie milutkie idiotki, które tylko podstawią
      > Wam pod noc jedzonko i o nic nie pytają? Bo ja raczej zaliczam się
      > do takich, z którymi można pogadać, i odnoszę wrażenie, że...wielu
      > mężczyzn się mnie po prostu boi.

      Lubimy kobiety, które zaspokajają nasze potrzeby. A nasze potrzeby bywają różne.

      Może część mężczyzn się Ciebie boi, a może po prostu widzą, że nie jesteś dla
      nich dobrym materiałem na długoterminową partnerkę.
      • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 01.06.10, 19:39
        zastanawia mnie właśnie to, czego w takim razie w kobiecie szukają mężczyźni,
        skoro, jak pisałam, jestem bez nałogów, skończone studia, dobra praca. Fizycznie
        też ok, nawet powiem więcej, zauważam, że mogłabym mieć powodzenie, ale.... no
        właśnie... COŚ przeszkadza.
        • triss_merigold6 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 01.06.10, 20:18
          Ładnie piszesz. Serio. Poukładana, spójna, rozwinięta wypowiedź dorosłej
          kobiety, zrównoważonej i świadomej swoich potrzeb i ograniczeń.
          Podkreślasz niezależność. Wielu mężczyzn odbiera to na zasadzie "luzik, niczego
          nie będzie chciała, nie muszę się starać (w tym finansowo), da sobie radę baba"
          i widzą w Tobie wygodny materiał na tę, która organizuje życie i dba o podstawy
          materialne.
          Nie ma jednego modelu faceta, różnych kobiet szukają.
          Co do dziecka - zwracaj uwagę czy facet w ogóle lubi i rozumie dzieci, są tacy.
          Miłości wymagać nie możesz, masz prawo oczekiwać sympatii, empatii, szacunku dla
          dziecka i jego potrzeb, pewnej dozy luzu i tolerancji, bez większych wymogów
          wychowawczych. U mnie się sprawdza.
          • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 01.06.10, 21:17
            Przede wszystkim dzięki za czas poświęcony na przeczytanie tego ciut
            przydługiego wywodu. Dziwi mnie i zastanawia, jakich cech poszukują w kobietach
            mężczyźni, bo na innych forach podnoszą wrzawę, że kobiety są złe, lecą na kasę,
            mierzą mężczyznę grubością portfela, itp, itd.
            a jeśli trafią na niezależną finansowo i w miarę wykształconą, to albo się boją
            i uciekają w siną dal, albo zrównają do poziomu sprzątaczki, by potem rozglądać
            się na prawo i lewo za "nową zwierzyną" bo ta w domu nudna przecież, nieseksowna
            i nie ma z nią o czym pogadać. O co więc chodzi?
            triss_merigold6: nie spodziewam się tego że ktoś pokocha moje dziecko. Wystarczy
            po prostu przyjaźń, zrozumienie potrzeb Młodej, wspólne wyjścia, spacery i
            pewien rodzaj porozumienia. A jak to wygląda u Ciebie?
            • marianka_marianka Re: Co robię źle? Poradźcie.... 01.06.10, 22:52
              Źle dobierasz mężczyzn swojego życia, wybierasz słabeuszy, ofermy które na Tobie żerują.
              Najważniejsze, że to dostrzegłaś.
            • triss_merigold6 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 01.06.10, 22:59
              Forami się nie sugeruj, produkuje się mnóstwo panów mieszkających z rodzicami
              przerażonych wizją, że będą musieli z kieszonkowego od rodziców fundnąć pannie
              kino albo z najniższej krajowej dorzucać do czynszu zamiast wydawać na zabawki
              oraz ciężko zestresowanych wizją alimentów w oszałamiającej kwocie 400 zł na
              dzieciątko. Niewielu ma coś do zaproponowania interesującej i niezależnej kobiecie.P

              Moja historia w wyszukiwarce, ale streszczę: 36 lat, dziecko 5,5, z mężem nie
              jestem od prawie 4 lat, z aktualnym partnerem żyję od 3 lat. Ojciec dziecka
              aktywny, obecny bardzo regularnie, zero zastrzeżeń co do formy i częstotliwości
              kontaktów, opieki, kasy, ergo dziecko ojca ma wypełniającego swoją rolę bardzo
              przyzwoicie. Aktualny w życie dziecka wprowadzany był bardzo powoli i stopniowo,
              dzieci lubi i ma z nimi dobry kontakt. Bawi się, zajmuje sam kiedy muszę być w
              pracy dłużej albo np. w soboty, jeść da, poczyta na dobranoc etc. Opiekuńczy, ma
              duży dystans do siebie i dziecięcych fochów, dąsów, kaprysów nie traktuje
              osobiście, uznaje moje i ojca dziecka podejście wychowawcze i dostosowuje się.
              Ma pełną świadomość, że gdyby jego stosunek do mojego syna uległ zmianie na
              gorsze i zaczął szkodzić dziecku, to nie będę się krępować zakończyć związku.
              Nie wiem czy moje dziecko kocha, nie pytam. Wiem, że się martwi, troszczy,
              postępuje z wyczuciem i lubi wspólnie z dzieckiem spędzać czas. Chcesz to napisz
              na priv.
            • krzysztof-lis Re: Co robię źle? Poradźcie.... 02.06.10, 21:44
              > Dziwi mnie i zastanawia, jakich cech poszukują w kobietach
              > mężczyźni, bo na innych forach podnoszą wrzawę, że kobiety są złe,
              > lecą na kasę, mierzą mężczyznę grubością portfela, itp, itd.

              Ja, gdybym przypadkiem musiał szukać sobie teraz nowej partnerki, kierowałbym
              się przede wszystkim:
              * dopasowaniem w łóżku,
              * zbieżnymi celami do osiągnięcia w życiu,
              * podobnymi oczekiwaniami w stosunku do domowych obowiązków (począwszy od
              finansowania domu, przez zmywanie i gotowanie, na wychowywaniu dzieci skończywszy).
        • mgla_jedwabna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 02.06.10, 02:25
          Ignorujesz sygnały ostrzegawcze. Gdyby facet żyjący skromnie wydawał znienacka lekką rączką duże sumy, byłby skreślony nawet jako towarzysz wspólnych wakacji, a co dopiero partner życiowy. Ale ty się cieszyłaś jak głupia z tego samego, co potem doprowadziło do rozpadu związku.

          Z pierwszym mężem - on chodził na imprezy, ty siedziałaś w domu, a potem zdziwiłaś się, że nie traktuje cię po partnersku? Śmiechu warte.
    • tully.makker Re: Co robię źle? Poradźcie.... 02.06.10, 09:31
      Zwiazek z silna kobieta jest dla wielu mezczyzn trudny. Lub z
      kobieta robiaca wrazenie silnej w tym sensie, ze ma wyksztalcenie,
      dobra prace i umiejetnosc samodzielnego zorganizowania sobie zycia
      od A do Z, co niekoniecznie przeklada sie na sile charakteru
      niestety.
      Sama cos wiem o tym, chociaz mi sie udalo po latach prob znalezc
      faceta, z ktorym od prawie 10 lat ciagne ten wozek.
      Co robisz zle? Moze nei do konca rozumiesz swoje potrzeby? I dlatego
      wybierasz facetow, ktorzy ci tych potrzeb nie zaspokoja? Nie
      obserwujesz, nie oceniasz, zanim sie zaangazujesz. Choc to nei
      gwarantuje niczego, bo ludzie zachowuja sie inaczej w sytuacjach
      codzinnych, normalnych, a inaczej w ekstremalnych. Np po urodzeniu
      dziecka.
      • verdana Re: Co robię źle? Poradźcie.... 02.06.10, 17:31
        Przede wszystkim - pytanie mialoby sens, gdybyś trafiła na kilku
        facetów, którzy traktują Cie źle i to w podobny sposób. A moim
        zdaniem problem lezy w czym innym - po dominujacym psychopacie
        chialaś mieć spokojnego faceta, który by w pewnym stopniu uznawał
        Twoją wyższość, nad którym moglabyś górować. I trzochę przegięłąś:)
        To też nie był facet Twoich marzeń, choć wlasciwie przez pierwszy
        okres spełniał Twoje oczekiwania.
        Wydaje mi sie, ze widzę pewien problem - z jednej strony znasz swoją
        wartość i bardzo ja podkreślasz - chcesz, aby facet docenił Twoją
        niezależność, wykształcenie itd. Z drugiej chcesz, aby facet
        doceniając to, jednak pełnił w związku rolę "faceta" - czyli dobrze
        zarabiał, był odpowiedzialny, słowem - był glową domu, a przede
        wszystkim doceniając Cię - co najmniej dorownywał Ci wyksztalceniem
        i zaletami, a nawet moze przewyższał - i nie dawał tego odczuć. No i
        nie wiem, czy to będzie takie proste.
        • triss_merigold6 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 02.06.10, 18:04
          Może niekoniecznie musi dobrze zarabiać, wystarczy, że przyjmował do wiadomości
          i realizował konieczność dokładania się do mieszkania i starał się zarobić
          więcej niż najniższa krajowa. To nie jest wygórowane wymaganie względem gościa w
          wieku 30+.
          IMO kobieta opisuje swoje wykształcenie, finanse i zainteresowania, żeby od razu
          uciąć podejrzenia, że jest tłukiem bez ambicji, który szuka sponsora dla siebie
          i dziecka.
          • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 02.06.10, 18:31
            Prawdę mówiąc każda z Was po troszku ma rację.
            triss_merigold6 : w istocie nie szukam sponsora dla siebie i dziecka, choć nie
            ukrywam, czasem nie było lekko, ale jestem przyzwyczajona sama dawać sobie radę.
            W mężczyźnie szukam raczej towarzysza do spacerów, podróży. Co do kasy: to
            prawda, że we dwoje łatwiej, ale ja nie chcę żerować na kimś, ani żeby ktoś
            żerował na mnie i córce.
            i co ostatnio zauważyłam, jeśli odwiedzm np. przyjaciół, których znam od lat,
            zaczyna być mi przykro, że są razem, że trzymają się za ręce mimo, iż mają
            dzieci, że szanują się nawzajem i każdy problem (finansowy też) rozwiązują razem
            i on nie wścieka się, że ona poszła do fryzjera albo kupiła sobie "nieplanowaną"
            sukienkę.
            Verdana: tak, od partnera oczekuję uznania, szacunku ale to chyba powinno być
            normalne w związku między obojgiem. Wcale nie chę górować nad partnerem. Niech
            będzie 1:1, czyli on mnie darzy uznaniem, bo np. dostałam super premię, a ja
            szanuję jego bo np. potrafi wszystko w domu naprawić.(To przykłady.) Nie znoszę
            ubliżania sobie, wulgaryzmów. Ja chciałabym po prostu "normalności". Czy coś
            takiego w ogóle istnieje?
            • verdana Re: Co robię źle? Poradźcie.... 02.06.10, 18:41
              Oczywiscie, ze istnieje.
              Ale może Twoje watpliwosci i nastawianie się , ze "facet to nic
              dobrego" tez przyczyniają się do klopotów?
              • triss_merigold6 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 02.06.10, 19:00
                Eee to nie jest nastawienie tylko nabyta z wiekiem i doświadczeniami zdrowa
                czujność. Facet po prostu ma nie być pasożytem emocjonalnym, organizacyjnym i
                finansowym, a związek przynosić więcej zysków niż strat. Kobiet po przejściach
                nie stać na czaso i energochłonne nietrafione inwestycje uczuciowe, poza tym
                dziecka szkoda, bo się przywiązuje.
                • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 02.06.10, 20:19
                  właśnie tak. i dodam coś jeszcze: nie żebym komuś źle życzyła, ale w wielu
                  sytuacjach, gdy np. znajoma z pracy opowiada o problemach z mężem, jak to
                  przychodzi do domu pijany albo oszukuje ją na kasę, myślę sobie: "ale ona
                  głupia, ja bym go wywaliła", i tak przykłady mogę mnożyć. Dziś np. inna kumpela
                  opowiedziała, że ma problemy finansowe, bo mąż kilka miesięcy temu nabrał
                  kredytów, coś nie wypaliło i teraz komornik siedzi mu na pensji, żyją tylko z
                  jej dochodów...znowu pomyślałam: "jesteś idiotką, spakowałabym faceta i na
                  bruk". Ja po prostu nie potrafię żyć problemami mężczyzny, dzielić się z nim
                  wszystkim, mieć wspólne konto....czy ze mną jest coś nie tak?? czy nie potrafię
                  kochać?
                  • triss_merigold6 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 02.06.10, 20:33
                    Luzik, ja nie tylko tak myślę, ale mówię centralnie.
                    Zależy jakimi problemami. Życie problemami, które ktoś sobie wygenerował na
                    własne życzenie - no way, bo mam alergię na głupotę i cierpiętnictwo. Wsparcie w
                    trudniejszych życiowych sytuacjach losowych - tak, pod warunkiem, że mnie nie
                    obciąża ponad siły. Wychodzę z założenia, że ja mam dziecko i maksa przeznaczam
                    dla dziecka. Potrafisz kochać, tak myślę. Ale kochać nie oznacza romantycznie
                    żywić pasożyta, który tylko pięknie mówi (mówienie nic nie kosztuje).
                    • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 02.06.10, 21:24
                      Ja też maksimum czasu i wszystkich innych zasobów poświęcam córce. Mimo, iż jest
                      troszkę zanadto rozpieszczona, uważam, że mamy świetny kontakt i w niektórych
                      sytuacjach tylko ja ją rozumiem i nie dopuściłabym do tego, by "jakiś facet" nam
                      te relacje zepsuł, żeby stawiał dziecku jakieś warunki, był pod wpływem alkoholu
                      w obecności dziecka, krzyczał na córkę czy cokolwiek innego, co odebrałoby córce
                      poczucie bezpieczeństwa. A z drugiej strony....godzinę temu Mała zasnęła, z
                      reguły zasypia o tej porze i śpi ok 11 godzin. A ja - prasuję, czytam i siedzę
                      przed monitorem póki oczy mi się same nie zamkną. Brakuje mi po prostu mężczyzny
                      by mi towarzyszył, wypił ze mną lampkę wina, posłuchał muzyki, obejrzał dobry
                      film, przytulił. I w razie problemu powiedział, że mogę na niego liczyć, że on
                      JEST obok mnie.
                      • marzeka1 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 02.06.10, 21:44
                        Tyle, ze jak dla mnie źle po prostu wybierasz mężczyzn, a błąd główny- lekceważysz znaki ostrzegawcze: tak jak tragiczny był pan
                        mąż, równie dreszcze budzi opis pana- pasikonika radosnego.
                        • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 02.06.10, 22:05
                          Masz rację. tyle tylko, że przed związkiem z "pasikonikiem.." uważałam, że jest
                          mi potrzebny spokój, że facet, który nie pije i nie bije jest w porządku, a cała
                          reszta (np. to że trzeba pracować i dawać kasę na życie i opłaty) jest rzeczą
                          zrozumiałą. jak się okazało, nie dla wszystkich.
                          • marzeka1 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 02.06.10, 23:12
                            Facet, który nie pije i nie bije jest dla mnie taką oczywistością,
                            ze innych opcji nigdy nie rozważałam, ale odrzucało mnie od
                            niezaradnych życiowo mężczyzn z tzw. gestem.Aha, warto też nie
                            lekceważyć sygnałów ostrzegawczych.
                          • rozwazna35 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 03.06.10, 09:56
                            Aryanna, ja popełniłam podobne błędy do Twoich. Najpierw wyszłam za
                            mąż za człowieka kompletnie nieodpowiedzialnego, który owszem
                            pracował (kokosów co prawda nie zarabiał), ale pieniądze potrafił
                            wydać pierwszego dnia po wypłacie na bzdury. Kompletnie się nie
                            przejmował tym za co będziemy żyć do końca miesiąca. Nie mówię już o
                            jakichkolwiek ambicjach, czy dążeniu do czegokolwiek. Jemu
                            wystarczał do szczęścia telewizor. Oczywiście doszły jeszcze inne
                            problemy - brak szacunku, psychiczne znęcanie się i inne.
                            Po rozwodzie poznałam kogoś. Był jego całkowitym przeciwieństwem -
                            spokojny, wykształcony, odpowiedzialny, pracowity. Miał własną firmę
                            i ciągle ją rozwijał.
                            Postanowiliśmy razem zamieszkać, ja przeprowadziłam się do niego, do
                            innego miasta. I co się okazało? Że pan jest strasznym skąpcem.
                            Ustaliliśmy niby równy podział finansowy w kosztach utrzymania.
                            Opłaty po połowie, na zycie ja 2/3, on 1/3. Dziś uważam, że byłam
                            głupia godząc się na taki podział, bo potem okazało się, że pan
                            zjada więcej niż ja razem z córką (notabene na zycie on dawał
                            początkowo 150 zł, a potem 200). Ale wtedy myślałam, że chociaż jak
                            będą jakieś większe wydatki (remont, samochód) to on poniesie
                            większe koszty. Niestety bardzo się pomyliłam. Doszło nawet do
                            takich parodii, że żadął abym zapłaciła mu 1 zł za skorzystanie z
                            jego telefonu (w wyjatkowej sytuacji), czy zapłatę za przelew z jego
                            konta (2 zł) też w wyjątkowej sytuacji. Oczywiście doszły do tego
                            inne rzeczy (nie mogłam na niego zupełnie liczyć nawet w sprawach
                            niematerialnych), dla niego liczyła się tylko JEGO KASA, JEGO FIRMA.
                            Po trupach do celu. Rezultat był taki, że przez 2 lata ja ponosiłam
                            3/4 kosztów jego utrzymania. Powiedziałam dość i wróciłam do siebie.
                            Teraz wiem, że za szybko weszłam w nowy związek, wybierając
                            wydawałoby się zupełne przeciwieństwo mojego męża, zamiast
                            lekkoducha wybrałam chorego skąpca.
                            Owszem nie jest łatwo trafić na kogoś odpowiedniego. Trzeba mieć
                            oczy szeroko otwarte i być czujnym.
                            Myślę, że ważne w nas jest to, że nie godzimy się na byle jakie
                            życie, chcemy normalności. Niby nic wielkiego, ale jednak...
                      • robertzawodowiec Dużo wymagasz, mało oferujesz. 03.06.10, 12:26
                        No to podsumujmy, tak męskim okiem:
                        1) Twoje dziecko jest i na zawsze będzie dla ciebie najważniejsze
                        2) Nie chcesz "żyć problemami faceta" - jednocześnie wynagasz by on
                        żył twoimi,
                        3) Ma chodzić z twoim dzieckiem na spacery, opiekować sie nim i
                        opowiadać bajki-jednocześnie nie wtrącać sie za bardzo do
                        wychowywania.
                        4) Musi dobrze zarabiać, nie być skąpy i jednocześnie nie za bardzo
                        rozrzutny.
                        5) Nie może napić sie wodki ani piwa we własnym domu, bo ty nie
                        pijesz, nie palisz i nie lubisz jak ktoś się zresetuje raz na pół
                        roku.
                        6) Facet oprócz darmowej nianki ma być dla ciebie pociechą podczas
                        wieczorów, gdy już dziecko uśnie.

                        A co ty jemu oferujesz? Tylko tak na serio bez tej bajeczki o
                        partnerstwie bo ja tu partnerstwa i tolerancji nie widzę...
                        • 3-mamuska Re: Dużo wymagasz, mało oferujesz. 12.06.10, 15:04
                          robertzawodowiec napisał:
                          > 1) Twoje dziecko jest i na zawsze będzie dla ciebie najważniejsze
                          No wlasnie naewt w najlepszym malzenstwie sie sypie jesli kobieta za bardzo
                          slopi swoja uwage na dziecku a facet jest na szarym koncu.
                          > 2) Nie chcesz "żyć problemami faceta" - jednocześnie wynagasz by on
                          > żył twoimi,
                          Dokladnie przeciez zycie razem oznacza wspolne plany i radzenie sobie z
                          problemami obu stron czasem kobieta ma problem a czasem facet,no chyba ze kazde
                          z rozwazuje swoje problemy sam,ale gdzie tu zwiazek.
                          > 3) Ma chodzić z twoim dzieckiem na spacery, opiekować sie nim i
                          > opowiadać bajki-jednocześnie nie wtrącać sie za bardzo do
                          > wychowywania.
                          Ma byc super a nie wolna zwrocic uwagi gdy dzieko robi zle,jak w malzenstwach
                          gdzie tylko kbiety wiedza co dobre dla dzieci, a facet to napewno je skrzywdzi i
                          polamie no i wszystko zle robi lepiej zeby sie nie zblizal,a potem dziwia sie ze
                          dzieci nie maja kontaktu z ojcem
                          > 4) Musi dobrze zarabiać, nie być skąpy i jednocześnie nie za bardzo
                          > rozrzutny.
                          To akorat da sie zrobic
                          > 5) Nie może napić sie wodki ani piwa we własnym domu, bo ty nie
                          > pijesz, nie palisz i nie lubisz jak ktoś się zresetuje raz na pół
                          > roku.
                          No wlasnie ja nie pije juz dobre 3 lata,co nie oznacza ze moj maz nie moze sobie
                          piwka wypic od wielkiego swieta,dziecko na nie widziec pijanego,no ok
                          zataczajcego sie i zachlanego,ale jednoczesnie alkochol jet dla ludzi i piszesz
                          o lampce wina.
                          > 6) Facet oprócz darmowej nianki ma być dla ciebie pociechą podczas
                          > wieczorów, gdy już dziecko uśnie.
                          Potrzebujesz maskotki,misia do przytulania anie partnera do zycia w zwiasku
                          partnerskim.
                          Mam siostre ktora sama jest z synem od 10 lat i wiesz co mi powiedziala
                          doslownie 2 dni temu ze nigdy nie mogla by byc z nikim zeby dzielic czas,ze
                          denerwowalo by ja np.zrbienie miejsca w szafie ze nie moglaby zyc tak jak teraz
                          tylko liczyc sie z druga osoba,ze nie moglaby wstac i wyjsc kiedy chce i dokad
                          zechce.A i nie oznacza to ze mialaby by niewilnica ale jednak jak sie z druga
                          osoba zyje to trzeba sie z nia liczyc.
                          Pozdrawiam.
      • robertzawodowiec mało zalet... 03.06.10, 13:25
        To o czym piszesz, czyli o konieczności samowystarczalności
        finansowej faceta jest oczywistą oczywistościa jak mawiał klasyk.
        Ale autorka rozpisuje sie nam tutaj o swoich zaletach...które wcale
        nie są zaletami. Bo tak: skończyła studia (-teraz każdy kończy), ma
        dobrą pracę (-a co z tego będzie miał facet, babka ma dziecko
        zarabia na siebie i dziecko), nie ma nałogów (-a który facet
        wytrzyma życie z babką, która patrzy z wyrzutem na każde wypite
        przez niego piwo albo kieliszek koniaku wieczorem)?
        Autorka ma dziecko, co ogranicza ilość kandydatów na partnera, a na
        dodatek nie chce być kurą domową i zupy na kolację facetowi nie
        ugotuje.
        A potem się pyta na forum: dlaczego jestem sama?
    • kikki123 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 03.06.10, 11:20
      to co mi się rzuciło w oczy - mam wrażenie (może się mylę), że masz tendencje(wspomnialaś cos o poświęcaniu) do wytrzymywania w milczeniu przez dłuższy czas złych czy mocno niedogodnych dla siebie sytuacji (lekceważenie i przemoc ze strony pierwszego partnera, wykorzystywanie finansowe ze strony drugiego), znosisz, znosisz aż nadchodzi moment krytyczny i czara się przelewa, chodzi mi o
      to, że nie reagujesz na bieżąco, nie ustalasz pewnych spraw czy granic odpowiednio wcześnie, mozliwe że nie dopuszczasz do siebie wlasnych odczuć albo nie traktujesz ich powaznie. Jeśli tak jest - może zastanów się dlaczego tak się dzieje i co sprawia, ze się powstrzymujesz?
      • rozwazna35 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 03.06.10, 11:58
        Kikki, bardzo trafne spostrzeżenia. Ja jak potem analizowałam to
        stwierdziłam, że też za mało wymagałam.
        Znosiłam do czasu, potem mówiłam głośno o tym, co trzeba zmienić.
        Na wyjazd zdecydowałam się dopiero po około roku. Ale mój partner
        był bardzo oporny. Może nie wierzył, że zdecyduję się na wyjazd od
        niego. W końcu byłam w innym mieście, nie mogłam tak sobie spakować
        się i przenieść do swojego mieszkania. Zmiana dotyczyła wszystkiego -
        pracy, szkoły. Więc tak dokładnie to nie wiem jak należy postępować.
        Teraz też z kimś jestem i staram się na bieżąco mówić o tym, co mnie
        boli. Ale to nie jest takie proste, ja uczę się cały czas.
    • lusitania2 Re: kiepsko to widzę, 03.06.10, 13:18
      Autor: aryanna 02.06.10, 21:24

      >Brakuje mi po prostu mężczyzny
      >by mi towarzyszył, wypił ze mną lampkę wina, posłuchał muzyki,
      >obejrzał dobry
      >film, przytulił. I w razie problemu powiedział, że mogę na niego
      liczyć, że on JEST obok mnie.

      Autor: aryanna 02.06.10, 20:19

      >Ja po prostu nie potrafię żyć problemami mężczyzny, dzielić się z
      >nim
      >wszystkim, mieć wspólne konto....czy ze mną jest coś nie tak??



      czyli: on powinien cię wspierać w kłopotach i robić to, co chcesz,
      Ty o jego problemach słyszeć nawet nie chcesz.
      Niemniej, chociaż ogólnie faceci mają niższy niż kobiety poziom
      masochizmu, to jednak i tacy masochiści się wśród nich trafiają, co
      to "po twą spokojność do piekieł bym wstąpił", czerpiąc satysfakcję
      z bycia podnóżkiem pańci, więc może i tobie, autorko wątku, uda się
      w końcu na takiego trafić. Bo bez zmiany twoich wizji jak to w
      związku być powinno, czego można odczekiwać i czym się powinno
      rewanżować, innych szans na udany związek dla ciebie nie
      widzę.

      • rozwazna35 Re: kiepsko to widzę, 03.06.10, 13:51
        Nie wiem, dlaczego tak krytykujecie autorkę wątku. Pisząc, że nie
        chce żyć problemami mężczyzny miała chyba co innego na myśli. Bo
        dotąd trafiali jej się partnerzy, przy boku których jej życie
        zamiast poprawiać to się pogarszało. A to nie o to chyba chodzi.
        Będąc w związku powinno nam być lżej niż samemu, a nie odwrotnie.
        Co do jej zalet. Owszem ja te zalety zauważam. Jest samodzielna,
        zaradna, silna i atrakcyjna. Niestety, nie wszyscy kończący studia w
        dzisiejszych czasach mogą się tym pochwalić. Ilu jest wiecznych
        studentów na garnuszku u rodziców... I chyba nie mówi ona o tym, że
        chce faceta zamknąć w klatce.
        • aryanna Re: kiepsko to widzę, 03.06.10, 14:31
          Napisałam o skończonych studiach, stabilizacji i dobrej pracy głównie po to, byś
          TY, szanowny rozmówco płci męskiej, przypadkiem nie poczuł się jako potencjalny
          kandydat na sponsora mojego i córci. Między innymi po to to właśnie napisałam i
          zdaję sobie sprawę, że takich jak ja jest sporo. Ale teraz o czymś innym
          chciałam: dlaczego sądzisz, że po przyjściu z pracy ja MUSZĘ zrobić Ci kolację i
          podstawić ją pod Twój nos? Czy odwrotnie być nie może? Ja również mam pracę, być
          może cięższą niż TY, bo mam obowiązki jeszcze przy młodej, i wówczas miałabym
          nadzieję, że zostanie to docenione, w jakikolwiek sposób. Z przeważającą ilością
          mężczyzn chyba nie da się polemizować. Rozważna35 - zgadzam się z Tobą w całej
          rozciągłości.
          • robertzawodowiec Re: kiepsko to widzę, 03.06.10, 17:21
            Oczywiście nic nie musisz. Nie MUSISZ podstawiać facetowi kolacji
            pod nos ale byłoby miło. Pytasz dlaczego jesteś sama.
            Odpowiedziałem, skorzystaj z rady lub zapomnij.
            Nie opowiadaj facetowi jak ciężko pracujesz przy dziecku bo (sorry
            za szczerość), TO NIE JEST JEGO DZIECKO. Tacy jeśteśmy i już.
            Skoro jak piszesz nie wymagasz od partnera by sponsorował ciebie i
            dziecko to czemu zależy ci, by dobrze zarabiał?
            Przecież logicznie rozumując ty powinnaś opłacać 2/3 kosztów
            mieszkania, 2/3 wyżywienia i 2/3 wczasów.
            Jeśli facet zarabia marnie, dajmy na to 1500 netto, to zakładając,
            że piszesz prawdę spokojnie na siebie zarobi. Czynsz nawet 1000
            zeta, dzielony na 3 daje 333 zeta na faceta. Nie wiem co jecie ale
            jeśli nie stołujecie się na mieście to6oo zeta na żarcie powinno
            wystarczyć na jedną osobę. Zostaje mu 500 zeta na kwiatki dla ciebie
            i niespodziewane wydatki. Da się? Da się.
            A teraz z drugiej strony: Facet nie MUSI brać sobie za partnekę 30
            latki z dzieckiem, która nie umie ugotować zupy i ma tylko żądania.
            W POlsce jest tysiące trzydziestolatek, które nie mają dzieci, zupę
            ugotują a i popieszczą sie chętnie.
            Przegrywaszna rynku. I będziesz przegrywać jeśli sie nie zmienisz.
            • rozwazna35 Re: kiepsko to widzę, 03.06.10, 18:06
              Drogi Mężczyzno:)
              Oczywiście, że facet nie musi brać sobie 30-latki z dzieckiem. Ale
              kobieta (bezdzietna, czy z dzieckiem) również nie musi brać sobie
              faceta Twojego pokroju.
              Myślę, że mało możesz zaoferować kobiecie skoro tak bardzo się
              bulwersujesz.
              Autorka wątku chce, aby facet dobrze zarabiał przede wszystkim po
              to, aby ona nie musiała go utrzymywać.
              Pisałam już o tym, że byłam z podobnym kawalerem. Ja oplacałam 2/3
              kosztów, a wychodziło na to, że ja z córką zjadłyśmy np. 3 kromki
              chleba na kolację,a on prawie cały:)
              Nie jestem już z tym panem. I co? On nadal pozostaje samotny. Jakoś
              wolne 30-latki nie lecą do niego z otwartymi ramionami, choć ma on
              swoją firmę i własne mieszkanie. Nadal tęskni za mną i żałuje, że
              wyjechałam...
              • robertzawodowiec dzieki za portret psychologiczny 03.06.10, 19:01
                Daruj sobie wycieczki osobiste rozwazna35, nie znasz mnie nie
                widziałaś a robisz jakieś wkręty o facetach mojego pokroju itp.
                Twierdzisz, że ty płaciłaś 2/3 kosztów a facet 1/3. Potem
                twierdzisz, że on zjadł 10 kromek chleba a wy we dwie dajmy na to 5.
                Oznacza to, że facet nie płacił 1/3 kosztów tylko mniej, wiec zasady
                fair play nie były zachowane. Poza tym zarcie to nie wszystko, jest
                jeszcze czynsz, gaz, prąd i inne takie. Wody tez zuzywał więcej niz
                1/3?
                To czy on jest samotny czy nie - nie to jest tematem wątku. My
                staramy sie odpowiedzieć autorce dlaczego jest samotna i co powinna
                zrobić by to zmienić. Nawet jeśli jej były partner pozostanie sam do
                konca zycie to nie zmini to ani na jotę sytuacji autorki, która
                jeśli sie nie zmieni pozostanie sama for ever.Pozostanie jej
                satysfakcja, ze jej byly też nie ułożył sobie życia. Marna pociecha.

                Generalnie chodzi mi o to, że bardzo mało jest facetów decydujących
                się na związek z dzieciatą kobietą. Wiąże się to najczęsciej z
                systematyczną obecnościa ojca dziecka w ich domu, sprawia, że szanse
                na własne potomstwo są mniejsze a obowiązki względem dziecka podobne
                jak do biologicznego. Nie opłaca sie więc, sama rozumiesz.
                Autorka powinna się o takiego gościa chociaż starać a ona
                reprezentuje postawę pięknej księzniczki jak gdyby kolejki się do
                niej ustawiały. Zupki nie, konta wspólnego nie, żadnych problemów
                nie chce znać a dupki da raz na ruski miesiąc jak jej się zachce...
                • aryanna Re: dzieki za portret psychologiczny 03.06.10, 19:11
                  Z tego co pamiętam nie wspomniałam nic o (jak to kolokwialnie ująłeś) "dawaniu
                  dupki raz na ruski rok". Ale generalnie chodzi mi o coś zupełnie innego. Jak
                  można być tak wyliczonym, wyrachowanym do granic możliwości? a wspólne
                  oszczędności? np. lepszy samochód, lepszy sprzęt AGD? też dzielić na trójkę?
                  I jeszcze jedno: wstępując w jakikolwiek związek nie zamierzam w nim
                  funkcjonować z poczuciem winy, że mam dziecko i "odrabiać przy mężczyźnie
                  pańszczyznę", bo mam dziecko, i z tego powodu chodzić z pochyloną głową!. Córka
                  to moja chluba i jestem z niej dumna! I jeśli mężczyźnie będzie na nas zależało
                  to znaczy, że jest wspaniałym człowiekiem.
                  • robertzawodowiec Re: dzieki za portret psychologiczny 03.06.10, 19:20
                    Masz rację ale to przecież ty jesteś tak wyrachowana. Przecież
                    pognałaś goscia bo zamiast oddać pieniązki na chlebek kupował ci
                    kwiaty...Wspólne oszczędności? Zdecyduj się dziewczyno, przecież
                    pisałaś, że nie wyobrażasz sobie wspólnego konta z partnerem.
                    To jak mamy rozumieć twoje słowa? Wspólne konto nie ale oszczedności
                    jak najbardziej? I to ja jestem wyrachowany?

                    Nie musisz chodzić z opuszczoną głową bo masz dziecko. Powinnaś za
                    to szanowac faceta, który je akceptuje bo jest ich bardzo mało.
                    Tak więc może kup książkę kucharską i do dzieła.
                    (faceci lubią rosół-przećwicz to)
                    ;-)))
                    • aryanna Re: dzieki za portret psychologiczny 03.06.10, 19:27
                      Mógłby zarabiać tyle, by spokojnie starczyło na chlebek, kwiatki i jeszcze na
                      ciekawy wypad w góry lub na koncert. I żeby mu nie ubyło. Ani godności, ani
                      kasy. Wspólne konto- nie. Ale chyba mógłby coś dokupić do mieszkania, w którym
                      bytuje?
                • rozwazna35 Re: dzieki za portret psychologiczny 03.06.10, 19:35
                  Ja tworzę Twój portret, ale widzę, że Ty stworzyłeś również
                  doskonały portret autorki. Może powiedz co takiego autorka ma w
                  sobie zmienić???
                  Myślę, że autorce chodzi po prostu o związek prawdziwie partnerski.
                  Czy dziecko oznacza tylko i wyłącznie wyrzeczenia?? Również dla
                  ewentualnego ojczyma??
                  Sam wiesz, że są pary, gdzie obce dziecko staje się kimś bardzo
                  bliskim. Można je pokochać, można za nim tęsknić, można mieć dzięki
                  niemu bogatsze życie.
                  No, ale skoro ktoś postrzega dziecko tylko i wyłącznie przez pryzmat
                  obowiązków. No cóż... Widocznie własne dziecko też tak będzie
                  postrzegał. A ojciec dziecka wcale systematycznie w domu bywać nie
                  musi.
                  • aryanna Re: dzieki za portret psychologiczny 03.06.10, 19:42
                    Ojciec mojej córki nie pojawia się w moim domu w ogóle (ma zakaz sądowy, ale to
                    już inna bajka), a poza tym mieszka w innym mieście.
                    Chodzi mi o normalny, partnerski związek (np. partner idzie z córką na rower a
                    ja myję okna, dzisiaj ja gotuję obiad jutro ty - to chyba nie dziwne??), w
                    którym oboje dokładają starań o wzajemne relacje i dbają o to by drugiej osobie
                    było dobrze.
                    • krzysztof-lis Re: dzieki za portret psychologiczny 05.06.10, 21:09
                      > Chodzi mi o normalny, partnerski związek (np. partner idzie
                      > z córką na rower a ja myję okna, dzisiaj ja gotuję obiad jutro ty
                      > - to chyba nie dziwne??), w którym oboje dokładają starań
                      > o wzajemne relacje i dbają o to by drugiej osobie było dobrze.

                      Póki co pisałaś wyłącznie o tym, co partner ma robić dla Ciebie. Teraz zastanów
                      się nad tym, co Ty będziesz robić dla niego.

                      Moja teoria jest taka, że związek działa jak firma, jak spółka. Dwie osoby
                      wchodzą do spółki z własnym wkładem, po to, żeby wyciągnąć z niej korzyści.

                      Twój partner wejdzie z wkładem:
                      * kocha Twoje dziecko,
                      * gotuje co drugi obiad,
                      * idzie z dzieckiem na spacer, gdy Ty myjesz okna,
                      * dba o relacje,
                      * dba, żeby Tobie było dobrze,
                      * żyje Twoimi problemami,
                      i tak dalej.

                      A jaki jest Twój wkład?
                      • aryanna Re: dzieki za portret psychologiczny 05.06.10, 21:23
                        mój wkład (logicznie wynikający z Twojej wypowiedzi):
                        - gotowanie obiadów co drugi dzień
                        - utrzymywanie czystości w mieszkaniu
                        - dbanie o relacje, klimat, wspólne wieczory
                        - dbanie, żeby Partnerowi było dobrze (mam na myśli wszystkie możliwe sfery życia)
                        - życie problemami partnera (o ile nie są to problemy finansowe przed
                        rozpoczęciem związku, np. zaciągnięte kredyty, komornik, konflikty z prawem lub
                        nałogi)
                        - staranność, uczciwość, lojalność, szacunek i zaufanie do partnera

                        zapomniałam o czymś?

                        Pisząc pierwszy post nie wspomniałam o tym, że mam wobec mężczyzny same
                        wymagania a od siebie nic nie daję. Pisałam o tym, że robiłam w/w rzeczy,
                        próbowałam ratować oba związki na wszelkie możliwe sposoby, ale w obu wypadkach
                        to mężczyźni zawiedli na całej linii.
                        Nikt nie jest doskonały, jeśli w czymś się mylę, popraw mnie.
                  • krzysztof-lis Re: dzieki za portret psychologiczny 05.06.10, 21:13
                    > Czy dziecko oznacza tylko i wyłącznie wyrzeczenia?? Również dla
                    > ewentualnego ojczyma??

                    Dziecko oznacza wyrzeczenia ZWŁASZCZA dla ewentualnego ojczyma. Radość z
                    posiadania przysposobionego dziecka jest znacznie mniejsza, niż radość z
                    posiadania WŁASNEGO.

                    Ergo, wątkotwórczyni powinna szukać facetów, którzy nie mogą lub nie chcą mieć
                    (więcej?) własnych dzieci.

                    > Ja tworzę Twój portret, ale widzę, że Ty stworzyłeś również
                    > doskonały portret autorki. Może powiedz co takiego autorka ma w
                    > sobie zmienić???

                    Ja Ci napiszę. Autorka powinna przestać oczekiwać od świata, że trafi się jej
                    ktoś wartościowy i zrozumieć, że musi na to sama zapracować.

                    A potem niech się zacznie zastanawiać, jak może zapracować na miłość kogoś
                    wartościowego. Bo wykształcenie i własna praca to trochę mało w dzisiejszych
                    czasach...
                    • aryanna Re: dzieki za portret psychologiczny 05.06.10, 21:26
                      Czyli tak czy siak uważasz, że posiadanie dziecka to tzw. "skaza" i jestem
                      "drugiej kategorii" kandydatką na partnerkę?
                      Poza tym , skąd możesz wiedzieć, czy posiadanie dziecka przysposobionego daje
                      mniejszą satysfakcję niż posiadanie własnego? To po co w takim razie istnieje
                      możliwość adopcji?
                      • krzysztof-lis Re: dzieki za portret psychologiczny 05.06.10, 23:50
                        > Czyli tak czy siak uważasz, że posiadanie dziecka to tzw. "skaza"
                        > i jestem "drugiej kategorii" kandydatką na partnerkę?

                        Tak.

                        Ale nie to jest najgorsze.

                        Najgorsze jest to, że tak uważa też większość mężczyzn.

                        Masz gorszą pozycję na rynku niż kobiety bez dzieci. Nie ma się co okłamywać, że
                        jest inaczej.

                        > Poza tym , skąd możesz wiedzieć, czy posiadanie dziecka
                        > przysposobionego daje mniejszą satysfakcję niż posiadanie
                        > własnego?

                        Masz rację, nie mogę, w końcu mam tylko własne.

                        Gdyby jednak było inaczej, nie istniałyby domy dziecka, bo wszystkie dzieci
                        byłyby od razu adoptowane.
                        • triss_merigold6 Re: dzieki za portret psychologiczny 06.06.10, 08:42
                          Generalnie ludzie chcą mieć własne dzieci, kobiet też to dotyczy. Może nawet
                          ZWŁASZCZA kobiet vide wieloletnie starania o poczęcie i donoszenie ciąży przed
                          rozważeniem decyzji o adopcji.

                          Co do domów dziecka to nie masz racji, na niemowlęta i małe dzieci pary
                          zainteresowane adopcją czekają po kilka lat. Znakomita większość dzieci w domach
                          dziecka ma nieuregulowaną sytuację prawną i nie może być adoptowana.
                    • rozwazna35 Re: dzieki za portret psychologiczny 07.06.10, 00:13
                      > Dziecko oznacza wyrzeczenia ZWŁASZCZA dla ewentualnego ojczyma.
                      Radość z
                      > posiadania przysposobionego dziecka jest znacznie mniejsza, niż
                      radość z
                      > posiadania WŁASNEGO.

                      Myślę, że w ten sposób myślą mężczyźni dość młodzi i nastawieni
                      konsumpcyjnie do życia. Założę się, że ktoś starszy patrzy na to
                      zupełnie inaczej. Oczywiście, że dziecko póki jest małe kosztuje
                      dużo pracy i wyrzeczeń.
                      Jednakże nie można mówić tylko o wyrzeczeniach.
                      Mój były partner też miał podobne poglądy, też czasem narzekał na
                      moją córkę (a raczej na moje metody wychowawcze). I co się stało w
                      momencie, gdy postanowiłam się z nim rozstać?
                      Nagle zaczął mówić o pustce w jej pokoju, że mu jej brakuje,że
                      brakuje mu dziecięcej beztroski, którą wnosiła, że bardzo tęskni...
                      • santo_inc Re: dzieki za portret psychologiczny 15.06.10, 20:19
                        > Myślę, że w ten sposób myślą mężczyźni dość młodzi i nastawieni
                        > konsumpcyjnie do życia.

                        Myślę, że mylisz niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu.
            • aryanna Re: kiepsko to widzę, 03.06.10, 18:53
              No i przez przypadek sam wychwyciłeś sedno sprawy. Czyli PO CHOLERĘ MI CHŁOP W
              DOMU skoro i tak o większość rzeczy miałabym się martwić sama? Dzieckiem się nie
              zajmie - bo NIE JEGO, w niczym mi nie pomoże - bo NIE MUSI. Na życie da
              dokładnie 1/3. Chłopie - Masakra. Sama sobie odpowiedziałam. Jestem sama bo nie
              jestem idiotką. Ale nawet podczas zwykłej dyskusji trafiam na na facetów kiepsko
              myślących.
              • robertzawodowiec biedna istoto!!! 03.06.10, 19:07
                to, że ktoś się z tobą nie zgadza nie znaczy, że jest zły, głupi
                albo kiepsko myślący. Pojawiłaś sie na forum ,by cię pocieszano?
                Tego chcesz? Proszę bardzo:
                Jesteś boska, skończyłaś studia, zarabiasz kupę kasy i jesteś
                niezależna. To faceci, te brudne świnie powinny się o ciebie starać
                a ty może raz na jakiś czas uśmiechniesz sie do któregoś. Twój
                charakter jest anielski a uroda niebiańska. Robisz komuś łaskę, że
                pozwolisz na życie obok ciebie a obecność w twoim domu jest dla
                każdego faceta marzeniem i zaszczytem.
                Poprawiło ci sie samopoczucie?
                ;-)))
                • aryanna Re: biedna istoto!!! 03.06.10, 19:18
                  Nie, nie pojawiłam się na forum by mnie pocieszano. Wręcz przeciwnie, pechowe
                  związki pozostawiłam daleko za sobą i nie oglądam się w przeszłość. Zastanawia
                  mnie raczej zjawisko socjologiczne, jakim jest szerzący się męski infantylizm i
                  egoizm, i coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że Wy faceci jesteście
                  raczej nieedukowalni w wielu kwestiach. Tylko obiadki, piwo, dupcia (i to
                  jeszcze od ilości wypitego wypitego piwa zależy, czy dacie radę ;)). Prostota i
                  ograniczenie.
                  • robertzawodowiec Re: biedna istoto!!! 03.06.10, 19:22
                    no trochę tak jest. Takie życie albo się z tym pogodzisz albo nie.
                    Nic nie musisz.
                    • aryanna Re: biedna istoto!!! 03.06.10, 19:29
                      Właśnie, nie muszę. I desperatką nie jestem, żeby godzić się sypiać z tryglodytą
                      u boku.
                      • krzysztof-lis Re: biedna istoto!!! 05.06.10, 21:05
                        > Właśnie, nie muszę. I desperatką nie jestem, żeby godzić się sypiać
                        > z tryglodytą u boku.

                        I po cholerę ta agresja? Po cholerę określasz mężczyzn mianem prostych,
                        ograniczonych troglodytów?

                        Robert napisał Ci, zgodnie z prawdą, że Twoja sytuacja na rynku kobiet jest
                        kiepska, właśnie dlatego, że masz dziecko. I albo to zrozumiesz, albo nie masz
                        szans na znalezienie WARTOŚCIOWEGO partnera. Bo póki co, jeśli nie zamierzasz
                        zainwestować wysiłku w znalezienie takiego, trafiać będziesz wyłącznie na
                        szmaciarzy.
                        • triss_merigold6 To wyjaśnij mi pewien fenomen 05.06.10, 21:25
                          Spoko. To wyjaśnij mi pewien fenomen: znam z pracy kilka samotnych matek 30+,
                          każda jest mocno niezależna finansowo, wykształcona, zadbana. KAŻDA ma stałego
                          partnera od kilku lat, nie miały problemów z bardzo szybkim znalezieniem
                          sensownych facetów krótko po rozstaniu ze ślubnymi. Panowie normalni, pracujący,
                          żadne odpady atomowe.

                          Z drugiej strony z racji posiadania siostry wielkomiejskiej singielki 30+, znam
                          również te bezdzietne i wolne. Atuty podstawowe niby te same - zbliżony wiek,
                          własna konkretna kasa, wykształcenie, spora atrakcyjność (szczupłe, dobrze
                          zrobione, zadbane) + ogromny Twoim zdaniem atut w postaci BRAKU DZIECKA. Mają
                          czasu w cholerę, poznają dużo ludzi, bywają, bawią się i zero stałego chłopa na
                          horyzoncie.
                          • krzysztof-lis Re: To wyjaśnij mi pewien fenomen 05.06.10, 23:51
                            A co tu wyjaśniać? Fakt posiadania / nieposiadania dziecka ma znaczenie, ale to
                            nie jedyny istotny czynnik.
                        • aryanna Re: biedna istoto!!! 05.06.10, 21:34
                          Fakt, że TY nie mógłbyś mieszkać bądź potykać się z kobietą z dzieckiem, nie
                          oznacza, że tak myślą WSZYSCY.
                          Swoją drogą, co rozumiesz pod pojęciem WARTOŚCIOWY facet?
                          (Mam rozumieć, że TY jesteś tym bezwartościowym, bo nie potrafiłbyś
                          pokochać-polubić-zaakceptować nieswojego dziecka?)
                          • triss_merigold6 Re: biedna istoto!!! 05.06.10, 21:41
                            Taki, który nie jest odpadem atomowym. Cokolwiek pod tym pojęciem rozumieć.P
                            Dasz sobie radę kobieto, kibicuję Ci. Wielu mężczyzn nie chce wiązać się
                            dzieciatymi kobietami, ale w drugą stronę to działa identycznie - dla młodej
                            singielki facet obciążony regularnymi spotkaniami z dzieckiem, weekendami,
                            alimentami, też niekoniecznie jest porywający, bo nie daje wyłączności na czas i
                            uczucia. I to na klatę przyjąć musisz, spora grupa panów odpada automatycznie,
                            bo dzieciata kobieta jest poza zasięgiem ich zainteresowania. Mają prawo.
                            Inna rzecz - dziecko tez powinno być wychowane i ustawione w ten sposób, żeby
                            nie absorbowało non stop, nie domagało się nieustającej uwagi i w pewnym stopniu
                            podporządkowywało dorosłym.
                            • aryanna Re: biedna istoto!!! 05.06.10, 21:54
                              Ja to już dawno "przyjęłam na klatę", poza tym stosunek ewentualnego partnera do
                              mojej córuni traktuję jako pewien wyznacznik. Zauważ, że mężczyzna też powinien
                              w pewien sposób "wejść w łaski" dziecka, żeby go choć trochę polubiło, zaufało
                              mu, jako komuś, kto będzie je w przyszłości wychowywał (i nie mówię tu o
                              przekupstwie materialnym, bo pewnie kilku Panów zaraz się obruszy). A mężczyzna,
                              który zdecyduje się na związek z dzieciatą kobietą nie jest w żaden sposób mniej
                              wartościowy, wręcz przeciwnie. Nie wiem tylko, dlaczego wypowiadający się tu
                              mężczyźni moje dziecko postrzegają jako moją "wadę", "minus", dzięki dziecku
                              stanowię "mniejszą wartość na rynku dobrych partii". Właśnie takie rozumowanie
                              mnie przeraża, i skłania, by dalej klasyfikować cały męski ród do jednego wora.
                          • krzysztof-lis Re: biedna istoto!!! 05.06.10, 23:53
                            > Fakt, że TY nie mógłbyś mieszkać bądź potykać się z kobietą
                            > z dzieckiem, nie oznacza, że tak myślą WSZYSCY.

                            Jasne. Jestem jednak przekonany, że tak myśli WIĘKSZOŚĆ.

                            > Swoją drogą, co rozumiesz pod pojęciem WARTOŚCIOWY facet?

                            Taki, który spełni Twoje oczekiwania.

                            > (Mam rozumieć, że TY jesteś tym bezwartościowym, bo nie potrafiłbyś
                            > pokochać-polubić-zaakceptować nieswojego dziecka?)

                            Powiem tak...

                            Jakbym miał sobie szukać kobiety na stałe, raczej szukałbym takiej, która nie ma
                            dziecka.

                            Czy to oznacza, że nie umiałbym nieswojego dziecka zaakceptować? Nie wiem.
                • triss_merigold6 Czekaj, czekaj 03.06.10, 21:04
                  To faktycznie jest sensowne pytanie: po co niezależnej finansowo, dzieciatej
                  rozwódce chłop w domu. Dziecko którym się musi opiekować już ma. Sponsora nie
                  potrzebuje. Pasożyta również nie vide dziecko którym się musi opiekować.
                  Z mojego punktu widzenia: do towarzystwa, seksu, zajmowania się częścią domowej
                  logistyki i żeby mieć więcej dzieci.
                  Seks higieniczniej uprawiać ze jednym stałym partnerem, którego się przynajmniej
                  lubi.
                  Towarzystwo - fajniej jest robić coś RAZEM niż samemu - oglądać filmy,
                  rozmawiać, wymieniać się lekturami, jeździć na wycieczki, zamawiać pizzę,
                  remontować mieszkanie etc.
                  Logistyka domowa - m.in. jakiś podział opieki nad dzieckiem i innych obowiązków.
                  Więcej dzieci - wiadomo.
                  Związek nie jest po to, żeby sobie robić gorzej i dowalać problemów tylko, żeby
                  było lepiej niż samemu.
                  A lepiej jest być samemu/samej niż z - przemocowcem, skąpcem, pasożytem,
                  nałogowcem, udzielnym księciem wymagającym obsługi, chamem etc.
      • triss_merigold6 Re: kiepsko to widzę, 03.06.10, 14:37
        Zależy w jakich kłopotach.
        • majda12 Re: kiepsko to widzę, 03.06.10, 18:54
          jakbym pisalam o sobie... ale z polskiego bylam zawsze "noga"..ladnie to
          opisalas - nie jestes sama...
    • p_wolf Re: Co robię źle? Poradźcie.... 03.06.10, 20:25
      > (...) bo z tego co widzę, to
      > mężczyznom tylko o kogoś takiego chodzi....


      Stereotypie, wylatuj nad poziomy! A uogólnienie niechaj w Ostrej świeci bramie.



      > Sama sobie odpowiedziałam. Jestem sama bo nie
      > jestem idiotką.


      Z tego wynika, że ilość idiotek na tej planecie jest zaiste, zatrważająca.

      Zastanawia mnie jeszcze znaczenie tych czterokropków którymi tak gęsto autorka sypnęła w pierwszym poście. Czyżby miały coś symbolizować? Podkreślać być może jej znakomite wykształcenie? A może chodziło o wprowadzenie odrobiny moralnego niepokoju za ich pomocą?

      • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 03.06.10, 21:00
        Rzeczywiście, ilość idiotek jest zatrważająca na tym świecie. Idiotek, które
        kiedyś pod jakimś wpływem podjęły złą decyzję i teraz pod różnymi względami
        (opinia sąsiadów, rodziny, religia czy niemoc finansowa, lub też po prostu
        naiwność- o zgrozo) wbrew swojej woli tkwią w często niewygodnych układach. Co
        wcale nie zmienia faktu, że idiotkami pozostają. Dla mnie zdrowym układem jest
        taki, w którym obie strony pozostają z własnej i nieprzymuszonej woli i z
        którego w razie czego zawsze można się wydostać, bez ponoszenia tragicznych
        konsekwencji przez którąś ze stron.
        • triss_merigold6 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 03.06.10, 21:07
          Będę sprawiedliwa - idiotów również, aczkolwiek obserwuję, że faceci mają
          znacznie lepszy shit detector niż kobiety i rzadziej dają się ordynarnie
          wykorzystywać tudzież rzadziej gustują w kobietach z problemami psychicznymi.

          Będę się trzymać mojej wersji, że związek jest po to, żeby było lepiej niż samemu.
          • ki_czort Re: Co robię źle? Poradźcie.... 04.06.10, 12:48
            Pewnie, że po to się jest we dwoje, żeby było lepiej.
            Nie wiem, czy gdyby jakiś facet postawił takie wymaganie jakie maja kobiety się
            tu wypowiadające - tylko oddzielne konta, hojność ale nie rozrzutność, pomoc w
            razie problemów ale bez przesady, a przede wszystkim: moje dziecko jest
            najważniejsze, kobiety byłyby zachwycone.
            Sądzę, że nie.
            Znacznie łatwiejsza jest sytuacja, gdy to Wy dyktujecie warunki.
            Myślę, że dla mnie wiadomość o tym, że zawsze będę na drugim miejscu po dziecku
            byłaby dość niemiła, chociaż spodziewana. I miałaby poważny wpływ na moje
            zaangażowanie w ewentualny przyszły związek.
            Możecie poczytać ile problemów mają kobiety - macochy, ale od ewentualnych
            partnerów wymagacie bardzo dużo już w sferze opieki nad dziećmi, nie mówiąc już
            o pozostałych kwestiach.

            Zgadzam się natomiast co do tego, że faceci rzadziej się poświęcają, ale ich
            postawa powinna być wzorem skoro piszecie o niektórych kobietach, by ująć to bez
            eufemizmów, jak o poświęcających się idiotkach.
            • triss_merigold6 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 04.06.10, 12:57
              Pozwolisz, że doprecyzuję?
              Oddzielne konto zabezpiecza również faceta.
              Pomoc w razie problemów - oczywista dla osób którym na sobie zależy.
              Niemniej problemy bywają różnego kalibru i nie widzę powodów dla
              których samotna matka, odpowiedzialna za dziecko miałaby np. spłacać
              za pana zadłużenie powstałe przed związkiem, walczyć z jego
              alkoholizmem, utrzymywać bezrobotnego etc.
              Tak dziecko jest najważniejsze, ponieważ samodzielnie nie zaspokoi
              elementarnych potrzeb.
              To nie kwestia bycia na pierwszym czy drugim miejscu tylko
              zrozumienia sytuacji w której w życiu dorosłego istnieje
              dziecko/dzieci. Właśnie zrozumienia. IMO dorosły facet bez problemów
              ogarnie, że najpierw należy dać dziecku jeść, wykąpać i położyć
              spać, a potem np. radośnie uprawiać seks albo oglądać film czy
              rozmawiać godzinami.
              • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 05.06.10, 19:31
                Btw znowu załapałam dołka. Wróciłyśmy z Młodą ze spaceru w doskonałych humorach,
                zaraz ją wykąpię, położę, i nawet nie mam z kim pogadać, posiedzieć na
                balkonie... To tak tylko nawiasem mówiąc.
                • triss_merigold6 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 05.06.10, 21:46
                  Daj sobie czas. 30 lat i sześcioletnie dziecko masz. Za sobą małżeństwo i
                  trzyletni związek więc właściwie nigdy lub bardzo krótko nie byłaś sama.
                  Bezdzietne mają dłuższe okresy samotności więc nie wpadaj w panikę, juz czas Ci
                  się kończy, bo to sprzyja desperackim wyborom.
                  • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 05.06.10, 21:58
                    I to samo w sobie jest dołujące. Z jednej strony moje wybiórcze spojrzenie na
                    mężczyzn (jeden pije, drugi pali, trzeci przeklina, do tego dochodzą jeszcze
                    moje dziwne ekstremalne zainteresowania muzyczne i nie tylko), a z drugiej
                    strony time-out. Masakra.
                    • izabelski Re: Co robię źle? Poradźcie.... 05.06.10, 23:46
                      naciesz sie czasem bez partnera
                      wiecej swobody i elastyczniej ;-)
                    • pendzacy_krolik Re: Co robię źle? Poradźcie.... 07.06.10, 21:18
                      moim zdaniem problem tkwi w tym,ze polscy faceci sa tak, a nie
                      inaczej wychowywani.sprobuj moze poznac obcokrajowca z europy?
                      poza tym, my, kobiety cale zycie ewoluujemy (poza niewielkim
                      procentem) a mezczyzni w wiekszosci zatrzymuja sie na pewnym etapie
                      rozwoju. mozna kogos obrazilam,ale niestety,takie sa moje prawie
                      50letnie obserwacje:)
                      • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 07.06.10, 21:40
                        W rozmowie niektórzy zarzucają mi, że źle się z moim mężem poznaliśmy, że
                        spieszyło mi się do małżeństwa, itp, itd. Otóż napiszę Wam jak to było, o ile
                        chce się Wam czytać. Może wtedy inaczej spojrzycie, szanowni forumowicze, na
                        moją sytuację:
                        Nie, nie spieszyło mi się, by szybko odejść z domu. Miałyśmy z moją mamą duże,
                        zadbane mieszkanie (tata zmarł gdy byłam nastolatką), mama na emeryturze
                        dorabiająca jeszcze, ja studiująca zaocznie i pracująca, do tego renta rodzinna
                        po tacie, rodzeństwo zagranicą. Żyć nie umierać. Zarabiałam ładną kaskę, zawsze
                        coś tam udało mi się odłożyć, mama sprzątała, podstawiała jedzonko. I tu był
                        błąd. To po pierwsze. Po drugie. Jeden z dochodów oddawałam mamie na życie i
                        opłaty a drugi był całkowicie do mojej dyspozycji. TYlko ciuszki i dbanie o
                        siebie. Wyremontowałam mieszkanie i kupiłam super sprzęt do słuchania muzyki
                        (żyłam tylko muzyką), jeździłam na koncerty, przeznaczałam sporo kasy na płyty.
                        Reasumując- nie byłam przyzwyczajona do ograniczeń. Chciałam - miałam. Chciałam
                        gdzieś być- byłam. Nikt mi nigdy niczego nie narzucał. Ze swoim chłopakiem
                        (później mężem) poznaliśmy się w mojej klasie maturalnej, jak sięgam pamięcią
                        zawsze mu imponowałam, bo miałam więcej i lepiej niż on. Stanowiłam dla niego
                        swoistą rozrywkę, pewien rodzaj "atrakcji". Spotykaliśmy się rzadko, potem on
                        poszedł do szkoły wojskowej (dziennej) a ja na studia zaoczne, więc do
                        dyspozycji mieliśmy niewiele czasu. Ale nadal byłam dla niego atrakcją pod
                        każdym względem. Jeździłam do niego do szkoły, zawsze "przy kasie", przywoziłam
                        dobre jedzonko (zrobione przez mamę, bo ja całymi dniami pracowałam albo uczyłam
                        się), przywoziłam najnowsze płyty czy kasety, byłam dobrze ubrana, jego koledzy
                        mu zazdrościli (wiem to z opinii ludzi).Lubiłam tę jego fascynację mną. Żyliśmy
                        od weekendu do weekendu. Tak wytrwaliśmy do końca naszych szkół i ...do ślubu.
                        Po ślubie prawie natychmiast zaszłam w ciążę. Dodam jeszcze, że mąż się bardzo
                        ucieszył z faktu, że zostanie tatą. i....coś w niego wstąpiło. Coraz częstsze
                        wychodzenie "z kumplami". Na stwierdzenie : "dlaczego mi to robisz?-przecież ja
                        cierpię, nie tak to miało wyglądać...!" odpowiadał: "inne kobiety pozwalają to
                        ty też musisz, dlaczego robisz mi wstyd?" albo "chciałaś brzuszek- masz
                        brzuszek, a ja chcę piwo- mam piwo." Dodam jeszcze, że jak byliśmy
                        "narzeczeństwem, to imprezowaliśmy też, ja byłam (i jestem do dziś) stworzeniem
                        raczej radosnym, umuzykalnionym, kocham być tam, gdzie grają, wszystko robię
                        przy muzyce. Miałam nadzieję, że w momencie, gdy zajdę w ciążę, on wydorośleje,
                        że skoro ja rezygnuję z imprez to on to zrobi również, dla mnie i dla dziecka.
                        Stało się jednak inaczej. Podsumowując, nie twierdzę, bym się wpasowywała w
                        jakieś sztuczne role, właśnie byłam sobą, ale on to wszystko we mnie
                        stłamsił...pamiętam jak mi wyrzucał moje książki, drogie materiały (jeszcze ze
                        studiów), łamał płyty, mówiąc "matka cię nie wytresowała, to ja cię wytresuję".
                        CO O TYM SĄDZICIE???? Właśnie byłam sobą, osobą umuzykalnioną, uduchowioną,
                        uwielbiam czytać, słuchać, oglądać. Teraz też jestem tam, gdzie grają,
                        no...jesteśmy. Z Córunią. Oczywiście wtedy, gdy możemy. Odradzam się na nowo.
                        Tylko szkoda, że bez mężczyzny u boku.
                      • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 07.06.10, 22:10
                        taaa,gdzieś tam nawet wyrwało mi się niechcący, że faceci tylko ograniczają się
                        do żarcia (by kobieta ugotowała i postawiła), do sexu i do piwa (tudzież innego
                        alkoholu, na imprezie z kobietą lub bez niej - ale to już nie stanowi dla nich
                        zbyt wielkiej różnicy). Zaraz się faceci oburzają. Ale taka jest prawda, niestety.
                        • verdana Re: Co robię źle? Poradźcie.... 07.06.10, 22:40
                          Nie, taka nie jest prawda. To taka sama prtawda jak to, ze kobiety
                          nie umieją mysleć, ze interesują sie tylko własnym wygladem i że ich
                          celem życiowym jest złapanie faceta.
                          To, ze nacięłaś sie na dwóch nieodpowiednich facetów nie oznacza, ze
                          wszyscy faceci są źli. Nie rozumiem tylko po co w ogóle szukasz
                          kogoś, skoro kazdy facet z definicji tylko by żerł, uprawiał seks i
                          chlał piwo. Po co komukolwiek takie obciążenie w życiu? Skąd biorą
                          się udane małżenstwa - tylko z masochizmu kobiet, tolerujacych
                          głupkowatych pasożytów?
                          Obawiam się,z e największym problemem w znalezieniu kogokolwiek
                          będzie to, ze zywisz się negatywnymi stereotypami. I ze kazde
                          zachowanie faceta zaczniesz podciągac pod taki stereotyp.
                          otóż zapewniam Cię, że i mnie i moim znajomym jakoś udało sie
                          znaleźć facetów, ktorzy jedzą (trudno, aby glodoweali), a nie żrą,
                          piwo piją sporadycznie, a seks - na szczęście - uprawiają. Z żonami.
                          • rozwazna35 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 07.06.10, 23:31
                            A mi się wydaje, że po prostu źle wybrałaś już na samym początku. Z tego co
                            napisałaś byłaś bardziej poukładana od Twojego chłopaka. Imponowałaś mu, chwalił
                            się Tobą. A co on miał Tobie do zaoferowania? W czym był lepszy od Ciebie? Ja
                            też popełniłam ten sam błąd wychodząc za mąż za pierwszego chłopaka, z którym
                            znałam się od liceum. To jest bez sensu. Jeżeli nie trafi się na kogoś
                            porządnego to wiele takich związków się potem rozpada. Uważam, że mężczyzna
                            powinien być od kobiety albo mądrzejszy, albo być przynajmniej równy jej.
                            (intelektualnie, emocjonalnie itp.) Jeżeli zwiążemy się z kimś, kto potem
                            okazuje się słabeuszem, którego musimy nieustannie popychać do działania, do
                            osiągnięcia czegoś, to taki mężczyzna będzie czuł się kimś gorszym i swoją
                            nieudolność będzie wyładowywał na nas.
                            Dla mnie w chwili obecnej jest kilka warunków, które już na wstępie facet musi
                            spełniać, abym się nim w ogóle zainteresowała. Niestety do takiej mądrości
                            doszłam o kilka lat za późno.
                            Jest jeszcze oczywiście łut szczęścia, bo sam mądry wybór nie wystarczy.
                            A co do polskich facetów to jest w tym dużo racji. Na zachodzie jest o wiele
                            wyższa kultura i myślenie o kobietach samotnych w taki sposób jak się myśli w
                            Polsce jest już dawno zabobonem. Tam zawsze jest czas na miłość i starość
                            również zaczyna się o wiele później niż u nas...

                            • verdana Re: Co robię źle? Poradźcie.... 07.06.10, 23:34
                              Hm, czyli warunkiem dobrego małżenstwa jest żona głupsza od męża,
                              albo przynajmniej od niego słabsza?
                              A wiesz, sa faceci, którzy chcieliby miec partnerke przynajmniej
                              równą sobie. dziwne jest trochę takie rozumowanie - jak partner
                              trochę słabszy, to nieszczęsna kobieta MUSI go popychać, a jak ona
                              słabsza - to ideał wrecz i nie musi się bardziej starać.
                              naprawde inteligentny mężczyzna to taki, ktory nie musi być za
                              wszelką cenę lepszy od zony. Jak musi - to już sygnał, ze może
                              trzeba uciekać.
                        • tully.makker Re: Co robię źle? Poradźcie.... 08.06.10, 10:51
                          faceci tylko ograniczają się
                          > do żarcia (by kobieta ugotowała i postawiła), do sexu i do piwa
                          (tudzież innego
                          > alkoholu, na imprezie z kobietą lub bez niej - ale to już nie
                          stanowi dla nich
                          > zbyt wielkiej różnicy). Zaraz się faceci oburzają. Ale taka jest
                          prawda, nieste
                          > ty.

                          jesli masz taka opinie o mezczyznach, to nie rozumiem, po co sobie
                          szukasz takiego okaza, bez neigo byloby ci duzo lepiej.
    • abigell Re: Co robię źle? Poradźcie.... 08.06.10, 10:25
      Czytam i czytam ten wątek i muszę się odezwać, wybacz nie mam zamiaru Cię urazić. To co w Twojej wypowiedzi widzę wybijającego się, to jakaś podskórna desperacja, żeby tego faceta mieć u swego boku. Pytanie dlaczego, czy naprawdę spodnie w szafie sprawią, że poczujesz się lepiej, bardziej wartościowa? Moim zdaniem nie masz szansy na fajny związek jeśli nie nauczysz się żyć sama. Powinnaś zająć się sobą i żyć dla siebie i córki i zaakceptować fakt, że możliwe, że żaden odpowiedni facet się nie pojawi. Bądź po prostu sobą, bez desperackiego rozglądania się wokół za facetem. Dopiero wtedy masz szanse, że ten facet, który będzie Ci odpowiadał sam Cię odnajdzie.

      To są moje subiektywne odczucia, po przeczytaniu Twoich postów, nie wykluczam, że mogę się mylić. Pozdrawiam

      • kobieta_z_polnocy Re: Co robię źle? Poradźcie.... 12.06.10, 11:47
        Mam podobne odczucia i garść dodatkowych uwag.

        Po pierwsze, masz trzydzieści lat i doświadczenie (na dłuższą metę) z dwoma
        jedynie mężczyznami - i to tak bardzo odmiennymi od siebie jak ogień i woda.
        Podsumowując: twój eks-mąż był błędem młodości - ot, byłaś naiwna, zakochana,
        niedoświadczona, zdarza się. Stało się jak stało, małżeństwo się rozpadło, a ty
        sobie powiedziałaś "nigdy więcej takiego". Zaczęłaś więc szukać na przeciwnym
        biegunie i znalazłaś spokojnego, uległego ale także całkowicie rozleniwionego i
        niezaradnego faceta. Też niedobrze.

        Cały ambaras polega na tym, że do momentu zetknięcia się z tym drugim facetem
        (bo nie wiem jak jest teraz) wciąż nie wiedziałaś dokładnie czego tak naprawdę
        potrzebujesz od partnera. Wiedziałaś tylko tyle, że ma nie być jak eks i że ma
        akceptować twoje dziecko. To za mało - jak zresztą sama się przekonałaś. Po
        prostu przez cały czas szukałaś faceta po omacku i na ślepo, skupiając się na
        powierzchownych sygnałach i ignorując/nie dostrzegając rzeszy innych cech.
        Nie obwiniaj się o to zbytnio. Na tym mniej więcej polega zdobywanie
        doświadczenia - uczenie się na błędach, docieranie się, stopniowe (czasem
        niestety zbyt powolne) poznawanie samej siebie... Jesteś przecież jeszcze młoda,
        masz dopiero trzydzieści lat - może dopiero teraz nadszedł ten czas, kiedy
        jesteś gotowa na to by rozsądnie i z głową stworzyć nowy związek?
        Na razie dokucza ci samotność - to naturalna reakcja, ale również niebezpieczna,
        bo jak widzisz na własnym przykładzie, może prowadzić do szkodliwej desperacji.

        Nie rozumiem jedynie jednego: czemu tak bardzo fiksujesz się na pieniądzach i
        kwestiach finansowych. Jakby się wczytać, to przez nie właśnie rozpadły się
        twoje dwa związki. Nie potrafię do końca tego rozgryźć. Wciąż o nich piszesz.
        DObrze wiedzieć, że jesteś zaradna i niezależna, ale mimo wszystko, powtarzający
        się wątek finansów budzi moje zdziwienie i zainteresowanie. Zwłaszcza w
        kontekście twojej przeszłości, gdyż odniosłam wrażenie, że zawsze ci się żyło
        dostatnio i wygodnie (z mamą). Może jesteś zbytnio rozpieszczona komfortem życia
        i partnerów traktujesz z równą zachłannością jak przedmioty, na które jest cię
        (bądź było cię) stać? Np. chciałaś mieć nową płytę, szłaś do sklepu i ją
        kupowałaś, bez większych refleksji. Może podobnie podchodzisz do mężczyzn?
        Chcesz faceta, to bierzesz, nie zastanawiając się nad tym, jakim on jest w
        rzeczywistości człowiekiem i potem budzisz się z ręką w nocniku, bo człowiek to
        jednak nie to samo co bezduszny przedmiot.
        Nie wiem, tak sobie tylko gdybam. POdsumowując jednak: wybierasz partnerów bez
        pomyślunku i po omacku. Zwolnij, wyluzuj, nie daj się desperacji. Tak naprawdę
        trudno powiedzieć, że masz jakieś wyjątkowo bogate doświadczenie z mężczyznami.
        • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 13.06.10, 21:12
          Nie będę się bronić- bo i tak się nie obronię. Otóż uważam (jestem przygotowana
          na to że większość mnie tu zjedzie), że pieniądze SĄ WAŻNE. Głównie po to, by
          ich brak nie konfliktował obu stron. Jakoś nie wyobrażam sobie funkcjonowania w
          związku, gdzie nie starcza od 1-go do pierwszego, są wieczne kłótnie, kobieta
          dwoi się i troi, by "wygospodarzyć" dla siebie na fryzjera, bo najpierw trzeba
          dziecku to, mężowi fajki albo piwko, a sama zostaje na szarym końcu. Wiem, że
          wiele kobiet tak ma. A ja nie chcę. Uwielbiam dbać o córcię, dobrze ją ubieram,
          chodzimy wszędzie razem, kino, teatr, pływalnia, przeróżne ciekawe zajęcia,
          przeważnie płatne. Cenię również soje hobby, które również tanie nie jest. Lubię
          się dobrze ubrać, iść do fryzjera. Co wcale nie znaczy, że nie potrafię
          oszczędzać, ale nie lubię być do tego zmuszana. Niezrozumiałe jest dla mnie
          niezadowolenie partnera z faktu, że np. kupiłam sobie nową torebkę czy buty, a
          on najzwyczajniej na świecie pali 2 paczki fajek dziennie. Niby dlaczego
          miałabym się poświęcać? W imię puszczania ogromnej kasy z dymem? Ty palisz- a ja
          kupuję sobie ciuchy. 1:1. Inna sprawa, jeśli oboje ustalimy, że np wspólnie
          rezygnujemy z przyjemności i razem odkładamy kasę np. na lepszy samochód. Ale
          wtedy rezygnuje i on i ja. A dziecko mieć musi. Podsumowując moją odpowiedź na
          post Kobiety_z_północy: Kasa jest ważna. Nie najważniejsza, ale ważna. Po to, by
          nikt nie musiał rezygnować z pewnego poziomu życia. Na rozwijanie wspólnych
          zainteresowań, wyjazdy, wczasy, zaskakiwanie się, miłe spędzanie wieczorów jest
          potrzebna. I również po to, by żadna ze stron w związku nie miała wrażenia, że
          utrzymuje tę drugą, by nie czuła się wykorzystywana.Oboje pracują zawodowo i
          oboje dzielą się obowiązkami domowymi równo po połowie. Bo o to w moich
          związkach było najwięcej kłótni. Tak, może i jestem rozpieszczona, ale chyba
          związek buduje się po to , by we dwoje było łatwiej i przyjemniej, a nie
          odwrotnie??
          • efi-efi Re: Co robię źle? Poradźcie.... 13.06.10, 22:42
            To co miałam Ci napisać , napisał już robertzawodowiec i krzysiek lis.
            Mnie też w Twoich postach uderza Twój egoizm i nastawienie na Ja i moje dziecko.
            To, że posiadasz dziecko z po przedniego małżeństwa, NAPRAWDĘ nie jest Twoim atutem.
            Jak trudno zrozumieć Ci o czym inni piszą - odwróć sytuację.
            Wyobraź sobie, że jesteś wolną, niezależną kobietą, bez dzieci i nagle w Twoim
            życiu zjawia się facet z dzieckiem,które stanowi dla niego esencję życia.
            Wszystkie wyjazdy, weekendy, wczasy i w ogóle wszystko kręci się koło jakiegoś
            obcego dzieciaka. Ty i Twoje problemy zawsze są daleko za anginą i bolącym
            paluszkiem pupilka Twojego ukochanego.
            Jak długo wytrzymasz w takim związku?

            I jeszcze jedno.
            Małżeństwo zawierasz -że tak użyję sloganu- na dobre i na złe.
            Opowiadasz o tym, że Twoje koleżanki z pracy , żyją ze swoimi "strasznymi"
            mężami, którzy potrafią się upić, albo pokłamać, albo (o zgrozo) usiłowali
            rozwinąć jakąś inwestycję w naszym kraju i im się nie udało, i teraz mają
            komornika na karku.
            I Ty byś takiego (kutasa złamanego) pogoniła.
            I na pewno uważasz sę za dojrzałą osóbkę.
            A może dojrzałe do małżeństwa są włąśnie Twoje koleżanki, mądre życiowo kobiety,
            które oprócz wymagań potrafią przebaczyć i być wsparciem dla faceta czego Ty nie
            potrafisz.

            Może spuść troszkę z tonu, księżniczko , to jakiś mężczyzna się znajdzie.
            • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 13.06.10, 22:53
              Wyobraź sobie, że wytrzymałabym "cudzego dzieciaka" (jak to ujęłaś) w związku,
              co więcej, mobilizowałabym faceta, żeby się bardziej dla tego dziecka starał i
              ja również mogłabym z wielu, naprawdę z wielu rzeczy zrezygnować na korzyść
              dziecka. Dziecko (obojętnie - czy moje, czy partnera) byłoby dla mnie
              priorytetem. A dojrzały związek nie polega na wybaczaniu tzw "błędów
              przeszłości" i spłacaniu kawalerskich długów kolesia, który wyłudził od banku
              sporą kasę na rzekome rozkręcenie interesu, po czym przehulał większość tej kasy
              z panienkami za granicą. To nie jest świadome wybaczanie ani dojrzały związek.
              To kobiece naiwniactwo i idiotyzm w najlepszym wydaniu.
              • kochamkotyijuz Re: Co robię źle? Poradźcie.... 14.06.10, 05:55
                Moja droga.W tym watku zgadzam sie z opiniami mezczyzn.Na wszystkie
                pytania ci odpowiedzieli a ty dalej polemizujesz.Nie jestes
                atrakcyjnym kandydatem na partnera i z wiekiem bedziesz coraz mniej
                atrakcyjna -krolewno.Masz wygorowane wymagania i do tego jeszcze
                dziecko.Utrzymujesz siebie i corke bo nie masz wyboru =
                musisz!!!!!!!!!- zadne mi osiagniecie godne poklasku.Znajomosc
                jezykow to powinnosc(jesi sie jest polakiem) a nie
                wyczyn.Wyksztalcenie w dzisiejszyh czasach to pestka.Ech i tak moge
                pisac w nieskonczonosc.
                Jestes pelna zaprzeczen.Nie pijesz ,ale chetnie wypilabys lampke
                wina ha ha....Sama nie wiesz co gadasz.Szukasz partnera zyciowego
                czy maskotki do tulenia od 20 do 22.
                Gdyby nie poparcie Tris ktorej zdanie sie szanuje wszyscy by sie tu
                zjechali na maxa.
                Nie zdziwilabym sie gdyby prawda okazalo sie ,ze to partnerzy od
                Ciebie zwiali a nie ty dokonalas wyboru zakonczenia zwiazku.Sluchasz
                jakiejs dziwnej muzy,glosnej, ciezkiej co podkreslasz przy kazdej
                niemal wypowiedzi,masz dzieciaka i jestes stara (bo trzydziestka to
                nie dudziestka).Ty myslisz ,ze jestes atrakcyjna ,ale o gustach sie
                nie dyskutuje(dla niektorych mozesz byc pasztetem-licz sie z tym).
                Spusc z tomu to MOOOOZE kogos znajdziesz choc watpie.....Pczucie
                wartosci a arogancja to dwie zupelnie inne rzeczy.
                The dream is this that: We will finally be happy when we reach our
                goals.
                Then when we get there and if we are human,we immediately start
                dreaming of something else.
                • serendepity Re: Co robię źle? Poradźcie.... 14.06.10, 18:06
                  Nie ma to jak kogos zmieszac z blotem i sprowadzic do podlogi.
                • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 14.06.10, 18:53
                  Czy Ty naprawdę uważasz, że kobieta w wieku 30 lat nie może być atrakcyjna,
                  zadbana, pożądana? Czyją miarą mierzysz? Swoją, czy koleżanek otyłych po
                  porodach i z rozstępami na wyciągniętym brzuchu? Zdziwiłabyś się, bo z tego co
                  widzę i porównuję to ciało mam ładniejsze niż niejedna 20-latka. Nie wiem skąd
                  się wziął u co niektórych pogląd, że kobieta 30-letnia to pomarszczony pasztet z
                  kilogramem tapety na twarzy, wysmażony na solarium. Lampka wina? Owszem,
                  CZASAMI, i wątpię, by ktoś po tym był wulgarny i agresywny. Jeśli więc coś
                  odstrasza potencjalnych partnerów to to, że nie jestem naiwna, jak 99%
                  dwudziestolatek. Aha, zapomniałabym...słucham dziwnej muzy, wątpię, żeby to
                  kogoś odstraszało, że kobieta ma swoje hobby i pasje, niekoniecznie muzyczne.
                  • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 14.06.10, 19:17
                    I masz rację, 20-latka jest z punktu widzenia mężczyzn lepszą partią, bo...
                    1. Jest młoda, atrakcyjna, a przy tym naiwna
                    2. Zakochana i dlatego zdecydowanie łatwa do "wytresowania" jako służąca,
                    sprzątaczka (czy ktokolwiek, według wymagań faceta)
                    3. Ma nikłe lub małe doświadczenie w obcowaniu z mężczyznami i o wiele łatwiej
                    wcisnąć jej przysłowiowy kit (np. komplementami)
                    4. Przy 20-latce facet nie musi się tak bardzo starać, bo nie ma ona tak
                    wygórowanych wymagań jak kobieta starsza, wartościowa, z jakimś wykształceniem.
                    Ot, i cała "tajemnica"....
                    Do kochamkotyijuż: desperatką nie jestem bym brała "cokolwiek", bo takie
                    "cokolwiek" już miałam okazję trzymać w domu i pogoniłam gdzie pieprz rośnie.
                    Nie wiem czym się kierują niektóre kobiety trzymając na karku pijaków, dziwkarzy
                    i przemocowców, mając nadzieję, że nawet jak taki zdradzi, że "wszystko się
                    ułoży". Czy niektóre kobiety kompletnie nie posiadają żadnej godności??
                    • triss_merigold6 Jeszcze raz 14.06.10, 19:37
                      Wyżej napisałam, żebyś dała sobie na wstrzymanie. Jesteś teraz rozgoryczona,
                      masz poczucie zmarnowanego czasu na dwa długie związki i tego, że
                      przeinwestowałaś pod każdym względem.
                      Napisze jeszcze raz: masz dopiero 30 lat i TYLKO 2 związki za sobą. Dla
                      porównania - ja mam 36, za sobą dłuższy konkubinat, 2 małżeństwa, sporo
                      lightowych układów i obecnie żyję w dłuższym konkubinacie. Etap "wszyscy faceci
                      są tacy sami i źli, źli, źli" przechodziłam gdzieś w okolicach końca pierwszego
                      małżeństwa. D

                      Podejście do kasy mam zbliżone więc doskonale rozumiem. Facet ma nie być ciężarem.

                      Ale - Ty się nie zajmuj związkami innych kobiet i ich motywacjami. Są cudze, nie
                      przeżyjesz za nie życia, możesz najwyżej powiedzieć, żeby spadały żalić się
                      gdzie indziej, bo bycie kubłem na cudze bezproduktywne emocje jest męczące. Nie
                      porównuj się z dwudziestolatkami, do nich startują mężczyźni, którzy Tobą nie
                      będą zainteresowani - ich święte prawo.
                    • santo_inc Re: Co robię źle? Poradźcie.... 15.06.10, 20:30
                      > 3. Ma nikłe lub małe doświadczenie w obcowaniu z mężczyznami
                      > i o wiele łatwiej wcisnąć jej przysłowiowy kit (np. komplementami)

                      Tak to może było za Twoich czasów, gdy się zaczynało rozmawiać z chłopakami po
                      18-tych urodzinach.

                      Dzisiejsze dwudziestolatki mają nierzadko więcej facetów i związków na liczniku
                      niż dzisiejsze trzydziestolatki.

                      > 4. Przy 20-latce facet nie musi się tak bardzo starać, bo nie ma
                      > ona tak wygórowanych wymagań jak kobieta starsza, wartościowa,
                      > z jakimś wykształceniem.

                      Starsza niekoniecznie równa się wartościowa. Na tę wartość trzeba zapracować.

                  • santo_inc Re: Co robię źle? Poradźcie.... 15.06.10, 20:31
                    > Czy Ty naprawdę uważasz, że kobieta w wieku 30 lat nie może być atrakcyjna,
                    > zadbana, pożądana? Czyją miarą mierzysz?

                    Może. Statystycznie rzecz ujmując jednakże:
                    * ma mniejsze szanse być bardziej atrakcyjną, zadbaną i pożądaną niż 20-latka,
                    * jeśli nawet, zajmuje jej to więcej czasu, wysiłku i pieniędzy,
                    * no i czas atrakcyjności, który jej pozostał, jest o te 10 lat krótszy.
                • rozwazna35 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 14.06.10, 23:30
                  Kochamkotyijuz, Twój komentarz jest żenujący.
                  Ciekawe kim są ci mężczyźni, którzy się tu wypowiadają, ile mają lat.
                  30 lat, to najlepszy wiek dla kobiety. Jest już dojrzała, a ciało
                  ciągle młode. Zresztą niejedne 20-latki mogą zazdrościć 30-latkom.
                  Ja mam 37 lat, wszyscy mi mówią, że wyglądam 8 lat młodziej, figurę
                  mam lepszą niż niejedna 20-stka. Choć urodziłam dziecko to mój
                  brzuch jest płaściutki. Triss :) z 20-latkiami możemy się
                  porównywać, ale chyba tylko odnośnie wyglądu:) Przewyższamy je
                  mądrością życiową i doświadczeniem.
                  Kochamkotyijuz, z moimi poprzednimi partnerami to ja się rozstałam.
                  Oni do tej pory tego żałują.
                  I bardzo Cię zdziwię, ale moim obecnym partnerem od roku jest
                  kawaler, młodszy ode mnie o 6 lat. Nie jest kimś wybrakowanym.
                  Porządny, kulturalny, z którym mogę wypić lampkę wina. I który nie
                  pije nałogowo :) Oczywiście nie jest żadnym pasztetem :)
                  Nie wiem dlaczego autorka miałaby spuścić z tonu. Przecież wymagań
                  na miarę Paris Hilton chyba nie ma???
                  • premeda Re: Co robię źle? Poradźcie.... 15.06.10, 11:33
                    No i mamy piękny spór czy 20, czy 30-latki. Tak trudno zrozumieć
                    i zaakceptować fakt, że 20-latki za jakiś czas będą miały lat 30, a
                    30-latki były kiedyś 20-latkami? Po co te chore porównania co
                    lepsze? Autorka wątku nie miała prawidłowego męskiego wzorca w
                    dzieciństwie, bo ojciec oddający matce wypłatę z kwitkiem dobrym
                    wzorcem nie jest, stąd jej nierealne oczekiwania co do mężczyzn. I
                    na litość, posiadanie doświadczenia w kilku związkach nie jest
                    konieczne do zbudowania dobrego związku ale przyznam się, że nie
                    wiem jak to się dzieje.
                    • premeda Re: Co robię źle? Poradźcie.... 15.06.10, 11:36
                      Za szybko wysłałam.
                      > ale przyznam się, że nie
                      > wiem jak to się dzieje.
                      Że takie zwiazki się tworzą i na jakich zasadach ludzie się w nich
                      dobierają.
                  • santo_inc Re: Co robię źle? Poradźcie.... 15.06.10, 20:27
                    > Ciekawe kim są ci mężczyźni, którzy się tu wypowiadają, ile mają lat.
                    > 30 lat, to najlepszy wiek dla kobiety. Jest już dojrzała, a ciało
                    > ciągle młode.

                    Okłamuj się dalej. Bardzo dobrze Ci to idzie. Już w to wierzysz, może jak
                    jeszcze trochę będziesz to powtarzać, stanie się to prawdą?

                    > Przewyższamy je (dwudziestki) mądrością życiową i doświadczeniem.

                    Taa, zwłaszcza wątkotwórczyni je przerasta mądrością. Bo doświadczeniem to i
                    owszem, ale szkoda, że z tego doświadczenia żadne wnioski nie wypływają.

                    > Nie wiem dlaczego autorka miałaby spuścić z tonu. Przecież wymagań
                    > na miarę Paris Hilton chyba nie ma???

                    Na miarę Hilton to nie, ale zdecydowanie sięga na zbyt wysoką półkę.

                    No kiedyś w końcu na pewno zrozumie, z jakiej półki może sobie wybierać facetów.
                    Ale wtedy będzie jeszcze starsza i ta półka wtedy będzie dla niej za wysoka.
    • burza4 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 15.06.10, 11:51
      Dołkek, przez który przechodzisz nie jest mi obcy. I zgadzam się z Abigell -
      zamiast rozpamiętywać dlaczego nie wyszło, i w rozgoryczeniu skupiać się nad
      samotnymi wieczorami - zacznij myśleć jak ten czas wykorzystać dla siebie. Nie
      wierzę, że dla rozsądnej, samodzielnej kobiety towarzystwo faceta jest jedynym
      źródłem przyjemności.

      naturalnie, wiadomo że fajnie dzielić z kimś przeżycia, ale skoro nikogo nie ma,
      to trzeba poszukać sobie czegoś, co da ci satysfakcję niezależnie od posiadania
      portek w szafie. Pomyśl, co sprawiło by ci frajdę, na co nigdy nie miałaś czasu?
      kurs nurkowy? wycieczka rowerowa za miasto? kurs fotografii cyfrowej? rajdy
      terenowe?

      najpierw poukładaj swoje życie, naucz się czerpać z niego przyjemność dla
      siebie, niezależnie od otoczenia - tak, żebyś czuła się spełniona i bez faceta u
      boku, i nie czuła się z tym przegrana.
      • verdana Re: Co robię źle? Poradźcie.... 15.06.10, 14:20
        Ja widzę też problem z wzorcem z dziecinstwa. Idealny facet to dla
        Ciebie ojciec, który podporzadkowuje się żonie własciwie totalnie. I
        jednoczesnie chcesz faceta zaradnego, przedsiębiorczego i silnego -
        to sa dwa nieprzystające do siebie wzorce. Takich ludzi nie ma.
        Poza tym jest - nie da sie ukryć - problem dziecka. W małżenstwie,
        mającym wspólne dziecko powiedzenie "Dziecko jest zawsze na
        pierwszym miejscu, mąż na drugim" - raczej nie wróży powodzenia
        związkowi. Natomiast gdy dziecko nie jest męża, bardzo trudno jest
        stawiać na pierwszym miejscu potrzeby mężą, nawet czasami. Ja to
        rozumiem, ale jest to na pewno problem dla faceta. Sama nie
        związałabym się z kimś, kto od razu powiedziałby mi, ze ja i moje
        potrzeby zawsze będą drugorzedne, dziecko jest znacznie
        ważniejsze.
        • rumpa Re: Co robię źle? Poradźcie.... 15.06.10, 14:32
          no cóż, dla mnie to byłoby tak oczywiste, że nie musiałby mówić.
          Wiadomo że kasa szłaby w pierwszym rzędzie na wakacje i naukę
          dzieciaka, oczywiste by było że gdybyśmy zachorowały ciężko obie, to
          warowałby przy córce, do mnie wpadając tylko. Nie rozumiem, co w tym
          dziwnego?
          I jaka różnica, czy siedziałby przy NASZYM dziecku czy "tylko" swoim?
          Tak czy inaczej to byłoby "jego " dziecko, prawda?
          • verdana Re: Co robię źle? Poradźcie.... 15.06.10, 16:00
            Taka,że w małżeństwie nie powinno byc tak, ze dziecko z definicji
            jest wazniejsze od męża czy zony. oczywiscie, jeśli trzeba
            ograniczyć wydatki, to nie na dziecko. Jeśli trzeba wybierać miedzy
            przyjemnościa swoją, a dziecka - to zazwyczaj wybierze się
            przyjemność dziecka. Ale jeśli dotyczy to także milości i
            przywiazania - i tu także zawsze wygrywa dziecko, a uczucie dla
            współmałżonka jest na dalszym planie i to z założenia - to nie wróżę
            małżeństwu powodzenia.
            • rumpa Re: Co robię źle? Poradźcie.... 15.06.10, 23:02
              oczywiscie, jeśli trzeba
              > ograniczyć wydatki, to nie na dziecko.

              owszem

              Jeśli trzeba wybierać miedzy
              > przyjemnościa swoją, a dziecka - to zazwyczaj wybierze się
              > przyjemność dziecka.

              absolutnie nie :)))


              Ale jeśli dotyczy to także milości i
              > przywiazania - i tu także zawsze wygrywa dziecko, a uczucie dla
              > współmałżonka jest na dalszym planie i to z założenia

              no niestety tak, dzieci wygrywają, póki co, u nas jest dobrze :)))
              inna rzecz że rozmawiamy o tym że nie zawsze jest łatwo, o zazdrości
              o możliwości dzieci których my nie mieliśmy, o tym że też
              chcielibysmy żeby nami sią ktoś poopiekował :)
              nie deprecjonujemy tych nie do końca zaopiekowanych dzieci w nas
              samych.

        • burza4 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 15.06.10, 16:51
          w normalnych rodzinach potrzeby dziecka zawsze są ważniejsze (mówię o
          potrzebach, nie kaprysach), rodzice w pierwszej kolejności rezygnują z własnych,
          żeby dla dziecka starczyło i na prywatnego lekarza, i na szczepionkę, i na
          kolonie. Na tym polega to, że dziecko jest ważniejsze.

          Tyle, że w pełnej rodzinie to jest niejako naturalne dla obojga, i po prostu
          tego się nie zauważa. "Rodzony" ojciec nie czuje dyskomfortu jeśli musi np.
          zadowolić się gorszymi wakacjami bo dziecko potrzebuje 3 tysie na ortodontę. W
          rodzinie łatanej - to już nie jest tak oczywiste.

          Stąd właśnie szczególna trudność związków rekonstruowanych - bo pod uwagę bierze
          się nie tylko własne odczucia, ale i odczucia dziecka i czasem rezygnuje ze
          związku, choć gdyby nie dziecko facet nam by pasował. W określonych sytuacjach
          stawia się dziecko na pierwszym miejscu, co nie znaczy, że automatycznie
          potrzeby partnera są ignorowane. Da się pożonglować tak, żeby wilk był syty i
          owca cała.
          • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 15.06.10, 21:20
            Verdana, Rumpa, Burza_4, Rozważna... wszystkie "po trochu" macie rację. gdyby
            mój partner mi zarzucił, że po kiego diabła kupuję córce trzecie buty w tym
            sezonie, skoczyłabym mu do oczu. Ale dlaczego to nie jest tak, że mężczyzna
            powinien sam rozumieć, że dziecko (czy moje czy nasz wspólne) po prostu więcej
            potrzebuje niż dorosły i już? Poza tym akurat moja córka ma zasądzone od byłego
            męża dość wysokie alimenty, ja również nie zarabiam źle, i moja mama często też
            "coś sypnie". Więc tym bardziej nie wiem, gdzie tu problem?
            • santo_inc Re: Co robię źle? Poradźcie.... 15.06.10, 21:25
              > Ale dlaczego to nie jest tak, że mężczyzna powinien sam rozumieć, że
              > dziecko (czy moje czy nasz wspólne) po prostu więcej potrzebuje niż
              > dorosły i już?

              Gdyż taka empatia i znajomość potrzeb dzieci jest bliska kobietom, nie mężczyznom.
            • negentropia Re: Co robię źle? Poradźcie.... 15.06.10, 21:30
              money, money, money...
            • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 15.06.10, 21:37
              I jeszcze jedno. Tak obiektywnie spójrzcie. Bez stwierdzeń, że 30-latka nie może
              być atrakcyjna. Mam kolegę (lat 32, po rozwodzie, bez dzieci), mogę powiedzieć,
              że to mój przyjaciel,znamy się kilka lat, mieszkamy kawałeczek od siebie,
              wieczorem często przesiadujemy na gg,mamy wspólne zainteresowania, muza, filmy,
              sprawy komputerowe (on jest informatykiem), wiemy o sobie wszystko, nawet rzeczy
              obrzydliwie intymne. Spotykamy się dość często, co 2-3 tygodnie, i nie możemy
              się nagadać. Ale....on mieszka z kobietą. Tzn kobieta zamieszkała u niego. Od
              niedawna. I wiecie co?...dziwi mnie to, bo naprawdę nie wiem o co w tym chodzi i
              gdzie tkwi tajemnica. W czasie gdy się poznali, mnie więcej po kilku tygodniach
              od poznania jej, przyszedł do mnie porozmawiać. Miał skruszoną minę, jakby coś
              przeskrobał, i stwierdził , że poznał D. I powiedział coś takiego "ale....ona
              nie jest taka jak myślisz, ona jest bardzo brzydka, w ogóle mnie seksualnie nie
              kręci, tylko po prostu mi przy niej dobrze". Minął jakiś czas, odwiedzali mnie
              czasem, ja chodziłam do nich,( gdy córcia była na weekend u taty), D. okazała
              się rzeczywiście, miłą, potulną lalką bez wyrazu, we wszystkim przytakującą
              facetowi, nudną i ...okropnie brzydką (wiem że większość powie że o gustach się
              nie dyskutuje, ale tu słowo brzydka będzie oznaczać bez figury, piersi,
              seksapilu, i wszystkiego, czego pożąda dojrzały facet). Po którejś imprezie, na
              której D musiała wyjechać do innego miasta do rodziców, M. wyznał mi, że nie ma
              w ogóle seksu między nimi, że ona wcale go nie kręci, że właściwie "są bo są",
              że z nią się nawet nie da o niczym pogadać....że on zawsze się nie może
              doczekać, kiedy przyjdę, że nie może się na mnie napatrzeć, że ze uwielbia być
              przy mnie i rozmawiać ze mną. Ale....chce być Z NIĄ. Dodam, że nigdy do niczego
              między nami fizycznie nie doszło, ale emocjonalnie....tego nie da się opisać. I
              mam pytanko: jak myślicie, dlaczego on tak właśnie robi? Po co się męczy, będąc
              z kimś kto go absolutnie nie pociąga? I ostatnie: dlaczego nie chciałby być ze
              mną? (chociaż nie chciałabym)??
              • santo_inc Re: Co robię źle? Poradźcie.... 15.06.10, 21:42
                > I jeszcze jedno. Tak obiektywnie spójrzcie.

                Ogarnij się! My patrzymy OBIEKTYWNIE! To Ty jesteś zaślepiona jakąś
                wyimaginowaną własną wartością, która sprawia, że zachowujesz się jak księżniczka...

                > Bez stwierdzeń, że 30-latka nie może być atrakcyjna.

                Kiedy może! Ale i tak rywalizacji na rynku z 20-latką, zwłaszcza bezdzietną, nie
                wygra mimo to.

                > I ostatnie: dlaczego nie chciałby być ze mną?

                Bo jesteś zadufaną w sobie egoistką.
                • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 15.06.10, 21:47
                  Na jakiej podstawie tak sądzisz? Albo zadam pytanie z drugiej strony: czy
                  kobieta w mojej sytuacji ma chodzić z wymalowanym na twarzy kompleksem niższości
                  i krzyczeć za byle pijakiem: "weź mnie, jestem nikim"???
                  • santo_inc Re: Co robię źle? Poradźcie.... 15.06.10, 22:26
                    > Na jakiej podstawie tak sądzisz?

                    Bo jestem facetem i wiem, na jakiej podstawie oceniam kobiety.
                • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 15.06.10, 22:18
                  Poza tym, gdybym rzeczywiście była a jego mniemaniu egoistką, raczej
                  powiedziałby mi o tym, że tak jest i że go to drażni (wiele rzeczy dużo bardziej
                  brutalnych mówiliśmy sobie prosto w twarz i nikt się nie obrażał).
                  • enith Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 03:11
                    Aryanna, to, że jesteś świetną przyjaciółką nie kwalifikuje cię automatycznie na świetną partnerkę. Widać ta brzydula, bez cycków i nudna jak flaki z olejem ma coś, czego nie masz ty, co sprawia, że twój przyjaciel woli ją od ciebie. Może zwyczajnie, skoro jesteś z nim tak blisko, spytaj, dlaczego nie chce być z tobą. Niewykluczone, że dowiesz się o sobie kilku rzeczy z punktu widzenia faceta, co pozwoli ci chociaż w jakimś stopniu zrozumieć, dlaczego nie jesteś atrakcyjna w oczach interesujących cię mężczyzn. Jestem pewna, że twój wiek i dzietność mają tu w gruncie rzeczy bardzo małe znaczenie, a problem leży gdzie indziej. Pogadaj z przyjacielem od serca, może podsunie ci jakiś pomysł?
              • serendepity Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 16:22
                Moze woli pania nijaka, bo odczuwa nad nia jakas przewage i wie, ze moze nad nia
                "zapanowac", a Ty na przyklad bylabys zbyt duzym wyzwaniem dla niego.

                W sumie to podobne do mechanizmu, ze mezczyzni nie maja nic przeciwko kochankom
                zachowujacym sie jak dziwki, ale ich zony najlepiej zeby byly dziewicami przy
                poznaniu i potulnymi barankami.
                • santo_inc Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 18:09
                  > W sumie to podobne do mechanizmu, ze mezczyzni nie maja nic
                  > przeciwko kochankom zachowujacym sie jak dziwki, ale ich zony
                  > najlepiej zeby byly dziewicami przy poznaniu i potulnymi barankami.

                  A to dotyczy żon, czy tylko matek ich dzieci?
            • verdana Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 13:20
              Potrzebuje być moze więcej czasu, więcej rzeczy (bo wyrasta), więcej
              pieniędzy (bo kursy, języki itd). problem w tym, ze Twoim zdaniem
              potrzebuje także więcej uczucia niż potencjalny partner i tego, aby
              być centrum Twojego zycia. partner ma zaakceptować, ze będzie zawsze
              na drugim planie - i jego potrzeby i uczucia. Partner powinien być
              równie wazny co dziecko - a Ty zakładasz, ze nie jest i nie będzie.
              Watpię, czy ktokolwiek jest skłonny wejść w tego typu związek.
              • ki_czort Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 15:34
                Santo bardzo chce sprowadzić autorkę do parteru, ciekawe dlaczego, jakieś
                kompleksy może.
                Masz mściwą satysfakcję kolego, że dziewczyna nie ma faceta? Na takiego
                wyglądasz. Czyżby Cię taka przebojowa trzydziestolatka skrzywdziła? Jeśli tak,
                to trochę Cię rozumiem, jeśli nie to daj se chłopie siana, bo zaraz będziesz
                pisał o 'wstrętnych egoistkach'.

                Autorko, kobieta może jest brzydka i nudna ale facet czuje się przy niej pewnie
                i bezpiecznie, w zupełności mu wystarcza towarzystwo takiej i w tym tkwi cała
                tajemnica. Może facet jest fajnym kumplem ale jeśli chodzi o kobiety to nie lubi
                się starać - i tyle.
                • santo_inc Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 18:11
                  > Czyżby Cię taka przebojowa trzydziestolatka skrzywdziła?

                  Nie, nie miałem nigdy do czynienia z dziewczynami starszymi, niż 29 lat i był to
                  mój świadomy wybór. :)

                  Co nie oznacza, że nie oglądam się na ulicy za kobietami w wieku 30 i 40 lat.

                  Wątkotwórczynię trzeba koniecznie sprowadzić na ziemię (może niekoniecznie do
                  parteru) bo buja w obłokach i tylko sobie robi krzywdę. Nie jest nikim
                  wyjątkowym, ze względu na dziecko (i moim zdaniem też na wiek) traci na starcie
                  pozycję i musi popracować, żeby znaleźć wartościowego partnera. A ona pracować
                  nie chce, bo po co.
                  • triss_merigold6 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 18:18
                    Może też pobyć sama załatwiając tylko dyskretnie kwestię potrzeb
                    seksualnych z jakimiś niezobowiązującymi kolegami. Bycie samemu bywa
                    miłą, spokojną przerwą między związkami.
    • enith Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 19:35
      Autorka wątku nie wzbudziła mojej sympatii. Nie wiem, czy to wina jej zafiksowania na sobie i dziecku czy niechęci do rozwiazywania problemów ewentualnych partnerów czy sugestia, że szczęśliwe są tylko głupie żony, które dają się mężom lać, tudzież wykorzystywać finansowo, czy też jej oparte na DWÓCH związkach przekonanie, że wszyscy faceci są źli... Nie wiem, ale sympatii mojej Aryanna nie wzbudziła. I chyba bezpiecznie jest założyć, że skoro ja ją odbieram w ten sposób, to przynajmniej część mężczyzn, których w życiu spotyka, też będzie ją w ten sposób odbierać.
      Pewnie zostanę za tę sugestię zjedzona, ale... próbowałaś serwisów matrymonialnych? Nie tych bzdetnych bezpłatnych z neta, ale prawdziwych, gdzie przeprowadza się szeroki wywiad na temat oczekiwań w stosunku do partnera, nas samych itd. itp.? Sporo znanych mi osób w ten sposób poznało swoje drugie połówki. Może warto spróbować tym samym z biegu eliminując "odrzuty atomowe", na które tylko traciłabyś czas?
      • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 19:45
        Wiem, że nie wzbudziłam sympatii. Dostrzegłam to już na początku, po kilku
        Waszych wypowiedziach. I nadal nie wiem dlaczego. A z tymi sugestiami masz
        rację. Uważam, że lepiej mają kobiety mniej spostrzegawcze ode mnie, które
        rzeczywiście widzą w partnerze mniej wad, mniej zagrożeń, np. z danej mu
        swobody, dostępu do konta, itp, itd. Dlaczego np zwykła kobieta, po
        przysłowiowej "zawodówce" może być szczęśliwa w małżeństwie, mieć fajną
        rodzinkę, przystojnego faceta, który otacza ją miłością, gwarantuje jej
        stabilizację, bezpieczeństwo, zawozi i przywozi z pracy... a ja mam we wszystkim
        pod górkę?
        Nie chodzi mi o zaspakajanie potrzeb seksualnych (jak ktoś wyżej wspomniał),
        tylko o kogoś na stałe, o wspólne spędzanie świąt, wyjazdy na weekendy, o
        rodzinne wyprawy, wędrówki, wczasy....
        • santo_inc Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 19:53
          > a ja mam we wszystkim pod górkę?

          Masz we wszystkim pod górkę bo zachowujesz się jak księżniczka na ziarnku grochu.
          • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 20:02
            Ty tylko niewybrednie komentujesz. Jeśli tak uważasz - podaj przykłady.
            Księżniczka poza tym nie radziłaby sobie tak jak ja, lecz chciałaby czyjejś
            pomocy. A ja po prostu potrzebuję akceptacji, fascynacji, chciałabym robić z
            mężczyzną wiele ciekawych rzeczy, mieć wspólne zainteresowania. Może to kogoś
            zdziwi- ale owszem, widzę sens życia tylko w związku. Po co mam jechać ze
            znajomymi na kilkudniową wycieczkę, skoro wiem, że wszyscy "sparowani", a
            kobiety moich kolegów patrzą na mnie jak na zło, mimo że się nie narzucam, nie
            jestem nachalna, ale i tak jestem zagrożeniem. Ja po prostu uwielbiam dyskutować
            z mężczyznami, może po trochu kokietować, strojem, zachowaniem. Ale i tak "te z
            pozoru nudne kobiety" będą miały swoich mężczyzn, a ja nie.
            • santo_inc Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 20:21
              > Księżniczka poza tym nie radziłaby sobie tak jak ja, lecz chciałaby
              > czyjejś pomocy.

              Ale Ty też chcesz, żeby facet był dla Ciebie oparciem, ale jednocześnie abyś Ty
              nie musiała być oparciem dla niego.

              Radzisz sobie normalnie, nie jakoś wyjątkowo dobrze, nie ma się czym podniecać.
            • triss_merigold6 A wiesz dlaczego? 16.06.10, 21:15
              A wiesz dlaczego te "zwykłe" będą miały (być może do czasu) swoich
              mężczyzn? Pierwsze skojarzenie jakie mi się nasuwa - bo one dają
              poczucie bezpieczeństwa. Są swojskie, znajome, stawiają proste
              wymagania, gotują tę zupę, czasem zrzędzą, czasem płaczą, nie
              wyrywają się do skuwania tynku ze ścian, pokazują chłopu nowe ciuchy
              etc. Życie z nimi jest w miarę proste, przewidywalne. To cenne, bo
              mało komu pasuje rollercoaster na co dzień.
              • santo_inc Re: A wiesz dlaczego? 16.06.10, 21:55
                > To cenne, bo mało komu pasuje rollercoaster na co dzień.

                Zwłaszcza, jeśli ten rollercoaster ma tylko wymagania, ale nic z siebie nie daje.
                • aryanna Re: A wiesz dlaczego? 16.06.10, 21:57
                  A skąd to wiesz, że nic z siebie nie daje? CO kobieta powinna dawać w związku?
                  Widzę, że uważasz się za eksperta.
                  • aryanna Re: A wiesz dlaczego? 16.06.10, 22:04
                    Poza tym jeszcze widzę, też, że cały problem sprowadza się do "gotowania i
                    obsługi mężczyzny". Jeśli kobieta jest atrakcyjna, zadbana, czysto w domu,
                    ciekawy i urozmaicony sex, chęć do szalonych wyjazdów, wycieczek....to czego
                    jeszcze trzeba? Bo teraz już naprawdę nie wiem.
                    • triss_merigold6 Re: A wiesz dlaczego? 16.06.10, 22:14
                      Jeso... zaczynasz brzmieć jak moja siostra wielkomiejska singielka
                      30+ i jej żałosne koleżanki - cuda wianki, doktoraty, MBA, podróże
                      po całym świecie a w życiu osobistym wielkie g.... od lat.
                      Gotowanie to metafora. Podstaw sobie w to miejsce ciepło i empatię.
                      Zamiast być taka non stop udowadniająca, że jesteś samodzielna,
                      spróbuj pobyć leliją - tego nie zrobisz, tamtego nie dotkniesz, tu
                      się brzydzisz, tam niewygodnie, za ciężko, nie umiesz, nie chcesz i
                      nie zrobi sam. Jedna z najstarszych sztuczek na świecie.
                    • premeda Re: A wiesz dlaczego? 17.06.10, 12:20
                      Albo jest się leliją co to nic nie umie, nie może, nie potrafi itd.
                      Albo się jest silną babą co to załatwia mechanika, skuwa tynki ze
                      ścian, zarabia więcej. Zarówno w jednym i drugim wypadku pozostaje
                      to do zaakceptowania. Układ po równo raczej się nie zdarza. Zresztą
                      ja jestem silna i związku z moim (też silnym) bratem sobie nie
                      wyobrażam, brr.
                  • santo_inc Re: A wiesz dlaczego? 17.06.10, 17:15
                    > A skąd to wiesz, że nic z siebie nie daje?

                    Bo widzę, że nic, czym tak się chwalisz, nie robi na mnie wrażenia.

                    > CO kobieta powinna dawać w związku?

                    A to akurat jest bardzo proste. Kobieta powinna dawać w związku to, czego
                    oczekuje partner.

                    > Poza tym jeszcze widzę, też, że cały problem sprowadza się do
                    > "gotowania i obsługi mężczyzny". Jeśli kobieta jest atrakcyjna,
                    > zadbana, czysto w domu, ciekawy i urozmaicony sex, chęć do
                    > szalonych wyjazdów, wycieczek....to czego jeszcze trzeba? Bo teraz
                    > już naprawdę nie wiem.

                    Może i komuś atrakcyjna kobieta z urozmaiconym seksem i chęcią do wyjazdów się
                    spodoba. Dla mnie to dużo za mało, bo atrakcyjność i urozmaicony seks to warunek
                    niezbędny jak dla mnie.

                    To to jest to, co z siebie dajesz? Niedużutko...
                    • aryanna Re: A wiesz dlaczego? 17.06.10, 21:15
                      A TY co potrafisz z siebie dać? a w odwrotną stronę już nie musi być? Jeśli
                      kobieta wobec partnera czegoś oczekuje to już źle???
                      • verdana Re: A wiesz dlaczego? 17.06.10, 21:32
                        Nie. Ale oczekujac musi brac pod uwage, ze od niej też partner
                        będzie czegos oczekiwał. I że obie strony mmusza się dostosować, nie
                        tylko jedna.
                      • santo_inc Re: A wiesz dlaczego? 17.06.10, 22:22
                        > A TY co potrafisz z siebie dać?

                        Ja potrafię z siebie dać zajebiście dużo, ale Tobie nie dałbym nic, bo od Ciebie
                        nic bym nie otrzymał.

                        Związek to spełnianie i zaspokajanie nawzajem swoich potrzeb. Ty tylko chcesz
                        brać, a nie dawać, więc zapomnij o otrzymywaniu czegokolwiek.

                        > Jeśli kobieta wobec partnera czegoś oczekuje to już źle???

                        Dobrze, jeśli oczekiwania obu stron są podobnego rzędu.

                        Ty masz tylko oczekiwania a nie dajesz nic wartościowego poza seksem i
                        atrakcyjnością. A to samo mogą dać młodsze, ładniejsze, bez zobowiązań.
                        • aryanna Re: A wiesz dlaczego? 17.06.10, 22:26
                          Nie powiedziałam, że tylko, tylko że AŻ. Masakra. Współcześni mężczyźni są
                          nastawieni tylko na "korzystanie" z kobiet.
                          • verdana Re: A wiesz dlaczego? 18.06.10, 09:29
                            Zaraz, czy ja dobrze zrozumiałam, że partnerowi masz do zaoferowania
                            seks i atrakcyjnosci i uznajesz, ze to ma mu wystarczyć???
                            Jeśli tak, to zapomnij o związku. Seks i atrakcyjność wystarczą
                            facetowi do tego, żeby iść z kobietą do łóżka, bez cienia
                            zobowiazań. natomiast na 100% nie wystarczą, aby stworzyć związek,
                            nawet przelotny.
                            • aryanna Re: A wiesz dlaczego? 18.06.10, 21:20
                              A czy i gdzie ja powiedziałam,że oferuję mężczyźnie TYLKO seks i atrakcyjny
                              wygląd? Chciałabym po prostu odnieść się do założonego z góry twierdzenia, że
                              kobieta po 30-tce i z dzieckiem, jest z reguły zaniedbana (rozstępy, fałdy tu i
                              tam, zmarszczki i kładzenie się do łóżka w papilotach) i do tego jeszcze
                              oziębła. Jestem dokładnym przeciwieństwem takich stwierdzeń. Pisałam gdzieś już-
                              nie znoszę nudy, w każdej dziedzinie życia. Jako żona/ partnerka, matka,
                              kochanka, przyjaciółka (kolejność dowolna). Uważam, że rutyna w związku zabija.
                              Uwielbiam ciekawe pomysły, tyle, że....nie mam z kim ich realizować. Natomiast
                              jako matka realizuję się na maxa. Ale...są jeszcze inne sfery życia. I tu mi
                              doskwiera samotność. I gdzie właściwie napisałam, że mam manię wyższości, że nic
                              partnerowi nie potrafię dać???
                              • verdana Re: A wiesz dlaczego? 18.06.10, 21:45
                                Cóż, zwiazek bez rutyny po prostu nie istnieje. jak to sobie
                                wyobrazasz - człowiek, ktorego sie dobrze zna jest zawsze w pewnym
                                stopniu przewidywalny, lubi okreslone rzeczy, a innych - nie lubi.
                                ma jakąś pracę, którą wykonuje i trudno, aby bez przerwy się
                                zmieniał, zaskakiwał, robił rzeczy nieoczekiwane. Wiecej - partner
                                zazwyczaj chce wiedzieć, na czym się opiera, nie przepada, gdy nagle
                                wszystko się zmienia, gdy druga osoba żąda zupełnie innych zachowań.
                                Chcesz miec urozmaicone zycie, stale cos nowego, dreszczyk itd -
                                tego jeden partner Ci nie zapewni. Być moze po prostu nie jesteś
                                osoba stworzoną do życia w związku.
                              • santo_inc Re: A wiesz dlaczego? 18.06.10, 22:02
                                > A czy i gdzie ja powiedziałam,że oferuję mężczyźnie TYLKO seks
                                > i atrakcyjny wygląd?

                                Nigdzie. Napisałaś, że dajesz:
                                * atrakcyjny i zadbany wygląd,
                                * czystość w domu,
                                * ciekawy i urozmaicony seks,
                                * chęć do szalonych wyjazdów, wycieczek.

                                Czyli tak naprawdę dajesz tylko wygląd i seks, bo całą resztę można mieć z
                                Ukrainką od sprzątania i kolegami, albo samodzielnie.

                                > Uwielbiam ciekawe pomysły, tyle, że....nie mam z kim ich
                                > realizować.

                                Widocznie są ciekawe, ale... tylko dla Ciebie.

                                > I gdzie właściwie napisałam, że mam manię wyższości, że nic
                                > partnerowi nie potrafię dać???

                                Wprost nigdzie, ale widać to z Twoich wypowiedzi, że masz się za nie wiadomo co,
                                a tak naprawdę Twoja wartość na rynku potencjalnych partnerek dla faceta jest
                                mierna.
        • triss_merigold6 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 20:02
          Ponieważ brzmisz roszczeniowo i na podstawie własnego, niezbyt
          wielkiego ilościowo i jakościowo doświadczenia, generalizujesz.
          Mężczyźni są różni i mają różne potrzeby, podobnie jak kobiety.
          Niemniej powiem Ci jako wykształcona i nieustannie stymulowana
          intelektualnie, dokształcająca się kobieta: to rzadko kiedy
          przesądza o trwałym zainteresowaniu męzczyzny. Jasne, że wielu panów
          lubi mieć partnerkę do bardziej wyrafinowanych rozmów niż o
          schabowym, działce i zakupach w Tesco, ale brak takich
          wyrafinowanych rozmów - przy innych zaletach kobiety - nie
          dyskwalifikuje. Albo dyskwalifikuje rzadko.
          Ta, jak piszesz, "zwykła" raczej nie analizuje, nie zagłębia się w
          szczegóły - chłop ma być przyzwoity, jurny, dbać o dom i dzieci, nie
          chlać za dużo, na noc wracać do domu i nosić ciężkie rzeczy. One nie
          są mniej spostrzegawcze od Ciebie - śmiem twierdzić, że instynkt
          samozachowawczy i priorytety mają lepiej ustawione.
        • enith Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 20:05
          Aryanno, jeśli chodzi o dobór mężczyzn byłam i jestem cholernie wymagająca. I NIGDY nie miałam z tego tytułu problemów z zawieraniem związków. Co więcej, w większości trafiałam na fajnych, wartościowych i interesujących mężczyzn. A wierz mi, jestem wyjątkowo nietolerancyjna, gdy idzie o nałogi, rozrzutność, brak szacunku, nieumiejętnosć panowania nad sobą itd. itp. Nie sądzę więc, by twoje niepowodzenia na polu damsko - męskim wynikały z tego, że nie zgadzasz się na wspólne konto czy okazjonalne picie alkoholu. Twoje niepowodzenia to efekt z góry przyjętego założenia, że fajnych facetów po prostu nie ma. Czyli dokładnie to, o czym ci już wyżej pisano.
          > Nie chodzi mi o zaspakajanie potrzeb seksualnych (jak ktoś wyżej wspomniał),
          > tylko o kogoś na stałe, o wspólne spędzanie świąt, wyjazdy na weekendy, o
          > rodzinne wyprawy, wędrówki, wczasy....
          Wiesz, nie na tym polega RODZINA. Rodzina to obok tego, co wymieniłaś, także choroby, tragedie rodzinne, niepowodzenia finansowe, gorsze dni, zniechęcenie, przemęczenie itd. To, czego ty szukasz to towarzysz wyłącznie na dobre, na przyjemności, do zabawy. I nie znajdziesz takiej osoby, Aryanno, bo nie ma na świecie ludzi, których życie usłane jest wyłącznie różami, a kolce się nie przytrafiają.
          • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 20:36
            Też obie macie po trochę racji. Od wczesnego dzieciństwa raczej wolałam
            towarzystwo chłopaków, do teraz zresztą, większość znajomych mam wśród mężczyzn,
            którzy mają kobiety (żony lub partnerki). Zawsze miałam typowo męskie
            zainteresowania, rodzicom mówiłam ze śmiechem, że mam tylko ciało kobiece, no i
            lubię się w miarę gustownie ubrać i mam figurę. Poza tym nic kobiecego. Piszę
            czasami na innych forach, dotyczących dzieci na przykład, ale tylko w kwestii
            wychowania lub kupowania czegoś dziecku. Prawdą jest, że zawsze większość czasu
            spędzałam w pracy, wolałam zarobić pieniądze i kupić niż ugotować. Ten temat dla
            mnie nie istnieje, nie lubię i nie umiem. Z politowaniem patrzyłam na moje
            młodsze koleżanki rozmawiające o przysłowiowych "pieluchach". Czułam się jakoś
            "ponad tym", i do tej pory się czuję. można powiedzieć, że moje małżeństwo
            rozwaliła "przyziemność", w narzeczeństwie byłam jego wielkim marzeniem, które
            po ślubie musiało szybko przeistoczyć się w służącą bez większego znaczenia. Nie
            było zachwytu, klimatu, seks tylko "szybki", bez udziwnień. Zaczęło mi tego
            brakować, i moje rozżalenie bardzo szybko przeszło w wybuchy złości, co kończyło
            się wulgaryzmami z jego strony, po czym wychodził na kilka piw do kolegów, a jak
            wrócił to łatwo sobie wyobrazić co było. Ot, i cała historia kogoś, kto kiedyś
            kochał i został odrzucony. A ja chciałabym tylko fascynacji, czułości i
            akceptacji w związku. I nie powiedziałam, że nie mogę dać tego samego.
            • triss_merigold6 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 20:45
              Cherie, chłopu w domu nie jest potrzebny kumpel, bo tych ma w pracy,
              klubie, na osiedlu, tylko kobieta. Nie ma powodu, żeby być
              szczególnie dumnym z "męskich" zainteresowań, cokolwiek pod tym
              pojęciem rozumiesz. Mnie też np. nie trzeba w chałupie klona
              przyjaciółki tylko mężczyzny, który jest inny.
              Kobieta czekająca z żarciem to archetyp, jeden z najstarszych kodów
              kulturowych. czasem mozna się wysilić.
            • enith Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 20:56
              > którzy mają kobiety (żony lub partnerki). Zawsze miałam typowo męskie
              > zainteresowania, rodzicom mówiłam ze śmiechem, że mam tylko ciało kobiece, no i
              > lubię się w miarę gustownie ubrać i mam figurę. Poza tym nic kobiecego.

              Słuchaj, a może ty zwyczajnie nie jesteś dość kobieca? Tym samym dyskwalifikując się w oczach 95% mężczyzn jako potencjalna partnerka? Ilu facetów chce w domu babochłopa? Pewnie jacyś są, ale w mniejszości. Zastanawiam się, czy ty nieświadomie nie pełnisz w swoich związkach roli mężczyzny? Strony silnej, decydującej, nie parającej się typowymi kobiecymi czynnościami, jak np. gotowanie. I przyciągasz osoby, które albo chcą cię zdominować (brrr...), albo całkowicie ci się podporządkowują (jeszcze większe brrr...).
              • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 21:26
                Wiem tylko, że czas spędzony z byłym mężem był jedną wielką rywalizacją. Kto
                zarabia więcej kasy, kto "jest lepszy"...nawet przed moim zajściem w ciążę
                robiliśmy sobie testy na IQ i na ewentualne IQ "juniora". Kiedyś to było
                śmieszne... A teraz jestem bardzo, bardzo nieszczęśliwa, gdy idę na ślub
                kuzynki, znajomego,...czasem w weekendy (gdy córka ma spotkanie z tatą) siedzę
                sama przy kompie i gram w gierki, albo czytam bzdury. Rodzeństwo za granicą,
                każde własną firmę założyło, pochajtane od kilkunastu lat, dzieciate. A ja....na
                imprezę czy do kina "doklejam się" na trzecią, co nie zawsze jest pożądane,
                głównie przez kobiety moich kolegów, bo oni wkręceni w dyskusję ze mną, a
                kobiety najlepiej wlazłyby do kanału. Mam córunię, jej poświęcam dużo czasu, ale
                zauważyłam, że też już zaczyna jej to przeszkadzać, że my tylko we dwie, że inne
                dzieci mają tatę w domu, rodzeństwo, wrzawę, przygotowanie masy jedzenia na
                święta. Podam przykład z ostatniego tygodnia: córka dostało zaproszenie na
                urodziny koleżanki do centrum zabaw dla dzieci, od 16.00 do 19.00. Zawiozłam ją
                na tę imprezę...i...musiałam ją tam zostawić. Łaziłam bez sensu po mieście i
                oglądałam ciuchy (również bez sensu- bo mam ich sporo). Teraz w sobotę mała
                idzie do taty. A ja? sprzątanie, potem wyskoczę gdzieś coś zjeść,może do
                fryzjera, i...? Gnicie przed TV albo przed kompem. Nawet na spacer nie mam z
                kim wyjść.
                • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 21:33
                  Zastanawiam się czy do psychologa nie pójść... Popadam z jednej skrajności w
                  drugą. Raz czuję, że mi tak dobrze jak jest, że mężczyzna to kula u nogi, że to
                  tylko zobowiązanie, bo trzeba na niego z obiadem czekać, a ja nawet w pracy mogę
                  dłużej zostać, albo z córką planujemy w weekend jakąś ciekawą wyprawę i nikt nie
                  wisi mi na głowie, że za dużo wydałam na dziecko. A gdy zostaję sama, bo wszyscy
                  wybywają z domu, to mam ochotę się pociąć. Po co cokolwiek ciekawego robić,
                  czytać, oglądać, skoro nie mam komu tą wiedzą zaimponować? Na co ciekawe
                  ciuszki, skoro nie mam dla kogo ich włożyć? Mam ubrać nowe ciuchy i łazić po
                  mieście? Śmieszne i smutne za razem...
                  • enith Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 21:43
                    Właśnie terapię miałam zasugerować.
                    • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 21:52
                      Wiem... Jest pewne ALE. Co mu powiem? Że chcę być z mężczyzną po to, żeby było
                      mi lepiej niż teraz? Że zazdroszczę innym kobietom obrączki na palcu,
                      zazdroszczę im nawet kredytów, bo się na nie odważyły? że ja nie potrafiłabym
                      podjąć ryzyka, np. wzięcia z drugą osobą kredytu na budowę domu, bo lubię sobie
                      zostawić furtkę na wypadek ewentualnego rozstania, a z takiego układu nie będzie
                      już odwrotu? Że wolę, by facet mieszkał u mnie, bo jeśli zacznie "podskakiwać"
                      spakuję mu walizki i wystawię za drzwi?? Wiem,że tu jest problem. Tylko skąd się
                      to wzięło???
                      • triss_merigold6 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 22:10
                        Tak, psycholog nie takie rzeczy słyszał. Idź, wypłacz się, wypluj
                        wszystkie pretensje do świata, żal, rozgoryczenie, samotność,
                        poczucie porażki. Dobry psycholog będzie Ci zadawał odpowiednie
                        pytania i skłaniał do refleksji nad swoimi postawami, tylko nie
                        możesz sobie kłamać i karmić swego starannie wypielęgnowanego
                        obrazu.
                        W kwestiach praktycznych: zostawianie sobie furtki finansowej jest
                        rozsądne ale na litość boską, facet nie musi o tym wiedzieć. Niech
                        Cię ręka boska broni przed podkreślaniem tego faktu. Zdefiniuj sama
                        sobie, co masz na myśli pisząc teraz "jak facet zacznie
                        podskakiwać" - co to znaczy, czego się boisz, czego chcesz/nie
                        chcesz. Konkret, z przykładami.
                        Mam wrażenie, że wbiłaś sobie do głowy, że potencjał intelektualny i
                        wiedza jest szalenie pożądanym walorem, mężczyznom to imponuje,
                        mężowie koleżanek są zafascynowani etc. Owszem, imponuje, fajnie
                        jest pogadać ale codzienność ma też wymiar praktyczny. W pracy się
                        intelektualnie realizuj.
                        • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 22:22
                          Dokładniej precyzując, chodzi mi o to, że nie potrafię nikomu nawet troszkę
                          zaufać. A mężczyźnie to już wcale. Mówisz o tym, że zostawianie sobie furtki
                          jest rozsądne, i że mąż/partner nie musi wiedzieć. Przecież czym prędzej czy
                          później padnie pytanie "ile zarabiasz?" I jeśli odejmiemy wspólne wydatki,
                          opłaty, itp, będzie wiedział ile zostaje (to tak nawiasem, żeby nikt nie mówił
                          że kasa najważniejsza, ale ja tylko podaję przykłady mojego braku zaufania).
                          Podam przykład z byłym meżem. gdy braliśmy ślub, pracowałam i miałam (wysoką)
                          rentę po ojcu. Od razu po ślubie założyłam konto, na które miała spływać wypłata
                          (mąż miał dostęp do tego konta), a renta + spoooro panieńskich oszczędności
                          zostało na innym koncie, tylko moim. Przez przeszło rok, nazbierało się tego
                          kilkanaście tys. Dodam jeszcze, że wypłatę przeznaczałam na dom i wspólne
                          wydatki. I jak niby miałam zrobić, by mąż się o tym nie dowiedział? Później już,
                          owo konto i dostęp do tej kasy stały się jego celem priorytetowym, pretekstem do
                          każdej kłótni, wypominał mi, że jestem "niewierna", że skoro ja mu nie ufam , to
                          on mi też nie, że "obcą krew do rodziny wpuścił", że jeśli nie jestem jego
                          sprzymierzeńcem to jestem wrogiem, itp. A ja już tak mam. Mogę kochać, ale nigdy
                          nie oddam komuś absolutnie wszystkiego. Tu tkwi problem.
                          • triss_merigold6 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 22:37
                            To z tym do psychologa, na forum nikt Ci nie pomoże, bo nie jest
                            kompetentny. Najpierw wyjaśnij SOBIE dlaczego nie potrafisz zaufać
                            (pomijając dwa nieudane związki), a potem czego chcesz od chłopa.
                            Jeso... wiedzieć może, przecież to qrwa widać czy ktoś ma własne
                            mieszkanie czy nie, ale nie komunikuj centralnie, że jak coś (mniej
                            dobitnego niż zdrada, hazard, alkoholizm, przemoc) to wypad.
                            Szczegółów o wysokości wynagrodzenia też nie trzeba sobie opowiadać,
                            wystarczy chyba wiedzieć z grubsza i ile idzie do wspólnego budżetu.
                            Nie wiem, tyle lat żyję, a nigdy z żadnym facetem nie miałam
                            wspólnego konta.
                            Ok, to, że lepiej nie trzymać wszystkich jajek w jednym koszyku to
                            jasne, ale nie eksponuj tego nastawienia. Zresztą normalny facet nie
                            będzie oczekiwał deklaracji oddania mu wszystkiego.
                      • verdana Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 22:11
                        Ale ja nie jestem pewna, czy Ty tak naprawde chcesz być z mężczyzną.
                        tzn, owszem, chcesz, ale pod warunkiem, ze związek nie zmieni
                        Twojego trybu zycia, ze nie będziesz miała nieprzyjemnych
                        zobowiązań, ze nie będzie "codziennosci" - czyli gotowania obiadów,
                        zakupów, sprzatania. I że w tym związku wszystkie Twoje potrzeby
                        beda zapokojone, a facet zgodzi się, ze jego potrzeby sa
                        drugoplanowe. Będzie zarabiał dużo, robił karierę, ale
                        jednioczesnie Ty będziesz tymi pieniędzmi zarzadzała, wiedzac o jego
                        wszystkich wydatkach. On ma zarabiać nie mniej od Ciebie, ale
                        jednoczesnie nie ma w niczym Cię przewyższać i nie tylko tego nie
                        okazywać, ale być Tobie podporządkowany i uznawać, że jesteś
                        wazniejsza.
                        Nie widzisz miejsca na kompromisy. Jeśli facet nie będzie dokladnie
                        taki, jak sobie wymarzylaś - związek uwazasz za zakonczony. Nie
                        jesteś w stanie w pełni sie zaangazować, a to odstraszy większość
                        kandydatów do stałego związku. Pomyśl też o córce - nie powinnaś
                        sprowadzać do domu żadnego faceta, jesli od razu myślisz o
                        możliwosci rostania.
                        Tak nie bywa, masz wymagania, ktorych nie spełni nawet królewicz z
                        bajki.
                        Co gorsza z Twoich postw bije niechęć i pogarda. Niechęć do
                        wszystkich facetów, uznawanych przez Ciebie albo za drani, albo za
                        nieudaczników. Niechęć do kobiet, ktore tylko dlatego są w
                        związkach, ze dały się zdominować. Niechęć do osób, ktore nie będąc
                        tak wspaniałe jak Ty, jednak mają faceta.
                        Psycholog się przyda - myślę, ze powinnaś popracować nad swoim
                        jednoczesnym poczuciem wyższośći (jestem lepsza od większości
                        kobiet) i niższości (nie mam faceta, coś jest ze mna nie tak).
                        • triss_merigold6 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 22:28
                          Ja tylko na marginesie, że niechęć z wielkim kwantyfikatorem jest do
                          przepracowania u psychologa. Da się i do tego bym autorkę zachęcała.
                          Z pogardą wobec reszty niedoskonałych kobiet będzie IMO trudniej, bo
                          to miło karmić swoje poczucie wyższości. Jeśli jeszcze niewerbalnie
                          okazuje je podczas spotkan z parami to za chwilę może stracić
                          wszystkie koleżanki - żadna nie lubi byc wysyłana do garów i obsługi
                          dziecka podczas gdy mąż bryluje przed zachęcającą go atrakcyjną i
                          wolną kobietą. Powiem szczerze - za próg bym nie wpuściła.
                          • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 22:43
                            Dlaczego nie wpuściłabyś za próg? (tak z ciekawości).. przecież, jak pisałam
                            wcześniej, nigdy nie miałam i nie mam zamiaru odebrać nikomu, co jego, trzymam
                            się z dala od cudzych mężczyzn, to tylko znajomi. po drugie: ja już od dziecka
                            mam niechęć do zdominowanych kobiet, to po prostu idiotki, tak myślę, i tego
                            chyba nie da się wyleczyć, bo każdy człowiek ma jakieś poglądy na dany temat.
                            Zawsze uważałam, że kuchnia nie jest szczytem aspiracji czy ambicji. Każdy ma
                            jakieś marzenia, jedni bardziej ambitne, inni mniej, a ja kuchni nienawidzę. Już
                            gdzieś pisałam, że jak już to podział obowiązków równo po połowie. I ostatnie:
                            dlaczego uważasz, że mam kompleks wyższości? nie sądzę, że jestem kimś bardziej
                            lub mniej wartościowym od innych. Jestem po prostu INNA. I czy to ma
                            przeszkadzać na znalezieniu drugiej połówki, która moje odchyły zrozumie? (np.
                            Nie chce, niech nie gotuje, itp.)
                            • triss_merigold6 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 22:53
                              Bo jestem zaborcza i nie lubię się irytować, a oglądanie nawet
                              chwilowej fascynacji osobistego partnera inną kobietą nie jest
                              fajne. Luz, mogę się przyznać.
                              Demonizujesz IMO tę kuchnię. Nie trzeba być pasjonatem, wystarczy
                              traktować robienie strawnego żarcia jako jeden ze średnio
                              przyjemnych ale obecnych w życiu obowiązków. Nie lubię wstawać o 6,
                              a wstaję, mycie podłóg nie jest moim hobby, a myję - taki sam mam
                              stosunek do kuchni. Chyba, że znajdziesz faceta lubiącego gotować,
                              bo tacy też są.
                              O podejściu do innych kobiet (wszystkie uważasz za zdominowane?
                              większość? może mają z tego profity?) jednak porozmawiaj z
                              psychologiem, ja się nie podejmuję.
                              Masz takie drapieżno-obronne nastawienie, prawdopodobnie większość
                              mężczyzn to faktycznie odstrasza.
                            • verdana Re: Co robię źle? Poradźcie.... 17.06.10, 08:52
                              Każdy jest "inny". Ja nie lubię sprzatać, ale jakoś nie przyszłoby
                              mi do glowy traktować tego jako zaletę, albo wyższość nad tymi
                              zdominowanymi, co jednak sprzątają. Podział obowiazkow równo po
                              polowie jest mitem - ten, kto więcej czasu spędza w pracy, zwykle
                              robi w domu mniej i trudno się dziwić. W dodatku Ty masz dziecko -
                              czy wliczysz obowiązki wobec dziecka do tej "polowy" - bo jeśli tak,
                              to okaże się, ze partnerowi przypadnie znacznie wiecej prac
                              domowych, jeśli nie - Ty będziesz zasuwać na okrągło.
                              Druga połówka może zrozumieć, ze nie gotujesz, o ile sama będzie
                              gotowała (sa ludzie, ktorzy nie przepadaja za jedzeniem całezycie
                              gotowych produktów). Nie zrozumie jednak, ze Ty nie masz zamiaru
                              robic niczego, czego nie lubisz.
                          • verdana Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 22:46
                            E, ja bym wpusciła, po rozmowie z tego typu kobietą mąż może by mnie
                            docenił, jako zmiatającą mu pyłek spod nóg. Inaczej raczej marne
                            szanse, aby kiedykolwiek tak pomyslał.
                            • triss_merigold6 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 16.06.10, 22:58
                              Ja nie, chyba, że z czystej złośliwości skierowałabym rozmowę na
                              tematy męsko-damskie. A generalnie kompleksów na temat własnego
                              intelektu i swobody wypowiedzi nie mam (znaczy miewam w pracy przy
                              redaktorach z 40-letnim stażem) więc jestem w stanie sobie wyobrazić
                              jak czują się te "zwykłe" z zainteresowaniami na bardziej
                              przyziemnym niż autorka poziomie. Niby nie mogą się przyczepić, bo
                              autorka męża nie podrywa, ale coś drażni.
    • kati1973 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 17.06.10, 10:04
      w skrajności wpadłaś w skrajność
      • ki_czort Re: Co robię źle? Poradźcie.... 17.06.10, 14:33
        Jak się tak będziesz spinać na punkcie faceta to nigdy nie znajdziesz fajnego.
        Odpuść sobie fiksację i czekaj co będzie dalej.

        BTW podwójne standardy sprawiają, że jesteś mało atrakcyjną partią - jak
        wszystko jest ok to ok, jak nie to wypie...j. Nie chcesz być frajerką a
        szukasz frajera, bo w razie kłopotów bierzesz nogi za pas.

        Może trudno Ci w to uwierzyć, ale mężczyźni to też ludzie, niektórzy -jak dobrze
        poszukać - są dobrzy, nie piją nałogowo, nie oszukują i nie dupczą na boku.
        Zamiast tego starzeją się, chorują i tracą pracę. I wtedy potrzebują wsparcia
        tak samo jak kobiety.

        Mnie nie przekonałaś swoja postawą.
        • aryanna Re: Co robię źle? Poradźcie.... 21.06.10, 22:21
          Masz rację. Może ja się po prostu nie nadaję do życia w związku, właśnie
          dlatego, że jest dobrze, gdy jest ok. Nie potrafię "na dobre i na złe". Po
          rozwodzie miałam zamiar "sobie odbić". Zacząć bardziej o siebie i o córcie dbać,
          żyć pewnym "komfortem psychicznym, że "nic nie muszę". I przyzwyczajam się już
          powoli do faktu, że będę sama. CHOLERNIE MI Z TYM ŹLE. Córka niedługo zaczyna
          2-tygodniowy pobyt u ojca (zasądzony, bo nie chciałam wyrazić na to zgody). A
          ja...? Uschnę chyba przez ten czas. Z samotności. Znajomi wyjeżdżają do Anglii
          do rodzinki. Siostra z mężem będzie na wczasach. Nie wytrzymam psychicznie.
          Zauważam, że od jakiegoś czasu systematycznie podłapuję "megadoły" i nic nie
          jest w stanie mnie pocieszyć. Znajomych owszem mam, ale wszystko "sparowane" lub
          też dzieciate. Może ktoś ze mną pogadać z godzinkę przy okazyjnym spotkaniu na
          mieście, ale na wieczór, weekend czy wakacje każde ciągnie "do swoich". A ja
          "swoich" po prostu nie mam. Nie mam dla kogo ani po co żyć. Po cholerę mi kasa,
          ?? nakupuję sobie ciuchów i będę sama chodzić po knajpach?? Prawda jest taka, że
          ja po prostu nie umiem żyć sama. Potrzebuję kogoś do rozrywek, rozmów, pragnę
          męskiej adoracji, słów uznania. Bez tego więdnę. I to w zastraszającym tempie.
          • radola1 Re: Co robię źle? Poradźcie.... 21.06.10, 23:35
            Spróruj poszukać znajomosci w sieci. Nie mówię żebyś wchodziła na
            jakieś czaty randkowe ale może szukaj ludzi którzy podzielaja twoje
            zainteresowania muzyką? Widzę że "podbijasz" swój wątek i załozyłaś
            nowy. To przykre że tak się czujesz. Tu jednak temat jest
            przerobiony "na wszystkie strony". Zostałaś "osądzona" Znasz zdania
            wielu na swój temat.
            Nie piszę tego złosliwie, tylko zwyczajnie uważam że mogłabyś tak
            poszukać przyjacół, a może znajdzie się ten ktoś?
            • pollyanna-ja Re: Co robię źle? Poradźcie.... 24.06.10, 11:27
              @ radola1 - dzięki za nakierowanie na ten wątek, choć sytuacja a.
              jest trochę inna, otwiera mi to trochę oczy...
              @ aryanna - moje refleksje:
              * dajesz dużo, jesteś tego świadoma, wiesz, co w związku ważne
              (gratulacje... mi tylko się wydawało, że daję dużo - nie dawałam
              prawie nic). Ale czy na tym nie kończy się twoje "dawanie"? Nie
              uważasz przypadkiem, że skoro dajesz "pełen komplet", to od teraz
              facet ma być wdzięczny i ubóstwiać cię za to wszystko? Kiedyś były
              walkmany, które oferowały sobą wszystko - były nowatorskie, można
              było na nich słuchać muzyki, a nawet nagrywać. Były szczytowym
              osiągnięciem techniki. Ale widzisz, ciągle trzeba iść dalej i dalej.
              To, że ofiarujesz na wstępie "full service", nie oznacza, że facet
              całe życie wytrzyma z tym samym. Już lepiej być totalnie
              niedoskonałą i doskonalić swój związek stopniowo... To moje obecne
              przemyślenia. W każdym bądź razie trzeba dawać ciągle coś nowego.
              * Samotność jest dobijająca. Facet by ci nie wystarczył, jeśli nie
              masz grona przyjaciół dookoła. Naprawdę nie masz nikogo dookoła? Czy
              w takim razie nie możesz wyjechać z tymi znajomymi? Zrób sobie też
              wakacje, wyjedź, nie myśl. Wyłącz się na te 2 tygodnie. Nie możesz
              uzależniać się w 100% od córki. Bez niej nie umiesz żyć? To oznacza,
              że wcale nie jesteś aż tak niezależna, jak ci się wydaje. I wcale
              nie jesteś silna. Nie mówię, że to wada - ale przestań wierzyć w
              swoją doskonałość. Ludzie niedoskonali są często o wiele bardziej
              interesujący niż ci najdoskonalsi. Rozejrzyj się dookoła. Musi być
              ktoś, z kim spędzisz sobotni wieczór czy cały weekend. A jeśli nie,
              to może pojedziesz na parę dni do rodziny? Albo, hehe, idź na jakiś
              zabieg chirurgii plastycznej. Nawet jeśli nie potrzebujesz ;-) Z
              siniakami i tak nigdzie byś się nie mogła pokazać, przynajmniej
              będziesz miała wymówkę :-p
              • izabelski Re: Co robię źle? Poradźcie.... 24.06.10, 20:18
                "W każdym bądź razie trzeba dawać ciągle coś nowego"...

                czy aby na pewno?

                czy nie chodzi o dawanie tego samego co na poczatku i z ta sama swiezoscia
                bo w pogoni za nowym, to bardzo latwo zapomniec o codziennosci

                chyba ze masz na mysli, ze my wszyscy sie zmieniamy i dlatego dajemy nowych
                siebie...
                • pollyanna-ja Re: Co robię źle? Poradźcie.... 24.06.10, 23:40
                  Może być i tak, chyba.
                  Generalnie chodziło mi o to, że dając nawet maksimum od siebie na
                  początku, nie można traktować tego jako pułap swoich możliwości, bo
                  to się znudzi.
                  Owszem, można dawać to samo, ale wciąż z radością, a nie oczekując
                  wdzięczności za coś, co daje się jak oczywistość.
                  Ale to bardzo trudne, choć trywialne.
                  • izabelski Re: Co robię źle? Poradźcie.... 26.06.10, 13:40
                    o to chyba chodzi, ze z osoba ktora wiele dla nas znaczy tak codzienna
                    trywialnosc sie nei nudzi

                    a zmieniamy sie i to bardzo, a w tej wspolnej podrozny zwanej zwiazkiem trzeba
                    sie dobrze komunikowac, zeby sie nei zagubic i nie pojsc w przeciwne strony bez
                    ogladania sie na partnera
Pełna wersja