Czy to już koniec?

05.06.10, 19:12
Jesteśmy małżeństwem 14 lat. Na początku było super - ciepło,
sympatycznie, naprawdę rodzinnie. Wspólne plany, urlopy, dzieciaki
(teraz 13 i 9 lat). I......... od jakiegoś czasu - koniec domowej
atmosfery. Mieszkamy od 6lat w nowym domu, wybudowanym za wspólne
pieniądze, ale......... mąż jest dyrektorem - ja tylko specjalistą w
budżetówce. I może dlatego się ze mną wogóle nie liczy? Nie
rozmawia? O niczym nie informuje? Ma swoje konta - do jednego dał mi
wspaniałomyślnie pełnomocnictwo, chyba tylko na odczepnego. Na inych
ma spore lokaty - na swoje nazwisko. Dzieci nastawia przeciwko mnie,
nie pilnuje aby pamiętały o różnych moich świętach. I oczywiście nie
sypiamy ze sobą. Mnie to strasznie męczy, bo mam `raptem 40 lat i
swoje potrzeby. Zasypiam placząc i budzę się płacząc. A on spokojnie
na to patrzy. Zrobilam się nerwowa, płaczliwa, wiecznie zła.
Nieszczęsliwa....... A on nic. Jemu dobrze, on myśli tylko o sobie.
chyba powinnam zakończyć tą farsę, ale szkoda mi dzieci. On jest
najlepszym tatusiem. Zwlaszcza dla corki. I troche sie boje czy dam
sobie rade.........
    • krzysztof-lis Re: Czy to już koniec? 05.06.10, 20:56
      > ale......... mąż jest dyrektorem - ja tylko specjalistą
      > w budżetówce. I może dlatego się ze mną wogóle nie liczy?
      > Nie rozmawia? O niczym nie informuje?

      Nie wierzę, że tylko pozycja zawodowa męża spowodowała ten kryzys.
      • aryanna Re: Czy to już koniec? 05.06.10, 22:05
        Nie, ale pozycja zawodowa dała facetowi więcej władzy, którą skrupulatnie
        wykorzystuje, tylko niestety nie tam gdzie trzeba.
    • marzeka1 Re: Czy to już koniec? 05.06.10, 22:01
      Skąd bierze się ta naiwność i uważanie, ze facet, który z tobą się
      nie liczy, przez którego płaczesz, jest dobrym ojcem dla córki? Bo
      spełnia jej zachcianki???? A przy okazji uczy, że z mamą można się
      nie liczyć.
      • czarnyraider Re: Czy to już koniec? 06.06.10, 10:50
        wez z Niego przyklad, rowniez zacznij myslec o sobie. Zobacz czy to
        pomoze. Zajmij sie soba. I nigdy, przenigdy nie poswiecaj niczego
        dla dzieci. Ktos madrze wczesniej napisal, ze to zaden wzor. Corka
        wpadnie na takiego samego meza jak Jej ojciec najprawdopodobniej, bo
        tak to zwykle bywa. Pokaz Jej swoja postawa, ze nie mozna Cie tak
        traktowac, ze kobiety sie szanuje. Czlowieka sie szanuje, z
        definicji. Stan na nogi, tym Jej najbardziej pomozesz. Nawet jesli
        teraz nie chce CI sie wstac z kolan. Wbrew sobie, probuj. Warto
    • mankatoja Re: Czy to już koniec? 06.06.10, 11:36
      Witaj.
      Mysle ze to nie tylko stanowisko sprawilo , ze tak sie maz zachowuje, ale na
      pewno dalo mu poczucie wladzy , pozory bycia silnym, meskim i niezaleznym. Jesli
      jest dyrektorem w szkole to znaczy ze byl pedagogiem, a wiec powinien byc
      empatyczny, ludzki i madry. Ja mam zblizone zajecie i zblizone wyksztalcenie a
      jednak palma wladzy mi nie dobila... bo tak naprawde musial takie despotyczne
      cechy miec wczesniej, tylko teraz spotegowala je sytuacja zawodowa. Pan i wladca
      w pracy i w domu? Najwidoczniej, cohciaz zakladam ze w pracy duzo bardziej
      spolegliwy. Tym bardziej ze stanowisko dyrektora w szkole czy innje owiatowej
      placowce jest na 5 lat. Nic stalego w gruncie rzeczy, chyba ze sie jest
      elastycznym i dopaduje do kazdego ukladu wladzy lokalnej.
      Ty jestes wyksztalcona i nie ma powodow aby czula sie gorsza. A na pewno nie ma
      powodow, żeby maz sie zachowywal jak piszesz bo to rodzaj przemocy ekonomicznej
      o psychicznej ( lokaty na siebie i buntowanie dzieci). Zapytals go o te lokaty?
      Uswiadomilas ze majatek jako malzenstwo macie wspolny? Zwrocilas uwage na swoje
      prawa jako zony i matki?
      A moze ejst inna kobieta, bo tak to rszoke z boku wyglada- przygotowanie do
      opuszczenia domu- lokat na potem, brak sesku, oddalenie i nastawianie dzieci.
      Troche znam zycie wiec nie pisze tego jako frazesy.
      Mysle ze przede wszystkim zacznij myslec o sobie. wolaj o pieniadze bo skor on
      ma lokaty to powiedz ze ty chcesz tez miec swoje. DBaj o siebie i zajmuj sie
      nowym hobby. O ojcu dzieciom ni emow zle, bo tego robic nie mozna ale dawaj im
      milosc i poswiecaj caz ich sprawom.
      I porozmawiaj wprost z mezem. O tym co czujesz, co cie niepokoi, co jest nie
      tak. To i tak nieuchronne a lepiej wczesniej wiedziec niz za pozno o co chodzi.
      Trzymam kciuki.
      • nikao22 Re: Czy to już koniec? 06.06.10, 13:00
        No niestety, mnie też to wygląda na chęć odejścia. Rozmów było już
        mnóstwo - każda kończy się moim płaczem i jego stwierdzeniem, że nie
        wie o co chodzi, wszystko jest ok. Nie widzi żadnego problemu w tym,
        ze ja na każdym kroku czuję się pomijana. Od lokat począwszy na
        planach urlopowych skończywszy. wczoraj odbyła sie kolejna rozmowa,
        czy raczej mój monolog. Efekt? Nie wiem skąd u Ciebie takie
        odczucia. Za chwilę dzieci wyjadą na wakacje, chyba wtedy zażądam
        wizyt we wszystkich "jego" bankach i naprawy tej chorej sytuacji. A
        co dalej robić po prostu nie wiem. Chcę walczyć o siebie. Tyle, że
        nie wyobrażam sobie innego życia niż z nim. Dla mnie bardzo ważna
        jest harmonia domowa i dbanie o nią, nie chcę być
        kobietą "niezależną". I co teraz?
        • mankatoja Re: Czy to już koniec? 06.06.10, 15:06
          Dsokonale Cie rozumiem, bo kiedy jest sie "odstawionym" na bok, to trudno miec
          jakie skomfort psychiczny. Z teogco teraz dodalas wynika ze na pewno zamierza
          sie ewakulowac, a ponadto wwskazywac bedzie Ciebie jako winna, bo ..."sie wciaz
          czepialas". On idealny maz i ojciec a Ty wiecznie niezadowolona, ot niedobra
          zona i dlatego odszedlem. Nie pocieszam Cie, wiem, ale jesli on ignoruje Twoje
          wypowiedzi, jesli nie hcce przyjac do wiadomosci ze jest ci zle i chcialabys
          naprawic te relacje a on nie, to musisz zadbc o to zebys nie zostala na lodzie.
          Ani finansowo, ani psychicznie i w relacjach z dziecmi. To dobry p[omysl ze
          keidy dzieci pojada np. na kolonie, Wy bedziecie rozwiklywac te jego lokaty i
          inne rzeczy. Postaw sprawe jasno i bron Boze nie daj sie sprowokowac do awantury
          , spokoj to najlepszy srodek do tego zeby i on sie podenerwowal. Placz- jelsi
          facet kocha to palczaca kobiete pocieszy, a jesli ma jej dosc to najchetniej
          placzaca by wywalil za drzwi bo go irytuje.
          Utrzymac malzenstwo da sie tylko wtedy kiedy chce dwoje...
          niestety, do tanga trzeba dwojga.
          Nie chcesz byc sama, wiem, tez nie chcialami dalej nie chce. Ale jestem.I
          uwierz, nie ma dzieci wiec tym bardziej czuje sie samotnie.
          Ty je masz i nie strac ich tylko dlatego ze maz mialby je nastawic przeciw
          Tobie. Na to nie pozwol.
          Uda Ci sie.

          internetbezchamstwa.pl
        • sebalda Re: Czy to już koniec? 06.06.10, 17:43
          Jesteś kolejną kobietą, która powinna koniecznie przeczytać książkę, którą i mi
          tutaj doradzono. Ha, ktoś pomyśli, że pracuję w wydawnictwie, bo to już trzeci
          wątek w tym tygodniu, w ktorym ją polecam, ale tak nie jest. Tutejsze forum jest
          po prostu miejscem, gdzie piszą kobiety, ktore są traktowane przez mężow i
          partnerów w pewien typowy, schematyczny sposób, w którym umniejsza się ich
          odczucia, wmawia im się winę, lekceważy i poniża, udając że nie ma sprawy, że
          same nie wiedzą, czego chcą. To takie typowe.
          Ta książka to Toksyczne słowa, agresja słowna w związkach. Polecam najgoręcej.
          Mnie pomogła bardzo.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Czy to już koniec? 10.06.10, 09:09
      Trudno powiedzieć czy to koniec, ale na pewno zmiana. Być może
      taka, której można było się spodziewać. Bo też nie wydaje mi się
      aby sposób zachowania męża zmienił się radykalnie. Musiał mieć do
      tego predyspozycje, a warunki zewnętrzne tylko je wzmocniły.
      Najbardziej niepokojące jest dla mnie to, że mąż uważa, że nie ma
      problemu, kiedy Pani go zgłasza i to wielokrotnie. Takie pomijanie i
      brak podjęcia rozmowy na temat przez Pania uznawany za ważny,
      wygląda na pewną stosowaną taktykę, w której chodzi o
      zdezorientowanie Pani z jednej strony i ukrycie swoje pozycji z
      drugiej. Dla Pani może to przypominać walkę z cieniem. Jest to
      bardzo niekomfortowa sytuacja. Ma w sobie coś upokarzajacego i daje
      pożywkę do snucia rozmaitych fantazji, których nie da się
      zweryfikować, a gdy Pani próbuje, to mąż zawsze może powiedzieć, że
      nie wie o co Pani chodzi. Uznawanie przez męża, że nic się nie
      dzieje, choćby w sferze seksualnej, pozwala mu zachować kontrolę
      nad sytuacją.
      Uważam, że powinna się Pani wyraźnie skonfrontować a w dalszej
      perpektywie zacząć dbać o swoje interesy. Oraz odłączyć od tej
      sprawy dzieci. Uznać, że dobry ojciec to nie oznacza od razu dobry
      mąż, a Pani musi teraz uregulować z nim swoje małżeńskie sprawy .
      Agnieszka Iwaszkiewicz
Pełna wersja