anzawa83
10.06.10, 13:09
Poznałam męża w szkole średniej , bardzo szybko zostaliśmy parą, po
3 latach zmieszkaliśmy razem. Jak byliśmy 5 lat razem wzięlismy
śłub. Półtorej roku ur. się pierwsza córka. Póżniej 2. Wtedy było
jeszcze ok miedzy nami. Problemy sie zaczeły kiedy mi się skonczyła
ręta po rodzicach a jego zwolnili z pracy. Szybko znalazł inna ale o
wiele mniej płatną. Często musimy gdzieś pożyczać aby starczyło na
jedzenie. OD tego czasu mój mąż potrafi słownictwo z ulicy na mnie
wylać. Słyszę że jestem dz... itp. Starsza córka co jest tego
światkiem kiedys tez tak do mnie powiedziala. Staram sie byc
cierpliwa, ale po 10 razie kiedy słysze epitet pod swoim adresem nie
pozostaje dłuzna. Wtedy zaczyna sie wojna. Gdy juz ucicha jest przez
pare dni dobrze. Do czasu kiedy mu np. nie zwróce uwagi np. ze ma
szklanke wynies. i potem juz niemam pochamowania z byle powodu
mi 'jedzie' Zdaje sobie sprawe ze to przez pieniadze, ze ciagle
brakuje ze jest nerwowy. ale ja juz dluzej nie moge. znowu sie we
mnie zbiera. znowu dzieci beda patrzec jak dwoje kiedys kochajacych
sie ludzie obrzuca sie błotem. Tak nie powinno byc. Nie mam juz sily
go wspierac w poszukiwaniu innej pracy, niechce mi sie aby bylo
lepiej. Chce zyc normalnie, chyba ze to jest normalne? Niestety
małzenstwo mich rodziców tez nie bylo idealne, ojciec mieszkał z
nami ale sam sobie gotował i pokój zamykał na klucz. Wiec nawet
niemam odnosnika. Chciałabym odejść, ale nie mam gdzie, nie miałabym
za czo życ z dziecmi. Dopiero od wrzesnia moge pójsc do pracy. Sadze
ze 2 źródło dochodu by nasze problemy rozwiązało, może by niebył
taki nerwowy. Ale ja niewiem czy tego chce.