Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzeczonego

11.06.10, 22:32
Jak w temacie.
Od samego początku. Problemem jest to, że jestem... mało kobieca.
Brak kobiecości objawia się u mnie w charakterze, przede wszystkim
nie mam w sobie żadnych cech, które chciałoby się widzieć u przyszłej
synowej: opieram swoje życie nie na emocjach, tylko na kalkulacjach,
mam decydujące zdanie w wielu sprawach, nie okazuję uczuć, nie
pozwalam nad sobą dominować. Nie mam też typowej dla kobiety
delikatności i uczuciowości w kontaktach z ludźmi, mówiąc szczerze:
jestem egoistką najczystszej wody. W dodatku mam spore ambicje
zawodowe i nie jestem skłonna do poświęceń.

Do tego wszystkiego doszedł ostatnio fakt, że w rozmowie z rodzicami
mojego narzeczonego, zmuszeni zostaliśmy do zadeklarowania się, czy
po ślubie (sic!) mamy zamiar mieć dzieci. Przedstawiliśmy naszą
wspólną decyzję, że nie. To spotkało się z ogromną dezaprobatą ze
strony moich przyszłych teściów, która odbija się już ponad pół roku
na mojej osobie - jestem poniżana, obwiniana o wszystkie
niepowodzenia w jego życiu, stawia się mnie w bardzo negatywnym
świetle, wręcz robi się ze mnie potwora.

Utrudnia mi to życie.
Nie mówcie mi, że kiedyś zmienię zdanie, że obudzą się we mnie
instynkty macierzyńskie - otóż nie, nie obudzą się - nie mam w swoim
życiu ani instynktu macierzyńskiego, ani samozachowawczego (tak,
mówię poważnie). Męża i życie chcę dla siebie, nie dla reprodukcji,
która zakończyłaby jakkolwiek rozumianą atrakcyjność życia i świata z
mojej perspektywy. My w naszym związku oboje jesteśmy szczęśliwi,
jeszcze znosimy te wszystkie upokorzenia i nadal planujemy ślub - ale
naprawdę, trudno, coraz trudniej - widzę, że działania ze strony jego
rodziców są wyraźnie nastawione na rozbicie tego związku właśnie z
powodu mojej niechęci do rozmnażania.

Jak sobie z tym paskudztwem poradzić?
--
Światoobrazy prywatne
    • verdana Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 11.06.10, 22:43
      Masz natomiast dziwaczny stereotyp kobiecości:) Wszystko jest OK, do
      momentu bycia egositka najczystszej wody. To nie wpisuje się w
      oczekiwania nikogo, kto chciałby, aby z kims takim - niewazne
      facetem czy kobietą jego dziecko miało przezyć resztę życia.
      Wymagania co do rozmnażąnia się oczywiście są niedopuszczalne, choć
      jestem w stanie zrozumieć, ze ktos morze marzyć o wnukach i uznawać,
      ze wczesniej czy później syn pożałuje, ze nie chce mieć dzieci.
      Tyle, ze nie powinien tego mówić.
      • verdana Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 11.06.10, 22:47
        Może oczywiscie.
        To ten upał.
    • gonia_29 Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 11.06.10, 22:46
      Po pierwsze nie im a WAm ma być dobrze. Po drugie ile macie lat, że uważacie, że
      musicie spowiadać się RODZICOM z WASZYCH planów? Nie wyobrażam sobie takiej
      przepytywanki. Kurczę jak w jakimś przedszkolu!
      Trudno jeśli taki powód dla nich jest tożsamy z tym, że to w ich oczach Cię
      dyskryminuje/zaniża Twa wartość to trudno - nie będzie Ci się z nimi dobrze żyło
      -dobrze ma być z NIM- ewentualnie kontakty z jego familią będą
      chłodne/zimne/ograniczone/ może jak zobaczą, że ich zabiegi nic nie dadzą to się
      uspokoją względnie wAS zignorują. Myślę, że na drugi raz więcej asertywności się
      przyda.
      Deklarujesz jeśli już coś względem człowieka z którym wiążesz życie a ich
      wyobrażenia/marzenia to ICH sprawa.
      Błędem było to, że daliście się zapędzić w kozi róg. Nikt łącznie z Twoimi
      rodzicami tylko dlatego, że Cię urodzili nie może wpływać/naciskać na to jak TY
      i czy w ogóle będziesz żyła tym bardziej teściowie.
      Oczywiście fajnie jest mieć zdrowe/ przyjacielskie relacje ale nie za cenę
      siebie zwłaszcza w tak ważkich kwestiach.
      Jak sobie radzić?
      Żyć swoim życiem{partner tego też chce popiera -czyli najważniejsze}, nie dać
      się poniżać - grzecznie i zdecydowanie wyp. się jak zajdzie
      potrzeba/ignorować/ochłodzić stosunki/jak trzeba być złośliwą i nie dać się
      traktować jak przedszkolak?! Teściów też możesz odpytać z
      nieprzyjemnych/sprzecznych z Twoimi decyzjami -może też im będzie "przyjemnie"?!
      • gonia_29 Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 11.06.10, 22:48
        Użyłaś też słów, że nie masz instynktu samozachowawczego. HM wjechałabyś
        samochodem na mur, skoczyła z 4 piętra co by polatać? Jak nie to takowy instynkt
        masz. A z tym egoizmem? Prócz siebie widzisz potrzeby/problemy swoich bliskich
        partnera nie olałabyś ich gdyby potrzebowali pomocy etc?
        I rzeczywiście strasznie stereotypowo myślisz o kobietach! Ich "cechach"
        • cantodeum Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 11.06.10, 23:10
          tak. skoczyłabym. Mówię to, co mówię, będąc w pełni świadomą słów i
          ich znaczeń. Oceniaj to, jak chcesz - mam depresję zdiagnozowaną od
          wielu lat, bodajże już dziesięciu - ale to inna kwestia.
          Co do egoizmu - tak, zawiodłabym człowieka, który jest dla mnie
          ważny, gdyby było to sprzeczne z moimi partykularnymi celami.
          I wiem, że jest to gorszące dla większości "zdrowo" myślących ludzi.
          • gonia_29 Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 11.06.10, 23:51
            OK. Przynajmniej wiesz jaka jesteś. Jeśli Twoi bliscy też to wiedzą/czują też
            dobrze. Przynajmniej nie grasz/nie oszukujesz. Pewnie też jesteś świadoma, że to
            działa w dwie strony. To dobrze, że facet podziela Twoje wybory/pkt widzenia
            etc. Trudno jeśli Rodzice jego się nie zmienią/znaczy stanowiska to będzie
            kiepsko ale tego też jesteś świadoma. Żyjcie tak jak chcecie/możecie- nie
            wpisujecie się w schemat i tyle. Nie krzywdzicie innych a więc nie widzę problemu?!
            Najgorzej to stwarzać wrażenie/pozorować. A tu przynajmniej wiadomo na czym się
            stoi.
          • rumpa Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 11.06.10, 23:57
            Co do egoizmu - tak, zawiodłabym człowieka, który jest dla mnie
            > ważny, gdyby było to sprzeczne z moimi partykularnymi celami.

            serio się dziwisz, że cie nie akceptują?
            pal diabli dzieci, ale obawiam się że jesteś po prostu antypatyczna,
            co oczywiście nie ma nic wspólnego z kobiecością ale z męskością też
            nie.


            Nie mam też typowej dla kobiety
            delikatności i uczuciowości w kontaktach z ludźm

            to są cechy dobrze wychowanego i kochanego w dzieciństwie człowieka
            a nie kobiece. Ich przeciwieństwo to nie męskość tylko chamstwo i
            brak szacunku do innych. I tak się składa że w moim życiu była masa
            mężczyzn obdarzona nimi i masa kobiet kompletnie ich pozbawiona.

            nie
            pozwalam nad sobą dominować

            ciekawe, jak nie pozwalasz? bo może robisz to próbując zdominować
            innych?

            opieram swoje życie nie na emocjach, tylko na kalkulacjach,

            wszystkie kalkulacje są oparte na emocjach, pozbaw się możliwości
            ich odczuwania,a nie dasz rady się umówić nawet na spotkanie
            służbowe :)))) to już sprawdzone, doświadczalnie :)))
            ciekawe jest natomiast, na jakich emocjach są te twoje kalkulacje
            oparte?
            głowę daję, za na głęboko pogrzebanych i ... bardzo przykrych.


            mam decydujące zdanie w wielu sprawach

            decydujące czy zdecydowane ?
            i to też nie jest "męskością" tylko przeważnie dowodzi wąskich
            horyzontów, braku wyobraźni i dość taniej inteligencji, skierowanej
            raczej w kierunku takiego cwaniactwa życiowego. Często również
            zaburzonego poczucia bezpieczeństwa i chęci ułatwienia sobie życia
            kosztem jego zrozumienia. Co zazwyczaj kończy się przeciwnym
            efektem.

            ym. Mówię to, co mówię, będąc w pełni świadomą słów i
            > ich znaczeń. Oceniaj to, jak chcesz - mam depresję zdiagnozowaną
            od
            > wielu lat, bodajże już dziesięciu - ale to inna kwestia.

            To jest dokładnie ta sama kwestia. pytanie czy jest leczona i
            rozpracowane są jej przyczyny. Po oczach wali twoja niechęć do
            kobiet, żeby nie powiedzieć pogarda. Zupełnie jak u zbuntowanej
            nastolatki.
            Mieszasz pojęcia, posługujesz się jakimiś durnymi stereotypami rodem
            z koziej wólki, chcesz brzmieć jak zdecydowana i dorosła osoba, a
            wychodzi... to co wychodzi.

            Myślę że twoi teściowie in spe doskonale wyczuwają że jesteś ciężko
            zaburzoną osobą, temat dziecka był tylko pretekstem, by
            zwerbalizować to co czują podskórnie - że masz cholerne problemy ze
            sobą.
            Że nie można na ciebie liczyć.
            Po co im piąta kolumna w rodzinie?

            Takie rzeczy się czuje, coś nie pasuje, wizerunek osoby jest
            niespójny, ciągle coś trzeszczy i zgrzyta, ale to wszystko te
            pogardzane przez ciebie emocje, jak widać przez teściów też do końca
            nie szanowane i stąd oparcie się na historii z niechcianym
            macierzyństwem.

            I wiesz co, trochę śmieszne że taka egoistka tym się przejmuje?
            czemu nie utniesz kontaktów i z małą delikatnością im nie powiesz
            żeby spie...dalali?
            Co cię obchodzą? Przecież jesteś gotowa zawieść "człowieka, który
            jest dla mnie
            > ważny, gdyby było to sprzeczne z moimi partykularnymi celami."
            To co cie ruszają jacyś tam rodzice? Koniec kontaktów i tyle. Pieprz
            ich!

            Albo przedyskutuj to z terapeutą bo chyba masz rozdwojenie jaźni.
            • kobieta_z_polnocy Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 12.06.10, 11:05
              Mam podobne odczucia. Gdyby ktoś z moich bliskich związał się z tak antypatyczną
              osobą, też nie byłabym zachwycona. Z opisu autorka wygląda na niemiłą w obyciu
              i, co gorsza, nieco niebezpieczną osobę, potrafiącą mocno zatruć życie swoją
              nieleczoną depresją, samolubstwem i ogólną frustracją.
          • asia_i_p Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 12.06.10, 01:03
            Wiesz, ja rozumiem, że można nie chcieć zmieniać swojego egoizmu czy jak ty to
            określasz "braku emocji", ale jednak długoletnia depresja czy brak instynktu
            samozachowawczego leczone być powinny. Co z ciebie za egoistka, jeśli nie umiesz
            zadbać o siebie?
            Twój opis jak dla mnie sugeruje pewne cechy osobowości psychopatycznej
            (zwłaszcza ten brak instynktu samozachowawczego przy równoczesnym braku myśli
            czy prób samobójczych), ale psychopatą się nie można stać, a ty mówisz, że
            kiedyś te emocje były. Naprawdę jest ci lepiej bez nich?
    • ki_czort Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 11.06.10, 22:50
      Autoreklamę masz średnią, może teściowie nie lubią Cię z powodu innych Twoich
      cech? Dziewczyna, która mówi o sobie 'egoistka czystej wody' to marna synowa z
      punktu widzenia rodziców ewentualnego przyszłego męża.

      Niezależnie od tego, co do Ciebie mają, niewiele możesz zrobić. Dobrego związku
      teściowie nie rozbiją, więc ogranicz kontakty z rodzicami męża i tyle. Jak facet
      zawsze będzie stał po Twojej stronie to przetrzymacie, chociaż nie będzie miło.
      • aryanna Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 11.06.10, 23:00
        Autorka mówi o sobie "egoistka czystej wody", bo tak ją niektórzy spostrzegają.
        Głupia nie jest, widzi i słyszy opinie teściów. Kobieto tylko się nie poddawaj i
        żyj według planu, który sobie oboje z partnerem wytyczyliście. Nie można
        oskarżać kogoś o egoizm bo ma odmienne plany na resztę życia niż cała
        stereotypowa reszta. Wiele jest kobiet, które dały się namówić na zajście w
        ciążę (bo przecież tak trzeba) i potem powstają wątki typu "nienawidzę swojego
        dziecka". Smutne ale prawdziwe. Dobrze, że właśnie taki instynkt samozachowawczy
        posiadasz i wyczuwasz, że coś tu nie gra. Pozdrawiam.
        • aryanna Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 11.06.10, 23:01
          Przyszłych teściów miało być. Rozpędziłam się ;)
        • rumpa Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 12.06.10, 21:58
          ona o sobie tak mówi, bo taka jest.
          Taka mała naburmuszona, obrazona dzidzia, co skacze innym po brzuchu
          wołając jak ja cierpię - to Mrożka :)))
          weź głeboki odech, poczytaj jej posty i zastanów się, czy chciałabyś
          mieć taka przyjaciółkę...albo takiego meża.
          i popieram ją w decyzji nie posiadania dzieci, tak w ogóle :)))) w
          100% :)))
          • aryanna Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 12.06.10, 22:10
            Ja dopiero teraz przeczytałam cały wątek... Masakra. Ale przynajmniej nie
            kłamie, nie stwarza pozorów. A posiadanie dzieci również odradzam.
            • rumpa Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 12.06.10, 22:14
              ależ kłamie - sama sobie :)))
              co do pozorów - niby taka egoistka , a ma taki problem :)))) ubaw po
              pachy - egoistka w ogóle by nie rozmawiała na takie tematy, a w
              razie czego kontakty zakonczyla błyskawicznie i bez zbednych
              refleksji tudziez ceregieli

              zaburzone dziecko i tyle
              i zgadzam się - to co ma w głowie to masakra zblizająca się do
              rozdwojenia jaźni :(((
    • miacasa Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 11.06.10, 23:14
      Ano nie wpisujesz się w oczekiwania rodziny narzeczonego i prawdę mówiąc wróży
      to bardzo źle Twojemu związkowi. Niestety wchodząc do rodziny wchodzimy w pewne
      role, Ty chcesz wejść do rodziny a zarazem tych ról nie pełnić na zasadzie zjeść
      ciastko i mieć ciastko. Rodzina trwa gdy następuje wymienialność pokoleń, Twoja
      postawa jest zamachem na trwanie tej rodziny. Czego się spodziewałaś? Że
      radośnie Cię uściskają i powiedzą to cudownie, że nie będziemy mieć wnucząt,
      miło żyć ze świadomością, że nasza rodzina się kończy? Masz prawo żyć jak chcesz
      ale naiwnością jest oczekiwanie, że takie decyzje spotkają się z aprobatą i
      entuzjazmem rodziców narzeczonego, oni też mają prawo do marzeń a tak się
      składa, że od Twojej postawy zależy ich spełnienie.
      • cantodeum Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 11.06.10, 23:18
        Ok, Twoje argumenty brzmią logicznie - ale tylko logicznie.
        Z punktu widzenia współczesnej moralności "jednostkowej" posiadanie
        przez nich marzeń określonej treści nie legitymizuje jednak
        dokuczania mi ze względu na to, że nie mam zamiaru ich realizować
        kosztem swojej osoby.

        Cóż. Oni jednak mogą powiedzieć dokładnie to samo o mnie - i kółko
        się zamyka. Kto ma rację? Nikt. Każdy zaś ma swoje powody.
        • rzucampalenie Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 11.06.10, 23:40
          Jestes robotem?
          Nawet kobieta nieposiadajaca instynktu maciezynskiego,posiada wiecej ludzkich
          cech niz ty...
          Jednego faktu musze ci pogratulowac-faceta,ktory podziela twoje (dziwne wedlug
          mnie)zdanie.
          • cantodeum Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 11.06.10, 23:57
            Spoko. Przyzwyczaiłam się już do tego typu głosów.
            Co więcej - stałam się takim "robotem" właśnie dzięki życiu wśród osób
            posiadających więcej "ludzkich cech" ode mnie. :)
            pzdr.
            • gonia_29 A tu się mylisz 12.06.10, 00:04
              Jeśli miało się jakieś złe przejścia można przejść terapię/samu starać się
              zmienić nastawienie etc. Ludzie zbyt łatwo przerzucają odp. za swe czyny na
              innych lub latami taplają się w przeszłych nieszczęściach, które z perspektywy
              "dorosłej" wcale aż takie nie były. Niektórzy latami żyją przeszłymi krzywdami
              albo pielęgnują anse.
              • cantodeum Re: A tu się mylisz 12.06.10, 00:26
                Goniu, chodziłam na terapie, które nie pomogły. Za każdym razem
                opierały się one na powtarzanym schemacie: "musisz odnaleźć w sobie
                uczucia, popatrzeć na świat łaskawszym okiem, wybaczyć tym, którzy
                zrobili ci krzywdę, zaakceptować siebie". Zawsze starałam się
                wytłumaczyć terapeucie (łącznie trzem), że:
                1) nie mam problemu z odnajdywaniem w sobie uczuć. Uczucia są
                głębokie, długotrwałe - mogę kogoś kochać, mogę kogoś nienawidzić,
                etc. Nie mam natomiast emocji - z własnego wyboru, po prostu z
                doświadczenia wiem, że nieźle komplikowały mi one życie, przynosząc
                niepotrzebnych zmartwień.
                2) nie potrafię zmniejszyć moich wymagań co do innych ludzi - jestem
                cholernie wymagającą osobą, która ocenia ludzi bardzo restrykcyjnie.
                tak samo oceniam siebie - nie odpuszczam sobie, jestem nałogową
                perfekcjonistką.
                3) wybaczenie tym, co zrobili mi krzywdę - tutaj, obiektywnie rzecz
                biorąc, można doszukać się problemu z moją osobą, bo nie umiem
                wybaczać. Nie jestem w stanie "odpuścić" komuś, jeśli nawet mnie nie
                przeprosił (za rzeczy, które w dzieciństwie i wieku nastoletnim
                decydowały o moim życiu wewnętrznym, i widać właśnie, jak
                zadecydowały). Nie jestem w stanie wybaczyć człowiekowi, który prosto
                w twarz śmieje mi się, mówiąc, że niczego nie żałuje. Wg
                psychoterapeuty, wybaczenie pozwoliłoby mi się uporać z tą
                przeszłością. Ok, zgadzam się - ale ja nie mam w sobie - i nigdy nie
                miałam, od małego dziecka jakkolwiek rozumianej kategorii
                wybaczenia.
                Tak, wiem - nie jestem człowiekiem, jak ktoś już
                napisał ;)
                4) problemów z akceptacją siebie nie mam. Ani w kwestii wyglądu, ani
                też w kwestii relacji z otoczeniem. Moje życie mnie satysfakcjonuje.
                Na każdym polu.

                Jestem takim człowiekiem. Neurotycznym i antypatycznym. Zgadza się.
                Ale jest to mój świadomy wybór, poprzedzony wieloma latami pracy nad
                sobą, w czasach, kiedy starałam się jeszcze zmienić, dla jakkolwiek
                pojętego ideału "uspołecznienia". Mam inny niż większość system
                wartości.

                To, że nie umiem wybaczać, nie oznacza, że żyję przeszłymi krzywdami
                - mam, kolokwialnie mówiąc, to wszystko gdzieś. Odseparowałam się od
                ludzi, którzy byli z tym związani, ze świadomością, że nigdy nie
                wyregulujemy naszych stosunków nawet po to, by były "poprawne".

                Cóż więcej mogę napisać?
                • rumpa Re: A tu się mylisz 12.06.10, 00:48
                  Jestem takim człowiekiem. Neurotycznym i antypatycznym. Zgadza się.

                  no to czego , do cholery, oczekujesz?
                  żeby inni byli dla ciebie mili jak ty z duma oświadczasz że masz ich
                  w d...? I w dodatku, że to nie efekt zaburzeń , tylko twój świadomy
                  wybór?
                  Innymi słowy, mogłabyś inaczej ale wolisz tak?
                  Weź poczytaj co wypisujesz a potem baranek o ścianę. Jesteś aż tak
                  neurotyczna że ci się na intelekt rzuca?
                  Gdzie te słynne wymagania w stosunku do siebie?
                  Ile byłas na tej terapii?

                  Nota bene historia o terapeucie sugerującym że ci się poprawi jak
                  wybaczysz, jest aż nieprawdopodobna. Może poszukaj fachowca dla
                  odmiany?

                  Zawsze starałam się
                  > wytłumaczyć terapeucie (łącznie trzem), że:

                  Ja tam się nie dziwię że się starałaś im wytłumaczyć :)))
                  a oni pewnie mieli dokładnie takie same wrażenia jak ja, gdy cię
                  czytam - racjonalizacja, budowanie wizerunku itd
                  wcale bym się nie zdziwiła gdybyś tak naprawdę nigdy nie zaczęła
                  terapii i poszła tam sobie i innym udowdnić że wszystko jest ok i
                  panujesz nad sytuacją. Moja siostra ma ten syndrom.I moja kumpela -
                  załamała się w wieku 33 lat.
                  • triss_merigold6 Kocham Rumpę 12.06.10, 09:29
                    Kocham Rumpę. Musiałam zrobić coming out.
                    Rumpa, nie jesteś aby mną? Też mam siostrę z podobną jazdą - wszystko jest
                    super, full control.

                    Do autorki: Tobie się wydaje, że jesteś pozbawiona emocji. Emocje warunkują
                    procesy neurologiczne, reakcje, odruchy. Odczuwasz je kupują gazetę, pijąc
                    poranna kawę, uprawiając seks.
                    Mogę przypuszczać, że dla teściów perspektywa braku wnuków to najmniejszy
                    problem związany z osobą przyszłej synowej. Chcą zwyczajnie, żeby ich dziecko
                    żyło w szczęśliwym związku, a z osobą o tak poważnych problemach psychicznych to
                    niemożliwe.
                    • rumpa Re: Kocham Rumpę 12.06.10, 21:18
                      też Cie lubię Triss, nawet uzywam czasem Twoich określeń, jak mówią
                      naśladowanie jest najszczerszym pochlebstwem :)))
                      niestety jestem jedynaczką,a siostra = kuzynka pierwszego stopnia -
                      chyba jakies braki wychodzą :)))
                      a co do panny - pewnie w sumie biedne dziecko, ale od biednego dziecka
                      do potwora jest bardzo blisko. Coś o tym wiem :)
                • twoj_aniol_stroz Re: A tu się mylisz 18.06.10, 16:05
                  > 1) nie mam problemu z odnajdywaniem w sobie uczuć. Uczucia są
                  > głębokie, długotrwałe - mogę kogoś kochać, mogę kogoś nienawidzić,
                  > etc. Nie mam natomiast emocji - z własnego wyboru, po prostu z
                  > doświadczenia wiem, że nieźle komplikowały mi one życie, przynosząc
                  > niepotrzebnych zmartwień.
                  Masz zarówno uczucia jak i emocje natomiast nie masz kompletnie świadomości ich istnienia. Stworzyłaś sobie bezpieczną klatkę, która stała się Twoim światem i panicznie boisz się z tej klatki wyjść, bo wiesz doskonale, że będzie bolało, więc na wszelki wypadek wmówiłaś sobie, że ta klatka Ci w zupełności wystarczy, że życie na wolnosci jest nie dla ciebie.
                  > 2) nie potrafię zmniejszyć moich wymagań co do innych ludzi - jestem
                  > cholernie wymagającą osobą, która ocenia ludzi bardzo restrykcyjnie.
                  > tak samo oceniam siebie - nie odpuszczam sobie, jestem nałogową
                  > perfekcjonistką.
                  Jesteś przede wszystkim człowiekiem o bardzo niskim poczuciu własnej wartości, co daje w efekcie perfekcjonizm. Na zasadzie: będę KIMŚ jeśli będę windowała poprzeczkę na max wysoko. Nie tedy droga, nigdy nie znajdziesz się na samym szczycie wymagań i zawsze będziesz głęboko nieszczęśliwa.
                  > 3) wybaczenie tym, co zrobili mi krzywdę - tutaj, obiektywnie rzecz
                  > biorąc, można doszukać się problemu z moją osobą, bo nie umiem
                  > wybaczać. Nie jestem w stanie "odpuścić" komuś, jeśli nawet mnie nie
                  > przeprosił (za rzeczy, które w dzieciństwie i wieku nastoletnim
                  > decydowały o moim życiu wewnętrznym, i widać właśnie, jak
                  > zadecydowały). Nie jestem w stanie wybaczyć człowiekowi, który prosto
                  > w twarz śmieje mi się, mówiąc, że niczego nie żałuje.
                  I tu jest sedno Twoich problemów. Przyczyna, dla której nie chcesz mieć dzieci, przyczyna egoizmu, perfekcjonizmu, dominacji etc. Wybaczanie to proces, nie wierzę, że psychoterapeuta uporanie się z przeszłością uzależnił od wybaczenia. To Twoja prosta zależność, ale tak naprawdę to raczej uporanie się z przeszłością, zrozumienie i zaakceptowanie jej jest początkiem procesu wybaczania a nie odwrotnie. Teraz jesteś nadal małym skrzywdzonym dzieckiem, które nie akceptuje tego co się stało (w sensie nie przyjmuje do wiadomości) i czeka, że stanie się cud i wszystko się zmieni w piękną, sielankową bajkę. Nie zmieni się, było i nie ma szans na niebycie tego co się wydarzyło. Im prędzej to zrozumiesz tym lepiej dla Ciebie.
                  > 4) problemów z akceptacją siebie nie mam. Ani w kwestii wyglądu, ani
                  > też w kwestii relacji z otoczeniem. Moje życie mnie satysfakcjonuje.
                  > Na każdym polu.
                  Otóż nie :) To jest maska, którą założyłaś i uważasz, że to prawdziwa Ty. Prawda jednak jest taka, że zamroziłaś się by nie czuć bólu, zamknęłaś w klatce by nie mieć styczności z wolnością.Wszystko to robisz dlatego by przypadkiem nie poczuć. Czego? Bólu, który jest w Tobie, który czasem piknie, ale zostanie błyskawicznie zaklepany, udeptany i postaramy się zapomnieć o nim rzucając się w wir pracy, spotkań towarzyskich, sportów ekstremalnych, czy czego tam jeszcze dusza zapragnie.
                  > Jestem takim człowiekiem. Neurotycznym i antypatycznym. Zgadza się.
                  > Ale jest to mój świadomy wybór, poprzedzony wieloma latami pracy nad
                  > sobą, w czasach, kiedy starałam się jeszcze zmienić, dla jakkolwiek
                  > pojętego ideału "uspołecznienia". Mam inny niż większość system
                  > wartości.
                  To były lata pracy nad zamrażaniem siebie od środka. To nie ideał "uspołecznienia" był kiedyś celem, to raczej poczucie, że wszystko boli, że nie radzę sobie z tym, że jeszcze chwila i pęknę z tego bólu. I w ramach tego,że akurat nie było w otoczeniu nikogo (lub raczej został niezauważony) kto podałby rękę i pomógł przejść ten trudny czas, postanowiłaś zwiać przed tym bólem, zwiać w zracjonalizowanie wszystkiego, w perfekcjonizm, który miał zagłuszyć to co było w środku.
                  Powiem na koniec tak: ta droga prowadzi donikąd. To jest ślepy zaułek, niczym północna ściana Giewontu. Teraz wydaje Ci się, że panujesz nad wszystkim, ale to jest bardzo kruche i rozpadnie się w najmniej oczekiwanym momencie. Jedyna droga to wyjść z klatki, poczuć ten zamrożony ból i powoli zacząć oswajać to co dotychczas było zagłuszone.
                  Jest taki film: "Życie ukryte w słowach", bohaterka tego filmu przeżyła koszmar tortur i gwałcenia w czasie wojny bałkańskiej. Ona też zamroziła się bardzo skutecznie - zachowywała się niczym robot, bez uczuć, bez emocji, bardzo racjonalnie, idealnie... Do czasu... Poznała faceta,który pomógł jej się rozmrozić, pomógł zacząć żyć na wolności. Jej słowa na końcu filmu brzmiały: boję się, że kiedyś zacznę płakać tak strasznie, że z moich łez będzie morze, które mnie i ciebie pochłonie. To są słowa, które Ty mogłabyś z powodzeniem powtórzyć - jestem tego pewna.
      • aryanna Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 11.06.10, 23:24
        Ale kto tu powiedział, że autorka wątku ma pełnić role ustanowione przez
        ewentualnych teściów? I czy w ogóle teściowie są tutaj osobami decyzyjnymi?
        • kochamkotyijuz Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 12.06.10, 04:14
          Jestes zimna, wykalkulowana, skrajna egoistka.Znalazlas faceta ktory
          pokochal takie dziwadlo jak ty,zdominwalas go,wpoilas mu swoja wizje
          zycia (brak potomka) i co sie dziwisz ,ze jego rodzice sa przerazeni
          i zniesmaczeni.Nie wiem ile macie lat ,sadze, ze jestescie
          mlodzi.Jemu jeszcze moze sie zachciec dziecka (licz sie z tym) i co
          wtedy zrobisz???Porzucisz go, nie???Czyli co ,zranisz go,tak??I tego
          wlasnie nie chca rodzice dla swojego dziecka.Oczywiscie jest to
          tylko jeden przyklad bo wiadome jest ,ze osoba nie liczaca sie z
          nikim i niczym, pozbawiona emocji, wrazliwosci i ciepla, predzej czy
          pozniej zacznie krzywdzic partnera rowniez na innych plaszczyznach.
          Wcale nie musisz sie dostosowywac do wymagan tescow ,ale
          przyznasz ,ze wyjatkowo zle trafili z toba.Nie doszukalam sie ani
          jednej rzeczy za ktora moznaby cie lubic.Szczerze ?Zalamalabym sie
          gdyby mi syn przyprowadzil do domu takiego aroganta jak ty.Ja tam
          sytuacji nie znam ,ale mysle ,ze rodzice sa w stanie wiele zrobic
          aby uchronic dziecko przed nieszczesciem a mysle ,ze ty sie im
          wlasnie z takim pewniakiem kojarzysz.
          Na koniec dodam ,ze to dobrze ,ze taka osoba jak ty nie bedzie
          miec dzieci,dlaczego?to juz mowic nie musze........


    • enith Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 12.06.10, 02:51
      Za niepopularne, nie wpisujące się w ogólnie przyjęte kanony wybory życiowe (np. bezdzietność z wyboru) płaci się zazwyczaj wysoką i przykrą cenę. Nie ty pierwsza i nie ostatnia. Jedyną sensowną radą jest ograniczyć do minimum kontakty z tymi osobami, które naszych wyborów życiowych nie akceptują. Moi rodzice nie są przesadnie szczęśliwi z racji mojej bezdzietności, ale mają na tyle rozumu, by wiedzieć, że próby forsowania ich pomysłów na moje życie może skończyć się całkowitym zerwaniem kontaktów z mojej strony. Niechętnie, ale zaakceptowali mój i męża wybór i nie wracają już do tej sprawy.
      Co do rzekomego braku kobiecości... Rodzina twojego męża niewątpliwie wierzy w tzw. tradycyjny podział ról w małżeństwie: mąż pracuje, zarabia, decyduje, żona - rodzi dziecko/dzieci, zostaje w domu, podporządkowuje się mężowi. Wbrew temu, co wyżej napisano, ani nie wiążesz się z rodziną męża, ani nie masz obowiązku wpasowywać się w jej oczekiwania. Ty masz się dogadywać z mężem, małżeństwo stanowice WY, nie rodzice, nie teściowie, ale WY. Toksycznych, próbujących mieszać czy wręcz rozbić wasz związek ludzi, nawet, jeśli to wasi najbliżsi, trzymajcie na dystans, ustanowcie zdrowe granice w kontaktach. No, a już z pewnością nie spowiadajcie się im ze spraw tak intymnych, jak plany prokreacyjne. Co to za wypytywanki?? Co wy, dzieci wzięte na dywanik jesteście? "Nie będziemy o tym rozmawiać" - powtarzacie, aż do upadłego przy każdej próbie wyciągania z was intymnych szczegółów.
    • triss_merigold6 Zdziwiona? 12.06.10, 10:24
      Z opisu - socjopatia. Ewentualnie nie socjopatia tylko starannie wypracowany
      wizerunek na potrzeby obrony przed otoczeniem. Tak czy owak , nie wydajesz się
      dobrym materiałem do tworzenia związku.
      Depresję można skutecznie leczyć, jednak przy psychoterapii konieczna jest wola
      pacjenta i chęć współpracy. Autentyczna, a nie fasadowa. Tekstów o wybaczaniu
      profesjonaliści nie sprzedają. Brak instynktu samozachowawczego jest poważnym
      zaburzeniem, brak instynktu macierzyńskiego może być wtórny - natura wie co robi
      eliminując pewne osobniki z przekazywania puli genowej dalej.

      Rodzice mają prawo obawiać się, że ich dziecko wdepnęło w kanał, IMO kwestia
      braku wnuków jest na tle całości trzeciorzędna.
      Aha, walisz stereotypem kobiecości jak gimnazjalistka, która przeczytała coś z
      literatury feministycznej z lat 70-tych i niewiele zrozumiała.
      • verdana Re: Zdziwiona? 12.06.10, 13:16
        Cóż, mam doroslego syna, syn ma narzeczoną i zawsze sądziłam, ze nie
        będę się wtracać w związek, niezaleznie od tego, jaka będzie pryszła
        synowa (aktualna przyszla synowa to IMO dar niebios, ciekawe, jak
        dlugo wytrzyma z moim synem...). Ale po tym poscie zorientowałam
        sie, ze moja tolerancja ma granice. W wypadku osoby, ktora ma tego
        typu osobowość i nie zawaha się skrzywdzić partnera, o ile będzie
        jej to na rękę, zachowałbym się chyba jak typowa teściowa, usiłując
        zrobić wszystko, aby nie doszło do małżenstwa (i nie chodzi o
        wnuki). Podobnie, jak zrobiłabyjm wszystko, aby moje dzieci nie
        związały sie z alkoholikiem, psychopata czy damskim bokserem.
        • triss_merigold6 Re: Zdziwiona? 12.06.10, 13:21
          No dokładnie. Ktoś kto twierdzi, że nie posiada emocji oraz instynktu
          samozachowawczego może być zwyczajnie niebezpieczny, zwłaszcza w sytuacji
          jakiegoś kryzysu czy problemów.
          I nie, nie chodzi o te wyimaginowane wnuki.
          Hm... mój katalog nieakceptowalnych partnerów jest nieco szerszy ale generalnie
          obejmuje osoby z poważnymi dysfunkcjami, zwłaszcza psychicznymi czy emocjonalnymi.
    • triss_merigold6 Hehehe, luz, to dziecko neo 12.06.10, 13:35
      Wyszukiwarka mówi: panna ma 21 lat, bezskutecznie szuka pracy, ubiera się na
      czarno w stylu gothic, potencjalni pracodawcy ją zlewają za brak miłej aparycji.
      Twierdzi ponadto, że zna 7 języków.P
      Znaczy - spóźniony bunt egzystencjalny bachora, a nie żadna socjopatia. Dziewczę
      chce być oryginalne po prostu.
      Z tej perspektywy rozumiem już teściów in spe - bezrobotna małolata, ponura,
      dołujące siebie i otoczenie głębokimi filozoficznymi wywodami.
      • kochamkotyijuz Re: Hehehe, luz, to dziecko neo 13.06.10, 08:43
        Ciekawe jakie te jezyki zna.Prosze podejdz do konkurecji bo ja znam
        tylko piec ale za to wybitnie!!!!!!!
        Pani mila kiedy startujemy???
    • marianka_marianka Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 12.06.10, 15:56
      forum.gazeta.pl/forum/w,47403,112785464,112785464,mityczna_mila_aparycja_przy_poszukiwaniu_pracy.html

      O tu jest nasz neurotyczny "kwiatek":D
      • triss_merigold6 Dobra rada starszej pani 12.06.10, 17:27
        Zajrzałam z ciekawości do bloga linkowanego przez samą autokę.

        Idź dziecko, skorzystaj z terapii farmakologicznej, bo Twoje jazdy
        depresyjne są uciążliwe i dla Ciebie i dla otoczenia. Tobie dobry
        psychiatra jest potrzebny, a nie ślub. To nie świat Cię zalewa
        guanem, to Twój mózg nie produkuje serotoniny.
        Skończ jakieś studia, bo na razie masz średnie wykształcenie więc
        rojenia o karierze są na wyrost.
        Jak chodzisz na rozmowy kwalifikacyjne to zmień wyraz twarzy i
        ubierz się odpowiednio (czarne szmaty, rzemyczki i inne badziewie
        zakładaj w weekend). Pracodawca nie zatrudni kogoś kto ma na czole
        wypisane "Mam problemy psychiczne".
        Anoreksja i wielokrotne rzyganie w ciągu dnia to choroba - przyda
        się miły psychiatra zamiast ślubu.


        Z punktu widzenia matki: jakby coś tak niezrównoważonego i chorego
        startowało do mojego dziecka to zrobiłabym mnóstwo żeby przeganać to
        kijem.
        Najpierw niunia porządkujemy psychikę i zdrowie, a potem wchodzimy w
        związek.
        • marzeka1 Re: Dobra rada starszej pani 12.06.10, 17:52
          Kurczę, jako matka dwóch synów także odkryłam,że potrafiłabym być
          koszmarną teściową, gdyby ktoś taki mi dziecię chciał
          "uszczęśliwić".
          • niebieski_ptak5 PO co 12.06.10, 18:06
            wychodzić za mąż tak młodo, po co Ci narzeczony? Najpierw to jak tu piszą zrób z
            sobą porządek. Ponoć masz 21 lat i od 10 depresję? Sama to stwierdziłaś?
            Rzeczywiście brak chęci do rozmnażania{i wcale nie musisz to jest czyjaś
            prywatna sprawa} to mały pikuś przy Twoich problemach. Ile czasu próbowałaś się
            zmienić -4miesiące?
            Jakieś kity wciskasz.
            Rzeczywiście zastanawiające jest po co chcesz być z kimś w ogóle. Czyli
            pasowałoby Ci gdybyś miała operację a Twój maż/niemąż w imię partykularnych
            interesów poleciał na Ibizę a Ciebie kopnął w d....? Na zasadzie poradzisz
            sobie? Pomijam dzieci za co chciałabyś/ masz możliwość być kochana?
            Nie lubisz siebie jak możesz kochać/lubić innych i za co w takim razie?
            Przestałabyś chrzanić jak potłuczona i biedne dziewczę -nic nie zrobiłaś aby być
            trochę lepszą na zasadzie jakim mnie panie Boże stworzyłeś takim mnie masz.
            I TEŻ bym nie chciała żeby moje potencjalne dzieci/ktoś mi bliski był z taką
            osobą. Bo wybacz, nie żyjesz na pustyni społecznej ale co takiego dobrego
            potrafisz dać z siebie oprócz świętego oburzenia i niezbyt dobrego traktowania 2
            osoby?
            A z tym instynktem samozachowawczym weź nie pisz głupot bo już dawno byś umarła
            gdybyś taka mundra jak piszesz na co dzień była.
            • triss_merigold6 W sumie ciekawy przyczynek do dyskusji 12.06.10, 18:11
              W sumie ciekawy przyczynek do dyskusji na temat akceptowania lub
              braku akceptacji ewentualnych partnerów dzieci.
              Mam syna i gdyby przyprowadził takie zaburzone, sfochowane, obrażone
              na cały świat, dziewczę to sama bym mu doradziła, żeby zawsze bzykał
              w gumie jeśli już go tak bardzo kręci, a potem poszukał sobie
              normalnej kobiety do życia.

              Dziewczynka przeżywa ból istnienia jak nastolatka każdą komórką i
              jednocześnie opowiada coś o braku emocji, wielkie LOL.
    • marianka_marianka Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 12.06.10, 19:02
      Kolokwialnie mówiąc to "gó...ara". Jej światopogląd może się zmienić w ciągu paru lat o 180 stopni. Dzisiejsze "wiem na pewno" jutro okaże się "wydawało mi się".
      Ciekawe, że leczy się podobno na depresję od 10 lat, czyli stwierdzono chorobę u 11 latki?
      A co do "gotyckich klimatów", to słusznie napisał jeden z adwersarzy:
      "jeśli naprawdę ubierasz się w stylu glany do kolana, powłóczysta spódnica i rzemyki na przegubie, to pracodawca może nie traktować Cię poważnie.
      W takim stylu wygląda się fajnie mniej więcej do czasu ukończenia liceum potem - śmiesznie.


      --
      Gość:teddy bear: Odkryłem, że moja żona zwraca się do kolegi z pracy per "misiaczku". Dodam że mnie tak już od dawna nie nazywa... Moim zdaniem to co najmniej "dziwne"... Co o tym sądzicie? Odpowiedz by fragles: Pewnie już się dobrał do miodu, a ty nie możesz być misiaczkiem bo jesteś jelonkiem.
    • mister_yeasy Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 12.06.10, 19:23
      Boże chroń nasze dzieci od głodu,wojny, zarazy i potencjalnych życiowych partnerów typu cantodeum
      • gonia_29 i "prawdziwych" mężczyzn co ani skończyć ani zaczą 12.06.10, 20:01
        ć nie potrafią.
    • evenjo Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 12.06.10, 20:11
      mój boże...mam depresję, ale to nieważne, jestem niesympatyczną, cyborgowatą istotą-ale mam to już przerobione...to dlaczego żalisz się na forum-i to na dodatek "życie rodzinne"?-przecież nie tworzycie jeszcze rodziny a przyszli teściowie to na pewno nie rodzina...
      • mam_na_nia_alergie Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 12.06.10, 21:15
        Nie wpisujęsz się w oczekiwania rodziny?
        I dobrze, nie musisz. Tworzysz rodzinę (nieważne co cała reszta myśli o
        definicji tego, słowa. To jak ktoś jest adoptowany np. to już nie rodzina?
        owszem rodzina, bo tak się traktują, to samo tutaj)ze swoim partnerem. To
        wszystko po prostu nie musisz.
        A ta cała sterta komentarzy niżej na temat Twojego ubioru autorko jest żenująca,
        po 1sze to w stylu goth nie wygląda się dobrze tylko w liceum, bo to moda jak
        każda inna, mnie np. się podoba, w czym taka jedna w różowym, żółtym czy innym
        wygląda odemnie poważniej?
        Jak stokrotka i tyle. Nie chodzi mi o to żeby atakować inne style ubierania ale
        nie poniżajcie się wmawiając jej bunt młodzieńczy bo się oryginalnie ubiera.
        • rumpa Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 12.06.10, 21:52
          naprawdę nie dlatego jej go wmawiamy, panienka po prostu bredzi jak
          przerazony sfrustrowany dzieciak, obrażony na cały swiat, ze nikt go
          nie chce bezinteresowanie niańczyć i znosić humorów.
          A co do stroju, wiesz, ja jestem po uczelni artystycznej i jedno
          było pewne - im bardziej "odjazdowy" egzemplarz przychodził, tym
          większe badziewie pokazywał. Szczytem artystyczności były oczywiscie
          głupiutkie nastolatki, radośnie nadstawiające kuperki naszym
          kumplom.

          w czym taka jedna w różowym, żółtym czy innym
          > wygląda odemnie poważniej?

          Pewnie w niczym, może nieco bardziej optymistycznie :)))i zyczliwie,
          i nie ma obawy że poczestuje krwią nietoperza :)))
          Tak czy inaczej zapewne obie roboty nie dostaniecie, jeśli się tak
          zestroicie na rozmowę kwalifikacyjną w tak zwanej poważnej firmie,
          która chce robić wrażenie kompetentnej i zrównoważonej.
          Zawsze możesz szukac pracy w salonie tatuażu albo z motorami albo
          jako specjalistka od pR jakiegos metalowca, a ta w różowym w
          solarium.
          a tak w ogóle to po prostu uwielbiam rózowy i amarantowy, ale ja
          pracuję online głównie, robię za artystke wiec mi wolno, a poza tym
          jestem sympatyczna, usmiechnieta, zyczliwa, skora do pomocy i ...
          mam dzieci.
          Zdaje sie że ludzie mnie lubią, wiesz i sa skłonni wybaczyć
          niepowazne kolory, bo widać na kilometr że ja sama w sobie jestem
          jak najbardziej poważna i godna zaufania.
          I na pewno nigdy nie wystawie do wiatru, gdy podejmę jakieś
          zobowiązanie. Czy to zawodowe czy prywatne. A na pewno nie dla
          własnej korzyści.
          acha i znam babkę, która ubiera sie nieco gotycko, ale po pierwsze
          nieco, ze smakiem i stylem, nie jest chodzącym manifestem, co jest
          zawsze dziecinne i niesmaczne, i pozbawione klasy po prostu, nawet
          jak ma jakiś urok, bo nie ukrywam że mi sie taki wizerunek podoba, a
          przy tym jest przeuroczą kobietą.
          • mam_na_nia_alergie Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 12.06.10, 22:16
            rumpa napisała:

            > naprawdę nie dlatego jej go wmawiamy, panienka po prostu bredzi jak
            > przerazony sfrustrowany dzieciak, obrażony na cały swiat, ze nikt go
            > nie chce bezinteresowanie niańczyć i znosić humorów.
            Nawet jeśli ktokolwiek to tak postrzega to nie zmienia faktu że nie musi się
            dopasowywać do teściów, zwłaszcza w sprawie rozrodczości.

            > A co do stroju, wiesz, ja jestem po uczelni artystycznej i jedno
            > było pewne - im bardziej "odjazdowy" egzemplarz przychodził, tym
            > większe badziewie pokazywał.
            To tylko Twoje zdanie innym mógł się podobać. Poza tym ja nie ubieram się
            gotycko dla otoczenia tylko dlatego że dobrze się w tym czuje, tak samo jak ty w
            różowym. Mnie Twój róż nie przeszkadza więc i innym nie powinna moja czerń
            przeszkadzać
            Szczytem artystyczności były oczywiscie
            > głupiutkie nastolatki, radośnie nadstawiające kuperki naszym
            > kumplom.
            Zgodzę się, ale ja nie mówię o nastolatkach, tylko dorosłych kobietach takich
            jak ja, które wiedzą jak chcą się ubierać. Z zasady żadna moda nie jest gorsza
            od drugiej.
            >
            > w czym taka jedna w różowym, żółtym czy innym
            > > wygląda odemnie poważniej?
            >
            > Pewnie w niczym, może nieco bardziej optymistycznie :)))i zyczliwie,

            Nie prawda, skąd wiesz, że ja się nie uśmiecham i nie jestem życzliwa w
            kontaktach z ludźmi, to tak jak by powiedzieć że każda różowa jest dz*wką.
            Stereotypy.

            > i nie ma obawy że poczestuje krwią nietoperza :)))

            Hahahaha
            > Tak czy inaczej zapewne obie roboty nie dostaniecie, jeśli się tak
            > zestroicie na rozmowę kwalifikacyjną w tak zwanej poważnej firmie,
            > która chce robić wrażenie kompetentnej i zrównoważonej.
            Ja się za taką uważam bez względu na mój ubiór, ale pewnie na rozmowę ubrałabym
            się też w czerń tylko inną. Ale Ty też do poważnej firmy nie pójdziesz cała
            różowiutka bo Cię za głupią wezmą.
            Schematy
            > Zawsze możesz szukac pracy w salonie tatuażu albo z motorami albo
            > jako specjalistka od pR jakiegos metalowca, a ta w różowym w
            > solarium.
            Uwielbiam motory, ale mam inne plany
            > a tak w ogóle to po prostu uwielbiam rózowy i amarantowy, ale ja
            > pracuję online głównie, robię za artystke wiec mi wolno,

            Wolno każdemu lubić każdy styl i kolor ubierania

            a poza tym
            > jestem sympatyczna, usmiechnieta, zyczliwa, skora do pomocy i ...
            > mam dzieci.
            Pierwsze trzy ok, ja też, ostatnie niema tu nic do rzeczy od dzieci się
            mądrzejsza nie zrobisz, a jedynie Ci obowiązków przybędzie. A ja nie mam i mieć
            nie chce.

            > Zdaje sie że ludzie mnie lubią, wiesz i sa skłonni wybaczyć
            > niepowazne kolory, bo widać na kilometr że ja sama w sobie jestem
            > jak najbardziej poważna i godna zaufania.

            hahaha, dla mnie gdybym myślała stereotypowo już byś taka nie była. Nikt nam
            kolorów wybaczać nie musi ;)

            > I na pewno nigdy nie wystawie do wiatru, gdy podejmę jakieś
            > zobowiązanie. Czy to zawodowe czy prywatne. A na pewno nie dla
            > własnej korzyści.

            Ja również, mimo że nie mam dzieci i jestem ubrana na czarno i co?
            > acha i znam babkę, która ubiera sie nieco gotycko, ale po pierwsze
            > nieco, ze smakiem i stylem,
            Również lubię ubierać się stylowo, sama dobierać części i nie pije krwi
            nietoperza, chociaż pewnie wiesz jak smakuje bo o niej wspomniałaś ;)
            nie jest chodzącym manifestem, co jest
            > zawsze dziecinne i niesmaczne, i pozbawione klasy po prostu, nawet
            > jak ma jakiś urok, bo nie ukrywam że mi sie taki wizerunek podoba, a
            > przy tym jest przeuroczą kobietą.

            Podsumowując, oceniasz zbyt po wygladzie, osoba która ubrna jest wg Ciebie
            dziecięco, może okazać się symatyczną, odpowiedzialną osobą,
            a wiesz dlaczego autorka wątku nie może znaleźć pracy?
            Przez takie osoby jak Ty, które z góry skreślaja ją za wygląd


            • gladys_g Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 12.06.10, 22:30
              eee tam. Dorośli ludzie ubierają się stosownie do okazji, a wyrażanie siebie
              strojem zostawiają sobie na okazje prywatne, nie na szukanie pracy czy spotkania
              służbowe. Goth w korporacji wygląda mniej więcej tak:

              www.youtube.com/watch?v=QMntWakmuEk
              I możesz sobie tupać nóżkami, ale to nic nie da ;p
            • gonia_29 Wygląd to sprawa drugorzędna, dzieci też 12.06.10, 22:30
              chodzi o ogólne nastawienie do świata/siebie. Dwa 21 lat to czas na popróbowanie
              etc. większość związków zawartych młodo kończy się w okolicach 30. Nie ma sensu
              chajtnąć się tak wcześnie. Autorka ma za dużo problemów nic nie podaje czy i jak
              chce się leczyć jeśli chce taka być jak jest to cóż.............. nikt jej tego
              nie zabroni, widać i tacy ludzie maja partnerów. Tylko jeśli nie pomożesz
              partnerowi w chorobie/nieszczęściu bo Ci to nie będzie pasowało to po co być
              razem? Dbanie o swoje sprawy jest ok, zdrowy egoizm to niepopularne w tym kraju
              ale chyba o najbliższych dbasz/zajmujesz się czy nikogo niczego nie kochasz? Bo
              siebie chyba też nie za bardzo?!
            • rumpa Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 13.06.10, 00:26
              czytanie ze zrozumieniem masz na takim poziomie że aż mi się nie
              chce, nie mniej spróbuję, choć będzie to próba heroiczna:

              awet jeśli ktokolwiek to tak postrzega to nie zmienia faktu że nie
              musi się
              > dopasowywać do teściów, zwłaszcza w sprawie rozrodczości.

              czy masz kurde jakiś problem z tą rozrodczoscią? O ile się nie mylę,
              to wiekszość osób tutaj gremialnie poparła jej zdanie o unikaniu
              macierzyństwa a przekonanie o popapraniu umyslowym wyciagnęła z
              zupełnie innych przesłanek. Mam koleżanki bez dzieci i nigdy mi
              nawet nie przyszło do głowy którejkolwiek zapytac, dlaczego nie
              ma.Nie dlatego że nie wypada, tylko dlatego że mi to wisi
              kalafiorem, problem nie istnieje. Zupełnie jakby sie pytac, dlaczego
              jestes ruda, niby mozna, ale prawdopodobnie dotaniemy tylko porcję
              racjonalizacji absolutnie nieracjonalnego - bo tak mi się podoba.

              To tylko Twoje zdanie innym mógł się podobać.

              taaak, wiem że istnieje pogląd że "może się podbać". Co nie zmienia
              faktu, że pewne dzieła to po prostu kicze, bo zdradzają na kilometr
              nie łamanie konwenansów i odważne myślenie, tylko brak warsztatu,
              banalność obserwacji i błędy takie że bolą zęby. Są w dodatku -
              uwaga - nudne. Pewnym problemem jest niestety fakt że mnóstwo osób
              uważa że z racji posiadania oczu mają cokolwiek do powiedzenia o
              malarstwie. Podobny problem zachodzi z muzyką i mamy powszechnie
              uważanego za kompozytora muzyki poważnej Pana Rubika. Same oczy i
              uszy to za mało, aby sie wypowiadać, potrzebna jest jeszcze wiedza i
              to coś, wyczucie, które sie ma albo nie. Sztuka niestety nie uznaje
              demokracji.
              A tak demokratycznie, to nikomu sie nie podobało :))) radocha była
              setna, nawet sie zakładalismy i chyba raz czy dwa ktoś nas
              rozczarował na plus. W porównaniu z cudenkami jakie przynosili
              faceci o wyglądzie urzędników czy drwali i dziewczyny - superlaski
              czy wręcz przeciwnie - sprzataczki. Ale to byli artysci a nie
              pozerzy.

              Poza tym ja nie ubieram się
              > gotycko dla otoczenia tylko dlatego że dobrze się w tym czuje, tak
              samo jak ty
              > w
              > różowym. Mnie Twój róż nie przeszkadza więc i innym nie powinna
              moja czerń
              > przeszkadzać

              znowu brak zrozumienia. Ciuch , ozdoby i inne takie zostały
              wymyslone jako sposób komunikacji, rozpoznawania swoich,
              przekazywania wartości itd...
              Dlatego prostytutka ubierze sie inaczej niż zakonnica, a urzędniczka
              inaczej niż animatorka.
              Ja jestem postrzegana jako artystka, moje ciuchy sygnalizuja
              fantazję, wyobraznię, nienaginanie się do reguł - hehhe - sa reklamą
              moich zdolnosci zakomponowania siebie i dlatego przede wszystkim sa
              akceptowane. Nie mniej, nie sa to cechy dobrej urzędniczki badź
              reprezentatntki firmy, i podobny strój panią zdyskwalifikuje, bo
              nikomu nie bedzie się chciało sprawdzać, czy jednostka owa ma w d...
              kody społeczne czy jest po prostu głupia i ich nie rozumie a mimo to
              jest swietna zawodowo. Nie ma na to czasu, gdy stoi kolejka
              kilkudziesięciu czy kilkuset chetnych nieco bardziej spolecznie
              przytomnych. i niestey emo z podmalowanymi oczami przepadnie, bo
              szef sie będzie bał ze mu się powiesi na klamce od gabinetu po
              wystraszeniu wszystkich klientów. To sa fakty, mozesz mi strzelic
              cąły wykład o poprwaności politycznej ale to faktów nie zmieni.
              Nawet w Anglii, ojczyźnie przebierańców, panie w City chodza w
              szarych garsonkach a lateksowe ciuchy wkładaja na dyskoteke
              wieczorem, może razem z szefem, a nawet klientem. Ale to co innego -
              elasttycznosć i umejetnosć wchodzneia w różne role jest miarą
              dojrzałości.

              Nie prawda, skąd wiesz, że ja się nie uśmiecham i nie jestem
              życzliwa w
              > kontaktach z ludźmi, to tak jak by powiedzieć że każda różowa jest
              dz*wką.
              > Stereotypy.

              Nie obchodzi mnie czy sie usmiechasz, moja gotycka znajoma sie
              usmiecha, inne nie, i nie mam żadnych stereotypów , nawet
              napomknęłam, że look mi sie podoba.


              i nie ma obawy że poczestuje krwią nietoperza :)))
              >
              > Hahahaha

              prawidłowa reakcja, to był dowcip, co nie zmienia faktu że to
              autentyczna reakcja na smetne emo z makijażem na wampira.


              Ja się za taką uważam bez względu na mój ubiór, ale pewnie na
              rozmowę ubrałabym
              > się też w czerń tylko inną.

              No własnie o to mi chodzi, ufff, załapałaś... no i teraz pytanie za
              sto punk†ów - DLACZEGO ubrałabys inną czerń?

              Ale Ty też do poważnej firmy nie pójdziesz cała
              > różowiutka bo Cię za głupią wezmą.

              Mnie polecają, wiesz :)))
              moge chodzić jak chcę, zwłaszcza że często zleceniodawcę widzę przy
              okazji podpisania rachunku. Poza tym, jak powiedziałam, ja jestem
              artystka, mówia moje prace, nie ja. KTOs kto kupuje ksiązkę z moimi
              rysunkami mnie nie widzi i nawet najwiekszego tradycjonalisty nie
              wystraszę :)))
              A tak w ogóle to na codzień chodzę w spodniach i bluzach bajowych,
              bo mi sie nie chce grzebać po szafie :)))


              Wolno każdemu lubić każdy styl i kolor ubierania

              jasne, rany jakie to meczące, wolno wolno
              i dlatego szefowi wolno nie lubic rózowych lub czarnych panienek,
              podobnie jak klientom pań w kieckach po kostki
              i dlatego pracy w banku jako doradca klienta emo nie dostanie, bo
              tak sie składa że wiekszość klientów ucieknie z wrzaskiem, bo uwaga
              - WOLNO im lubic albo nie lubić


              Pierwsze trzy ok, ja też, ostatnie niema tu nic do rzeczy od dzieci
              się
              > mądrzejsza nie zrobisz, a jedynie Ci obowiązków przybędzie.

              Przed wszystkim możesz udawać przed światem, przed samą soba,
              tworzyć swój wizerunek - jedyne osoby których nie oszukasz, to
              dzieci i w ich zyciu zobaczysz swój portret.O ile masz jaja i nie
              wymyslisz usprawiedliwień w rodzaju "zły przykład" innych dzieci i
              geny po wujku zboczeńcu.


              Podsumowując, oceniasz zbyt po wygladzie, osoba która ubrna jest wg
              Ciebie
              > dziecięco, może okazać się symatyczną, odpowiedzialną osobą,
              > a wiesz dlaczego autorka wątku nie może znaleźć pracy?
              > Przez takie osoby jak Ty, które z góry skreślaja ją za wygląd
              >

              o matkoijezusienazareński....
              już więcej nie mam siły...
              ty chyba nastolatka jesteś albo bardzo wczesna dwudziestka, co?
              sorry, to takie szlachetnie ...nierealistyczne, bardzo Cie
              przepraszam, ale ma wrażenie że tarcza twoich ideałów zamieniła sie
              w przyłbicę.

              • mam_na_nia_alergie Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 13.06.10, 01:13
                Nie, to Ty nic nie rozumiesz, ja nie jestem nastolatką tylko dorosłą kobietą i
                wiem czego chce w życiu, ale tłumaczyć Ci więcej nie będzie bo z Twoich postów
                wynika tylko tyle: ja jestem artystka mi wszystko wolno. Zastanów się nad tym.
                A moja tarcza ideałów, to zasada: czyń to co chcesz, pod warunkiem że nie
                krzywdzisz nikogo (oraz siebie)
                A co do ubierania, oczywiście że wiem jak się gdzie ubierać, Ty mnie tego uczyć
                nie musisz.
                Aha i wpisz sobie co to jest goth, bo to napewno nie emo a z emo ja nie mam nic
                wspólnego. To ograniczenie myśleć że wszystko co czarne to emo. A mówię o
                stylach dlatego że większość z was, załapała jej bloga i jak tylko zobaczyła
                styl ubierania, to doczepiła się do tego, to był powód, tzw. kolejny argument.
                To jest dopiero dziecinna postawa
                • rumpa Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 13.06.10, 01:58
                  nie , mnie nie wszytsko wolno bo jestem artystką, tylko, dorosła
                  kobieto - LUDZIE TAK UWAŻAJĄ, ze mi wolno więcej, bo im się to
                  wpisuje w ICH schemat artysty i zdradza przy okazji braki w wiedzy
                  - bo artysta oryginał to wymysł XIX wieku, ale o tym ci biedacy
                  nawet nie wiedzą. Zreszta strasznie mnie to bawi, to znaczy
                  zestawienie wyobrażeń z faktami.
                  Nawet ironii z regułami nie wyłapałaś :)))


                  A moja tarcza ideałów, to zasada: czyń to co chcesz, pod warunkiem
                  że nie
                  > krzywdzisz nikogo (oraz siebie)

                  piekna i nieprecyzyjna


                  ha i wpisz sobie co to jest goth, bo to napewno nie emo a z emo ja
                  nie mam nic
                  > wspólnego. To ograniczenie myśleć że wszystko co czarne to emo.


                  mało mnie rusza, co jest goth a co emo a jeszcze mniej rusza to
                  prostą ekspedientke która wchodzi do biura i zamiast dziewczyny w
                  garsonce zastaje tam pannę w rzemykach na ręku. Za to niezłym
                  narcyzmem jest wyobrazanie sobie że ktos bedzie marnował swój cenny
                  czas na studiowanie różnic w czerniach i ozdobach. Ludzie chcą
                  załatwic sprawę szybko i sprawnie, bez niespodzianek i niepokoju,
                  jednostka te sprawę załatwiająca im wisi i powiewa, jest rodzajem
                  robota, bo spieszą się do swojego domu, swoich dzieci i psów, ale
                  nie do tego stopnia żeby ryzykowac kłopoty gdy osoba nie wyglada
                  profesjonalnie, tak jak powinna wyglądac osoba sprawujaca daną
                  funkcję.Rzemyki wygladają dla nich jak rdza na robocie i tyle. Nie
                  bedą wnikac, czy panna czy pan jest kretynem nie wiedzącym na jakim
                  świecie żyje czy geniuszem nonkonformistą. Pójdą do kogos kto na
                  pierwszy rzut oka wzbudza zaufanie> Być może to błąd i zrobią
                  głupio, ale tak zrobią, bo nie mają czasu na głębsze analizy a
                  często i wiedzy.

                  Widzisz róznica miedzy nami jest taka że ty sie nie możez odczepic
                  od swojej cennej osoby i swoich przekonań, a ja wiem doskonale że
                  moja osoba` i moje przekonania nie są wyznacznikiem kierunku w jakim
                  świat podąża tudziez właściwych reakcji.
                  Nie widziałam jej bloga, nie mam pojecia jak się ubiera i mam to
                  gdzieś, dla mnie może nosić różową spódniczkę baletniczkę, garsonkę
                  albo szaty Dziwy i wianek - takie pierdoły nie zmienią mojej opini
                  ze to cięzko zaburzony człowiek.
                  babka świeci własnym światłem wystarczy że otworzy usta czy tam
                  walnie w klawisze - nic więcej nie potrzeba.




          • aryanna Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 12.06.10, 22:26
            Może trzeba by było założyć osobny wątek pt. Dzieci EMO czy po prostu
            SUBKULTURY? ;)
            • mam_na_nia_alergie Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 12.06.10, 22:32
              aryanna napisała:

              > Może trzeba by było założyć osobny wątek pt. Dzieci EMO czy po prostu
              > SUBKULTURY? ;)

              Bardziej ja jestem różowa a inni nie chcą :P chlip

              • aryanna Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 12.06.10, 22:37
                Heh akurat w tym się mylisz. Nawet nie wiesz jak bardzo.
    • kol.3 Re: Może byś zniosła jajko? 13.06.10, 11:13
      A ponieważ nie chcesz mieć dzieci, możesz je sobie rozbić na głowie.
      Na pewno usłyszysz głuchy odgłos.
      Depresji nie lecz - jest to absolutnie, nieskuteczne, świat i tak nie
      zrozumie Twoich skomplikowanych problemów.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Nie wpisuję się w oczekiwania rodziny narzecz 15.06.10, 18:24
      Wypisała Pani szereg swoich cech, których jest Pani świadoma i które Pani
      akceptuje. Większość z nich bez problemu pozwoli Pani znieść taką sytuację jak
      nie akceptacja przyszłych teściów czy obrona swoich poglądów na życie. Proszę z
      nich skorzystać.
      Skoro Pani potrafi i chce żyć w zgodzie ze swoimi poglądami i nie chce iść z
      na kompromisy, to warto dać do tego prawo innym czyli na przykład rodzicom
      narzeczonego. Oni wiodą inne życie, z którego starają się być zadowoleni i w tym
      ich życiu nie mieści się radykalna narzeczona syna, która nie chce dać im
      wnuków, które sobie wymarzyli. Czują się czegoś pozbawieni i walczą o to
      sposobami, które są dla nich dostępne i które lubią np: krytyka i jątrzeniem.
      Jeśli ma Pani wsparcie narzeczonego, jeśli się kochacie , jesteście szczęśliwi,
      stać Was na nonkonformizm, to nie warto nic robić z jego rodzicami. Puszczać ich
      słowa mimo uszu, czynami się nie przejmować, robić swoje ale i im też pozwolić
      na to.
      Agnieszka Iwaszkiewicz
Pełna wersja