Do pań wierzących w alkoholików

13.06.10, 16:36
właśnie zginęła młoda, pracowita dziewczyna. Została zamordowana
przez kochającego mężusia. Za co? Za wiarę, k..., za wiarę! Za to że
będzie dobrze, ze on się zmieni, ze przestanie pić - a jakże
przestawał, kwiaty przynosił, pomagał ( a potem przestawał
przestawać) - ze będą rodziną, ze on doceni ja i pokocha ich
dziecko. Tak jak ona je kochała. I dlatego narażała na bicie,
awantury, obelgi, życie w piekle. Na koniec zaś oboje zafundowali
dziecku główną rolę w horrorze - znalezienie zabitej matki i
powieszonego ojca.
Dalej sobie tłumaczcie że dziecko musi mieć ojca. Szkoda tylko że
nie ma matki, prawdziwej matki, która będzie je chronić.
    • marzeka1 Re: Do pań wierzących w alkoholików 13.06.10, 16:41
      Tyle, że za kogoś życia nie przeżyjesz, nie dokonasz mądrych i
      słusznych wyborów (czasem szkoda), tylko że konsekwencje są czasem
      tak straszne, jak piszesz. Dlatego jako matka zrobiłabym chyba
      wszystko, by własne dziecko ratować przed związkiem z alkoholikiem,
      nieważne jak uroczym i obiecującym poprawę.
      • aryanna Re: Do pań wierzących w alkoholików 13.06.10, 21:33
        A jak znajdzie się już taka odważna, co pijanego, agresywnego durnia kopnie w
        dupę (przykładem jestem ja), to potem obrywa na forum że jest egoistką, do tego
        jeszcze rozpieszczoną. Owszem, jestem rozpieszczona, pochodzę z rodziny, gdzie
        tata do mamy zwracał się zawsze zdrobniale, NIGDY nie było kłótni, a zarobioną
        wypłatę kładł matce na stół z "kwitkiem". Był oprany, najedzony, dobrze ubrany i
        chyba zadowolony, niczego więcej nie chciał. Nie było żadnego wychodzenia z
        kumplami, picia, nie pamiętam taty po alkoholu. Ociec nie miał też żadnego
        dostępu do kasy na "lewe" wydatki. To był mężczyzna z klasą. Takich już nie ma.
        Dlatego ani raz nie żałowałam , że moja córka wychowuje się bez ojca. Wolę być
        tylko z nią, córcia jest pogodnym, radosnym i wiecznie uśmiechniętym dzieckiem.
        Jestem z siebie dumna, że oszczędziłam jej życiowej traumy.
        • verdana Re: Do pań wierzących w alkoholików 13.06.10, 22:02
          Muszę Ci powiedzieć, ze wizja idealnego faceta, jako kogoś, kto nie
          potrzebuje nic do szczęścia oprócz najedzenia się, oprania i
          ubrania, oraz nie dysponuije w ogóle pieniedzmi, zeby nie miał
          na "lewe" wydatki moze być przyczyną Twoich klopotów. Taraktujesz
          faceta jako dostarczyciela pieniędzy, którego jedynym obowiązkiem
          jest dac kasę i milczeć.
          A dziecko wychowywane bez ojca - dobrego ojca - traci bardzo wiele.
          Wychowywane przez matkę, ktora ma taki stosunek do facetów - z dużym
          prawdopodobieństwem będzie miała klopoty z założeniem własnej
          rodziny. Jest teraz pogodnym dzieckiem, może jedak zostać bardzo
          neiszczęśliwą kobietą.
          Trauma to nie tylko ojcec-przemocowiec. To takze rodzic, ktory
          pokazuje negatywny stereotyp plci przeciwnej. Tylko tego nie widac
          od razu. Skutki sa podobne, niestety.
        • krzysztof-lis Re: Do pań wierzących w alkoholików 13.06.10, 22:19
          > To był mężczyzna z klasą. Takich już nie ma.

          Mylisz pojęcia: "mężczyznę z klasą" z "mężczyzną pod pantoflem".
          • aryanna Re: Do pań wierzących w alkoholików 13.06.10, 22:21
            Ojciec nie był pod pantoflem. Był szczęśliwy i oddany rodzinie, i na tyle co go
            znam- nie pozwoliłby sobie na to.
            • rumpa Re: Do pań wierzących w alkoholików 13.06.10, 22:32
              daj spokój, Krzysia nie przekonasz :)))mój mąż też taki jest,
              podejrzewam , że Twój ojciec po prostu kochał Twoją matkę tak jak ja
              jestem kochana. I wbrew panującym na forum pogladom, nie nadużywam tej
              miłości. Podobnie jak zapewne Twoja matka. Mozliwe że jest to na tyle
              rzadkie, że ludziom uwikłanym w układziki i walkę o swoje wydaje się
              nierealne. Sorry for them.
              • aryanna Re: Do pań wierzących w alkoholików 13.06.10, 22:41
                To akurat zauważyłam. Trudny z niego partner do dyskusji ;) Podejrzewam, że
                wiele osób wyciąga wnioski z moich poprzednich postów, jeśli chodzi o stosunek
                do mężczyzn. Fakt, trudno u mnie o pozytywne nastawienie. Dmucham na zimne. Dla
                mnie najważniejsza jest córka. Łeb bym ukręciła draniowi, który by po "kilku
                piwkach" zrobił krzywdę dziecku.
                • rumpa Re: Do pań wierzących w alkoholików 13.06.10, 23:16
                  ja tam nawet kilku piwek u łagodnego nie toleruję :))) dla mnie
                  facet co potrzebuje piwka by się rozluźnić wypada z kategorii
                  mężczyzn.
                  i zawsze w szoku podchodzę do kobiet z rozczuleniem patrzących na
                  uchlanego chłopa :(((

                  Nota bene mój mąż swego czasu powiedział mi że nigdy nie pije jak
                  jest zestresowany, z definicji, nawet jak mu impreza wypada, nawet
                  tego jednego piwa.

                  Fakt, trudno u mnie o pozytywne nastawienie. Dmucham na zimne.

                  ja mam pozytywne nastawienie ale nie do mężczyz których ewentualnie
                  mogłabym wpuścic do dwojego życia. Napatrzyłam się na panie z
                  pozytywnym nastawieniem i nie zamierzam popełniac ich błędów. A że
                  bezwzględne statystyki pokazują że wśród panów więcej i złodziei i
                  bandytów i wszelkiego rodzaju zboków, toteż nawet przez moment nie
                  przyszło mi do głowy przymykać w upojeniu miłosnym oczu.
        • malwisul tego postu potrzebowalam..... 17.06.10, 23:06
          jeszcze dwa tygodnie temu mieszkalam w domu z moim bylym i corka 1,5 roczna, on
          pil.., duzo pil, prawie codziennie wieczorem (ok 18,19ej) nachlany szedl spac i
          juz nie dalo rady go dobudzic. Na poczatku obiecywal ze wiecej nie bedzie
          (bylismy razem 3,5 roku), z czasem jak mala byla juz na swiecie to przymykalam
          oko- zeby miala ojca. Mala do perfekcji opanowala slowa "tata spi" i pokazywala
          na tate. Dwa tygodnie temu wrocil nachlany jeszcze bardziej chyba niz zwykle
          (zawsze byl spokojny po alkoholu) o 21ej, mala juz spala. Od progu awantura wiec
          mowie, uspokuj sie bo mala spi, cicho bo mala spi... uslyszalam "pierd..e to" no
          i dostalam, uciekalam z pokoju do przedpokoju. Wiedzialam ze nie moge wyjsc bo
          mala spala. Na szczescie cale sie nie obudzila. Caly czas myslalam zeby tylko
          sie nie obudzila bo jeszcze ona by oberwala..... Dzwonilam po policje, spalil
          papierosa ja zamknelam sie w pokoju i trzymalam klamke, jak slyszalam ze
          odjezdza zeszlam na dol wzial ze soba mikrofalowke i komputer bo chyba przechlal
          cale swoje pieniadze... Byla policja, spisali co przez placz mowilam i
          pojechali, obdukcji nie chcialam, cala noc sie pakowalam. Minal dzien, wyzywal
          mnie od roznych ze sie wyprowadzilam, gadal ze zabierze mi mala :-? ze nie da mi
          ani grosza itp. Drugiego dnia chodzil i wszystkim w swojej wiosce mowil ze go
          pobilam, ze go okradlam i zdradzilam itp. Od trzeciego dnia do teraz prosi mnie
          o wybaczenie. Ja na poczatku jak sie wyprowadzalam powiedzialam sobie PIERWSZY I
          OSTATNI RAZ, potem zaczelam obwiniac siebie, ze go moze sprowokowalam... ale jak
          tylko staje mi przed oczami obraz malej jak patrzylam czy jeszcze spi i modlilam
          sie w duchu zeby sie tylko nie obudzila, zeby jej sie tylko nic nie stalo, zeby
          policja szybko przyjechala i wiem ze zrobilam dobrze i ze takiego ojca i takich
          akcji nigdy jej nie zafunduje.... NIGDY! Teraz czuje sie bezpieczna, wolna,
          spokojna choc przechodzi mi przez mysl czy moze nie dac mu kolejnej szansy, ale
          za duzo sie stalo, i dobrze ze tylko na tym sie skonczylo... Wygadalam sie
          troche bo mysle o tym non stop a nie wiem czemu wstyd mi mowic o tym otwarcie
        • default Re: Do pań wierzących w alkoholików 18.06.10, 12:59
          aryanna napisała:

          > Owszem, jestem rozpieszczona, pochodzę z rodziny, gdzie
          > tata do mamy zwracał się zawsze zdrobniale, NIGDY nie było
          > kłótni, .a zarobioną wypłatę kładł matce na stół z "kwitkiem". Był
          > oprany, najedzony, dobrze ubrany i chyba zadowolony, niczego
          > więcej nie chciał. Nie było żadnego wychodzenia z kumplami, picia,
          > nie pamiętam taty po alkoholu. Ociec nie miał też żadnego dostępu
          > do kasy na "lewe" wydatki. To był mężczyzna z klasą. Takich już
          > nie ma.

          Sorry, z całym szacunkiem dla Twojego ojca, ale ja bym takiego męża
          mieć nie chciała. To co opisujesz, to bardziej przypomina opis
          dobrze wytresowanego, posłusznego psa niż mężczyzny. A już tekst
          o "braku dostępu do kasy" rozwalił mnie dokumentnie. Czy Twoja matka
          w ogóle widziała w Twoim ojcu człowieka, czy tylko całkowicie
          ubezwłasnowolnione urządzenie do zarabiania pieniędzy ? Czy
          kiedykolwiek któraś z Was zastanowiła się, czy on naprawdę niczego
          więcej nie potrzebuje poza "opraniem, najedzeniem i ubraniem" ?
          Biedny, zahukany człowiek.
          • aryanna Re: Do pań wierzących w alkoholików 18.06.10, 21:25
            Niby dlaczego zahukany? Ja Go pamiętam, jako inteligentnego, oczytanego,
            elokwentnego mężczyznę z poczuciem humoru i do tego utalentowanego muzycznie.
            Szanował bardzo mamę. A kasę przynosili do domu oboje, nawet mama czasem większą
            "sumkę". Różnie to bywało. Poza tym, jeśli ktoś jest spokojny, opanowany,
            większość kwestii spornych rozstrzyga rozmową a ponadto szanuje żonę jak nikogo
            na świecie - to WYTRESOWANY PIES???
            • santo_inc Re: Do pań wierzących w alkoholików 18.06.10, 22:06
              > Szanował bardzo mamę.

              Pies też szanuje swojego pana. Na swój sposób, rzecz jasna.
          • santo_inc Re: Do pań wierzących w alkoholików 18.06.10, 22:04
            > Czy Twoja matka w ogóle widziała w Twoim ojcu człowieka, czy tylko
            > całkowicie ubezwłasnowolnione urządzenie do zarabiania pieniędzy ?

            Na innym forum ktoś, chyba nawet k-l, użył pojęcia "robobankomatu". :)
    • marianka_marianka Re: Do pań wierzących w alkoholików 13.06.10, 20:14
      To okropne co piszesz:( Zdarzają się takie historie, niestety...
      Jednakowoż wydaje mi się, że idą zmiany.
      Młode pokolenie jest świadome zagrożeń i szybciej reaguje rozwodem lub separacją. Są darmowe punkty, gdzie można uzyskać pomoc, fora i przede wszystkim alkoholizm jest piętnowany.
      To już nie te czasy, że "przysięga aż po grób", "co ludzie powiedzą", "nieś swój krzyż z godnością" itp. Nie istotne że mąż pije, bije i gwałci, ważne że spodnie na kołku wiszą.
    • aryanna Re: Do pań wierzących w alkoholików 13.06.10, 22:18
      Masz rację. Ale w mojej sytuacji miałam do wyboru: życie w tzw. pełnej rodzinie
      z mężem przemocowcem, prawie codziennie nawalonym i wulgarnym, lub życie bez
      ojca mojej córki, ale w spokoju. Wybrałam to drugie. Z korzyścią dla córki. W
      tej sytuacji nie było "szarości" tylko czarne albo białe. Zdaję sobie sprawę, że
      nie ma u mnie w domu "męskiego wzorca" dla córki, ale nie eliminuję też mężczyzn
      z naszego życia. Mam świetny kontakt z bratem, wujkiem (bratem mojej mamy), mam
      wielu przyjaciół i znajomych. Córka nie uczy się, że "mężczyźni to samo zło", bo
      wiem, że o to Ci chodziło.
      • marzeka1 Re: Do pań wierzących w alkoholików 13.06.10, 22:23
        Aryanno, bardzo, bardzo dobrze zrobiłaś pozbywając się z własnego
        życia męża alkoholika, dzięki twojej decyzji uchroniłaś własne
        dziecko. Nie pozwól sobie nigdy wmówić, ze akurat w TEJ sprawie źle
        postąpiłaś.
        • aryanna Re: Do pań wierzących w alkoholików 13.06.10, 22:37
          Zdaję sobie sprawę, że każda decyzja (nawet ta zdawałoby się najlepsza) niesie
          za sobą jakieś konsekwencje, które będę musiała ponieść. Nie zrozumcie mnie źle,
          to co myślę i wyrażam na forum w sposób bardzo bezpośredni, to jest to co siedzi
          "wewnątrz" mnie. W miarę możliwości oszczędzam dziecku negatywnych informacji o
          ojcu i ogólnie nt. mężczyzn, co nie znaczy, że na forum muszę milczeć. Forum
          jest do tego by się móc "wygadać" przy okazji skorzystać z obiektywnych rad
          wielu interesujących osób.
          • rosapulchra-0 Re: Do pań wierzących w alkoholików 13.06.10, 22:56
            aryanna, popieram Cię w całej rozciągłości, sama jestem córką alkoholika, a
            spokój znalazłam dopiero wtedy, gdy moja mać postanowiła się z nim rozstać
            definitywnie.
        • verdana Re: Do pań wierzących w alkoholików 13.06.10, 22:58
          Pozbycie się męża -alkoholika to na pewno zapewnienie dziecku
          znacznie szczęśliwszego dzieciństwa. W tym wypadku jestem
          zdecydowanie za.
          Podobnie zresztą jak matki-alkoholiczki.
          • kochamkotyijuz Re: Do pań wierzących w alkoholików 14.06.10, 02:13
            Zadne uzaleznienie nie jest dobre.Jaka masz korzysc z meza
            pracoholika???albo oddanemu pasjonacie???albo hazardziscie,o
            narkotykach,lekach nie wspomne???Moj maz czasem wyskoczy z kumplami
            na piwko.Nie mam z tym zadnego problemu bo robi to rzadko i bez
            zadnych nieprzyjemnych konsekwencji.Nie idzie sie odstresowac czy
            zapic smutki ale poprostu zabawic.Nigdy nie widzialam go
            pijanego.Picie alkoholu wcale nie musi byc takie zle jesli robi sie
            to z umiarem.W koncu jest dla ludzi.
            Nie szkoda mi kobiet ktore ze swiadomoscia wychodza za alkoholikow
            aby ich potem zmieniac.Alkoholik sam musi chciec przestac pic!!!
            Zrozumcie to kobiety tkwiace w takich ukladach.
            Jesli chodzi o przynoszenie wyplaty to owszem zdarza sie nawet w
            dzisiejszych czasach bo jest to uklad pomiedzy malzonkami.Ja siedze
            w domu i wychowuje dzieci a ty zarabiasz.Ja sprzatam,gotuje, kupuje
            pampersy ty przynosisz kase.
            Kazdy facet ma lewe wydatki tylko z ta roznica ,ze ty o nich
            wiesz.Czasem hobby moze byc bardzo kosztowne.Nie znam faceta ktoremu
            do szczescia wystarcza tylko uprana koszula i zrobiny obiad no ale
            mloda jeszcze jestem i niewiele widzialam.Cuda sie zdarzaja.Ktos kto
            tak wyidealizowal tatusia moze byc wyjatkowo trudnym partnerem.Ale
            nie mnie tu stawiac diagnozy.
Pełna wersja