Nie chce mi się żyć

21.06.10, 22:29
j/w. Odczuwam głęboki bezsens wszystkiego. To co ludzie na zewnątrz widzą
(zadbana mama i śliczna córunia) to tylko pozory, a wewnątrz mnie wszystko
wyje. Wiem, że ktoś za chwilę się odezwie, że do terapeuty czy coś...ale chyba
nawet nie mam siły by zdobyć się i pójść. Tak, chciałabym miłości, czułości,
akceptacji, bycia tą jedyną. A w seksie tą "nieziemską" a nie nędzną namiastką
jakiejś wysilikonowanej dziwki z pornola, na którą mój były mąż gapił się jak
natchniony w ów pamiętny wieczór. Już nie ma nic....
    • gonia_29 Re: Nie chce mi się żyć 21.06.10, 23:55
      Chrzanisz jak potłuczona. To przestań udawać ot tak po prostu. Znajdź jakąś
      pasję/zapisz się na jakieś kursy/rób to co byś naprawdę chciała choćby głupiego
      dla otoczenia i przestań wierzyć, że tylko z kimś będziesz szczęśliwa bo to nie
      jest tak. Za to takie biadolenie to najlepsza rzecz aby NIC sensownego z życiem
      nie robić!
      Nikt za Ciebie żyć nie będzie więc albo wóz albo przewóz.
      • ki_czort Re: Nie chce mi się żyć 22.06.10, 00:06
        Jak na razie to Ty chrzanisz jak potłuczona.

        Dziewczyna-autorka nie budzi mojej sympatii, ale rozumiem, że można mieć
        chwilowego doła albo długoletnią depresję z powodu braku życiowego partnera.
        Niektórzy faktycznie radzą sobie uciekając w co podleci: sport, gotowanie,
        ogródek, kompulsywne zakupy; poużalają się co jakiś czas i tyle.
        Ale niektóre osoby mają po prostu depresję. Jeśli ktoś jest bardzo głodny to na
        nic mu się zdadzą rady w rodzaju: myśl o czymś innym, idź na spacer. Tyle samo
        warte są rady: idź na kursy, szukaj pasji, itd. itp. Bullshit.
        Nawet jeżeli nastawienie autorki nie ułatwia jej zadania - a takie jest moje
        zdanie - nie odmawiaj jej z łaski swojej prawa do złego samopoczucia z powodu
        braku partnera.
        Niektórzy ludzie potrzebują do szczęścia bliskiej osoby, moim zdaniem
        przytłaczająca większość potrzebuje, i sprowadzanie tej głębokiej potrzeby do
        'biadolenia' to skrajny prymitywizm.
        • gonia_29 Re: Nie chce mi się żyć 22.06.10, 00:51
          To wcale nie jest bullshit -pogadaj/popytaj pierwszego lepszego psychologa. No
          to dobrze niech siedzi i nic nie robi też wyjście. To nie jest prymitywizm.
          Tylko, że ponieważ chwilowo/tymczasowo nie ma to co? Zabić się? Skoro uważasz,
          że moje opcje/opinia są do kitu co sam proponujesz? Pytanie czy aby na pewno jej
          problemy znikną jak by była z kimś?
          I życie zgodne z sobą/zainteresowania etc. to nie ucieczka! Czyli partner który
          wisi na Tobie bo jesteś byłby odpowiedni? Nie ma tak dobrze a i taka relacja
          byłaby straszna. Więc skoro biadolenie nic nie daje może warto by zmienić tok
          myślenia? Inaczej znajdzie byle łacha bo będzie miał spodnie to na niego poleci
          -częsty przypadek niestety. A bycie lub zasklepianie się w opcji ofiary życiowej
          nie ułatwia nawiązywania żadnej relacji. Potrzeba partnera a upatrywanie w tej
          kwestii rozwiązania wszelkich swoich bolączek jest myśleniem jednokierunkowym i
          wcale nie musi gwarantować, że partner da/wynagrodzi/ zmniejszy "ciemne moce".
          • gonia_29 Re: Nie chce mi się żyć 22.06.10, 00:52
            To tak jak by na jakość egzystencji wpływał tylko fakt, że ma się ok partnera.
            Są tacy co mają i...............nie wystarcza. Fajnie jest jak ma się z kimś
            ciekawym możność dzielić życie a jak nie to co? Odstrzał?!
            • rumpa Re: Nie chce mi się żyć 22.06.10, 13:17
              wiesz co, nie wiem jakiego psychologa pytałaś, ale daję głowę że te
              mądrości to przeczytałaś w rozpisce tv z ambicjami do bycia
              pisemkiem.
              Pieprzysz potwornie.
              To sa dobre rady dla kogoś, kto chwilowo poprztykał się z
              najdroższym, ale nie dla człowieka, który wpadł w autentyczny dół,
              ząłamały mu się schematy świata w którym żył.
              Zrób przysługę światu i jak widzisz kogoś zjechanego, omijaj go
              szerokim łukiem i nie pomagaj, ok?
              Bo moja kumpela po takiej pomocy mało ze sobą nie skończyła. Durnie
              powiedzieli jej że jest rozpuszczoną smarkulą i powinna iść
              popracować w hospicjum to zrozumie co ma. Pomijam mentalność hien
              ale sami oczywiście progu takiego przybytku nie przestapili.
              Dziewczyna uwierzyła, poszła pracować, była pełna poświęcenia, nigdy
              się nie żaliła,bo przecież dzieci mają gorzej, bo do dziecięcego
              poszła, tylko któregoś dnia wróciła i nażarła się tabletek
              nasennych. Ledwo ją odratowali i wreszcie zaczęła się leczyć.
              Maraton jest dobry dla zdrowych, chorzy siedzą w domu bo im się
              pogorszy albo nawet zabije.
              I pannie wcale nie chodzi o chłopa, może wreszcie doczytasz, jak sie
              skupisz.
              • gonia_29 Więc niech idzie do lekarza, pogada z kimś kto ją 22.06.10, 15:25
                zaprowadzi/ da wsparcie. W żadnym razie nie uważam, że to cos co polecono Twej
                znajomej było mądre etc. Czy z powodu tego, że głodują w Afryce ludzie w PL i
                USA nie będą się odchudzali?? albo docenią to, że mają wodę w kranie? Więc
                czyjeś cierpienie większe/mniejsze nie sprawi, że człowiek się " naprawi" jak
                automat. Może musi chodzić do lekarza otrzymać wsparcie werbalne/lekowe nie wiem
                dr nie jestem ani Wy także. Nie czytałam tamtego wątku - po czasie zauważyłam go
                dopiero - nie moja wina, że nie pisze w jednym. Po prostu przeoczyłam.
                Przepraszam. Jeśli zawalił się jej świat jak piszesz to może jeśli ma kogoś
                bliskiego warto wpierw omówić to z Mamą/koleżanką zadzwonić do odp placówki
                -choć telefonicznie pogadać? Co więcej można jej poradzić?
                • gonia_29 doczytam drugi wątek wieczorem to zobaczę 22.06.10, 15:44
                  - bo z tego co pamiętam tylko wstęp mi się na oczy rzucił. I bez obrazy
                  przypadek Twojej koleżanki może być/by inny a więc nikt nie deprecjonuje
                  problemów/zmagań autorki.
                • rumpa Re: Więc niech idzie do lekarza, pogada z kimś kt 22.06.10, 19:27
                  jak Ty jednak rozpaczliwie mało wiesz
                  gdyby było inaczej to byś wiedziała, że ludzie idą do lekarza,
                  terapeuty itd, przeważnie gdy zawali im się świat, nie jest to
                  prosta decyzja, nie jest łatwa, zwłaszcza tacy ludzie jak opisana
                  koleżanka.
                  no i jeszcze nie spotkałam jednostki mającej takie problemy której
                  pomogła by rozmowa z mamą :)))). Czasem pomaga rozmowa z
                  przyjaciółką, o ile przyjaciółka jest przytomna. I nie usiłuje
                  racjonalizować.
                  acha, ma podobną kumpelę, wysłanie jej na terapie zajęło mi około 6
                  lat, poszła dopiero jak jej padł organizm i pogoniła ja lekarka.
                  Wtedy dopiero przyznała się sama przed sobą że nie wyrabia i jest na
                  ostatniej prostej. Ale najpierw musiała rozwalic swoje ciało.
                  • gonia_29 Zejdz ze mnie!Sa 22.06.10, 19:46
                    ma mało wiesz, ja Ci nie muszę nic o sobie pisać o potencjalnych problemach więc
                    nim uznasz się za Kassandrę czy omnibusa spuść z tonu. Nie wiem jakie relacje z
                    innymi ludźmi na bohaterka wątku - są to potencjalne opcje - zależy jakich ma
                    się Rodziców/czy coś wiedzą czy ich także oszukuje. Nie przeczę, że to ciężkie
                    zwłaszcza, że przecież "mi nic nie jest", dam radę etc. Nikt tu nie zna panaceum
                    na jej problemy rozumiem za to, że Ty jesteś ekspertką bo WIESZ na pewno więcej
                    niż ja i 6 lat zajęło Ci doprowadzenie koleżanki na leczenie.
                    Ta rozmowa z mamą do której się tak przyczepiłaś nie ma prowadzić do tego, że
                    autorce "przejdzie", chodziło o zwykłe wsparcie - nie jest to ani dobre/złe
                    rozwiązanie po prostu jakieś. To autorka musi działać/chcieć etc. ani Twoje ani
                    moje pobożne życzenia nie muszą się sprawdzić bo ona może nie wykonać żadnego
                    ruchu i sama to wiesz. Jasne, że łatwiej jest gadać i jasne, że łatwiej {kiedy
                    nie widzi się przysłowiowego światełka w tunelu} jest zostawić sprawy po staremu
                    tak jak są nawet jak się jest na granicy wyczerpania psycho - fizycznego. No i
                    klops. I z całym szacunkiem ja Ciebie nie obrażam więc nie drwij ze mnie? A
                    mentorski ton zachowaj dla kogoś kto jeszcze w mentorów wierzy.
                    • rumpa Re: Zejdz ze mnie!Sa 22.06.10, 20:02
                      to sobie poczytaj o jej relacjach :)))
                      dokładnie je opisała, wiesz?

                      no a ja uparcie twierdzę, że żadna matka, której dziecko tak sie
                      czuje, nie da tego wsparcia. I co mi zrobisz?
                      bo gdyby była w stanie je dać, to dziecko nigdy by się tak nie
                      poczuło.
                      proste?

                      To autorka musi działać/chcieć etc. ani Twoje ani
                      > moje pobożne życzenia nie muszą się sprawdzić bo ona może nie
                      wykonać żadnego
                      > ruchu i sama to wiesz. Jasne, że łatwiej jest gadać i jasne, że
                      łatwiej {kiedy
                      > nie widzi się przysłowiowego światełka w tunelu} jest zostawić
                      sprawy po starem
                      > u
                      > tak jak są nawet jak się jest na granicy wyczerpania psycho -
                      fizycznego.

                      widzisz po raz kolejny mnie dobiłaś swoim brakiem wyobraxni i
                      wiedzy.
                      nieładnie :)
                      • gonia_29 ??????????????? 22.06.10, 20:17
                        Za to Ty dobijasz diagnozując jej depresję - dr jesteś? I co proponujesz w
                        zamian skoro uważasz, że pomocy znikąd nie otrzyma
                        nikt jej nie wsadzi na żaden odział bo a nikomu nie mówi o tym co ją gryzie,
                        wszelkie koleżanki, matka są be
                        c trzeba się samemu zgłosić/pójść/zarejestrować nie przymusza ją do leczenia
                        praw obywatelskich nie ma ograniczonych!
                        JAK chcesz jej pomóc proszę o konstruktywne, praktyczne wnioski/postanowienia a
                        nie nie znasz się i dobijasz mnie brakiem wyobraźni i innych rzeczy? Proszę co
                        byś jej poradziła prócz tego, że dajesz jej full zrozumienie?!
                  • gonia_29 a rozpaczliwie mało Ty też wiesz 22.06.10, 19:55
                    bo często latami nie chodzą do dr, nie chcą pomocy albo boją się prosić więc z
                    całym szacunkiem dla Ciebie - odwal się ode mnie i nic mnie przypadek Twojej
                    koleżanki nie interesuje -to sprawa indywidualna a nie jakaś średnia zachowań!
                    • rumpa Re: a rozpaczliwie mało Ty też wiesz 22.06.10, 20:06
                      a co to ma znaczyć ten post?
                      ni czorta nie rozumiem co ma znaczyć że ktos nie chodzi do dr czy
                      boi sie prosic o pomoc?

                      Acha i nie jest to przypadek jednostkowy, tylko zazwyczaj nie kończy
                      sie aż tak źle... bo większość ludzi jednak zlewa takie debilne
                      rady, ta dziewczyna była po prostu bardzo chora i jej instnkt nie
                      zadziałał kompletnie.
                      ale do "pomagierów" i tak zawyczaj nic nie dociera, taka jakaś
                      blokada umysłowa.
        • mamakrzysia4 Re: Nie chce mi się żyć 25.06.10, 15:43
          Zgadzam się z osobą wyżej nie biadolisz masz prawo do depresji życie też czasem
          ma kwaśny smak musisz poddać się leczeniu-psychiatra i leki znajdź na to siłę
          proszę Cię a jeśli chcesz to napisz do mnie wyżal się

          uściski
    • izabelski Re: Nie chce mi się żyć 22.06.10, 03:27
      ja polecialbym jednak wizyte u lekarza domowego i rozmowe na temat
      antydepresantow
      obecnie oferowane leki sa o wiele skuteczniejsze niz Prozac
      pomoga ci wyjsc na prosta, a jak bedziesz w lepszym humorze to
      zobaczysz swoje zycie z innego punktu widzenia

      w sumie na pierwsze efekty czeka sie ok 2 tygodni, wiec nie jest to
      taki dlugie beznadziejnie czas
      a zyskac mozesz wiele - radosc an lato i reszte roku :-)
    • demonsbaby Re: Nie masz siły? 22.06.10, 07:55
      To połóż się w grobie i czekaj na koniec, może się uda. A dziecko od razu "ożeń"
      byłemu, po co masz się wysilać dla córki? Boli? I ma boleć. Chcesz zostać
      zgorzkniałym babsztylem, na którego żaden zdrowy chłop się nie spojrzy? To rób
      tak dalej.
      Jasne - olej wszystko, połóż się zarycz, zacznij jęczeć, że ci w życiu nie
      wychodzi. Zobacz ile takich kobiet jest na świecie, nie dociera prawda? Bo to
      jest twój osobisty dramat i masz prawo czuć się najbardziej pokrzywdzona na
      świecie niż dzieci bez stópek w Iraku. Ale, do cholery, ten stan albo zaczynaj
      zagłuszać albo szukaj pomocy w tym, żeby go zagłuszyć.
      Zadbana matka z fajną córą ... chłopa brak? No w ten sposób żadnego nie
      przyciągniesz. Najpierw uszczęśliw siebie. Któraś z przedmówczyń dobrze tu
      sugeruje - szukaj zajęcia. Spędzaj więcej czasu z córą, szukajcie wspólnych
      zainteresowań albo zrób coś dla innych z korzyścią dla siebie. Sama żyjesz na
      tym świecie? Zmienisz środowisko, znajdziesz nowe zainteresowania, świat zmieni
      barwy.
      Aha - dasz radę.
    • kikki123 Re: Nie chce mi się żyć 22.06.10, 09:59

      aryanna napisała:

      > j/w. Odczuwam głęboki bezsens wszystkiego. To co ludzie na zewnątrz widzą
      > (zadbana mama i śliczna córunia) to tylko pozory, a wewnątrz mnie wszystko
      > wyje. Wiem, że ktoś za chwilę się odezwie, że do terapeuty czy coś...ale chyba
      > nawet nie mam siły by zdobyć się i pójść. Tak, chciałabym miłości, czułości,
      > akceptacji, bycia tą jedyną. A w seksie tą "nieziemską" a nie nędzną namiastką
      > jakiejś wysilikonowanej dziwki z pornola, na którą mój były mąż gapił się jak
      > natchniony w ów pamiętny wieczór. Już nie ma nic....

      a tam nic :-) popatrz jakie masz huśtawki, teraz jesteś na dole i od razu przekreślasz po całości co masz (i co ma realną wartość), terapia z jednej strony podtrzymałaby Cię w takich chwilach załamki a z drugiej pozwoliła na wgląd w siebie i urealnienie postrzegania przez Ciebie rzeczywistości i otworzenie się na nią, i na ludzi. No i byloby to coś co robiłabyś dla siebie, nie dla zagłuszenia ale dla rozwiązania problemów, lepszego życia. pozdrawiam :-)
      • ki_czort Re: Nie chce mi się żyć 22.06.10, 12:12

        Czy ktoś mówi głodnemu: "nie jesteś głodny, po co Ci jedzenie skoro tak tu
        ładnie?" Nie. A wszystkim samotnym się tłucze podobne truizmy.
        Mam wrażenie, może błędne, że potrzeba posiadania partnera jest silnie
        deprecjonowana - to jakiś sposób na wyjście z sytuacji, gdy mężczyźni nie
        potrafią/nie chcą sprostać oczekiwaniom (nadmiernym być może) kobiet? Czy nowa moda?

        Potrzeba bliskości drugiego człowieka to taka potrzeba jak głód, nawet bardziej
        fundamentalna, bo tylko dzięki niej jesteśmy ludźmi.
        Nie rozumiem, dlaczego robi się niedojdę/wariata z kogoś, komu niespełnienie tej
        potrzeby ostro doskwiera i radzi mu się 200 rodzajów hobby. Tak się składa, że
        autorka ma dobry kontakt z córką i liczne zainteresowania. I dalej chce mieć
        partnera.
        Czy nie ma do tego prawa?
        Moim zdaniem ma. Każdy ma prawo postawić związek na pierwszym miejscu listy
        priorytetów i być rozczarowanym, gdy związku nie ma.

        Jeśli autorka ma depresję (chwilowy dół to prędzej czy później przejdzie sam) to
        powinna iść do lekarza. Jak jej lekarz powie, żeby sobie hobby znalazła, powinna
        zmienić lekarza, bo to jakiś konował. Jakkolwiek niektórym wydawać się to może
        śmieszne - samotne osoby m i e w a j ą depresję, i żadne karaoke albo wspinaczka
        w niczym nie pomoże. Tylko leki no i ewentualne znalezienie partnera.

        A mówienie o dzieciach ofiarach min przeciwpiechotnych to poziom szkolny. Jeśli
        nie jestem dzieckiem któremu mina oberwała nogę, to znaczy, że nie mam
        problemów? Naturalnie dobrze jest znać miarę, także w narzekaniu, i mieć czasem
        dystans do swoich problemów, ale sorry w taki sposób to lepiej zamknąć od razu
        forum, bo skoro ktoś ma dostęp do netu to jest w czepku urodzonym pasożytem
        globalnej północy i niech zamknie jadaczkę, bo nie wie jak mu dobrze.
        • gonia_29 Re: Nie chce mi się żyć 22.06.10, 12:45
          Skoro uważasz, że my deprecjonujemy znaczenie towarzysza to Ty niestety
          przeceniasz jego znaczenie dla całokształtu życia. Nikt nie odmawia jej prawa
          ani wyrażania swego zdania ani chwilowego/przejściowego czy tez permanentnego
          niezadowolenia z życia.Gorzej tylko, że uważa ona, że facet to panaceum na
          poczucie braku sensu życia. Zapewne powinna pójść do dr ale wątpię czy to zrobi.
          Bo raz dobrze jest tkwić w tym pancerzyku przecież i tak będzie do d.... a więc
          po co. Dwa bo może trzeba by se coś poprzestawiać w głowie a po co? Żaden
          człowiek nie wytrzymałby czegoś takiego, że to na nim spoczywałby ciężar dobrego
          samopoczucia partnera/ki przez cały czas lub w 90%. Rzadko kto ma tak naprawdę
          udane związki -choć zdarzają się i takie. Jednak bycie kobieta ośmiornicą to nie
          jest dobry pomysł. Przede wszystkim aryanna ma takie podejście jakby się
          Harlequinów za dużo naczytała. Dla każdego ten niebiański seks może oznaczać coś
          innego.
          Bycie z kimś to nie jest podstawowa potrzeba- niestety dla Twego toku myślenia.
          Jasne bycie z kimś wartościowym itp. jest cenne ale jeśli tego nie ma to co? Nie
          ma dobrego rozwiązania a i autorka wcale go tak naprawdę nie chce ani poszukać
          ani poczytać. A więc jakie TWOIM zdaniem konstruktywne rozwiązanie wchodzi w grę?
          Poza tym może mieć obniżony nastrój co nie musi być od razu depresją. Na brak
          sensu życia nie ma środków. Co ma jej poradzić dr Twoim zdaniem?
        • demonsbaby Re: Nie chce mi się żyć 22.06.10, 12:50
          ki_czort napisał:
          Czy nowa
          > moda?

          Jaka moda? Byłaś kobietą samotnie wychowującą dziecko, wpadającą z deszczu pod
          rynnę, bo tu ewidentnie zadziałał właśnie ten mechanizm u autorki???
          Ma się rozłożyć przed kominkiem niczym żaba i rozmyślać dniami, nocami i wyć do
          księżyca, że nie ma pomocnej męskiej ręki???

          > Potrzeba bliskości drugiego człowieka to taka potrzeba jak głód, nawet bardziej
          > fundamentalna, bo tylko dzięki niej jesteśmy ludźmi.
          > Nie rozumiem, dlaczego robi się niedojdę/wariata z kogoś, komu niespełnienie te
          > j
          > potrzeby ostro doskwiera i radzi mu się 200 rodzajów hobby.

          Bo to jest najlepsze wyjście w ramach zwalczenia objawów depresyjnych u samego
          siebie, zastanowienia się nad własną postawą życiową i dokonania w niej jak
          najszybciej zmian. Kobieta stęskniona i marzącą jest jak najbardziej
          najłatwiejszym łupem dla gnoja, który ją w szybkim tempie wypunktuje,
          wykorzystując na swój sposób.

          Tak się składa, że
          > autorka ma dobry kontakt z córką i liczne zainteresowania. I dalej chce mieć
          > partnera.
          > Czy nie ma do tego prawa?

          Kto jej odbiera to prawo??? No właśnie wygląda na to, że większość szuka raczej
          rozwiązań w kierunku przeciwnym, niż ten w jakim dotychczas szukała rozwiązań
          czyli "z deszczu pod rynnę".

          > Moim zdaniem ma. Każdy ma prawo postawić związek na pierwszym miejscu listy
          > priorytetów i być rozczarowanym, gdy związku nie ma.
          Pierwszym priorytetem jest samodzielność, gdy się zostało samotną matką. Drugim
          partner, który również spełni rolę ojca a nie finansową hienę.

          >
          > Jeśli autorka ma depresję (chwilowy dół to prędzej czy później przejdzie sam) t
          > o
          > powinna iść do lekarza. Jak jej lekarz powie, żeby sobie hobby znalazła, powinn
          > a
          > zmienić lekarza, bo to jakiś konował.

          Czyżby zgłębiłaś już tajniki psyche? Wydaje mi się, że zarówno lexotany jak i
          citale przepisywane są w sytuacjach podbramkowych.

          Jakkolwiek niektórym wydawać się to może
          > śmieszne - samotne osoby m i e w a j ą depresję, i żadne karaoke albo wspinaczk
          > a
          > w niczym nie pomoże. Tylko leki no i ewentualne znalezienie partnera.

          Umiejętność weryfikacji "co robię żle, że trafiam na gnoja za każdym razem" to
          jest zapobiegawczy lek na kolejną depresję, a nie ciul, który ją wydoi ze szmalu
          albo skopie dosłownie op twarzy.

          >
          > A mówienie o dzieciach ofiarach min przeciwpiechotnych to poziom szkolny. Jeśli
          > nie jestem dzieckiem któremu mina oberwała nogę, to znaczy, że nie mam
          > problemów?
          Nie wiem koleżanko gdzie zgłębiałaś wiedzę na temat ofiar wojennych w Iraku, ale
          te dzieci z pewnością nie są ofiarami min - a już szczególnie przeciwpiechotnych
          - więc daruj sobie te bzdurne komentarze.

          Naturalnie dobrze jest znać miarę, także w narzekaniu, i mieć czasem
          > dystans do swoich problemów, ale sorry w taki sposób to lepiej zamknąć od razu
          > forum, bo skoro ktoś ma dostęp do netu to jest w czepku urodzonym pasożytem
          > globalnej północy i niech zamknie jadaczkę, bo nie wie jak mu dobrze.

          Może w twoim światku ciężko jest tobie dojrzeć fakt, że poniekąd trzaskanie po
          buzi na otrzeźwienie czy motywowanie do działanie nie jest pustosłowiem
          szczęśliwych mężatek, ale właśnie kobiet po przejściach.
          • rumpa Re: Nie chce mi się żyć 22.06.10, 13:42
            Jaka moda? Byłaś kobietą samotnie wychowującą dziecko, wpadającą z
            deszczu pod
            > rynnę, bo tu ewidentnie zadziałał właśnie ten mechanizm u autorki?
            ??
            > Ma się rozłożyć przed kominkiem niczym żaba i rozmyślać dniami,
            nocami i wyć do
            > księżyca, że nie ma pomocnej męskiej ręki???

            nie, nie ma
            babka radzi sobie sama świetnie finansowo, zajęcia ma, o córkę dba
            problemem wcale nie jest brak chłopa, tylko załamanie - wybiera
            sobie dziwnych partnerów, zawodzą ja metody selekcji, przestała
            rozumieć o co biega i to jest problem. Chłop jest tylko przejawem.


            Bo to jest najlepsze wyjście w ramach zwalczenia objawów
            depresyjnych u samego
            > siebie, zastanowienia się nad własną postawą życiową i dokonania w
            niej jak
            > najszybciej zmian.

            może w zwalczeniu doła, ale na pewno nie depresji, to co kobieta
            pisze, to nie objawy depresyjne tylko regularna depresja.
            Problem jest na głębszym poziomie niz brak chłopa, czytałas jej
            pierwszy watek?

            Czyżby zgłębiłaś już tajniki psyche? Wydaje mi się, że zarówno
            lexotany jak i
            > citale przepisywane są w sytuacjach podbramkowych.

            tylko ci się wydaje, to po pierwsze, nikt z tym nie czeka do prób
            samobójczych bo takiego egzemplarza to się ładuje do szpitala na
            podleczenie, bo jakbys nie wiedziała to te prochy zwiększją ryzyko
            samobójstwa w pierwszym okresie stosowania.
            a poza tym dla mnie babka jest w sytuacji podbramkowej i potrzebuje
            pomocy.

            A mówienie o dzieciach ofiarach min przeciwpiechotnych to poziom
            szkolny.
            > Jeśli
            > > nie jestem dzieckiem któremu mina oberwała nogę, to znaczy, że
            nie mam
            > > problemów?
            > Nie wiem koleżanko gdzie zgłębiałaś wiedzę na temat ofiar
            wojennych w Iraku, al
            > e
            > te dzieci z pewnością nie są ofiarami min - a już szczególnie
            przeciwpiechotnyc
            > h
            > - więc daruj sobie te bzdurne komentarze.

            To jest bardzo dobry komentarz, fakt, miny to w Afganistanie, ale
            niestety powszechne jest deprecjonowanie problemów ludzi w taki
            własnie deseń. Pare postów wyżej opisałam co się stało z moją
            koleżanką ktorą tak właśnie stawiano do pionu.


            Może w twoim światku ciężko jest tobie dojrzeć fakt, że poniekąd
            trzaskanie po
            > buzi na otrzeźwienie czy motywowanie do działanie nie jest
            pustosłowiem
            > szczęśliwych mężatek, ale właśnie kobiet po przejściach.

            cóż, kobiety po przejściach często są tak przeżarte swoim
            poradzeniem sobie że problemy wszystkich innych wydają im się
            kaprysami.
            a tym co głupszym nawet nie wpada do głowy że sobie poradziły, bo
            jakieś są, konkretnie jakies a inne są inne i same tego nie
            przeskoczą, z równie konkretnych, dobrze ukrytych powodów.
            Dlatego rada od w miarę szczęśliwej mężatki - dziewczyno nie czekaj,
            idź do dobrego psychoterapeuty, w Warszawie moge polecić, gdzie
            indziej nie i zadbaj o siebie.
            I na miłość boską, nigdy nie pudruj pryszczy!
            problem jest problemem i wymaga rozwiązania a nie racjonalizacji i
            przyklepywania.
            • demonsbaby Re: Nie chce mi się żyć 22.06.10, 14:06
              rumpa napisała:

              >
              > nie, nie ma
              > babka radzi sobie sama świetnie finansowo, zajęcia ma, o córkę dba
              > problemem wcale nie jest brak chłopa, tylko załamanie - wybiera
              > sobie dziwnych partnerów, zawodzą ja metody selekcji, przestała
              > rozumieć o co biega i to jest problem.

              Zatem biadanie "jest mi źle bez faceta" jest t błędnym kołem, więc o czym mowa?
              >
              > Bo to jest najlepsze wyjście w ramach zwalczenia objawów
              > depresyjnych u samego
              > > siebie, zastanowienia się nad własną postawą życiową i dokonania w
              > niej jak
              > > najszybciej zmian.
              >
              > może w zwalczeniu doła, ale na pewno nie depresji, to co kobieta
              > pisze, to nie objawy depresyjne tylko regularna depresja.
              > Problem jest na głębszym poziomie niz brak chłopa, czytałas jej
              > pierwszy watek?

              Czytałam - raz debil ją tłukący, drugi dojący z kasy.

              > Czyżby zgłębiłaś już tajniki psyche? Wydaje mi się, że zarówno
              > lexotany jak i
              > > citale przepisywane są w sytuacjach podbramkowych.
              >
              > tylko ci się wydaje, to po pierwsze, nikt z tym nie czeka do prób
              > samobójczych bo takiego egzemplarza to się ładuje do szpitala

              Nie wiem gdzie i kto ciebie leczył z depresji?

              na
              > podleczenie, bo jakbys nie wiedziała to te prochy zwiększją ryzyko
              > samobójstwa w pierwszym okresie stosowania.
              > a poza tym dla mnie babka jest w sytuacji podbramkowej i potrzebuje
              > pomocy.

              Sytuacja podbramkowa zaczyna się w sytuacji, gdy brak snu nie jest problemem,
              podobnie jak brak jedzenia.

              > A mówienie o dzieciach ofiarach min przeciwpiechotnych to poziom
              > szkolny.
              > > Jeśli
              > > > nie jestem dzieckiem któremu mina oberwała nogę, to znaczy, że
              > nie mam
              > > > problemów?
              > > Nie wiem koleżanko gdzie zgłębiałaś wiedzę na temat ofiar
              > wojennych w Iraku, al
              > > e
              > > te dzieci z pewnością nie są ofiarami min - a już szczególnie
              > przeciwpiechotnyc
              > > h
              > > - więc daruj sobie te bzdurne komentarze.
              >
              > To jest bardzo dobry komentarz, fakt, miny to w Afganistanie,

              Tłumaczę po raz pierwszy i ostateczny - odpuść sobie jedna z drugą komentowanie
              zwrotu "dzieci bez stópek w Iraku" - tyt. wyjaśnień:
              1) Afganistan o ile wiem, nie leży w granicach Iraku,
              2) W Iraku "dzieci nie tracą stópek" w ramach wdepnięcia w minę i do tego
              przeciwpiechotną - proponuję hasło: militaria - i podstawowy zakres pojęć,
              ponieważ min tam nie ma, a improwizowane urządzenia wybuchowe (IED) tworzone
              metodą domowa przez rebelię. I nie ma czegoś takiego jak wdepnąć "w minę i
              stracić stópki" - tylko stracić głowę z płucami na miejscu. Stópek dzieci nie
              mają, bo w ramach trzebienia koczowników przez rebelię - obcina im się stopy w
              nagrodę za współpracę rodzin z wojskami koalicji (współpraca = przeszukanie
              lepianki).

              ale
              > niestety powszechne jest deprecjonowanie problemów ludzi w taki
              > własnie deseń.

              Kobieto masz marne pojęcie co tam się dzieje, ale służę wiedzą i doświadczeniem.

              Pare postów wyżej opisałam co się stało z moją
              > koleżanką ktorą tak właśnie stawiano do pionu.
              Każdy przypadek jest odrębny. Nikt tego nie neguje, nie mniej bez braku
              akceptacji siebie i umiejętnością życia własnym życiem, żaden chłop tego nie
              zmieni.

              >

              > cóż, kobiety po przejściach często są tak przeżarte swoim
              > poradzeniem sobie że problemy wszystkich innych wydają im się
              > kaprysami.

              Skończ opowiadać bzdury, to tez jakaś twoja życiowa mądrość? Rodzice /
              przyjaciele odradzając konkretne działania kierowali się doświadczeniem czy
              pustosłowiem?

              > a tym co głupszym nawet nie wpada do głowy że sobie poradziły, bo
              > jakieś są, konkretnie jakies a inne są inne i same tego nie
              > przeskoczą, z równie konkretnych, dobrze ukrytych powodów.
              > Dlatego rada od w miarę szczęśliwej mężatki - dziewczyno nie czekaj,
              > idź do dobrego psychoterapeuty, w Warszawie moge polecić, gdzie
              > indziej nie i zadbaj o siebie.
              > I na miłość boską, nigdy nie pudruj pryszczy!
              > problem jest problemem i wymaga rozwiązania a nie racjonalizacji i
              > przyklepywania.

              Kto go tutaj przyklepał??? Znasz kogoś kto wbrew woli (nie pozbawionej
              sądownie) udaje się na jakąkolwiek terapię?
              • rumpa Re: Nie chce mi się żyć 22.06.10, 19:56
                tem biadanie "jest mi źle bez faceta" jest t błędnym kołem, więc o
                czym mowa?

                o to ze jej biadanie jak to jesteś uprzejma okreslać, jest przejawem
                czegoś czego nie potrafi nazwać i z całą pewnoscią nie jest to ten
                nieszczęsny facet.Dziewczyna przywaliła właśnie w swoje osobiste dno
                i ma mroczki po upadku.

                > Czytałam - raz debil ją tłukący, drugi dojący z kasy.

                i co , zero wniosków? a czytałaś jakie mieli układy?


                Nie wiem gdzie i kto ciebie leczył z depresji?

                chetnie odpowiem, ale co to za tekst?
                sobieski - grupowa, Laboratorium psychoedukacji, fundacja Rodzić po
                Ludzku.

                Sytuacja podbramkowa zaczyna się w sytuacji, gdy brak snu nie jest
                problemem,
                > podobnie jak brak jedzenia

                ???????? mogłabys sprecyzować?
                Bo włąśnie z powodu braku snu i niejedzenia moja kumpela wylądowała
                w szpitalu na trzy rowne miechy.

                Nie mam zamiaru przestać się czepiać porównania i w sumie nie
                obchodzi mnie jak i dlaczego te dzieci nóżki tracą, nie w tym
                momencie, znaczy.Chodzi nam o zatykanie twarzy ludziom idiotycznymi
                porównaniami. równie dobrze pojawić się mógł argument o głodujących
                dzieciach w afryce. I nie jestem stęskniona za wiedzą co tam się
                dzieje dokładnie. Wystarczy mi namacalna wiedza o tym co się dzieje
                w Indiach bez żadnej wojny.

                Pare postów wyżej opisałam co się stało z moją
                > > koleżanką ktorą tak właśnie stawiano do pionu.
                > Każdy przypadek jest odrębny. Nikt tego nie neguje, nie mniej bez
                braku
                > akceptacji siebie i umiejętnością życia własnym życiem, żaden
                chłop tego nie
                > zmieni.

                Brawo , geniuszu, to jest właśnie to z czym dziewczyna ma problem i
                na to nie pomoże jazda konna ani żadna inna aktywność z czym zdaje
                się kobieta nie ma problemów.

                cóż, kobiety po przejściach często są tak przeżarte swoim
                > > poradzeniem sobie że problemy wszystkich innych wydają im się
                > > kaprysami.
                >
                > Skończ opowiadać bzdury, to tez jakaś twoja życiowa mądrość?

                tak, nauczona na tym forum i utrwalona właśne przez ciebie :)))
                gdzie tu bzdura , przepraszam?

                Rodzice /
                > przyjaciele odradzając konkretne działania kierowali się
                doświadczeniem czy
                > pustosłowiem?

                i o co tutaj chodzi, bo nie za bardzo jasno formuujesz mysli?

                Znasz kogoś kto wbrew woli (nie pozbawionej
                > sądownie) udaje się na jakąkolwiek terapię?

                Praktycznie wszyscy :))) idą na terapię bo już nie mają wyjścia,
                wściekli na siebie i w poczuciu klęski, przerażeni tym co ich czeka
                jeśli czegoś nie zrobią ze sobą ze swoim życiem.
                co więcej, bardzo często mają dokładnie takie same uczucia gdy na
                terapię muszą wrocić. Idą bo muszą, bo się boją, bo mają nóż na
                gardle, bo wszędzie jest pustka w której się rozpadają i zanikają,
                wszechogarniający ból, strach.
                Jeśli jest jakaś wola to wola przetrwania, na poziomie konika
                polnego.
                Nazywanie tego wolą terapii jest nadużyciem moim zdaniem, ale pewnie
                jak się uprzesz ... :)
                • aandzia43 Re: Nie chce mi się żyć 23.06.10, 10:43
                  > Praktycznie wszyscy :))) idą na terapię bo już nie mają wyjścia,
                  > wściekli na siebie i w poczuciu klęski, przerażeni tym co ich czeka
                  > jeśli czegoś nie zrobią ze sobą ze swoim życiem.
                  > co więcej, bardzo często mają dokładnie takie same uczucia gdy na
                  > terapię muszą wrocić. Idą bo muszą, bo się boją, bo mają nóż na
                  > gardle, bo wszędzie jest pustka w której się rozpadają i zanikają,
                  > wszechogarniający ból, strach.
                  > Jeśli jest jakaś wola to wola przetrwania, na poziomie konika
                  > polnego.
                  > Nazywanie tego wolą terapii jest nadużyciem moim zdaniem, ale
                  pewnie
                  > jak się uprzesz ... :)

                  Dooobreee, pani Rumpo :-)
            • demonsbaby służę wyjasnieniem: 22.06.10, 14:10
              "Zobacz ile takich kobiet jest na świecie, nie dociera prawda? Bo to
              jest twój osobisty dramat i masz prawo czuć się najbardziej pokrzywdzona na
              świecie niż dzieci bez stópek w Iraku.
              "


              Gdzie i w którym miejsce "deprecjonuję" wagę jej problemów????

              "Ale, do cholery, ten stan albo zaczynaj
              zagłuszać albo szukaj pomocy w tym, żeby go zagłuszyć
              . "

              Tutaj też jej doradzam wstać z kolan i pobiec niczym nimfa przez stokrotki????
            • triss_merigold6 Poprawka 22.06.10, 15:08
              Mała poprawka: dobrze dobrane, nowej generacji leki stabilizujące
              nastrój i antydepresanty (to nie to samo) działają już po ok.
              tygodniu-dwóch brania i nie zwiększają ryzyka samobójstwa. Brałam
              parę razy + chodziłam do dobrej pani psycholog i naprawdę miało to
              sens i było bardzo pomocne.
              Z drugiej strony aktywność fizyczna wymagająca skupienia i wysiłku
              jest pomocna, tu polecam z własnego doświadczenia naukę jazdy
              konnej, odstresowuje maksymalnie i przez tę choćby godzinę pozwala
              zapomnieć o wszystkich problemach. Tak, wiem, że to doraźne, ale
              suma takich doraźnych działań może podnieść komfort codziennego
              życia.
            • santo_inc Re: Nie chce mi się żyć 22.06.10, 20:08
              > Problem jest na głębszym poziomie niz brak chłopa, czytałas jej
              > pierwszy watek?

              To objawy wyrażane jako "jestem zajebista tylko żaden ch
              • aandzia43 Re: Nie chce mi się żyć 23.06.10, 10:51
                To skrót. Pełna wersja to: skrzywienie umysłowe pt. "jestem zajebista,
                tylko żaden ch.. tego nie docenia", które wielokrotnie i uparcie
                wprowadzane w czyn doprowadziło do wielu nieszczęść, a ostatecznie do
                depresji. Myślę, że o to chodziło.
            • aandzia43 Re: Nie chce mi się żyć 23.06.10, 10:45
              > cóż, kobiety po przejściach często są tak przeżarte swoim
              > poradzeniem sobie że problemy wszystkich innych wydają im się
              > kaprysami.

              Hihi, trafne ;-)
    • tully.makker Re: Nie chce mi się żyć 22.06.10, 13:25
      facet nie rozwiaze twoich problemow, ty sama musisz je rozwiazac.
      Dajesz sama sobie te czulos i akceptacje, ktorej tak pragniesz?
      • ki_czort Re: Nie chce mi się żyć 22.06.10, 16:47
        Demonsbaby, wszystko ok, ale po co te nerwy?

        Dzieci bez stópek -> Afganistan, kraje afrykańskie, etc. - prosty ciąg
        skojarzeń, pomyłka spowodowana nieuwagą i tyle. Nie rób z tego problemu, bo
        sedno mojego komentarza leżało zupełnie gdzie indziej a skupiłaś się na potknięciu.

        Z moich ust nie padło żadne "bez faceta jesteś niczym" tylko raczej, że
        niektórym praca, dzieci, zwierzęta, podróże i wszystko inne nie dają pełni
        szczęścia, zadowolenie może, ale nie szczęście. Do szczęścia j e s t im
        potrzebny mężczyzna albo kobieta i tyle. To nie oznacza, że będą bez niego sobie
        nie poradzą finansowo i w każdy inny sposób.

        Może kobieta X się nauczyła żyć bez męskiego ramienia i jest jej ok, niczego nie
        chce - rozumiem. Ale kobieta Y może sobie równie świetnie radzić w pojedynkę i
        jednocześnie może chcieć partnerstwa, związku. O depresji nic a nic, bo już
        napisały inne forumowiczki.

        Prościej nie wytłumaczę, co mam na myśli, chociaż nie sądzę, by cokolwiek Cię
        przekonało, bo wydaje mi się, że ja o jednym, Ty o zupełnie czymś innym. Wyluzuj
        jako i ja luzuję.
        • gonia_29 ki_czort 22.06.10, 17:28
          Ale to chyba zależy też jaki ten facet jest a nie tylko dlatego ma być good, że
          jest? I może też zależy jak dany Człowiek definiuje pojęcie szczęście! Bo tak to
          strasznie uprościłeś, chyba, że liczysz, że ktoś ogólnie ujmie sytuację? I w
          liczy w nią to, że wraz z pojawieniem się gościa na horyzoncie wcale nie musi
          być dobrze.
          • verdana Re: ki_czort 22.06.10, 18:35
            Ale bez goscia będzie na 100% źle. Są ludzie, ktorzy nie umieją żyć
            w samotnosci.
            Moim zdanie, trzeba sie przemoc i iść do lekarza. Tu jest potrzebna
            terapia, a nie "dobre rady".
            • gonia_29 To bardzo dobrze 22.06.10, 18:48
              ktoś tu się zaoferował z pomocą - namiary dać tej Pani na konkretnych
              lekarz/placówki może chociaż zadzwoni i spróbuje się umówić?
              • aryanna Re: To bardzo dobrze 22.06.10, 20:29
                Mam wiele osób, z którymi mogę rozmawiać: 72-letnia matka, która uważa że
                przynoszę jej wstyd, bo ładna i dobrze wykształcona dziewczyna chłopa nie
                potrafi przy sobie utrzymać, wiecznie powtarza mi, że "kobieta musi robić. czyt.
                ciągle sprzątać i gotować, żeby utrzymać faceta, znosić wiele cierpień i
                poniżeń, tak jak wiele kobiet na świecie". Czyli z mamą nie da się gadać. Od
                jakiegoś czasu stosunki między nami się ogromnie ochłodziły. Mama miała 42 lata
                gdy się urodziłam, rodzeństwo mam dużo starsze (o 21 i o 18 lat starsze ode
                mnie), i wiecznie są zazdrośni, że rodzice byli dla mnie jak dziadkowie, na
                wszystko pozwalali, a dla nich byli surowi. Tata zmarł na zawał, gdy miałam
                16-lat. Do tego jeszcze były mąż od jakiegoś czasu przysyła mi smsy ośmieszające
                mnie, że drugi związek mi nie wyszedł czyli muszę być do dupy, i on się na mnie
                będzie mścił tak długo, aż moja córka będzie u niego.
                Czyli, podsumowując, zrobiłabym wszystkim przyjemność własną śmiercią. Mama
                przestałaby się wstydzić, rodzeństwo być zazdrosne, były mąż dostałby córcię,
                która jeszcze dostałaby sporą rentę po mnie (mam 12 lat pracy, w tym kilka lat
                na 2 etaty). Czy cały czas co niektórzy myślą że to brak chłopa i zmanierowanie?
                Czy po prostu zostaje mi jedno wyjście- bezpiecznie się usunąć i uszczęśliwić
                wszystkich??
                • triss_merigold6 Re: To bardzo dobrze 22.06.10, 20:36
                  Idź do psychiatry po leki stabilizujące nastrój. NIE OGŁUPIAJĄ.
                  Brałam. Do tego psychoterapia - również polecam. Pomóż sobie
                  kobieto.
                • santo_inc Re: To bardzo dobrze 22.06.10, 20:44
                  > Mam wiele osób, z którymi mogę rozmawiać: 72-letnia matka, która
                  > uważa że przynoszę jej wstyd, bo ładna i dobrze wykształcona
                  > dziewczyna chłopa nie potrafi przy sobie utrzymać, wiecznie powtarza
                  > mi, że "kobieta musi robić. czyt. ciągle sprzątać i gotować, żeby
                  > utrzymać faceta, znosić wiele cierpień i poniżeń, tak jak wiele
                  > kobiet na świecie".

                  Twoja matka ma trochę racji. To znaczy coś kojarzy, że gdzieś dzwoni, ale nie do
                  końca wie, w którym kościele.

                  Tak
                  • aryanna Re: To bardzo dobrze 22.06.10, 21:07
                    Nigdy i nigdzie nie pisałam, że tego nie robiłam. A poza tym, gdzie tu
                    akceptacja drugiej osoby?
                    • santo_inc Re: To bardzo dobrze 22.06.10, 21:28
                      > Nigdy i nigdzie nie pisałam, że tego nie robiłam. A poza tym,
                      > gdzie tu akceptacja drugiej osoby?

                      Jak to gdzie? Wybierasz sobie takiego partnera, który akceptuje Ciebie i Twoje
                      potrzeby (i chce je spełnić). A potem robisz to, co trzeba, żeby i jego potrzeby
                      były spełnione.

                      > Po co uświadamiać garbatemu, że jest garbaty?- przecież
                      > on doskonale o tym wie!

                      Kiedy Ty jesteś przekonana, że jesteś najfajniejszą partią na świecie i tylko
                      wartościowi faceci się nie potrafią o tym przekonać.

                      No, przynajmniej takie wrażenie sprawiasz.
                      • aryanna Re: To bardzo dobrze 22.06.10, 21:34
                        być może to tylko Twoje wrażenie, mylne, bo nie było ono absolutnie moim
                        zamierzeniem. Co wg Ciebie znaczy określenie "fajna partia"? bo moim zdaniem nie
                        ma takiej. Nie ma "uniwersalnej partnerki", która zaspokoi wszystkie, nawet
                        najwybredniejsze potrzeby mężczyzny i odwrotnie. Błędnie zinterpretowałeś mój
                        wątek, może raczej zapytałam w nim "dlaczego akurat ja trafiam na idiotów?".
                        • santo_inc Re: To bardzo dobrze 22.06.10, 21:37
                          > być może to tylko Twoje wrażenie, mylne, bo nie było ono absolutnie
                          > moim zamierzeniem.

                          Dziwne, że to wrażenie odniosło też wiele autorek w Twoim wątku.

                          > Co wg Ciebie znaczy określenie "fajna partia"? bo moim zdaniem nie
                          > ma takiej. Nie ma "uniwersalnej partnerki", która zaspokoi
                          > wszystkie, nawet najwybredniejsze potrzeby mężczyzny i odwrotnie.

                          Nie ma uniwersalnej partnerki, ale jest pewne minimum, które jest niezbędne, by
                          zdobyć faceta wartego więcej niż śmiecie z dolnych 5% społeczeństwa.

                          To minimum plus kilka zalet na których facetom zależy (choćby aktywność w łóżku)
                          równa się fajna partia.
                        • default Re: To bardzo dobrze 25.06.10, 13:58
                          aryanna napisała:

                          > może raczej zapytałam w nim "dlaczego akurat ja trafiam na
                          idiotów?".

                          Może dlatego, że z góry zakładasz, że każdy facet nim jest. Chcesz
                          być z kimś, ale od razu nastawiasz się wrogo, w każdym zachowaniu,
                          odezwaniu, postępku doszukujesz się potwierdzenia z góry przyjętego
                          założenia. Tak mi się wydaje jak czytam Twoje wypowiedzi. Nie umiesz
                          być tolerancyjna, nie umiesz iść na kompromis. Mówi się, że miłość
                          zakłada nam różowe okulary, przez które widzimy u partnera same
                          zalety. Może tego Ci brakuje - takiego prawdziwego zakochania, które
                          by Cię w te okulary ubrało, bo jak na razie to patrzysz przez jakieś
                          strasznie ciemne i ponure :)
                  • aryanna Re: To bardzo dobrze 22.06.10, 21:12
                    Wiem, że piszesz w moich wątkach po to, żeby mi dowalić. Po co kopiesz leżącego?
                    Ja sobie zdaję sprawę ze swoich niedoskonałości, ale chyba w relacjach
                    międzyludzkich o to chodzi, by akceptować swoje wady i nauczyć się z nimi żyć, a
                    nie "na siłę" zwalczać?? Po co uświadamiać garbatemu, że jest garbaty?- przecież
                    on doskonale o tym wie!
                    • izabelski Re: To bardzo dobrze 22.06.10, 21:45
                      rozumiem, ze chcesz sie bronic, przed atakami, ale dlacego nie ustosunkujesz sie
                      do pozytywnych sugesti osob, ktore ci tu doradzaja?
                      • radola1 Re: To bardzo dobrze 22.06.10, 23:05
                        Mówiąc o akceptacji masz na mysli że ON ma zaakceptować ciebie taką
                        jaja jesteś? Ale czy ty zaakceptujesz jego takim jaki jest? wiadomo
                        że wiele cech wychodzi z czasem, przewaznie tych gorszych. Chcesz
                        być zaakceptowana to i ty przyjmij założenie, że ktoś może się
                        okazać troszkę "gorszy".
                        Nie uważam tego za jakieś zbytnie podporządkowanie się. Ty chyba
                        jeszcze nie kochałaś nikogo tak naprawdę, mocno, bezwarunkowo. Jak
                        taka milość na ciebie "spłynie" to nie będą ci przeszkadzały
                        niedoskonałości. Może nawet zaczniesz gotować z chęcią dla niego :)
                        W obecnym stanie psychicznym nie myśl o nikim, tylko o sobie jako o
                        najważniejszej na świecie osobie dla córeczki. Udaj się do
                        specjalisty bo ona ciebie potrzebuje najbardziej ze wszystkich.
                    • majmil Re: To bardzo dobrze 27.06.10, 21:47
                      a ja odpowiem ci tak nie słuchaj ludzi, którzy piszą że twoja matka miała trochę racji- NIE MIAŁA
                      facet- był nie dla ciebie.
                      Dla czego przyciągasz idiotów, bo nie wierzysz w siebie masz obniżone samopoczucie.
                      Pamiętaj, każdy, ale to każdy ma prawo czuć się źle. czy musisz facetowi prać, sprzątać gotować - nie musisz. Ja sprzątam razem z mężem, piorę ja, ale wiesza on a gotujemy razem.
                      WAŻNA ZASADA NAJEPIEJ ROZMAWIA SIĘ Z OBCYMI- dla tego lepiej udać się do specjalisty. Najgorzej rozmawiać z rodziną. Ja też mam córeczkę i też miałam problemy, nie pomógł ani mąż, ani mama z którą mam świetny kontakt. Pomogła Pani psycholog i przypadek, że do niej trafiłam diagnoza depresja poporodowa, ale jak mi to mówili bliscy to nie wierzłam. Każdy ma wady, nie ma ludzi doskonałych i grunt to nie patrzeć na innych myśląc że mają lepiej, a wtedy będzie dobrze. Ps. jak chcesz pogadać pisz.

                      Do ludzi odpisujących zamiast się kłócić, poradźcie, jak nie potraficie lub nie chcecie to milczcie, ale nie osądzajcie i nie oceniajcie.
    • filetta Re: Nie chce mi się żyć 23.06.10, 09:59
      Według mnie coś Ci się kobieto pokręciło. Rozumiem, że jesteś na
      progu depresji, wszystko jest bezsensu, udajesz przed światem, ze
      jest ok, a tak naprawdę chce Ci się wyć. Rozumiem to, czasami też
      tak mam. Ale na Boga dlaczego uważasz, że jak będziesz miała przy
      boku kochającego faceta to wszystkie problemy miną? Dlaczego facet
      ma Cię wyleczyć z poczucia wewnętrznej pustki?
      Gdzies kiedyś przeczytałam i przyjęłam sobie do wiadomości, że
      prawdziwy i głęboki związek może stworzyć tylko osoba, która umie
      żyć i cieszyć się z życia w pojedynkę. Według mnie to ma sens. Może
      dlatego, że taka osoba widzi również swojego partnera, jego potrzeby
      i jest nastawiona na dawanie. A taka co przez związek zapełnia sobie
      pustkę życiową i niweluje uczucie nieszczęscia? Według mnie jest
      skupiona wyłącznie na sobie, na swoich potrzebach i głównie na
      braniu.
      Czytałam Twój poprzedni wątek. Domyślam się, dlaczego Ci dwukrotnie
      nie wyszło. "W seksie być ta nieziemską" - według Twoich kryteriów
      czy według kryteriów partnera-mężczyzny? "a nie nędzną namiastką
      jakiejś wysilikonowanej dziwki z pornola" - kto miałby oceniać czy
      jesteś tą nędzną namiastką? Ty czy Twój partner? Chcesz być boginią.
      Jak nie jesteś boginią, to jesteś g.... Nie chcę się wypowiadać za
      innych, ale według mnie bycie boginią seksu i bycie dziwką to bardzo
      bliskie tematy. Dlaczego dla Ciebie stanowią skrajności? Te drobne
      rozważania o seksie mogłyby dotyczyć praktycznie wszystkich
      przejawów małżeńskiego zycia. Tych, o których pisałaś w poprzednim
      wątku.
      Nie chcę się za bardzo rozpisywać. Jednym zdaniem - nowy facet
      naprawdę sprawy nie załatwi, nowa miłość problemów nie rozwiąże.
      Sama musisz się ze sobą zmierzyć, sięgnąć wgłąb i zrozumieć siebie.
      O! Wyszły dwa zdania.
      Pozdrawiam
      • gonia_29 zaraz Ci rumpa dowali 23.06.10, 10:17
        bo ona uważa, że każdy problem jest maskowany i nie chodzi o faceta! Bo autorka
        w 2 wątkach pisząc w ogóle nie zaczĘła TEMATÓW DAMSKO -MĘSKICH W SWOIM WŁASNYM
        wydaNIU! cAŁOKSZTAŁT TEŻ JEST DO D... ALE JAK MA PROBLEMY NIE TYLKO Z FACETAMI
        TO NIECH PISZE DOKŁADNIE A JAK SAMA NIE WIE NIECH NIE MA PRETENSJI - TU
        JANSOWIDZÓW BRAK. Sorry za Capsa.
        • filetta ... 25.06.10, 12:44
          Polecam Ci książkę Susan Forward "Toksyczni rodzice". Mogłabyś od
          tego zacząć. Pozdrawiam.
    • pepsikola Re: Nie chce mi się żyć 27.06.10, 14:44
      droga autorko, ja cie niestety nie pociesze.
      jeszcze kilka dni, miesiecy temu zastanawialam sie jaki jest sens
      zycia, szukalam, szukalam w glowie i doszlam do wniosku ze moze
      dzieci, rodzina. i tak zylam do tej pory, to znaczy do dnia w ktorym
      dowiedzialam sie ze moja mama moze miec raka. ma 55lat, planowala
      remont dookola domu, cieszyla sie z tego az tu nagle swiat sie
      zawalil. dla mnie zycie nie ma juz sensu bo co z tego ze mamy to czy
      owo, ze jednego dnia jestesmy szczesliwi jak nastepnego dnia mozemy
      dowiedziec sie ze o smiertelnej chorobie, ze mielismy tyle planow a
      tu nic z tego nie wyjdzie... penwie kazdy z was kto sie nie spotkal
      z taka choroba czy to mamy, taty, brata, siostry ten pomysli ze
      trzeba sie cieszyc z kazdego dnia. ale wierzcie mi ze spotkanie z
      taka tragedia sprawia ze traci sie wiare i sesn wielu rzeczy i na
      swiat nie patrzy sie juz tak optymistycznie. zwlaszcza jesli trzeba
      odejsc mlodo...
      • majmil Re: Nie chce mi się żyć 27.06.10, 21:33
        droga pepsikola Nie powiem, że rozumiem twój dramat bo byłoby to kłamstwem, ale moja bratowa właśnie dowiedziała się że jej mama ma raka. Nic nie da się zrobić ponieważ przerzuty są ogromne. Zostało jej max 6 mscy. Jednakże znalazła w tym całym dramacie dla siebie ukojenie. Po pierwsze pogodziła się z matką (były od jakiegoś czasu skonfliktowane, przez drugą córkę) a po drugie wie, że ma jeszcze sześć miesięcy. Wiem, że to mało, ale z drugiej strony pomyśl ile dali by za dzień, tydzień czy nawet godzinę ludzie, którzy stracili bliskich wciągu chwili. Spróbój pomyśleć ile możesz dać jeszcze mamie, zróbcie coś co cię ukoi np. napiszcie list na później, spiszcie dobre rady bądź po prostu pobądźcie ze sobą. To na pewno pomaga.
    • rosapulchra-0 Re: Nie chce mi się żyć 05.08.10, 06:03
      a ja Cię rozumiem - też mi się nie chce żyć.
Pełna wersja