Odejść czy zostać...?

24.06.10, 12:02
Ja 29. Bezdzietna panna.
On 38. Rozwodnik. Ma 14-to letniego syna z poprzedniego małżeństwa.

Jesteśmy ze sobą od prawie 6 lat, a od 2 mieszkamy razem.

Jest nam razem cudownie. Czuję, że mnie kocha. Dba o mnie. Więc w czym
problem? Ano, nie chce się żenić. Nie mówi kategorycznie NIE, ale że nie jest
jeszcze gotowy, boi się itp. Przyparty do muru twierdzi, że od jego ex różnię
się tylko tym, że bardziej mi na nim zależy. Czym się nie różnie? W jego
opinii nic mnie w domu nie interesuje - za rzadko sprzątam (raz w tyg.), za
rzadko piorę (raz w tyg.), nie pomagam w ogródku, nie gotuję (on gotuje) itd.
W mojej opinii jest to krzywdzące. Choć nie jestem matką-polką, co to pyłek
spod stóp Pana sprzątnie, to staram się dbać o dom.
Pracuje. Codziennie wstaję o 4.30. Uczę się języków. Ostatnio skończyłam
studia podyplomowe.

I mimo, że go kocham, to jego opór przed małżeństwem ze mną powoduje, że
gasnę. Wszystko mi obojętnieje. Nawet on.

I co tu zrobić? Chyba zostaje mi tylko odejść i jeszcze raz poszukać
szczęścia, gdzie indziej. A może zaakceptować jego zdanie i czekać?
    • verdana Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 12:04
      Pan nie chce sie zenić, bo mu nie żona, a służąca potrzebna.
      • blondgirl Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 12:15
        Być może wpływ ma na to jego pochodzenie. Rodzina wielodzietna z tradycyjnym
        podziałem ról.

        To może nie tak do końca. Nie mogę powiedzieć, że on leży i wymaga.
        Zakupy, gotowanie, ogródek są w 90% na jego głowie.

        Na codzień robi zakupy i gotuje, bo lubi. Ale dopiero w rozmowie, to staje się
        argumentem na nie. Tak jakby na siłę szukał uzasadnienia dla swojego stanowiska.
        • pollyanna-ja Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 12:31
          Kocha cię? Zależy mu na tobie? Chce z tobą być?
          Wybierz odpowiedź tak albo nie.
          Jeśli nie - nie ma problemu.
          Jeśli tak - no cóż... Facet po przejściach, pewnie ze złymi
          wspomnieniami z poprzedniego małżeństwa - może ma uraz, traumę
          małżeńską? ;-) Jeśli faktycznie jest wam dobrze i to jest jedyna
          rozbieżność, to zastanów się, czy warto rzucać w cholerę wszystko ze
          względu na papierek? A z drugiej strony - wytłumaczyłaś mu to? Jak
          bardzo ci na tym zależy? Jak krowie na rowie, żeby dotarło?
          • blondgirl Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 12:36
            pollyanna-ja napisała:

            > Kocha cię? Zależy mu na tobie? Chce z tobą być?
            > Wybierz odpowiedź tak albo nie.
            > Jeśli nie - nie ma problemu.
            > Jeśli tak - no cóż... Facet po przejściach, pewnie ze złymi
            > wspomnieniami z poprzedniego małżeństwa - może ma uraz, traumę
            > małżeńską? ;-) Jeśli faktycznie jest wam dobrze i to jest jedyna
            > rozbieżność, to zastanów się, czy warto rzucać w cholerę wszystko ze
            > względu na papierek?
            Odpowiedź brzmi TAK. Dlatego ta decyzja jest taka trudna. Ale dlaczego to ja mam
            cały czas ponosić konsekwencje jego poprzednich wyborów.
            On też mówi, że ma prawo, bo już kiedyś się sparzył. A JA? Co z moim prawem?


            A z drugiej strony - wytłumaczyłaś mu to? Jak
            > bardzo ci na tym zależy? Jak krowie na rowie, żeby dotarło?

            Próbowałam. Wręcz powiedziałam, że kiedyś to może nas rozdzielić. I przy
            następnej rozmowie on użył argumentów jw.
            • pollyanna-ja Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 13:10
              W takim razie tłuc, tłuc, tłuc mu do łba, jakie to dla ciebie ważne.
              Dopiero jeśli łopatologia stosowana zawiedzie, zastanawiaj się co
              dalej.
              Moim zdaniem (może się mylę), ty mu tylko sugerowałaś ślub. A on,
              jak większość facetów, wychodzi z założenia, że dopóki mu naprawdę
              głowy nie suszysz, to może się wymigiwać. Zabrakło mi tu poważnych
              argumentów, wysuwanych przez obie strony - a więc czy na pewno
              poważnie o tym rozmawialiście? Czy tylko przeciągaliście każdy na
              swoją stronę?
              • tully.makker Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 14:05
                ty mu tylko sugerowałaś ślub. A on,
                > jak większość facetów, wychodzi z założenia, że dopóki mu naprawdę
                > głowy nie suszysz, to może się wymigiwać.

                Ze co przepraszam? Facet, ktory kocha kobiete, stara sobie zapewnic
                wylacznosc w jej zyciu i w sercu poprzez oswiadczyny i malzenstwo.
                Nie trzeba mu w tym celu truc, tluc and przekonywac - on sam wie,
                czego chce.

                Jaki smak ma taki wymuszony slub?
                • p_wolf Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 14:24
                  > Ze co przepraszam? Facet, ktory kocha kobiete, stara sobie zapewnic
                  > wylacznosc w jej zyciu i w sercu poprzez oswiadczyny i malzenstwo.


                  Od kiedy jakikolwiek papierek zapewnia "wyłączność w życiu i sercu"?
                  Jeśli facet jest pewny że kocha, to nie ma potrzeby się żenić. A jeśli jest niepewny, to po co sobie komplikować życie w przyszłości?
                  • tully.makker Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 14:54
                    > Od kiedy jakikolwiek papierek zapewnia "wyłączność w życiu i
                    sercu"?
                    A malzenstwo to jest papierek? To jest uroczysta obietnica, zlozona
                    w obecnosci wielu swiadkow, i nieopuszczaniu az do smierci, albo o
                    dokladaniu wszelkich staran. To wziecie na siebie powaznych
                    zobowiazan natury prawnej, nie tylko moralnej i gotowosc poniesienie
                    konsekwencji w przypadku zlamania obietnicy.

                    ja sama zyje w wolnym zwiazku, bo nie jestem gotowa brac na siebie
                    tych zobowiazan. Ale nie neguje ich wagi.
                    • p_wolf Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 15:20
                      tully.makker napisała:

                      > > Od kiedy jakikolwiek papierek zapewnia "wyłączność w życiu i
                      > sercu"?
                      > A malzenstwo to jest papierek? To jest uroczysta obietnica, zlozona
                      > w obecnosci wielu swiadkow, i nieopuszczaniu az do smierci, albo o
                      > dokladaniu wszelkich staran.


                      Epicki patosie, wylatuj nad poziomy.
                      Jeśli się kogoś naprawdę kocha i zobowiązuje się o niego troszczyć to nie
                      potrzeba do tego żadnego papierka, uroczystego czy nie.
                      Związek tworzy relacja dwojga ludzi, a nie biały welon czy zmiana nazwiska.

                      • tully.makker Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 18:10
                        Masz jakis uraz papierniczy, czy co? Malzenstwo, to nie papierek,
                        to wazna instytucja spoleczna. Jesli bylaby tak niewazna, to panu
                        byloby wszystko jedno, czy slub bierze, czy nie, a zawsze bylaby
                        okazja zeby zrobic impreze.
                        Ten facet doskonale wie - z doswiadczenia, jak wazna rzecza jest
                        malzenstwo. On go po prostu nie chce z ta konkretna kobieta.
                        • izabelski Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 19:01
                          ze nie wspomne o rentach, emeryturach i innych zabezpieczeniach finansowych na
                          wypadek smierci...

                          czy to nie za dlugo - 6 lat
                          usprawiedliwiac kogos poprzednim zwiazkiem????
                        • p_wolf Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 19:39
                          tully.makker napisała:

                          > Masz jakis uraz papierniczy, czy co? Malzenstwo, to nie papierek,
                          > to wazna instytucja spoleczna. Jesli bylaby tak niewazna, to panu
                          > byloby wszystko jedno, czy slub bierze, czy nie, a zawsze bylaby
                          > okazja zeby zrobic impreze.


                          Małżeństwo ważną instytucją jest, a Słowacki wielkim poetą był. Bo przeca gdyby nie było ważną instytucją, to każdy żeniłby się z każdym, bo czemu nie?
                          Zasadniczo też każdy pijak to złodziej, a każdy facet nie chce się żenić. Za to każda kobieta chce, bo małżeństwo to najlepszy dowód że facetowi zależy.
                          Dobra pani, litości nie masz.

                          > ze nie wspomne o rentach, emeryturach i innych zabezpieczeniach
                          > finansowych na
                          > wypadek smierci...


                          Instytucja małżeństwa uzupełnieniem ZUSu i KRUSu?
                          Bomba :D
                          • tully.makker Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 21:00
                            , a każdy facet nie chce się żenić. Za to
                            > każda kobieta chce, bo małżeństwo to najlepszy dowód że facetowi zależy.

                            Padles ofiara wlasnego stereotypowego myslenia. Ja mialam okazje spotkc mnostwo
                            mezczyn, ktorzy chcieli malzenstawa z ukochana kobieta, a z jednym z nich zyje w
                            wolnym zwiazku od 10 lat, bo to JA nie jestem gotowa do malzenstwa.
                            • p_wolf Re: Odejść czy zostać...? 25.06.10, 12:08
                              > Padles ofiara wlasnego stereotypowego myslenia. Ja mialam okazje spotkc mnostwo
                              > mezczyn, ktorzy chcieli malzenstawa z ukochana kobieta, a z jednym z nich zyje
                              > w
                              > wolnym zwiazku od 10 lat, bo to JA nie jestem gotowa do malzenstwa.


                              Nie podłapałaś sarkazmu.
                              I do tego założyłaś, że skoro nie doceniam magii "uroczystej przysięgi" to
                              koniecznie muszę być facetem - to dopiero jest stereotypowe myślenie.


                              > A w takiej sytuacji czułabym się po prostu jak kuchta, gosposia i > pani do
                              wyra.


                              Za to po ślubie hokus-pokus nagle stałabyś się księżną małżonką.
                          • marianka_marianka Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 21:17
                            p_wolf napisał:
                            " Bo przeca gdyby nie było ważną instytucją, to każdy żeniłby się z każdym, bo czemu nie?Instytucja małżeństwa uzupełnieniem ZUSu i KRUSu? Bomba :D"


                            Bardzo trywializujesz i spłycasz pojęcie małżeństwa.
                            Z taką pogardą o "papierku" najczęściej wypowiadają się osoby, które takiego "uwiązania" pragną, ale ich partner nie.

                            Rozumiem Autorkę. A w takiej sytuacji czułabym się po prostu jak kuchta, gosposia i pani do wyra.
                            Bzdurne argumenty konkubenta wzbudzają jedynie uśmiech politowania.
                            A to porównanie z byłą, że aktualnej Pani trochę bardziej zależy - rozłożyło mnie...
                • pollyanna-ja Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 14:24
                  A to, że przeciętny facet wcale się do ślubu nie spieszy i nie jest
                  to żadna teoria ani odkrycie. Tym bardziej taki, który ma złe
                  doświadczenia z zaobrączkowania się.
                  Nie mówię, są wyjątki (znam!), ale 99% facetów uważa, że ślub im
                  niepotrzebny - a tym bardziej w związku z tym, co pisałaś (czyli
                  wspólne mieszkanie > facet ma wszystko pod ręką, to po co mu
                  dodatkowo GPS na palcu?). I tu zaczyna się rola kobiety ;-) czyli
                  przekonanie dotycznego. Niektórzy dają się przekonać łatwo, inni
                  trochę mniej łatwo, a inni...
                  • tully.makker Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 14:57
                    Moj chlop, z ktorym mieszkalam juz jakis czas, oswiadczyl sie. ma za
                    soba podobne przejscia co partner autorki watku. Nie musialam go
                    przekonywac, prasic, przynaglad, ani tematu z nim omawiac. On wie,
                    ze chce byc ze mna i jest gotow podjac to zobowiazanie.

                    Gdyby nie byl, to bym z nim nie byla.
                  • pollyanna-ja Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 14:59
                    I jeszcze jedno @tully - to, że przekonujesz kogoś do swojej
                    wizji i punktu widzenia, nie oznacza, że coś wymuszasz. Ja nie mówię
                    o zmuszeniu faceta do ślubu. Ja mówię o przekonaniu go, że dla
                    autorki ślub jest ważny i jest dla niej kwintesencją związku. Bo być
                    może on nie jest przeciwnikiem ślubu, ale najzwyczajniej nie
                    chce mu się żenić. A to różnica.
                    • enith Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 19:22
                      Od przekonywania chyba dość łatwo przejść do wymuszania. Można swój punkt widzenia przedstawić raz czy dwa, ale już piąty czy dziesiąty czy setny raz, no to nie podpada już chyba pod przekonywanie, tylko właśnie wymuszanie na kimś decyzji, której podjąć sam z siebie ten ktoś nie chce.
                      Dla mnie sytuacja jest jasna. Partnerka mówi, że ślub jest dla niej ważny, partner niby nie jest ślubowi przeciwny, ale szuka argumentów, w tym wypadku całkowicie abstrakcyjnych, żeby ślubu nie brać. Co tu można napisać poza tym, że tych postaw nie da sie pogodzić, więc szkoda tracić czas na coś, co nie rokuje na przyszłość.
                    • anusia29 Re: Odejść czy zostać...? 25.06.10, 09:00
                      Jak kocha to sam chce być mężem, nie potrzebuje przekonywania nawet,
                      ani sugerowania typu "chciałabym..." ON SAM CHCE i to ON PRZEKONUJE
        • a.nancy Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 16:02
          > To może nie tak do końca. Nie mogę powiedzieć, że on leży i wymaga.
          > Zakupy, gotowanie, ogródek są w 90% na jego głowie.

          co może być sprawą do przedyskutowania i ew. bardziej sprawiedliwego podziału
          obowiązków (chyba, że ty faktycznie masz dużo więcej zajęć niż on i nie masz
          czasu na takie rzeczy). nie jest to jednak żaden argument w kwestii ślubu.
          bo, jak rozumiem, mieszkanie i sypianie z tobą mu odpowiada? na konkubinę się
          nadajesz, a na żonę już nie? no sorry, ale to jest po prostu śmieszne.


          > Na codzień robi zakupy i gotuje, bo lubi. Ale dopiero w rozmowie, to staje się
          > argumentem na nie. Tak jakby na siłę szukał uzasadnienia dla swojego stanowiska

          a, to też możliwe.
          a może rodzinka mu d...ę truje, że sobie taką niegospodarną babę wziął?
          • blondgirl Re: Odejść czy zostać...? 25.06.10, 08:48
            Jego rodzina jest za mną. Sami namawiali go do zalegalizowania naszego związku
            przy mnie. Często się dopytują itp.

            Dlatego zastanawiam się czy jeszcze nie przedstawić moich planów jego matce albo
            siostrze, z którą jest bardzo związany.
      • a.nancy Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 15:57
        verdana napisała:

        > Pan nie chce sie zenić, bo mu nie żona, a służąca potrzebna.

        otóż to
        ja bym przy pierwszej pretensji o sprzątanie zabiła śmiechem
    • tully.makker Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 12:50
      Jesli chce sie slubu, to bledem jest zamieszkanie z mezczyzna zanim
      sie koonkrety w tej sprawie ustali. On juz ma wszystko, czego chce.
      Dopiero zagrozony utrata tego zacznie walczyc o ciebie.
    • serendepity Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 15:38
      Przyparty do muru twierdzi, że od jego ex różnię
      > się tylko tym, że bardziej mi na nim zależy.

      Znaczy, ze jestes niewiele lepszym egzemplarzem od bylej zony, czyli niewiele
      Cie dzieli od stania sie byla w przyszlosci.
      Skoro tak wiele mu sie nie podoba, to po co jest z Toba? Moze powinien poszukac
      robota, ktory bedzie wykonywac te wszystkie prace domowe albo zatrudnic gosposie.

      Gosc ma 38 lat i mowi, ze nie jest gotowy. A kiedy bedzie gotowy? Ile chcesz czekac?
      • verdana Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 17:36
        Ba ani ty, ani ex nie prowadzicie domu na poziomie, do ktorego Pan i
        Władca przywykł. Zapewnianie pewne minimum, ale nie luksus.
        Dla mnie facet do odstrzału.
        • iza38bp Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 18:33

          Odejśc to za mało,uciekac trzeba szybko! ja jestem dokładnie w takiej samej
          sytuacji,z tym ,ze ja mam 2 dzieci i mój pan tez 2.Prawie 4 lata mieszkamy razem
          i tak jak ktos napisał ,oni nie chcą zony.Po co maja cos zmieniać jak maja i tak
          wszystko?zaliczyłam 10 psychologów,wydałam kupe kasy zeby usłyszec to co sama
          wiem.Tu nie chodzi po pierwsze o papierek,powinien przyjsc ,jasno
          okreslic,poprosic o reke i mozna tkwic w narzeczenstwie,przeciez od oswiadczyn
          do slubu jeszce moze byc jakis czas.Ale ja musze wiedziec,ze własnie jestem dla
          kogos najwazniejsza,ze traktuje mnie powaznie.Ja czuje się kazdego dnia i nocy
          upokorzona,dobra jestem do spania,gotowania i tp.Tym smieszniej ze mo jest
          wdowcem,dzieci sa bardzo zzyte ze mna i co.Znasz to powiedzenie ,ze jak ktos
          chce znajdzie sposób ,jak nie chce znajdzie przyczynę!Poza tym,czemu nie maja tu
          wchodzic takze wzgledy materialne,czy konkubina coś zyskuje, w razie rozstania?
          I przeczytałam gdzies jeszcze ,że jesli facet uwaza kobietę za cud ,to boi
          sie,że ktos mu ten cud sprzatnie.
          Ja jestem zupełnie sama,w obcym miescie,zrezynowałam z zycia za granicą,ale nie
          mam zamiaru tracic czasu na cos co nie rokuje na przyszłosc.Dla mnie to
          niepojete stawianie jakis warunków,przypieranie do muru itd.Ludzie sie
          pobierają, jesli tylko chca.Co ze swiatem artystycznym ,gdzie ktos sie zeni 3 ,4
          raz.To dopiero musiałaby byc trauma .Kazdy powod na nie jest dobry.
          Z doswiadczenia wiem ,ze zaczynam go nienawidziec,ze wykozystuje moja
          sytuacje,ze czekam az dziecko skonczy dszkołe ,jeszcze rok,mam do niego
          zal,który nie pozwala mi normalnie byc z nim.Jak mam z nim chodzic do
          łozka,przytulac sie ,byc dobra,przyjemną.Cocbys zmieniała i wyszukiwała w sobie
          nie wiadomo co , to nie w tym rzecz. Wiem o twoich problemach bo czasem goszcze
          na forach macochy.Pozdrawiam

          • blondgirl Re: Odejść czy zostać...? 25.06.10, 08:41
            <Wiem o twoich problemach bo czasem goszcze
            na forach macochy.
            Tak, tylko większość "starych" problemów udało nam się porozwiązywać, a "nowych"
            nie ma. Na codzień między nami nie ma prawie żadnych konfliktów. Dobrze nam
            razem. I tym bardziej decyzja jest trudna.

            Jak mam z nim chodzic do
            > łozka,przytulac sie ,byc dobra,przyjemną
            Właśnie to! Od pewnego czasu jest mi obojętne wszystko - kiedy wychodzi, kiedy
            wraca, jak pracuje, gdzie jest. Straciłam prawie zupełnie ochotę na sex -
            kochamy się max 2 razy w miesiącu, a to i tak robię bardziej z musu niż
            faktycznej ochoty. Kiedyś chciałam z nim być prawie codziennie. Wpdama w nastrój
            depresyjny.
            On pyta co mi jest jest. W jego głosie, zachowaniu widać rzeczywistą troskę o
            mnie. Udaję, że wszystko jest ok. Albo zwalam na pracę... Boję się powiedzieć mu
            prawdę, bo w moim odczuciu to tak jakbym się PROSIŁA czy była ZDESPEROWANA, a z
            drugij strony boję się ponownie usłyszeć jego argumentów. Tyle tylko, że tym
            razem, jeśli znów ich użyje nie będę się tłumaczyć ani płakać, jak poprzednio,
            ale wstanę, spakuję się, rzucę klucze i bez słowa wyjdę.
    • enith Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 18:50
      >Przyparty do muru twierdzi, że od jego ex różnię się tylko tym, że bardziej mi na nim zależy...

      Nieźle. Zastanawiam sie, jak musisz być pokręcona czy może zdesperowana, by słysząc takie słowa nadal twierdzić, że jest wam razem cudownie.
      Ja na twoim miejscu aż pokusiłabym sie o eksperyment: zacisnąć poślady i choćby na pysk padając ze zmęczenia zacząć częściej gotować, łazić do tego ogrodu, sprzątać na bieżąco (choćby miało to być codzienne kilkuminutowe latanie z miotełką do kurzu). I tak przez jakiś czas z malutką sugestią w kierunku pana, że "patrz, ja się staram, gotuję, sprzątam, ha, obornik w ogrodzie rozrzucam, coś mi się wzamian należy, prawda?" I wiesz co? Myślę, że to zachowanie będzie miało na ciebie terapeutyczny wpływ, bo pokaże ci czarno na białym, że nie ważne, jak zaangażowana w gospodarstwo domowe będziesz, żoną tego pana nie zostaniesz. Twoja niechęć do gotowania jest zasłoną dymną dla prawdziwych powodów, dla których pan nie chce się z tobą żenić, a powód jest taki, że nie jesteś zwyczajnie dość dobra, by sobie na bycie żoną zasłużyć. Aaa... i polecam rozmowę z eks - żoną, to może być naprawdę pouczające doświadczenie ;)
    • velluto Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 19:33
      No dobra, ślub ślubem - a czy rozmawialiście jak ma wyglądać wspólna przyszłość?
      czy chciałabyś mieć dzieci i co on na to?

      Facet jest niepoważny - zamiast uczciwie przedstawić swoje stanowisko, ucieka
      się do manipulacji i poniekąd - podkopywania twojego poczucia własnej wartości,
      wpędzania cię w poczucie winy (jego przekaz=gdybyś nie była taką leniwą fleją to
      by miał motywację do ożenku). Sprawia, że zaczynasz się bronić, a nie
      dyskutujecie o problemie. Fatalne podejście.
      • p_wolf Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 19:45
        blondgirl napisała:

        > I mimo, że go kocham, to jego opór przed małżeństwem ze mną powoduje, że
        > gasnę. Wszystko mi obojętnieje. Nawet on.
        >
        > I co tu zrobić? Chyba zostaje mi tylko odejść i jeszcze raz poszukać
        > szczęścia, gdzie indziej. A może zaakceptować jego zdanie i czekać?


        Dla pani światłem egzystencji jest sformalizowanie związku, dla pana posprzątany
        ogródek.
        Abstrahując od tego że raczej nie jesteście sobie pisani, to macie jednak coś ze
        sobą wspólnego.
        • kikki123 Re: Odejść czy zostać...? 24.06.10, 21:48

          > Dla pani światłem egzystencji jest sformalizowanie związku, dla pana posprzątan
          > y
          > ogródek.
          > Abstrahując od tego że raczej nie jesteście sobie pisani, to macie jednak coś z
          > e
          > sobą wspólnego.

          P-Wolf, po co takie pogardliwe stwierdzenia?
          "ja 29 bezdzietna panna" - nie rzuciło Ci się w oczy? że niby małoduszna chęć uzyskania papierka? a może uzasadniony i narastający lęk o przyszłość, samotną i bez własnego dziecka?
          a u niego lęk połączony z wygodą, które możliwe że nawet sam przed sobą maskuje pseudoargumentami?
          • p_wolf Re: Odejść czy zostać...? 25.06.10, 12:17
            kikki123 napisała:

            > P-Wolf, po co takie pogardliwe stwierdzenia?
            > "ja 29 bezdzietna panna" - nie rzuciło Ci się w oczy? że niby małoduszna chęć u
            > zyskania papierka? a może uzasadniony i narastający lęk o przyszłość, samotną i
            > bez własnego dziecka?


            Pogarda to zbyt mocne słowo, nie każda kpina jest pogardliwa.
            Ja nie rozumiem immanentnego związku lęku przed samotnością z brakiem małżeństwa którzy niektórzy tu uznają za oczywistość.
            Nigdy w życiu nie spotkałaś samotnego człowieka z obrączką na palcu? Albo szczęśliwego w miłości bez tejże obrączki?

            Małżeństwo to jedna z form dla treści, którą jest związek dwojga ludzi. Uzależniać od tego swoje szczęście to klasyczny przykład przerostu owej formy nad treścią.

            • kikki123 Re: Odejść czy zostać...? 25.06.10, 18:50

              > Pogarda to zbyt mocne słowo, nie każda kpina jest pogardliwa.

              Nie, nie każda, nie będę się upierać akurat co do tej, takie odnioslam wrażenie, jeśli przypisałam Ci błędną intencję to sorrka.

              > Ja nie rozumiem immanentnego związku lęku przed samotnością z brakiem małżeństw
              > a którzy niektórzy tu uznają za oczywistość.

              Ujęłabym to inaczej - dla kobiety inwestującej ileś lat życia w związek brak chęci mężczyzny do jego zalegalizowania, brak rozmów o wspólnej przyszłości, dzieciach może być mocno niepokojący, zwłaszcza jeśli jej zegar biologiczny zaczyna tykać.

              > Nigdy w życiu nie spotkałaś samotnego człowieka z obrączką na palcu? Albo szczę
              > śliwego w miłości bez tejże obrączki?
              >
              > Małżeństwo to jedna z form dla treści, którą jest związek dwojga ludzi. Uzależn
              > iać od tego swoje szczęście to klasyczny przykład przerostu owej formy nad treś
              > cią.

              spotkałam też szczęśliwych zaobrączkowanych i nieszczęśliwych niezaobrączkowanych. Tyle, że jakie to ma znaczenie dla autorki? Ona przypisuje małżeństwu inne znaczenie niż Ty (i nie tylko ona, popatrz na wpisy). Z punktu widzenia Twojej definicji jest przerost formy nad treścią, z jej punktu widzenia – treści brakuje istotnych składników.
      • blondgirl Re: Odejść czy zostać...? 25.06.10, 08:31
        Dotychczas nie chciałam mieć dzieci, choć nigdy nie powiedziałam kategorycznie
        NIE (no raz, kiedy jego rodzina po raz n-ty dopytywała o potomka - ale to było
        bardziej na odczepnego, bo od tego czasu wszelkie pytania tego typu skończyły się).
        Teraz powoli chyba zaczynam dojrzewać do posiadania dziecka. Czasami nawet
        wyobrażam sobie jakby to było być w ciąży i mieć maleństwo.

        Przedwczoraj, stąd może to moje rozżalenie, rozmawiając o jego siostrzenicy,
        która dopiero co urodziła, niby żartem powiedziałam mu, że może i my
        postaralibyśmy się o dzidziusia. Na to on: ale ty bierzesz tabletki. No tak,
        odpowiedziałam, ale nie mamy ślubu, a nigdy nie ukrywałam, że nie dam sobie
        zrobić dziecka bez ślubu. Do posiadania dziecka ślub nie jest potrzebny. I na
        tym rozmowa się skończyła.
        Z kolei ja uważam, że jeśli ktoś nie jest gotowy do ślubu, to tym bardziej nie
        jest gotowy na dziecko. Bo z małżeństwa zawsze można się "wymiksować", a
        rodzicem jest się przez całe życie.

        Decyzję chyba już podjęłam... Trudno mi ją jeszcze do końca zaakceptować...
        Wyznaczyłam sobie na razie punkt graniczny - moje 29. urodziny. Kilka dni
        później jadę na kilka dni na wczasy z koleżanką.
        Może jeszcze tylko powinnam porozmawiać z jego mamą i siostrą, które są bardzo
        za mną i wyjaśnić im pewne sprawy.

        Strategia na najbliższy czas - unikam spotkań z jego rodziną. Za 2 tygodnie mamy
        jechać na chrzciny córki jego siostrzenicy. Powiem, że nie jadę, bo przygnębia
        mnie towarzystwo samych małżeństw bądź osób które planują swój ślub (tylko tacy
        tam będą - albo małżeństwa albo narzeczeni) i w takich sytuacjach czuję się
        gorsza od nich. Jeśli to nie da mu nic do myślenia to trudno... Nawet jeśli
        będzie to zła decyzja, to będzie to moja i tylko moja decyzja!
        • pollyanna-ja Re: Odejść czy zostać...? 25.06.10, 13:32
          Ja miałam podobne podejście.
          Abstrahując od tego, jak skończył się mój związek, sama sytuacja
          jest dość podobna (z wyjątkiem tego, że mój facet był 2 lata ode
          mnie młodszy i nigdy nie miał poważnych zobowiązań w stosunku do
          kogoś innego; myślę jednak, że męska psychika jest w tych 2
          przypadkach bardzo podobna).
          Ja też dawałam mu ultimatum - moje 30. urodziny, potem czekałam do
          końca roku (2 miesiące). Tyle że to ultimatum było raczej w moje
          głowie. Przebąkiwałam parę razy o pierścionku, o zaręczynach, ale
          wszystko bardziej w formie niezobowiązującej, jako żarty raczej. Też
          zakładałam, że wymuszone małżeństwo nie ma swojego uroku i nie
          chciałam naciskać. Nigdy nie powiedziałam mu wprost, jak bardzo mi
          na tym zależy, nie spędziłam nad tym więcej niż 5-10 minut na raz.
          Kryzys dopadł mnie, kiedy dostałam wiadomość od ostatniej licealnej
          przyjaciółki, że właśnie się zaręczyła. Ten płacz, który się ze mnie
          wydostał, ten potok łez, to było coś strasznego. A on to wszystko
          widział. Wtedy sobie pomyślałam - nic z tym nie robi, mam dość!
          Kończę!
          Parę miesięcy później (dawno po rozstaniu) poznałam jego wersję.
          Ponoć wcale na niego nie naciskałam, więc dlatego odkładał to
          wszystko na później. On osobiście nie uważał małżeństwa za coś
          absolutnie koniecznego, ale wiedząc, że to ważne dla mnie, chciał
          się oświadczyć. Czekał np. 2 tygodnie, kiedy między nami było
          dobrze - ale wtedy ja dostawałam szału, że on się jeszcze nie
          oświadczył i zaczynały się kłótnie, o cokolwiek. O podział
          obowiązków na przykład ;-) I on się wycofywał, bo jak się oświadczać
          furiantce...? I znów - było dobrze, on się szykował, ale zanim
          się "wyszykował", mi kończyła się cierpliwość i zaczynały się
          kłótnie. A to wszystko dlatego, że ani razu cierpliwie i wprost nie
          wytłumaczyliśmy sobie naszych oczekiwań i punktu widzenia.
          Pomyśl, czy wy na pewno sobie to powiedzieliście? Czy tylko mu
          sugerowałaś? Czasami do chłopa trzeba dotrzeć kamienistą drogą...
          Koleżanki drogie, nie stawiajcie wszystkiego w czarno-białym
          świetle. Nie wszystko jest jasne jak słońce na tym świecie...
          • blondgirl Re: Odejść czy zostać...? 25.06.10, 13:42
            Ja też mam właśnie takie jazdy :(

            On od początku wiedział, że nie jestem zwolenniczką życia na tzw. kartę rowerową.

            Nie raz mówiłam, że jestem zmęczona takim życiem w niezalegalizowanym związku i
            nie chcę tak żyć wiecznie.

            Poczekam jeszcze co będzie po tych chrzcinach. Czy zdobędzie się na jakąś
            refleksję czy obrazi się za moją "niesubordynację".
        • iza38bp Re: Odejść czy zostać...? 25.06.10, 13:45

    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Odejść czy zostać...? 27.06.10, 21:33
      Na formułę związku musi być zgoda obojga partnerów. I to na każdy wariant czyli
      małżeństwo czy też związek partnerski. Inaczej któreś z partnerów może czuć
      się wykorzystane. Lub odrzucone ze swoimi potrzebami: wolności lub potrzeby
      sformalizowania związku, przynależności czy wspólnotowości. Niezaspokojenie
      podstawowych potrzeb rodzi frustrację. To charakterystyczny stan wycofania i
      obojętności, zniechęcenia wobec partnera jaki Pani opisuje. Na dłuższą metę
      taki stan zniszczy związek i Panią.
      Nie wiem jaką Pani podjęła decyzję, ale warto wziąć pod uwagę to co napisałam
      wyżej. Jeśli partner tego nie zrozumie, to świadczy na jego niekorzyść, bo
      oznacza, że nie bierze pod uwagę Pani ważnych argumentów.
      Obciążanie Pani winą za posiadanie jakiś niegodnych cech, które uniemożliwiają
      małżeństwo uważam za krzywdzące Panią.
      Te same cechy pozwalają Pani partnerowi być z Panią w związku. Agnieszka
      Iwaszkiewicz
      • blondgirl Rozmowa... 28.06.10, 07:56
        Wczoraj doszło między nami do rozmowy.
        Główne tezy:
        1. nie, on nie wyklucza małżeństwa, a nawet chce (!?), tylko jeszcze nie teraz.
        "Nie jestem jeszcze gotowy i nie wiem, kiedy będę. Może za rok będzie dobry czas"
        2. Jeśli podejmiemy taką decyzję, to bez wesela, bo JA JUŻ MIAŁEM WESELE
        3. jak nie ty, to z nikim innym nie będę
        4. to nie tak, że nie spełniasz moich oczekiwań, może ja mam zbyt wysokie
        oczekiwania i zbyt dużo od Ciebie oczekuję. Nie musisz zasługiwać na nic. (to w
        kontekście, że nie spełniam jego oczekiwań i dopóki nie zacznę postępować, jak
        jego ideał, to nie mam na co liczyć)
        5. przecież ci we wszystkim pomagam
        6. wiek nie jest żadnym wyznacznikiem


        Poza tym jest miły, słodki i czuły, aż do bólu...
        Ale tekst, bo ja JUŻ TO MIAŁEM, przyćmiewa wszystkie ustalenia.
        • pollyanna-ja Re: Rozmowa... 28.06.10, 16:44
          TEN tekst to jeszcze nic, ale jak zwykle rozwala mnie na lopatki
          tekst "chce, ale jeszcze nie teraz". To kiedy??? Kiedy bedzie mial
          siodmy krzyzyk na karku i zacznie sie bac, czy wyprawisz mu porzadny
          pogrzeb???
          Sorry, ale jak jestem w stanie zrozumiec niektore meskie slabosci i
          dziwne zachowania, to "na swietego Nigdy" nie jestem w stanie
          tolerowac. To jest typowe odwlekanie w nieskonczonosc. Jesli sie
          czegos boi, to niech to powie wprost. A nie zwodzi i czaruje. Nie
          chce straszyc, ale w ten sposob sie nigdy nie doczekasz! Ile ten
          facet ma lat...? 5? Wybacz, tez to przerabialam, w bardzo podobny
          sposob. Tez bylo "ja chce, ale jeszcze nie teraz, jeszcze za mlody
          jestem, jeszcze czas..." I sie nie doczekalam. Wiekszosc facetow w
          ten sposob zostawia sobie furtke, moze nawet nie zdajac sobie z tego
          sprawy.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja