no, chyba śnię

27.06.10, 18:58
Ale to jakiś koszmar...mój przykładny, pracowity i oddany rodzinie mąż miał dwuletni romans..sprawa się wydała banalnie-przez sms..kazałam zerwać natychmiast, przy mnie napisał do niej sms-a, że zrywa, że go więcej nie zobaczy..a ta q..wa jeszcze mu pisze, że jest jej go żal. Nie wiem, co robić, mamy troje małych dzieci a czwarte w drodze,nie stać nas na terapię, zresztą mieszkamy na wsi, nie miałby kto zostawać z dziećmi. Katastrofa
    • paulutek Re: no, chyba śnię 27.06.10, 22:03
      Bardzo Ci współczuje,bardzo.Nie wiem nawet co poza tym
      napisać.Trzymaj sie.
      • sebalda Re: no, chyba śnię 27.06.10, 22:51
        Zaraz ktoś Ci napisze, że mając tyle dzieci, pewnie zaniedbywałaś potrzeby
        mężulka, to sobie znalazł pocieszycielkę. Nie daj się wrobić w poczucie winy.
        Jak on się tłumaczy, żałuje, kaja się? Jest szansa, że naprawdę zerwie i że to
        się nie powtórzy? Jeśli poza tym jest dobrym mężem i wzorowym ojcem, jeśli
        naprawdę żałuje, jeśli znasz go na tyle, że jeszcze możesz mu dać drugą szansę,
        chyba nie należy wykonywać teraz radykalnych ruchów. Też współczuję i też życzę
        hartu ducha.
        • rumpa Re: no, chyba śnię 27.06.10, 23:14
          wiesz ja będę złosliwa i się zapytam - a gdzie ten mąz?
          Bo przykładny, pracowity, oddany rodzinie...a gdzie on sam, jako
          człowiek z marzeniam?
          czwarte dziecko w drodze, ciekawe czy nie tak jak u mojej kuzynki,
          która jest wierząca, antykoncepcji nie uznaje a na jej przekonania
          religijne zarobić musi oczywiście mąż.
          innymi słowy - masa roboty, jeszcze więcej roboty na horyzoncie,
          pani to może odpowiadało, panu niekoniecznie - mnie by nie
          odpowiadało, ale ja mam okropny charakter i dałabym temu wyraz a ten
          pan zdaje się nie. Co miał zrobić jak do niego dotarło że jest w
          kanale? Zostawić żonę z dzieciakami? Na wsi????Osobiście tego sobie
          nie wyobrażam.
          Czy poszukać namiastki szczęścia?
          I jak myslisz, dlaczego ona napisała że jej mu go żal?
          Może dlatego że ona wie że on przerąbał swoje życie ale chce wybrnąć
          jakoś z sytuacji, cokolwiek urywając dla siebie.
          • asiula1987 Re: no, chyba śnię 02.07.10, 21:18
            do rumpa:
            ze sie tak spytam jestes facetem czy kobieta? bo mnie to wyglada ta meskie
            myslenie, ze co? ze jak ktos ma rodzine i nawet ta 3-4 dzieci to juz od razu
            kanal i trzeba szukac pocieszenia u kochanki?? sa ludzie ktorzy maja tyle dzieci
            i sa szczesliwi tylko ze to zalezy od ludzi jacy sa, jesli facet to kupa gnoja
            to i jakby mial 1 dziecko iprzepiekna wspaniala zone to by mu nie wystarczylo
            • santo_inc Re: no, chyba śnię 03.07.10, 21:35
              > myslenie, ze co? ze jak ktos ma rodzine i nawet ta 3-4 dzieci to juz od razu
              > kanal i trzeba szukac pocieszenia u kochanki??

              rumpa jest kobietą, ale akurat ma rację. Zdrada często jest efektem tego, że się
              kobietom zapomina o mężczyźnie jako takim i jego potrzebach a widzi go jedynie w
              funkcji robobankomatu.
            • tautschinsky Re: no, chyba śnię 09.07.10, 18:05
              asiula1987 napisała:

              > do rumpa:
              > ze sie tak spytam jestes facetem czy kobieta? bo mnie to wyglada ta meskie
              > myslenie,

              To jest myślenie RACJONALNE. Człowiek sprowadzony
              do maszyny roboczej, mającej zapewnić kasę i tylko
              kasę szuka oddechu. Tym oddechem jest zwykle ktoś
              taki jak kobieta na boku. To, że jest/był to romans
              a nie szybki numerek w agencji o czymś też świadczy.
              Ten mężczyzna potrzebował też przyjaznej duszy, z którą
              mógłby porozmawiać i dla której jest mężczyzną a nie
              numerem konta i gościem od napraw w domu.




              > ze jak ktos ma rodzine i nawet ta 3-4 dzieci to juz od razu
              > kanal i trzeba szukac pocieszenia u kochanki??



              Nie oszukujmy się - dzisiaj 4 dzieci to patologia,
              która na wsi dobrze się trzyma. Nie dla każdego takie
              stado gąb w domu to radość i fanfary. Kochanka to
              jedynie namiastka bycia jeszcze mężczyzną. Bo przez
              żonę został sprowadzony do roli sponsora jej życia i
              pomysłu na życie.



              sa ludzie ktorzy maja tyle dziec
              > i
              > i sa szczesliwi tylko ze to zalezy od ludzi jacy sa, jesli facet to kupa gnoja


              Tą wypowiedzią potwierdzasz, że mężczyzna ma się
              podporządkować pomysłowi kobiety na życie. To oczywiście myślenie życzeniowe - trwa spełnianie
              takie pomysłu na życie przez jedną stronę do jakiegoś
              czasu, potem zwykle następuje rozpad lub ucieczka jak
              tutaj w romans.
              • sebalda Re: no, chyba śnię 10.07.10, 11:37
                tautschinsky napisał:
                "nie oszukujmy się - dzisiaj 4 dzieci to patologia,
                która na wsi dobrze się trzyma. Nie dla każdego takie
                stado gąb w domu to radość i fanfary".

                Czy Ty w ogóle wiesz, co piszesz? Czytasz czasami jakąś poważniejszą prasę?
                Naprawdę uważasz, że tylko ludzie na wsi mają tyle dzieci? Nie słyszałeś o
                wielodzietnych, szczęśliwych rodzinach? Ja znam takich kilka i są to naprawdę
                szczęśliwe rodziny, decyzja o liczbie potomstwa była wspólna, dzieciaki są
                świetne, mądre, wykształcone, a przede wszystkim normalne, empatyczne, chętne do
                pomocy. To, o czym piszesz pewnie się zdarza, ale to nie jest zasada generalna,
                pewnik. Może trochę dystansu i obiektywizmu, co?
        • rumpa Re: no, chyba śnię 27.06.10, 23:19
          i wiesz co, jak tak przeczytałam jeszcze raz ten post, to ni cholery
          jakoś nie współczuję - cierpienia tam nie czuję, raczej piękny wkurw,
          że ktos jej plany pokrzyzował.
          • sebalda Re: no, chyba śnię 27.06.10, 23:37
            Rumpa, ty pochwalasz takie rozwiązanie? Zdradę?
            Rozumiem, że kobieta gwałciła faceta i z tych gwałtów te dzieci się brały? On
            biedak może nie wiedział, że ze stosunku z żoną może się wziąć dziecko? A może
            ona mu jakieś narkotyki dawała? Kamon.
            Widzę, że nie tyko ja dorabiam historie do pewnych wątków. Wydaje mi się, że nie
            tylko w ortodoksyjnie katolickich rodzinach ludzie decydują się na więcej
            dzieci. I wydaje mi się, że nie zawsze jest tak, że decyzje o liczbie dzieci
            podejmuje wyłącznie kobieta. Mamy za mało danych, żeby przesądzać, jak w tym
            konkretnym przypadku było. Poczekajmy jednak z ferowanie wyroków na więcej
            szczegółów.

            > i wiesz co, jak tak przeczytałam jeszcze raz ten post, to ni cholery
            > jakoś nie współczuję - cierpienia tam nie czuję, raczej piękny wkurw,
            > że ktos jej plany pokrzyzował.
            Niektóre kobiety na wiadomość o zdradzie reagują cierpieniem, inne wkurzeniem.
            Jak Ty byś zareagowała? Z Twoich postów wnioskuję, że jednak tym drugim, bo
            robisz wrażenie twardej sztuki, ale może się mylę. Zresztą reakcja kobiety jakoś
            nijak się ma do faktu, że facet zdradził. Gdyby ona płakała i ślicznie go
            prosiła, żeby skończył romans, jego zdrada byłaby mniejsza czy większa?
            • waszahanusia Re: no, chyba śnię 27.06.10, 23:41
              moze i jest wkurzona, ale pewnie dlatego ze dała sie tak wrobic, nie
              byla taka głupia (tak pewnie o sobie mysli) ze on ja tak w bolo
              zrobil, ze ona mogła tez tak zrobic, ale ma zasady, meza, dizecko. I
              wtedy złosc wychodzi. Potem sa inne odczucia i reakcje
              • rumpa Re: no, chyba śnię 27.06.10, 23:57
                no tak, jesli od zdrady powstrzymywała ją tylko świadomość że ma
                męza i dzieci, to faktycznie można się wściec :)))
                Ale dalej nie ma co współczuć, nie?
                ja bym osobiscie pewnie zdradziła :))) bo zimna suka ze mnie i nie
                narażę dla seksualnych przyjemności w aurze uczciwości bytu moich
                dzieci.
                póki co żadne głupoty typu zasady mnie nie powstrzymują, więc i
                poczucia krzywdy bym nie miała.
            • rumpa Re: no, chyba śnię 27.06.10, 23:53
              nie pochwalam, ale czasem rozumiem.
              Co ma zrobić facet na wsi, z rosnącym wykładniczo przychówkiem, gdy
              do niego dociera że jest w kanale?
              Masz jakieś rozwiazanie?

              Wydaje mi się, że ni
              > e
              > tylko w ortodoksyjnie katolickich rodzinach ludzie decydują się na
              więcej
              > dzieci.

              I pewnie masz rację, aczkolwiek jedyne rodziny wielodzietne które
              znam to właśnie bardzo religijne i ... patologiczne.
              Myslę oczywiscie o Polsce, w Holandii czy Francji sytuacja jest
              nieco inna, aczkolwiek nie drastycznie.

              Niektóre kobiety na wiadomość o zdradzie reagują cierpieniem, inne
              wkurzeniem.

              ależ oczywiscie, że tak. I te reakcje o czymś świadczą, czyż nie?

              A co do mnie :))) wiesz ja się ciagle dziwię że jeszcze mnie nie
              zdradził, bo szczerze mówiąc jestem koszmarną babą i łatwo mu się ze
              mna nie żyje. W dodatku dupa mi ostatnio urosła :(((
              • asiula1987 Re: no, chyba śnię 02.07.10, 21:23
                rumpa napisała:
                > A co do mnie :))) wiesz ja się ciagle dziwię że jeszcze mnie nie
                > zdradził, bo szczerze mówiąc jestem koszmarną babą i łatwo mu się ze
                > mna nie żyje. W dodatku dupa mi ostatnio urosła :(((

                a skad wiesz ze cie nie zdradzil?? przewaznie zdrady sie nie ujawnia a jesli juz
                cos wychodzi to po dluzszym czasie, wiec wszystko przed toba...szczegolnie jesli
                ci ta dupa urosla:P bo jak facet zobaczy ze ma zone z taka dupa to pewnie sie
                zorientuje ze jest w "kanale" a wtedy to juz niedaleko do zdrady
              • santo_inc Re: no, chyba śnię 03.07.10, 21:37
                > A co do mnie :))) wiesz ja się ciagle dziwię że jeszcze mnie nie
                > zdradził,

                Może nikt go nie chce, w końcu ma kartoflowatą gębę i gruby jest.
              • attiya Re: no, chyba śnię 05.07.10, 18:27
                rumpa napisała:

                >
                > Co ma zrobić facet na wsi, z rosnącym wykładniczo przychówkiem, gdy
                > do niego dociera że jest w kanale?
                > Masz jakieś rozwiazanie?
                >
                eee no pani chyba sama sobie przychówku nie zrobiła. Biedny misio powinien
                pamiętać, ze jak sie patyczek wsadza do miodu to mogą być z tego dzieci. Tyle.
                • tautschinsky Re: no, chyba śnię 09.07.10, 18:47
                  attiya napisała:

                  > eee no pani chyba sama sobie przychówku nie zrobiła. Biedny misio powinien
                  > pamiętać, ze jak sie patyczek wsadza do miodu to mogą być z tego dzieci. Tyle.



                  Jak było - nie wiadomo. Ile to "dzieciów" po krzakach w trakcie lub po
                  dyskotekach robionych :-) Ale niechby facet nie myślał to życie ma jedno. Nikt
                  mu nie zwróci go. Jeśli został sprowadzony lub sam się sprowadził do roli robota
                  rodzinnego to cóż - tylko współczuć. Na pewno byłoby głupotą rezygnować z życia,
                  marzeń tylko dlatego, że z jakąś kobietą ma czwórkę potomstwa. Niech by mu
                  krewni po śmierci pomnik postawili w podzięce za poświęcenie się rodzinie - jemu
                  nic po tym będzie, bo zimny trup będzie. Dziś płynie w nim jeszcze krew, widać -
                  gorąca :-)

            • foczkaka Re: no, chyba śnię 28.06.10, 00:07
              Bo nie wiesz sebalda jak to jest? Połowa komentatorów na tym forum Ci to powie.
              Wina jest zawsze po stronie kobiety.
              Facet oswiadcza sie i żeni bo pewnie ona go zmusza. Potem dzieci sie poczynają
              zawsze za sprawą kobiety. Ona chce a on nie ma nic do gadania. Potem kobieta za
              dużo zajmuje sie dziećmi, jest przemęczona, czasem nie daje rady, zupełnie
              niesłusznie oczekując pomocy od męża. Zresztą jakim prawem, skoro on nie chciał
              ani domu ani dzieci, ona go zmusiła. On potrzebuje zwykle więcej wolności i
              niezależności. Żona za mało się zwykle stara, nie jest czułą, nie jest
              wyrozumiała, nie zaspokaja swojego męża seksualnie, nie stara się dorównać
              aktorkom porno. Bo wiesz, satysfakcjonujący seks sie facetowi należy jak psu
              buda. Jeśłi kobieta nie spełnia oczekiwań, a nie daj boze jeszcze ma oczekiwania
              to nic dziwnego że mąż ją zdradza. To naturalne. Co ma biedny zrobić.
              • kejzi-mejzi Re: no, chyba śnię 28.06.10, 00:21
                Trafiłaś w sedno :)
              • rumpa Re: no, chyba śnię 28.06.10, 00:27
                a co wolisz żeby się rozwiódł?

                acet oswiadcza sie i żeni bo pewnie ona go zmusza.
                statystyki nieubłagane, 50% slubów bo ciąża. Pani szczęsliwa i
                spełniona, pan nie bardzo, ale stara się "zachować".

                Potem dzieci sie poczynają
                > zawsze za sprawą kobiety. Ona chce a on nie ma nic do gadania.

                a takie rady już tu bywały - on nie chce, to wywal tabletki albo coś
                pokręc z kalendarzykiem, jak się urodzi to pokocha itd

                Potem kobieta za
                > dużo zajmuje sie dziećmi, jest przemęczona, czasem nie daje rady,
                zupełnie
                > niesłusznie oczekując pomocy od męża.

                ależ słusznie, ale jesli na oczekiwaniu się konczy to faktycznie
                pani powinna się lalkami w przedszkolu bawić. Dorosła pani egzekwuje
                pomoc, nie mowiąc o tym że nie zachodzi w ciązę nie przetestowawszy
                wybranka pod względem przydatności do wspólnego zycia. Ale jesli
                pracujace panie prasują najdroższym koszulki to czego się dziwią że
                najdroższy, przyzwyczajony do obsługi , leje z dużej góry?

                Żona za mało się zwykle stara, nie jest czułą, nie jest
                > wyrozumiała, nie zaspokaja swojego męża seksualnie, nie stara się
                dorównać
                > aktorkom porno.

                Bo zona stara się na innych polach, domek wychuchany, bo tu
                koleżanki, tesciowa i inne takie mogą zjechać jej poczucie
                kobiecości, a to że lezy jak kłoda to tylko pochwalą i uznaja że się
                "szanuje". i ma gdzieś, że mężowi te inne pola wiszą i powiewają
                skoro o loda się doprosić nie może. W końcu ona wie lepiej czego on
                potrzebuje, co go uszczęśliwi i za co ma jej być wdzięczny - między
                innymi za tę sliczna sypialnię w której niestety wieje nudą.

                Bo wiesz, satysfakcjonujący seks sie facetowi należy jak psu
                > buda.

                nic sie nikomu nie należy, to nie komunizm. Niemniej jesli chcesz
                żeby mąż się angażował, spełniał twoje oczekiwania, których jest o
                niebo więcej niż jego, nie czepiał i był szczęśliwy to przyjmij do
                wiadomości że bez dobrego seksu, czytaj takiego jaki mu się podoba,
                tego nie uzyskasz. A jesli taki seks jak mu sie podoba tobie się nie
                podoba i go nie będzie, to masz jak w banku zgreda albo poroże. Jak
                facet ma jaja, to rozstanie. Normalna babka oczywiscie sama się
                rozstaje a nie wmawia nieszczęśnikowi że jest dewiantem bo jego
                upodobania utrudniają realizację jej planów życiowych z nim w roli
                głównej.

                Biedny może się jeszcze rozwieść - podoba się opcja? albo przemienic
                w chodzący wkurw. Niestety wersja że przyjmuje do wiadomości że jest
                szczęsliwy bo ma wszystko co kobieta może wymarzyć dla niego :) albo
                poświęca swe cierpienie Bogu jest mało prawdopodobna.
                • foczkaka Re: no, chyba śnię 28.06.10, 10:15
                  > statystyki nieubłagane, 50% slubów bo ciąża.

                  Jeśli facet się żeni tylko dlatego że spłodził dziecko to nadal sam jest sobie
                  winny. Nikt mu nie kazał.

                  > a takie rady już tu bywały - on nie chce, to wywal tabletki albo coś
                  > pokręc z kalendarzykiem, jak się urodzi to pokocha itd

                  To akurat jest oszustwo, ale czy wszystkie dzieci biorą się z oszustwa? Dlaczego
                  zakładasz że u autorki watku tak było?
                  Tak w ogóle wystarczy zeby facet sie czasem chos trochę zainteresował
                  antykoncepcją, a nie tylko zakładał że zona wie co robi. Mój mąz np zna moje
                  cykle równie dobrze jak ja i wie kiedy mam dni płodne. Nie zajde w ciąże jesli
                  on nie bedzie chciał, nie ma szans :) Ale to trzeba sie troche interesowac żoną...

                  > ależ słusznie, ale jesli na oczekiwaniu się konczy to faktycznie
                  > pani powinna się lalkami w przedszkolu bawić. Dorosła pani egzekwuje
                  > pomoc,

                  Egzekwować pomoc to można od dzieci. Dorosły, odpowiedzialny człowiek jeśli się
                  zdecydował na coś to rozumie ze trzeba ponosic konsekwencje. Jesli mamy dom to
                  oboje sie nim zajmujemy, jesli mamy dzieci to opiekujemy sie oboje. Dbanie o dom
                  i rodzine jest obowiazkiem obojga a nie pomocą dla kogos.

                  > Bo zona stara się na innych polach, domek wychuchany, bo tu
                  > koleżanki, tesciowa i inne takie mogą zjechać jej poczucie
                  > kobiecości, a to że lezy jak kłoda to tylko pochwalą i uznaja że się
                  > "szanuje". i ma gdzieś, że mężowi te inne pola wiszą i powiewają
                  > skoro o loda się doprosić nie może. W końcu ona wie lepiej czego on
                  > potrzebuje, co go uszczęśliwi i za co ma jej być wdzięczny - między
                  > innymi za tę sliczna sypialnię w której niestety wieje nudą.

                  Tu juz pojechałaś. Właśnie takich nadinterpretacji na forum nie rozumiem. Skąd
                  wiesz o co sie starała autorka a o co nie. Skąd wiesz ze była kłodą a mąż się
                  musiał prosić o loda? Bo tak? Znasz autorke?

                  Dalej lecisz takim stereotypem ze sie nawet nie chce odpowiadać.
                  Jednym słowem tak jak napisałam. Moge dodac jeszcze dla tych co nie wiedzą:
                  trzeba robić mężowi lody czesto i zgadzać sie na wszystkie jego łóżkowe
                  fantazje, inaczej z małżenstwa i rodziny nici. Jak jeszcze wniesiemy cos od
                  siebie, o czym pan nawet nie mażył, to możemy liczyć na jakies przytulenie,
                  dobre słowo, a może nawet POMOC przy w końcu równiez jego dzieciach ;)
                  • foczkaka Re: no, chyba śnię 28.06.10, 10:18
                    "marzył". Przepraszam za błędy.
                  • santo_inc Re: no, chyba śnię 03.07.10, 21:39
                    > Tak w ogóle wystarczy zeby facet sie czasem chos trochę zainteresował
                    > antykoncepcją, a nie tylko zakładał że zona wie co robi.

                    I usłyszał od żony "pzrecież ja biorę pigułki, co to, ty mi nie ufasz"?
                  • santo_inc Re: no, chyba śnię 03.07.10, 21:41
                    > Egzekwować pomoc to można od dzieci. Dorosły, odpowiedzialny człowiek jeśli się
                    > zdecydował na coś to rozumie ze trzeba ponosic konsekwencje.

                    Konsekwencją wejścia w związek jest konieczność zaspokajania potrzeb partnera.

                    Jeśli partner ma potrzebę posiadania ciekawego i urozmaiconego seksu dwa razy
                    dziennie, to kobieta powinna mu ten ciekawy i urozmaicony seks dwa razy dziennie
                    dostarczyć. Jeśli się ktoś zdecydował na ślub z takim człowiekiem, musi ponosić
                    tego konsekwencje.

                    > trzeba robić mężowi lody czesto i zgadzać sie na wszystkie jego łóżkowe
                    > fantazje, inaczej z małżenstwa i rodziny nici.

                    Niekoniecznie nici, ale fundament tego małżeństwa i rodziny będzie kiepski.
                    • an.iia Re: no, chyba śnię 08.07.10, 17:43
                      Jeśli partner ma potrzebę posiadania ciekawego i urozmaiconego seksu dwa razy
                      > dziennie, to kobieta powinna mu ten ciekawy i urozmaicony seks dwa razy dzienni
                      > e
                      > dostarczyć. Jeśli się ktoś zdecydował na ślub z takim człowiekiem, musi ponosić
                      > tego konsekwencje.

                      Idąc dalej Twoim rozumowaniem : jeżeli kobieta chce dziennie wydawać 1000 zł na
                      przysłowiowe waciki to facet powinien jej to dostarczyć.

                      No proszę Cię, takie teksty to ja w kościele na kursie przedmałżeńskim
                      słyszałam, i pewnie ku Twojemu zdzieniu, wszyscy leżeli ze śmiechu na podłodze,
                      bo moja droga seksu nie da się wymusić.
                      • santo_inc Re: no, chyba śnię 08.07.10, 19:26
                        > Idąc dalej Twoim rozumowaniem : jeżeli kobieta chce dziennie wydawać 1000 zł na
                        > przysłowiowe waciki to facet powinien jej to dostarczyć.

                        Tak, jeśli wiedział o tej potrzebie przed związaniem się z nią.

                        > No proszę Cię, takie teksty to ja w kościele na kursie przedmałżeńskim
                        > słyszałam, i pewnie ku Twojemu zdzieniu, wszyscy leżeli ze śmiechu na podłodze,
                        > bo moja droga seksu nie da się wymusić.

                        Nie da się wymusić, ale po co wiązać się z człowiekiem, z którym trzeba zmuszać
                        się do seksu?
                      • urquhart seksu nie da się wymusić? 09.07.10, 07:10
                        an.iia napisała:
                        > No proszę Cię, takie teksty to ja w kościele na kursie przedmałżeńskim
                        > słyszałam, i pewnie ku Twojemu zdzieniu, wszyscy leżeli ze śmiechu na podłodze,
                        > bo moja droga seksu nie da się wymusić.

                        Jak to się nie da? Wiara u nas widać za słaba. W islamie się jakoś da. Na tamtejszych kursach przedmałżeńskich dowiesz się jaka powinna być grubość kija do lania babay jak ma problem z seksem i ochotą...
                        www.youtube.com/watch?v=iWGA8i6scYY

                        _____________________________________
                        Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
    • waszahanusia Re: no, chyba śnię 27.06.10, 23:15
      bardzo mi przykro. Jestes w cholernie trudnej sytuacji. Musisz Ty
      podjac decyzje taka zebys byla szczesliwa. Powodzenia zycze i nie
      daj sie wrobic w poczucie winy!!!!
      • ki_czort Re: no, chyba śnię 28.06.10, 01:34
        He i jeszcze powinno się tu pojawić "pewnie żona go nie rozumiała, pewnie wcale
        ze sobą nie spali". Pierdy zdradzających facetów.

        Ale racja, rozwód to słabe wyjście, na każdego dzieciaka 200 zł alimentów przy
        dobrych wiatrach a ze żłobkami i przedszkolami w polsce ludowej nędza, no a
        jedna osoba przy czwórce dzieci nie da rady.

        • sebalda Re: no, chyba śnię 28.06.10, 15:28
          "Egzekwować pomoc to można od dzieci. Dorosły, odpowiedzialny człowiek jeśli się
          zdecydował na coś to rozumie ze trzeba ponosic konsekwencje. Jesli mamy dom to
          oboje sie nim zajmujemy, jesli mamy dzieci to opiekujemy sie oboje. Dbanie o dom
          i rodzine jest obowiazkiem obojga a nie pomocą dla kogos"

          Foczkaka, to co piszesz szalenie mi się podoba. Wszystko, podpisuję się obiema
          rączkami. Tylko powiedz mi, ilu jest takich facetów, ktorzy to rozumieją?
          Uwielbiam takie rady forumowe: oddaj mu połowę swoich obowiązków domowych,
          zażycz sobie, żeby pomagał, egzekwuj pomoc w domu. Kuźwa, a może ktoś mi powie,
          jak to zrobić? Prośby, tłumaczenia, dawanie przykładów nie pomagają.
          Dla mnie małżeństwo nie powinno być instytucją z transakcjami wiązanymi: ja Ci
          loda, tym mi kibel umyjesz. Jak mój mąż czasami ma dziwne pomysły, tak nazwanie
          tego kupczeniem ciałem akurat mi się podoba. Przecież to nie może być tak, że
          mąż jest dobry, kochający i oddany wyłącznie w zamian za usługi seksualne żony.
          To system naczyń połączonych, jedno na drugie wpływa bez wątpienia, ale nie w
          takiej prostej zależności. To doprowadza do absurdów. Kobieta ma zły dzień, jest
          zmęczona, NAPRAWDĘ boli ją głowa, ale nie, mąż wymył garnki i ma prawo domagać
          się fajerwerków w łóżku. Tudzież odwrotnie, żona wspięła się na wyżyny seksu
          oralnego dzień wcześniej, zatem mąż ma psi obowiązek następnego dnia wyszorować
          kibel, choćby nawet ze zmęczenia zasnął przed telewizorem i nie miał na to siły.
          Przerysowuję, ale po to, żeby uzmysłowić niektórym, że seks nie powinien i nie
          może być przedmiotem handlu w małżeństwie. I jeśli kobieta z jakichś względów
          przez jakiś czas nie może spełniać wszelkich potrzeb męża w tej kwestii, to nie
          oznacza, że automatycznie mamy go rozumieć, że mając czwórkę dzieci ma pełne
          prawo odreagować w łóżku z inną. Mężczyzna ma taki sam wkład w liczbę dzieci jak
          kobieta, powinien wiedzieć na co się decyduje, to nie odbywa się poza nim.
          Biedy miś, żałujmy misia, żona zażyczyła sobie mieć dużo dzieci, nie robi mu
          wystarczająco często loda, ma tysiące wymagań (teoria, że kobiety mają sto razy
          więcej wymagań niz meżczyźni też mi się średnio podoba), no nic tylko się pociąć
          albo może lepiej znaleźć pocieszycielkę. Tak, to najlepsze rozwiązanie.

          • foczkaka Re: no, chyba śnię 28.06.10, 15:58
            Ideałów nie ma, a jeśli są to niewielu. Do tego faceci w Polsce zwykle są
            wychowywani na takich co to nic nie muszą, mamunia obiadek doniesie, gacie
            wypierze, telewizor włączy.
            Wydaje mi się ze od samego początku, na długo przed slubem trzeba takie rzeczy
            omówic, jak widzimy obowiązki, zobowiązania małzeńskie. Wiadomo że wszystkiego
            się nie przewidzi, ale jednak jeśli pan wie od samego początku że nie poslubia
            kucharki, praczki, sprzataczki i dziw.ki w jednym a równorzednego partnera, to
            nie powinien byc pozniej zdziwiony. Mysle ze sendo tkwi w przepracowaniu
            głównych tematów jeszcze przed slubem.

            Jeszcze do czegos innego w Twoim poscie nawiąże. Wiem, ze specjalnie
            przejaskrawiałas, a mi przy okazji cos przyszło do głowy.
            Mianowicie dlaczego czesto budujemy dwa stereotypy: mezczyzny który najbardziej
            w zyciu potrzebuje seksu i kobiety ktora chce tylko czystego kibla, podłogi i
            ew. dziecka któremu bedzie mogła matkować.
            Jakis dziwny obraz kobiety i mezczyzny nam sie dzieki temu tworzy. A przeciez
            wcale nie jest tak. I pojedynczy ludzie i w ogole zwiazki sa całkowicie rozne i
            zwykle dalekie od tego stereotypu.

            Mój mąz ma owszem spore potrzeby sexowe, ale nie sa one dla niego wyznacznikiem,
            sterem. Ma równie z inne wieksze i wazniejsze. Miesiacami namawia mnie na
            dziecko, brakuje mu przytulania, marzy o naszym nowym mieszkaniu, albo ględzi
            zebysmy posprzatali, bo nie moze patrzec na bałagan. Ja jako kobieta równiez mam
            potrzeby sexualne, nie wiem czy mniejsze czy wieksze niz mąż, pewnie troche
            inne, ale seks nie jest karta przetargowa dla zadnej ze stron. Ja dla odmiany w
            kwestii dziecka sie waham, w kwestii sprzatania wiele rzeczy mi wisi. Daleko nam
            do ideałów, ale forumowego stereotypu ni w ząb nie rozumiem.
            • sebalda Re: no, chyba śnię 28.06.10, 16:21
              No właśnie takie stereotypy mnie też wkurzają, jak można tak jednostronnie
              uogólniać: "Niemniej jesli chcesz
              żeby mąż się angażował, spełniał twoje oczekiwania, których jest o
              niebo więcej niż jego, nie czepiał i był szczęśliwy to przyjmij do
              wiadomości że bez dobrego seksu, czytaj takiego jaki mu się podoba,
              tego nie uzyskasz".
              Na jakiej podstawie Rumpa pisze, że oczekiwań autorki wątku jest o niego więcej
              niż jego? Dlaczego utarło się mówić, że kobiety maja więcej oczekiwań? Nie
              zgadzam się z tym wcale. I pogląd, że bez dobrego seksu (dobrego według niego)
              nie mogę marzyć o jego oddaniu. Ależ, jeśli facet jest oddany, żona jest
              zadowolona, zadowolona żona, ma większą ochotę na seks, bo jest wyluzowana, a
              nie dlatego, że uważa to za swój obowiązek, bo on umył garnki. Oddany facet,
              żeby nie było wątpliwości, to taki, ktory kocha i szanuje żonę, odpowiada za
              wspólny dom i wspólne dzieci, nie oczekuje, że żona będzie robotem
              wielofunkcyjnym do wszystkiego. Czyli normalny, dorosły facet, któremu zależy,
              żeby jego małżeństwo i rodzina funkcjonowały dobrze i szczęśliwie i dla którego
              żona jest partnerką, a nie przedmiotem. To nie jest wielka filozofia.
              Miałam koleżankę, która też mi tak tłumaczyła, że ona często nie ma ochoty, ale
              mu zawsze robi dobrze, bo przecież jak nie, to on znajdzie sobie chętniejszą.
              Zaznaczam, że facet w domu nawet palcem nie ruszył, ona była z tych siłaczek.
              Ale loda karnie robiła, żeby tylko nie poszedł szukać gdzie indziej
              przyjemności. No kurcze, ja czniam taki układ.
              Za moich czasów nie było na porządku dziennym mieszkanie przed ślubem, a mój
              wowczas narzeczony był osobą, na której można było zawsze polegać, tylko nie
              rozmawialiśmy przed ślubem o równouprawnieniu i współodpowiedzialności. O
              wspólne zajmowanie się domem kłóciliśmy się już niemal od początku po ślubie i
              dotąd się kłócimy. Mój maż nazywa to terrorem prac domowych, ja już czasami
              prośbą o litość nad moim starczym zmęczeniem;) Nic nie trafia, tego się nie da
              zreformować, nijak.
              • verdana Re: no, chyba śnię 28.06.10, 16:25
                Bez dobrego seksu???? A co ma seks do rzeczy?
                Chcesz, aby mąż zmywał - nie zmywaj. Kropka. Samo się nie pozmywa.
                Natomiast manipulowanie seksem nieuchronnie prowadzi do zdrady -
                jesli facet robi coś tylko dla dobrego seksu, to zareczam, ze w
                pewnym wieku znajdzie sobie mlodszą i ladniejszą.
                • rumpa Re: no, chyba śnię 28.06.10, 16:49
                  nie dla dobrego seksu, tylko dlatego że dobrze ujeżdżony pan ze
                  zdecydowanie większą życzliwościa podchodzi do tego co jego żona
                  uznaje za porządek a on za zbędną sterylność.To tylko przykład z tym
                  porządkiem, równie dobrze może chodzić o dłubanie w nosie, a pan sam
                  z siebie jest pedantem.
                  a ona nie zaspokaja go żeby nie poszedł se precz, tylko dlatego że
                  kręci ją niemożebnie wyraz błogosci w jego oczach. Jesli robi to z
                  innych powodów, to to widać!
                  • verdana Re: no, chyba śnię 28.06.10, 17:30
                    A, jak się chce zbędnej sterylnosci - to trzeba zasuwać samemu. Dla
                    mnie poziom zadbania domu powinien być wynikiem kompromisu, a nie ma
                    być narzucany przez jedną osobę.
                    To, co proponujesz jest bez sensu - pana będzie jeszcze bardziej
                    kręcic błogość w oczach kochanki, ktora zmywania nie wymaga.
                    • rumpa Re: no, chyba śnię 28.06.10, 17:54
                      przepraszam, a kto zadecyduje co jest a co nie jest zbędną
                      sterylnością?
                      Zdaje się że przesadnie porządna nie jesteś, ja też, ale spróbuj
                      przekonać "statystyczną" kobietę że to już sterylność a nie
                      podstawowa dbałość o higienę :))) Facet usłyszy że jest brudas, leń,
                      seksu nie będzie i tak się skończą negocjacje i kompromisy :)))

                      pana będzie jeszcze bardziej
                      > kręcic błogość w oczach kochanki,ktora zmywania nie wymaga.

                      a to na pewno :))) ale jak mamy samo zmywanie i zero błogości to po
                      cholerę w ogóle się nadwyrężać?
                      a już wiem, bo jesteśmy dorośli i odpowiedzialni - mnie ta zaraza na
                      szczęście ominęła :)))
                      • verdana Re: no, chyba śnię 28.06.10, 18:27
                        Po co się nadwyrężąć?
                        Bo to jest tak samo dom faceta jak kobiety. On nie zmywa z łaski,
                        tylko zmywa swoje naczynia w swoim domu. Nie cjhce mu sie zmywać -
                        nie bedzie miał czytych naczyń. Wyraxnie wychodzisz z zalożenia, ze
                        wszystko, co dotyczy domu to obowiązek kobiety, a facet moze pomoc,
                        albo nie wg. upodobania. I ze powinien być wynagradzany jak laskawie
                        sprzatnie wlasne mieszkanie. Obłęd jakiś.
                        Jak ma się nierealistyczne wymagania co do sprzatania, gotowania i
                        wywieszania prania, to fakt, trzeba zasuwać samemu. na własną
                        prosbe. Tu nawet prostytuowanie się nie pomoże.
                        • rumpa Re: no, chyba śnię 28.06.10, 21:00
                          ależ ja właśnie tak myślę jak piszesz. I standardy mam raczej
                          męskie niż kobiece. :)))

                          problem jest gdy pani ma standardy "kobiece" a pan "męskie".
                          Kończy się to umeczoną ofiarą ewentualnie prostytucją zadaniową.
                          Wyraxnie wychodzisz z zalożenia, ze
                          > wszystko, co dotyczy domu to obowiązek kobiety, a facet moze
                          pomoc,
                          > albo nie wg. upodobania.

                          nie, to nie są obowiązki kobiece, ale niestety - pan pomoże albo nie
                          , wg upodobania. Mozna zrobić oczywiscie piekło, ale to upodobań
                          pana nie zmieni.Można się oczywiście zharować aby osiągnąć pożądany
                          standard i oświadczyć - z seksu nici, bo jestem zmęczona, ale na
                          dłuższą metę zrobi się z tego więcej problemów. Mozna też oczywiście
                          potraktować sprawę luźno, ale o ile wnosze z tego i paru innych for,
                          seks jest zdecydowanie mało istotny przy tak potwornie ważnych
                          sprawach jak odkurzanie i prasowanie, a panie sugestię, aby
                          odpuścić, przyjmują z oburzeniem.
                          • verdana Re: no, chyba śnię 29.06.10, 18:40
                            Jak pani ma standarty takie, ze wszystko po panu poprawia, to jej
                            sprawa, jak padnie na pysk. Prostytucja zadaniowa nie jest żadnym
                            rozwiązaniem, bo pan i tak do ideału nie dorówna, a moze sobie
                            znaleźć taką, ktorej za seks się nie płaci, albo placi pieniędzmi
                            zdobytymi z pracy bardziej wykwalifikowanej...
                            Ja tego nie rozumiem - pan pomoże lub nie. pan nie pomaga, tylko
                            robi coś we wlasnym domu, a jak nie zrobi - to nie będzie miał.
                            Ale rozumiem o co Ci chodzi, od czasu jak przeczytałam, że panie
                            muszą poprawiac po panach wywieszone pranie, bo majtki wisza nie w
                            tą stronę...
                            • rumpa Re: no, chyba śnię 29.06.10, 22:59
                              dobre z tymi majtkami, :)))

                              nie chodzi mi o prostytucję zadaniową, tylko zwykłą frajdę jaką ma
                              partnerka z bycia ze swoim facetem...
                              ale jak ona wybiera sterylizację smoczków i poprawianie gaci na
                              sznurkach i skonana nie ma siły na bycie z tym facetem, czy to w
                              formie seksu, czy innej, to czego oczekuje?
                              zawsze jest ten wybór i ten wybór o czymś świadczy...a na pewno
                              świadczy dla faceta.I nie musi być to seks, równie dobrze obiad z
                              trzech dań. Tyle że to chyba rzadsze :)))
                              Kobiety chcą być kochane tak jak im się podoba- chociażby ta
                              nieszczęsna gra wstepna.... Wypadałoby zainteresować się jak chce
                              być kochany ich facet. I to od razu na poczatku...
                            • amb25 Re: no, chyba śnię 07.07.10, 12:47
                              Oj Verdana, Verana
                              Jestes madra kobieta, ale jak czytam twoje rady typu jak nie zrobi
                              to nie bedzie mial, to smiac mi sie chce. Rada jest dobra, a TYLKO
                              jesli dotyczy rzeczy majacych wplyw JEDYNIE na meza np. prasowane
                              koszule (on prasuje je jedynie w razie ABSOLUTNEJ koniecznosci tzn.
                              gdy zupelnie nie wypada isc w pogniecionej).
                              Jesli rzecz jest mu zupelnie obojetna to ciekawe co zrobisz?
                              Bo np. mojemu nie przeszkadzaja naczynia w zlewie nie myte przez dwa
                              tygodnie, a jak nie ma z czego jesc to je prosto z garnka. A jak
                              garnki tez sa brudne to kupuje pizze do przygrzania w piekarniku,
                              albo przestaje robic sobie herbate tylko pija coca-cole. A jak w
                              domu smierdzi od brudnych naczyn to otwiera okna. A jak w koncu po
                              kilkunastu (nie)uprzejmych "prosbach" (bo te uprzejme nie dzialaja -
                              odpowiedz jest zaraz, co moze znaczyc nigdy) weznie sie za mycie to
                              po dwoch talerzach albo kubku jest tak zmeczony, ze musi odpoczac....
                              a jak juz kubki zaplesnieja to je wyrzuca i kupuje nowe.
                              Twoj maz nie jest chyba zbyt trudnym przypadkiem :)
                              A moj na zarzuty o lenistwo twierdzi, ze jest po prostu
                              tolerancyjny :) i to sa drobnostki. Fakt, ze mnie tez sie nie czepia
                              zebym np. zmywala. Jak ja wytrzymam to on juz na pewno.
                              • morekac Re: no, chyba śnię 07.07.10, 14:42
                                Wystawić naczynia ze zlewu do pomieszczeń pana domu? przynajmniej
                                smrodu nie będzie...
                                • amb25 Re: no, chyba śnię 08.07.10, 10:32
                                  tam tez sa okna :)
                              • drugi_paproszek Re: no, chyba śnię 10.07.10, 21:45
                                No to niech kupuje nowe... W czym problem, bo ja nie widze. Chyba,że
                                ktoś kocha "czyściutki domek" to niech qu... nie narzeka tylko
                                zaper.dala.
                  • kejzi-mejzi Re: no, chyba śnię 28.06.10, 17:33
                    A powiedz, czy tylko pan mus być "dobrze ujeżdżony"? a kobieta to już potrzeb
                    nie ma?
                    • rumpa Re: no, chyba śnię 28.06.10, 17:49
                      no generalnie problem najczęsciej polega na tym , że ... nie ma :)))
                      bo jak ma, to już pól sukcesu :)
                    • foczkaka Re: no, chyba śnię 28.06.10, 19:23
                      Dokładnie. DO tego męzowie kobiet które lubia seks i maja takowe potrzeby nigdy
                      nie zdradzają.
                      • rumpa Re: no, chyba śnię 28.06.10, 20:49
                        oczywiście że zdradzają :)))
                        w koncu żona może być tępa emocjonalnie albo pijawka finansowa

                        jest masa sposobów zarobienia sobie na rogi, u obu płci :)
            • santo_inc Re: no, chyba śnię 03.07.10, 21:44
              > Ideałów nie ma, a jeśli są to niewielu. Do tego faceci w Polsce zwykle są
              > wychowywani na takich co to nic nie muszą, mamunia obiadek doniesie, gacie
              > wypierze, telewizor włączy.

              A więc, jak by nie patrzeć, same jesteście sobie, jako kobiety, winne.

              Ale takie są efekty tego, że zamiast wiązać się z partnerem, bierzecie go tylko
              na chwilę a potem przelewacie miłość na dzieci, wychowując je właśnie w taki
              sposób, jak opisałaś.

              > Wydaje mi się ze od samego początku, na długo przed slubem trzeba takie rzeczy
              > omówic, jak widzimy obowiązki, zobowiązania małzeńskie.

              Dokładnie.
          • foczkaka Re: no, chyba śnię 28.06.10, 16:03
            Aha i jeszcze odpowiadając na Twoje pytanie: jak to zrobić, jak tlumaczyc?
            Nie wiem, nie wiem jak cos zmieniac po ilus tam latach małzenstwa.
            Ja akurat jestem po slubie połtora roku. Przed slubem dyskutowalismy, po slubie
            kazde walczyło o wprowadzenie swoich zasad, powoli dochodzimy do kompromisow.
            Wydaje mi sie ze nie ide na zadne ustepstwa których moge załowac za 10 czy 20
            lat. On tez nie.
          • asdaa Re: no, chyba śnię 04.07.10, 18:15
            To doprowadza do absurdów. Kobieta ma zły dzień, jes
            > t
            > zmęczona, NAPRAWDĘ boli ją głowa, ale nie, mąż wymył garnki i ma prawo domagać
            > się fajerwerków w łóżku.

            Na ból głowy seks jest niezastąpony!
    • chybasnie Re: no, chyba śnię 28.06.10, 15:21
      nie jesteśmy rodzina patologiczną, oboje mamy wyzsze studia, a mieszkamy na wsi, bo z trójka dzieci musielibyśmy się gnieździć w bloku. Nie jestem katoliczką ani mój mąż. Dzieci były już po ślubie, a że trójka, a teraz czwarte..no, fakt...nie planowaliśmy. Mój mąż jest fantastycznym ojcem-dzieci go uwielbiają. I chociaż chciałabym go wywalić na zbity pysk, to nie zrobię tego..chcę wierzyć, jak się zaklina, że to jedyny raz. Nie wiem, od czego zacząć, jestem tak wściekła i zraniona, że nie jestem w stanie słuchać o jego nieusatysfakcjonowanych potrzebach..g..no mnie to teraz obchodzi...
      • sebalda Re: no, chyba śnię 28.06.10, 15:35
        Nie bardzo rozumiem. Ilu dzieci nie planowaliście? Czwartego?
        Rozumiem Twoje odczucia, masz do nich prawo. Ale powiem Ci tak, są w życiu
        małżeńskim gorsze rzeczy niż zdrada. Jeśli się bardzo kaja, jeśli bardzo żałuje,
        jeśli rzeczywiście jest poza tym dobrym mężem, ojcem, człowiekiem, wybacz mu i
        daj jeszcze jedną szansę. Daj odczuć, jak Cię zawiódł, ale wybacz. Przy czym,
        jeśli to zrobisz, to nie wracaj więcej do tego, odetnijcie się grubą krechą i
        zacznijcie od nowa. Taka jest moja rada, zrobisz, co uznasz za stosowne.
        Zaznaczam, że może się mylę, ale szkoda dzieciaków, tak myślę.
      • foczkaka Re: no, chyba śnię 28.06.10, 16:07
        A ja Ci powiem, nie rób niczego dla dzieci, ani dla męża. Zrób dla siebie.
        Dzieci nie potrzebują głęboko zranionej mamy i ojca który zdradza, któremu nie
        można ufać.
        Jesli chcesz wybaczyc, zrób to dla siebie. Mąż zawalił, więc teraz niech
        powalczy, niech sie postara. A sobie daj czas.
      • verdana Re: no, chyba śnię 28.06.10, 16:23
        Współczuje i chyba rozumiem uczucia - totalne wq... Na tpewno nie
        jest to moment na sluchanie o potrzebach, chyba, ze o tych
        potrzebach mowił od lat, ale jakoś w to wątpię.
        Wiem, ze można - moj dziadek miał kochankę przez pewien czas, babcia
        byla wsciekla, ale go kochała, małżeństwo się utrzymało - i
        przetrwało ponad 60 lat. Babcia kochała dziadka do końca życia, on
        ją też, jakoś to sobie wybaczyli.
        Ale nie da sie ukryć, nawet moja wściekla matka, ktora o kochance
        wiedziała jako doratająca dziewczyna, trochę rozumiała dziadka.
        • kochamkotyijuz Re: no, chyba śnię 28.06.10, 17:22
          Jak zwykle ta sama spiewka.
          My tu sytuacji nie znamy i ciezko nam radzic bla bla.
          Ja ci powiem ,ze dla mnie dosc martwiacy jest fakt ,ze twoj maz nie
          zaliczyl skoku w bok ,ale mial romans-2 letni romans.Byc moze masz w
          dupie jego potrzeby i byc moze zawsze mialas w dupie jego potrzeby
          czego efektem jest zdrada.Ja tu nie widze w twoich wypowiedzach
          zranienia (no chyba ,ze zranionej dumy)tylko maxymalne w qrwienie
          cos na zasadzie jak on qrwa smial,mnie???zdradzic???
          No ,ale to moje gdybanie.Nie musisz byc zadna gwiazda porno - nie
          wiem co to za popadanie w skrajnosc na tym forum,ale jesli zupelnie
          odstawilas sex a na 90% tak mysle,ze tak bylo (3jka dzieci ,ciaza-
          zapieprz)to co sie dziwisz ,ze pocieszyl sie w ramionach innej.
          Podejrzewam tez ,ze zagrozilas ,ze zabierzesz mu dzieci .Pewnie wie
          jakie jest polskie prawo .Przyparty do muru zerwal z kochanka na co
          ona odparla ,ze jest mu go szkoda bo ona na dzien dzisiejszy lepiej
          wie co mu w duszy gra niz jego wlasna zona.Jest go jej szkoda przede
          wszystkim bo wie ,ze jest zaslaby aby od ciebie odejsc czyli od zony
          ktorej juz nie kocha.
          Ja mam taki scenariusz,co ty na to???

          Moze jest inaczej ,ale ja tak wnioskuje po tonie twojego postu.
          • rumpa Re: no, chyba śnię 28.06.10, 18:06
            no więc to samo miałam zamiar napisać, bo to jednak był dwuletni romas
            , jakby facet był tylko dziwkarzem z przerośnietym popędem, to by
            bzykał ukrainki na poboczu albo chadzał do burdelu, a nie pakował się
            w dwuletni bądź co bądź związek.
            Znaczy potrzeby duszne były...
      • chybasnie Re: no, chyba śnię 28.06.10, 21:26
        tak, przeraża mnie, że to trwało dwa lata. I gdyby nie przypadek, trwałoby w najlepsze nadal. On się zapiera, że już nigdy, z nikim..nie rozmawiamy o sobie, to prawda, nie umiem teraz z nim rozmawiać i wiem, że powinniśmy pójść do terapeuty, choćby, żeby właśnie zacząć w ogóle rozmawiać, ale logistycznie i ekonomicznie to jest prawie nie do zrobienia. Aż mi się coś robi, jak pomyślę, że mielibyśmy wydawać kasę na terapię dlatego, że jemu się zachciało poru...ąć..
        • rumpa Re: no, chyba śnię 28.06.10, 21:33
          Aż mi się coś robi, jak pomyślę, że mieli
          > byśmy wydawać kasę na terapię dlatego, że jemu się zachciało
          poru...ąć..


          i wszystko w temacie, jeśli chodzi o zrozumienie problemu.
          też współczuję męzowi :(
        • evenjo Re: no, chyba śnię 29.06.10, 07:55
          tacy wielodzietni ojcowie to najlepsi kochankowie..miałam takiego-ach, do dziś mi się łza w oku kręci na wspomnienie tego seksu...a układ był taki-kilkoro dzieci, niepracująca zona i mąż-niewolnik. Bez własnych potrzeb (a jak miał, to usłyszał, że "ma sobie coś znaleźć na mieście"), bez pragnień. Miał prawo zapier...lać na dzieci i dom, zajmować się po pracy dziećmi i raz na pół roku wyjść z kumplami na piwo..jeśli tak jest/było u ciebie-chybaśnie-to chyba rzeczywiście śnisz-cały czas, bo masz zero kontaktu z rzeczywistością. I z własnym mężem. Masakra.
          • rumpa Re: no, chyba śnię 29.06.10, 09:01
            i po co ci to?

            :)))

            usłyszysz ześ dziwka, bo wiadomo jak świat światem, że facet ma być
            szczęśliwy i odpowiedzialny w tych ramach w jakich żona zadecyduje.
            A jak nie, to morda w kubeł. Wie jak się robi dzieci? Wie! To czego
            chce? Ma cierpieć w milczeniu, a w ogóle to nie cierpieć żeby żonie,
            ktora się właśnie spełnia, humoru nie psuć. Poza tym, jak cierpi, to
            jest niedojrzały więc co biedna żona może na to poradzić :)))) ?
            jakby był dojrzały to by był szczęsliwy, nie?
        • chybasnie Re: no, chyba śnię 29.06.10, 21:23
          jestem zszokowana tym, co piszą niektóre z was-rumpa, evenjo-nie pojmuję...naprawde tak myslicie? a gdzie w tym wszystkim jest odpowiedzialność za własne słowa, za drugą osobę, za rodzine, którą się stworzyło? to-według was nic nie znaczy? Brak mi słów..
          • rumpa Re: no, chyba śnię 29.06.10, 22:42
            ależ znaczy...
            dlatego nieszczęśliwy facet nie poszedł w piz..., tylko zasuwajac na
            rodzinę i dbając o dzieci, poszukał sobie malutkiego kawałka szczęścia
            dla siebie.
            co Ci się w tym nie zgadza?
    • tofcio Re: no, chyba śnię 28.06.10, 17:35
      Witam,
      coś wiem o tym jak się czujesz. przechodzę przez bardzo
      podobny "przypadek". Zgadzam się z przedmówczynią - teraz tylko Ty
      się liczysz i Ty musisz dojśc do ładu ze sobą i opowiedzieć sobie na
      pytanie czy dasz radę życ dalej z człowiekiem który Cię oszukiwał i
      myśl że kiedyś moze się taka rzecz powtórzyć, nie zawładnie waszym
      życiem. Wiesz mnie to uderzyła jedna rzecz - dwuletni romans - k..w
      to szmat czasu - to nie wyskok, który jakos bym jeszcze pojęła -
      tylko 720 dni codziennego oszukiwania. Przecież gdybys sie nie
      polapała to trwało by to dalej...Z tego co napisalaś to on sam nie
      poszedł po rozum do głowy tylko na Twoje "życzenie" zerwał znajomosć.
      Strasznie Ci współczuje i jedno co radzę - odpocząc od siebie, jesli
      to mozliwe niech pójdzie w diabły na jakis czas, złap dystans do tej
      sytuacji, a życie różne rozwiązanie może przyniesc. pozdrawiam
      • rumpa Re: no, chyba śnię 28.06.10, 18:08
        tylko 720 dni codziennego oszukiwania

        bo wiesz, on kocha dzieci
        i wie że by je stracił

        • tofcio Re: no, chyba śnię 28.06.10, 19:00
          10 dni mi ucieklo - 730 dni codziennego oszukiwania z premedyatcją !!
    • enith Re: no, chyba śnię 29.06.10, 08:02
      Dwuteletni (!) związek z inną kobietą zakończony przez męża dopiero wtedy, gdy, kolokwialnie pisząc, zapaliłaś mu grunt pod dupą... Podziwiam cię, naprawdę. Wybaczyć jednorazowy skok w bok jeszcze można, ale regularny trwający parę lat romans, na dodatek zakończony na twoje żądanie, to już inna bajka. Zresztą żadnej gwarancji nie masz, że męża związek na boku faktycznie został zakończony.
      Mąż co robi? Stara się zrehabilitować? Walczy o małżeństwo?
    • deodyma Re: no, chyba śnię 29.06.10, 09:17
      a dlaczrego ta babka to wedlug Ciebie ku...?
      przeciez to maz Cie zdradza i nawygadywal niestworzonych rzeczy na
      Ciebie, jaka z Cibie zolza, ze siedzi z Toba tylko ze wzgledu na
      dzieci itd...
      myslisz, ze skad te teksty z jej strony, ze jej jego jest zal?
      zapytaj mezusia.
      • sebalda Re: no, chyba śnię 29.06.10, 09:55
        Z wątku wynika jeden zdecydowany wniosek: wielodzietność to zguba małżeństwa.
        Jak kobieta chciała mieć więcej dzieci, to musi się liczyć z tym, że małżonek
        przytłoczony obowiązkami może w pewnym momencie nie zdzierżyć i znaleźć sobie
        odskocznię. Verdano, podobnie jak autorka wątku masz troje dzieci, rzeczywiście
        tak być musi?
        Drugi wniosek: jeśli chcesz, żeby mężczyzna został w domu, nie zdradzał i
        angażowal się w życie domowe, jest na to cudowne panaceum: seks zawsze, wszędzie
        i jak mąż sobie zażyczy. A co jak mąż nie chce aż tyle seksu? Wtedy nie ma
        raczej mowy o jego zaangażowaniu, bo nie ma na niego wabika. Buuu.
        Trzeci wniosek: jak kobieta dowie się, że jest zdradzana, tylko jej rozpacz może
        świadczyć na jej korzyść. Jeśli zamiast rozpaczy jest totalne wkurzenie,
        poczucie bycia oszukaną i niechcianą, zawód na całej linii, to znaczy, że
        pewnikiem to ona jest winna tej zdradzie, ani chybi ona.
        • foczkaka Re: no, chyba śnię 29.06.10, 10:09
          Na to wychodzi w forumowych uogolnieniach :)
          Zastanawiam sie tez nad taką opcją: jesli to moj maz chce miec wiele dzieci, a
          nie koniecznie ja, to które z nas będzie bardziej zagrozone zdradą jesli jednak
          sie zgodze :P
        • fruzia01 Re: no, chyba śnię 29.06.10, 15:10
          sebalda napisała:

          > Z wątku wynika jeden zdecydowany wniosek: wielodzietność to zguba małżeństwa.
          > Jak kobieta chciała mieć więcej dzieci, to musi się liczyć z tym, że małżonek
          > przytłoczony obowiązkami może w pewnym momencie nie zdzierżyć i znaleźć sobie
          > odskocznię. Verdano, podobnie jak autorka wątku masz troje dzieci, rzeczywiście
          > tak być musi?

          nie mogę się powstrzymać, żeby nie pociągnąć tego wątku dalej:
          z tego wprost wynika, że jeśli facet chce prowadzić bogate życie erotyczne poza
          małżeństwem, powinien żonie zrobić stado dzieci, żeby była na śmierć zharowana i
          nie miała czasu na tyłku usiąść a on będzie miał za to doskonałe
          usprawiedliwienie, zostanie przez wszystkich pogłaskany po główce "biedny misiu,
          6 dzieci w domu, niech se pobzyka na prawo i lewo"
          • deodyma Re: no, chyba śnię 29.06.10, 15:35
            z ta gromadka dzieci to sie nie zgodze.
            znam panow, ktorym wystarcza 1-2 dzieci, zonka w domu a on robi, co
            chce, fruwa po calej Polsce, zyje jak kawaler, bzyka na prawo i lewo
            wszystko, co tylko na drzewo ucieka.
            tymczasem paniom nie mozna nic, wszak jej miejsce jest w kuchni przy
            garach i dzieciach.
            • rumpa Re: no, chyba śnię 29.06.10, 15:47
              a ja wreszcie, po waszych "wnioskach", drogie panie, zrozumiałam raz
              na zawsze dlaczego przecietny facet, mąż przecietnej kobiety , woli
              znaleźć sobie kochankę niż pogadać z żoną.
              dzieki za oświecenie
              :)))

              idę odszczekać każde słowo które kiedykolwiek w obronie kobiecego
              punktu widzenia powiedziałam Kawitatorowi, Songo czy Lisowi,
              • sebalda Re: no, chyba śnię 29.06.10, 16:30

                > a ja wreszcie, po waszych "wnioskach", drogie panie, zrozumiałam raz
                > na zawsze dlaczego przecietny facet, mąż przecietnej kobiety , woli
                > znaleźć sobie kochankę niż pogadać z żoną.
                > dzieki za oświecenie

                Rumpa, czasami prawisz bardzo mądrze i rozsądnie, nie jeden raz czytałam z
                wielką satysfakcją Twoje wypowiedzi, zwłaszcza dotyczące dzieci, ale Twoja
                teoria, że faceci zostają wrabiani notorycznie w dziecko lub dzieci, potem
                wyrzucani z sypialni i poniżani przez żony (co się zdarza, nie powiem, ale nie
                wydaje mi się, żeby było normą) i druga teoria, że JEDYNIE satysfkcjonujący seks
                jest wyznacznikiem udanego małżeństwa i dobrych układów w rodzinie, są śmieszne.
                Udany seks jest BARDZO ważny, ale nie może być kartą przetargową, nie może byc
                kupczenia seksem w malżeństwie, nie mogę liczyć na męża tylko wtedy, gdy będę
                wiecznie dyspozycyjna, bo jestem tylko człowiekiem i wiecznie dyspozycyjna
                zwyczajnie nie mogę być. Nie godzę się na taką wizję małżeństwa i uczciwości
                małżeńskiej: jak będę zawsze gorąca, to maż zostanie w domu, jak mam problemy,
                zwyczajnie nie mam czasami ochoty czy siły, to narażam się na zdradę ze strony
                męża. Może jestem staroświecka, ale gdzie jest coś takiego jak wzajemna miłość,
                zrozumienie, szacunek i takie śmieszne, stare słowo: uczciwość? Odzierasz z tego
                wszystkiego związek, sprowadzając go do udanego seksu. Ja wiem, że tak nie
                myślisz, specjalnie to przerysowuję, ale Twoje radykalne wypowiedzi często się
                do tego sprowadzają i niektóre kobiety moga doprowadzić do strasznych
                kompleksów. Jestem jakaś niedorobiona, należy mi się złe traktowanie, bo mi
                majtki nie spadają 5 razy dziennie na widok męża. Wybacz, ale tak wychodzi z
                Twoich niektorych postów.
              • rosapulchra-0 Re: no, chyba śnię 03.07.10, 16:57
                rumpa, a Ty na trzeźwo te wszystkie swoje wywody piszesz w tym wątku?
                bo jak na razie wszędzie deprecjonujesz rolę kobiety jako żony i matki, a już
                zdanie o ilości dzieci w rodzinie i niszczeniu przez nie związku jest dla tak
                chorą bzdurą, że jestem po prostu zszokowana O_O
                nie wspominając o Twoim przekonaniu, że zdradzający mąż idzie do kochanki
                pogadać.. może Tobie by się przydała jakaś terapia szokowa?
                no chyba, że coś przeoczyłam albo nie zrozumiałam..
                • santo_inc Re: no, chyba śnię 03.07.10, 22:46
                  > zdanie o ilości dzieci w rodzinie i niszczeniu przez nie związku jest dla tak
                  > chorą bzdurą, że jestem po prostu zszokowana O_O

                  Też jestem zszokowany. Przecież rodzinę to niszczą nie dzieci, tylko ich matki,
                  zapominając o potrzebach partnera.
                  • rosapulchra-0 Re: no, chyba śnię 03.07.10, 23:47
                    santo_inc napisał:
                    Przecież rodzinę to niszczą nie dzieci, tylko ich matki,
                    > zapominając o potrzebach partnera.

                    Na stos z nimi! spalić wszystkie! w końcu biedni, zaniedbani partnerzy mają dwie
                    ręce, więc zawsze sobie jakoś poradzą, prawda? A jak ręce się znudzą, to jakaś
                    koza czy inna owieczka się trafi gdzieś na polu? :>:>:>
              • songo3000 Re: no, chyba śnię 04.07.10, 14:04
                Bez przesady, Krzyśka to sobie daruj ;D
            • sebalda Re: no, chyba śnię 29.06.10, 15:59
              > tymczasem paniom nie mozna nic, wszak jej miejsce jest w kuchni przy
              > garach i dzieciach.

              Ależ nie, jesteś w strasznym błędzie. Paniom właśnie nie wolno być w kuchni przy
              garach i dzieciach, tylko muszą być królowymi nocy, boginkami seksu, gorącymi
              laskami, wtedy tylko jest cacy. Chałupa ma zarosnąć brudem, bo mężczyźni mają
              inne standardy porządku, dzieci mają się same obsługiwać, najlepiej gdzieś tak
              od 2 miesiąca życia, a pani wypachniona i chętna czeka na męża w sypialni. Tylko
              pod takim warunkiem jest szansa na to, że mąż nie będzie bzykal na prawo i lewo.

              A co do standardów i mądrych niewątpliwie rad, żeby nie sprzątać, wtedy mąż się
              ocknie i sam zacznie. Otóż nie. Tak się nie dzieje. Kilka lat temu złamałam
              nogę, leżałam na piętrze i nie mogłam schodzić do kuchni. Mąż i dzieci niby z
              grubsza panowali nad sytuacją, ale jak już zeszłam do tej kuchni, myślałam, że
              się przewrócę. O ile w pokojach może być bałagan i kurz, często nawet narzuty
              nie chce mi się narzucać na łóżko, jak się śpieszę rano, koty fruwają wszędzie,
              od kotów jeszcze nikt nie umarł, o tyle pleśń, nieprzecierany od nie wiadomo jak
              dawna blat kuchenny, sterty nieumytych garnków, to już niestety niefajna rzecz.
              W domu jest zmywarka, ale żeby móc do niej pakować naczynia, trzeba je wcześniej
              wypakować i zrobić miejsce na kolejne. Ale to często przerasta możliwości
              niektórych i wtedy kolejne lądują znowu w zlewie. W przypadku opornych nawet
              zmywarka nie załatwia sprawy. Dobrze, że dzieci już przyuczone, bo o
              odpowiedzialności za wspólny dom długo chyba jednak bedę jeszcze marzyć. Żeby
              nie było, czasami zdarzają się zrywy, ale o normie nie ma mowy.
              Uważam, że zrozumienie dla zdrady meżczyzny dlatego, że w domu jest więcej
              dzieci, jest nieporozumieniem.
              Nadinterpretacja, że autorka wątku jest zimną, wyrachowaną, jedynie wymagającą
              żoną jest kolejnym nadużyciem na tym forum. Na ten temat nic nie wiemy, jedyne
              dane to 3 dzieci i 4 w drodze i fakt, że zamiast płakać i szlochać, kobieta jest
              oburzona i zniesmaczona faktem zdrady. To jeszcze nie świadczy o tym, że męża
              zaniedbuje, odtrąca i poniża, a on biedaczek musi się pocieszać na boku.
              Zdrady nic nie powinno usprawiedliwiać. Mężczyzna nieszczęśliwy, źle traktowany
              w związku powinien odejść i dopiero wtedy szukać nowego szczęścia, a nie w
              odwrotnej kolejności, bo to zwykłe ku..stwo, nie bójmy się użyć tego słowa. Tu
              sytuację ratuje jedynie jego skrucha (a znam takich, którzy wszystko zwalają na
              żonę i jeszcze wcale nie obiecują poprawy, jednocześnie wciąż z żonami
              mieszkając) i to, że jest wspaniałym ojcem. Ta ostatnia cecha jest w moim
              odczuciu naprawdę rzadka i tego by mi najbardziej brakowało, gdybym takiego
              pogoniła.
              • deodyma Re: no, chyba śnię 29.06.10, 16:49

                Ależ nie, jesteś w strasznym błędzie. Paniom właśnie nie wolno być
                w kuchni prz
                > y
                > garach i dzieciach, tylko muszą być królowymi nocy, boginkami
                seksu, gorącymi
                > laskami, wtedy tylko jest cacy. Chałupa ma zarosnąć brudem





                zartujesz chyba:)
                znam zwiazki, gdzie to na panow nie dziala.
                zona ma dbac o domostwo, gdzie ma byc ugotowane, wysprzatane, zona
                moze lazic wypachniona i naga po chalupie, mezulek tymczasem ma
                zonke w dupie i dla niego seks z zona/partnerka nie istnieje
                miesiacami:D
                myslisz, ze poza domem tego seksu nie uprawia tym bardziej, ze co
                weekend wybywa z chalupy, nie wiadomo gdzie, nie informujac o tym
                swojej drugiej polowki?
                sprawil sobie matke dla dziecka, kuchte, sluzaca pod kazda postacia,
                wiec czego mu wiecej trzeba od zycia?
                malo tego, bo on sam jej nigdzie nie pusci, gdyz jej miejsce jest w
                domu i zadnych gachow poznawac nie bedzie:D
                znam takie zwiazki w realu.
              • rumpa Re: no, chyba śnię 29.06.10, 22:51
                Mężczyzna nieszczęśliwy, źle traktowany
                w związku powinien odejść i dopiero wtedy szukać nowego szczęścia,

                na resztę chwilowo nie mam czasu, ale to na szybko - znaczy ma
                zostawić czworo dzeci czy tam troje, które bardzo kocha, ma
                zrezygnować z kładzenia ich spać, jedzenia z nimi kolacji itd,
                zaryzykować wkurw żony i jej zemstę i separowanie od dzieci - to ma
                byc fajniejsze?
                Co z pieniędzmi, wiadomo że obniża się standard życia, przede
                wszystkim dzieci.
                Nie da się prowadzić dwu domów na takim samym poziomie jak jednego,
                nie mówiąc o tym że chyba nasz dyskutowana para groszem nie
                śmierdzi.
                • sebalda Re: no, chyba śnię 29.06.10, 23:31
                  Rumpa, litości, albo rybki, albo akwarium. Albo zależy mi na dzieciach i mimo
                  nieporozumień małżeńskich skupiam się na życiu rodzinnym, jestem odpowiedzialna
                  i uczciwa, albo nie mogę dłużej znieść życia z koszmarną żoną, ktora mnie
                  wykańcza nerwowo, a jakoś trudno mi uwierzyć, że ona taka okropna stała się
                  dopiero po trzecim dziecku, przecież już wcześniej coś powinno zwiastować
                  problemy małżeńskie, i wymiksowywuję się zawczasu z takiego koszmaru i dopiero
                  wtedy układam na nowo życie. Facet zdradzający pokątnie jest dla mnie facetem
                  godnym jeśli nie potępienia, to politowania, ale w tym złym tego słowa
                  znaczeniu, nie tak się załatwia problemy małżeńskie i tyle.
                  Jeśli żona faktycznie zatruwa życie, chyba lepiej odejść, próbować się dogadać,
                  uczciwie postawić sprawę i dogadać się w sprawie spotkań z dziećmi, niż wdawać
                  się w romans i tym narażać się na walkę z żoną o dzieci, uznanie winy, alimenty
                  i tak dalej. Wtedy jest się winnym rozpadu małżeństwa (przynajmniej oficjalnie)
                  i dupa, za przeproszeniem.
                  Żal mi źle traktowanych facetów, wiem, że jest bardzo wiele nieznośnych, podłych
                  kobiet, ale jakoś mi nie żal tych, ktorzy problem załatwiają zdradą i
                  nieuczciwością, sorry, zdania nie zmienię.
                  • rumpa Re: no, chyba śnię 30.06.10, 00:22
                    dlaczego od razu koszmarna?
                    po prostu pustka...
                    ja tam jestem bardziej tolerancyjna, rozumiem że czasem ludzie
                    wpadają w kanał, jakby odszedł byłoby źle, jak zdradzał dopóki się
                    nie dowiedziała, było dobrze. Zresztą wcale go nie wykopała, co też
                    o czyms świadczy...
                    i włąsnie na tym wg mnie polega odpowiedzialność - są dzieci do
                    wychowania i koniec. I powiedz mi co by zmieniło gdyby tej kochanki
                    nie miał? Zaskoczenie było totalne - znaczy żona i rodzina
                    poszkodowane nie były.No tak, babka by se mogła wyobrażać że
                    wszystko jest ok :(((
                    a jak dla mnie wymaganie od kogoś bohaterstwa, bo tym jest dla mnie
                    zrezygnowanie z siebie kompletnie, nic dobrego by nie wniosło.
                    Zarówno w sytuacji, jak się wydaje jak i nie wydaje - efekty są
                    pozytywne. jak sie nie wydaje, dzieci mają spokój, żona ma spokój, a
                    on swoje chwile szczęscia. Jak sie wydaje - jest motywacja do pracy
                    nad sobą, zmiany sytuacji, działania...
                    jak by zaciął zęby i kochanki by nie było - atmosfera raczej mocno
                    by siadała i nikt by nie wiedział o co biega...wyszłoby że facet
                    maruda czepialska, ponurak i wredota prędzej czy później
                    jakby się rozwiódł - straciłby dzieci na codzień a dla niektórych
                    mężczyzn jest to tak samo nie do przeżycia jak dla większosci kobiet
                    oczywiście dalej może je stracic ale co utargował to jego - dwa
                    lata co najmniej do przodu - czyż nie?
                    • sebalda Re: no, chyba śnię 30.06.10, 09:29
                      A czy nie lepiej zamiast szukać pocieszycielki, spróbować dogadać się z żoną?
                      Powiedzieć, co jest nie tak, zaproponować wspólną pracę nad związkiem? Ja też
                      jestem tolerancyjna, ale zdrada jest nieuczciwością i żadne tłumaczenia tego nie
                      zmienią.
                      Rozumiem Rumpa, że gdyby zdrada Twojego męża się wydała, szukalabyś winy głównie
                      w sobie i też wykazałabyś się maksymalnym zrozumieniem. Gorsze momenty w
                      małżeństwie zawsze mogą się zdarzyć, jeśli miałabym żyć ciągle w świadomości, że
                      mój maż w każdej chwili może poczuć pustkę i pocieszać się na boku, to chyba nie
                      chciałabym się nigdy z nikim wiązać. Jest takie jeszcze jedno staroświeckie
                      słowo, które ma dla mnie duże znaczenie: ZAUFANIE. Bez niego nie wyobrażam sobie
                      związku, a według Twoich teorii, to kolejne nic nie znaczące słowo. Tak ja
                      odbieram Twoje wywody, sorry.
                      • rumpa Re: no, chyba śnię 30.06.10, 10:15
                        to spróbuj wytłumaczyć jakiejkolwiek pani że jest pedantką z nerwicą
                        natrectw :))) życze szczęscia
                        spróbuj powiedzieć, jako facet, że czujesz się nieszczęśliwy i
                        opuszczony - usłyszysz, że są obowiązki, jesteś niedojrzały itd
                        znam niestety mało kobiet które przejmą się informacją że facetowi
                        źle - usłyszy że mu się w d... poprzewracało albo mysli tylko o
                        seksie co będzie koronnym dowodem jego prymitywizmu. O przemysleniu
                        sprawy , rozmowie i wyciagnięciu twórczych wniosków - właśnie w celu
                        ochrony własnego tyłka - nie ma co marzyć.
                        Dodaj jeszcze do tego porządnego i przejetego faceta, to na mur
                        beton położy uszy po sobie.A potem spotka kobietę, która zobaczy w
                        nim człowieka i mężczyznę a nie zaplecze dla rodziny i dzieci - i
                        nastepuje wybuch.

                        Proponowałabym zrezygnowanie ze słowa "wina", bo go nie lubię i nic
                        nie wnosi.I nie tylę wykazałabym się zrozumieniem co chęcią
                        zrozumienia, o co biega, aby podjąc odpowiednie decyzje - czyli
                        innymi słowy czy nie olałam faceta zajeta realizowaniem swego
                        marzenia o rodzinie - ja predzej o pracy cheche, czy tam czego
                        innego, czy może on tak ma że przelatuje co na drzewo nie ucieka,
                        czy może coś się skonczyło - tak bywa i już, no więc starałabym się
                        dojść co się kryje za nową panią.
                        A moje zaufanie polega na tym, że nasze dzieci będą zadbane na
                        najwyższym możliwym poziomie, a nie na tym , że małżonek będzie
                        dożywotnio dupczył tylko mnie. Kompletnie nie czaję klimatów, gdzie
                        "on jest ten jeden jedyny" sorry :))) tego kwiatu pół światu, jasne
                        że boli jak trzeba przemeblować egzystencję, ale - poboli, poboli i
                        przestanie. A nuż trafi się coś lepszego ? :)))

                        wkurzyłoby mnie tylko maksymalnie jakby mi sprzedał jakiegoś syfa -
                        TO byłoby zdradzenie zaufania!
                        • sebalda Re: no, chyba śnię 30.06.10, 11:30
                          Kompletnie nie czaję klimatów, gdzie
                          > "on jest ten jeden jedyny" sorry :))) tego kwiatu pół światu, jasne
                          > że boli jak trzeba przemeblować egzystencję, ale - poboli, poboli i
                          > przestanie. A nuż trafi się coś lepszego ? :)))

                          To ja na calej linii skladam broń. W takim świecie nie ma miejsca na miłość,
                          wierność, uczciwość i zaufanie. Wiem, że jestem niedzisiejsza, ale jakoś taka
                          wizja mnie przeraża. Kompletnie nie widze w takim ukladzie sensu w zawieraniu
                          związku małżeńskiego, to nie malżeństwo, ale uklad długo- lub krótkoterminowy w
                          zależności od potrzeb, wyobrażeń, nastrojów, zmian nastawienia, zainteresowania
                          i innych niezbyt stabilnych czynników. Od biedy może można by to kupić, dziś
                          jeden, jutro inny pan, ale gdy w tym wszystkim sa dzieci, to jednak jakoś
                          niefajnie się robi. Wytłumaczysz synom, że od dziś tatuś się znudził mamusią i
                          idzie w swoja stronę? Myślę, że akurat Ty dasz radę, ale nie wszystkie kobiety
                          są takimi silnymi laskami jak Ty.
                          Jakoś ciężko mi uwierzyć w Twoją 100% nonszalancję, ale może się mylę. Ja
                          oszalałabym w związku, w którym musiałabym się nieustannie starać, zabiegać, być
                          na każde skinienie, ze strachu, że mąż może się znudzić i znaleźć sobie inną.
                          Wiem, że trzeba się starać, WZAJEMNIE, ale taka presja, że jak mam gorszy okres,
                          jak mam problemy, spadek nastroju, to mimo wszystko muszę zagryźć zęby i być
                          zawsze uśmiechnięta, zadowolona, atrakcyjna, jakoś mnie dołuje.
                          A co z tego wszystkiego zostaje w momencie, gdy kobieta przestaje być atrakcyjna
                          seksualnie? A co, gdy kobieta zapada na poważną chorobę? Jeśli związek polega
                          wyłącznie na zaspakajaniu potrzeb, to on nie może się ostać w godzinie próby, no
                          nijak. Tak myślę.
                          • rumpa Re: no, chyba śnię 30.06.10, 12:47
                            po pierwsze, nie jestem chojraczką, oczywiście że by mnie ruszyło,
                            ale trzymałabym się mysli, ze będzie lepiej. I byłoby lepiej w
                            związku z tym :))) po jakimś czasie rzecz jasna.
                            Po drugie, moje zaufanie polega na tym, że tatuś by sobie nie
                            poszedł od dzieci i nie byłoby co tłumaczyć w związku z tym.

                            Myślę, że akurat Ty dasz radę, ale nie wszystkie kobiety
                            > są takimi silnymi laskami jak Ty.

                            no cóż, przyroda jest okrutna, słabi giną, silni trwają i się nawet
                            rozwijają. Dlatego zrobiłam wszystko żeby się wzmocnić, bo słabeuszy
                            w związku nikt nie traktuje poważnie.Ale oczywiscie sa panie które
                            wolą byc traktowane jak uposledzone dzieci, bo na tym tez można
                            sporo ugrać, tyle że cena jest wysoka i zaskakująca dla wielu -
                            własnie brak szacunku.

                            po trzecie, ja uważam że akurat w takim zwiazku jest miejsce na
                            zaufanie, bo inaczej rozmawia się z człowiekiem który życzy sobie
                            znać fakty i szanuje cudze uczucia i decyzje, nawet jak go nie
                            zachwycają a inaczej z romantyczką dla której wszystko jest ciosem i
                            załamaniem świata. generalnie z tą drugą sie nie rozmawia, bo
                            jeszcze w afekcie zasztyletuje albo się otruje, to juz lepiej bzykac
                            na boku, czyż nie?
                            Po czwarte, tak , o zgrozo, w zwiazku małżeńskim TRZEBA się starać i
                            zabiegać, tak samo jak przed ślubem a może jeszcze bardziej, bo
                            dochodzi przyzwyczajenie, znużenie itd...bardzo łatwo ten związek
                            zgubić. I tak, zabiegać ma pan i pani. Tyle że większość pań kiepści
                            sprawę na samym początku, kiedy pan ma obłęd w oczach i na fali
                            radosnego bzykania mozna go przyzwyczaić do wielu rzeczy. A jak nie
                            mozna nawet wtedy, to do widzenia, bo potem będzie tylko gorzej :)))
                            Niestety wtedy panie z miłoscią prasują koszulki i każdy kawałek
                            kotleta przed położeniem miłemu na talerz całują. A potem , jak są
                            dzieci, to zarżnietym obowiązkami się przypomina że od pana też
                            należałoby coś wymagać poza "byciem". A dla 90% panów oznacza to
                            złamanie niepisanej umowy i brak miłosci. Albo brutalniej - wziął
                            sobie tę laskę bo bezproblemowa była i obsługa koncertowa. Skoro raj
                            się skonczył to szukamy nastepnej naiwnej kochajacej :))) Dlatego
                            wymagać od poczatku - najwyzej się zniechęci i pójdzie precz we
                            właściwym momencie. Mądra kobieta to rozumie, kobieta ekhem mniej
                            mądra spragniona "najszczęsliwszego dnia w życiu" - nie za bardzo.

                            Wiem, że trzeba się starać, WZAJEMNIE, ale taka presja, że jak mam
                            gorszy okres
                            > ,
                            > jak mam problemy, spadek nastroju, to mimo wszystko muszę zagryźć
                            zęby i być
                            > zawsze uśmiechnięta, zadowolona, atrakcyjna, jakoś mnie dołuje.

                            a gdzie ja to napisałam?
                            :)))


                            Ja
                            > oszalałabym w związku, w którym musiałabym się nieustannie starać,
                            zabiegać, by
                            > ć
                            > na każde skinienie, ze strachu, że mąż może się znudzić i znaleźć
                            sobie inną.

                            no to może zacząc od tego żeby fakt że mąz znajdzie sobie inną nie
                            przerażał i to staranie się, - bez bycia na każde skinienie - nie ma
                            nic bardziej żałosnego - było dlatego że chce mu się dać radość? No
                            i połaczyć to z uważną obserwacją czy pan wykazuje podobne odruchy w
                            stosunku do nas - bo jak dla mnie to znak miłości, Jak tego nie ma,
                            to co jest?

                            A co z tego wszystkiego zostaje w momencie, gdy kobieta przestaje
                            być atrakcyjn
                            > a
                            > seksualnie?

                            to zależy...
                            po pierwsze, można starać się to odwlec, bo generalnie ta
                            atrakcyjność to po prostu zdrowie :))) - zręczna sylwetka, lsniące
                            włosy, radość w twarzy, energia do życia i dbania o siebie, zdrowa
                            cera. I najważniejsze - zainteresowanie seksualne mężem :))).
                            po drugie, może pan już nie może :))) i dlatego warto podwójnie
                            starać się to odwlec :)))
                            ostatnio szok przezyłam, babka w moim wieku - lat 37, facet jej
                            komplementy prawi, a ona - jaka piekna, ja to już sie na babcię
                            gotuję! zamurowało mnie kompletnie - no fakt , ma córkę lat 17.
                            no cóż są panie które doczekać sie nie mogą owego braku
                            atrakcyjności i są z tego jakos tam dumne.
                            po trzecie dużą częscią atrakcyjności jest osobowość, ale tutaj
                            niestety panie, tak czułe na punkcie fałd i celulitu, wykazuja
                            slepotę doskonałą, na zasadzie Kartezjusza - nie spotkałem jeszcze
                            człowieka który by uważał że jest ... głupi :)))

                            niedawno czytałam wywiad z lekarzem, którego babka lat ok 70
                            dopytywała się, czy jej operacja na seks z mężem nie zaszkodzi :)))

                            Jeśli związek polega
                            > wyłącznie na zaspakajaniu potrzeb, to on nie może się ostać w
                            godzinie próby, n
                            > o
                            > nijak. Tak myślę.

                            raczej nie ostanie się zwiazek w którym czyjeś potrzeby były nie
                            tylko nie zaspokajane ale i programowo lekceważone. Te zaspokojone
                            potrzeby i szacunek do nich to kapitał na cięzkie czasy.
                            • sebalda Re: no, chyba śnię 30.06.10, 13:21
                              Bardzo to fajne, co piszesz. Jak rozwijasz, zaczyna się robić mniej strasznie i
                              jaśniej, czasami takie hasłowe potraktowanie sprawy: za słaby seks=zrozumiała
                              zdrada dość słabo brzmi, myśl rozwinięta już brzmi lepiej. Dlatego właśnie tak
                              drążę:)
                              Podpisuję się obiema rączkami pod genezą błędów kobiecych w początkach
                              małżeństwa. Ja jestem starsza od Ciebie 10 lat, praktycznie nie miałam ojca, nie
                              miałam żadnych wzorców i bardzo chciałam być dobrą żoną. Zamieszkaliśmy razem
                              dopiero po ślubie. I tak, popełniłam te wszystkie błędy, o których piszesz, mam
                              teraz, to, na co zasłużyłam. Ale w tym wszystkim nie sprawdziło się jedno,
                              postawilam na uczciwość męża (bo nieuczciwość mojego ojca była przyczyną tego,
                              że wychowywałam się bez niego i miałam uraz) i mimo tych wszystich blędów z
                              początków, ktore się ciągną za mną do dziś, ta uczciwość zostala. Ona głównie
                              sprawia, że nie odeszłam od męża, bo to wartość dla mnie bardzo cenna. Nie
                              jestem idealną żoną, nie staram się dzień i noc, nie godzę się na złe
                              traktowanie, a to niepogodzenie przekłada się na moją niechęć do zbliżeń, bo
                              kłótnie i wyzwiska średnio temu sprzyjają, czepiam się męża, gdy robi coś, z
                              czym się nie moge pogodzić, zwłaszcza gdy postępuje niesprawiedliwie wobec
                              dzieci (i nie żałuje tego), ale mimo tych wszystkich rzeczy, za które przeciętny
                              facet dawno by mnie juz zdradził, on tego nie robi (jak na to wskazują wszystkie
                              znaki na niebie i ziemi, choć oczywiście pewności nigdy miec nie można), a
                              jesteśmy małżeństwem już ponad 20 lat. Tylko czy to powód, dla którego powinnam
                              go wielbić? Nie bije, nie pije i na dziwki nie chodzi, no ideał normalnie, ja za
                              dużo wymagam, jestem wyrodną żoną.
                              Rumpa, dam córce do przeczytania cały ten wątek, mam nadzieję, że ona wyciągnie
                              z niego to, co najlepsze:) Bo chyba i ja mam trochę racji ze swoim idealizmem i
                              niepogodzeniem się ze zdradą, ale bez wątpienia Ty też ją masz w wielu sprawach.
        • verdana Re: no, chyba śnię 29.06.10, 18:43
          Cóż, mój mąz także ma troje dzieci.
          I czy mnie nie zdradzał, zareczać oczywiscie nie mogę. Ale biorąc
          pod uwagę to, ze oboje pracowalismy zawodowo i nasza praca przy
          dzieciach była wspólna i oboje czasem padaliśmy na pysk, to równie
          dobrze ja go moglam zdradzic, czyż nie?
          • rumpa Re: no, chyba śnię 30.06.10, 00:33
            rany, Verdana nie rozczarowuj mnie
            przecież to nie chodzi o samą liczbę dzieci, tylko o to na ile
            dzieci ludzi stać, żeby się w nadmiarze nie pogubić. Stać zarówno
            fizycznie jak i psychicznie czy finansowo.
            I to nie jednego małżonka tylko oboje.
            Jasne, że jak się urodzą to się je kocha - no dobrze, nie zawsze
            jasne ale przeważnie - ale to nie zmienia faktu że można się
            wykończyć, samemu i jako para.
            Ja bardzo kocham moich synów ale ilość uwagi jakiej wymagają, mnie
            przerasta i męczy.
            • verdana Re: no, chyba śnię 02.07.10, 21:23
              Ale pogubić się mogą oboje, czyż nie? Nie tylko facet.
    • velluto Re: no, chyba śnię 03.07.10, 22:30
      Wydaje mi się, że dziewczynom wyżej chodzi o to, że wasz brak komunikacji
      musiał doprowadzić do czegoś takiego. I dlatego nie rozumiem twojego
      oburzenia, że mielibyście wydawać kasę na terapię, bo on sobie po.ł. Nie dlatego
      potrzebujecie terapii, że umoczył gdzie indziej - potrzebujecie terapii bo
      wcześniej coś zawaliliście. Oboje.
      • sebalda Re: no, chyba śnię 04.07.10, 00:14
        > Egzekwować pomoc to można od dzieci. Dorosły, odpowiedzialny człowiek jeśli się
        > zdecydował na coś to rozumie ze trzeba ponosic konsekwencje.

        Konsekwencją wejścia w związek jest konieczność zaspokajania potrzeb partnera.

        Jeśli partner ma potrzebę posiadania ciekawego i urozmaiconego seksu dwa razy
        dziennie, to kobieta powinna mu ten ciekawy i urozmaicony seks dwa razy dziennie
        dostarczyć. Jeśli się ktoś zdecydował na ślub z takim człowiekiem, musi ponosić
        tego konsekwencje.

        > trzeba robić mężowi lody czesto i zgadzać sie na wszystkie jego łóżkowe
        > fantazje, inaczej z małżenstwa i rodziny nici.

        Niekoniecznie nici, ale fundament tego małżeństwa i rodziny będzie kiepski.

        Rumpa, czy o takiego faceta Ci chodziło? Czy widzisz teraz, jak są odczytywane
        Twoje skądinąd niegłupie posty? Jak upraszczane, spłycane. Czy warto starać się
        dla faceta, który pisze, że fundamentem rodziny jest robienie mężowi często loda
        i spełnianie jego łóżkowych fantazji? To jest ważne, seks jest istotną składową
        małżeństwa, ale FUNDAMENT?
        • santo_inc Re: no, chyba śnię 04.07.10, 08:03
          > i spełnianie jego łóżkowych fantazji? To jest ważne, seks jest istotną składową
          > małżeństwa, ale FUNDAMENT?

          Pewnie, że fundament. Jeden z wielu. Dla części ludzi seks w związku jest
          najważniejszy, inni żyją bez seksu przez wiele lat i jakoś nie chcą ani zdradzać
          ani odchodzić.
          • sebalda Re: no, chyba śnię 04.07.10, 12:26
            A co zostaje ze związku, w którym seks jest fundamentem, jest najważniejszy, gdy
            z jakichś względów (niezależnych od żadnego z małżonków)tego seksu nie można mieć?
            Będę powtarzała do znudzenia: seks jest ważny, ale trudno jest wyobrazić sobie
            związek, który będzie trwały, uczciwy, prawdziwy TYLKO dzięki dobremu seksowi.
            Seks może być dopełnieniem bliskości, oddania emocjonalnego, miłości zwyczajnie,
            ale jeśli będzie NAJWAŻNIEJSZY i JEDYNIE wiążący, to zwyczajnie z chwilą
            osłabienia jego intensywności (z powodu choroby na przykład) taki związek się
            nie ostanie. Tak myślę.
            Teraz coraz częściej czyta się o mężczyznach, ktorzy tracą zainteresowanie
            seksem w małżeństwie, choć żonom zależy, choć się starają, kupują seksowną
            bieliznę, zapalają świeczki i kadzidełka, a mąż ciągle nie ma ochoty, woli
            komputer. Rozumiem, że wtedy taka kobieta też ma pełne prawo znaleźć sobie
            zaspokojenie poza małżeństwem, tak? Santo, jeśli potrąci Cię samochód i przez
            pół roku nie będziesz mógł, to Twoja żona, mająca swoje potrzeby, ktorych Ty nie
            będziesz mógł zaspokoić, może sobie znaleźć kochanka?
            • santo_inc Re: no, chyba śnię 04.07.10, 19:22
              > A co zostaje ze związku, w którym seks jest fundamentem, jest najważniejszy, gd
              > y
              > z jakichś względów (niezależnych od żadnego z małżonków)tego seksu nie można mi
              > eć?

              Niewiele.

              > Będę powtarzała do znudzenia: seks jest ważny, ale trudno jest wyobrazić sobie
              > związek, który będzie trwały, uczciwy, prawdziwy TYLKO dzięki dobremu seksowi.

              To Twoja opinia i masz prawo ją głosić. Ba, masz nawet prawo twierdzić, że to
              prawda uniwersalna, ale pod tym względem się mylisz.

              > Teraz coraz częściej czyta się o mężczyznach, ktorzy tracą zainteresowanie
              > seksem w małżeństwie, choć żonom zależy, choć się starają, kupują seksowną
              > bieliznę, zapalają świeczki i kadzidełka, a mąż ciągle nie ma ochoty, woli
              > komputer.

              W sytuacji, w których kobiety tylko kupują bieliznę, zapalają świeczki i
              kadzidełka, to trudno się dziwić, że faceci mogą nie mieć na nie ochoty.

              Jest cała masa potencjalnych przyczyn braku ochoty na seks ze strony faceta:
              * kobieta się znudziła (nic z wymienionych pomysłów nie pomoże),
              * kobieta się postarzała i zbrzydła, a pewnie też przytyła (jak wyżej),
              * seks ciągle w ten sam sposób - pani łaskawie rozkłada nogi i nic z siebie nie
              daje (jak wyżej),
              * syndrom madonny i ladacznicy (jak wyżej),
              * obecność męża przy porodzie (jak wyżej).

              Czasem zamiast wymyślać rzeczy, które Wam mogłyby dodać ochoty na seks
              (bielizna, kadzidełka, świece), warto zainteresować się tym, co interesuje PARTNERA.

              Ale w sumie po co, przecież Wy wiecie lepiej, co nam jest potrzebne do
              szczęścia. I dziwicie się, że gdy nam to dajecie, ciągle marudzimy że nam czegoś
              brakuje.

              > komputer. Rozumiem, że wtedy taka kobieta też ma pełne prawo znaleźć sobie
              > zaspokojenie poza małżeństwem, tak?

              Zależy od przypadku.

              > zaspokojenie poza małżeństwem, tak? Santo, jeśli potrąci Cię samochód i przez
              > pół roku nie będziesz mógł, to Twoja żona, mająca swoje potrzeby, ktorych Ty ni
              > e
              > będziesz mógł zaspokoić, może sobie znaleźć kochanka?

              Naturalnie, że tak.
              • asia_i_p Re: no, chyba śnię 07.07.10, 07:35
                Dobrze, że to nie jest cała prawda o facetach.
                Co to znaczy "bo był przy porodzie"? Myślisz, że normalny facet przy porodzie
                stoi i gapi się w krocze żony? Mój mąż był przy porodzie, bo miałam wrażenie, że
                w jego obecności mogę być lepiej traktowana. Bał się tylko jednego - że będzie
                musiał bezradnie patrzeć, jak mnie boli. Pomagał mi bardzo - masaż pleców,
                przytrzymywanie przy parciu. Nie skupiał się na wrażeniach estetycznych (choć z
                pewnym zainteresowaniem stwierdził, że w życiu by nie przypuszczał, że mogę mieć
                twarz w takim kolorze) ani na emocjonalnych (ach, zaczynam być ojcem). Wyszedł z
                tego zmęczony, ale po dobie stwierdził, że mógłby jeszcze raz, niech mu tylko
                dadzą rodzącą ;).

                Zdradzę ci sekret z naszej strony barykady. Nie ma lepszego afrodyzjaka dla
                kobiety niż świadomość, że się mężowi nie nudzi, że może bezpiecznie starzeć
                się, brzydnąć i tyć, że może na niego liczyć w ciężkich chwilach. A seks
                uwolniony od bycia fundamentem związku i od obaw, że jak się nie przyłożę, to
                stracę męża albo żonę, to naprawdę świetna sprawa.
                • santo_inc Re: no, chyba śnię 08.07.10, 17:22
                  > Co to znaczy "bo był przy porodzie"?

                  To, co napisałem. Był obecny przy porodzie. U 10% facetów powoduje to brak
                  jakiejkolwiek ochoty na seks. Z żoną, rzecz jasna.

                  > się, brzydnąć i tyć, że może na niego liczyć w ciężkich chwilach. A seks
                  > uwolniony od bycia fundamentem związku i od obaw, że jak się nie przyłożę, to
                  > stracę męża albo żonę, to naprawdę świetna sprawa.

                  A pewnie. Praca zawodowa, uwolniona od bycia obowiązkiem i koniecznością oraz
                  obaw, że jak się nie przyłożę to stracę żonę i dziecko, to naprawdę świetna sprawa.
            • urquhart seks, a więź 04.07.10, 21:52
              sebalda napisała:

              > A co zostaje ze związku, w którym seks jest fundamentem, jest najważniejszy, gd
              > y
              > z jakichś względów (niezależnych od żadnego z małżonków)tego seksu nie można mi
              > eć?
              > Będę powtarzała do znudzenia: seks jest ważny, ale trudno jest wyobrazić sobie
              > związek, który będzie trwały, uczciwy, prawdziwy TYLKO dzięki dobremu seksowi.

              Sebalda, seks jest więziotwórczy i może i powinien być narzędziem do stworzenia sinych więzi w związku. Na poziomie chemicznym jedynie podczas orgazmu wydziela sie w męskim organiźmie oksytocyna która jest hormonem więzi.
              Ale bez naiwności. Seks w ogólności jest także podstawową potrzebą fizjologiczną na dnie piramidy Maslowa i gdyby nie to w Polsce dwustutysieczna armia pełnoetatowych prostytutek i szacowane co najmniej na drugie tyle sponsorówek nie wyżyłoby z dawania komuś dupy i musiałoby szukać sobie innego zajęcia. Co do potrzeb kobiet to są one inne, sama sobie to uświadom spróbując poszukać nieliczych rodzynków męskich prostytutek. Nie ma popytu.
              Wiec ideały sobie a potrzeby i realne życie sobie.


              _____________________________________
              Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
    • songo3000 I to jest piękny wątek gdzie 04.07.10, 14:22
      widać jak na dłoni kompletne niezrozumienie, odmóżdżenie i skrajnie
      roszczeniową postawę hordy żonuś i mamusiek w tym kraju :) Jedynie
      co bije silnie i jasno z większości postów to "JA, MI, MOJE i tylko
      po MOJEMU". A jak nie daj Boże facet chce inaczej to LAMENT jak to
      możliwe. Wypływa tu typowa skrajna i obrzydliwa hipokryzja
      księżniczek uważających, że cały świat MUSI kręcić się wokół ich
      własnych dup.
      Ano właśnie nie musi. Co widać pięknie w tym wątku wściekłej
      mamuśki, sprawnej inaczej przed szkodą (i zdaj się, że również po).

      Warto wbić sobie do główki drogie panie, że idiotkę albo się robi w
      balona albo się odwala przy niej cierpiętnictwo przez resztę życia.
      Facet z odrobiną jaj po prostu kopie ją w rozpasła dupę, bez
      naiwnych wymówek/szantażów typu 'dzidzi'.

      Myślimy. Myślenie jak zwykle ma przyszłość, hehe.
    • black_smirnovka Do chyba śnię 04.07.10, 15:44
      Coś pominęliście. Najpewniej swoje prawdziwe wewnętrzne potrzeby pragnienia - i nie koniecznie mówie tu o tych związanych z sexem. Ludzie tworzą związku wg. pewnych schematów
      i oczekiwań kulturowo społecznych i wszystko działa do momentu
      kiedy któreś się nie wyłamie.

      Znam wiele takich małżeństw, i nie wiem dlaczego tak się właściwie
      dzieje.
      Myślę że jesli zalezy Ci aby to małżeństwo ratować
      (choć ja nigdy nie rozumiem kobiet które decyzują się poświęcić
      dla rodziny, dzieci kosztem swoje szczęścia i nerwów)
      to faktycznie masz rację - jedyne wyjście to dobry terapeuta.
      On miejmy nadzieje dokopie się do czegoś co nigdy nie zostało
      głośno powiedziane.

      Tobie z pewnością też czegoś brakuje...





      • sebalda Re: Do chyba śnię 04.07.10, 18:58
        Bardzo dużo piszemy o zaspakajaniu potrzeb mężczyzny w związku. Głównie potrzeb
        seksualnych, co też odpowiednio świadczy o samych mężczyznach. Ale niewiele
        piszemy o zaspakajaniu potrzeb kobiet. Piszemy tylko ogolnikowo, że kobiety mają
        liczne wymagania. Jakie są te wymagania kobiet, takie trudne do spełnienia,
        takie wyczerpujące, nierealne?
        Rumpa, piszesz, że zaspakajasz potrzeby męża i dlatego jest dobrze, jakie Twoje
        potrzeby on zaspakaja? Czy gdyby on nie zaspakajał Twoich potrzeb, nadal równie
        chętnie zaspakajałabyś jego potrzeby, chciałabyś dawać mu tę radość, o której
        piszesz? Gdyby po pracy regularnie zalegał z puszką piwa przed telewizorem i
        wstawał dopiero na seks z Tobą przed snem, też byś go tak pragnęła?
        Santo, jakie potrzeby swojej żony spełniasz?
        Gdy mąż traci zainteresowanie seksem z żoną, ta robi wszystko, by to
        zainteresowanie wróciło: kupuje seksowną bieliznę, kadzidełka, świece, jak to
        nie pomaga, radzi się na forum, koleżanek, czasami specjalisty, jest gotowa
        bardzo wiele zrobić, by mężczyzna ją znowu chciał. Co robi mężczyzna, gdy zona
        przestaje go pożądać? Wstaje z tej kanapy, sprzed tego telewizora albo kompa?
        Nie, to za trudne. Szuka pocieszycielki, bo żona go nie rozumie. Tak
        najprościej. I ciekawe, że jak jest z kochanką, to i ten telewizor sobie może
        darować i tę piątą puszkę piwa. Dla żony tego już by nie potrafił zrobić. Taki lajf.
        • santo_inc Re: Do chyba śnię 04.07.10, 19:27
          > Santo, jakie potrzeby swojej żony spełniasz?

          Wszystkie, które żona mi komunikuje, z wyjątkiem tych, co do których
          zapowiedziałem przed ślubem, że spełniać nie będę.

          Powiedziałem żonie na przykład, że jak chce typa imprezowego co ją będzie do
          knajp albo na koncerty zabierał, to musi sobie poszukać kogoś innego.
          Zaakceptowała i teraz nie zaspokajam jej potrzeby spędzania miło czasu na
          mieście. Tę potrzebę zaspokajają jej znajomi.

          > bardzo wiele zrobić, by mężczyzna ją znowu chciał. Co robi mężczyzna, gdy zona
          > przestaje go pożądać? Wstaje z tej kanapy, sprzed tego telewizora albo kompa?
          > Nie, to za trudne. Szuka pocieszycielki, bo żona go nie rozumie.

          No dobrze, więc on może wstać z tej kanapy i CO ZROBIĆ?

          Pytam konkretnie. Co może zrobić facet, żeby mu wróciła ochota na seks z żoną?

          Ma ją wymalować pastą do butów żeby mieć udawaną murzynkę i zaspokoić potrzebę
          różnorodności? Czy może przywiązać do łóżka i zgwałcić?
          • radola1 Re: Do chyba śnię 04.07.10, 19:59
            santo_inc napisał:

            > Pytam konkretnie. Co może zrobić facet, żeby mu wróciła ochota
            na seks z żoną? Ma ją wymalować pastą do butów żeby mieć udawaną
            murzynkę i zaspokoić potrzebę różnorodności? Czy może przywiązać do
            łóżka i zgwałcić?


            Santo nie o to chodzi. Pytanie brzmiało co robią faceci kiedy
            partnerka
            traci zainteresowanie nimi.
            • santo_inc Re: Do chyba śnię 04.07.10, 20:48
              > Santo nie o to chodzi. Pytanie brzmiało co robią faceci kiedy
              > partnerka
              traci zainteresowanie nimi.

              Jak to nie o to? Przecież o tym właśnie pisała sebalda.
              • radola1 Re: Do chyba śnię 04.07.10, 21:42
                Przeczytaj uważnie jeszcze raz.

                Sebalda napisała:
                Co robi mężczyzna, gdy zona
                przestaje go pożądać?

                Właśnie co?
                • santo_inc Re: Do chyba śnię 05.07.10, 19:30
                  > Przeczytaj uważnie jeszcze raz.

                  Słuszna sugestia.
        • ki_czort Re: Do chyba śnię 04.07.10, 19:32
          Jasne, że kobiety mają mnóstwo wymagań.

          Wszystko co związane z domem i dzieckiem w polskiej rzeczywistości jest
          przypisane kobiecie.

          Jeśli ona w y m a g a od partnera, żeby jej 'pomagał', to jego 'pomoc' jest - no
          właśnie - spełnionym wymaganiem.
          W Polsce dzieci i dom nie należą do obojga- należą do Polek. Jeśli mężczyźni coś
          już w domu zrobią, chociaż częściej wolą się po prostu pobawić z dziećmi, to
          traktuje się to jako spełnianie zachcianek kobiet a nie wkład w małżeństwo,
          który jest zrozumiały samo przez się.
          Niestety takie są koszty emancypacji w tradycyjnym, patriarchalnym
          społeczeństwie. Albo zapie...sz sama albo dzielicie się i zapie...cie oboje,
          ale wtedy trzeba sobie radzić dodatkowo z tą łaską mężczyzny, której on jest
          zresztą w pełni świadomy. Najlepiej mu obciągać codziennie, żeby sobie nie
          znalazł innej.
          • urquhart inna kolejność priorytetów w życiu kobiet i mężczy 04.07.10, 21:36
            ki_czort napisał:

            > Jasne, że kobiety mają mnóstwo wymagań.
            > Wszystko co związane z domem i dzieckiem w polskiej rzeczywistości jest
            > przypisane kobiecie.
            > Jeśli ona w y m a g a od partnera, żeby jej 'pomagał', to jego 'pomoc' jest - no
            > właśnie - spełnionym wymaganiem.
            > W Polsce dzieci i dom nie należą do obojga- należą do Polek.

            Statystycznie mężczyźni mężowie i kobiety mężatki mają zupełnie inną kolejność
            priorytetów w życiu. Dla mężczyzn najważniejszym priorytetem jest kobieta (i
            seks w podteksie), a dla kobiet najpierw: dzieci, dom , dopiero potem życiowy
            partner. Ot duże nieporozumienie.
            Bo jak kobieta zbytnio da odczuć facetowi że dom i dzieci stawia znacznie wyżej
            niż jego, jego dotyka życiowe rozczarowanie i jednocześnie oświecenie że
            wybranka jest nadal ważniejsza, z tym że ZASZŁA życiowa POMYŁKA CO DO WYBORU
            kandydatki na tą NAJWAŻNIEJSZĄ i zaczyna szukać dalej...
            Stąd "pomaganie" w domu zalicza się do spełniania oczekiwań głównie kobiety, a
            seks do spełniania oczekiwań mężczyzny, bo mają całkiem inne oczekiwania zarówno
            ilościowe i jakościowe w tych dziedzinach. Chociaż naiwni idealiści opierają sie
            że powinny one byc rozłożone po równo.

            Co do umocowania w liczbach i badaniach polecam jak kogoś interesuje:
            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,109947518,,Mezczyzni_kochaja_bardziej.html?v=2
            _____________________________________
            Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji
            jest dojrzała - by kawitator
            • aga.705 Re: inna kolejność priorytetów w życiu kobiet i m 05.07.10, 00:30
              Tak,zgadzam sie z Urqu,tak przewaznie sytuacja wyglada ale...co
              jesli jest zupelnie odwrotnie? Tzn.tak jak u mnie. Po dziecku moj
              maz zupelnie mnie odstawil.Rozumiem wiec mezczyzn w podobnej
              sytuacji.Jemu naprawde nic do szczescia nie jest potrzebne oprocz
              dzidzi.Powaznie.Zawsze chcial miec dziecko i doskonale sie sprawdza
              w roli ojca. Tylko co ze mna?? I nie mam cyt.Songo:rozpaslego
              d.upska itp.,o nie. Czuje sie jak wykorzystana w celu rozmnozenia i
              finisz.Co ja mam zrobic?(zalozyc osobny watek:(??)
              • sebalda Re: inna kolejność priorytetów w życiu kobiet i m 05.07.10, 09:46
                Aga, załóż koniecznie, to bardzo ciekawy, bo rzadki przypadek, będzie o czym
                podyskutować.
                Ja jestem ciekawa, jak panowie sobie tłumaczą taki obrót rzeczy po urodzeniu
                dziecka. Dlaczego kobieta nagle traci zainteresowanie mężczyzną. Przecież to
                zasadniczo bije w jej interesy, bo może w ten sposób stracić mężczyznę. One
                wszystkie takie złe, to zmowa głupich bab, czy jak? A może to nie jest
                rozczarowanie mężczyzn tym, że schodzą na drugi plan, tylko rozczarowanie
                kobiet, że w tym szczególnym momencie życia, kiedy oparcie i zrozumienie męża są
                wyjątkowo potrzebne, one tego oparcia i zrozumienia nie dostają nawet w
                minimalnym stopniu? Borykają się z burzą hormonów, wymagającym stałej uwagi
                dzieckiem i obrażonym mężem. My mamy rozumieć mężów, czy oni rozumieją nas?
                Mówię o tym szczególnym okresie po urodzeniu dziecka, tak do roku, bo pierwszy
                rok jest najtrudniejszy. Czasami wystarczyłaby odrobina wyrozumialości ze strony
                męża, a żona bardzo szybko doceniłaby to i nie przelewała całych uczuć na
                dziecko. To takie proste.
                • verdana Re: inna kolejność priorytetów w życiu kobiet i m 05.07.10, 10:13
                  Nie, to nie jest "takie proste", bo znam kobiety, których mąż
                  przelał całe uczucie na dziecko i one tez nie wytrzymały 'tego
                  jednego roku". Wiele kobiet, nawet wspieranych przez mężów, zmienia
                  swoje nastawienie, licza się tylko potrzeby dziecka (swiadomie nie
                  piszę "przede wszystkim" - bo to jest jasne). Mąż ma poczekać - na
                  uwagę, na rozmowę, na seks, na wszystko. Żona natomiast poczekać nie
                  chce i nie moze - i to ma być oczywiste.
                  Trzeba powtarzać ludziom plci obojga, ze dziecko nie moze wyrzucać
                  partnera z myśli i uczuć, ze "drugoplanowy" partner moze ew. byc
                  przez miesiąc-dwa, kiedy kobieta uczy sie niowej roli. Zwiazek, w
                  którym dziecko jest najwazniejsze - fatalnie rokuje.
                  • aga.705 Re: inna kolejność priorytetów w życiu kobiet i m 05.07.10, 11:40
                    A jednak sa takie przypadki,gdzie to mezczyzna przelewa uczucie na
                    dziecko a zona przestaje sie liczyc w jego zyciu.Ja nie mam pojecia
                    co mam zrobic,jak zyc,jak ma wygladac teraz nasze malzenstwo skoro
                    malzenstwo juz nie istnieje.Po prostu mam ogromne poczucie
                    samotnosci w zyciu(a przeciez na zewnatrz mam rodzine i nie jestem
                    sama).Dla dobra dziecka mam byc z mezem(on jest idealnym ojcem)??A
                    co ze mna?
                    • triss_merigold6 To mój przypadek;) 05.07.10, 12:03
                      To mój przypadek. Nie, nie mogłam tego przewidzieć, w
                      najczarniejszych snach akurat takiego obrotu sprawy nie zakładałam.
                      Rozmawiałam, prosiłam, lekarz był grany, uprzedzałam etc. Najpierw
                      spokojnie, później nie. Uprzedziłam, że znajdę sobie kochanka,
                      znalazłam. Był krótki romans, później - po roku od zakończenia
                      romansu - odeszłam od męża. Ten sam kochanek się pojawił, najpierw
                      był lightowy układ, a potem wielka miłość w jasnych łanach -
                      jesteśmy parą od kilku lat.
                      Ale ja bez seksu nie mogę. Znaczy, związek bez udanego seksu nie ma
                      dla mnie sensu i ani antykoncepcja hormonalna, ani zdiagnozowane
                      rzuty depresji, ani ciąża/poród/połóg nie zmieniały mi libido.
                • urquhart przelewanie uczuc na dziecko, a zmowa głupich bab 05.07.10, 10:23
                  sebalda napisała:
                  > Aga, załóż koniecznie, to bardzo ciekawy, bo rzadki przypadek, będzie o czym
                  > podyskutować.
                  > Ja jestem ciekawa, jak panowie sobie tłumaczą taki obrót rzeczy po urodzeniu
                  > dziecka. Dlaczego kobieta nagle traci zainteresowanie mężczyzną. Przecież to
                  > zasadniczo bije w jej interesy, bo może w ten sposób stracić mężczyznę. One
                  > wszystkie takie złe, to zmowa głupich bab, czy jak?

                  Sebaldo, generalnie dokładnie tak jest to zaprogramowane w świecie zwierząt i wystarczy poobserwować a nie domyślać się. Po urodzeniu potomstwa samice przestają się interesować samcami bo są tak sterowane hormonami. Jak to ujęłaś głupie baby które nie używają rozumu tylko kierują sie instynktem i emocjami postepują podobnie. I żadna "odrobina wyrozumiałości" tu nie pomoże w zdeterminowaniu przelaniu całych uczuć na dzieci. Albo kieruje się rozumem i kuma że to szkodzi dziecku i związkowi, albo kieruje emocjami i nie kuma.

                  W nielicznych gatunkach monogamicznych zwierzęta rodzice reagują symetrycznie zmianami hormonalnymi i wydzielaniem prolaktyny determinującej potrzebę zajmowania się potomstwem i oboje "przelewają uczucia" na potomstowo. Podobno około margines 5-10% procent mężczyzn tak hormonalnie reaguje prolaktyną i przelewaniem uczuć jak statystyczna kobieta i to prawdopodobnie może być przypadek Agi. Podobnie zresztą jak margines 2-5% kobiet zwanych nimfomankami ma potrzeby seksualne na podobnym poziomie jak statystyczny mężczyzna, których pewnie nie są w stanie zablokować byle hormony macierzyństwa.

                  _____________________________________
                  Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                  • sebalda Re: przelewanie uczuc na dziecko, a zmowa głupich 05.07.10, 15:05
                    I znowu wracamy do punktu wyjścia. Kobieta ma zaspakajać potrzeby mężczyzny. W
                    zamian co dostaje? Ano to, że po urodzeniu dziecka, walcząc z naturą, hormonami,
                    instynktem macierzyńskim, zaprogramowaną przez naturę potrzebą bliskości z
                    dzieckiem, z chwilową niechęcią do seksu, bo znowu hormony i laktacja, ona nadal
                    musi się przede wszystkim skupiać na potrzebach męża. Ja rozumiem, że mąż ma
                    zawsze i wszędzie być najważniejszy, ale co jeśli on zwyczajnie na to nie
                    zasługuje, bo on z kolei nie jest w stanie się przestawić choć o milimetr w
                    braniu i nastawieniu na zaspakajanie jego potrzeb. Kobieta mądra będzie po
                    urodzeniu dziecka nadal zaspakajała potrzeby mężczyzny, ale do tego są potrzebne
                    dwa warunki: on również spełnia jej potrzeby, wykazuje zrozumienie i chęć pomocy
                    i wsparcia, a ponadto on rzeczywiście jest wart tej walki z hormonami i naturą.
                    Co ma robić kobieta, której mężczyzna nie jest tego wart? Jest egoistą, leniem,
                    każdą wolną chwilę spędza przed telewizorem z puszką piwa tudzież ucieka z domu,
                    byle tylko nie musieć się choć trochę zająć dzieckiem?
                    Śmiem twierdzić, że dla prawdziwego mężczyzny, dobrego męża, kobieta mądra
                    rzeczywiście nie podda się dyktatowi natury i nie odstawi go z chwilą urodzenia
                    dziecka, nie przestawi go na boczny tor, bo a. będzie jej na nim nadal zależało,
                    bo on ją też nadal szanuje jako kobietę, żonę i matkę, b. jej się to po prostu
                    nie opłaca, bo mężczyzna zapewnia oparcie i poczucie bezpieczeństwa w tym tak
                    newralgicznym momencie. Ale na taki stosunek i postawę żony, mąż musi sobie
                    niestety zapracować, tak jak żona zapracowuje sobie na troskę męża, spełniając
                    wcześniej jego potrzeby. Ciągle czytam jedynie, co powinna żona. A co powinien mąż?
                    Dziś na stronie o naturalnym rodzicielstwie (inaczej też zwanym rodzicielstwem
                    bliskości) przeczytałam takie oto zdania doświadczonej psycholożki:

                    "Nie zdarzyło mi się spotkać w życiu naprawdę szczęśliwej, pełnej ciepła
                    rodziny, w której mąż i ojciec uchylałby się od rodzinnych powinności. Mąż musi
                    wspierać żonę. Kobiecie trudno jest kochać męża, kiedy czuje, że nie ma on
                    ochoty być dla niej oparciem we wszystkich dziedzinach życia. Jednak to na mężu
                    spoczywa obowiązek inicjowania miłości. Można pozazdrościć mężom, którzy odkryli
                    ten sekret. Miłość, jaką żona odpowiada mężowi, jest darem bezcennym – moim
                    zdaniem – najcenniejszym na świecie. Mężczyzna, który weźmie na siebie całkowitą
                    odpowiedzialność za rodzinę i przejmie inicjatywę w okazywaniu swojego uczucia
                    żonie i dzieciom, otrzyma wspaniałą nagrodę: kochającą go, doceniającą i pomocną
                    żonę oraz doskonale rozwijające się w atmosferze spokoju i bezpieczeństwa
                    dzieci. Każda rozpadająca się rodzina jest pozbawiona męskiego przywództwa w tym
                    względzie.

                    To dla faceta wielkie wyzwanie, ja wiem, ale kiedy niektórzy panowie wreszcie
                    zrozumieją, że nie wystarczy żądać, wymagać, obwiniać drugą stronę o nieudane
                    pożycie. Trzeba też dawać.
                    A tak w ogóle, co Cię Urquhart skłania do dyskusji z ekrowami tutaj?
                    • verdana Re: przelewanie uczuc na dziecko, a zmowa głupich 05.07.10, 15:33
                      Nie - partnerzy mają zaspakajać swoje wzajemne potrzeby. Kobieta-
                      mężczyzny, mężczyzna-kobiety. Tylko tak działa ten układ. W
                      momencie, gdy jedna ze stron wypisuje sie z ukladu, związku już nie
                      ma. Nie rozumiem w ogóle po co faceci mieliby żenić się, przy
                      założeniu, ze w mkomencie, gdy rodzi się dziecko, żona przestaje ich
                      dostrzegać. To jakaś abosolutnie absurdalna transakcja - wkladac
                      wysilek w małżenstwo, skoro w momencie urodzenia dziecka trzeba
                      liczyć się z tym, ze żona przestaje się mężem interesować.
                      Kobieta nie dlatego powinna po urodzeniu dbać także o męże,
                      bo "mądra" ( w domysle - chce pozostać w związku), tylko dlatego, ze
                      kocha faceta i jej zalezy, chce aby jej mąż był szczęśliwy.
                      Oczywiście , to dziala w obie strony.
                      naprawdę, piszesz tak, jakby przyzwoity facet stanowił rzadkość,
                      a "niormalny" rozwalał się z puszką piwa na kanapie i poganiał żonę.
                      Ja takich facetów nie znam, naprawdę.
                    • rumpa Re: przelewanie uczuc na dziecko, a zmowa głupich 05.07.10, 15:38
                      moim zdaniem ta psycholożka to debilka a jestem kobietą.

                      Sebalda, czy ty czytałas jako dziewczynka jeżycjadę?

                      przykro mi ale opowiadasz bajki a najlepszym dowodem jest post od
                      którego zaczęła się dyskusja.

                      Możesz mi wyjaśnić jakie to potrzeby ma zaspokajać ten nieszczęsny
                      facet w przypadku idiotki z pieluszkowym zapaleniem mózgu? Znaczy
                      zarabiać i nie przeszkadzać jej się realizowac w macierzyństwie?
                      Dlaczego on ma być mądrzejszy, lepszy,bardziej opanowany i mniej
                      egoistyczny od niej?

                      Bo ona tak ma że ma go w d..., pojemnej dość po porodzie?

                      i skad się biorą te panie, co jednak nie mają w d...?

                      a może dotykamy mało sympatycznej prawdy że panie nazywają miłością
                      chęć wyjścia za mąż i reprodukcji z tym konkretnym panem, bo - coś
                      tam od "kocham" po "bo juz wszystkie koleżanki zamężne"(autentyk
                      zresztą). I mają gdzies czego ten konkretny pan chce, bo przecież
                      wiadomo, one wiedzą, jak to wszystko powinno wyglądać? I mało je
                      interesuje, kim pan jest i o co mu w życiu chodzi?
                      ON ma się zmienić, tylko zapominaja mu powiedzieć o tym ,że w
                      zasadzie to on im się nie podoba, bo jak inaczej to rozumieć?

                      mam kumpelę - cała szczęsliwa oznajmiła że jest w ciąży swojemu
                      facetowi. ten się upił z rozpaczy a ona się ciężko obraziła. Bo tak
                      trudno było sobie wyobrazić że facet spełniający sie we włóczędze po
                      świecie będzie takim info załamany?
                      Mówiłam jej to, a ona , głucha kompletnie, twierdziła, że on się
                      zmieni. Możecie mi powiedzieć jaki ona miała dla niego szacunek i
                      jaką miłość?
                      Proponuję odpowiedź - dokładnie taką samą jak on do niej.
                      I jeśli jest ofiarą czegoś, to własnej rozbuchanej wyobraźni.


                      jajajajajjajajajjajjajja
                      to jest to co tu słychać, drogie panie

                      i nie deprecjonuję macierzyństwa, padła taka sugestia, ja się po
                      prostu sprzeciwiam dyktatowi cwaniaczek, które pod płaszczykiem
                      macierzyństwa kompletnie zapominają o tym że nie są same, nie
                      dlatego ze mają dziecko, tylko dlatego że mają męża. Ni cholery
                      nigdy nie pojmę jakim cudem bycie matką nawet niemowlęcia może
                      kogokolwiek tak wykanczać, żeby nie starczyło czasu dla męża, żeby
                      go wyrugować kompletnie, podobnie jak potrzebę bliskości z nim. Mam
                      dwoje dzieci i niestety zawsze będę się zastanawiała co sie kryje
                      pod nagłym pie...em takich pań, k†óre nagle gadać potrafia tylko o
                      dziecku i wymagają non stop zachwytu nad małym potworkiem, bez
                      cienia dystansu do swej nagłej monotematyczności.
                      • verdana Re: przelewanie uczuc na dziecko, a zmowa głupich 05.07.10, 19:08
                        "mężczyzna, który weźmie na siebie całkowitą odpowiedzialność za
                        rodzinę i przejmie inicjatywę w okazywaniu swojego uczucia
                        żonie i dzieciom, otrzyma wspaniałą nagrodę: kochającą go,
                        doceniającą i pomocną żonę oraz doskonale rozwijające się w
                        atmosferze spokoju i bezpieczeństwa dzieci."

                        Nie mój mąż, zdecydowanie. Gdyby mój mąż kiedykolwiek mniemał, że
                        może przejąć całkowitą odpowiedzialność za rodzine, następnego dnia
                        znalazłby bardzo odpowiedzialny pozew rozwodowy. Bowiem nie jestem
                        dzieckiem mojego męża, tylko partnerką i odpowiedzialność za rodzine
                        jest WSPÓLNA. Absolutnie nie zgodzę sie na to, aby ktokolwiek
                        wyłącznie odpowiadał za moją rodzinę, bo nie jestem
                        ubezwłasnowolniona idiotką.
                        Nie rozumiem też, co oznacza "przejęcie inicjatywy" w okazywaniu
                        uczuć? zawsze wydawało mi się, ze miedzy małzonkami są obustronne. A
                        dowiaduję się, ze ich okazywanie ma być męską inicjatywą - to jakaś
                        bzdura.
                        W opinii pani psycholog zadaniem faceta jest rzadzić i łaskawie
                        rozdzielać uczucia - zony - doceniać i byc pomocną. Otóz nie, ja nie
                        chce być pomocna, chce być równorzedna.
                        W moim domu tak zachowujący się facet na pewno nie zapewnilby
                        spokoju, ponieważ sama urzadzałabym Panu i Wladcy regularne
                        awantury.
                        No i jeszcze jedno - mam wrazenie, ze coraz częściej traktuje się
                        urodzenie dziecka, jako jakiś niewyobrazalny stres dla kobiety, po
                        którym ma mieć ona specjalne prawa przez minimum rok. Rzoumiem okres
                        połogu - 6 tygodni lub trochę więcej, póki nie dojdzie do siebie.
                        Ale rok? przecież nikt nie umarł, nic dramatycznego sie nie stało,
                        dlaczego trzeba się z kobietą obchodzić jak z jajkiem. Trzeba
                        wspólnie wychowywać dziecko i tyle.
                        Przy kilkorgu dzieciach to zaczyna być dla faceta, nawet dobrego i
                        kochającego prawdziwy problem.
                        -
                        Mops i kot

                        img443.imageshack.us/my.php?image=znudzonyfh5.jpg
                        • sebalda Re: przelewanie uczuc na dziecko, a zmowa głupich 05.07.10, 21:12
                          Nie rozumiemy się w ogóle niestety. Czytamy pewne teksty zupełnie inaczej,
                          bierzemy z nich to, co nam pasuje, co znamy z autopsji, z czym się spotykamy, na
                          czym się fiksujemy.
                          Wątek zaczął się od tego, że facet zdradził i duża część pań i panów tutaj
                          zafiksowala się na tym, że pewnie ona mając troje dzieci nie okazywala mu dość
                          uwagi i nie spełniała jego potrzeb. Zaczęliśmy od potrzeb faceta, dlatego
                          wyszłam z postulatem na temat potrzeb kobiet, w samoobronie niejako, a nie żeby
                          pisać: jajajajaja, ok?
                          Ty Verdano może nie znasz facetów z piwem przed telewizorem calymi dniami,
                          tudzież przed kompem, gdy za ścianą płacze chore dziecko i żona musi zająć się
                          jego (dziecka)żmudną i bolesną rehabilitacją, wozić samodzielnie takiego
                          niemowlaka do lekarza i borykać się z całym ciężarem chorego dziecka (to nie ja,
                          ale z opowieści bliskiej przyjaciółki), ale ja znam wielu takich facetów, czytam
                          takie opowieści każdego dnia, nie wymyśliłam sobie takich facetów, a porządnych
                          znam niewielu niestety. Rumpa z kolei zna kilka wrednych kobiet, ktore wychodzą
                          za mąż dla pieniędzy i po to, żeby mieć dziecko, po czym odstawiają takiego
                          faceta na boczny tor. Ja nie znam ani jednej takiej, czytam tutejsze forum
                          ekrów, bo tak nas nazywają na forum, gdzie opisywane są właśnie takie partnerki,
                          jak wymieniane przez Rumpę. I trochę się dziwię, że Rumpa tak to łyka bez
                          refleksji, że może część z tych facetów, to sfrustrowani, leniwi nieudacznicy,
                          którzy wszystkie swojej frustracje przelewają na żądne ich krwi i pieniędzy
                          kobiety. Ale tak jak część przedstawianych tu historii jest opisywana
                          nieobiektywnie i jednostronnie, tak część tamtych takowoż. Może wszyscy
                          powinniśmy się nauczyć brać te historie z dystansem.
                          W przytoczonym przeze mnie cytacie nie chodziło, myślę, o to, że mężczyzna ma
                          przejąć odpowiedzialność bezwzględnie, że ma być panem i rozdzielającym łaski,
                          ale że ma się po prostu zaangażować i okazywać uczucia. Może faktycznie słowo
                          "całkowitą" jest tu niefortunne, ale reszta jest dla mnie ok.
                          Verdano, urodzenie dziecka i zajmowanie się nim nie są łatwe, to nie jest bułka
                          z masłem. Przy czym jest to nieporównywalnie łatwiejsze i przyjemniejsze, jeśli
                          kobieta nie jest ze wszystkim zdana na siebie. O taryfie ulgowej na rok mówiłam
                          w kontekście szczególnego wspierania kobiety w jej trudach, nie w odpuszczaniu
                          jej na każdym kroku, bo ma prawo do złych zachowań. Ale tych złych zachowań jest
                          o tyle mniej, o ile mąż okaże się pomocny. Verdano, masz męża, który to od
                          początku rozumiał, zrozum, że nie każda kobieta ma tyle szczęścia, ok?
                          Napisałaś: "Trzeba wspólnie wychowywać dziecko i tyle". I o to właśnie mi cały
                          czas chodzi. O nic więcej.
                          • verdana Re: przelewanie uczuc na dziecko, a zmowa głupich 05.07.10, 21:59
                            ja to rozumiem - ale 80%, a moze i więcej kobiet z mojego otoczenia
                            miało to szczęście - a moze to nie szczęście, tylko bardziej
                            umiejętny dobor partnera?
                            Trochę dziwei mnie narzekanie na facetów, ktorych samemu się wybrało
                            i nadal pozostaje z nimi w związku. Ostatecznie nalezy poznać dobrze
                            mężczyznę przed ślubem, a jesli okazuje się kimś kto nie wspiera,
                            jest agresywny, nie bierze udziału w pracach domowych i w
                            wychowywaniu dziecka - a mimo to się nadal z nim jest - to dlaczego
                            narzekać? Ostatecznie sama kobieta w pewnym sensie taki los wybiera.
                            Ja nie pozostawałabym w związku z takim facetem, a nie narzekała, ze
                            mnie nie wspiera.
                            Mój maż ma wady. Ja tez mam wady. Ale to sa wady, ktore oboje jakos
                            tolerujemy. Gdyby mąż miał wady, ktorych tolwrowac nie mam zamiaru -
                            to po co kontynuowac związek i być nieszczęśliwą?
                            • urquhart Re: przelewanie uczuc na dziecko, a zmowa głupich 06.07.10, 08:36
                              verdana napisała:
                              > Trochę dziwei mnie narzekanie na facetów, ktorych samemu się wybrało
                              > i nadal pozostaje z nimi w związku. Ostatecznie nalezy poznać dobrze
                              > mężczyznę przed ślubem, a jesli okazuje się kimś kto nie wspiera,
                              > jest agresywny, nie bierze udziału w pracach domowych i w
                              > wychowywaniu dziecka - a mimo to się nadal z nim jest - to dlaczego
                              > narzekać? Ostatecznie sama kobieta w pewnym sensie taki los wybiera.

                              Słusznie prawisz Verdano ale jest to nie do pogodzenia z katolickim światopoglądem czyli mieszkanie i seks dopiero po ślubie.
                              Nie można mieć w życiu wszystkiego, albo ortodoksja i wierność ideałom i pogodzenie się z losem męczennika w ich obronie, albo kompromis, harmonia, satysfakcja i rozsądek.
                              Choć przyznam Sebaldo że my też zaczynaliśmy od wyśrubowanych katolickich ideałów w wieku nastoletnim i jakoś z czasem wszystko dotarliśmy, ale kosztowało to dużo pracy i rozpracowania jak to działa żeby obie strony mogły być zadowolone (relacje, związek, potrzeby, oczekiwania, rodzicielstwo, seksualność). Inżynierska ciekawość tych mechanizmów mi została, pomimo że nie muszę nic naprawiać.

                              _____________________________________
                              Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                        • evenjo Re: przelewanie uczuc na dziecko, a zmowa głupich 05.07.10, 21:50
                          mąz który bierze całkowitą (sic!) odpowiedzialność za całą rodzinę- w tym zonę-dorosłą na ogół kobietę i częściej sprawną umysłowo niż upośledzoną, sprawia, że owa kobieta staje się debilką. Intelektualną, emocjonalną i społeczną. Ale na szczęście takie przypadki odchodza do lamusa. Powiedział Budda-"nie szukajcie oparcia w nikim, tylko w sobie samych" i małżeństwo nie jest wyjątkiem. Nikt nie może wziąć za drugą, dorosłż, zdrową psychicznie i sprawną intelektualnie osobę odpowiedzialności. Nie może i nie powinien.
                          • sebalda Re: przelewanie uczuc na dziecko, a zmowa głupich 06.07.10, 10:02
                            Przez szereg lat uznawalam mój związek z mężem za burzliwy, bralam część winy na
                            siebie, bo w związku zawsze winne są obie strony, godziłam się przez to z jego
                            opinią, że to ja go prowokuję no i występowal główny argument: nierozerwalność
                            związku sakramentalnego, co jest dla mnie, jako katoliczki jednak istotne, jak
                            by nie patrzeć. Uważałam, że nad związkiem trzeba pracować, starać się,
                            wybaczać, ponadto mąż ma kilka godnych pochwały cech: jest uczciwy i w jego
                            pojęciu niezwykle oddany rodzinie, co jednak nie przekłada się na naturalne
                            podejście do współodpowiedzialności za porządek w domu, on hołduje teorii
                            przyrodzonej kobiecie roli kapłanki ogniska domowego, czyli sprzątanie, pranie,
                            prasowanie to jednak domena kobiety.
                            Kobiety bardzo często łudzą się naiwną nadzieją, że kiedyś dotrą do męża,
                            przecież on deklaruje, że je kocha, więc kiedyś na pewno zrozumie, że ją boli,
                            jak on ją wyzywa od suk. Naiwność kobieca jest nieograniczona, dopiero po wielu
                            latach dociera do nich, że facet nigdy się nie zmieni i wtedy zaczynają dopiero
                            płakać i narzekać na całego. Wielu facetów też się przez jakiś czas kamufluje,
                            na początku się stara, potem odpuszcza i wali się na tę przysłowiową kanapę
                            przed telewizorem. Swoją córkę nieustannie przestrzegam, tłumaczę jej, na co ma
                            zwracać uwagę w związku, czego się obawiać, ale też co dawać z siebie. Ja
                            największe zło upatrywałam w męskiej zdradzie, bo przez to praktycznie nie
                            miałam ojca, nie miałam wzorca życia małżeńskiego, moja mama też nie miała poza
                            ojcem, który ją wcześnie zaczął zdradzać, a potem opuścił, żadnych doświadczeń z
                            facetami, ja naprawdę byłam jak ślepe dziecko we mgle, jak wychodziłam za mąż:)
                            Tyle tytułem wytłumaczenia, dlaczego tyle błędów popełniłam w swoim życiu i
                            dlaczego narzekam, zamiast dawno odejść.
                            Jeżycjady nie czytałam ani w młodości, ani nigdy potem. To źle czy dobrze?
                            Przytoczony przeze mnie cytat czytam zupełnie inaczej niż wypowiadające się
                            tutaj osoby. Przemawia do mnie zwłaszcza pierwsza jego część. Radzę przeczytać
                            jeszcze raz, tylko wyrzucić słowo "całkowitą". Autorka mogłaby też napisać:
                            mężczyzna powinien, a nie mężczyzna musi, bo to też budzi złe skojarzenia.
                            Mam rodzinę, w której ojciec, mimo że ze starego pokolenia, po pracy pomagal
                            żonie w domu i przy trójce dzieci. Obydwaj jego synowie powielają ten wzór, mają
                            też po troje dzieci i wszystkie te małżeństwa są niezwykle udane. Teraz już
                            wnuki tego pierwszego małżeństwa się żenią i jestem głęboko przekonana, że oni
                            też szanują żony, będą im pomagać i długo cieszyc się szczęsciem rodzinnym.
                            Właśnie o takim zaangażowaniu i przejmowaniu odpowiedzialności (części tej
                            odpowiedzialności) myślę, czytając tamten cytat.
                            • urquhart Re: przelewanie uczuc na dziecko, a zmowa głupich 06.07.10, 10:57
                              sebalda napisała:
                              > Kobiety bardzo często łudzą się naiwną nadzieją, że kiedyś dotrą do męża,
                              > przecież on deklaruje, że je kocha, więc kiedyś na pewno zrozumie, że ją boli,
                              > jak on ją wyzywa od suk. Naiwność kobieca jest nieograniczona, dopiero po wielu
                              > latach dociera do nich, że facet nigdy się nie zmieni i wtedy zaczynają dopiero
                              > płakać i narzekać na całego.

                              Naprawdę wiele da się zrobić i naprawić, ale trzeba wiedzieć JAK TO DZIAŁA i mieć realne oczekiwania, a nie czekać aż on się domyśli, stanie ideałem i weźmie i wreszcie zmieni. Faktycznie naiwność kobiet jest niezwykła...

                              > największe zło upatrywałam w męskiej zdradzie, bo przez to praktycznie nie
                              > miałam ojca, nie miałam wzorca życia małżeńskiego, moja mama też nie miała poza
                              > ojcem, który ją wcześnie zaczął zdradzać, a potem opuścił, żadnych doświadczeń z
                              > facetami(...)
                              > Mam rodzinę, w której ojciec, mimo że ze starego pokolenia, po pracy pomagal
                              > żonie w domu i przy trójce dzieci. Obydwaj jego synowie powielają ten wzór, maj
                              > ą
                              > też po troje dzieci i wszystkie te małżeństwa są niezwykle udane.

                              Generalnie brak wzorca realnego mężczyzny i zdrowych kontaktów damsko męskich powoduje zaszczepienie nierealnych idealizacji przyszłego partnera. Zaś pragmatyczna psychologiczna prawda jest taka że statystycznie tam nie ma męskiej zdrady gdzie satysfakcjonujące pożycie, nie tam gdzie wyśrubowane ideały (wide przykład Marcinkiewicza).
                              To co piszesz to przecież jakaś schizofrenia. Widzisz do czego prowadzi tradycyjny konserwatywny model rodziny i nadal pokładasz w nim nadzieję?

                              > Jeżycjady nie czytałam ani w młodości, ani nigdy potem. To źle czy dobrze?
                              > Przytoczony przeze mnie cytat czytam zupełnie inaczej niż wypowiadające się
                              > tutaj osoby.

                              Jak jesteś religijna to weź sobie do serca myśl sw Augustyna: "Błądzenie jest rzeczą ludzką, ale dobrowolne trwanie w błędzie jest rzeczą diabelską."
                              Partnerstwo wymaga żeby obie strony były zaangażowane w związku i równie odpowiedzialne za niego.
                              Pamiętając jednak nawiązując do myśli przewodniej wątku że statystyczna kobieta ma dużo wyższe oczekiwania w aspekcie rodzicielstwa i domu (gniazda), a mężczyzna w aspekcie seksualności w związku.
                              Partnerstwo nie jest bezwarunkowe jak macierzyństwo a warunkowe i zależy od spełniania swoich potrzeb.
                              Z ideałami nierozerwalności małżeństwa to nie do pogodzenia. Chyba że uwzględni się męczeństwo jako jedną z możliwych konsekwencji.



                              _____________________________________
                              Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                              • sebalda Re: przelewanie uczuc na dziecko, a zmowa głupich 06.07.10, 11:38
                                Dzięki za wyjaśnienia, ja do niektórych wniosków dochodzę dopiero teraz na
                                starość. Do niedawna nie uważałam idealizmu za coś złego, dziś widzę, że przez
                                wiele osób jest źle odbierany. Ja naprawdę długo byłam naiwna, brałam za dobrą
                                monetę deklaracje męża, że mnie kocha, tylko on taki biedny nerwowy, ma
                                stresującą pracę, ma problemy, to nie dziwota, że czasami wybuchnie, przecież ja
                                tez nie jestem święta, może rzeczywiście go sprowokowałam, może rzeczywiście
                                zupa była za słona.
                                Tak mnie wychowano, tak mnie wychowywał mój mąż, jego główna maksyma w związku,
                                że zawsze winne są dwie strony, działała bez pudła.
                                Nie zgodzę się jedynie z Twoją tezą, że nie ma zdrady gdzie satysfakcjonujący
                                związek. A co z notorycznymi bigamistami, z tzw. dziwkarzami? Jeśli mój ojciec
                                miał kilka równoległych kochanek, a jego druga żona, niezwykle mu nota bene
                                oddana, szukała go u nas, znaczy u mamy i u mnie w Sylwestra, bo się pokłócili?
                                Ojciec nie mógł się oprzeć pokusie posiadania licznych kobiet, nie chodziło o
                                nieudany związek, tyle na temat teorii o udanych wiernych związkach. Ponoć nie
                                ma takiej jednostki chorobowej jak seksoholizm, ale uzależnienie od seksu z
                                wieloma partnerkami chyba jednak istnieje.
                                Jeśli wymagania mężczyzny w aspekcie seksualności są większe, co ma zrobić
                                kobieta, ktorej te wymagania są mniejsze, ktora zwyczajnie ma dni, że czuje żal
                                do męża, albo się gorzej czuje, dziecko ma gorączke i ona nie ma głowy do seksu,
                                bo martwi się o stan dziecka, ale wie, że dla dobra małżeństwa musi wyjść
                                naprzeciw oczekiwaniom męża. Zdarzyło Ci się kochać, choć bardzo nie miałeś na
                                to ochoty? Jak myślisz, jak często i długo kobieta do seksu może się zmuszać?
                                Lubisz się kochać z kobietą, wiedząc, że ona jest spięta i nie ma ochoty? To
                                jest zbyt delikatna materia, żeby powiedziała mężowi: kochanie, odkurz dom,
                                wiem, że tego nie lubisz, ale się zmuś, jako i ja się zmuszam do seksu z Tobą,
                                nawet gdy nie mam na to ochoty:))))
                                • urquhart Re: przelewanie uczuc na dziecko, a zmowa głupich 06.07.10, 12:25
                                  sebalda napisała:
                                  > wiele osób jest źle odbierany. Ja naprawdę długo byłam naiwna, brałam za dobrą
                                  > monetę deklaracje męża, że mnie kocha, tylko on taki biedny nerwowy, ma
                                  > stresującą pracę, ma problemy, to nie dziwota, że czasami wybuchnie, przecież j
                                  > a
                                  > tez nie jestem święta, może rzeczywiście go sprowokowałam, może rzeczywiście
                                  > zupa była za słona.

                                  Dobrymi chęciami piekło wybrukowane. To że on i ty macie dobre chęci to mało. On tez ma pewno zranienia rodzinne, swoje zawiedzione rozczarowania i oczekiwania. Każde z was ma swoje racje a ty widzę skłaniasz się ku poszukiwaniu winnego, a ty pytanie jest inne czy wspólnie jesteście w stanie spełnić swoje oczekiwania a nie dążyć do jakiś nierealnych ideałów i wzajemnie karać za rozczarowania.
                                  Zainwestuj w specjalistę i i uzdrowienie związku. Sama nie naprawisz ani związku ani telewizora jak się zepsuje. Ludzie latami się tego uczą. Same dobre chęci i że kocha to mało, szczególnie przy twoich destrukcyjnych korzeniach.

                                  > Nie zgodzę się jedynie z Twoją tezą, że nie ma zdrady gdzie satysfakcjonujący
                                  > związek. A co z notorycznymi bigamistami, z tzw. dziwkarzami?

                                  Statystycznie. I to akurat nie moja własna teza a raczej uwagi z książek o zwiazkach. Nie ma ani 100% skutecznej recepty ani na miłość i wierność, ani na biznes. Zawsze jest ryzyko ze się umoczy.
                                  Najmniej skuteczne statystycznie jest opieranie sie na wyznawanym światopoglądzie. Tym bardziej ze tych religijnie wychowanych dotyka typowo syndrom madonny i ladacznicy (idealny tatuś ale dziwkarz)

                                  > Jeśli wymagania mężczyzny w aspekcie seksualności są większe, co ma zrobić
                                  > kobieta, ktorej te wymagania są mniejsze, ktora zwyczajnie ma dni, że czuje żal
                                  > do męża, albo się gorzej czuje, dziecko ma gorączke i ona nie ma głowy do

                                  Też nie mam głowy ni chęci do rodzicielstwa czasem, ale się jakoś staram i przełamuję. Brak ochoty to wygodna wymówka. Ja tez nie mam ochoty na wiele rzeczy i robię je tylko dlatego żeby sprawić przyjemność mojej żonie. Od jakiegoś czasu nie jest mi wcale dłużna w tym na czym mi zależy.

                                  > Lubisz się kochać z kobietą, wiedząc, że ona jest spięta i nie ma ochoty? To
                                  > jest zbyt delikatna materia, żeby powiedziała mężowi: kochanie, odkurz dom,

                                  Pewnie że nie lubię, ale czasem jak to sie mówi lepszy rydz niż nic.



                                  _____________________________________
                                  Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                                  • sebalda Re: przelewanie uczuc na dziecko, a zmowa głupich 06.07.10, 13:22
                                    Urquhart, zakładam, że nie śledzisz uważnie moich wszystkich wypowiedzi na
                                    różnych forach i nie wiesz, jak wygląda moje małżeństwo, więc proszę, nie pisz,
                                    że ja szukam winy w drugiej stronie, bo właśnie przez to szukanie winy w sobie
                                    jestem tam, gdzie jestem, tkwię w związku, ktory jest dla mnie raniący i
                                    naprawdę ciężki. Ja przerobiłam już swoją lekcję życia, z dużym opóźnieniem,
                                    przeczytałam ostatnio kilka niezłych książek na ten temat i wreszcie
                                    zrozumialam, ile kobiet cierpi w toksycznych związkach z agresywnymi mężami, bo
                                    ślepo trzymają się zasady: w związku zawsze winne są dwie strony. Mój mąż bywa
                                    agresywny wobec mnie i dzieci, narzuca siłą swoje zdanie, nie przebiera w
                                    słowach, obraża mnie i robi inne uwłaczające mi rzeczy. I ZAWSZE to ja jestem
                                    temu winna, bo go sprowokowałam. Uważasz, że to go usprawiedliwia? Że to ja
                                    ciągle mam szukać winy w sobie? Tu nie chodzi tylko o to, że on za mało pomaga w
                                    domu, że nie traktuje mnie po partnersku, że ja w zamian za to za rzadko mu
                                    daję. Tu chodzi o dużo poważniejsze sprawy, o których Ty akurat możesz nie
                                    wiedzieć. I nie o piwo przed telewizorem, bo ja tez bardzo lubię piwo:)
                                    • urquhart znów szukanie winnego 06.07.10, 14:30
                                      sebalda napisała:
                                      > Urquhart, zakładam, że nie śledzisz uważnie moich wszystkich wypowiedzi na
                                      > różnych forach i nie wiesz, jak wygląda moje małżeństwo, więc proszę, nie pisz,
                                      > że ja szukam winy w drugiej stronie, bo właśnie przez to szukanie winy w sobie

                                      Szukanie winnego i ocenianie do niczego dobrego nie prowadzi, czy to w sobie czy w nim.
                                      Warto jest jedynie poznawać mechanizmy i szukać przyczyn, pamiętając że każdy skutek ma swoją przyczynę.
                                      A nie zakładać od razu że przyczyna leży w twoich zachowaniach, czy jego złej woli czy charakterze...
                                      Wpływając zaś na przyczyny można zmienić skutki, lub przynajmniej ich unikać.
                                      _____________________________________
                                      Facet niedojrzały to facet który myśli inaczej niż kobitka która z definicji jest dojrzała - by kawitator
                                      • sebalda Re: znów szukanie winnego 06.07.10, 14:49
                                        > Warto jest jedynie poznawać mechanizmy i szukać przyczyn, pamiętając że każdy s
                                        > kutek ma swoją przyczynę.
                                        Toteż przeczytałam książkę Toksyczne słowa i wiem, jakie są przyczyny i
                                        mechanizmy tego, że mąż regularnie miewa napady gniewu, ktory wyładowuje na mnie
                                        i czasami na dzieciach. Że ma nieopanowaną potrzebę dominowania, że nie znosi
                                        sprzeciwu, że jest przewrażliwiony na swoim punkcie, że jest sfrustrowany,
                                        zakompleksiony i musi się wyżywać, oczywiście nie na przełożonych, nie na swoich
                                        rodzicach czy znajomych, ale na żonie, która i tak przebaczy i na dzieciach,
                                        które z reguły kochają rodziców bezwarunkowo.
                                        Tris kiedyś bardzo mądrze napisała:
                                        "To takie charakterystyczne dla ludzi, którzy absolutnie nic w życiu
                                        nie osiągnęli, nie są spełnieni, nie są usatysfakcjonowani i
                                        odczuwają nieustającą frustrację z powodu zerowego wpływu na
                                        otoczenie. W momencie gdy pojawia się dziecko, zyskują namiastkę
                                        władzy i odbija im palma".
                                        U nas było tak w momencie, gdy wyszłam za niego za mąż, bo nie mając wzorców w
                                        domu, dałam się bardzo łatwo potraktować jak bezbronne dziecko do wychowania.
                                        Piszesz gdzieś o moich spaczonych wzorcach. A ja uważam, że czasami lepszy jest
                                        brak wzorców, niż wzorce złe. Mój mąż nieraz się śmieje, że jego rodzice ciągle
                                        jeszcze sie dobierają (mają juz po 80 lat), a mnie to nie śmieszy, że oni wciąż
                                        się kłócą i obrażają, wcale mnie to jakoś nie śmieszy.
                                        • sebalda Re: znów szukanie winnego 06.07.10, 16:46
                                          Rodzice męża oczywiście nie dobierają się, ale docierają:)
                                      • aandzia43 Re: znów szukanie winnego 07.07.10, 00:35
                                        > Szukanie winnego i ocenianie do niczego dobrego nie prowadzi, czy to w sobie cz
                                        > y w nim.
                                        > Warto jest jedynie poznawać mechanizmy i szukać przyczyn, pamiętając że każdy s
                                        > kutek ma swoją przyczynę.
                                        > A nie zakładać od razu że przyczyna leży w twoich zachowaniach, czy jego złej w
                                        > oli czy charakterze...
                                        > Wpływając zaś na przyczyny można zmienić skutki, lub przynajmniej ich unikać.


                                        Mąż Sebaldy może mieć od niepamiętnych czasów zaburzenia nastroju i osobowość na
                                        takim niestabilnym fundamencie ukszatłtowaną. Do tego wiecznie kłócący sie i
                                        ubliżający sobie rodzice - paskudna atmosfera i paskudny przykład. Sebalda nie
                                        przyczyniła się do tego, że jej mąż jest kłótliwym, zmiennym w nastrojach,
                                        przemocowcem. Ona mu aż takiego kuku nie zrobiła, sorry. Przyczyną jego ataków i
                                        napaści jest tylko i wyłącznie jego charakter. Skutkiem, jak wiemy, jest
                                        nieprawidłowo funkcjonująca rodzina. To już możemy założyć: jego charakter jest
                                        przyczyną jego agresji i nieszczęść w rodzinie. Sebaldzie wpłynąć w tej sytuacji
                                        na przyczyny byłoby bardzo trudno, ale nie jest to całkiem niemożliwe, a
                                        przynajmniej nie było niemożliwe na początku małżeństwa. Dobrze, że w końcu
                                        sobie uświadomiła, że nie ponosi winy za postępowanie męża i atmosferę stwarzaną
                                        przez niego. To się dzieje poza nią. Ale chyba już wie, że ma wpływ na to, jak
                                        ma/może wyglądać dalsze życie jej i dzieci.
                                        Zaburzenia nastroju leczy się farmakologicznie.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: no, chyba śnię 06.07.10, 09:51
      Przeczytała Pani wpisy w tym wątku i częściowo dyskusję, ale moja odpowiedź
      dotyczy tylko Pani sytuacji.
      Jeśli sytuacja jest tak świeża, to przeżywana przez Panią wściekłość na
      nielojalność męża, na jego aktywne życie w dwóch związkach, rozżalenie,
      poczucie krzywdy i poczucie bycia oszukaną, są uczuciami jak najbardziej
      adekwatnymi. Są one wręcz etapem w całym procesie wybaczania i wychodzenia z
      kryzysu ( jeśli takie Pani zakłada). Lepiej przeżyć to intensywnie i w należytym
      czasie, niż pełzająco.
      W tym momencie żadna terapia nie pomoże. Można nawet założyć, że terapeuta
      zachęcałby Państwa do wyrażania swoich uczuć.
      To , że pod wpływem tych emocji nie ma Pani ochoty na rozmowę o mężu, o Was, na
      racjonalne rozumienie jego przesłanek też jest zrozumiałe. To nie jest na to
      dobry czas. Emocje muszą opaść, żeby zacząć bilansować to co się stało i na nowo
      sie z tym układać.
      Jeśli taki stan trwałby nazbyt długo, albo nie byłaby Pani pewna swoich decyzji,
      albo mąż w/g Pani nie spełniałby obietnic pracy nad związkiem albo Pani czułaby
      się nadal skrzywdzona czy poniżona, wtedy warto zastanowić się nad terapią.
      Teraz trzeba oddać mężowi inicjatywę i obserwować co robi aby odbudować
      zaufanie. Jeśli jego zachowanie spowoduje na odbudowę zaufania będzie dobrze.
      Dopiero po tym procesie będzie możliwa rozmowa, co spowodowało takie wyjście
      męża poza związek i ewentualne korekty Waszych zachowań. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • sebalda Re: no, chyba śnię 06.07.10, 11:04
        Mam pytanie do pań, które deklarują dobre pożycie małżeńskie i swoje potrzeby
        seksualne na wysokim poziomie. Czy jeśli w związku zdarza się konflikt, nawet
        nie jakiś duży, ale raniący, partner kolejny raz zlekceważy w rażący sposób
        Wasze potrzeby czy prośby, to wtedy mimo wszystko nadal macie ochotę na seks?
        Oddzielacie sferę uczuć od seksu? W sercu zadra, ale odczucia seksualne są na
        tyle ważne, że zagłuszają tę zadrę? Czy możecie się kochać spontanicznie i z
        radością po kłótni i urażeniu przez partnera Waszych uczuć? A może nie
        dopuszczacie nigdy do sytuacji, w ktorych do tego zranienia mogloby dojść? Jeśli
        tak, to co robicie, żeby nie dopuścić? To dla mnie bardzo ważne pytania, bez
        podtekstów czy oceniania kogokolwiek.
        • alexa0000 Re: no, chyba śnię 06.07.10, 12:32
          Czy jeśli w związku zdarza się konflikt, nawet
          > nie jakiś duży, ale raniący, partner kolejny raz zlekceważy w
          rażący sposób
          > Wasze potrzeby czy prośby, to wtedy mimo wszystko nadal macie
          ochotę na seks?

          Zależy. Jeżeli widze skruchę,widzę,że jest chęc porozumienia, wtedy
          tak. Jeżeli partner nie widzi nic złego w swoim zachowaniu mimo
          tego,że deklaruję, że mocno mnie zranił, uprawiając z nim seks
          czułabym sie jak dmuchana lalka. Nie dlatego nawet,że on traktowałby
          mnie jako naczynie do spuszczenia napięcia , ale dlatego, że ja
          czułabym sie jak szmata wobec siebie samej.
          • sebalda Re: no, chyba śnię 06.07.10, 13:11
            Jasne, że w pytaniu chodziło mi o sytuacje, gdy partner nie liczy się z
            uczuciami, rani celowo, nie widzi w tym nic złego, mimo że zraniona strona jasno
            mu to zranienie komunikuje lub gdy wie, że zrobił coś, co nie raz już było
            powodem zranienia drugiej strony. Ja nie umiem oddzielić sfery seksu od uczuć,
            od odczuwania zadry w sercu, ale też nie jestem kobietą, dla ktorej seks jest
            nadrzędną kwestią, jestem ciekawa, jak to jest u kobiet tak zwanych gorących,
            takich, ktore deklarują, że nie moga żyć bez seksu, dla których udane życie
            seksualne kompensuje wszelkie nieporozumienia w domu. Moim zdaniem mężczyzna w
            seksie właśnie "spuszcza to napięcie" i nie jest dla niego ważne, że czasami to
            napięcie spowodowała żona, a kobieta częściej będąc pod wpływem napięcia,
            szczególnie spowodowanego przez meżczyznę, na seks nie jest chętna, a nawet
            jeśli się do niego zmusi, to nie będzie dla niej to. Ale może się mylę,
            zaznaczam, że chodzi mi o tzw. średnią.
            A co do zmuszania się jeszcze. Odnoszę wrażenie, że jednak do posprzątania
            łatwiej jest się zmusić, niż do seksu, jeśli się na niego w danym dniu naprawdę
            nie ma ochoty. Ponadto łatwiej jest zmusić się do seksu dla kogoś, kto jest
            kochany, niż dla kogoś, kto Cię bardzo często rani, czyż nie?
        • foczkaka Re: no, chyba śnię 06.07.10, 13:12
          Jeśeli czuję się zraniona a ze strony męża nie widzę żadnej skruchy czy choćby
          próby zrozumienia mnie, to nie mam ochoty na seks. Jak mam okazywać czułość,
          milość osobie która nie okazuje żadnej dobrej woli.
          Czasem natomiast nawet krótko po duzym konflikcie, kiedy rozmawiamy, oboje
          chcemy cos zrozumieć, zmienić, mąż też przejawia chęć wysilenia się, starania,
          to czemu nie. Czasem się nawet zastanawiam, czy nie powinnam tego przystopować,
          czy to nie za szybko po kłótni. Ale to chyba nie byłby dobry pomysł. Wtedy
          zaczęłoby się karanie z rozmysłem.
          • foczkaka Re: no, chyba śnię 06.07.10, 13:15
            Może napisze jeszcze odpowiadajac wprost na pytanie: nie umiem oddzielić sfery
            uczuć od seksu i nie chciałabym tego robić. Jeśli zostałam zraniona to o seksie
            nie ma mowy, ale też jesli pojawia się nadzieja, poparta postępowaniem męża, to
            nie ma co czekać na nie wiadomo jakie odkupywanie win :)
            • sebalda Re: no, chyba śnię 06.07.10, 13:45
              Ciekawa jestem, co napiszą na ten temat Panie, ktore stawiają seks bardzo wysoko.
              W odmawianiu seksu nie widzę broni i kary, tylko zwykłą konsekwencję złych
              dzialań i oczywiście, gdy jest chęć naprawienia, to juz stosunki się ocieplają i
              można myśleć pozytywnie, ale...
              Sytuacja taka: kłótnia, wyzwiska ze strony mężczyzny, obrażanie i inne działania
              raniące godność. Wiadomo, że po czymś takim, nie mam mowy tej nocy o seksie, bo
              nawet zdenerwowany mąż nie miałby ochoty.
              Następnego dnia wielkie fochy i nieodzywanie się przez kilka dni. Zero
              przeprosin czy skruchy. I tak po kilku dniach życie narzuca konieczność rozmowy.
              Mąż kruszeje, ale nie w sensie przeprosin, tylko w sensie podchodów, może żonka
              już zapomniała, jak ją wyzwał od suk. I dobra żonka zapomina, chce dobrze,
              nabiera nadziei, że może już będzie dobrze i otwiera się na męża. Jest
              cudownie:) Ale po jakimś czasie sytuacja się powtarza, cyklicznie na ogół. Żona
              wybacza (nieprzepraszana) drugi raz, trzeci, pięćdziesiąty, bo przecież chce,
              żeby było dobrze. Kiedy wreszcie coś się w niej przeleje i ani po tygodniu, ani
              po trzech nie jest już w stanie ani wybaczyć, ani się otworzyć, wtedy jest
              najgorszą zimna suką. Czyż nie?
              • verdana Re: no, chyba śnię 06.07.10, 13:50
                Eee.. Powiem wprost - wyzwiska ze strony faceta zakonczylyby sferę
                seksu na zawsze. Bowiem nigdy w życiu nie zgodzilabym się na
                kontynuowanie związku z facetem, ktory mnie wyzywa. Mąż, o ile nie
                zastanie mnie w łóżku z innym, albo nie zobaczy, jak dreczę dziecko
                i powie do mnie "suko" przestanie być moim mężem, zanim powie to
                drugi raz.
                Dla mnie to jakaś abstrakcja.
                • sebalda Re: no, chyba śnię 06.07.10, 14:21
                  Verdana, ale jeżeli przez lata wmawia Ci się, że kobiety same się proszą o karę,
                  że prowokują, że zawsze winne są dwie strony, tak Ci mówi mąż, tak mówią inne
                  osoby, to zachodzisz w głowę, czy tak faktycznie nie jest. A może ja faktycznie
                  go sprowokowałam. Święty by się wkurzył. Rozmawialiśmy wszak o facecie, który
                  pobił kobitkę, matkę kilkumiesięcznego dziecka, która sama się przyznała, że
                  marudziła i narzekała i jej się należało. I niektórzy uznali, że jej się
                  faktycznie należało. Zatem samo "suko" rzucone w kłótni może też należałoby
                  usprawiedliwić? Teraz wiem, że nie, że do daje przyzwolenie na dalszą eskalację
                  agresji, ale wychowana bez wzorców małżeńskich i uczona, że to kobieta
                  prowokuje, jakoś to łykałam, niestety. Córkę wyczulę, zresztą ona już wybrała
                  człowieka niezwykle spokojnego i zrównoważonego. Tylko żeby się nie okazało, że
                  ma inne wady, bo ja tak szukałam męża, który był przeciwieństwem mojego ojca,
                  dziwkarza, i niby mam uczciwego, a że czasami wyzwie od suk, ot życie:(
                  A tak naprawdę, co ma zrobić kobieta, tak w praktyce, gdy mąż po ślubie zaczyna
                  tak ją traktować? Powiedzieć: nie życzę sobie, żebyś tak mówił? Roześmieje Ci
                  się w nos i dalej będzie sobie używał. Od razu rozwód? Nie wiem.
                  Opowiem najkrócej jak mogę, sytuację, w której to ja sprowokowałam, zresztą
                  jedną z setek podobnych sytuacji. Córka była bardzo chorowita. Przyszły pierwsze
                  urodziny syna, mąż zawsze wszystko sam organizował, robił zakupy i szykował
                  przyjęcie, bo jest w tym dobry, bo jemu szczególnie zależy, żeby się pokazać
                  przed rodziną (wyłącznie jego, ja jestem od 18 lat sierotą, nie mam rodzeństwa),
                  bo to wreszcie lubi, ja robię za podkuchenną i mi taka rola odpowiada. Córka
                  zachorowała (pięc lat) i potrzebny był pojemnik na mocz do posiewu, więc mąż
                  jadąc do miasta po zakupy miał przy okazji z przychodni ten pojemnik wziąć. Po
                  powrocie zapytałam go o pojemnik. Zapomniał, ale urządził mi karczemną awanturę,
                  że jak mogłam go o to pytać w takiej chwili, gdy wszystko na jego głowie, tyle
                  spraw. I od razu krzyk, że ja się czepiam, że mu robię awanturę, a przysięgam,
                  że ja tylko zapytałam, że rozumiałam, że mógł zapomnieć, ale on nawet nie dał mi
                  powiedzieć, że ja nie mam pretensji, nie dopuścił mnie do słowa. Po wyjściu
                  gości z domu, mąż prawie do rana mnie wyzywał i mi ubliżał, bo zepsułam mu taki
                  ważny dzień, bo zależy mi tyko na córce, bo go nie rozumiem. Ja tę awanturę
                  pamiętam jako jawną swoją krzywdę, on jako swoją. Tyle na temat mojego
                  prowokowania, gdyby ktoś był ciekaw.
                  • foczkaka Re: no, chyba śnię 06.07.10, 14:53
                    Sebaldo a może po prostu jest tak że ktoś kto nigdy nie był ofiarą, nie zrozumie
                    ofiary przemocy (jakiejkolwiek). I nie jest to wina tych nierozumiejących, ani
                    tymbardziej tych ofiar.
                    Potrafię sobie wyobrazić (bujną wyobraźnię mam) mojego męża jak podnosi na mnie
                    rękę, ale musiałabym być naprawdę wrednym i okropnym babskiem, żeby doprowadzić
                    go do takiego stanu. Nie pamiętam żeby ktos kiedyś zrobił mi krzywde ot tak,
                    bezinteresownie, podczas gdy ja byłam święta bez winy. Nigdy nie byłam ofiarą.
                    Jestem natomiast panią swojego losu.
                    Gdyby mąz czy ktokolwiek inny wyzwał mnie lub uderzył choć raz, to wiedziałabym
                    co z tym zrobić. Bo mam wpojone od zawsze że nikomu nie wolno mnie bic, wyzywać
                    czy obrażać. Dlatego do końca nie zrozumiem osoby która sobie na takie
                    zachowania "pozwalała", nie broniąc się.

                    Na pewno jest szereg rzeczy które spowodowały że Ty i wiele innych kobiet
                    wpakowałyście się w takie związki i nie umiałyście na czas z nich wyjść.
                    Natomiast to forum, choć czasem pomaga, wiele razy potęguje poczucie
                    niezrozumienia. Bo spotyjaką się ludzie o przeróżnych doświadczeniach i przez
                    pryzmat tych doswiadczen patrza i oceniają, nie potrafiąc wczuc się w sytuację
                    kogoś innego.
                    • sebalda Re: no, chyba śnię 06.07.10, 16:12
                      Dlatego do końca nie zrozumiem osoby która sobie na takie
                      > zachowania "pozwalała", nie broniąc się.
                      Ależ ja się bronię. Próbuję mu tłumaczyć, jak on mi coś zarzuca, mówię: ale ja
                      chciałam tylko... I to właśnie był błąd, bo to tylko go nakręca. Nigdy nie
                      umiałam powiedzieć: dość! przestań natychmiast! Bo chciałam do niego dotrzeć,
                      sprawić, żeby mnie zrozumiał. I to kolejny błąd, bo on wcale nie chce zrozumieć,
                      jemu chodzi o dominację, a nie o zrozumienie. Broniłam się zaciekle, tyle że
                      nieskutecznie:)

                      Bo mam wpojone od zawsze że nikomu nie wolno mnie bic, wyzywać
                      > czy obrażać. Dlatego do końca nie zrozumiem osoby która sobie na takie
                      > zachowania "pozwalała", nie broniąc się.
                      To jest klucz do odpowiedniego postępowania i umiejętności wyznaczania granic.
                      Dlatego jestem taką wielką orędowniczką uświadamiania ludzi w zakresie kar
                      cielesnych wobec dzieci i poszanowania dla uczuć własnych dzieci. To niezwykle
                      ważne. Dziecko bite i ponizane z dużym prawdopodobieństwem będzie to powielało w
                      swojej przyszłej rodzinie, gdzieś ten tłumiony gniew na rodzica, który nie
                      znosił sprzeciwu, musi znaleźć ujście. Zazdroszczę Ci.

                      > Natomiast to forum, choć czasem pomaga, wiele razy potęguje poczucie
                      > niezrozumienia. Bo spotyjaką się ludzie o przeróżnych doświadczeniach i przez
                      > pryzmat tych doswiadczen patrza i oceniają, nie potrafiąc wczuc się w sytuację
                      > kogoś innego.
                      Ja na szczęście przeszłam już etap przejmowania sie uwagami krytycznymi, tyle
                      lat mąż wmawiał mi różne rzeczy, że wreszcie powiedziałam sobie dość: jestem
                      dorosła, znam siebie, wiem swoje, nie pozwolę więcej sobą manipulować,
                      wywalczyłam sobie ciężką pracą niezależność osądów i tego się trzymam. Jeśli
                      ktoś próbuje mi coś wmówić, już na to nie pozwalam. Forum dało mi bardzo wiele.
                      Po pierwsze uświadomiło mi, że nie jestem sama, że są mechanizmy przemocy
                      słownej, że z reguły przemocowiec zwala winę na niewinną stronę, twierdząc, że
                      został sprowokowany, że nie muszę już ciągle wybaczać w imię wmawianej mi winy
                      pośredniej. No i lektura Toksycznych słow do konca otworzyła mi oczy. Autorka
                      opisuje historie żywcem wzięte z mojego życia, pisze o ich genezie, o
                      mechanizmach, o przyczynach, o tym, jak próbować się temu przeciwstawiać. To mi
                      bardzo wiele dało, wiem, że nie wymyślam sobie problemów, że one są realne i że
                      można z nimi walczyć.
                      Z forów dowiedziałam się też, że w małżeństwie nie muszę zawsze stać jednym
                      frontem za moim mężem, że jeśli mąż źle traktuje dzieci, nie tylko mogę, ale
                      wręcz muszę stanąć po ich stronie, inaczej one nigdy mi nie wybaczą, że ich nie
                      chroniłam przed jego bezwzględną dyktaturą i agresją słowną. To tez bardzo wiele
                      mi dało.
                      Forum jest bardzo przydatne, trzeba jedynie mieć do niego odpowiedni dystans,
                      czego wszystkim życzę:)
              • triss_merigold6 Re: no, chyba śnię 06.07.10, 13:50
                Mogę napisać, luzik. Jak jestem nieustająco zapieniona na danego
                faceta, urażona, zraniona, to nie mam ochoty na seks. Z nim
                konkretnie, bo z innymi mam. I wtedy związek zmierza ku zakończeniu,
                ponieważ szukam seksu na boku. Przy założeniu, że sytuacja trwa
                długo, oczywiście, a nie jest to jednorazowa kłótnia.
                Zawsze ceniłam swój komfort psychiczny i emocjonalny.
              • foczkaka Re: no, chyba śnię 06.07.10, 14:06
                W opisanej przez Ciebie sytuacji panie raczej nie oddzielaja seksu od uczuc,
                wrecz przeciwnie. Zainteresowanie męża biorą naiwnie za dobrą monetę. Mąż jest
                czulszy bo ma ochote na seks, a zona ma nadzieje ze jak zrezygnuje z focha to
                cos sie zmieni, bedzie lepiej miedzy nimi. Ale nie jest.

                Jesli próbuję sobie wyobrazic seks po kłótni, nawet dużej, to po pierwsze nie
                mogabym się czuć ofiarą, moze zranioną, pokrzywdzoną stroną, ale nie ofiarą. I
                raczej z podejściem takim że tę sprawę to sobie jeszcze załatwimy, natomiast
                teraz odkładam ją na bok bo JA mam ochotę na seks. Niczego nie oczekuję po tym
                seksie, bedę dążyć do rozwiązania później, ale TERAZ jestem egoistką.
                • foczkaka Re: no, chyba śnię 06.07.10, 14:08
                  I nie wyobrazam sobie słowa "suka" w użyciu. Nie i koniec. Albo koniec znajomości.
                  • sebalda Re: no, chyba śnię 06.07.10, 14:37
                    Mój mąż przez wiele lat się miarkował, żeby nie powiedzieć do mnie ku..o (jednak
                    miarkować się mógł mimo moich prowokacji), ale suka, najczęściej w połączeniu z
                    przymiotnikiem "wredna" było w użyciu wiele, wiele razy. On tego nie uznaje za
                    jakoś szczególnie obraźliwe. A że ja uznaję, to już mój problem.
                    • alexa0000 Re: no, chyba śnię 06.07.10, 14:55
                      Bywają takie sytuacje, w których blużniemy do siebie nawzajem. Nie
                      wiem, czy uda mi się to dobrze wyjasnić. Mamy taki swój kod,
                      słowa,sprawy pozawerbalne które wypowiedziane w kłótni nie są
                      odbierane jako coś raniącego. To się czuje i wie. Może zabrzmi to
                      patologicznie, ale "żabeczko, ciebie juz totalnie poje....ło" brzmi
                      inaczej w niektórych sytuacjach, nawet gorących, a inaczej w innych,
                      kiedy wiem,że chodzi o zranienie mnie. No po prostu czuję to i
                      rozrózniam. Do wrednej suki tez pewnie mozna by podejśc w ten
                      sposób. Mam jednak wrażenie, że "wredna suka" została wyartykułowana
                      do ciebie w tym drugim kontekście. Rozumiesz, Sebaldo, o co mi
                      chodzi?
                      • sebalda Re: no, chyba śnię 06.07.10, 15:13
                        Rozumiem aż za dobrze i tak, masz rację, masz słuszne wrażenie, że nie chodziło
                        o kontekst pieszczotliwy. Mąż albo twierdzi, że w jego prywatnym słowniku to
                        słowo nie ma takiego negatywnego zabarwienia (ciekawe, jakie ma w takim razie),
                        albo się wypiera, na przykład twierdzi, że "pie.ol się" mówi do mnie tylko w
                        skrajnych sytuacjach, a w rzeczywistości tak nie jest, czasami jak powiem lub
                        zrobię coś nie po jego myśli, to tez potrafi tak powiedzieć, nawet nie w
                        skrajnej złości, czasami wystarczy rozdrażnienie. Ale do tego się nie przyznaje.
                        Kolejnym moim krokiem na drodze do niezależności powinno byc nagrywanie jego
                        wypowiedzi, ale to dość żmudne.
                        • alexa0000 Re: no, chyba śnię 06.07.10, 15:30
                          W taki razie pozwala sobie na zbyt dużo. Niestety, nie mam pojęcia,
                          co Ci doradzić;( U nas na razie do tego nie doszło, i mam
                          nadzieję,że granicy nie przekroczymy.
                      • foczkaka Re: no, chyba śnię 06.07.10, 15:57
                        a propos mówienia do siebie w ten sposób. wiem że często tak bywa: ludzie
                        uzywają wulgarnych słów w łłózku lub przekomarzając się. Jesli oboje to
                        akceptuja to wszystko jest ok. Byle sie kiedys nie zagalopowac. Przyszedł mi do
                        głowy jeden wpis na blogy yenny ktory niedawno czytałam:

                        kobieta-domowa.blog.pl/archiwum/index.php?nid=14499303
                        • sebalda Re: no, chyba śnię 06.07.10, 16:21
                          Doskonały tekst. Naprawdę świetny, to cała prawda o bardzo wielu związkach. Ale
                          nie zawsze to jest wina głupiej i naiwnej kobiety, to wina obiegowych opinii: bo
                          ona się czepia, bo nie zna się na żartach, ona jest małostkowa. Mi też już tutaj
                          pisali, że jestem małostkowa, jak mnie zabolała awantura mojego męża, jak mu
                          delikatnie zwrociłam uwagę, że nie pamiętam o mojej prośbie w jakiejś błahej
                          sprawie. A po co mu było przypominać (w podtekście wypominać), po co się
                          narażać, lepiej przemilczać niemile zachowania, to przynajmniej awantur nie
                          bedzie. Chodzić na palcach przy panu, służyć mu wiernie, to będzie łaskawy nie
                          wyzywać. Dlatego właśnie tak mnie czasami drażnią rady: spełniaj wszystkie
                          potrzeby (i zachcianki) męża, a będziesz miała udane małżeństwo. Ja wiem, że to
                          jest dobre, ale pod warunkiem, że jest się szanowaną stroną w związku
                          partnerskim, tyle.
                          • verdana Re: no, chyba śnię 06.07.10, 19:39
                            A ja mysle, ze ktos, kto latami pozwala się wyzywać jest w pewnym
                            sensie współwinny. Trudno, jeśli kobhieta pozwala się tak traktować,
                            to oznacza, ze sama nie potrafi siebie szanować. No, nie rozumiem,
                            jak mozna to tolerować i jak mozna pozwolić, aby własne dzieci na to
                            patrzały. Przecież to musi miec na nie demoralizujący wpływ. Uczą
                            się, ze kobietę można traktować jak szmatę bez żadnych
                            konsekwwencji.
                            • sebalda Re: no, chyba śnię 06.07.10, 21:04
                              W pewnym sensie na Twoje niezrozumienie dla mnie odpowiada foczkaka:
                              "Sebaldo a może po prostu jest tak że ktoś kto nigdy nie był ofiarą, nie zrozumie
                              ofiary przemocy (jakiejkolwiek). I nie jest to wina tych nierozumiejących, ani
                              tym bardziej tych ofiar".
                              Nie znasz mnie, nie znasz mojego męża, nie mialaś prawdopodobnie nigdy do
                              czynienia z osobami, takimi jak mój mąż. Dla większości znających go osób miły,
                              spokojny, wręcz flegmatyczny, przed ślubem szaleńczo zakochany, kłótnie
                              wyłącznie z powodu jego zazdrości, a ja nie byłam (w moim naiwny odczuciu)
                              niewinna, bo zaczęłam wtedy pracować, pochlebiało mi powodzenie u eleganckich
                              mężczyzn (pracowałam za czasów głębokiej komuny w handlu zagranicznym),
                              pozwalałam się adorować (bez mojej inicjatywy) i ta jego zazdrość była jakoś
                              umotywowana w moich oczach, a ja miałam lekkie wyrzuty sumienia. Widziałam
                              tabuny wiarołomnych mężczyzn, a mój chłopak był taki uczciwy. A zazdrość bralam
                              za dowód miłości, nie wiedziałam wtedy, że jest przejawem jego kompleksów. Ale
                              zadecydowała uczciwość i oddanie. Dla mnie wtedy to były nadrzędne wartości,
                              pisałam już dlaczego.
                              Mąż zacząl mnie wyzywać w jakiś czas po ślubie i nie zaczynał z grubej rury, to
                              był proces postępujący. Przez większość życia uważałam, że nie wolno mi się
                              rozwieść, bo moje zasady religijne mi na to nie pozwalały. Dopiero życie to
                              zweryfikowało, ja dopiero dojrzewam:)
                              Vedano, spróbuj zrozumieć kogoś, kto ma inne doświadczenia i inne uwarunkowania.
                              Pomyśl sobie może też, że takimi słowami mi nie pomagasz. Ja sobie już z takimi
                              uwagami wprawdzie radzę, ale są na tym forum i będą się pojawiać kobiety i
                              dziewczyny, ktore to może boleć. Odrobina wyrozumiałości nie zaszkodzi. Ja wiem,
                              terapia szokowa, ale nie na każdego to działa:)
                              Stawiam bardzo stanowczy opór złym działaniom męża wobec dzieci i mam głęboką
                              nadzieję, ze chociaż w tym nie zawiodłam.
                              • santo_inc Re: no, chyba śnię 06.07.10, 22:01
                                > Mąż zacząl mnie wyzywać w jakiś czas po ślubie i nie zaczynał z grubej rury, to
                                > był proces postępujący.

                                Żaba też nie wyskoczy z gotującej się wody, jeśli jej temperatura rośnie stopniowo.

                                Gdybyś w odpowiednim momencie postawiła granice i jasno je egzekwowała, zapewne
                                powstrzymałabyś ten proces stopniowej degeneracji swojego partnera.

                                > dziewczyny, ktore to może boleć. Odrobina wyrozumiałości nie zaszkodzi.

                                Podobnie jak uczciwe stwierdzenie faktu.
                                • sebalda Re: no, chyba śnię 06.07.10, 22:27
                                  Santo, oświeć mnie proszę i napisz, jak kobieta może postawić granice jasno i je
                                  egzekwować. Tak w praktyce, jak? Jak to sobie wyobrażasz? Ja nie mogę zabronić
                                  mężowi mnie wyzywać, bo to dorosly czlowiek, nie mam wszak prawa go wychowywać,
                                  zabraniać mu. Mówiłam milion razy, że to boli, że mi przeszkadza, że mnie
                                  obraża. Przesadzasz, to standardowa odpowiedź. Czepiasz się, bo TY MNIE
                                  SPROWOKOWAŁAŚ!!!
                                  Obrażę się? To babskie fochy. Nie dam mu przez tydzień: jestem zimna i nie
                                  rozumiem jego potrzeb. Jedyne rozwiązanie to rozwód, ale dla mnie to rozwiązanie
                                  dlugo było nie do przyjęcia, pisalam wyżej dlaczego.
                                  Jak zatem radzisz w praktyce stawiać te granice i je jasno egzekwować? Co
                                  kobieta może zrobić mężczyźnie, żeby ten raczył przestać ją wyzywać i obrażać?
                                  • verdana Re: no, chyba śnię 06.07.10, 22:49
                                    Zwyczajnie.
                                    Powiedziec - nie pozwolę być tak traktowana. I nie sluchac
                                    kretyńskich argumentów "Ty mnie sprowokowałaś" - skoro nie
                                    sprowokowała. A jesli sytuacja sie powtarza trzeba po prostu odejść.
                                    tak, odejść - dla dobra dzieci. I siebie samej także. Nawet bez
                                    rozwodu.
                                    Kobieta, ktora nie jest gotowa odejść od wyzywającego ją mężczyzny
                                    nic praktycznie nie moze zrobić. Ale wtedy nie powinna sie skarżyć -
                                    widocznie jest cos takiego w małżenstwie, ze woli godzić sie na
                                    poniżanie, niz odejść. jest w małżenstwie, jak by nie patrzeć, z
                                    wlasnego wyboru - zatem wybrała poniżanie zamiast odejścia. Taka
                                    jest prawda.
                                    Kompletnie nie jestem w stanie zrozumieć, po co się tak męczyć z
                                    facetem, ktory jest agresywny.
                                    • sebalda Re: no, chyba śnię 07.07.10, 11:22
                                      Wiesz Verdano, ja jednak nie zawsze rozumiem Twoje przekazy. Jak kobieta została
                                      ciężko pobita przez męża, to zastanawialaś się, czy jednak ona faktycznie się do
                                      tego nie przyczyniła, nie dawalaś oczywiście zezwolenia na bicie, ale próbowałaś
                                      jakoś zrozumieć faceta doprowadzonego do ostateczności.
                                      A tu piszesz mi, że sama sobie jestem winna, że nie odeszlam od męża za to, ze
                                      mnie wyzywał. Wyzywanie ma wszak nieco mniejszą siłę rażenia niż pobicie.
                                      Spróbuję jeszcze raz wyjaśnić: kobieta, ktora nie ma wysokiej samooceny, nie
                                      jest pewna siebie, ktorej się wmawia, że zawsze winne są obie strony, bardzo się
                                      gubi w takiej sytuacji. Gdzie jest granica burzliwego związku? Znajomi Ci mówią:
                                      bo Wasze malżeństwo jest takim malżeństwem po włosku, kłocicie się, a potem
                                      kochacie (wypisz wymaluj małżeństwo moich teściów, kłócą się i wyzywają, a jedno
                                      za drugim w ogien by poszło). Mój mąż jest opiekunczy, czuły, obdarowuje mnie
                                      prezentami, pamięta o wszystkich rocznicach, wspaniale gotuje, przyrządza
                                      uroczyste kolacje, wyciąga mnie do kina, na koncerty, mamy te same
                                      zainteresowania, kocha na swój sposób bardzo dzieci, jest uczciwy, wręcz
                                      krysztalowy. To dużo ważnych zalet, ktore przez te lata jakoś kompensowały mi
                                      okresy napadów wściekłości, awantur, wyzwisk (choroba afektywna-dwubiegunowa?
                                      Czy tylko zmienność nastrojów?). Obserwowałam straszne malżeństwa, w ktorych
                                      były zdrady bez cienia skruchy, ubezwlasnowolnienie kobiety i inne okropne
                                      rzeczy, na ich tle moj mąż nie był taki zły.
                                      Ja NAPRAWDĘ myślałam, że mieścimy się w normie burzliwego związku. Dopiero
                                      czytanie tego forum otworzyło mi oczy, a już całkowitej pewności nabrałam po
                                      przeczytaniu Toksycznych słów opisujących z detalami mechanizmy, jakich i ja
                                      doświadczalam przez te wszystkie lata. Tam bardzo wyraźnie podkreślone jest
                                      zagubienie kobiet, ktore nie mogły zrozumiec zachowań mężów, próbowaly calymi
                                      latami do niech dotrzeć. Czasami myślisz: gdybym tylko umiała znaleźć odpowiedni
                                      zestaw słów, ktorymi moglabym go przekonać, że nie miałam nic złego na myśli,
                                      pytając go o pojemnik na mocz, ciągle mówiłam: "ale ja tylko chciałam ...". On
                                      zawsze wiedział, co miałam na mysli, jakie mialam intencje, często nie moje
                                      słowa, ale mimika czy ton głosu go wyprowadzaly z równowagi. Tak, byłam głupia,
                                      nie widząc, że to patologia, myśląc, że kiedyś to może się skończy.
                                      Masz rację Verdano, jestem beznadziejną idealistką i optymistką, nieuleczalną
                                      chyba. Mam to, na co zasłużyłam:(
                                      • sebalda Re: no, chyba śnię 07.07.10, 11:40
                                        I jeszcze zobacz Verdano, jaka jest mentalnośc przeciętnego faceta, ktorej
                                        trudno zarzucić brak logiki: Urquhart pisze, że to ja szukam winnego, każde
                                        działanie ma swoją przyczynę, to kobieta nie będąc dość dobrą pewnie jest winna
                                        złego traktowania, nic nie dzieje się bez przyczyny, widocznie sobie zasłużyła.
                                        Zapomina się w tym, że są osobowości patologiczne, ludzie niestabilni
                                        emocjonalnie, agresywni z natury (nie tyle z natury, ale z uwarunkowań w
                                        dzieciństwie, najczęściej ze złego traktowania ich jako dzieci przez rodziców).
                                        Nie, to kobieta jest winna, że mąż ją wyzywa, to kobieta jest winna, że mąż ją
                                        zdradza, mimo że jest zwykłym dziwkarzem i drugiej, a czasami i trzeciej żonie
                                        robi to samo. Nie ma to jak stereotypy.
                                        Czy rozumiesz teraz Verdano, dlaczego mając takie wzorce, przykłady i
                                        doświadczenia, często stoję po stronie źle traktowanych, zdradzanych i bitych
                                        kobiet? Ty masz inne doświadczenia, dlatego patrzysz na pewne rzeczy inaczej. To
                                        normalne.
                                        • verdana Re: no, chyba śnię 07.07.10, 15:09
                                          Uwazam, ze nikt nie jest swiety. Jestem w stanie predzej zrozumieć
                                          jeden(slownie jeden) akt przemocy, sprowokowany przez druuga stronę,
                                          niz dwadziescia lat poniżania. Nie spowokowanego. Dla mnie są to
                                          dwie zupełnie inne sytuacje.
                                          Cóz, mialam chyba rację - widzisz w swoim małżenstwie więcej zalet
                                          niż wad, w pewnym sensie godzisz się na taka huśtawkę nastrojów i
                                          wolisz żyć w takim związku, niż go zakończyć. Być może - i zastanow
                                          się nad tym - problem nie w tym, ze dwadziescia lat żylaś w chorym
                                          związku, ale problem w tym, ze to jest calkiem niezly związek, choć
                                          facet czasem doprowadza Cię do szału. Czytanie poradników, forów
                                          itd. nie jest dobra podstawą do diagnozy własnego związku - wazne
                                          jest tylko to jak Ty sie w nim czujesz. A mam wrazenie, że póki nie
                                          zaczęłąś sie zastanawiać było całkiem OK.
                                          • sebalda Re: no, chyba śnię 07.07.10, 15:59
                                            Może jeszcze raz podsumuje moje uwarunkowania: brak wzorców małżenskich w domu,
                                            brak ojca, obawy związane ze zdradą ze strony partnera i taki dobór tegoż, brak
                                            wiary w siebie, naiwność i idealizm, łatwość poddawania się manipulacji przez
                                            powyższe kwestie, naiwna wiara w deklarowaną poprawę, duży zmysł samokrytycyzmu,
                                            wzorce jeszcze poważniejszych problemów małżeńskich. Chyba mogłabym tak długo
                                            pisać, dlaczego godzilam się na takie życie. Ale najważniejsze w tym wszystkim
                                            jest bezkrytyczne przyjęcie mądrości, hasła życiowego: w związku winne są zawsze
                                            obie strony. I drugie najważniejsze uwarunkowanie: religia. O, i jeszcze jedno
                                            hasło, ktore mnie wiele kosztowało: nobody's perfect. Trzeba wybaczać, trzeba
                                            być wyrozumiałym, jeśli nam na kimś zależy, trzeba czasami przymknąć oko na jego
                                            niedoskonalości, wszak sami nie jesteśmy doskonali.
                                            Samoświadomość. Czy wiesz, ile jest kobiet, ktore nie zdają sobie sprawy z tego,
                                            że sa gwałcone w małżeństwie? One nawet czasami nie wiedzą, że jest coś takiego,
                                            jak gwałt małżeński.
                                            Nie było mi dobrze w związku, odczuwałam straszny ból, gdy rano mąż z czułością
                                            mówil, jak bardzo mnie kocha, by potem wieczorem urządzić mi karczemną awanturę.
                                            Długo byłam obwiniana o oziębłość, bo po kłótni przez kilka dni dochodziłam do
                                            siebie i nie mialam ochoty na zbliżenia, a jak juz wydawalo mi się, że może tym
                                            razem będzie lepiej i byłam gotowa się otworzyć, to znów dostawałam po głowie i
                                            zaczynało się wszystko od nowa. Przy czym rozumiałam jego frustrację, że ja go
                                            odtrącam, ale jak miałam nie odtrącać, jak on trzy dni wcześniej wyzwał mnie od
                                            najgorszych i koło sie zamykało?
                                            Jestem osobą wyjątkowo wyrozumialą, zawsze staram się zrozumiec pobudki drugiej
                                            osoby, tłumaczyłam męża jego nerwową naturą (ma ticki nerwowe), jego zawsze
                                            stresującą pracą (zmienial je wiele razy, ale ani jedna nie była niestresująca,
                                            ciekawe dlaczego), jego wzorcami w domu.
                                            Nie wiem już Verdano, jak Cie przekonać, że ofiara przemocy słownej bardzo długo
                                            nie dostrzega tego, jest wiecznie skołowana, gubi się w swoich odczuciach, to
                                            jest naprawde świetnie opisane w Toksycznych słowach, nie ja to wymyśliłam, to
                                            bardzo częsty schemat.
                                            Myślę, że nie zrozumiesz mnie i podobnych mi kobiet, to zbyt duża abstrakcja dla
                                            Ciebie. Szkoda, że nie umiesz się pochylić nad pewnymi osobami z nieco większą
                                            wyrozumiałością, bardzo łatwo jest oceniać innych, nigdy nie będąc w podobnej
                                            sytuacji. Ale być może, będąc na Twoim miejscu, też bym tak robiła. Ja też nie
                                            mogę zrozumiec kobiety, ktora pozwala się bić. Nie raz uderzyć, ale bić
                                            dotkliwie. Albo pozwala mężowi bić dzieci. Tak, tego szczególnie nie mogłabym
                                            zrozumieć. Może masz rację.
                                            > problem nie w tym, ze dwadziescia lat żylaś w chorym
                                            > związku, ale problem w tym, ze to jest calkiem niezly związek, choć
                                            > facet czasem doprowadza Cię do szału.
                                            I to właśnie bardzo teraz mnie boli. Bo przesłanki do tego, żeby ten związek był
                                            dobry są bardzo poważne, zważywszy, że mamy wyjątkowo dobre i udane dzieci, ale
                                            mój mąż swoimi regularnymi napadami nieopanowanego gniewu wszystko niszczy i
                                            niweczy. Wiem, że dłużej tego nie dam rady znosić, mimo tych wszystkich dobrych
                                            cech, coś się już we mnie załamało, miarka się przebrała. I przez uświadomienie,
                                            i po prostu przez zmęczenie materiału, wyczerpanie resztek nadziei. To musiało
                                            kiedyś nastąpić, szkoda że tak późno, może dzieciom bym oszczędziła wielu
                                            stresów. Córka mi mówi, że moglabym byc dużo szczęśliwszą osobą, bo ja tak w
                                            ogóle to nie jestem wymagająca i potrafię się cieszyć każdym drobiazgiem. Łatwo
                                            mnie uszczęśliwić, jestem urodzoną optymistką:) A może powinnam napisać: byłam:(
                                            • verdana Re: no, chyba śnię 07.07.10, 20:53
                                              Ależ ja rozumiem, ze Ty przez długi czas uwazałas, ze związek jest
                                              taki, jaki jest - bo inaczej być nie może, bo prowokujesz, bo gdybyś
                                              byla inna, gdybyś się postarała. Że maż jest taki, bo czasem
                                              zasługujesz na karę, więc nie można uznać, ze to tylko jego wina.
                                              Rozumiem to zupełnie dobrze.
                                              Tylko Ty przecież nadal jesteś w tym zwiazku i o ile rozumiem - nie
                                              zamierzasz go zakończyć? Czyli zdając już sobie sprawe z tego, ze
                                              jesteś ofiarą nadal godzisz się nią być. I to jest ten moment,
                                              ktorego nie rozumiem - dlaczego widzac, co się dzieje nie zakonczysz
                                              małżeństwa.
                                              • sebalda Re: no, chyba śnię 07.07.10, 21:24
                                                Verdano, ile lat jesteś po ślubie? Czy uważasz, że tak długi związek można
                                                zakończyć z dnia na dzień? Przekreślić wszystko? Do niedawna bardzo bałam się o
                                                syna, bo on strasznie przeżywał nasze kłótnie z groźbami rozwodu, pisałam o tym
                                                w zeszłym roku, może pamiętasz. Ale ostatnie wakacje chyba coś synowi pokazały,
                                                chyba zrozumiał, jak mi jest trudno, jak bardzo trudnym człowiekiem jest jego
                                                ojciec, młody po prostu dojrzał i już sam umie ocenić sytuację, przynajmniej
                                                częściowo. Z trudem, ale chyba by dziś się pogodził z myślą o rozstaniu rodziców.
                                                Powoli też przełamuję opory natury religijnej, to nie jest dla mnie proste.
                                                A w ogóle, to prawda jest taka, że strasznie się boję. Nie jestem twardą laską.
                                                Boję się wszystkiego, wiem, że nie będzie łatwo, że będzie bagno i bardzo dużo
                                                cierpienia, zanim się to wszystko uspokoi.
                                                Teraz stosuję metodę, ktorą mi tutaj doradza Aandzia, to znaczy nie w tak
                                                drastycznej postaci, rozmawiamy, oglądamy razem czasami filmy, ale trzymam
                                                dystans i choć mi trudno, bo to nie w moim stylu, jest mi łatwiej, czuję się
                                                przygotowana na atak, zbieram siły na jego odparcie, nie jestem już taka bezbronna.
                                                Definitywne rozstanie rozważam, ale nie czuję się jeszcze gotowa. Nie dość się
                                                jeszcze wzmocniłam. Chyba.
                                                I jeszcze krótko o wyzwiskach. Nasz język bardzo się zwulgaryzował, ordynarne
                                                wyrażenia są obecne już wszędzie, przestały być wiązane tylko z marginesem. Mój
                                                mąż nie widzi nic obraźliwego w używaniu tego języka, choć wie doskonale, jak ja
                                                go nie lubię, bo ja wciąż nie mogę się do tego przyzwyczaić, taka już pod tym
                                                względem jestem staroświecka. Myślę jednak, że on tylko tak się tłumaczy, a tak
                                                naprawdę dobrze wie, że powiedzenie w rozmowie: ale pieprzysz, jest czym innym,
                                                niż powiedzenie w gniewie: pie..ol się tudzież spie.dalaj! Do żony, ktorej nie
                                                dalej jak wczoraj mowił, że ją kocha:(
                                                • marianka_marianka Sebalo 07.07.10, 21:53
                                                  niektórzy potrafią zakończyć związek nagle, niektórzy tak jak Ty muszą dojrzeć do tej decyzji.
                                                  Dla mnie to oczywiste. Jak również oczywistym jest fakt, że trudno z dnia na dzień zakończyć długoletnie małżeństwo, w którym było sporo dobrych chwil, są dzieci, wspólni znajomi, rodzina.
                                                  Rozwiązaniem jest być może tzw życie "obok siebie", ale dla mnie osobiście to nie wchodziłoby w rachubę. Na co mi mąż, do którego nie mam ochoty się przytulić, nie mam ochoty rozmawiać, nie mam ochoty widywać?
                                                  Moim prywatnym zdaniem dobrze postępujesz. Mam wprawdzie zdecydowanie mniejszy staż małżeński, ale intuicyjnie czuję że również nie potrafiłabym odejść z dnia na dzień.
                                                  Też potrzebowałabym czasu na uporządkowanie natłoku myśli, na upewnienie się, na przekonanie o słuszności decyzji itp a także różnych innych przyziemnych spraw.
                                      • drugi_paproszek Re: no, chyba śnię 07.07.10, 13:16
                                        Chciałabym z Tobą porozmawiać, lecz nie tu, gdzie słyszałam do tej
                                        pory wyłącznie rady p.t. "to się rozwiedź", "widocznie sama tego
                                        chcesz, skoro w tym tkwisz" no i koronne "idź do psychologa". takie
                                        teksty jak ostatni i lepsze mam w domu. Dodam, że mam 47 lat i 25
                                        staż małżeński. Jeśli będziesz chciała to może na maila.
                                        • sebalda Re: no, chyba śnię 07.07.10, 13:43
                                          Chętnie, czekam na maila na adres gazetowy.
                                          A z tym pójściem do psychologa to nie jest głupi pomysł. Bardzo dużo mi dała
                                          lektura książek traktujących o problemie, ale to dopiero początek, wszystkie
                                          tego typu książki są bardziej "uzmysłownikami", a nie poradnikami i z reguły
                                          kończą się radą: skoro już wiesz, na czym polega problem i w czym tkwi jego
                                          sedno, naprawienie tego wymaga terapii. Słabo tylko, że to jest naprawdę
                                          kosztowne, u mnie z kasą nietęgo.
                                          Choć rozumiem, że czasami rada "idź do psychologa" ma formę obraźliwą. To takie:
                                          "zwariowałaś chyba, powinnaś się leczyć, jesteś wariatką". Takie teksty słyszała
                                          miesiącami moja koleżanka, ktora podejrzewała męża o zdradę. Dopiero jak
                                          znalazła na jego komórce smsa: "tak bardzo cię kocham, twoja ... i tu imię
                                          sekretarki męża" facet nie mial wyjścia i musial się przyznać. Co skądinąd nie
                                          skłoniło go do przeprosin, a wręcz przeciwnie, do frontalnego ataku, że to
                                          oczywiście wyłącznie jej wina.
                                          Napisz, jesteśmy w podobnym wieku, ja mam trochę krótszy staż małżeński.
                                  • aandzia43 Re: no, chyba śnię 07.07.10, 01:05
                                    > Jak zatem radzisz w praktyce stawiać te granice i je jasno egzekwować? Co
                                    > kobieta może zrobić mężczyźnie, żeby ten raczył przestać ją wyzywać i obrażać?

                                    Jeśli nie wchodzi w rachubę postraszenie perspektywą rozwodu, to zawsze można
                                    się rozstać bez rozwodzenia się. Rozstać się, czyli wykluczyć partnera ze
                                    swojego życia, mieszkając z nim dalej pod jednym dachem. Zerwać więzy
                                    emocjonalne, uczuciowe, wymiksować się ze wspólnych poczynań przynoszących
                                    niegdys radość (seks, zycie towarzyskie, wyjścia z domu, wyjazdy, oglądanie
                                    filmów razem na kanapie, miłe rozmowy o niczym). Ograniczyć do minimum
                                    komunikację słowną i uprawiać ją tylko na tematy "techniczne". Komunikację
                                    pozawerbalną zlikwidować. Traktować, jak powietrze. Na pytanie "dlaczego!!!"
                                    stosować metodę zdartej płyty i spokojnie, do znudzenia wyłuszczać swoje
                                    stanowisko. Nie dawać się wciągać w pyskówki. Wychodzić z pomieszczenia na
                                    pierwszą sylabę wypowiedzianą za głośno. W przypadku ubliżania przy ludziach,
                                    nie czerwienić się, nie czuć sie winną za chama i nie stopować go. Pozwolić mu
                                    się rozwinąć ze złosliwym uśmieszkiem na twarzy. Po prostu - być kompletnie
                                    obojętną.
                                    Że to już nie jest związek? A i owszem, nie jest. Sa ludze (płci wszelakiej),
                                    którzy tylko nagły brak związku kojarzą ze swoimi konkretnymi czynami i czasem
                                    natchnie ich to do czegoś na kształt przemyśleń.
                                    Jeśli podejmiesz takie działania teraz, po kilkunastu latach małżeństwa, to
                                    szykuj się na huragan. A potem na cudowną ciszę i czyste niebo. Cokolwiek to
                                    czyste niebo miałoby oznaczać. Nie ma co teraz gdybać, ale może akcje kompletnej
                                    obojętności na argumenty misia-rysia ("zawsze winne są obie strony"),
                                    wyśmiewanie jego bufonady, ucinanie w zarodku prób ubliżania na początku związku
                                    doprowadziłyby go do podjęcia pracy nad sobą. MOŻE tak, a może nei. Tego się nie
                                    dowiesz. Myśl o jutrze.
                                    Powodzenia
                                    • sebalda Re: no, chyba śnię 07.07.10, 14:12
                                      Aandziu, dziękuję za rady, czy jesteś psychologiem? Nareszcie odkryłaś sendo
                                      mojego problemu: huśtawka nastroju u mojego męża. Od kochającego i oddanego
                                      człowieka, po wyzywającego mnie od najgorszych furiata. Wystarczy mój
                                      nieodpowiedni ton. Zawsze w weekend albo w święta tudzież podczas wakacji. To
                                      też jest charakterystyczne.
                                      Aandziu, poradź. Po ostatniej awanturze, podczas której mąż bardzo mnie obrazil,
                                      zrobilam to, co radzisz, odeszłam od niego emocjonalnie, zresztą wcześniej od
                                      kilku miesięcy awantury były wyjątkowo burzliwe (mąż zauważa zmiany we mnie
                                      zachodzące, moją większą świadomość i niezależność) i też przestałam być taka
                                      wybaczająca, stosuję dystans. On tym razem przeprosił (co zdarza się naprawde
                                      baaaardzo rzadko), kolejny raz deklaruje chęć naprawy (i tak od 20 lat), robi
                                      podchody, jest miły, łasi się. I nie wiem, co robić: wyjaśnić, dlaczego go
                                      odtrącam, co wyzwoli tylko kolejną falę agresji, skończy się kolejną wielka
                                      kłótnią, czy dalej pozostawać na dystans bez tłumaczenia dlaczego? Wiem, że go
                                      nie przekonam, robiłam to tysiące razy, on nigdy nie uzna swojej winy,
                                      tłumaczenie mu to jak rozmowa ze ścianą. Wieczne strojenie fochów nie leży w
                                      mojej naturze, a atmosfera zimnej wojny w nieskończoność jest dla mnie bardzo
                                      przykra. Naprawdę jestem w kropce. Co Ty byś zrobiła? Jak ja marzę o tym czystym
                                      niebie i cudownej ciszy. Za nie oddałabym wszystkie jego wcześniejsze liczne i
                                      gorące wyznania miłosne. A potem panowie przytaczają nam wyniki badań
                                      statystycznych mówiące o tym, że mężczyźni są bardziej romantyczni, a kobiety
                                      pragmatyczne i że te ostatnie bardziej cenią sobie szacunek niż gorące uczucie.
                                      Może dlatego, że powiedzenie: kocham Cię jest o wiele łatwiejsze niż dowiedzenie
                                      tego poprzez szacunek właśnie.
                                      • aandzia43 Re: no, chyba śnię 07.07.10, 18:55
                                        Nie jestem psychologiem, ale znam problem, bo znam ludzi nim dotkniętych i ich
                                        rodziny. Mam np. bliską koleżankę, żonę faceta "wybuchowego" w sposób podobny do
                                        twojego męża. Ona sama mówi o przeistoczeniach męża: "jakby się nagle pojawiał w
                                        nim inny człowiek". Moim zdaniem, oprócz naleciałości wynikajacych z naprawdę
                                        fatalnego dzieciństwa facet ma problem z gatunku "chemia mózgu". Ale to tylko
                                        moje osobiste wnioski. Lubię go szczerze, lecz dla własnego komfortu
                                        psychicznego staram się nie przybywać zbyt często w jego towarzystwie. Czuję się
                                        przy nim, jak na polu minowym. A saperem być nie mam ochoty. Wyobrażam sobie
                                        tylko, jak się czują jego bliscy.
                                        Poza tym, a może przede wszystkim, mam takie osoby w rodzinie. Jesteśmy
                                        dotknięci (dziedziczenie) zaburzeniami nastroju. Nie było co prawda, o ile mi
                                        wiadomo, nikogo, kto doznawałby spektakularnych manii, ale pomniejsze formy
                                        choroby zdarzały się często. Najczęściej rapid-cykling. I wszystkie, nazwijmy
                                        to, naleciałości i dobrodziejstwa tego stanu rzeczy też się zdarzały. Pewnie, że
                                        skrzywienia osobowości nei są tożsame z ChAD-em, ale wystarczy sobie wyobrazić,
                                        co wyrasta z człowieka, który rodzi się z huśtawką nastrojów, nadpobudliwością,
                                        nadwrażliwością na bodźce i wpada w ręce osób, delikatnie mówiąc, zaburzonych.
                                        Najpewniej wyrasta człowiek z zaburzeniami osobowości. Szczęśliwie dla mnie
                                        poważne odchyły nie dotyczyły moich rodziców, a kontakt z dalszymi członkami
                                        rodziny podziałał jak szczepionka: mała dawka trucizny i rozpoznaję trujących
                                        furiatów z daleka. I oczywiście nie wchodzę z nimi w naprawdę bliskie relacje.
                                        Po co to piszę? Żebyś zastanowiła się, czy nie jest to problem twojego męża.
                                        Czego jest w nim więcej: podłych nastrojów i w konsekwencji wybuchów
                                        niezależnych od okoliczności i sterowanych jakby od wewnątrz, czy zimnego,
                                        psychopatycznego wyżywania się z upodobaniem. No i żebyś poszła do psychologa :-)

                                        jest miły, łasi się. I nie wiem, co robić: wyjaśnić, dlaczego go
                                        > odtrącam, co wyzwoli tylko kolejną falę agresji, skończy się kolejną wielka
                                        > kłótnią, czy dalej pozostawać na dystans bez tłumaczenia dlaczego?

                                        Otóż nie wyjaśniać, tylko rzucić krótkim tekstem: "bo swoją słowną agresją
                                        zniszczyłeś moje uczucie do ciebie" i broń Boże nei wdawać się w żadne dyskusje.
                                        Zachować absolutny spokój i obojętność na atak, który nastąpi. Wyjść z
                                        pomieszczenia, jak się da. Jak widzisz, twoja asertywność pewnie skończy się
                                        jego wybuchem (na to nie masz wpływu), ale nie musi kończyć się awanturą, twoim
                                        upodleniem i jego przyjemnością z racji rozładowanego napięcia. Ta część
                                        programu już od ciebie zależy. Acha, a po kilku dniach nie powracać jak gdyby
                                        nigdy nic do porządku dziennego, tylko na próby łaszenia się i zagadywania
                                        spytać: "czy masz mi coś do powiedzenia?". To pewnie wywoła następny atak furii,
                                        w czasei któego należy postąpić tak, jak przy poprzednim. Co się będzie działo
                                        po którymś tam ataku - zobaczysz. Co się stanie - tego nie wie nikt.
                                        Powodzenia :-)

                                        • sebalda Re: no, chyba śnię 07.07.10, 21:41
                                          > Po co to piszę? Żebyś zastanowiła się, czy nie jest to problem twojego męża.
                                          > Czego jest w nim więcej: podłych nastrojów i w konsekwencji wybuchów
                                          > niezależnych od okoliczności i sterowanych jakby od wewnątrz, czy zimnego,
                                          > psychopatycznego wyżywania się z upodobaniem.
                                          Wiesz, w pierwszym odruchu chciałam napisać, że tego pierwszego, ale po chwili
                                          namysłu sama nie wiem. On jest takim typowym zakompleksionym frustratem
                                          uzależnionym od swojej porcji gniewu, a w przerwach zamienia się w oddanego
                                          męża. Ataki nasilają się w momentach dla niego kryzysowych, apogeum było, jak
                                          stracił pracę, a ja go nie rozumiałam i nie wspierałam (w jego mniemaniu
                                          oczywiście, bo wcale tak nie było). A ja po prostu nie godziłam się na rolę
                                          worka treningowego i chronilam przed tą rolą dzieci, co oczywiście jeszcze
                                          nakręcało spiralę agresji. Jakie te kobiety są niewyrozumiałe dla swoich
                                          biednych mężów. Teraz oczywiście dobija go moja próba wybicia się na
                                          niezależność, co potęguje i zwiększa częstotliwość ataków. Przy czym moja
                                          bardziej stanowcza reakcja i ucinanie wywodów, zbijają go z pantałyku i już
                                          kilka kłótni udało się zdusić w zarodku. Od chwili, gdy zrozumiałam, że żadnym
                                          logicznym tlumaczeniem do niego nie dotrę, odpuściłam i jest coraz lepiej.
                                          Dzięki za radę na temat reagowania teraz w stanie zimnej wojny:) Zrobię, jak
                                          piszesz. Tylko krotkie komunikaty. A, nie pisalam, że wiele razy próbowalam
                                          pisać wyjaśniająco-zaangażowane maile. Oczywiście byłam obarczana całą winą, za
                                          każde jego zachowanie, całe zło, jakie go spotkało od życia, było wyłącznie moją
                                          sprawką, no i ogólnie ton jego wypowiedzi niczym się nie różnił od tonu kłótni i
                                          obrażania. Na spokojnie też się z nim nie da rozmawiać, nawet na odległość.
                                          Jak się odbiję od finansowego dołka, a kiedyś to musi nastąpić, jestem
                                          optymistką, wybiorę się do naszej Pani ekspert, lubię jej wyważone i mądre
                                          komentarze. Jestem przekonana, że mój mąż ma problemy osobowościowe, ale jak tak
                                          dalej pójdzie, to przestanie to już być mój problem.
                                  • santo_inc Re: no, chyba śnię 08.07.10, 17:25
                                    > Jak zatem radzisz w praktyce stawiać te granice i je jasno egzekwować?

                                    Jakkolwiek. Jak z dzieckiem, może z wyjątkiem sadzania na "karnego jeżyka".

                                    Po pierwsze, jasno i wyraźnie formułujesz oczekiwania. Czyli w Twoim przypadku
                                    stwierdzasz, że mąż ma nie używać w stosunku do Ciebie słów:
                                    * dziwka,
                                    * szmata,
                                    * i tu wypisz kolejne, których używa.
                                    Po drugie, określasz co stanie się, w którym przekroczy ustawione przez Ciebie
                                    granice. Czy to będzie brak seksu czy obiadu, to już sama musisz ocenić, na czym
                                    mu bardziej zależy.

                                    > Obrażę się? To babskie fochy. Nie dam mu przez tydzień: jestem zimna i nie
                                    > rozumiem jego potrzeb.

                                    Nie używa odpowiedneigo słownictwa --> nie rozumie Twoich potrzeb.

                                    Ale cała ta metoda nie ma sensu, jeśli on od zawsze taki był.
                                    • sebalda Re: no, chyba śnię 09.07.10, 13:48
                                      > Po drugie, określasz co stanie się, w którym przekroczy ustawione przez Ciebie
                                      > granice. Czy to będzie brak seksu czy obiadu, to już sama musisz ocenić, na czy
                                      > m
                                      > mu bardziej zależy.

                                      Santo, jesteś ostatnią osobą, po ktorej bym się spodziewała, że będzie namawiać
                                      do karania męża brakiem seksu:) Oczy przecieram ze zdumienia.
                                      Może wreszcie zrozumiesz, dlaczego niektore kobiety nie chcą się często kochac z
                                      mężem. Wyzwana od suk, nieprzeproszona i jeszcze obarczana za to winą kobieta ma
                                      bardzo średnio ochotę na zbliżenie, ma też pokusę takiego właśnie karania męża.
                                      Średnio mi się to udawalo, bo prędzej czy później odzywala się we mnie potrzeba
                                      pogodzenia się i zbliżenia, wykazania dobrą wolą i takie poczucie, że należy być
                                      dobrą i wyrozumiałą. A za taką postawę mam to co mam, zwiększenie natężenia agresji.
                                      Od kilku miesięcy jednak skończyłam z dobrocią i wyrozumiałością. Nadal bywa źle:(
                                      • santo_inc Re: no, chyba śnię 09.07.10, 17:07
                                        > Santo, jesteś ostatnią osobą, po ktorej bym się spodziewała, że będzie namawiać
                                        > do karania męża brakiem seksu:) Oczy przecieram ze zdumienia.

                                        Absolutnie nie zachęcam, bo uważam, że to głupie. Seks jest po to, żeby sobie
                                        sprawiać przyjemność. Odbieranie sobie tej przyjemności by ukarać partnera jest
                                        głupie.
                                        • triss_merigold6 Re: no, chyba śnię 09.07.10, 17:20
                                          Ale rozumiesz, że dla kobiety, którą mąż właśnie zbluzgał w
                                          awanturze, seks może nie być przyjemnością? Właśnie na tym m.in.
                                          polega problem z seksem w związkach: obcego typa można potraktować
                                          jak żywy wibrator, niech zrobi swoje i spada, z mężem trudniej, bo
                                          jakieś emocje wchodzą w grę.
                                          • santo_inc Re: no, chyba śnię 10.07.10, 17:55
                                            > Ale rozumiesz, że dla kobiety, którą mąż właśnie zbluzgał w
                                            > awanturze, seks może nie być przyjemnością?

                                            Ale rozumiem.
                                        • sebalda Re: no, chyba śnię 10.07.10, 11:29
                                          snato_inc napisał:
                                          > Po drugie, określasz co stanie się, w którym przekroczy ustawione przez Ciebie
                                          > granice. Czy to będzie brak seksu czy obiadu, to już sama musisz ocenić, na czy
                                          > m
                                          > mu bardziej zależy.

                                          Santo, to są Twoje słowa, nie jakiegoś innego użytkownika forum. Zapętliłeś się
                                          troszeczkę. Jeśli to nie jest namawianie do egzekwowania wyznaczonych granic
                                          przez odmawianie seksu, to co oznacza ta Twoja wypowiedź?
                                          Druga rzecz, to to, o czym pisze Tris. Mam nadzieję, że to do Ciebie dociera.
                                          • santo_inc Re: no, chyba śnię 10.07.10, 17:57
                                            > Santo, to są Twoje słowa, nie jakiegoś innego użytkownika forum. Zapętliłeś się
                                            > troszeczkę. Jeśli to nie jest namawianie do egzekwowania wyznaczonych granic
                                            > przez odmawianie seksu, to co oznacza ta Twoja wypowiedź?

                                            Po prostu nie rozumiesz tego, co napisałem. Te dwie wypowiedzi trzeba czytać
                                            razem, jedna doprecyzowuje drugą.

                                            Jeśli dla faceta seks jest ważny a Ty nie masz wtedy na niego ochotę, to możesz
                                            go ukarać w ten sposób. Na przykład w sytuacji, jaką opisała Triss. Ja tu
                                            sprzeczności nie widzę.

                                            Oczywiście, możesz go też ukarać brakiem seksu gdy masz na to wielką ochotę i
                                            odebrać sobie przyjemność
        • asia_i_p Re: no, chyba śnię 07.07.10, 07:48
          Miałam kłopoty z seksem, kiedy czułam się urażona.
          Teraz praktycznie problem zniknął, bo na tyle popracowaliśmy nad komunikacją, że
          rzadko czujemy się urażeni. Każdy stara się mówić, w miarę możliwości
          nieagresywnie, co mu leży na wątrobie wprost, bez aluzji, niejasnych oczekiwań i
          czekania na domysły drugiej strony, i jestem wpół przerażona wpół olśniona tym,
          ile konfliktów wynikało z tego, jak mówiliśmy, albo czego nie mówiliśmy, a nie z
          tego, o co nam chodziło. To naprawdę jest prawie 100%.
Pełna wersja