annasi23
05.07.10, 22:07
Niedługo będziemy mieli piątą rocznicę ślubu. Mój mąż nie należy do osób
wylewnych, ale czasami mam wrażenie, że wobec mnie zachowuje się wyjątkowo
chłodno. Nigdy nie zwraca się do mnie pieszczotliwie, ale wiem, że taka jego
natura. Ale też nie okazuje mi miłości w żaden inny sposób, wydaje mi się, że
wyłącznie go irytuję.
Trudno mi z nim porozmawiać, bo on uważa, że te rozmowy to same pretensje i
nic z nich nie wynika. Staram się mu naświetlić mój punkt widzenia, że
potrzebuję odrobinę spontanicznej czułości, chcę żeby od czasu do czasu mnie
przytulił, powiedział miłe słowo, ale on ciągle praca, komputer, ciągle zajęty.
Mamy dwie córki, które kocha nad życie. Widać, że je kocha, ale naprawdę nie
widzę, żeby kochał mnie. Jeżeli odzywa się do mnie to albo obojętnie, albo z
pretensją czy agresją. On twierdzi, że przesadzam i tak nie jest. Ja już nie
potrafię tego obiektywnie ocenić.
Czasami mam ochotę zrobić sobie krzywdę.
Po którejś kłótni umówiliśmy się, że przestanę go piłować o różne domowe
obowiązki (bałaganiarz), że dam mu trochę więcej luzu. Pomyślałam ok, wiem, że
ze mną nie jest łatwo, może go wkurza, że ciągle od niego czegoś chcę. Ale nic
się nie zmieniło. Ciągle widzę agresję w jego oczach, wydaje mi się, że ucieka
ode mnie, unika kontaktu.
Zdarza mi się myśleć o rozwodzie.
Nie wiem, co mam robić. Chcę uratować to małżeństwo.
Ja nie jestem idealna, często ponoszą mnie emocje, w kłótni nie potrafię się
opanować. Ale staram się, pracuję i wychowuję dzieci, znoszę samotne weekendy
kiedy on pracuje itd.
Może to klasyczny kryzys? Tylko ja nie widzę współpracy z jego strony.