kobieta_33
11.07.10, 20:35
Poznałam mężczyznę.
Jesteśmy razem 8 msc. najpierw po koleżeńsku. Mężczyzna ma 35 lat. 4 związki
za sobą. Z każdą kobiet sam zrywał, bo w każdej odnajdywał coś, co nie
pozwalało, aby były jego partnerkami...
Mężczyzna ma wobec mnie poważne zamiary...
Ale...
12 mies. i żadnego prezentu. Kiedy miałam urodziny po 1,5 msc. stwierdził ze
za krotko się znamy ;( nie dostałam nawet kwiatka za grosze... Gwiazdka -
pudełko czekoladek. Wielkanoc też, i wino za 6 zł - toż to wstyd... Przez 12
mies. dwa wyjścia... Na jednej z pierwszych randek zanim wszedł na lody do
kawiarni, wszedł przede mną sprawdzić? Nie wiem co? Ceny? Jak jedliśmy te lody
mówi do mnie: Za taka cenę to ja mam 1litr lodów z marketu i moge zjeśc je z
rodziną... Szczeka mi opadła... Czułam się tak, jakbym rosdzinie od ust
odjeła... Ale nic... Raz pytam go taka orientacyjna rozmowa o kosztach ile
wydaje na mnie na telefon, a on mówi 30 zł na miesiąc. Ja mówię: To mało, mi
wychodzi 100. A on: Nie jesteś moją rodziną żebym w ciebie inwestował. Zatkało
mnie... Nie odzywałam się potem jakiś czas. Przyszedł z kwiatami i przeprosił.
Robimy zakupy - wszystko najtańsze. Wyciąga u mnie jogurt z lodówki i mówi: ja
w Lidlu mam taki o 1 zł tańszy. Ja nic...Zero fantazji, deserów, zawsze
jogurty największe po 0,5 l i najtańsze.
Miał urodziny. Byłam zabiegana. Pomyliłam się o 1 dzień. Zamiast 17 myślałam,
że ma 18. Moje były wcześniej, ale 1,5 msc. się znaliśmy ;) Przychodzę do
domu, a on do mnie: Wszystkiego najlepszego w dniu urodzin. Ja zaszokowana
mówię: Przecież jutro masz. A on: Aleś mi numer odpie...ła, żadna z moich
dziewczyn nie odj... mi jeszcze takiego numeru... Tego samego dnia, chyba z
tej frustracji zaatakował mnie, że obiadu nie zaplanowałam: Przecież miałaś
wolny wtorek. Dlaczego nie zaplanowałaś posiłku? A to był czwartek... Potem
przez tydzień mi mówił, ze nie mam wartości rodzinnych, ze nie celebruje świat itd
Raz pojechaliśmy do kina - nie zaparkował pod parkingiem Kinepolis, lecz
pobliskim supermarketem. Szliśmy 5 min pieszo, śnieg sypał....
Zimą nie naprawił auta, bo chciał je sprzedać. Kilka dni pod rząd miałam
zaciągać, go moim malutkim samochodem żeby odpalił akumulator. W końcu auto
się całkowicie zepsuło, no i przeze mnie niby w żartach, bo jechał ode mnie...
Stwierdził, ze tyle w niego zainwestował - w naprawę, ze go nie sprzeda, lecz
teraz musi nim jeszcze rok pojeździć...
Odbyłam z nim rozmowę i powiedziałam, ze ja się źle z tym czuje. A on do mnie,
ze tyle już inwestował w te swoje kobiety, ze teraz jest ostrożny, będzie
wydawał dopiero na żonę, na rodzinę i ze wówczas to podejście zmieni... Jakoś
nie widzę żeby w swoją rodzinę inwestował...Matka mówi o nim, że jest
samolubem, ze dawno miałby kobietę, gdyby nim nie był. Widzę natomiast ze tez
ma z tym problem... Rozmawiałam z jego byłą mówiła mi że po pomidory potrafił
pójść na drugi koniec osiedla bo były tańsze o 2 zl, krem za 50 dych był za
drogi, i z wszystkiego się rozliczał...Potrafi pójść do sklepu pól kilometra
dalej bo coś jest tańsze o 1 zł. Ja szok...
Ostatnio mi powiedział, ze go nie szanuje, ze za mało się staram,a ja uczę się
na egz. i nie mam czasu... Kiedy zaczęłam to widzieć specjalnie sprowokowałam
sytuację, że niby nie mam kasę na studia i spytałam czy może mi pożyczyć, a
on: Sama się zapisałaś sama sobie płac... Każda rozmowa o pieniądzach wygląda
tak, że on bardzo się denerwuje, w zasadzie jest wkurzony, uważa ze chcę go
wykorzystać, kończy się na tym ze będzie inwestował tylko w rodzinę... Wiem,
ze pochodzi z biednej rodziny, mama wychowała go sama - takie wychuchane
dziecko po latach, mama ma juz 80 lat- wiem, ze tez ja utrzymuje, kupuje opał
itd, liczyli się z każdą złotówką, studia, nauka to wiązało się z dużymi
kosztami, sporo musiał z tym przeżyć trudnych sytuacji...teraz mu chyba to
zostało, pewnie wiązało się to z takim bólem, iż się tak uwarunkował, iż każdą
złotówkę, którą wyda 4 razy ogląda...Staram się to zrozumieć...
Ale te ciuchy kupowane w Lidlu... Juz nie mogę...
I druga strona medalu: To co mnie w nim ujęło i dlaczego z nim jestem. Czuły,
sex super, opiekuńczy, pomaga, zrobił mi remont, dobrze zarabia ha haha,
zbudował dom, wkrótce mamy się wprowadzić...
Ale jakie ja z nim będę miała życie...?!
Lubię się ładnie ubrać, wyglądać kobieco, kosmetyki, wyjść gdzieś, zjeść obiad
na mieście - przecież to przyjemności, ale z nim chyba nie będę mogla nic...
Siedzieć w domu i gotować, skakać wokół niego... Dodam, że nie zależy mi żeby
on był moim sponsorem, sama zarabiam, nie jestem rozrzutna, sama kupiłam mu
kilka sporych prezentów, mam swoje mieszkanie, pracę, ale chodzi mi o tą
gotowość... wiecie, ze jak ja zostanę bez pracy, to będę miała wsparcie, a nie
tylko jedzenie, mieszkanie, a za każdy grosz ponad to minimum rozliczana...