ja w ciąży, a on...

14.07.10, 15:23
Jesteśmy ze sobą 5 lat, mamy dziecko, spodziewamy się drugiego – chcianego i planowanego. Jestem w ostatnim trymestrze ciąży, co wiąże się z częściowym ograniczeniem mojej sprawności, większym zmęczeniem, itp. Mimo tego, zawsze staram się możliwie pomagać mojemu mężowi, z racji tego, że pracuje dłużej ode mnie, do tego na bardzo odpowiedzialnym i stresującym stanowisku. Zawsze byłam osobą samodzielną i nierozczulającą się nad sobą, nikogo nie proszę o pomoc, jeśli mogę coś zrobić sama. W naszym małżeństwie to ja jestem odpowiedzialna za płacenie rachunków, planowanie urlopów, zadania typu „research” na jakiś temat, i tym podobne organizacyjne zadania (w przypadku większych spraw, on dostaje ode mnie gotowe propozycje i razem wybieramy). Na początku ciąży umówiliśmy się, że to on kąpie i wozi nasze dziecko (bo trzeba podnieść, żeby włożyć do wanny i do fotelika, a ja nie powinnam już dźwigać), ale często robię to sama z własnej inicjatywy, bo chcę mu po prostu pomóc, dać trochę wolnego czasu, który dramatycznie się skurczy po urodzeniu drugiego dziecka. Sama zaproponowałam mu, żeby częściej wychodził na rower czy siłownię, bo to się niedługo skończy, choć wiąże się to z tym, że mam mniej czasu dla siebie.

I co za to dostałam? Kiedy proszę teraz o pomoc mojego męża, słyszę, że realizuję swoje plany jego rękami (chciałam, żeby położył coś na półkę, do której nie dosięgnę bez wchodzenia na krzesło i przeniósł ciężką rzecz na inne miejsce). Zrobiłam mu listę rzeczy do załatwienia, żeby ułatwić mu organizację własnego czasu (zadania typu: umówić się do dentysty, okulisty, wyrobić sobie paszport) i dowiedziałam się, że to zamach na jego wolność! Nie mogę się doprosić, żeby wreszcie zdecydował, co z remontem, który mieliśmy zrobić przed urodzeniem małego. Mam niższą tolerancję bałaganu niż on, ciągle walczę o to, żeby odkładał swoje rzeczy na miejsce. To prawda, że jestem osobą dość niecierpliwą i jeśli już proszę, to spodziewam się, że prośba zostanie spełniona, ale denerwuję się, jeśli muszę o coś prosić tysiąc razy, a przy okazji usłyszeć, że zrzędzę.

Czy to normalne, żeby tak traktować kobietę w ciąży, którą podobno się kocha?! Wydaje mi się, że ludzie powinni sobie nawzajem pomagać bez pretensji, a tymczasem więcej troski o mnie przejawiają moi koledzy z pracy! Mąż twierdzi, że to nienormalne, żeby na niego spadało 70% obowiązków domowych, ale te codzienne akurat ograniczają się pozmywania naczyń, wyniesienia śmieci i posprzątania po sobie. Większe, okazjonalne obowiązki typu cotygodniowe zakupy wiążą się z tym, że ktoś musi zostać z dzieckiem i jest to oczywiście mój obowiązek. Tymczasem ja codziennie robię pranie, wycieram kurze, sprzątam pokój dziecka i porozrzucane zabawki w innych pokojach, przygotowuję śniadania, załatwiam wszystkie sprawy organizacyjne i mnóstwo innych drobiazgów, które zsumowane zajmują naprawdę sporo czasu. Nawet gdyby rzeczywiście miał więcej pracy w domu niż ja (co, jak sądzę, nie jest prawdą, ale nie wiem jak to policzyć ;)), chyba nie byłoby nic zdrożnego w tym, żeby przez tych kilka trudnych dla mnie miesięcy się z tym pogodzić.

Kłócimy się średnio raz w miesiącu, zwykle o coś, co ja robię według niego źle. Przyznaję, nie jestem święta, ale są to zwykle drobiazgi, wynikające raczej z tego, że czasem nie zwracam uwagi na rzeczy, które nagle okazują się ważne dla niego. Zdarza nam się kłócić o sposób wychowywania dzieci, bo nasze poglądy nie są tu identyczne. Poważny kryzys, od którego zaczęło się to całe wyliczanie „kto robi więcej” mieliśmy po urodzeniu pierwszego dziecka, ale od początku naszego związku zdarzały nam się spięcia. Kłótnie zwykle wyglądają tak, że on się do czegoś przyczepia w bardzo nieprzyjemny sposób, ja w końcu zaczynam płakać, po czym następują ciche dni – on się obraża, bo płacz to przecież manipulacja (!). W końcu zaczynamy rozmawiać i choć w końcu dochodzimy do porozumienia, to prawie nigdy nie słyszę „przepraszam” i czuję się trochę przegrana. Mimo że jestem dość elokwentna, to on zawsze zapędzi mnie w kozi róg swoją żelazną logiką i często muszę wbrew swoim uczuciom przyznać mu częściową rację.

Co robić? Poza tymi kłótniami naprawdę się kochamy i w sumie to mnie zawsze w nim najbardziej pociągało, że jest pewnym siebie, miażdżąco inteligentnym i niezależnym facetem, którego można podziwiać. W moich poprzednich związkach, to ja byłam tą mądrzejszą i nie było mi z tym dobrze, a wręcz wstydziłam się za moich partnerów. Jak widać, przegięcie w drugą stronę też nie jest najlepsze. Jest dobrym, kochającym ojcem, uwielbianym przez nasze dziecko, ale bardzo źle znosi nieposłuszeństwo, denerwuje się i krzyczy, a mi się jeszcze dostaje za to, że rzekomo za dużo pozwalam. Choć jestem osobą impulsywną, musiałam nauczyć się panować nad okazywaniem emocji w takich sytuacjach, choć w środku się gotuję, bo wiem, że mój wybuch tylko pogorszy sprawę i prawdopodobnie wywoła kolejną kłótnię.

Kocham go, ale są chwile, kiedy go nienawidzę i zastanawiam się, czy nie powinniśmy się rozstać. Strasznie mnie rozbijają te kłótnie. Męczą mnie ciche dni, ale nie jestem przekonana, czy to ja powinnam zawsze pierwsza wyciągać rękę. Jest dobrym, kochającym ojcem, uwielbianym przez nasze dziecko, ale bardzo źle znosi nieposłuszeństwo, denerwuje się i krzyczy, a mi się jeszcze dostaje za to, że rzekomo za dużo pozwalam. Uważam, że jest niesprawiedliwy i nigdy nie pogodzę się z tym, żeby ktokolwiek podnosił głos na mnie albo moje dzieci.

Dodam, że proponowałam mu wspólną wizytę u psychologa, ale on się na to nie zgadza. Proszę o radę, jak postępować z człowiekiem, którego kocham, a który mnie rani. Czasem myślę, że sama sobie na to zasłużyłam, bo jestem dla niego za dobra.
    • tully.makker Re: ja w ciąży, a on... 14.07.10, 16:21
      Czasem myślę, że sama sobie na to zasłużyłam, bo jestem dla niego za dobr
      > a.

      No i masz racje. Zamiast robic mu listy rZeczy do zalatwienia, pozwol mu samemu
      decydowac o sobie, a zamiast przejmowac obowiazki, ktore on mial wykonywac
      zgodnie z wasza umowa.

      Dyskusje o tym, kto co i kto wiecej robi zdarzaja sie w kazdym zwiazku, a cecha
      wiekszosci mezczyzn jest niedocenianie tego, co robi kobieta, a przecenianie
      tego, co sami robia. Przerabiam to ze swoim partnerem co kilka dni - iedy on
      robi sniadanie, to jest wielkie osiagniecie, kiedy ja robie, to nic waznego. i
      tak dalej.
      Mysle, ze nie warto sie w takie klotnie angazowac emocjonalnie.
      • kochamkotyijuz Re: ja w ciąży, a on... 14.07.10, 16:38
        Skoro miazdzaco inteligentnemu kolesiowi wypisujesz na karteczce ,ze
        ma isc do detysty to sie nie dziw ,ze dostaje spazmy.Przeceiz jak go
        bedzie bolal zab to pojdzie sam.Jestes jego opiekunka czy
        partnerka???
        Wlasciwie to ja nie wiem gdzie tkwi problem.Co wywnioskowalam to
        jedynie fakt ,ze trafil ci sie taki super gostek, ze ho ho,no a ,ze
        czasem sie poklocicie badz poroznicie co do wychowywania dziecka to
        naprawde nie tragedia.Chyba ci hormny buzuja i wymyslasz albo dzieje
        sie cos naprawde wielkiego o czym tu nie piszesz.
        J
      • panpaniscus Re: ja w ciąży, a on... 14.07.10, 22:48
        > cecha
        > wiekszosci mezczyzn jest niedocenianie tego, co robi kobieta, a przecenianie
        > tego, co sami robia.

        Cechą ludzi w ogóle. Jeśli spytać się członków grupy ludzi, jaki % wykonanej
        pracy przypisują sobie, to po zsumowaniu tych części od wszystkich wychodzi
        grubo powyżej 100% - tak wychodzi w badaniach.

        Swoją drogą nie widziałabym nic dziwnego w tym, że jeśli żona jest w ciąży, ma
        pewne ogranicznia, źle się czuje itp., to mąż wykonuje 70% obowiązków. W moim
        małżeństwie tak to funkcjonuje. Tak samo jak nie domagam się od chorego męża,
        żeby robił swoją działkę - te 50% (jeśli się tak dzielić) to powinna być średnia
        wieloletnia, z uwzględnieniem sił i możliwości obu stron.

        Rozumiem twoje posunięcie w postaci napisania karteczki - ale karteczka od
        Ciebie nie ma nawet 1/3 istotności, co karteczka zrobiona samemu, poza tym
        niedobrze ustawia relacje. Czy on nie jest dorosły i samodzielny, nie umie sobie
        sam organizować czasu? Ja bym się wściekła na widok takiej karteczki dla mnie.
        I bez sensu jest wykonywanie cudzych obowiązków na wyrost (poza wyjątkowymi
        sytuacjami). Bo zdejmuje z drugiej strony odpowiedzialność i pokazuje, że twoich
        Ci za mało.
    • rumpa Re: ja w ciąży, a on... 14.07.10, 16:31
      Jest dobrym, kochającym ojcem, uwielbianym przez nasze dziecko, ale
      bardzo źle znosi nieposłuszeństwo, denerwuje się i krzyczy,


      to na czym polega to bycie dobrym ojcem?
      bo jak dla mnie to sobie zaprzeczyłaś
      nie jest trudno być dobrym ojcem dla posłusznej marionetki albo gdy
      się dobrze bawimy w to co się staremu podoba
      jak dla mnie to to czy sie jest dobrym ojcem czy matką wychodzi
      właśnie w chwilach gdy dziecko jest nieposłuszne, okazuje własną wolę
      która niepodoba się rodzicowi - to jest pole do popisu, a nie
      giglanie nad słodziutkiem
    • doctor.no.1 Re: ja w ciąży, a on... 14.07.10, 16:51
      a mnie się najbardziej spodobało,że Ty oczekujesz od niego spraw
      wielkich i ważnych, a on ma do Ciebie pretensje o drobnostki i
      błahostki, na które nie zwracasz zupełnie uwagi :) :)

      Jeśli się kłócicie raz w miesiącu to zaledwie 12 kłótni w roku i 353
      dni sielanki :) Gratuluje i zazdroszcze
    • gonia_29 Re: ja w ciąży, a on... 14.07.10, 17:49
      To jest dorosły facet a Ty zachowujesz się w stosunku do niego jak karząca
      Matka/opiekunka i sekretarka. Trudno jeśli czegoś nie zrobi dla siebie dr,
      wyrobienie paszportu to zostanie z ręką w nocniku. Czyli jak zawali sprawę
      poniesie konsekwencje. Nie możesz żyć za niego/robić i myśleć inaczej miast
      partnera masz 3 dziecko, nie?
      Spodziewasz się, że prośba zostanie spełniona zabrzmiało jak słaby szef który
      oczekuje że pracownik na klaśnięcie będzie latał i robił. To jest człowiek.
      Odpuść sobie - ulży Ci.
      To przestań codziennie robić pranie, latać ze ścierką - jak będzie trzeba on tez
      może to robić. Sama pewnie codziennie tak zapitalałaś przed ciążą to czego
      oczekujesz? Na dodatek ciągle coś Ci nie pasuje kto by to wyrobił? A licytacja
      kto co zrobił lepiej jest dobra w zuchach a nie w układzie teoretycznie
      partnerskim Twój taki nie jest bo sama nie potrafisz być partnerką!
    • paul_ina Re: ja w ciąży, a on... 15.07.10, 10:51
      Rozczulasz się nad sobą - pewnie hormony ciążowe. Wiem co piszę, bo
      mam w domu takiego samego typa: "mega niezależny i miażdżąco
      inteligentny" - paralotniarz, motocyklista i prezes w jednym. Moja
      recepta? Też być niezależną, ale dawać z siebie wszystko,
      jednocześnie wszystkiego żądać.
      A jeśli czasem zdarzy mu się potknięcie, typu zrobi coś później czy
      w ogóle nie zrobi, to nie wisieć nad nim jak pani wychowawczyni i
      nie zęgrzyć nad głową. Ja też mam prawo do potknięć.

      Kocha Cię, ale się nad Tobą nie rozczula ani nie przedmuchuje pyłków
      z Twojej drogi. Ten typ tak ma.
    • mala.czarnaa Re: ja w ciąży, a on... 15.07.10, 14:06
      a po cholere tak mu odpuszczasz? Tobie się nie należy
      odrobina "oddechu" przed urodzeniem drugiego dziecka tylko mężowi?
      Kiedy od mężczyzny się nie wymaga, paradoksalnie czuje się on
      niepotrzebny.

      Kobiety same rozpieszczają facetów a potem biadolą, że mężowie są
      tacy niedobrzy!
    • kravdra Re: ja w ciąży, a on... 16.07.10, 14:12
      Odpowiem zbiorczo:

      Skoro miazdzaco inteligentnemu kolesiowi wypisujesz na karteczce ,ze
      ma isc do detysty to sie nie dziw ,ze dostaje spazmy.Przeceiz jak go
      bedzie bolal zab to pojdzie sam.Jestes jego opiekunka czy
      partnerka???


      No właśnie, pójdzie jak go będzie bolał ząb, a z tego co wiem, to warto chodzić częściej właśnie po to, żeby nie bolał. Poza tym, skoro on nie pamięta, że czas już wyrzucić starą szczoteczkę, a ja, że już trzeba wymienić olej silnikowy, to dlaczego nie mielibyśmy nawzajem sobie pomóc?

      Rozumiem twoje posunięcie w postaci napisania karteczki - ale karteczka od
      Ciebie nie ma nawet 1/3 istotności, co karteczka zrobiona samemu, poza tym
      niedobrze ustawia relacje. Czy on nie jest dorosły i samodzielny, nie umie sobie
      sam organizować czasu? Ja bym się wściekła na widok takiej karteczki dla mnie.

      On w pracy zajmuje się między innymi planowaniem i rozdzielaniem zadań i nie ma ochoty robić tego jeszcze w domu; tak mi odpowiedział kiedyś, gdy zaproponowałam mu, żeby to on wybrał choć raz gdzie wyjedziemy na wakacje. Z kolei moja praca ma zupełnie inny charakter, a planowanie i układanie list nie jest może moim hobby, ale pomaga mi samej w ogarnięciu wszystkich spraw, które w końcu i tak musiałabym załatwić.

      Trudno jeśli czegoś nie zrobi dla siebie dr, wyrobienie paszportu to zostanie z ręką w nocniku. Czyli jak zawali sprawę poniesie konsekwencje. Nie możesz żyć za niego/robić i myśleć inaczej miast partnera masz 3 dziecko, nie?

      Gorzej, jeśli te konsekwencje poniesiemy wszyscy. Nie wyrobi paszportu – będziemy musieli zmienić plany wakacyjne, rozboli go ząb – będzie musiał spędzić więcej czasu u dentysty, a w tym czasie ja będę sama zajmować się dzieckiem i domem

      I bez sensu jest wykonywanie cudzych obowiązków na wyrost (poza wyjątkowymi
      sytuacjami). Bo zdejmuje z drugiej strony odpowiedzialność i pokazuje, że twoich
      Ci za mało.

      A ja myślę, że na tym polega okazywanie sobie miłości i troski. Wiem, że jest w danym momencie bardziej zmęczony niż ja, więc mu pomogę. Tylko, że chciałabym dostawać to samo od niego, kiedy ja gorzej się czuje. Niestety, miażdżąca inteligencja nie zawsze idzie w parze z powalającą empatią i niecodzienną troskliwością…

      jak dla mnie to to czy sie jest dobrym ojcem czy matką wychodzi
      właśnie w chwilach gdy dziecko jest nieposłuszne, okazuje własną wolę
      która niepodoba się rodzicowi - to jest pole do popisu, a nie
      giglanie nad słodziutkiem


      Bycie dobrym ojcem polega na tym, żeby kochać swoje dziecko i mu to okazywać. On bardziej przejmuje się jego zdrowiem, ja często bagatelizuję różne objawy; on często zauważa i trafnie interpretuje różne jego zachowania, na które ja nie zwróciłam uwagi, wymyśla zabawy, itp., nie wstydzi się powiedzieć dziecku „kocham cię”. To nie tak, że zawsze krzyczy, gdy jest nieposłuszne, ale często puszczają mu nerwy. Chyba każdemu rodzicowi zdarza się podnieść głos na dziecko, mi też, tylko u niego dzieje się to – w mojej ocenie – zbyt często, szczególnie kiedy jest zmęczony. Różnimy się głównie w podejściu do kwestii posłuszeństwa. Ja uważam, że wychowuję swoje dzieci przede wszystkim do samodzielności i niezależności, więc ewentualne nieposłuszeństwo nie obraża mnie jako rodzica. On odbiera je raczej jako osobisty atak na swój autorytet.

      a mnie się najbardziej spodobało,że Ty oczekujesz od niego spraw
      wielkich i ważnych, a on ma do Ciebie pretensje o drobnostki i
      błahostki, na które nie zwracasz zupełnie uwagi :) :)


      Bo tak to wygląda :)) Facet potrafi się obrazić za to, że wykipiała woda z garnka, a ja natychmiast nie rzucam się ze ścierką, albo za to, że zamknęłam w zamyśleniu drzwi, które miały być otwarte. Co jakiś czas znajduje w moim zachowaniu kolejny drobiazg, o który można się pokłócić.

      Jeśli się kłócicie raz w miesiącu to zaledwie 12 kłótni w roku i 353
      dni sielanki :) Gratuluje i zazdroszcze


      Dla mnie sytuacja, w której 12 razy w roku płaczę i mam ochotę go udusić to nie sielanka.

      Spodziewasz się, że prośba zostanie spełniona zabrzmiało jak słaby szef który
      oczekuje że pracownik na klaśnięcie będzie latał i robił. To jest człowiek.


      Chyba jestem słabym szefem, ale nie jestem też potulną owcą. Nie lubię rządzić w związku, raz to przerabiałam, ale też nie pozwolę się zdominować. Jeśli od kilku miesięcy proszę go, żeby zrobił coś, co nie jest może krytyczne, ale ważne dla mnie, a on ciągle nie ma czasu, to mam prawo być sfrustrowana. Według mnie bycie razem polega też na tym, że czasem robimy coś tylko dlatego, że partner o to prosi i nie obrażamy się o to. Zwłaszcza kiedy partner jest w ciąży i sam pewnych rzeczy zrobić nie może :)) Jak już pisałam, wolę być niezależna i proszę tylko wtedy kiedy muszę, naprawdę niewiele jest tych „klaśnięć”.

      A jeśli czasem zdarzy mu się potknięcie, typu zrobi coś później czy
      w ogóle nie zrobi, to nie wisieć nad nim jak pani wychowawczyni i
      nie zęgrzyć nad głową. Ja też mam prawo do potknięć.


      Jedziemy samochodem. Jeśli on prowadzi i zrobi coś głupiego, złości się głośno sam na siebie, a ja mówię „ok., kochanie, trudno, stało się, następnym razem uważaj”. Kiedy ja prowadzę, bardziej niż jazda stresują mnie jego karcące, acz spokojne uwagi i fakt, że ogląda się kiedy zmieniam pas…

      a po cholere tak mu odpuszczasz? Tobie się nie należy
      odrobina "oddechu" przed urodzeniem drugiego dziecka tylko mężowi?
      Kiedy od mężczyzny się nie wymaga, paradoksalnie czuje się on
      niepotrzebny.


      W ciąży nie wolno pracować przy komputerze dłużej niż 4h dzienne, więc po południu kiedy on jest w pracy a dziecko w przedszkolu, ja mam czas dla siebie. Wieczorem on wraca wyraźnie zmęczony, więc chcę dać mu trochę tego „oddechu” Także we własnym interesie.

      Moja recepta? Też być niezależną, ale dawać z siebie wszystko,
      jednocześnie wszystkiego żądać.


      Chyba trafiłaś w sedno. Daję z siebie bardzo dużo. Myślę, że cały problem tak naprawdę sprowadza się do tego, że nie wiem jak nakłonić go do wzajemności, tej nieszczęsnej troskliwości, której najbardziej mi u niego brak. Nie wierzę, że 30-letni facet się jeszcze zmieni. Niby „widziały gały co brały”, ale w sytuacjach takich jak opisałam bywa mi bardzo ciężko.
      • serendepity Re: ja w ciąży, a on... 16.07.10, 15:41
        > Jedziemy samochodem. Jeśli on prowadzi i zrobi coś głupiego, złości się głośno
        > sam na siebie, a ja mówię „ok., kochanie, trudno, stało się, następnym ra
        > zem uważaj”. Kiedy ja prowadzę, bardziej niż jazda stresują mnie jego kar
        > cące, acz spokojne uwagi i fakt, że ogląda się kiedy zmieniam pas…

        Brzmi jakby Ci nie ufal i terroryzowal Cie. Ja bym go zignorowala w tym
        przypadku. A jak by pyskowal to wysadzila.

        Sczerze mowiac nie wiem jakbys mogla na niego wplynac, bo wydaje sie bardzo
        silna jednostka.
      • bicicletta Re: ja w ciąży, a on... 17.07.10, 10:44
        Przypominać dorosłemu facetowi o wymianie szczoteczki???!!!! Tragedia... A może zamiast wszystko na gotowo podsuwać na karteczkach, notować sobie na nich np termin wymiany oleju?
        Problem według mnie jest nie w facecie, który dzięki Tobie ma wygodne życie i jak widać z Twoich przykładów nie ma zamiaru z niego rezygnować (co w sumie nie jest dziwne, bo kto by chciał dobrowolnie zrezygnować), ale w Tobie, Twoim podejściu do partnerstwa i Twojej chęci ciągłego pomagania i wyręczania we wszystkim.
        Jednym słowem, jak sobie pościeliłaś, tak się wysypiasz; jak sobie męża "wychowałaś" z takim teraz żyj.
    • doctor.no.1 Re: ja w ciąży, a on... 16.07.10, 15:53
      Ot, życie :)
      dwie dość silne i niezależne osobowości i tyle

      A 12 kłótni w roku to na prawdę malutko, a że masz wówczas emocje i
      to silne... hmmm... dobry i rozwojowy związek bez starć nie istnieje
      • verdana Re: ja w ciąży, a on... 17.07.10, 11:40
        Hm, traktujesz faceta jak dziecko. Jesteś mamusia, która mowi
        synkowi, ze o ząbki trzeba dbać, bo mamusia wie lepiej, ze bedą
        bolały.
        Ja mu się nie dziwię, bo to, co mu oferujesz to nie jest 'pomoc" -
        to rodzicielskie nadzorowanie i oczekiwania takze takie, jak w
        stosunku do dziecka. Ty mówisz, co dziecko ma zrobić, dziecko
        powinno rozumieć, zę to dla jego dobra przecież i zriobić bez
        szemrania. A jak szemrze, no to trzeba go pouczyc, zę sam o siebie
        nie zadba i jak cos źle zrobi, to mamusi będzie przykro, albo
        mamusia będzie musiała zrobić za niego.
        Facet reaguje adekwatnie do sytuacji - jak zbuntowany nastolatek.
        Cóż, ja bym zareagowała tka samio, gdyby mąz wreczył mi karteckę z
        zestawem zadań - cytologia, pojście do ZUS-u (fakt, już rok temu
        powinnam tam być),, kupienie nowego grzebienia. I oczekiwał, ze mu
        podziekuje za to, ze o mnie dba. Bo jerstem dorosla i sama wiem, co
        zrobić, a jak czegos nie robię - to takze jestem dorosła i nie
        potrzebuje nadzoru.
        • mruwa9 verdana 18.07.10, 00:10
          nic dodac, nic ujac. Podpisuje sie obiema rekami.
Pełna wersja