samotna_zona7
24.07.10, 21:50
witam serdecznie.
Zaczne od tego ze mam meza (od 5 lat znamy sie 8 ) mamy synka ktory
ma 4 latka...
z mezem zamieszkalismy 6 lat temu, to nasz taki pierwszy zwiazek na
powaznie... myslelismy o dziecku, planowalismy i udalo sie zajsc w
ciaze i urodzic synka. moj maz jest dobrym ojcem, od narodzin malego
uczestniczyl w spacerach,kapielach,itd.
ale (zaczyna sie) kilka razy wypomnial mi ze to ja bardziej chcialam
dziecka niz on, ze go zmusilam, po czym przepraszal itd.
ja nie pracowalam bo najpierw ciaza, pozniej dziecko chorowalo w
przedzkolu itd. maz sam utrzymywal dom, ale tez dlatego nigdy nie
mowil mi o finansach ile mamy rachunkow itd. szedl kupowac co chial
na jedzenie "dostawalam" co tydzien i musialam sie martwic o
jedzenie dla nas,dziecka itd.niedawno dowiedzialam sie ze mamy
bardzo duzo dlugu w banku (moj maz nic mi nie mowil bo skoro ja nie
pracuje nie musze sie interesowac) i od tego czasu zaczely sie
problemy,teraz juz pracuje, zarabiam wiecej od meza ok bywa w zyciu.
pytam m. czy mysli z czego odda dlugi (ostatnio podoba mu sie ze ja
zarabiam wiecej, sam tylko potrafi narzekac ze nie ma pracy) a on
mowi "ze ty oddasz ze swoich" no ok moge oddac w koncu to maz, ale
przykro mi ze ja musze placic za jego glupote....
do tego od 2 lat naszym jedynym tematem sa finanse... jak mowie cos
chodzmy gdzies czy cos (jestesmy mlodzi) a on mowi "nie chce mi
sie,nie mamy o czym gadac,nudy" itd. mnie sie juz odechciewa tego
ciagnac za meza... bo dlaczego on ma prawo sie polozyc kiedy ma zly
dzien i nic nie robic a ja musze udawac przed dzieckiem ze jest ok.
i tatusia boli glowa,, moj maz jest wzorowym facetem "na pokaz"
kazdy mowi ze jest fajny rozrywkowy. tylko kiedy przychodzi weekend
jemu sie wszystkiego odechciewa bo nie ma pieniedzy... dzis mi
zapowiedzil ze bedzie taki jeszcze przez 3 lata bo do tego czasu ma
kredyt...
moj m nie potrafi panowac nad agresja , kiedys wyprowadzilam (nie
wiem czym) go z rownowagi i "wygonil" mnie za dzwi domu
mowiac "wypier.." dodam ze dziecko bylo przy tym na mojej nodze
synek siedzial i akurat sie smial bo myslal ze to taka zabawa..
szybko nie wybaczylam tego mezowi mam wrazenie ze jeszcze mu nie
wybaczylam zle mi strasznie.. najgorsze jest to ze on mowi ze chce
sie zmienic ze pojdzie na terapie itd. a ja sie boje ze juz za pozno
bo nie raz mi powiedzial "nie placisz rachunkow., nie podoba ci sie
cos to wypier..." kiedy juz dziecko bylo itd. maz mowi ze mam mu
napisac "liste zmian co ma w sobie zmienic" ale tak sie zastanawiam
i nie wiem od czego zaczac bo wychodzi na to ze wszystko musi
zmienic od tego ze jest gburowaty poprzez brak szacunku do mnie..
co wy sadzicie o tym wszystkim ?