zależność finansowa-czy u WAs ??

30.07.10, 16:52
Czytam to forum i włos mi się jeży na głowie...
Ja tez mam potwora(mieszka pode mną), ale mamy osobne wejście, ogródek, przede
wszystkim LICZNIKI i w żaden sposób nie jesteśmy związani finansowo-mało tego,
czasem mój potulny mąz pożycza teściowi pieniądze(na szczęście zawsze oddawane
:) ).
Ale czytam to forum i czytam i widzę, że mnóstwo z Was jest w jakiś sposób
zaleznych finansowo od tych podłych i wrednych ludzi, ...
Napiszcie, czy Wy oczekujecie pomocy w życiu dorosłym od teściów czy rodziców ??
Czy czujecie, że oni mają obowiązek Wam pomagać, łożyć np na remont, sprzęty,
dziecko, leki , ubrania, jedzenie itp ??
Oczywiście-jeśli mieszkacie i prowadzicie wspólny budżet, albo i nie tylko,
jeśli np nie pracujecie i opiekujecie się dziećmi, a facet powiedzmy , mało
zarabia ...
Bardzo mnie to ciekawi tez z drugiego powodu ...
Otóż, moi rodzice nigdy nam nie pomagali, zawsze mówili, że mamy sobie radzić
sami(studia, utrzymanie na studiach, nigdy np nie zgodzili się na żyrowanie
kredytu-gdy ich prosiliśmy)-natomiast oni są tymi niby lepszymi teściami, a z
drugiej strony te podłe potwory mieszkające pod nami owszem, zawsze były
pomocne, choć nigdy nikt ich o nic nie prosił, natomiast gdy mieli to dawali ,
a nawet jak nie mieli, tez dawali, do tej pory np dają mojemu Synkowi mnóstwo
pieniędzy-jego konto czasem jest czasem bardziej pełne niż moje :P ... a mimo
tego są podli ...
Nie rozumiem tej ambiwalencji ...
ja niczego nie oczekuję ale nie wyobrażam sobie zależnosci finansowej od
teściów ,,,,, nigdy ...
Napiszcie, jak jest u Was, co byście zmieniły, co jest i jak było ??
    • czubata Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 30.07.10, 21:42
      Finansowo nie byliśmy uzależnieni,i też nigdy nie oczekiwaliśmy od nich pomocy.Przeważnie było na odwrót,to tesciowie oczekiwali pomocy finansowej,i tak zresztą jest po dziś dzień,że pożyczają od nas pieniądze,nie ma w tym nic złego uważam,ale czasami zdarza się że tesciowa zapada na amnezję i albo twierdzi że nie pożyczała,albo zaniża sumę jaką ma oddać.Niemniej oddaje,z ciężkim sercem ale zawsze.
      Nie wiem jak być powinno,uważam że pomaga ten co może pomóc.Jeżeli możemy to pomagamy.Pomogliśmy i tak dużo,bo wszystko to w co zainwestowaliśmy mieszkając u nich,zostało dla nich.
      Teściowie uważają że sie zle żądzimy,bo z tymi pieniędzmi co zarabia mąż,ile to by można zdziałać.Siedzimy na wynajętym,dwoje dzieci,obecnie pracuje tylko mąż.A moim teściowie pracują oboje,nie mają nikogo na utrzymaniu,nie płacą rachunków oprócz prądu i nie starcza im,pieniądze im się rozchodzą po trzech dniach od wypłaty.Fenomen zadziwiający,aczkolwiek prawdziwy.Pojąć jest trudno ale nie umiemy im odmówić pomocy.Podobnie zresztą jest z moim tatą,samotny,ma emeryturę,za mieszkanie komunalne płaci grosze ze względu na wiek,rachunki za prąd ma w granicach kilkunastu złotych,leków żadnych nie kupuje bo jest zdrowy i również przychodzi po pożyczki.Ponadto cała trójka naszych rodziców zaciąga długi,nie spłacane kredyty,i firmy windykacyjne na karku,a inwestycji z zapożyczonych pieniędzy nie ma,żadnych sprzętów domowych czy remontów.
      Tesciowa już od kilku lat bierze pożyczki remontówki w pracy na wymianę dachu,a dach jak przeciekał tak przecieka dalej.Niemniej to my się rządzić nie umiemy,takie jest zdanie całej trójki rodziców naszych.
      Nie sposób jednak nie pomóc,bo to jednak rodzice.
    • frog.1 Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 02.08.10, 08:00
      Zero kasy i pomocy od teściowej,NIGDY!!!!I dobrze bo pewnie musiałabym być
      wdzięczna i tą wdzięczność okazywać na każdym kroku.Niestety,teściowa twierdziła
      że wzięła pożyczkę na nasze wesele i przez nas głodem przymierała:(Ale to już
      inna bajka.Obecnie mieszkamy z moją mamą i jest normalnie.Dzielimy się
      opłatami.Mąż zarabia na tyle dobrze że nie musimy pożyczać.Mama wzięła kredyt na
      nasze auto ze względu na korzystne warunki i niski procent.My nie mieliśmy
      takiej możliwości.Kredyt jest na mamę ale my go spłacamy.Wiem że moja mama nigdy
      nas nie oszuka,nie wyrzuci nas z domu np.po wyremontowaniu tego domu,bo
      zwyczajnie nie należy do tego typu ludzi.Ufamy mojej mamie.
      • pluzek Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 02.08.10, 09:20
        Podpisuję się pod tym obiema rękami!!!!! ZERO KASY!!!! ja nie
        okazuję wdzięczności tak jak mamunia by chciała i z tego powodu są
        problemy...Szczytem wszystkiego było jak powiedziała że kupiła nam
        mieszkanie!!! faktem jest że większość kasy pożyczyli moi rodzice i
        oddawali też oni, teściowa powiedziała że nikt nam nie pożyczy bo
        ludzie nie mają, po czym wysupłali 2500 zł z zastrzeżeniem że do
        zwrotu!!!! Dopiero jak się dowiedzieli ile moi rodzice spłacają,
        wspaniałomyślnie nie kazali oddawać!!! ale do tej pory trzeba ich
        całować po d....za pomoc!!! dlatego NIC NIE CHCĘ OD NICH!!!!!
        • frog.1 Skłamałam... 02.08.10, 10:49
          ...bo z głowy mi wyleciało.Kiedy zamieszkałam z moim-jeszcze wtedy nie mężem,moja mama na nową drogę życia kupiła nam pralkę.Gdy teściowa o tym się dowiedziała,dala nam kasę na lodówkę.Pamiętam że rzuciła te pieniądze na stół z tekstem:macie.Podejrzewam że nie dała tej kasy bo chciała nam zrobić przyjemność,a jedynie żeby nie być gorszą od mojej mamy.To był ten jedyny raz gdy dostaliśmy tak konkretny "prezent" od teściowej.A swoją drogą to zastanawiam się dlaczego teściowe tak chętnie przypisują sobie zasługi które nie są ich udziałem.Dlaczego tak bezczelnie kłamią że spłacają wesele czy kupiły mieszkanie.Po co taki cyrk?
    • pelna_pytan123 Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 02.08.10, 11:47
      Nam teściowie nigdy nic nie dali a wszystko tłumaczą to tym, że
      działka nie jest zapisana na męża. Kiedyś jak nawet mąż spytał się
      czy by nie pożyczyli 100 zł (bo akurat było nam pilnie potrzebne a
      nie nieliśmy możliwości wypłacić) padł tekst, że oni nie będą nam
      pomagali bo ... ziemia jest tylko moja:). Mąż obiecywał, że rano
      zaraz im odda :) nie podziałało. Ale to już inna historia.

      Moi rodzice i rodzeństwo dali nam kilka rzeczy, kasę pożyczają itp.
      i nie mówią, że coś jest tylko męża.
      Także wszystko zależy od człowieka i jego podejścia do innych osób.


      Jeszcze by skłamała teściowie kiedyś chcieli zapłacić za prywatną
      wizytę lekarza u męża jak był chory. Ale podziękowaliśmy.
    • zezloszczona Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 02.08.10, 14:43
      Moja zrobiła mi awanturę w sobotę bo powiedziałam, że mąż więcej
      pomaga u tesciów niż w domu...np. gdy trzeba chociażby odstawić
      meble cieżkie czy śrubkę przykręcić...albo nawet jajka ubić do
      ciasta na święta...zawsze jest tam...bo to drzewa nie ma komu na
      zimę...bo mamusia nie ma czym z pracy wrócić i mąz jeździ 2 razy w
      tygodniu odwieźć. Mamy tam ogródek, folie (na ziemi teściów) i sobie
      tam mamy warzywka więc mąz czasem jeździ jak twierdzi podlewać czy
      do po jakiś sprzęt do gazrażu )który był postawiony gdy tam
      mieszkaliśmy. Było kilka awantur ja + mąż bo stwierdziłam, ze od
      kiedy się przeprowadziliśmy nie było ani jednej soboty, kiedy byłby
      w domu. Jest tam...nie na cały dzień ale np. do 16, 17. Na tygodniu
      jest min.3 razy ...a to po pomidory...a to samochód na kanał
      wziąć....codzinnie nowy pomysł. Niech jedzie...ja mu nie zabraniam
      kontaktów z rodzicami...ale czy do groma nie można tych rzeczy
      zrobić 1 dnia, no w dwa dni a nie jeździć codziennie za
      duperelą? ...zwłaszcza, że paliwo kosztuje? i przecież żonę w domu,
      która czeka. Zawsze po mnie przyjeżdża po pracy. Kilka razy było
      tak, że gdy wrcalaliśmy oznajmiał: "jadę na chwile do X po coś
      tam" Pytam o której wróci to On nie wie. a najgorsze, że bywa
      przecież tam niemal codzienie. Nawet nie zapyta, czy nie mam jakiś
      planów z nim związanych. była kłotnia...zmieniło się... Niby jest
      lepiej...jeździ jak naprawdę trzeba ...no ale fakt faktem w każdą
      sobotę i jakiś dzień, dwa w tygodniu.
      No ale miało byc o teściowej.
      Wprowadzając się do naszego mieszkanka chcieliśmy kupić panele i
      inne rzeczy...teściowa miała zapłacić swoją karta a mu mieliśmy tą
      kasę oddać. Nie dość, że nie dała nam się spokojnie zastanowić nad
      wyborem to jeszcze komentowała" to brzydkie" "to ładne"...w sklepie
      dowiedziałam sie dopiero, ze Ona nam zasponsoruje te panele i kilka
      innych rzeczy. Nie powiedziałam nic bo się zdenerwowałam...ale
      męzowi powiedziałam za chwilę za nie tak miało być. Nie chciałam
      wyjść na niewdzięczną i podziękowałam.
      U nas jest taki problem, że maż jest nieco zachłanny i jak jest
      okazja to bierze jak dają. Ja mam troche inny charakter i wolę sama
      zadbac o niektóre sprawy. Nie powiem...po kupnie mieszkania troche
      się nasz budżet zmniejszył więc nie planowałam żadnych wydatków.
      Moi rodzice dali nam kilka tysięcy na "start" do mieszkania, na co
      tam chcemy. Teściowa się dowiedziała i od razu powiedziała, ze nam
      kupi kanapę czy pralkę. Nikt jej nie kazał czuć się w obowiązku
      dawania bo akurat moi rodzice nam coś dali.
      Mąż kiedys powiedział, zeby moim rodzicom nie mówić, ze jest nam
      ciężko. Nie mówiłam. Potem niestety mocno zachorowałam i pieniądze
      szły na leczenie. Pracować pracowałam i studiowałam ale kiepsko było
      z funduszami.
      Mąż nie raz powiedział, że spóżniamy się z rachunkiem i że pozyczy
      od mamy. Jechał (bo i tak jeździł) i pożyczał. Ile, do kiedy- nie
      wiem. Nie raz wspominał, że tyle i wtedy odda mamie więc myślałam,
      ze tak jest. Ja płacę czynsz, ratę za moją pensję a mąz rachunki,
      paliwo + życie. W sklepie on płacić i pamiętał o rachunkach. I teraz
      naprawdę żałuję.
      • zezloszczona Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 02.08.10, 15:31
        Żałuję bo gdybym ja zarządzała pieniędzmi to bym przynjamniej
        wiedziała ile jest, ile brakuje itp. Maż nauczył się że jego mama
        może pozyczyć więc tak było mu łatwiej. Czasem nawet przy mnie
        żartował do teśćiwoej, że dałaby z 2 stówki. Głupio tak moim zdaniem
        więc go upominałam. Śmieli się, że to żarty. Teściowa dawała nam
        często co miała, herbatę, kawę, środki czystości....ale ja naprawdę
        nie dopominałam się tego. Mąż przyjeżdżał do domu z zakupami i nie
        mówił, ze to ze sklepu a to od mamy. Nie raz się dziwiłam, że jest
        np. proszek bo myślałam, ze się skończył. NIGDY nie powiedziałam
        mu: "jeźdź do mamy przywieź kawę" czy co innego. Nie chce nikogo
        oskarżać czy obwiniać ale większość z tych rzeczy przynosi z
        pracy...może nie wszystko ale dużo...dlatego nie bardzo mi się ta
        pomoc podobała. To nie mój grzech i nie moja sprawa. Nie wyciągałam
        łap po te rzeczy jak to w sobotę stwierdziła teściowa :(
        Z resztą mówiłam mężowi żeby nie przywoził bo wolę kupić inny
        proszek czy kawę zamiast pić tej, której nie lubie. Mówił: "jeszcze
        Ci żle jak masz za darmo"? A czy ja mówiłam, ze źle? Czy wyrzucałam?
        Nie. Po prostu wole biedniej ale po swojemu. Tylko mąż własnie lubi
        pieniążki i każdy grosz się liczy...więc co mu dają to bierze.
        Może i jestem głupia ale pamiętam że nigdy nie chciałam brac
        pieniędzy od babci, bo wiedziałam, że sama nie ma. Strasznie się
        wstydziłam jak już mi wmusili.
        W sobotę chciałam się tylko wyżalić, że większość czasu spędzam sama
        w domu bo on jest tu..a teściowa tak: "ale jak Ci pełny koszyczek
        przynosi to się cieszysz"?!!!!
        Mają swoje gospodarstwo..świnie, kury, ogród, pola. Dają swoim
        dzieciom po połowie jak zabijają. Nigdy nie twierdziłam, ze mi się
        to należy. Nigdy nie jeździłam tam po to by coś przywieźć,
        zwłaszcza, że niespecjalnie lubiłam tam jeździć. JEszcze nie raz
        mówiłam, jak teściowa mówiła, weź se jajek czy mięso, że nie mam
        miejsca w samochodzie jak miałam np. dywany do wniesienia, czy nie
        jadę prosto do domu i może się zepsuć. Gdybym była zachłanna to bym
        brała ale nie jestem i zawsze sie wkurzałam na takie wmuszanie.
        Boli mnie taka niesprawiedliwość.
        Dają mieśco to dają , nie daliby to nie...może i byłoby lepiej bo
        nie musiałabym słuchać, że wyjadajcie bo nastepna będzie. Jak tam
        mieszkałam to u teściów był taki bałagan, że szkalnki często myłam w
        łazience, w umywalce. Kuchenna wiecznie zajęta a jak nie zajęta to
        tyle stoi garów, ze nie dało się nic zrobić. Uprzedzając pytanie:
        Myłam te ich naczynia, na początku non stop..sprzątałam non stop ale
        dałam sobie spokój bo zaraz było to samo. Jaki sens ma mycie podłogi
        na błysk jak leżą na niej stare brudne reklamówki, główka kapusty,
        siaty z zakupami, wytłaczanki, torebka (no dosłownie wszystko)nie da
        sie przejśc czy szafki otworzyć.Więc własnie tak było, że nie miałam
        gzie zrobić jeść a teściowa w każdą niedzielę chcąc miec kuchnie dla
        siebie mówiła że ona ugotuje i zjemy razem...po tym wszystkim
        potrafiła powiedzieć, że miesa nie wyjadamy albo, że na kanapkach
        się wykończymy, na suchym.
    • jafryzjerka Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 02.08.10, 15:52
      my zarabiamy sami na siebie i bardzo sie z tego ciesze chociaz teraz
      kiedy remontujemy mieszkanie w co juz wlozylismy jakies 35tys od
      czasu wesela (nie minal jeszcze rok) jesli nie mamy pieniedzy to
      poprostu nie kupujemy maz wiele razy potrzebowal pozyczyc ale wtedy
      nie szedl do swojej rodziny tylko do mojej siostry bo jego matka
      odrazu zastrzegla ze oni nam finansowo nie pomoga bo nie maja
      chociaz tak naprawde maja kiedys moj maz pojechal do domu i
      praktycznie jechal na oparach paliwa bo nie mielismy wtedy pieniedzy
      i nie docieraly do niego argumenty ze pojedzie innym razem bo
      przeciez mamusia by sie obrazila na koniec wizyty poszedl do siostry
      i zaytal czy pozyczy mu 20zl a ona do niego a kiedy mi oddasz? sama
      nie pracuje a jej maz siedzial jeszcze wtdy za granica ona wydawala
      600zl za telefon bo ma widzimisie wyslac sobie sms na jakas zoofilie
      lub gole baby co dla m,nioznacza ze powinna byc leczona
      psychiatrycznie a do niego o 20zl tak jakby pozyczal 200 ...
      jego rodzice nam nic nie pomagaja i chwala im za to bo nie lubie jak
      ktos cos z laska robi w sumie to na zyciowy start dostal poduszke i
      koldre wiertarke pusta butle po gazie 2razy tesc przyjechal pomoc
      jakies ochlapy do jedzenia (moje psy jedza lepiej) no i to chyba
      tyle od mojej mamy juz nie chce przyjmowac prezentow bo chyba
      najzwyczajniej w swiecie jest mu wstyd ze tyle dostajemy a on nic
      teraz mama zakupila nam lodowke i pralke meble do kuchni wprawdzie
      uzywane ale ciesze sie i z takich poniewaz mamy jeszcze duzo remontu
      i nie wystarczy nam pieniedzy wiec stwierdzilismy ze jesli jest
      okazja takie kupic tanio to bierzemy a maz sie ofuczyl ze sama
      podjelam decyzje ale teraz juz oczywiscie jest ok ze niby on nie ma
      pretensji ze takie czy owakie tylko ze mu nie powiedzialam ze
      wezmiemy te meble (to ja z reguly podejmuje decyzje bo jakbym miala
      liczyc na niego to chyba bym tylko liczyla ;) tak narzeka ze
      wszystko ja robie ze mu rozkazuje ale kiedy mnie nie ma to dzwoni i
      pyta co mam jeszcze zrobic misiu a jak to a jak tamto itp.)

      nie wiem jaki jest wasze zdanie na ten temat ale ja uwazam ze
      rodzice jesli moga to powinni pomoc swojemu dziecku na starcie bo w
      koncu to nie kukulki tylko dzieci i nie po to je wychowujemy zeby
      pozniej je porzucic oczywiscie w granicach rozsadku nie mowie tu o
      ladowaniu pieniedzy w dzieci marnotrawne czy nierozsadne ale jesli
      rodzice widza ze dziecko cos chce osiagnac w zyciu ale na poczatku
      nie ma mozliwosci dobrze rozwinac skrzydel to naprawde trzeba pomoc
      pozniej moze to odzice beda potrzebowac pomocy i kto im wtedy
      pomoze? to dziecko ktore zostawili na pastwe losu?
      nie rozumiem postepowania rodzicow np mojego m. przeciez oni o grobu
      ze soba tego nie zabiora wiec po co tak pazernie za zycia trzymac
      wszystko pod soba? pola dzieciom nie przepisza jesli te beda chcialy
      sprzedac ale sami tez juz nie chca uprawiac o splacie nie mam mowy
      bo jak powiedzieli jeszcze nie wiadomo czy ty nie bedziesz musial
      kogos splacac takjakby zyczyli mu niepowodzenia w zyciu
      on nigdy nie wzialby 2 razy za to samo pieniedzy moj maz
      najzwyczajniej w swiecie jest za uczciwy i mysli ze wszyscy ludzie
      dookola sa tacy

      tesciowa chciala zebysmy mieszkali u nich ale ja w zyciu bym sie nie
      zgodzila na to wiem czym to pachnie
      • czubata Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 02.08.10, 18:38
        Nie wiem jak wasi tesciowie,ale moim zafundowali wszystko ich rodzice,przepisali
        im działkę,pobudowali dom.A moja tesciowa chociaż dysponuje ziemią,to nie kwapi
        się przepisać żadnemu ze swoich czworga dzieci,w efekcie my na wynajętym,a
        reszta u swoich tesciów,gniotą się z dziećmi w jednym pokoju pomijając fakt że
        mają horror z własnymi tesciami.
        Tesciowie się chwalą że do czegoś doszli,tylko zapominają że to do czego rzekomo
        doszli zostało im dane w prezencie.Twierdzą że teraz są takie czasy że łatwiej
        jest do czegoś dojść niż kiedyś.Tak,jak wezmiesz kredyt do końca życia to
        owszem,zbudujesz dom.Kiedyś budowali bo mieli ziemię na której postawić,i którą
        sprzedać by mieć gotówkę na budowę.
        • jafryzjerka Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 03.08.10, 13:38
          a moze istnieje taka wlasnie zaleznosc ze ten co dostal cos za free
          to mysli ze tak kazdemu spada z nieba...

          u moich tesciow jest tak ze mieszkali w kawalerce w 6 osob ! ale
          tescia rodzice mieli siostre ktora nie miala dzieci i tesc jej
          pomagal i jest jej takim przyszywanym synem wiec z tej okazji jej
          dom stal sie ich domem a moja tesciowa slowem nie wspomni ze oni
          dostali za darmo cos co ludzie cale zycie wypracowywuja dobudowali
          troche domu do tego o juz byl no i wielkie mi halo pole tesc tez ma
          przeciez po swoich rodzicach lub tez po przyszywanej babci wiec
          takie to trudne skoro samemu sie dostalo za darmo przekazac to
          dzieciom? mi naprawde nie zalezy na ich pomocy ale co czuje moj m.
          kiedy widzi ile moi rodzice nam pomagaja a co dostaje on od swoich?
          on juz nie chce przyjmowac prezentow od mojej mamy oburza sie i mowi
          jeszcze nas stac na to chcociaz tak naprawde niekoniecznie mamy na
          to kase ale lepiej sie oburzyc na prezent no bo przeciez on z domu
          nic nie dostal...
          • zezloszczona Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 04.08.10, 08:21
            U moich teściów było tak, że też się dołączyli do domu rodziców
            tescia i nie raz narzekają (sami chcieli)...poza tym pokłócili się i
            nie odzywają się prawie całe życie do nich.. Gdybym poszła na
            łatwiznę to też bym się budowała bo proponowali żeby śmy dobudowali
            piętro u nich. Wolałam mieć swój własny dom i mieć spokój i czysto.
            BA! Tesciowa stwierdziła, że jestem zła bo nie kazałam mężowi iść do
            babci (matki teścia, ze którymi sa pokłóceni) kiedy dała nam 500 zł
            z okazji wesela .....a ja tą kobietę widziałam wtedy tylko raz...nie
            miałam nawet pojęcia czy tam wolno iść...bo przeciez ciągle
            słyszałam, ze są źli i nawet mój mąż nie chodził tam nigdy. Poza tym
            jesli już to On powinien zaproponować mi pójście tam..on jest
            wnukiem.
            • zezloszczona Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 04.08.10, 10:02
              W sumie dobrze, ze wyszło na jaw, że jest fałszywa....bo że w ogóle
              jest, to od dawna wiedziałam. Jak mozna ufac osobie, która zagląda
              Ci do siatek z zakupami gdy mysli, że nie widzisz? Jak mozna lubić
              osobę, która słysząc, ze nie zdałaś egzaminu, "pociesza" cie że
              zdasz i śmieje się fałszywie? Mam gdzies te jej dary. Wolałabym żeby
              była normalna..żeby nie była taka fałszywa. Nie po to tam jeżdzę
              żeby coś dostawać...sama mi wpycha jajka..nawet jak mam w domu
              jeszcze 30. Moje zdanie jest takie, je się żeby żyć a nie żyje żeby
              jeść. Mąż często przyjeżdżał i przywoził kilka rzeczy...to cukinie,
              to kapustę...nie raz się marnowało bo przecież ile mogą zjeść 2
              osoby? Powiedziała też, że skoro mąż dostaje pieniądze i inne rzeczy
              od niej to ma obowiązek przyjeżdżać i pomagać. Ma obowiązek pomagać
              i przyjeżdzać ale przeciez nie dlatego, ze coś dostaje..tylko
              dlatego, ze jest synem. Dziwne myślenie i to osoby, która ma się za
              anioła na ziemi.
              Śmiała się z mojej mamy kiedy maz powiedział hamsko, że nie
              potrzebuje od mojej mamy oleju, że wolałby pieniądze. Prawda jest
              taka, że mama przywozi nie raz dobre oliwy, proszki, ubrania, różne
              rzeczy, kiedy przyjeżdza nas odwiedzić. I co w tym śmiesznego?. Sama
              nam przeciez daje takie rzeczy...tylko często przynoszone z pracy.
              Nie rozumiem takich ludzi. Wiem, ze moi rodzice dają nam to z dobrej
              woli a nie po to żeby potem nas wykorzystywać. Bo teściowa nie raz
              potrafi zadzwonić do męża i poprosić o kupno czegos tam w sklepie.
              Tyle razy jeździłam po całym mieście żeby znaleźć to co chce....a
              przeciez mają samochód. Teśc nie pracuje, ona kończy prace koło 14..
              nie można ubrać sie i do sklepu podskoczć 2 km?. Nie chodzi o to,
              ze nie moge tego zrobić ale ja nie dzwonie to teścia i nie mówie kup
              mi to czy tamto a sama nie siedzę w domu mając w dodatku samochód
              pod nosem. Raz tylko chcieliśmy aby nam cos kupili po drodze do
              domu. Mąz zadzwonił to powiedzieli, że jeśli będą w sklepie to
              kupią. A jak ja nie jestem w sklepie tylko np. wracam z pracy z
              meżem i mam ochotę iść do domu...czy wtedy muszę iść do sklepu bo
              zadzwonią? Jej zdaniem ja i mąż powinnismy być na zawołanie bo
              przeciez nam dają tyle rzeczy. To nie jest pomoc tylko jakaś
              umowa "coś za coś".
              Naprawde myślałam, ze skoro już coś dadzą to z serca a nie po to by
              byc na ich zawołanie. Smiała się z mojej mamy, ze olej nam daje a
              prawda jest taka, że jak rodzice dali nam np. na spłate lodówki to
              mąz mówił, że zapłaci za prąd a potem się uzupełni i spłaci lodówkę.
              Nie było tak wcale...połowa pieniedzy sie rozeszła na paliwo na inne
              duperele a potem pozyczył od tęściowej na spłatę lodówki....i to ona
              spłaciła. Rodzice dali nam na nową kuchenkę...akurat na jej kupno
              wystarczyłoby gdyby mąż nie chciał tych pieniędzy wsadzić w samochód
              ( bo akurat są a samochód trzeba zrobić) a potem znów pożyczył od
              teściowej bo zabrakło na kuchenkę. I koniec końców teściowa jest
              dobra a moi rodzice dają nam olej!. Dostałam pieniądze od rodziców
              na semestr studiów (nie stac mnie było bo miałam leki dorgie) ale
              oczywiście poszły na inne cele bo to mąz rządzi pieniędzmi i on to
              wszystko potem wyrówna...potem się dołozy- zawsze mówił. Pojechał do
              teściowej pożyczzył brakująca kwotę i potem się dowiedziałam ( w
              sobotę) że jeździłam na studia...oj przepraszam "woziłam dupę" za
              jej pieniądze. Nigdy nie wymagałam nie wiadomo jakich luksusów. Do
              fryzjera nie chodzę...sama podcinam końcówki...włosy farbuję sama. W
              pracy jem za 1 zł...chodzę rano piechotą przez błotnistą dróżkę
              potem mijam psy, które nie raz się do mnie rzucały...w zimie ledwie
              sie do pracy dostaje bo jest tak ślisko, że można się połamać...nie
              raz upadłam i podarłam kurtkę czy rajstopy. Nigdy jej się nie
              skarżyłam. Raz powiedziałam, ze nie mam jak się do pracy dostać bo
              chodzę przez przejście kolejowe niestrzeżone i często stoi straż. A
              to jest jedyna droga....no jest jeszcze jedna obok...15 minut drogi
              dłużej przez krzaki i wertepy...ale niestety w okresie deszczu
              niedostepna. Nie było reakcji...a nie była taka: "ja też kiedyś
              chodziłam piechotą". ...a teraz mi mówi, ze jestem wygodna. Jaka
              wygodna? bo kupiliśmy 2 samochód jak nie miałam czym do pracy się
              dostać mieszkając u nich. Ona jeździła samochodem z moim mężem
              (mieli na te same godziny) ...jej samochód stał na podwórku,teśc
              siedział w domu a ja szłam na autobus...to nic złego gdyby nie fakt,
              ze średnio co 3-4 dni gdy miałam się przesiadać okazywało się, ze
              już odjechał...bo ludzie nagminnie kupowali w pierwszym
              bilety..przez co się spóżniał na przesiadkę. Spózniałam się do pracy
              ale nikogo to nie obchodziło. W końcu się wkurzyłam i mąz powiedział
              że kupimy samochód. Kupiluśmy...teściowa krzywo patrzyła -
              "niepotrzebny wam"- komentowała. Po przeprowadzce od razu
              sprzedaliśmy samochód bo chodziłam na piechotę do pracy i co
              usłyszałam w sobotę? "Woziłas dupę...zamiast wstać godzinę wczesniej
              i jechać, wtedy byś się nie spózniała" No tak...bo mając najniższa
              krajową, wysyłając listy PO pracy miałam jeszcze godzinę wczesniej
              do pracy jechać + czekanie 0,5 godziny na przystanku bo o tej nie
              było przesiadki.
              • zezloszczona Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 04.08.10, 11:14
                i ona mi mówi, że jestem wygodna? Że zabraniam mężowi ją odwiedzać?
                kto zabrania? Nie zabraniam..nie widzę tylko sensu jeżdżenia
                codziennie za duperelą kiedy mozna poujechac raz i zrobić wszystko.
                Jak powiedziałam, że najwięcej pieniędzy na paliwo idzie to
                stwierdziła, "to nic,syn mnie odwiedza". Kiedy mieliśmy tam jechac
                prosiłam go" pójdźmy piechotą" czy nawet autobusem (pod blokiem mamy
                autobus prosto pod ich dom, bez przesiadki) nigdy nie chciał...może
                3-4 razy w ciągu kilku lat piechotka szliśmy. A teraz teściowa mi
                mówi, że jestem wygodna, że woże dupe za jej pieniądzę. No tak skoro
                ja spłacam dom i czynsz to nie moge już samochodem jeździć...bo się
                nie dokładam do paliwa. Nawet tak powiedziała, jak mówiłam, ze nie
                kupowałabym samochodu gdyby wzięli jej do pracy a ja mogłabym
                jeżdźić naszym. Oburzyła się:" Ja na ten samochód dałam 4 tysiące,
                chyba mogłam jeździć"!! nie wiedziałam, że dała te 4 tysiące,
                dowiedziałam się w sobotę. i tu wyszło, ze maż nie jest do końca
                szczery ze mną w niektórych kwestiach...to najbardziej
                zabolało...mowił, że wział pożyczke na całość. koniec końców ona ma
                prawo jeździć a ja nie mam prawa dupy wozić.
                Wydaję mi się, że gdyby maz nie tracił tyle na dojazdy tam to
                starczałoby i nawet by zostało pieniędzy. Gdybym mogła zarobić
                gdzies więcej to oddałabym od razu jej wszystko..bo mam taki zamiar.
                Nie wiem czy od razu całośc czy w ratach ale powiedziałam mezowi, że
                spłacę tę jej pomoc. Wiem, ze nie będzie chciała bo jest zbyt
                dumna...chce wyjśc na najepszą mamusie i tesciową pod słońcem...ale
                wmusze jej to...bo ja tego od niej nie chciałam. Najpierw sama
                wpycha to jedzenie a teraz mówi, że wyciągałam łapy! Nie raz tak
                było, że w niedziele przed obiadem kazała nam brać jej kotlety...a
                jak mówiłam, że mam naszykowany obiad to ze łzami w oczach mówiła:"
                ale mnie serce boli jak ja mam a Wy nie" ( to było przy jej
                siostrze) i teraz mówi, że wyciągam łapy... Od samego początku nie
                chciałam brać tej świni co dają...no może na początku się ucieszyłam
                za 1-2 razem ale potem zaczęło się robić nieciekawie bo: u meża
                stiwerdzono zbyt wysoki poziom holesterolu, stłuszczenie narzadów
                wewnętrznych i gdy o tym mówiłam, to powiedziąła mu, żeby nie jadł
                bułek. W dodatku, jak wczesniej wspomniałam...gdy tam mieszkałam nie
                było miejsca aby cokolwiek przygotować do edzenia po pracy. Nie
                przesadzam ale nawet nie było na stole miejsca na talerz..a szafek
                nie dalo się otworzyć bo stały jakies siatki, skrzynki..Bóg wie co
                jeszcze....zlew tradycyjnie zawalony naczyniami. Najśmieszniejsze
                było to, że sprzątała na glanc kiedy miała ją odwiedzić ćórka. Gdy
                goście do mnie przychodzili to kazała zamykać kuchnie żeby nei
                widzieli. Na początku sprzątałam, codziennie właściwie non stop...bo
                ciągle cos zostawiali po sobie. Potem już nie dawałam rady. Doszło
                do tego, że gdy widzieli, że ja myje naczynia to podrzucali swoje.
                Ja nigdy nie kazałam i myc naszych naczyń. Zawsze wszystko na
                bieżaco starałam się sprzatać. W konću nie chciałam już stac non
                stop przy zlewie więc musiałam po zjedzenie te naczyni moje
                zostawiać i czekać aż zwolni sie choc połowa zlewu. Potem juz nie
                chcąc już trzymac tych naczyć w pokoju jak jakiś
                brudas ..wykorzystwyłam umywalkę w łazience. Może się to Wam wydaje
                głupie ale naprawde można wyjść z siebie starając się o porządek a
                każdy ma to głęboko w d...e. Wracałam z pracy najpóźniej i nie
                mogłam zrobić obiadu czy zupy ugotować bo teściowa
                gotowała..kuchenka była wciśnięta w kąt tak, że 1 osoba sie
                mieściła...nie pytała czy chce coś ugotować..czy podgrzać...jak już
                się dostałam do kuchni to się patrzyła na ręce i wtrącała we
                wszystko, przepytujac mnie z książki kucharskiej. Boże jak ja nie
                lubiłam tych sytuacji! Potem to dałam sobie spokój z gotowaniem i
                robiłam kanapki czy coś prostego...nie dało się tam gotować ...jak
                próbowałam zrobić obad to teściowa mówiła,że ona zrobi bo
                niezadowolona była, że nie może spokojnie gotować. Robiła ten obiad
                dla wszystkich a potem dogadywała przy okazji..."mięso
                wyjadajcie", "wykończycie sie na kanapkach". Nigdy sie nie zapytała
                naprawde czy zwolnic choć na chwile kuchnie. Nigdy nie mogłam zrobic
                ciasta na swięta czy innych rzeczy gotowanych...(a ptoem
                mówi "wykończycie się na suchym"). Owszem sałatki, śledzie tak bo to
                można było bez kuchenki..a ja tak lubie gotować :(
                Tyle razy mówiłam męzowi żeby wziąc kredyt na dom...czy wynająć
                cokolwiek...to nam gadała, że nie mamy źle a pieniedzy szkoda na
                wynajem. Kiedy się pokłóciła z meżem, kazała się wynosić nam i oddac
                wszystko dodając, że nie mamy wstydu bo tak długo u niej mieszkamy.
                i bądź tu człowieku mądrym...
                Powiedziała, ze jestem niewdzięczna. Nigdy nie chciałam żyć ponad
                stan..to nie ja tylko mój maz od niej pożyczał, od niej brał o czym
                nie raz nawet nie wiedziałam. Gdyby tyle na paliwo nie tracił nie
                musiałby ani brać ani pozyczać. Tłumaczyłam mu tyle razy, że wole
                wszystko sama, własnymi rękami. Nie rozumiał, mówił "to normalne, ze
                rodzice dzieciom pomagają" ...normalne ale dalibyśmy rade gdyby tyle
                nie wydawał na duperele czy te przeklęte dojazdy. Kupił sobie drogi
                rower, pojeździł nim do pracy może miesiąc. Brałam wtedy samochód bo
                i tak musiałby przyjehcac, ze względu na pocztę, do której musze po
                pracy jechać...a teściowa mówi, że jestem wygodna.
                Powiedziała, że powinnam wysłać męża na studia, ze moja wina, że nie
                poszedł. Ja go wychowywałam, ja mu kazałam iść do zawodówki a nie do
                technikum? przeciez wtedy go nie znałam. Zapisał sie do wieczorówki,
                siedziałam z nim, robiłam notatki, pomagałam a ona teraz mówi, że
                przeze mnie nie skończył szkoły! Nie przeze mnie. Nie zdał 1
                egazminu i dal sobie spokój chociaz tłumaczyłam. "Czym skorupka za
                młodu...." Nie jest tak?.
                Nigdy nie chciałam dla niego źle, kocham go bardzo mocno ale nie
                chcę żeby jego matka nam pomagała. Tylko, że on tego chce. Jemu to
                pasuje jak pożyczy a potem ona nie każe czasem oddawać. Tylko, że to
                ja jestem zachłanna. Często się kłóciłam z nim gdy przywoził od
                teściów pierogi czy jakies jedzenie bo przeciez od kiedy mamy swój
                dom to gotuje normalnie, jest co jeść i potem nie raz się wyrzuca
                jedzenie...kto to wszystko przeje? 2 osoby nie potrzebuja prowiantu
                dla 5. nie raz mówiłam "mamo nie przywóź ze sobą jedzenia bo mamy,
                zmarnuje się" a teraz mi mówi, że wyciągałam łapy po jej jedzenie".
                To wszystko takie przykre. Zależało mi na normalnych stosunkach.
                Przyjechac na święta, czasem na obiad czy pogadać ale nie chcę
                każdego dnia
                • jafryzjerka Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 04.08.10, 16:04
                  najwiekszy problem widze w zachowaniu twojego meza i niestety z
                  facetami tak jest ze musisz mu postawic sprawe jasno albo zaczyna
                  zyc normalnie albo w koncu ty nie wytrzymaszi sie rozstaniecie bo ty
                  meczysz sie psychicznie a tak dlugo nie pociagniesz
                  twoj maz jest zbyt zachlanny i musi sie nauczyc zyc samodzielnie bo
                  jak zabraknie mamusi to kto mu da?
                  mam nadzieje ze uda ci sie rozwiazac ten problem bo dlaczego
                  wszystko ma sie odbijac na tobie
                  • frog.1 Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 04.08.10, 16:33
                    Święta racja.Fryzjerka ma rację w 100%.Twój mąż jest trochę cięty na kasę,a poza tym nielojalny wobec Ciebie.Nie może brać za Twoimi plecami pieniędzy od matki,takie sprawy musicie uzgodnić razem bo potem wychodzą kwasy.Musisz być wdzięczna i nie wiesz za co.Pewnie tej wielkiej wdzięczności wolałabyś uniknąć.A z tym cholernym rzyganiem pt:"ja was karmię i pomagam a wy niewdzięczni jesteście",to nie zazdroszczę:(Też tak miałam.Teściowa ma działkę.Uprawia tam warzywa i jak jeszcze się odzywałyśmy to obdarowywała nas tymi plonami.Tylko to do niczego się nie nadawało.Marchewka mikroskopijna,po oczyszczeniu zostawała sama nać,agrest i porzeczki sfermentowane,to samo z resztą darów-do niczego.Ale brałam żeby jej przykro nie było.Przegięła kiedy przyniosła jabłka dla wnusia na kompot z tekstem:pozbierałam spady,ale nie martw się,to co pogniłe poodcinałam.Dacie wiarę!Kilkumiesięcznemu dzieciakowi spady przytargała,a sama wpergalała jabłka prosto z drzewa!Podziękowałam jej i powiedziałam że nie dam dziecku zgniłych jabłek,a ona wpadła w histerię.Że po co tak haruje na trzy rodziny(siebie,mnie i męża i moją mamę,tylko że moja mama nigdy nic od niej nie dostała).Nienawidzę tego.Ja jak coś daję to daję i nie rzygam potem.Moja mama pomaga nam,często kupuje coś małemu,a jak jej przypomnę że kupiła mojemu synkowi np.spodnie,to nie pamięta.
                    • zezloszczona Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 05.08.10, 08:59
                      Dlatego właśnie wczoraj pogadałam ze swoim mężem. powiedział, że
                      jestem dla niego najwazniejsza. Uzgodniliśmy że razem będziemy
                      planować wydatki ..mam zamiar wszystko zapisywać. KAzałam mu trochę
                      rowerem jeździć ...bo kupił własnie po to. Pamiętam, ze jak miał
                      jechać do pracy rowerem to nagle się plany zmieniały i brał samochód
                      a wiecie dlaczego? Bo musiał mamusi coś przywieść ciężkiego ze
                      sklepu. Przecież maja samochód swój.... nie chodzi o to, ze nie chce
                      im pomagać ale nie rozumiem takiego czegoś. To nie lepiej być
                      samodzielnym? Jak się czasem na to denerwowałam to mąż mówił: nie
                      martw się przyjade po ciebie, nie będziesz musiała piechotą na
                      pocztę iść. To nie chodzi o to...jeśli razem coś uzgadniamy to nie
                      może nam osoba postronna planów zmieniać. Zawsze szykuje sobie
                      ubrania wieczorem a potem nagle rano się okzauje, że maż jednak
                      samochód bierze i musiałam na szybko szukać jakichś ciuchów bo nie
                      moge przeciez iść w japonkach przez błoto. Planowałam samochodem
                      rano zrobic zakupy do pracy (kawę, śmietankę jak akurat była moja
                      kolej) i potem musiałam te słoiki taszczyć ale to nieważne aby tylko
                      teściowa nie musiała dźwigać albo teść ubrać się i samochodem
                      pojechac po żonę. Chce to niech pomaga ale najpierw niech uzgodni ze
                      mną. Tyle razy płaciłam kare w bibliotecę bo nie miał czasu ze mną
                      podjechcac książek oddać...bo jechał mamę odwieść z pracy do domu
                      czy do hurtowni z nią podskoczyć. Zawsze mnie ciągnął a ja tak nie
                      lubie tam jeździć bo patrzy sie zawsze co bierzemy...pyta czego
                      szukam po półkach. Gdyby się zapytała tylko to ok...ale potem
                      komentuje, ze lepiej weź tamto czy sramto...
                      Bóg mi świadkiem przymykałam oko na te różne rzeczy, chciałam ją
                      polubić tak naprawdę ale ona potem to wszystko niszczyła wtrącaniem
                      się. Jak się wporwadzaliśmy do niej do domu po ślubie to chciała nam
                      kupić tapetę..bo to jej dom i nie chce żebyśmy się tracili,
                      inwestowali w nie swoje. Pojechała z nami wybierać..i sie uczepiła
                      jednej. Kupiliśmy taką co chciała. Jak ustawialismy meble w pokoju
                      to też komentowała..."na waszym mmiejscu to poztawiłabym tam" itp
                      itd. a kto ja o opinię pytał? Zawsze musi być najmądrzejsza i naj
                      naj. Zero skromności.
                      Rodzice nigdy się nie wtrącali do koloru mojego pokoju. Jaki
                      chciałam taki miałam. Zmieniałam ustawienia też nie krytykowali.
                      Zalepiłam jako nastolatka całe ściany plakatami Kelly Family to
                      tylko żartowali, że oczopląsu dostanę. Nikt nie kazał mi zmieniac
                      czegokolwiek, miałam swobodę. Jak nam dali na meble to nie jechali z
                      nami wybierać...ale teściowa jechała, musiała zobaczyć kanapę, jaka
                      chcemy kupić. Najgorsze było to, że musiała być ta kanapa wielka bo
                      ona nie da pieniędzy na małe gówno. Takie głupie myślenie, ze im
                      większy mebel tym lepszy. Pokoj ma 20m2. lepszy byłby mebel
                      adekwatny do wielkości pokoju. Teraz niestety ta kanapa nie mieści
                      się przy ścianie gdzie najlepiej by pasowała. Jak jechaliśmy
                      pierwszy samochód kupować to maż wziął teścia i szwagra żeby
                      pomogli, podpowiedzieli w razie czego... a teśc się mnie pyta "i Ty
                      też jedziesz?" Nie nie jadę...niech tatuś też mi wybierze mieszkanko
                      a ja grzecznie poczekam.
                      Jak to dobrze, że moge się wyżalić...bo jak mówię meżowi, że nie
                      podoba mi się wtrącanie teściowej to mówi "kochanie ale ja mam przez
                      to cierpieć, mamy się przez to kłócić"? Jego zdaniem nie może nic
                      powiedzieć bo mamusia pomaga. Taka pomoc to tylko niewolnictwo.
                      nie mówiłam nic żeby nie było awantur, żeby się nie rozpłakała...bo
                      ona taka dobra...tak jej szkoda niektórych ludzi co biedę mają. Taka
                      dobra a na sąsiadów tak zapiernicza...a ci sie kładą spać o 7
                      wieczorem...a tamten to tamten tamto. Pokłócona jest z połową swojej
                      rodziny ale ona jest dobra.
                      • frog.1 Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 05.08.10, 09:27
                        A żal się,po to jest to forum.Wiadomo że facet pewnych spraw nie łapie i trzeba
                        się z tym pogodzić.Dobrze zrobiłaś że pogadałaś z mężem,bo facetom czasem trzeba
                        jak krowie na rowie wytłumaczyć;)
                      • jafryzjerka Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 05.08.10, 11:39
                        sluchaj po co twoi tesciowie maja wydawac na paliwo i koszty
                        zwiazane z utrzymaniem auta skoro twoj maz wspanialomysly wszedzie
                        ich zawiezie?
                        najrozsadniejszym wyjsciem byloby poprostu odlaczyc sie od jego
                        rodzicow z jakakolwiek pomoca z ich strony maz niech ich odwiedza
                        ale tez w granicach rozsadku bo w koncu ma swoja rodzine ktora
                        zalozyl sam z wlasnej woli i tobie jako zonie tez musi poswiecac
                        swoj czas ja troche swojego juz ustawilam do pionu no bo jak sie
                        pobralismy to nie po to zeby on jezdzil nonstop do mamusi na cysia
                        mamy teraz swoje zycie swoje sprawy i tego sie trzeba trzymac syn
                        nie moze wiecznie byc uczepiony spodnicy matki trzeba wreszcie
                        kiedys odciac ta pepowine ktorej czesto mamusie bronia jak
                        najwiekszego skarbu no bo jk jakas wredna zolza moze przyjsc i
                        zabrac synusia pod inny dach i zeby on juz mamusi nie uslugiwal?
                        no jak?
                        tez mam taka tesciowa ze jak juz cos by dala o najchetniej wybralaby
                        miejsce gdzie to ustawic lub co z tym zrobic itd.
                        ale u mojego meza to cala rodzina taka kiedys jego siostra
                        przyjechala do nas na dzialke ze swoim mezem i mowi ja bym to ja bym
                        tamto tu zywoplot bym wyciela a tam posadzila itd do jasnej anielki
                        to po to masz swoja dzialke zeby sadzic dzie i co ci sie zywnie
                        podoba to jest moje zycie moj teren moj zywoplot i ja bede robic tak
                        jak ja uwazam bo jego siostra nawet mnie jeszcze do sibie do domu
                        nie zaprosila a jestesmy ze soba juz prawie 4 lata zreszta nawet
                        jakby to napewno nie pojechalabym i po chamsku bym nie komentowala
                        bo po pierwsze czlowiek powinien miec troche kultury i wiedziec tez
                        ze kazdy ma inny gust i na swoim robi to co sam uwaza za sluszne a
                        narzucanie komus swojego zdania jest wrecz niekulturalne
                        to tyle bo klawisze powypadaja ;) pozdrawiam
    • gomik1010 Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 05.08.10, 14:56
      Witam!
      Ja niestety mieszkam z teściami. Bywają lepsze i gorsze dni.
      Dzielimy się rachunkami równo,ale uważam, że to nie jest sprawiedliwe.
      Postaram się to wytłumaczyć. Teściowie mają duże dochody tzn. 3 x tyle co nasze
      zarobki, a mimo to nas wykorzystują. Wiem jak to zabrzmiało, ale nie chodzi mi
      wcale oto, żeby płacili wszystkie rachunki za nas (tego sprawa nie dotyczy).
      Marnotrawią wodę, nie gaszą za sobą światła i rachunki są straszne. Poza tym,
      jeśli kupujemy jakiś sprzęt do domu itd., to składamy się po połowie. Ale oni
      muszą mieć wszystko z najwyższej półki, a dla nas to ogromne wydatki. Mój mąż
      nie dostrzega problemu.
      Podam kilka przykładów. Zakup auta, teściowa wyłożyła gotówkę, my musieliśmy
      zabrać kredyt na naszą część. Nie mogliśmy kupić małego, skromnego, musiała być
      "limuzyna". O tankowaniu nie wspomnę, oczywiście tankujemy tylko my.
      Zakup pralki i odkurzacza, też wyglądał podobnie! O drobniejszych rzeczach nawet
      nie wspominam.
      Im starcza na wszystko, teściowa stroi się do pracy jak nastolatka, jeżdżą na
      wakacje, a nam tylko dogaduje(gdzie macie pieniądze?, co robicie z pieniędzmi?).
      Apogeum było wtedy, gdy trzeba było zapłacić za ubezpieczenie autka, więc
      zrezygnowałam na dwa miesiące z wizyty u dentysty, a teściowa w tym czasie
      zastanawiała się jaką biżuterię sobie jeszcze kupić.
      Wolałabym mieszkać oddzielnie, na pewno dalibyśmy radę i jeszcze byłyby
      oszczędności, ale mojemu mężowi tak dobrze.
      Nigdy nie dali nam ani grosza, czy nawet wyłożyli za nas i ja tego też nie
      oczekuję, doskonale dajemy radę sami. Tylko te wspólne zakupy wychodzą mi
      bokiem. Nie jest tak, że nas nie stać na samodzielny zakup, ale na pewno byłyby
      to rzeczy tańsze.
      Pozdrawiam!
      • zezloszczona Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 05.08.10, 15:18
        Nie wiem czy dobrze zroumiałam. Kupujecie samochód, pralkę itp. z
        teściami na spółkę? Ile tam mieszkacie? Problem pojawi się wtedy,
        gdy w końcu zechcecie iśc na swoje. Wtedy 1 strona będzie musiała
        spłacić te rzeczy a z Twojego postu wynika, że teściowie mają kasę
        więc Ty będziesz musiała spłacić ich część. Oni kupią sobie nowe
        rzeczy a Ty zostaniesz ze starymi gratami. Mój mąż na początku też
        nie chciął się wyprowadzac za bardzo. Było mu tak dobrze, wygodnie.
        Kiedy teściowa kazała nam się wynosić to sam powiedział, że chce
        iść. Nie czekaj aż maż łaskawie pomyśli o Tobie i Twoich potrzebach.
        On nie rozumie tego, że to życie na "pół gwizdka", taka egzystencja,
        bo to jego dom rodzinny..a w nim chce mieszkać... Każdy ma prawo do
        własnego domu, po swojemu uwić przytulne gniazdko, stworzyć
        niepowtarzalną atmosferę tylko swojego domu, stworzyć własną domową
        codzienność a niestety u kogoś w domu to się nie uda. Nie czekaj
        więc, tylko bierz się za szukanie wymarzonego domu, oblicz wydatki,
        koszty...i podstaw mu pod nos najpierw propozycję np. na zdjęciach a
        potem koszty dokładnie przekalkulowane...żeby miał czarno na białym
        konkrente liczby.
        Ja bym nigdy nie kupiła tak ważnych rzeczy z teściami na spółkę.
        Były 2 odkurzacze, 2 lodówki, 2 samochody...itp. W małżeństwie
        trzeba dążyc do samodzielności, tak buduje się więź i pogłębia
        miłośc. Nie może się to udać jesli już teraz planujecie życie i
        wspólne wydatki z teściami. A co, kiedy pojawi się dziecko>? JAk
        będziecie dzielić koszty?
        • gomik1010 Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 06.08.10, 08:19
          Sytuacja jest trochę bardziej pogmatwana, ponieważ dom zapisany jest na mojego
          męża, więc to bardziej teściowie są u nas.
          To ja sprzątam i "obrabiam" ogród, gotujemy na zmianę.
          Wyremontowaliśmy górę, umeblowaliśmy itd. Teraz wiem to dokładnie, że błędem
          było nie zrobienie osobnych wejść, może to byłoby rozwiązaniem.
          Dziecko już jest, utrzymujemy je sami;)
          Chyba bardziej mi przeszkadza fakt, że nie mam w takich sytuacjach poparcia w
          mężu, niż to, że teściowie się panoszą.
          Są dni, że wydaje mi się, że nie dam rady wszystkiego ciągnąć: praca, dom...
          Jak pomyślę, że miałabym rozpocząć budowę domu na nowo, to płakać mi się chce.
          Jak mówię o wyprowadzce do bloku, to mąż i tak powtarza, że rodzicom i tak
          trzeba będzie pomagać jak zostaną sami. Ja niestety wiem już co to znaczy,
          miałabym na głowie dwa domy.
          Po prostu nie mam już sił:(
          • sparrow.jack Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 06.08.10, 09:31
            Pisałam już o tym. Dlaczego mamy brać na siebie odpowiedzialność za opiekę nad
            starymi ludźmi, zwłaszcza w sytuacji, gdy nie są nam bliscy? Wdzięczność?
            Odwdzięczamy się, wychowując własne dzieci, tak, jak i my byliśmy wychowani. Mój
            mówi to samo, że i tak jego matką będziemy musieli się zająć, zresztą już się
            zajmujemy, więc on się nie wyprowadzi. Jego brat założył rodzinę i żyje po
            swojemu. A do mnie teściowa mówi, że sobie nie wyobraża, jak będzie wyglądała
            moja opieka nad nią na stare lata, bo przecież ja jej tak nie lubię. Ona by nam
            nieba przychyliła, a ja nie chce mówić do niej mamo. A jak mówię teściowa, bo
            takie są fakty, to dostaje spazmów. Uważa za oczywiste, że ja będę się nią
            zajmować, mój od zawsze wiedział, że to na niego spadnie wątpliwa przyjemność
            opieki nad niezaradną matką.A jak walę głową w mur, ze mamy prawo do własnego
            życia, mówi, że przesadzam, że jakoś to będzie, że najlepiej uciec w pracę. A
            ja, niestety, od lat bardzo go kocham.
            • frog.1 Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 06.08.10, 10:19
              To ja się już bać zaczynam.Wprawdzie teściowa nie odzywa się do nas,ale teraz
              doszło do mnie że jak zmoże ją choroba to będzie mogła liczyć tylko na
              nas.Wątpię że drugi syn będzie zainteresowany mamusią.A mój mąż pewnie z
              poczucia obowiązku będzie chciał się nią zająć.Nie wyobrażam sobie tego!Tylko co
              będzie można zrobić?Przecież nie powiem mu żeby olał matkę.A ta histeryczka
              głupi katar traktuje jak śmiertelną chorobę,więc co będzie jak zachoruje na starość?
              • gomik1010 Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 06.08.10, 12:12
                Wiecie!
                Teściowa mojej teściowej mieszka około 30 km od nas, od niedawna została sama,
                bo zmarł jej mąż. Spędza z nami soboty, ale teściowie nie mają zamiaru jej
                zabrać do siebie, do nas... mało tego, gdy coś wymyśla, jak to starsi ludzie
                mają w zwyczaju, to robią jej karczemne awantury (oboje). Niedawno specjalnie
                zapytałam czy nie lepiej byłoby zabrać babci do nas, na co teściowa zrobiła się
                prawie purpurowa i stwierdziła, że babcia by ją wykończyła(wścibstwem,
                marudzeniem...).
                Tak i się od razu nasunęło,że do wszystkiego idzie się przyzwyczaić;)
                Ja na pewno, mimo "dobroci moich teściów", nie zamierzam się nimi opiekować (mam
                swoich rodziców), poza tym i tak pracuję za dwóch w domu.
    • goskajk Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 14.08.10, 00:11
      Witam
      Szukając dziś w internecie informacji na temat problemów z teściową i
      zastanawiając się czy są ludzie z podobnymi problemami, natknęłam się na to.
      ...
      Jesteśmy małżeństwem młody, 2 lata. Jednakże z teściową nie przypadłyśmy sobie
      do gustu od początku naszej znajomości. Moja teściowa to kobieta w wieku 60 lat,
      wdowa(mąż zmarł na raka), na emeryturze z własnym mieszkaniem. Mieszka od nas
      ok. 300 km. Jest to osoba tak nieodpowiedzialna, że ciężko opisać...Jest
      egoistyczna, materialnie podchodzi do świata, i jest dziewczynką- jak sama
      siebie określa, bo tak się czuję:)Owszem, jest kobietą bardzo zadbaną, jak na
      swój wiek bardzo atrakcyjną, często przy niej mam wrażenie że ona lepiej wygląda
      ode mnie mimo swego wieku- tak potrafi się ,odstawić'.Przepraszam za
      sformułowania nie na miejscu, ale mnie nosi.Po śmierci męża została sama, w
      związku z czym jest bardzo samotna i tylko nas ma na świecie, I jeszcze jednego
      syna, który się wypiął i wyjechał za granicę, wysyłając maile do matki od czasu
      do czasu:jakoś dasz radę mamo!
      Kontynuując, teściowa jest samotna, i poszukuje stale nowych znajomości w
      internecie(jest to kobieta nowoczesna w niektórych aspektach). Ciągle
      przyjeżdżają do niej nowi panowie ,na kawkę' ze śniadaniem, ale już nie wracają
      za zwyczaj albo jej nie odpowiadają, i zostają wyrzucenie na zbity pysk, bo np.
      nie mają samochodu, a ,co to za frajer, jak auta nie ma?' lub np. śmierdzą psem,
      bo posiadają psa w domu- a ,jak z takim się kochać, skoro śmierdzi?'I tak już 2
      lata trwają poszukiwania teściowej nowego męża, bądź sponsora bym powiedziała.
      Powinien być przystojny, koniecznie młodszy!!! i mieć gruby portfel. Tylko
      teściowa zapomniała że już swoje lata ma, i pomimo pięknych ciuszków i makijażu,
      zmarszczki widać. Ale tego nikt jej nie przetłumaczy.A ponieważ wszystko
      podporządkowała szukaniu znajomości, musiała mieć supeeer ciuchy, fryzurę
      zrobioną u fryzjera, paznokcie u kosmetyczki, dobre śniadanka dla kochasiów- to
      emeryturka okazała się za małą, i te teściowa brała sobie jedną pożyczkę za
      drugą. I teraz jest w mega długach, a do nas dzwoni codziennie i płacze że nie
      ma na chleb...I co teraz? Mamy brać odpowiedzialność za nią? spłacać jej dług,
      bo jej mieszkanie zabiorą komornicy???gówno mnie to obchodzi!!!pusta blondyna,
      niezachowująca się w ogóle jak matka, a skoro teraz jest w takich długach, to
      albo jej będziemy długi spłacać, bo jak stwierdziła, syna o alimenta poda(choć i
      tak jej nic nikt nie przyzna) albo u nas zamieszka, a mieszkanie odda
      bankowi:)żyć nie umierać.jak to usłyszałam, to myślałam że ją zrzucę z balkonu,
      bez chwili namysłu. brak słów.i że ona nie chce moich pieniędzy, tylko syna. a
      jego pieniądze to niby co? oboje pracujemy, mamy wspólną kasę. prawie przez nią
      ostatnio do rozwodu nie doszło, jak zaczęli się razem z mężem zastanawiać po
      kryjomu, aby wspólnie zamieszkać, by mamie pomóc.mój mąż to też taka ciota
      momentami, że szok. sama się dziwię, że to piszę, ale on w ogóle nie potrafi jej
      odmówić, zaprzeczyć. no, często potrafi, ale jak widzi jej łzy, i jak dzwoni
      stale z płaczem, to nic innego jak tylko jedzie do mamusi, bo trzeba jej zakupy
      zrobić (teraz ma problem z nogą, i nie może chodzić- teraz to dopiero będzie
      jazda), lub przesyła kasę, ostatnio nawet potajemnie. jestem wściekła, i na nią,
      a jeszcze bardziej teraz na niego- że mnie okłamuje. nie sposób się z nim
      dogadać, bo ja jestem ta złą, która nie chce pomóc jego mamusi biednej,
      samotnej, teraz chorej(kolano), i otrzymałam nowe miano-jędza:)bardzo
      sympatyczne. nie wiem, co dalej, bo nie pozwolę się tak traktować, dawać
      okłamywać, a widzę iż rozmowy nic tu nie wnoszą. nie ma do kogo się zwrócić o
      radę, nie chcę opowiadać rodzince, itd, więc z mojego rozżalenia powstał ten
      mail. pozdr.
      • jafryzjerka Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 14.08.10, 12:53
        oj biedaczko twoja tesciowa z opisu jest jak tesciowa mojego brata
        tez maz jej umarl i teraz szuka przygod stare babsko kochasiow
        sciaga do domu wyjezdzala do niemiec z tym swoim przydupasem ale juz
        sie skonczyla letnia milosc ;) moja bratowa pracuje od swieta bo
        jest tak nauczona ma swoja firme ktora prawie non stop jest
        zamknieta moj brat daje jej ciagle kase zapierdziela jak murzyn a
        ona ma to gdzies a jej matka powiedziala teraz ze ona nie ma
        pieniedzy i teraz oni za wszystko beda placic (mieszkaja z tesciowa)
        mimo ze od poczatku do wszystkiego sie dokladali a tesciowa mojego
        brata to taka pokazowa lekka babsko co z rynku do domu ma 1km i
        jedzie taksowka mimo ze oni zaraz po niej jada samochodem takie baby
        sa najgorsze wiec bardzo i wspolczuje bo widze co sie dzieje u brata
        w malzenstwie nie rozumiemludzi ktzorzy jak maja tylko troche grosza
        w kieszeni to szastaja forsa na lewo i prawo na byle duperele a
        pozniej placz i zgrzytanie zeboe ze na chleb nie ma...

        a twoja maz to do zabicia ;) jak mozna przed zona ukrywac spotkania
        z mamusia i jeszcze jej sponsorowanie ja swojemu powiedzialam
        kiedys "nie bardzo rozumiem czy to jest twoja matka czy kochanka?"
        bo np jak wyjechalismy na wczasy to chciala zebysmy siedzieli u niej
        w sanatorium albo zeby maz non stop siedzial z nia w domu i
        najlepiej jezdzil codziennie z nia na zakupy i zeby ja jeszcze
        finansowal...

        co sie dzieje na tym swiecie

        a ty nie ustepuj tesciowej i nie placcie za jej glupote bo z jakiej
        racji? zpytaj meza czy ona placilaby po jego smierci na ciebie i
        twojego faceta bo ty masz taki kaprys
        przedstawiaj mu sytuacje na swoim przykladzie czy chcialby zebyscie
        placili na kochanke twojego ojca jesli ten by ja mial niech wreszcie
        otworzy oczy i zejdzie na ziemie a nie frunie na falbance mumusinej
        spodnicy to to moze doprowadzic do rozpadu waszego malzenstwa i ta
        falbanka juz mu zostanie do konca zycia chyba ze to mu odpowiada to
        w takim razie po co sie zenil/?
    • 098qwerty Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 26.09.10, 09:35
      Ja od swojej teściowej i teścia nie chcę nawet złamanego grosza :) Wystarczy, że doili mojego męża jak był jeszcze kawalerem. Nie dali mu uczyć się w liceum, zdać matury i pójść na studia mimo tego, że był zdolnym uczniem. Jego edukacja miała zakończyć się na zawodówce (w celu zdobycia zawodu) taka była wola ojca i pójściu do roboty żeby łożyć na utrzymanie rodziców i rodzeństwa. To z pracy jego rąk wyższe wykształcenie (studia prywatne) skończyła jego młodsza siostra, a matka płaciła za telefon stacjonarny rachunki rzędu 700-1000 zł/m-cznie (tyle potrafiła sama wygadać po znajomych i rodzinie) i żyło im się bardzo dobrze, nie liczyli się z kasą bo przecież synek za wszystko zapłaci.
      Ale wszystko co dobre ma swój kres i skończyło się dla nich wraz z naszym ślubem i jego wyprowadzką z domu :D Odszedł z jedną walizką (bynajmniej nie pełną kasy ;) a ubrań :) ) Mój mąż zrozumiał że cała jego rodzina jechała na jego kieszeni, skończył liceum (dla dorosłych), zdał maturę a teraz studiuje :D A kontakty z teściami ograniczyliśmy do jednego widzenia na kilka m-cy (mimo bliskiej odległości jaka nas dzieli - to samo miasto). Rozmawialiśmy z mężem nie jeden raz o tym, że żadnej kasy im nie dajemy, nie pożyczamy ani my im ani oni nam, nie bierzemy od nich, prezenty jeśli już jakieś są to tylko podobne cenowo do tych, które oni kupują :) Moi teściowie zawsze mieli stosunek roszczeniowy do mojego męża za co mam do nich żal, na szczęście mój mąż przejrzał na oczy :)
      Do moich rodziców też nie mamy stosunku roszczeniowego i jesteśmy im bardzo wdzięczni za każdą pomoc jaką chcą nam ofiarować i ofiarują. Za to, że możemy mieszkać z nimi we wspólnym domu (który oni zbudowali). Ale żeby nie było, rachunki płacimy po połowie a w ramach wdzięczności często zapraszamy ich na obiad, pokrywamy koszty większości remontów. Także żadna strona nie czuje się pokrzywdzona :D
      • mamamia78 Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 26.09.10, 18:19
        mój mąż jest mega od niej zależny. Są to małe kwoty, ale baba właśnie go tą kasą ściąga do siebie, bo mój to materialista i nie zna umiaru w braniu. Babie to odpowiada, bo czuje , że synuś bez niej sobie nie poradzi. k.,,, m.... a ta jego żona ( ja ) to gówno zarabia !!!!
    • synowa3456 Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 27.09.10, 14:14
      Teściowa mało zarabia i do niedawna pomagaliśmy jej finansowo. Bo niby dlaczego nie pomóc komuś kto ma gorzej?
    • kobietka_29 Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 29.09.10, 08:20
      Co do Twojej sytuacji- to zupelnie normalne, ze tesciowie wtracaja sie w Wasze sprawy, gdy pomagaja finansowo. Nawet jesli nie prosisz ich o pomoc i robia to z wlasnej woli, to robia to w duzej mierze wlasnie dlatego, zeby miec nad Wami kontrole i pretekst, zeby wtracac sie do wszystkiego. Bo "bez nas nigdy nie dalibyscie sobie rady". Juz sam fakt, ze mieszkacie w jednym domu daje im pewnosc, ze jestescie w jakis sposob od nich zalezni. Nie wazne, czy macie osobne liczniki i zyjecie generalnie na wlasny koszt. Mieszkacie w tym samym domu i zakladam, ze jest to dom, ktory pobudowali tesciowie, za ktory to oni placili kredyty itp. Nie dziw sie wiec, ze maja muchy w nosie.
      My z mezem nie jestesmy zalezni od nikogo. Zarowno od moich jak i od jego rodzicow dziela nas setki kilometrow. Nigdy nie dostalismy od rodzicow niczego za darmo. Z domow rodzinnych wyprowadzilismy sie wczesnie. Na studiach utrzymywalismy sie sami i zaraz po studiach podjelismy prace. I tak do dzis zyjemy- ani nie prosimy zadnych rodzicow o pieniadze ani nie przyjmujemy, gdy daja dobrowolnie. Nie dostalismy niczego w spadku, choc nasze rodzenstwo dostalo juz wlasna czesc wyplacona (moje siostry dostaly duze dzialki, dom). I nie oczekujemy niczego. Taki honor jest pewnie glupi, ale ja z glodu nie umieram i przynajmniej z czystym sumieniem moge powiedziec, ze zawdzieczam wszystko, co mam wlasnej pracy. I to mi daje satysfakcje. Ale to, ze sie nie jest zaleznym finansowo od tesciow, wcale nie znaczy, ze tesciowie sie nie wtracaja. U nas jest wlasnie odwrotnie. Zalezy na co sie tesciom pozwala. A moj maz przyzwyczail swoich rodzicow, ze wtracaja sie we wszystko. Z drugiej strony maja innego syna, ktory ma juz 33 lata i ktorego nie tylko utrzymuja, ale tez daja kieszonkowe na dyskoteki itp., a ktory nie daja im najmniejszego prawa o swoim zyciu decydowac. I sa z niego zadowoleni. I jaki z tego moral? Nie wolno pozwalac tesciom decydowac o wlasnym zyciu. Bo niektorzy tesciowie zrozumieja, ze macie wlasne zycie, a inni pod byle pretekstem beda sie wpieprzac do wszystkiego. A taka sytuacja nie prowadzi do niczego dobrego.
      • zezloszczona Re: zależność finansowa-czy u WAs ?? 27.01.11, 13:27
        wszystko mi się znów przypomniało jak zobaczyłam ten wątek. Mam pytanie. Jak odebralbyście takie coś: Teściowa przyjeżdzą, gadka szmatka, siada na kanapie, i gapi się w dywan jakby tam złota szukała, po czym oznajmia "ten dywan wam się jakoś rozjaśnił" ...tak jakby wcześniej był brudny? Nie piszcie, że jestem nastawiona, bo nie pierwszy raz takie zagranie z jej strony, było też zaglądanie pod ławę, patrzenie po lampach czy nie ma pajęczyny itp.
        Z caaaaaaaaaaaałych moich sił próbowałam ją polubić ale nie mogę, jestem miła ale nie lubie rozmów z nią. Zawsze musi szpilę wkłuć. Nie rozumiem takich ludzi. Jej córka taka sama. Widząc moją siostrzenice na zdjęciu, powiedziała, że ma zadarty nos...a wcale takiego nie ma. Poza tym jak się widzi czyjeś dziecko, to się mówi miłe rzeczy a nie krytykuje. Bynajmniej ja jestem tak nauczona żeby nie sprawiać innym przykrości.

        A pieniądze? Nie cierpię jak cos daję albo kupuje...nie chce tego brać ale mój mąż za to uwielbia prezenty od mamusi i pożyczać czasem. Ostatnio dostał na okulistę itp od teściowej. On się czuje zobowiązany żeby byc na każde zawołanie. Do bankomatu po pieniążki jej jedzie, chociaz ona pracuje 20 min pieszo od bankomatu a kończy najpóźniej o 14.30. Mnie za to powiedziała, że jak autobus się spóźniał na przesiadkę i musiałam iść 45 minut do pracy (spóźniając się przy tym) to powinnam godzinę wcześniej jeździć a nie kupować samochód bo nie powinnyśmy wydawać na drugi samochód. Dodam, że teść siedział w domu, bo na emeryturze a ich samochód stał w garażu. Teściowa i mąż jeździli razem do pracy naszym i nszym wracali. Poza tym, mąż i tak musiał po mnie przyjeżdżać bo nie mialam powrotnego...no musiałabym czekać 2 godziny. Za to teściowa chce żeby mąż mój po nią przyjeżdzał 2 dni w tygodniu, kiedy akurat autobusu nie ma, bo inaczej musiałaby czekać godzinę.

        Jak tu lubić taką osobę. Stara się to ukryć ale zawsze traktuje mnie i ona i jej rodzina jak tą gorszej kategorii. Z reszta, jak wszystki, którzy nie sa związani z nimi więzami krwi. Bo tak: ani jedna osoba z ich znajomych nie jest dobrym człowiekiem, sąsiedzi dookola to też jacyć powaleni...a w pracy każdy kolega to głupek. Ma się za świętą a pokłócona z połową rodziny. Nawet ze swoimi tesciami i siostrą rodzoną.
Pełna wersja