moje dylematy....

15.08.10, 13:21
Nawet nie wiem od czego zaczac...
Minely juz ponad trzy tygodnie a pogrzebu jeszcze nie bylo. I powiem
WAm,ze wcale mi sie nie spieszy, nie mam na to sily! Sytuacja u mnie
wyglada tak: jestem w UK. Tutaj mieszkalismy od ponad 5 lat. Maz
zostal skremowany, bo tak zawsze chcielismy! Urne mam w domu bo
tutaj tak mozna. I nie mam pojecia co dalej!!!
Fakt, ze jestem caly czas w trakcie zalatwiania roznych formalnosci
i konca nie widac ale kiedys to sie skonczy i co dalej??
Corka dostala sie tu do wymarzonej szkoly sredniej, zaczyna od
wrzesnia i nie chce slyszec o powrocie do Polski. Ja tez nie bardzo
wyobrazam sobie powrot w tej chwili:( Strasznie to wszystko
skomplikowane i poplatane:(
Ale w Polsce wszyscy czekaja na pogrzeb! I kiedys bede musiala go
zrobic. Ale co wtedy?? Zostawie Meza tam?? I wroce tu??
Nie ogarniam tego na razie:( Nie mam sily o tym myslec!
Musialam to z siebie wyrzucic!
Pozdrawiam Was cieplo!!!
ania
    • kasta4 Re: moje dylematy.... 16.08.10, 00:34
      Mialam dokładnie taka sama sytuacje ale w USA. tam zrobilam w koncu 2 pogrzeby
      ale bez pochowku. Byla tez kremacja. Tylko ceremonie, 1 w kosciele druga w
      funeral. Polowe prochow rozsypalam w USA w naszych miejscach a polowe w Polsce
      po ponad 3 miesiacach. Tu juz z pochowkiem urny. Ale juz wkrotce urna bedzie u
      mnie w domu.

      ja spalam z urna przez te 3 miesiace. Potrzebowalam tego. A wrocilam tylko dla
      dziecka. Tam nie mam rodziny a tutaj jest tyle osob ktore go kochaja. Teraz
      widze, ze to dobra decyzja. Ale niestety sama musisz ja podjac. Dla ciebie moze
      byc dobre cos zupelnie innego.


      Powolutku i spokojnie. Pewnie i tak wiesz co zrobisz tylko to samo sie
      wyklaruje.A pogrzeb - kiedys zrob. Czy teraz czy jak ja po 3 miesiacach - ale to
      jest potrzebne.Ale tez sie nie spiesz. czas czas spokojnie. Nie denerwuj sie.
      Mni eprzymus decyzji tylko dobijal i dlatego ich nie podejmowalam i juz.
      • black_fenix Re: moje dylematy.... 16.08.10, 01:09
        Dziekuje za to co napisalas! Dobrze wiedziec, ze ktos byl w podobnej
        sytuacji i czul podobnie.
        Wszyscy na mnie wymuszaja podjecie jakiejs decyzji a wlasciwie chca
        ja podjac za mnie i przekonac mnie, ze tak bedzie najlepiej a mnie
        to dobija!!
        Oczywiscie, ze zrobie pogrzeb ale jeszcze nie teraz! Tylko czemu
        nikt nie chce uszanowac mojej decyzji i wszyscy sie dziwia?!
        A przymus podjecia decyzji mnie paralizuje i tylko wszystko
        utrudnia!
        pozdrawiam!
        • kasta4 Re: moje dylematy.... 16.08.10, 02:42
          Absolutnie sie nie daj!!!!!! I nie chodzi mi tu o bunt ale..... jesli
          jakakolwiek nawet najdrobniejsza decyzje podejmiesz pod naciskiem lub nie daj
          Boze inaczej niz czujesz bo ktos cos powie - bedziesz tego zawsze zalowac!! Ty
          TY i tylko ty masz pelne prawo decyzji. ja wysluchalam zdania np. tesciowej.
          Poznalam ja dopiero po powrocie do Polski. I oibrazona dama byla bo ja
          pochowalam meza w moim rodzinnym miescie.( A ona jak mial 2 latka porzucila go.)
          Wtedy spokojnie odparłam ze mamusi nie wierze, ze sie bedzie martwym zajmowac
          skoro o zywego nie dbala. I była cisza. Ale nie zawsze trzeba a ztak mocno.
          najnormalnie mow: mam prawo do bolu i odsunieca pewnych decyzji. Spokojnie, bez
          emocji. ja potrzebowałam 3 miesiecy !!! Nikt z moich kolezanek wdow tak tego nie
          odwlekal a ja tak - bo tak czulam. I ani ona ani ja nie zrobilysmy zle. kazda
          zrobila to co czula.

          i jeszcze jedno. Ja bylam z mezem w szpitalu. Trafil nagle, byl zdrowy. Potem
          patrzylam jak umiera, jak mlody zdrowy chlopak zamienia sie w rosline w kilka
          dni. Ale bylam tam i to sie dla mnie bardzo liczylo.
          Podobnie jest z tym procesem pogrzebowym, pakowania rzeczy, palenia czy
          wyrzucania, chowania czy eksponowania pamiątek - każdy inaczej. Musisz to
          przejść po swojemu bo to dobra baza do następnego kroku. Nie możesz niczego
          żałować. Nie działaj na przekór ciotce czy mamie - działaj jak dyktuje ci serce.

          Przepraszam za te byki. Chce ci tyle napisać. Przypomina mi się jak ja rok temu
          tu byłam i jak mnie wspierały. Ciesze się ze mogę komuś to oddac, pomoc.

          czasami nie potrafię tego tak delikatnie przekazać ale staram sie :-)
          Będziesz szła jak w kisielu ale bedziesz szla. Płacz, wyj, rzucaj szklankami -
          nikt nie moze ci nic powiedzieć. Wlecz musisz to wyładować po swojemu.

          A ludzi w stylu : bo powinnaś - natychmiast się pozbywałam z otoczenia. Do mnie
          przyleciała mama i ogromnie mi pomogła. Chcialam isc spac to mówiła- tak idz,
          potrzebujesz snu. Jak chciałam siedziec w oknie i nic nie mowic to tez
          stwierdzała, że jest ok. Z rodzina nie chcialam rozmawiac. Było zdziwienie ale
          ja taka jestem. Powiedziałam,że nie chce i już. Nie czułam tego. Przeszły emocje
          po chyba 2 tygodniach i wtedy pogadałam z tata itd.


          Oj stworzyłam masło maślane

          Ale pamietaj - pisz na gazetowego kiedy chcesz. dOPADNIE CIE W NOCY DOL - SIADAJ
          I PISZ. Nie krepuj sie nigdy!!!!!!!!!!!!!!!!!! A jak chcesz telefon - to mow.

          sciskam cie i dzis placze z toba jak dziecko. wszystko wraca
          • tilia7 Re: moje dylematy.... 16.08.10, 10:36
            W 100% zgadzam się z Kastą,co do podejmowania własnych decyzji i
            przeżywania żałoby i bólu po swojemu.NIKT nie ma prawa mówic Ci co
            masz czuc,co masz robic,co powinnaś,co dla Ciebie dobre.Ty to wiesz
            najlepiej-i choc na pewno nieraz wydaje Ci się,że nigdy nie uda Ci
            się tych decyzji podjąc,to możesz byc pewna,że one już w Tobie
            są,muszą tylko dojrzec,poczekac na właściwy czas.Ja również
            radzę,żebyś ten ból wylewała z siebie:płacz,krzycz,wyj-tylko tego
            nie duś w sobie i nie udawaj,że wszystko jest ok.Nikogo nie musisz
            teraz chronic,nikogo,bo to Ty jesteś najbardziej pokrzywdzona i to
            Tobie należy się ochrona.Twoim jedynym celem jest teraz przeżyc-
            dzień po dniu,a nawet godzina po godzinie.
            Staraj się bronic swojego stanowiska w taki sposób,aby nikogo
            niepotrzebnie nie krzywdzic.Ludzi mają czasem naprawdę dobre
            intencje,tylko po prostu nie mają pojęcia o naszym bólu i o tym,co
            naprawdę przeżywamy.Ale trwaj przy swoim.Bycie w zgodzie ze sobą i
            własnymi uczuciami jest w tym potwornym czasie bardzo ważne.
            Ściskam Cię serdecznie i życzę dużo siły
            • proy0311 Re: moje dylematy.... 19.11.10, 11:44
              Bardzo adekwatne to określenie "jak w kisielu". Niestety są tacy którzy mówią jak trzeba. W moim przypadku to osoba która ma kontakt z dziećmi.Niestety im też przekazuje te "prawdy" . W ten sposób zaŁatwia mi dwie rzeczy: dzieci blokują żaŁobę -bo jej wierzą, pilnują mnie i gdy paŁaczę zŁoszczą się na mnie. A ta osoba? Gdy wychodzą wszyscy zostaje z mężem i ...paŁacze.Nie blokuje. Ma córkę której też może wypowiedzieć swoje żale.
              Czy mam do niej pretensje ? Jeśli to o to że nie sŁucha innych .
              Przyświeca mi myśl żeby się nie skŁócić . Niestety taka postawa traktowana jest jako przejaw sŁabości. Nie jest Łatwo.
              My też chcieliśmy być skremowani . Ale o tym rozmawialiśmy dawno dawno temu jako o czyś z dalekiej przyszŁości. StaŁo się tradycyjnie z zaskoczenia. Bez myśli.Bez świadomości. Może to nie jest takie zŁe ,że są te schematy .Konieczność podejmowania decyzji ...boli.
    • grosz-ek Re: moje dylematy.... 19.11.10, 19:17
      Całkowicie Cię rozumiem. Sam 5 tygodni temu pochowałem najważniejszą dla mnie osobę - moją cudowną żonę, wspaniałą matkę 4 dzieci. Przeżywam dokładnie ten sam marazm decyzyjny, co Ty. Nie jest lekko, nie jest łatwo podejmować decyzje. Ale wiedz, że cokolwiek zrobisz, cokolwiek zadecydujesz - ja i moja rodzina jesteśmy mentalnie z Tobą.
      • black_fenix Re: moje dylematy.... 21.11.10, 00:18
        Dziekuje bardzo za wsparcie! Wsparcie i cieple slowa od kazdego z Was na tym forum! Nawet jak nie mam sily pisac to i tak zagladam tu kazdego wieczora.

        Na Swieta lecimy na dwa tygodnie do Polski, do moich rodzicow. W tym czasie odbedzie sie tez pogrzeb. Mam nadzieje, ze jakos dam rade choc mam wrazenie, ze tutaj jeszcze jakos sie trzymam bo musze a w Polsce calkowicie sie rozsypie.....:(
Pełna wersja