Jestem najgorszą żoną...

16.08.10, 10:40
....według mojego męża. Niezaradna, leniwa, pozbwiona instynktu
macierzyńskiego egoistka. Cały czas słyszę tylko jaka jestem nie do życia. jak
ma mnie dosyć. Przykładów można by wymienić i wymieniać.
Muszę się wyżalić bo czuję że niedługo zwariuję. Myślałam już nawet o wizycie
u psychologa. Cały czas chodzę zdenerwowana.
Nie czuję żebym była aż taka zła a wręcz przeciwnie.
Pracuje na dwa etaty bo spłacamy kredyt na mieszkanie. Do tego zajmuję się
dwójką dzieci - jedno w wieku szkolnym a drugie w przedszkolnym. To ja wstaje
codziennie rano i podaję im śniadanie podczas gdy mąż się wyleguje w łóżku! To
ja ich opieram, ja prasuje, ja gotuje!!!!!! A ten cholerny leń jest wiecznie
zmęczony i wiecznie niezadowolony! Wyobrażacie sobie to???
Owszem zarabiam połowe tego co mąż, ale staram się- pracuje do tego dorabiam
po godzinach i jeśli mogę sprzedaję przez internet. To wszystko kosztuje mnie
mój wolny czas, ale on tego nie widzi bo leży na kanapie przed tv.
Nie mogę powiedzieć bo mąż zajmuje się rachunkami domowymi i ogarnia kredyt.
Ale nic poza tym! A ja nigdy nie powiedziałam mu że jest źle zorganizowny, że
coś robi nie tak!
Podczas gdy ja wkołko słyszę tylko obelgi!
Myślę sobie że chyba lepiej byłoby się rozstac i mieć spokój. Szkoda mi
siebie, że moj mąż mnie nie docenia - za to docenia wszystkich ludzi na
około.... tylko nie własną zonę. myślę sobie że może jeśli byśmy się rozstali
to wkońcu by zobaczył co stracił.
Mam już dość, chyba powinnam wybrać się na terapię bo czuję, że niedługo
kompletnie sfiksuje :((
pozdrawiam
    • aadzia21 Re: Jestem najgorszą żoną... 16.08.10, 11:02
      Nie wiem, czy powinnaś się udać na terapię, Twoje poczucie własnej
      wartości chyba na szczęście jest niezłe. Natomiast koniecznie
      powinnaś coś zrobić z tą sytuacją. Bez rozmów z mężem się nie
      obejdzie. Uświadom mu, że po pierwsze nie zgadzasz się na takie
      traktowanie, po drugie gada bzdury. Może rozpisz na kartce Wasze
      obowiązki w ciągu calutkiego dnia (począwszy od tego śniadania dla
      dzieci), uwzględnij też jego leżenie na kanapie itp., z rozpiską
      godzinową. Do facetów przemawiają konkrety, więc użyj tego jako
      argumentu w rozmowie. Jak trzeba powieś w widocznym miejscu i
      odwołuj się do tego, kiedy następnym razem nazwie Cię leniem.
      • tully.makker Re: Jestem najgorszą żoną... 16.08.10, 11:17
        A czy byc leniem to obelga? Mi chlop od czasu do czasu mowi, zemi
        leniwa, a ja mu uprzejmie dziekuje za komplement. Lenistwo jest sila
        napedowa wszelkiego postepu cywilizacyjnego, zrodlem wynalazkow i
        motywacja do kreatywnosci.

        Lenistwo jest cool.

        PS Moj chlop uwaza, ze on robi wiecej w domu, ja uwazam, ze to ja
        robie wiecej. Ale odkad przestalam z nim dyskutowac na ten temat,
        zyje sie nam duzo przyjemniej. jesli chce miec taka opinie, i dzieki
        temu czuje sie dobrze, to czemuz mam mu bronic?

        PS2 Odkad mu nie wyliczzam, ile zrobilam, to zaczyna nawet
        okazjonalnie doceniac moje wysilki. Wczoraj pial nad wysoka jakoscia
        obiadu i moja wspanialoscia przez 2 godziny, jak w koncu cos
        ugotowalam po co najmniej 6 tygodniach przerwy ;-).
    • marzeka1 Re: Jestem najgorszą żoną... 16.08.10, 11:23

      "Nie mogę powiedzieć bo mąż zajmuje się rachunkami domowymi i
      ogarnia kredyt.
      Ale nic poza tym! "- i tu jest problem, bo pozwoliłaś nie
      tylko uzależnić swoje poczucie wartości od zdania faceta, który
      wymiksował się z rodzinnego układu, dzieci spłodził i na tym
      koniec.W sumie po co ci facet, który w żaden sposób nie pomaga ci
      specjalnie, a zrył psychikę tak, że masz się za nic?????
      • santo_inc Re: Jestem najgorszą żoną... 16.08.10, 16:47
        > wymiksował się z rodzinnego układu, dzieci spłodził i na tym
        > koniec.

        No przepraszam, ale przecież zaspokaja finansowe potrzeby rodziny?
        • aadzia21 Re: Jestem najgorszą żoną... 16.08.10, 20:49
          santo_inc napisał:
          > No przepraszam, ale przecież zaspokaja finansowe potrzeby rodziny?

          Jakby Ci dotąd nikt jeszcze nie powiedział, to informuję, że
          finanse, to nie jedyna potrzeba rodziny.
          Poza tym autorka też pracuje.
      • t_justyna1979 Re: Jestem najgorszą żoną... 16.08.10, 17:49
        Jak ma wszystko podane na tacy i nie docenia to na pewno doceni jak
        co nieco straci. Przestań robić wszystko, żeby być idealną żoną i
        matką. Bo czym on bardziej narzeka tym Ty się zapewne bardziej
        starasz. Odpuść sobie. Niech i on się postara. Ty zrób coś dla
        siebie a on niech w tym czasie zrobi coś w domu. Doprowadź do
        sytuacji, że znów w jego oczach pojawi się podziw, pożądanie a być
        może i zazdrość (bo ma piękną żonę, wspaniałą matkę swoich dzieci
        więc ma się o co obawiać).
        Powodzenia życzę. A jeśli to nie zadziała to może czas zastanowić
        się poważnie nad tym czy w ogóle warto dla takiego człowieka?
        Pozdrawiam
    • ognista998 Re: Jestem najgorszą żoną... 16.08.10, 12:53
      ...a zapytaj go w czym on jest dobry i co on robi?? zobaczysz co wtedy powie i
      czy będzie dalej warto próbować ratować związek czy nie. jeśli na to pytanie
      odpowie milczeniem to wtedy zobaczy jaką on ma dobrą i cierpliwą żonę;)
      • red.sarah Re: Jestem najgorszą żoną... 16.08.10, 14:16
        Na podstawie obserwacji,nie z własnego podwórka na szczęście
        dochodzę do wniosku,że głupi i zakompleksiony facet, zawsze mówi
        jaka to jego żona jest beznadziejna i zawsze w rzeczywistości to on
        jej do pięt nie dorasta.
    • santo_inc Re: Jestem najgorszą żoną... 16.08.10, 16:45
      > Myślę sobie że chyba lepiej byłoby się rozstac i mieć spokój. Szkoda mi
      > siebie, że moj mąż mnie nie docenia - za to docenia wszystkich ludzi na
      > około.... tylko nie własną zonę.

      Jeśli Twój mąż za wyznacznik wartości człowieka uważa to, ile on zarabia, to nic
      dziwnego. Czy naprawdę tego wcześniej nie zauważyłaś?

      Czemu zarabiasz dwa razy mniej niż on?

      Że jesteś leniwa to z Twojego opisu nie wynika, ale pewne uzasadnienie
      niezaradności w nim widać...
      • sauerkirsch Re: Jestem najgorszą żoną... 16.08.10, 17:36
        > Że jesteś leniwa to z Twojego opisu nie wynika, ale pewne uzasadnienie
        > niezaradności w nim widać...

        czyli wg ciebie zaradność ocenia się na podstawie grubości portfela i ilości zer
        na pasku wypłaty?
        Moje doświadczenia temu przeczą.
        Ciekawe, jak poradziłby sobie ów pan, wg wypłaty 2x bardziej zaradny niż żona,
        gdyby został sam z jej obowiązkami.

        Do autorki: facet, któremu wszystko podstawia się pod nos, nigdy tego nie
        doceni. A jak się raz na 6 tyg. ugotuje obiad (vide tully), to jest się
        wychwalaną pod niebiosa :)
        • santo_inc Re: Jestem najgorszą żoną... 16.08.10, 17:57
          > czyli wg ciebie zaradność ocenia się na podstawie grubości portfela i ilości ze
          > r
          > na pasku wypłaty?

          Tak. Na tym polega zaradność. Powiem więcej, taka jest jej definicja.

          Zaradność to umiejętność odnalezienia się w realiach i wykorzystania ich w
          możliwie najlepszy sposób do zaspokajania własnych celów i potrzeb. W
          dzisiejszych czasach te cele i potrzeby zaspokaja się pieniędzmi. Jeśli ktoś
          zarabia ich mało, jest niezaradny.

          No chyba, że zarabia mało, bo ma pracę, którą lubi, ale nisko płatną. No ale
          wtedy też nie nazwiemy go zaradnym, parwda?

          > Moje doświadczenia temu przeczą.

          Jakie to doświadczenia? Chętnie poczytam. :)
          • aadzia21 Re: Jestem najgorszą żoną... 16.08.10, 20:53
            Posuń się dalej w swoich mądrościach, santo_inc: małżeństwa powinny
            się dobierać pod względem wysokości zarobków, i to co do grosza.
            Jeśli w trakcie trwania związku któreś z małżonków zacznie z jakichś
            powodów zarabiać mniej, należy natychmiast się rozwieść.
            • tully.makker a do tego 16.08.10, 21:47
              zeby bylo sprawiedliwie, rodziny obojga powinny byc rownie zamozne, by nie
              nastapily jakiekolwiek dysproporcje w wyposazeniu na start i ewntualnym spadku.
              Ponadto, wskazany jest idealnie rony podzial obowiazkow domowych, a co do ciazy
              i karmienia piersia - to wiadomo, jeden dzien jedno, drugi dzien drugie. Porod -
              zmiana co 15 minut - to chyba byloby OK, jak myslisz?

              Tylko czy to by kolege usatysfakcjonowalo? Moze jeszcze raz jedno, raz drugie
              powinno menstruowac?
            • santo_inc Re: Jestem najgorszą żoną... 19.08.10, 19:13
              > Posuń się dalej w swoich mądrościach, santo_inc: małżeństwa powinny
              > się dobierać pod względem wysokości zarobków,

              Bzdura, ale żyj sobie w takim przeświadczeniu dalej. :)
          • sauerkirsch Re: Jestem najgorszą żoną... 16.08.10, 23:21
            Wg mnie to wielkie uproszczenie. Zaradność to pojęcie szersze, niż
            wykorzystywanie swoich umiejętności do zarabiania kasy. To umiejętność radzenia
            sobie i podejmowania trafnych decyzji w różnych sytuacjach życiowych.
            Są ludzie, dla których pieniądze nie są najwyższym celem i wartością, nie pną
            się po szczeblach kariery, a mimo to żyją, radzą sobie i nawet są szczęśliwi. Wg
            twojej definicji są to ludzie niezaradni.

            Pytałaś o przykład. Odpowiem w skrócie:
            On górnik, ona sprzątaczka. Ich zarobków porównać niesposób. A jednak od wielu
            lat to ona organizuje życie rodzinne, zarządza finansami, oszczędza, kombinuje,
            rozwiązuje problemy. Dla mnie jest ideałem zaradności życiowej. Gdyby jej
            zabrakło, on by dosłownie zginął. W tym przypadku wysokość wypłaty jest
            odwrotnie proporcjonalna do poziomu zaradności.

            W
            > dzisiejszych czasach te cele i potrzeby zaspokaja się pieniędzmi.

            Naprawdę tak myślisz?
            Możesz kupić miłość, przyjaźń, zdrowie, poczucie bezpieczeństwa?
            • santo_inc Re: Jestem najgorszą żoną... 19.08.10, 19:22
              > Wg mnie to wielkie uproszczenie. Zaradność to pojęcie szersze, niż
              > wykorzystywanie swoich umiejętności do zarabiania kasy. To umiejętność radzenia
              > sobie i podejmowania trafnych decyzji w różnych sytuacjach życiowych.

              Jeśli według Ciebie wybranie pracy rozwijającej intelektualnie i moralnie ale
              kiepsko płatnej w sytuacji, gdy rodzinie nie wystarcza na życie jest objawem
              podejmowania trafnych decyzji życiowych a zatem zaradnością, to rzeczywiście się
              nie dogadamy. Z wyjątkiem rzadkich przypadków, gdy kiepsko płatna praca ma
              charakter wybitnie tymczasowy i rozwojowy, nie ma to najmniejszego sensu. Choć
              jest wygodne, temu nie zaprzeczę.

              W tym kontekście to może i masz rację. Lepiej jest znaleźć sobie pracę łatwą,
              lekką, ciekawą, rozwijającą, nawet kiepsko płatną. Niech o pieniądze na
              utrzymanie rodziny martwi się partner. Tak, to rzeczywiście świadczy o zaradności...

              > Są ludzie, dla których pieniądze nie są najwyższym celem i wartością, nie pną
              > się po szczeblach kariery, a mimo to żyją, radzą sobie i nawet są szczęśliwi.

              Nie przypuszczam, by szczęśliwi byli ludzie, którzy głodują albo mieszkają po
              ślubie w ciasnym pokoju u rodziców, za to mają inne cele w życiu.

              > Naprawdę tak myślisz?
              > Możesz kupić miłość, przyjaźń, zdrowie, poczucie bezpieczeństwa?

              W dzisiejszych czasach podstawowe potrzeby, jak właśnie zapewnienie zdrowia,
              bezpieczeństwa (tak fizycznego, jak i finansowego) oraz zupełnie nieistotne
              żarcie, zaspokaja się przy użyciu pieniędzy. Nie karmy czy innej magicznej
              waluty zdobywanej za dobre (choć bezpłatne) uczynki, a pieniędzy.
          • sanciasancia Re: Jestem najgorszą żoną... 17.08.10, 09:22
            > Zaradność to umiejętność odnalezienia się w realiach i wykorzystania ich w
            > możliwie najlepszy sposób do zaspokajania własnych celów i potrzeb. W
            > dzisiejszych czasach te cele i potrzeby zaspokaja się pieniędzmi. Jeśli ktoś
            > zarabia ich mało, jest niezaradny.
            Miłość, czułość, akceptację itp., też sobie kupujesz? Czasem u żony, a jak ona
            nie chce, to u kogoś innego? Ludzie przede wszystkim mają masę potrzeb
            niematerialnych, np. szacunek i poważanie u przyjaciół i w pracy, które zwykle
            ciężko się wypracowuje.

            A zaradność wcale nie kojarzy mi się z wysoką pensją, raczej na jak najlepszym
            wykorzystaniu niskiej.
            • santo_inc Re: Jestem najgorszą żoną... 19.08.10, 19:17
              > Miłość, czułość, akceptację itp., też sobie kupujesz?

              Oczywiście, że nie. :)

              > Ludzie przede wszystkim mają masę potrzeb
              > niematerialnych, np. szacunek i poważanie u przyjaciół i w pracy, które zwykle
              > ciężko się wypracowuje.

              Ja to doskonale rozumiem, że są w życiu cele o wyższej wartości, niż zarabianie
              pieniędzy na żarcie. Ale jest coś takiego jak piramida potrzeb Maslowa. Na dole
              są potrzeby fizjologiczne: żarcie, spanie i seks. Jak tego nie zaspokoisz, to
              nie ma co zaspokajać potrzeb poważania, szacunku, rozwoju duchowego i całego
              tego blablabla.

              Ciekawym jest, czy aprobowałabyś tak samo mężczyznę, który zarabia kiepsko, ale
              za to ciężko pracuje i ma szacunek i poważanie u przyjaciół i w pracy. Bo jest,
              dajmy na to, urzędnikiem w urzędzie pracy i pomaga bezrobotnym, albo
              nauczycielem. Czy praca takiego człowieka byłaby wysoko ceniona w sytuacji, w
              której jego żona jest z dzieckiem w domu i niemalże przymierają głodem.

              Ot, równouprawnienie...

              > A zaradność wcale nie kojarzy mi się z wysoką pensją, raczej na jak najlepszym
              > wykorzystaniu niskiej.

              Jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma...
              • tully.makker Re: Jestem najgorszą żoną... 20.08.10, 10:13
                Ciekawym jest, czy aprobowałabyś tak samo mężczyznę, który zarabia
                kiepsko, ale
                > za to ciężko pracuje i ma szacunek i poważanie u przyjaciół i w
                pracy. Bo jest,
                > dajmy na to, urzędnikiem w urzędzie pracy i pomaga bezrobotnym

                O, marzenie, bardoz bym chciala takiego faceta.

                Ostatnio moj chlop stwierdzil, ze pojedzie na tydzien do Bogatyni
                pomagac woluntarystycznie po powodzi. Poniewaz prowadzi firme, to
                oznacza to uszczerbek w jego dochodach, ale za to moj podziw i
                szacunek, co chyba dla niego wazniejsze.
                • santo_inc Re: Jestem najgorszą żoną... 20.08.10, 21:41
                  > Ostatnio moj chlop stwierdzil, ze pojedzie na tydzien do Bogatyni
                  > pomagac woluntarystycznie po powodzi. Poniewaz prowadzi firme, to
                  > oznacza to uszczerbek w jego dochodach, ale za to moj podziw i
                  > szacunek, co chyba dla niego wazniejsze.

                  Jak wspomniałem, po zaspokojeniu podstawowych potrzeb, można zaspokajać te na
                  wyższym poziomie abstrakcji.

                  Niewykluczone, że w pewnym momencie, gdy już zaspokoi potrzeby niezbędne do
                  życia, ważniejsze niż dalsze zarabianie pieniędzy są dla niego inne cele.

                  Gdybyście byli zwyczajnie biedni i odstawienie pracy na tydzień by robić dobre
                  uczynki kosztowało Was miesiąc głodu, z pewnością nie byłby taki chętny a i Ty
                  byś nie tego nie chciała.

                  Kontekst MA znaczenie.
                  • tully.makker Re: Jestem najgorszą żoną... 21.08.10, 14:37
                    A nie wiesz, ze bogaci zawsze chca miec wiecej - dlatego sa bogaci.

                    Smieszy mnie tom,ze traktujesz piramide maslowa, jedna z teorii, ktorych od
                    groma w psychologii, jak prawde objawiona.
                    • santo_inc Re: Jestem najgorszą żoną... 21.08.10, 19:19
                      > Smieszy mnie tom,ze traktujesz piramide maslowa, jedna z teorii, ktorych od
                      > groma w psychologii, jak prawde objawiona.

                      Mnie zaś śmieszy, że sądzisz, że ludzie głodni, lub tacy, którym brakuje
                      pieniędzy na zaspokojenie potrzeb niezbędnych do życia, są zaradni, jeśli mają
                      kiepsko płatną, lecz rozwijającą pracę. To nie świadczy o ich zaradności.

                      Jeśli Ty uważasz inaczej, to naprawdę, nie mamy o czym rozmawiać. Z mojej strony
                      EOT.
                      • tully.makker Re: Jestem najgorszą żoną... 21.08.10, 19:50
                        Pomyl,liles mnie z kims innym, ja sie nie wypowaiadalam na temat zaradnosci. Nie
                        traktuje jej jako zalety, raczej cecha opisowa.
          • mgla_jedwabna Re: Jestem najgorszą żoną... 26.08.10, 00:17
            W takim razie zaradnością jest pasożytowanie na żonie i korzystanie z jej darmowej pracy w domu. Według tej definicji, pani powinna zostawić dzieci panu, płacić jakieś grosze alimentów (albo w ogóle nie płacić - w Polsce nader latwo unikac konsekwencji), po pracy leżeć na kanapie, a pensję wydawać na waciki.

            Życzę ci zaradnego współmałżonka Santo_inc.
        • tully.makker Re: Jestem najgorszą żoną... 16.08.10, 20:44
          A jak się raz na 6 tyg. ugotuje obiad (vide tully), to jest się
          > wychwalaną pod niebiosa :)

          No dobra, gotuje czesciej, teraz wyszlo 6 tygodni z powodu rozjazdow
          wakacyjnych. Ale w Chorwacji to chlop nas rozpieszczal swoimi popisowymi
          kolacjami z owocow morza...
          • sauerkirsch Re: Jestem najgorszą żoną... 16.08.10, 23:01
            > No dobra, gotuje czesciej

            Domyślam się, że częściej gotujesz ;)
            Podałam ten przykład, gdyż dowodzi skuteczności metody "nie rozpieszczać chłopa".
            Mój np. sam sobie prasuje czy robi kanapki do pracy, a jak raz na rok go
            wyręczę, to jestem cudowna żona :P
            Ja jestem zadowolona i on jest zadowolony.
            • tully.makker Re: Jestem najgorszą żoną... 17.08.10, 09:49
              Mój np. sam sobie prasuje czy robi kanapki do pracy, a jak raz na
              rok go
              > wyręczę, to jestem cudowna żona :P

              my 10 lat razem i jeszcze ani razu nie zrobilam mu kanapki do
              pracy ;-P
              • sauerkirsch Re: Jestem najgorszą żoną... 19.08.10, 00:10
                My też 10 :)

                Ja memu robiłam kanapki w zasadzie tylko w ekstremalnych sytuacjach, np. jak
                zaspał, ale i to nie zawsze ;)
                Zresztą on też mi czasem robi kanapki, a śniadanie niedzielne prawie zawsze sam
                szykuje, bo twierdzi: "jak ja nie zrobię, to ty już na pewno nie" :P
                A ja się wyleguję wtedy ;)
                • tully.makker Re: Jestem najgorszą żoną... 19.08.10, 10:03
                  U nas tez sniadania naleza do chlopa. Jak najmlodsze dziecko
                  wstania, to ja mu daje mu na szybko platki, a potem leze w wannie, a
                  chlop robi jajecznice, kielbaski, salatki i cam sobie jeszce Frania
                  zyczy.

                  :-)
                  • sebalda Re: Jestem najgorszą żoną... 20.08.10, 22:07
                    Jak bardzo trzeba być chorym na umyśle, żeby wytykać lenistwo żonie, ktora
                    pracuje zawodowo, bierze dodatkową pracę po godzinach, sprzedaje w internecie,
                    obsługuje dzieci i dom. I robi to facet ktory, o rany, pracuje na jednym etacie,
                    opłaca rachunki i ogarnia kredyt, wow! To naprawdę zakrawa na poważne zaburzenie
                    psychiczne, bo pan najwyraźniej nie postrzega rzeczywistości taką, jaka ona
                    jest. Wspólczuję z całego serca i radzę się zbuntować, dzieci wywieźć na trochę
                    do rodziny, a samej nie kiwnąć palcem w domu przez kilka dni. Ja wiem, że to
                    cholernie trudne, samej jeszcze nigdy nie udała mi się taka sztuka, ale też nie
                    miałam za bardzo dokąd wysłać dzieci. Zresztą, jak czasami tak się udało, że
                    wyjechaly w jednym terminie, mąż robił się niezwykle miły, a i ja nie mialam
                    sily na akcje uświadamiające, wolałam korzystać z chwil spokoju. ALe to poważny
                    błąd, jesteś młoda, musisz zawalczyć o szacunek, bo Ci się wyjątkowo należy.
                    Jestem pełna podziwu dla Ciebie, dzielna kobieta, nie ma co:)
                    • tully.makker Re: Jestem najgorszą żoną... 21.08.10, 14:40
                      opłaca rachunki i ogarnia kredyt,

                      kurcze, w nas w domu to ja oplacam rachunki i "ogarniam", cokolwiek by to mialo
                      znaczyc, kredyt. zajmuje mi to srednio pol godziny miesiecznie przy kompie. Moze
                      ;powinnam zarzadac jakis specjalnych dowodow uznania w zwiazku z tym faktem?
                      Pomnika przed palacem pzezydenckim? Pochowku na Wawelu?
                      • santo_inc Re: Jestem najgorszą żoną... 21.08.10, 19:20
                        > kurcze, w nas w domu to ja oplacam rachunki i "ogarniam", cokolwiek by to mialo
                        > znaczyc, kredyt. zajmuje mi to srednio pol godziny miesiecznie przy kompie. Moz

                        Sam fakt zapłacenia raty kredytu, to żadna zasługa.

                        Zasługą zaś jest fakt zarobienia na tę ratę kredytu w sytuacji, w której drugi
                        małżonek ma drogie hobby, czyli etat, na którym kiepsko mu płacą, ale który lubi.
                        • tully.makker Re: Jestem najgorszą żoną... 21.08.10, 19:50
                          Zasługą zaś jest fakt zarobienia na tę ratę kredytu

                          No wlasnie ja na nia zarabiam. Myslisz, ze nalezy mi sie za to jakis pomnik?
                          • santo_inc Re: Jestem najgorszą żoną... 24.08.10, 17:24
                            > No wlasnie ja na nia zarabiam. Myslisz, ze nalezy mi sie za to jakis pomnik?

                            Pomnik może nie, ale wdzięczność z pewnością.
                            • tully.makker Re: Jestem najgorszą żoną... 27.08.10, 12:53
                              > Pomnik może nie, ale wdzięczność z pewnością.

                              A co bedzie jak strace prace i przestane zarabiac? Kopa w dupe?
                        • mgla_jedwabna Re: Jestem najgorszą żoną... 26.08.10, 00:25
                          Rzadko kogoś komentuję tak wprost, ale twoje pomysły są żałosne i obrzydliwe. Żyjemy w kraju, gdzie 70% osób zarabia poniżej średniej krajowej, kobiety, szczególnie matki małych dzieci, są dyskryminowane na rynku pracy, a koszty życia (np. mieszkań - to na nie bierze się te najgorsze kredyty) są astronomiczne. Zakładanie w tej sytuacji, że ktoś ma kiepsko płatny etat, bo postanowił mieć drogie hobby, świadczy albo o skrajnej bezczelności mówiącego albo o jego bezdennej głupocie. A najczęściej o jednym i drugim w komplecie.

    • prawdziwy_necik Re: Jestem najgorszą żoną... 17.08.10, 13:30
      wysli meza na terapie-nie siebie
    • mgla_jedwabna Re: Jestem najgorszą żoną... 26.08.10, 00:13
      Faceci lubią proste komunikaty: zrób listę prac, które wykonuje on i które wykonujesz ty, wraz z czasem, których wymagają. To musi być koniecznie na piśmie, zachowaj też wersję elektroniczną. Zrób co najmniej trzy kopie papierowe, jedną dla siebie, jedną podsuń mu pod nos, a jeszcze jedną powieś w widocznym miejscu (najlepiej, żeby była wydrukowana dużą czcionką). Jeśli będzie próbował usunąć z widoku, to masz dowód na to, e w tym związku jest coś nie tak: gdyby ta lista świadczyła na jego korzyść, oprawilłby ją zapewne w ramki.

      Lista powinna wyglądać tak (przykładowo)(liczba godzi nw tygodniu):

      Ja:

      Praca zawodowa 40h
      Sprzedaż na allegro 2h
      Gotowanie 7h
      Przygotowywanie prostych posiłków (np. śniadanie dla dzieci) 2,5h*
      Sprzątanie 4h
      Prasowanie 2h
      Pranie 1h**
      Opieka nad dziećmi (gdy jest to czynność wykluczająca inne. np. pobyt na placu zabaw, zaprowadzanie do przedszkola) 10,5h
      Zakupy (domowe, a nie torebki i buty) 3h
      I tak dalej.

      Podsumuj i sumę godzin spędzonych na pracy podkreśl tłustym drukiem. Pewnie wyjdzie coś w rodzaju on 40h, ty 70h.


      *(około 20 min,. na jedno śniadanie; niby nic, a patrz, ile daje w skali tygodnia)

      Nie daj się zbyć, że "pralka pierze sama", bo ktoś te szmaty musi posegregować, wsadzić, nasypać proszku, nalać płynu zmiękczającego, zaprogramować, potem wyjąć pranie, rozwiesić, suche pozbierać i posegregować wg właścicieli (zakładam optymistyczną wersję, gdzie każdy samodzielnie składa i chowa do szafy swoje szmaty). Podobnie z pozostałymi czynnościami.

      Nie daj się wrobić w rozliczenia finansowe. Jako małżeństwo macie wspólnotę majątkową, więc nie ma znaczenia, kto zarabia więcej. I macie równe prawa, m.in. również prawo do odpoczynku, prawo do poszanowania własnego wysiłku itd.

      "Zajmuje się rachunkami domowymi i ogarnia kredyt" to oznacza zrobienie kilku przelewów w miesiącu. W dobie bankowości internetowej
      robi się to między wysłaniem jednego a drugiego komunikatu gg do kumpla. Będzie to, dajmy na to, 2 min na przelew i 10 przelewów w miesiącu do zrobienia. Razem 20 min roboty na miesiąc. Faktycznie, przemęcza się chłop, jak koń w kieracie.***

      "A ja nigdy nie powiedziałam mu że jest źle zorganizowny, że
      > coś robi nie tak!"

      No to mu powiedz. Mało tego, wyśmiej go, że jest pierdołą tysiąclecia, skoro na więcej nie potrafi się zdobyć. Wjedź mu na ambicję zwyczajnie. Że kto tu niby zasuwa na rodzinę? Kto jest podporą tego domu? I gdzie on jaja zgubił, za kanapą?


      *** Założę się, że część z tych opłat można regulować stałym zleceniem, które naprawdę "spłaca się samo". Poza tym wiele banków ma taką ofertę, że rachunki za gaz/prąd etc. mogą przychodzić prosto do nich, a ty tylko upoważniasz bank do pokrywania ich z twojego konta. Bardzo wygodne.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja