Jak rozmawiać?

22.08.10, 20:10
Jesteśmy małżeństwem od 9 lat. Niby nic, niby ok.. Ale od jakiegoś
czasu nie umiemy ze sobą rozmawiać. Ciągle się kłucimy. O wszystko:
o to, że nie sprzątnął po sobie (mimo, że go prosiłam 5000 razy), że
rozlał coś i zwalił na mnie, że nie zakręciłam (chociał później się
okazuje, że on nie zakręcił)... Ostatnio słyszę tylko, że się nie
nadaję, że jestem głupia, że do niczego. Myślałam o jakiejś terapii
rodzinnej bo po prostu czasami mam dość i płaczę do poduszki, i nie
mam ochoty wysłuchiwać ciągłych pretensji. Powiedziałam mu o tym i
co. Nic. Przecież ja się nie znam..
Jak mam z nim postępować? Jak pomóc naszemu małżeństwu?
    • blue_romka Re: Jak rozmawiać? 23.08.10, 10:39
      Mysle, ze na terapie zawsze przyjdzie czas, najpierw wypadaloby
      porozmawiac (raz nie wystarczy).
      Dwie sprawy winikaja z Twojego postu: po pierwsze klotnie o
      drobiazgi (nieposprzatanie, niezakrecenie, rozlanie itp). Dobrze
      rozumiem, ze to Ty je wszczynasz? Rozumiem, ze moze Cie denerwowac
      maz balaganiarz. Ale czy wczesniej taki nie byl, czy z jakiegos
      powodu wczesniej Cie to nie wkurzalo? A moze tak naprawde pretensje
      do niego masz o cos innego a wyladowujesz sie przy okazji takich
      drobiazgow, bo tak latwiej?
      Druga sprawa to brak szacunku meza do Ciebie. Powinnas mu jasno
      zakomunikowac, ze nie zgadzasz sie na takie traktowanie. Moze warto
      pogadac skad sie ono wzielo? Jak i dlaczego zmienil sie stosunek
      meza do Ciebie, ze nagle zaczelas byc zerem?
      W obu sprawach musicie ustalic nowe reguly wspolnego zycia.
      • karo2002 Re: Jak rozmawiać? 23.08.10, 21:23
        Próbowałam z nim rozmawiać tysiące razy. Co z tego, kiedy ja mówiłam
        a on udawał, że słucha. Udawał bo po dwóch, trzech dniach wszystko
        wracało do "normy". Starałam się jasno określić czego wymagam. Od
        zawsze lubiłam mieć porządek i od zawsze o tym wiedział. Kiedyś się
        bardziej starał. Sprzątał po sobie i pomagał mi a teraz...
        gdziekolwiek się ruszy zostawia bałagan i jeszcze się obraża jak
        zwrócę uwagę.
        Natomiast nie jestem jedyną osobą, która wszczyna kłótnie (choć nie
        ukrywam, że częściej jednak chyba ja). Czasami zdarza się, że coś
        zrobiłby inaczej niż ja, więc zakłada, że ja zrobiłam to źle.
        Nieważne, że efekt jest taki sam. On zrobiłby to lepiej.

        Rozmowy wyglądają niestety tak, że ja mówię a on czasami tylko
        wtrąci słowo. Czasem mam wrażenie, że jest nieobecny i bardziej
        interesuje go mucha na ścianie.
        • tully.makker czytam i czytam 23.08.10, 21:50
          ... i wyjsc ze zdumienia nie moge. Zobacz, co napisalas:

          Starałam się jasno określić czego wymagam. Od
          > zawsze lubiłam mieć porządek i od zawsze o tym wiedział. Kiedyś
          się
          > bardziej starał. Sprzątał po sobie i pomagał mi a teraz...
          > gdziekolwiek się ruszy zostawia bałagan i jeszcze się obraża jak
          > zwrócę uwagę.

          Twoj maz w waszym wspolnym domu nie ma zadnych praw. Wszystko ma byc
          tak, jak ty od niego wymagasz. Wiesz czego on chcer i czego od
          ciebie wymaga? Czy tez jestes wylacznie zajeta stawianiem na swoim.

          Maz nigdy nie bedzie chcial z toba rozmawiac, skoro jedyna trescia
          tych rozmow sa twoje wymagania, pretensje i zadania. Twoj maz ma
          mnostwo dobrej woli, ze zamiast kazac ci sie odczepic, po kazdej
          romowie podejmuje kolejne - oczywiscie nieudane, bo jakze mialoby
          byc inaczej - proby sprostania twoim wymaganiom.

          Pomysl sobie, ze ten facet musi cie bardzo kochac, skoro jest z toba
          tyle lat, mimo, ze twoje wydumane standardy porzadku przyslinily ci
          wrazlisc na potrzeby bliskiego czlowieka, a tobie przestalo zalezec
          na harmonii w waszym zwiazku, tylko na ukladaniu przedmiotow.
          Ale przeciez wiecznie tego znosic nie bedzie, prawda?
          • karo2002 Re: czytam i czytam 24.08.10, 21:44
            Moment. Nie rób ze mnie takiej czarownicy. To, że ja jasno od
            początku określam jaka jestem nie znaczy, że on nie ma zdania. Czyli
            zgodnie z tym co piszesz, mam siedzieć cicho i przyjąć co życie
            daje... Wyobraź sobie, że wyjechałam na tydzień... Po powrocie dom
            kleił się od porozlewanych rzeczy itd.. A innym razem, kiedy w
            samochodzie wypadła mi chusteczka, była awantura..
            Czyli, reasumując:
            Jemu wolno wszystko, a ty babo siedź cicho i dbaj, żeby facetowi
            było dobrze. Tak?
Pełna wersja