black_bagira
25.08.10, 23:27
Było tak: moja mama i mój mąż lubili się i mieli ze sobą dobry kontakt. Mama na stałe mieszka daleko, ale przez ostatnie miesiące mieszkała u nas, pomagała w opiece nad dziećmi po moim powrocie do pracy. Mimo że nie miała osobnego pokoju wszystko układało się dobrze, wiedzieliśmy że to tylko tymczasowe rozwiązanie - planowaliśmy kupić mamie mieszkanie w pobliżu. Byliśmy zgodni co do tego, że musimy trzymać się razem - mama przy dzieciach czuła się świetnie, w przeciwieństwie do czasu spędzanego samotnie setki kilometrów od nas.
właśnie mieliśmy wrócić z dziećmi i mamą z wakacji spędzanych u niej. Niestety, pomiędzy mężem a mamą doszło do nieprzyjemnej wymiany zdań, w wyniku której mój mąż poczuł się bardzo urażony.Całe to zajście z kolei było skutkiem wcześniejszego zranienia uczuć mamy przez męża, z czego on nie zdawał sobie sprawy. Dla mojej mamy było to bardzo silne emocjonalnie zdarzenie. Padło wiele słów, mama próbowała mu wytłumaczyć, ze są sytuacje w których zachowuje się źle (chodzi o stosunek do dzieci) i że trzeba to przemyśleć, natomiast mój mąż zrozumiał, że w oczach teściowej to on jest winien wszystkich złych zachowań dzieci...
Moja mama przeprosiła swojego zięcia za swój "wybuch", bo faktycznie sama forma jej ekspresji nie była zbyt elegancka i próbowała jeszcze z nim romawiać, żeby wyjaśnić mu faktyczny sens jej słów.
A mój mąż? Powiedział, że mama nie będzie już wychowywać jesgo dzieci, że owszem może przyjeźdzać do nas w odwiedziny, ale nie w takim charakterze jak byla u nas do tej pory, bo on będzie musiał się wyprowadzić.
Nie wyraził skruchy, za swoje faktycznie kiepskie zachowanie, nie powiedział słowa przepraszam. Nie próbował uspokoić roztrzęsionej kobiety, ale jeszcze podsycał jej emocje.
Z dnia na dzień przestał lubić, cenić i szanować moją mamę. Teraz szuka dla dziecka przedszkola oraz niani, która by dzieci prowadziła do szkoły i inne zajęcia. Nie interesuje go to co się stanie z moją mamą, kiedy zostanie sama tak daleko stąd.
Nie intersuje go to co ja czuję w związku z ta całą sytuacją.
A ja nie rozumiem jak można tak potraktować człowieka, na dodatek starszą osobę, która falktycznie miała chwilę słabości, i nie radzę sobie z tym , ze mama go przeprosiła a on nie. Kiedy teraz próbuję mu tłumaczyć, co mama miała faktycznie na myśli to twierdzi, że ją wybielam. Najważniejsze jest tylko to że to on został urażony.
Mama twierdzi, że w każdej chwili może przyjechać, że nie gniewa się na niego i że nic z jej strony się nie zmieni. Ale jego to nie interesuje.
Co mogę zrobić w tej sytuacji? Z mężem rozmawiam tylko wsprawach organizacyjnych i dotycząych dzieci. Myślę, że nie moge mamy tu sprowadzić, nie dlatego że mężowi nie chcę się przeciwstawić, ale nie chcę w domu jeszcze gorszej atmosfery niż jest teraz ( ze względu na dzieci), poza tym byłoby to nie w porządku wobez mamy, źle by się czuła wiedząc że jest niechciana przez zięcia.
największy problem mam z tym, że w ciągu jednej doby okazało się że nie znam mojego męża, człowieka którego zawsze uważałam za przyjaciela i z którym świetnie się rozumiałam. Nie sądziłąm, że stać go na coś takiego. Nie wiem zupełnie co będzie dalej i nie mam tu na mysli tego kto się będzie opiekował naszymi dziećmi ani co będzie z moją mamą, ale co się stanie z naszą rodziną. Jak można zyć z kims kto nie potrafi po pierwsze wyrazic skruchy, po drugie wybaczyć, a bez skrupułów tak fatalnie traktuje drugiego człowieka