nie chce miec dziecka

31.08.10, 17:47
mam 30 lat i odkad pamietam, nie czulam nigdy instynktu macierzynskiego
placzace dzieci mnie nie wzruszaja, niemowleta nie sa dla mnie ani slodkie, ani kochane - ot, po prostu dziecko, nie ma sie czym ekscytowac

trzy lata temu wyszlam za maz za mezczyzne mojego zycia
rozmawialismy o dzieciach, ale wlasciwie za kazdym razem byla to kwestia odkladana na pozniejszy czas
wiec przez caly czas mialam nadzieje, ze instynkt macierzynski sie we mnie pewnego dnia obudzi - wokol wszystkie kolezanki maja dzieci w roznym wieku, wiec pomyslalam, ze musze po prostu wczuc sie w role przyszlej matki i sie nia zarazic

od prawie roku o niczym innym nie mysle
spotykamy sie z tymi roznymi znajomymi dosc czesto i nic - a raczej: obecnosc dzieci na tych spotkaniach mnie irytuje
nie czuje sie dobrze, trzymajac dwutygodniowa corke naszych znajomych na rekach, dwulatek innych znajomych wydaje mi sie fajny, ale ciesze sie, ze widze go tylko kilka godzin raz na jakis czas, trzylatka kolejnych znajomych mnie najzwyczajniej w swiecie wkurza, bo zachowuje sie, jakby byla oderwana od chmury gradowej, a rodzice jej w ogole nie "hamuja" - przez cale spotkanie wszystko kreci sie wokol niej; no i na koniec dziewiecioletni chrzesniak mojego meza - mialam odrobic z nim lekcje, myslalam, ze go trzepne, bo nic nie kapowal, opadlam z sil

znajomi stawiaja mnie czasem w sytuacji: "pojdziemy z Ania na plac zabaw" - nienawidze tego miejsca!!!
albo: "popchasz wozek z Mala" - Jezu! jak ja sie z tym wozkiem czuje nie na miejscu!

a tu oczywiscie tesciowa nie omieszkuje czynic mi uwag, kiedy urodze dziecko, siostra meza powiedziala, ze wszyscy w rodzinie na to czekaja, ba! nawet jej synek powiedzial mi, ze wszyscy na to czekaja - czyli temat w rodzinie jest "walkowany"
aha! no i te ciagle opowiesci, kto ma ile dzieci i jakie duze, i jakie fajne itd. itp.

w ten weekend powiedzialam o tych uczuciach mojemu mezowi i powiedzialam mu, ze nie wiem, czy kiedykolwiek bede gotowa na dziecko, ze po prostu tego nie czuje, ze mnie to meczy, ze probowalam sie przekonac, ale to zwyczajnie nie jest moja bajka

odpowiedzial mi, ze jedyne, co moze nadac wartosc jego zyciu, to wlasnie dziecko
powiedzial, ze mamy problem i musimy sobie z nim jakos poradzic

niby wszystko w porzadku, ale przeciez to nie jest sytuacja, w ktorej mozna zawrzec kompromis!
boje sie, ze zajde kiedys w ciaze, zeby nie stracic meza, i unieszczesliwie tym wszystkich: siebie, jego, no i przede wszystkim to niczemu niewinne dziecko

juz nie wiem, co robic...
ciagle placze i nie mam ochoty na nic...
    • enith Re: nie chce miec dziecka 31.08.10, 18:15
      Masz rację: tu nie ma miejsca na kompromis. Obawiam się, że nie ma sensownego wyjścia z sytuacji. Nie urodzisz dziecka - unieszczęśliwisz męża. Urodzisz dziecko - prawdopodobnie unieszczęśliwisz siebie, a ucierpią na tym mąż i przede wszystkim dziecko. Ja bym na twoim miejscu rozważyła odejście od męża, jeśli faktycznie "odpowiedzial, że jedyne, co moze nadac wartosc jego zyciu, to wlasnie dziecko". Nie zachodź w ciążę wbrew sobie. Poczytaj historie (tu na forum) kobiet, które za namową małżonków czy rodziców wpakowały się w tę "nieswoją bajkę" i ponoszą tego tragiczne konsekwencje, a wraz z nimi ich rodziny.
      • rumpa Re: nie chce miec dziecka 31.08.10, 18:24
        popieram
        ja bardzo chciałam mieć dziecko biologicznie mimo że psychicznie
        zdawałam sobie sprawę - srednio się nadaję - ADHD, AS i tak dalej

        męczę się i tyle, a moje dzieci razem ze mną - własnie czekam na 1
        września, bo wakacje to koszmar :)))

        nie daj się wkręcić, zawsze bądź sobą
        a mąż?
        wiem że to zimne, ale pół światu tego kwiatu, i tak jak kobiety z
        dziećmi znajdują fajnych partnerów tak i TY znajdziesz, prawdziwego
        partnera dla siebie. A nie kogoś dla którego będziesz musiała się
        gwałcić żeby mu nie popsuć sensu życia a przy okazji załatwisz
        odmownie siebie samą. Masz tylko jedno życie, pamietaj o tym.
    • blue_romka Re: nie chce miec dziecka 31.08.10, 18:33
      Twoj maz ma prawo oczekiwac, ze bedziecie mieli dziecko. Jest to
      jeden z waznych powodow zawierania malzenstwa (zreszta zawiera sie
      nawet w przysiedze malzenskiej, zarowno koscielnej jak i cywilnej),
      wiekszosc ludzi po prosu ma biologiczna potrzebe zakladania rodziny,
      posiadana potomstwa. Waszym bledem jest, ze nie omowiliscie tej
      kwestii wczesniej, choc rozumiem, ze byloby trudno, bo mialas
      nadzieje, ze instynkt sie w koncu pojawi. W kazdym razie nie masz
      prawa miec zalu do meza i to co napisala w tej kwestii rumpa to
      bzdury.
      Natomiast oczywiscie nieporozumieniem byloby zachodzenie w ciaze w
      Twojej sytuacji. A poniewaz jak slusznie zauwazylas nie ma w tej
      kwestii kompromisu, byc moze jedynym wyjsciem bedzie rozstanie.
      • rumpa Re: nie chce miec dziecka 31.08.10, 21:27
        może sprecyzuj tę bzdurę, z łaski swojej, którą popełniłam
      • gaeseon Re: nie chce miec dziecka 04.09.10, 14:17
        W przysiędze cywilnej nie ma słowa na temat dzieci.
    • kol.3 Re: nie chce miec dziecka 31.08.10, 19:23
      Ten temat powinien być omówiony przed ślubem, jeśli przed ślubem nie
      postawiłaś jasno sprawy, mąż może czuć się oszukany.
      • verdana Re: nie chce miec dziecka 31.08.10, 19:29
        Nie ma dobrego rozwiązania. W tym wypadku jesteś - obawiam się - na
        straconej pozycji. Decyzję o nieposiadaniu dziecka trzeba
        przedstawić przed ślubem. Dla wszystkich jest oczywiste, ze bez
        takich wczesniejszych uzgodnień, po ślubie wczesniej czy później
        zacznie się o dziecku mysleć.
        Chyba rzeczywiscie rozwód i znalezienie kogoś, kto nie ma na dzieci
        ochoty jest jedynym rozwiazaniem.
        • rumpa Re: nie chce miec dziecka 31.08.10, 21:34
          i wreszcie powinno to przestać być oczywiste, dla dobra wszystkich
          zainteresowanych. Nie żyjemy w średniowieczu i ciąża nie jest
          oczywistością, w dodatku oczekiwaną bo będzie więcej rąk do roboty i
          status kobiety się podniesie. Przypominam że obecnie macierzyństwo
          obniża kobiecie status i możliwości kariery, oczywiście o ile traktuje
          sprawę poważnie, a nie "ma dziecko" a wychowaniem od trzeciego miesiąca
          życia zajmuje się babunia ( czy chciała czy nie ), niania albo żłobek.
          • paul_ina Re: nie chce miec dziecka 31.08.10, 21:38
            Przypominam że obecnie macierzyństwo
            > obniża kobiecie status i możliwości kariery, oczywiście o ile traktuje
            > sprawę poważnie, a nie "ma dziecko" a wychowaniem od trzeciego miesiąca
            > życia zajmuje się babunia ( czy chciała czy nie ), niania albo żłobek.

            Bez przesady, są kobiety, które traktując dziecko poważnie jednocześnie pracują
            zawodowo. A urlop macierzyński to prawie 6 miesięcy, nie 3.
            • rumpa Re: nie chce miec dziecka 31.08.10, 21:45
              pracują, owszem, ale robienie kariery to co innego.
              • monzdr Re: nie chce miec dziecka 02.09.10, 08:58
                Jeśli ktoś żyje tylko dla kariery i dla niej wszystko poświęca,nie
                tylko dzieci,to moim skromnym zdaniem smutne to jest życie...
          • verdana Re: nie chce miec dziecka 31.08.10, 21:50
            Nie rozumiesz.
            Chęć posiadania dziecka NIE jest oczywista. Natomiast, gdy ktoś
            bierze ślub i NIE uprzedza, ze nigdy nie chce mieć dzieci, to jego
            parner ma prawo czuć się oszukany. Większość ludzi chce mieć dzieci,
            a więc przed ślubem warto powiedzieć przyszłwemu mężowi, ze żadnych
            dzieci nie będzie.
            • rumpa Re: nie chce miec dziecka 31.08.10, 22:03
              no w sumie tak
              choć z drugiej strony facet co rzuca tekstem że jego życie bez dzieci
              jest bez sensu czy jakos tak, to takie kuriozum że też byłoby warto
              aby takie swoje stanowisko i takimi własnie słowami sformułował.
              Ja nawet planując dzieci bym pewnie od takiej jednostki zwiewała bo
              nie lubię radykałów. Poczułabym się jak macica.
              Ciekawe czy rozżarty tatuś in spe gotów by był zawiesić robote na
              kołku i ugrzęznąć w domu na trzy lata z maluchem? Taki mały teścik,
              jak bardzo mu zależy i na czym właściwie.
              Mój też walił takim tekstami, no nie aż takimi, ale blisko, a w
              praniu się okazało że biedaczka dzieci męczą a najlepiej się
              relaksuje pokazując im plecy przy kompie. Ale kolejne baaardzo chciał
              mieć :)))
              • verdana Re: nie chce miec dziecka 01.09.10, 12:14
                Nie - jeśli kuriozum nie jest niechęć do posiadania dzieci (a nie
                jest), to kuriozum nie jest takze uznanie, ze dzieci sa celem życia.
                Dla wielu osób są - czy komuś inaczej oplaciłoby sie kosztowne i
                nieprzyjemne leczenie bezpłodnosci? Adopcja?
                Przyznam, ze dla mnie posiadanie dziecka (a za dziećmi wcale nie
                przepadam) bylo jedną z najwazniejszych rzeczy w życiu i bez dziecka
                byłabym cholernie nieszczęśliwa, niezaleznie od tego, jak ulożyloby
                mi się życie. To nie jest radykalizm, podobnie jak
                powiedzenie "Nigdy dziecka" radykalizmem nie jest.
              • monzdr Re: nie chce miec dziecka 02.09.10, 09:02
                Wielu ojców siedzi z dziećmi.Np.mój mąż.Ja pracuję,on ma swoją
                działalność i pracowników,więc dopóki ja nie wracam z pracy,on jest
                z synkiem,bo nie uznajemy niań ani podrzucania dzieci dziadkom,choć
                w naszym przypadku to i tak nie byłoby możliwe.Mąż zajmuje się
                synkiem wspaniale,pewnie lepiej niż niejedna matka,więc nie
                uogólniaj.
          • burza4 Re: nie chce miec dziecka 03.09.10, 12:34
            rumpa napisała:

            > i wreszcie powinno to przestać być oczywiste, dla dobra wszystkich
            > zainteresowanych. Nie żyjemy w średniowieczu i ciąża nie jest
            > oczywistością,

            z całym szacunkiem dla innych wyborów - ale jednak są one w rażącej mniejszości,
            stąd też to na "outsiderach" ciaży powinność poinformowania o swoim podejściu do
            sprawy.

            Uważam, że ma się prawo zakładać, że dzieci się pojawią - bo dla mnie jest
            oczywiste, że najczęstszym motywem zawierania małżeństwa jest chęć założenia
            rodziny, z dziećmi w planach, a nie ulga podatkowa.
            • gonia_29 przysięga 04.09.10, 15:43
              W niej nie jest powiedziane o tym, że psim obowiązkiem kobiety/pary jest mieć
              dzieci! Radze poczytać ten tekst.
        • last_green_eyes Re: nie chce miec dziecka 02.09.10, 20:20
          "Dla wszystkich jest oczywiste, ze bez
          takich wczesniejszych uzgodnień, po ślubie wczesniej czy później
          zacznie się o dziecku mysleć. Chyba rzeczywiscie rozwód i znalezienie kogoś, kto nie ma na dzieci
          ochoty jest jedynym rozwiazaniem. "

          Nie zgadzam sie - po pierwsze, dla mnie na przyklad malzenstwo nie jest rozwnoznaczne z
          posiadaniem dzieci niezaleznie czy i jak bardzo temat byl walkowany przed slubem czy nie. Poza tym
          zakladasz, ze jesli wczesniej lub pozniej po slubie ludzie nie mysla o posiadaniu dzieci, nie sa
          czescia 'wszystkich' dla ktorych jest to 'oczywiste'.

          Po drugie, sugerowanie rozwodu z gory zaklada impas, brak komunikacji i sytuacje bez wyjscia.
          Warto chyba raczej porozmawiac z malzonkiem, na spokojnie i prawdopodobnie kilkakrotnie.
          Wyjasnic dlaczego ty nie chcesz dzieci, co to dla ciebie znaczy ale tez wysluchac dlaczego
          posiadanie dzieci sa tak wazne dla niego.


        • mgla_jedwabna Re: nie chce miec dziecka 05.09.10, 01:21
          Zanim się uzna, że rozwód jest jedynym rozwiązaniem, należałoby sprawdzić jedno: czy mąż naprawdę chce dziecka sam z siebie, czy tylko ulega wpływom swojej rodziny.

          I jeszcze jedno, do autorki wątku: nie chcę bynajmniej stawać po stronie naiwnego chórku "jak urodzisz, to pokochasz", ale generalne lubienie dzieci a kochanie dziecka własnego to dwie różne rzeczy. Mogą nas irytować różne cechy dzieci jako takich (np. to, że są zasmarkane albo że hałasują i wymagają ciągłej uwagi), ale ze swoim dzieckiem nawiązuje się indywidualną relację. Wtedy na pierwszy plan wychodzą cechy indywidualne danego osobnika, a to są wady i zalety, które równie dobrze mieć dorośli: małomówność albo gadulstwo, tzw. dobre serce albo złośliwość, zdolności muzyczne albo matematyczne... Część wkurzających cech dzieci to tak naprawdę cechy rodziców, jeśli nie chcesz mieć dzieciaka, który włazi ci na głowę, to załóż, że mu na to nie pozwolisz i już. No z wielu nieciekawych aspektów (pieluchu itd.) dzieci zwyczajnie wyrastają.

          To mówi mgła_j, bezdzietna, nieznosząca dzieci w zbiorowości, ale lubiąca co poniektóre znajome osobniki, nosząca się z myślą o 1 (słownie: jednym) własnym, nie mogąca się doczekać, aż sytuacja życiowa pozwoli jej na rozmnożenie się.

          Janusz Korczak powiedział: Nie ma dzieci, są ludzie.

          I tak, jak nie wszystkich ludzi się lubi, ale niektórych się kocha, tak nie trzeba wcale lubić dzieci w ogólności, żeby mieć nieco własnych.

          Ale powtarzam: jak nie chcesz, to nic na siłę.
      • marzeka1 Re: nie chce miec dziecka 31.08.10, 19:32
        Tu nie ma miejsca na kompromis i tyle. Tak jak nie można zmusić do
        rodzicielstwa, czym równie okrutnym jest pobawienie kogoś tej
        możliwości.
        Jeśli jesteś przekonana,że nie chcesz, to rozstańcie się, ba, jeśli
        brałaś ślub w kościele, to mąż może starać się chyba o unieważnienie
        małżeństwa, bo w przysiędze jest wyraźnie mowa także o dzieciach.
        • rumpa Re: nie chce miec dziecka 31.08.10, 22:05
          no nie ma i każdy kompromis będzie zgniły.
        • last_green_eyes Re: nie chce miec dziecka 04.09.10, 14:10
          Nie mowie o kompromisie - mowie o elementarnej komunikacji miedzy partnerami przed podjeciem
          jakiejkolewiek decyzji o przyszlosci zwiazku a nie radach typu 'to sie rozwiedz i znajdz innego'.
          Probowaliscie rozmawiac, czy byla to dyskusja jednorazowa?

          Uwielbiam za to komentarz na temat uniewaznienia malzenstwa.
          Primo, zakladasz a gory ze kazde malzenstwo jest upieczetowane slubem koscielnym.
          Secundo, sugerujesz ze uniewaznienie sakramentu to opcja latwiejsza w porownaniu z dialogiem
          niezaleznie od wyniku dialogu.
          Tretio, wybiorcza interpretacja - obietnieca 'i nie opuszcze...' nie ma najwyrazniej szans z niechecia
          do posiadania dzieci nawet jesli temat bym walkowany przed slubem.
    • kejzi-mejzi Re: nie chce miec dziecka 31.08.10, 20:20
      Ja zwlekałam z macierzyństwem bardzo długo, a jak już matką zostałam to mi
      totalnie odbiło w drugą stronę. Tak więc nie ma reguły.
    • cibora Re: nie chce miec dziecka 31.08.10, 20:25
      Witam!
      A ja Ci odpowiem trochę inaczej niż wszystkie dziewczyny.
      Nie miałam (nie mam?) instynktu macierzyńskiego w ogóle, dzieci mnie denerwowały, usiłowałam mieć z nimi jak najmniej do czynienia. Nawet z dziećmi mojej siostry. Owszem byłam "dobrą ciocią" jak były okazje, ale to mnie nie bawiło.
      Mąż nie naciskał, sam chyba nie czuł potrzeby.
      Ale w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać co będzie, jak będę chciała mieć dziecko mając 40 lat? Będę chciała, a nie będę mogła? Nadal nie czułam potrzeby, ale zaczęłam myśleć. No i mając 32 lata na zimno zdecydowałam, że chcę mieć dziecko. Zaszłam w ciążę od razu, mąż szczęśliwy :-) I na 10 rocznicę ślubu urodził nam się Staś. Nie miałam "eksplozji uczuć", ani innych podobnych rzeczy opisywanych w książkach. Ale mimo tego, że czasem mam dość, wyszłabym i wróciła za tydzień do domu :-)to uważam, że to była bardzo dobra decyzja. Dziecko przewartościowuje świat, zmienia optykę patrzenia, naprawdę warto trochę się pomęczyć :-) Teraz już z pełną świadomością zdecydowaliśmy się na drugie :-) Ale nadal nie wiem czy mam ten instynkt macierzyński? :-)
      Na pewno nie możesz podejmować tej decyzji pod przymusem. Ale przemyśl moją historię :-)
      I nie wierz nikomu, że dziecko to cud, miód i niebo w gębie. To 24- godzinna harówka bez urlopu :-)
      Pozdrawiam i życzę mądrej decyzji.
      Agnieszka
      --
      Staś (03.05.2008)
      • kol.3 Re: nie chce miec dziecka 31.08.10, 21:05
        Szczerze mówiąc po ślubie też specjalnie nie ciągnęło mnie do dzieci.
        Tyle, że mojego męża również. W końcu zdecydowaliśmy się, niejako z
        przyczyn towarzysko-mieszkaniowych. Wszyscy nasi znajomi już mieli
        dzieci, no i w końcu dostaliśmy mieszkanie. Dzieci jako takich
        specjalnie nie lubiłam, jednak swoje dzieci to co innego - są cudowne,
        jedyne, najukochańsze i tęskni się za nimi po 2 godzinach niewidzenia.
        • rumpa Re: nie chce miec dziecka 31.08.10, 21:29
          ja nie tęsknię, nawet po dwu tygodniach
        • gonia_29 a to juz szczególny kretynizm bo znajomi 01.09.10, 00:23
          mieli no i dostaliście mieszkanie. Rzeczywiście rozsądne powody. Jeśli Kobieto
          nie chcesz mieć dzieci nie rób tego wbrew Sobie -panu może się odwidzieć a
          dzieci nie nadają sensu życia. Pan za dużo głupich filmów chyba się naoglądał.
          Tu już były kobiety, które urodziły pod presją -nie poprawiło się po i są
          nieszczęśliwe. Chcesz mieć podobnie?
          • kol.3 Re: a to juz szczególny kretynizm bo znajomi 01.09.10, 17:59
            Nie wiem dlaczego tak trudno jest pojąć, że otrzymanie mieszkania
            stwarza mocne podstawy bytu, i można wtedy spokojnie planować
            posiadanie dziecka, bo wiadomo, że ma się swój kąt i nikt mi nie
            wypowie wynajmowanego mieszkania, które zresztą najchętniej wynajmowano
            osobom bezdzietnym. Poza tym wzrusza mnie troska o moje małżeństwo,
            jesteśmy już tyle lat po ślubie, że nie ma obawy.
            • gonia_29 Ależ mnie to nie dziwi 01.09.10, 18:45
              i Twoje małżeństwo mi wisi. Jednak podawanie jako powód dla kobiety, która z
              zupełnie innych powodów/racji/bolączek jej własnych nie chce mieć dziecka, że
              uczułaś grunt pod nogami i macie dziecko bo stabilizacja materialna etc to
              naprawdę straszne...... nieporozumienie i zrozumienie dla wątko twórczyni. Mój
              brat ma nawet własny dom, wychodzi na to, że powinien się przeprowadzić z
              pewnością bardziej zapragnie dzieci..... Wierz mi otrzymanie
              chałupy/mieszkania/zarobienie na nią etc. przy braku poczucia, że się chce
              naprawdę powołać nowego człowieka nie jest fenomenem ani ewenementem. To zależy
              komu i czy chce się i czy komuś własne mieszkanie {jeśli pierwotnie DWOJE
              chciało dziecka}, znalezienie lokum daje sygnał, jest większaą motywacją do
              spłodzenia dziecka. Jeśli nie chciałeś/chciałaś/chcieliście to i mieszkanie w
              pałacu nie pomoże.
            • gonia_29 Re: a to juz szczególny kretynizm bo znajomi 01.09.10, 18:46
              Reszta wątku była skierowana do pani, która nie chce mieć dziecka. Więc Twoje
              małżeństwo mnie po prostu nie interesuje!
              • kol.3 Re: a to juz szczególny kretynizm bo znajomi 02.09.10, 21:01
                Ja napisałam trzy zdania, Ty trzydzieści. Nie byłoby tematu, gdybyś się tak nie
                rozpyskowała.
                • gonia_29 Re: a to juz szczególny kretynizm bo znajomi 02.09.10, 21:09
                  Błąd ja wyrażam swoje zdanie -ile napisałam nie liczyłam, sorry, może i długie
                  czytać nie musisz!
    • paul_ina Re: nie chce miec dziecka 31.08.10, 22:30
      moim zdaniem po prostu za dużo o tym myślałaś i sama z siebie nakręciłaś się
      negatywnie
      moja rada - odłóż ten temat jeszcze na miesiąc, dwa i w tym czasie zupełnie o
      tym nie myśl

      powiem Ci tylko, że ludzie, którzy nie mają dzieci, nie mają naprawdę ważnych
      spraw w życiu :)
      to takie moje małe ograniczone przemyślenie :)
      • rumpa Re: nie chce miec dziecka 31.08.10, 22:41
        oj, ograniczone, to prawda.
        • monzdr Re: nie chce miec dziecka 02.09.10, 09:06
          To,że ktoś ma inne zdanie niż Ty,to nie powód,żeby go obrażać.Dla
          mnie Twoje podejście do życia jest tak zimne,że aż przerażające,ale
          rozumiem,że każdy żyje po swojemu...
      • gonia_29 Pitu pitu 01.09.10, 00:42
        jest dorosłą osoba, zna swoje uczucia etc. czemu uważasz, ze się nakręciła?
        Facet to nigdy nie kosztuje wiele. Ilu "siedzi" w domu z dzieckiem bite 3lata?
        Ilu zawiesza kariery, ilu realnie pomaga {poczytaj fora 90% babek ma na głowie
        dom+dziecko} podczas gdy faceci pracują, mają na początku motylki w brzuchu
        pomagają a potem.....Jeśli babka nie żywi chęci aby mieć dziecko bezsensem jest
        je mieć -bo to ona będzie zapitalać a nie facet. Poza tym , ją dobije presja
        otoczenia/wizerunku Matki-Polski. Facet jak mu się odwidzi to normalne, kobieta
        wyrodna jędza!
        Robienie sobie dziecka bo to już czas
        zegar tyka
        bo będę żałować
        bo ludzie chcą/mąż{fakt, dziwi mnie niezmiennie -to powinno BYĆ przed ślubem
        ustalane}
        bo koleżanki mają
        bo kto ci poda szklankę wody na stare lata
        itp. etc.
        bo rodzina oczekuje {chyba tylko w polskim burakolandzie -ja nie oczekuję, że
        mój brat będzie miał dzieci, jego prywatna sprawa a jest 2 lata po ślubie{ już
        rodzina panny młodej świruje -choć ani Tata jej Matka nie są ani fajnymi
        rodzicami ani ok jako ludzie}
        A najgorsi to Ci którym dziecko ma coś wypełnić/nadać etc. To jest DOPIERO
        DOROSłość i WIDZENIE ROLI dziecka w swoim życiu{aż żal takiego małego człowieka}.
        Dlatego jeśli jak to mówią nie czujesz bluesa- daj sobie spokój, będziesz
        nieszczęśliwa i rozgoryczona a światu będziesz musiała pokazywać promienne
        oblicze bo Cię zaj....! W PL każdy chce mieć genialne dziecko tylko tolerancji
        dla innych postaw nie ma. Zaraz będziesz egoistką, idiotką, "nie prawdziwą
        kobietą". Już to kiedyś pisałam. Poczułaś się kobietą gdy dostałaś pierwszą
        miesiączkę? A dorosłą osobą w wieku 18 po wydaniu dowodu/zdaniu matury? To nie
        poczujesz się lepsza/pełniejsza jak URODZISZ niechciane dziecko!
        • rumpa Re: Pitu pitu 01.09.10, 01:20
          i tyle w temacie

          fakt, szokujące jest to "wpie..alanie" się rodziny w cudze sprawy. I
          z moich obserwacji - najbardziej na prokreację naciskają ludzie
          którzy właśnie sa ogólnie kiepscy - i jako ludzie i jako rodzice. Ci
          fajni, mądrzy i rozsądni trzymają buzie na kłódkę. Zapewne dlatego że
          mają własne interesujące życie.
          Osobiście nie wiem jak można komukolwiek zadać tak intymne
          pytanie.Pomijam inne akcje. Przecież odpytywana osoba może chcieć
          miec dzieci a nie móc i niby dlaczego ma się nam zwierzać. Dla mnie
          to zakrawa na chamstwo i tyle.Już wolałabym zapytać o ulubione
          pozycje seksualne.
        • kicia72 Re: Pitu pitu 26.09.10, 15:45
          Popieram!W końcu jakaś sensowna wypowiedź,pozdrawiam autorkę:)
    • blue_ula Re: nie chce miec dziecka 31.08.10, 23:15
      dzieci własne dają potężnego kopa do działania (czytaj zarabiania pieniędzy)!
      • rumpa Re: nie chce miec dziecka 01.09.10, 01:26
        o jezusicku....
        powiedz to menelom z Pragi Południe

        pomijam fakt że niektórzy mogą sobie nie życzyć kopa, mieć mniej i
        wydawać na własne potrzeby - moja bliska kumpela źyje sobie
        spokojnie, czyta ksiązki, chodzi do kina i gra w gry komputerowe, co
        uwielbia.
        Może mi wytłumaczysz jakim cudem miałoby ją uszczęśliwić zarabianie
        kasy, wyścig szczurów itd?
        Ja osobiście odbieram to jako przykry obowiązek, gdyby nie dzieci,
        miałabym 90% mniej kontaktów miedzyludzkich i o tyleż mniejsze
        potrzeby finansowe, a przede wszystkim byłabym niezależna. Niby teraz
        też bym mogła, ale odbiłoby sie to na jakości życia dzieci.
        • paul_ina Re: nie chce miec dziecka 01.09.10, 05:14
          rumpa współczuję Ci
          masz o wiele większy problem niż autorka wątku
          • rumpa Re: nie chce miec dziecka 01.09.10, 08:55
            no mam :)))
            jakoś do przodu idę i liczę lata do matury
            ale jestem czuła, o interesy dzieci dbam, nawet nieźle się dogadujemy
            a skutkiem ubocznym jest ich duża samodzielność :)))

            i wiesz co, nie wiem kto ma większy problem, ja, mówiąc otwarcie, że
            mnie macierzyństwo dobija i pozbawia wielu ważnych i bardzo ważnych
            dla mnie rzeczy, czy pani trajkocząca jak z nut jak to bardzo te
            dzieci kocha i są jej całym światem - ale - bijąca je - zdaje się 70%
            kochających mamuś dla których dzieci są sensem świata nie umie
            utrzymać łap na wodzy, obrażająca, oszukująca dla dobra dzieci czy
            trzymająca w towarzystwie alkoholika - oczywiście również dla ich
            dobra a czas zamiast z nimi, na czytaniu im spędzająca na oglądaniu
            tańca z dupami czy czyms takim, bo ma prawo do relaksu i o dziwo, te
            skarby nie są jej relaksem, mimo ze je widzi tylko wieczorem!!!
            I absolutnie przekonana że jest dobrą matką!Co więcej, swietną matką,
            i w ogóle lepszym i madrzejszym człowiekiem z racji tego że ma
            dzieci, co mnie zawsze zastanawia jakim cudem puchnąca macica ma mieć
            przełożenie na mózg.
            Z moich obserwacji wynika że co najmniej połowa znajomych ujawniła
            bardzo brzydkie cechy charakteru, głównie skłonnosć do naduzywania
            władzy i straszliwą niedojrzałość - dla nich dziecko okazało się
            czymś w rodzaju lalki, manekina do tresowania - z dwoma zerwałam
            znajomość przez bicie dzieci, co im oczywiście powiedziałam.

            Weź pod uwagę że histeria macierzyńska jest świeżego sortu, przez
            całe wieki kobiety nie miały żadnych problemów z zabiciem
            "nieudanego" dziecka, czy to fizycznie czy urodzonego pod złą
            gwiazdą, bicie było na porządku dziennym, prawo ojca i matki do
            zabicia nieposłusznego potomka też, podobnie jak do sprzedania jako
            niewolnika i podreperowania budżetu.
            80 % tej twojej miłosci jest wytworem kultury w której zyjesz -
            rzadko zdaża się słyszeć kobietę która o macierzyństwie mówi własnymi
            słowami, przeważnie są to kalki wyrażeń i określeń wtłaczanych do
            głowy od dziecka.Ostatnia była zdaje się Chylińska ale to jest
            kobieta nieco odstająca od normy - co uważam za pozytywne.Nawet
            przygłup narkomanka której dzieci głodują i żebrzą o jedzenie u
            sąsiadów potrafi przekonująco zagrać kochającą matkę. I nawet ona
            wie, że lepiej udawać matkę i mścić się na dzieciach, niż uczciwie
            powiedzieć - ja chcę tylko ćpać,odwalcie się ode mnie. Bo lepiej
            zamęczyć dzieciaka czy wyskrobać niż oddać.Tego się nie wybacza w
            świecie bezmyslnych kołtunek.
            Pamietam jak zona Englerta się upajała swoimi macierzyńskimi
            doznaniami i jak to jej świat zmieniło, po czym się okazało, że żyje
            jak żyła, dzieciak ma nianię a mamusia pracuje po 12 godzin na dobę.
            Ja parsknęłam śmiechem ale reszta słuchała w naboznym skupieniu, bo
            lalunia nawijała to co chciały usłyszeć, znajome komunały, wynoszące
            zwykłe baby na piedestał tylko dlatego że się rozmnożyły a nie z
            powodu bycia naprawdę fajnymi i mądrymi matkami.

            Macierzyństwo to w ogóle baaaardzo szeroki temat i ścisle związany z
            kulturą.I raczej dla tych z zapędem do autoanalizy niż bezkrytycznie
            a raczej bezmyslnie powielających kulturowe wzorce. W czym kobiety są
            mistrzyniami, bo do tego jesteśmy tresowane od dzieciństwa,
            Zobacz nawet w tym watku od razu znalazły się nawiedzone ze swoim
            szczęśliwym macierzyństwem. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie że
            im jest ok.

            I wiesz, jednego nie rozumiem - jak to jest że panie nawijaja jak z
            nut jak to kochają swoje dzieci - tylko takie "ale" - oddają do
            żłobka, pod opiekę niań za 500 zeta miesięcznie i generalnie
            kombinują jak koń za pługiem żeby z tymi dziecmi mieć jak najmniej
            kontaktu? Zawsze myslałam że swój skarb to sie trzyma blisko i przy
            piersi a oddaje tylko bardzo sprawdzonym i dobrze opłacanym ludziom,
            tak na wszelki wypadek.
            I jak to jest że najbardziej uduchowione matki jakie znam mają niańki
            które za nie wychowuja dzieci, a one same piszą mi pierdoły o
            świętości macierzyństwa o 9 wieczorem z pracy? I to nie dlatego że
            musza tak pracować!!! Średnia pensja ich małzonków to około 20 tys
            miesięcznie a one same mają wolne zawody i teoretycznie nie muszą
            siedzieć w biurze. Ale jakoś wolą...mimo że dzieci naprawde małe.

            Ale przyznajcie, drogie panie, żaden facet nie da rady tak łatwo
            awansować na prawie świetego i znaleźć uzasadnienie swego istnienia -
            chocby realna sytuacja była taka że mamuńka daje w dupę i wyzywa od
            gnojów.Żadna z tych pań nie odczuje najmniejszego niepokoju rozziewem
            między teoria a rzeczywistością - zapewne dlatego że powtarzają te
            teorie jak papugi, bez cienia refleksji.
            I dlatego z racji tych korzyści , zresztą ułudnych, bedą się tych
            wzniosłych bajek trzymać za wszelką cenę.

            No to się wypisałam, ja, nieudana matka polka - z małej litery
            specjalnie :)))
            • paul_ina Re: nie chce miec dziecka 01.09.10, 09:37
              - 80 % tej twojej miłosci jest wytworem kultury w której zyjesz -

              100% Mojej Miłości do Mojego Dziecka rodziło się między nami, bez
              udziału kultury.

              Swoją drogą wydaje mi się, że i Ty mocno generalizujesz, próbując
              jakoś wyjasnić sobie swoje kiepskie samopoczucie związane z
              tzw. "utratą niezależności".
            • paul_ina Re: nie chce miec dziecka 01.09.10, 09:43
              I abstrahując od moich osobistych doznań - bo na przemyślenia
              związane z macierzyństwem raczej nie mam czasu, u mnie macierzyństwo
              odbywa się w praktyce - rzeczywiście jest coś w tym, że kobietom
              łatwo jest wskoczyć w rolę Matki Poświęcającej Się, niezależnie od
              tego, co rzeczywiście poświęcają albo nie dla swoich dzieci.

              Na to wszystko jest tylko jedna rada moim zdaniem - nieustanne
              szukanie złotego środka między tym co chcę, tym co powinnam i tym co
              należy się dziecku z samego faktu sprowadzenia go na ten świat - a
              kwestią wewnętrznej dojrzałości jest co uzyska u danej osoby
              pierwszeństwo.
            • aandzia43 Re: nie chce miec dziecka 01.09.10, 13:16
              Się z Rumpą zgadzam nie po raz pierwszy :-)
        • aandzia43 Re: nie chce miec dziecka 01.09.10, 13:15
          > Może mi wytłumaczysz jakim cudem miałoby ją uszczęśliwić zarabianie
          > kasy, wyścig szczurów itd?
          > Ja osobiście odbieram to jako przykry obowiązek, gdyby nie dzieci,
          > miałabym 90% mniej kontaktów miedzyludzkich i o tyleż mniejsze
          > potrzeby finansowe, a przede wszystkim byłabym niezależna. Niby
          teraz
          > też bym mogła, ale odbiłoby sie to na jakości życia dzieci.

          Hehehe, od dawna wiem, że zdziwaczałabym ze szczętem, gdyby nie
          skutki uboczne wypełniania obowiązków wobec potomka ;-P A tak, to
          przynajmniej musiałam zrobić to i owo, z rzeczy nielubianych np.
          "wyjść do ludzi", kiedy/do których niekoniecznie mi się chciało.
          Potem okazywało się, że całkiem fajne rzeczy z tych wyjść wynikały.
          Ciągle mam uczucie, że w tej relacji więcej wzięłam, niż dałam,
          chociaż mam mnóstwo sygnałów, że matka ze mnie czuła i dość rzetelna.
          Ot, problemy z poczuciem tożsamości ;-)
    • demonsbaby rozwiązania nie są oczywiste 01.09.10, 08:26
      ... a najgorsze jest to, że każda decyzja, którą teraz podejmiesz będzie nieść
      za sobą konsekwencje przez całe życie, czy rozstałabyś się z mężem czy urodziła
      dziecko ... zawsze ktoś będzie nieszczęśliwy. Pytanie jakie powinnaś sobie
      postawić to: ma czym Tobie zależy i co jest dla Ciebie w życiu najważniejsze?

      Kobiety nie muszą rodzić dzieci, a instynkty rodzicielskie nie są wrodzone.
      Kiedykolwiek rozmawiałaś z jakimkolwiek fachowcem na ten temat? Od zawsze dzieci
      ciebie irytowały? By może jest tak, że po prostu nie czujesz się w roli opiekuna
      a być może ta rola jest po prostu dla ciebie niedostępna. Ja też nie miałam
      szczególnego parcia na dziecko ani też szczególnie nie zaprzeczałam roli matki.
      Obce dzieci nie wywierały na mnie wrażenia, maleństwa nie wywoływały poza
      stresem, irytacją, głębszych uczuć. Jednak przyjście na świat mojego
      nieplanowanego dziecka zmieniło mój świat wartości, a odruchy w kierunku obcych
      dzieci uległy zmianie. Ten świat już się zmieniał przy rosnącym brzuchu, a
      później kształtował się wraz z rozwojem dziecka. Choć wcale nie twierdzę, że u
      ciebie może być podobnie, inaczej "może", ale wcale tak być nie musi.

      Osobiście, bardzo Ci współczuję, bo do tematu podchodzisz dojrzale i rozważnie,
      a niestety konsekwencje mają już ten życiowy wymiar. Jednak gdybyś podjęła
      ryzyko macierzyństwa, a "instynkt rodzicielki" wcale by się nie obudził, to
      kartą przegraną jest niestety życie człowieka, którego powołasz na świat. I od
      tej krzywdy nie ma większej ... zatem na szalach kładąc ludzki los, lepiej jest
      wyrządzić krzywdę sobie i mężowi niż niewinnemu dziecku.
    • cibora Re: nie chce miec dziecka 01.09.10, 09:23
      No niestety, na dwoje babka wróżyła. Po urodzeniu dziecka możesz być szczęśliwa, ale może być troje nieszczęśliwych ludzi. Najbardziej ucierpi na tym dziecko. Nikt Ci nie doradzi, niestety.
      Nie daj sobie wmówić, że kariera jest najważniejsza, ale dziecko też nie jest podstawą egzystencji i sensem życia. Bo jeśli będzie tzw. "sensem życia" to zapewniam Cię, że będzie głęboko nieszczęśliwe.
      A powiem Ci jeszcze, że o ile bardzo kocham moje dziecko, podoba mi się i wzrusza mnie to dzieci innych ludzi nadal nie wzbudzają we mnie większych emocji. Na plac zabaw wysyłam z synkiem męża :-)
      Pozdrawiam.
      Agnieszka
      --
      Staś (03.05.2008)
    • quelquechose Re: nie chce miec dziecka 01.09.10, 09:34
      Pare fajnych rzeczy tu przeczytalam (rumpa - dalas do myslenia). Matka polka nie
      jestem i raczej juz nie bede, a dzieci nie chcialam przez cale zycie.

      Potem pojawila sie refleksja, ze zegar tyka i moze byc za pozno. Ale obawa, ze
      to nie dla mnie przewazala i na zimno nigdy nie podjelam takiej decyzji.
      Natomiast... kochajac sie ze swoim facetem bylam bardziej sklonna do
      nieodpowiedzialnego seksu ;) - no i na efekt nie trzeba bylo czekac. Jak juz
      zaszlam w ciaze to postanowialm, ze urodze i podjelam to ryzyko. Przyznaje, ze
      wielokrotnie zalowalam, ze to naprawde wyzwanie i harowka.

      Nie mam swira na punkcie swojego dziecka i nie jest ono moim sensem zycia.
      Natomiast z pelna swiadomoscia moge powiedziec, ze z dnia na dzien kocham je
      coraz bardziej i kontakt z nim coraz bardziej mnie cieszy. Nadal tesknie za tym
      wszystkim, co moglam robic bedac bezdzietna i staram sie odzyskiwac po trochu
      niezaleznosc. Ale po malu doceniam to nowe zycie i nawet obce dzieci mnie juz
      nie denerwuja (zwalszcza, ze wiem, ze zaraz znikna z mojego zycia ;))

      Nie wiem, co bedzie pozniej - zyje z dnia na dzien i chwytam, co sie da (zarowno
      z dzieckiem jak i bez). Nie namawialabym cie jednak na ciaze, jesli nie masz
      nawet cienia checi na potomka. Nie wolno dzialac wbrew sobie, bo
      odpowiedzialnosc jest ogromna, a zobowiazanie wieloletnie. Pogadaj z mezem...
      Rozumiem, ze bardzo go kochasz i trudno ci bedzie podjac jakakolwiek decyzje,
      zawsze bedzie poczucie straty. Tu nie bedzie wygranej, ale moze ograniczysz
      troche konsekwencje? Wspolczuje ci takiego wyboru.
      • paul_ina quelquechose 01.09.10, 09:49

        Bardzo dojrzala wypowiedź, dzięki. Pomijając już zbieżność naszej
        postawy życiowej, również jestem zdania, że autorka wątku nie
        powinna rozważać radykalnych posunięć, ale spokojnie z mężem
        zastanowić się nad resztą życia. W macierzyństwie bardzo, bardzo,
        najbardziej ze wszystkich pomaga dojrzały partner u boku, gotowy do
        udźwignięcia tacierzyństwa.
        • mehil.dam Re: quelquechose 01.09.10, 12:07
          Ja uważam, że instynkt macierzyński nie jest czymś czego się można
          nauczyć lub z czasem zdobyć, porównałabym (może górnolotnie) do powołania
          - wiesz, że chcesz oddać swoje życie Bogu i już, nikt nie może Cię do
          tego namówić, bo nikt nie wie co w Tobie siedzi. Mnie np. jedna babcia
          truje, że POWINNIŚMY (moje ulubione słowo SIC!) wziąć ślub kościelny -
          reszta jest taktowana i darowała sobie takie teksty. Namawianie do
          dziecka też rozpatrywałabym w kwestii taktowności - myślę sobie co chcę,
          ale każdy ma swoje życie i co mi do tego.
          Jestem w stanie zrozumieć stwierdzenie, że partner autorki nie wyobraża
          sobie życia bez dziecka. Ja miałam ogromny instynkt macierzyński, aż bym
          powiedziała, że się wylewało uszami. Zauważyłam to chyba jak dojrzałam
          fizycznie i rosło to z każdym dniem, a kulminacje miało jak się w moim
          mężu (wtedy chłopaku) zakochałam. Mamy teraz najukochańszego na świecie
          bobasa i wiem, że kolejnego nie chcę (choć nawet marzyłam o trójce).
          Dziecko wiąże się w 70% z ciężka pracą, w 25% z poświęceniem, a w 5% ze szczęściem, choć te ostatnie rekompensuje całkowicie te wcześniejsze.
          Poświeciłam prawie wszystko co w życiu miałam głównie ja, moje życie
          obróciło się o 180^, a mąż przychodzi z pracy i choć wiem, że bardzo ją
          kocha, często stwierdza, że mu się nie chce jej nakarmić, bo jest
          zmęczony, nie wstanie, bo tylko w niedziele się może wyspać itp. Faceci
          tak naprawdę mało co poświęcają dla dziecka, w większości się budzi tylko
          potrzeba zapewnienia bytu co wiąże się z dłuższym przesiadywaniem w pracy
          = mniej czasu poświęcam dziecku.
          Jeśli nie czujesz tego, że pragniesz potomstwa nie ryzykuj - nie masz
          100% szans, że je pokochasz i będziesz szczęśliwa, ba - nawet jak
          pokochasz to nie jest powiedziane, że będzie Ci odpowiadała rola matki.
    • menodo Re: nie chce miec dziecka 01.09.10, 12:51
      Ja mam dwoje dzieci - 24 i 17 lat- ale nigdy nie poczulam czegos takiego jak
      "pragnienie dziecka",nigdy tez "nie staralam sie" o dziecko; nie mam pojecia co
      to znaczy "instynkt macierzynski".

      Pierwsze dziecko urodzilam kiedy mialam 22 lata, drugie siedem lat pozniej.
      Chlopiec i dziewczynka.
      Wiele czasu spedzilam z dziecmi kiedy byly male; wielkim lukiem omijalam jednak
      place zabaw; nie uwazam ze 'wszystkie dzieci sa nasze", lubie tylko niektore
      dzieci, podobnie jak tylko niektorych doroslych.

      Ciesze sie, ze moje dzieci sa na swiecie, oboje sa bardzo milymi i madrymi
      ludzmi, wnosza w moje zycie wiele radosci i ogolnie rzecz biorac "poczucia
      sensu istnienia".
      Ale gdyby ktos mnie zapytal - czy wyobrazam sobie zycie bez dzieci,
      odpowiedzialabym TAK. Dzieci, towarzyszenie im w ich rozwoju wniosly w moje
      zycie ogromna wartosc. Wyobrazam sobie jednak ze ta wartoscia mogloby tez byc
      cos innego.Moze nauka, moze sztuka,moze jakas idea...

      Nigdy nie poddalabym sie presji meza w sprawie "posiadania dzieci". Ale ciesze
      sie,ze je "mam" - i tyle w tym temacie.




    • aandzia43 Re: nie chce miec dziecka 01.09.10, 13:22
      A czy możesz powiedzieć, dlaczego nei chcesz mieć dzieci? Daleka
      jestem od poglądów, że wszystkie powinny, bo jak nie to piekło ich
      pochłonie, ale przyznasz, nie jest częsty taki wyraźny wewnętrzny
      sprzeciw u kobiety na półmetku wieku rozrodczego. Może warto się
      zastanowić na sprawą głębiej?
      Czy dzieci i myśl o nich wywołują u ciebie gwałtowne i przykre
      emocje, czy żadnych? Czy na myśli o tym, że mozesz być w ciąży, że
      możesz być matką, wywołują u ciebie panikę, czy są raczej obojętne?
    • ognista998 Re: nie chce miec dziecka 01.09.10, 19:53
      ja też byłam z tych co nie chcieli. tylko chlanie, imprezy mąż ten gsatunek co
      ja. ale jemu w końcy się zachciało i zaczął gadaćtak samo jak twój. mineło
      trochę czasu i jestem szczęśliwa mamą 2 miesięcznego synka i nie żałuję. a to
      samo gadałam co ty. dopiero kiedy padło u mnie podejrzenie raka potem badania
      czekanie na wyniki to wtedy coś ruszyło. postanowiłam się postarać. odstawiłam
      chlanie i imprezy i zaszłam w 1 cyklu. teraz moje życie toczy się wokół pieluch
      i cyca ale nie żałuję i uważam że warto było. jakby na to nie patrzę kiedtyś
      umrę mąż też i coś po sobie zostawimy. i znam masę lasek co nie chciały dzieci a
      teraz robią jedno za drugim i są zadowolone i są dobrymi mamami.

      • serendepity Re: nie chce miec dziecka 01.09.10, 23:20
        Ale to, ze Tobie sie zmienilo, nie znaczy, ze innym sie zmieni. To nie jest
        zaden argument, ze Ty tez nie chcialas, a teraz masz i jestes zadowolona.

        A co jak ona bedzie nieszczesliwa? To co ma zrobic? Oddac dziecko mezowi i
        zwinac manatki?
        • ognista998 Re: nie chce miec dziecka 02.09.10, 16:58
          może masz rację, biorąc pod uwagę to co przeszłam i jak wyglądało moje żtycie jestem
          szczęściarzem. i nie każdy może się zmienić i dojrzeć. ale nie skreślam z góry kogoś bo nie chce miec
          dzieci. każdemy nelży daś szansę, gorzej jak jej nie wykorzysta. wtedy maluch będzie najbardziej
          poszkodowany
    • ognista998 b.smutna zostawiłam wiadomość na PW 01.09.10, 21:00
      sprawdź skrzynkę;)
    • monzdr obce a własne 02.09.10, 08:52
      Jak ja Cię rozumiem!Przez wiele lat byłam pewna,że nie chcę mieć
      dzieci.Nie czułam instynktu macierzyńskiego,dzieci mnie
      irytowały,czułam się przy nich sztywno i dziwnie.A wyszłam za mąż z
      wielkiej miłości za cudownego faceta,który...bardzo kocha dzieci:)
      Miałam 28 lat.Zdecydowałam się na dziecko z dwóch powodów:dla męża i
      dlatego,że bałam się,że potem może być za późno.Rok po ślubie
      urodziłam synka.Już w ciąży poczułam,że bardzo,bardzo go
      kocham.Ciąża była zagrożona,nigdy w życiu niczego się tak nie
      bałam,jak tego,że stracę dziecko...Synek jest moim największym
      skarbem.Ale nadal nie przepadam za innymi dziećmi.Nie zmieniłam się
      za bardzo pod tym względem.Nadal inne dzieci nie budzą we mnie
      zachwytu,czułości itp.Jestem na pewno bardziej wrażliwa na wszelkie
      nieszczęscia,które przydarzają się dzieciom.Moja mama miała tak
      samo.Nie lubiła i nie lubi obcych dzieci.Za to za wnukiem szaleje.Z
      mojego doświadczenia mogę Cię zapewnić,że obce dzieci a własne to są
      dwie różne bajki.Miłość do własnego dziecka też się
      zmienia,pogłębia,tworzy się coraz mocniejsza więź.To jednak decyzja
      Twoja i Twojego męża.Pogadajcie sobie,może spotkajcie się z
      psychologiem,który pomoże Ci zrozumieć,dlaczego masz takie obawy
      przed posiadaniem dzieci.Pozdrawiam
      • gonia_29 paranoja 02.09.10, 12:11
        A czemu to jeżeli babka nie chce mieć dzieci to odsyłać ją do psychologa? to
        takie typowe bo na pewno miała ciężkie dzieciństwo
        rodzice jej nie kochali etc. etc., co dr mam "jej wyprostować" jeśli ona po
        prostu nie chce? Ty masz dziecko ze strachu i pewnego rodzaju zapobiegliwości a
        ona po prostu NIE chce go mieć/nie czuje potrzeby nie jest jej ono potrzebne do
        szczęścia? Co jej poradzisz jak urodzi i nie pokocha albo będzie miała Sajgon
        {bo chyba nikt nie wierzy w różowe pitu-pitu, ze dziecko to anioł?} i dodatkowo
        ja to dobije?
        • monzdr Re: paranoja 02.09.10, 12:26
          Chyba mnie nie zrozumiałaś.Nie radzę jej,żeby urodziła niechciane dziecko i nie twierdzę,że coś z nią nie tak.Ale
          widać,że ona cierpi,nie chce rozstawać się z mężem.więc może warto przyjrzeć się bliżej problemowi,zrozumieć
          siebie?Bo jak tu już wiele osób napisało przede mną,jednak chęć posiadania dzieci jest u większości osób
          naturalna.Może warto poznać przyczynę,dlaczego ona akurat dzieci nie chce?Na razie,niezależnie od edecyzji,nie
          będzie szczęśliwa.Łatwo doradzić komuś rozwód.Często doradzają tak osoby,które same zniosą wszystko,żeby się
          z mężem nie rozstać.Nie musisz też wykorzystywać moich własnych słów przeciwko mnie i próbować mnie
          obrazić.Mam dziecko,bo tego CHCIAŁAM,gdybym nie chciała,nie zmusiłabym się.A z jakich powodów chciałam,to
          już moja sprawa.Nie urodziłam dziecka,żeby zatrzymać męża przy sobie,tylko dlatego,że go kocham,a to moim
          zdaniem bardzo dobry powód.
          • gonia_29 Re: paranoja 02.09.10, 14:42
            Napisałam ogólnie, że co poniektóre osoby maja takie zdanie. Do Twojej
            wypowiedzi napisałam co sama widziałaś, reszta jeśli nie zawiera/odnosi się do
            Twego postu jest ogólna. Oczywiście, że w jakimś stopniu sama operujesz kliszą
            -większość osób chce a skąd wiesz? Bo mają dzieci? A na ile chcieli? Sądzisz, że
            ktoś tak prosto z mostu by powiedział? Tysiące much lubi wiadomo co. Czy muchy
            mogą się mylić? Ile tysięcy osób popierało narodowy socjalizm? Ile ma dzieci bo
            jakoś tak wyszło, bo to "naturalne"? Poczytaj co Stomma pisze o tej naturalności
            w rozmaitych kontekstach - ludzie lubią się tym podpierać/operować i niestety
            jest to częste. Aż tak, że wydaje się świadczyć samo za siebie{i za wszystko
            inne, jest swoistym alibi/wybiegiem/usprawiedliwieniem}.
            Dodatkowo sama zaznaczasz, że miałaś problemy natury zdrowotnej a więc dodatkowy
            argument, który wysuwasz {poważnie zastanawiałam się kto tu napisze, że : ja nie
            mogłam zajść w ciążę, miałam problemy, uważaj aby się to na tobie nie zemściło
            lub tyle osób nie może mieć dzieci a ty co? itp.} może podświadomie, że jak by
            się założycielka wątku trochę wystraszyła to by zobaczyła jak to jest. I z
            pewnością dziękowałaby niebiosom.
            Co się zaś tyczy mojej wypowiedzi do kol3 to tak ja znam
            społeczno-socjologiczno-psychologiczne uwarunkowania i tak np. posiadanie swego
            lokum może być impulsem do założenia rodziny w tym sensie, że teraz jest niby
            bezpiecznie ekonomicznie i mamy gdzie żyć/mieszkać/nie tkwimy nikomu na
            głowie/mamy {teoretycznie święty spokój}. Jednak uzasadnienie dla KOGOŚ kto
            zdecydowanie nie chce mieć dzieci, że jak będzie chałupa i że znajomi już mieli
            więc i my owczym pędem strzeliliśmy sobie dziecko -wybacz jest jak napisałam
            kretynizm i żałosną argumentacją! Dla kogoś niechętnego rodzicielstwu nawet
            mieszkanie w pałacu by nie pomogło bo to nie kwestia metrażu/
            Rozumiem, że dziwi Cię, że ona nie chce mieć dziecka! Ano nie chce! Ot tak po
            prostu. Za dużo się ludzie naczytaliście się psychologicznych rzeczy i
            dorabiacie ideologię. Czy facetowi, który nie chciałby mieć dziecka też
            zaleciłabyś wizytę u psychologa {pomińmy to, że miał nieszczęśliwe dzieciństwo,
            jest samolubny, niedojrzały etc. załóżmy tak -miał fajne rodzeństwo, rodziców,
            jest ok jako człek i facet i NIE CHCE mieć dzieci}? Nie nie poleciłabyś bo
            przecież w przypadku FACETA to NATURALNE, że on nie chce mieć dzieci. Bo
            przecież ONI nie zachodzą w ciążę, nie mają początkowo takiej więzi z dzieckiem
            jak matki, oni zawsze mogą a kobita nie więc trzeba żuczka zachęcić/na pewno nie
            wie czego chce etc.
            A z nim jest ok {pomijam, że przed ślubem/konkubinatem on zdecydowanie wyraził
            niechęć do posiadania potomstwa a ona jest z tych umiejących słuchać ze
            zrozumieniem a nie działającą istotą na zasadzie "odwidzi mu się" i na odwrót}
            wszystko prócz {dla niektórych "to jest nienormalne/nienaturalne"} tego, że nie
            czuje chęci/potrzeby POSIADANIA {tak wiem to nie rzecz, żeby się zaraz ktoś nie
            doczepił} potomstwa. To jest natural, nie? Ale jak ona to już trzeba przemyśleć
            to stanowisko pod okiem LEKARZA!
            Już były te słynne przypadki czy jeśli nie lubisz szpinaku to jak będziesz go
            dostawała codziennie to pokochasz czy dojdzie do pewnych nieciekawych
            gastrycznych problemów? Czy jeśli nie odczuwasz ochoty prowadzenia samochodu to
            powinnaś robić prawo jazdy? Bo to ułatwia życie/bo przecież tyle osób to lubi
            itp. Oczywiście dziecko to DECYZJA znacznie większego kalibru ale czy chciałabyś
            aby ktoś stosował podobna argumentację w stosunku do Ciebie? Niby nic nie
            insynuujesz a jednak, też stereotypem operujesz.
            Ja nikomu rozwodu nie polecam/doradzam. Fakt, że takie sprawy załatwia się
            przed, żeby ewentualnie dać komuś możliwość wyboru. I nie obrażam Cię! Może
            gdybym Cię znała, nie lubiła mogłabym Ci "dowalić", święta na pewno nie jestem
            ale tylko Twoje własne słowa udostępniam. Nie masz dziecka bo Ci taka myśl
            zakwitła w głowie a partner był zawsze chętny. Ty tu napisałaś tak, że on chciał
            i Ty się zakochałaś i poszło ok ale nie wciskaj mi, że Cię obrażam to tylko
            fakty. Pomijając zakochanie napisałaś też, że się bałaś czyli niejako
            "profilaktycznie" zrobiliście dziecko, na zasadzie że potem mogą być problemy
            itp. Gdzie tu obrażanie? Sama tak napisałaś?
            Dla autorki wątku sama miłość nie wystarczy! Ot tak, proste wg. mnie. Poza tym
            prócz motylków w brzuszku itp. warto zastanowić się jaki ten partner jest?! Bo o
            ile kobieta może/musi z czegoś zrezygnować czy ten partner co chce "dzidzi", też
            potrafi z czegoś zrezygnować/wie, że będzie ciężko/że dziecko może wyć bez
            powodu, że nie wystarczy mu powiedzieć uspokój się, że nakarmione i z suchą
            pieluchą też może nastręczać kłopotów?
            Czy partner jest burakiem i będzie wypominał żonie, że się dzieckiem nie potrafi
            zając bo ono płacze a przecie nie powinno!? Że babka może się źle czuć,
            zbrzydnąć i że może być wykończona a on przecie zarabia więc na tym się kończy
            jego rola? Czy to facet co po przyjściu idzie oglądać TV/grać/wychodzi z
            kumplami a pani nie może być zmęczona bo ona siedzi TYLKO z dzieckiem? I inne
            aspekty, które NIESTETY mają znaczenie. Bo co innego jeśli kobieta chciała
            dziecko mieć i godzi się, że akurat z takim typem przyszło jej żyć{choć lepiej
            byłoby poszukać dawcy nasienia} i rozmnożyć się i jest gotowa na wiele bo tak
            wybrała. Co innego jeśli działa pod presją {jak w tych dwóch zalinkowanych
            wpisach na f} rozmaitych uwarunkowań i dodatkowe niełatwe życie z dzieckiem
            doprowadza ją na skraj przepaści ale nie DLATEGO, że ma zawirowania hormonalne
            po porodzie {co jest normą}, baby blues itp. TYLKO dlatego, że nie była to jej
            decyzja/wola i chęć? Oczywiście po fakcie można kpić a co ty nie wiesz jak się
            zabezpieczać, po co robiłaś jak nie chciałaś itp. TYLKO tyle, że to dziecko już
            jest! A my nie bądźmy znowu tacy mądrzy nigdy mniejszych/większych głupstw nie
            robiliśmy? Tych egzystencjalnych też. Potem tylko wszyscy piszą, że dziecka żal,
            bo matka "stara krowa" mogła myśleć, nie?
            • gonia_29 Re: paranoja/facet chce 02.09.10, 15:26
              Religijne trele-morele odnośnie tego po co ślubie niezbyt mnie interesują. Mało
              znam osób co w ogóle żyją zgodnie i z przykazaniami i małżeńskimi powinnościami.
              To jest prywatna sprawa i do uzgodnienia czy/nie między tymi 2 osobami. Nie wiem
              ile osób doradziło rozwód -może ze 2? Osobiście bałabym się być z człowiekiem,
              który upatrywałby w dziecku wspólnym sensu życia -raz jest to naprawdę
              niedojrzałe {jak pisałam wcześniej nie tylko tu: sens życia dobrze jest samemu
              znaleźć w oderwaniu od tego, że jest się czyimś
              dzieckiem/żoną/mężem/rodzicem/kochankiem}, być może panu się nudzi i dziecko ma
              mu coś zagwarantować/wypełnić/dopełnić/gada bo znajomi mają/bo rodzina ciśnie/bo
              trzeba/bo to naturalne/bo trzeba być prawdziwym mężczyzną/tak samo jak kobiety
              poczują się kobietami po tym jak zaciążą itp/
              Tu zawsze przypomina mi się kawał, czym się różni YETI od prawdziwego mężczyzny?
              Tym, że podobno Yeti ktoś widział.
              Ty tu piszesz, że skoro są razem i ona wybrała to warto się postarać i
              jednocześnie piszesz, że nie namawiasz ją na dziecko? Żartujesz sobie? A on co w
              ramach tego, że ona się postara jej da? Zmieni pieluchę? Czyli wychodzi z Twego
              wpisu, że jednak ona winna ustąpić i zrobić coś na co nie ma najmniejszej ochoty
              skoro WYBRAŁA JEGO? Pomijam bo tego nie zmienimy, że PRZED ślubem {bo widać, że
              się mści nie omawianie} mogli ustalić priorytety. Czy doprawdy ciężko Ci pojąć,
              ze to nie jest {tylko}kwestia dojrzałości? Bo są dojrzali ludzi i właśnie ich
              decyzja była na nie? Może od razu zróbmy tak -ludzie, którzy nie chcą mieć
              dzieci i ich nie mają nie są
              egoistami {bo egoizm to wmawianie/życzenie sobie aby ludzie żyli na nasza modłę}
              ich życie jest puste i bez celu {szczerze współczuję ludziom co sobie strzelają
              dziecko żeby wreszcie coś poczuć}. Pytania typu/podśmiewanie/wnioski:
              bo kto im poda szklankę wody na starość{dziecko jako polisa
              ubezpieczeniowa-super, bo ZUS itp.}
              bo są niedojrzali
              bo każdy chce {ten naturalizm jest chyba jakąś tajemniczą siłą}
              bo to największy dar jaki kobieta może dać facetowi{nie wiem czemu kojarzy mi
              się to z waleniem w mordę -a czasem by się niektórym "miłym"panom przydało miast
              dzieci}
              bo to sens życia
              bo trzeba coś po sobie zostawić
              no i najlepszy nie tylko tutejszy kwiatek -tylko ludzie z dziećmi mają realne
              problemy {cholera brzmi to jak jakieś hasło Giertycha} to rzeczywiście genialne
              propozycje dla kobiety która nie CZUJE ochoty na zostanie matką!
              Ci co jako ostateczność doradzają rozwód też mają rację! Jeśli pan będzie dalej
              argumentował w tym stylu + jesteś kobietą, a wy wszystkie chcecie, patrz
              wszystkie twoje koleżanki mają, własne się kocha, bo jesteśmy mężem i zoną, ty
              jesteś nienormalna, wybrakowana {oj zdarza się zdarza}, plus napuści inne
              kobiety a widać, że nie trzeba wiele aby zamieszać chociaż po niektórych wpisach
              tu. To kobieta jak z 90% w takiej sytuacji zostanie "urobiona", chór się
              rozstąpi {bo spełnił swój obowiązek} i babka będzie miała to CO WSZYSTKIE. CZĘŚĆ
              jej dobrze życzy - ale to tego typu osoby, które rozumieją {a nie tylko
              werbalizują}, że ich pomysł na życie a czyiś to dwie różne sprawy {bez ALE},
              część poczuje się lepiej bo to naturalne, większość osób chce{a jak nie chce to
              zachce} więc jak niechętnie ale jednak autorka b. smutna się zdecyduje to
              odetchną z ulgą, że "jest taka jak one"{ normalna}, część z
              zawiści/frustracji/niespełnienia będzie jej życzyła tego co już jest udziałem
              tak licznych. Ja SIĘ PYTAM CZY O TO NAPRAWDĘ CHODZI?
              Oczywiście są szczęśliwe rodziny {choć i szczęście jak tęcza ma swoje odcienie},
              kobiety mające fajnych partnerów, które WIDZą/chcą i mają prócz dziecka inne
              fajne życiowe zainteresowania i uważają, że macierzyństwo jest w większości
              GIT. Gorzej dla co poniektórych, że są kobiety które dzieci nie chcą - bez
              dorabiania ideologii.
              • gonia_29 i jeszcze jedno 02.09.10, 15:52
                Naiwne przekonanie, że kobieta nie pragnąca dzieci nie znajdzie partnera itp. I
                do MONZDR co poczuje jeśli raptem się jej odwróci? Cóż wóz albo przewóz DLA mnie
                robienie sobie dziecka zapobiegawczo, niezgodnie z moimi pragnieniami i
                odczuciami byłoby gwałtem na samej sobie, sprzeniewierzeniem się zasadom, które
                wyznaję, z którymi żyję itp.
                Dziecko może "związać", umocnić dobry związek{ nie może być i nie powinno
                panaceum na problemy małżeńskie, czy zobligowaniem kobiety, która nie czuje
                bluesa a musi bo "powinna"}, to nie jest kit do okien. Gdy jedna strona nie chce
                ale robi na siłę, źle to się kończy. I jak by nie było - niestety/stety
                większość uważa, że to psi obowiązek kobiety zajmować się dzieckiem i inne
                sprawy/ Panu się może odwidzieć pani nie. Więc jeśli ona założycielka wątku NIE
                jest chętna i nie chce mieć dziecka spotka się z{ jeśli da się namówić}
                ostracyzmem innych kobiet/środowiska/własnego faceta, który tak a nie inaczej
                pojmuje rolę babki z życiu związku, nie będzie miała z kim naprawdę pogadać i
                się "udusi" bynajmniej nie z braku tlenu. Macierzyństwo jest ciężkie i bez tego
                ale jeśli KOBIETA chciała nawet jak jest ciężko ona i jej partner zajmują się
                dzieckiem/potrafią przeczekać momenty/potrafią się określić jako
                ludzie/partnerzy nie tylko rodzice i jest ok i ta świadomość + opieka ich nie
                dobija a nawet jeśli potrafią sobie wzajemnie pomóc i się wspierają to SUPER.
                Bez chęci/wbrew sobie i z narzuconym kulturowo w Polsce dogmatycznym myślenie
                na temat kobiety-matki osoba bez chęci na rozmnażanie może mieć przerąbane na
                całym froncie! I tak lepiej być "nieszczęśliwym" w pojedynkę niż z dzieckiem bo
                zanim dziecko się połapie, że Mamusia nie uważa, że ono jest cud, miód i
                orzeszki taka Babka może mieć głęboką depresję/próby samobójcze. I rzeczywiście
                niektórym dziecko może dać kopa.............do grobu.
                • monzdr w którym miejscu namawiam ją do macierzyństwa? 02.09.10, 19:44
                  Przepraszam,ale to "do monzdr" to chyba jednak nie do mnie.Nie piszę nikomu,że
                  MUSI mieć dzieci,że ma zajść w ciążę,żeby ratować małżeństwo,że bez dziecka jej
                  życie będzie bez sensu,a ona sama stracona.Ale widzę,że na tym forum nie ma
                  miejsca na dyskusję i jakieś racjonalne argumenty.Jak ktoś się uprze,to wszystko
                  przekręci,żeby dopasować do swojej teorii.Więc jeszcze raz,powolutku:
                  1 ja nie chciałam mieć dzieci,dopóki nie poznałam mojego męża.Nie chciałam
                  dzieci tak po prostu dla posiadania dzieci,ale chciałam mieć dziecko z moim
                  mężem,bo go kocham.Są kobiety,które marzą o dzieciach,zachwycają się cudzymi i
                  nie mogą doczekać własnych.Ja taka nie jestem,ale macierzyństwo daje mi radość i
                  spełnienie.Nie twierdzę,że tak samo będzie z samą zainteresowaną,ale wykluczyć
                  też tego nie można.
                  2 nie twierdzę,że nie znajdzie partnera,który też nie chce mieć dzieci.Twierdzę
                  natomiast,że ona nie chce innego partnera niż jej mąż,tak wnioskuję z jej
                  wypowiedzi.I że trudno w ogóle znaleźć partnera,nie byle kogo,ale kogoś,z kim
                  połączy nas miłość,szacunek,zaufanie i porozumienie.
                  3 nie namawiam jej na rodzenie dzieci wbrew jej woli i przekonaniu.Myślę
                  tylko,że warto spróbować zrozumieć mechanizm jej niechęci do posiadania dzieci.W
                  jakimś sensie jest to winna swojemu mężowi.Nie żeby rodzić mu dzieci,ale żeby
                  choć spróbować zrozumieć przyczyny jej postępowania i zastanowić się,czy to
                  rzeczywiście ostateczne.
                  Czy teraz już jaśniej?
                  • gonia_29 Re: w którym miejscu namawiam ją do macierzyństwa 02.09.10, 21:08
                    No to mamy problem a zaraz Ci napiszę jaki. Po pierwsze to, że ktoś ma różne
                    zdania/opinie nie jest tożsame z tym, ze ten ktoś jest gorszy/głupszy czy
                    jeszcze inny. Na forum jest tak jak i wszędzie miejsce na swobodę wypowiedzi itp.
                    Ja Cię ani nie obrażam, nie piszę, że masz/nie masz racji ani nie podaję durnych
                    argumentów i niczego nie przycinam do swojej teorii -wręcz przeciwnie zawsze
                    interesuje mnie cudze stanowisko{zależy też w jakich sprawach bo przecież
                    wiadomo, że zakupu lodówki nie będę omawiać z sąsiadką etc., tu akurat piszemy
                    otwarcie niejako na pytania autorki/nasze wzajemne dyskusje} tylko nie lubię
                    takiego zachowania jak Twoje, że coś nie tak to zabierasz zabawki i opuszczasz
                    piaskownicę. właśnie pisanie takie, że zawsze myślałam i nie ma miejsca na
                    racjonalne arg. niejako prowokuje powoduje u drugiej strony, że ma się niby
                    kajać/usprawiedliwiać. Nie będę tego robić! Nie popełniłam zbrodni/część osób
                    zrozumiała o co chodzi.
                    Nigdzie nie napisałam, że ona dzieckiem ma ratować małżeństwo, bo kryzysu typu
                    jak nie urodzisz za 3 dni odchodzę nie ma. Raczej póki co różnica zdań i niezbyt
                    miła atmosfera. Nie przesadzajmy to nie kryzys.
                    Mnie się tłumaczyć nie musisz czemu masz dziecko naprawdę. Po pierwsze ja nie z
                    tych co to by kogokolwiek pytały a Twoje to z wpadki etc. To czyjaś prywatna
                    sprawa. Nie oddał do adopcji/kocha/zapewnia warunki bytowe jako takie ok. To co
                    opisujesz jest ludzkie i jakiś tam procent{nie znam badań} rodziców na takich
                    zasadach/ustaleniach/wskutek takich wydarzeń ma dzieci.
                    Sama autorka milczy -nie napisała, czy jej facet "nadaje się", czy to słomiany
                    zapał a potem ewentualnie będzie matką samotną z małżonkiem.
                    Nie wiadomo jak czy dyskutowali o tym z facetem, chęci fajnie mieć gorzej, że
                    facetowi może szybko przejść a jeśli zrobi dla niego {przy zerowych swoich
                    chciejstwach} zostanie sama z tym bałaganem. Także autorka nie pisze nam
                    wszystkiego. Oczywiście przychylam się do tego, że to b. trudna sytuacja. I
                    jeśli b.smutna będzie chciała zostać z mężem będzie musiała rozważyć czy chce
                    mieć z nim dziecko. Bo to może być jego "warunek"{paranoiczne to dla mnie no ale
                    jest jak jest}. Czy się nie będzie na nim wyżywała po -jak już dajmy na to
                    siebie unieszczęśliwi. Oczywiście u Ciebie sytuacja była inna -i z góry
                    zakładasz, że może jej się odmieni. Osobiście b. rzadko {w mojej wierze} z
                    obserwacji, kobiety, które nie chciały mieć dziecka {czuły wstręt, uwięzienie,
                    przymus itp} są szczęśliwe, że je mają- bo ono jeszcze to pogłębia u nich tę
                    niechęć -jest namacalnym dowodem błędu, który rośnie domaga się pewnych rzeczy.
                    To strasznie brzmi ale jest niemniej prawdziwe niż o co Ty piszeszy czy jakieś
                    inne kobiety tu, które albo czują się ok z tym, że zostały matkami albo jak
                    napisała Rumpa powielają pewne wypowiedzi aby przekonać same siebie jakie są
                    happy/lub mówią słowami wypowiedzianymi przez innych {to bezpieczniejsze}.
                    B. smutna może bardzo źle zareagować na dictum partnera - ja b. wierzę, że to
                    może być + do związku niż w to, że się odwidzi{to moim zdaniem myślenie
                    życzeniowe i pewne dążenie do wepchnięcia jej w schemat}.
                    Ty i inne panie TU bardzo chcecie wierzyć, że są ukryte przyczyny niechęci b.
                    smutnej do posiadania dzieci. Zapewniam, że wcale nie muszą! Ręczę Ci i będę
                    obstawiać przy swoim, ze facetowi nie kazałabyś wybrać się do dr co by mu
                    rozjaśnił w głowie lub znalazł te przyczyny.
                    To, że ktoś nie lubi ciemności nie oznacza, że należy go leczyć na napady lekowe
                    zwłaszcza jeśli takowych nie ma!
                    Ona nie jest mu nic winna no teraz przeczytaj swoje posty i zobacz, gdzie to TY
                    nie wymuszasz, żeby ona jednak zaciążyła. Serio przeczytaj swoje posty. A on co
                    jest jej winien jeśli urodzi on parę razy zmieni pieluchy etc. a ją zostawi z
                    całym bajzlem, którego nie chciała. Bo dajmy na to będzie pracował na rodzinę a
                    ona cały czas tylko z dzieckiem? Nie oszukujmy się! Poczytaj posty na
                    Emamie,Mały dziecku czy tu na Życiu rodzinnym -jakie tam są sprawy. Ale tamte
                    kobiety nawet jak pod górkę miały -dzieci chciały! Co wyszło? Różnie ale nie
                    wyobrażam sobie, że ktoś kto nie chce siedzi w domu z dzieckiem i Męczy się i
                    czuje okropnie bo ma realny dowód przed sobą, że POPEłnił błąd!
                    Ona myśli rok nad tym i NIC - nie ma ochoty nadal być matką co tu jest do
                    przemyślenia więcej? Przyczyny częściowe podała. Jak dla mnie do zrozumienia a
                    więc o co chodzi?
                    Ciężko uwierzyć chyba, że nie ma żadnego mechanizmu! Jak dla mnie ona jest
                    normalna. Oczywiście może pójść do dr i co dr jej powie, ze to normalne, ze tak
                    czuje?! Ma sobie kit wcisnąć, ze jakoś to będzie.....
                    To jak w tym kawale.
                    Słyszałem, że się ożeniłeś? Tak. To musisz być szczęśliwy? Muszę! Chyba nie tędy
                    droga.
                    W Twoim rozumowaniu jest tak, że ona oczywiście tego dziecka mieć nie musi ale
                    tak podświadomie to wierzysz, że się jej u tego dr odwidzi, bo jak znajdą te
                    powody.............. ukrytego mechanizmu..........to???????????
                    I wybacz ale naprawdę możemy mieć odmienne zdania -ja takowe mam i nie
                    usprawiedliwiam się ani nie szukam haków, że mi inni żyć nie dają, dyskutować itp.
                    Ani ja Ciebie ani Ty mnie{mam nadz.} nie chcesz zlinczować więc bez
                    usprawiedliwiania swoich wpisów!
                    • monzdr ... 03.09.10, 08:17
                      Nie chodzi mi o to,czy mamy odmienne zdania,czy nie,ale o nie przekręcanie cudzych słów i
                      dodawanie im innego sensu niż zamierzony.Po raz kolejny:nie namawiam do zachodzenia w
                      ciążę.Przeczytałam moje posty,nie ma tam nigdzie słóww rodzaju:dziecko Cię na pewno
                      uszczęśliwi,odmieni Ci się na pewno,koniecznie zajdź w ciążę.Ja tylko mam taką naturę,że wolę
                      podejść do sprawy bardzo spokojnie i przeanalizować dokładnie,zanim podejmę jakąś decyzję,stąd
                      też moje porady,żeby problem przeanalizować,bo rozejśćsię zawsze można,a scalić jest już dużo
                      trudniej.
              • aiczka Re: paranoja/facet chce 02.09.10, 16:31
                Zgadzam się z przemyśleniami i obserwacjami Goni z jednym zastrzeżeniem. Zbyt
                łatwo, moim zdaniem, stawia się zarzuty typu "to trzeba było ustalić przed
                ślubem/na początku związku".

                Po pierwsze - tylko osoby poznające się przez biura matrymonialne i portale
                randkowe zaczynają znajomość od wypełnienia ankiety na temat planów życiowych,
                oczekiwań itd. Gdyby mój mężczyzna (poznany na pierwszym roku studiów) zamiast
                się ze mną całować zaczął wypytywać o to, ile bym chciała mieć dzieci i czy
                wychowywać je po katolicku to pewnie bym zwiała.

                Po drugie - ludzie się zmieniają. Zmieniają się ich plany i nastawienie do
                różnych pomysłów. Zdarza się, że całkiem istotne zagadnienia mają na jakimś
                etapie życia nieprzemyślane. Zakładają, że na różne rzeczy kiedyś pewnie
                przyjdzie czas, że "tak w ogóle to oczywiście chcą", kiedyś do nich dojrzeją
                itd. (może chodzić o ślub, przeprowadzkę, dziecko, kredyt, zwierzątko, operację
                plastyczną, podjęcie określonej pracy i in.). A potem się okazuje, że jakoś
                ochota nie przychodzi, że "wszyscy już... a ja właściwie to nie chcę", że
                pojawiają się w zamian zupełnie inne pomysły i możliwości.

                Na forach o takich przypadkach przeczytamy "oszustwo", "wpędzanie w lata",
                "marnowanie komuś czasu". A tymczasem można być zupełnie szczerym, tylko z
                czasem zmienić zdanie albo dojrzeć do decyzji - na tak lub na nie.
                Można też nabrać wobec czegoś wątpliwości a potem się ich pozbyć - już sobie
                wyobrażam, jakie gromy zebrałoby na forum takie niezdecydowanie ^_^.
                • mgla_jedwabna Re: paranoja/facet chce 05.09.10, 02:05
                  Aiczka, z twojego postu można by wywnioskować, że są tylko dwie opcje: wypełnianie ankiety na dzień dobry/odpowiadanie na zestaw pytań na 1. randce oraz obudzenie się z ręką w nocniku po kilku latach małżeństwa.

                  A tymczasem w każdym związku przychodzi etap, kiedy kończy się rozmawianie o poezji Słowackiego (a raczej: kończy się rozmawianie wyłącznie o poezji Słowackiego), a zaczyna się rozmawianie o planach życiowych. I to jest czas na deklaracje czy chce się mieć dziecko, ile tych dzieci, gdzie chce się mieszkać (żeby nie było wyrzutów "ja dla ciebie wszystko rzuciłem/am a mogłem/am w swoim mieście..."), jak się sobie wyobraża wspólne życie (podział obowiązków itd.). A tymczasem wiele osób tkwi w niedopowiedzianym układzie wygodnym tylko dla jednej strony i liczy na to, że to się nie zmieni lub właśnie, że po ślubie się zmieni.

                  Co do tego, że ludzie się zmieniają; tak, to prawda. I to już jest nasze osobiste ryzyko, jeśli zawieramy związek z osobą, której wizja życia nam nie odpowiada, ale liczymy na to, że się zmieni. Jeśli się nie zmieni - możemy mieć pretensje tylko do siebie, że zaryzykowaliśmy i nie wyszło. Skrajną głupotą jest natomiast deklarowanie stanowiska przeciwnego do zajmowanego w momencie zawarcia związku (czyli np. nie chcę dzieci, ale mówię, że chcę), bo liczy się na to, że stanowisko samo się zmieni z czasem. To tak, jak deklarować, że posiada się domek z ogródkiem, bo liczy się na to, ze daleka ciocia zapisze nam go w spadku.

                  W tym wypadku uczciwie jest powiedzieć "na dzień dzisiejszy mam takie zdanie, ale wiesz, jak to bywa, może mi się kiedyś odmieni". I wtedy łatwiej jest drugiej stronie ocenić, czy podejmować ryzyko, czy też wymiksować się z tego ukadu, zanim zrobi się bardzo poważny.

                  A "oszustwo" i "wpędzanie w lata" najczęściej widuję jako określenie związków, w których jedna strona deklarowała właśnie nie to, co naprawdę myśli, tylko to, czego od niej oczekiwano ("nie chce mi się, ale powiem, że mi się chce i może kiedyś naprawdę się zechce"). Kiedy nadchodzi moment krytyczny, taki "teraz albo nigdy", przyciśnięty/a do ściany mówi wreszcie prawdę. Ten problem dotyczy osób wygodnickich, oportunistów i zwczajnych tchórzy, więc taka osoba nie ma odwagi powiedzieć "właściwie zawsze tak uważałem/am, tylko nie miałem/am odwagi powiedzieć", tylko kłamie, że zmienił(a) zdanie z czasem. U mężczyzn zdarza się to często w związku z decyzją o małżeństwie/dziecku, u kobiet w związku z decyzją o mieszkaniu w domu teściów, o drugim dziecku, o powrocie do pracy po urodzeniu dziecka.
                  • aiczka Re: paranoja/facet chce 06.09.10, 15:44
                    > Aiczka, z twojego postu można by wywnioskować, że są tylko dwie opcje: wypełnia
                    > nie ankiety na dzień dobry/odpowiadanie na zestaw pytań na 1. randce oraz obudz
                    > enie się z ręką w nocniku po kilku latach małżeństwa.

                    No nie, to oczywiście przesada, choc można było tak odczytać poczatek moejgo tekstu. Bardziej chodzi mi o to, że nawet kiedy się już przejdzie od rozmów o niezależnym kinie francuskim do planów życiowych, to wciąż trudno traktować każde wypowiedziane na początku znajomości zdanie jako jako przesądzające i zobowiązujące. To, że ktoś dziś mówi "kiedy MY będziemy mieć dzieci, to nie będziemy im pozwalać biegać po sklepie" nie znaczy, że za pięć lat będzie chciał mieć dzieci. Częściej, że zakłada, że kiedyś pewnie będzie chciał.
                    Ja zdanie autorki wątku ("rozmawialismy o dzieciach, ale wlasciwie za kazdym razem byla to kwestia odkladana na pozniejszy czas wiec przez caly czas mialam nadzieje, ze instynkt macierzynski sie we mnie pewnego dnia obudzi ") odebrałam właśnie jako opis postawy typu "jasne, jasne, kiedyś na pewno tak, przecież wszyscy chcą".

                    Jeśli ktoś czytał w dzieciństwie "Anię na uniwersytecie" to może pamiętać, że zdarza się też tak, że jesteśmy absolutnie przekonani, że czegoś chcemy i dopiero w ostatniej chwili dociera do nas, że jednak jest inaczej. I ja gdy czytam o tych "wygodnickich, którzy nie mają odwagi powiedzieć wcześniej" to zawsze biorę pod uwagę, że może są właśnie w takiej sytuacji.

                    Tak naprawdę trzeba cały czas rozmawiać, dzielić się wątpliwościami, przemyśleniami. Wtedy nawet jeśli czyjaś postawa wyewoluuje w zupełnie innym niż pierwotny kierunku, to nie jest to dla drugiej osoby niespodziewanym szokiem. To daje możliwość wzajemnego zrozumienia, pozwala na odkrycie, co jest prawdziwym problemem (np. może ktoś chce razem zamieszkać, ale boi się kredytów natomiast chętnie wynajmowałby mieszkanie). Ale to wymaga zarówno mówienia jak i słuchania. A o to drugie czasme jest trudno, bo właśnie u niektórych włączają się od razu pretensje "a zawsze mówiłeś/aś że..., oszukiwałeś/aś mnie po prostu!".

                    Gdyby trzymać się twardo wszystkiego, co sie ustaliło dziesięć lat wcześniej, mogłoby się czasem okazać, że np. obie strony w imię konsekwencji i "uczciwości" wobec drugiego brną w coś, co wcale im się nie podoba. :)
                    • mgla_jedwabna Re: paranoja/facet chce 07.09.10, 01:07
                      "zdarza się też tak, że jesteśmy absolutnie przekonani, że czegoś chcemy i dopiero w ostatniej chwili dociera do nas, że jednak jest inaczej"

                      Moim zdaniem, z reguły dzieje się tak, jeśli nie mamy odwagi przyznać sie do czegoś sami przed sobą. Ten sam mechanizm, który opisałam wyżej, tyle, że w stosunku do samego/samej siebie.

                      Oczywiście, że trzeba rozmawiać :) często własnie rozmowy pozwalają nam nie stracić kontaktu z tym, co naprawdę czujemy, nie żyć w stworzonej przez siebie iluzji (gdyby ktoś miał takie tendencje). Właśnie po to, żeby nie było "a zawsze mówiłeś/aś, że...", bo wtedy nie będzie niczego, co byłoby mówione "zawsze".
              • monzdr Re: paranoja/facet chce 02.09.10, 20:51
                Aaaaa,już rozumiem.Pisząc o "staraniu" nie mam na myśli starania się o
                dziecko,tylko staranie się o zrozumienie problemu:) Wydawało mi się,że jasno się
                wyraziłam...Myślę,że warto się postarać,a nie skreślać od razu małżeństwa i
                ewentualnego macierzyństwa.Pisałam o różnych opcjach,a nie o zachodzeniu w
                ciążę,czytałaś w ogóle to,co pisałam?A kwestie religijne dla niektórych ludzi
                naprawdę mają znaczenie,podobnie jak słowa przysięgi.Np.dla mnie.Więc teraz z
                kolei Ty nie uogólniaj,że ślub w kościele swoją drogą,a życie swoją.Ty też
                próbujesz przekonać,że tylko i wyłącznie wtedy macierzyństwo ma sens,gdy nie
                jest najważniejsze dla kobiety.A jeśli dla kogoś jest?Czyli kobieta,która nie
                chce dzieci-ma prawo!Ale kobieta,która widzi w dziecku sens życia-niedojrzała
                wariatka?A może inaczej-żyj i daj żyć innym.Po co właśnie dorabiać ideologię?Oni
                mają dzieci,bo dostali mieszkanie?Ich sprawa.Ona nie chce?Jej sprawa.Ale oni są
                (chyba) szczęśliwi,a ona najwidoczniej nie.Czy będzie szczęśliwsza mając
                dziecko?Tego nie wiem i nie zaryzykuję stwierdzenia w żadną stronę.Ale może
                będzie spokojniejsza i pewna swojej decyzji,jeśli zgłębi sprawę,zamiast
                postępować pochopnie?
                • gonia_29 do kogo to pisałaś? Podawaj ewentualnie po loginie 02.09.10, 21:11
                  bo się bałagan robi?!
                • gonia_29 Może tak 02.09.10, 21:30
                  Mnie to wisi czemu kol3 ma dzieci/dziecko pisanie tylko komuś w ten sposób, ze
                  mieszkanie etc. wyzwoliło chęć posiadania, kiedy tu wcale o takie rzeczy nie
                  chodzi jest bzdurne Moim zdaniem. Tylko tyle. Ja jestem osobą nie wierzącą,
                  ludzie giną za religię, mordują, bogacą się -rzadko kto żyje podług niej. Jest
                  druga strona medalu rzadko kto jest miłosierny {bez ale}, tolerancyjne {bez ale}
                  i często gęsto swoje zachowanie {bo większość dajmy na to też tak robi}
                  usprawiedliwia, że jest chrześcijaninem i robi...........co robi w imię zasad,
                  tradycji itp.Mnie razi zwłaszcza katolicyzm po polsku. I Ci co są ok/wierzący
                  nie są mi solą w oku. Gorzej z tymi co są hipokrytami i "innych" od siebie gnoją
                  w imię Boga. Ale nie wdawajmy się w dysputy religijne -można by elaborat napisać!
                  Nie macierzyństwo dla niektórych ludzi ma sens samo w sobie i dobrze {zwłaszcza
                  dla tych co te dzieci już mają}.
                  Bardzo nieładnie mnie atakujesz, że aż muszę się tłumaczyć {i zaraz wyskoczysz,
                  że tylko winni to robią}.
                  Złe dla mnie np. bazowanie/oczekiwanie, że tylko macierzyństwo da spełnienie
                  {kobiecie, facetowi/rodzinie}, jest to złe dla dziecka w dłuższej perspektywie.
                  Ponieważ {piszę bo znam, widziałam} taka matka, która nie posiada własnych
                  zainteresowań/dążeń jest ograniczająca dla dziecka{rozwoju}, które stopniowo
                  zwiększa dystans na linii opiekun-ono {to samo tyczy się faceta, czy obojga
                  rodziców, którzy nie pozwalają "dorosnąć" potomstwu, sztucznie powodują u
                  dziecka brak pewności siebie, dziecko czuje się winne bo jest całym światem
                  takich rodziców -to jest Złe a nie to, że dla kogoś to jest spełnienie
                  marzeń/życiowych potrzeb itp.
                  Bardzo się starasz zrobić ze mnie złą ciocię a ja taka nie jestem. I tyle. A już
                  na pewno {ponieważ siebie znam na tyle, żeby to napisać bez zadęcia/fałszywego
                  pojmowania siebie -niby jaka ja tam dobra} wyznaję zasadę żyj i pozwól żyć innym
                  {w sumie niezła jest taka żyj i pozwól żyj tym którzy tobie pozwalają żyć bo ja
                  w kwestii dzieci czy innych nie dałabym sobie tak się rodzinie wtrącać w moje
                  plany jakiekolwiek a tym bardziej tak prywatne i intymne jak to Czy JA/MY z
                  partnerem chcemy mieć dzieci}.
                  Ona nie postępuje pochopnie i poczytaj sobie jak pisałam -myśli/analizuje od
                  dawna. Może jej się "zachcieć " około 40/po ale WTEDY będzie chociaż chciała. A
                  to więcej niż połowa sukcesu! Może nigdy - i jeśli on tego nie akceptuje/postawi
                  jej ultimatum to nie powinna działać WBREW sobie i TYLE.
                  • monzdr zgadzam się 03.09.10, 08:21
                    że nie powinna działać pod przymusem.Nie atakuję Cię,jeśli tak to odebrałaś,to przepraszam.Po
                    prostu wydaje mi się,że interpretujesz moje słowa tak,jak Ci wygodnie.Dyskusja na forum jest o
                    tyle trudna,że nie pozwala na naprawdę szybką reakcję,odpowiedź.wyjaśnienie i wszystko się
                    rzeczywiście bałagani.
                  • kol.3 Re: Może tak 04.09.10, 20:51
                    Odpieprz się ode mnie Ty głupia prymitywna i ordynarna babo.
            • monzdr Re: paranoja 02.09.10, 20:41
              Udało mi się dobrnąć do końca.I odpowiadam:
              1 argumenty zdrowotne.Ja zaszłam w ciążę podczas pierwszego cyklu,gdy tylko
              zaczęliśmy się starać.To później pojawiły się krwawienia,brałam hormony przez
              pierwszy trymestr.Do głowy mi nie przyszło użyć tego,żeby namawiać do macierzyństwa.
              2 może źle się wyraziłam pisząc o moim strachu.Bałam się macierzyństwa,ale widać
              nie aż tak jak autorka wątku.Nie porównuję jej ze mną w 100%,tylko właśnie
              potwierdzam,że macierzyństwa można się bać,że nie każda kobieta pragnie
              dziecka,od kiedy tylko zaczyna bawić się lalkami.
              3 nie uważam,że każdy musi mieć dzieci,że jeśli ktoś ich nie chce,to jest
              gorszy.Myślę jednak,że posiadanie dzieci generalnie jest ważne,gdyby nie
              było,ludzkość już by nie istniała.Wiem,ile radości daje MI macierzyństwo,nie
              wiem,co siedzi w głowie innej osoby.Piszę o swoich doświadczeniach,ale przecież
              ja jej nie zapłodnię przez mój post.
              4 mój mąż pomaga mi stale przy dziecku,od pierwszych chwil.Ze szpitala musieli
              go wyganiać,bo nie chciał wychodzić.Jest tatą zaangażowanym,rano to on jest z
              dzieckiem w domu.Myślę,że jest więcej takich ojców jak on.A jeśli facet źle
              traktuje żonę,to będzie złym mężem niezależnie od posiadania dzieci.
              5 po raz setny:nie namawiam do posiadania dzieci i nie polecam psychologa,bo coś
              z koleżanką nie tak.Widzę tylko,że jej jest źle,szuka pomocy,boi się o
              małżeństwo,a nie chce innego partnera (przynajmniej w chwili obecnej).Może warto
              spróbować?Co to szkodzi?Wiele osób na tym forum rzuca rozwiązaniami jak z
              rękawa:no to rozwód!no to aborcja!no to wyprowadzka!Moim
              zdaniem(podkreślam-moim,nikomu go nie chcę narzucać)warto takie decyzje dobrze
              przemyśleć,nie kierować się emocjami,spróbować powalczyć itp.
              • gonia_29 Re: paranoja2 02.09.10, 21:35
                No i widzisz {ja wiem napisałam dużo ale leżało mi to na wątrobie -zawsze można
                nie czytać -to nie obowiązek} Ty masz takie zdanie i ok. Zobaczymy czy autorka
                nam/nie odpisze jak NIE to na pewno pogada jeszcze z mężem/podejmą jakieś
                decyzje. Jakie???????? Być może odwiedzą dr/być może poczekają. Jeśli jednak ma
                w głowie nie i lekarz raczej tego nie zmieni głupia będzie jak się UGNIE i
                postąpi wbrew sobie dla świętego spokoju! Tu chyba możemy się zgodzić?
                • demonsbaby gonia / monzdr 02.09.10, 22:08
                  Nie wiem czy na moment możecie obiektywnie spojrzeć na swoje wypowiedzi...
                  licytujecie się na argumenty przy skrajnie różnych światopoglądach, przy czym
                  paradoksalnie dowodzicie tą samą konkluzję, w dużym skrócie - brak przymusu.
                  Gonia, szczerze powiedziawszy nie zauważyłam, żeby twoja przedmówczyni w swojej
                  pierwszej wypowiedzi zachęcała autorkę do ryzyka zajścia w ciążę. To co ja
                  zauważyłam, to jedynie entuzjastyczne podzielenie się doświadczeniem z własnego
                  macierzyństwa przy wstępnym braku "wiary" w rodzicielstwo.

                  Hipokryzja, obłuda są znamionami nie tylko tego społeczeństwa. Macierzyństwo
                  dojrzałe? Czy coś takiego istnieje? Nie sądzę. Małżeństwo służące prokreacji ma
                  sens, jeśli jest wyznawane przez oboje kochających się ludzi, gdzie zarówno
                  kobieta jak i mężczyzna spełnia się w roli rodzica / opiekuna i nie musi być
                  sprzeczne z naukami religijnymi czy wyznawanymi wartościami. O ile wyznawcom
                  religijnym można przypisywać ekspansję ziem i konflikty międzynarodowe, o tyle
                  przyjmuję za tą samą monetę konflikty rodzące się w środowiskach agnostycznych
                  czy ateistycznych wskutek innych przesłanek niż duchowe. Każdy ma prawo istnieć
                  i mieć zapewniony godny byt z poszanowaniem drugiego człowieka, niezależnie czy
                  jest sunitą, szyitą, chrześcijaninem, adwentystą, katolikiem, agnostykiem czy
                  ateistą. W każdym znajdziesz nutę fałszu i zakłamania, kiedy ideologię lub wiarę
                  przekłada na dobro własne a nie ogółu i wyższych pobudek.
                  • gonia_29 demonsbaby 02.09.10, 22:15
                    No dobra ja się wypisałam{sama wiesz}, co zrobi autorka ICH decyzja. Zresztą
                    b.smutna nie pisze co i jak! Mam nadz., że nie przez moje posty. Tak czy siak
                    życzę podjęcia decyzji w zgodzie z sobą{nawet jeśli będzie różna niż "nasze
                    oczekiwania", rady}. To co demonsbaby piszesz w dalszej części wypowiedzi swej
                    też prawda. Życzę wszystkim spokojnej nocy.
              • gonia_29 Re: paranoja 2/1/2 02.09.10, 21:38
                Absolutnie nie neguję tego, że są faceci ok co to żony kochają/szanują i dziećmi
                się zajmują -autorka za mało faktów podała nawet jeśli wie co czuje! Być może
                nawet to nie jest dla niej impulsem.
        • monzdr Re: paranoja 02.09.10, 12:29
          A co jej doradzisz,gdy rozstanie się z mężem i będzie samotna,nieszczęśliwa,a pewnego dnia poczuje,że chciałaby
          mieć z nim dziecko,ale jest już za późno?Taka opcja nie jest możliwa?
          • gladys_g Re: paranoja 02.09.10, 13:51
            Za swoje decyzje się płaci, ale lepiej, żeby nie musiało za to płacić dziecko.
            Zresztą, dlaczego ma być samotna i nieszczęśliwa, skoro może chwilę po rozwodzie
            poznać mężczyznę, który na kwestie rozmnażania ma podobne poglądy.
            • monzdr Re: paranoja 02.09.10, 14:02
              Dla mnie to jest dziwne rozumowanie.
              Ona już ma męża,wybrała go,kocha go,chce z nim być.Czy to nie jest warte odrobiny chęci?Nie
              radzę,żeby już teraz natychmiast zachodziła w ciążę,ale może jest jakiś powód,dla którego ona tego
              nie chce?Czy naprawdę nie warto tego sprawdzić???Doradzacie rozwód i nowy związek tak
              lekko,jak zakup nowej torebki.A prawda jest taka,że wcale nie jest łatwo znaleźć dla siebie
              odpowiedniego partnera,zakochać się z wzajemnością,stworzyć udany związek i małżeństwo.Rada
              typu:rozwiedź się i znajdź sobie innego,dla mnie brzmi jak kwestia z "Mody na sukces".Może ona
              potrzebuje więcej czasu,żeby dojrzeć do macierzyństwa,może czuje za dużą presję?A może
              rzeczywiście nigdy nie będzie chciała mieć dzieci.Może mąż to jednak zaakceptuje?A może nie i
              wtedy rzeczywiście się rozejdą?Opcji jest wiele,ale wiem jedno:warto sie starać w życiu,jeśli mamy
              dla kogo.Nie na siłę i nie wbrew sobie,oczywiście.Dlatego proponuję rozmowy,psychologa,próby
              zgłębienia problemu,a nie rzucam lekko i beztrosko:rozwiedź się,co Ci zależy.
    • gonia_29 b.smutna poczytaj linki co podałam 02.09.10, 12:21
      forum.gazeta.pl/forum/w,898,109351986,109351986,Zycie_rodzinne_jest_dla_mnie_koszmarem_.html
      forum.gazeta.pl/forum/w,898,110824785,110824785,Nie_potrafie_pokochac_wlasnego_dziecka_dlugie_.html
      Nie warto działać wbrew sobie, zwłaszcza co do takiej decyzji, możesz mieć
      nieciekawe odczucia PO!
      • ognista998 Re: b.smutna poczytaj linki co podałam 02.09.10, 17:11
        ale wy ją masakrycznie zniechęcacie. matki - które nie są dobrymi matkami to wyjątek od reguły.
        większość sobie radzi. przecieć nie chleje, nie ćpa.

        co powiecie o pijanym matkach zostrawiających swohe maleństwa, bo wpadły, urodziły a potem
        dalej imprezy cxhlanie i kolejne dzieci z nie wiadomo którym, albo takie co "biorą". strach przed tym
        żę się nie pokocha jest normalny u większości ludzi. a miłość maierzyśka niekiedy długo po porodzie
        przychodzi i potem matka "zaskakuje" i daje rady. skreślacie ją choć tak naprawdę nie znacie tego
        gatunku ludzi, tak jak ja;)

        na przykładzie mojej koleżanki - ona niestety jest z tych co się nie nadają. dawno temu była
        przyjaciółką terraz to już przeszłość .jest w ciąży w listopadzie ma urodzić - połowę wyprawki
        skompletowałajej ja, bo sie t6m nie interesuje - ze względu bna naszą dawną przyjaźń. do
        pewnego momenty oboje z mężem pomagaliśmy nam, ale cierpliwosć się niestety wyczwrpała, bo z
        nią nic do przodu nie ruszyło. kiedy próbuję podpytać o ciażę, jak się czuje, czy sie cieszy mówi o
        niej o bólu zębów. nigdy się nie spotkałam z takąciężarną, którą by nei cieszyło bicie serduszka czy
        ruchy. zamiast kupować witaminy, ciuszki, sobie ubrania w jej rozmiarze (na siłę wciska za małe)
        kupuje......drogie markowe kosmetyki, gazety kobiece te droższe zamiast takich dla mam i
        wszystko co jej niepotrzebne. jest w kiepskiej sytuacji fifnansowe (komornik, długi) i oboje z
        mężem nic nie robia by wyjść z nich. i generalnie kiepsko wsobie radzą życiowo. i zamiast sie
        staraćjakoś to poprawić - nic nie robi. jest zaprzeczeniem wszystkich cieżarnycj koleżanek jakie
        mam. bo można początkowo narzekać, można całe 9 miechów jęczęć że sie jest w ciąży, ale kiedy
        kladą dziecko na piesry zwykle przechodzi. a ona jest oporna i jak ją znam całe życie niestety są
        podstawu do odebrania jej dzieciaka;/

        dlatego neiv skreś;lajcie jej, bo takich ludzi jak ta dziewczyn a jest naprawdę mało. a ludzie zwykle
        jak dowiadują się o nowym życiu wyrażają jakiekolwie chęci o dbanie o niem w przeciwieństwie to
        tych przykładów które opisałam
        • gonia_29 bez obrazy zacznij pisać poprawnie 02.09.10, 17:33
          ja sama robię błędy jak za szybko pisze ale u Ciebie tego się czytać nie da.
          Sama zobacz.
          • ognista998 Re: bez obrazy zacznij pisać poprawnie 02.09.10, 17:48
            to użyj mózgu i wczytaj się. ja zawsze robię byki na klawiaturze i jakoś nikt się nie czepia ty jesteś
            pierwsza, która się byków czepia. jak się szybko pisze to się byki robi;P
            • gonia_29 w pracy też tak piszesz? To nie byki ale BAWoły! 02.09.10, 18:22
            • mgla_jedwabna Re: bez obrazy zacznij pisać poprawnie 05.09.10, 02:17
              Zanim się coś wyśle, wypadałoby chociaż raz to przeczytać i byki usunąć. Pisanie i natychmiastowe klikanie "wyślij" przypomina mówienie, co ślina na język przyniesie, bez zastanowienia.

              Mnie się też zdarzają literówki, oczywiście. Ale przynajmniej staram się, żeby ich uniknąć. A ty tak bez żenady każesz innym znosić swoje niechlujstwo. Niefajnie, bardzo niefajnie.
        • raohszana Re: b.smutna poczytaj linki co podałam 02.09.10, 23:48
          Rzadko co piszę, ale tym razem to mus! Muszę podzięczyć za ubawienie kretyńskim
          kawałkiem wypowiedzi, znaczy się tym:
          "> na przykładzie mojej koleżanki - ona niestety jest z tych co się nie nadają. da
          > wno temu była
          > przyjaciółką terraz to już przeszłość .jest w ciąży w listopadzie ma urodzić -
          > połowę wyprawki
          > skompletowałajej ja, bo sie t6m nie interesuje - ze względu bna naszą dawną prz
          > yjaźń. do
          > pewnego momenty oboje z mężem pomagaliśmy nam, ale cierpliwosć się niestety wyc
          > zwrpała, bo z
          > nią nic do przodu nie ruszyło. kiedy próbuję podpytać o ciażę, jak się czuje,
          > czy sie cieszy mówi o
          > niej o bólu zębów. nigdy się nie spotkałam z takąciężarną, którą by nei cieszył
          > o bicie serduszka czy
          > ruchy. zamiast kupować witaminy, ciuszki, sobie ubrania w jej rozmiarze (na sił
          > ę wciska za małe)
          > kupuje......drogie markowe kosmetyki, gazety kobiece te droższe zamiast takich
          > dla mam i
          > wszystko co jej niepotrzebne."

          Czyś Ty, dziewczyno, z byka [ albo i bawoła ] spadła? Dlaczego ona ma się z
          kobiety stać inkubatorem tiurlającym o "serduszku i ruchach" i skupionym na
          ciąży i dzieciaku? Troszkę nawiedzenie brzmisz, wiesz?
          Żeby nie było - fakt, że mają długi to faktycznie nie predestynuje jej do
          posiadania teraz dziecka i pchanie się w dzieciaka to był kretynizm, no, ale to
          rzecz bezsporna i nikogo takie stwierdzenie nie dziwi. Za to to, że stwierdzasz,
          iż coś z nią nie tak, bo nie dostała zrazu odpieluchowego zapalenia mózgu - już
          jest nie halo.

          ---
          Jeśli nie mogę czegoś zjeść, wypić, wydać lub sprawić żeby mruczało w nocy na
          mojej poduszce - to nie wiem co jeszcze mógłbym z tym zrobić.
          • monzdr z mojej strony to już wszystko 03.09.10, 08:32
            Nie widziałam jeszcze inkubatora,który by się cieszył z bicia serca dzieciątka,natomiast szczęśliwe
            przyszłe mamy widziałam,jedną nawet w lustrze.Kurczę,dziewczyny,wy popadacie ze skrajności w
            skrajność:albo że dzieci to jedyny sens życia,albo że dzieci nie mogą być sensem życia.A to akurat
            jest kwestia tak indywidualna,że nie da się dopisać teorii.To chyba taki trend teraz,żeby bronić
            kobiet,które nie chcą mieć dzieci,ale one wcale obrony nie potrzebują.Ich decyzja,ich życie,ich
            sprawa.Szczerze mówiąc,ja się nigdy nie spotkałam z jakimś naciskiem na bezdzietne kobiety,a znam
            kilka takich.Nawet moja znajoma powiedziała wprost,że dzieci nie chce,bo wybiera karierę.Nikt jej
            nie zlinczował.A z drugiej strony,czy kobieta,która chce mieć dzieci,dla której macierzyństwo jest
            spełnieniem,która nie chce robić kariery albo godzi ją z wychowywaniem dzieci,która lubi prowadzić
            dom,jest kretynką bez ambicji?Mam nadzieję,że b.smutna znajdzie rozwiązanie swojego problemu i
            jakiekolwiek by ono nie było,skończy się dla wszystkich jak najmniej boleśnie.
        • serendepity Re: b.smutna poczytaj linki co podałam 03.09.10, 11:00
          a ludzie zwykle
          > jak dowiadują się o nowym życiu wyrażają jakiekolwie chęci o dbanie o niem w pr
          > zeciwieństwie to
          > tych przykładów które opisałam

          Wiesz, ja tez bylabym odpowiedzialna i wychowala dziecko, gdybym jakims cudem
          zaszla w ciaze, ale ja go nie chce miec po prostu. Wiec to, ze bylabym dobra
          matka, nie znaczy, ze mam nia byc.

          Tez nie chce dzieci i nie uwazam, ze powinnam szukac w sobie dlaczego tak jest,
          a moze to dziecinstwo, a moze to, a moze tamto. Ja po prostu nie chce. Cenie
          sobie swoje dorosle zycie i swiety spokoj.

          Poza tym pan maz lub ojciec zawsze moze zwinac manatki, a matka niestety nie,
          zostanie z problemem (dzieckiem) na glowie i przez kolejne min. 18 lat zycia
          musi zajmowac sie nim. Ja zawsze mowie, ze moge byc ojcem, ale matka nie chce byc.
          • demonsbaby Re: b.smutna poczytaj linki co podałam 03.09.10, 11:14
            serendepity napisała:



            >
            > Poza tym pan maz lub ojciec zawsze moze zwinac manatki, a matka niestety nie,

            Skąd ta wizja? Matka jest "skazana na potomstwo"? Gdyby matka nie chciała zostać
            z dziećmi, to sama zwinęłaby manatki i ojca zostawiła z potomstwem. Orzekanie
            przez sąd wykonywania opieki przez matkę jest podyktowane jej wnioskiem. W
            czasie sporu o opiekę, większe szanse ma matka przy małoletnich dzieciach, jako,
            że te nawiązują z matką bliższą więź emocjonalną niż z ojcem.

            > zostanie z problemem (dzieckiem) na glowie i przez kolejne min. 18 lat zycia
            > musi zajmowac sie nim.
            No nie musi, może się zwolnić przed sądem z takiego obowiązku i obarczyć nim
            ojca albo opiekę zastępczą.

            Ja zawsze mowie, ze moge byc ojcem, ale matka nie chce b
            > yc.

            Masz do tego prawo.

            Skąd te głosy popadające ze skrajności w skrajność? Czy tutaj każdy musi mieć
            wyłączność na wiedzę? Podawanie sugestii łącznie z próbą szukania przyczyn nie
            jest przecież rozwiązaniem. Pisanie opinii własnej / subiektywnej wynika z celu
            forum "dzielę się problemem jak wy to widzicie", czy ktoś musi być idiotą, jeśli
            ma inne spojrzenie na problem, albo dzieli się własnymi przeżyciami?
            • monzdr Re: b.smutna poczytaj linki co podałam 03.09.10, 13:55
              demonsbaby napisała:

              > Skąd te głosy popadające ze skrajności w skrajność? Czy tutaj każdy musi mieć
              > wyłączność na wiedzę? Podawanie sugestii łącznie z próbą szukania przyczyn nie
              > jest przecież rozwiązaniem. Pisanie opinii własnej / subiektywnej wynika z celu
              > forum "dzielę się problemem jak wy to widzicie", czy ktoś musi być idiotą, jeśl
              > i
              > ma inne spojrzenie na problem, albo dzieli się własnymi przeżyciami?
              Popieram w 100%.
    • paul_ina Dzieci 03.09.10, 09:42
      ...posiadanie dziecka dla mnie osobiście to kolejny etap mojego rozwoju jako człowieka - nauczyłam
      się, że można kochać inną osobę bardziej, niż siebie samego. Obecność mojej córeczki, samo
      sprowadzenie Jej na świat, rozwinęło mnie emocjonalnie i duchowo oraz zapewniło znakomite
      towarzystwo nowej osoby w otoczeniu - naszego dziecka.

      Oczywiście można bez tego przeżyć życie głęboko i szczęśliwie, macierzyństwo to po prostu jedna z
      dróg, czasem szczęśliwa, a czasem tragiczna. Najważniejsze to złapać kontakt z własną
      świadomością i zapytać się, czego JA właściwie chcę.
    • mmm2613 Re: nie chce miec dziecka 03.09.10, 11:09
      Cześć,

      ja jestem w bardzo podobnej sytuacji co autorka pierwszego posta.

      Mam 29 lat, mąż 35, jesteśmy 3 lata po ślubie; mąż czasami wspomina o dziecku, a ja, jak
      zaczynam myśleć o dziecku, to myślę w kategorii: że trzeba będzie się kiedyś zmusić i mieć dziecko
      żeby później nie żałować że się nie miało. I to jest straszne, bo naprawdę: nie lubię dzieci.

      Dzieci mnie denerwują, nie mam do nich cierpliwości, a już najbardziej irytują mnie młode matki
      które nagle - po pojawieniu się dziecka- zachowują się jakby były najmądrzejsze na świecie. Mamy
      np. znajomych którzy, odkąd mają dziecko, zachowują się tak jakby nasze życie nie było
      wartościowe bo przecież nie m a m y dzieci. Do tego, irytuje mnie to, że odkąd w rodzinie są
      małe dzieci to przy żadnej imprezie rodzinnej nie można pogadać o niczym innym niż o dzieciach.
      Dzieci są w centrum zainteresowania, a ich rodzice tylko podkręcają temat tak jakby życie innych
      w ogóle nie było ważne. Tylko dzieci.

      Próbowałam się zmusić i zmienić swoje nastawienie do dzieci.. ale jakoś nie potrafię, nie umiem.
      Nawet dziecko mojego brata mnie nie wzrusza, nie mam ochoty brać na ręce, a już
      najgorzej jest jak ktoś specjalnie wciska mi dziecko na kolana i nie wiem dlaczego ale czuje się z tym
      po prostu niekomfortowo…

      Kiedyś, jak byłam młodsza, myślałam, że tzw. instynkt przyjdzie ale dobijam do 30stki i jakoś nie
      przychodzi..

      Do tego, jak widzę mojego brata lub znajomych którzy musieli zmienić cale swoje życie ze względu
      na dziecko i nawet nie ma już się jak z nimi spotkać, to trochę mnie to przeraża, bo jestem osobą
      bardzo niezależną, mam wielką pasję –jeżdżę w sportach motocyklowych- i zwyczajnie musiałabym
      z tego wszystkiego zrezygnować, a naprawdę nie mam na to ochoty.

      Do tego wszystkiego, nie mam komu o tym wszystkim powiedzieć, bo zaraz będę „egoistką”
      lub „nienormalną”. Nie mogę powiedzieć rodzinie ani koleżanką, bo mnie nie zrozumieją. W Polsce
      nie ma przyzwolenie na bezdzietność. Ludzie żyją tak jakby jedynym modelem czy formą życie
      rodzinnego było małżeństwo i dzieci, a przecież można żyć na milion sposobów. Z dziećmi lub bez, i
      żadne z tych form życia nie jest gorsze.

      Raz, powiedziałam szczerze koleżance że nie wiem czy będę mieć dzieci, bo ich nie lubię, to
      zareagowała tak jakbym nie wiadomo co złego zrobiła.. Spojrzała na mnie jakbym kogoś chciała
      zabić.Mężowi nie chce powiedzieć, tylko staram się odwlec licząc na to że przyjdzie czas kiedy będę
      chciała mieć dzieci…

      Dziękuję za przeczytane tego posta bo naprawdę nie mam z kim o tym pogadać.


      Malina

      • paul_ina Re: nie chce miec dziecka 03.09.10, 12:01
        Hej,
        nie ma co porównywać uczuć do swojego dziecka do uczuć do innych dzieci. Ja zanim zostałam
        mamą niezbyt lubiłam towarzystwo małych dzieci, a już rozmowy o kupkach, strupkach i pieluszkach
        irytowały mnie na potęgę. Teraz nadal nie lubię innych dzieci, za to swoje bardzo :)

        Co do sportów motocyklowych, to mój mąż jeździ enduro i ma też motor wyścigowy - ścigał się
        amatorsko na torze Poznań. Rodzicielstwo sprawiło, że odstawił wyścigi na torze, wystawił motor na
        sprzedaż, co mu zresztą nie przeszkadza nadal zapierniczać bez ograniczeń nocami z kumplami po
        obwodnicy Wyszkowa. Ty zapewne w roli mamy musiałabyś na czas ciąży i połogu odstawić sporty
        motocyklowe, a potem trenować dużo mniej niż wcześniej - niestety takie jest zycie. Ja będąc już
        mamą nauczyłam się jeździć na quadzie, ale to nie jest rozrywka na codzień - codziennie jeśli mimo
        wyczerpania nocnymi pobudkami zmuszę się do joggingu, to już jestem szczęśliwa.

        Co do ględzenia o dzieciach, to zgadzam się z Tobą w pełni, ale jest na to rada - może poszukajcie
        innych znajomych? Ja mam fajną odskocznię, też jestem sporo od męża młodsza, większość moich
        koleżanek nadal jest bezdzietna albo i samotna - i kontakt z nimi pozwala mi pogadać o czymś
        innym niż dzieci.
      • monzdr Re: nie chce miec dziecka 03.09.10, 12:11
        W Polsce żyje mnóstwo różnych ludzi.Wydaje mi się,że takie myślenie,że w Polsce na nic nie ma
        przyzwolenia,jest stereotypem,powielanym już z przyzwyczajenia.To nie tylko w Polsce ludzie mają
        dzieci i o nich rozmawiają,przewartościowują dla nich swoje życie i zmieniają nawyki.I w Polsce,jak
        w innych miejscach na świecie,są ludzie,którzy dzieci nie chcą i nie mają.Najważniejsze to być
        wiernym sobie.Dam Ci taki przykład,nie o dzieciach akurat,ale o podobnym stereotypie.Mówi się,że
        w Polsce nie ma tolerancji religijnej.Przez 10 lat byłam poszukującym agnostykiem.Wychowana w
        religii katolickiej,zbuntowałam się.Przez te 10 lat nie chodziłam do kościoła itd.Jawnie mówiłam o
        swoich poglądach.Nigdy nie spotkałam się z niechęcią,potępieniem,krytyką.A gdy po latach
        poszukiwań wróciłam do Kościoła,ale odmieniona,dojrzalsza,rozmawiałam długo z pewnym księdzem i
        usłyszałam od niego,że wiara nie może być ślepa,musi być indywidualna i przemyślana.Myślę,że my
        sami mamy w sobie gdzieś głęboko zakorzenione pewne przekonania i jestesmy pewni,że inni na
        naszą "odmienność" zareagują negatywnie.W jakimś stopniu to na pewno prawda,są ludzie
        nietolerancyjni,ograniczeni,którzy patrzą na świat z jednego wąskiego punktu widzenia.Ale czy
        warto się nimi przejmować?Z własnego doświadczenia wiem,że jeśli wyjdziemy sami przeciwko
        stereotypom,okazuje się,że takich "odmieńców" jak my jest więcej,że właściwie każdy z nas jest
        takim swojego rodzaju "odmieńcem".W moim otoczeniu jest kilka dziewczyn,które dzieci nie
        mają,na razie nie chcą i nie planują zmiany w najbliższej przyszłości.Ja sama jestem taką szaloną
        mamą,która świata poza synkiem nie wdzi,ale nawet do głowy by mi nie przyszło krytykować
        bezdzietne kobiety.Być może zinterpretowałaś spojrzenie koleżanki negatywnie,a to było tylko
        zdziwienie?Może gdybyś pogadała z nią szczerze,powiedziała o swoich odczuciach,to ona by Cię
        zrozumiała?A jesli nie,to trudno.Ja nie rozumiem mojej przyjaciółki,która nie lubi pomidorów.Toż to
        nienormalne:p Rozumiem natomiast,że nie chcesz z pewnych rzeczy zrezygnować.Ja sama czasami
        czuję się uwięziona.Przy dziecku jest ciągle tyle pracy,nie ma zbyt wiele czasu dla siebie,nie ma
        dawnej swobody.Macierzyństwo to mnóstwo obowiązków i to takich,których nie odłożysz na
        później,jak się wyśpisz.Z mężem śmiejemy się ciągle,że jeszcze tylko rok i się wyśpimy:p Może kiedyś
        poczujesz,że naprawdę chcesz mieć dziecko,urodzisz je i będziesz szczęśliwa.A może nie i też
        będziesz szczęśliwa.Jak już tu ktoś przede mną wspomniał,są różne drogi życiowe,ważne,żeby iść w
        zgodzie ze sobą.Znowu się rozpisałam,taka gaduła ze mnie.Pozdrawiam!
      • demonsbaby nie unikaj szzerej rozmowy z partnerem 03.09.10, 12:30
        bo możesz sama złapać się w pułapkę, a tematu macierzyństwa nie odwleczesz.
        Skoro akceptuje ciebie i kocha jaką jesteś, ten temat też powinien umieć sobie
        poukładać. Zmuszanie się do dziecka nie ma sensu, choć bywa, że dopiero
        przyjście na świat potomstwa tą wizję świata zmienia, o której sama piszesz.
      • burza4 Re: nie chce miec dziecka 03.09.10, 12:54
        Ale czemuż traktujecie lubienie dzieci jako tester instynktu macierzyńskiego? Co
        to ma wspólnego ze sobą? dzieci nie lubiłam nigdy - i nie lubię nadal,
        wpieniają mnie, nudzą śmiertelnie, irytują, nie lubię się z nimi bawić, nie mam
        o czym rozmawiać, nie lubię jak mnie zagadują, sama ich obecność w pobliżu jest
        męcząca.

        Ale moje własne jakoś zniosłam:), mam teraz dorosłą dziewczynę, z która mamy
        kumpelskie relacje i choć nigdy nie tryskałam gejzerem uczuć macierzyńskich,
        wiem, że bez niej moje życie byłoby strasznie puste, i że tego braku nie
        skompensowałby żaden związek i żadna kariera.

        Nie bierz uczuć do dziecka brata za jakikolwiek wyznacznik. To tak jakbyś
        porównywała uczucie do własnego męża na podstawie uczuć do męża koleżanki.

        Jeśli nie chcesz mieć swojego dziecka - to się nie zmuszaj, to twoja decyzja,
        nie koleżanek czy teściowej. Ważne żebyś ty dobrze się z tym czuła, nie inni.

        • monzdr Re: nie chce miec dziecka 03.09.10, 13:03
          burza4 napisała:

          > Nie bierz uczuć do dziecka brata za jakikolwiek wyznacznik. To tak jakbyś
          > porównywała uczucie do własnego męża na podstawie uczuć do męża koleżanki.
          Super:)
        • demonsbaby objawienie,nawet prawdziwe 03.09.10, 23:42
          burza4 napisała:

          > Ale czemuż traktujecie lubienie dzieci jako tester instynktu macierzyńskiego? C
          > o
          > to ma wspólnego ze sobą?
          >
          > Nie bierz uczuć do dziecka brata za jakikolwiek wyznacznik. To tak jakbyś
          > porównywała uczucie do własnego męża na podstawie uczuć do męża koleżanki.

          Brzmi prawdziwie i logicznie, ale z drugiej strony,jeśli poczułabym pociąg
          fizyczny do przyjaciółki, a nie jej męża, czy byłoby to wyznacznikiem moich
          skłonności homoseksualnych ("wbrew naturze"), czy musiałabym udowodnić sobie na
          drodze obcowanie płciowego z mężczyzną i kobietą swoje skłonności?

          >
          > Jeśli nie chcesz mieć swojego dziecka - to się nie zmuszaj, to twoja decyzja,
          > nie koleżanek czy teściowej. Ważne żebyś ty dobrze się z tym czuła, nie inni.
          >

          Fakt, a co z mężem dotychczas nie znającym poglądów nt.planowania rodziny?
        • triss_merigold6 100% racji 04.09.10, 11:40
          Zgadza się. Nie lubiłam dzieci i nadal za nimi nie przepadam, chociaż jestem już bardziej wyrozumiała.
          Ponieważ w bliskiej rodzinie nie było małych dzieci (wtedy kiedy miałam te 20-30 lat), a znajomych
          dzieciatych tez nie było zbyt wielu, to właściwie żadnego kontaktu z dziećmi nie miałam. Pierwszym
          niemowlakiem jakiego wzięłam na ręce i oglądałam z bliska był mój syn.
          Dzieci miec nie chciałam nigdy, zadecydował powód nie mający nic wspólnego z instynktem
          macierzyńskim, dziecko jak najbardziej planowane zresztą. Teraz chcę drugie i to juz z powodu
          silnego ciśnienia macicy.
          • verdana Re: 100% racji 04.09.10, 19:48
            Ja nie znoszę dzieci, jako dzieci (czasem ktoreś dziecko lubnie, jako człowieka, ale w masie - nie),
            nie lubilam dzieci nawet bedąc dzieckiem. Za to swoje dzieci bardzo lubilam i lubię - czym starsze,
            tym bardziej, ale nawet z małymi lubilam sobie pogadać. Zawsze chciałam miec jedno dziecko, nie
            wyobrazalam sobie więcej. Z mężem ustalilismy dwoje. mam troje i gdybym miała niegdyś warunki i
            kasę - może chciałabym i czwarte...
            Lubienie cudzych dzieci nijak się ma do lubienia wlasnych.
            • lilly811 Re: 100% racji 04.09.10, 22:55
              Dokładnie- też nigdy nie lubiłam dzieci, nie wiedziałam co mam z nimi robić, czułam się skrępowana,
              a swoje dziecko kocham najbardziej na świecie. Myślałam, że jak mam swoje to będzie inaczej ale
              wcale nie- obce dziecko wciąż jest dla mnie równie nieciekawe, zato moje własne wydaje mi się
              największym cudem :)
        • nastka501 Re: nie chce miec dziecka 26.09.10, 20:40
          Ja też jestem w podobnym wieku i w podobnej sytuacji. Nie chce mieć dzieci i już!!! Codzienna pigułka to podstawa. Wiem, że na pewno Ci nie do śmiechu, ale wejdź na stronkę www.pigulka.pl/50lat/ może humor sie poprawi. Śmieszne te filmiki.
    • instalar Re: nie chce miec dziecka 05.09.10, 12:54
      Witam.
      Ja mam podobnie, aczkolwiek moje nastawienie jest negatywne jedynie wobec posiadania dziecka
      w swoim zyciu, w swoim domu itp. Ja poprostu nie chce dzieci. Aczkolwiek obojetne sa mi obce
      dzieci, nie mam awersji do przebywania na placu zabaw, pchać wózka nigdy nie pchałam, ale co mi
      tak nie jest to dla mnie jakieś odpychające oby nie stanowiło znacznej cześci mojego zycia :)
      Myslę, że Ty autorko teksu czujesz sie już osaczona ciagłym nagabywaniem na posiadanie potomsta
      i dlatego aż tak Ciebie to odpycha.
      Masz pecha, że taka relacja spotkała Ciebie z mężem....ja chce stworzyc przyszly dom z facetem
      który będzie chciał zyc jak ja....inaczej sobie tego nie wyobrażam!


      Mam podobnie, dzieci nie sa dla mnie wcale słodkie, to zwyczajnie mały dorosły....no musi byc
      mały, żeby się urodzic przeca jakoś....to normane jak normalna jest potem smierć, taki cykl zycia
      jest, dlatego tez się dziećmi nigdy nie ekscytowałam jak Ty.
      Patrząc z bardziej egostycznego punktu życia to posiadanie dziecka ogranicza, no bo jak tu wyjsc
      na cało nocną imprezke, spac do południa, czy pracować po 10 godzin jesli sie to tak bardzo lubi,
      jak tu się glośno kochac z patnerem ? I wiele innych ogranoczeń z tego płynie.
      Zreszt a ja nie wyobrazam sobie byc dla faceta matka jego dziecka, nie chce by moj partner mnie
      tak postrzegał.

      Ja mam o tyle dobrze, że wciaz wierzę że się mi uda isc tym torem i byc z kims jak ja, Ty masz
      gorzej bo mąż i presja....ja nie mam żadnej presji z niczyjej strony, wiem, ze to co robie jest
      akceptowane.
    • blue_romka autorka postu się nie odzywa 06.09.10, 11:32
      a Wy się zaraz pozabijacie na argumenty.
      • instalar Re: autorka postu się nie odzywa 07.09.10, 11:17
        autorka się ino nie odzywa bo jux muieliście na nia naskoczyć jakie to piekne miec bobaska, nie ma co się dziwic ze poszla...
        • monzdr Re: autorka postu się nie odzywa 07.09.10, 14:22
          Komentarze były bardzo różne,nie wszyscy wychwalali rodzicielstwo.Każdy pisze o swoich subiektywnych odczuciach.Mam kłamać,że nie jestem szczęśliwą mamą,choć też nigdy nie lubiłam dzieci?
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: nie chce miec dziecka 12.09.10, 12:12
      Sprawdzanie własnego instynktu macierzyńskiego na podstawie stosunku do dzieci innych rodziców może być obarczone błędem. Pani dziecko może być inne, Państwo jako rodzice także.
      Nie wiem czy słusznie, ale wydaje mi się, że instynkt macierzyński w popularnym wydaniu, zakłada istnienie nieskalanej niczym miłości matki do dziecko oraz zawiera mit, że każda kobieta posiada go od urodzenia jako podstawowe wyposażenie małej dziewczynki.. To może przerażać i wystraszać. Każde dziecko, nawet poczęte pod wpływem wszechpotężnego instynktu, bywa, że złości, sprawia kłopoty czasem wznieca uczucie rozczarowania. To nie oznacza, że jest niekochane, nie przynosi także radości, wzruszeń, poczucia przynależności i ciągłości. Jest też wyrazem różnych uczuć do partnera w związku.
      Czytając Pani list mam wrażenie, może mylne, że to co bardziej Panią zniechęca, to nie posiadanie dziecka, ale presja bliskiego otoczenia. To może wywołać chęć buntu, większego wpływu na swoją decyzję, w konsekwencji przerodzić się w niechęć do posiadania dzieci.
      Tym co napisałam nie chcę zaprzeczyć Pani uczuciom. Raczej proponuję wziąć i taką opcję pod uwagę. Dokładnie przyjrzeć się swoim uczuciom wobec siebie, swojej kobiecości, gdzie jednym z aspektów jest macierzyństwo, swojemu związkowi z partnerem, swoim wyobrażeniom i fantazjom na temat dziecka, które krążą wokół raczej kłopotów z dziećmi niż przyjemności z nich płynących. Może też warto pomyśleć o swoich lekach wobec ciąży i macierzyństwa. To lepsze rozwiązanie niż poszukiwanie na siłę instynktu, co może być uproszczeniem. I pomoże lepiej siebie poznać. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • glorification Re: nie chce miec dziecka 12.09.10, 13:15
      Nie jesteś jedyna z tym problemem ... nie każdy musi mieć dzieci , a już na pewno nic ci, którzy go nie chcą ... główa do góry ;)))
      • monzdr Re: nie chce miec dziecka 13.09.10, 08:48
        Głowa do góry?Świetna rada.Przeczytaj sobie post pani psycholog.
    • banaszka82 Re: nie chce miec dziecka 14.09.10, 19:41
      Słuchaj,to tak jest,że swoje się kocha a cudzych nie:-) ja mam córkę i dałabym się za nią pokroić ale inne dzieci mnie irytują i nie jest mi z tym źle.To,że kocham swoje dziecko nie oznacza,że nagle mam pokochać wszystkie.Nie dawaj sobie wciskać wózka,to jakieś chore...myślę,że gdybyś urodziła to byś pokochała...choć to nie zawsze jest taka magia jak niektóre mamy opisują....
    • kawa07 Re: nie chce miec dziecka 30.09.10, 21:50
      Nie czytałam komentarzy czy rad innych, ale powiem ci , że jak czytam twój list, to widze siebie z przed lat... Byłam nawet z tym problemem u psychologa. Dziś jestem matką i nie żałuję. Zdecydowałam się na dziecko długo po ślubie, również naciskana przez środowisko, ale także dla swoich korzyści ( chciałam odpocząć od pracy i mieć trochę wolnego ). Teraz wiem , że jest ktoś kto mnie naprawdę kocha i wiem, że nie bedę sama. Oczywiscie nie uważam się za super mamę, pewne uczucia pozostały. Miałam nawet czasem wyrzuty sumienia, że nie kocham wystarczająco czule, że jestem oschła i tak naprawdę boję się pokochać .... aby może nie cierpieć gdy je utracę. Sama nie wiem. Ale jest coraz lepiej... Może dlatego,że moje dziecko zaczyna być moim przyjecielem, a nie tylko dzieckiem.... i ten etap minie. Wracając do ciebie, ponieważ powiedziałaś, że "od prawie roku o niczym innym nie mysle" znaczy to, że podświadomie chcesz chcieć i czujesz się trochę dziwna. Wiele jest takich kobiet i wiele jest też takich, które nie powinny miec dzieci, a mają. Poza tym wszystkim jest prawdą, że swoje dziecko traktuje się inaczej. To, że nie mozesz znieść innych dzieci nie oznacza, że nie pokochasz własnego. Osobiście uważam, że powinnaś dac sobie szansę przekonania się, że odnajdziesz się w nowej roli. Tak naprawdę nic nie tracisz.
Pełna wersja