b.smutna
31.08.10, 17:47
mam 30 lat i odkad pamietam, nie czulam nigdy instynktu macierzynskiego
placzace dzieci mnie nie wzruszaja, niemowleta nie sa dla mnie ani slodkie, ani kochane - ot, po prostu dziecko, nie ma sie czym ekscytowac
trzy lata temu wyszlam za maz za mezczyzne mojego zycia
rozmawialismy o dzieciach, ale wlasciwie za kazdym razem byla to kwestia odkladana na pozniejszy czas
wiec przez caly czas mialam nadzieje, ze instynkt macierzynski sie we mnie pewnego dnia obudzi - wokol wszystkie kolezanki maja dzieci w roznym wieku, wiec pomyslalam, ze musze po prostu wczuc sie w role przyszlej matki i sie nia zarazic
od prawie roku o niczym innym nie mysle
spotykamy sie z tymi roznymi znajomymi dosc czesto i nic - a raczej: obecnosc dzieci na tych spotkaniach mnie irytuje
nie czuje sie dobrze, trzymajac dwutygodniowa corke naszych znajomych na rekach, dwulatek innych znajomych wydaje mi sie fajny, ale ciesze sie, ze widze go tylko kilka godzin raz na jakis czas, trzylatka kolejnych znajomych mnie najzwyczajniej w swiecie wkurza, bo zachowuje sie, jakby byla oderwana od chmury gradowej, a rodzice jej w ogole nie "hamuja" - przez cale spotkanie wszystko kreci sie wokol niej; no i na koniec dziewiecioletni chrzesniak mojego meza - mialam odrobic z nim lekcje, myslalam, ze go trzepne, bo nic nie kapowal, opadlam z sil
znajomi stawiaja mnie czasem w sytuacji: "pojdziemy z Ania na plac zabaw" - nienawidze tego miejsca!!!
albo: "popchasz wozek z Mala" - Jezu! jak ja sie z tym wozkiem czuje nie na miejscu!
a tu oczywiscie tesciowa nie omieszkuje czynic mi uwag, kiedy urodze dziecko, siostra meza powiedziala, ze wszyscy w rodzinie na to czekaja, ba! nawet jej synek powiedzial mi, ze wszyscy na to czekaja - czyli temat w rodzinie jest "walkowany"
aha! no i te ciagle opowiesci, kto ma ile dzieci i jakie duze, i jakie fajne itd. itp.
w ten weekend powiedzialam o tych uczuciach mojemu mezowi i powiedzialam mu, ze nie wiem, czy kiedykolwiek bede gotowa na dziecko, ze po prostu tego nie czuje, ze mnie to meczy, ze probowalam sie przekonac, ale to zwyczajnie nie jest moja bajka
odpowiedzial mi, ze jedyne, co moze nadac wartosc jego zyciu, to wlasnie dziecko
powiedzial, ze mamy problem i musimy sobie z nim jakos poradzic
niby wszystko w porzadku, ale przeciez to nie jest sytuacja, w ktorej mozna zawrzec kompromis!
boje sie, ze zajde kiedys w ciaze, zeby nie stracic meza, i unieszczesliwie tym wszystkich: siebie, jego, no i przede wszystkim to niczemu niewinne dziecko
juz nie wiem, co robic...
ciagle placze i nie mam ochoty na nic...