milenkasa
19.09.10, 12:59
Znalazłam się w trudnej sytuacji z której nie umiem wybrnąć. W pewnym skrócie wygląda to tak - mam toksyczną matkę, która szantażami emocjonalnymi próbuje kierować całym moim życiem. Przyznam się, ze kontakty z nią są bardzo trudne, a ponieważ wszystko strasznie mocno później przeżywam (o czym ona doskonale wie i co wykorzystuje) nie umiem po prostu przestać się odzywać. Rozsądek mi podpowiada jak powinnam się zachować w danej sytuacji, ale po prostu nie umiem. To ten typ osoby, która aby innym coś udowodnić jest w stanie podciąć sobie żyły.
Z drugiej strony mam męża (od 5 lat, nie mieszkamy z moją matką, ale staramy się utrzymywać regularny kontakt) i w sumie dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że wyszłam za mężczyznę o charakterze podobnym do mojej matki. Oboje uważają, że nigdy się nie mylą, jeżeli mam inne zdanie i nawet przedstawiam racjonalne argumenty to wtedy słyszę, że "nie znasz się", "nie masz gustu", "to wpływ twojej matki / twojego męża" itp. problem w tym, że oboje chcą mną kierować w związku z czym nienawidzą się bardzo mocno. Oczywiście zawsze mają inne zdanie niż druga strona i robią wszystko aby udowodnić, ze oni są lepsi. Oficjalnie się nie kłócą, to takie wojny podjazdowe. Niestety, oboje za plecami tego drugiego strasznie na tą drugą osobę najeżdżają. Moja matka z jadowitą nienawiścią wypowiada się o moim mężu i jego rodzinie, a mój mąż z bardzo dużą pogardą o mojej matce. Strasznie mnie to boli, próbowałam więc oponować, mówiłam, ze nie chcę słuchać takich rzeczy, że mnie to rani. Okazuje się jednak, że nie ma to dla nich żadnego, ale to żadnego znaczenia. Przy następnej sytuacji wszystko się powtarza, jakby nie było poprzedniej rozmowy. Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze sytuacja z moją teściową, którą moja matka, jak można się spodziewać, również nienawidzi, i jak tylko słyszy, że jedziemy do teściowej to, oczywiście za plecami mojego męża, wpada w szał - robi się złośliwa, nieprzyjemna, obraża wszystkich (głównie teściową i mojego męża) - generalnie jest ciężko. Natomiast jak mój mąż słyszy jakąkolwiek opinię mojej matki, to za jej plecami słyszę, że jest głupia, bezguście itd. Oboje po prostu nie akceptują innego zdania niż swoje (fakt faktem mój mąż niestety wywodzi się z rodziny "artystycznej", bardzo zadzierającej nosa i uważającej się za lepszą od głupich szarych ludzi)
Staram się być katalizatorem kontaktów między nimi, bo wiem, że gdyby się oficjalnie pokłócili i powiedzieli to co naprawdę myślą (czyli to co ja muszę wysłuchiwać) to zostałabym postawiona pod ścianą i zażądano by aby wybrała po której stronie jestem (a takiej sytuacji nie potrafię sobie wyobrazić). Konfrontacja oznaczałaby przekroczenie pewnej granicy, po tym już nigdy nie mogliby przebywać razem w jednym pomieszczeniu, a moje życie zamieniłoby się w jeszcze większy koszmar. Tylko dwa razy mieli takie oficjalne spięcie i mimo, że zahamowałam jej w odpowiednim momencie (zanim skoczyli sobie do gardeł) to sytuacja potem przez bardzo długi czas była koszmarna i w zasadzie odbija się to czkawką do dziś.
W tej chwili funkcjonuję tak, że ciągle jestem w stanie pełnej czujności. Pilnuję co kto mówi, bo wiem, co wkurza drugą stronę i że potem będę musiała o tym wysłuchiwać (a jest naprawdę niewiele rzeczy, które ich wzajemnie nie wkurzają). Przed moją matką ukrywam pomysły meża i vice versa. Bo od razu słyszę, że on / ona jest głupi / głupia itd. Są takie dni, że najchętniej bym po prostu uciekła od nich jak najdalej i już nigdy nie wróciła. Ostatnio nawet marzyłam sobie, że ginę w wypadku samochodowym i wreszcie mam święty spokój. Jedyne co mnie tutaj trzyma to mój 1,5 roczny synek, tylko dla niego jeszcze staram się jakoś funkcjonować
Nie mam pojęcia jak to wszystko rozwiązać.