Pani Agnieszko... są nowe, przykre fakty... !

20.09.10, 22:51
Witam Pani Agnieszko... innych Forumowiczów !
Nie zdążyłam jeszcze skorzystać z Pani rady dotyczącej coachingu...

Piszę do Pani płacząc...
kiedyś na forum pisałam o swoim wypaleniu zawodowym... wątek pt. "Wypalona". Teraz jednak nowa sytuacja spowodowała, że mam obawę o swoją "zdrową psychicznie" przyszłość.

Błagam o pomoc !

Za parę dni będę broniła pracę dyplomową (która na marginesie zrobiła bardzo duże wrażenie u najwyższych władz). Byłam dumna z siebie i bardzo się cieszyłam, aż do chwili, kiedy właśnie mój wspierający mnie do tej pory mąż powiedział parę chwil temu:

..."co sobą reprezentujesz"...? ..."kto aż miesiąc pisze taką pracę"...? ..."co to za praca"...?

Jestem w szoku :(...a byłam dzisiaj bardzo ucieszona, że moja praca zdobyła uznanie na ocenę "5"... Siedzę i płaczę...

..."co sobą reprezentujesz"...? - mąż powiedział właśnie w kontekście zawodowym, czyli odnośnie braku moich wyników w pracy... Ba!!! On to wykrzyczał i wyszedł z domu :(.

Nie wiem, co więcej pisać... mam dość..:(
    • verdana Re: Pani Agnieszko... są nowe, przykre fakty... ! 20.09.10, 22:54
      Tak sobie to powiedział - gdy się pochwalilas wynikiem? Czy po jakiejś awanturze? Dlaczego, skoro do tej chwili Cie wspierał, nagle przestał?
      Chyba jest tu jakieś "drugie dno".
      • kobieta.z.marsa Re: Pani Agnieszko... są nowe, przykre fakty... ! 20.09.10, 23:12
        Verdano...
        ostatnio wraca zmęczony po długiej pracy i ostatnio ciągle zły i nadąsany. Ponieważ tylko jest zły i nas ustawia do porządu - a to, 4-letnia że córka nie posprzątała po sobie puzzli (wyrzucił je na tzw. strych), a to że starszy syn czegoś nie zrobił... Nadmienię, że ja mam lepszy kontakt z dziećmi, ale sądzę ze względu na stosowanie mniejszego "rygoryzmu" (naturalnie uważam, że właśnie takie są role męskie i kobiece) .
        Zapytałam go zatem, kiedy ostatnio się do nas (do mnie i do dzieci) uśmiechnął. Odpowiedział, że nie pamięta... a zaraz potem powiedział, że się jednak uśmiecha... :///. Odpowiedział, że być może ma w pracy problemy, więc nie chce o nich mówić - na co ja, że jeżeli tak, to chciałabym o tym wiedzieć wcześniej i jeżeli nie będę mogła pomóc, to przynajmniej wysłucham, albo będę miała świadomość ich występowania by "zejść z drogi" w trakcie złego nastroju w domu. Poprosiłam, by starał się Powiedziałam, by nie okazywał nam w ten niewłaściwy sposób problemów w pracy... czyli nadąsaniem, "pyskowaniem" i negatywną postawą wobec wszystkich. Wówczas... wykrzyczał to, co przedstawiłam w pierwszym wątku i "uciekł" z domu...
        • bellaj Urazona meska duma.....ech zazdrosny 21.09.10, 05:49
          Tak mi sie cos wydaje, ze ten twoj pan to jakis niedowartosciowany i cos go za bardzo kluje twoj sukces. Pewnie, ze nie powiniem mowic ci takich rzeczy, a ty nie powinnas w to wierzyc co on ci mowi. Bo co ten twoj pan moze wiedziec o twojej pracy mgr ? no chyba ze tez byl w komisji??? ale z tego co piszesz to raczej nie byl.
          TAk tylko zapytam czy on on ma podobne wyksztalcenie tj wyzsze czy np zawodowe. Bo wiesz im wieksza roznica w wyksztalceniu zwlaszcza jesli kobieta ma wiecej to zaczynaja sie schody i to jest dosc standardowe zachowanie facetow. NIe przejmuj sie i gratuluje obrony!!!
          • kobieta.z.marsa Re: Urazona meska duma.....ech zazdrosny 21.09.10, 16:18
            Bellaj, on ma wyższe wykształcenie (dwa fakultety techniczne) i pracuje w międzynarodowej korporacji, ale jakiś czas temu został zdegradowany ze stanowiska kierowniczego na że tak powiem szeregowe - czyli poprzednie. To jakiś rok temu, może nieco mniej. Czyli w hierarchii "dyplomowo-fakultetowej" stoi o jeden dyplom "więcej". Nie wiem... może jakieś piętno tej degradacji w nim tkwi...i wyżył na mnie, zamiast mi pogratulować i cieszyć się moim (poniekąd) sukcesem? Dodam (nie pamiętam, czy już pisałam, czy nie), że ja zawsze podkreślałam mu wprost, że jest bardzo mądrym człowiekiem i jestem z niego dumna... A tu taki strzał :(.
            Teraz nie będziemy ze sobą rozmawiali przez jakiś czas, a później on się wszystkiego wyprze i powie, że wcale tak nie myślał - tak jest nawet często, ze nawymyśla i niby zapomina..i ja z resztą także zapominam, ale wczorajsza sytuacja spowodowała, że naprawdę czuję się WIELKIM NIKIM... mimo wszystko:(
    • demonsbaby facet chyba lubi tobą manipulować 21.09.10, 07:26
      a odkąd zjawiła się realna grożba, że dzięki choćby sukcesom naukowym, polepszysz sobie samodzielnie szansę na realizację marzeń w sferze zawodowej - to męża dopadła bezsilność, że już od niego zależna możesz przestać być, a fakt choćby uznania przez dziekanat / rektorat predysponuje do tego, że możesz jego zdania (w kwestiach zawodowych) nie szanować, bo jesteś mądrzejsza(???). Nie wiem .. coś mi tu nie gra. Znam przypadek, gdy dziewczyna (matka dzieci pracująca dotychczas w sklepie za ladą) chciała zostać policjantką, co mąż jej skutecznie utrudniał i wymyślał tysiące powodów, dlaczego panią od interwencji nie może zostać. Łącznie z udowadnianiem, że naboru nie przejdzie, zostawianiem jej z dziećmi w domu, kiedy chciała wyjść potrenować. Zakończenia tej historii pisać nie będę, bo chyba jest do przewidzenia.
    • nutka07 Re: Pani Agnieszko... są nowe, przykre fakty... ! 21.09.10, 12:51
      A moze to poprostu zazdrosc.
      • kejzi-mejzi Re: Pani Agnieszko... są nowe, przykre fakty... ! 21.09.10, 16:59
        A raczej zawiść.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Pani Agnieszko... są nowe, przykre fakty... ! 21.09.10, 17:56
      Czytam o Pani poruszeniu całą sytuacją, ale myślę, że jest w tym jakaś dysproporcja w Pani przeżyciu. W tym widzę problem. Czemu słowa męża stały się prawdą o Pani wartości zawodowej czy intelektualnej, a nie ocena niezależnych osób dana Pani pracy magisterskiej ?
      Jakie ma Pani zdanie o sobie? Dlaczego słowa męża mogą tak szybko zmieniać Pani rzeczywistość. i tę wewnętrzną i tę zewnętrzną ?
      Dramatyzm z jakim przeżywa Pani to zdarzenie jest na pewno szczery, ale nieadekwatny.
      Proponuję przywrócić równowagę i : albo puścić uwagę męża mimo uszu albo powiedzieć " To jest twoje zdanie, ja się z nim nie zgadzam"
      W kontekście tego co Pani napisała coaching jest dobra radą. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • kobieta.z.marsa Re: Pani Agnieszko... są nowe, przykre fakty... ! 21.09.10, 18:29
        Z pewnością ma Pani rację...
        Zdaję sobie sprawę, iż w obliczu prawdziwych dramatów przedstawianych na forum, jakie rozgrywają się w rodzinach, mój praktycznie potraktowałam nader emocjonalnie...
        Owszem... jestem osobą `nademocjonalną` i jest możliwe, że problem leży głębiej we mnie, ale mimo wszystko przeglądam się w oczach najbliższego mi mężczyzny i nie tylko stricte jako kobieta...
        Dziękuję bardzo za obiektywną opinię, z pewnością wnikliwie przemyślę...
        • kobieta.z.marsa Re: Pani Agnieszko... są nowe, przykre fakty... ! 22.09.10, 23:35
          Ja wiem, jaka jest Pani rola na tutejszym forum, ale... pomijając wszelkie traumatyczne zdarzenia innych forumowiczek (kłaniam się ich problemom...)

          czy pozwoliłaby Pani sobie osobiście na taką ignorancję, jaką proponuje mi Pani na tym forum ..???
          Mam na myśli rzekome moje wyolbrzymianie treści problemu.

          Ciekawe, czy potrafiłby Pani podejść - jako żona (no i PRZEDE WSZYSTKIM psycholog !) obojętnie (czyli tak, jak mi Pani radzi ) wobec własnego męża, który kieruje w Pani stronę takie obelgi odnośnie rzetelnie wykonywanej przez nią pracy (zawodowej i naukowej) ???

          Możliwe, a nawet wydaje się oczywistym być to, że Pani również - tak jak ja, nie osiągnęła oczekiwanych rezultatów swoich wytężonych wysiłków pracy na tym forum (pomimo głębokiego zaangażowania !). Nie oceniam rezultatów poza forum-gazeta, których nie znam.

          Uważam, że w rodzinie, w której nie występuje patologia, takie sytuacje nie mają miejsca !... To jest moje zdanie - naturalnie, możliwe, że wg Pani opinii moje zdanie jest przesadzone i to, co przedstawiłam, jako osobisty problem - problemem w ogóle nie jest.

          Jeżeli uraziłam forumowczów z bardziej zaawansowanymi sytuacjami życiowymi - szczerze przepraszam !
          • doctor.no.1 Re: Pani Agnieszko... są nowe, przykre fakty... ! 23.09.10, 09:44
            A ja sądzę, że masz bardzo niskie poczucie własnej wartości i jakieś dziwne, nierealne przekoania, o tym JAK POWINNO być; JAK TRZEBA żyć...

            życie to nie bajka i nic w życiu nie musi być, tak jak to sobie wymarzyłaś, zwłaszcza w małżeństwie; mąż ma prawo do błędów, tak samo jak i Ty; oboje jesteście tylko ludźmi przecież

            Tu nie chodzi o ignorancję a znalezienie siły w sobie. Tymczasem wydajesz się być osobą zewnątrzsterowną, czyli taką, która umiejscawia przyczyny swoich emocji z zwenętrznych zdarzeniach i w działaniach ludzi. Tymczasem wszystko dzieje się w Tobie, w znaczeniach jakie nadajesz pewnym zachowniom, intencjom, które przypisujesz innym. To wszystko dzieje się wyłącznie w Tobie.
          • demonsbaby kobieto.z.marsa 23.09.10, 11:20
            a czy twoja reakcja nie ma związku z również własną samooceną? Czy u człowieka znającego swoją wartość, nawet przesadna krytyka, powoduje usunięcie gruntu spod nóg ... czy odzwierciedlenie tej krytyki w rzeczywistości ma jakiś grunt?
            Uważasz, że złośliwość, zazdrość ma być nabytą umiejętnością - oczywistą osób, które nie tworzą "patologii" czy nieumiejętnością pogodzenia własnych ambicji? A może to twój mąż ma własną niską samoocenę?
          • blue_romka Re: Pani Agnieszko... są nowe, przykre fakty... ! 23.09.10, 11:49
            No to teraz pojechałaś...
            Chyba nie rozumiesz, o co chodzi. Bo nie o to, że tu na forum piszą np. kobiety z dwojgiem dzieci porzucone przez mężów bez środków do życia i w świetle tego Twój problem jest błahy. Tym sposobem zawsze można by porównywac: "ja się tylko rozwodzę, a dzieci w Afryce umierają z głodu", a to jest głupie i do niczego nie prowadzi.
            Chodzi o to, że Ty w swoim życiu (bez porównywania z kimkolwiek) reagujesz nieadekwatnie. Jasne, że słowa męża nie były przyjemne. Miałaś prawo poczuć smutek, mogło Ci się zrobic przykro, ale bez popadania w skrajną histerię! Masz ewidentny problem z poczuciem wartości. Fachowcy docenili Twoją pracę, mąż nie (a czy on się w ogóle na tym zna?), a dla Ciebie niemal świat się kończy. Nie docenia Cię?- trudno, nie żyjesz chyba jedynie dla jego aprobaty. Inna sprawa, że oprócz pracą nad swoim dowartościowaniem powinnaś/powinniście popracowac nad małżeństwem, bo mąż Cię zwyczajnie nie szanuje.
            I wybacz, ale insynuowanie osobie, która chce Ci pomóc i która ma rację, że nie spełnia się zawodowo, jest co najmniej nieeleganckie.
    • hamerykanka Re: Pani Agnieszko... są nowe, przykre fakty... ! 23.09.10, 14:37
      Rozumiem, jak sie czujesz. Tak samo postepowal moj ojciec. Kiedy przygotowywalam sie do obrony pracy mgr, wysmiewal mnie. Kiedy obronilam sie z ocena bdb i praca zostala wyrozniona, powiedzial do mnie przy swiadkach "za co ci dali tego mafgistra, chyba za tepote'. Dla wyjasnienia, moj ojciec nie ukonczyl zawodowki.
      Ciezko bylo, ale czlowiek uniezaleznia sie od zewnetrznych opinii i zaczyna robic to, co uwaza za sluszne, nie ogladajac sie na opinie innych. Na tym polega doroslosc. Musisz ignorowac co mowi, i przec do przodu. Albo sie z tym pogodzi, albo sie rozwiedziecie.
    • kobieta.z.marsa Życie nie jest statyczne... 23.09.10, 22:28
      Przepraszam Wszystkich, których uraziłam... wczorajsze słowa musiałam z siebie wyrzucić, jednak nie żałuję ich :)

      Do Pani Psycholog, Agnieszki...
      możliwe, że jestem poniekąd (w rozumieniu niektórych) ograniczoną osobą, ale... Chcę podkreślić fakt, iż absolutnie nie próbowałam w swej ostatniej wypowiedzi podważyć Pani kompetencji. Wręcz przeciwnie ! W moim zawodzie ekonomisty (ekonomia, podobnie jak psychologia-zachowania klientów, potencjalnych konsumentów/pacjentów) nie są do przewidzenia. Nie można zatem założyć, że ja sprzedam w ciągu roku kilka projektów wartych kilka milionów PLN, jak również nie można założyć, że Pani "uzdrowi", czyli pozbawi problemów setki/tysięcy zgłaszających się do Pani strapionych. Oni sami, jak i pośrednio za Pani pośrednictwem muszą do tego dojść. Nie mniej jednak nie ma Pani presji ekonomicznej (presji swego pracodawcy), że ktoś zapłaci Pani tylko za "uzdrowione dusze" - jak ja za sprzedany, bardzo drogi kontrakt.
      Zdaję sobie sprawę z tego, że nie powinnam porównywać tego rodzaju zawodów. Pani pomaga, a zarazem leczy tych, którzy Panią o to proszą, ja natomiast próbuję "uleczyć" korporacje pomimo, iż same tego nie oczekują... Muszę udowodnić im coś ("chorobę"), z czego nie zdają sobie sprawy. Oni sami do mnie nie przychodzą.
      Miałam na myśli to, że nikt Pani nie rozlicza z uszczęśliwionych i poskładanych rodzin będących na skraju, czy też samotnym matek, nieszczęśliwych singli chcących znaleźć swoją połówkę - by Pani za tę pracę zapłacić.
      U mnie jednak jest inaczej... EKONOMIA jest równie niewdzięczna...

      Zatem jeżeli ktoś uważa, że pojechałam po tzw. bandzie uwłaczając ekspertowi, zobaczy, że intencje zdecydowanie odmienne.

      Tyle tłumaczenia.

      Zawsze kłóciłam się z poglądami A. de Mello, ale dzisiaj zrozumiałam, co niektóre z Was chciały mi przekazać... Oto jeden z cytatów, który dzięki tym naszym dyskusjom przyswoiłam :

      "Pewien guru usiłował wyjaśnić jakiemuś audytorium, że ludzie silniej niż na rzeczywistość reagują na słowa. Żyją wręcz słowami, żywią się nimi. Jakiś mężczyzna wstał i zaprotestował:
      - Nie zgadzam się z tym, że słowa wywierają na nas aż taki wielki wpływ. - Na co guru odparł:
      - Siadaj, sku...synie! - Zsiniały ze złości mężczyzna wykrzyknął:
      - I to pan nazywa siebie osobą oświeconą, guru, mistrzem, powinien pan się wstydzić! - Na co guru odparł:
      - Proszę mi wybaczyć, sir. Poniosło mnie. Naprawdę, proszę o wybaczenie. To nie było zamierzone. Przepraszam. - Mężczyzna w końcu się uspokoił. Wówczas guru powiedział:
      - Wystarczyły dwa słowa, aby wywołać w panu burzę i kilka słów, by pana uspokoić. Prawda?"

      To chyba jest esencją moich rozterek bieżącego wątku.
      Pozdrawiam wszystkich...

Pełna wersja