hanka20074
21.09.10, 08:58
Już wyczerpałam wszystkie możliwości by przekonać męża do zaniechania jego decyzji o zamieszkaniu z jego matką.
Pokrótce.
Rok temu "uciekliśmy"od teściów po trzech latach ciągłych kłótni i chorego układu.Od samego początku byłam przeciwna wspólnemu zamieszkaniu ale Mąż twierdził ze to chwilowe,jak odłożymy kasę,pomyślimy o swoim.I takim oto sposobem mieszkaliśmy tam ponad 3 lata.
O ile z teściem dogadywałam się super o tyle z teściowa nie umiałam złapać wspólnego języka,więcej nas dzieli niż łączy.
Nie mogę z nią dojść do żadnego porozumienia bo mimo ciągłych próśb o nie wtrącanie się ona uważała że ma do tego prawo.
Więc,mając dosyć ciągłych awantur,postawiłam sprawę na ostrzu noża(zagroziłam rozwodem) i wyprowadziliśmy się.
Było mi bosko.Relacje z teściami poprawiły się,ja stałam się spokojniejsza choć nadal bałam się że kiedyś możemy znów tam wrócić(brak kasy na opłaty).
No i stało się .Zmarł teść i teściowa została sama.
Mąż postanowił że "musimy" się do niej wprowadzić bo sama nie da sobie rady.Nie docierają do niego żadne argumenty że znów wrócimy do samego początku.
Zadeklarowałam pomoc teściowej,gotowanie obiadów,sprzątnie ,pranie byle by nie mieszkać razem.
Mąż mówi stanowcze "nie".Jestem bezsilna wobec jego postawy.Kocham mojego męża i staram się go zrozumieć ale w tym przypadku uważam że krzywdzi mnie i naszą rodzinę.
Co robić?