idę na dno-bardzo długie i skomplikowane

27.09.10, 09:05
Witam wszystkich.Właściwie to chcę się tylko wygadać(wypisać),bo nie stać mnie na psychologa,przyjaciółce nie chcę zawracać głowy,a mężowi chcę oszczedzić mojego narzekania.
Przyczyną moich problemow jest konflikt z matką i w ogóle relacje z nią.Zawsze myślałam,że mam super kontakt z matką,że jesteśmy przyjaciółkami,że jesteśmy bardzo zżyte,na pewno bardziej niż moje koleżanki ze swoimi matkami.Byłam zawsze wobec niej szczera,wszystko jej mówiłam,nigdy nie okłamywałam.Właściwie wiedziała wszystko,do wszystkiego się wtrącała,ale ja byłam tak wychowana,że sądziłam,że tak ma być,że mamy więź.O tym,jaka to więź przekonałam się,gdy wyszłam za mąż i zapragnęłam mieć wreszcie swoje prawdziwe życie.
Zacznę od początku,żeby nakreślić problem.
Moje dzieciństwo to koszmar ciągłych awantur w domu z rzucaniem talerzami,biciem,wulgaryzmami.Ciągły strach przed niezadowoleniem rodziców,a niezadowoleni byli ciągle:ze mnie,z siebie nawzajem,z życia.Najgorsze jest to,że na zewnątrz trzeba bylo udawać dobrą,porządną rodzinkę.Nigdy nie umiałam ich krytykować,nic nikomu nie mówiłam.Ojciec jest porywczy,agresywny,byle co wyprowadza go z równowagi.Do tego jest despotą,który nie pozwala nikomu mieć swojego zdania.Zawsze się go bałam.Nie muszę chyba dodawać,że nie pochwalił mnie nigdy.Z matką sprawa jest bardziej skomplikowana.Matka jest strasznie porąbana,krótko i dosadnie mówiąc.Jednocześnie jest apodyktyczna,chce wszystkich ustawiać i tyranizować,a z drugiej strony udaje wiecznie ofiarę ojca,na niego zrzuca odpowedzialność za wszystko,co złe.Do tego ma kłopoty z psychiką,od kiedy tylko pamiętam jedzie na psychotropach.Ma swoje wymyślone,urojone problemy i cały dom musiał się do niej zawsze dostosować.A były to naprawdę kosmiczne historie.I oczywiście na zewnątrz udawanie,wymyślanie usprawiedliwień dla jej dziwacznych zachowań i dla moich też,bo musiałam się dostosować do jej wymagań.Byłam wspaniale wytresowanym dzieckiem.I bardzo smutnym dzieckiem,które nie umiało nawiązać kontaktu z rówieśnikami,zawsze czuło się gorsze,ciągle się bało i wstydziło.Oczywiście byłam prymuską,same szóstki,pochwały w szkole.W domu-przejęłam wszystkie obowiązki,bo mama się ciągle źle czuła,ciągle coś jej dolegało,jakieś wyimaginowane choroby.Więc od najmłodszych lat sprzątałam,gotowałam.Sama.Teraz się zastanawiam,skąd w ogóle przyszedł mi do głowy pomysł,że mam super kontakt z moją matką?Chyba ona mi to wmówiła,bo wszędzie chodziłyśmy razem,głównie na zakupy,które są jej hobby(a raczej obsesją).Gdy byłam z kimś umówiona,a ona mnie potrzebowała,musiałam zmienić swoje plany.No ale przecież mama jest najważniejsza.I jak już wspomniałam,wiedziała o mnie wszystko.Ona umie dobrze przesłuchiwać,a ja nie umiem kłamać.
W domu ciągle były jakieś jazdy,wyrzucanie mnie na zmianę z kupowaniem drogich prezentów.Nie zauważyłam nawet,że jestem ubezwłasnowolniona,że boję się wyjechać na studia i dlatego wybieram te,które wskazała mama,w naszym mieście.
Potem poznałam mojego przyszłego męża.To wspaniały człowiek i kocham go bardzo.Przed naszym slubem okazało się,że moja matka jest poważnie chora,tym razem naprawdę.Byłam załamana.Do tego doszedł bardzo trudny konflikt z rodziną mojego wówczas narzeczonego.To temat na osobna historię-w skrócie-nie chcieli,żeby się ze mną(z kimkolwiek)ożenił,odszedł z domu i przestał na nich pracować i im pomagać we wszystkim.Głównym motorem była siostra,niepełnosprawna,która ze swojego kalectwa zrobiła bicz na rodzinę.Wymyślała takie intrygi,że wszystkich skłóciła.Byliśmy oboje umordowani,jakoś dobrnęliśmy do tego ślubu i odetchnęliśmy.Bałam się,że rodzina męża utruje nam życie,było dużo niechęci i żółci,sporo kłótni między nami o to,ale najśmieszniejsze jest to,że w końcu to się rozeszło po kościach i mamy nienajgorsze relacje,a z kolei moja rodzina omal nie doprowadziła do mojego rozwodu.Chcieli się,tzn głównie oczywiście matka,wtrącać do wszystkiego,wiedzieć wszystko,ustawiać mojego męża,kontrolować.Pomogli nam finansowo i wygląda na to,że chcieli nas tym kupić.W końcu się otrząsnęłam,stanęłam po stronie męża,który miał już wszystkiego dość.Udało nam się uratować małżeństwo.trudno uwierzyć,że w ogóle mieliśmy problemy,bo kochamy się bardzo,szanujemy i jest nam dobrze razem.Wszystkie nasze problemy przychodzą ze strony rodziny.Mamy dziecko,które jest naszym skarbem i oczkiem w głowie.Matka oczywiście ciągle się wtrąca do jego wychowania,ciągle mnie poucza,krytykuje.
Najgorsze jest to,że nawet nie zauważyła,że uzależniła mnie od siebie finansowo.Gdy zachorowała i była na długim zwolnieniu,ja szukałam pracy po studiach.Matka zaproponowała mnie na zastępstwo.Powinnam była odmówić,ale wydawało mi się,że to dobry pomysł.I na swoje nieszczęście związałam się z firmą,w której ona pracuje i ona jest moją przeLożoną.W ten weekend się pokłóciłyśmy i ona mnie szantażuje,że stracę pracę.Dodam,że od początku płaciłam jej haracz,część mojej pensji.Boże,jak to sama czytam,to w głowie mi się nie mieści,że tak się ustawiłam:( Chcę odejść z tej pracy,bo mam dość upokorzeń,szantażu i manipulacji.Wiem też,że będzie jej bardzo trudno,bo teraz ja robię wszystko,także za nią,a jest nowe oprogramowanie,które znam dużo lepiej niż ona.Miałabym satysfakcję.Ale z drugiej strony jesteśmy z mężem w fatalnej sytuacji finansowej.Mamy kredyt,długi(wobec moich rodziców),męża praca nie daje dużych dochodów.Myśl o tym,że odeszłabym stąd,mnie uskrzydla,ale boję się co dalej:( W moim mieście jest gigantyczne bezrobocie,mamy małe dziecko,którego nie chcemy oddawać do żłobka.Nie mamy żadnej pomocy ze strony rodziny w opiece na dzieckiem.Nie wiem,co robić.Od pewnego czasu jestem w koszmarnej kondycji psychicznej.Choć tak naprawdę to chyba od zawsze.Chcę się uwolnić,ale boję się,że pójdę na dno,a ze mną moja ukochana rodzinka.Nigdy nie miałam pewności siebie,zawsze czułam się totalnie niezaradna.Jestem jak sparaliżowana...
    • demonsbaby ciii 27.09.10, 09:21
      siadaj, oddychaj, myślcie z mężem - jak da się chwilowo wszystko utrzymać.
      Argument, że nie stać ciebie na wizyty u psychologa - nie jest prawdziwy. Wrzucasz w google hasło twojej miejscowości i ośrodki interwencji kryzysowej w rodzinie - tam masz nieodpłatną pomoc psychologiczną.
      Dla dobra siebie, waszego małżeństwa - kontakt z obiema rodzinami - krótko mówiąc - natychmiastowo i bezpowrotnie ucięty. Nienormalni są "po twojej i jego stronie" - jeszcze trochę a przestaniecie funkcjonować i wy normalnie umieszczając swoje pozycje na miejscu ofiary. Masz matkę, która cię kocha w sposób chory - kocha, ale jej kochanie to krzywda, więc nawet nie staraj się zrozumieć, czemu taka jest i czemu kocha ciebie w ten sposób - to samo dot. twojego ojca. Szkoda, że trwałaś w takim układzie całe swoje dzieciństwo - w układzie przemocy psychicznej systematycznie na tobie stosowanej. Teraz rodziną jesteś ty i mąż i wasze dzieci - matka / ojciec/ teściowa / teść i niepełnosprawna szwagierka - rodziną waszą nie jest - bo robią wszystko, żeby się z tych relacji odżegnać.

      Kochana - psycholog w ośrodku, dobrze byłoby, żeby mąż ci towarzyszył.

      Następny krok - przemyśleć - emigrację ... Nie. Możliwości zarobkowania w domu? Pomoc w pisaniu prac dyplomowych / prace zlecone / o dzieło? Jak mamusia bierze haracz, masz na to kwity? Ja bym poszła się podzielić rewelacjami w USie o nieopodatkowanym zarobku mamusi - wpierw mamusię o tym informując? Czemu masz pozwalać na sterowanie swoim życiem? To ty jesteś kapitanem swojego statku.
      Dziewczyna - kierunek: odwrót, cel - nogi za pas. A z mężem na spokojnie: ruchy strategiczne, możliwość przetrwania bez jałmużny mamusinej...
      • moni_darko Re: ciii 27.09.10, 09:33
        Myślimy o emigracji,ale tego nie da się tak załatwić z dnia na dzień.Chciałabym się wreszcie uwolnić,ale boję się,że przez moje ambicje ucierpi dziecko,gdy nie będzie pieniędzy.To pewnie tylko wymówka...Wiesz,od 16 roku życia sama zarabiałam pieniądze:korepetycje,pisanie prac,różne prace zlecone.Byłam w sumie fajną dziewczyną,miałam duży potencjał,byłam zdolna i miałam dużo marzeń.Dziś nie wierzę,że stało się ze mną to,co stało.
        • blue_romka Re: ciii 27.09.10, 09:38
          Najważniejsze, żebyś nie utkwiła w poczuciu, że stało się nieodwracalne. Będziesz jeszcze żyła pełnią życia, kiedy tylko odetniesz tę toksyczną pępowinę. Uwierz, że to możliwe :-)
        • rosapulchra-0 Re: ciii 28.09.10, 07:29
          jakbym czytała o swojej matce.. :(
          ja uciekłam od mojej toksycznej matki 2 tys. km, ale to nie spowodowało większych zmian w naszych stosunkach, mamy mieszkanie w Warszawie, którym on a się opiekuje, więc muszę z nią utrzymywać kontakt, którego szczerze nienawidzę i zawsze się boję. a robi rzeczy, na których nie mam określenia. dla realizacji swoich planów jest gotowa nas pozbawić tego mieszkania, czym mnie ciągle szantażuje w sposób urągający jakiekolwiek kulturze, nawet tej z nizin.
    • blue_romka Re: idę na dno-bardzo długie i skomplikowane 27.09.10, 09:23
      Prezentujesz postawę "i chciałabym, i boję się", a to do niczego nie prowadzi. Niemal każda decyzja życiowa niesie za sobą ryzyko porażki, jednak inaczej się nie da. Ty wiesz już, co powinnaś zrobić- uniezależnić się od matki, w tym po pierwsze zmienić pracę- a to już dużo. Teraz trzeba Ci odwagi na ten krok.
      Zastanawiam się, dlaczego zakładasz, że się nie uda? Przecież nie musisz rzucać pracy z dnia na dzień, wystarczy, że zaczniesz jej intensywnie szukać i odejdziesz, jak znajdziesz. Owszem, to może potrwać, ale myśl, że robisz coś w tym kierunku i wkrótce sytuacja się poprawi, powinna dodawać sił, a nie podcinać skrzydła.
      Druga sprawa to mąż. Jesteście takim dobrym małżeństwem, jak piszesz, a nie chcesz z nim rozmawiać o tym, co Cię najbrdziej trapi? Trochę tego nie rozumiem. Chyba przedyskutowaliście konieczność usamodzielnienia się? A może to jemu łatwiej będzie znaleźć inną pracę, czy dorobić do tej, którą ma, przynajmniej tymczasem? Musicie o tym rozmawiać tym bardziej, że jego wsparcie jest Ci teraz bardzo potrzebne.
      • moni_darko Re: idę na dno-bardzo długie i skomplikowane 27.09.10, 09:30
        To nie tak.Z mężem rozmawiamy o tym cały czas,dlatego chciałam dać mu trochę odspanąć,bo wiem,jak jego też cała ta sytuacja męczy.
        Z pracą jest tak,że albo zgodzę się na nowe warunki postawione przez matkę,albo nie.Mam do namysłu czas do końca września.Jesli się zgodzę,moje warunki finansowe i tak się pogorszą.Pewnie matka liczy na to,że ją przeproszę i będę prosić,żeby mnie nie karała...
        • demonsbaby ja nadal nie rozumiem 27.09.10, 09:34
          moni_darko napisała:

          > To nie tak.Z mężem rozmawiamy o tym cały czas,dlatego chciałam dać mu trochę od
          > spanąć,bo wiem,jak jego też cała ta sytuacja męczy.
          > Z pracą jest tak,że albo zgodzę się na nowe warunki postawione przez matkę,albo
          > nie.Mam do namysłu czas do końca września.Jesli się zgodzę,moje warunki finans
          > owe i tak się pogorszą.Pewnie matka liczy na to,że ją przeproszę i będę prosić,
          > żeby mnie nie karała...

          Ty wykonujesz legalnie pracę za wynagrodzenie, którego to wielkość ustala matka i w świetle prawa odprowadza z tego kasę chorych, składki ubezpieczeniowe i podatek. Teraz mnie oświeć, jak wygląda ten haracz? Czy ty dostajesz mniej niż opiewa umowa o pracę za dane wynagrodzenie? Czy teraz matka oznajmiła ci niższe wynagrodzenie za dotychczas / takie same/ pełnione obowiązki?
          • moni_darko Re: ja nadal nie rozumiem 27.09.10, 09:46
            Nie do końca chcę się wdawać tu w kwestie formalno-prawne...W skrócie-dostaję mniej niż na umowie.Firma nie należy do mojej matki,ona ma tam tylko wysokie stanowisko i jest moją bezpośrednią przełożoną.Właściwie to nawet szefa sobie ustawiła.Ale wyglądało to tak,że dla mnie była to okazja do zdobycia doświadczenia i zarobienia jakiejś kasy w sytuacji,gdy u nas panuje duże bezrobocie.Teraz wiem,że poszłam na łatwiznę ze strachu i asekuracji,że sobie nie poradzę na obcym gruncie bez matki.Sama siebie teraz nienawidzę za to,co ze sobą zrobiłam.I boję się,że mąż też już patrzy na mnie inaczej,jak na ciamajdę i życiową niedorajdę.I wariatkę.W końcy szaleństwo bywa dziedziczne.
            • demonsbaby to co chcwesz osiągnać? 27.09.10, 09:52
              Nie możesz dostawać mniej niż w umowie, poniewaz jest to działanie na twoją szkodę. W konkretnych przypadkach nie tylko w świetle kodeksu pracy, ale i kodeksu karnego - jeżeli "ktoś" rozporządza na twoją szkodę twoim majątkiem. Rozumiem chyba, rolę ofiary jaką pełnisz i boisz się pisnąć, ja mam inny charakter i potrafię walnąć pięścią w stół, nie mówiąc o tym, że nie pozwoliłabym na jawne okradanie siebie za pracę, którą wykonuję.

              Skoro jednak - nie widzisz wyjścia z sytuacji - to niestety pozostań na etapie, na jakim jesteś. Pytanie czy taką próbę, kiedy ty będziesz usychać i robić co mamusia każe, przetrwa twoje małżeństwo. Tyle, że to ty podejmujesz decyzje.
              • moni_darko Re: to co chcwesz osiągnać? 27.09.10, 10:03
                W tej sytuacji uwierz mi,nie mogę pisnąć.Jak już pisałam,nie będę się wdawać w kwestie formalno-prawne,ale sprawa wygląda tak i inaczej nie będzie.Kłopotów prawnych nikomu narobić nie chcę,a zwłaszcza szefowi,bo on jest względnie w porządku.Ten temat chciałabym już zostawić.
                Co chcę osiągnąć?
                Po pierwsze,chciałam się wygadać i po raz pierwszy w zyciu powiedzieć prawdę o sobie i o mojej rodzinie.Przez długie lata udawałam,więc to nie jest takie łatwe,jak może Ci się wydawać.Przez przypadek trafiłam ostatnio na określenie DDD.Przeczytałam i zbaraniałam,bo to było o mnie.Trudno przyjąć taką prawdę na klatę i się nie zachwiać.
                Po drugie,chcę odejść z pracy.Zdecydowanie i definitywnie.Ale też boję się.Nie kłamię,że nie mogę ,bo to czy tamto.Piszę szczerze:boję się jak diabli.Paraliżuje mnie strach z jednej strony,a ciągnie wolność i niezależność z drugiej.Gdyby to bylo takie proste,nie pisałabym do obcych ludzi łkając i smarkając przed kompem.
                Po trzecie i najważniejsze,chcę ocalić moją rodzinę przed wszelkimi toksycznymi wpływami.Chcę dać dziecku podstawy do normalnego życia,poczucie bezpieczeństwa i pewności siebie,nigdy go od siebie nie uzależnić i nie zniszczyć jego osobowości.I chcę zapewnić mojej rodzinie fajne życie,bez kokosów,bo na wielkiej kasie mi nigdy nie zależało,ale po prostu spokój i stabilizację finansową.
                tego właśnie chcę
                • demonsbaby Re: to co chcwesz osiągnać? 27.09.10, 10:22
                  żeby ogarnąć wszystkie 3 punkty. Musisz zacząć od realnych ruchów. Te, na których się opierasz - do realnych ruchów nie prowadzą. A zatem systematyczne podejście do pracy nad współuzależnieniem od toksycznej matki - przemocowca. Najlepszym wsparciem będzie mąż. Wysłuchaj jego opinii i poproś, żeby ciebie wspierał w terapii. Jak pisałam - taką - masz nieodpłatną.
                  Co do walczenia "o swoje" - to już jest twoja postawa, którą ja uważam za błędną. Nie wiem na jakich mechanizmach opiera się twoją praca / system / regulamin wewnętrzny spółki, etc. Jak rozumiem matka pełni rolę: kadrowca, płacową i przełożonego? No taki układ - jest chory - przy chorych relacjach z matką. Poza wyjątkiem, kiedy to spółki skarbu państwa, instytucje, urzędy i struktury mundurowe są pozbawione możliwości zatrudnienia w prostych liniach koligacyjnych - tzn. szefem / podwładnym nie może być rodzina w linii prostej. Oczywiście - dochodzą jeszcze kwestie kadrowe / płacowe, które są objęte ochroną tajemnicy przedsiębiorstwa / przedsiębiorcy i tylko osoby wykonujące role płacowe / kadrowe oraz osoba, dla której tytułowane są świadczenia / wynagrodzenia ma do nich wgląd / dostęp (poza oczywiście kwestią kiedy uregulowaniu podlega wysokość stawki podstawowej lub dodatków, itp.). Stąd jaką rolę pełni twoja matka? Czy jest problemem zwrócenie się z wnioskiem do pracownika pełniącego czynności kadrowe / płacowe bądź do głównego szefa o przelew na twoje konto sumy wynagrodzenia co miesięcznego na twoje konto?
                  Czy jest to po prostu firma 3 osobowa, w której widełkami od trójzębu straszy mama?
                  • moni_darko Re: to co chcwesz osiągnać? 27.09.10, 10:32
                    Chcę zacząć terapię,choć myślę,że ważniejsze w tym wszystkim jest to,żebym po prostu była konsekwenta.W terapię jakoś nigdy za bardzo nie wierzyłam,zwłaszcza taka za państwowe pieniądze.Szukam pracy,od dziś,bo w ten weekend wybuchła bomba,więc przeglądam oferty,próbuję jakoś to wszystko zorganizować.Myślisz,że w 1 dzień można naprawić błędy wielu,wielu lat?Zamierzam udać się do kilku osób,które wiem,ze mogą mi pomóc w sprawie pracy,chocby takiej właśnie w domu,na razie.Mamy znajomych w Norwegii,myślimy bardzo serio o wyjeździe.Znam bardzo dobrze angielski,skończyłam NKJO(między innymi),ale pracuję w innej branży,zgodnej z drugim kierunkiem studiów i szkoleń.Jak widać,siedem fachów,ósma bida.Nienawidzę mojej pracy,nigdy nie chciałam tego robić,to dodatkowa motywacja,żeby odejść.
                    Sprawy firmy,po raz kolejny proszę,zostawmy.Za dużo osób mogłoy mieć kłopoty,nie chcę tego ruszać.Zgodziłam się na jakiś układ,moja wina.Teraz chcę to zmienić,ale nie będę tego wywlekać,bo zrobiłam to z pełną świadomością i nie mogę mieć do nikogo pretencji,tylko do siebie.
                    • demonsbaby nie jest tak do końca 27.09.10, 10:37
                      że wina leży po twojej stronie. Wina z pewnością leży po stronie wychowania i walniętej mamusi, która tobie wypaczyła myślenie (nieustannie zastraszając).
                      Ja nie mówię tobie, że masz się zgłosić do poradni zdrowia psychicznego, ale ośrodków, które przy problemach jakie masz, mogą ci pomóc nieodpłatnie. I wbrew pozorom mogą pomóc bardziej niż w centrach prywatnych.
                      • moni_darko Re: nie jest tak do końca 27.09.10, 10:45
                        Nawet nie wiedziałam,że takie ośrodki istnieją.Znalazłam stronę,jest taki w moim mieście.Tylko czy ja się kwalifikuję do takiej pomocy?Wyobrażam sobie,że powiedzą,że mam jakieś urojone problemy,a pomocy naprawdę potrzebują osoby maltretowane.Chociaż w dzieciństwie oberwałam i to porządnie nieraz,najlepiej pamiętam lanie sznurem do bielizny,ale teraz jestem dorosła,nikt mnie nie bije,nie wyzywa,a wszystko,co robię,robię na własną odpowiedzialność...
                        • demonsbaby no proszę Cię 27.09.10, 10:50
                          moni_darko napisała:

                          > Nawet nie wiedziałam,że takie ośrodki istnieją.Znalazłam stronę,jest taki w moi
                          > m mieście.Tylko czy ja się kwalifikuję do takiej pomocy?Wyobrażam sobie,że powi
                          > edzą,że mam jakieś urojone problemy,a pomocy naprawdę potrzebują osoby maltreto
                          > wane.Chociaż w dzieciństwie oberwałam i to porządnie nieraz,najlepiej pamiętam
                          > lanie sznurem do bielizny,ale teraz jestem dorosła,nikt mnie nie bije,nie wyzyw
                          > a,a wszystko,co robię,robię na własną odpowiedzialność...

                          bądż poważna... Czy ty myślisz, że są to ośrodki, w których się pomaga tylko bezdomnym, alkoholikom i "marginesowi"? Dziewczyno w kulturalnych i "na poziomie" rodzinach mogą się dziać rzeczy rożne, łącznie z patologią... Nie stać Ciebie na wykładanie co spotkanie 150zł, nie stać Ciebie na zjadanie nerwów w kolejkach poradni zdrowia psychicznego i oczekiwania na przyjęcie przez kilka miesięcy ... Dlaczego - masz się nie kwalifikować? Przecież relacje z matką, niszczą twoje życie, nie możesz się odnaleźć - ty przechodzisz "kryzys" - ty "masz już kryzys" w rodzinie? To dlaczego na mocy ustaw powołane ośrodki gminne - mają ci nie pomóc? Akurat ja się zderzyłam w takich z serdecznością. Nie twierdzę, że to się powiela wszędzie. Jeżeli nie tam - szukaj fundacji pomocy kobietom, stowarzyszeniom działającym na rzecz przeciwdziałaniu przemocy ... myślisz, że odeślą Ciebie z kwitkiem? Dlaczego? Bo nie jesteś bezzębna i nie chodzisz z podbitymi oczami? Nieprawda...
                          • moni_darko Re: no proszę Cię 27.09.10, 10:57
                            Wiesz,czego się najbardziej boję?Że cała para pójdzie w gwizdek,że nigdy się nie uwolnię.Już coś w środku mnie namawia,że może da się to jakoś załagodzić,pogadać,rozmówić i będzie dobrze.
                            Ja chyba zwariuję.
                            Gdyby nie dziecko,powiesiłabym się.Choć z drugiej strony,po co mu taka matka.
                            Nie no,nawet powiesić się nie mam odwagi.
                            Mam takie momenty,że sama się siebie brzydzę za tą moją słabość i ograniczenie.
                            • demonsbaby uwolnisz się 27.09.10, 11:00
                              Nie dziś, nie jutro, nie bez wsparcia. W końcu się uwolnisz, tylko zrób ten krok i daj sobie pomóc.
                        • demonsbaby Re: nie jest tak do końca 27.09.10, 10:56
                          ciężko ci uwierzyć, że stałaś się ofiarą przemocy w rodzinie i nie potrafisz sobie dziś, jako człowiek dorosły z tym poradzić? Ależ ty jesteś klasyczną ofiarą. Szczęście w nieszczęściu, że umiałaś w jakiś sposób poukładać siebie relacje z partnerem, że starasz się zapewnić rodzinie to czego nie miałaś i uchronić to przez co przeszłaś ... to nie są jakieś banalne problemiki ...a już szczególnie urojone. Zobacz co ty do mnie mówisz, choćby w kwestii finansowej "boję się sprzeciwić mamie i płacę jej haracz" - haracz z pieniędzy legalnie zarobionych, z których podatek jest odciągany od wyższego dochodu niż dostajesz do ręki ... no to już jest dla mnie niepojęte, a zobacz jak to idzie dalej. Wierzysz, że matka może zerwać twoje więzi rodzinne, oplątać cię wokół własnego palca, rozpieprzyć twoją rodzinę? I co to m być za układ? To nie podlega normie, w której ty jako dorosły człowiek, poprzez zastraszenie, zostałaś pozbawiona wolności decyzyjnej. To jest przemoc, a ty tu grasz rolę ofiary, nawet jako dorosły człowiek.
                          • moni_darko Re: nie jest tak do końca 27.09.10, 11:01
                            Najbardziej mnie zawsze zaskakiwało,że ludzie coś robią ze swoim życiem,wyjeżdżają,ryzykują,podejmują decyzje.A ja żyłam w jakims swoim wewnętrznym świecie,gdzie wszystko było inaczej niż naprawdę,wyobrażałam sobie,co mogę zrobić,jakie mogę mieć plany,ale to wszystko pozostawało tylko w mojej głowie.Nie mam juz siły tak zyć,tym bardziej,że teraz realnie mam męża i dziecko i nie mogę ich zbyć mrzonkami.
                            • joanna35 Re: nie jest tak do końca 27.09.10, 11:07
                              A ja żyłam w jakims swoim wewnętrznym świecie,gd
                              > zie wszystko było inaczej niż naprawdę,wyobrażałam sobie,co mogę zrobić,jakie m
                              > ogę mieć plany,ale to wszystko pozostawało tylko w mojej głowie.
                              To tez jest charakterystyczne dla takich jak my - wzorowych , grzecznych uczennic z zerowym poczuciem własnej wartości. Pomyśl - ta niemoc wprowadzania planów/marzeń w czyn to też zasługa Twojej matki, bo nawet jeżeli nigdy nie powiedziała Ci, że jestes do niczego i bez niej sobie nie poradzisz to pewnie pozawerbalnie przekazywała(i przekazuje) Ci to każdego dnia.
                              • moni_darko Re: nie jest tak do końca 27.09.10, 11:11
                                Ale jak ja mogłam być taka ślepa i bezwolna przez tyle długich lat???
                                • demonsbaby Re: nie jest tak do końca 27.09.10, 11:17
                                  bo dopiero teraz zderzyłaś się z rzeczywistością. A dociera do Ciebie, że dzieci maltretowane fizycznie i wykorzystywane seksualnie kochają swoich oprawców - rodziców? Póki nie zaczynają się usamodzielniać, próbować osiągnąć harmonię wżyciu - nie widzą, nie słyszą, nie chcą wierzyć - chcą zapomnieć... Przebudzenie - tak to się nazywa. Nie umiałaś tego wcześniej nazwać i bałaś się, ba nadal się boisz, ale już rozumiesz granice.
                                • joanna35 Re: nie jest tak do końca 27.09.10, 11:20
                                  Moni to nieważne. Czasu nie cofniesz, nie odwrócisz tego co sie stało. najwazniejsze, ze wreszcie to zobaczyłaś i zastanawiasz się co z tym zrobić. Rozumiem paraliżujący Cię strach przed postawieniem się ( w taki czy inny sposób) matce, w końcu to bedzie ten pierwszy raz, ale każdy następny bedzie już łatwiejszy. Jesteś mądrą dziewczyną i w głębi ducha wiesz co naprawdę jest dla Ciebie dobre. Dla Ciebie. Nie rób tego samego błędu i nie stawiaj przed sobą męża i dziecka. Pomyśl o sobie. O tym, że jesteś wspaniałym, wartościowym człowiekiemzasługującym na szacunek, a oni(rodzice) nie mają prawa tak Cię traktować. To oni są nie w porządku nie Ty - i od teraz nigdy wiecej nie pozwól sobie wmówić, że jest inaczej. Jesteś w porządku, a wszelkie działania z ich strony to jest/będzie manipulacja mająca na celu wpędzenie Ciebie w poczucie winy i Twój powrót w utarte koleiny.
                                  • moni_darko Re: nie jest tak do końca 27.09.10, 11:28
                                    Masz rację,wiem to,ale naprawdę się boję,kurczę,w życiu swoim się tak nie bałam.Boję się,że zginę i pociągnę za sobą męża i dziecko.Mamy fatalna sytuację finansową,czasami myślę sobie,że biedni ludzie muszą schować honor w kieszeń.Ale przecież mam wykształcenie,kwalifikacje,doświadczenie i chęci do pracy.Może sobie poradzę.Ludzie sobie radzą,a czy wszyscy są ode mnie lepsi,mądrzejsi?
                                    • joanna35 Re: nie jest tak do końca 27.09.10, 11:35
                                      Moni, kochana nie Może sobie
                                      > poradzę.ale PORADZĘ SOBIE, bo jestem wykształcona, wykwalifikowana, mam doświadczenie i chęć do pracy. Jestem wymarzonym pracownikiem dla wielu szefów, a świat stoi przede mną otworem. Wszystko będzie dobrze, a ja wreszcie będę spokojna i szczęśliwa:-)
                            • demonsbaby nie od razu Rzym zbudowali 27.09.10, 11:15
                              zauważyłaś problem / sygnał. Więc niech Ciebie to nie przeraża, a motywuje do dalszych kroków. Powoli, na kolanach, ale do przodu - bo wstecz się długo jechać nie da. Na plecach leżeć i być kopanym - na równi znajdziesz jedno rozwiązanie - za pomocą magicznej różdżki unicestwisz siebie, wkładając do trumny. No to do góry - może być na czworaka, poważna rozmowa z mężem i fachowiec, który będzie z tobą rozmawiać - jak wyjść z tego obłędu, w którym dałaś się zamknąć
                              • moni_darko Re: nie od razu Rzym zbudowali 27.09.10, 11:25
                                Pierwszy raz w życiu z kims o tym rozmawiam i najśmieszniejsze jest to,że czuję się nielojalna,rozumiesz?Bo tyle im zawdzięczam,bo nie byli tacy źli,bo bywało fajnie i miło.A może to ja jestem niewdzięczna,a może to ja nie umiem żyć z ludźmi.Jestem strasznie zmęczona.Ale tyle jest fajnych rzeczy,które chciałabym robić,inaczej żyć,może nawet gdzieś indziej,nie tutaj,bo tego miasta nigdy nie lubiłam.Tylko że ja chyba czekam na gotowe rozwiązanie,które spłynie z nieba,wręczy mi je jasnowłosy anioł i powie,że już wszystko będzie dobrze.
                                • demonsbaby a uwierzysz mi, że takie odczucie 27.09.10, 11:30
                                  wobec kata - ma każda ofiara, przechodząca ten wyidealizowany "syndrom Sztokholmski" - choć to pojęcie wywodzi się z konkretnej sytuacji (zakładniczej w banku i dotyczy relacji damsko - męskich). Tak i u Ciebie odczucia są naturalną konsekwencją miłości do rodzica. Na terapii nie oduczysz się matki / ojca kochać, ale eliminować szkodliwy wpływ chorego kochania i przemocy, kojarzejszyn?
                                  To co czujesz - jest normalne. Jakbyś tak nie czuła to chyba wskazywałoby na inne odchylenia...
                                • joanna35 Re: nie od razu Rzym zbudowali 27.09.10, 11:31
                                  Moni przeczytaj jeszcze raz to co napisałaś. Czy zrobili dla Ciebie coś więcej ponad to co zwykle robią rodzice dla swoich dzieci? Jesteś im wdzięczna za to, że wypełniali swoje rodzicelskie obowiązki w najbardziej podstawowym zakresie? Bywało fajnie i miło? A jak było pomiędzy?
                                  • verdana Re: nie od razu Rzym zbudowali 27.09.10, 11:35
                                    Jako matka dorosłych dzieci powiem Ci coś.
                                    Dzieci się ma z wlasnego wyboru, dla siebie, dla WŁASNEJ przyjemnosci. Posiadanie ich nie jest obowiązkiem, za to robienie czegoś dla dziecka - obowiazkiem jest. Normalny rodzic robiąc coś dla dziecka ma większą frajdę od dziecka samego (dotyczy to także, jak nie przede wszystkim, dorosłych dzieci), a jak nie - to znaczy, ze jest rodzicem do d...
                                    Na pewno mnie dzieci dają więcej przyjemności, niż ja dzieciom. Wobec tego nie musisz sie czuć zobowiązana - owszem, można czuć sie wdzięcznym za pomoc dla doroslego dziecka, ktora nie jest już rodzicielskim obowiązkiem. Ale, na litość boską, nie za wychowanie i dbanie o Ciebie, gdy bylaś dzieckiem - to Ci sie nalezy jak psu buda.
                                  • moni_darko od czego zacząć 27.09.10, 11:37
                                    Pewnie dlatego tak bardzo docenia się to fajnie i miło,bo pomiędzy bywało koszmarnie,ciągłe awantury,krytyka,często bicie.Matka np.przy moich koleżankach otwierała moje szafki i pokazywała,że mam bałagan,wyrzucała na podłogę rzeczy z biurka i kazała sprzątać.Gdy byłam mała,biła mnie częściej,potem przestała.To nie były klapsy,tylko bicie,pasem,drewnianą laską,sznurem do bielizny,ale to akurat ojciec.A gdy wymarzyłam sobie w liceum,że pójdę do szkoły filmowej(reżyseria),nie było dnia,żeby rodzice nie tłukli mi do głowy,że to bzdura,że z tego nie wyżyję,że nie osiągnę sukcesu.Sukcesu i tak nie osiągnęłam,wyżyć nie mam z czego,a tak to przynajmnien byc może robiłabym coś,co dawałoby mi satysfakcję.Nie wiem od czego zacząć,jak zmienić to wszystko.Chciałabym już teraz natychmiast,żeby było inaczej.
                                    • moni_darko Re: od czego zacząć 27.09.10, 11:41
                                      Pewnie przez to wyrzucanie rzeczy teraz jestem pedantyczna i mam fioła na punkcie porządku,potrafię pić kawę o północy,żeby posprzątać mieszkanie.I ciągle czuję się,jakby mnie ktoś obserwował.Jezu,ja jestem naprawdę nienormalna.
                                      • verdana Re: od czego zacząć 27.09.10, 11:44
                                        Jesteś - bo jesteś ofiarą przemocy, zarówno psychicznej, jak i fizycznej. trudno, aby to nie wywarło wpływu. naprawdę, znajdź pomoc psychologiczną, być moze przyda się też psychiatra i antydepresanty.
                                    • joanna35 Re: od czego zacząć 27.09.10, 11:55
                                      Chciałabym już teraz natychmiast,żeby
                                      > było inaczej.

                                      Zacznij od przyjęcia do świadomości i pogodzenia się z faktem, że natychmiast się nie da. To jest, niestety, problem ludzi takich jak my - mających bogate "życie wewnetrzne", że chcielibyśmy żeby w realu było dorze już, natychmiast. Niestety, zmiany są możliwe, ale wymagają dużo pracy, ale jeszcze więcej cierpliwosci i wyrozumiałości - dla siebie samej przede wszystkim. Monisu nie da się kilkudziesięcioletnich zaniedbań i wrogich oddziaływań odreagować/zrównoważyć w tydzień, ale o tym juz pisałaś;-)
                                      • moni_darko zaczynam od dziś 27.09.10, 12:03
                                        Napisałam maila do ośrodka kryzysowego,odpisali,że kwalifikuję się na terapię indywidualną,ale przez Caritas:/ Napisałam do Caritasu,mam nadzieję,że rzeczywiście mi pomogą.Najtrudniejsze jest to wahanie,ten głosik w środku,że robie źle sprzeciwiając się rodzicom,że jak będę grzeczna i się pogodzę,to wszystko się ułoży,a jak się zbuntuję,to pożałuję.Czyj to głosik?Mam nadzieję,że uda się zamknąć mu usta.
                                        • demonsbaby moni 27.09.10, 12:08
                                          skończ toczyć już tą walkę ze sobą - wybrałaś złego przeciwnika... Nie ty stanowisz problem, ale krzywda jaką wyrządzili ci rodzice - tam masz wroga czyhającego u bram ... Ten wewnętrzny głosik, tak szybko umilknie, jak szybko zamilkł tutaj.
                                        • joanna35 Re: zaczynam od dziś 27.09.10, 12:10
                                          Najtrudniejsze jest to wahanie,ten głosik w środku,że robie źle s
                                          > przeciwiając się rodzicom,że jak będę grzeczna i się pogodzę,to wszystko się uł
                                          > oży,a jak się zbuntuję,to pożałuję.Czyj to głosik?Mam nadzieję,że uda się zamkn
                                          > ąć mu usta.

                                          To strach. Strach przed przeciwstawieniem się rodzicom i przed "nowym", które ma nadejść. Życie latami w rodzinnym bagienku sprawia, że jest ono oswojone i w pewien(chory) sposób bezpieczne, nowe zaś to jedna wielka niewiadoma, dlatego to pierwsze tak, mimo wszystko, nęci i powstrzymuje przed działaniem. Ale..w końcu nie nadarmo stare przysłowie "pszczół" mówi, że strach ma wielkie oczy;-)
                                          • falka32 Re: zaczynam od dziś 28.09.10, 16:30
                                            > Najtrudniejsze jest to wahanie,ten głosik w środku,że robie źle s
                                            > > przeciwiając się rodzicom,że jak będę grzeczna i się pogodzę,to wszystko
                                            > się uł
                                            > > oży,a jak się zbuntuję,to pożałuję.Czyj to głosik?Mam nadzieję,że uda się
                                            > zamkn
                                            > > ąć mu usta.

                                            Można to nazywać strachem, można wewnętrznym sabotażystą - i można z tym walczyć, kneblować, ale można też to potraktować konstruktywnie. Jeżeli chcesz, możesz sobie ten głosik wyobrazić jako głosik tej małej dziewczynki, którą byłaś w wieku 5- 7 lat.
                                            Potem wyobraź sobie, że ta dziewczynka nadal w tobie mieszka, że jest częścią ciebie, twojej psychiki - nazwijmy ją roboczo Wewnętrznym Dzieckiem. Ale ona jest mała a ty jesteś dorosła. Ona chce dla ciebie jak najlepiej. Ma wszystkie zalety dziecięcego patrzenia na świat, jest kreatywna, dzielna, kocha całym sercem - i wszystkie wady, takie jak impulsywność, naiwność, brak umiejętności przewidywania konsekwencji. I widząc, że się martwisz i miotasz, próbuje ci pomóc tak, jak umie. Tak, jak dziecko, dysponuje tylko tylko dziecięcym doświadczeniem - dzieci tak robią, potrafią spalić dom, bo chciały zmęczonej mamie ugotować kolację. Z was dwóch ty jesteś dorosła i masz dorosłe doświadczenie. Weź ją na kolana, przytul i powiedz "wiem, że chcesz dobrze i się boisz, ale pozwól, że ja się tym zajmę. Zaufaj mi, uratuję nas obie. A ty idź i narysuj mi piękny kolorowy obrazek z dużym domem, pachnącą ciastem kuchnią i nas dwie grające w berka na trawie - to da mi dużo siły i bardzo mi pomoże." I nawet sama usiądź i ten obrazek jej oczami narysuj, a co.

                                            To jest dużo zdrowsze, niż kneblowanie jej i wysyłanie do kąta, bo w kącie może ci zmajstrować w desperacji takie rzeczy, że się przez wiele lat nie pozbierasz.
                                      • joanna35 Re: od czego zacząć 27.09.10, 12:05
                                        Polecam Ci do przeczytania poniższą książkę
                                        allegro.pl/hanna-samson-zimno-mi-mamo-i1247879176.html
                        • joanna35 Re: nie jest tak do końca 27.09.10, 11:02
                          Alez oczywiście, że się kwalifikujesz. Jesteś ofiarą przemocy w rodzinie. Ta przemoc trwa nadal, bo znęcanie się nad dzieckiem nie sprowadza się tylko do bicia i wyzwisk. Sama od roku chodzę na terapię do psycholożki pracującej w takim ośrodku i jestem bardzo zadowolna. Moni droga, bardzo Ci współczuję. Uczucia, których doświadczyłaś i doświadczasz są mi znane z autopsji, bo pomijajc pewne fakty moje dzieciństwo przebiegało w bardzo podobnych warunkach. Skutki takiego wychowywania ponoszę do dzisiaj, także w kontaktach z innymi ludźmi. Terapia nie spowoduje, że wszystkie te przykre uczucia i sytuacje znikną jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, niestety:-( ale da Ci broń, pokaże jak sobie z nimi radzić. Ratuj siebie dziewczyno. Jesteś młoda, całe życie przed Tobą, dasz radę. Wiem, wiem, łatwiej napisać niż zrobić, ale spróbuj zastosować metodę małych kroczków czy metodę jednego dnia. Nie patrz od razu na cel ostateczny, bo to Cie przytłoczy, a brak postepów zniechęci. Pomyśl na początek o jakiejś niewielkiej rzeczy do załatwienia i zrób to - doda Ci to wiary w siebie i w to, ze wszystko inne też się uda. Trzymaj się ciepło.
        • blue_romka Re: idę na dno-bardzo długie i skomplikowane 27.09.10, 09:36
          Dla mnie to jest dość proste: jeśli mąż naprawdę nie może znaleźć innej pracy/dorobić, a Ty naprawdę nie możesz ze względów finansowych odejść z dnia na dzień z firmy, to musisz tymczasowo zaakceptować warunki matki, szukając jednocześnie innej posady. Przy czym dla mnie akceptacja warunków nie oznacza kajania się przed nią. Rozumiem, że ona nie oddziela spraw służbowych od rodzinnych, więc Ty postaraj się to zrobić nie wdając się w zbędne dyskusje, czy próby przekonania jej do czegokolwiek.
          • verdana Re: idę na dno-bardzo długie i skomplikowane 27.09.10, 11:26
            Jak dla mnie - jesteś wielka.
            naprawdę, mało kto w Twojej sytuacji umialby wyrwać sie spod wplywu matki i stworzyć normalna, kochającą rodzinę. Mało kto umialby, mając takie klopoty, mysleć jeszcze o tym, żeby nie obciążać nimi za bardzo męża. mało kto umiałby docenić mimo wszystko rodzinę męża, ktora sprzeciwiała się ślubowi i nie zywić do niej wiecznej urazy. No i wreszcie mało kto umiałby się ocknąć i zobaczyc, ze dotychczas żył w świecie urojonym - i zdecydować się na niezwykle trudny krok - przejście do świata rzeczywistego.
            Pewnie, ze to trudne, bo wymaga nie tylko zmiany przyszłości, ale i przeszłości - pogodzenia sie z myśla, ze przeszłość byla zupelnie inna niż się wydawało. A to trudne, bo jednoczesnie przestaje się być sobą - z dnia na dzień trzeba zacząć zyć jako kto inny.
            Jesli chodzi o pracę - ja nie rzucałabym pracy bez znalezienia następnej. To kuszace, a szczególnie kuszace byloby powiedzenie matce "Jestem niezalezna". Ale i tak to zrobisz, a obawiam się,z e jeśli jestyeś w tym podobna do mnie, to brak zarobków zdołuje Cię doszczętnie. Tylko nie przebieraj - weź na razie cokolwiek, co się trafi, a pracując u mamy przestań się przejmować i w razie czego myśl "Nawet nie wiesz, jaka niespodziankę ci szykuje. Jeszcze tydzień, miesiąc - i będę wolna, a ty bedziesz mogła tylko bezsilnie na to patrzeć".
    • moni_darko matka chce rozmawiać:/ 27.09.10, 12:24
      Przed chwilą zadzwoniła do mnie,że chce porozmawiać.Teraz nie ma jej w pracy,jest na urlopie.Dziewczyny,boję się tej rozmowy,boje się,że weźmie mnie na litość i poczucie winy,bo jest po chorobie i taka biedna,a to tata jest zły,a to przez niego ona taka nerwowa,a to ja nic nie rozumiem i robię problemy i ze mną się nie da żyć...Nie wiem,co robić z tą cholerną pracą,rzucać od października-marzenie,ale finansowo katastrofa.Szukać i rzucić jak coś znajdę?Jezu,ja jeszcze nie mam siły,żeby coś wymyślić,organizować,ja dopiero dziś zaczęłam coś zmieniać...
      • demonsbaby Re: matka chce rozmawiać:/ 27.09.10, 12:30
        Uspokój się, żyjesz z tym od lat iluś tam. Dzisiejsza rozmowa nie zmieni nic w wizji, która już nabyłaś. Nie zmienisz decyzji o terapii - a może zamiast dzwonić do matki, zadzwoń do Caritasu i poproś, że chcesz porozmawiać, że się boisz. O ile nie każą Ci się natychmiast stawić to z pewnością, ktoś ciebie wesprze przez telefon.
        • moni_darko Re: matka chce rozmawiać:/ 27.09.10, 12:34
          Faktycznie,tylko wiesz,teraz myslę inaczej,chcę coś zmienić i mam wrażenie,że mam to wypisane na twarzy.Mam w głowie totalny mętlik.Nie czuję jakiejs pewości siebie,oszałamiającej siły,że teraz to ja już wszystkim pokażę.Czuję się wypluta i zmęczona ciągłym stresem.Dziś pół dnia ryczałam,nic w pracy nie zrobiłam,dobrze,że jestem sama w biurze.To typowe dla mnie,czekam na wsparcie,czekam,że mnie ktos przytuli i powie,że będzie dobrze.I nie wystarczy,że powie to raz,musi powtarzać i powtarzac i powtarzac...
          • demonsbaby no to ja ciebie właśnie tulę 27.09.10, 12:41
            choć wirtualnie i mówię "spokojnie" - będzie dobrze. To wszystko nie dzieję się bez przyczyny. Zaczniesz żyć swobodnie - ale nie dziś, nie jutro ... może kiedyś wybaczysz matce i ojcu, choć dziś ma nawet poczucie nielojalności wobec nich i "co masz im wybaczać"? Otóż to, że dziś nie potrafisz czuć się w pełni wartościowym, ambitnym i mogącym zwojować świat człowiekiem. Tyle, że taka właśnie jesteś, tylko nie umiesz tego zobaczyć. Jesteś fajną mamą, fajną żoną i fajnym kumplem, a życie toczy się dalej ... Pozwól sobie na bycie fajną babcią i prababcią.
            I zadzwoń do Caritasu - nie bój i nie wstydź się. Pomogą Ci.
            • moni_darko Re: no to ja ciebie właśnie tulę 27.09.10, 12:46
              A myślałam,że mnie opieprzysz.I znowu się popłakałam.Nie wiem,coś sie we mnie otworzyło i na razie lecą z tego tylko łzy.Mam nadzieję,że będą chcieli mi pomóc w Caritasie,mam nadzieję,że znajdziemy z mężem odpowiedź na nasze problemy finansowe.I że zacznę żyć,jak chcę.Dzięki za wsparcie.
              • demonsbaby Re: no to ja ciebie właśnie tulę 27.09.10, 12:52
                No to, że mam jaja jak hiena nie predysponuje mnie w ogóle do kopania leżącego, raczej jest odwrotnie. Mogę rozumieć, choć nie odczuwać twojego poczucia krzywdy. I ja ciebie rozumiem i rozumiem, że się boisz. Dasz sobie radę - pozwól innym, żeby ci pomogli wyjść z pułapki, w którą zamknęli Ciebie rodzice. I płacz, płacz - to dobrze, niech te emocje znajdą ujście.
              • joanna35 Re: no to ja ciebie właśnie tulę 27.09.10, 12:53
                Nie wiem,coś sie we mnie o
                > tworzyło i na razie lecą z tego tylko łzy
                To już bardzo dużo.
          • joanna35 Re: matka chce rozmawiać:/ 27.09.10, 12:51
            Moni, niestety, w tej sprawie nikt Ci tego wspacia nie udzieli. Musisz siły do poradzenia sobie z tą sytuacją odnaleźć w sobie. To co czujesz jest najzupełniej normalnie. Próbujesz, być może po raz pierwszy w życiu, przestać być grzeczną/przewidywalną dziewczynką mamusi, próbujesz samodzielnie myśleć, a już same wnioski pojawiające się w toku tych przemysleń są przerażające dla grzecznej dziewczynki, o działaniach nie wspomnę:-) Mechanizm "grzecznej dziewczynk" uruchamia się w Tobie na sam dźwięk głosu matki w słuchawce. To też w Twojej sytuacji jest najzupełniej normalne, w końcu reagowałaś tak przez dwadzieścia kilka lat, ale.....może dzisiaj uda się choć troszeczkę zmienić sytuację. Nie namawiam Cię od razu do budowania barykady i wytaczania cięzkiej artylerii, bo to sie nie uda na tym etapie, ale może uda się powstrzymać przed potakiwaniem mamie? Po prostu wysłuchaj co ma do powiedzenia, a przyparta do muru odpowiedz coś zdawkowego. Moni, wiem, że trudno to sobie wyobrazić, ale Twoi rodzice są słabymi, niepewnymi siebie ludźmi, z równie niskim poczuciem własnej wartości jak Ty. No bo powiedz czy ktoś pewny siebie , dojrzały i odpowiedzialny "dokopuje" własnemu dziecku(zresztą komukolwiek), zeby poczuć sie lepiej i dowartosciować siebie?
          • serendepity Re: matka chce rozmawiać:/ 27.09.10, 12:59
            A ten wyjazd do Norwegii to w jakiej perspektywie czasowej moglby nastapic? Emigracja moglaby byc niezlym pomyslem, bo odcielabys sie od rodziny i przy okazji stanela finansowo na nogach.
            Wreszcie uniknelabys wplywu matki i mogla samodzielnie podejmowac decyzje.

            • moni_darko Re: matka chce rozmawiać:/ 27.09.10, 13:37
              Musielibyśmy znaleźć tam coś dla siebie,niestety mąż pewnie jako "fizyk":( Mamy tu trochę spraw do pozamykania w razie,gdybyśmy zdecydowali się na wyjazd,więc pewnie kilka miesięcy.Chciałabym wyjechać,choć tu mamy własne mieszkanie,a trzeba by się trochę potułać.Martwię się o warunki dla dziecka,ale dużo ludzi wyjeżdża z dziećmi i sobie radzą.Może to dałoy nam oddech i finansowy,i psychiczny.
              • serendepity Re: matka chce rozmawiać:/ 27.09.10, 17:20
                Poczytaj fora i blogi o zyciu w Norwegii, na pewno jest tego mnostwo, bo duzo Polakow tam wyjechalo. Mysle, ze dziecko nie bedzie mialo gorzej, zwlaszcza pod wzgledem psychicznym.

                Mieszkanie zawsze mozesz wynajac. Co z tego, ze masz mieszkanie, jak zyjesz praktycznie pod pantoflem matki, placisz jej haracz, chociaz wykonujesz jej prace i wykanczasz sie psychicznie. Co Ci z tego mieszkania przyjdzie, jak bedziesz klebkiem nerwow, juz jestes.

                Piszesz, ze znasz jezyki, jestes dobrze wyksztalcona, moze na poczatek mozesz pracowac, a maz zajmie sie dzieckiem, a potem poszuka pracy. Wszystko jest mozliwe, zalezy to tylko od Ciebie. Musisz wyjsc z tego kieratu.
    • magda.ogonk A może jednak psycholog? 27.09.10, 14:24
      Wiem, że pisałaś wyżej, że nie stać Cię na psychologa, ale chyba są fundacje, które oferują taką pomoc za darmo. O ile mi wiadomo:) Napatrzyłam się ostatnimi czasy na bardzo trudną sytuację rodzinną- relacje między matką i córką- i skutecznym rozwiązaniem okazały się wizyty u psychologa. Nie jedna, ale systematyczne wizyty. Przy okazji udało się uporządkować jeszcze kilka innych problemów i córka wychodzi na prostą. Matka ma przed sobą jeszcze długą drogę, ale przynajmniej córka zaczyna dostrzegać swoją wartość, już nie pozwala się szantażować emocjonalnie. Może od tego mogłabyś zacząć?
      Ja to bym pewnie zerwała kontakty z matką, ale nie wiem czy dobrze bym zrobiła. A może mądry psycholog otworzy Ci oczy i pomoże coś zmienić:)
      A poza tym z całego serca życzę Ci, żeby było dobrze. Fajna babka jesteś, nie daj się:)
      • moni_darko Re: A może jednak psycholog? 27.09.10, 14:34
        Tak,szukam pomocy w moim mieście.Wiem,bez tej pomocy nie ma szans na zmiany,bo nie mam sama tyle siły.Najgorsze są te momenty,kiedy sama siebie nienawidzę i brzydzę się swojej słabości:(
        Napisałaś,że fajna ze mnie babka,tak na pocieszenie,bo przecież mnie nie znasz,ale przypomniałam sobie parę rzeczy o sobie,jakie miałam kiedyś szalone poczucie humoru i jakie głupoty wymyślaliśmy w liceum.Bo kiedy już udawało mi się z trudem jakieś więzi z ludźmi zbudować,to okazywało się,że można mnie polubić.No i byłam nastolatką,więc mimo problemów(zapomniałam wspomnieć o nałykaniu się prochów nasennych pewnego pięknego dnia)miałam w sobie chęć życia i energię,byłam młodziutka,miałam marzenia i pasję w sobie.Nie byłam pedantyczna,nie miałam żadnych obsesji.Chciałabym wiedzieć,jakim mogłam być czlowiekiem,gdyby nie okoliczności...
        • magda.ogonk Re: A może jednak psycholog? 27.09.10, 14:44
          Napisałam, że jesteś fajna babka, bo tak myślę o kimś, kto w ogóle podjął refleksję nad sobą i swoją rodziną. Kto chce coś z tym zrobić. Jesteś fajna babka, bo nie siedzisz i beczysz, tylko szukasz rozwiązania:) No i chciałam Ci uświadomoć, że fajna jesteś, bo tak sobie myślę, że mogłaś na to nie wpaść, grzęznąc w tej całej sytuacji. Uszy do góry:)
        • demonsbaby chcesz żeby ciebie znowu przydusić? 27.09.10, 14:45
          moni_darko napisała:

          Chciałabym wiedzieć,jakim mogłam być czlowiekiem,gdyby nie okolicz
          > ności...

          Na tyle, żebyś za moment zaczerpnęła powierza i trzeźwiej spojrzała na świat ... A czy ty jesteś babcia o lasce co przepieprzyła swoje życie? Nie cofniesz czasu, ale ty właśnie sobie otwierasz furtkę kim jeszcze będziesz, mimo tych okoliczności.
          • moni_darko Re: chcesz żeby ciebie znowu przydusić? 27.09.10, 14:51
            Do pewnego stopnia pewnie tak,bo zawsze można zacząć od nowa i lepiej zacząć teraz niż się użalać nad sobą,że od początku nie było super.Ale wiem,że do końca życia będę mieć w sobie ślad tego,co się działo przez tyle lat,to nie do uniknięcia.I dziś szkoda mi tego dziecka,którym byłam,bo patrzę na to dziecko jak na moje własne,tak samo bezbronne i niewinne.
    • moni_darko demoniczna kobieto z jajami-oceń 27.09.10, 16:07
      Czy to miałoby sens,tak obiektywnie i z zewnątrz patrząc,czy może szukam sama wyjścia awaryjnego,niby innego,ale nadal pod wpływem matki?
      Jeśli na razie zostanę w pracy,ale na lepszych warunkach finansowych,bo mam w planach poza emigracją jeszcze próbę własnej działalności,w dodatku wykonywanej w domu(opieka nad dzieckiem wtedy bez problemu),ale potrzebuję teraz kilku miesięcy dosłownie,żeby stanąć na nogi,porozwiązywać parę spraw i je pozytywnie zakończyć(różne sprawy formalne,finansowe,organizacyjne-jak to w życiu),czy byłoby to poddaniem się?
      Z drugiej strony na 100% zacznę terapię i proces uniezależnienia się od rodziców,psychicznego,ale też finansowego,bo więcej z pomocy żadnej korzystać nie chcę.Ale pensja za pracę,którą wykonuję,to przecież coś innego niż pieniądze od rodziców.
      Co robić?Sama sobie nie ufam,bo myślę,że mogę sama próbować siebie oszukać,więc potrzebuję obiektywnego spojrzenia.
      • verdana Re: demoniczna kobieto z jajami-oceń 27.09.10, 16:14
        IMO - nie rób dwóch rzeczy na raz. Jesli zostaniesz bez pracy i bez dochodów, to będziesz tak zdenerwowana, ze cała terapia na nic. Zostań w pracy, ale z założeniem, ze to tylko dla pieniędzy i tymczasowo. Natka będzie wymagała czegoś, czego nie chcesz robić - nie robisz. Najwyżej Cię wyrzuci. Co zarobisz do tego czasu, to Twoje. Pensja to nie kasa od rodziców.
        Matka wykorzystywała Cie latami, teraz Ty ją troche wykorzystaj:)
        • moni_darko Re: demoniczna kobieto z jajami-oceń 27.09.10, 16:24
          Pieniądze płaci szef,nie są z matki kieszeni,więc czuję się z tym lepiej.Szczerze,kwestie finansowe spędzają mi sen z powiek,kilka błędnych(okazało się po fakcie)decyzji i można się spłukać.Nie zależy mi na milionach,nigdy mi nie zależało,ale na normalnym funkcjonowaniu.Nie wydawałam nigdy dużo,nawet jak były pieniądze,ale chciałabym mieć po prostu spokojną głowę,że zwiążemy koniec z końcem i nawet na wakacje wystarczy:)
          Terapia jest mi potrzebna,to wiem,bo paznokcie obgryzłam do kości,wyglądam jak cień samej siebie i ciągle jestem zmęczona,a raczej udręczona,niepewna,nie wiem,co robić.Chcę być wolnym,zadowolonym z życia człowiekiem.
          • serendepity Re: demoniczna kobieto z jajami-oceń 27.09.10, 17:23
            "Chcę być wolnym,zadowolonym z życia człowiekiem."

            Powtarzaj to sobie codziennie rano i w chwilach zwatpienia lub kryzysu.
      • demonsbaby zacznij od małych kroków 27.09.10, 17:43
        a przynajmniej tak to widzę. Nie utniesz wszystkiego naraz i staniesz się wyzwolona... Dziewczyny też tutaj dobrze radzą, szczególnie te, które przechodziły podobne etapy w życiu jak ty ...co więcej widzą lepiej niż ja.

        Sądzę, że rozwiązaniem jest również ta forma ucieczki i próby usamodzielnienia daleko od matki, ale z drugiej strony to chyba nie jej widok ani odległość / praca ciebie uzależniła, ale matka -sama w sobie ... stąd teoretycznie, póki ze wsparciem nie zaczniesz pracować nad uporządkowaniem swojego życia i emocji, to koszmar znajdzie cię wszędzie.

        Zobacz, ty dostajesz wynagrodzenie za swoją pracę. Przecież matka jej za ciebie nie wykonuje - zatem ktoś / pracodawca / docenia twój wkład włożony w działalność firmy ciebie wynagradzając... Nie jesteś zależna od matki, ty się czujesz od niej uzależniona, bo relacje na jakich się opieracie są toksyczne.

        Naprawdę z dużym wsparciem męża i terapeuty znajdziesz wyjście. Inaczej - ty już je widzisz, tylko za bardzo nie wiesz, jak stąd uciec, żeby nikogo nie zabolało. Nie da się ... Z tobą nikt się patyczkował.
    • dorotaniejest Re: idę na dno-bardzo długie i skomplikowane 28.09.10, 00:27
      moni_
      z Twoich postów wyłania się obraz bardzo inteligentnej, wartościowej i pełnej chęci do życia kobiety o zdrowych priorytetach.
      niestety, również kobiety bardzo skrzywdzonej.
      Twój dom był chory, a konsekwencje tego ponosisz do dziś.

      to tak, jakby założono Ci okulary, które zniekształcają obraz świata. Ty czujesz, że powinnaś je zdjąć, ale boisz się tego, co bez nich zobaczysz. przyzwyczaiłaś się wierzyć, że za nimi jest bezpieczniej.

      nie jest.

      wiesz co, moni?
      dzisiaj jest pierwszy dzień reszty Twojego życia.
      tej lepszej.
    • moni_darko nie pójdę na dno 28.09.10, 10:30
      Przez pół nocy rozmawialiśmy z mężem o naszych problemach,opowiedziałam mu moją historię,jakiej nigdy nie znał.Wiedział,że mam ciągle jakieś problemy z rodzicami,że nie mogę się z nimi dogadać,że mam żal,no i widział,jak rodzice chcą ingerować w nasze życie(choć przy nim zawsze byli mili,pomocni,serdeczni-pełna obłuda,dopiero przy mnie na niego najeżdżali,krytykowali).Ale wczoraj dopiero opowiedziałam mu,jak to u mnie w domu wyglądało.Był w szoku.Ustaliliśmy sobie pewne rzeczy na przyszłość,nasze zamiary,plany,taki na razie zarys,wiadomo,że nie grafik na każdy dzień,ale poczułam się pewniej,bezpieczniej.Poczułam,że mam kogoś za sobą.Opowiedziałam mu o terapii,że muszę ją zacząć,bo nigdy nie nauczę się asertywności i wyznaczania granic,a potrzebuję tego,żeby bronić siebie i ich-męża i synka.Mąż raczej nie był nigdy zwolennikiem takich metod,ale zrozumiał,że jest mi to potrzebne.Wiem,że powinnam stanąć na własnych nogach i nie opierać się wyłącznie na mężu,ale na razie to wsparcie jest mi potrzebne,później będę już tylko silniejsza.Wierzę w to,choć to brzmi pewnie jak idiotyczne zapewnienia z amerykańskich produkcji telewizyjnych z serii "Okruchy życia":p Dziękuję Wam za porady i zrozumienie.Przede mną cholernie długa droga.
      • br_bardot Re: nie pójdę na dno 28.09.10, 10:53
        Masz cholerne szczęście. Masz wspaniałego męża. To jest teraz Twoja nowa rodzina i dasz radę, zapewniam. Parę miesięcy temu-jak już niektórzy wiedzą, przechodziłam dokładnie przez to samo co Ty. Zdecydowałam się na definitywne ucięcie toksycznych kontaktów z matką. Tylko, że ja mam jeszcze problemy z mężem i u mnie sytuacja teraz jest nieco skomplikowana. I też wiem, że dam radę. A Ty jesteś w łatwiejszej sytuacji także głowa do góry:)
        • br_bardot Re: nie pójdę na dno 28.09.10, 11:00
          Takie odcięcie się od matki też nie jest łatwe, po jakimś czasie przychodzą myśli czy dobrze zrobiłam.. i choć to trudne to wiem, że dobrze. Będziesz pewnie miała te wątpliwości, ale będziesz miała wsparcie w mężu i nie licz nigdy na to, że mogłaś sprawę z matką jakoś naprawić. Nie da się. Chciałybyśmy tego bardzo, bo każda z nas chciałaby mieć wspaniały kontakt z mamą. Ale czasami się po prostu nie da.. Mam dwie córeczki i bardzo się staram je doceniać, chwalić, być przy nich, czasem krzyknę, oczywiście, zdenerwuję się, nawet z byle powodu. Ale mój cel to kochać je i dawać miłość i dużo rozmów moim dzieciom. Tamtych relacji nie da się naprawić. Za to teraz wiem czego potrzebują moje dzieci. To też taka lekcja dla mnie..
      • demonsbaby Re: nie pójdę na dno 28.09.10, 11:43
        miło słyszeć, że pierwszy mały krok już masz za sobą... zatem przed tobą kolejne - nie odpuszczaj sobie zajęć z terapeutą. Może i ta droga będzie długa i wyboista, ale na pewno owocna.
Pełna wersja