mam żal do córki

02.10.10, 08:46
Córka zrobiła mi straszna awanturę (głośno krzyczała,wpadła w szał),ze wtrącam się do wychowania jej 3- letniego synka.Przez 2 lata opiekowałam się wnukiem ,jestem bardzo z nim związana. Teraz ,kiedy poszedł do przedszkola i zachorował (wys. gorączka,ból gardła),tez poprosiła mnie o opiekę nad wnukiem. I kiedy przywiozła mi go chorego, zwróciłam jej uwagę ,że często nie zakłada dziecku kapci ,daje coca-cole do picia i stąd może ta choroba.To ją tak zdenerwowało,że zabrała wnuka i wykrzyczała,że już więcej go do mnie nie przyprowadzi.To już trwa tydzień ,żadnego telefonu,cisza.Nigdy nie odmówiłam jej pomocy ani czasowej, ani finansowej.Co tydzień zapraszam na niedzielny obiad.Dziecku kupuje drobne prezenty.
Córka jest w trudnym okresie ,rozpadło jej się małżeństwo,pracuje z trudną młodzieżą,ale czy to ją upoważnia do takiego histerycznego zachowania?
Zawsze ja pierwsza wyciągałam rękę na zgodę,ale teraz mam straszny opór,jest mi bardzo przykro ,ona mnie w ogóle nie szanuje.Nie umiemy szczerze rozmawiać. Nie znosi najmniejszej krytyki,jest bardzo nerwowa i przekonana o swojej racji.Co robić ?Zadzwonić ,czy czekać na jej gest?
    • rennie77 Re: mam żal do córki 02.10.10, 09:20
      moze corka jest po prostu w zlej kondycji po rozpadzie malzenstwa i stad taka reakcja. moze tez, zupelnie nie zdajac sobie z tego sprawy, podwazasz jej kompetencje jako matki.
      mysle, ze powinnas zadzwonic i powiedziec jej szczerze, ze ja kochasz i chcesz jej pomoc, a twoje uwagi uwagi sa spowodowane tylko troska o nia i o wnuka. no i ze za nimi po prostu tesknisz. zycie jest za krotkie, zeby chowac czy pielegnowac urazy.
      maly jest w przedszkolu i pewnie bedzie teraz lapal infekcje. skoro nie pamieta o kapciach, to kup w ptrezencie kilka par grubszych skarpetek z guma na spodzie. moj synek nienawidzi kapci i nie umie sie w nich bawic. sama wzielam sie na sposob i kupilam takie skarpetki. cola jest niezdrowa, dlatego corka nie powinna jej dawac. twoj wnuczek jest po prostu za maly na takie napoje, ale o ile nie jest podawana prosto z lodowki, to nie powinna chyba wywolac zapalenia gardla.
    • kolezanka_filizanka Re: mam żal do córki 02.10.10, 09:36
      wg. mnie jej reakcja jest całkowicie usprawiedliwiona przez to co ją otacza, zastanów się jak ona się teraz może czuć, to Twoja córka, rozpada jej się małżeństwo, buzuje w niej frustracja i gniew, ma trudną pracę, ma dziecko które wymaga opieki i uwagi... też proponuję wyciągnąć rękę na zgodę i mimo jej oporów być z nią...bo to chyba jest jej najbardziej potrzebne, za jakiś czas to doceni
    • twoj_aniol_stroz Re: mam żal do córki 02.10.10, 09:59
      Powiem tak: od chodzenia bez kapci i picia coca-coli nie dostaje się wysokiej gorączki i infekcji gardła. Obecnie aura jest jaka jest, dziecko poszło do przedszkola, przeżywa stres związany z nowym środowiskiem, dodatkowo deszcz siąpi, jest zimno, w przedszkolu następuje wymiana bakterii i wirusów i to wszystko razem powoduje, że dziecko zachorowało. Spójrz na córkę jej oczami. Stresów ma "po kokardę" - praca, małżeństwo, dziecię w przedszkolu (co już jest samo w sobie dla rodzica potężnym stresem) i w tym wszystkim dziecko zachorowało. Przywozisz je do mamy, a ona wygłasza kazanie na temat tego, że to Twoja wina, bo dziecko bez kapci i piło coca-colę. Nie wkurzyłoby Cię to? Zestawienie tych wszystkich problemów (obiektywnie patrząc dużych problemów) z takim oskarżeniem? W sumie Twoje oskarżenie było bez sensu. Rozumiem, że też się zdenerwowałaś chorobą wnuka, na pewno nie jest Ci też łatwo patrzeć na problemy córki. Myślę, że powinnyście porozmawiać na spokojnie. Zaproś ją na rozmowę, gdzie spokojnie przeprosisz za swoje oskarżenia o spowodowanie choroby wnuka, ale powiesz także, że bardzo zabolała Cię jej reakcja, choć rozumiesz, że wybuch był spowodowany tym co obecnie dzieje się w jej życiu.
      A swoja drogą zastanów się lub zacznij obserwować, czy to nie jest przypadkiem tak, że uważasz, że Twoja córka nie radzi sobie z wychowaniem dziecka, czy przypadkiem nie jest tak, że uważasz, że Ty lepiej się nim zajmujesz. Zrób sobie taki swoisty rachunek sumienia z tego jak postrzegasz córkę jako matkę, czy nie zwracasz jej uwagi na drobiazgi, które nie mają większego znaczenia.
      • nchyb Re: mam żal do córki 02.10.10, 10:23
        w zdecydowanej większości popieram zdanie mojej przedmówczyni.

        Rozumiem jednak Twój żal. Starasz się wspierać córkę, pomagać jej. Z tym, ze ona faktycznie przechodzi trudny okres, więc Ty jako mama wykaż się zrozumieniem i wielkodusznością. Wybacz jej histerię i jak to dziewczyny zaproponowały, porozmawiaj, chociaż z tym przepraszaniem to niekoniecznie, po prsotu powiedz, ze ciężko wam czasami się co do dziecka dogadać, ale twoje uwagi tylko z troski o wnuka wynikają, a nie z chęci wtracania się. Przykro ci, ze córka źle odbiera Twoją troskę. O tym własnie rozmawiajćie, bez domagania się przeprosin z jednej czy drugiej strony...

        Wyciągnij rękę, to Twoja córka w kłopotach i Twój wnuczek, Twoja rodzina...
        Pzdrawiam serdecznie
    • deodyma Re: mam żal do córki 02.10.10, 11:10
      akurat kapcie i coca cola nie maja tu chyba nic do rzeczy...
      o chyba ze nogi dziecko mialo non stop zimne a cola byla prosto z lodowki, wtedy tak.
      jeli jest nerwowa, przewrazliwiona, stad moze te jej humorki?
      zawsze jej ustepowalas, po jakims czasie przyznawalas racje dla swietego spokoju, choc jej nie miala i stad jej zachowanie.
      • mehil.dam Re: mam żal do córki 02.10.10, 11:21
        Jak to leciało? Gosz do grosza a będzie kokosza?
        Wydaje mi się, że ten incydent nie był spowodowany tym pojedynczym oskarżeniem o narażanie dziecka na choroby (bo to ewidentnie było).
        Sama jestem młodą matką i co chwila słyszę od mojej babci "ubierz dziecko, bo przemarznie i będzie chore; kicha, bo ja tak wy rozbierałaś; niech nie leży na tej ziemi bo sobie kolana poobdziera" i setki innych. Ja bardzo spokojna jestem i mam gdzieś co kto mówi na temat wychowania mojego dziecka, ale niekiedy mam ochotę nią potrząsnąć...
        Twoja córka jest w trudnej sytuacji, a Ty ją jeszcze zaatakowałaś bezpodstawnymi oskarżeniami. To Ty powinnaś do niej zadzwonić i ją przeprosić.
        • deodyma Re: mam żal do córki 02.10.10, 11:25
          wez tylko pod uwage, co napisala autorka watku o corce.
          tamta jest wciaz przeswiadczona o swojej racji i do tej pory to matka wyciagala do niej zawsze reke do zgody.
          nie dziwie sie, ze kobieta poczula sie urazona a corcia najwidoczniej przesadzila.
          dlaczego to ona ma wciaz przepraszac?
          • twoj_aniol_stroz Re: mam żal do córki 02.10.10, 11:49
            Tu wchodzą w grę dwa rodzaje zachowań:
            1. Córka zachwycona swoją osobą, roszczeniowa, na zasadzie mamusia jest darmową nianią, która ma działać pod moje dyktando i jak nie to ja jej dam popalić.
            2. Mama uważająca swoją córkę za totalną nieudacznicę jeśli chodzi o wychowanie dziecka - mama w stylu ja wiem lepiej, ty się nie znasz.
            Oczywiście celowo dwa typy przerysowałam, ale w sumie w zależności od tego, która wersja jest bliższa prawdy stanu faktycznego będzie możliwa zupełnie inna odpowiedź. Z wypowiedzi autorki w sumie nie widać czy jest to bardziej typ: "córunia kochana, mamusia dla ciebie wszystko tylko pozwól mi widywać wnusia" czy raczej: "wystarczy ci zostawić dziecko na dwa tygodnie i już wraca z chorobą, ty mi lepiej dzieciaka zostaw, ja się nim zajmę jak trzeba".
            Myślę, że autorka po prostu musi sama temat solidnie przemyśleć i wyciągnąć wnioski. Jedno jest pewne: córka jest dorosła, to przede wszystkim jej dziecko i to ona musi się nim zajmować, natomiast nie zwalnia jej to z obowiązku bycia kulturalnym człowiekiem, który umie panować nad emocjami, a tym bardziej umie pohamować fochy. My w sumie niewiele możemy teraz napisać, bo mamy bardzo mało danych. Owszem, gdyby autorka opisała bardziej szczegółowo dotychczasowe zachowania córki, jak również swój stosunek do niej, do jej bycia mamą, wówczas łatwiej byłoby cokolwiek doradzić. Na dzień dzisiejszy solidna rozmowa na temat stosunków na linii babcia/mama/wnuczek jest niezbędna.
            • tully.makker Re: mam żal do córki 06.10.10, 19:58
              A iesz, ze obie te wersje moga byc prawdziwe i wcale sie nie wykluczac.
              • twoj_aniol_stroz Re: mam żal do córki 08.10.10, 12:50
                :) Wiem i może być jeszcze całe stado wersji pomiędzy z różnym nasileniem tych dwóch stanów :)
                • tully.makker Re: mam żal do córki 08.10.10, 21:13
                  A niestety tak na ogol sie skalda, ze jak matka malpa, to corka suka. Wiem cos o tym.
                  • twoj_aniol_stroz Re: mam żal do córki 09.10.10, 11:30
                    :D Rzecz jasna zwierząt nie obrażając :D
                    Wiem coś o tym, oj wiem... I wiem także jak ciężko wyrwać się z zaklętego kręgu powielania swojego życia...
      • amb25 Re: mam żal do córki 04.10.10, 14:47
        E tam coca-cola z lodowki. Moj od wczesnego dziecinstwa dostaje napoje prosto z lodowki (nie tylko coca-cole), chodzi bez kapci od urodzenia, bo w kapciach jest niezdrowo (nawet w szkole chodza w skarpetkach, bo szkola mala) i jakos nie choruje, w przedszkolu dostawali do picia mleko z lodowki a na deser lody (najczesciej latem) i nic zlego sie nie dzialo nikt z tego powodu sie nie pochorowal. Jesli byl przeziebiony to raczej przez kontakt z wirusami albo bakteriami w sezonie "grypowym" a nie przez zimne napoje.
    • demonsbaby a córka żal do ciebie 02.10.10, 11:36
      i to uzasadniony ...

      nie dość, że sypie się wszystko w jej życiu, to jeszcze słyszy, że dokłada wszelkich starań aby pozbyć własne dziecko odporności. Już pewnie słyszała o swojej "nieudolności" małżeńskiej teraz słyszy o macierzyńskiej...
      Droga babciu - to fajnie, że jesteś "super" babcią dla swojego wnuka, ale tak jak actimelki oprócz dostarczania cukrów do małego organizmu nie wnoszą więcej pożytku, o tyle chodzenie bez kapci nie obniża jego odporności na zachorowania. Podobnie jak coca- cola - pewnie się to zdarzało, ale rytuałem nie jest. Moje dziecko od czasu do czasu wymusiło "łyka bąbelków", a jak się cola ulała nosem to przestał. Faktem jest, że coca- cola jest u mnie stosowana przy różnego rodzaju grypach jelitowych.
      Córka potrzebuje wsparcia, a nie krytyki wszechwiedzącej babci. Czasy kiedy ją wychowywałaś były inne, wychowywaliście dzieci inaczej ... i babciu cywilizacja się rozwija - dziś "nasze czasy" to nie "twoje czasy", metody wychowawcze też są skrajnie odmienne.
      • nchyb Re: a córka żal do ciebie 02.10.10, 11:47
        > nie dość, że sypie się wszystko w jej życiu, to jeszcze słyszy, że dokłada wsze
        > lkich starań aby pozbyć własne dziecko odporności. Już pewnie słyszała o swojej
        > "nieudolności" małżeńskiej teraz słyszy o macierzyńskiej...

        Demonsbaby, trzymajmy się faktów przedstawionych (chociażby przez jedną stronę), a nie dodawajmy własnych i przez nas wyobrażonych... :-)
        • demonsbaby Re: a córka żal do ciebie 02.10.10, 12:01
          no zapewne, mąż były jej "żoną roku" nie nazywał, a u babci się dowiaduje, że matką odpowiedzialną nie jest. Więc co do domysłów, te trzymają się raczej rzeczywistości.
          • morekac Re: a córka żal do ciebie 02.10.10, 19:48
            I być może mąż tez się czepia o złe wychowywanie dziecka.
    • kai_30 Re: mam żal do córki 02.10.10, 12:05
      Szczerze? Nie dziwię się Twojej córce. Owszem, nie powinna na Ciebie wrzeszczeć, ale Ty nie powinnaś "zwracać jej uwagi". Moja mama też ma takie teksty - jak chory, to pewnie "znów" bez czapki chodził, a bez kapci latamy notorycznie, no sodoma i gomoria normalnie. Piany na ustach dostaję, ale nie robię awantur, tylko puszczam mimo uszu - ale my spotykamy się na tyle rzadko, że jestem w stanie zdobyć się na cierpliwość. Twoja córka awanturę zrobiła, ale sama piszesz, że jest w trudnym okresie. Czy to ją uprawnia do histerycznych zachowań? No cóż - Ty trudnych chwil nie przechodzisz, a też rzucasz histeryczne oskarżenia, że to na pewno przez nią Twój wnuk zachorował. Nie dziwię się córce, że źle reaguje na Twoją krytykę, jeśli jest tego kalibru.

      Odrobina empatii i wsparcia nie zaszkodzi. Jeśli chcesz mieć normalny kontakt z córką i wnukiem musisz sobie uświadomić, że ona ma prawo wychowywać dziecko po swojemu, a choroby gardła nie biorą się od chodzenia bez kapci. Domagasz się szacunku, a sama jej nie szanujesz, niestety.
      • joanna35 Re: mam żal do córki 03.10.10, 14:26
        Szczerze? A ja się dziwię jej córce. Nie chce wysłuchiwać uwag ? Rozwiązanie jest bardzo proste - wyciągnąć z kieszeni raz w miesiącu 1500zł i opłacić opiekunkę z agencji.
    • demonsbaby babcia 02.10.10, 12:56
      nie musisz dzwonić. Jedź / idź odwiedzić wnuka, a w drzwiach powiedz córce, żeby się gniewała, bo też nie miałaś złych intencji i nie rościsz sobie praw, żeby pouczać ją jak się o dziecko należy troszczyć. I powiedz, że te krzyki ciebie zabolały.
      • wodnik53 Re: babcia 02.10.10, 14:59
        Dziękuje serdecznie za wszystkie opinie,z korzystam z porady Demonsbaby.Dziekuje.
    • kol.3 Re: mam żal do córki 03.10.10, 08:11
      Uważam, że nie powinnaś przepraszać, że żyjesz. Wychowywałaś dziecko przez 2 lata i dobrze wiesz co mu szkodzi a co mu pomaga. Córka łaskawie z Twojej pomocy korzystała, pozostawiając sobie luksus wymądrzania się. Córka nie przyjmuje, że popełnia w życiu błędy. Być może to jest przyczyną jej porażek życiowych. Coca cola jest po prostu żrąca i może zaszkodzić na gardło, dziecko bez kapci mogło zmarznąć w nogi.
      W przedszkolu łatwo jest coś złapać, nie ma sensu dokładać dziecku zagrożeń w postaci coli lub braku kapci.
      • demonsbaby aha 03.10.10, 09:10
        matka ma być "głupsza" od córki, a na tym "kto pierwszy" ma cierpieć wnuk? Fajnie. Dobrze, że moje dziecko ma babcię taką jak wodnik, bo gdyby była podobna to babci, którą ty sugerujesz, dawno by jej nie miał.
        Przede wszystkim - obie reagowały przesadnie - obie mają do siebie uzasadnione pretensje. Zapominasz jednak, że jej córka łatwo w życiu nie ma, więc kopy od matki jej nie są potrzebne. Lepiej, żeby wiedziała, że jest mama, która zawsze jest obok. Ja taką matkę na rękach sama noszę.
        • kol.3 Re: aha 03.10.10, 11:24
          Nie wiem czy wieczne ustępowanie rozhisteryzowanej córce ma być takie mądre.
          Wnuk w tej chwili patrzy jak babcia, która go wychowywała i pracowała przy nim, na okrągło wychodzi na tę głupszą, utrwala mu się mechanizm, że na babcię się pokrzykuje bez racji i to ona ma przeprosić. Córka ma trudne życie przypuszczalnie na własne życzenie. Jeśli męża traktuje jak mamę, to sama się prosi o kłopoty. Nie wiem na czym polegała przesadna reakcja matki?
          Na marginesie - nierzadko się zdarza, że babcia wychowuje wnika, ale córka chce dyktować, co i jak babcia powinna robić, choć sama praktyki przy dziecku żadnej nie ma i potrafi dziecku realnie zaszkodzić.
          • dadaczka przepraszam, jesteś babcią? 03.10.10, 12:06
            teściową czy matką?

            Matka na ogół świadomie dziecku szkodzić nie chce. Cola i chodzenie bez kapci - bez przesady. Akurat cola to dla mnie zupełnie nic dobrego, ale dzieci w wieku przedszkolnym chorują często i nie ma na to rady - niezależnie od starań. Dokopywanie córce, która ma akurat ciężki okres tym, że choroba dziecka to jej wina - to doprawdy nie to, co matka powinna zrobić.
            >Nie wiem na czym polegała przesadna reakcja matki?

            Właśnie na tym. Na "czepianiu się" w złym dla córki momencie. Matka wykazała sie w tym momencie po prostu brakiem empatii w stosunku do własnej córki, która być może wlaśnie bardzo potrzebowała JEJ wsparcia. Stąd być może tak ostra reakcja córki.

            >Córka ma trudne życie przypuszcza
            > lnie na własne życzenie. Jeśli męża traktuje jak mamę, to sama się prosi o kłop
            > oty.

            A skąd te domniemania? Czy nie ze zwykłej złośliwości i odniesień do wlasnego punktu widzenia/sytuacji?

            > Na marginesie - nierzadko się zdarza, że babcia wychowuje wnika, ale córka chce
            > dyktować, co i jak babcia powinna robić, choć sama praktyki przy dziecku żadn
            > ej nie ma i potrafi dziecku realnie zaszkodzić.

            Powtarzam: rodzice mają prawo decydować o wychowaniu dziecka. Nie babcie. Niezależnie od ich dobrej woli i zaangażowania. Jeśli pomagają - to ich dobra wola, ale nie może być to cena "ubezwłasnowolnienia rodziców", bo "głupia matka realnie może dziecku zaszkodzić". To jej dziecko i jeśli nie ma żadnej patologicznej sytuacji, to na pewno nie chce dziecku zaszkodzić. A mniejsze lub większe błędy popelnia każdy, nikt nie jest od nich wolny i nikt nie może się uważać za najmądrzejszego (albo najmądrzejszą - a już na pewno mądrzejszą od córki czy synowej)

            Inna sprawa, ze często warto posluchać babć, choć nie we wszystkim. Czasy się zmieniają, wiedza i poglądy np. na temat żywienia, ubrania, wychowania itp - również. A babcie często nie chcą tego przyjąć do wiadomości. Że np. przekarmianie wnuka, pojenie go mocno slodzoną herbatą czy przegrzewanie (nagminne) nie ma sensu. Oczywiście w drugą stronę matki też popadają w przesadę (czasem się sama trzęsę z zimna jak widzę słabo ubranego malucha, któremu ewidentnie zimno), z niewiedzy, prania im mózgów przez "jedyne słuszne" poglądy gloszone w gazetkach dla matek, braku doświadczenia itp. I dlatego tak naprawdę to z obu stron potrzebna dobra wola i tolerancja.

            Życzę tolerancji i dobrej woli dla córki lub synowej - bo bez tego będzie wcześniej czy później baaaardzo ciężko.
            • kol.3 Re: życzę trzeźwego spojrzenia 03.10.10, 12:37
              Nie jestem babcią ani teściową, mamą owszem. Radziłabym dokładnie przeczytać pierwszy post, z którego wynika, że babcia ciągle pomaga czasowo finansowo, prezentowo, a córka ciągle pyskuje i nie szanuje babci. I nie chodzi tu o jednorazową pyskówkę, na którą mogła wpłynąc zła sytuacja małżeńska. Matka świadomie dziecku szkodzić nie chce, ale z głupoty i z przekonania o własnej racji może to robić. Jeżeli ktoś jest najmądrzejszy z całej wsi, a córka nie przyjmuje żadnych argumentów, istnieje domniemanie, że może mieć trudności w dogadywaniu się z mężem także. Rodzice mają prawo decydować o wychowaniu dziecka - zgoda, to niech sami je wychowują, albo wynajmą sobie służącą do pokrzykiwania.
              Mam znajome, które rodzą dzieci i po macierzyńskim opiekę cedują na babcie, po czym usiłują te babcie musztrować i rządzić nimi, w zasadzie nie mając żadnego doświadczenia w wychowywaniu dziecka. Moja znajoma postępując w ten sposób doprowadziła dzieciaka do kompletnego zaburzenia rytmu dziennego, bo wszystko wiedziała najlepiej. Sama padała przy dziecku po pracy ze zmęczenia na nos, a własnej głupoty w tym wszystkim nie widziała. Wcale się nie dziwię, że niektóre "mądre" dziewczyny uważają wychowanie dziecka za koszmar.
              • demonsbaby Re: życzę trzeźwego spojrzenia 03.10.10, 12:59
                małżeństwo się rozpadło, a nie rozpada, więc może mieć ciężki okres około-rozwodowy. Co do twoich wizji, rzeczywiście lepiej, żebyś była mamą dziewczyn, bo zięć będzie w stanie przeboleć "mamuśkę" i olać ciepłym moczem. Synowa będzie mieć cholernie ciężko.
                Cieszę się, że matkę mam jak wodnik, a nie jak wredne babsko obarczone twoimi mądrościami życiowymi.
                • kol.3 Re: życzę trzeźwego spojrzenia 03.10.10, 13:04
                  Martw się o siebie bo zdaje się nie przyjmujesz, że ktoś może myśleć inaczej niż Ty.
                  • demonsbaby Re: życzę trzeźwego spojrzenia 03.10.10, 13:47
                    kol.3 napisała:

                    > Martw się o siebie bo zdaje się nie przyjmujesz, że ktoś może myśleć inaczej ni
                    > ż Ty.

                    No właśnie niekoniecznie, stąd stwierdziłam kilka postów wcześniej, że ja swoją matkę mam za co podziwiać, bo swojej mądrości życiowej jest po prostu "mądrzejsza".
                    • kol.3 Re: życzę trzeźwego spojrzenia 03.10.10, 14:01
                      Czy mam rozumieć, że Ty jesteś ta głupsza? Nie dziwię się Twojej akcji. Masz matkę która za Ciebie robi przy dziecku i ci ustępuje. Nic dziwnego, że nie tolerujesz buntujących się babć.
                      • demonsbaby Re: życzę trzeźwego spojrzenia 04.10.10, 05:50
                        kol.3 napisała:

                        > Czy mam rozumieć, że Ty jesteś ta głupsza?
                        skąd to rozumowanie?

                        Nie dziwię się Twojej akcji.
                        Czyżby?

                        Masz ma
                        > tkę która za Ciebie robi przy dziecku i ci ustępuje
                        Wizjoner czy dzierżawca anteny z blokiem tarotowym tudzież wróżeniem z fusów?

                        . Nic dziwnego, że nie toler
                        > ujesz buntujących się babć.
                        "buntujących" czy żywiących urazę kosztem kontaktów z dziećmi / wnukami?

                        Komunikacja zdaje się jest domeną człowieka...
                        Nie rozumiem, dlaczego dziecko (choćby) dorosłe nie miało doceniać rodzica 20 czy 30 lat starszego w doświadczenia życiowe, a tym samym uważać za mądrzejszego.
              • dadaczka dziękuję za życzenia, dzięki Bogu od 15 lat 04.10.10, 08:18
                m.in. dzięki temu trzeźwemu spojrzeniu udaje mi się pozostawać z moją teściową w bardzo dobrych stosunkach (oczywiście trzeźwe spojrzenie dotyczy obu stron, nie mam co do tego wątpliwości). Ale zawsze się przyda również na przyszłość.

                Nie zauważyłam aby w pierwszym poście była mowa o tym, że córka ciagle pyskuje i nie szanuje babci. Jest mowa o jednym incydencie. Nie ma mowy równiez o tym, że babcia ciągle pomaga finansowo i czasowo. Jest mowa o niedzielnych obiadach (to chyba nie jest pomoc finansowa, choć oczywiście to bardzo miłe), jest mowa o opiece nad wnukiem gdy był mniejszy - to również oczywiscie bardzo ważne. Ale nie ma mowy o jakiejś stałej rażącej niewdzięczności.

                To tyle na temat czytania ze zrozumieniem :-)
                • kol.3 Re: dziękuję za życzenia, dzięki Bogu od 15 lat 04.10.10, 18:57

                  Może masz słaby wzrok albo jesteś inteligentna inaczej, oto cytaty:
                  " Zawsze ja pierwsza wyciągałam rękę na zgodę,ale teraz mam straszny opór,jest mi bardzo przykro ,ona mnie w ogóle nie szanuje.Nie umiemy szczerze rozmawiać. Nie znosi najmniejszej krytyki,jest bardzo nerwowa i przekonana o swojej racji.
                  Nigdy nie odmawiałam jej pomocy ani czasowej ani finansowej."
                  Uważasz, że 2 lata opiekowania się dzieckiem to nie jest stała pomoc czasowa, finansowa (w skali 2 lat jakieś 36 tysięcy)?
                  Droga hrabino, cotygodniowe obiady to jest pomoc finansowa, w skali miesiąca do kilkuset złotych i odciążenie córki od stania przy garach, noszenia zakupów, zmywania itp.Tyle, że jak ktoś tę pomoc dostaje, to uważa że mu się ona należy jak psu zupa i tego nie ceni. Jakby pańcia musiała bulić niańce po 1,5 tysiąca miesięcznie, to by doceniła każdą godzinkę, którą babcia poświęciłaby wnukowi.
                  • dadaczka Jesteś tak wyjątkowo kulturalną osobą i potrafisz 05.10.10, 06:23
                    prowadzić dyskusję na tak wysokim poziomie, że nie jestem w stanie wspiąć się na te wyżyny

                    hrabina

                    kol.3 napisała:

                    >
                    > Może masz słaby wzrok albo jesteś inteligentna inaczej, oto cytaty:
                    > " Zawsze ja pierwsza wyciągałam rękę na zgodę,ale teraz mam straszny opó
                    > r,jest mi bardzo przykro ,ona mnie w ogóle nie szanuje.Nie umiemy szczerze rozm
                    > awiać. Nie znosi najmniejszej krytyki,jest bardzo nerwowa i przekonana o swojej
                    > racji.
                    > Nigdy nie odmawiałam jej pomocy ani czasowej ani finansowej."
                    > Uważasz, że 2 lata opiekowania się dzieckiem to nie jest stała pomoc cz
                    > asowa, finansowa (w skali 2 lat jakieś 36 tysięcy)?
                    > Droga hrabino, cotygodniowe obiady to jest pomoc finansowa, w skali miesiąca do
                    > kilkuset złotych i odciążenie córki od stania przy garach, noszenia zakupów, z
                    > mywania itp.Tyle, że jak ktoś tę pomoc dostaje, to uważa że mu się ona należy j
                    > ak psu zupa i tego nie ceni. Jakby pańcia musiała bulić niańce po 1,5 tysiąca m
                    > iesięcznie, to by doceniła każdą godzinkę, którą babcia poświęciłaby wnukowi.
                    • kol.3 Re: raczej brakuje Ci argumentów 07.10.10, 20:01
                      Merytorycznie jesteś cieniutka.
                      • dadaczka mam sie tym przejąć?A może jeszcze coś obrazliwego 07.10.10, 21:10
                        ? bo widać, że to Ci sprawia największą przyjemność.
                • deodyma Re: dziękuję za życzenia, dzięki Bogu od 15 lat 05.10.10, 08:20
                  > Nie zauważyłam aby w pierwszym poście była mowa o tym, że córka ciagle pyskuje
                  > i nie szanuje babci. Jest mowa o jednym incydencie. Nie ma mowy równiez
                  > o tym, że babcia ciągle pomaga finansowo i czasowo. Jest mowa o niedzielnych o
                  > biadach (to chyba nie jest pomoc finansowa, choć oczywiście to bardzo miłe), je
                  > st mowa o opiece nad wnukiem gdy był mniejszy - to również oczywiscie bardzo wa
                  > żne. Ale nie ma mowy o jakiejś stałej rażącej niewdzięczności.
                  >
                  > To tyle na temat czytania ze zrozumieniem :-)




                  wiec wroc do pierwszego postu napisanego przez autorke watku i przeczytaj jeszcze raz.
                  moze wtedy zrozumiesz ja chociaz troszke w co zreszta szczerze watpie...
                  • dadaczka no i znowu znaczące powątpiewania..ech 05.10.10, 09:32
                    widać się nie da inaczej.

                    No to spokojnie wyjaśniam:
                    Wbrew domysłom rozumiem żal autorki wątku. Rozumiem, że poczuła się urażona, miała prawo. Ale nie zgadzam się na brak szacunku wobec własnej córki. Bo córka - nawet jeśli korzysta z pomocy matki - również ma prawo do szacunku. Tak samo zresztą jak matka. Tak samo jak płatna opiekunka.

                    Postawa: "pomagam to mogę czynić dowolne uwagi" mi się nie podoba. Tak samo jak postawa: "płacę to wszystko mi wolno". Nigdy nie wolno wszystkiego, nigdy nie można robić dowolnych uwag. Tak samo mi się nie podoba taka postawa jak wrzaski córki. Gdyby napisała córka "zrobiłam matce awanturę, bo nie wytrzymałam jej uwag, czy mam ją przeprosić" odpowiedzialabym, że tak, że powinna przeprosić. Ale akurat matka, a nie córka, pyta o ocenę sytuacji. I to jest moja ocena.

                    Jeśli bym powiedziała swojemu nastoletniemu synowi jak przyniesie dwóję ze szkoły "jesteś idiotą" to byłoby to wobec niego podobnie obraźliwe jak naskakiwanie autorki na córkę, że dziecko chore, bo mu colę dała. Tymi uwagami matka "strzeliła" w córkę, podważyła u niej poczucie wartości i jej kompetencji jako matki - co córka odebrała jako obraźliwe (być może by tak nie zareagowała, gdyby nie całość sytuacji, autorka nie pisała, żeby córka normalnie się tak zachowywała - nadal widzę opis jednego incydentu). Jakby syn na mnie po takiej uwadze nawrzeszczał, pewnie bym się czuła urażona - tak, jak autorka wątku. Ale czy to znaczy, że nie nie popełniłabym błędu obrażając syna? Czy to znaczy, że autorka nie popełniła błędu robiąc uwagi córce w bardzo kiepskim (jak na wytrzymałość córki) momencie?
        • deodyma Re: aha 03.10.10, 13:27
          poejrzewam, ze coreczka latwego zycia nie miala i nie ma przez swoj nieciekawy charatkerek i jesli w stosunku do meza zachowywala sie podobnie, jak w stosunku do wlasnej matki to ja sie naprawde nie dziwie, ze jej malzenstwo sie rozpadlo.
          to nie sztuka, zeby matka bez przerwy ustepowala i przepraszala coreczce, ktorej sie wydaje, ze jej wszystko wolno i histeryzuje na kazdym krokua jak mamusia bedzie niegrzeczna, to wiecej wnuka nie zobaczy.
          bez przesady, ale wszystko ma swoje granice.
          • demonsbaby Re: aha 03.10.10, 13:52
            deodyma napisała:

            > przez swoj nieciekawy
            > charatkerek i jesli w stosunku do meza zachowywala sie podobnie, jak w stosunku
            > do wlasnej matki to ja sie naprawde nie dziwie, ze jej malzenstwo sie rozpadlo
            > .

            No dobrze, że jednak sędziowie opierają się na faktach a nie "charakterkach" w innym razie jeszcze alimentacja na męża samotną matkę by czekała.


            a jak mamusia
            > bedzie niegrzeczna, to wiecej wnuka nie zobaczy.
            > bez przesady, ale wszystko ma swoje granice.

            A jak mamusia jest "mądrzejsza" to wnuka widzieć będzie i szacunkiem córki cieszyć się na równi będzie, jeśli zna swojego choleryka od urodzenia i wie, że pogłaskaniem zyska więcej niż nieskuteczną wymianą na argumenty.
          • joanna35 Re: aha 03.10.10, 14:14
            Dokładnie. A poza tym sama dała mamie prawo do wypowiadania się w kwestii wnuka korzystając z jej pomocy. Rozumiem, że do dawania prezentów, wsparcia finansowego i zajmowania się dzieckiem kiedy tylko mamusi pasuje babcia jest dobra? Spieprzone życie córeczki to tylko i wyłacznie jej sprawa i nie ma żadnego prawa odreagowywać swoich frustracji na matce.
          • borowina75 Re: aha 03.10.10, 14:22
            oczywiście, że córka nie powinna wydzierać się na matkę i nie odzywać później przez tydzień.
            zwłaszcza z takiego błahego powodu, jak w tym przypadku, prawda..?

            tylko, że w momencie, kiedy kobieta, której rozwaliło się małżeństwo i która niewątpliwie przeżywa z tego powodu silne emocje, przyprowadza chore dziecko, które poszło do przedszkola i tam złapało jakiegoś wirusa do swojej mamy, od której oczekuje wsparcia, a słyszy, że i tutaj zawaliła, bo dziecko jest chore przez jej zaniedbanie (swoją drogą to dla mnie dość absurdalne, żeby przypisywać chorobę świeżo upieczonego przedszkolaka coli i brakowi kapci), to ja osobiście nie dziwię się, że pęka i wybucha.
            Może nie dzwoni, bo boi się kolejnej awantury, bo nie czuje się na siłach stawić czoło sytuacji, a nie żeby ukarać babcię.

            Jakiś czas temu miałam bardzo trudną dla mnie emocjonalnie sytuację. I matka, która do tej pory była moją niemal przyjaciółką, zamiast mnie wspierać, była totalnie przeciwko mnie. Być może miała rację, ale ja wtedy nie byłam w stanie tego znieść i każda rozmowa, czy przez telefon, czy twarzą w twarz kończyła się karczemną awanturą. Zazwyczaj w końcu darłam się "nie mów już na ten temat, nie mogę tego znieść!!!" i rzucałam słuchawką. Powodem było nie to, że nie szanuję matki, tylko po prostu nie byłam w stanie znieść tego, co ona do mnie mówiła, właśnie dlatego, że jest dla mnie bardzo ważna i liczę się z jej zdaniem.
            Później bałam się już nawet zadzwonić...

            Myślę, że w tym trudnym niewątpliwie dla córki czasie możesz jej odpuścić kapcie i colę, bo to naprawdę nie ma większego znaczenia. Ona teraz potrzebuje Twojego wsparcia, a nie krytyki.

            Aczkolwiek, jak już nastąpi rozejm, to możesz jej spokojnie powiedzieć, że takie jej zachowanie Cię boli i jest dla Ciebie bardzo przykre i jak się z tym czujesz.
        • joanna35 Re: aha 03.10.10, 14:10
          Zapominasz jednak, że jej córka łatwo w życiu nie ma, więc kopy od m
          > atki jej nie są potrzebne.
          I to usprawiedliwia jej zachowanie wobec matki?
          • borowina75 Re: aha 03.10.10, 14:25
            joanna35 napisała:

            > I to usprawiedliwia jej zachowanie wobec matki?

            to zdecydowanie tłumaczy być może nie do końca adekwatne do sytuacji zachowanie.
            • verdana Re: aha 03.10.10, 15:51
              Cóz, a ja córke rozumiem, choć uwazam także, ze nie powinna się wydzierać i obrazać na tydzień. Ale sytuacja wyglada tak - babcia zajmowała się wnukiem i teraz, gdy juez się nim nie zajmuje, zaczyna pouczać matkę - wskazując tym samym, ze ona znacznie lepiej zna sie na wychowaniu dzieci, a córka szkodzi dziecku, bo nie słucha rad babci (idiotycznych zresztą).
              Podejrzewam, ze to nie byla jedna, jedyna uwaga. mam w rodzinie podobną sytuację - babcię, ktora życzliwie, z usmiechem, cały czas podważa kompetencje wychowawcze córki i pokazuje, jaką jest nieudolna matka - w przeciwieństwie do babci.
              Myslę, ze to była "ostatnie kropla", a nie jedna, jedyna niefortunna uwaga.
              • kklekss Re: aha 03.10.10, 16:37
                Morał z tego taki , niech matki same wychowuja swoje dzieci a babcie wtedy będą miały swięty spokój. Jak babcie są potrzebne to wtedy wszystko jest cacy-cacy , jeżeli ich pomoc juz nie jest potrzebna to wtedy babcie jest beeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee. ..nie wolno córce nadskakiwac całe życie , bo to sie obraca przeciwko matkom .Córka powinna ci podziekować za opiekę nad swoim synem. Nie dzwoń do córki, poczekaj.
          • demonsbaby Re: aha 04.10.10, 05:51
            w ogóle, ale od rodzica można wyczekiwać wyrozumiałości, jakiej nie może od przekupy na straganie. Dziwne?
            • joanna35 Re: aha 04.10.10, 14:26
              Nie, demons, nie dziwne. Tyle, że większość ludzi ma określoną wytrzymałość/wyrozumiałość dla humorów innych ludzi i nawet jeżeli jest ona większa wobec własnych dzieci niż wobec obcych ludzi to i tak ma swoje granice. Od kiedy to rodzice dorosłych dzieci mają obowiązek zajmować się ich progeniturą a w zamian wysłuchować wrzasków i pretnsji tylko dlatego, że te(córeczki) nie radzą sobie same ze sobą? Dla mnie ten wątek nie świadczy źle o matce - co próbują jej wmówić roszczeniowe forumki , tylko o córce. Nie chce wysłuchiwać uwag niech weźmie opiekunkę, ale po co jak można mieć taką za darmo a na koniec jeszcze w ramach podziękowania zjechać ją z góry na dół w ramach odreagowania własnych frustracji.
              • deodyma Re: aha 05.10.10, 08:21

                Dla mnie ten wątek nie świadczy źle o matce - co próbują jej wmówić ro
                > szczeniowe forumki , tylko o córce. Nie chce wysłuchiwać uwag niech weźmie opie
                > kunkę, ale po co jak można mieć taką za darmo a na koniec jeszcze w ramach podz
                > iękowania zjechać ją z góry na dół w ramach odreagowania własnych frustracji.



                dokladnie.
                duzo osob obstaje tu za rozhisteryzowana corunia, ktora nie ma racji.
                • demonsbaby Re: aha 05.10.10, 08:40
                  kosztem to których histerii "dla zasady" cierpieć ma wnuk, bo babcia ma być głupsza i mniej wyrozumiała... akurat w kwestii tak postawionych zarzutów przez samą babcią nie sposób się zgodzić (dla mnie), że były uzasadnione i wie o tym każda matka mająca 3latka w przedszkolu, kiedy zaczyna się etap zderzenia maluch z infekcjami. Reakcje z obu stron były daleko przesadzone. Pierdzielenie wyzwolonej babci z rytmem życia określonym przez fitness i nowe szwy przy uszach po naciągnięciu maski też uważam za przejaw skrajnego feminizmu, owszem można w domu hodować emocjonalne sieroty i w dupie mieć wnuków, każdego sprawa. Tutaj mama (babcia) nic nie musi, ale chce i pomaga córce w opiece nad dzieckiem, finansowo - bo wolną wolę ma, a córka jej nie ubezwłasnowolniła. Obie w tej wymienia zdań przesadziły - i babcia i mama. Tyle, że na kontaktach z troskliwą babcią traci wnuk. Bo babcia się obraziła / bo córka się obraziła. To pytam, kto ma być mądrzejszy? 3letni wnuczek? Co też babci doradziłam: po co dzwonić czy czekać na telefon - po prostu pójść w odwiedziny do wnuka i z córką sobie wyjaśnić, że nie tędy droga.
                  • demonsbaby Re: aha 05.10.10, 08:41
                    demonsbaby napisała:

                    > kosztem to których histerii "dla zasady" cierpieć ma wnuk, bo babcia ma być głu
                    > psza i mniej wyrozumiała... akurat w kwestii tak postawionych zarzutów przez sa
                    > mą babcią nie sposób się zgodzić (dla mnie), że były uzasadnione

                    nieuzasadnione
                  • joanna35 Re: aha 05.10.10, 12:01
                    Demons jakoś tak się składa, że nawet jeżeli nie czytam całego wątku to zawsze czytam Twoje wypowiedzi i ze zdecydowaną większością się z Tobą zgadzam. I tym pewnie by tak było i tym razem gdyby nie pewne "ale" - córeczka od dłuższego czasu strzela focha, obraża się, ma monopol na rację i ZAWSZE czeka, żeby to jej matka,w imię miłości do niej i wnuka przyczołgała się z wyciągniętą ręką. Widzisz tu gdzieś szacunek dorosłej córki dla matki, która nawet jeżeli coś "palnie" bez zastanowienia to i tak w ogólnym rozrachunku jest w porządku? Bo ja widzę rozhisteryzowanego bachora, który jak coś jest nie po jej myśli wrzeszczy, obraża się i trzaska drzwiami. Powiedz mi czego dalsze ustępowanie ma młodą nauczyć? W czym ja utwierdzi? I wreszcie - czy dobro dziecka nie powinno najbardziej leżeć na sercu własnej matce? Dlaczego to babcia ma ponosić konsekwencje tego, że młoda nie dorosła/nie dojrzała do pełnionych ról? I dlaczego to babcia ma całe życie przepraszać?
                    • demonsbaby Re: aha 05.10.10, 13:19
                      ale mówimy o czym? "strzelaniu teraz focha przez babcię"? No pytam... kto ma być mądrzejszy w układzie. Bo córa zrobiła co? Piznęła drzwiami, zabrała wnuka i cześć jak czapka. Zgodzę się jako mama kiedyś 3latka, że nie cola i skarpetki w domu zamiast kapci, ale kontakty z zakatarzonymi maluchami (które nomen omen nierozważnie przyprowadzali do przedszkola rodzice) jest najczęściej powodem infekcji, wcześniej z 30 osobową kichająca grupą kontaktów nie miał. W tym kontekście - tej awantury - dokładnie: "nakrzyczałam na córkę, że się przyczyniła do choroby dziecka" - mama racji nie ma, córka zachowała się również przesadnie ... owszem to przesadnie naciągam pod: problemy w życiu osobistym, samotne rodzicielstwo, które łatwe nie jest i ta hardość charakteru, która dzięki takim doświadczeniom się szlifuje. Nie bez wpływu zostaje też środowisko, w którym pracuje - widać lubi wyzwania, bo zapewne "ma zacięcie".
                      Wracam dalej, kto na tym cierpi? Babcia? A babcia w drzwiach nie wygenerowała konfliktu? Tu jest jedna ofiara - wnuk. Dziecko babci i tak w rozbitej rodzinie nie potrzebuje? Potrzebuje. Głupio się zachowuje mama z urażoną dumą? Głupio. Umie przeprosić? Nie umie, nie chce, trawi wqu...enie, że dostała gołą dupą w pysk.
                      Czy babci nie stać na to, żeby pójść do wnuka nie czekając na córkowe "przepraszam" i w drzwiach przeprosić za swój wybuch, wskazując, że nie chce być traktowana przez córkę jak "dziecko do bicia" i tychże przeprosin oczekiwać? Stać.
                      Wierzysz, że gdybyś miała "swoje dorosłe dziecko" w tarapatach życiowych, nastawione buntowniczo w życiu się popie...ło, chciałabyś swoimi wybuchami generować jeszcze większą ścianę do przeskoczenia? Bo ja nie. I być może spotkam się z tym, że syn mi napluje w twarz .. możliwe, ale sobie nie zarzucę, że go miałam w dupie, jak mnie potrzebował, a ja się uniosłam dumą.
                      Czy takie postępowanie naprawdę przerasta mamę? Komunikuje się "dziecko ja wiem, że masz problemy i nie jest tobie łatwo, ale to nie ja jestem wrogiem u bram, więc przestań mnie tak traktować." Czy naprawdę ta córka nie potrzebuje tej mamy? No potrzebuje. I nie, nie wykorzystuje, po prostu nie umie być pokornym cielątkiem. Czy to podlega krytyce - podlega, ale ja umiem usprawiedliwić obie strony - a nie szykować obosieczny topór do zagorzałego zacietrzewienia.
                      • joanna35 Re: aha 05.10.10, 20:11
                        Niczego nie zrozumiałaś:-) Ja mówię o tym, że Autorka wątku powinna wreszcie pozwolić bachorowi dorosnąć i ponosić konsekwencje własnych zachowań. Wszystko w temacie. Szantażowanie jej przez forumki dobrem wnuka uważam za zwyczajne świństwo, a wywlekanie w nieskończoność tej nieszczęsnej coli za głupotę forumek. Czepiłyście się tego jak rzep psiego ogona, a to co najważniejsze Wam umknęło. Być może to kwestia życiowych doświadczeń - nie rozumiem postawy córki i szczerze współczuję matce egoistki, no, ale nigdy nie byłam rozwydrzonym bachorem i nigdy nie odreagowywałam swoich frustracji na Bogu ducha winnych pomocnych ludziach. I przykro mi bardzo, ale nie uważam rozwodu za koniec świata. Nie ona pierwsza i nie ostatnia. Zaraz, zaraz dla zwykłejmamy nie byłyscie takie łaskawe jak dla rozwodzącej się córeczki Autorki....
                        • demonsbaby Re: aha 05.10.10, 20:22
                          co do zwykłejmamy i w sferze prawnej i emocjonalnej wypowiadałam się dość rzeczowo. Jako, że samodzielnie działa na swoją szkodę i dzieci niestety mają prawo do błędnej oceny sytuacji, a spowodowała to sama matka, pogłębiając swoją niechęcią i pluciem jadem normalną atmosferę rodzinną w domu dzieci.
                          A co do babci i córki, mam stanowisko niezmienne, nie widzę potrzeby zacietrzewienia, jako, że nie w relacjach babka - matka dochodzi do większej szkody - a tą można eliminować komunikacją,, ale relacjach babka - wnuk.
                          • joanna35 Re: aha 05.10.10, 20:43
                            Moje stanowisko też jest niezmienne - dla dobra córki, jej rozwoju i wzniesienia sie ponad własny egoizm powinna spokojnie czekać aż ta ochłonie, zastanowi sie nad sobą i przemyśli sobie kilka spraw - w tym stosunek do własnej matki. Bo jeżeli nie zacznie od siebie to ma duże szanse skończyć tak jak zwykłamama.
                            • demonsbaby Re: aha 07.10.10, 11:09
                              Ok. też jest tu racja. Nie mniej, to nie jest jej były małżonek, ale mama, która moim zdaniem może się zdobyć na więcej wyrozumiałości niż partner, prawda? Ja nie mówię o jakości relacji między matką a córką, ale o relacji wnuk - babcia, który na tym ucierpi. Sądzę, że wyjaśnienie córce "nie tędy droga" jest skuteczniejsze niż stosowanie miecza obosiecznego. Niczym żuraw i czapla - to też do niczego nie prowadzi.
                              Z drugiej strony, babcia może potrzeby emocjonalne / finansowe olać, natomiast nie olewać tychże potrzeb u wnuczka.
                        • rennie77 Re: aha 06.10.10, 19:47
                          joanno ciezko sie przedrzec przez ten pejoratywny wydzwiek twojej wypowiedzi, to po pierwsze.
                          po drugie zas... jestesmy doroslymi ludzmi, ktos przychodzi na forum i pyta, jest jasne, ze moze otrzymac odpowiedzi, ktore nie spodobaja sie jemu, ani tez tobie. to niebezpieczenstwo zwiazane z zadaniem pytania, czasem otrzymujemy odpowiedzi, ktore nie sa po naszej mysli, ale o ile sa podane w cywilizowany sposob, sa pewnie warte rozwazenia. na tym tez polega dojrzalosc i doroslosc w ogole.
                          jesli mam byc szczera, to nie jawisz mi sie jako rzeczowa osoba, ale ktos z pretensjami do swiata, bardzo wartosciujacy i chyba niemily.
                          to, ze ty nie uwazasz czegos za koniec swiata, nie znaczy, ze to jedyny dopuszczalny sposob przezywania tego. kazdy z nas ma inna wrazliwosc, az dziw, ze tego nie rozumiesz.
                          • joanna35 Re: aha 06.10.10, 22:47
                            No cóż, jeżeli Twoja wrażliwość usprawiedliwia odreagowywanie swoich frustracji na własnej matce(zresztą na kimkolwiek innym ), bo Tobie jest ciężko to faktycznie raczej się nie zrozumiemy.
                            A co do rozwodu to nadal uważam, że to nie koniec świata, choć w danym momecie pewnie ten świat się wali na głowę. A dlaczego tak uważam - chociażby z lektury tego forum - jest na nim dużo kobiet po rozwodzie, które potrafiły na nowo ułożyć sobie życie. I to ułożyć dobrze, może nawet lepiej niż było w poprzednim związku. Ja nie neguję, że jest to trumatyczne przezycie, ale ono nie trwa całe życie rozwiedzionej pod warunkiem, że ta chce iść do przodu a nie zasklepia się w bólu i poczuciu krzywdy. I , znowu odwołam się do forum, można znów kochać, być szczęśliwym i spełnionym. Wierz mi są rzeczy mniej(albo w ogóle), że tak powiem, odwracalne, z którymi trzeba żyć do końca zycia.
                            • tully.makker Rozwod to rzeczywiscie pikus jest 08.10.10, 12:28
                              A co do rozwodu to nadal uważam, że to nie koniec świata, choć w danym momecie
                              > pewnie ten świat się wali na głowę. A dlaczego tak uważam - chociażby z lektury
                              > tego forum - jest na nim dużo kobiet po rozwodzie, które potrafiły na nowo uło
                              > żyć sobie życie. I to ułożyć dobrze, może nawet lepiej niż było w poprzednim zw
                              > iązku.

                              Mi dojscie do sieibie po rozstaniu i pozniejszym rozwodzie zajelo 8 lat. Nawet juz w nowym szczesliwym zwiazku ciegnelo sie za mna cierpienie nim spowodowane - mimo ze porownujac historie z forum - w sumie moj rozwod byl dosc lajtowy i kulturalny.
                              Teraz, 16 lat po rozstaniu, wciaz nie jestem w stanie zdobyc sie na zawarcie malzenstwa z mezczyzna, z ktorym zamierzam spedzic reszte zycia, mimo 10 lat razem i wspolnego dziecka. Bo wciaz pamietam, ze malzenstwo moze sie zakonczyc rozwodem, ktory jest znacznie wieksza trauma niz zwykle rozstanie.

                              Ale nie, rozwod to chwilowa niedogodnosc zyciowa.


                              Ja pinkole.
                              • demonsbaby Re: Rozwod to rzeczywiscie pikus jest 08.10.10, 12:41
                                tully.makker napisała:


                                > Ale nie, rozwod to chwilowa niedogodnosc zyciowa.
                                >
                                >
                                > Ja pinkole.

                                ja tez pinkole, tym bardziej, że podczas / i po rozwodzie jako samotni rodzice jesteśmy samoczynnie obarczeni odpowiedzialnością za psychikę naszych dzieci, które takie rozstanie przezywają na równi. Może tully, łatwiej jest oceniać osobie, która doświadczenia miała lżejsze w kwestiach rozwodowych albo takich nie miała w ogóle... nie twierdzę, że takie nie istnieją.
                                I tak, rozwód to jest trauma. Nawet w kontekście późniejszego ułożenia sobie szczęśliwego życia z nowym partnerem.
                                • joanna35 Re: Rozwod to rzeczywiscie pikus jest 08.10.10, 23:35
                                  Nie zamierzałam nikogo urazić tym bardziej, ze swoje obserwacje oparłam jedynie na wyrwanych postach z forum kiedy chociażby Wy obie dzielicie się swoim doświadczeniem i tym jak odbić się od dna.
                                  Napisałam "Rozwód to nie koniec świata", więc proszę o odpowiedź czy rozwód to dla Was JEST nadal koniec świata czy Był - jednym z tych słów. I owszem, przyjęłam do wiadomości to co napisałyście i zdaję sobie sprawę z ogromu cierpień. Pytam - jak jest teraz? Jednym słowem, bez całej pogadanki.
                                  • joanna35 Przepraszam 08.10.10, 23:55
                                    Wiecie co - albo nie odpowiedajcie. Głupio napisałam, bo nie mam za sobą takich doświadczeń, wiec nie jestem w stanie wczuć się w to co przeżywa osoba rozwodząca się/po rozwodzie. Przepraszam. Wszystkie Forumki, które poczuły sie dotknięte. Głupia, impulsywna baba jestem, ale nie chcę tego dalej ciągnąć i się nakręcać. Bez sensu. Mamy odmienne zdania, bo patrzymy na sytuację z dwóch róznych punktów widzenia - wy, jako osoby , które przeszły przez piekło rozwodu i mają za sobą takie czy inne doświadczenia z własnymi mamami, ja - jako córka toksycznej matki, która byłaby przeszczęśliwa gdyby miała taką pomocną rodzicielke jak Autorka.
                                  • demonsbaby odpowiem 09.10.10, 08:24
                                    na ile potrafię ...
                                    Czy jest końcem świata ... patrz przykład "zwykłejmamy" - najwyraźniej może być i zatruć życie.
                                    Są tacy, którzy po rozwodzie (niezależnie czy kobieta czy mężczyzna) nie mogąc się pogodzić z odejściem żony / męża - zakończeniem związku w sądzie - strzelają sobie samobója i to już jest chyba literalne znaczenie końca świata. Znam taki przypadek wśród znajomych i nie jest on odosobniony, niestety :( aczkolwiek rozwód nie jest końcem świata - jest końcem starego życia i otworzeniem drzwi do nowego ... pytanie: czy umiemy taką szansę wykorzystać?

                                    Rozwód jest cholernie trudnym doświadczeniem, już nie tyle związany z trudnymi przeprawami w sądzie i często praniem brudów przed obcymi osobami i wysłuchiwaniem moralizatorów czy odrealnionych pierdów - zauważyłam, że głownie starszych kobiet w togach, ale własnym przeżyciem i poczuciem porażki, nie wnikając w wątek rozpadu rodziny, którą człowiek starał się budować, a w której stał się emocjonalnie uwikłaną ofiarą.
                                    I powtórzę, co powtarzam każdej kobiecie - tak, rozwód to nie koniec świata, ale koniec rozdziału w życiu, po którym buduje się "nowe życie". Łatwiej jest nam zaczynać od nowa, kiedy mamy wsparcie, szanse na samodzielny rozwój, kiedy (mimo wieku) nie boimy się podejmować wyzwań.
                                    Rozwód ma swoje dobre strony, kiedy kisimy się w układach toksycznych, przemocowych, etc a ofiarami takich związków są dzieci, które cierpią bardziej przez tkwienie pomiędzy takimi relacjami rodziców, niż samotne życie rodzica.

                                    Wychodzenie "po rozwodzie" na prostą - to wyzwanie. Nie sądzę, że tylko ja, ale większość kobiet / mężczyzn potwierdzi, że jak już ten wyrok po rozprawach zapada w brzmieniu "... sąd orzeka rozwiązanie związku małżeńskiego .... uzasadniając jak w sentencji..." - jedyne co ogarnia człowieka, który tkwił w bagnie - to ulga.
                                    Potem ogarnia nas rzeczywistość, kalkulacja działań ...no i często świadomość samotności, przy czym w domu jest jeszcze dziecko/ dzieci wymagające wyjaśnień, tłumaczeń, często wizyt u psychologa i nie nawet nie wiem czego jeszcze, kiedy dzieci w sądzie podlegały przesłuchaniom na okoliczność więzi z rodzicami. Ja odmówiłam tego kategorycznie, mój wówczas mąż, stanął na wysokości zadania i zgodnie ze mną oświadczał, że nie chce dziecku przysparzać większych sytuacji stresowych, które i tak przechodzi na ten czas, stąd oddalono wniosek sądu o przesłuchanie dziecka.

                                    Potem jest jeszcze taki etap, choć on już się zaczyna w czasie kiedy się rozstajemy, jak żal, często zmieniany w depresję. Mając u boku dziecko i załamując się - jedynym odwrotem są leki wyciszające albo na chęć do życia, wizyty u terapeuty i walka o normalność dziecka. Zanim do tego dojrzejemy ... dziecko może przez nasze błędy wdepnąć w gó....

                                    Na końcu przychodzi rytm życia samotnego, poczucia wyzwolenia, odbudowywania poczucia własnej wartości ... często to nasi rodzice, bliscy znajomi / przyjaciele są jedynymi, którzy wtedy pomagają zwalczać złość, frustracje, i inne negatywne odpały, które potrafiią się pojawić.
                                    Jak już rytm osiągnięsz, zauważasz, że w sumie są inni potencjalni partnerzy, którzy chętnie budowali by z tobą / twoim dzieckiem/ dziecmi partnerski układ i może warto dać wtedy sobie szansę ... ale cholernie człowiek się boi. Boi się o dziecko i jego przeżywanie, kiedy nastąpi koniec (a koniec nam się już jawi na początku, nie mamy takiego entuzjastycnego spojrzenia jak po raz pierwszy zakładaliśmy związek małżeński), człowiek boi się o siebie, co jak będzie koniec (choć tu już mniej bo w końcu jeden koniec przetrwał). Stopień zaangażowania w nowy związek - jest rózny. Jedno jest pewne cięzko nam ufać. Nowy partner - choćby złoty i pożądany - ma dwa razy trudniej niż miałby z człowiekiem bez takich doświadczeń. Innymi słowy -sprząta to co ktoś inny spieprzył, żeby znależć do nas kluczyk. Do tego jest dziecko albo dzieci, które mogą się buntować, bo one już mają ojca, a "ojczym"/ "chłop matki" ma gó... do gadania. Przezywanie małych dzieci "dlaczego nie wrócisz do tatusia", namawianie rodziców lub takie wyczekiwaniwe (strasznie się kroi wtedy matczyne serce) "powiedz, że kochasz mamusię / tatusia" albo "dlaczego już nie koszach mojej mamusi / tatusia" i ten żal dziecka, że inne dzieci mają mamę i tatę razem w domu ... a tu tak nie jest. To jest walka, żeby dziecko czuło komfort. Jest cięzko - ale do zrobienia.
                                    Wszelkie frustracje, które mogą się pojawiać latami - mają swoje usprawiedliwienie - i nie ma jak rodzic / przyjaciel stojący na wysokości zadania, który jest w stanie wesprzeć, a nie kopać - bo nam już życie dało kopa w dupę.


                                    No i kwestia małżeństwa, w sensie stricte ... ten legalny układ nas często przeraża, decydujemy się na układy partnerskie - już nie małzeńskie - bo to jest dla nas trauma. Co nie oznacza, że nie jesteśmy szczęsliwymi ludżmi w nowych związkach... po prstu chcemy nie pamiętać, a tak się często nie da.

                                    Tyle z mojej strony.
                                    • joanna35 Re: odpowiem 09.10.10, 09:47
                                      Bardzo Ci dziękuję za ten post. W sumie, jak tak sie nad tym zastanawiam, to pierwszy raz w moim forumowym życiu mam okazję taki post przeczytać. Owszem, jest pełno pojedyńczych wątków z opisywanymi przez Ciebie problemami, ale one są tak pełne emocji, także osób odpowiadających, że ich istota gdzies umyka - zwłaszcza jak się nie ma takich doświadczeń.
                                      • kai_30 Re: odpowiem 09.10.10, 11:46
                                        U mnie było o tyle inaczej, że pozew rozwodowy napisałam dopiero po dwóch latach od rozstania, więc sam moment rozwodu rzeczywiście przyniósł już tylko ulgę. Ale początki samotnego wychowywania dzieci były bardzo trudne - musiałam się przeprowadzić, znaleźć nową pracę, dzieci zapisać do przedszkola (co nie było takie proste - zapisy do przedszkoli są wiosną, przeprowadzać się miałam dopiero latem, w momencie zapisów ani nie mieszkałam, ani nie pracowałam w tym mieście), poukładać jakoś naszą codzienność, zarobić na wszystko sama, uporać się z myślami, że jeszcze nie skończyłam trzydziestki, a moje życie już się skończyło i nigdy nie będę szczęśliwa...

                                        Gdyby nie moi rodzice, nie dałabym rady - wiedziałam o tym już wcześniej, i po rozmowie z mamą zadecydowałam o przeprowadzce do ich miasta. Przejęli na siebie bardzo dużo moich obowiązków - przyprowadzali dzieci z przedszkola, zajmowali się nimi do wieczora, dopóki nie wróciłam z pracy, nie musiałam przy każdej chorobie iść na zwolnienie... Byłam i jestem tego świadoma, a jednocześnie pamiętam, jak rósł we mnie bunt, kiedy mama dzwoniła rano i dyktowała mi, jak mam ubrać dzieci do przedszkola, czy przypominała, żebym kupiła płatki i mleko, bo się kończą. No i te cholerne kapcie :D Czułam się coraz bardziej ubezwłasnowolniona, coraz mniej matka, takie coś na doczepkę, potrzebne do zarabiania pieniędzy i właściwie niewiele więcej. (Nota bene, zastanawiam się, czy nie tak czują się czasem ojcowie odsuwani na margines przez żony.) Bardzo trudno było mi nie robić awantur, nie wrzeszczeć, upominać się o "swoje" - czyli o to, że to jednak ja jestem rodzicem, i to ja będę podejmować decyzje związane z tym, jak wychowywać, karmić i ubierać moje dzieci. Cholernie trudno było opanować furię, która ogarniała mnie, kiedy po raz tysięczny słyszałam: "Bo ty zawsze...", a każde z takich stwierdzeń sugerowało lub stwierdzało wprost, że babcia wie lepiej, że ja się nie znam na wychowywaniu dzieci, że im szkodzę, że je zaniedbuję. Z jednej strony babcia zdejmowała mi z głowy masę problemów, tych praktycznych, z drugiej - dokładała do pieca emocjonalnie.

                                        Było ciężko. I tak naprawdę odetchnęłam, jak wyszłam z długów i nie musiałam już pracować od rana do nocy, a dzieci na tyle podrosły, że przestały wymagać nieustającej opieki. Teraz też słyszę "pamiętaj, żeby ich ciepło ubrać, bo ZNOWU będą chorzy", ale teraz mogę już to zwyczajnie puścić mimo uszu. Wtedy nie byłam w stanie.
                                    • rennie77 Re: odpowiem 14.10.10, 19:21
                                      demonsbaby fajnie to opisalas, joanna ma calkowita racje.
                            • laura_fairlie Re: aha 09.10.10, 00:38
                              To jest stres - pewnie, że nie przez całe życie. A człowiek w stresie reaguje inaczej niż zwykle, inaczej niżby chciał. Uwagi, które w normalnej sytuacji powodują przewracanie oczami i westchnienie typu :Oj, ta mama i jej poglądy na wychowanie dzieci :-) - są przyczynami wybuchów nie do opanowania i wrzeszczenia głupot...
    • magumagu Re: mam żal do córki 04.10.10, 09:34
      Ja też się zawsze wkurzam, kiedy moja matka mnie poucza w kwestii syna - nawet jeśli ma rację :-) Nie pamiętam, żeby ona była taka przykładna, kiedy ja byłam mała, a teraz ma swoje dzieci odchowane i mędrkuje ;-).
      Co do kapci nigdy dziecku ich nie dawałam w domu i przynajmniej nie ma płaskostopia, a na początku przedszkola infekcje łapał mniej więcej już po trzech dniach pobytu (potem- 2 tygodnie w domu).
      W sumie wychodzi na to, że teraz jesteś jedynym wsparciem i pomocą dla córki, ja bym sobie schowała dumę do kieszeni, zajęła się wnukiem, żeby dziewczyna mogła trochę odetchnąć i na pewno nie komentowała jej sposobu wychowywania, chyba, że sama o to poprosi.
      • anka_cyganka35 Re: mam żal do córki 04.10.10, 15:05
        nie miej żalu. to co ona przezywa teraz w związku z rozwodem jest dla niej straszną traumą. wiem coś o tym bo sama to teraz przechodzę i faktycznie jest tak, że nie przyjmuję żadnych słów krytyki. wybuch zaraz tak, ze mogłaby zabić. dałaś jej nieświadomie i niechcący pretekst do wyzycia się. w domu kontrola bo dziekco, w pracy kontrola w końcu przyszeł moment gdzie mogła sie wykrzyczeć i akurat pech że trafiło na Ciebie. wybacz jej.
        • bowtie Re: mam żal do córki 04.10.10, 18:25
          Twoja córka przeżywa teraz ciężkie chwile, nie posądzaj jej o brak szacunku, po prostu tamy puściły a Ty akurat byłaś w pobliżu...Nie wiem z jakiego powodu rozpadło się jej małżeństwo, ale może robi sobie wyrzuty, że była złą żoną, a teraz jeszcze niechcący dałaś jej do zrozumienia, że uważasz ją za kiepską matkę. Bądź przy niej, pewnie czuje się teraz opuszczona przez wszystkich. Niech wie, że matka nigdy jej nie opuści.
    • kasiulka_26 Re: mam żal do córki 05.10.10, 09:07
      młode zestresowane często mamy uwielbiają tego typu uwagi babć, mających się za lepsze. zdaniem babć choroba dziecka była niemal specjalnie wywołana przez matkę, a jeśli niespecjalnie, to przez to, ze jest złą matką - babcia byłaby o niebo lepszą. nie wspominasz, czy przez ten czas, jak opiekowałaś się wnukiem to nie chorował? pewnie nie... dopiero złe przedszkole spowodowało chorobę.
      babciu - to matka wychowuje dziecko i super, ze jej w tym pomagasz, ale takie kąśliwe uwagi to sobie zachowaj...
      • konwalka Re: mam żal do córki 05.10.10, 12:22
        Dlaczego ciagacie male, chore, goraczkujace dziecko po miescie?
        Babcia deklarujaca pomoc samotnie wychowujacej dziecko moglaby pojsc do dziecka, a nie odwrotnie?
        Choroba spowodowana piciem napoju i lataniem bez kapci- no comments
        Pamietam swoje wspolne z dziadkami zycie i samotne macierzynstwo
        Noc glucha i ciemna, budzi mnie placzacy trzylatek, charczacy i dyszacy kaszlem, goraczka 39 stopni. Ja- zero odpornowsci na choroby dzieci, strach o wszytsko- czy dostane zwolnienie z pracy, czy przyjmie nas lekarz, co dolega malemu, czy starczy mi pieniedzy na lekarstwa, witaminy i soki, czy nie bedzie komplikacji...
        I mamcia wchodzaca do pokoju z pytaniem: a po co mu pozwolilas jesc tego loda? Mowilam ci, teraz jest chory
        Brawo, empatyczne mamcie!
    • tully.makker troche OT 06.10.10, 20:04
      Moj starszak, obecnie lat 18 (kiedy to sie stalo) bardzo chorowal. Odkad zaczlam pilnowac, zeby zawsze chodzilw kapciach, choroby znacznie zmniejszyly czestotliwosc. Przypadek? Moze. Ale po mlodszym widze, ze zmarzniete stopy to czesto poczatek choroby - pamietajcie, ze dziecko zmarzniete ma mniejsza odpornosc i wieksza szanse na atak bakterii czy wirusow.
      • dadaczka Re: troche OT 07.10.10, 21:17
        a to swoją drogą racja, że zmarznięte stopy. Dlatego zawsze swoje dzieci ganiałam, żeby skarpetki, kapcie itp. Ale i tak okres przedszkolny był/jest równo przechorowywany.
      • kai_30 Re: troche OT 07.10.10, 23:14
        tully, raczej przypadek :) moi starsi na początku, w wieku przedszkolnym, chodzili w kapciach - bo zajmowała się nimi moja mama (tzn odbierała z przedszkola i pilnowała, do momentu mojego powrotu z pracy), kapcie były obowiązkowe. A chorowali okrutnie, jak jeden kończył, to drugi zaczynał.

        Później się przeprowadziliśmy z dala od babci, kapcie poszły w kąt (sama nie noszę, więc i dzieci nie zmuszam) i choroby się wkrótce skończyły :D mogłabym wysunąć wniosek, że wszystkiemu winne kapcie? No mogłabym, nie? A tak naprawdę po prostu układy immunologiczne im dojrzały i przestały wariować po zetknięciu z każdym najbłahszym wirusem.

        Kapci nie nosi u nas w domu nikt, raczej nie chorujemy.
        • tully.makker Re: troche OT 08.10.10, 12:31
          Moze to tez kwestia genow - ja mam wiecznie zmarzniete stopy i moje dzieci tez.
          • dadaczka ja bardzo nie lubię mieć zimnych i jak mi zmarzną 08.10.10, 12:45
            to zdarza mi się złapać katar, dlatego na to uważam. No i jak mi w stopy zimno, to nie mogą zasnąć :-) Ale znam np. pewną starszą panią, która nigdy (również w zimie) nie nosi skarpetek, po domu chodzi boso, zakłada - jak już musi - kozaki na gołe stopy, bo jej dla odmiany zawsze w stopy za gorąco. I nie łapie przeziębień. Widać kwestia osobnicza.
            A wiesz, ze te zimne stopy to ponoć może być oznaka problemów z krążeniem? Gdzieś tak mi się obiło o uszy.
            • tully.makker Re: ja bardzo nie lubię mieć zimnych i jak mi zma 08.10.10, 17:01
              Ludzie z niskim cisnieniem czesto tak maja... czyli jestem na to skazana - mam tak niskie cisnienie, ze kiedys jak przyszlam w ciazy na wizyte kontrolna i mi pielegniarka zmierzyla cisnienie, to sie zbieglo pol przychodni pytac, czy nie umieram (50/80) ;-P
              • kai_30 Re: ja bardzo nie lubię mieć zimnych i jak mi zma 09.10.10, 12:25
                A, to możliwe. Ja mam raczej skłonności do podwyższonego ciśnienia i raczej mi za gorąco wiecznie. A dzieci same decydują - nie zmuszam do chodzenia na boso przecież ;)
    • mara_jade73 Re: mam żal do córki 08.10.10, 08:54
      Ile trzeba mieć w domu stopni żeby nogi bez kapci zmarzły: 15, 17. To może trzeba kaloryfery podkręcić. A od coli to brzuch moze zaboleć a nie gorączka wystapić. Jakby mi moja mama takie teksty waliła to ulgowo by nie przeszło. I jak pisała tu jedna dziewczyna jak dziecko chore to raczej należałoby do niego pojechać a nie po mieście go wozić.
      • mama303 Re: mam żal do córki 08.10.10, 22:12
        mara_jade73 napisała:

        > I jak pis
        > ała tu jedna dziewczyna jak dziecko chore to raczej należałoby do niego pojecha
        > ć a nie po mieście go wozić.

        Może u córy tylko Cola w lodówce a u babci w domu to dzieciak chociaz jakiś zdrowy obiad dostanie :-).

    • kolezanka_filizanka Re: mam żal do córki 09.10.10, 12:12
      Wodniku, powiedz chociaż jak to się rozwiazało, mam nadzieje że szczęśliwie, 3mam kciuki :)
      • wodnik53 Re: mam żal do córki -cd 12.10.10, 07:26
        Dziękuje za wszystkie komentarze.czytalam je z uwagą. A co przyniósl czas?
        Wnuk ponownie zachorował i tym razem to zięc przywoził i zabierał go od babci.Córka tez sie pojawila z konieczności /zięc dłużej pracował/. Obydwie przemilczałyśmy tamten incydent.
        Pojawił się nowy problem . Zauwazyłam u wnuka niepokojące zachowanie - nagły napad złości ,bunt ,krzyk bez powodu.Obawiam sie ,że są to objawy nerwicy.Probowałam szczerze rozmawiać z córką. Ona za całe zło obwinia mnie - rozpieściłam wnuka. Moim zdaniem to sytuacja rodzinna spowodowała ,ze wnuk jest znerwicowany.Ciągle podróżuje między dziadkami, rodzicami /mieszkają oddzielnie / ,przedszkolem.On nie ma czasu na relaks domowy,ale tym razem rozmowa była spokojna ,bez podnoszenia głosu .
        • demonsbaby oj babcia 12.10.10, 08:00
          babcia - dzieci przechodzą okresy buntu ... pamiętasz? Poza tym pamiętaj, że wnuk się dopiero asymiluje w przedszkolu, więc napady frustracji mogą się pojawiać.
          Z córką - wcale nic nie przemilcz - tylko nadajesz komunikat otwartym tekstem "dziecko, nie tędy droga albo współpracujemy albo sobie gramy na szkodę".
          Córka może mieć rację w rozpieszczaniu. Ja rozumiem, że wnuki kocha się bardziej niż własne dzieci, ma się więcej czasu i więcej cierpliwości niż za młodu ... ale pamiętaj, że to córka, nie ty babcia, małego wychowujesz.
          To ty - nie my - znasz swoją córkę. Możliwe, że odgaduję częściowo, że gdzieś się tam w niej kiszą porażki życiowe, a ty jako element najbliższy i nie oponujący dostajesz po głowie. Może zwyczajnie powiedz, że ją kochasz tylko nie wiesz jak jej pomóc?
        • dadaczka pewnie masz rację co do tej sytuacji domowej 12.10.10, 11:50
          bo jak ma reagować dziecko, którego rodzice się rozstają? Dla niego to też trauma. Do tego przedszkole, cały świat się zmienia. Mój młodszy syn jak poszedł do przedszkola, a do tego musiała mu się zmienić opiekunka tez mocno przeżywał, widać to było po nim całym - a przecież nie miał rozstania rodziców w tle. Ale pewne przeżycia, stresy, również w życiu dziecka są nie do uniknięcia.

          No i dodatkowo - co ma zrobić z tym Twoja córka? Zakładam, że ona też myśli o rozwodzie jako o swojej życiowej porażce - tak, jak wiele (większość?) osób, które się rozwodzą i na siłę swojego małżeństwa nie rozwala. Fakt, że na tym cierpi dziecko, powoduje, że pewnie ją też serce dodatkowo o to boli. Zapewne chciałaby własnemu dziecku zaoszczędzić cierpienia, a nie go dokładać. Ale jak ma to zrobić w tej sytuacji? Z tego, co piszesz wynika, że rozpad małżeństwa, rodziny, jest główną przyczyną problemu, nie to, co córka robi lub nie robi w stosunku do dziecka.

          Zakładam, że Ciebie jako matkę też boli życiowe - jak by nie patrzeć - niepowodzenie Twojej córki. Twoja miłość i wsparcie w takiej sytuacji jest dla córki ogromnie ważne, choć może Ci tego nigdy nie powie - ludziom tak trudno rozmawiać o uczuciach. Ale to wróci w jej stosunku do Ciebie kiedyś, gdy Ty będziesz potrzebować jej pomocy. Ważne jest to własnie, co napisała demonsbaby: "córciu, nie wiem jak ci pomóc, może nie potrafię, ale jestem z tobą". Wtedy córka łatwiej przyjmie tez sugestie co do dziecka - tyle, że nie każdą jest w stanie zrealizować: bo żeby dziecko było szczęśliwe to mama i tatuś powinni być razem, kochać się, szanować, mieszkać razem ...

          Ale może jest jakiś sposób, żeby dziecku pomóc to przejść. Może psycholog by coś podpowiedział? I na pewno ważne dla dziecka jest to, że ma oparcie w babci, w stałym, niezmiennym, ciepłym punkcie, gdy rozpada się jego mały świat.

          A ze swojej strony dopowiem, że szanuję i doceniam to, że mimo nieporozumień córce pomagasz i także to, że pytasz - co odbieram jako próbę zrozumienia córki. To dużo, bo znam matki, które nawet nie próbują zrozumieć, zamykają się w swoich emocjach i do głowy im nie przyjdzie, że córka też je ma i ma do nich prawo, tak samo jak matka. Ze córka jest osobnym człowiekiem, którego dobrze byłoby potraktować np. z taką porcją wyrozumiałości i szacunku dla jej uczuć jak np. przyjaciółkę.

          To paradoks, z jednej strony matka kocha, z drugiej nie potrafi, nie chce zrozumieć. A może to takie założenie: "kocham to moje dziecko najbardziej na swiecie, więc ono musi mnie zrozumieć"? I w drugą stronę tak samo: "to w końcu moja matka, ona ma obowiązek zrozumieć". Nie wiem, co za mechanizm się w tym kryje, ale widzę jego skutki dookoła, ostatnio np. w konfliktowej sytuacji między moją siostrą a jej dorosłą (od niedawna) córką. Obie cierpią, że tamta nie chce zrozumieć (matka córki, córka matki) tego, że swoim zachowaniem uraża jej uczucia (czyli urażają się swoimi zachowaniami nawzajem). Obu jednakowo trudno się na to zrozumienie zdobyć. Obie oczekują, że to jej uczucia zostaną zrozumiane i da się im pierwszeństwo. Egoizm? Być może, jeśli tak, to z obu stron. I do tego taki dziwny, bo połączony z tym, że przecież matka dla tej córki by nieba chciała przychylić, a córka równie mocno matki i jej miłości potrzebuje.

          Ostatnio (w zeszłym tygodniu) na głównej stronie gazety był tekst o tym, dlaczego tak trudno matkom i dorosłym córkom się porozumieć, zwłaszcza jak się pojawia wnuczek. Nie mogę go znaleźć, może ktoś ma link?

          Zresztą dlaczego taka relacja bywa bardzo trudna wiele napisano, na pewno warto poczytać, choć samo czytanie to dopiero początek. Znacznie trudniej w praktyce przerobić to, co psychologowie podpowiadają. Ale chyba warto choćby spróbować zrozumieć siebie nawzajem. Choćby dla siebie samej, bo to zrozumienie pomaga poradzić sobie ze swomi emocjami - tak w każdym ja to odbieram.

          Pozdrawiam
          • dadaczka acha: o tym rozpieszczaniu - bo się do tego 12.10.10, 12:18

            nie odniosłam, a żeby było sprawiedliwie - powinnam. Nie wiem oczywiście, nie jestem w stanie obiektywnie ocenić, czy jest "rozpieszczanie" czy nie. Zresztą nie o to chodzi. Takie gadanie córki "bo go rozpieszczasz", wygląda na samoobronę. A moze nawet w to wierzy, może nawet coś w tym jest (choć jeśli nawet jeśli "rozpieszczasz" to w dobrej wierze, a pewnie to nie tyle rozpieszczanie ile taki typowy babciowy stosunek: z większym zrozumieniem dla dziecka, z większą tolerancją dla jego zachowań czy żądań, bo już się przecież wie, że coś z czym np. matka walczy mija z wiekiem, że nie warto z czymś walczyć, a lepiej kochać, przytulić i starać się zrozumieć małego człowieka, bo tego nigdy za dużo itp, itd). Pomijając to wszystko, pomijając fakt, że w tej sytuacji, przy tych okolicznościach, dziecko ma prawo przeżywać to, co się wokół niego dzieje i swoim zachowaniem (np. rozdrażenieniem) swoje przeżycia manifestować (bo tak małe dzieci mają), do córki musi dotrzeć ( i z czasem pewnie dotrze), że babcia ma prawo porozpieszczać. Ze to, wbrew pozorom (tzn. temu, co się córce wydaje), nie jest wada babci, ze rozpieszcza - to wręcz bywa zaleta! Ale do tej swiadomości córka pewnie musi dorosnąć.
        • demonsbaby co do wnuczka 12.10.10, 13:33
          jak się "układa" między córką, a zięciem? Czy są w stanie "przejść ponad sprawy rozwodowe" i dogadać się co do "wspólnego" wykonywania opieki? Z doświadczenia, niestety bardzo niechcianego wiem, że dziecko przeżywa ... jeżeli mama ma wahania nastrojów, a do tego zaczyna się deprecha (a ona to zagłusza pracą - np. ja tak miałam) to z dzieckiem będzie gorzej, ale to się nie będzie objawiać samą frustracją, buntem, a raczej izolacją od innych, takim zagubieniem, osowieniem - obserwuj wnuczka.
          Porozmawiaj z córką, bez żadnych "ja wiem lepiej", zaproponuj jej wizytę u specjalisty, może łagodne środki uspokajające - może się dziewczyna Tobie wypłacze. No babcia, weź ta matkę przytul może się sama gubi dziewczyna i nie umie znaleźć wyjścia, bo wie, że musi stać na 2 nogach, żeby się nie załamać. Porozmawiaj z nią od serca.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: mam żal do córki 14.10.10, 10:29
      Nie wiem jak układają się Wasze wzajemne stosunki i czy odczuwany przez Panią brak szacunku ze strony córki dotyczy jeszcze jakiś innych sfer życia. Wtedy, być może Pani reakcja i uczucia w opisanej sprawie byłaby bardziej zrozumiałe.
      Odniosę się zatem tylko do opisanego problemu. Od razu powiem, że nie neguję tego jak się Pani poczuciłą po awanturze. To przykry incydent.
      Ale, bez względu na to w jakim obecnie momencie życiowym jest Pani córka, krytyczne uwagi na temat jej macierzyństwa wypowiedziane w chwili, gdy sama ona przeżywa różne uczucia związane z chorobą synka ( może poczucie winy za przyczynienie się do niej także ), kiedy się o niego niepokoi a musi znaleźć dla niego szybko opiekę, a sama nie może się nim spokojnie zająć, a do tego widzi jego niepokój, córka może odbierać jako atak na nią. I nie ma co rozważać tu adekawtności czy siły tych przeżyć. I nie ma co rozważać tego, że może w swojej uwadze miała Pani rację. Nie takich słów od Pani córka w takim momencie potrzebuje. Pani, która w takiej sytuacji może mieć więcej dystansu do sparwy, może się na niego szybcie zdobyć. Nawet jak sobie Pani swoje pomyśli. To nie jest to czas na wypowiadanie własnego zdania.
      Jak opadną emocje, a tak już się stało, mozna wrócic do sprawy, ale nie wypowiadac się tonem mentora w sprawie dziecka. Raczej pozastanawiac się wspólnie jak mu pomóc. Porozmawiac jak się czuje córka. Młode matki, sczzególnie obecnie, bardzo przeżywaja swoje macierzyństwo. Traktują je często jak punkt oceny siebie, jako rywalizację, jako rozliczanie ich z najważniejszego życiowego zadania. dzieci stają się ich cenzurką wobec świata, związku, dziecka. Dla niektórych kobiet jest to niezwykła presja, często bardzo przeciążająca. Staja się nadwrażliwe na tym punkcie.
      Mama , jako bliska kobieta, w takich wypadkach, jeśli dobrze się zachowa, może być okładem na ten trudny stan emocjonalny. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • wodnik53 Re: mam żal do córki 14.10.10, 20:04
        Pani Agnieszko ,dziękuje serdecznie za Pani opinie .
    • misia9944 Re: mam żal do córki 16.10.10, 11:38
      Corka zdenerwowana ze dziecko chore, tez to dla niej nie jest przyjemnosc a pani jej powie ze to przez nie noszenie kapci i coca-cole rece mi opadly.
      Ja bym tak samo postapila jak corka.
      Dziadkow rowniez trzeba wychowac bo wejda mlodym na leb!
    • mojamalanadzieja Re: mam żal do córki 18.10.10, 15:11
      Kiedy życie się sypie, problemy piętrzą a do tego dziecko choruje i nie można się nim zająć bo trzeba pracować żeby mieć jak utrzymać maluszka i siebie, KAŻDA KRYTYKA, NAWET NAJMNIEJSZA SPRAWIA STRASZNY BÓL i może wyprowadzić z równowagi.

      Jasne, rodzice popełniają błędy, plują sobie w twarz że je popełniają, obwiniają się za każdy choćby katarek u dziecka, czasu natomiast nie cofną, a tu nagle babcia, od której córka potrzebowała wsparcia, wytyka jej, że dziecko JEST CHORE PRZEZ NIĄ. Nieważne że nie zostało to powiedziane dosłownie, ale zastanów się, tylko tak to mogła twoja córka odebrać!


      Czy tak trudno czasem przemilczeć swoje zdanie a córce dać wsparcie ??? Zamiast wytykac że dziecko nie chodzi w kapciach, możesz kupić na najbliższą okazję ze dwie pary np. kapci-zwierzaków, są śliczne, ciepłe i co najważniejsze dzieci chetnie je noszą!


      Zamiast wytykać dawanie dziecku coli można znależć artykuł w necie na temat szkodliwośći podawania napojów gazowanych na ząbki, zdrowie i poziom cukru w przyszłości u dzieci. Dać go córce czy wysłać mailem. Tylko nie na zasadzie: "zobacz co ty robisz dziecku!" tylko: "wiesz co ja wyczytałam? nawet nie wiedziałam że to tak szkodzi. spójrz."

      I tak jak mówie, jak życie się wali to każda krytyka boli jakby sie dostało kamieniem w twarz!!
Pełna wersja