smutek65
15.10.10, 21:28
Dni biegną tak szybko jeszcze trochę i będą już a może dopiero dwa lata odkąd nie ma przy mnie mojego męża. Jak przetrwałam te dni, sama nie wiem, wiem tylko że jestem i trwam dla dziecka bo ono jest moim skarbem który mi pozostał. Co dziennie wstaje i walczę chociaż brak mi siły czuję jak zmęczenie fizyczne a jeszcze bardziej psychiczne ogarnia moje ciało. Wszystko co chciała bym zrobić wymaga ode mnie wysiłku, może to być najprostsza rzecz chociaż by taka jak powycieranie kurzy. Czuję się załamana i zagubiona w tym świecie, kiedyś wszystko było poukładane i takie radosne. Teraz mam jeden wielki mętlik w głowie , myśli biegają jak szalone z ostatnich miesięcy nie wiele pamiętam są to jedynie przebłyski że coś się działo. Czuje się wewnętrznie zamknięta , kiedyś miałam sporo koleżanek a teraz prawie nikogo. Jedną no może dwie osoby utrzymują ze mną kontakt ale co z tego jak są daleko . Rodzina niby rozumie a jednak każdy żyje w swoim stadzie i tez są daleko. A mnie brakuję miłości i czułości, tak bardzo chciała bym się przytulić a nawet wtulić w ciepłe silne ramiona. Nie brakuje mi bliskości intymnej , chyba zrobiłam się oziębła brakuje tylko przytulenia. Zastanawiałam się nawet nad nowym związkiem ale nie potrafię sobie wyobrazić że pokocham kogoś tak mocno jak męża i że ktoś będzie w stanie pokochać moje małe dziecko tak jak kochał by je ojciec. Mam wrażenie że sama nie wiem czego chcę strasznie boję się samotności, a jednocześnie nowego związku . Boje się dalszego życia co będzie jak dam radę wychować dziecko, jak podołam finansowo przecież zacznie się przedszkole, szkoła i zaczną wzrastać potrzeby a ja zarabiam nie wiele + mała renta po mężu, a to zbyt mało by godnie żyć. Zewnetrznie chyba już nie widać że coś sie dzieje staram sie uśmiechać i nie pokazywać dla zwykłego widza jestem całkiem normalna ale wewnątrz mnie dziję się rozdarcie rozpacz i załamanie nie mam do kogo otworzyć buzi....dziecko śpi a ja siedzę i na nic nie mam ochoty patrzeć w TV nie bardzo czytac nie bardzo nie wspomne już o sprzataniu...(
Problemy z jakimi spotykam się na co dzień są wyczerpujące, wiem że nie tylko ja tak mam bo przecież nie jestem jedyną wdową na świecie ale jest mi tak ciężko że aż brakuje sił.
Płakać nie mam już siły...i pisac tez już nie. Nawet mi nie ulżyło to co wyrzuciłam z siebie, jak długo to jeszcze potrwa.???