36-letni wdowiec z 4 dzieci w Warszawie

17.10.10, 23:53
Witam.

3 dni temu pochowałem żonę - zginęła potrącona na pasach. Szok i przerażenie. Zostałem sam z 4 dzieci w Wielkim Mieście. Co mnie czeka? Jak sobie radzić? Na co uważać?
    • yesss Re: 36-letni wdowiec z 4 dzieci w Warszawie 18.10.10, 00:11
      Wielkie, wielkie wyrazy współczucia z powodu śmierci żony. Właściwie nie wiem co napisać bo cokolwiek napiszę będzie prozaiczne...
      Co Cię czeka? Wielka praca - w domu, bycie matką i ojcem, wielka odpowiedzialność, wielka radość z dzieci. Musisz być chyba przedewszytskim silny, musisz być dla dzieci opoką w tych chwilach, których one pewnie nie do końca rozumieją. Patrząc na Twój wiek zakładam że dzieci masz raczej małe... Na pewno przydałaby Ci się pomoc, jakieś babcie, ciocie - sam początkowo bedziesz miał problem z ogarnięciem domu, chyba że wcześniej już to robiłeś.
      Ale okiełznanie domu to sprawa ważna ale nie najważniejsza - Ty musisz się podnieść i dla dzieci być dzielnym mimo że być może w samotności jest Ci bardzo bardzo smutno.

      Szczegółowych odpowiedzi na Twoje pytania nie da się udzielic - na co masz uważać, jak sobie radzić... Musisz dbać o dzieci, o ich zdrowie, pilnować nauki i tysiąc innych rzeczy które przynosi każdy dzień.
      Bardzo Ci współczuję, a myśląc o dzieciach chce mi się płakać po prostu, że nigdy już nie zobaczą swojej mamy:(((
      • grosz-ek Re: 36-letni wdowiec z 4 dzieci w Warszawie 18.10.10, 08:56
        > Musisz być chyba przedewszytskim silny, musisz być
        > dla dzieci opoką w tych chwilach, których one pewnie nie do końca rozumieją.

        To "musisz" mnie najbardziej przeraża. Dzieci mam wspaniałe - wykazują wielki hart ducha. Większy niż ich ojciec, który najchętniej zaszyłby się w mysiej dziurze i zalałby się łzami. Dzieci nie są takie małe - wszystkie chodzą do szkoły.

        > Na pewno przydałaby C
        > i się pomoc, jakieś babcie, ciocie - sam początkowo bedziesz miał problem z oga
        > rnięciem domu, chyba że wcześniej już to robiłeś.

        Na szczęście, w dzieleniu obowiązków domowych byliśmy partnerami - więc jakieś doświadczenie w prowadzeniu domu mam.

        > Ale okiełznanie domu to sprawa ważna ale nie najważniejsza - Ty musisz się podn
        > ieść i dla dzieci być dzielnym mimo że być może w samotności jest Ci bardzo bar
        > dzo smutno.

        Nie mam co się podnosić, bo w natłoku spraw związanych z wypadkiem i śmiercią żony nie miałem czasu na załamkę. Ale teraz, kiedy to wszystko się skończyło, a mi pozostało wypisywać żonę z różnych instytucji (komórka, mieszkanie, bank itd), czuję że nadchodzi wielkimi krokami. Mam ochotę tylko siąść i płakać - nad moją niespodziewanie wielką stratą.

        Ech, życia płata niesamowicie wielkie niespodzianki. Wszystkiego bym się spodziewał - tylko nie tego, że moja lepsza połowa zginie tak nagle i niespodziewanie. A właśnie zaczynał się ciekawy okres naszego życia. Dzieci podchowane, można było wyjść z domu. My na tyle młodzi, że jeszcze chciało nam się bawić. Pomimo kryzysu, całkiem dobra sytuacja materialna. Poważnie zaczynaliśmy myśleć o kupnie i wybudowaniu domu. A tu nagle taka tragedia. Szok i przerażenie.

        I zostałem sam. Od 2 tygodni śpię po 4-5 godzin na noc. Wstaję wymęczony i niewyspany. Ciśnienie skoczyło mi do 145/100. Chodzę rozbity, nie mogę skupić się na robocie. Raz mam hiperaktywność i wiszę 3 godziny na komórce, by zaraz opaść z sił i chęci. Takiej huśtawki emocji dawno nie miałem - ostatni raz zanim poznałem żonę. Myślałem, że z tego wyrosłem.

        Może ktoś wie jakie są etapy wrażeń i emocji po śmierci partnera? Jak długo trwa stan żałoby emocjonalnej? Przez co się wtedy przechodzi? Co dobrze wtedy zrobić żeby było łatwiej?
        • mama-008 Re: 36-letni wdowiec z 4 dzieci w Warszawie 18.10.10, 09:10
          Bardzo Panu współczuję....bardzo.
          Może ktoś wie jakie są etapy wrażeń i emocji po śmierci partnera? Jak długo trw
          > a stan żałoby emocjonalnej? Przez co się wtedy przechodzi? Co dobrze wtedy zrob
          > ić żeby było łatwiej?

          jesli moge cos poradzić to uważam ze terapia u specjalisty bedzie dobrym rozwiązaniem.
          pisze to z własnego doświadczenia. warto...

          wszystkiego dobrego.
        • malwa200 Re: 36-letni wdowiec z 4 dzieci w Warszawie 18.10.10, 10:35
          myslę, ze sporo spokoju i optymizmu moze wlać osoba duchowna, o ile jesteś wierzący. i za szybko nie pocieszać się w ramionach innej bo może to być źle przyjęte przez rodzinę, również dzieci. niech mają czas na załobę
          • grosz-ek Re: 36-letni wdowiec z 4 dzieci w Warszawie 18.10.10, 11:24
            > myslę, ze sporo spokoju i optymizmu moze wlać osoba duchowna, o ile jesteś wier
            > zący.

            Nie wiem, czy chcę pocieszenia od osoby duchowej: moja żona 3 dni przed wyjazdem została błogosławiona przez księdza idącego z namaszczeniem chorych i umierających, pojechała na wycieczkę szkolną, na która nie chciała jechać, ale jako nauczycielka musiała, szła na stację benzynową do sklepu do którego iść nie chciała, bo nie miała po co, ale inna nauczycielka ją poprosiła, bo było trochę późno i się bała, wypadek miała na szczycie wzgórza, z którego rozlega się naprawdę wspaniały widok, kierowca samochodu jej nie zauważył, choć miała jasną kurtkę, oślepiony światłami samochodu z naprzeciwka, kierowany przez niego samochód tak uderzył żonę, że uszkodził głowę nie naruszając innych części ciała. Według mojej interpretacji tych zdarzeń, Bóg chciał jej śmierci i przywiódł ją na miejsce, gdzie miała zginąć. Jak rozumiesz, nie wywołuje to we mnie przyjaznych uczuć wobec Boga.

            > i za szybko nie pocieszać się w ramionach innej bo może to być źle przyję
            > te przez rodzinę, również dzieci. niech mają czas na załobę

            Ta insynuacja z Twojej strony jest bardzo obraźliwa. Zbyt mocno kocham moją zmarłą żonę, żeby szukać jej zamiennika. Problemem dla mnie jest poradzenie sobie z ogromną tęsknotą i wrażeniem wszechogarniającej pustki po jej odejściu. Nie w głowie mi miłostki.
            • mama-008 Re: 36-letni wdowiec z 4 dzieci w Warszawie 18.10.10, 14:25
              wiesz co, ja mam małe dziecko z zespołem downa
              2 lata mi zajeło godzenie sie z tym i z Bogiem...
              przez 2 lata od ur synka nienawidziałam Boga za to co mi "dał", wyłam do Niego i pytalam DLACZEGO JA? co ja takiego złego w zyciu zrobilam ze dał mi uposledzone dziecko?
              teraz dziekuje Bogu ze mam zdrowe dziecko ktore nie chorujei nie ma wad towarzyszacych i ze dał mi synka a nie komus innemu komus kto by go oddal na przykład do domu dziecka.

              wiem ze za jakis czas - moze za 2 lata moze za 12 a moze za 2 mies pogodzisz sie z Bogiem...
              zycze Ci tego.

              PS moze porownanie dziecka z zD a Twojej straty nie jest do konca trafne ale chcialam to napisac.
        • demonsbaby Re: 36-letni wdowiec z 4 dzieci w Warszawie 18.10.10, 11:39
          grosz-ek napisał:

          >
          > Może ktoś wie jakie są etapy wrażeń i emocji po śmierci partnera? Jak długo trw
          > a stan żałoby emocjonalnej? Przez co się wtedy przechodzi? Co dobrze wtedy zrob
          > ić żeby było łatwiej?

          Nie znam takiej straty, nie w tej postaci. Jeżeli jednak wiara / wierzenia zajmują jakąś sferę duchową w twoim życiu, to oprócz wsparcia psychologicznego / psychiatrycznego i farmakologicznego, posiłkowałabym się również "pożywką dla uduchowienia". Szukać ukojenia ducha w Biblii (jeśli jesteś chrześcijaninem), szukać w psalmach, prosić o w modłach o ulgę, pozostawić sobie chwilę na kontemplację i dialog (choćby był monologiem) z istotą wyższą (boską)... dać sobie czas. I tak - wypłakać ten żal po stracie, krzyczeć, gniewać się, wydusić z siebie tą życiową niesprawiedliwość... Ukojenie jest "umiejętnością" niebywałą, czasem wręcz potrafimy gorzknieć, ale nie pozwalać sobie na to. Zatem patrzeć w przyszłość, patrzeć i wierzyć. Mieć nadzieję...
          • malwa200 Re: 36-letni wdowiec z 4 dzieci w Warszawie 18.10.10, 12:35
            wkwietniu tego roku straciłam brata, zmarł nagle i młodo. do tej pory jeszcze miewam napady rozpaczy
            • hanna26 Re: 36-letni wdowiec z 4 dzieci w Warszawie 18.10.10, 13:46
              Bardzo serdeczne wyrazy współczucia.
              Sama mam troje dzieci i też nie wyobrażam sobie, jak mój mąż mógłby sobie poradzić, gdyby nagle został z nimi sam - albo ja sama bez niego.
              Z takich bardzo praktycznych rad - może dobrze byłoby, gdybyś pomyślał o jakiejś płatnej opiekunce, gosposi - kimś, kto by wyręczył cię w najprostszych sprawach, które dawniej dzieliliście we dwoje, jak gotowanie, sprzątanie, prasowanie itp. Ty najlepiej wiesz, jakie są wasze potrzeby, ale może byłoby to dobrym rozwiązaniem, przynajmniej na jakiś czas? Trudno jest godzić pracę w domu przy czwórce dzieci z pracą zawodową.
              Pozdrawiam serdecznie.
    • demonsbaby Re: 36-letni wdowiec z 4 dzieci w Warszawie 18.10.10, 11:25
      rzec najprościej "trzeba być silnym" ... Mogę jedynie współczuć, ale również zapewnić, że czas jest najlepszym lekarzem. Trzeba tylko dać sobie szansę. I to przychodzi chyba najtrudniej.
      Sądzę, że teraz wsparcie w postaci wizyt u psychologa / psychiatry jest jak najbardziej wskazane, jak i nieodzowne będą leki antydepresyjne. W końcu rytm, który dotychczas istniał został brutalnie nagle i nieodwracalnie zerwany. Jednak i ten chaos z czasem zacznie ulegać nowemu rytmowi, który w końcu zacznie się kształtować. Ważne jest aby wspólnie z dziećmi tworzyć tą bliską więź i wspierać się wzajemnie. O swoich uczuciach mówić im otwarcie, że boli, że strach, że poczucie pustki, że my dorośli też czasami nie dajemy sobie rady....
      Ważni są również przyjaciele / rodzina. Nie izolować się od nich, mówić otwarcie o potrzebach w kwestii opieki nad dziećmi / domem, innej pomocy, każdej pomocy. Żałoba to ciężki okres dla każdego człowieka, z nią trzeba też uczyć się żyć.
      • aneri59 Re: 36-letni wdowiec z 4 dzieci w Warszawie 18.10.10, 11:34
        Serdeczne wyrazy współczucia. 3 lata temu straciłam bliska osobę i właśnie kontakt na forum
        z osobami w podobnej sytuacji, które to samo przeżywają co my bardzo mi pomógł.
        Zapraszam na forum mama wdowa
        forum.gazeta.pl/forum/f,36576,mama_wdowa.html
        oraz
        www.pomocpostracie.com.pl/
        forum.gazeta.pl/forum/f,847,Zaloba_strata_osierocenie.html
        • penelopa40 Re: 36-letni wdowiec z 4 dzieci w Warszawie 18.10.10, 12:23
          ja bym skorzystała z pomocy psychologa-psychoterapeuty...
          bardzo współczuję...
    • radola1 Re: 36-letni wdowiec z 4 dzieci w Warszawie 18.10.10, 22:31
      Myślę, że ten okres żałoby musi nastąpić. To jest naturalna kolej rzeczy. Będzie ci na początku coraz gorzej, coraz smutniej. Każda rzecz w domu będzie przypominac żonę i będzie powodować przygnębienie. Pamiętaj tylko że to jest etap, który minie. Często mężczyżni nie wytrzymują tego smutku i np. "topią smutki w alkoholu". Staraj sie nie rozpamiętywac wszystkiego, bo bedzie ci jeszcze ciężej. Daj upust swoim emocjom w jakiś konkretny sposób. Niektórym pomaga np. wysiłek fizyczny. Kobiety rozładowują emocje także przez płacz. Jeżeli najdzie cię na to ochota to czemu nie? Powiedz sobie że to w ramach terapii. Ogólnie rzecz ujmując nie daj się doprowadzić do granic wytrzymałości.
      Musisz pogodzić się wewnętrznie ze śmiercią żony. Pozwolić jej "odejść". Z czasem to sobie wytłumaczysz. Nie miałeś na to wpływu. Nikt nie miał. Sam musisz znaleźć usprawiedliwienie dla jej odejścia. Wtedy zaćzniesz jako tako odzyskiwać spokój.
      Co do zatrudniania jakiejś gosposi to bym poczekała. Staraj się sam z dziećmi wszystko robić. To też taka forma terapii, żeby nie zostawać samemu ze swoimi myślami. Jeżeli rzeczywiście nie bedziesz dawał rady to wtedy podejmiesz decyzję. Dla mnie jakas obca osoba "pałętajaca się" po domu i wykonująca czynnosci, które robił kochany wspolmałżonek byłby nie do zniesienia.
      Ja straciłam inna bliską osobę więc moze to co napisałam nie bardzo przystaje do ciebie. NIe daj się tylko ponieść pseudopomocy w postaci np. pracoholizmu lub szukania rozrywki poza domem aby nie widzieć i nie mysleć.Trzymam kciuki i życzę powodzenia.
      • yesss Re: 36-letni wdowiec z 4 dzieci w Warszawie 19.10.10, 00:00
        Groszku, przed Tobą cięzkie chwile. Ja wprawdzie straciłam ukochaną Mamę, a nie męża, ale wiem jaki to dramat. Mimo że była już w podesżłym wieku, spokojnie mogła pożyć, ale niestety pewne zaniedbania i chyba błędy lekarskie doprowadziły do śmierci. Ten pierwszy etap, czyli gonienie za formalnościami masz już za sobą, ja pamiętam że w tym okresie byłam jak nakręcona, pojechać, załatwic, dogadać, podpisać etc. Nie myśleć. Łapałam się nawet na tym że brałam komórkę i chciałam dzwonić do mamy i opowiedzieć jak to było w urzędzie...
        Też pamiętam ze noce nieprzespane, ciągłe myślenice co by było gdyby i dlaczego, dlaczego dlaczego... No koszmar. Ale gorsze przyszło potem - marazm, deprecha, brak nadziei (nie jestem wierząca po tym wszystkim). Jednocześnie miałam przecież swoją rodzinę, musiałam wspierać ojca, córkę, zajmować się domem, skończyć studia zaoczne (zaburaczyłam pracę magisterską przez chorobę mamy). To mi początkowo jakiegoś kopa dało bo wiedziałam że mama tego by chciała. Ale w sumie skorzystałam z pomocy psychologa bo jakoś nie mogłam się zacząć uśmiechać. I ona właście uświadomiła mi że bunt, wsciekłość, potem pogodzenie się to konieczne etapy żałoby, jeśli któryś ominiesz to nie pozbierasz się całkowicie. Wystarczyły dwie wizyty bym jakoś sobie to wszystko poukładała, choć mówię moja mama nie zginęła tragicznie tak jak Twoja żona. Jedno zdanie pamiętam, jak płakałam psycholog że dlaczego zmarła tak wcześnie - otrzymałam odpowiedź żebym dziękowała że tak długo... Że trzeba doceniać to że była, żyła, cieszyć się wspomnieniami - ile będziesz pamiętał żonę - tyle będzie nieśmiertelna (i to tyle z mojej strony na temat życia wiecznego). Jeśli będzie żyła w Waszej rodzinie, w Twoim sercu, w sercach Twoich dzieci to nie zginie. Mimo że od śmierci mojej mamy mineło już 4 lata, to nie ma dnia bym o niej nie myślała w tym czy innym kontekście, chociaż już się z tym pogodziłam. Ta żałoba, ten żal jednak trwa nadal i będzie pewnie trwał do końca moich dni.
        Wydaje Ci się że nie musisz się podnosić bo nie upadłeś... Tak więc trzymaj pion byś po tej gonitwie ostatnich dni nagle pewnego dnia nie obudził się z myślą że nie chce Ci się dalej żyć.
        No niestety mimo iż nie podoba Ci się to słowo - musisz - żyć, pracować, wspierać dzieci, które straciły najważniejszą osobę w swoim życiu. Tylko też pamiętaj odetchnij - w weekendy ubierzcie się ciepło, idźcie na spacer (albo na cmentarz, pogadać z mamą) i po prostu odpocznij. Musisz dbać o swoje zdrowie, jeśli ciśnienie nie spadnie idź do lekarza po tabletki. Jesteś teraz dla dzieci ojcem i matką.
        To prawda że czas leczy rany, tylko musisz przeżyć każdy dzień z tego czasu....
        Pozdrawiam

        Przepraszam jeśli trochę chaotycznie piszę, ale jest późno...
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: 36-letni wdowiec z 4 dzieci w Warszawie 21.10.10, 23:58
      Proszę przyjąć moje współczucie. Tym większe, że stracił Pan bliską osobę nagle, nie będąc na to przygotowany.
      Nie muszę Pana przekonywać, że to co Pan przeżywa w tych trudnych chwilach jest naturalnym procesem żałoby. Żałoba ma swoje fazy i dobrze jest jeśli je Pan przeżyje bez zakłóceń, przyspieszania, omijania.
      Po krótce to: zaprzeczanie, gniew, targowanie się, depresja, akceptacja. Mogą też pojawić się inne uczucia : poczucie winy, poczucie izolacji, żal, lament, szok, wstyd, rezygnacja.
      Dlatego nie ma na razie powodu sięgania po radę czy pomoc psychologów. Pomocą niech będzie codzienna rutyna, wsparcie przyjaciół i innych bliskich osób, czas spędzany z dziećmi, które podzielają Pan uczucia. Co najwyżej może Pan się rozejrzeć za grupą wsparcia osób w żałobie lub za jakimś warsztatem pomocnym w asymilowaniu takich przeżyć. Agnieszka Iwaszkiewicz
    • a.b1 Re: 36-letni wdowiec z 4 dzieci w Warszawie 22.10.10, 22:17
      nikt nie odpowie Ci na pytanie ile to potrwa i jak będziesz to przechodził
      sam będziesz o tym decydował, bo sam najlepiej wiesz co was łączyło i jakie emocje między wami były intensywne.
      Mam doświadczenie tylko z rozwodem, jednak mówi się, że mniej więcej tyle lat ile było się w związku, tyle samo lat się zapomina. Zgadzam się z tym, bo tego doświadczyłam, potrzebowałam 5 lat, żeby otrząsnąć się z rozwodu, ze straty.
      Ty straciłeś nagle kogoś, kogo kochałeś i nikt nie przygotował Cię na to odejście
      Myślę, że teraz przed Tobą okres złości, buntu dopiero z czasem przyjdzie pogodzenie i spokój
      Dla własnego dobra, pozwól sobie przejść wszystkie etapy żałoby, musisz być też gotowy pomóc własnym dzieciom w przeżywaniu ich żałoby po stracie mamy.
      Bardzo Ci współczuje i mam nadzieję, że uda Ci się odnaleźć w nowej sytuacji
      • yesss Re: 36-letni wdowiec z 4 dzieci w Warszawie 22.10.10, 22:33
        Ja tylko dodam że w ostatnim Twoim Stylu jest wywiad z psychoterapeutą na temat straty, załoby, może powinieneś go kupić i przeczytać. Pozdrawiam
Pełna wersja