korgibusz
21.10.10, 10:10
Mamy kryzys, kolejny, jesteśmy świeżo po ślubie, w domu 3 miesięczne dziecko.
Maleństwo ostatnio daje w kość co pewnie odbija się na sytuacji, ale przed dzieckiem również nie było różowo.
Czuję, że żona kompletnie nie ma do mnie szacunku, unika zbliżeń, jeśli do nich dojdzie zachowuje się mechanicznie. Pierwsza noc po ślubie w domu była plecami do siebie...
Ciągle mi coś wypomina, że nie sprzątam, że nie pomagam, jednocześnie nie mówi o tych problemach, zaciska je w sobie i wykrzykuje dopiero podczas kłótni. Podczas kłótni podważa moją męskość, wie gdzie uderzyć, żeby zabolało. Twierdzi, że nie chce mnie dotykać, bo mieliśmy kilka kłótni w których doszło do szarpaniny.
Staram się w trakcie kłótni spokojnie porozmawiać, coś wyjaśnić, coś ustalić jednak nie da się-ona wtedy przestaje myśleć, rozpoczyna się litania obwiniania. Chciałbym jej dać wszystko co mam, pomóc w codziennych sprawach ale paraliżuje mnie nerwica, bo gdy już to robię ona podnosi głos bo robię coś nie tak, nie po jej myśli. Nie mam zamiaru być traktowany jak szmata. Czasami już nie wytrzymuję obelg i ciągłych wrzasków; zależy mi na tym, aby moje dziecko nie było wychowywane w domu z kłótniami jakie oboje mieliśmy.
Sporo pracuję - ostatnio obciążająca umysłowa praca na etacie + fuchy wieczorami. Mimo, że w przyszłym roku fuch już nie zamawiam to ona tego nie stara się docenić.
Może nie jest to wszystko jakoś ułożone, ale nie mogę się skupić. Jestem w pracy i mam ochotę wyjść po prostu do domu. Te ciągłe kłótnie i wyzwiska nie dają mi żyć.