madzik2-4
24.10.10, 23:11
Żyję w małej społeczności,z każdego zakątka widać obserwujące oczy....i cóż wszyscy kiedy zostałam wdową kiwali głowami,może i współczuli?nie wiem..ale za pewne oczekiwali ze będę już zawsze chodzić skurczona,zgarbiona z wykrzywiona od bólu twarzą ale niestety co po niektórych zaskoczyłam nie poddałam się losowi chociaż nie było mi łatwo wyjść z tego"ogromnego wykopu"Główna o w tedy też jedyna mobilizacją były i są nadal moje dzieci.Obecnie gdy minęło prawie dwadzieścia miesięcy kiedy odszedł mój mąż zaczęłam tez myśleć o sobie,czy to coś złego?Że mimo że nadal ciężko,ze są chwile ogromnego załamania,ogromnej nie do opisania tęsknoty,postanowiłam ponieść czoło,zadbać o swoją przyszłość i niestety tu w mojej małej miejscowości spotkałam się ze słowami krytyki oczywiście nie przekazane zostały bezpośredni ale zostały mi powtórzone.Czy my wdowy już do końca swoich marnych dni nie zasługujemy na chwile radosne,na chwile małego szczęścia?