skwarka_poczwarka
25.10.10, 09:48
Hej. Mam problem, nie wiem jak go rozwiazac o ile wogole sie da. Rodzice mojego meza mieszkają z babcia (mama tesciowej). Jest to kobieta w wieku 90 lat, caly dom zyje pod jej dyktando. Siedzi caly dzien na kanapie, gapi sie w telewizor, nie jest to osoba oblożnie chora, nie trzeba jej myć, przewijac ani nic z tych rzeczy. Tylko ma z głową nie halo. Zapomina jak maja na imie wnuki, czy jadla obiad i kiedy ostatnio byl listonosz itp. Pozatym terroryzuje caly dom. Nic nie mozna w domu zmienic bez jej zgody, kiedy przychodza wnuki i prawnuki nie mozna sie glosniej zasmiac czy chocby cos powiedziec. Ja rozumiem ze to jest osoba w podeszlym wieku i wymaga spokoju, ale z drugiej strony nie mozna wymagac zeby dwu - i czteroletnie prawnuki siedzialy grzecznie na kolanach u rodziców. Musze jeszcze wspomniec ze jest okrutnie rozpuszczona przez tesciowa, babcia steknie lub kwęknie a tesciowa juz stoi na bacznosc gotowa podac lekarstwo, wode itd. Lekarz jest co drugi dzien wzywany bo babcie cos boli. Nie zrozumcie mnie zle, mam bardzo duży szacunek dla tej osoby, wiem ze w wieku 90 lat to nie ma mozliwosci zeby cos nie bolało, ale chyba nie wszystko da sie juz wyleczyc. Problem w tesciowej. Jest ona calkowicie podporzadkowana swojej matce, nie moze wyjsc do sklepu bo babci nie mozna zostawic samej na 10 minut, nie moze przyjsc do wlasnych dzieci i wnukow z tego samoego powodu. Gdy przychodzimy na obiad dzieci maja byc grzeczne i usmiechniete zeby nie przeszkadzac babci, jak rozrabiaja od razu jest dym. Ostatnio poszlismy z naszym najmlodszym czteromiesiecznym, byl ciut zaziebiony, mial katar. Przed jedzeniem trzeba bylo wyciaganac mu gile z nosa i podac lekarstwa. No i nie obylo się bez wrzasku i placzu-rzadko które dzieci lubia byc unieruchomione zeby im grzebac rurką w nosie. Natychmiast przyleciala tesciowa zeby przestac natychmiast bo babcie glowa boli i zaraz trzeba bedzie wzywac pogotowie. Na co moj mąż juz nie wytrzymal i powiedzial jej kilka slow do sluchu, ze zawsze wszystko jest robione zeby tylko babci nie denerwowac, a dla niego zdrowie dziecka jest wazniejsze i trzeba to zrobic zeby maly w koncu wyzdrowial. Tesciowa odpalila zeby nastepnym razem zrobic to przed przyjsciem do niej (maly musi miec czyszczony nos przed kazdym karmmieniem-je z piersi) zeby nie musiala sluchac jego wrzasków i placzu. Na co moj maz ze w takim razie nie bedziemy przychodzic wiecej bo czteromiesiecznemu dziecku nie da sie niestety wytlumaczyc zeby nie plakalo, nie jest to lalka która zawsze lezy zadowolona, usmiechnieta i nie wydaje dźwięków. Ja juz sie nie chcialam wtracac-sama wystarczajaco mam z tesciowa na pienku. Tylko teraz nie wiem co robic. Bardzo chce zeby moje dziecko znalo dziadkow, musimy my do nich przychodzic-innej mozliwosci nie ma ze wzgledu na babcie. Ale przeciez nie zakleję dziecku ust przekraczając próg ich domu... Jak to wszystko pogodzic??