czy ze mną jest coś nie tak?

25.10.10, 15:06
Jestem 29 letnią kobietą.
Matką 2 letniego dziecka, od dwóch i pół roku żonom.
Od kilku lat prowadzę swoją firmę, mam wyższe wykształcenie.
Mając 16 lat związałam się z facetem na 7 lat.Po tych 7 latach bardzo trudnego związku(jego uzależnienie, dwie moje stracone ciążę) rozstałam się. Po kilku miesiącach poznałam mojego obecnego męża (totalnie innego "lepszego) niż poprzedni. pobraliśmy się 2,5 roku temu po prawie 3 latach związku.
Wszystko było ok, aż do pewnego momentu. Zaraz po naszym weselu zmarł mój Tato(Mama nieżyje od 21 lat), ja po cesarce ledwo przeżyłam.Mąż był cały czas obok mnie.
Po tych wydarzeniach stałam się bardzo mocna psychicznie(co nas nie zabije to nas wzmocni).
Mój mąż pracuje w dużej fabryce - jest pracownikiem fizycznym,pracuje na 3 zmiany, słabo wykształconym(liceum zawodowe bez matury).
Mam wrażenie, że od pewnego czasu oddalam sie od niego. Że nie jest facetem, z którym chciałabym spędzić życie, że chciałabym mieć faceta, który da mi poczucie pewności, który będzie mężczyzną w każdym tego słowa znaczeniu. Mój mąż jest bardzo prostolinijny - kiedyś mnie to w nim ujmowało,a teraz wkurza jak nie wiem.
Denerwuje mnie, że gdy mam gorszy dzień i np. cheć popłakać on nie przytuli mnie tylko pyta cyt: czemu zaś ryczę", kiedy miałam problemy w pracy to nie pocieszał mnie nie martw się, będzie dobrze tylko jest źle bo pewnie coś zawaliłam i gdzieś zrobiłam błąd.
Nie podoba mu się że ja mam pasję, że chcę sie w nich również realizować(nie zaniedbuję przy tym domu i dziecka). Niby nic nie ma przeciwko ale na każdym kroku dogaduje dwuznacznie, że mogłaby przestać uprawiać sport.
On nie przepada za moimi znajomymi(według niego to towarzystwo z zadartym nosem), wspólnych znajomych mamy ale nie za często sie z nimi spotykamy bo jakoś nie ma do tego okazji.Ja spotykam się raczej z moimi znajomymi a on ze swoimi.
Ostatni nawet na wycieczki w nedzielę jeżdzę ze znajomymi bo on ma inne plany.
Jak mu mówie, że mało czasu razem spędzamy to mówi, że wymyślam i inni spędzają mało a my nie.
Więcej sie kłócimy niż to warte......
Mam wrażenie że coraz częściej albo się kłócimy albo wogóle nie rozmawiamy.
Co do kwestii materialnych to ja prowadząc firmę zarazbiam kilka razy więcej niż on i rozmiawiałam z nim o tym, żeby zmienił pracę, ale on twierdzi, że nie potrzebuje...
Zaczynam się od niego oddalać....boje się, że pęknie bańka....
co mam robić.....
    • blue_romka Re: czy ze mną jest coś nie tak? 25.10.10, 15:30
      Wydaje mi się, że mocno się z mężem rozmijacie. Bo tak naprawdę na czym opiera się Wasz związek? Jeśli nie macie wspólnych pasji (każdy może mieć swoje, ale powinniście też mieć wspólne) ani wspólnych znajomych, nie spędzacie też razem wolnego czasu, to co Was właściwie łączy? Bo domowy kierat i dziecko to trochę za mało na udany związek.Powinniście nad tym popracować. Znaleźć coś, co Was zbliży, pozwoli razem spędzać czas.
      Mąż prawdopodobnie nie zdaje sobie sprawy z Twoich uczuć. Jeśli tak, to nie widzi zagrożenia, a więc być może się już nie stara. Może warto mu o nich powiedzieć, mniej więcej to, co tu napisałaś?
      I jeszcze jedna sprawa. Są kobiety, które potrafią docenić spokojnego, nieprzebojowego, uczciwego mężczyznę, a są takie, które potrzebuję macho. Nie należysz czasem do tych drugich?
    • mozambique Re: czy ze mną jest coś nie tak? 25.10.10, 15:40
      no cóz- jak mąz byl dla ciebei wpsarciem ,pomógł ci sie pozbierac po przemocowcu i traumą po poronieniach to byl wystarczajacy był ok.

      teraz masz spokojny dom, ciepło i relaks, wzmocniłas sie , dzieki męzowi masz w koncu upragnione dziecko , porosłąś w piórka, nabrałas pewnosci siebie to już czas kopnąc meża w odwłok bo standartów pani magister nie spełnia ?

      męża mi szkoda - wykorzystalas go
      • marzeka1 Re: czy ze mną jest coś nie tak? 25.10.10, 15:51
        Ale może następny pan będzie wykształcony . ale z tych co to oklep spuszczają?
        • mozambique Re: czy ze mną jest coś nie tak? 25.10.10, 15:53

          "od dwóch i pół roku żonom"

          o kurcze - dopiero teraz zauważyłam to wykształcenie.
      • melani73 Re: czy ze mną jest coś nie tak? 25.10.10, 15:53
        Mozambike-wyjęłaś mi to z ust :)
        nie rozumiem-wcześniej jecho cechy cię ujmnowały, a dziś nudzą??
        coś mi się wydaje, że za bardzo chwiejna jesteś autorko.....
      • jn.pl Re: czy ze mną jest coś nie tak? 25.10.10, 15:54
        Mozambique nie jesteś zbyt surowa/y. Gdyby chciała kopnąć męża w odwłok to by to zrobiła a nie szukała pomocy na forum.
        Do autorki postu
        Z facetami to już tak jest, że jak kobiecie coś wychodzi to drażni ich ego (wiem, nieładnie jest generalizować, każdy "egzemplarz " jest inny, mój jest taki sam ;-))
        Jeśli zależy Ci na małżeństwie to może zainteresuj się tym co ciekawi Twojego męża (poudawaj dla dobra związku, że Ciebie to interesuje). Ja ostatnio chodzę na żużel :-D
        • mozambique Re: czy ze mną jest coś nie tak? 25.10.10, 16:01
          surowa ?
          moze po prostu realnie patrzę

          a jakichs powodów prze z 3 lata pan mąż byl dla pani autorki najwiekszym szczesciem w zyciu, dawal jej wsparcie w najtrudniejszych chwilach ( trauma po pieriwszym małzenstwie, smierc rodzica , ciezki stan zdrowia)

          jak pani wyszla z tego i okrzepła to urosły jej piórka ... z tyłu tam
          i narzeka ze męzowi nei podoba sie jej towrzystwo bo nosa zadziera , nie dziwie sie ze mu sie nie podoba - autorka nosem az futryny zaczepia wiec dlaczego jej towarzsytwo mialoby byc inne

          męza mi szkoda, zapewne dobry poczciwy zakochany facet
          i dziecka - mamusia kopnie tatusia w odłok i sprawi mu ojczyma z dyplomem
          i czym więcej ?
          • klepska Re: czy ze mną jest coś nie tak? 25.10.10, 16:43
            mozambique - jesteś czepliwa- zrobiłam błąd bo pisałam posta w pośpiechu, w pracy..przepraszam.
            Tutaj nie chodzi o wykształcenie - czytaj uważniej i nie generalizuj, ale nie mów mi, że wyksztalcenie i pochodzenie środowiskowe nie ma wpływu na życie..Ja nie miałam pierwszego męża- jak już tak się szczegółów czepiasz i wcale nie chciałam go złapać "na dziecko". Miałam kilkumiesięczną deprechę po porodzie i dziecko wcale ni było upragnione...
            Był dla mnie skarbem bo był normalnym facetem, a nie jak poprzedni uzależnionym od narkotykow, o którego przez 7 lat dzien w dzień przyszło mi walczyć,
            I broń Cię Panie Boże nie chcę zadzierać nosa....
            Prawda - jest poczciwym facetem...
            On też ma pasję - wędkarstwo i samochody terenowe.
            Czasem jeżdżę z nim na ryby, a w teren nie bo jak sam twierdzi to nie miejsce dla kobiety.
            On za to raz był na moim meczu. ...Za to, że był ze mną w chwilach gdy miałam problemy ze zdrowiem akurat jestem mu bardzo wdzięczna. Nie było go ze mną natomiast w dniu pogrzebu mojego Taty - tzn.był ale nie obok mnie, tylko rozmawiał sobie z moimi kuzynami..
            Za to mam żal do niego...
            nie napisałam tego posta po to żebyś mnie dołowała i wytykała mi błędy ortograficzne, tylko po to żeby ktoś pomógł mi zrozumieć samą siebie....skoro Ty nie chcesz tego zrobić - nie pisz wogole..to moja prośba..
            A wracając do tematu to blue_romka - chyba jest coś w Twojej wypowiedzi, co rzeczywiście opisuje moj stan..
            kilkakrotnie próbowałam z mężem rozmawiać..mowiłam mu też co mi leży na sercu, chciałam sie z nim poprostu dogadać i ustalić razem , że trzeba coś zmienić bo wykrzykiwanie sobie nawzajem "jak ci się nie podoba to sie rozwiedź" nie ma sensu...ale na próżno...on nie należy do facetów, ktorzy potrafią i chcą rozmawiać..jego rozmowa sprowadza się do tego, że na wszystko co ja zaproponuję on mówi "ok, niech będzie jak chcesz"...czy tak to powinno wyglądać?
            gubię się.....

            • magumagu Re: czy ze mną jest coś nie tak? 25.10.10, 19:57
              Wiesz, mój mąż ma o faktultet ode mnie więcej, a też mnie czasem wk...wia nie na żarty. Zaczynają mnie drażnić w nim różne pierdoły, sposób mówienia, rozmawiania ze mną, zachowania, itp., ogólnie jest nie taki jak trzeba. Też marudzi czasem na moje treningi, chociaż oduczył się już mówienia o tym wprost - wie, że i tak z nich nie zrezygnuję. Czasem mam wrażenie, że ja jakoś poszłam do przodu, a on został.
              A potem to nagle znika i jakoś widzę, że jest wspaniały i optymalny dla mnie, mimo wad. Taka sinusoida. I wiem, że warto było przetrwać te doły, bo potem jest jeszcze lepiej.
              Poczekaj może trochę, próbuj go jakoś rozruszać i wybić z rutyny. A jak z czasem będzie coraz gorzej to w końcu się rozstaniecie, przecież on też w końcu zauważy, że coś jest nie tak. No i znajdziecie sobie nowych partnerów...

              Aha - gdyby mój zawsze mówił, że "Będzie jak chcesz" - nasze małżeństwo byłoby idealne...
              • efi-efi Re: czy ze mną jest coś nie tak? 25.10.10, 20:39
                mozambique napisała:

                >> urosły jej piórka ...
                >>i narzeka ze męzowi nei podoba sie jej towrzystwo bo nosa zadziera , nie dziwie sie ze mu >>sie nie podoba - autorka nosem az futryny zaczepia wiec dlaczego jej towarzsytwo mialoby >>byc inne

                - Każdy widzi to co chce. Ja tam nie zauważyłam żadnego zarozumialstwa ze strony Autorki.

                A wytykanie komuś na forum błędów ortograficznych jest co najmniej niegrzeczne.
                Zamieszczając swój post , autor prosi o poradę w konkretnej , życiowej sprawie i nie jest to bynajmniej prośba o pomoc w odmianie rzeczownika "żona".
                • mozambique Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 10:55
                  akurat rażący błąd ort. jak najbardziej pasuje do wątku w którym autorka udowadnia swą wyższośc intelektualną i edukacyjną nad mężem

                  no ale dobra - neich bedzie ze sie czepiam
                  • klepska Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 11:02
                    nie wypowiadaj się skoro nie musisz, ok?
                    poczytaj cały wątek..tu nie chodzi o wyższość intelektualną,ale o życie..
                    • mozambique Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 15:54
                      taki lajf autorko ze na PUBLICZNYM forum wypowiedziec moze sie kazdy
                      a ty mozesz czytac tylko takei opinie które nei zaburzą ci dobrego samopoczucia
            • blue_romka Re: czy ze mną jest coś nie tak? 25.10.10, 20:51
              > ..jego rozmowa sprowadza się do tego, że na wszystko co ja zaproponuję on mówi
              > "ok, niech będzie jak chcesz"...

              Być może należy do facetów, których całe życie trzeba albo pchać przed sobą albo ciągnąć za sobą, bo sami nie ruszą z miejsca. To nie znaczy, że jest zły, ma po prostu inne zalety. Pytanie, czy Tobie to odpowiada.
              A jeśli się zgadza na wszystko, co chcesz, to chyba w omawianej sprawie nie najgorzej? Po prostu ustal z nim (czy też za niego) nowe zasady współżycia i już.
              • klepska Re: czy ze mną jest coś nie tak? 25.10.10, 21:42
                I chyba tu jest coś bliskiego sednu sprawy...
                ja go pcham albo ciągnę...ale ja już chyba nie chcę tego robić...zmęczyło mnie to przez prawie 6 lat...w pracy muszę pchac , w domu pchać, a gdzie ja?
                kto mnie popcha (dziwnie to brzmi:), jak będę potrzebowała?
                Prawie wszystko jest na mojej głowie - ja go nawet rejestruje do lekarza, albo pisze maile bo jak sam twierdzi on nie potrafi...do jasnej anielki!
                te jego odpowiedzi(że ok, niech bedzie) sa typowe na odczepne, typowe.....
                Dzisiaj znów nie gadamy ze sobą bo za dlugo byłam w sklepie o on o 10 minut za póno wyjechalby na umowioną wizytę z lekarze....
                Mowie mu jedź, a ja tam zadzwonię i powiem, że sie spoźnisz - oczywiśćie nie, nie pojedzie, foch...poszedl do sypialni połozyl się na łożku schował glowę w poduszki i spał tak z dobrą godzine....
                teraz sie do mnie nie odzywa..
                Tak się zachowuje dorosly facet???
                JASNA ANIELKA!
                ja wiem dziewczyny, że to może trywialne klopoty, że sa takie co chaiałaby mieć takie klopoty, ale uwarzcie mi to może doprowadzić do szewskiej pasji....
                na urodziny wykupilam mu wycieczkę do Egiptu - na tydzień. Myślę sobie ja odpocznę on odpocznie - może to coś da.
                Dupa! nawet za nim nie zatęskniłam...
                W drugim dniu po jego juz była zwada..
                Jak ma II i III zmianę to skaczę ze szczęścia. Jest mi wtedy tak dobrze...samej z małą...
                nikt mi nie marudzi i nie czepia się o byle co, moge robić co chcę...
                a może ja powinnam zostać singlem?:)
                • verdana Re: czy ze mną jest coś nie tak? 25.10.10, 21:46
                  Nie wnikając w meriutum sprawy - skoro wiedziałaś, ze facet ma iść do lekarza, nie mogłaś przyjechać punktualnie? Akurat w tym wypadku mu się nie dziwię, ze jest wściekły, zlekceważyłaś go.
                  Mnostwo jest tu postow kobiet, gdzie jako jedną z najgorszych cech mężow podają, że gdy one są gdzieś umowione, a on dla błahych przyczyn nie przyjeżdża i potem mowi "No to co, najwyżej się spóźnisz".Tak się nie zachowuje dorosła kobieta. Problem w tym, że zauważylaś tu foch męża, a swojej winy - kompletnie nie.
                  • klepska Re: czy ze mną jest coś nie tak? 25.10.10, 21:59
                    wiedziałam że ma iść ba! on siedzial w samochodzie obok szyby i widzial, że jest kolejka..fakt nie spojrzalam na zegarek ale czy 10 minut coś zmieniło???bez przesady!
                    nie pojechalam sobie na zakupy kiecki szukać tylko mieliśmy ustalone, że po pracy jedziemy na zakupy...
                    • klepska Re: czy ze mną jest coś nie tak? 25.10.10, 22:02
                      dopisze tu jeszcze, że focha zauważylam, przeprosiłam go i dlatego zaproponowalam, że zadzownię do gabinetu i powiem, że sie spoźni..tym bardziej, że tam sie i tak zawsze czeka...ja wiem, że on jest bardzo punktualny, ale to nie była sytuacja bez wyjścia...
                • blue_romka Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 14:05
                  Jeśli nie odpowiada Ci ciągłe pchanie bądź ciągnięcie męża to widzę tu pewien problem, bo prawdopodobnie na tym będzie polegało Wasze życie. Rozumiem, że to jest trudne, bo to trochę tak, jakby się miało kolejne dziecko, ale czasem inne zalety mężczyzny potrafią zrównoważyć ten "defekt". Ostatnio skupiasz się na jego wadach i być może dlatego jawi Ci się w tak czarnych barwach, więc może warto skupić się dla odmiany na jego zaletach? Przypomnieć sobie, za co go pokochałaś, dlaczego za niego wyszłaś?
                  • klepska Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 14:07
                    Będę próbować...muszę coś zrobić bo od miłości do nienawiści jeden krok...
    • burza4 Re: czy ze mną jest coś nie tak? 25.10.10, 20:57
      Facet czuje się gorszy - a dla niego to policzek. Nie odnajduje się w twoim świecie, a ty w jego.

      Najprostszą drogą jest deprecjonowanie partnera - stąd kąśliwe uwagi o zadzieraniu nosa znajomych. On po prostu czuje, że odstaje - ale wygodniej jest wmówić sobie, ze to ci inni są be, niż samemu zabrać się za swoje życie i piąć się w górę. Nie chodzi nawet o kasę, zarobki - ale aspiracje, zainteresowania, rozwój. Kobieta ma hobby - fuj. Taka kobieta jest niebezpiecznie niezależna, a to nie jest mile widziane. Facet wolałby pewnie tradycyjny model rodziny - z zależną od siebie żoną, której łatwiej byłoby wmówić, że powinna w niego patrzeć jak w obraz. Żony jego kolegów cieszą się z premii, a nie oczekują, że będzie awansował.

      Znamienne - że facet sprawdzał się kiedy ty byłaś bezbronna. Wtedy on był silny, ty słaba - dokładnie tak, jakby chciał to widzieć na co dzień. A ty już stoisz twardo na nogach, masz wyższe oczekiwania od życia - a on im nie tylko nie sprosta, ale nawet nie będzie się wysilał. Łatwiej ciebie ciągnąć w dół, podcinać ci poczucie własnej wartości. Udało ci się? przypadek. Nie udało się? od początku wiedział, że się nie nadajesz.

      Przyjrzyj się, jak był model rodziny w jego domu, jak żyją jego znajomi. Dla niego to jest norma i tego chce, w takim otoczeniu czuje się bezpiecznie, to co jest normą w twoim środowisku - dla niego to idiotyczne wydumki.

      Bańka pewnie pęknie - nie wierzę w happy endy takich związków, przykro mi.
      • klepska Re: czy ze mną jest coś nie tak? 25.10.10, 21:57
        jego rodzice od wielu, wielu lat zyją tylko w jednym domu...
        jak zapytałam kiedyś teścia o to co czuje do teściowej to mi powiedział, że jest mu obojetna...
        Wogole to zauwazyłam, że z biegiem naszych lat on zaczyna traktowac mnie jak swoja matkę - chodzi mi o jego sposób romzowy ze mną, hasła, etc,
        Jego siostra żyje w bardzo udanym malżenstwie - ma męża, o ktorym śmiało powiem głowa rodziny. do siostry mój mąż ma baardzo duży szacunek...smiem twierdzić, że od pewnego czasu większy niz do mnie...
        jego znajomi to wciąż hulajdusze w niezalegalizowanych związkach..
        Ludzie mieszkający z rodzicami...
        "...On po prostu czuje, że odstaje - ale wygodniej jest wmówić sobie, ze to ci inni są be, niż samemu zabrać się za swoje życie i piąć się w górę. Nie chodzi nawet o kasę, zarobki - ale aspiracje, zainteresowania, rozwój."

        100% racji...
        i tu też "...Udało ci się? przypadek. Nie udało się? od początku wiedział, że się nie nadajesz. ..."

        gdy moje pracownice odeszły i otworzyły taką samą firmę jak moja to mi powiedzial, że teraz placić musze za błędy bo za dobra dla nich byłam, zamiast mnie wesprzeć zwalił wine na mnie...
        i że teraz może zacznę w końcu pracować jak normalny człowiek, a nie 5 godzin w pracy spędzać...
        (nieważne że przynosze do domu kilka razy więcej niz on)
        czarno to widzę...
        ostatnio mi powiedział, że mało gotuję...więc ja mu odpowiedziałam, że jakby mi więcej przy małej pomagał to bym miała wiecej czasu na gotowanie(a malo nie gotuję, ale chyba za malo mnie on w kuchni widzi)
        są osoby, które śmieją się że mnie można za przykald brać: prowadzi firmę, dom, w którym zawsze jest czysto i pachnąca(bo mam tu fioła), dziecko rozgarnięte, i jeszcze czas na trenowanie znajduję, ale to nic....bo on twierdzi, że ja mam wszystko w d***
        Ja nie mówie, że go nie kocham - kocham, na swój sposob, ale zakochana w nim nie jestem....to juz wiem....


        • melani73 Re: czy ze mną jest coś nie tak? 25.10.10, 22:37
          Ale nadal nie rozumiem twojego dylematu!!
          wcześniej nie przeszkadzał ci on aki, jaki jest..zaczął ci przeszkadzać dopiero gdy stanęłaś na równe nogi??
          • klepska Re: czy ze mną jest coś nie tak? 25.10.10, 23:13
            nie gdy stanęlam na równe nogi...
            bylo inaczej dopóki bylismy tylko w dwójkę, bez zobowiązań, a ja pracowałam na etat...wtedy było bardzo dobrze....może bylam zafascynowana, że w końcu mam normalnego chłopa??? wtedy też mialam przerwe w graniu..
            bylam prawie zawsze w domu, byl obiad, kiedy chciał to jechaal do kumpla, co weekend byli u nas znajomi,
            może on bardziej się starał?? nie wiem...wiem tylko, że nie moge byc ciagle lokomotywa do ciagnięcia wszystkiego...nie chcę żeby ktoś mnie pociagnął, popchal i powiedział " skarbie damy radę, jesteś wielka a ja jestem obok ciebie..."czemu ja to słysze z ust tylko jednej osoby - mojej przyjaciołki....?
            • magumagu Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 09:14
              On tak serio nic nie robi? Nie zajmuje się dzieckiem, nie sprzątnie czegoś czasem? Chyba przesadzasz...
              • klepska Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 09:51
                ja nie mówie, że się nie zajmuje dzieckiem..zajmuje jak trzeba,z tym, że jest mu trudno bo mała nie chce wielu rzeczy robić z nim bo woli ze mną(mówi, ja nie chcę z Tatą chcę z Mamą układać klocki)...Jak kiedyś jechałam na turniej to mi powiedział, że opiekę z małą mam sobie ustalić z babcią bo on z nią nie zostanie....on się nią zajmuje jak mnie nie ma, ale jak ja jestem to ja się nią zajmuję, gotujemy razem, sprzątamy razem, ja ją kąpię, kładę spać, czytam - chyba, że powiem mu żeby on to zrobił - wtedy robi ale minę ma nietęgą....i jak go np. pytam czy położy małą a ja sobie odpocznę to wdycha i mówi " no jak muszę...", a za chwilę się mnie pyta czym ja się tak zmęczyłam, że nie mogę ja jej położyć...

                co to znaczy pomaga w domu?? powiem Ci co on robi może ocenisz czy to mało czy dużo skoro ja być może nie potrafię obiektywnie...

                wkłada i wyciąga naczynia ze zmywarki...garnków nie wkłada bo mała zmywarka, ale ich nie pozmywa bo brzydzi się szmaty jak sam twierdzi,
                gotuje może ze dwa razy w miesiącu....spagetti lub jajecznicę - bo tyle umie,
                jak czegoś nie ma w lodówce to mi o tym czasem powie, a jak mu mówie, żeby mi zapisał na kartce to mi odpowiada, "zapamiętasz...."
                kiedyś odkurzał teraz tego nie robi bo bolą go plecy(jest po operacji kręgosłupa),
                wynosi śmieci choć nie zawsze...
                hmm... co jeszcze...nic więcej....
                jak idzie na I zmianę to po pracy z reguły ok. godziny śpi(bo wstał po 5 rano i jest śpiący), a jak ja chce się połozyć to mi mówi, że ja mam pracę gdzie się nie zmęczę więc po co....
                jak ma II zmianę to między 9 a 12 jest z małą potem przychodzi babcia to on z reguły idzie do garaży coś tak skrobać do tej 13:30 zanim pójdzie do pracy, wraca po 22:00 i ogląda TV lub siedzi przed kompem.
                jak ma nocki to wychodzi z domu o 21:20 wraca rano po 6:00 i śpi tak do 15:00 nie mówiąc już, że jak ma nocki to jest nabuzowany jak mops i najlepiej z nim nie gadać bo on nienawidzi nocek(ale żeby zmienić prace to nie bo jak twierdzi nie ma dla niego pracy ...on by chciał np. jeździć betoniarką bo tam się nie narobi a zarobi)
                Wstaje z wyra i zostawia barłóg - dopiero jak przyjdzie teściowa to ogarnie łóżko albo jak ja wrócę z pracy....wstaje w dużym pokoju z kanapy zostawia koce porozwalane poduszki - bo po co sprzątać...wiecznie chodzę i składam po nim ciuchy bo ona nie składa tylko zwija w kulkę i rzuca....
                Dzwoni do mnie do pracy i pyta co ubrać małej, gdzie są jajka, co na obiad, czy zadzwoniłam np. spółdzielni po coś tam....
                tak to mniej więcej wygląda.,...
                • magumagu Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 11:27
                  No to rzeczywiście niezbędne minimum...
                  Z drugiej strony też trochę go zrozum - praca na zmiany naprawdę jest męcząca. Mój mąż miał kiedyś zlecenie, które musiał wykonywać nocami i w ciągu dnia taki był zrzędliwy, że po prostu ewakuowałam się z synem i czekałam aż się wyśpi. Ty jego pracę masz w nosie i każesz mu ją zmieniać. Doceń go trochę, a nie zrzędź.
                  Piszesz, że traktuje Cię, jak byś była jego matką. Ale sama tak się zachowujesz - po co go zapisujesz do lekarzy i załatwiasz za niego różne rzeczy? Wcale się nie dziwię, że gość leży - po prostu nie ma nic do roboty. Fakt jest też taki, że kiedy uprawia się sporty ma się więcej energii do wszystkiego innego.
                  Ty jesteś świetnie zorganizowaną osobą i lokomotywą. Albo się z tym godzisz i szukasz plusów, albo go w końcu zostawisz. Moralnie to będzie na tej samej zasadzie, jak facet zostawiający "gorszą" żonę, ale cóż - forum jest pełne takich przypadków.
                  • falka32 Re: czy ze mną jest coś nie tak? 27.10.10, 00:52
                    Ja po swoich doświadczeniach z życiem z człowiekiem pracującym na dnie/nocki powiem ci jedno - jeżeli chcesz mieć męża, żywego człowieka, któremu cokolwiek się chce, to zmuś go podstępem, szantażem, groźbą lub obietnicą loda, czymkolwiek - do zmiany pracy na normalną. Czyli w dzień pracuje, w nocy śpi. Nie mówię, że to zmieni wszystko, ale może zmienić bardzo dużo.
            • burza4 Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 11:18
              Nie chodzi o staranie. Ty lizałaś rany - i byłaś słaba. Wtedy on mógł się czuć samcem alfa i łatwo mu było sprostać zadaniu. Teraz sytuacja się zmieniła - ty poszłaś do przodu, on został w tyle - i nie nadrobi tego. Więc łatwiej mu ciągnąć ciebie w dół, niż samemu ciągnąć się w górę.

              Wielu facetów nie odnajduje się w związkach z zaradnymi, silnymi kobietami. Nie ma to związku z wykształceniem, choć jego brak dodatkowo to uczucie potęguje. Na początku jest fascynacja zaradnością, potem czują się wykastrowani; to, co kiedyś budziło szacunek, teraz irytuje - przy zachowaniu swojej absolutnej bierności, bo łatwiej zdać się na kogoś, niż wziąć sprawy w swoje ręce. Kobiecie się chce i udaje - faceta to pogrąża. Nie na tyle jednak, żeby się wysilić.

              Na początku nie czuje się ciężaru bycia "lokomotywą", to przychodzi z czasem. Na początku ma się naturalną potrzebę pomocy drugiemu, ale kiedy bez tej pomocy druga strona stoi w miejscu - zaczyna być ciężarem. Kobieta niezależna oczekuje od faceta, że będzie partnerem, wsparciem - a nie czymś, co ją pogrąża i generuje tylko masę dodatkowych obciążeń. Opiekować można się dzieckiem, nie dorosłym facetem. Taki facet przestaje być pociągający, skoro kobieta ma nosić spodnie w domu i dodatkowo mieć na głowie wszystkie "kobiece" zadania. Z czasem traci się szacunek do kogoś takiego. Bilans związku musi być na plus, u ciebie na razie jeszcze jest, bo jeszcze go kochasz, ale nieuchronnie coraz bardziej będzie ci to ciążyć. Marnie to widzę.

              Mój eks był podobny. Nie oczekiwałam cudów, ale choćby stwierdzenia "nie przejmuj sie, jakoś damy radę". Zamiast tego słyszałam "Matko Boska, to co my teraz zrobimy?". Ze wszystkim byłam sama, a dodatkowo sam generował tysiące problemów. Stał się kulą u nogi, a rola konia pociągowego na resztę życia mi nie pasowała.
              • tully.makker burza nie masz racji 26.10.10, 15:09
                Czesto jest tak, ze owa silna kobieta jest tajk naorawde osoba slaba, ktora dobrze sie czuje tylko kontrolujac wszystko wokol co tylko sie da. W tym chodzenie meza do lekarza. Narzeka na jego brak inicjatywy, ale tak naprawde te inicjatywe w nim tlumi, zawsze wszystko wiedzac lepiej, robiac lepiej, szybciej i w ogole. Bo tylko jak zmiazdzy w nim faceta, to moze sie poczuc dobrze - majac w domu male dziecko, z ktorym jest bezpiecznie, nie mezczyzna partnera.
                • burza4 Re: burza nie masz racji 26.10.10, 17:18
                  tully.makker napisała:

                  > Narzeka na jego brak inicjatywy, ale tak naprawde te i
                  > nicjatywe w nim tlumi, zawsze wszystko wiedzac lepiej, robiac lepiej, szybciej
                  > i w ogole. Bo tylko jak zmiazdzy w nim faceta, to moze sie poczuc dobrze - maja
                  > c w domu male dziecko, z ktorym jest bezpiecznie, nie mezczyzna partnera.

                  Z kolei ja nie wierzę, że można stłumić czyjąś inicjatywę. Albo się ją ma - albo nie.
                  Naturalnie, niepotrzebnie bierze to na siebie, ale gdyby facetowi nie było w to graj, toby sam załatwiał takie sprawy nie czekając. Gdybym nie załatwiala większości spraw sama - nie byłyby załatwione nigdy. Nie miałam parcia, że zrobię coś lepiej, bardzo chętnie odciążyłabym siebie, ale do tego trzeba mieć partnera.

                  Mało jest kobiet, którym odpowiada facet-dziecko w domu. Taki gość jest ciężarem, taki gość traci atrakcyjność jako mężczyzna, takiego gościa się nie szanuje, ani nie rozumie - bo zachowuje się jak nastolatek z fochem. Z jednej strony psioczy na układ, z drugiej - korzysta z niego z czystego wygodnictwa.
                  • tully.makker Re: burza nie masz racji 27.10.10, 10:08
                    Z kolei ja nie wierzę, że można stłumić czyjąś inicjatywę. Albo się ją ma - alb
                    > o nie.

                    ja przez 40 lat obserwuje, jak moja matka robi to z moim ojcem, wiec niezaleznie od tego, w co wierzysz, aw co nie wiem, ze to jest nie tylko mozliwe, ale wcale nierzadkie.
                    • magumagu Re: burza nie masz racji 27.10.10, 10:27
                      Zgadzam się z tully. Wystarczy sobie wyobrazić odwrotnę sytuację - facet wszystko załatwia za żonę, np. umawia ją do ginekologa...
                      W dodatku autorka wydaje się zagarniać dziecko - nawet w kwestii wychowania wydaje mu polecania, np. "Połóż spać",itp. - córka wydaje się nie mieć dobrego kontaktu z ojcem i nie jestem wcale taka pewna czy to tylko jego wina - może zajmuje się nią nie tak jak mamusia by sobie życzyłą? Klepska wysyła mężą samego do Egiptu (gdyby mnie było stać na taki prezent to albo pojechałabym całą rodziną, albo kupiła bilety na weekend np. do Barcelony - sla siebie i męża) - sorry, ale ja nie chciałabym takiego prezentu, poczułabym się tak, jakby ktoś się chciał mnie pozbyć z domu. Może facet się na jakiś swój nieudolny sposób buntuje tym narzekaniem...
    • hamerykanka Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 00:29
      Bardzo mi to przypomina sytuacje moich rodzicow.
      Moj ojciec rowniez nie ma wyksztalcenia, mama jest po maturze. Bylo mniej wiecej Ok, kiedy on sie czul od niej lepszy, bo wiecej zarabial (czasy PRL, robotnik dostawal wiecej niz urzedniczka). Teraz, kiedy mama uniezaleznila sie od niego finansowo, nagle przestal brac za cokolwiek odpowiedzialnosc, dom przestal byc domem a stal sie hotelem, na jej prosby o cokolwiek odwarkuje, nie potrafi przezyc be klotni, strzelania focha o wydumany czesto powod. Bo nie czuje sie juz bezpiecznie. Ma malpia satysfakcje jak jest atmosfera strachu, gniewu i nienawisci.
      Mama mysli o rozwodzie, wspieram ja bo ich malzenstwo od dawna nie ma sensu. On nie chce sie zmienic, popychanie go nie pomaga bo sie nogami zapiera przed jakimikolwiek zmianami, zwlaszcza wymaganiem czegokolwiek od niego. Ja od dawna oddzielilam sie od niego uczuciowo, bo nie mogl przezyc ze mam wyzsze wyksztalcenie. Wbrew, nie dzieki niemu.
      Z tego co piszesz, nie widze waszej wspolnej przyszlosci. Pan bedzie sie okopywal na swojej pozycji zamiast przyjac do wiadomosci ze wszystko sie zmienia. Bedzie czesciej i dluzej strzelal focha. Czy rzeczywiscie chcesz spedzic z takim czlowiekeim reszte zycia?
    • amb25 Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 08:35
      Skoro Ty dobrze zarabiasz, to po co jego namawiasz do zmiany pracy. On widocznie tego nie chce, moze lubi swoja prace a dodatkowo boi sie, ze Ci nie dorowna, czgo pewnie podswiadomie oczekujesz.
      Wbrew wiekszosci wypowiedzi ja zasze twierdze, ze roznica w poziomie wyksztalcenia prawie zawsze przeksztalca sie w problemy w zwiazku, szczegolnie kiedy zauroczenie sie skonczy a zacznie proza zycia.
      • klepska Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 09:54
        ja go nie namawiam do zmiany bo jest dorosły i zrobi jak zechce, ale skoro chodzi i marudzi, że jest niezadowolony bo na nocki musi chodzić to mu mówię, słuchaj skoro nie odpowiada Ci coś to się zmienia,a nie narzeka....tym bardziej, że ma uprawnienia do wykonywania wielu prac...ale on chciałby taką gdzie się nie narobi, a zarobi nie mniej niż w obecnej....

        • an_ni Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 10:45
          wszystko z toba w porzadku,
          weszlas w normalny zwiazek po tamtym zaburzonym, ogrzalas sie, umoscilas, ale teraz chcesz wiecej, chcesz sie rozwijac w zwiazku on zostal z tylu i niczego mu sie nie chce, jeszcze trzeba go popychac i tracic energie za dwoje
          coz takie wzorce, czesto absolutnie niezmienialne
          wg mnie masz dwa wyjscia, albo go zostawic, bo bedzie cie to meczyc jeszcze bardziej, albo oddzielic swoje ambicje od jego ambicji nakladajac na niego wiecej obowiazkow zeby nie trutniowal w domu
          • klepska Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 11:00
            ale jakie obowiązki....jak ja mu mówię, żeby zrobiła to czy tamto to mi mówi, że marudzę i sama nie wiele robię i w niczym nie jestem lepsza od niego.....
          • mozambique Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 11:03
            czyli standartowa porada - rozwód?

            bo pan kiedys pasował a teraz do nowego salonu pani perfekcjonistce nie pasuje

            a potem lamenty dlaczego tyle rozbitych rodzin w POlsce , dzieci popapranych emocjonalnie z żalem do ojca matki i calego świata

            faceta szkoda bo dal sie wyssać , dziecka szkoda
            • klepska Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 11:08
              nie tylko porada - rozwód się tutaj pojawia.
              Ty masz chyba też jakiś problem, albo jesteś tak krytyczna w stosunku do świata i ludzi...
              • olenka_a Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 12:10
                Byłam kiedyś w takim związku z chłopakiem, który nie miał żadnych ambicji. W trakcie liceum i studiów nie bardzo mi to przeszkadzało, fajnie było sie pospotykać, poprzytulać, wspieraliśmy sie w trudnych zyciowych momentach. Ale kiedy skończyłam studia (on nie, zaczynał kilka kierunków, ale nigdy nie skończył nawet 1 roku, bo zawsze "jakiś profesor się na niego uparł i go oblewał") i spróbowaliśmy dorosłego zycia, okazało się, że on nie spełnia żadnych moich oczekiwań. I nie uważam, że go wykorzystałam przez okres studiów, bo mnie wspierał kiedy przeżywałam jakieś dramaty zyciowe, a potem jak było dobrze to do rzuciłam. Miałam czekac do jakiegoś kolejnego trudnego momentu w moim zyciu i wtedy sie rozstać? Wtedy byłoby ok?

                Rozumiem, że autorka po przezyciach poprzedniego związku, potrzebowała od mężczyzny ciepła i wsparcia. Wtedy na to zwróciła uwagę, to jej imponowało. Ale przecież człowiek w życiu się zmienia, kobieta zapragnęła czegoś więcej niż tylko trzymania za rączkę. Czy można ją za to winić? Mą być z mężem, bo kiedyś jej pomógł? Bez przesady. Nie zauważyłam więcej zalet u męża. I nie zauważyłam, żeby on chciał pracować nad tym związkiem.

                A może terapia małżeńska?
                • klepska Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 12:31
                  Powiem Wam dziewczyny, że jestem kompletnie rozbita.......
                  od dzisiaj będę prowadzić dziennik i zapisywać wszystko co się wydarzy lub nie w naszym małżeństwie..może jak będzie czarno na biały to coś pomoże....
                  może ja zbyt ostra jestem...może, może, może...
                  ehhh
                  • tatitek Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 13:15
                    Witam.
                    przeczytałam co napisałas o swoim zyciu i nawet ci nie wspołczuje bo wiekszosc kobiet ma jeszcze gorzej ze swoimi mezusiami.wkurza mnie fakt ze przed slubem zawsze jest inaczej,lepiej a po, wszystko sie zmienia.my zawsze staramy sie zeby było lepiej,potrafimy zrobic w jeden dzien tyle ile niejednemu facetowi zajeło by tydzien albo dłuzej,a i tak dla nich to oczywiste bo jak twierdzi moj maz,jestesmy do tego stworzone.z toba jest wszystko w jak najlepszym porzadku,nie daj wmowic sobie ze to ty masz problem.On cie wykorzystuje,spakuj Go i niech idzie do mamusi zobaczy czy bedzie lepiej czy nie.a jak bedzie chciał wrocic to przedstaw mu swoje warunki.Nie pozwul mu zeby zniszczył to co osiagłas,bo on cie nie wspiera,ucieszył by sie gdyby powineła ci sie noga.zacznij wymagac od niego wiecej,bo nalezy sie kazdej z nas.pamietaj ze jestej bardzo wartosciowym człowiekiem,mozesz wiele a twoj maz to mieczak jak wiekszosc facetow.pozdrawiam
                    • lusitania2 Re: tak, tak 26.10.10, 13:52
                      niech autorka wątku koniecznie kopnie pana w cztery litery ze swojego życia, na pewno od razu jej się wszystko polepszy. To ironicznie.
                      Nie ironicznie - pani kopnie pana, a za dwa lata wysmaruje posta z historią jak ta:

                      forum.gazeta.pl/forum/w,898,112320532,112320532,Co_robie_zle_Poradzcie_.html?t=1288093588826

                      Przy okazji
                      • klepska Re: tak, tak 26.10.10, 14:05
                        rzeczywiście w tej historii jest coś wspólnego z moją...
                        może ja jestem takim typem kobiety jak ona...
                        może.... nie wiem sama czego chce...
                        tylko jak z tego wybrnąć, ogarnąć to, zrozumieć....
                        • magumagu Re: tak, tak 26.10.10, 15:07
                          Przeczekaj trochę. W końcu jesteście rodziną i macie dziecko. Kto nie przeżył rozwodu rodziców będąc już świadomym, ten nie wie, jaka to trauma na całe życie. Nie wiesz jak jest być zdaną na siebie singielką z dzieckiem, ani też nie wiesz czy Twój następny potencjalny partner wychowa TWOJE dziecko.
                          A może ten Twój luby ma depresję? A może jest po prostu przytłoczony taką zorganizowaną babą jak Ty...
                          Z tego co opisujesz, gość faktycznie jest nieciekawym leniem (i nie ma to nic wspólnego z dyplomem), ale teraz jesteś źle do niego nastawiona, więc opisujesz go też tendencyjnie.
                          W każdym razie bez szczerej rozmowy się nie obędzie, choćby bronił się rękami i nogami.
                          Jeśli się kłócicie i uprawiacie seks to, moim zdaniem, są jeszcze szanse.
                      • hamerykanka Re: tak, tak 27.10.10, 00:49
                        A ja mam szacunek dla Aryanny z tego watku. Ma kobieta szacunek dla samej siebie, zna swoja wartosc i nie daje sie sprowadzic frustratom z forum do roli sluzacej. Bo mezczyznom taka rola kobiety pasuje, aby nie podskakiwala i obslugiwala z usmiechem na ustach, w przeciwnym razie jest "niekobieca". Bo oczekuje czegos wiecej od faceta niz portek w domu, faceta od ktorego tez mozna czegos wiecej wymagac niz zalegania przed tv/kompem z piwkiem w dloni. I zenskim frustratkom ktore przed samymi soba sie oszukuja ze taka rola im odpowiada i dlaczego ktorejs ma byc lepiej. Zagryzc, zniszczyc, zglebic.
                        Mozambique, traktujesz jej posty bardzo personalnie, atakujac na jedno kopyto nawet nie probujesz spojrzec z punktu wifdzenia autorki. Mam niemile wrazenie ze jestes jedna z frustratek ktore nie chca pozwolic komus miec lepiej w zyciu. Bo wszak rola kobiety jest sluzyc, prawda?
                        • klepska Re: tak, tak 27.10.10, 11:30
                          Ja nie próbuje mu nic narzucać, robić za niego, nakłaniać go do czegoś...
                          Mam wrażenie, że mój mąż w dniu gdy wróciłam z dzieckiem do domu osiadł na laurach....posiadł wszystko co chciał...
                          Żona, dziecko, mieszkanie, samochody, praca, ogień w kominku i.........koniec.... tyle mu starczy
                          i nie widzi, że to nie wszystko, że w życiu trzeba przeć do przodu, a nie stać w miejscu bo kto stoi w miejscu ten się cofa....
                          Nie zgadzam się z opiniami dziewczyn, które piszą, że ja wszystko robię bo w głębi duszy tak mi wygodnie bo mam kontrolę nad wszystkim...NIE! ja właśnie chcę walczyć o to żeby RAZEM prowadzić wspólne życie...żeby każdy z nas realizował się w życiu, żebyśmy za lat naście mogli powiedzieć - jesteśmy szczęśliwi.. RAZEM
                        • lusitania2 Re: tak, tak 27.10.10, 11:31
                          a ja niczego godnego szacunku w postawie, jak to Maleńczuk śpiewa:

                          "bierzcie mnie, nieście, doceńcie wreszcie,
                          wszak jestem najzdolniejszy w mieście"

                          nie widzę.
                          U klepskiej widzę zadatki na taką samą księżniczkę, jak aryanna - najpiękniejsza, najseksowniejsza, najzdolniejsza, najgospodarniejsza, bez skazy i zmazy, tylko...
                          wylewająca później łzy na forum, że księcia, godnego boku TAKIEJ księżniczki brak.

                          • klepska Re: tak, tak 27.10.10, 11:48
                            Jak odmiennie można oceniać człowieka...
                            oczywiście masz do tego pełne prawo, w końcu tylko ja opisuję sytuację a nie mój mąż....
                            ja nie potrzebuję doceniania, noszenia i nie czuję się najpiękniejsza...
                            oczekuję jedynie wsparcia i bycia RAZEM w związku, a nie patrzenia czy jest zrobione, a nie przez kogo....
                            mój książę(czyt. mąż) jest dobrym, uczciwym człowiekiem...ale gderliwym i zastygłym w stagnacji życia....to mnie wkurza...to chciałabym zmienić...pytanie czy to charakter czy chwila w życiu..
                            • magumagu Re: tak, tak 27.10.10, 11:57

                              > mój książę(czyt. mąż) jest dobrym, uczciwym człowiekiem...

                              No widzisz, wszystko na dobrej drodze - zaczynasz go bronić :-)
                              Nie uszczęśliwiaj go na siłę.
                              • klepska Re: tak, tak 27.10.10, 12:45
                                ja nie zaczynam go bronić bo cały czas twierdzę, że jest dobry i uczciwy:)
                                • magumagu Re: tak, tak 27.10.10, 12:58
                                  Słuchaj, gdybym ja miała materialnie wszystko, do czego większość ludzi dąży, a do tego nieciekawą pracę i brak wiary w siebie, że mogę coś zmienić - hmmm, też bym leżała i narzekała. A pewnie też miała doła w związku z poczuciem braku przydatności rodzinie...
                                  Może zróbcie sobie drugie dziecko?
                                  • klepska Re: tak, tak 27.10.10, 13:30
                                    drugie dziecko odpada ze względu na mój stan zdrowia po pierwszej ciąży....
                                    zalecenie lekarskie...,
                                    • magumagu Re: tak, tak 27.10.10, 14:00
                                      Aha.
                                      Jeśli przez lata już tak Wam się utrwaliło, że Ty jesteś szefową w domu, matkujesz mu i robisz wszystko za niego - nawet myślisz, to nie pozostaje Ci nic innego, jak wymyślenie mu jakiegoś satysfakcjonującego zajęcia, ale tak żeby myślał, że to jego pomysł...
                                      Niestety, takie słodkie misiaczki i pantofelki potrafią być też śmiertelnie nudne i upierdliwe. Może nie wspiera Cię, bo myśli sobie, że i tak jesteś już pewna siebie? A w niektórych sytuacjach po prostu nie potrafi być empatyczny (problem w firmie)?
                                      • klepska Re: tak, tak 27.10.10, 14:09
                                        On ma poprostu jak pączek w maśle i nie chce niczego więcej, a ją ciąglę będę parła do przodu bo taka moja natura...pytanie nile to wytrzymamy....mam nadzieję, że się wspólnie dogadamy, że on w końcu podejmie rozmowę(bo z reguły kończy się wykrzykiwaniem sobie na wzajem brudów).. już nie raz ustalaliśmy, że zmienimy to czy tamto, ale po jakimś czasie znów wszystko wracało do "nienormalnej normy"...
                                        • magumagu Re: tak, tak 27.10.10, 14:29
                                          Wiesz, u mnie była dokładnie odwrotne sytuacja. Mąż uważał siebie za tego woła, a mnie nazywał taką powolną królewną, która boi się zmian. Było to na tle firmy - prowadzimy ją razem. Była wielka, wielomiesięczna awantura prawie zakończona rozwodem. Ja uważałam, że jest dla mnie niesprawiedliwy i nie docenia tego, co robię np. w domu, on- że przeze mnie źle skończymy, wedle zasady, że jak się nie rozwijasz, to się cofasz. Dzięki interwencji naszych przyjaciół jakoś się uspokoiło - mnie coś tam wytłumaczyli, a jemu- że on sobie może pracować ponad siły, ale nie może zmuszać do tego mnie. Ja czułam się fatalnie, jakby chciał zmienić jądro mojej osobowości, właściwie wychodziło wg mnie na to, że pomyliliśmy się i w ogóle powinniśmy znaleść sobie nowych partnerów.
                                          A teraz... to ja zarabiam i pracuję więcej, on siedzi cicho jak baranek i jakoś mu to nie przeszkadza. Mnie na razie również. Jesteśmy zadowoleni jak nigdy przedtem.
                • mozambique Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 13:07

                  Wtedy na to zwróciła uwagę, to jej imponowało. Ale prze
                  > cież człowiek w życiu się zmienia, kobieta zapragnęła czegoś więcej niż tylko t
                  > rzymania za rączkę. Czy można ją za to winić? Mą być z mężem, bo kiedyś jej pom
                  > ógł? Bez przesady--


                  no włąsnie - wiec skoro tak to trzeba bylo panu eleganacko podziekowac w odpowienim momencie , zaraz po wyjsciu z traumy
                  od trzymania za rączkę do ślubu droga jeszce daleka

                  a pani zdązyła i za rączke potzrymać, i ozdrowieć i w mankiet sie wypłakać, i dziecko śliczne i zdrowe sobie machnąć i przez 3 lata związku spróbowąc dorosłego życia i jakoś oczętom jej przez ten długu czas pan nie przeszkadzał
                  "Mą być z mężem, bo kiedyś jej pom> ógł? Bez przesady"

                  nie no jasne - bez przesady, jakis tam mąż, jakas tam przysiega, jakas tam dorosłośc i dojrzałośc, jakas odpowiedzialnosc za swoje czyny, jakeis zobowiążani publicznie podjęte, jakieś tam dziecko tego męza i jego uczucia do tego dziecka , kto by sobie tym głowę zawracał ?

                  przez 3 lata jest dość czasu zeby sie zastanowic czy z danym czlowikeim chce spedzic sie nastepny rok zycia

                  teraz cos mi sie wydaje ze pan zosstal w dodatku wykorzystany jako reproduktor i dawca dobrych genów, teraz niech zapyla na alimenty

                  dziecka szkoda


                  Teorię ewolucji negują ci , którzy się na nią nie załapali !
                  • klepska Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 13:39

                    uwierz mi...nie jest mi łatwo, bo sama miałam trudne dzieciństwo, bez matki.... druga kobieta mojego ojca to dobra babka, ale oni razem to było piekło...sprzeczki i zwady na każdym kroku....
                    przecież małżeństwo to czas prób....nie każde tę próbę czasu przechodzi....
                    uwierz mi wychodząc za niego nie miałam złych zamiarów..
                    ja nie chcę się od razu rozwodzić , nigdzie tutaj tak nie napisałam....
                    chcę żyć normalnie, RAZEM!

                    • mozambique Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 15:58

                      ja nie chcę się od razu rozwodzić , nigdzie tutaj tak nie napisałam....
                      > chcę żyć normalnie, RAZEM

                      to zób coś, razem cos zróbcie - moze na poczatek idz sama do psychologa , nich ci pomoze obiektywnei ocenic sytuacje
                      • klepska Re: czy ze mną jest coś nie tak? 27.10.10, 11:31
                        Dziękuję Ci moja droga, że w końcu napisałaś coś co jest dla mnie ważne w tym wątku:)
                  • olenka_a Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 14:19
                    Czasem to nawet po 10 latach można dojśc do wniosku, że dane małżeństwo/związek to pomyłka.

                    Kiedy ja "brałam" swojego męża na przykład to uwielbiałam, że ma hobby i działa społecznie. Ale kiedy pojawiła się dwójka dzieci to już mi to nie pasuje, że popołudnia spędza poza domem. Kiedys to wydawało mi się fajne, ale sytuacja rodzinna sie zmieniła, a mężowie/zony swoich dawnych przyzwyczajeń nie zmieniają. Tak więc jednemu z partnerów może się chyba odechcieć...prawda?

                    A ślub nie musi być 1 na całe życie. Ale to już zależy od światopoglądu.
              • mozambique Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 12:57
                ja jestem krytyczna ?
                czy to ja odpowiadam o tym jak to mąz-robol mi księżniczce-z-dyplomem do piet nie dorasta ?
                • klepska Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 13:08
                  popatrz, ile tu dziewczyn może mieć zupełnie odmienne zdanie od Twojego i bierz przykład jak się doradza a nie zawadza...
                  Widzę po innych komentarzach(do innych wątków), że jesteś wyjątkowo dopiekliwa - to ja współczuję Twojemu mężowi...
                  • mozambique Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 15:57
                    wspólczuj sobei jesli ci to poprawi humor

                    a znalażas gdzies jakis mój wątek w kórym skarże sie na mojego meża ?
                    ze mi nie dorasta albo przerasta ?
                    • triss_merigold6 Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 17:11
                      Przypuszczam, że sam fakt, że pan mąż pracuje fizycznie jest trzeciorzędny. Ważniejszy i bardziej dotkliwy na co dzień jest brak inicjatywy, konieczność popychania, brak wsparcia psychicznego ze strony męża, jego brak ambicji i chęci do zmian na plus. Autorkę rozumiem, sama mam niską tolerancję na bezwolnych gości, leniwie osiadłych na kanapie, którzy stosują spychotechnikę połączoną z fochem. Ma się wtedy narastające poczucie, że brakuje tlenu, że człowiek sie dusi w związku i że u nogi wlecze się coraz cięższa kula.
                      IMO nie ma żadnego obowiązku, nakazu, wymogu, zostania z partnerem tylko dlatego, że był obecny w konkretnym czasie i lepszy od poprzednika. Pani stanęła mocno na nogach, spełnia się na kilku polach, a pan nie nadąża MIMO, ŻE MA WARUNKI. Obiektywnie - MÓGŁBY ale mu się NIE CHCE. I przywoływanie dawnych, dobrych czasów to zaklinanie rzeczywistości.
                      • klepska Re: czy ze mną jest coś nie tak? 26.10.10, 20:19
                        ta odpowiedź jest trafiona bardzo...
                        dzisiaj będę z nim rozmawiać...muszę...
                        • hamerykanka Re: czy ze mną jest coś nie tak? 27.10.10, 05:33
                          Wlasnie czytam sobie do poduszki i znalazlam cytat:
                          Nie mówiłam wam, że nauczyłam się pisać na maszynie dopiero po opublikowaniu
                          moich kiążek?
                          - Więc wynajęłaś kogoś, żeby ci je przepisał? - zapytała zdumiona Leslie.
                          - A jak bym za to zapłaciła? - odparła Ellie. - Gdyby Martin się dowiedział...
                          - Dokuczałby ci dopóty, dopóki byś wszystkiego nie spa¬liła - rzekła cicho Madison. - Ale,
                          oczywiście, "bardzo czule". "Na pewno chcesz, żeby ktoś przeczytał te twoje historyjki, kochanie?"
                          - zapytałby.
                          - Otóż to - powiedziała Ellie. - Właśnie w taki sposób.
                          Napaść słowna. Oczywiście w tym czasie nie uświadamiałam sobie tego. Jeanne powiada, że
                          kobiety w mojej sytuacji muszą sobie wmówić, że mężczyzna, z którym są, jest dobry. Jeśli
                          zaczynają dostrzegać jego prawdziwy obraz, wtedy ...
                          - Wtedy muszą coś z tym zrobić, a są zbyt przerażone, by cokolwiek przedsięwziąć. W końcu facet
                          zużył całą swoją energię, by przekonać partnerkę, że ona nic nie umie i do niczego się nie nadaje -
                          dokończyła za nią Madison.

                          Trzymam kciuki za wasza rozmowe
                          • hamerykanka Re: czy ze mną jest coś nie tak? 27.10.10, 05:45
                            I dalej:
                            - Cierpiał - odparła Ellie, po czym z irytacją wyrzuciła ręce w górę. - Jak stwierdził, rad był, że
                            chociaż jedno z nas "zostało obdarowane" sukcesem. Nie wyobrażacie sobie, jak wielkie wzbudzał we mnie poczucie winy. Przez lata mówił tylko o tym, jak to on rzuci świat na kolana, jak osiągnie sukces, a tymczasem to ja otrzymałam wszystko, czego za¬wsze pragnął. Przez niego czułam się naprawdę okropnie i potwornie. Nie mogłam się cieszyć swoją popularnością, bo uważałam, że wszystko osiągnęłam jego kosztem.
                            Głęboko zaczerpnęła powietrza, by się uspokoić.
                            _ Więc robiłam wszystko, co tylko mi przyszło do głowy, by uznał, że mój sukces jest również jego sukcesem. Dedykowałam mu każdą książkę. We wszystkich wywiadach mó¬wiłam, że jest moim natchnieniem. I oczywiście wszystko, co zarobiłam, oddawałam jemu, by tym zarządzał. Ale on nie chciał "zarządzać" pieniędzmi. Negocjowałam wszystkie umowy, podejmowałam wszelkie decyzje dotyczące inwestycji. Ustanowiłam korporację. Wszystko. Musiałam to robić na własną rękę.
                            Martin tylko wydawał pieniądze. Lecz, tak między nami, udawaliśmy przed sobą wzajemnie - a
                            także przed innymi - że to on jest "zarządcą". Nie myślałam o tym świadomie, ale chyba miałam nadzieję, że jeśli wejdzie w rolę finansisty, uzna te pieniądze za swoje tak samo jak i moje ...
                            ¬Zawiesiła głos, po czym spojrzała na swoje ręce.
                            _ Ale nic nie zadowoli takich mężczyzn - odezwała się Madison. - Cokolwiek zrobisz, zawsze
                            będzie za mało. Wszystkie moje osiągnięcia Roger uważał za zagrożenie. <>_
                            Zgadza się - rzekła Ellie, unosząc głowę• - Im większe odnosiłam sukcesy, tym bardziej Martin
                            mnie dołował. A wiedział, jak dopiec mi do żywego. Twierdził, że to ja stanęłam na drodze jego muzycznej kariery, że gdyby nie wyjechał z Nowego Jorku ze względu na mnie, byłby teraz kimś. Ale zrezygnował z kariery dla mnie, a ja zmusiłam go, by pożegnał się ze swoim jedynym marzeniem. Rozmawiałam z nim ca¬łymi dniami, by go przekonać, że to nie było tak. Godzinami przypominałam mu, że porzuciłam malarstwo i wyjechałam z Nowego Jorku, bo to on chciał zamieszkać w Los Angeles, by zostać muzykiem. Ale niezależnie od tego, co mu mówiłam i udowodniałam, Martin twierdził coś zupełnie innego. Wedle niego poniechałam malarstwa, bo mi nie szło, a on stracił bajeczne perspektywy w Nowym Jorku i przenieśliśmy się do Los Angeles, bo powiedziałam, że potrzebuję w życiu więcej słońca.
                            Ellie głęboko odetchnęła, by się uspokoić.
                            - Wytrzymywałam to tak długo, jak tylko mogłam. Do¬szłam już do tego, że było mi wszystko
                            jedno, czy to, co on pamiętał, zgadzało się z tym, co robiłam. I miałam już dość tego wyrzucania moich pieniędzy. Kupiliśmy piękny duży dom ze specjalnym studiem nagrań. Lecz Martin wypełniłgo sprzętem muzycznym, wyładował głośnikami i mnóstwem czarnych pudełek z migającymi na nich światełkami. A kiedy dom zaczął pękać w szwach, powiedział, że musimy kupić coś przestronniejszego, z czterokrotnie większym studiem. Kupował tak i kupował bez umiaru,skamląc, że zarabiam za mało i za wolno. Kiedy nie mogłam już tego znieść, wniosłam pozew o rozwód.
                            Cytaty pochodza z ksiazki Judy Deveraux "zycie raz jeszcze'
                            • tully.makker I kto byl za to odpowiedzialny? 27.10.10, 10:13
                              Wstukalas tu pracowicie rzewna historie z romasidla dla kucharek, z seri ona ofiara, on opraca. A jak zawsze twierdze, nie ma ofiar, sa tylko ochotnicy.
                              • hamerykanka Re: I kto byl za to odpowiedzialny? 27.10.10, 16:58
                                Bo widocznie nie dotarla do ciebie tresc przekazu. Ale to juz nie moj problem.
    • klepska Re: czy ze mną jest coś nie tak? 28.10.10, 16:50
      Dziewczyny!
      jestem Wam baaardzo wdzięczna za komentarze. Naprawdę pomogłyście mi w przemyśleniach...
      Powiedziałam mężowi, że w piątek(jutro) chciałabym z nim porozmawiac - zgodził się...
      Chcę się dobrze przygotować do tej rozmowy....

      Wczoraj jechałam z nim oddać auto do mechanika...w sumie zajęło nam to jakieś 5 i pół godziny bo daleko i korki...
      W tamtą stronę jechałam sama bo prowadziłam jeden z aut i byłam z samą sobą...wspominałam sobie nasze początki...myślałam za co go kocham(bo kocham), co moge mu powiedzieć...

      Zobaczymy jak sie potoczy jutrzejsza konfrontacja:)
      • hamerykanka Re: czy ze mną jest coś nie tak? 28.10.10, 19:21
        Trzymam kciuki:)
        Badz dzielna i nie daj sie wyprowadzic z rownowagi.
    • aryanna Re: czy ze mną jest coś nie tak? 06.11.10, 13:49
      I niech mi ktoś powie, że poziom wykształcenia nie jest ważny...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja