esta_blish
02.11.10, 11:56
Moja mama wychowała mnie niemal sama, za co mam do niej ogromną wdzięczność i szacunek. Mieszkamy razem w domu mojego męża i moim, z naszym dzieckiem (drugie w drodze). Od kilku lat już nie mogę się z mamą dogadać. Cały czas ma do mnie o coś żal, pretensje, ja już nie mam siły tego znosić. Awantury urządza mi srednio co 1-2 tygodnie, przy czym twierdzi, że to zawsze moja wina.
Po pierwsze wydaje mi sie, ze jest bardzo wrażliwa, a raczej przewrazliwiona. Na przykład jechala z mezem posprzatac groby. Ja nie jechalam z racji koncówki ciązy. Maz zabral synka (2lata). Posprzatali razem, synek siedzial w wózku, byl spokojny. Po powrocie mama mi mowi, ze jej przykro, ze maz wzial synka. Bylo to dla niej stesujące. I dalej, ze nikt sie z nia nie liczy itd. DLa mnie to absurd, nie wpadlabym na to, że moze jej byc przykro z tego powodu. Powiedzialam tez, ze mogla to powiedziec przed wyjazdem, a nie po, kiedy już nic nie można zrobic. Teraz jest urazona.
Zawsze mowi mi rozne rzeczy po fakcie, "bo moglam sie domyslic". Problem w tym, ze dotykają ja takie rzeczy, których ja naprawdę nie jestem w stanie przewidzieć.
Inna sprawa to taka, ze mam wybuchowy temperament, czesto najpierw mówię, potem myślę. Dla mnie to są tylko słowa, ale rozumiem, że mogą kogoś dotknąć. Staram się z tym walczyc, ale i tak w prawie w każdej awanturze powiem za dużo. Kiedyś za to przepraszałam. Ale zawsze słyszałam, że przepraszam na przydechu, albo nieszczerze, albo za mało w tym życzliwości, albo że raz nie wystarczy. Potem takie słowa wypomina mi przez wiele lat (tak, lat, nie przesadzam). Przestalam wiec przepraszać, bo bylo bez sensu, ale oczywiscie tak tez nie jest dobrze.
To wypominanie spraw sprzed wielu, kilku lat tez jest straszne. Ja już czesto nie pamietam, ze takie coś mialo miejsce, a mama twierdzi, że wciąz ją to boli, bo "ona taka jest".
Ma do mnie zal, ze polubiłam rodzinę meża. Zarzuca mi, że ich "wybrałam", wypomina, że do nich jeżdźę (choć wcale tego nie robię często!), porównuje ,że ją źle traktuję, a ich kocham, co jest przecież niedorzeczne.
Co najgorsze, obwinia mnie o większość nieszczęść, jakie ją spotkały, posuwa sie w tym wszystkim coraz dalej.
Doszło do tego, że zaczęlam marzyć juz nie o tym, żebysmy się dogadały, tylko o świętym spokoju, bez awantur. Tylko sytuacja jest o tyle skomplikowana, że mama mieszka u nas, nie ma się gdzie wyprowadzić, nie stać nas na drugi dom, czy mieszkanie.