aryanna
05.11.10, 20:39
Witam Was ponownie...znacie mnie z poprzednich wątków o samotności. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Mogę powiedzieć, że nauczyłam się żyć sama,...
Na codzień jestem pracowitą, uśmiechniętą osobą, mój dzień kręci się dookoła córki, która niedawno zaczęła naukę w pierwszej klasie podstawówki, odprowadzam do szkoły, pracuję, odbieram dziecko, jemy, spacerujemy, odrabiamy lekcje itp, itd.
Mogę stwierdzić, że moje życie jest w miarę ustabilizowane, jest jednak pewne ALE.
Zostałam zaproszona do znajomych na urodziny (to byli wspólni znajomi moi i mojego byłego, z którym byliśmy 4 lata i rozstaliśmy, wyrzuciłam go z domu, mówiąc, że jest nic nie wartym darmozjadem - pisałam o tym dłuuugi post). Na tych urodzinach dowiedziałam się od znajomych, że K. miał tzw. "wpadkę" z 23-letnią dziewczyną i przymusowo ożenił się. Moja reakcja była piorunująca - zrobiło mi się słabo, przepłakałam do końca imprezy i cały następny dzień. Mimo to wstąpiła we mnie ogromna ciekawość podejrzenia na naszej klasie, czy nie ma tam u niego jakichś fotek. I to, co obejrzałam- przeraziło mnie po raz kolejny. Facet jest przystojny, zdolny, wykształcony (kończył Uniwersytet Warszawski i to jeszcze jeden z trudniejszych kierunków)- i pojął za żonę takie NIC. Brzydkie to, młode, bez wykształcenia (i pewnie bez doświadczenia zawodowego). Cały czas porównuję tę dziewczynę ze sobą i się tym katuję. Średnio raz w tygodniu śni mi się, albo śnią mi się oboje, i wtedy w śnie mówię mu, że go kocham, a jej, że ją zniszczę, zabiję, że jak mój K. mógł się ożenić z tak bezwartościową osobą. Budzę się cała zlana potem, z płaczem, później cały następny dzień się męczę sama ze sobą. Dochodzę do wniosku, że nadal coś do niego czuję, że było ok, dopóki nie dowiedziałam się, że ma inną kobietę. Nie byłoby może jeszcze tak źle, gdybym ja również kogoś miała, choćby po to, by się dowartościować. Relatywnie jestem atrakcyjna, w miarę ubrana, zadbana, wyglądam znacznie młodziej niż na moje 31 lat, mam dobrą pracę, w której czuję się spełniona, ale......mężczyźni ode mnie stronią. Doszło do tego, że nawet Sylwestra spędzę w domku, z córunią, i żeby nam smutno nie było, podsunęłam jej pomysł zaproszenia kilku koleżanek/kolegów z klasy, których rodzice chcą się zabawić a nie mają z kim zostawić dzieci. nadrabiam. Chodzę, działam, działam w radzie klasowej rodziców, udzielam się dodatkowo wszędzie, gdzie się da. A psychicznie....dno, pustka, poczucie bycia nikim. Jak się tego pozbyć? Dodam, że mam mnóstwo zajęć, ale ....brakuje mi tego czegoś, poczucia własnej wartości, że jestem dla mężczyzny atrakcyjna, ważna, że ktoś chciałby ze mną spędzić czas, iść do restauracji, kina, spędzić Sylwestra....