Popadam w paranoję

05.11.10, 20:39
Witam Was ponownie...znacie mnie z poprzednich wątków o samotności. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Mogę powiedzieć, że nauczyłam się żyć sama,...
Na codzień jestem pracowitą, uśmiechniętą osobą, mój dzień kręci się dookoła córki, która niedawno zaczęła naukę w pierwszej klasie podstawówki, odprowadzam do szkoły, pracuję, odbieram dziecko, jemy, spacerujemy, odrabiamy lekcje itp, itd.
Mogę stwierdzić, że moje życie jest w miarę ustabilizowane, jest jednak pewne ALE.
Zostałam zaproszona do znajomych na urodziny (to byli wspólni znajomi moi i mojego byłego, z którym byliśmy 4 lata i rozstaliśmy, wyrzuciłam go z domu, mówiąc, że jest nic nie wartym darmozjadem - pisałam o tym dłuuugi post). Na tych urodzinach dowiedziałam się od znajomych, że K. miał tzw. "wpadkę" z 23-letnią dziewczyną i przymusowo ożenił się. Moja reakcja była piorunująca - zrobiło mi się słabo, przepłakałam do końca imprezy i cały następny dzień. Mimo to wstąpiła we mnie ogromna ciekawość podejrzenia na naszej klasie, czy nie ma tam u niego jakichś fotek. I to, co obejrzałam- przeraziło mnie po raz kolejny. Facet jest przystojny, zdolny, wykształcony (kończył Uniwersytet Warszawski i to jeszcze jeden z trudniejszych kierunków)- i pojął za żonę takie NIC. Brzydkie to, młode, bez wykształcenia (i pewnie bez doświadczenia zawodowego). Cały czas porównuję tę dziewczynę ze sobą i się tym katuję. Średnio raz w tygodniu śni mi się, albo śnią mi się oboje, i wtedy w śnie mówię mu, że go kocham, a jej, że ją zniszczę, zabiję, że jak mój K. mógł się ożenić z tak bezwartościową osobą. Budzę się cała zlana potem, z płaczem, później cały następny dzień się męczę sama ze sobą. Dochodzę do wniosku, że nadal coś do niego czuję, że było ok, dopóki nie dowiedziałam się, że ma inną kobietę. Nie byłoby może jeszcze tak źle, gdybym ja również kogoś miała, choćby po to, by się dowartościować. Relatywnie jestem atrakcyjna, w miarę ubrana, zadbana, wyglądam znacznie młodziej niż na moje 31 lat, mam dobrą pracę, w której czuję się spełniona, ale......mężczyźni ode mnie stronią. Doszło do tego, że nawet Sylwestra spędzę w domku, z córunią, i żeby nam smutno nie było, podsunęłam jej pomysł zaproszenia kilku koleżanek/kolegów z klasy, których rodzice chcą się zabawić a nie mają z kim zostawić dzieci. nadrabiam. Chodzę, działam, działam w radzie klasowej rodziców, udzielam się dodatkowo wszędzie, gdzie się da. A psychicznie....dno, pustka, poczucie bycia nikim. Jak się tego pozbyć? Dodam, że mam mnóstwo zajęć, ale ....brakuje mi tego czegoś, poczucia własnej wartości, że jestem dla mężczyzny atrakcyjna, ważna, że ktoś chciałby ze mną spędzić czas, iść do restauracji, kina, spędzić Sylwestra....
    • triss_merigold6 Re: Popadam w paranoję 05.11.10, 21:20
      Niczego nie czujesz do eksa, to urażona ambicja i żal za zainwestowanym czasem i uczuciami. Panna nie była lepsza w sensie wykształcenia i urody - była sprytniejsza, a to w darwinowskim modelu walki o zasoby punktuje bardziej.
      Doskwierający brak tej drugiej osoby rozumiem i absolutnie Cię nie krytykuję.
      • aryanna Re: Popadam w paranoję 05.11.10, 21:32
        Zaczęłam kolejne studia....trzeci kierunek z kolei. Na zajęciach jest super...a potem pytam sama siebie: po co ci to?- przecież i tak żaden facet nie "poleci" na wykształconą, dobrze wyglądającą kobietę... Czasem łapię takie potężne doły, nie występują często, ale za to są okrutne. Przyłapuję się na tym, że idąc ulicą obserwuję pary i myślę np. w taki sposób: taki przystojny facet i do tego jeszcze z kasą, dobry samochód, a ona...chuda/ruda/bez piersi/do wyboru - co on w niej widzi?? To jest paranoja.... I jeszcze wysłuchiwanie mojej mamy: co to daje że znów studiujesz, zarabiasz, kupujesz fajne ciuchy skoro i tak się do niczego nie nadajesz bo żaden facet ciebie nie chce. Poradźcie mi proszę- gdzie robię błąd, że mężczyźni po prostu ode mnie stronią? zauważyłam w prostych relacjach, że porozmawiać ok, umówić się np na piwko ok, pogadać o pracy, muzyce, filmach...ale żadnych mocniejszych więzi. O co chodzi?
        • triss_merigold6 Re: Popadam w paranoję 05.11.10, 21:38
          Nie chcę Ci dokuczyć, ok?
          Pozwól, że powiem otwartym tekstem: sprawiasz wrażenie zbyt doskonałej. I takiej, której mężczyzna nie doskoczy, nie dorówna, nie jest jej potrzebny.
          Mężczyzna potrzebuje czuć się potrzebny, leliją bądź, nie wyrywaj się, że umiesz, potrafisz, ogarniesz, zarobisz, zorganizujesz życie domowe na 120%. To jak polowanie lamparta na bawołu - lampart oblicza czy kalorycznie kalkuluje mu się pościg i odpuszcza, jeśli ofiara jest zbyt silna/szybka.
        • niebieski_ptak5 Triss i Aryanna 05.11.10, 22:13
          Triss czytam Twoje wyp. sporadycznie na forach dzieciowych i przepraszam, że Ci to napiszę Twoje relacje z siostrą są jakie są i wydaje mi się {często jej dogryzasz, być może ona jest jaka jest i taka właśnie jak ja w tych postach opisujesz}, że trochę przez to masz skrzywiony obraz. Tu w tym przypadku nie chodzi o takie czy siakie wymagania. Babka nie umie żyć dla siebie i swojej wartości upatruje/poszukuje w działaniach/oczach faceta/względem niej. Brak gościa jest przyczyną WSZELKICH JEJ stresów i dołów ale z facetem podejrzewam WCALE nie będzie jej lepiej. I to porównywanie się z innymi/kobietami/parami wg takich a nie innych aspektów życia/wyglądu. Ona za grosz nie ma poczucia własnej wartości ani rozeznania w tym {mnie takie rzeczy dziwiły jak dzieckiem byłam} jak wyglądają związki/życie. Może być chudy pan z panią przy kości bo jeszcze zależy jaki ona ma stosunek do swego ciała/siebie i on co "lubi", że wygląd i owszem a może babka jest namiętna, kocha życie i jest ok. To taki typ, który tylko się porównując "wie" jaki jest a i nawet nie to bo zawsze będzie inaczej/z kim rywalizować/ktoś będzie lepszy gorszy itp/ Sama nie wie jaka jest bo zdanie na swój temat/życia /potwierdzenie własnej wartości jako człowieka/kobiety szuka u innych. Robi coś niby dla siebie/rozwoju podczas gdy tak naprawdę kalkuluje czy to zmniejszy /zwiększy jej szanse na związek u płci przeciwnej. To ten typ co jak facet/nieznajoma osoba spojrzy krzywo sądzi, że podpadł /na pryszcza na nosie itp. Poza tym z postu tego innych bije DESPERACJA. CHORE to. NIE samotność jest to głównym problemem oj nie. I to symptomatyczne dla relacji/postrzegania samej siebie przez nią co powiedziała jej matka. Różnie z moją Mamą mi się relacje układały/obojętnie czy miałam/nie kogoś ale takie uważanie, że DOPIERO facet jest jakąś klamrą, wynagrodzeniem tego CAŁeGO trudu jest ok i świadczy o kobiecie, że nią jest jest mocno dyskusyjny i nigdy podobnych bzdetów nie usłyszałam od swej Rodzicielki. To jest jakieś chore! Wychodzi na to, że jednak celem życia kobiety pozostaje złapanie chłopa -patrz Kasia ma a jest brzydka jak noc a Ty co? Ja wiem co TRISS sądzisz o swojej siostrze jednak nie każda kobieta -sama/nie jest dlatego SAMA, że ma wymagania bóg wie jakie etc. Dla Bohaterki tego wątku wcale nie BRAK FACEta jest problemem -choć ona pewnie sądzi inaczej tylko jej własne podejście do sprawy/ życia/bycia kobietą itp.
          Wartość nie polega na tym, że życie z kimś jest cudowne i nadrzędne do wszystkiego. Trzeba samej umieć się zdefiniować. Bez durnych porównań z kimkolwiek. Nawet jak znajdziesz kogoś nie będzie ok, bo prócz tego, że ewentualne wymagania/oczekiwania mogą być górnolotne Ty uważasz, że FACET nada Ci blasku/SENSU i wszystkie Twoje nawet niby rozwijające działania ukierunkowane są pod niego {w życiu jak coś robiłam dla siebie nie myślałam czy to się spodoba prócz mnie komuś a już zwłaszcza czy to zwiększy moje szanse/nie spotkania kogoś}. Zdrowo myślący facet/ktoś sensowny nie będzie chciał być z kobietą bluszczem/ośmiornicą bo Twoje poczucie własnej wartości/oczekiwania/mniemanie o sobie są ILUZORYCZNE. Gdyby było inaczej Twój post wyglądałby odmiennie.
        • ruda110 Re: Popadam w paranoję 12.11.10, 13:14
          Jestem ruda, chuda i bez piersi ;-) i mam fajnego męża. Może nie do końca chodzi im o to, żebyś była dobrze ubrana, wykształcona itd, ale mniej skupiona na sobie. Z
    • triss_merigold6 Re: Popadam w paranoję 05.11.10, 21:29
      Biedna Ty jesteś ze swoimi standardami, tak obiektywnie. Kojarzysz mi się z moją rodzoną siostrą. Ona jest dobrze po 30-tce, singielka, ładna, bardzo zadbana, sukcesy zawodowe, rózne zainteresowania, nieustający dokształt, aktywność sportowa rozmaita, wielu znajomych i nic. Na polu męsko-damskim porażki od wielu lat. Chłopów w pracy i przez znajomych poznaje do cholery i trochę, i nic - żonaci, żonaci niezrozumiani, pracoholicy, związkofoby, cuda wianki, jak wolny to zaraz wyjeżdża na rok na kontrakt do innego kraju albo właśnie wraca z kontraktu etc. I zdziwienie i wkurw, że byle idiotka po technikum pracujaca w spożywczym ma męża, dzieci, mimo odrostów i nałogowego oglądania "Klanu" oraz zainteresowań skoncentrowanych na najbliższej rodznie.
      • aryanna Re: Popadam w paranoję 05.11.10, 21:34
        Masz całkowitą rację. Teraz już w ogóle nie wiem o co chodzi? Podobno przecież elegancka, zadbana, dobrze zorganizowana kobietka to marzenie wielu mężczyzn, czy na pewno?
        • triss_merigold6 Re: Popadam w paranoję 05.11.10, 21:49
          To może być. Może, bo nie musi. W zasadzie to trzeciorzędne, pomijając rojenia małolatów.
    • niebieski_ptak5 to nie paranoja 05.11.10, 21:46
      Przeczytaj swój post jeszcze raz{pi razy drzwi pamiętam Twoje poprzednie}. Ty wcale nie robisz tak naprawdę czegoś dla Ciebie i ciągle Twoje poczucie wartości powinno/oscyluje wokół chłopa. I to jest Twój główny problem. Desperatek nikt nie chce/tak samo jak desperata lub osobę która tylko będąc z kimś coś "zyskuje". Co Ty jesteś jakimś workiem, który nabierze kształtu jak "coś " będzie w środku? Bez podtekstów.
      Wyraźnie coś jest nie halo nie z brakiem chłopa tylko z Tobą w środku. I jeżeli traktujesz innych a zwłaszcza facetów jako deskę ratunku, jako lustro które powie Ci czy jesteś ok czy nie to idziesz prostą droga do:
      a} spotkania buraka który będzie Tobą pomiatał {masz takie zadatki} bo będzie wiedział/miał pewność{potrenuje na Tobie}, że dla Ciebie liczą się spodnie i trwanie nawet za cenę poniżenia
      b} bycia z byle kim
      c} nie spotkania nikogo bo babka która na pierwszym spotkaniu ma w oczach i będę cię kochała aż do śmierci tylko bądź nie jest partnerką a raczej wychodzi na nawiedzoną i zdesperowaną.
      Może Ty po prostu popracuj nad sobą - z psychoterapeutą itp. Bo o ile można zrozumieć, że nie chcesz/nie lubisz być sama to u Ciebie to jest chorobliwe.
      Przestań zazdrościć/interesować się życiem eksa. Raz nie jest to już TWOJA broszka, dwa może jemu taka panna {choć nie wiesz jaka ona jest} odpowiada? Wyrzuciłaś go i rozwiodłaś się -to chyba nie było super/nie był panem perfekcyjnym {bo w drugiej części piszesz o nim jak o jakimś bożku}. Masz sklerozę już? Raptem zyskał na wartości bo ma kogoś? I to nie Ciebie?
      Nie żyjemy w XIX wieku możliwe, że WASI/ TWOI znajomi wcale nie znają realnego powodu dla którego z nią jest!
      Żyj swoim życiem, na nikogo nie czekaj -tak najłatwiej jeśli już kogoś sensownego trafić. Poza tym niebezpieczne i infantylne jest to, że uważasz, że ktoś Ci nada znaczenie. Tylko TY sama możesz to zrobić. Ewentualne romantyczne gesty ze strony ukochanego mogą być{zależy jaki to facet czy taki jest/potrafi/chce być ale nie 24/24 lub milion razy w miesiącu}. Trafi Ci się w końcu z TAKIM podejściem jakie reprezentujesz padalec bo kogoś normalnego po prostu wystraszysz, rozumiesz? Dojdzie do tego, że byle zaproszenie kumpelskie, towarzyskie będziesz traktowała jako okazję do wychaczenia faceta/ułożenie swego życia podczas gdy np. facet będzie chciał "tylko" napić się z Tobą kawy i pogadać podczas gdy Ty będziesz go już widziała oczyma wyobraźni na ślubnym kobiercu.
    • niebieski_ptak5 Poza tym 05.11.10, 22:19
      masz bardzo dziwne podejście/nadmiernie gloryfikujesz związki. One mogą/są całkiem odmienne w środku. To, że z kimś się jest nie jest tożsame ze szczęściem. Zależy jak je definiujesz/z kim jesteś związane, jak to wszystko wygląda od środka etc.
      Zacznij chodzić na terapię ale dla SIEBIE aby ze sobą złapać kontakt zanim zaczniesz szukać go z płcią odmienną.
      • aryanna Re: Poza tym 05.11.10, 22:59
        W przypadku gloryfikowania związków masz rację. Z tym że u mnie jest jakoś dziwnie....jak piszesz "związek nie jest tożsamy ze szczęściem", tak, wiem, wiele kobiet się męczy dla siebie, dla dzieci, dla faceta, dla "opinii ludzi z zewnątrz", a ja miałam tak od samego początku, że jak MI było w związku źle to kazałam facetowi się wynosić. Ja chyba z nikim nie umiem żyć. Za bardzo kocham siebie, by pozwolić się krzywdzić i przed samą śmiercią powiedzieć "bo ja się tak całe życie męczyłam z mężem..". A co do atrakcyjności - skoro "te nieatrakcyjne" mogą mieć całkiem dobrych, kochających mężczyzn, to czemu ja nie? Dodam, że zdecydowana większość przedstawicieli płci męskiej spotkanych w życiu z reguły dawała mi do zrozumienia, że się podobam... więc w czym problem?
        • nowy99 Re: Poza tym 05.11.10, 23:16
          Prosta rzecz: zapytaj o to jak cię odbiera i co o tobie sądzi jakiś fajny, zaufany kolega, co sądzi o twoim usposobieniu, a czego wg niego w tobie brakuje - najlepiej umówić się na pogaduchy skropione piwem, winem etc. Czyli jakąś rozmównicą.

          Możesz wymyślić coś na poczekaniu, i w kontekście tego zadać parę pytań o swoją osobę, jej odbiór. Możesz np. powiedzieć, że od mężczyzn otrzymujesz sprzeczne komunikaty n.t. siebie i już sama nie wiesz jak się ciebie odbiera...
          • aryanna Re: Poza tym 05.11.10, 23:33
            nowy99:
            taka rozmowa z serdecznym przyjacielem już była, w sytuacji kryzysowej. Wywnioskowałam z niej, że jestem za bardzo restrykcyjna wobec mężczyzn. Wiem, że taka jestem. Podchodzę do życia poważnie i jeśli miałabym się z kimś wiązać, to z dojrzałym mężczyzną, a nie wiecznie imprezowym wyluzowanym chłopcem. I tu chyba tkwi problem. Ale przecież tacy faceci (niepijący, niepalący) chyba gdzieś są? :(
        • niebieski_ptak5 Kiedy Ty 06.11.10, 01:18
          siebie wcale nie kochasz i bije to z każdego Twego postu. Poza tym jak piszesz kiedy coś było nie po Twojej myśli to pokazywałaś panu drzwi. Wiesz to zabawne i totalnie niedojrzałe. Tkwienie latami w niesatysfakcjonującym związku/z alkoholikiem/narkomanem/osoba nadużywającą przemocy jest oczywiście złe- ale u Ciebie nie ma czegoś takiego jak wypośrodkowanie. Musi być dobrze{wg. Twoich wyobrażeń} albo wcale. Kto normalny by to zniósł? A gdzie rozmowy, ustalanie celów, zapytanie się co nie gra, próby wybrnięcia z ciemnej uliczki etc? Co punktujesz ich jak na meczu a jak nie spełnią w tydzień postulatów to bujaj się? Z jednej strony piszesz o poczuciu własnej wartości totalnie nie rozumiejąc co to znaczy bo zaraz utożsamiasz, że to pan powinien Cię o nim zapewnić ale generalnie traktujesz ich jak zło konieczne albo swoich niewolników! No weź się zastanów! O miłości/związku/facecie masz wyobrażenie małej pensjonarki.
          Pan powinien być taki jaki Ty chcesz żeby był{choć generalnie sama tego nie wiesz, pomijając, że bez nałogów} i dodatkowo wpatrzony w Ciebie jak w obrazek. Z facetem wszystko by Ci smakowało lepiej, niebo byłoby piękniejsze, Ty lepsza i z każdym dniem i rokiem z nim byłby u Ciebie drugi Rzym. Wreszcie miałabyś cel w życiu i to wszystko -kasa, ciuchy, Ty zrobiona i wykształcona nabrałoby sensu/jasności i WRESZCIE znaczenia.
          Zadajesz dziecinne pytania. Jednemu podoba się Naomi Campbell, innemu Evangelista a trzeci woli pulchne i nisko skanalizowane. Poza tym dochodzą cechy charakteru. No chyba, że chodzi tylko o seks. Nikt nie wytrzyma z osobą od której nawet z postów bije desperacja: muszę mieć faceta a dodatkowo musi być taki jak ja chcę {może kup sobie robota i sama dobierz mu opragramowanie?}. Powtarzam związki mogą być różne i atrakcyjność niekoniecznie mimo tego co w pismach piszą musi być tym co decyduje. Jaki związek jest też zależy -patrz góra. I co z tego, że się podobasz? Wcale nie musi tak być. Człowiek wszystko przyjmie za dobra monetę jeśli ma taką potrzebę a TY naprawdę masz to rozwinięte w sposób chorobliwy i może Ci się tak wydawać i możesz być tak nakierowana na TAKIE sygnały, że głowa mała. Poza tym dochodzi proza życia/zainteresowania różnorakie, inne niż Twoje/potrzeba samotności a Ty byś najchętniej WSZYSTKO przeżywała z kimś i to jest już bardzo złe. Oczywiście, że z kimś może być cudownie i radość dzielenia doświadczeń i przeżyć jest ok, tylko nie permanentnie. To tak jak by ktoś musiał Ci powiedzieć co lubisz/jaki rodzaj sera bo Ty nie potrafisz wyszukać własnego smaku. Na to wyjdzie, że jak ktoś Ci nie da sygnału co mu smakuje to padniesz z głodu/albo łykniesz i cykutę. Ty przede wszystkim nie umiesz żyć sama z sobą to jak możesz żyć z kimś? Dobra naprawdę dobra grupa wsparcia/psychoterapia grupowa{żaden wstyd}
          • aryanna Re: Kiedy Ty 06.11.10, 09:22
            To nie jest dokładnie tak, jak piszesz. Nie jest prawdą, że po tygodniu wyrzucam delikwenta z domu, bo chcę, żeby było na moje. Wytrzymywałam, prosiłam, błagałam, chciałam rozmawiać...i? Niby jest takie przysłowie, że każda stwora ma swojego amatora...to ja bym musiała się chyba zeszpecić. Owszem, jedni lubią brunetki, inni blondynki, i "dobór" ludzi w pary zależy od wielu indywidualnych czynników. Dodam, że nie pochodzę z dysfunkcyjnej rodziny, normalni, pracujący,niepijący, dbający o dzieci rodzice. To o czym piszę nie jest "szukaniem chłopa na siłę", ale raczej próbą odpowiedzi na pytanie "dlaczego wyjątkowo brzydkie kobiety, czasem bez wykształcenia i jakichkolwiek zainteresowań tworzą udane, długoletnie małżeństwa, nie obawiając się zdrady, a przede wszystkim, co takich mężczyzn trzyma przy tego typu kobietach??". Umiem żyć sama, właściwie nie sama, gdyż zdecydowaną większość wolnego czasu spełniam się jako matka, bardzo szczęśliwa matka, która ma więcej czasu dla dziecka niż ta z facetem, któremu trzeba wyprać, posprzątać i obsłużyć go.
            • niebieski_ptak5 Rany 06.11.10, 10:00
              o tym tyg. to nie było dosłownie. Ale co to wg. Ciebie znaczy udany i co do cholery wspólnego ma z tym uroda/brak jej? Bo co ktoś jest długie lata w związku to już cud, miód i orzeszki? Nie trzeba być z rodziny patologicznej aby była ona dysfunkcyjna.Wypowiedz Twojej matki jakoś nie świadczy aby było ok. Oczywiście tak jak jedna wiosna jaskółki nie czyni tak i to może nic nie znaczyć ale nie wyobrażam sobie aby to był normalny tekst do córki.Twoje pytania/pytania są naiwne i Ty nigdy nie znajdziesz tego czego szukasz a nawet jakbyś znalazła -normalny ucieknie i wcale bym mu się nie dziwiła. Ale człowiek- kobieta to nie tylko matka/żona/córka/kochanka itp. Rodzice umrą, facet Cię może kopnąć w d....lub co innego, dziecko pójdzie na swoje i co Ci zostanie?
              Nie masz poczucia własnej wartości, wcale nie kochasz siebie, zero oparcia w samej sobie, brak logicznego postrzegania związków,relacji między ludzkich, oczekujesz bezustannej adoracji i Twoja wartość samej siebie koreluje z tym czy będziesz z gościem. Zadusisz każdego faceta. Zanim zacznie się być z kimkolwiek należy umieć być z samym sobą a Ty tego za grosz nie potrafisz. I będziesz popełniać te same błędy bo wcale nie chcesz z tego wyjść. Poszukujesz odp na durne pytania i non stop porównujesz się z innymi. Nigdy nie będziemy tacy jak ludzie spotykani na ulicy. Warto pracować nad sobą a nie porównywać się do użygu z innymi.
              Jednym wystarczy piwsko po obiedzie i TV innym nie. Wg. Ciebie brzydkie baby maja szczęście, że z kimś są. A co to znaczy brzydkie -inne od Ciebie, Gargamelice etc. Może one mają lepiej/gorzej niż Ty w głowie i stąd całe zamieszanie. Związki są różne i nikt Ci nie da jednoznacznej odp. bo ludzie różnych rzeczy szukają/ itp. a Ty mordujesz wątek urodowy jak niektórzy płyty. Co to "ładni" ludzie się nie rozwodzą nie mają kryzysów, więc o Co Ci biega? Zapisz się na terapię bo cięzko Ci będzie i brak związku WCale nie jest tu głównym powodem
            • nick_ze_hej Re: Kiedy Ty 06.11.10, 10:03
              "dlaczego wyjątkowo brzydkie kobi
              > ety, czasem bez wykształcenia i jakichkolwiek zainteresowań tworzą udane, długo
              > letnie małżeństwa, nie obawiając się zdrady, a przede wszystkim, co takich mężc
              > zyzn trzyma przy tego typu kobietach??".


              ...bo może są po prostu ciepłymi i fajnymi ludźmi, nie oceniają innych powierzchownie, nie są zachwyconymi sobą megalomankami, potrafią słuchać innych, a nie tylko mówić "ja ja ja"...
              bo może nie są wcale ani taki brzydkie, ani nudne. ani głupie? Uroda to rzecz względna, a "fakultety" nie są gwarantem ani mądrości ani inteligencji;)
              • konwalka Re: Kiedy Ty 06.11.10, 10:44
                nick_ze_hej, z ust mi to wyjales/wyjelas
                (nie przepraszaj)
                Boze, arianna, skad w tobie tyle pogardy dla tych, ktorzy ci nic nie zrobili zlego?
                po jednej stronie kobiety brzydkie, glupie, niewyksztalcone i szczesliwe
                po drugiej ty- ideal samotny
                naprawde, naprawde "wszystko na tym swiecie zalezy od odrobiny ciepla" - E.M.Remarque
                • konwalka Re: Kiedy Ty 06.11.10, 10:45
                  sorry, przekrecilam nick
                  • aryanna Re: Kiedy Ty 06.11.10, 10:52
                    Po czym wnosisz, że kimś gardzę? nie, nikim nie gardzę, nie potrafiłabym, każdy jest człowiekiem, ale....po prostu odczuwam zazdrość, gdy widzę kobietę, która nic sobą nie przedstawia, żadnej elegancji, stylu, a jak otworzy usta to można się pokładać ze śmiechu, ale Sylwestra bynajmniej nie spędza sama (to był przykład tylko, żeby potem ktoś mi nie zarzucił, że na imprezę faceta szukam :)).
                    • konwalka Re: Kiedy Ty 06.11.10, 11:08
                      Po czym wnosisz, że kimś gardzę?
                      po wiekszosci takich wypowiedzi: , gdy widzę kobietę, która
                      > nic sobą nie przedstawia, żadnej elegancji, stylu, a jak otworzy usta to można
                      > się pokładać ze śmiechu
                      • aryanna Re: Kiedy Ty 06.11.10, 11:33
                        To tylko porównanie - nie pogarda, że skoro "te inne" mogą, to dlaczego nie ja? W czym jestem gorsza? Bo ja się naprawdę staram. Będąc w związku również się starałam. I nie jestem ideałem, a tym bardziej samozwańczym, a chyba matka samotnie wychowująca, zaradna, dobrze zarabiająca, a do tego znajdująca jeszcze czas na czas wolny dla siebie i dziecka, nie grzęznąc tym samym w brudzie i garach po uszy - to są chyba pozytywy, które potencjalny partner życiowy mógłby docenić, bo jest ich chyba więcej niż u zwykłej, wiejskiej baby.
                      • nick_ze_hej Re: Kiedy Ty 06.11.10, 11:40
                        pojął za żonę takie NIC. Brzydkie to, młode, bez wykształcenia

                        jak mój K. mógł się ożenić z tak bezwartościową osobą

                        a ona...chuda/ruda/bez piersi/do wyboru - co on w niej widzi??

                        "dlaczego wyjątkowo brzydkie kobiety, czasem bez wykształcenia i jakichkolwiek zainteresowań tworzą udane, długoletnie małżeństwa, nie obawiając się zdrady, a przede wszystkim, co takich mężczyzn trzyma przy tego typu kobietach??".

                        bo jest ich chyba więcej niż u zwykłej, wiejskiej baby.

                        Po czym wnosisz, że kimś gardzę


                        Kpisz sobie? Pogarda, pogarda, pogarda. Kobieto jesteś chora z zawiści i pogardy. Przestań wartościować ludzi. Przestań się nieprzerwanie z kimś porównywać, bo zawsze będziesz nieszczęśliwa.
              • aryanna Re: Kiedy Ty 06.11.10, 10:46
                Ale dlaczego wychodzisz z założenia, że jestem zimna, niefajna, nieprzyjazna, egoistyczna? nadaję komunikat JA- gdyż to JA mam problem. mam wielu znajomych a dzieciaki za mną wprost przepadają, z racji swojego zawodu uwielbiam kontakt z dziećmi. Więc moje pytanie jest raczej troszkę z innej strony: jeśli takie kobiety mają mężczyzn to chyba ja tym bardziej powinnam mieć? A fakultety, masz rację, nie liczą się, ja po prostu lubię się uczyć. A z tego co przeglądam różne portale dla samotnych to podanie poziomu wykształcenia przy ewentualnym szukaniu partnera życiowego jest raczej konieczne, więc chyba w związku JEST ważne...
                • nick_ze_hej Re: Kiedy Ty 06.11.10, 11:07
                  Ale dlaczego wychodzisz z założenia, że jestem zimna, niefajna, nieprzyjazna, e
                  > goistyczna? nadaję komunikat


                  Ponieważ takie sprawiasz na mnie wrażenie, po ty co tu napisałaś. Mogę się oczywiście mylić.

                  jeśli takie kobi
                  > ety mają mężczyzn to chyba ja tym bardziej powinnam mieć?
                  "Takie" kobiety, to znaczy jakie? Gorsze? Życie z ideałem jest trudne, a z ideałem samozwańczym jeszcze trudniejsze.
                  [/i]
                  A z tego co przeglądam różne p
                  > ortale dla samotnych to podanie poziomu wykształcenia przy ewentualnym szukaniu
                  > partnera życiowego jest raczej konieczne, więc chyba w związku JEST ważne...

                  [/i]
                  Jest ważne, przy wyborze. Potem może się okazać, że niekoniecznie jeśli brak innych atutów ważnych we wspólnych zyciu.
                  • konwalka Re: Kiedy Ty 06.11.10, 11:54

                    bo jest ich chyba więcej niż u zwykłej, wiejskiej baby.

                    wiesz co?
                    rozumiem kazdego faceta, ktory ucieknie w poplochu od kogos takiego jak ty
                    znam wiejska babe, ktora pewnie nie cytowala Kopalinskiego,i ktora przezyla piecdziesiat lat z mezem w szczesliwym malzenstwie
                    ale jak do niej jechalam, to po prostu CHCIALO sie przy niej byc
                    bo byla ciepla, przyjazna, nie szydzila z reszty swiata
                    obraz sie albo nie
                    ale jestes cholernie odpychajaca, antypatyczna
                    i bedziesz sama, dopoki bedziesz traktowac ludzi jak goowno
                    • aryanna Re: Kiedy Ty 06.11.10, 12:06
                      Skoro uważasz, że jestem odpychająca: kilka dni temu organizowałam imprezę urodzinową dla córki, w domku, bo mamy sporo miejsca. Było dwanaścioro dzieci i kilkoro rodziców, którzy przywieźli dzieci i zostali na kawkę oraz poczęstunek. Bawiliśmy się wspaniale, i jedna mama, zapytała mnie przy kawie, dlaczego tyle czasu jestem sama skoro właściwie lubię ludzi a dzieciaki do mnie lgną. Dodam, że imprezka skończyła się duuuużo później niż przewidywałam, bo dzieci nie chciały jechać do domów, a zabawy w które z nimi się bawiłam wspominają jeszcze cały czas i pytają kiedy przyjdą do nas.
                      Dużo jeszcze usłyszę epitetów niezgodnych z prawdą?
                      • nick_ze_hej Re: Kiedy Ty 06.11.10, 12:31
                        jedna mama, zapytała mnie przy kawie, dlaczego tyle c
                        > zasu jestem sama skoro właściwie lubię ludzi


                        Właściwie lubisz ludzi. Co tu można jeszcze dodać?
                        • aryanna Re: Kiedy Ty 06.11.10, 12:36
                          tak - WŁAŚCIWIE lubię ludzi, nie stronię od nich, nie jestem antypatyczna, jako nastolatka zawsze byłam spostrzegana jako dusza towarzystwa, problem zaczął się znacznie później, po rozwodzie.
                      • aryanna Re: Kiedy Ty 06.11.10, 12:34
                        Dodam jeszcze, że gdyby rzeczywiście było tak, jak piszesz, miałabym problemy WE WSZYSTKICH relacjach z ludźmi. Mam natomiast tylko jeden, jedyny problem - i co widzę, pogłębia się, bo dawniej chociaż na spotkania ze znajomymi wychodziłam, a od pewnego czasu narzeczona przyjaciela jest o niego strasznie zazdrosna (bezpodstawnie, facet w ogóle nie w moim typie), więc sobie dałam spokój, nie chcę robić niepotrzebnych konfliktów. Lubię tych ludzi i nie życzę nikomu źle, widzę natomiast, że osoby samotne stanowią potencjalne zagrożenie, więc kółko się zamyka, bo niby gdzie mają kogoś poznać jak nie wychodząc z przyjaciółmi np do pubu lub na koncert?
            • asfo Re: Kiedy Ty 06.11.10, 12:47
              W długoletnim związku uroda nie ma specjalnego znaczenia. Liczy się przyjaźń, przywiązanie, codzienne ciepło, wspólne cele, czas spędzony razem i te wszystkie rzeczy, które się dla siebie nawzajem zrobiło. Przestaje się patrzeć na to, że żona przytyła a mąż wyłysiał - patrzy się na drugą osobę jak na najdroższego przyjaciela.

              Przywiązuje się wielką uwagę do urody, a tymczasem znacznie lepiej działa przyjazność.

              Poza tym przeczytaj sobie to:
              okultura.pl/wcz.htm
              Podejście dość bezceremonialne, ale można się dowiedzieć prawdy o facetach. Nie musisz od razu kupować kotła i czarnego kota, warto przeczytać ze względu na pewne psychologicznie spostrzeżenia.
              ;-P

              Poza tym ja bym nie twierdziła od razu, że faktycznie masz jakieś poważne problemy ze sobą, możliwe, że masz tylko pecha a Twoje zastanawianie nad sobą bierze się z tego, że źle Ci samej. Większość dorosłych ludzi potrzebuje pary i lepiej się czuje, jak kogoś ma. Stan desperacji, który odczuwasz jest naturalny, aczkolwiek przychylę się do poglądu, że psychoterapeuta mógłby być pomocny.
              • konwalka Re: Kiedy Ty 06.11.10, 13:18
                no ale wlasciwie o czym swiadczy kilkakrotnie podkreslana sympatia dla dzieci?
                odpychajace jest twoje malowanie wlasnej wartosci przez pryzmat "bylekajosci" innych kobiet- brzydkich, osmieszajacych sie, z malym biustem, rudych, za malych, za duzych, za chudych, za grubych
                jesli tak wlasnie zyjesz, jak mowisz, to samotnosc jest dla mnie oczywista konsekwencja
                malo kto lubi bufoniarskie popisy
                zrozum, ze dyskredytujesz innych tylko dlatego, ze w przeciwienstwie do ciebie potrafia byc szczesliwi i stworzyc udany zwiazek
                potrafia - a nie dostaja w pakiecie od wrozki
                troche empatii dla wiejskich bab i rudych maszkar
                z takim nastawieniem i pogarda dla osmielajacych sie miec mezow zer bedziesz sie szybko i ciezko starzec, gorzkniec i brzydnac
                piekny umysl to nie tylko znajomosc terminow literackich czy podawanie wartosci z tablicy mendelejewa
                • aryanna Re: Kiedy Ty 06.11.10, 13:27
                  Właśnie tego się obawiam, że szybko zgorzknieję i zbrzydnę, i umrę w domu zupełnie sama. A przecież moja Córcia uwielbia taką mamę jaką ma - na co dzień uśmiechniętą, chętną do różnych ciekawych zabaw, spacerów, wycieczek. Tylko to co siedzi "w środku" i odzywa się co jakiś czas nie daje mi spokoju.... Jak mam sobie z tym radzić?
            • sanciasancia Re: Kiedy Ty 06.11.10, 14:21
              > siłę", ale raczej próbą odpowiedzi na pytanie "dlaczego wyjątkowo brzydkie kobi
              > ety, czasem bez wykształcenia i jakichkolwiek zainteresowań tworzą udane, długo
              > letnie małżeństwa, nie obawiając się zdrady, a przede wszystkim, co takich mężc
              > zyzn trzyma przy tego typu kobietach??".
              To wszystko czego Ty nie masz?
              Na serio w stworzeniu dobrego związku bycie zadbanym, ładnym i z zainteresowaniami nie jest wcale takie ważne. Wyrzuć to elle, czy inny cosmopolitan, bo prawdy nie piszą. Zapewne jestem taką właśnie kobietą -
              • marzeka1 Re: Kiedy Ty 06.11.10, 14:46
                Wiesz, tzw. babskie gazety "Elle" czy -o, matki!- "Cosmopolitan" to dla mnie gazety, w których teksty, jak zdobyć faceta, są właściwie antyporadami, bo ich rady mogą przynieść skutek odwrotny. Zadbanie, rozwój, wykształcenie -to ważne, ale szczęśliwego związku ci nie stworzy. To raczej ma się w środku, chodzi raczej, aby facet chciał być nie dlatego, że będzie miał cuda-wianki, ale normalną kobietę w domu. A ty tak zewnętrznie ciągle inne kobiety porównujesz ze sobą: że gorzej wykształcone, brzydsze, mniej eleganckie... i co z tego? Ty - dbając o siebie pewnie 100 razy bardziej ode mnie, będąc pewnie bardziej elegancką i bardziej wykształconą (mi zdecydowanie wystarczyły jedne studia), nie lubisz siebie nawet w połowie tak, jak ja siebie, ze wszystkimi swoimi wadami i ułomnościami.
                Lubię siebie, lubię swojego wielce niedoskonałego męża, nie musiał być super ideałem.
              • aryanna Re: Kiedy Ty 06.11.10, 16:08
                Nie uważam, że bycie kobietą to coś gorszego, ale bycie samotną kobietą to coś gorszego, zwłaszcza samotną z konieczności. Znam kilka samotnych panien z wyboru, na dobrych stanowiskach, z własnym domem i dobrym samochodem. Ja natomiast zawsze chciałam mieć rodzinę, a co do związków z mężczyznami - lubiłam być adorowana od nastolatki, i co? Samotna, a wieczory - do bólu. Nie uważam również by siedzenie na forach było czymś złym, często siedzę i podczytuję, ale jeśli mam problem to dobrze by było skonsultować go z kimś z zewnątrz, kto spojrzy z boku. A porównania służyły mi do tego by w jakimś stopniu ukazać, że większość ludzi kogoś ma, a mi podobno "nic nie brakuje", byłam uważana za "dobrą partię" do zamążpójścia. I co - i sama ........ :(
                • verdana Re: Kiedy Ty 06.11.10, 16:26
                  Nie sama, tylko z dzieckiem.
                  "Dobra partia" jest dobrą partią, o ile sama się za taka nie uwaza. Ty uwazasz, ze masz pewne cechy, ktore powinny być atrakcyjne dla facetów, a inne kobiety ich nie mają. I uwazasz, ze cos tu jest sprzeczne z logika - dlaczego te brzydkie i niewykształcone znajdują sobie facetow, a Ty - absolutny ideał dla faceta, o którym kazdy powinien marzyć i snić - faceta nie masz.
                  Obawiam się,z ę wlasnie dlatego, ze sądzisz, że jesteś idealna.
                • sanciasancia Re: Kiedy Ty 06.11.10, 16:33
                  Przestań użalać się nad sobą. Idźże, dziewczyno, do kogoś, kto pomoże Ci uporać się ze sobą samą.
                  > Nie uważam, że bycie kobietą to coś gorszego, ale bycie samotną kobietą to coś
                  > gorszego, zwłaszcza samotną z konieczności. Znam kilka samotnych panien z >wyboru, na dobrych stanowiskach, z własnym domem i dobrym samochodem.
                  Uważasz, nie uważasz? To, co naprawdę sądzisz, bije z Twoich wypowiedzi. Nawet z tej
                • triss_merigold6 Re: Kiedy Ty 06.11.10, 17:09
                  Może zamiast uzywać określenia "gorszego", użyj innych słów, np., że samotna z konieczności kobieta ma wiele niezaspokojonych potrzeb, nie tylko fizycznych ale też emocjonalnych.

                  Aryanno, zrozum, że Twoje podkreślane zalety - niewątpliwie punktujące w pracy, nie stanowią o trwałym zainteresowaniu ze strony większości mężczyzn. Wybitna uroda na co dzień w domu, z czasem, zaczyna mieć trzeciorzędne znaczenie. Zadbanie? Zdrowy chłop nie widzi cellulitu, a manicure/brak manicure mu lata, podobnie jak staranna fryzura czy ciuchy modne oraz dopasowane gatunkowo/kolorystycznie. Wykształcenie? No fajnie, miło porozmawiać o czymś poza zakupami, zupą i kto zawiezie dziecko na zajęcia, ale narzucanie sobie i innym konieczności nieustannej stymulacji intelektualnej jest męczące. Stanowisko? Tez trzeciorzędne, chyba, że męczyzna szuka kobiety wybitnie reprezentacyjnej i zamożnej, bo w jego otoczeniu jest to wymagane.
                  • marzeka1 Re: Kiedy Ty 06.11.10, 17:29
                    Aryanno, do dziś pamiętam, a lata minęły, moje nastoletnie zadziwienie. Zobaczyłam kiedyś parę: on- jak młody bóg, naprawdę przystojny, w sposób, jaki mi się zawsze u mężczyzn podobał, no ciacho nad ciacha, był ze swoją dziewczyną: ona nie była nieładna, ona była zwyczajnie brzydka, z tym, ze do dziś pamiętam, jak on był w nią zapatrzony, jak słuchał, co mówiła. Wtedy pojęłam, że dobór w pary przebiega niekoniecznie w sposób, w jaki pokazują to poradniki dla kobiet.
                    • aryanna Re: Kiedy Ty 06.11.10, 18:00
                      Ale ja naprawdę nie czytam tych nieszczęsnych poradników....:( moja mama coś tam mi czasem z przepisami podrzuci, żeby coś ciekawego upiec albo upichcić, gdy mam czas. Nawet bym nie wpadła na to, by jakieś pomysły na "poderwanie" faceta a broń Bóg kandydata na stały związek czerpać z "Olivii" albo "Cosmopolitan" :) zabawne to nawet, ale tego typu pism nie traktuje się poważnie.
                      • aryanna Re: Kiedy Ty 06.11.10, 18:03
                        mój problem polega tylko na tym, iż obserwuję ludzi i czasami się po prostu zastanawiam, że ona taka...nieszczególna a on- wpatrzony jak w obrazek, czasem nawet myślę, że na jej miejscu obawiałabym się o zdradę.
                        • marzeka1 Re: Kiedy Ty 06.11.10, 18:20
                          Ależ nie zdradza się drugiej osoby dlatego, ze wydaje ci się ona nieatrakcyjna! , a inna - ładna i zadbana! Zdradza się, bo nie potrafi się dotrzymać wierności i ma skłonność do zdradzania, bo w związku jest tak źle, że szuka się pocieszenia, ucieczki gdzie indziej, ale nie z powodu atrakcyjności lub jej braku!
                          • aryanna Re: Kiedy Ty 06.11.10, 18:50
                            Faceci to wzrokowcy, a mój były mąż (dosłownie!) oblizywał się za każdą :(
                            • triss_merigold6 Re: Kiedy Ty 06.11.10, 18:52
                              Wzrokowcy i co z tego? Patrzenie - w sposób niesprawiajćy przykrości drugiej osobie - to jeszcze nie grzech ani zdrada.
                        • triss_merigold6 Re: Kiedy Ty 06.11.10, 18:51
                          Zdrada niewiele ma wspólnego z urodą, wierz mi. Pomijam mężczyzn kolekcjonerów pięknych ciał, którym kolejna atrakcyjna wizualnie kochanka znakomicie robi na ego oraz jakieś dramatyczne zmiany fizyczne, które powodują, że partner/ka staje się odpychający (ale to tez jest subiektywne).
                          Może psycholog mógłby Ci pomóc, bo wizję związków i potrzeb mężczyzn masz nierealistyczną po prostu. Zastanów się też obiektywnie jaką Ty masz pozycję na rynku matrymonialnym: masz dziecko, nie jesteś młodziutka, szukasz wolnego mężczyzny posiadającego Twój status (wykształcony, przyzwoicie zarabiający, wolny, bez nałogów, o urozmaiconych zainteresowaniach). I w ten sposób zostaje wyeliminowanych jakieś 85% mężczyzn po 30-tce.
                          • aryanna Re: Kiedy Ty 06.11.10, 19:13
                            Zdaję sobie z tego sprawę, Triss, i powiem Ci, że gdy to sobie uświadomię, jest mi z tym jeszcze gorzej. A najgorsze jest to, że chciałabym być bardziej otwarta, bardziej tolerancyjna, w związku z tym obniżyć poprzeczkę, ale wiem, że gdy to zrobię, poczuję sie jeszcze gorzej. Jak wspaniale mają kobiety, które np. nic sobie z tego nie robią, że facet idzie z kumplami na piwko, albo że ogląda się za innymi kobietami, a ja wiem, że strasznie cierpię, gdy się uczuciowo zaangażuję.
                            • triss_merigold6 Re: Kiedy Ty 06.11.10, 20:00
                              Porozmawiaj z psychologiem. Nie chcesz powtórzyć wersji matki, prawda? Z jej przekonaniem, że przeznaczeniem kobiety jest cierpienie i podporządkowanie w imię utrzymania faceta. Oczekujesz wyłączności - ok, rozumiem. Ale zawsze jest coś za coś, nie ma ideałów.
                              W zaszdie mogę powtórzyć to co już pisałam Ci w poprzednim wątku: masz za sobą dopiero 2 długie związki. I krótko jesteś sama. Daj sobie czas na uporządkowanie emocji, hierarchii potrzeb. I nie fiksuj sie tak na walorach czy braku walorów innych kobiet.
    • brak.polskich.liter Ksiazke Ci moge polecic 06.11.10, 20:48
      Susan Page "Skoro jestem taka wspaniala to dlaczego wciaz jestem sama?".
      Stare, ale jare. I niezle sie czyta.
      Bardzo a propos.

      Odnosnie eksa, to dopadl Cie - moim zdaniem - klasyczny syndrom psa ogrodnika, wzbogacony o kiepska samoocene, przymus porownywania sie z innymi i postrzeganie siebie samej przez pryzmat zwiazkow z facetami.
      I to Cie zzera.
      Szkoda zycia, IMO.
      • aryanna Re: Ksiazke Ci moge polecic 06.11.10, 21:24
        Bardzo dziękuję, skorzystam. Przymus porównywania się?....wiesz, gdybym nie była sama, to z pewnością bym nie sięgnęła do porównań. To wyszło tak jakoś samo: dlaczego ta może a ja nie skoro tamta (i tu wyliczanie wad, typu rzeczywiście nieładna, zero uśmiechu, zniszczone włosy, zero gustu, brak w uzębieniu, "taka prosta baba") może mieć męża, dzieci i być szczęśliwa. A ja o niebo doskonalsza od tamtej- wielkie nic, i szczerze..?- będą wielkie problemy z poznaniem kogokolwiek, bo: 1. poza rejonem 200 m - szkoła córki - praca - dom - nigdzie nie wychodzę, 2. na studiach w mojej grupie same kobitki 3. Z "przyjaciółmi" kontakt chwilowo ucichł ze względu na wspomnianą już zazdrosną narzeczoną, nie chcę wpraszać się na siłę tam, gdzie mnie nie chcą, a samotna osoba pojawiająca sie na imprezie jest odbierana jako zagrożenie dla "sparowanych".
        • triss_merigold6 Re: Ksiazke Ci moge polecic 06.11.10, 21:59
          Internet, serwisy towarzyskie? I daj sobie czas.
    • magumagu Re: Popadam w paranoję 07.11.10, 10:14
      ... i wcale Ci się nie dziwię...
      Co tu się oszukiwać, świat kręci się wokół związków, szukania partnerów, seksu, cała reszta to przykrywka.
      A co do pytania czemu inne są w związkach, a Ty nie - moim zdaniem to kwestia wielkiego szczęścia, losu na loterii, żeby znaleźć sobie kogoś, komu Ty będziesz pasowała i na odwrót. IMO, jeśli znajdziesz sobie kogoś optymalnego, nie będą Ci przeszkadzały jego wady, ani "cierpienia", jakie Ci zadaje i Ty jemu. Nie będzie mu przeszkadzało, że jesteś nadęta, zarozumiała i sztywna (nie twierdzę, że taka jesteś, ale to jakieś hipotetyczne wady), a nawet jeśli będzie to wytrwacie razem, a jeśli naprawdę będzie Ci na kimś zależało to przymkniesz oko na jego wady, a nie od razu wywalisz za drzwi.
      Ja bym nie ustawała w poszukiwaniach, randki z internetu mają swój urok, nawet jeśli są niewypałami to jest się później z czego pośmiać. Ale raczej kierowałabym się ciekawością ludzi, a nie desperacją w znalezieniu faceta.
    • marzannasz Re: Popadam w paranoję 08.11.10, 00:48
      Uwazam, ze nadal odczuwasz bol po rozwodzie. Pustki tak latwo sie nie pozbedziesz, to moze troche potrwac zanim znajdziesz sie ponownie w zwiazku, bo masz swoje wymagania co do partnera, doceniasz sama siebie nie tylko pod wzgledem atrakcyjnosci ale rowniez osobowosci i inteligencji, do tego nie bedzie latwo ponownie zaufac, i na sam koniec, sama stwierdzilas ze raczej nie przyciagasz mezczyzn. Moze warto sie do tego przyzwyczaic, "zaprzyjaznic" sie z samotnoscia, gdyz nie wiadomo, kiedy znowu kogos spotkasz, jak sie kolejny zwiazek potoczy itd. Nie zebym Ci radzila byc pesymistka, raczej pesymistyczna-realistka.
      Mam 32 lata, od 4 lat w powaznym zwiazku, przedtem praktycznie zero relacji - znam doskonale uczucie pustki, bezsensownosci egzystencji, samotnosci w tlumie. Moja rada dla Ciebie to medytacja- wydajesz sie byc madra kobieta, wiec powinnas wiedziec, ze to nie zaden bullshit. Analizuj swoje uczucia, mysli, gdy uczucie pustki bedzie nadchodzic staraj sie spojrzec na to z boku, wyjsc ze srodka, nie uczestniczyc w tym, wtedy bedzie latwiej Ci to kontrolowac. Uczucie pustki moze nigdy nie minac, niezaleznie od tego jak sie Twoje zycie potoczy, wazne zeby wyrobic w swoim umysle zespol zachowan, ktore pozwola Ci przygotowac sie na nadchodzocy kryzys i w sposob umyslowo-logiczny skierowac Twoje mysli na rzeczy, ktore Cie pozytywnie nastrajaja.
      A studnia to jak najbardziej swietny pomysl- dla samej siebie, ale rowniez okazja do nawiazania nowych znajomosci w kregach osob blizszych Ci zainteresowaniami.
    • tully.makker Re: Popadam w paranoję 08.11.10, 16:36
      Fizyczne atrakcyjnosc to rzecz oczywiscie wazna, ale mi sie wydaje, ze ty nadmierna wage przywiazujesz to takich jej atrybutow, ktore sa dla 99% heteroseksualnych facetow nieinteresujace. Ciuchy, elegancja - kogo to obchodzi? Liczy sie blysk oku i mrowki na plecach, ktore cie przechodza na widok tej osoby. Usmiech zwiastujacy pogodna i sympatyczna osobowosc. Zadowolenia z zycia, zyczliwosc, pozytywne nastawienie. Cieplo.

      No i niestety, odrobina niedostepnosci - nic nie zraza tak, jak desperacja.
    • kobieta_z_polnocy Re: Popadam w paranoję 08.11.10, 21:54
      Moim zdaniem jesteś po prostu osobą, która z jakiś względów mężczyzn odpycha. Niewykluczone (wnioskując z twoich postów), że wcale nie jesteś uśmiechniętą i ciepłą osobą, na jaką się kreujesz. Jest w tobie coś zbyt wystudiowanego, ostrego i zimnego. Kojarzysz mi się z zadbaną, ale sztywną lalką, która otoczenie lustruje badawczym wzrokiem i która peszy innych ludzi.

      Dodajmy do tego twoją rosnącą desperację i zagubienie (czemu mnie nikt nie chce, a inne tak?) i robisz się coraz dziwniejsza...

      Może warto coś w sobie zmienić, zamiast upierać się przy swojej wspaniałości?
      • doctor.no.1 Re: Popadam w paranoję 08.11.10, 22:58
        Facet? A po co Ci facet???? Widzę, że "posiadanie" faceta jest konieczne do wypełnienia planu "Pani doskonałej". To kolejna rzecz, którą chcesz zdobyć i odłożyć na półkę. Nie da Ci szczęścia, bo jesteś potwornie zakompleksioną osobą z niskim poczuciem własnej wartości. Do tego nie szanujesz innych kobiet, a na mężczyzn patrzysz przedmiotowo, jak na zasób (przystojny, z kasą i fajnymi studiami).

        Znajdź szczęście sama ze sobą. Przestań utożsamiać szczęście wyłącznie z byciem z mężczyzną. Taka postawa nie daje większych szans na stworzenie zdrowej relacji z mężczyzną.

        Biegiem na terapię. Jesuu, czego Ty swoją cókę nauczysz...
    • potwor_z_piccadilly Re: Popadam w paranoję 09.11.10, 00:10
      Zmień środowisko. Koniecznie.
      Twoi i byłego znajomi nie są już Ci życzliwi. Faceci się cichcem ślinią, a ich panie w duszy rechocą "dobrze jej tak".
      Oni Ci nie pomogą, a jeśli się angażują to tylko po to by Ci szkodzić. Obsmarowują ci d...ę i tyle.
      Możliwym jest że jest to jedna z przyczyn Twoich niepowodzeń w odnalezieniu partnera.
      Kręcisz się w zbyt ciasnym kręgu.
      Co do zarzutów o nienawiść do ludzi, to pozwolę sobie się z nimi nie zgodzić.
      Sądzę ze to nie nienawiść przemawia przez Ciebie, lecz gorycz, a na pytanie o przyczyny wiązania się fajnych facetów z niefajnymi babkami odpowiem.
      One po prostu są sprytne. Braki urody pokrywają szeroką ofertą usług.
      Wykorzystują fakt że wielu panów lubi łatwo i lekko.
      Ty jesteś z kategorii tych trudnych. To bardzo ciekawa propozycja, lecz dla pracowitych i solidnych facetów. Gdzie ich szukać ? Pewno gdzieś są. Trzeba tylko szeroko zarzucić sieci.
      Szansa jest bo.
      Wyjaśnię anegdotą.
      Muzycy Piwnicy Pod Baranami gdzieś na lotnisku.
      Dźwigający kontrabas mówi do flecisty.
      Ty to masz dobrze. Pudełeczko pod pachą i luzik.
      Na to odpowiada flecista.
      Trzeba się było uczyć na trudnym.

      Samo życie.



    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Popadam w paranoję 11.11.10, 22:13
      Cała opisana sytuacja dotyczy rywalizacji z kobietami. Ale chyba nie tylko do tego się sprowadzają Pani problem. Zaryzykuję pytanie: czy lubi Pani mężczyzn ? Czy nie ma Pani tendencji do traktowania ich troszkę przedmiotowo ?
      Z jednej strony mają przyczynić się do zapełnienia samotności i poczucia przynależności , a więc są potrzebni , ale z drugiej trochę ich Pani dewaluuje. Że wiążą się z marnymi kobietami, że zdarzają się nich wśród darmozjady , że nie widzą wartości w dobrze funkcjonujących kobietach.
      Czy jest coś na rzeczy ? Jeśliby tak było to trudno będzie znaleźć mężczyznę. Agnieszka Iwaszkiewicz
      • nick_ze_hej Re: Popadam w paranoję 11.11.10, 23:43
        Mężczyzn nie lubi, kobiet nie lubi. Nikogo poza sobą.
        • aryanna Re: Popadam w paranoję 14.11.10, 21:06
          A gdzie ja pisałam, że kogoś nie lubię? Nie mam zaufania do mężczyzn po 2 nieudanych związkach, a co do kobiet - to miało być porównanie (które może nie wyszło zbyt trafnie). Po prostu nie uważam abym była jakąś najgorszą (pod każdym względem), widziałam gorsze, aczkolwiek zakochane po uszy z wzajemnością. A dyskutując z mężczyznami, owszem, widzę, że imponuję i się podobam, ale NIC poza tym... :(
Pełna wersja