coś na rozweselenie...

08.11.10, 20:24
Kochane baby, babsztyle, nygusy i brudasy! Może to żałosne co teraz będę wypisywać, możecie mnie krytykować, jestem przyzwyczajona do krytyki, więc przeżyję.
Mojego męża uważałam za totalnie podporządkowanego swojej matce ale dzisiaj fajnie zareagował na jej docinki w moim kierunku. Ja byłam w drugim pokoju więc można powiedzieć, że nie uczestniczyłam w dyskusjach na mój temat, szczerze to starałam się nie słyszeć za dużo bo potem tylko niepotrzebnie się przejmuję ale wiem, że matka mojego męża miała jakieś pretensje o to, że pominęłam ją w swoich planach, a mąż wychodząc spokojnie odparł do niej: "to napisz do świętego mikołaja albo czerwonego kapturka"... Uśmiałam się.
Może to nie ładne, że tak niestosownie potraktował matkę, nie wiem...
    • jafryzjerka Re: coś na rozweselenie... 08.11.10, 23:15
      ladnie , nieladnie .... nie przejmuj sie tym one nie patrza na to czy ich zachowanie wobec nas jest wporzadku wiec jak im sie czasem oberwie to nic sie nie stanie zreszta to nie ty jej zwrocilas uwage tylko twoj TŻ wiec najwidoczniej na to zasluzyla
      czasami i swiety moze stracic cierpliwosc ;)
      zreszta normalnym zachowaniem u mezow powinno byc to ze bronia swoich zon przed zlosliwymi komentarzami itp. i nie wazne kto komentuje nikt nie ma prawa nas obrazac
      tylko szkoda ze z tym bywa roznie....
      • kobietka_29 Re: coś na rozweselenie... 09.11.10, 16:59
        Absolutnie zgadzam sie z fryzjerka.
    • frog.1 Re: coś na rozweselenie... 09.11.10, 09:31
      Humor Ci się poprawił?To się nie zastanawiaj czy mąż poprawnie się zachował,tylko ciesz ze może wkracza na właściwa drogę!!Oby tak dalej!
      A co na to teściowa?Pewnie ją zatkało?
      • barbra25 Re: coś na rozweselenie... 09.11.10, 21:34
        Nic już nie odpowiedziała...zresztą nie było do kogo bo mąż zamknął za sobą drzwi więc mogła sobie gadać do ściany.
        • zezloszczona Re: coś na rozweselenie... 15.11.10, 15:21
          A ja bym chciała się o coś zapytac bo mi przykro :'( chociaż nie wiem czy słusznie. Mąż przeważnie przyjeżdża po mnie do pracy, bo choc rano chodze piechotką to póżniej jest ciemno i błotko i często na pocztę muszę wstąpić. Wczoraj powiedział, ze musi jechać do teściów, zobaczyc coś w kole, w samochodzieod razu po swojej pracy (jest jeszcze jasno) i że nie wyrobi się po mnie przyjechać. Spytałam czy musze sama naprawde iść w nocy po tych krakach (troche się boje) i zapytał czy "a co nie możesz?" .Zgodziłam sie....w sumie nie problem.Dzisiaj jednak dzwoni i mówi, że jednak przyjedzie więc się ucieszyłam, ze nie musze iść w ciemnościach sama. Za chwilę znów telefon, że on przyjeżdza bo przy okazji swoją mamę podrzuci do lekarza.
          Mam sie czuć lekko smutna czy nie? Bo sama nie wiem. Nie bronie mu podrzucic mamy ale ja też potrzebowałam transportu...zwłaszcza że ona ma przystanek pod sam szpital..spod samego domu.
          Jak to widzicie?
          • zla_synowa Re: coś na rozweselenie... 15.11.10, 18:04
            Ja zawsze mowie tak: "to zajedz też po mnie i pojedziemy razem". Ostatnio nawet byla taka sytuacja ze moja kochana tesciowa nie miala jak się dostać na dializę (a wiadomo od dawna że zawsze miala transport ze szpitala, ale musiala sobie ją przełożyć bo w dzień planowanej dializy MUSIAŁA jechać na urodziny) no i oczywiście jak mamusia potrzebuje pomocy to jest synek i on się zgodził, że ją zawiezie. Nie pasowało mi to strasznie bo traktuje go jak jakiegos pomiatacza ;/ my mieszkamy razem juz od 2 tygodni a ona nawet nie przyszla zobaczc jak sobie urządziliśmy. No i poklóciliśmy się, że ma z nią jechać w końcu on i zaproponował w złości "to jedz ze mną" myślał, że powiem NIE a ja od razu "ok, poczekaj ubiorę się". I takim zachowaniem mam nadzieję, że jej się odechce cały czas go wołać jak Taxi ;)

            A jeszcze tak szczerze wam powiem, że gdy wsiadła i zaczęła coś z nim gadać pomyślałam jakby nic się nie stało, jakby nigdy nie podniosła na mnie głosu ani ręki... ale nic się nie odzywałam, chciałam zaproponować mojemu że mogę się z nią pogodzić, nie że będziemy przyjaciółkami ale tak normalnie żebyśmy mogły przebywać w swoim towarzystwie. Ale gdy wysiadała oburzyła się bardzo, że miała dać na paliwo, bo my nie jedziemy specjalnie z nią, bo my po drodze zakupy zrobimy... Już chciałam jej powiedzieć, że Taxi za darmo nie jezdzi ale nie chciałam się denerwować humorkami jakiejś obcej starej baby która myśli, że jest boska ;)

            Obecnie mam wyje..ne na jej zachowanie i mam nadzieję, że więcej nie zadzwoni, że trzeba gdzieś ją zawiść. ;-)
            • wrednadziewucha Re: coś na rozweselenie... 17.11.10, 21:18
              o i ocz
              > ywiście jak mamusia potrzebuje pomocy to jest synek i on się zgodził, że ją zaw
              > iezie. Nie pasowało mi to strasznie bo traktuje go jak jakiegos pomiatacza ;/

              nawet nie wiesz jak ja Ciebie rozumiem... też mam ciągle takie jazdy, ale jeszcze do tego dochodzą problemy z podwożeniem sióstr i ich dzieci i różne drobne prace domowe plus zakupy (jakby matka i siostry nie miały własnych mężów). co do mojej również przyszłejt eściowej to kiedyś byliśmy w trójkę w dłuższej trasie i była wielka obraza że siedziałam z przodu, 'bo jej było niewygodnie, a ona ma chorą tarczycę'... co ma piernik do wiatraka? nie ma dobrej rady chyba na taki problem. kiedyś sprzeciwiłam się zupełnie kulturalnie i bez zmiany głosu, a potem dowiedziałam się ze pyskuję i 'drę się'...
              • deodyma Re: coś na rozweselenie... 18.11.10, 09:58

                > nawet nie wiesz jak ja Ciebie rozumiem... też mam ciągle takie jazdy, ale jeszc
                > ze do tego dochodzą problemy z podwożeniem sióstr i ich dzieci i różne drobne p
                > race domowe plus zakupy (jakby matka i siostry nie miały własnych mężów).



                to Ty jeszcze chyba nie wiesz, ze jak tesciowej mazy sie taki ziec, ktory bedzie zapierniczal na jej corke/corki i ta bedzie miala meza, ktory przyniesie do domu kase i jeszcze wszystko za nia w domu zrobi, corcia ma lezec do gory brzuchem.
                co do syna, tu juz jest inaczej i tesciowce marzy sie synowa, ktora bedzie pracowala 24 godz na dobe a jej synus bedzie odpoczywal po 8 godz pracy i nie daj boze, jak synowa poprosi go o pojscie do sklepu po zakupy:D
                wtedy trzeba na niej psy wieszac, bo zolza wredna biedaka wykorzystuje.
                pamietam taka scenke na dzien przed Swietami Wielkanocnymi, gdy maz poszedl do sklepu po przyprawy, poniewaz nam zabraklo, sklep jest na osiedlu.
                w tym czasie byla u nas tesciowa i zapytala, gdzie jest jej syn. odpowiedzialam, ze poszedl do sklepu. byla tym faktem straszliwie wstrzasnieta i raz po raz pytala, jak to on mogl isc do sklepu, jaki on biedny.
                zapytalam wiec " jak to biedny? bo poszedl po przyprawy do sklepu? a co to male dziecko czy ponad 30 letni chlop? mam zajmowac sie dzieckiem, robic wszystko w domu i jeszcze biegac do sklepu? czy ja jestem samotna matka i nie mam meza?'.
                pozniej slyszalam, jak tesciowa mowila do siostry meza "ona jest okropna! jak mogla wyslac do do sklepu? biedaczek...".
                gdy weszlam do kuchni i zapytalam, czy chce mi cos powiedziec, tesciowa natychmiast zmienila temat i udawala, ze mowi o czyms innym.
                kobiety takiego pokoroju sa chore i mam tylko nadzieje, ze ja nie bede taka dla zondwoch swoich synow.
                masakra.
                • deodyma Re: mialo byc -marzy sie, nie mazy. 18.11.10, 09:58

              • gadamzrybami Re: coś na rozweselenie... 19.11.10, 15:19
                wrednadziewucha napisała:

                co do
                > mojej również przyszłejt eściowej to kiedyś byliśmy w trójkę w dłuższej trasie
                > i była wielka obraza że siedziałam z przodu, 'bo jej było niewygodnie, a ona m
                > a chorą tarczycę'

                ale głupie te baby :))))))))) a głowę to ona ma zdrową? :))))))
          • jafryzjerka Re: coś na rozweselenie... 15.11.10, 22:51
            wiesz faceci tak maja ze czasami mysla nie ta glowka...
            on wie ze ty mozesz sobie podjechac sama czym kolwiek i o ktorej kolwiek godzinie ale jego mamusia? bron Boze on moze cala noc nie spac byle tylko zawiesc ja o dowolnej godzinie gdzie ona sobie zazyczy
            i nie jestem przeciwna temu zeby synowie wozili swoje matki ale w granicach rozsadku mysle ze jesli facet mieszka oddzielnie od mamusi no to juz raczej powinien sie podstosowac pod zone a nie byc na kiwniecie palcem mamusi
            mi tez kiedys przyszlo jechac z tesciowa i akurat ja bylam "po drodze" ona oczywiscie siedziala z przodu i ani raczyla sie przesiasc do tylu jak podjechali po mnie
            to troche takie dziwne no bo w koncu ja w tym ukladzie sie czuje jako obca i siedze jeszcze z tylu to moze najlepiej mnie w bagaznik? to tak jakby ona byla jego dziewczyna...
            mi to bez roznicy gdzie siedze ale to jakos tak nie wypada wg mnie
            moja mama w zyciu by nie siadla z przodu zamiast mojej bratowej...
            • zla_synowa Re: coś na rozweselenie... 17.11.10, 17:34
              Problem siadania z tylu tez przezyłam :D na poczatku mowiła ze ona sie zle czuje i musi siedzieć z przodu, pozniej, że ona ma chorobe lokomocyjna a jak jej synek uswiadomil ze to jest MOJE miejsce to siedziala kilka razy z tylu ale pozniej pierwsza gonila do samochodu i siadała z przodu a mi po prostu bylo glupio jej zwrocic uwagę "bo ona źle się czuje". Kiedys nawet jak zabieraliśmy ją po drodze i siedziałam z przodu ona mi otworzyła drzwi i powiedziała "WYPAD" wyobrażacie to sobie? I oczywiście musiałam się przesiąść bo synek mamusi tylko to skomentował "kochanie nie rób wojny" poczułam się jak szmata którą można manipulować jak się chce...
              • jafryzjerka Re: coś na rozweselenie... 17.11.10, 20:47
                o wlasnie nasi mezowie tak nas traktuja
                my zawsze musimy ustapic, dac na luz, nie robic wojny itp.
                ale dlaczego mamy nie szanowac siebie dlaczego mamy deptac swoja godnosc zeby tylko "mamusi" bylo dobrze
                no w sumie jak to synkowie o nich mowia "ona juz taka jest"
                boja sie przyznac nam racje bo dla nich to oznacza ze ta "matka" naprawde jest taka jak my mowimy

                a co do choroby lokomocyjnej to nie wazne czy z tylu czy z przodu jak ktos sie zle czuje w aucie to jakby i na masce go posadzic (jeszcze przed synusiem) ;) to tez by sie zle czul
                • deodyma Re: coś na rozweselenie... 18.11.10, 10:03

                  jafryzjerka napisała:

                  > o wlasnie nasi mezowie tak nas traktuja
                  > my zawsze musimy ustapic, dac na luz, nie robic wojny itp.
                  > ale dlaczego mamy nie szanowac siebie dlaczego mamy deptac swoja godnosc zeby t
                  > ylko "mamusi" bylo dobrze




                  i zle, jesli kobieta, ktora jest deptana przez mamusie meza, zaciska zeby, nic nie mowi, niesie swoj krzyz a i tak gowno z tego bedzie miala, bo tamta wlezie jej jeszcze bardziej na glowe i jej nasra.
                  jesli ktos nie szanuje i nnych, na szacunek sobie nie zasluguje.
                  gadanie o wieku, ze on/ona jest starsza i juz tak ma, jakos do mnie nie przemawia.
                  wyznaje zasade "oko za oko, zab za zab".
                  w moim wypadku nie ma zmiluj sie i tu jestem pod tym wzgledem bardzo radykalna.
                  • jafryzjerka Re: coś na rozweselenie... 18.11.10, 15:00
                    jestem tego samego zdania
                    nie wazne czy ktos jest od nas mlodszy czy starszy jesli ktos nie daje nam szacunku to jakim prawem oczekuje go od nas?
                    ja tez oko za oko bo tak ma byc ! nie dam soba rzadzic jakiejs obcej babie
                    • gadamzrybami Re: coś na rozweselenie... 19.11.10, 15:29
                      odkąd mamy dziecko razem z mężem wyznajemy zasadę że młodszego szanuje się 'z zasady', wtedy i on odpowie szacunkiem, a starszy na ten szacunek powinien jednak 'zapracować' szacunkiem dla nas. Kolo się zamyka i wszyscy są zadowoleni. Jednak te harpie-teściowe [teściowie w ogóle] musiałyby dostrzec, że JEDNAK nie mają na głowach koron. Przychodzi taki moment w życiu każdego zięcia/synowej, że czas krzyknąć 'KRÓL JEST NAGI' ;).
              • barbra25 Re: coś na rozweselenie... 17.11.10, 21:57
                Ciekawe gdybyś Ty (to do złej synowej) powiedziała do niej "WYPAD"...
                Czasami nie mamy pojęcia jak reagować na chamstwo bo nam się wydaje, że starszym przecież należy się szacunek bez względu na to jak oni nas traktują... Smutne. Jesteśmy gnojone, gnębione i mieszane z błotem, może by tak czas odwrócić role?
                • gadamzrybami Re: coś na rozweselenie... 19.11.10, 15:17
                  Raz potraktowałam teścia tak, jak on mnie wielokrotnie. Był to ostatni raz, kiedy go widziałam :). Teściowa obraziła się śmiertelnie, bo tak nie można, bo "TY JESTEŚ MŁODSZA" [że niby ja]. Jej też już więcej nie widziałam :)
              • gadamzrybami Re: coś na rozweselenie... 19.11.10, 15:14
                zla_synowa napisała:

                Kiedys nawet jak zabieraliśmy ją po dr
                > odze i siedziałam z przodu ona mi otworzyła drzwi i powiedziała "WYPAD" wyobraż
                > acie to sobie? I oczywiście musiałam się przesiąść bo synek mamusi tylko to sko
                > mentował "kochanie nie rób wojny"

                Odezwałaś się tak kiedyś do męża? Wiele lat temu zrobiłam mojemu taką 'terapię': u niego w rodzinnym domu ja miałam się wszystkiego domyślać i o wszystko prosić [takie było moje 'zadanie', bo inaczej wszyscy na mnie lali]. Pamiętam, że poszło wtedy o wizytę u jego rodziny - mąż zabrał mój samochód, bo jechał w interesach, a teściowie zapakowali się i pojechali 'przy okazji', a mnie nikt nie spytał, czy chcę, czy oni w ogóle mogą. W sumie głupota, ale zabolało mnie to strasznie. Przy najbliższej okazji zachowałam się tak, jak mój mąż. Pojechałam do ludzi, których on lubi i zabrałam tyle osób, że nie było miejsca w aucie, a na jego oburzenie, że co z nim, powiedziałam, że to samo, co ze mną wtedy. Nauczył się błyskawicznie.
                A na koniec powiedz mu: "ależ kochanie nie rób wojny" :). Może załapie.
          • gadamzrybami Re: coś na rozweselenie... 19.11.10, 15:22
            Wydaje mi się, że nie powinnaś się tym przejmować. Ot, zwykła przysługa dla 'mamusi', a i Ty nie musiałaś iść na piechotę :).
Pełna wersja