Nie umiem się bawić z córką

10.11.10, 11:39
Moja córeczka ma 5 miesięcy. Od połowy ciąży jestem w domu. Nie mam depresji poporodowej, daję sobie radę, kiedy małą trzeba nakarmić, przewinąć, wyjść na spacer.
Moim problemem jest czas między karmieniami, gdy dziecko nie śpi. Ola jest teraz w okresie "odkrywania świata", nie bardzo podoba się jej już noszenie na rękach, boleśnie wpija mi wtedy palce w szyję albo rzuca głową o mało nie wybijając mi zębów. Lubi leżeć i manipulować zabawkami, ale do czasu. Po dłuższej chwili zabawy zaczyna się marudzenie, chce czegoś nowego i ja nijak nie wiem, czego. Mam wrażenie, że mojemu partnerowi i siostrze bawienie się z maluchem przychodzi naturalnie. Dla mnie jest to raczej bliższe walki o kolejny kwadrans bez marudzenia. Frustruje mnie, że każda aktywność - śpiewanie, turlanie, głaskanie - po kilku, kilkunastu minutach śmiechu nagle kończy się płaczem.
Czy ja coś robię źle?
    • mruwa9 Re: Nie umiem się bawić z córką 10.11.10, 13:11
      w powszechnym wyobrazeniu zawsze cudze dzieci sa grzeczniejsze, spokojniejsze i latwiejsze w obsludze, niz wlasne ;-)
      Nie musisz przeciez bawic sie z dzieckiem po dziecinnemu. mala moze ci po prostu towarzyszyc w codziennych czynnosciach , to tez forma zabawy i stymulacji. Sadzasz mala obok siebie w kuchni (np. w kojcu, wozku), dajesz jej np. metalowa miske i drewniana lyzke i razem gotujecie obiad. Itd itp.
    • blue_romka Re: Nie umiem się bawić z córką 10.11.10, 13:57
      Myślę, że czujesz przymus bawienia się z dzieckiem w coś konkretnego, a że nie bardzo wiesz jak, to Cię frustruje. Po pierwsze wyluzuj. To nie ma być czas specjalnie zorganizowany z jakimiś fajerwerkami, tylko naturalny. To co radzi mruwa, to dobry pomysł. Poza tym w necie znajdziesz mnóstwo pomysłów (np. na stronie osesek.pl), są też różne książki ("Gry i zabawy z niemowlęciem", "365 dni z kochanym maleństwem"), poszukaj, może znajdziesz coś dla siebie. Masz matę edukacyjną? U nas się super sprawdzała.
    • panpaniscus Re: Nie umiem się bawić z córką 10.11.10, 18:04
      Z balastem "jestem matką muszę się wykazać" zawsze trudniej.
      Może noś na rękach, ale przodem do świata?
      U nas sprawdza się towarzyszenie w codziennych zajęciach, lekko dostosowane do młodej, np. jest ze mną w kuchni w leżaczku i ogląda tv dla dzidziusiów, czyli jak pralka pierze. Wieszam pranie, dostaje spinacze do zabawy. Itd. Ale nic nie działa długo tak naprawdę, niestaty - po prostu tak jest i już. Najdłużej chyba jak ogląda starszą siostrę bawiąca się z kolegą, bo ogólnie ludźmi jest zainteresowana najbardziej.
      Rozumiem Cię, bo pamiętam, że przy pierwszej córce miałam taki frustrujący okres, że trudno mi było ją wyczuć i trudno się z nią bawić.
      • evabiedrona87 Re: Nie umiem się bawić z córką 11.11.10, 20:38
        najlepiej właśnie żeby dziecko towarzyszyło w codziennych czynnościach, praniu, sprzątaniu itd.... może jesteś troszkę zmeczona tymi 5 m-cami - posaidanie dziecka to przeciez duza odpowiedzialność i wielka troska... A zabawa przyjdzie sama - ale podchodź do tego zwyczajnie :) wiem , że łatwo się mówi.. może spróbujesz też cos nowego, jakieś nowe wyjścia z małą, w nowe rejony miasta , censtrum handlowe itp.... gdzie mała jeszcze nie była - ona bedzie odkrywać cos nowego a Ty sie odprężysz, a może kupisz coś nowego dla siebie :)
    • katriel Re: Nie umiem się bawić z córką 11.11.10, 21:24
      Jak rozumiem, mała jeszcze nie pełza? A pewnie bardzo by chciała. No, to jest trudny okres.
      Mój syn zaczął pełzać wcześnie, miał 4 miesiące, i ewidentnie z dnia na dzień zrobił się
      dużo mniej sfrustrowany. Chciał czegoś nowego, to po prostu przepełzał pół metra dalej.
      > Mam wrażenie, że mojemu partnerowi i siostrze bawienie się z maluchem przychodz
      > i naturalnie.
      A weź podlicz, ile czasu na dobę partner i siostra naprawdę spędzają z dzieckiem, a ile ty.
      Bo może to kwestia zmęczenia materiału - ty i mała macie już siebie dosyć, a dla nich to
      jeszcze ma urok nowości?
      > Frustruje mnie, że każda aktywność - śpiewanie, turlanie, głaskanie - p
      > o kilku, kilkunastu minutach śmiechu nagle kończy się płaczem.
      Wiem, że to frustrujące, ale małe dzieci tak mają. Są emocjonalnie niestabilne i już.
      Nic nie robisz źle - to tak ma być, ona trenuje różne emocje, ale na razie dosyć płytko, więc
      łatwo przechodzi z jednych w drugie. Nie próbuj wprowadzić jej w trwale dobry humor, bo
      się nie da. Za każdym razem kiedy się rozpłacze, cierpliwie tul i pocieszaj. I pamiętaj, że
      w ten sposób uczysz ją radzić sobie z przyszłymi frustracjami. Nie uniknie ich, ale będzie
      umiała z nich wychodzić.
      • nowy99 Re: Nie umiem się bawić z córką 12.11.10, 23:50
        Frustrujące i wkerwiające zabawy z dzidziusiem trwają do około roczku, potem z dnia na dzień jest coraz śmieszniejszy i kontaktowy, zaczyna pokazywać swój charakter, co jest intrygujące, fajnie się go obserwuje.
        Zabawa z dziećmi im mniejszymi tym nudniejsza, większość ludzi, my też, ziewa przy układaniu klocków, czytaniu bajek. Lubię dzieci, uwielbiam swoje książki, ale zabawa z dzieckiem jawiła się w kategorii tortur. Myślałam, że se łeb odstrzelę! Najgorzej jeszcze przy pierwszym dziecku, fakt, ze po raz pierwszy Cię to wszystko spotyka powoduje tak potężne pokłady frustracji, że się normalnie dusisz.
        Ale im dziecko starsze, to i zabawy ambitniejsze i przez to trochę bardziej do zaakceptowania.

        Ja np. nie nawidzę wychodzić na spacery z dzieckiem, takie szwędanie się bez celu, no bo co innego, jak mam cel w postaci np. dotarcia do punktu A, oddalonego chocby 5 km. Wtedy idę przed siebie, no ,jest jakiś cel. Boshe, a siedzenie przy paskownicy - łomatko, załamka.

        Dlatego ten kto wymyślił przedszkola jest normalnie geniuszem i wybawicielem wszystkich niemal uciemiężonych mamusiek. Bo mało która mamusia lubi tę robotę, takim po prostu zazdroszczę. Mężowie mają tak samo, do tego jeszcze muszą się do dzidziusia przyzwyczaić, swój egoizm zamknąć w piwnicy, my już 9 miesięcy w symbiozie mamy do dzidziusia bliżej i łatwiej. I tak sobie tego dzidziusia przerzucamy wzajemnie do rąk: idę to toalety, zajmij się dzidziusiem (i książka, gazety pod pachę i szus w ciekawszy świat). No, tak jest prawie u wszystkich.
Pełna wersja