86marcia
14.11.10, 21:55
Nie wiem tak naprawdę od czego zacząć, nie wiem czy dobrze ujmę to co dusi się we mnie. No ale spróbuję.
Jesteśmy małżeństwem 1,5 roku, ale spotykamy się od ponad 7 lat. Mieszkamy razem ponad 3 lata. Były między nami lepsze dni i gorsze. Wiadomo tak bywa, ale od jakiegoś czasu jest koszmarnie. W lipcu urodził nam się synuś i zaraz po porodzie żyło nam się jak w bajce. Mąż był bardzo czuły i kochany. Ale czar prysł.
A w sumie to zaczęła się już w kwietniu na weselu u jego brata. Byli tam też nasi przyjaciele (też małżeństwo). Mąż się upił jak to na weselu i zaczął gadać, że on mnie kocha, ale dusi się w małżeństwie, że chciałby się spotykać z innymi kobietami. Ach zabolało mnie to i bardzo. A co gorsza razem z moją przyjaciółką flirtowali sobie o czym ja dobrze wiem. Na drugi dzień jak wytrzeźwiał rozmawiałam z nim. Powiedział, że musiałam go źle zrozumieć a z przyjaciółka moją nie flirtował tylko rozmawiał. Ja wiem co innego zresztą napisałam do niej, że mam żal do nich obydwu a ona się przyznała, że tak było. Myślałam, że już od tego czasu będzie dobrze i tak było do nie dawna.
Od jakiegoś czasu mąż bardzo sie zmienił. Czepia się byle gówna mnie i (mieszkamy z moimi rodzicami i 9 letnim bratem) rodziców oraz brata. A zresztą to wszystkich się czepia i według niego to wszyscy postępują źle. Jak np nie odkurze to ma pretensje, że nie odkurzyłam chociaż nie zawsze mam na to czas przy dziecku. zawsze jak wróci z pracy ma uszykowany obiad, chodzi czysty, najedzony, przy dziecku nie musi za dużo robić, a jednak ciągle mu coś nie pasuje. Najlepiej żebym się w ogóle nie odzywała. Zawsze musi być tak jak on chce. Zaczynam się czuć uwięziona w tym związku, bo już prawie nie mam własnego zdania. Jak coś zrobie nie po jego myśli to wyzywa mnie od głupiej idiotki. Czasami mam ochote go wywalić z domu, ale się boję samotności. Wmawiam sama sobie, że mam syna i on jest moim całym życiem i , że dam sobie radę bez męża ale jednak się boję. Jestem też uzależniona od niego finansowo. Nie moge wrócić na razie do pracy bo nie mam co z dzieckiem zrobić. Nie jestem z nim szczęśliwa.
A to co się dowiedziałam ostatnio bardzo mnie zraniło. Otóż przyznał sie (też pod wpływem alkoholu),że jeszcze nie dawno pociągała go właśnie ta moja przyjaciółka i że miał ochotę się z nią przespać. Oczywiście tłumaczył mi później ,że to nie do końca było tak i że kłamał mówiąc to bo tak jakoś wyszło w rozmowie. Tłumaczył, że bardzo mnie kocha i chce spędzić ze mną resztę życia. Ale ja mu przestałam ufać. Czasami jest naprawdę kochany aż jest miło i przyjemnie, ale czasami to tak jakby diabeł w niego wstąpił.
Nie wiem czy go jeszcze kocham czy jestem z nim bo muszę.
Nie wiem co mam robić.
Napisałam to wszytko w skrócie a tak naprawdę to jest tego o wiele więcej.
Musiałam się wyżalić komuś, a przyjaciółce nie mogę ufać.
--