jeszcze nie wdowa, ale...

30.11.10, 12:06
Witam. Jeżeli kogoś urazi to, że tu piszę, przepraszam- nie to było moim zamiarem.
Jestem mężatką. Z racji dużej (kolosalnej dla niektórych) różnicy wieku, wdową będę bardzo szybko. Mój mąż był długo sam (kilkanaście lat) i wtedy się poznaliśmy. Nie chcę byście oceniali negatywnie mój wybór (rozbijanie rodziny itp.), dlatego to napisałam. Mój m. jest już dziadkiem, co nie oznacza, że nie planujemy własnych dzieci. W zasadzie planujemy je już teraz, zaraz, bo jesteśmy obydwoje świadomi, że jemu nie zostało dużo czasu by się nimi nacieszyć. To przykre, ta myśl boli, ale tak jest i nie należy tego ukrywać. W związku z tym mam dylemat. Jako młoda kobieta oczywiście, że chcę mieć dzieci, jednak nie wiem czy to rozsądne? Czy Wy, gdybyście wiedzieli co się wydarzy, zdecydowalibyście się na dzieci? Bo ja się boję, że moje dziecko będzie miało potem pretensje, że świadomie zdecydowałam, że jego ojciec będzie przy nim, powiedzmy ok. 10 lat (może być więcej, ale i mniej bo w jego rodzinie mężczyźni żyli krócej). Pierwsze dziecko, a chcielibyśmy mieć dwoje.
Nie mogę z nim o tym porozmawiać. Bo jak mam rozmawiać z nim o jego śmierci. Przecież jeszcze żyje, a ja go do grobu już kładę? Ale tak bardzo się boję, że dziecko skrzywdzę.
Jeszcze raz przepraszam, jeśli pytanie nie jest stosowne. Ale ja naprawdę nie mam do kogo się zwrócić. Wszystkie moje znajome mają mężów/chłopaków w swoim wieku, każda mówi, poczekaj z dzieckiem, jesteś młoda. One planują dziecko w wieku 30 lat albo i później, ja nie mam tego czasu. Moja rodzina albo nie chce rozmawiać na żaden poważniejszy temat, albo się odwróciła ode mnie w dniu ślubu.
Miewam gorsze dni, chociaż staram się mu tego nie pokazywać. Gdy nie byliśmy jeszcze małżeństwem podejrzewano u niego raka. A każda taka przypadłość powoduje, że moje serce się kurczy, bo być może to już. Jego ojciec odszedł wcześnie. Cieszę się z każdego dnia, ale nie chcę zostać sama. Chcę mieć dla kogo żyć gdy on odejdzie. Czy to samolubne? Czy skazałabym świadomie swoje dzieci na cierpienie? Czy jestem złą żoną, że już myślę o śmierci, czy będę złą matką?
    • kasa1923 Re: jeszcze nie wdowa, ale... 30.11.10, 17:10
      - śmierć przychodzi niezależnie od wieku, nikt nie wie kto pierwszy z Was odejdzie
      - dzieci jeszcze nie masz, nie zamartwiaj się na zapas
      - ciesz się Tym co masz i bądź szczęśliwa, więcej optymizmu
    • marzkaf Re: jeszcze nie wdowa, ale... 30.11.10, 17:55
      Bardzo ciężka decyzja, nie jestem Ci w stanie pomóc i podpowiedzieć, ale mogę opisać jak ja to widzę ze swojej "wdowiej" perspektywy, wychowując dwójkę maluchów.

      Decydując się na dziecko, decydujesz sie na przedłużenie Jego życia obok siebie. Ja w dzieciach widzę swojego zmarłego męża i mam przeświadczenie, że nie wszystek odszedł. Z tym, że w mojej sytuacji Jego odejście było nieprzewidywalne i nagłe. Decyzja o posiadaniu dzieci była zaś czymś naturalnym i żadne z nas wtedy nie myślało, że zabraknie połówki. Dzieci zostały półsierotami. Boli mnie to bardzo. Nikt nie jest w stanie zastąpić im ojca.

      Stąd myślę, że Twoja świadoma decyzja o dziecku jest trochę egoistyczna. Nie potępiam tego i nie oceniam, chcę tylko powiedzieć, że dzieckop zostanie postawione przed faktem dokonanym-tj będzie musiało żyć bez ojca.
      Z drugiej strony weźmiesz na siebie ciężar wychowania i zmierzenia się z różnymi, zaskakującymi problemami. Miej to na uwadze, bo dziecko to przede wszystkim obowiązek i nie można sobie "załatwić urlopu od dziecka", bo jestem zmęczona, mam chandrę, mam dość wszystkiego.

      Dziękuję losowi za swoje dzieci. Jestem przekonana, że bez ich obecności nie poradziłabym sobie w tej sytuacji.
    • ls48 Re: jeszcze nie wdowa, ale... 30.11.10, 22:05
      Ja uważam tak samo jak -kasa.Nie ma co się martwic na zapas bo nie wiesz kto pierwszy odejdzie. Ja zdecydowalabym sie na dziecko bo przecież jestescie małżenstwem i jest to zwyczajna kolej rzeczy. Ja zostalam wdową tez bardzo niespodziewanie i zostala mi 3 dzieci. Nie żalowałam ani minuty że one są.Wyszlam po raz drugi za mąż i znow zostalam wdową ( mój mąż był 17 lat starszy ode mnie), ale przeżylam z nim 15 cudownych lat.Przecież rodzice sie rozwodza i wtedy tez często matka samotnie wychowuje dzieci. Pozdrawiam
    • lynka81 Re: jeszcze nie wdowa, ale... 30.11.10, 22:21
      Wypowiedź Marzkaf mogłaby być moją wypowiedzią, dokładnie to samo czuję i myślę. Trudna decyzja przed Tobą.

      Mogę dodać to co działo się we mnie po wypadku. Mój mąż zginał z dwoma przyjaciółmi, jeden z nich zostawił narzeczoną bez dzieci. Na początku w jaki sposób jej zazdrościłam tego, że nie mieli dzieci, że może jej łatwiej, trochę mniej boli. ja przeżywałam swoją stratę jakby z 4 perspektyw, własnej,że straciłam ukochaną osobę, z perspektywy starszego synka, że nie będzie pamiętał Taty, z perspektywy jeszcze nienarodzonego synka (byłam w 3 miesiącu ciąży), że nie poznał Taty i z perspektywy męża, że już nigdy nie będzie mógł cieszyć się ojcostwem i tysiące innych myśli z tym związanych. boli strasznie. teraz kocham moich synków nad życie i cieszę się, że ich mam, cząstkę mojego G.
      jednak ja nie miałam wyboru tak jak Ty. u mnie jak u Marzkaf potoczyło sie naturalnie.
      wiesz, czasem miałam takie myśli, że gdybym była sama to poprostu chyba bym wyjechała, totalnie odcięła się od tej tragedii by "zapomnieć", by tak nie bolało.
      chociaż teraz sobie pomyślałam, że Ty w dużym stopniu jesteś świadoma, że duże jest prawdopodobieństwo, że to Ty zostaniesz wdową niż Twój mąż wdowcem. zatem w jakiś sposób możesz się do tego przygotować.
      • smutek65 Re: jeszcze nie wdowa, ale... 30.11.10, 22:41
        Jestem wdową nie z własnego wyboru i zastanawiałam się co bym zrobiła. Ja w swoim życiu tak jak ty miałam kiedyś faceta ( nie był moim mężem) o 30 lat starszego, nie był chory ale też nie chciał mieć dzieci. Chyba nawet nie chciał być mężem bo nigdy nie proponował. Ja rozmyślałam o tym co by było jak byśmy mieli dzieci, ja bardzo chciałam. I wiem że wtedy bardzo go kochałam i gotowa byłam na takie poświęcenie nie myślałam wtedy o egoiźmie, myslałam że jak on odejdzie bo ja byłam jeszcze młoda to zostanie po nim coś cennego.
        Niestety związek ten nie przetrwał, razem byliśmy 12 lat. Zmieniło się moje i jego zycie , rozstaliśmy się ja poznałam nowego mężczyznę ( wyszłam za mąż) a po nim ślad przepadł. Nie pocieszyłam się długo moim nowym szczęsciem , zaledwie kilka lat( mąż zginął w wypadku) ale dorobiłam się ślicznego i kochanego dzidziusia. Często myślę że dziecko będzie bez ojca, ale ja na to nie miałam wpływu. Ale cieszę się że jest ze mną bo wiem że mam dla kogo żyć i jest w nim cząstak mojego męża, drugiej wielkiej miłości.
        Jeśli mogę sie wypowiedzieć to ja nie czekała bym na nic tylko starałą sie o dziecko jeśli kochasz męza to zostanie tobie coś co zawsze będziesz kochać i będzie przypominać o wielkiej miłości.
        Napisałam że nie czekała bym tylko się starała bo wiem jak czasami trudna jest walka o dziecko nawet kilka lat.(
        Pozdrawiam i życze powodzenia.
    • ordinary_me Dziękuję 01.12.10, 15:05
      Dziękuję Wam za odpowiedzi. Macie rację, we wszystkim. Nie wiem, czy to ja nie odejdę pierwsza, bo życie jest nieprzewidywalne.
      Zgadzam się również, że moje pragnienie bycia matką jest trochę egoistyczne.
      Różnica wieku między mną i mężem jest podobna do tej jaka była u Ciebie, smutek65, dlatego mam dylemat. Wczoraj odszedł jego przyjaciel i znów pierwszą jego myślą było "wiesz, ja Cię też kiedyś zostawię". Cóż, taka kolej rzeczy, a nie znamy tylko czasu. Ale to nas utwierdziło w przekonaniu, że coś po nim musi zostać. Praca to jedno, ma już także dorosłe dzieci, ale on chce czegoś ze mną, coś, kogoś, kto zostanie po nas. Jeśli tylko się uda. Ja wychowywałam się bez ojca. Moja mama w wieku 25 lat musiała być świadoma, że mężczyzna z "zachodu" nie zostanie w komunistycznym kraju, a mimo to, świadomie zaszła w ciążę. Ja myślę, że też sprostam temu zadaniu.
      lynka81- my dużo rozmawiamy o śmierci. Ale nie sądzę, że będę na nią przygotowana. Chyba, że pod względem materialnym. To na pewno. W planach jest testament, też zebranie pieniążków na własne m, bo na kredyt nie mamy co liczyć z naszą różnicą wieku i wysokości zarobków. Ale psychicznie to boli już teraz, dlatego nie poruszamy tego tematu zbyt często.

      Dziękuję Wam za odpowiedzi, pomogłyście mi, mogłam z siebie wyrzucić lęk, zapytać o radę. Życzę Wam jak największej ilości słonecznych dni i ponownego uśmiechu mimo tego, że doświadczyłyście tyle smutku i cierpienia w swoim życiu.
      • lynka81 Re: Dziękuję 01.12.10, 21:01
        Ordinary_me
        w sensie przygotowania, nie napisałam co miałam na myśli. Głównie chodziło mi o to, że można przygotować już teraz dużo rzeczy na pamiątkę dla dzieci. ja np. nie mam żadnych nagranych filmów z mężem. zatem Tata moich synków poprostu będzie "Panem ze zdjęć", bardzo to mnie boli. mój mąż na 2,5 miesiąca przed śmiercią napisał list (parę stron) do synka co jest dla niego ważne w życiu, czym się kieruje, jakimi wartościami. jak mi dał ten list dla synka to byłam trochę zła na niego, że po co coś takiego napisał, że całe życie przed nami i sam będzie go w to życie wprowadzał i zdąży mu to wszystko przekazać. mąż powiedział mi, że życie jest nieprzewidywalne i gdyby coś mu się stało to chce naszemu synowi przekazać co jest ważne w życiu.teraz strasznie cieszę się,że maż zostawił taki rodzaj duchowego testamentu. zwykły testament też zostawił (miał 29 lat), napisał go na 2 miesiące przed śmiercią. jestem osobą niewierzącą, ale dwóch księży powiedziało mi, że jego dusza czuła, że odchodzi. to tak się rozpisałam.
        a wiadomo, że na żadną śmierć nie jest się przygotowanym i zawsze to nie jest ten czas i miejsce na nią.
        dużo myślałam o Tobie i myślę, że ważne żebyś miała cząstkę ukochanego. choć pewnie będzie Ci to sprawiało i radość i ból.
        Życzę Ci dużo siły i jak najwięcej wspólnie spędzonych razem lat.
      • abi-23 Re: Dziękuję 04.12.10, 20:28
        los bywa przewrotny, ja byłam kilka lat starsza od swego męża nieraz żartowaliśmy, że będzie musiał się opiekować starą żoną, mieliśmy swoje żarty na ten temat, nigdy nie robiliśmy z tego problemu. życzę Ci dużo siły a życie przyniesie swoje rozwiązanie najważniejsza jest miłość i wzajemne zaufanie.pozdrawiam
Pełna wersja