pulcheria111
02.12.10, 09:35
Mam problem z mężem. Uważa, że nasza 3-letnia córka powinna zawsze być mu posłuszna i bardzo denerwuje się, kiedy nie jest. Krzyczy wtedy na nią i dodatkowo złości się na mnie, bo zawsze staję w jej obronie. Twierdzi, że mała jest rozpuszczona i że jest to moja wina, bo jej ulegam, podczas gdy ja uważam, że odrobina nieposłuszeństwa jest normalnym zachowaniem 3-latki.
W praktyce wygląda to na przykład tak, że kiedy rano wychodzimy do pracy i do przedszkola, córka zaczyna płakać, że nie chce iść i woli zostać w domu, nie chce się umyć ani ubrać. Mąż zaczyna się denerwować i w końcu wrzeszczeć na nią. Wtedy ona zaczyna płakać, że on na nią nakrzyczał i że chce do mamy. Wtedy do akcji wkraczam ja, muszę ją uspokoić (w międzyczasie kłócąc się z mężem...) i po chwili mała spokojnie się ubiera i idzie do łazienki. Mąż: Widzisz, jak cię ustawiła, przychodzisz na każde jęknięcie. Ja: Nie dziwię się, że nie chce nic robić z tobą, też nie słuchałabym kogoś, kto na mnie krzyczy.
Albo: budzi się w nocy, bo się czegoś przestraszyła. On idzie do niej, ona wrzeszczy: chce siku, nie chcę siku! On: To zrób siku. Ona: nie! On (zaczyna podnosić głos): Myślisz, że zaraz będę znowu wstawał do ciebie w środku nocy?!! Ona: Idź, nie lubię cię, chcę do mamy! Wrzeszczą na siebie nawzajem, w końcu ja nie wytrzymuję, wpadam do pokoju i wrzeszczę na niego, on wychodzi klnąc pod nosem, mała płacze, przytula się do mnie i pyta dlaczego tata krzyczy, po chwili spokojnie robi to cholerne siku i daje mi się odprowadzić do łóżka, gdzie szybko zasypia. Za to ja nie mogę zasnąć przez kolejną godzinę...
Próbowałam z nim rozmawiać - nie, ona musi się nauczyć, że trzeba słuchać rodziców (!)
Próbowałam nie wkraczać do akcji, żeby sami się dogadali - ale nie wytrzymuję, bo nie mogę słuchać jej płaczu i jego głupich tekstów.
Czy pozostaje mi tylko robić wszystko samodzielnie, żeby uniknąć konfliktowych sytuacji? To chyba nie rozwiąże problemu, a mi doda tylko nowych obowiązków, których i tak mam już mnóstwo.
Uważam że mąż robi jej wielką krzywdę swoim zachowaniem - raz jest kochanym tatusiem, raz wrzeszczy i złości się na nią z byle powodu. Jak dziecko ma się czuć bezpiecznie przy kimś takim? Nigdy się nie pogodzę z tym, żeby ktokolwiek krzyczał na moje dziecko. Żadne argumenty do niego nie docierają, jak wytłumaczyć dorosłemu facetowi, że krzywdzi swoje własne dziecko? Przyznaję, że bardzo często jej ulegam, ale nie widzę powodu, żeby odmawiać "dla zasady". Kiedy posłuszeństwo jest rzeczywiście potrzebne, zawsze udaje mi się je wyegzekwować, choć nie zawsze jest to łatwe.
Jego zachowanie wobec naszej córki jest największym zgrzytem w naszym małżeństwie. Rozmawialiśmy o tym wiele razy, na jakiś czas się poprawiało, po czym problem wracał. Czy ja naprawdę ją rozpuszczam przez to, że staję w jej obronie? Nie wiem co robić... nie mam pomysłu i powoli przestaję wierzyć, że kiedyś będzie normalnie. Z góry dziękuję za rady typu "rozstań się z nim", bo go kocham i uważam, że jest dobrym człowiekiem, który z jakiegoś powodu nie radzi sobie z dzieckiem, czy może raczej ze sobą. Wiem, że nie powinno się kłócić przy dzieciach, czy mam udawać że nic się nie dzieje? Proponowałam wspólne spotkanie z psychologiem, ale on się na to nie zgadza. Proszę o pomoc.