Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko?

02.12.10, 09:35
Mam problem z mężem. Uważa, że nasza 3-letnia córka powinna zawsze być mu posłuszna i bardzo denerwuje się, kiedy nie jest. Krzyczy wtedy na nią i dodatkowo złości się na mnie, bo zawsze staję w jej obronie. Twierdzi, że mała jest rozpuszczona i że jest to moja wina, bo jej ulegam, podczas gdy ja uważam, że odrobina nieposłuszeństwa jest normalnym zachowaniem 3-latki.

W praktyce wygląda to na przykład tak, że kiedy rano wychodzimy do pracy i do przedszkola, córka zaczyna płakać, że nie chce iść i woli zostać w domu, nie chce się umyć ani ubrać. Mąż zaczyna się denerwować i w końcu wrzeszczeć na nią. Wtedy ona zaczyna płakać, że on na nią nakrzyczał i że chce do mamy. Wtedy do akcji wkraczam ja, muszę ją uspokoić (w międzyczasie kłócąc się z mężem...) i po chwili mała spokojnie się ubiera i idzie do łazienki. Mąż: Widzisz, jak cię ustawiła, przychodzisz na każde jęknięcie. Ja: Nie dziwię się, że nie chce nic robić z tobą, też nie słuchałabym kogoś, kto na mnie krzyczy.

Albo: budzi się w nocy, bo się czegoś przestraszyła. On idzie do niej, ona wrzeszczy: chce siku, nie chcę siku! On: To zrób siku. Ona: nie! On (zaczyna podnosić głos): Myślisz, że zaraz będę znowu wstawał do ciebie w środku nocy?!! Ona: Idź, nie lubię cię, chcę do mamy! Wrzeszczą na siebie nawzajem, w końcu ja nie wytrzymuję, wpadam do pokoju i wrzeszczę na niego, on wychodzi klnąc pod nosem, mała płacze, przytula się do mnie i pyta dlaczego tata krzyczy, po chwili spokojnie robi to cholerne siku i daje mi się odprowadzić do łóżka, gdzie szybko zasypia. Za to ja nie mogę zasnąć przez kolejną godzinę...

Próbowałam z nim rozmawiać - nie, ona musi się nauczyć, że trzeba słuchać rodziców (!)
Próbowałam nie wkraczać do akcji, żeby sami się dogadali - ale nie wytrzymuję, bo nie mogę słuchać jej płaczu i jego głupich tekstów.
Czy pozostaje mi tylko robić wszystko samodzielnie, żeby uniknąć konfliktowych sytuacji? To chyba nie rozwiąże problemu, a mi doda tylko nowych obowiązków, których i tak mam już mnóstwo.

Uważam że mąż robi jej wielką krzywdę swoim zachowaniem - raz jest kochanym tatusiem, raz wrzeszczy i złości się na nią z byle powodu. Jak dziecko ma się czuć bezpiecznie przy kimś takim? Nigdy się nie pogodzę z tym, żeby ktokolwiek krzyczał na moje dziecko. Żadne argumenty do niego nie docierają, jak wytłumaczyć dorosłemu facetowi, że krzywdzi swoje własne dziecko? Przyznaję, że bardzo często jej ulegam, ale nie widzę powodu, żeby odmawiać "dla zasady". Kiedy posłuszeństwo jest rzeczywiście potrzebne, zawsze udaje mi się je wyegzekwować, choć nie zawsze jest to łatwe.

Jego zachowanie wobec naszej córki jest największym zgrzytem w naszym małżeństwie. Rozmawialiśmy o tym wiele razy, na jakiś czas się poprawiało, po czym problem wracał. Czy ja naprawdę ją rozpuszczam przez to, że staję w jej obronie? Nie wiem co robić... nie mam pomysłu i powoli przestaję wierzyć, że kiedyś będzie normalnie. Z góry dziękuję za rady typu "rozstań się z nim", bo go kocham i uważam, że jest dobrym człowiekiem, który z jakiegoś powodu nie radzi sobie z dzieckiem, czy może raczej ze sobą. Wiem, że nie powinno się kłócić przy dzieciach, czy mam udawać że nic się nie dzieje? Proponowałam wspólne spotkanie z psychologiem, ale on się na to nie zgadza. Proszę o pomoc.
    • sebalda Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 02.12.10, 10:32
      Na wstępie pocieszenie: to, co się dzieje w Twoim domu, jest udziałem bardzo wielu małżeństw. Mężczyzna z reguły uważa, że dyscyplina jest podstawą wychowania, a do tego ma niestety znacznie mniej cierpliwości do dziecka niż kobieta. Kobieta rozumie, że małe dziecko ma ograniczone jeszcze możliwości artykułowania swoich potrzeb, problemów, lęków i często wyraża to wszystko płaczem, facetowi jakoś trudno to zrozumieć. Kobiety sa bardziej elastyczne, mężczyzna jeszcze hołduje zasadzie: mnie ojciec wychowywał w dyscyplinie, jak było trzeba to i uderzyl, a ja wyroslem na ludzi. To przerażające jak wiele jeszcze ludzi uważa, że dziecko trzeba od czasu do czasu zbić, żeby nie wyrosło na rozpieszczonego osobnika. Ostre krzyki w stosunku do tak małego dziecka też nie są wiele lepsze od bicia. Dziecko robi się nerwowe, strachliwe, czasami wycofane, a czasami wręcz przeciwnie - agresywne, bo musi jakoś wyładować stres z powodu krzyku rodzica.
      Granice dziecku trzeba ustawiać, bo bez nich ono się gubi. Trzeba w nich być stanowczym i konsekwentnym, ale im mniej nakazów i zakazów, tym większe prawdopodobieństwo, że dziecko się im podporządkuje, że się nie pogubi. Należy zabraniać lub nakazywac tylko rzeczy najważniejsze, związane z bezpieczeństwem, jak się ciągle mówi dziecku: nie wolno, nie rusz, stój prosto, nie płacz, przecież nie ma powodu (deprecjonowanie uczuć dziecka), ono autentycznie wariuje, gubi się, a wtedy awantury gotowe, bo jak inaczej wyrazić uczucia przy ograniczonym jeszcze zasobie słów. Zapytaj męża, czy jak ktoś na niego wrzeszczy, on wtedy dobrze się czuje i chętnie się podporządkowuje? Co się osiąga krzykiem? Czy chce, żeby dziecko było nerwowe, nadpobudliwe, rozkojarzone?
      A z rad praktycznych: w dobrym momencie podsunąć mężowi lekturę dobrej książki o etapach rozwojowych. On powinien sobie uzmysłowić, że dziecko przeżywa wiele sprzecznych czasami uczuć, że jego uklad nerwowy wciąż się jeszcze rozwija, że musi mieć poczucie stabilizacji i bezpieczeństwa (stąd tak ważne są na przykład różne rytuały dnia codziennego, stałe pory różnych zajęć), że częste wytrącanie z równowagi dziecka zaburza jego rozwój, jeszcze bardziej rozregulowuje. A lektura po to, żeby nie powiedzial Ci, że to wszystko przez Twoją głupia pobłażliwość i przez to, że chcesz pozwolić dziecku wejść sobie na glowę, żeby wiedział, że mądrzejsi od niego to wszystko dawno juz zbadali i się na tym znają. Dziecko wyrasta z pewnych zachowań, z wiekiem dojrzewa, coraz rzadziej komunikuje się płaczem, a uczy rozmawiać, wyrażać dokładniej swoje uczucia. To też trzeba uzmysłowić mężowi, kiedyś te płacze malutkiej ustaną, a walka z nimi nie ma sensu, bo frustruje wszystkich: dziecko, jego i Ciebie. Po co? W imię chorej idei wychowawczej? Piszesz, że gdy to jest niezbędne umiesz wyegzekwować posłuszeństwo. Wiesz ilu matkom i to się nie udaje? Wiesz jak trudne, nerwowe i histeryczne potrafią być niektóre dzieci? Z tego co piszesz, Twoja córeczka jest normalną, typową 3-latką.
      Bardzo dobre są ksiązki tych autorek: www.mediarodzina.com.pl/autor/29/elaine_mazlish.html. Kup, przeczytaj i podsuń mężowi.
    • deodyma Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 02.12.10, 10:58
      a moze maz ma racje?
      wiesz, czasami nie da sie po prostu nie krzyknac na dziecko, bo jak mnie syn doprowadzi do pasji, tez na niego krzykne i wierz mi, sa ku temu powody.
      poki maz jest w pracy, moj syn to aniol a jak maz wraca, wtedy pokazuje rogi i gdyby mogl, to na glowe by mi wlazl.
      mezowi tez sie dostaje, poniewaz na wiele rzeczy synowi pozwala a mnie to sie nie podoba, bo to nie on w koncu siedzi z nim te 24 godz na dobe.
      • sebalda Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 02.12.10, 11:26
        > wiesz, czasami nie da sie po prostu nie krzyknac na dziecko, bo jak mnie syn do
        > prowadzi do pasji, tez na niego krzykne i wierz mi, sa ku temu powody.
        Zgoda, ale to nie może być metodą wychowawczą. Znaczy każdemu sie zdarzy, że straci panowanie nad sobą i krzyknie na dziecko, bo jest już bezsilny. Ale zdarza sie to CZASAMI. Tutaj mamy do czynienia ewidentnie z sytuacją, w której pan uważa, że dziecko ZAWSZE ma być posłuszne i grzeczne. Były opisane sytuacje, w których dziecko nie było rozwydrzonym bachorem ugrywającym coś dla siebie (inna sprawa, że w tym wieku to jeszcze nigdy nie jest robione z rozmysłem przez dziecko), ale zwyczajnie było wytrącone ze snu, marudne nie ze złej woli, ale tak po dziecięcemu rozkojarzone. Trochę mi to przypomina wątek z Wychowania, na którym matka pisze, że mąż potrafi bić synów (kilkuletnich), bo biegają po domu, a on po pracy jest zmęczony i chce odpocząć.
        Co się osiąga krzykiem w stosunku do 3-letniego dziecka? Jak można karać dziecko za to, że płacze? Dlaczego tak trudno zrozumieć, że małe dziecko nie ma takich możliwości porozumiewania się jak dorosły? Czy krzyk w ogóle można uważać za sposób wychowawczy?
    • lusitania2 Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 02.12.10, 12:29
      Uprzedź męża, że następnym razem nagrasz jego wrzaski i dasz mu do odsłuchania. Samo ostrzeżenie pownno podziałać hamująco, a odsłuchanie nagrania - jeszcze bardziej.
      Niestety do mnóstwa osób słabo dociera, jak ich inni odbierają i taka konfrontacja z samym sobą bywa zbawienna.
    • jakierzymskie Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 02.12.10, 12:46
      Łatwiej wyegzekwować coś u 3latki tłumacząc i powtarzając niż krzycząc. Choć uważam, że ludzie są tylko ludźmi i czasem krzykną to na siebie to na dziecko... bywa, nie da się z niewzruszoną twarzą wychować dziecka. Nie jestem zwolenniczką krzyku choć zdarzyło mi się i to nie raz. Ja tu jednak widzę inny problem a właściwie kilka:
      nie jesteście zgodni w wychowaniu, twój mąż coś chce wyegzekwować od dziecka, owszem niezbyt trafnymi metodami, a ty pokazujesz dziecku, że nie musi go sluchać, mama przyjdzie nakrzyczy na tatę, przytuli dziecko i już. Nie wiem jak zachowywałabyś się gdybyś coś kazała dziecku, dziecko nie chciało tego zrobić a twój mąż przybiegłby dziecku na ratunek i zaczął się z tobą kłócić, że on uważa że twoja metoda wychowawcza jest nie taka itd.
      Ja myślę, że najlepiej jakbyście ustalili jedną linię wychowania i absolutnie nie wtrącali się jak jedno z was coś nakazuje drugie ma go popierać wtedy nie będzie mamo ratuj a mąż będzie wstanie coś wyegzekwować bez krzyku. I jeszcze jedno piszesz, że nie dasz nikomu krzyczeć na swoje dziecko i dobrze ale powiedz to mężowi na osobności nie przy dziecku a tak poza tym to też jego dziecko. Naucz męża jak ma postępować z dzieckiem bo mam wrażenie że on po prostu nie umie, a ty mu nie pomagasz wręcz przeciwnie podkopujesz jego autorytet.Pozdrawiam serdecznie
      • grosz-ek Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 02.12.10, 12:54
        Prawdziwe słowa.
        Też odniosłem wrażenie, że "lubicie" grać z dzieckiem w grę "zły rodzic, dobry rodzic".
        • sebalda Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 02.12.10, 13:25
          Miałam wiele lat podobny problem w domu i wiem jedno: nie zawsze można tworzyć jeden front wychowawczy. Bo pytanie: czyi to ma być front? Mąż zarzucał mi: nie mówimy jednym głosem w sprawie dzieci! A znaczyło to: nie mówimy MOIM głosem. Co ma zrobić matka, która nie może pogodzić się z metodami wychowawczymi stosowanymi przez męża? Co ma robić, gdy jej zdaniem mąż jest zbyt surowy w stosunku do dziecka albo traktuje dziecko bez poszanowania jego uczuć i godności? Stać z boku, obserwować, nie wtrącać się? Jak czuje się dziecko tak całkowicie pozostawione samo sobie, gdy nikt nie staje w jego obronie, a ma poczucie krzywdy? A czy czasami nie zdarzają się sytuacje, gdy ojciec zarzuca coś dziecku, nie znając podłoża problemu? Okoliczności łagodzących? Kontekstu sprawy? I wtedy pojawia się sytuacja patowa: ojciec zarzuca ostro coś dziecku, próbę tłumaczenia się przez dziecko kwituje krótkim: nie pyskuj, a matka wie, że dziecko naprawdę ma rozsądne wytłumaczenie sytuacji, nie mogło na przykład czegoś zrobić, ale krzyczący ojciec nie pozwala mu tego powiedzieć? Matka ma stać z boku i się przyglądać? Nie, matka też próbuje przebić się przez krzyk już coraz bardziej złego ojca i wytłumaczyć dziecko. Wtedy jest najgorsza, bo podważa jego autorytet. Jak czuje się dziecko, gdy nie może wyjaśnić ojcu sprawy? A jak się czuje, gdy matka go nie broni, choć by mogła? To już naprawdę beznadziejna dla dziecka sytuacja. Piszę to często, bo to częste zjawisko: dorosłe dziecko czasami ma większą pretensję do matki, która gdy jej potrzebowało nie chciała albo bała się stanąć w jego obronie, niż do samego krzyczącego ojca.
          Nie zawsze można tworzyć jeden front rodzicielski, niemniej najlepiej, by spory wychowawcze odbywały się poza dzieckiem. Później, na spokojnie. Niestety, nie zawsze to jest możliwe, zwłaszcza gdy dziecko jest malutkie i trzeba je szybko ukoić po krzykach tatusia. Bo takiego tatusia nie zawsze udaje się wyprowadzić od razu z pomieszczenia, gdzie jest dziecko i od razu to dziecko utulić. Ale gdy tylko to jest możliwe, trzeba się starać nie kłócić przy dziecku, szczególne o to dziecko właśnie.
      • pulcheria111 Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 02.12.10, 13:36
        Jestem w pełni świadoma tego, że powinniśmy przy dziecku być "jednomyślni". Zauważcie, że ja też każę jej się ubrać i umyć, to nie jest tak, że podważam jego polecenia. Co mogę powiedzieć przy córce, żeby nie zaczynać kłótni przy niej, a jednocześnie zakończyć to krzyczenie? Co gorsza, mąż w takiej sytuacji zaczyna często krzyczeć też na mnie, a ja nierzadko wtedy płaczę i mała to widzi, przynosi mi chusteczki, przytula - nie chcę jej w roli pocieszycielki, bo to nie jest zadanie dla takiego malucha!
        Trudno jest ustalić wspólną linię wychowania, bo nie widzę tu miejsca na kompromis - albo się krzyczy, albo się nie krzyczy. Nie jestem elastyczna pod tym względem, bo kiedy widzę że ktoś krzywdzi moje dziecko, to reaguję, czy to będzie obcy człowiek na ulicy, czy własny mąż.
        Oczywiście na osobności też rozmawiamy, ale jak już wspomniałam, efekty tych rozmów są krótkotrwałe.
        • jakierzymskie Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 02.12.10, 14:25
          Sama widzisz, że wygląda to tak jakbyście obrały z córką wspólny front przeciw ojcu. On krzyczy, mała też, płacze, ty przybiegasz na ratunek pocieszasz małą, potem płaczesz bo on krzyczy a mała cię pociesza. Nie dziwię się, że nie zgadzasz się z metodami wychowawczymi ojca dziecka. Problem polega na tym, że ty również krzywdzisz dziecko stawiając ja w roli pocieszycielki, to miejsce zarezerwowane jest dla koleżanki, przyjaciółki, męża nie dla dziecka. Może warto wzmocnić autorytet ojca to nie będzie musiał krzyczeć. Może warto przejść na argumentacje, może na wielokrotne powtarzanie. Nie namawiam cię żebyś godziła się na krzyk, daleka jestem od tego ale namawiam cię usilnie żebyś rozmawiała z mężem i abyście ustalili wspólny front wychowania. Sama mówisz, że wasze rozmowy przynoszą efekt, krótkotrwały bo krótkotrwały ale zawsze więc warto rozmawiać. Wiesz wydaje mi się, że krzyk wynika z bezsilności i braku pomysłu na inne wyegzekwowanie tego co się chce. Tak jak mówiły przedmówczynie może warto podesłać fachową literaturę...
          Co do sytuacji kiedy już dochodzi do krzyku to pewnie metod jest dużo ale jeśli już musisz wkroczyć to mężowi powiedz krótkie nie krzycz a do dziecka idź zrób co ci tato mówił. Nie wiem czy twój mąż uważa krzyk za metodę wychowawczą czy też po prostu nie może wytrzymać. W pierwszym wypadku trzeba go przekonać, że to nie jest dobra metoda podać mu argumenty i w jaki sposób ją zastąpić a w drugim wypadku to warto w sytuacjach zapalnych reagować zanim zacznie krzyczeć powiedziec na uch nie denerwuj sie, albo zluzuj emocje...
          pozdrawiam
    • zakletawmarmur Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 02.12.10, 14:02
      Dzieci potrafią być upierdliwe. Wiem coś o tym, bo ostatnio sama coraz częściej tracę cierpliwość.

      Ja w takich chwilach staram się trzymać stronę partnera. Nie zwracam mu uwagi przy dziecku bo to z reguły sprawia, że sytuacja się pogarsza... Dopiero, gdy jest już po wszystkim, jesteśmy sami, atmosfera jest ok, przeprowadzam rozmowę na temat tego co się stało. Opisuje mu to oczami dziecka, prosze, żeby bardziej nad sobą panował, mówie mu jak ja sobie w takich chwilach radzę. Zauważyłam, że wtedy tłumaczenie działa dużo lepiej...

      Czasami, gdy jeszcze nie jest za późno, staram się rozładować atmosferę, jakimś głupim komentarzem "utop w Wiśle, zrobimy sobie nowe" (oczywiście dziecko tego nie słyszy) ewentualnie widząc narastające napięcie mówie "ja się nią zajmę, Ty już idź i poczekaj w samochodzie".
      • menodo Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 02.12.10, 15:27
        > Ja w takich chwilach staram się trzymać stronę partnera. Nie zwracam mu uwagi p
        > rzy dziecku bo to z reguły sprawia, że sytuacja się pogarsza... Dopiero, gdy je
        > st już po wszystkim, jesteśmy sami, atmosfera jest ok, przeprowadzam rozmowę na
        > temat tego co się stało."

        Co to znaczy "gdy jest juz po wszystkim"?

        > Czasami, gdy jeszcze nie jest za późno, staram się rozładować atmosferę, jakimś
        > głupim komentarzem "utop w Wiśle, zrobimy sobie nowe" (oczywiście dziecko tego
        > nie słyszy)"
        No pewnie, niech sobie chlop ulzy, co to za problem zrobic nowego bachora.
        • zakletawmarmur Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 02.12.10, 16:30
          > Co to znaczy "gdy jest juz po wszystkim"?

          Gdy oboje jesteśmy wylajtowani, córy nie ma w pobliżu... Z reguły, gdy mała już śpi a my rozluźnieni kokosimy się na kanapie.

          > No pewnie, niech sobie chlop ulzy, co to za problem zrobic nowego bachora.

          Bo wyobraź sobie, że nie wszyscy do wszystkiego podchodzą tak śmiertelnie poważnie:-)
          Facet z tych co dziecko kochają, nawet ostatnio zapytany o największy sukces prywatny bez zastanowienia powiedział "córka". Nie bije, nie gwałci, nie znęca się psychicznie, normalny ojciec. Każdemu nerwy czasami puszczają i nie widzę powodu, żeby robić od razu z człowieka wrednego sadystę...
    • blue_romka Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 02.12.10, 14:16
      Twoj maz popelnia podstawowy blad- uwaza, ze dziecko jest jego wlasnoscia i musi byc mu absolutnie posluszne. A dziecko to odrebna istota, ktora nalezy wychowac a nie tresowac, ktorej nalezy sie szacunek. Maz wyrzadza dziecku ogromna krzywde na przyszlosc. Na Twoim miejscu nie poprzestalabym juz na spokojnych rozmowach, tylko przeszla do konkretow- wizyta u psychologa dzieciecego, ktory wyjasni mezowi na czym polega jego rola. Jak trzeba zapros takiego specjaliste do domu. Postaw sprawe na ostrzu noza, bo to nie sa zarty.
    • eastern-strix Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 02.12.10, 16:34
      Niedobrze mi sie robi jak czytam opis tego, jak Twoj maz traktuje dziecko. Pewnie jeszcze mu sie wydaje,ze to normalne iz e na niego krzyczeli a wyrosl na czlowieka... No tak,na czlowieka, ktory krzywdzy wlasne dzieci. Jedni sobie z tym radza przez wyparcie - to sa wlasnie ci,co mowia, ze 'wyrosli na ludzi'. Tylko na ludzi bez wyobrazni, niekreatywnych, slepo wierzacych w porzadek, hierarchie, nieuznajacych jakichkowiek zachowan ekstrawaganckich, malo tolerancyjnych, o duzym poziomie leku... Polska jest pelna takich Kowalskich, niestety.

      A ich dzieci moga juz sobie z tym nie poradzic przez wyparcie, tylko na przyklad beda podejmowaly zachowania autodestrukcyjne. Bo kazdy jest inny. I wszyscy sie potem dziwia, dlaczego ten syn/corka Kowalskiego, z dobrego domu przeciez, sprawia problemy, ma depresje, wpada w narkotyki, uprawia przypadkowy seks, popelnia samobojstwo itp. Wlasnie dlatego.

      Jest taka ksiazka Alice Miller, nazywa sie 'Zniewolone dziecinstwo. Ukryte zrodla tyranii'. Bardzo niefortunne tlumaczenie, bo w oryginale jest po prostu 'Dla twojego wlasnego dobra' ('For Your Own Good') - czesto stosowana wymowka przez rodzicow bijacych i krzyczacych na dzieci.

      Autorka analizuje tam taka wlasnie pedagogike, polegajaca na wymogu,ze dziecko ma byc bezwzglednie posluszne, zawsze robic t,czego chca dorosli,a posluszenstwo nalezy egzekwowac kara, krzykiem, przemoca itp. Okazuje sie,ze tak wychowano Hitlera i tak samo wychowano Christine, bohaterke 'My dzieci z dworca zoo', nieletnia narkomanke.

      Ta ksiazka jest naprawde dobrze napisana. Kup mezowi pod choinke (jest dostepna w internecie) i dopilnuj,zeby przeczytal.

      Dziecko to samodzielna istota, nieposiadajaca ani doswiadczenia zyciowego,ani zdolnosci poznawczych osoby doroslej. Ma prawo byc skwaszona kiedy budzi sie rano,bo my tez jestesmy przeciez skwaszeni. Z tym,ze my wiemy, ze trzeba wstacv, isc do pracy, zarobic pieniadze. A ona nie. I stad ta reakcja - dziecko zyje tu i teraz, zwlaszcza trzylatka.

      Twoj maz nie moze traktowac kazdego niepozadanego zachowania corki jako ataku na swoja osobe, bo niestety, ale moze sie okazac,ze za kilka lat corka bedzie miala powazne problemy zwiazane z tym,ze ma zimnego, wymagajacego i wiecznie niezadowolonego ojca uzywajacego rpzemocy werbalnej. To jest dla dziecka dramat.
      • eastern-strix dodam jeszcze... 02.12.10, 16:37
        ...ze maz pewnie idzie w zaparte, bo mu sie wydaje,ze skoro Ty jestes poblazliwa to on musi byc jeszcze bardziej surowy. Ty z kolei starasz sie dziecku wynagrodzic szorstkosc ojca. Takie bledne kolo. Moze psycholog by sie wam przydal tak, aby gdzies te Wasze oczekiwania wyposrodkowac? Tzn moze wiecej stawiania granic ale innymi metodami niz krzyk?
        • zakletawmarmur Re: dodam jeszcze... 02.12.10, 18:32
          > ...ze maz pewnie idzie w zaparte, bo mu sie wydaje,ze skoro Ty jestes poblazliw
          > a to on musi byc jeszcze bardziej surowy

          A może po prostu nie radzi sobie czasami z emocjami, brak mu cierpliwości, wyobraźni a dzieci bywają upierdliwe, ciągle testują na jak daleko można się posunąć. Ojciec chciałby wprowadzić określone zasady (które jednak dziecku są potrzebne, bo dzięki nim czuje się bezpieczniej) a matka tylko podważa jego autorytet, robi z niego potwora. To wszystko może coraz to bardziej frustrować.

          Myśle, że do faceta łatwiej byłoby dotrzeć po dobroci. Odpuścić sobie strofowanie go przy dziecku (no chyba, że dochodzi do jakiś przegięć, typu znęcanie się fizyczne). W chwili, gdy emocje szaleją człowiek i tak nie myśli racjonalnie... Lepiej samemu wtedy zachować spokój, zająć się dzieckiem. Pouczenia lepiej zachować na chwile, gdy emocje opadną... I nie z perspektywy "dobrej mamusi" której dziecko jest krzywdzone ale jak człowiek z człowiekiem. "Ja rozumiem że przy dziecku nerwy czasem siadają, ale w ten sposób nie osiągniemy celu" blablabla.
          Nie bardzo też wierze, że zrobienie z faceta sadysty faktycznie sprawi, że grzecznie wybierze się do poradni. Raczej przemieni się to w walkę "kto ma racje". On będzie starał się przekonać, że to wina zbyt pobłażliwej mamusi, ona będzie się doszukiwać kolejnych przegięć. A frustracja obojga będzie rosła i rosła...

          Swoją drogą czy wam panie nie zdarzyło się nawrzeszczeć na swoje dziecko?
          • sebalda Re: dodam jeszcze... 02.12.10, 20:42
            Zaklęta, masz sporo racji, w tym co piszesz, ale też w pewnych punktach trudno się z Tobą zgodzić.
            Wszystkim nam (bo jesteśmy tylko ludźmi) zdarza się stracić cierpliwość w stosunku do dziecka, podnieść głoś, nawet nawrzeszczeć, ale z wypowiedzi autorki wątku zrozumiałam, że mąż krzyki na dziecko stosuje jako metodę wychowawczą. Uznaje, że dziecko zawsze ma być grzeczne i posłuszne, a gdy nie zachowuje się po myśli tatusia, jedyną metodą na wyegzekwowanie posłuszeństwa jest krzyk. Dziecko jest małe, bezbronne, wychowywanie go przez krzyk jest absurdem i świadczy jedynie o braku umiejętności wychowawczych tatusia. Powtarzam, jako metoda wychowawcza, nie mówimy o sporadycznych incydentach nakrzyczenia na dziecko.
            Masz rację, że może przesadnie robi się z pana potwora, może to tylko sfrustrowany, zmęczony życiem, nieradzący sobie z emocjami facet. I rzeczywiście strofowanie go przy dziecku i robienie z niego sadysty nie pomoże, a tylko go rozsierdzi. W takiej sytuacji pan może się jeszcze bardziej nakręcać i znowu dziecko może na tym ucierpieć.
            Trzeba dużo gadać w chwilach spokoju, opowiadać o przykładach znerwicowanych, zahukanych dzieci, podsuwać lektury na temat wychowywania dzieci w poszanowaniu ich godności, pytać go, jak pamieta swoje dzieciństwo, kazać przypomnieć mu, jak się czul, gdy na niego rodzice krzyczeli, w ostateczności delikatnie zasugerować, że są świetne warsztaty radzenia sobie ze złością, że rozumiem, że jesteś zmęczony i sfrustrowany, ale na dziecku odbijają się bardzo negatywnie takie akcje, a w przyszłości może nawet dojść do utraty dobrego kontaktu z dzieckiem.
            Gdy dziecko jest ewidentnie, ale tak naprawdę ewidentnie krzywdzone, starać się nie krzyczeć wtedy na ojca, ale jakoś dziecko odseparować, uspokoić i dopiero potem omawiać sytaucję.
            • eastern-strix Re: dodam jeszcze... 02.12.10, 21:23
              coz, jesli tata jest sfrustrowany i brak mu cierpliwosci to najlepszy powod na to,ze tacie tez przyda sie terapeuta
    • an_ni Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 02.12.10, 16:44
      jednomyslnosc to mit
      u mnie jest podobnie, ale to ja mam mniej cierpliwosci niz maz, a corka to meza wodzi za nos, nagina do swoich widzimisie
      jesli zachowanie corki przekracza granice a sytuacja wymyka sie spod kontroli, to wkraczam ja z dyscyplina i wtedy maz zazwyczaj mi ustepuje, pozwala mi przejac dowodzenie, bo wowczas dajemy rade ogarnac np mycie, ubieranie dziecka, szykowanie sie w pospiechu porannym do przedszkola/pracy
      jak puszcza mi nerwy, wkracza maz, lagodzi sytuacje, ale wtedy dziecko juz wie ze ma byc bez dalszych awantur
      to jest wspoldzialanie, bo mowienie jednym glosem to mit, nie ma dwojga takich samych ludzi, a dziecko to jeszcze jedna odrebna osoba
      troche idealizujesz siebie jako matke i pewnie twoj maz ma troche racji
      wiec z obu stron musi byc jakies ustepstwo
      • sebalda Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 02.12.10, 16:58
        > to jest wspoldzialanie, bo mowienie jednym glosem to mit, nie ma dwojga takich
        > samych ludzi, a dziecko to jeszcze jedna odrebna osoba
        Genialne, szkoda, że mi nikt wcześniej nie podsunął takiego zdania, wydrukowałabym sobie i powiesiła w widocznym miejscu, żeby mąż codziennie czytał:)
        Nasza pani psycholog też gdzieś pisała, że jeden front dobry, ale bez przesady, a jak rodzice czasem się różnią w zdaniu na jakiś temat, to dziecko uczy tego właśnie, że ludzie się różnią.
        Też mnie ruszyło wcześniejsze stwierdzenie matki: jak juz jest po wszystkim, to sobie wyjaśniamy. Ale po jakim wszystkim? Po tym, jak dziecku sie niesprawiedliwie (bo to się zdarza, reagujemy często niewspółmiernie do winy dziecka) dostało? Ojciec wrócił wściekły z pracy, bo dostał opiernicz od szefa, wyżył się na dziecku, może nawet sprał je za to, że za głośno biegało, matka na to patrzyła, ale nie interweniowała, bo przy dziecku nie można podważać działań rodzica, i dopiero wieczorem zwróciła mężowi uwagę, że jednak może za bardzo dzieciaka zbił i może ten nieszczęsny dzieciak jednak tak bardzo nie zawinił? Jak się czuje takie dziecko? NIe dość, że dostało niesłusznie, to jeszcze matka patrzyła i nie reagowala?
    • santo_inc Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 02.12.10, 20:53
      > W praktyce wygląda to na przykład tak, że kiedy rano wychodzimy do pracy i do p
      > rzedszkola, córka zaczyna płakać, że nie chce iść i woli zostać w domu, nie chc
      > e się umyć ani ubrać. Mąż zaczyna się denerwować i w końcu wrzeszczeć na nią. W
      > tedy ona zaczyna płakać, że on na nią nakrzyczał i że chce do mamy. Wtedy do ak
      > cji wkraczam ja, muszę ją uspokoić (w międzyczasie kłócąc się z mężem...) i po
      > chwili mała spokojnie się ubiera i idzie do łazienki. Mąż: Widzisz, jak cię ust
      > awiła, przychodzisz na każde jęknięcie. Ja: Nie dziwię się, że nie chce nic rob
      > ić z tobą, też nie słuchałabym kogoś, kto na mnie krzyczy.

      A powinno wyglądać tak:
      - córka zaczyna płakać,
      - egzekwujesz od niej uspokojenie i ubranie się zanim mąż się wścieknie,
      albo
      - córka zaczyna płakać,
      - mąż zaczyna się denerwować,
      - wchodzisz do akcji: faceta odsuwasz mówić coś w rodzaju "poczekaj, ja to załatwię" po czym egzekwujesz uspokojenie się dziecka (ale nie przytulaniem i mówieniem jaki to tatuś jest niedobry) i pójście do łazienki.

      W takim szaleństwie musi być jedna opanowana osoba, która swoim spokojem uspokoi dwie kłócące się strony.

      Wspólny front wcale niekoniecznie oznacza stosowanie tych samych metod, ale działanie RAZEM do osiągnięcia tego samego celu, bez działania przeciwko sobie...
    • nowy99 Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 02.12.10, 23:06
      A moim zdaniem dobrze się dzieje, że w sytuacji gdy mąż używa przemocy słownej, krzyku do 3-letniego dziecka, ty reagujesz i stajesz w dziecka obronie, To ważny sygnał dla małej, że nie jest samotna wśród was doreosłych ze swoim problemem przemocy wobec niej. Ona się tego krzyku boi, pytając dlaczego tato krzyczy. I ty stajesz w jej obronie dając jej do zrozumienia, że krzyk jest zły, że nie jest sama. Eksperci od wychowania wcale nie zakazują sporu rodziców o dziecko w jego obecności, wręcz przeciwnie - takiż zalecają właśnie po to by dziecko czuło się nie zostawione samo z problemem kontra rodzice jako przeciwnicy.
      Ale tego nie wolno nadużywać. Mało tego, po takiej sytuacji musisz tak wytłumaczyć małej, żeby z ojca nie zrobiła sobie wroga i tyrana. Może powiedz, że tato też się zdenerwował, bo już kilka razy tacie odmówiła wykonania prośby, zadania i tato zaczyna się denerwować na to. Powiedz, że porozmawiasz z tatą, by nie krzyczał więcej tylko spokojnie i rzeczowo tłumaczył czego od małej wymaga i dlaczego.
      I porozmawiaj na spokjnie, powiedz, że mała powiedziała że go tak kocha ale jak on krzyczy zamiast mówić to go nie lubi albo się boi - coś podkoloruj, tak by złapał się na to i tata i mała.
      I kiedy tato nie krzyknie a spokojnie coś z małą ustali, to niech mała go wyściska za to że nie krzyczał...
      Małe dziewczynki to częśto niezłe histeryczki i terrorystki - naprawdę zauważam różnicę w charakterkach między małymi chłopczykami i dziewczynkami na korzyść jednak tych pierwszych.

      Racje ojca może są słuszne i ty też pewnie tak sądzisz, ale sposób ich egzekwowania niedobry. A może jednak pomóż mężowi w sytuacji gdy ma problem z wyegzekwowaniem od córki danego zachowania - podejdź i powiedz małej: tata prosi więc zrób tak bo tata ma rację. I może mąż wówczas przestanie krzyczeć.
      • sebalda Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 03.12.10, 08:10
        Nowy (dlaczego nie Nowa, nie mogę pojąć:), niektóre rady całkiem fajne, tłumaczenie dziecku, dlaczego tata się zdenerwował i że porozmawiasz z nim, żeby więcej nie krzyczał ok. Cieszę się też, że coraz więcej ludzi rozumie, że nie można w myśl zasady nienaruszalnego wspólnego frontu nie reagować i nie stawać w obronie dziecka. I rzeczywiście słuszna jest uwaga, żeby tego nie nadużywać. Ale moje wątpliwości budzi zdanie:
        A może jednak pomóż mężowi w sytuacji gdy ma problem z wyegzekwo
        > waniem od córki danego zachowania - podejdź i powiedz małej: tata prosi więc zr
        > ób tak bo tata ma rację. I może mąż wówczas przestanie krzyczeć.
        A co, jeśli tata nie ma racji? Bo to chyba clou problemu. Gdyby tata miał rację, w ogóle nie byłoby problemu, żona nie miałaby stresu i nie zastanawiala się, co zrobić z tym fantem. Mówimy o sytuacjach, gdy tata EWIDENTNIE nie ma racji. Dziecko rano ma pełne prawo być nieprzytomne, kapryszące, nieszczęśliwe (podobnie zresztą jak my, dorośli) i krzyczenie na nie w tej sytuacji nigdy nie jest racjonalne i słuszne. Jak wtedy powiedzieć córce, że tata ma rację? Jeśli ojciec krzyczy kompletnie irracjonalnie albo niewspółmiernie do winy dziecka, nie wolno mu wtedy powiedzieć (znaczy dziecku), że tata ma rację, bo robimy dziecku wodę z mózgu. Oczywiście nie należy występować otwarcie i agresywnie przeciwko ojcu, ale też nie można wspierać jego złych działań.
        • zakletawmarmur Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 03.12.10, 14:15
          > Nowy (dlaczego nie Nowa, nie mogę pojąć:), niektóre rady całkiem fajne, tłumacz
          > enie dziecku, dlaczego tata się zdenerwował i że porozmawiasz z nim, żeby więce
          > j nie krzyczał ok. Cieszę się też, że coraz więcej ludzi rozumie, że nie można
          > w myśl zasady nienaruszalnego wspólnego frontu nie reagować i nie stawać w obro
          > nie dziecka. I rzeczywiście słuszna jest uwaga, żeby tego nie nadużywać. Ale mo
          > je wątpliwości budzi zdanie:

          IMO wytłumaczenie dziecku, dlaczego tatuś krzyczał nie oznacza, że nie trzyma się z nim wspólnego frontu.
          Dobrze to podsumował Santo:
          "Wspólny front wcale niekoniecznie oznacza stosowanie tych samych metod, ale działanie RAZEM do osiągnięcia tego samego celu, bez działania przeciwko sobie... "
          • menodo Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 03.12.10, 14:34
            > IMO wytłumaczenie dziecku, dlaczego tatuś krzyczał nie oznacza, że nie trzyma s
            > ię z nim wspólnego frontu.
            > Dobrze to podsumował Santo:
            > "Wspólny front wcale niekoniecznie oznacza stosowanie tych samych metod, ale dz
            > iałanie RAZEM do osiągnięcia tego samego celu, bez działania przeciwko sobie...
            > "
            >
            IMO - po pierwsze - dlaczego w ogole tatus ma krzyczec? Co to w ogole jest, aby krzyczec na male dziecko, ktore na przyklad budzi sie z placzem w nocy?
            Jesli tatus szuka sobie partnera do wyladowania jakichs swoich frustracji - to nie wiem, moze niech sobie pojdzie na mecz albo na jakies dresiarskie osiedle albo na galerianki - jesli go na to stac.
            • nowy99 Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 03.12.10, 15:10
              a... może tatuś jest zły, bo mama mu nie dała tej nocy (sorki)?
              I tutaj podążę białym śladem do wątku groszka, który rozpisywał się o negatywnych stronach braku, niedoboru bla bla w małżeństwie;))) że wszytsko, prawie wszystko sprowadza się do d...;)))

              Nie neguję mamy za ewentualne odmowy;)
              • menodo Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 03.12.10, 15:46
                nowy99 napisał:

                > a... może tatuś jest zły, bo mama mu nie dała tej nocy (sorki)?
                > I tutaj podążę białym śladem do wątku groszka, który rozpisywał się o negatywny
                > ch stronach braku, niedoboru bla bla w małżeństwie;))) że wszytsko, prawie wszy
                > stko sprowadza się do d...;)))
                >
                > Nie neguję mamy za ewentualne odmowy;)

                Jak rozumiem, jestes przyjacilolka groszka, wiec wg wyznawanej wspolnie z nim teorii - jesli mu w nocy nie dogodzisz - on ma prawo rano skatowac dzieci?
            • zakletawmarmur Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 03.12.10, 16:15
              > IMO - po pierwsze - dlaczego w ogole tatus ma krzyczec?

              Oczywiście, ze nie powinien... W ogóle świat powinien być idealny. Dzieci posłuszne, rodzice zawsze opanowani, mający czas na wszystko, szef w pracy wyrozumiały, nie powinno być po drodze korków itd.
              Niestety swiat idealny nie jest. Trzeba sobie jakoś radzić z tym co mamy.

              Mnie w zachowaniu pani nie podoba się stawianie w roli ofiary. Tak właściwie to wcale nie pokazuje jej "wśród tych niesprawiedliwości możesz na mnie liczyć". Raczej pokazuje jej, ze sama jest bezradna i pielegnuje w dziecku poczucie krzywdy.

              > nie wiem, moze niech sobie pojdzie na mecz albo na jakies dresiarskie osiedle a
              > lbo na galerianki -

              To może jeszcze zapytaj autorkę wątku czy jej to rozwiązanie z galeriankami pasuje?
              :-)
        • nowy99 Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 03.12.10, 15:05
          Przecież piszę, że mąż w nieodpowiedni sposób (krzyk) egzekwuje swoje prośby.
          Nie zgadzam się że choidzi o sytuacje, gdy mąż ewidentnie nie ma racji, cytuję sytuację przedstawioną prze zautorkę wątku:
          "W praktyce wygląda to na przykład tak, że kiedy rano wychodzimy do pracy i do przedszkola, córka zaczyna płakać, że nie chce iść i woli zostać w domu, nie chce się umyć ani ubrać. Mąż zaczyna się denerwować i w końcu wrzeszczeć na nią. Wtedy ona zaczyna płakać, że on na nią nakrzyczał i że chce do mamy. Wtedy do akcji wkraczam ja, muszę ją uspokoić (w międzyczasie kłócąc się z mężem...) i po chwili mała spokojnie się ubiera i idzie do łazienki. Mąż: Widzisz, jak cię ustawiła, przychodzisz na każde jęknięcie. Ja: Nie dziwię się, że nie chce nic robić z tobą, też nie słuchałabym kogoś, kto na mnie krzyczy."

          W czym tu mąż nie ma racji? Że prosi by dziecko jednak szlo do przedszkola? Że prosi by się ubrało?
          Myślę, że np. właśnie w takiej sytuacji mama nie powinna stawać w obronie dziecka - a stanęła wszczynając kłótnię z mężem, którą dziecko widzi i umie ocenić, że mama tym samym uważa, że tata racji nie ma. A tata jednak rację merytoryczną ma.
          Mama powinna przykucnać przy małej, przytulić ją (gest pocieszający, za krzyki) i wytłumaczyć, że bardzo się spieszą i wszystkie dzieci teraz w domkach się ubierają i szykują do ich przedszkola, i Ania i Józio i Zosia i Klara..No. Powinna też jej wytłumaczyć, ze tata jest zdenerwowany bo spóźni się do pracy i boi się krzyku (huehue) swojego szefa i takie tam inne bajery. I powinna też dopilnować by oni (mała i tato) rozstali się rano przytuliwszy się do siebie i pocałowawszy na pojednanie - i nie ma tu reguły że to tato ma wyciągnąć do małej rękę, mała też skoro się opierała tacie powinna czuć swój zły "udział" w kłótni i jego konsekwencje: niech przytuli się do ojca na zgodę.
          ...ależ mną wyobraźnia targnęła;)



          W ogóle mam odczucie, że mama już niezależnie od racji taty, zaczyna ustawiać się po stronie dziecka - zła coraz bardziej na agresję taty.
          • eastern-strix Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 03.12.10, 16:20
            >>> Powinna też jej wytłumaczyć, ze tata jest zdenerwowany bo spóźni się do pracy i boi się krzyku (huehue) swojego szefa i takie tam inne bajery. >>>

            W ten sposob uczysz dziecko, ze krzyk to usankcjonowana kulturowo forma wyrazania frustracji i zmuszania osob podleglych do wykonywania polecen: szf krzyczy na tate, tata na corke, corka szarpie kota itp.

            Taki porzadek dziobania do niczego nie prowadzi.

            Krzyk nie moze byc metoda wychowawcza i tyle. Owszem, kazdy czasem traci cierpliwosc, to jest ludzkie. Ale krzyk jako forma egzekwowania polecen prowadzi do jednego - do wchowania krzykacza.
    • agnieszka_iwaszkiewicz Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 07.12.10, 15:58
      Nie ma idealnych rodziców i idealnie stosowanych metod wychowawczych. Nie da się nigdy nie krzyknąć na dziecko. Nie należy też polaryzować ról i pokazywać dziecku, że jest dobra chroniąca mama i zły tata,
      Dla mnie istnieje subtelna różnica pomiędzy tym co nazywamy wychowywaniem dzieci, a tym co można nazwać reakcją rodzica na dziecko. Wychowywanie to nauczanie norm, wartości, relacji, opisywanie świata, modelowanie przydatnych zachowań. Opisane natomiast przez Panią zachowania męża są raczej jego reakcjami na potrzeby dziecka inne niż potrzeby dorosłych. Może takim zniecierpliwieniem reaguje mąż na widok bezradności, słabości, kruchości, niemożności zaprotestowania. To są naturalna stany dzieci, one muszą przez to przejść.
      Reagowanie na potrzeby dziecka, dla dorosłych kompletnie nieracjonalne, jest ważnym elementem nie tyle wychowawczym, co związanym z kontaktem, budowaniem więzi, zawieraniem niestabilnego świata dziecka. Krzyk nie jest pomocą w takich razach. Pomocą jest zrozumienie. I to
      mąż powinien starać się nomen omen zrozumieć. Może może pomóc mu jakaś mądra lektura. Jest taka ładna książka pani Dolto "Zrozumieć dziecko". Forma prosta bo to są pytania i odpowiedzi. Agnieszka Iwaszkiewicz
      Cóż, trzeba pracować nad swoim rodzicoelstwem.
      • menodo Re: Dlaczego nie wolno krzyczeć na dziecko? 08.12.10, 11:50
        agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

        "Nie należy też polaryzować ról i pokazywać dz
        > iecku, że jest dobra chroniąca mama i zły tata"

        To chyba jednak zalezy od tego, jaki ten tata jest?
        Nie chcialabym byc wychowywana w domu, w ktorym histeryczno-choleryczny ojciec drze sie na mnie bez opamietania z powodu najmniejszej frustracji, domaga sie bezzwzglednego posluszenstwa w kazdej sytuacji, a mamusia potulnie - dla zasady- nie reaguje.
        Nie ma nic gorszego niz poczucie osamotnienia dziecka wychowywanego w rodzinie, w ktorej nie ma sie do kogo odwolac kiedy jest potraktowane zbyt surowo i w dodatku niesprawiedliwie.
        Fajne wspomnienie z dziecinstwa: kiedy bylam mala i budzilam sie w nocy z krzykiem, ojciec sie na mnie darl, a matka nie reagowala "zeby nie polaryzowac rol" i wtedy sikalam do lozka...



        • agnieszka_iwaszkiewicz Re: do menodo 08.12.10, 13:23
          Oczywiście, że zależy od sytuacji, ale moja wypowieź nie sugeruje braku interwencji, w tym przypadku matki, ale jej rodzaj i jakość . Można zająć stanowisko, uspokoić dziecko bez jednoczesnego o dewaluowania ojca.
          Szczególnie, że w opisywanym przypadku ojciec nie jest przedsyawiany wyłacznie jako choleryczny despota. Ma jakis kłopot w relacji z małym dzieckiem i jego żona próbuje temu zaradzić własnie bez naruszania jego pozycji ale z ochrona potrzeb dziecka. Tyle tytułem wyjaśnienia. Agnieszka Iwaszkiewicz
          • 3-mamuska Re: do menodo 08.12.10, 21:24
            Brawo jak tak dalej bedzie to ,maz coe zostawi albo bedziesz miec 2 obozy w domu.
            Moj maz czesto nie wiedzial jak reagowac,kiedys sie krzyczalo na dzieci i on myslal ze tak trzeba.
            Jesli wsatwal w nocy do mlodego to mowilam zrob tak i tak ,przytul poglaszcz,i jak zobaczyl ze jednak on moze zrobic cos zeby pomoc dziecku,byl dumny ze mu sie udalo.
            Zachowujesz sie jak kwoka, zrobisz tylko to ze oni nie beda mieli zadnych relacji i bedzie coraz gorzej.
            Zreszta do dzis tak jest ze jak ja cos robie nie tak,to maz ciagnie mnie za rekaw zeby dzieci nie widzialy.Odkad to maz wstaje z dziecmi do szkoly,nie raz bylo tak ze podniosl glos, bo mloda zamiast myc zeby to bawilas sie babelkami z mydla,a czasu nie ma .
            Wiem jedno ze wtracajac sie i krzyczac na meza w takiej chwili robisz im ogromna krzywde,bo:
            -mloda ma tate za potwora,
            -maz czuje sie jak intruz,
            -nie pokazujesz im jak powinny wygladac relacje rodzice dzieci,
            -sama krzyczysz na meza i to prowadzi do tego ,ze on tez uzywa tej metody do dziecka,

            Zrob tak jak maz ma isc do corki,to podpoweidz mu co ma zrobic,porozmawiaj z nim,i powiedz mu ze jest pierwszym mezczyzna w zyciu waszej corki,ze takie relacje jakie bedzsie miala z ojcem to bedzie ja traktowal kiedys jej facet (u mnie bardzo to dziala,bo maz jest strasznie zazdrosy o mloda w zartach mu dogryzam,ale zdrowa reakcja)
            Czaasem przymknij oko na to co robia razem,chodz serce boli to,nigdy nie wtracaj sie otwarcie,zawolaj meza ,"on krzyczy a ty go zawolaj kochanie szybko chodz do sypialni potrzebuje czegos,i wtedy jak on sie zjawi to mu powiedze zeby nie krzyczal"
            Pozawalaj spedzac im czas razem,bo jesli nie pozniej bedziesz pisac na forum,"maz nie zajmuje sie corka".
            JA mam kilka znajomych par i jesli matak jest taka jak ty zawsze wszystko ona przy dziecku robi perfekt to mezczyzna sie wycofuje i po jakims czasie,nie ma z dziecmi nic wspolnego.

            HA tak madra to ja teraz jestem,kiedys tez tak robilam i kiedys maz mi tak powiedzial ze on nie zbliza sie do dzieci bo i po co,skoro ja i tak lepiej wiem.
            Bylo mi bardzo przykro, ale przemyslalm sprawe,i rzeczywiscie bylo tak jak on mowil.
            Umowilismy sie ze nie zwracamy sobie uwagi przy dzieciach,powoli z bledami,i czasem z wpadkami,ale teraz jak pisze: moj maz z corka 7-latka robia wlasnie omlety i kupa smiech z tego jest,uczy ja co sie kladzie,i jak sie robi.Odwozi ja do szkoly,i chodz czasem rano na nia krzyknie, zeby sie pospieszyla to sam mi powiedzial jakis czas temu, ze super ze ja odwozi do szkoly bo sam poczul ze ma lepszy kontakt z nia.
            Teraz sa 4 kciuki, bo omlet taki dobry a buzia pelna wiec pokazuje tacie na 2 rece i nogi jaki dobry.Zrobi warkoczyki i przeczyta bajki.
            Ale ja pozwolilam mu byc tata,dala mu przestrzen zeby poznal dziecko i ono jego,sa okresy ze dzieci chca tylko mam albo tylko tate.
            Naprade warto,pomoz mezowi byc lepszym ojcem zamist stawic go w sytlacji wroga,bo nie warto i zemsci sie to na was za jakis czas.
            MOw mu co zrobic, tlumacz jak corka placze i jest nie zrozumiala,ale bo co zrobic zeby mozna ja bylo uspokojic.
            • menodo Re: do menodo 09.12.10, 00:47
              3-mamuska napisała:

              > Brawo jak tak dalej bedzie to ,maz coe zostawi albo bedziesz miec 2 obozy w dom
              > u."

              Do mnie to mowisz czy do autorki watku? Bo jesli do mnie, to ja jestem 25 lat po slubie, mam stare dzieci i nie przypominam sobie zadnych "obozow" w swoim domu.

              A jesli do autorki watku to wydaje mi sie, ze wiekszosc porad jakie jej udzialasz okazaly sie w jej rodzinie nieskuteczne.




          • menodo Re: do menodo 09.12.10, 11:55
            agnieszka_iwaszkiewicz napisała:

            > Oczywiście, że zależy od sytuacji, ale moja wypowieź nie sugeruje braku interwe
            > ncji, w tym przypadku matki, ale jej rodzaj i jakość . Można zająć stanowisko,
            > uspokoić dziecko bez jednoczesnego o dewaluowania ojca.
            > Szczególnie, że w opisywanym przypadku ojciec nie jest przedsyawiany wyłaczni
            > e jako choleryczny despota. Ma jakis kłopot w relacji z małym dzieckiem i jego
            > żona próbuje temu zaradzić własnie bez naruszania jego pozycji ale z ochrona p
            > otrzeb dziecka."

            To prawda, ze zona probuje jakos temu zaradzic i rzeczywiscie probuje to robic bez naruszania pozycji ojca, jednak pisze ona rowniez, ze te jej lagodne proby spotykaja sie z wielkim niezadowoleniem meza, ktory takze na nia krzyczy i ja takze doprowadza do placzu.

            Jej lagodne dzialania i proby dotarcia do niego sa nieskuteczne. Mysle, ze gdyby skuteczne - nie byloby tego watku.

Pełna wersja