zalamana-1
04.12.10, 15:31
podczytywalam to forum od jakiegos czasu ale nie sadzilam ze bede sama potrzebowala pomocy..musze sie "wygadac" bo juz brak mi sil :( a wiec od poczatku...jestesmy malzenstwem 2,5 roku, mamy 2 letniego synka, za 4 m-ce urodzi nam sie drugie dziecko..od ponad pol roku zaczelo nam sie psuc w malzenstwie, zaczelismy sie klocic, robic sobie na zlosc, doszlo do tego ze albo ze soba nie rozmawialismy albo sie klocilismy, nie mielismy wspolnych zainteresowan, tematow do rozmow..sugerowalam to mezowi, mowilam ze jest zle ale on nie widzial problemu, generalnie jest z tych osob skrytych, malo o sobie mowiacych..mowil ze jest dobrze wiec powoli zaczelam w to wierzyc, zaczelam podchodzic do pewnych spraw tak jak On, czyli olewajac sobie i stalo sie jak sie stalo..m-c temu dowiedzialam sie ze maz chcial mnie zdradzic :( tlumaczyl sie ze byl to chwilowy impuls, ze przez chwile chcial to zrobic ale szybko sie wycofal, dla mnie byl to jak grom z nieba, cale moje zycie zburzylo sie bo o te sprawy bylam zawsze spokojna, nigdy bym nie przypuszczala ze mnie to spotka..ale uwierzylam mu, wybaczylam i zaufalam bezgranicznie po raz drugi, prosilam by nie zmarnowal tego, blagalam zeby nie dal mi wiecej powodow do myslenia ze cos kreci..i wczoraj dowiedzialam sie ze od ponad roku esemesuje z jakas kobieta. rok temu przeczytalam smsy od niej, maz wtedy wyrwal mi tel jakbym przylapala go co najmniej na zdradzie, tlumaczyl ze to z pracy, ze to takie glupie smsy ale byly tylko 2-3 i koniec a teraz dowiaduje sie ze on z nia pisal caly czas, tersc typowo romansowa..maz oczywiscie sie tlumaczy ze to nic nie znaczy, ze to glupie smsy, no i ze pisze tak zeby nie stracic klienta :( zalamalam sie totalnie :( tyle mnie kosztowalo wybaczenie mu poprzednej sprawy i znow dowiaduje sie ze oszukiwal mnie przez ponad rok..nie wiem co mam myslec..co robic..maz oczywiscie przeprasza, zaluje, prosi bym dala mu jeszcze jedna szanse, mowi ze duzo zrozumial po ostatnim, ze ja i dzieci jestesmy dla niego najwazniejsi a przeciez gdyby tak bylo to zakonczylby ta "znajmosc", gdyby to naprawde nic nie znaczylo to powiedzcie czy trwalo by tak dlugo?wg mnie nie, a nawet w ogole by sie nie zaczelo..co ja mam myslec o tym? jak mam mu uwierzyc? jak zaufac? jak zyc wiedzac ze tyle mnie oszukiwal.. :( nie mam sily znow przez to wszystko przechodzic :(