sunshine_83
06.12.10, 01:12
Witam wszystkich. To moj pierwszy watek, wiec prosze o cierpliwosc. Jestem kilka lat po slubie z mezem wlasnie oczekujemy pierwszego dziecka. Jestesmy niezalezni finansowo, obydwoje pracujemy, powodzi nam sie dobrze. Problem? Rodzice meza. Wiem temat walkowany, ale nie wiem co zrobic. Przed slubem nie bylo z nimi problemow. Po slubie pytali czy mu dobrze gotuje, piore, sprzatam. Obowiazkami sie dzielimy - wg nich zle. Wszystko nagle robilam zle. I tak sie zaczelo. Moj tesc nalezy niestety do ludzi, ktorzy naduzywaja swojej sily. Bil zone i dzieci, dopoki dzieci nie byly silniejsze. Zwyzywac dla niego kobiete czy mezczyzne i zastraszyc jak mu sie cos nie podoba to pestka, zwlaszcza jak sie ma odwage po alkoholu. Tak wlasnie zostalam potraktowana. Moj maz stanal w mojej obronie. Sytuacje takie powtarzaly sie zawsze wzgledem innych czlonkow rodziny, ale zawsze rozchodzily sie, ze tak powiem po kosciach. W tej sytuacji tak nie bylo, poniewaz maz nic nie ukrywal i otwarcie stanal w mojej obronie. Zerwalismy kontakt, po licznych epitetach i wplataywaniu innych czlonkow rodziny w cala afere. Minelo kilka lat. Zaszlam w ciaze. To bedzie pierwszy potomek rodzaju meskiego z ich nazwiskiem, wiec teraz dzwonia, chca sie spotykac. Tylko, ze w tym wszystkim nikt mnie nadal za wyzwiska i grozby nie przeprosil (meza tak, mimo, ze bylo to jak rodzice jego byli pod wplywem). U nich panuje zasada: bylo minelo - doslownie. Rodzenstwo meza kwituje to zazwyczaj: "tata taki jest". Ja zostalam inaczej wychowana. Nigdy nie obrzucilam ich wyzwiskami. Na sama mysl, zaczynam sie denerwowac. Oni wykonczyli mnie psychicznie kilka lat temu telefonami i wiadomosciami jakie zostawiali, plotkowaniem na nas do rodziny i in.. Dostalam nerwicy, musialam brac tabletki. Moje malzenstwo prawie sie rozpadlo przez ich wtracanie sie. Teraz kiedy jestesmy szczesliwi i chcialabym pozostala czesc ciazy przejsc bezstresowo, zwlaszcza, ze mam komplikacje. Ale oni dzwonia do meza pytaja sie jak sie czuje i czy sie pogodzimy (od czasu kiedy sie dowiedzieli o ciazy). Z jednej strony rozumiem go, ze che by w koncu po kilku latach bylo miedzy nami, a nimi normalnie. To naturalne, w koncu to jego rodzice. Ale ja nie wiem czy potrafie. Zaraz zaczynam sie denerwowoac. I nie wiem czy sytuacja nadal sie nie bedzie powtarzala. Nie chce jeszcze raz przez to wszystko przechodzic. Tesciowa jeszcze jakos znioslabym, ale mojego meza ojca..... Oni najchetniej udaja, ze problemu nie ma. Jak z nimi rozmawiac? Czy wogole sie spotykac? Ustalic jakies reguly? Warunki? Najchetniej nie ogladalabym ich wogole...