agugu-only
08.12.10, 19:00
Ktoś by powiedział, że historia jak z książki a ja szefowa firmy, silna kobieta, pięćdziesięciolatka , po raz pierwszy w życiu nie wiem jak się w tym znaleźć..........Od 30 lat jestem bardzo szczęśliwą mężatką. Mąż jest starszy ode mnie o 13 lat. Jestem drugą żoną.Dzieci nie mamy.Tak wyszło i nigdy nie stanowiło to dla nas problemu.Mąż ma syna z pierwszego małżeństwa. Chłopca po rozwodzie odseparowano od niego na zawsze,wywożąc go na drugą półkulę.....
W zeszłym roku syn męża odezwał sie do nas bardzo niespodziewanie. Jestem pewna , że to ja go sprowadziłam telepatycznie kiedy okazało się , że mój mąż jest chory na nowotwora.
I przyjęlismy go jak syna. Okazało sie,że jest niespełna 40-letnim rozbitkiem życiowym, bez żadnego dorobku materialnego na emigracjii, samotnym jak pies, skłoconym na śmierć i życie z matką, która rozbiła mu małżeństwo itd, itp.że o rzeczach tak prozaicznych jak nieznajomość smaku wigilijnego i uszek nie wspomnę .Bardzo chłodny emocjonalnie, nie okazujący uczuć, niezwykle ostrożny, podejrzliwy....Zero związków, zero przyjaciół.NIKOGO. Serce pękło mi z rozpaczy. Pomogliśmy finansowo w powrocie do Polski. Pracuje, zarabia mnóstwo . Ma amerykański etat mimo, że pracę wykonuje w domu.Jest cały nasz, uroczy , coraz bardziej ciepły bo chyba nareszcie szczęśliwy...
Kilka miesiecy temu poznal wspaniałą dziewczynę, porzuconą dla młodszej :)rozwódkę z dwójką nastolatków. Po trzech spotkaniach podjeli decyzję o wspólnym życiu. Bardzo się cieszymy z meżem, że nareszcie mamy rodzinę :)Stosunki układają nam się fantastycznie. Akceptujemy się wzajemnie, szanujemy. Spędamy razem wolny czas, maż pozbierał sie po operacji błyskawicznie a pomogła mu w tym ....miłość do syna. I niby wszystko mogłoby być jak w bajce ale......
Dwa miesiące temu zmarł znienawidzony amerykański ojczym. Syn męża pojechał pomóc matce, która została sama, nieczytata i niepisata bo całe życie była tam tylko służącą.Biedna ,bezradna kobieta , którą trzeba przeprowadzić po tylu latach do Polski bo tam nie da rady....I zaczęło się. Godziny rozmów przez Skypea, rady na odległośc, pisma do amerykańskich urzędów, miliony, miliony spraw tamtej kobiety.
Mój problem polega na tym, że kilkukrotnie postawiono mnie w bardzo niezręcznej sytuacji np. przerywając rozmowę o problemach matki, zamykając klapkę laptopa kiedy wchodzę do biura , zwlekając z otwarciem mi drzwi( bo akutrat wysłuchiwali narzekań i płaczów matki przez Skypea)Pytam dziewczynę: kochanie, po co w tym uczestniczysz, tamta kobieta nigdy Cię nie zaakceptuje z dwójką dzieci, tak jak nie akceptowała poprzedniej synowej z jej nieznaczną wada fizyczną. W odpowiedzi usłyszałam " wiesz, muszę bo to matka Andrzeja........."Naprawdę nie wiem jak się zachować w takich sytuacjach.Strasznie mi przykro, że zeszliśmy z meżem na plan dalszy ,wobec problemów tamtej kobiety, przykro mi bo zdążyłam się bardzo mocno emocjonalnie zaangażować w moją nową rodzinę. Proszę o radę jak się w tym wszystkim znaleźć. Przeczekać ? Naprawdę nie mam kogo o to zapytać. Strasznie to boli. Jestem bezradna.Pozdrawiam serdecznie. Ania.